Rozdział 1Skyler
Wendy kręciła się po swojej ogromnej łazience, poprawiając piersi w gorsetowej sukni ślubnej bez ramiączek i włosy w starannie ułożonej fryzurze, trącając ją palcem. Dopilnowałam, żeby uczesanie ani drgnęło podczas wichury, załatwiając jej najlepszego fryzjera w tej branży. Jej ogniste krótkie kosmyki nie odstawały od totalnie odjazdowej fryzury, którą miała na głowie. Dłuższe włosy na czubku jej głowy stały, ułożone w coś, co można opisać jedynie jako rodzaj gładkiej po bokach pufy. Czysta magia, dokładnie taka, jaką moja przyjaciółka chciała czuć w dniu ślubu. Trochę punkrocka, trochę babskiego magazynu o modzie i bardzo, ale to bardzo w stylu Wendy Bannerman. Od tego dnia Wendy Pritchard.
- To kiedy ślub twój i szefa? - zapytała, poprawiając swoją wyrazistą wiśniowoczerwoną pomadkę.
Zastanawiałam się, co jej odpowiedzieć, poprawiając przy tym moje diabelnie kuszące sandałki na szpilkach od Valentino Rockstud Garavani. Złote, z ćwieczkami na pasku w kształcie litery "T", szpilka na dwanaście centymetrów. Parker powiedział mi rano, że mam je mieć na sobie, gdy będzie mnie pieprzyć wieczorem. Nie mogłam się już doczekać.
Ale pytanie Wendy dało mi do myślenia. Od kiedy moja eks-przyjaciółka trafiła do zakładu zamkniętego, gdzie czekała na wyrok, całe dwa miesiące poświęciłam wyłącznie na miłość, dojście do siebie i zbudowanie szczęśliwego gniazdka z moim mężczyzną.
Nie miałam wątpliwości, że Parker to ten jedyny. Zasypiałam utulona ciepłem jego piersi i każdego dnia budziłam się, by ujrzeć jego uśmiech i usłyszeć "Kocham cię". Pokazywał mi to wszystkim, co robił. Każdego ranka parzył i przynosił mi kawę. Całował mnie, gdy tylko mnie widział i zawsze przed wyjściem z domu. Nawet jeśli zamierzał tylko rzucić piłkę naszym psom, zawsze poświęcał mi chwilę czułości, dzięki czemu wiedziałam, że był do mnie przywiązany.
- Hej! Ziemia do Sky. Pytałam cię o coś... Kiedy ty i Parker zaczniecie się bawić w dom jak rodzina, a nie współlokatorzy?
Zmarszczyłam brwi i przechyliłam głowę, aby móc w pełni podziwiać Wendy w jej pięknej sukni ślubnej, z ręką na biodrze i bezczelnym wyrazem twarzy.
- Przyganiał kocioł garnkowi. Byliście z Mickiem ze cztery lata i ślub bierzecie dopiero teraz. Zbyła to machnięciem ręki.
- Drobiazg. Obrożę założył mi po sześciu miesiącach. W naszym środowisku... - Pociągnęła za nowiutki, szeroki na dwa centymetry platynowy choker na swojej szyi. Z pierścienia w centrum zwisało czarne serduszko z diamentu. Mick podarował go jej na osobności zeszłej nocy. Po założeniu zamknięcie wtopiło się w projekt w taki sposób, że można go było zdjąć jedynie na drodze cięcia. Wendy nie posiadała się ze szczęścia, pokazując mi go rano przed ceremonią w ich posiadłości. Mick zrobił sobie tatuaż pasujący do wzorku na jej obroży, ale na jednym z przegubów. Nie byłam w stanie dostrzec go pod jego koszulą ani nie prosiłam o to, ponieważ nie był przeznaczony dla moich oczu. Jeśli będzie chciał podzielić się tym sposobem przywiązania do żony, zrobi to. Chociaż nie umknęło mojej uwadze, że napiętnował się dla niej. To dość zdecydowane oświadczenie.
- W naszym świecie obróżka to najwyższy wyraz zobowiązania. Nie potrzebowaliśmy do tego ani obrączek, ani publicznych zapewnień. Poświęciliśmy się sobie w sposób, który znaczy dla nas najwięcej. Ale gdy zdecydowaliśmy się na dzieci, uznaliśmy, że warto to przypieczętować prawnie. - Mrugnęła do mnie.
Przytaknęłam, skubiąc wargę i wyobrażając sobie siebie i Parkera wchodzących w rolę małżonków z dziećmi. Wiedział, że chciałam brać mniej zleceń, gdy skończę kręcić trylogię Aktorki z górnej półki. Dużo rozmawialiśmy o tym, że chciałabym prowadzić szkołę aktorską dla dzieci, zwłaszcza tych z biedniejszych rodzin, których normalnie nie byłoby stać na takie zajęcia. Najpierw jednak musieliśmy postanowić, że chcemy być ze sobą na zawsze.
- Prawdę mówiąc, Wen, nie rozmawialiśmy o tym jeszcze. Nie wybiegamy z naszymi planami tak daleko w przyszłość. Kiedy założymy rodzinę, kiedy się pobierzemy... Parker nic nie mówił, że chciałby brać ślub w najbliższym czasie.
- Hmm... W takim razie będziesz musiała zrobić to sama. - Wendy zrobiła nadąsaną minę.
- Masz na myśli, że to ja powinnam się oświadczyć? - Skrzywiłam się. Pomysł rozbłysnął nad moją głową z mocą cholernego halogenu.
Wendy uśmiechnęła się szeroko.
- No, to jest jakiś pomysł. Myślałam, że może powinnaś skierować jego myśli w tym kierunku, rozkładając dookoła czasopisma o organizowaniu ślubów, podrzucać wskazówki i takie tam. Ale twój pomysł bardziej mi się podoba! Jest idealny. Kto powiedział, że to laska nie może poprosić faceta o rękę? - Zatarła ręce, potakując. - Taaak, totalnie to widzę. No przecież nie da ci kosza. Szaleje z miłości za tobą. Wyobrażam sobie, że po tym wszystkim, co się wydarzyło, po tych wszystkich problemach, przez które przeszliście, może nie być zbyt chętny sam z siebie do jakichkolwiek zmian w życiu.
- Prawda - mruknęłam, wiedząc, że Parker martwił się o mnie bardziej niż cokolwiek innego.
- Czyli musisz to zrobić! - zaklaskała. - Hurra! Operacja Oświadczyny w SkyParku rozpoczęta!
Jęknęłam:
- Wen, nie zapominajmy, że póki co jesteśmy na twoim weselu. Twój mąż pewnie kręci się z kąta w kąt, zastanawiając, gdzie się podziewasz. Mój facet pewnie chla gdzieś z kumplami, ty musisz przygotować się na miodowy miesiąc. A jesteśmy tu tylko dlatego, że chciałaś siku!
Skrzyżowała nogi i zakołysała biodrami:
- Jeju! Taaak, nadal mi się chce. Potrzymasz koniec kiecki, żebym mogła to ogarnąć?
Roześmiałam się, łapiąc za materiał jej rozłożystej sukni. Górę stanowił sznurowany gorset totalnie w stylu punkówy, ale dół był tak księżniczkowy, jak tylko się dało. Po prostu cała Wendy.
Gdy tylko zrobiła swoje i umyła ręce, wyszłyśmy, obejmując się w zgięciach łokci.
- Twój ślub był idealny. - Z uśmiechem trąciłam ją w ramię.
- No, totalnie. Teraz czas zakasać rękawy i przystąpić do operacji Oświadczyny w SkyParku. - Jej jasnoniebieskie oczy wydawały się iskrzyć na sam ten pomysł.
- A ty tylko o jednym - pokręciłam głową. Wzruszyła ramionami.
- Jeśli coś jest dobre, to jest dobre. Jeśli coś działa, to niech działa. Dlaczego nie spróbujesz? Nie ma sensu robić bilansu zysków i strat. Nie pozwól, by przytłoczyły się negatywne myśli. Tego nauczył mnie Mick. Bierz życie za rogi. Nie pozwól, by strach decydował za ciebie. Czas, żeby to miłość usiadła za kółkiem.
- Laska, to jest dopiero mądrość. - Słowa Wendy zrobiły na mnie wrażenie.
- Przeważnie jest to mądrość z dupy, ale czasem wyrzucę z siebie coś sensownego. - Wyszczerzyła się złośliwie.
- Na przykład teraz. - Naszą rozmowę przerwał głęboki głos. - Zabieraj lepiej ten swój jędrny tyłeczek do swojego męża w tej chwili albo zamiast mądrości pojawi się na nim czerwony ślad.
Wendy uśmiechnęła się, puściła do mnie oko, po czym potuptała biżej Micka. Obserwował jej ruchy jak sokół, który śledzi swoją ofiarę. Gdy stanęła przed nim, spuściła wzrok.
- Panie...
Z jego ust wydobył się gardłowy pomruk, gdy chwycił palcem pierścień na chokerze i pociągnął za niego. Westchnęła, a jej niebieskie oczy pociemniały. Rety, Mick serio potrafił zapanować nad swoją partnerką. Chociaż właściwie wystarczyło, żeby Parker trącił nosem moją szyję i wciągnął mój zapach, żebym się rozpłynęła.
Wendy serio miała rację. Jeśli coś działa, to niech działa.
- Zostawię was samych. - Uśmiechnęłam się i wyminęłam zapatrzoną w siebie parę.
- Dobry pomysł - powiedział do mnie Mick, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z Wendy.
Wymknęłam się na korytarz, zeszłam długimi schodami, minęłam kilka pokoi, aż w końcu dotarłam na podwórze, gdzie pod ogromnymi białymi namiotami, wspieranymi przez kolumny ozdobione kwiatami i migoczącymi światełkami, miała miejsce większość rozrywek.
Kiedy tam dotarłam, złapałam spojrzenie Parkera. Rozmawiał ze swoimi rodzicami, ale przeprosił ich i podszedł do mnie. Jego tata był na wózku, lecz zdawał się rozpromieniony. Uwielbiałam jego uśmiech. To rzadki widok, bo leczenie przebiegało ciężko. Szkoda, bo naprawdę było na co popatrzeć.
- Wszystko gra, Brzoskwinko?
Kiwnęłam głową i przyciągnęłam go do siebie, jakbym widziała go pierwszy raz. Miał na sobie świetnie skrojony, smoliście czarny garnitur, krawat z żółtej satyny i złotą poszetkę w paisley. Pod marynarkę włożył śnieżnobiałą koszulę i szarą kamizelkę, która idealnie pasowała do mojej jasnożółtej sukienki. Uśmiech na jego zabójczo przystojnej, gładko ogolonej twarzy był szeroki i serdeczny. Odniosłam wrażenie, jakby połowa mojej duszy na moich oczach wskakiwała na swoje miejsce. Wszystko było dla mnie jasne.
To on.
Parker.
To zawsze był on.
To zawsze będzie on.
Zatrzymam go przy sobie na zawsze.
- Jak się ma dziewczyna moich marzeń? - Uśmiechnął się, kładąc dłoń na mojej talii, zbliżając nasze ciała do siebie i zanurzając nos w zgłębieniu mojej szyi. Wciągnął głęboko powietrze, a ja zamknęłam oczy, zapamiętując ten właśnie moment, kiedy zdecydowałam, że to właśnie tego mężczyznę, drugą połowę mojej duszy, uczynię moim mężem.
Jak powiedziała Wendy: operacja Oświadczyny w SkyParku rozpoczęła się.
Rozdział 2Parker
- A niech mnie, kochanie, cudownie pachniesz - mruknąłem, składając kilka pospiesznych pocałunków na jej skórze. Jej śmiech był muzyką dla moich uszu. W ciągu ostatnich kilku miesięcy śmiała się tak rzadko. Fakt, że przychodziło jej to coraz łatwiej, sprawiał, że zmartwienie powoli przestawało dławić moje serce. Każdego dnia uśmiechała się coraz częściej, a po sposobie, w jaki chodziła, widziałem, że wróciła jej dawna energia. To wesele naprawdę odwaliło kawał dobrej roboty w jej powrocie do zdrowia. Miała tyle okazji do spędzania czasu z Wendy. Sky mogła skoncentrować się na czymś miłym, a to prawdziwy dar od losu.
Skyler przytuliła się do mnie, a ja pogładziłem jej odkryte plecy.
- Czy już ci mówiłem, jak cholernie podoba mi się ta sukienka?
Wybuchła śmiechem i odchyliła głowę do tyłu, dając mi możliwość ozdobienia jej smukłej, delikatnej szyi łańcuszkiem pocałunków, który zakończyłem na jej ustach. Wtopiłem się w nie czule, a ona odsunęła się, obejmując mnie ramionami.
- Owszem, zdarzyło ci się o tym wspomnieć raz czy dwa.
Uśmiechnąłem się jak diabeł, który zdobył na wieczność kolejną duszyczkę.
- A te buty... Pamiętasz, co mam w planach dla tych przeseksownych szpilek?
Policzki Skyler pokrył śliczny różowy rumieniec.
- Mhm... Coś o tym, że będą się wbijać w tył twoich ud, gdy będziesz mnie rżnął do utraty tchu, jeśli dobrze pamiętam.
Przesunąłem dłoń niżej, dotykając odsłoniętego ciała tuż nad jej tyłkiem i przejechałem po nim palcami, wiedząc, jak wrażliwa jest w tamtym miejscu. W prawdziwą ekstazę wpadała szczególnie wtedy, gdy brzuch i cycki miała przyciśnięte do materaca, a ja całowałem ją tam od tyłu. Dotyk dłoni to nie to samo, ale wystarczył, aby przypomnieć jej, co ją czekało.
Zadrżała w moich ramionach, a jej brązowe oczy zaskrzyły i pociemniały jak zawsze, gdy jej zmysły przyćmiło pożądanie.
Odebrała sygnał.
Sky oparła głowę o moją klatę, a ja trzymałem ją tak przy sobie, sycąc się jej obecnością i ciepłem.
- Tak się cieszę, że Mick i Wendy przesunęli swoje wesele o tych parę miesięcy - szepnąłem w jej włosy.
- Ja też. Wszyscy się cieszą, że sytuacja się uspokoiła.
Wziąłem głęboki wdech, pozwalając, aby z mojego serca spadł ciężar wszystkich tych emocji.
- Dokładnie tak. International Guy znowu działa, a my mieszkamy razem, budzę się koło ciebie każdego dnia...
Moja dziewczyna uniosła głowę i uśmiechnęła się przepięknie.
- Ta część jest świetna. - Zgodziła się. - I jestem podekscytowana, że Bo przekonał Annie do powrotu i mieliśmy okazję zakopać topór wojenny nad piwem i przekąskami w Luckym.
- Tak. Wygląda na to, że wyszła ze swojej skorupy i serio stała się częścią ekipy. Też cieszy mnie jej powrót.
Spojrzałem na kobietę, której oddałem swoją duszę.
- Jesteś tak cholernie piękna, Sky. Mógłbym wiecznie patrzeć na twoją twarz. - Ująłem ją pod brodę i przesunąłem kciukiem po jej policzku, po czym pocałowałem namiętnie. Gdy tylko nasze usta się zetknęły, ponad muzyką i innymi imprezowiczami usłyszałem krzyk Royce'a:
- Kobieto! Jeszcze chwila gonienia za tym słodkim tyłeczkiem i oszaleję! Cholera. Daj mi odetchnąć!
Oboje ze Sky odwróciliśmy się w tę stronę i zobaczyliśmy, jak Roy złapał Kendrę za rękę i obrócił tak, że wpadła w jego ramiona. Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, a sądząc po jej minie nie byłoby to nic przyjemnego, ale on złapał ją za tył głowy i przycisnął swoje usta do jej ust. Całował ją mocno, jakby upijał się tym pocałunkiem. Ona odpowiedziała tym samym, ocierając się o niego swoim smukłym ciałem. Przechylił głowę w jedną stronę, ona zrobiła to samo. Obściskiwali się z pasją.
Mógłbym przysiąc, że widziałem mężczyzn, którzy wracali z wojny i nie zachowywali się aż tak namiętnie, a oni na swoje kobiety czekali miesiącami.
Ten pocałunek to było coś, co warto zapamiętać.
Sky wyciągnęła telefon z kieszeni mojej marynarki i zrobiła im serię zdjęć.
- Co ty wyprawiasz? - szepnąłem.
- Skarbie, potrzebujemy dowodów. Gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy, w życiu bym nie uwierzyła!
Pokręciłem głową.
- To nie będzie łatwe... dla żadnego z nich.
- Dlaczego tak mówisz? - Zmarszczyła brwi.
Nie miałem czasu na odpowiedź, bo Kendra, z przerażeniem i dzikością w oczach, odskoczyła od niego, po czym wymierzyła Roy'owi soczystego plaskacza w zdumioną twarz.
Skrzywiłem się.
- Ała. To musiało zaboleć. - Wciągnąłem gwałtownie powietrze.
- Mówiłam ci, że masz trzymać łapy z dala ode mnie! - warknęła gardłowo Kendra.
Roy nawet nie złapał się za policzek, który musiał go palić żywym ogniem. Jego usta wykrzywił grymas.
- Przestań uciekać, do cholery! Musisz ze mną porozmawiać. Między nami jeszcze nie koniec.