Interes ubezpieczeniowy. Aspekty prawne - Szymon Byczko

Kup ebooka

56.70 zł
45.36 zł (43,66 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Geneza pojęcia interesu ubezpieczeniowego i jego kształtowanie w rozwoju umowy ubezpieczenia

Po­ję­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go ma swo­je pier­wot­ne źró­dło w pra­wie an­giel­skim, a jego po­wsta­nie jest ści­śle zwią­za­ne z dą­że­niem do od­na­le­zie­nia isto­ty umo­wy ubez­pie­cze­nia oraz wy­od­ręb­nie­nia jej spo­śród umów o cha­rak­te­rze czy­sto lo­so­wym. Kwe­stia od­róż­nie­nia umo­wy ubez­pie­cze­nia od zwy­kłych umów ha­zar­do­wych po­zo­sta­je w polu za­in­te­re­so­wa­nia orzecz­nic­twa an­giel­skie­go od dru­giej po­ło­wy XVIII wie­ku. Jest to o tyle zro­zu­mia­łe, że hi­sto­ria ubez­pie­czeń w An­glii jest wy­jąt­ko­wo dłu­ga, a więc i za­gad­nie­nia spor­ne po­ja­wi­ły się tam wcze­śniej niż w in­nych po­rząd­kach praw­nych. Po okre­sie po­cząt­ko­we­go li­be­ra­li­zmu, w któ­rym udzie­la­no peł­nej ochro­ny praw­nej na­wet umo­wom o cał­ko­wi­cie ha­zar­do­wym cha­rak­te­rze, po­ja­wi­ły się w pra­wie an­giel­skim ten­den­cje do za­wę­ża­nia ochro­ny praw­nej tyl­ko do ta­kich umów lo­so­wych, któ­re do­ty­czy­ły ry­zy­ka uzna­ne­go za god­ne ochro­ny w ka­te­go­riach po­rząd­ku pu­blicz­ne­go. Uzna­no bo­wiem za nie­wła­ści­we, by po­rzą­dek praw­ny udzie­lał ochro­ny umo­wom o spe­ku­la­cyj­nym, ha­zar­do­wym cha­rak­te­rze, umo­wy ta­kie uzna­no za sprzecz­ne z po­czu­ciem mo­ral­no­ści, a an­ga­żo­wa­nie au­to­ry­te­tu pań­stwa w ich ochro­nę za nie­do­pusz­czal­ne1. Jako klu­czo­we po­da­wa­no ar­gu­men­ty wska­zu­ją­ce na ka­ta­stro­fal­ne skut­ki bra­ku in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niach na ży­cie, gdzie orzecz­nic­two nie­jed­no­krot­nie ujaw­nia­ło sy­tu­acje, w któ­rych za­war­ta umo­wa ubez­pie­cze­nia sta­wa­ła się mo­ty­wem do za­bój­stwa ubez­pie­czo­ne­go przez oso­bę upraw­nio­ną do uzy­ska­nia od­szko­do­wa­nia2. Opie­ra­jąc się na tych skraj­nych przy­pad­kach, wska­zy­wa­no na ko­niecz­ność ogra­ni­cze­nia po­kus nie­le­gal­nych dzia­łań, do któ­rych mo­gły pro­wa­dzić umo­wy ubez­pie­cze­nia za­wie­ra­ne bez ja­kiej­kol­wiek ma­te­rial­nej pod­sta­wy. Dzia­ła­nia te wpi­sy­wa­ły się w ogól­ny nurt wal­ki z ha­zar­dem, jako zja­wi­skiem wy­nisz­cza­ją­cym ży­cie spo­łecz­ne.

Ta­kim wła­śnie ce­lom i ogra­ni­cze­niu kon­struk­cji ubez­pie­cze­nia je­dy­nie do ochro­ny przed re­al­nie za­gra­ża­ją­cym ry­zy­kiem, miał słu­żyć i słu­ży do pew­ne­go stop­nia nadal in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy. Brak moż­li­wo­ści wy­ka­za­nia przez ubez­pie­cza­ją­ce­go ist­nie­nia rze­czy­wi­ste­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go spy­chał umo­wę do ka­te­go­rii nie­chro­nio­nych przez pra­wo ha­zar­do­wych po­ro­zu­mień mię­dzy stro­na­mi3. W nie­co póź­niej­szym okre­sie mo­tyw wpro­wa­dze­nia do umo­wy czyn­ni­ka od­róż­nia­ją­ce­go za­kład i grę od ubez­pie­cze­nia ode­grał dużą rolę tak­że w in­nych po­rząd­kach praw­nych. Na przy­kład, w usta­wo­daw­stwie fran­cu­skim wal­ka z wy­ko­rzy­sty­wa­niem ubez­pie­czeń do upra­wia­nia ha­zar­du roz­po­czę­ła się od po­cząt­ków XIX w., kie­dy za­czę­to co­raz po­wszech­niej sta­wiać wy­ma­ga­nie ist­nie­nia w umo­wie re­al­ne­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go4.

Trze­ba wska­zać na to, że po­ję­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go samo w so­bie ule­ga cią­głym i da­le­ko idą­cym prze­mia­nom. Wska­zać tu moż­na ewo­lu­cję tego po­ję­cia w An­glii, gdzie po­cząt­ko­wo trak­to­wa­no je sze­ro­ko, w spo­sób po­dob­ny do dzi­siej­sze­go uję­cia nie­miec­kie­go lub fran­cu­skie­go. Stop­nio­wo jed­nak do­szło do za­cie­śnia­nia tego po­ję­cia do ka­te­go­rii czy­sto ma­jąt­ko­wej, pie­nięż­nej, a w chwi­li obec­nej trak­tu­je się in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w pra­wie an­giel­skim nie­zwy­kle wą­sko w po­rów­na­niu z in­ny­mi po­rząd­ka­mi praw­ny­mi. Jest to o tyle zna­mien­ne, że ry­nek ubez­pie­cze­nio­wy w An­glii na­le­ży do naj­więk­szych na świe­cie, ofe­ru­jąc tak­że umo­wy sku­tecz­ne poza gra­ni­ca­mi kra­ju, do­ty­czą­ce naj­róż­niej­szych zda­rzeń i in­te­re­sów ubez­pie­cze­nio­wych. Ta sze­ro­ka prak­ty­ka nie po­wo­du­je jed­nak odej­ścia od su­ro­wo trak­to­wa­ne­go wy­ma­ga­nia: umo­wa ubez­pie­cze­nia musi chro­nić re­al­ny in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, a nie może być na­rzę­dziem ha­zar­du na czy­stym, nie­po­wią­za­nym z nie­bez­pie­czeń­stwem stra­ty, ry­zy­ku zaj­ścia ja­kie­goś zda­rze­nia do­wol­nie wska­za­ne­go w umo­wie. Taka sy­tu­acja po­wo­du­je, że na­si­la się tam obec­nie pre­sja na od­cho­dze­nie od roz­wią­zań ro­dem z prze­ło­mu XVIII i XIX wie­ku, na ko­rzyść znacz­nie li­be­ral­niej­sze­go uję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, a w nie­któ­rych pu­bli­ka­cjach po­stu­lu­je się na­wet cał­ko­wi­te odej­ście od tej kon­struk­cji5.

Pro­ce­sy za­cho­dzą­ce w An­glii są o tyle cie­ka­we z punk­tu wi­dze­nia współ­cze­sne­go pra­wa pol­skie­go, że prze­cież tak­że i w na­szym po­rząd­ku praw­nym mamy do czy­nie­nia z grun­tow­ną zmia­ną kon­cep­cji do­ty­czą­cych przed­mio­tu umo­wy ubez­pie­cze­nia, a co za tym idzie i in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Trze­ba w tym miej­scu za­uwa­żyć, że przyj­mo­wa­na do nie­daw­na w Ko­dek­sie cy­wil­nym kon­struk­cja mie­nia, jako przed­mio­tu ubez­pie­cze­nia (wy­ni­ka­ją­ca z tak zwa­nej teo­rii mie­nia), była w prak­tycz­nym za­sto­so­wa­niu dość do­kład­nym od­zwier­cie­dle­niem wą­skiej kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, przy­ję­tej na grun­cie an­giel­skich orze­czeń w spra­wach Lu­ce­na v Crau­fund (1802) i Ma­cau­ra v Nor­thern In­su­ran­ce Co Ltd. (1925). Wpraw­dzie zbież­ność prak­tycz­nych skut­ków roz­wią­zań pol­skich (sprzed no­we­li­za­cji art. 821 k.c.) i an­giel­skich wy­ni­ka z od­mien­nej ar­gu­men­ta­cji i in­ne­go kon­tek­stu hi­sto­rycz­ne­go, ale, co war­to za­uwa­żyć, w obu przy­pad­kach była to ar­gu­men­ta­cja ra­czej po­za­praw­na, od­wo­łu­ją­ca się do za­sad przy­ję­te­go sys­te­mu etycz­ne­go czy mo­ral­ne­go6. Ko­niecz­ne jest więc prze­ana­li­zo­wa­nie przy­czyn, któ­re przy­świe­ca­ły przy­ję­ciu tego typu roz­wią­zań, a ich osta­tecz­na zbież­ność po­zwa­la na sze­ro­kie ko­rzy­sta­nie z wnio­sków pły­ną­cych z przy­kła­dów pra­wa an­giel­skie­go na grun­cie na­sze­go po­rząd­ku praw­ne­go.

W ten lub inny spo­sób więk­szość po­rząd­ków praw­nych przy­ję­ła kon­struk­cję in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, jako ko­niecz­ne­go ele­men­tu umo­wy ubez­pie­cze­nia. Jego brak ozna­cza, iż dany sto­su­nek praw­ny ma inny cha­rak­ter niż ubez­pie­cze­nie. Mimo róż­ne­go za­kre­su za­sto­so­wa­nia (cze­go przy­kła­dem jest dość po­wszech­ne w kra­jach kon­ty­nen­tal­nych po­rząd­ków praw­nych wy­łą­cze­nie tego po­ję­cia w umo­wach ubez­pie­cze­nia oso­bo­we­go) in­te­res jest uzna­wa­ny za nie­zbęd­ny ele­ment ubez­pie­cze­nia. Pro­wa­dzi to do wnio­sku, że róż­ne po­rząd­ki praw­ne sto­ją wo­bec po­dob­nej ko­niecz­no­ści zde­fi­nio­wa­nia po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go na po­trze­by no­wo­cze­sne­go ryn­ku ubez­pie­cze­nio­we­go. W An­glii jest tak dla­te­go, że ry­nek wy­mu­sza zmia­nę przy­ję­tej nie­gdyś kon­struk­cji, na­to­miast w Pol­sce jest tak dla­te­go, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy do­pie­ro te­raz po­ja­wił się expres­sis ver­bis jako przed­miot umo­wy ubez­pie­cze­nia w Ko­dek­sie cy­wil­nym. Dys­ku­sja to­czą­ca się w dok­try­nie an­giel­skiej jest wzbo­ga­co­na o licz­ne do­świad­cze­nia z pra­wa Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Ka­na­dy i Au­stra­lii, gdzie za­ło­że­nia wy­ni­ka­ją­ce ze spra­wy Lu­ce­na v. Cra­fund w zna­czą­cy spo­sób zmo­dy­fi­ko­wa­no już ja­kiś czas temu7. Nie moż­na tu tak­że po­mi­nąć go­rą­cej dys­ku­sji, jaka to­czy się we Fran­cji, w któ­rej trwa spór o za­kres sto­so­wa­nia po­ję­cia in­te­re­su, zwłasz­cza o jego uży­tecz­ność w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych8.

Dla pra­wa pol­skie­go roz­wa­ża­nia pro­wa­dzo­ne na grun­cie in­nych po­rząd­ków praw­nych mogą być uży­tecz­ne zwłasz­cza dla­te­go, że do­ty­czą za­gad­nień wła­ści­wie nie­po­ru­sza­nych w na­szym pi­śmien­nic­twie. Oprócz za­ry­su kon­cep­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go za­pre­zen­to­wa­ne­go kil­ka­krot­nie przez E. Ko­wa­lew­skie­go9 oraz M. Or­lic­kie­go10, brak jest do­głęb­niej­szej ana­li­zy tego po­ję­cia w na­szej li­te­ra­tu­rze. Mamy więc do czy­nie­nia z sy­tu­acją, w któ­rej sto­sun­ko­wo no­wo­cze­sny ry­nek ubez­pie­cze­nio­wy ofe­ru­je sze­reg ro­dza­jów umów ubez­pie­cze­nia, do­ty­czą­cych cza­sem bar­dzo kon­tro­wer­syj­nych in­te­re­sów ubez­pie­cze­nio­wych - w pra­wie cał­ko­wi­tej próż­ni dok­try­nal­nej. Nowa re­gu­la­cja za­war­ta w art. 821 k.c. jest kro­kiem w do­brym kie­run­ku, ale jej la­pi­dar­ność otwie­ra wie­le pól do roz­wa­żań nad isto­tą uży­te­go w niej po­ję­cia in­te­re­su.

Dal­sze uwa­gi będą do­ty­czy­ły ewo­lu­cji po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim, z od­wo­ła­niem do po­dob­nych prak­tycz­nych zja­wisk i pro­ble­mów po­ja­wia­ją­cych się w na­szym po­rząd­ku praw­nym.

1.1. Interes ubezpieczeniowy w systemach prawnych common law

1.1.1. Przy­czy­ny po­wsta­nia i roz­wój po­ję­cia po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim

1.1.1.1. Po­cząt­ko­wy okres kształ­to­wa­nia się po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w An­glii

Jak zo­sta­ło wcze­śniej wspo­mnia­ne, w po­cząt­ko­wym okre­sie roz­wo­ju pra­wa ubez­pie­cze­nio­we­go orzecz­nic­two an­giel­skie przyj­mo­wa­ło bar­dzo li­be­ral­ne po­dej­ście do za­gad­nie­nia przed­mio­tu umo­wy ubez­pie­cze­nia11. Do­pusz­cza­no moż­li­wość za­war­cia umo­wy ubez­pie­cze­nia, któ­rej przed­mio­tem było to, czy Ka­rol II zo­sta­nie kró­lem An­glii12, lub szan­se na wy­gra­ną lub prze­gra­ną po­szcze­gól­nych po­li­ty­ków w kam­pa­nii wy­bor­czej. Roz­wa­ża­no sku­tecz­ność umo­wy ubez­pie­cze­nia ży­cia Na­po­le­ona Bo­na­par­te, za­war­te­go przez oso­by nie­ma­ją­ce z nim nic wspól­ne­go13, lub szcze­gól­ne "krzy­żo­we" ubez­pie­cze­nie na ży­cie krew­nych dwóch ubez­pie­cza­ją­cych14. Orzecz­nic­two było chwiej­ne, a szcze­gól­ne kło­po­ty spra­wia­ło zna­le­zie­nie ma­te­rial­nej pod­sta­wy do uzna­nia sku­tecz­no­ści umo­wy ubez­pie­cze­nia. Z jed­nej stro­ny dą­żo­no do za­cho­wa­nia sku­tecz­no­ści za­war­tych umów, z dru­giej dą­żo­no do unie­moż­li­wie­nia an­ga­żo­wa­nia au­to­ry­te­tu pań­stwa w ochro­nę pry­wat­nych roz­gry­wek ha­zar­do­wych. Pro­blem w swo­jej isto­cie do­ty­czył za­kre­su do­pusz­czal­nej swo­bo­dy umów w za­kre­sie okre­śle­nia tego, co jest moż­li­wym przed­mio­tem umo­wy ubez­pie­cze­nia.

Pierw­szym sy­gna­łem zmian było wej­ście w ży­cie w 1746 r. Ma­ri­ne In­su­ran­ce Act. Usta­wa ta jako pierw­sza wpro­wa­dzi­ła ko­niecz­ność wska­za­nia w umo­wie ubez­pie­cze­nia kon­kret­ne­go ma­jąt­ko­we­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Od wy­stę­po­wa­nia tego in­te­re­su w chwi­li za­war­cia umo­wy za­le­ża­ło to, czy umo­wa była w ogó­le waż­na. Ta ge­ne­ral­na za­sa­da po­zo­sta­je w pra­wie an­giel­skim fun­da­men­tem ubez­pie­cze­nia do dnia dzi­siej­sze­go. Jak stwier­dza się w kla­sycz­nej po­zy­cji an­giel­skiej li­te­ra­tu­ry ubez­pie­cze­nio­wej: "każ­da umo­wa ubez­pie­cze­nia wy­ma­ga wspie­ra­ją­ce­go jej in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, w przy­pad­ku jego bra­ku, umo­wa jest nie­waż­na"15.

Istot­ne jest jed­nak to, że nie wska­zy­wa­no w tej usta­wie, na czym in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy miał­by po­le­gać, po­zo­sta­wia­jąc spre­cy­zo­wa­nie tego po­ję­cia prak­ty­ce. De­fi­nio­wa­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, do­ko­ny­wa­ne stop­nio­wo w orzecz­nic­twie, mu­sia­ło się od­wo­ły­wać do funk­cji, jaką miał on speł­niać w umo­wie. Po­le­ga­ła ona na łą­cze­niu wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go z uszczerb­kiem w sze­ro­ko ro­zu­mia­nym ma­jąt­ku ubez­pie­cza­ją­ce­go, tak by nie był on "oso­bą trze­cią" wo­bec zda­rze­nia szko­dzą­ce­go. Funk­cja ta mia­ła za­po­bie­gać za­wie­ra­niu umów o czy­sto spe­ku­la­cyj­nym, ha­zar­do­wym cha­rak­te­rze, przez oso­by, dla któ­rych wy­pa­dek ubez­pie­cze­nio­wy nie wy­wo­ły­wał żad­ne­go ne­ga­tyw­ne­go skut­ku. Uwa­ża­no, że umo­wy ta­kie są nie­do­pusz­czal­ne z dwóch po­wo­dów.

Po pierw­sze, ro­dzą ry­zy­ko nie­uczci­wo­ści, zwią­za­nej z po­ku­są ce­lo­we­go wy­rzą­dze­nia szko­dy dla uzy­ska­nia od­szko­do­wa­nia. Po­ku­sa ta, jak po­wszech­nie twier­dzo­no, by­ła­by o wie­le więk­sza, gdy­by ubez­pie­cza­ją­ce­go nie łą­czył z ubez­pie­cza­nym mie­niem (lub in­ny­mi do­bra­mi) ja­ki­kol­wiek in­te­res po­nie­waż w ta­kim ra­zie wy­pa­dek ubez­pie­cze­nio­wy nie ro­dził­by po jego stro­nie żad­nej szko­dy, a mimo tego zy­ski­wał­by on rosz­cze­nie o od­szko­do­wa­nie ubez­pie­cze­nio­we. Jesz­cze wy­raź­niej wska­zy­wa­no na tego ro­dza­ju nie­bez­pie­czeń­stwa w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia na ży­cie, gdzie oba­wia­no się, że umo­wa ubez­pie­cze­nia może stać się na­wet mo­ty­wem za­bój­stwa w celu uzy­ska­nia kwot wy­ni­ka­ją­cych z umo­wy.

Po dru­gie, uzna­wa­no, że pra­wo nie po­win­no chro­nić czyn­no­ści czy­sto ha­zar­do­wych, ze wzglę­du na za­sa­dy mo­ral­no­ści i po­rząd­ku pu­blicz­ne­go. Ten wik­to­riań­ski w swo­jej isto­cie mo­tyw, po­ja­wia się wie­lo­krot­nie w orze­cze­niach do­ty­czą­cych in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim.

Ma­ri­ne In­su­ran­ce Act z 1746 r.16, jak sama na­zwa wska­zu­je, od­no­sił się je­dy­nie do ubez­pie­czeń mor­skich, ale wy­ra­żo­ne w nim za­sa­dy za­czę­ły tak­że wpły­wać na orzecz­nic­two i usta­wo­daw­stwo do­ty­czą­ce in­nych ubez­pie­czeń. W roku 1774 przy­ję­to ko­lej­ną usta­wę, roz­sze­rza­ją­cą obo­wią­zek wy­ka­za­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go na ubez­pie­cze­nia oso­bo­we. Life As­su­ran­ce Act prze­wi­dy­wał wprost obo­wią­zek wy­ka­za­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niach na ży­cie, ale mimo swej na­zwy, wy­ma­ga­nie to na­kła­dał tak­że na więk­szość ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych. Brak moż­li­wo­ści wy­ka­za­nia in­te­re­su w sy­tu­acjach ob­ję­tych re­gu­la­cją tej usta­wy tak­że skut­ko­wał nie­waż­no­ścią umo­wy.

Przy ta­kich za­ło­że­niach co do kon­struk­cji in­te­re­su i jego zna­cze­nia w umo­wie ubez­pie­cze­nia wy­peł­nie­nie tego po­ję­cia kon­kret­ną tre­ścią po­zo­sta­wio­no orzecz­nic­twu. Po­cząt­ko­wo, po­dej­ście było sto­sun­ko­wo li­be­ral­ne i co istot­ne, nie od­wo­ły­wa­ło się do sto­sun­ków stric­te praw­nych, lecz ra­czej fak­tycz­nych i eko­no­micz­nych. W orze­cze­niu w spra­wie Le Cras v. Hu­ghes z 1782 r.17 uzna­no, że przed­miot ubez­pie­cze­nia musi po­zo­sta­wać w ta­kim związ­ku z oso­bą ubez­pie­cza­ją­ce­go, by jego utra­ta zwią­za­na była z nie­uchron­no­ścią stra­ty ma­jąt­ko­wej. Na­le­ży pod­kre­ślić, że nie wy­ma­ga­no w tym przy­pad­ku ja­kiej­kol­wiek wię­zi praw­nej z przed­mio­tem ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej. To orze­cze­nie skon­stru­owa­ło po­ję­cie in­te­re­su, jak się wy­da­je, dość po­dob­ne do funk­cjo­nu­ją­ce­go obec­nie po­wszech­nie w li­te­ra­tu­rze państw pra­wa kon­ty­nen­tal­ne­go.

Okres li­be­ral­ne­go po­dej­ścia do in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go za­koń­czył się wraz z orze­cze­niem, któ­re sta­ło się le­ading case aż do dnia dzi­siej­sze­go. W orze­cze­niu Lu­ce­na v. Crau­fund z 1806 r. wpro­wa­dzo­no, utrzy­ma­ną do dziś, zde­cy­do­wa­nie wą­ską, de­fi­ni­cję in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, zda­niem Lor­da El­do­na, jest to pra­wo do rze­czy lub upraw­nie­nie wy­wo­dzo­ne z umo­wy do­ty­czą­cej rze­czy, któ­ra może być utra­co­na wsku­tek przy­szłe­go zda­rze­nia lo­so­we­go, do­ty­ka­ją­ce­go wła­sność lub upraw­nie­nia stro­ny18.

Oma­wia­na tu spra­wa do­ty­czy­ła ubez­pie­cze­nia stat­ków, prze­ję­tych jako zdo­bycz wo­jen­na, któ­re zo­sta­ły ubez­pie­czo­ne na mo­rzu, za­nim od­po­wied­nia de­cy­zja Ad­mi­ra­li­cji przy­zna­ła ich wła­sność upraw­nio­nym. Część stat­ków zo­sta­ła utra­co­na pod­czas że­glu­gi, za­nim osią­gnę­ły port. Uzna­no, że po stro­nie ubez­pie­cza­ją­cych brak było od­po­wied­nie­go in­te­re­su praw­ne­go, w związ­ku z bra­kiem kon­kret­ne­go pra­wa do ubez­pie­czo­ne­go mie­nia. Z całą mocą pod­kre­ślo­no, że sam stan fak­tycz­ny, pro­wa­dzą­cy do na­by­cia wła­sno­ści nie kreu­je in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, a sama eks­pek­ta­ty­wa uzy­ska­nia ko­rzy­ści, bez ist­nie­nia rze­czy­wi­stej wię­zi praw­nej wo­bec dóbr jest nie­wy­star­cza­ją­ca dla wy­ka­za­nia ubez­pie­czal­ne­go in­te­re­su19.

Ten stan fak­tycz­ny, na po­zór od­le­gły od dzi­siej­szych re­aliów ma jed­nak bar­dzo duży wa­lor ilu­stra­cyj­ny, pro­ble­my kon­struk­cyj­ne o zbli­żo­nym cha­rak­te­rze zda­rza­ją się tak­że na grun­cie współ­cze­snych sta­nów fak­tycz­nych20. Kwe­stia skut­ków ubez­pie­cze­nia skład­ni­ka ma­jąt­ko­we­go, a w szcze­gól­no­ści opi­sa­nia kon­kret­ne­go przed­mio­tu ubez­pie­cze­nia, w sy­tu­acji gdy ubez­pie­cza­ją­cy ma je­dy­nie coś, co okre­śla się jako eks­pek­ta­ty­wę pra­wa, była prze­cież przed­mio­tem sze­re­gu orze­czeń pol­skie­go Sądu Naj­wyż­sze­go. Orze­cze­nia do­ty­czą­ce szkód w mie­niu na­by­tym w do­brej wie­rze, w trzy­let­nim okre­sie cza­su wska­za­nym w art. 169 k.c., jesz­cze przed uzy­ska­niem pra­wa wła­sno­ści, po­ka­zu­ją jak trud­no jest wska­zać in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy gdy ubez­pie­cza­ją­ce­mu brak kon­kret­ne­go pra­wa do ubez­pie­czo­nych przed­mio­tów. W sen­sie praw­nym po­zy­cja po­sia­da­cza, któ­ry nie na­był pra­wa wła­sno­ści za­wsze bę­dzie po­dob­na. Zaj­mę się tym sze­rzej w dal­szej czę­ści pra­cy. Trze­ba w tym miej­scu pod­kre­ślić, że de­cy­zja w oma­wia­nej wcze­śniej spra­wie (Lu­ce­na v. Crau­fund) wy­ni­ka­ła z prze­ko­na­nia o nie­ist­nie­niu in­te­re­su w kon­kret­nym sta­nie fak­tycz­nym, a nie z nie­do­pusz­czal­no­ści kre­owa­nia in­te­re­su w opar­ciu o samą eks­pek­ta­ty­wę uzy­ska­nia ko­rzy­ści, w in­nych orze­cze­niach, sama eks­pek­ta­ty­wa, ale opar­ta o re­al­ne pod­sta­wy była uzna­wa­na z waż­ną pod­sta­wę do kre­owa­nia ubez­pie­cze­nia21. Do kwe­stii tej tak­że jesz­cze po­wró­cę.

Orze­cze­nie w spra­wie Lu­ce­na v. Cra­fund spo­tka­ło się z bar­dzo dys­ku­syj­nym przy­ję­ciem, a co cie­ka­we tak­że w ło­nie skła­du orze­ka­ją­ce­go zda­nia były bar­dzo po­dzie­lo­ne i pre­zen­to­wa­no w nim tak­że po­gląd o eko­no­micz­nej, a nie praw­nej isto­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go22. Nie­mniej, wy­zna­czy­ło ono dro­gę dal­sze­go roz­wo­ju po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim na wie­le lat. Po­nad­to, mimo iż do­ty­czy­ło ubez­pie­czeń mor­skich, zo­sta­ło uzna­ne za cał­ko­wi­cie sku­tecz­ne tak­że na grun­cie in­nych ubez­pie­czeń, w tym ob­ję­tych re­gu­la­cja­mi Life As­su­ran­ce Act z 1774 r. W wie­lu ko­lej­nych de­cy­zjach są­do­wych wska­za­no na do­pusz­czal­ność ubez­pie­cze­nia sze­re­gu in­te­re­sów ubez­pie­cze­nio­wych, wy­ni­ka­ją­cych z ist­nie­nia wię­zi po­mię­dzy ubez­pie­cza­ją­cym a okre­ślo­ny­mi war­to­ścia­mi ma­jąt­ko­wy­mi, ale więź ta za­wsze mu­sia­ła mieć wa­lor praw­ny.

Kon­kret­ne przy­kła­dy, opi­su­ją­ce dal­szy roz­wój ro­zu­mie­nia po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim, roz­pocz­nę od ubez­pie­czeń oso­bo­wych. W ubez­pie­cze­niach na ży­cie uzna­je się ist­nie­nie in­te­re­su co do wła­sne­go ży­cia, bez ogra­ni­cze­nia co do jego wy­so­ko­ści, po­dob­nie kształ­tu­je się in­te­res co do ży­cia mał­żon­ka lub oso­by po­zo­sta­ją­cej w sta­łym związ­ku23. W po­zo­sta­łych re­la­cjach ro­dzin­nych ko­niecz­ne jest jed­nak wy­ka­za­nie ist­nie­nia ma­jąt­ko­wych kon­se­kwen­cji śmier­ci oso­by ubez­pie­czo­nej dla ubez­pie­cza­ją­ce­go, na przy­kład, dzie­ci mogą ubez­pie­czyć na ży­cie ro­dzi­ców, ale tyl­ko wte­dy, gdy po­zo­sta­ją na ich utrzy­ma­niu i pod ich opie­ką24. Co do za­sa­dy, do­ro­słe dziec­ko nie ma w związ­ku z tym in­te­re­su w ubez­pie­cze­niu swo­ich ro­dzi­ców,25 a ro­dzi­ce nie mają za­zwy­czaj in­te­re­su w ubez­pie­cze­niu ży­cia swo­ich dzie­ci26. Poza sto­sun­ka­mi ro­dzin­ny­mi moż­na ubez­pie­czyć na ży­cie swo­je­go dłuż­ni­ka27, sta­łe­go kon­tra­hen­ta, wspól­ni­ka, klu­czo­we­go pra­cow­ni­ka28, pra­co­daw­cę29 - mamy tu za­wsze do czy­nie­nia z ka­te­go­rią osób, któ­rych śmierć wy­wo­ła kon­kret­ny uszczer­bek ma­jąt­ko­wy po stro­nie ubez­pie­cza­ją­ce­go. Jak wi­dać z tej prak­ty­ki wy­kształ­co­nej na grun­cie ubez­pie­czeń oso­bo­wych, orze­cze­nie w spra­wie Lu­ce­na v. Crau­fund wy­mu­sza wska­za­nie ści­śle pie­nięż­ne­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. In­te­res ten musi być oczy­wi­sty i po­wi­nien wy­ni­kać z kon­kret­ne­go sto­sun­ku praw­ne­go, łą­czą­ce­go ubez­pie­cza­ją­ce­go z ubez­pie­czo­nym. Na­wet ewi­dent­ne wię­zi fak­tycz­ne i emo­cjo­nal­ne nie wy­star­cza­ją w pra­wie an­giel­skim do wy­ka­za­nia ist­nie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go.

Z ko­lei w przy­pad­ku ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych, przyj­mu­je się ubez­pie­czal­ność in­te­re­sów wy­ni­ka­ją­cych z wła­sno­ści i in­nych praw ma­jąt­ko­wych, ale tak­że z po­sia­da­nia (w tym nie­pra­wi­dło­we­go)30, uza­sad­nio­nej praw­nie eks­pek­ta­ty­wy uzy­ska­nia ko­rzy­ści ma­jąt­ko­wej31. Moż­na więc ubez­pie­czyć in­te­res wy­ni­ka­ją­cy z umo­wy (na przy­kład, po­śred­nik może ubez­pie­czyć spo­dzie­wa­ną ko­rzyść ze sprze­da­ży cu­dze­go to­wa­ru32). Przy­zna­no ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go wie­rzy­cie­la wo­bec skład­ni­ków ma­jąt­ku dłuż­ni­ka, ale tyl­ko w przy­pad­ku ist­nie­nia na nich za­bez­pie­cze­nia rze­czo­we­go33. Nie uzna­je się z dru­giej stro­ny, na przy­kład, ist­nie­nia in­te­re­su spad­ko­bier­cy do ma­jąt­ku spad­ko­daw­cy a to ze wzglę­du na moż­li­wość zmia­ny de­cy­zji te­sta­men­to­wych34. Przy­kła­dy tu uka­za­ne po­zwa­la­ją na przy­ję­cie, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w ubez­pie­cze­niach ma­jąt­ko­wych jest trak­to­wa­ny wy­raź­nie sze­rzej niż w przy­pad­ku ubez­pie­czeń oso­bo­wych. Za­wsze jed­nak ko­niecz­ne jest wy­ka­za­nie pew­nej wię­zi praw­nej łą­czą­cej ubez­pie­czo­ne­go z za­gro­żo­nym do­brem.

Po­wyż­sze przy­kła­dy kon­kret­nych in­te­re­sów ubez­pie­cze­nio­wych, bę­dą­ce roz­wi­nię­ciem za­sad wy­ra­żo­nych w orze­cze­niu Lu­ce­na v. Crau­fund, wy­ma­ga­ją pró­by pew­ne­go usys­te­ma­ty­zo­wa­nia, trze­ba zda­wać so­bie tak­że spra­wę z tego, że zmia­ny za­cho­dzą­ce w re­aliach go­spo­dar­czych i spo­łecz­nych pro­wa­dzą do na­ra­sta­ją­cej kry­ty­ki przy­ję­te­go tam roz­wią­za­nia i prób jego uela­stycz­nie­nia. Z na­tu­ry sys­te­mu an­giel­skie­go wy­ni­ka, że przed­sta­wio­ne wy­żej pre­ce­den­sy je­dy­nie wska­zu­ją na ist­nie­nie in­te­re­su lub jego brak, trud­no na­to­miast zna­leźć w nich ja­kąś uni­wer­sal­ną de­fi­ni­cję tego po­ję­cia35. Po­ni­żej przed­sta­wię ak­tu­al­ny stan po­glą­dów na ka­te­go­rię in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim, zma­ga­ją­cym się do dziś z kon­se­kwen­cja­mi orze­cze­nia w spra­wie Lu­ce­na v. Crau­fund.

1.1.1.2. Ukształ­to­wa­nie obec­ne­go po­ję­cia in­te­re­su w pra­wie an­giel­skim

Przy­ję­ta kon­struk­cja in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go mia­ła bar­dzo sil­ne uza­sad­nie­nie po­za­ju­ry­dycz­ne. W sze­re­gu orze­czeń, któ­re roz­sze­rza­ły stop­nio­wo sto­so­wa­nie za­sad przy­ję­tych w Lu­ce­na v Cra­fund, oraz kon­kre­ty­zo­wa­ły je do po­trzeb róż­nych ro­dza­jów ubez­pie­czeń, od­wo­ły­wa­no się do aspek­tów mo­ral­nych i etycz­nych uza­sad­nia­ją­cych ści­słe ro­zu­mie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Wi­dać to wy­raź­nie w uza­sad­nie­niach sze­re­gu orze­czeń do­ty­czą­cych ubez­pie­cze­nia na ży­cie. Nie da się ukryć, że opi­sy­wa­na wcze­śniej prak­ty­ka sprzed wej­ścia w ży­cie Life As­su­ran­ce Act była dość nie­zwy­kła i na pew­no skła­nia­ła do in­ter­wen­cji ogra­ni­cza­ją­cej ni­czym nie­skrę­po­wa­ną swo­bo­dę stron36. Nie­mniej, przy­ję­te za orze­cze­niem Lu­ce­na v. Crau­fund roz­wią­za­nia pro­wa­dzi­ły z ko­lei do tak znacz­ne­go ogra­ni­cze­nia za­kre­su, w ja­kim moż­na było za­wie­rać umo­wy ubez­pie­cze­nia, że spo­wo­do­wa­ło to skut­ki po­wszech­nie kry­ty­ko­wa­ne, cza­sa­mi opar­te na ro­zu­mo­wa­niu o wąt­pli­wej war­to­ści prak­tycz­nej. Wi­dać to szcze­gól­nie na przy­kła­dzie ubez­pie­czeń oso­bo­wych, gdzie przy­ję­to ge­ne­ral­ną za­sa­dę, iż umo­wę ubez­pie­cze­nia moż­na za­wrzeć tyl­ko wo­bec ży­cia oso­by, co do któ­rej nie bę­dzie się mia­ło po­ku­sy za­bój­stwa37. Z tego po­cząt­ko­wo wy­wie­dzio­no, że umo­wę ubez­pie­cze­nia na ży­cie moż­na za­wrzeć wy­łącz­nie w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia ży­cia wła­sne­go lub mał­żon­ka38.

Uzna­je się, że co do wła­sne­go ży­cia każ­dy ma ni­czym nie ogra­ni­czo­ny in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy. W przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia ży­cia mał­żon­ka uzna­je się, że wię­zy ro­dzin­ne za­bez­pie­cza­ją przed ha­zar­do­wym trak­to­wa­niem ta­kiej umo­wy i tak­że mają cha­rak­ter de­ter­mi­nu­ją­cy nie­ogra­ni­czo­ną wy­so­kość in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Wró­cę do tej kwe­stii w dal­szej czę­ści tego roz­dzia­łu. Wy­klu­czo­ne jest na­to­miast co do za­sa­dy za­wie­ra­nie umów na ży­cie do­ty­czą­cych osób trze­cich, ale co istot­ne tak­że in­nych niż mał­żo­nek człon­ków ro­dzi­ny. Kla­sycz­nym przy­kła­dem jest tu orze­cze­nie, w któ­rym od­mó­wio­no sku­tecz­no­ści umo­wie ubez­pie­cze­nia ży­cia mat­ki, w któ­rej ubez­pie­cza­ją­cym był syn miesz­ka­ją­cy ra­zem z nią. Ar­gu­ment, iż mat­ka pro­wa­dzi­ła mu go­spo­dar­stwo do­mo­we (co mia­ło wska­zy­wać na ist­nie­nie kon­kret­ne­go in­te­re­su ma­jąt­ko­we­go wo­bec ży­cia mat­ki) był uzna­ny za nie­wy­star­cza­ją­cy39.

Nie­mniej, ści­słe po­wią­za­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go z kon­kret­nym pra­wem ma­jąt­ko­wym do­pro­wa­dzi­ło na grun­cie ubez­pie­czeń oso­bo­wych do dość za­ska­ku­ją­cych, z punk­tu wi­dze­nia pol­skie­go pra­wa i prak­ty­ki, moż­li­wo­ści. Uzna­je się za cał­ko­wi­cie do­pusz­czal­ne za­war­cie umo­wy ubez­pie­cze­nia ży­cia dłuż­ni­ka - do wy­so­ko­ści cią­żą­ce­go na nim dłu­gu, we­dług sta­nu z chwi­li za­war­cia umo­wy ubez­pie­cze­nia. In­te­re­su­ją­ce jest w tym przy­pad­ku to, że po­mi­nię­to przy roz­wa­ża­niach do­ty­czą­cych po­za­praw­nych aspek­tów do­pusz­czal­no­ści ta­kie­go ubez­pie­cze­nia ry­zy­ko, ja­kie taka umo­wa stwa­rza dla ży­cia dłuż­ni­ka w sy­tu­acji jego nie­wy­pła­cal­no­ści. Po­ku­sa dla wie­rzy­cie­la, by do­pro­wa­dzić do zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go i sko­rzy­stać z po­li­sy jest za­pew­ne nie­jed­no­krot­nie zna­czą­ca40 i wca­le nie mniej­sza niż przy za­war­ciu umo­wy ubez­pie­cze­nia do­ty­czą­cej cu­dze­go mie­nia. Do­zwo­lo­ne jest tak­że za­wie­ra­nie umów ubez­pie­cze­nia na ży­cie szcze­gól­nie waż­nych z punk­tu wi­dze­nia pro­wa­dzo­nej dzia­łal­no­ści pra­cow­ni­ków41, co uza­sad­nia się tym, że pra­co­daw­ca ma kon­kret­ny in­te­res ma­jąt­ko­wy zwia­za­ny z ży­ciem pra­cow­ni­ka, szcze­gól­nie je­śli cho­dzi o oso­by o du­żym zna­cze­niu dla przed­się­bior­stwa. Gra­ni­cą od­po­wie­dzial­no­ści ubez­pie­czy­cie­la jest wy­so­kość szko­dy, jaką po­nie­sie ubez­pie­cza­ją­cy w ra­zie śmier­ci ta­kie­go pra­cow­ni­ka. Z przed­sta­wio­nych tu za­sad wi­dać wy­raź­nie, że po­wią­za­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go z kon­kret­nym pra­wem ma­jąt­ko­wym nie za­wsze pro­wa­dzi do efek­tów jed­no­znacz­nych mo­ral­nie, a co gor­sza, po­zo­sta­wia w ręku ubez­pie­czy­cie­la dość sku­tecz­ne na­rzę­dzie do kwe­stio­no­wa­nia wła­snej od­po­wie­dzial­no­ści. Usta­le­nie in­te­re­su pie­nięż­ne­go w ży­ciu in­nej oso­by jest prze­cież nie­jed­no­krot­nie dość trud­ne do wy­ka­za­nia i spre­cy­zo­wa­nia w po­sta­ci okre­ślo­nej sumy pie­nięż­nej42. W no­wej li­te­ra­tu­rze an­giel­skiej pod­kre­śla się, że za­leż­ność fi­nan­so­wa wca­le nie musi ro­dzić uza­sad­nie­nia dla ubez­pie­cze­nia cu­dze­go ży­cia, nie­jed­no­krot­nie bo­wiem taka za­leż­ność może po­wo­do­wać po­ku­sę dą­że­nia do zisz­cze­nia się wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go, a z dru­giej stro­ny, ist­nie­nie wię­zi ro­dzin­nych czy fi­nan­so­wych nie roz­wią­zu­je w żad­nym stop­niu pro­ble­mu póź­niej­sze­go po­ja­wie­nia się tego typu po­ku­sy43.

Pew­nym pa­ra­dok­sem jest to, że wy­ma­ga­nie ist­nie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go sta­wia się w przy­pad­ku ubez­pie­czeń oso­bo­wych tyl­ko dla chwi­li za­war­cia umo­wy. Wy­ni­ka to z orze­cze­nia w spra­wie Dal­by v In­dia and Lon­don Life As­su­ran­ce Co z 1854 r. sta­no­wią­ce­go nadal wią­żą­cy pre­ce­dens. Pro­wa­dzi on do za­ska­ku­ją­cych skut­ków, utrzy­mu­jąc waż­ność umo­wy i pra­wo do żą­da­nia sumy ubez­pie­cze­nia tak­że, na przy­kład, po roz­wo­dzie z ubez­pie­czo­nym mał­żon­kiem lub po spła­cie dłu­gu przez ubez­pie­czo­ne­go dłuż­ni­ka. In­te­res jest więc tyl­ko prze­słan­ką ko­niecz­ną do za­war­cia umo­wy, a nie ele­men­tem okre­śla­ją­cym wy­so­kość wy­pła­ca­ne­go przez ubez­pie­czy­cie­la świad­cze­nia pie­nięż­ne­go. Taki stan orzecz­nic­twa jest kry­ty­ko­wa­ny, wska­zu­je się na to, że wy­wra­ca on wła­ści­wie sens ubez­pie­cze­nia oso­bo­we­go, wy­ni­ka­ją­cy z tak prze­cież su­ro­wych za­sad, wy­ma­ga­ją­cych wy­ka­za­nia pie­nięż­ne­go in­te­re­su w ubez­pie­cze­niu in­nej oso­by. Jaki bo­wiem ma sens wy­ka­zy­wa­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pie­nią­dzu w chwi­li za­war­cia umo­wy, sko­ro już po jej za­war­ciu prze­sta­je on mieć zna­cze­nie dla dal­szej jej sku­tecz­no­ści? For­mal­ne okre­śle­nie mo­men­tu, w któ­rym wy­ma­ga się in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go pro­wa­dzi do po­wsta­wa­nia obo­wiąz­ku wy­pła­ty od­szko­do­wań, któ­re nie mają żad­ne­go uza­sad­nie­nia eko­no­micz­ne­go. Ła­two wy­ka­zać to na przy­kła­dzie za­war­cia przez wie­rzy­cie­la ubez­pie­cze­nia na ży­cie dłuż­ni­ka, do wy­so­ko­ści jego dłu­gu. Zgod­nie z za­sa­dą wy­ra­żo­ną w orze­cze­niu Dal­by v. In­dia and Lon­don Life Ass­du­ran­ce Co, umo­wa bę­dzie sku­tecz­na na­wet wie­le lat po spła­ce­niu dłu­gu i bę­dzie upraw­nia­ła by­łe­go wie­rzy­cie­la do ode­bra­nia sumy ubez­pie­cze­nia po śmier­ci by­łe­go dłuż­ni­ka. Tego typu kon­se­kwen­cje spro­wa­dza­ją nie­któ­re umo­wy do czy­sto ha­zar­do­wych kon­struk­cji, zbu­do­wa­nych na za­sa­dach, któ­rym kres mia­ły po­ło­żyć Lu­ce­na V. Crau­fund i uchwa­le­nie Ma­ri­ne In­su­ran­ce Act44.

Z ko­lei w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia ak­ty­wów, in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy przy­słu­gu­je je­dy­nie wła­ści­cie­lom, po­wier­ni­kom, dzier­żaw­com, po­życz­ko­bior­com i po­życz­ko­daw­com oraz in­nym pod­mio­tom, któ­re dys­po­nu­ją pra­wem rze­czo­wym lub ob­li­ga­cyj­nym do mie­nia za­gro­żo­ne­go wy­pad­kiem ubez­pie­cze­nio­wym45. Wy­łą­cza się z krę­gu po­ten­cjal­nych ubez­pie­cza­ją­cych na­to­miast sze­reg osób, któ­re mają wo­bec mie­nia in­te­res je­dy­nie eko­no­micz­ny, ale nie mają in­te­re­su praw­ne­go czy­li: spad­ko­bier­ców wy­mie­nio­nych w te­sta­men­cie, in­we­sto­rów wszel­kie­go ro­dza­ju, oso­by za­trud­nio­ne wo­bec ma­jąt­ku pra­co­daw­cy. W tym ostat­nim przy­pad­ku uzna­je się, że oso­ba za­leż­na eko­no­micz­nie od ist­nie­nia przed­się­bior­stwa w sta­nie nie­na­ru­szo­nym nie ma żad­ne­go in­te­re­su praw­ne­go, któ­ry po­zwa­lał­by na jego ubez­pie­cze­nie, a same fak­tycz­ne kon­se­kwen­cje zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go nie wy­star­cza­ją dla skon­stru­owa­nia ubez­pie­czal­ne­go in­te­re­su. Od­ma­wia się tak­że pra­wa do ubez­pie­cze­nia przed­mio­tu sprze­da­ży ku­pu­ją­ce­mu, któ­ry nie ode­brał rze­czy i nie na­był jej wła­sno­ści46. Jak wcze­śniej wspo­mnia­no, eks­pek­ta­ty­wa uzy­ska­nia ko­rzy­ści, może wy­jąt­ko­wo ge­ne­ro­wać in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, ale tyl­ko wte­dy, gdy jest sto­sun­ko­wo pew­na i wia­ry­god­na, wy­ni­ka­jąc z od­po­wied­nie­go sto­sun­ku praw­ne­go, a nie tyl­ko z oko­licz­no­ści fak­tycz­nych.

Ilu­stra­cją prak­tycz­ne­go sto­so­wa­nia za­sad opi­su­ją­cych kon­struk­cję in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niach ma­jąt­ko­wych może być orze­cze­nie wy­da­ne w spra­wie Ma­cau­ra v Nor­thern In­su­ran­ce47. Roz­wa­ża­no w nim wy­stę­po­wa­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w na­stę­pu­ją­cym sta­nie fak­tycz­nym. Po­wód, jako je­dy­ny wspól­nik spół­ki ka­pi­ta­ło­wej za­warł umo­wę ubez­pie­cze­nia od ognia to­wa­ru (drew­na), na­le­żą­ce­go do tej spół­ki, któ­ra nie po­sia­da­ła poza nim żad­ne­go in­ne­go ma­jąt­ku. Cały za­pas drew­na spło­nął na­stęp­nie w po­ża­rze. Drew­no to było sprze­da­ne spół­ce (zresz­tą przez sa­me­go wspól­ni­ka), z od­ro­czo­nym ter­mi­nem płat­no­ści. Po zaj­ściu wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go ubez­pie­czy­ciel od­mó­wił wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia, po­wo­łu­jąc się na brak in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, ro­zu­mia­ne­go jako bez­po­śred­nie pra­wo ma­jąt­ko­we do przed­mio­tu ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej. Sta­no­wi­sko to zo­sta­ło uzna­ne przez sąd za pra­wi­dło­we. Brak ja­kie­go­kol­wiek bez­po­śred­nie­go pra­wa ma­jąt­ko­we­go do mie­nia spo­wo­do­wał, że uzna­no brak in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, mimo że w sen­sie eko­no­micz­nym, je­dy­ny wspól­nik oczy­wi­ście w ta­kiej sy­tu­acji po­niósł stra­tę. War­to zwró­cić uwa­gę na to orze­cze­nie dla­te­go, iż jest ono obec­nie głów­nym obiek­tem kry­ty­ki w pra­wie an­giel­skim, pod­no­si się, że tech­nicz­ne po­dej­ście do kwe­stii in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go oka­za­ło się istot­niej­sze, niż uza­sad­nio­ne ocze­ki­wa­nia stron zwią­za­ne z za­war­tą umo­wą ubez­pie­cze­nia48. Uprze­dza­jąc dal­sze roz­wa­ża­nia trze­ba wska­zać, że w bar­dzo zbli­żo­nych sta­nach fak­tycz­nych sądy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i Ka­na­dzie pod­ję­ły zu­peł­nie od­mien­ne de­cy­zje, od­cho­dząc od za­sad wy­ra­żo­nych w orze­cze­niu Lu­ce­na v. Crau­fund.

Orze­cze­nie w spra­wie Ma­cau­ra v. Nor­thern In­su­ran­ce dość do­brze po­ka­zu­je gra­ni­ce, w ja­kich po­wi­nien mie­ścić się in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w ubez­pie­cze­niach ma­jąt­ko­wych. Po­dob­nie jak w spra­wie Lu­ce­na v. Crau­fund wska­zu­je się na to, że poza fak­tycz­nym, eko­no­micz­nym związ­kiem mię­dzy ubez­pie­cza­ją­cym a przed­mio­tem za­gro­żo­nym ry­zy­kiem, musi ist­nieć moc­niej­sza więź, moż­li­wa do za­ak­cep­to­wa­nia na grun­cie praw­nym, choć­by w po­sta­ci uza­sad­nio­nej eks­pek­ta­ty­wy na­by­cia pra­wa.

Moż­na w tym miej­scu wska­zać, że na tak­że grun­cie pra­wa pol­skie­go umo­wa ubez­pie­cze­nia skon­stru­owa­na tak, jak ta w spra­wie Ma­cau­ra, by­ła­by, jak się wy­da­je, dość trud­na do za­ak­cep­to­wa­nia. Na­wet po no­we­li­za­cji Ko­dek­su cy­wil­ne­go wpro­wa­dza­ją­cej po­ję­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go trud­no by­ło­by wy­wo­dzić ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go wspól­ni­ka spół­ki ka­pi­ta­ło­wej do jej ma­jąt­ku. Wró­cę do tej kwe­stii, po­nie­waż po­win­na być ona skon­fron­to­wa­na z nie­daw­ną dys­ku­sją do­ty­czą­cą moż­li­wo­ści żą­da­nia od­szko­do­wa­nia przez ak­cjo­na­riu­sza, za szko­dy ja­kie po­nio­sła spół­ka - w kon­tek­ście jego in­te­re­su pry­wat­ne­go, a nie in­te­re­su spół­ki49. Toż­sa­mość obu za­gad­nień jest tu dość oczy­wi­sta, a cha­rak­te­ry­stycz­ne jest to, że za­rów­no w an­giel­skim orze­cze­niu w spra­wie Ma­cau­ra v. Crau­fund, jak i ame­ry­kań­skim, przyj­mu­ją­cym od­mien­ną per­spek­ty­wę, w spra­wie Riggs v. Com­mer­cial Mu­tu­al In­su­ran­ce Co., do­ko­ny­wa­no oce­ny praw­nej tak­że w kon­tek­ście dok­try­ny pier­cing the cor­po­ra­te veil, któ­ra do­ty­ka bez­po­śred­nio pro­ble­mu od­ręb­no­ści pod­mio­to­wej spół­ki i jej wspól­ni­ków.

1.1.2. Losy po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w po­rząd­kach praw­nych wy­wo­dzą­cych się z pra­wa an­giel­skie­go, na przy­kła­dzie USA, Ka­na­dy i Au­stra­lii

1.1.2.1. Pra­wo ame­ry­kań­skie

Jak już za­zna­czo­no, po­rząd­ki praw­ne opar­te na pra­wie an­giel­skim stop­nio­wo od­rzu­ci­ły okre­śle­nie po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go zbu­do­wa­ne w orze­cze­niu Lu­ce­na v. Cra­fund. Ge­ne­ral­nym wy­ma­ga­niem, ja­kie przy­ję­to w tych po­rząd­kach praw­nych dla oce­ny wy­stę­po­wa­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, jest usta­le­nie ist­nie­nia kon­se­kwen­cji czy­sto eko­no­micz­nych zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go, nie­za­leż­nie od ewen­tu­al­ne­go na­ru­sze­nia kon­kret­ne­go pra­wa ma­jąt­ko­we­go50. Płasz­czy­zna roz­wa­żań zo­sta­ła więc ode­rwa­na od pod­sta­wy ści­śle praw­nej, co do­sko­na­le ilu­stru­je ame­ry­kań­skie orze­cze­nie w spra­wie Riggs v. Com­mer­cial Mu­tu­al In­su­ran­ce Co. z 1890 r.51. Stan fak­tycz­ny, po­dob­nie jak w spra­wie Ma­cau­ra v. Crau­fund, do­ty­czył pra­wa wspól­ni­ków do uzy­ska­nia od­szko­do­wa­nia z ty­tu­łu ubez­pie­cze­nia mie­nia, sta­no­wią­ce­go wła­sność spół­ki. Ubez­pie­czy­ciel pod­no­sił, że brak jest po stro­nie ubez­pie­czo­nych in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, po­nie­waż nie moż­na wy­ka­zać wię­zi praw­nej łą­czą­cej wspól­ni­ków z ma­jąt­kiem spół­ki. Sąd, roz­strzy­ga­jąc spra­wę uznał jed­nak, że mają oni in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, o pie­nięż­nym cha­rak­te­rze, wy­wo­dzą­cy się z ich praw kor­po­ra­cyj­nych, któ­ry może być na­ru­szo­ny przez znisz­cze­nie ma­jąt­ku spół­ki52. Uszczer­bek w ma­jąt­ku spół­ki w spo­sób fak­tycz­ny go­dzi bo­wiem we wspól­ni­ków i po­wo­du­je po­gor­sze­nie ich sta­nu ma­jąt­ko­we­go. Za­ne­go­wa­no tu w oczy­wi­sty spo­sób za­sa­dy wy­ni­ka­ją­ce z orze­cze­nia Lu­ce­na v. Cra­fund, wpro­wa­dza­jąc bar­dzo sze­ro­kie ramy dla po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go.

Od tam­te­go cza­su w orzecz­nic­twie ame­ry­kań­skim zde­cy­do­wa­nie przyj­mu­je się za­sa­dę, zgod­nie z któ­rą in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy jest zwią­za­ny z in­te­gral­no­ścią sze­ro­ko ro­zu­mia­nej sfe­ry ma­jąt­ko­wej ubez­pie­czo­ne­go i uszczerb­kiem, jaki w nim może wy­wo­łać wy­pa­dek ubez­pie­cze­nio­wy. In­te­res nie­ko­niecz­nie musi być kon­se­kwen­cją wy­stę­po­wa­nia po stro­nie ubez­pie­cza­ją­ce­go ja­kie­go­kol­wiek pra­wa wo­bec kon­kret­nych obiek­tów ma­jąt­ko­wych. Kon­cep­cja ta prze­no­si roz­wa­ża­nia do­ty­czą­ce ist­nie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go na płasz­czy­znę po­za­praw­ną, kie­ru­jąc się ku roz­wa­ża­niu czy­sto fak­tycz­nych skut­ków wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go dla ubez­pie­czo­ne­go. Od­ry­wa­my się tu od kon­struk­cji praw­nej szko­dy (przy­najm­niej w ro­zu­mie­niu, ja­kie na­da­je mu pra­wo cy­wil­ne), a do­ko­nu­je­my ocen w kon­tek­ście każ­de­go po­gor­sze­nia sy­tu­acji ma­jąt­ko­wej, choć­by tyl­ko w spo­sób po­śred­ni. Jest oczy­wi­ste, że utra­ta ma­jąt­ku przez spół­kę, w sen­sie eko­no­micz­nym, po­gar­sza sy­tu­ację jej wspól­ni­ków, mimo że oni sami nie po­nie­śli żad­nej bez­po­śred­niej szko­dy. Do roz­wa­że­nia kon­se­kwen­cji tak sze­ro­kie­go ro­zu­mie­nia in­te­re­su trze­ba bę­dzie po­wró­cić jesz­cze przy roz­wa­ża­niach do­ty­czą­cych pra­wa pol­skie­go.

Ko­lej­nym orze­cze­niem ob­ra­zu­ją­cym po­dej­ście do za­gad­nie­nia in­te­re­su w pra­wie ame­ry­kań­skim jest wy­rok, jaki za­padł w 1981 r. w spra­wie Ca­stle Cars Inc v. Uni­ted Sta­tes Fire In­su­ran­ce Co. Roz­pa­try­wa­no w niej po­zew do­ty­czą­cy wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia za skra­dzio­ny sa­mo­chód53, gdzie ubez­pie­czy­ciel po­wo­ły­wał się na to, że ubez­pie­cza­ją­cy nie był jego wła­ści­cie­lem po­nie­waż sa­mo­chód był wcze­śniej skra­dzio­ny i zo­stał na­by­ty od nie­upraw­nio­ne­go. Ubez­pie­czy­ciel uznał, że w ta­kiej sy­tu­acji po stro­nie ubez­pie­cza­ją­ce­go brak było le­gal­ne­go (law­ful) in­te­re­su praw­ne­go, w związ­ku z czym brak było pod­sta­wy do wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia. Sąd uznał jed­nak­że, że okre­śle­nie le­gal­ny (law­ful) i zgod­ny z pra­wem (le­gal) nie jest toż­sa­me. Nie­win­ny (po­zo­sta­ją­cy w do­brej wie­rze) ku­pu­ją­cy za­pła­cił za kra­dzio­ny sa­mo­chód i w ten spo­sób uzy­skał in­te­res praw­ny i po­nie­sie szko­dę w przy­pad­ku, gdy sa­mo­chód zo­sta­nie skra­dzio­ny lub uszko­dzo­ny54. In­te­res praw­ny ta­kie­go po­sia­da­cza jest zgod­ny z pra­wem mimo bra­ku kon­kret­nych upraw­nień za­wią­za­nych z rze­czą, a to wy­star­cza dla uzy­ska­nia ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej. Jest oczy­wi­ste, że ta­kie ro­zu­mo­wa­nie by­ło­by nie­moż­li­we we­dług za­sad wy­kształ­co­nych w pra­wie an­giel­skim, ze wzglę­du na brak moż­li­wo­ści wska­za­nia od­po­wied­nie­go pra­wa kreu­ją­ce­go in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy. Orze­cze­nie to bę­dzie jesz­cze oma­wia­ne przy oka­zji oce­ny pol­skie­go orzecz­nic­twa w po­dob­nych spra­wach.

Orzecz­nic­two ame­ry­kań­skie jest dość kon­se­kwent­ne w eko­no­micz­nym po­dej­ściu do oce­ny ist­nie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. O ile po­wyż­sze orze­cze­nia pre­zen­to­wa­ły sy­tu­acje, w któ­rych uzna­wa­no jego ist­nie­nie mimo bra­ku kon­kret­ne­go pra­wa, o tyle po­ni­żej przed­sta­wię od­mien­ną sy­tu­ację: uzna­no w niej, że wła­ści­ciel mimo po­sia­da­nia bez­spor­nych upraw­nień do rze­czy - nie ma jed­nak żad­ne­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. W ame­ry­kań­skim orze­cze­niu Roy­al In­su­ran­ce Co v. The Si­sters of Pre­sen­ta­tion z 1970 r.55 roz­strzy­gnię­to na­stę­pu­ją­cy spór. Za­kon Sióstr Pre­zen­tek był wła­ści­cie­lem nie­ru­cho­mo­ści, na któ­rej stał sta­ry bu­dy­nek klasz­to­ru, ubez­pie­czo­ny od ognia od­po­wied­nią umo­wą ubez­pie­cze­nia. W pla­nie była bu­do­wa, w tym sa­mym miej­scu, no­wej sie­dzi­by dla za­ko­nu a sta­ry bu­dy­nek był opusz­czo­ny i przy­go­to­wy­wa­ny do roz­biór­ki. Pod­czas roz­biór­ki do­szło do po­ża­ru, w któ­rym bu­dy­nek zo­stał cał­ko­wi­cie znisz­czo­ny. Sąd roz­strzy­ga­jąc spór o wy­pła­tę od­szko­do­wa­nia z tego ty­tu­łu, do­szedł do wnio­sku, iż za­kon nie po­sia­dał in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, po­nie­waż nie mógł po­nieść żad­nej stra­ty ma­jąt­ko­wej w wy­ni­ku po­ża­ru. Sko­ro bo­wiem bu­dy­nek był prze­zna­czo­ny do roz­biór­ki, to nie pre­zen­to­wał sobą żad­nej war­to­ści ma­jąt­ko­wej dla po­szko­do­wa­ne­go, a więc jego znisz­cze­nie nie wpły­nę­ło na po­gor­sze­nie sta­nu ma­jąt­ko­we­go ubez­pie­czo­ne­go. Brak in­te­re­su skut­ko­wał od­mo­wą wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia ze wzglę­du na bez­sku­tecz­ność umo­wy. W tym sta­nie rze­czy nie roz­pa­try­wa­no na­wet kwe­stii wy­so­ko­ści na­leż­ne­go od­szko­do­wa­nia w kon­tek­ście za­sa­dy od­szko­do­wa­nia. To tak­że przy­kład od­mien­no­ści po­dej­ścia do kwe­stii in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, w po­rów­na­niu z kon­struk­cją an­giel­ską. Na grun­cie orze­cze­nia Lu­ce­na v. Cra­fund, nie­za­leż­nie od osta­tecz­ne­go roz­wią­za­nia za­gad­nie­nia wy­so­ko­ści na­leż­ne­go od ubez­pie­czy­cie­la od­szko­do­wa­nia, nie spo­sób by­ło­by jed­nak przy­jąć co do za­sa­dy bra­ku in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, ze wzglę­du na ist­nie­ją­ce pra­wo wła­sno­ści, sta­no­wią­ce jego bez­sprzecz­ne źró­dło56. Już w tym miej­scu wy­raź­nie wi­dać dość za­sad­ni­cze róż­ni­ce w po­dej­ściu do za­gad­nie­nia, pre­zen­to­wa­ne w obu po­rząd­kach praw­nych. Z jed­nej stro­ny wy­ma­ga się wię­zi praw­nej dla ist­nie­nia in­te­re­su, i od niej uza­leż­nia się do­pusz­czal­ność ubez­pie­cze­nia, z dru­giej zaś mamy do czy­nie­nia z ame­ry­kań­skim po­dej­ściem o czy­sto eko­no­micz­nym pod­ło­żu. Przed­sta­wio­ne wy­żej orze­cze­nia po­ka­zu­ją za­rów­no do­bre, jak i złe stro­ny każ­dej z kon­cep­cji, co bę­dzie uży­tecz­ne przy ana­li­zie po­ję­cia na grun­cie na­sze­go po­rząd­ku praw­ne­go.

W pra­wie ame­ry­kań­skim kwe­stie zwią­za­ne z in­te­re­sem ubez­pie­cze­nio­wym stop­nio­wo znaj­du­ją swo­je re­gu­la­cje usta­wo­we. Trze­ba tu wska­zać na usta­wo­daw­stwo Sta­nu Nowy York, gdzie uzna­je się, że umo­wa ubez­pie­cze­nia za­war­ta na te­re­nie tego sta­nu bez in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jest nie­waż­na. Za in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy uzna­je się zgod­ny z pra­wem i istot­ny in­te­res eko­no­micz­ny w bez­pie­czeń­stwie i za­cho­wa­niu mie­nia przed utra­tą, znisz­cze­niem lub szko­dą ma­jąt­ko­wą57. Usta­wo­daw­stwo wy­ma­ga tak­że wy­ka­za­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niu na ży­cie, uzna­jąc przy tym, że ist­nie­je on za­wsze wo­bec osób bli­skich ubez­pie­cza­ją­ce­go58. W przy­pad­ku in­nych osób wy­ma­ga się wy­ka­za­nia, że ich śmierć, nie­peł­no­spraw­ność, utra­ta zdro­wia spo­wo­du­je u nie­go po­wsta­nie szko­dy o cha­rak­te­rze eko­no­micz­nym59. Iden­tycz­ne roz­wią­za­nia prze­wi­du­je usta­wo­daw­stwo Sta­nu Vir­gi­nia, za­rów­no w za­kre­sie ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych, jak i ubez­pie­czeń oso­bo­wych60.

Nie­co in­a­czej uj­mu­je kwe­stię in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go Ko­deks ubez­pie­cze­nio­wy Ka­li­for­nii, w któ­rym stwier­dza się, że w przy­pad­ku gdy ubez­pie­cza­ją­cy nie ma in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, umo­wa jest nie­waż­na61. Ko­lej­ny prze­pis stwier­dza, że każ­dy in­te­res w mie­niu, jak też każ­da re­la­cja wo­bec nie­go, po­ten­cjal­na od­po­wie­dzial­ność z nim zwią­za­na, o ta­kiej na­tu­rze, że zaj­ście wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go spo­wo­du­je szko­dę u ubez­pie­czo­ne­go, ozna­cza ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Da­lej usta­wa roz­wi­ja kwe­stie in­te­re­su w ubez­pie­cze­niach ma­jąt­ko­wych, pró­bu­jąc tak­że na­ło­żyć ramy praw­ne dla ubez­pie­czal­no­ści eks­pek­ta­ty­wy na­by­cia pra­wa62. Prze­pi­sy do­ty­czą­ce ubez­pie­cze­nia na ży­cie w spo­sób szcze­gó­ło­wy re­gu­lu­ją kwe­stie do­ty­czą­ce in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych. Uzna­je się wy­stę­po­wa­nie ta­kie­go in­te­re­su za­rów­no co do ży­cia wła­sne­go, jak i osób bli­skich, współ­pra­cow­ni­ków - ale w tym ostat­nim przy­pad­ku wy­raź­nie usta­wa od­wo­łu­je się już do sto­sun­ków o cha­rak­te­rze ma­jąt­ko­wym. Wska­zu­je się na ko­niecz­ność ist­nie­nia za­leż­no­ści o eko­no­micz­nym cha­rak­te­rze po­mię­dzy ubez­pie­cza­ją­cym, a oso­bą, któ­rej ży­cie lub zdro­wie jest ubez­pie­czo­ne63. Od­mien­nie trak­tu­je się wy­ma­ga­nie co do mo­men­tu wy­stę­po­wa­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go dla umów ubez­pie­cze­nia oso­bo­we­go i ma­jąt­ko­we­go. W przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia ma­jąt­ko­we­go musi on ist­nieć za­rów­no w chwi­li za­war­cia umo­wy, jak i w chwi­li zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go64, na­to­miast w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia na ży­cie - je­dy­nie w chwi­li zwar­cia umo­wy65. Ko­deks uzna­je umo­wy za­war­te we­dług mo­de­lu po­zba­wio­ne­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, okre­śla­ne jako in­te­rest - no in­te­rest lub po­li­cy pro­of of in­te­rest za nie­waż­ne z mocy pra­wa66.

Po­da­ne wy­żej trzy przy­kła­dy z le­gi­sla­cji ame­ry­kań­skiej po­ka­zu­ją pew­ną ewo­lu­cję przy­ję­tych roz­wią­zań. O ile star­sza re­gu­la­cja ka­li­for­nij­ska jest jesz­cze w pew­nych aspek­tach zbli­żo­na do orzecz­nic­twa an­giel­skie­go (cho­ciaż przy szer­szym po­dej­ściu do sa­me­go po­ję­cia in­te­re­su), o tyle usta­wy z No­we­go Jor­ku oraz Vir­gi­nii za­wie­ra­ją ela­stycz­ne, czy­sto eko­no­micz­ne po­dej­ście do ka­te­go­rii in­te­re­su a kwe­stia wię­zi praw­nej wo­bec za­gro­żo­ne­go skład­ni­ka ma­jąt­ko­we­go nie jest już pod­no­szo­na. Usta­wo­daw­stwo ame­ry­kań­skie jest z dru­giej stro­ny kon­se­kwent­ne wo­bec wy­ma­ga­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych - tu ko­niecz­ne jest za­wsze wy­ka­za­nie oso­bi­stej wię­zi z ubez­pie­czo­nym, a je­śli tej wię­zi nie ma, to musi ona być za­stą­pio­na sto­sun­kiem eko­no­micz­nym, uza­sad­nia­ją­cym za­war­cie umo­wy ubez­pie­cze­nia cu­dze­go ży­cia lub zdro­wia.

1.1.2.2. Pra­wo ka­na­dyj­skie

Ewo­lu­cja co do ro­zu­mie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, po­dob­na do tej, któ­ra za­szła w pra­wie ame­ry­kań­skim, mia­ła miej­sce tak­że w Ka­na­dzie, cho­ciaż trze­ba przy­znać, że zmia­ny nie mają tam tak dłu­giej hi­sto­rii. Odej­ście od za­sad wy­kształ­co­nych w orzecz­nic­twie an­giel­skim da­tu­je się od prze­ło­mo­we­go orze­cze­nia w spra­wie Con­sti­tu­tion In­su­ran­ce Com­pa­ny of Ca­na­da v. Ko­smo­po­ulos z 1987 r.67. W spra­wie tej ubez­pie­czy­ciel od­mó­wił wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia za szko­dę wy­rzą­dzo­ną po­ża­rem w biu­rze na­le­żą­cym do spół­ki, ale ubez­pie­czo­nym na wła­sną rzecz przez jej je­dy­ne­go wspól­ni­ka. Po­wo­ły­wa­no się w przy­ję­tym sta­no­wi­sku na kon­se­kwen­cje bra­ku in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, na pod­sta­wie roz­strzy­gnię­cia przy­ję­te­go w spra­wie Ma­cau­ra. Sąd uznał jed­nak, że je­dy­ny wspól­nik spół­ki ma in­te­res fak­tycz­ny, po­zwa­la­ją­cy mu sku­tecz­nie ubez­pie­czyć we wła­snym imie­niu i na swo­ją rzecz ma­ją­tek spół­ki. Co cie­ka­we, w tym orze­cze­niu, jak i we wcze­śniej­szej spra­wie Du­ro­cher v Ge­vry z 1961 r., w po­dob­nym sta­nie fak­tycz­nym jak w spra­wie Ma­cau­ra (tak­że cho­dzi­ło o mie­nie na­le­żą­ce do spół­ki, lecz ubez­pie­czo­ne przez jej wspól­ni­ków) uzna­no ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, od­wo­łu­jąc się do dok­try­ny pier­cing the cor­po­ra­te veil, ze wzglę­du na jed­no­oso­bo­wy cha­rak­ter po­szko­do­wa­nej spół­ki68. Uzna­no, że cha­rak­ter ta­kiej spół­ki po­zwa­la na za­sto­so­wa­nie tej dok­try­ny za­rów­no dla usta­le­nia od­po­wie­dzial­no­ści wspól­ni­ków (do cze­go ją pier­wot­nie sto­so­wa­no), jak dla usta­le­nia ist­nie­nia po ich stro­nie in­te­re­su zwią­za­ne­go z ma­jąt­kiem spół­ki. Jest to cie­ka­wy przy­kład kon­se­kwent­ne­go wy­ko­rzy­sta­nia kon­struk­cji pier­cing the cor­po­ra­te veil, za­rów­no na nie­ko­rzyść wspól­ni­ków (gdy cho­dzi o wy­ka­za­nie ich od­po­wie­dzial­no­ści za dłu­gi spół­ki), jak i dla ich ko­rzy­ści (gdy cho­dzi o wska­za­nie ist­nie­nia po ich stro­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go wo­bec ma­jąt­ku spół­ki). W ten spo­sób dok­try­na ta prze­sta­je być je­dy­nie źró­dłem od­po­wie­dzial­no­ści wspól­ni­ków za dłu­gi spół­ki, lecz sta­je się wy­znacz­ni­kiem bra­ku sa­mo­dziel­no­ści pod­mio­to­wej i eko­no­micz­nej spół­ki ka­pi­ta­ło­wej w okre­ślo­nych sy­tu­acjach fak­tycz­nych.

Od cza­su wy­da­nia orze­cze­nia w spra­wie Ko­smo­po­ulos przyj­mu­je się w Ka­na­dzie sze­ro­kie, eko­no­micz­ne i funk­cjo­nal­ne - a nie stric­te praw­ne - zna­cze­nie wię­zi, po­zwa­la­ją­cej na wy­ka­za­nie ist­nie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Do­dat­ko­wo, w Ka­na­dzie pod­kre­śla się ar­gu­ment zwią­za­ny z oce­ną ry­zy­ka do­ko­ny­wa­ną przez ubez­pie­czy­cie­la przed za­war­ciem umo­wy. W znacz­nym stop­niu ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jest oce­nia­ne ad ca­sum, na pod­sta­wie in­for­ma­cji udzie­la­nych przez ubez­pie­cza­ją­ce­go w ra­mach de­kla­ra­cji ry­zy­ka ubez­pie­cze­nio­we­go. Uzna­je się, że nie ma ja­kiejś jed­nej, ge­ne­ral­nej gra­ni­cy dla in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go a istot­ne jest to, czy ujaw­nio­ne przez ubez­pie­cza­ją­ce­go praw­dzi­we fak­ty po­zwa­la­ją na przy­ję­cie, że ma on rze­czy­wi­ste i upraw­nio­ne ocze­ki­wa­nia co do ma­jąt­ko­wych skut­ków wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go. Daje to za­wsze moż­li­wość od­mo­wy za­war­cia umo­wy, je­że­li ubez­pie­czy­ciel nie do­strze­że ta­kie­go in­te­re­su, ale za­war­cie umo­wy za­zwy­czaj unie­moż­li­wia na­stęp­cze kwe­stio­no­wa­nie tego, że in­te­res ist­niał i był za­ak­cep­to­wa­ny przez ubez­pie­czy­cie­la. Na­le­ży nad­mie­nić, że w spra­wie Ko­smo­po­ulos kwe­stie do­ty­czą­ce wła­sno­ści bu­dyn­ku i za­leż­no­ści po­mię­dzy ubez­pie­cza­ją­cym a spół­ką nie były w ża­den spo­sób wąt­pli­we czy za­ta­jo­ne przy za­war­ciu umo­wy.

Po­wyż­sze uwa­gi do­ty­czą roz­strzy­gnięć za­pa­dłych na grun­cie pra­wa com­mon law, ale tak­że ka­na­dyj­skie pra­wo sta­no­wio­ne sta­wia wy­ma­ga­nia co do ist­nie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go i to za­rów­no w ubez­pie­cze­niach ma­jąt­ko­wych, jak i oso­bo­wych. Brak in­te­re­su skut­ku­je nie­waż­no­ścią umo­wy. Ko­deks Cy­wil­ny Pro­win­cji Qu­ebec w art. 2481 prze­wi­du­je, że in­te­res w ubez­pie­cze­niu ma­jąt­ku ma ten, kto w przy­pad­ku utra­ty tego ma­jąt­ku po­nie­sie szko­dę. In­te­res po­wi­nien ist­nieć w chwi­li po­wsta­nia szko­dy, ale nie musi ist­nieć przez cały czas trwa­nia umo­wy. Art. 2484 stwier­dza, że umo­wa ubez­pie­cze­nia, w któ­rej ubez­pie­cza­ją­cy nie ma żad­ne­go in­te­re­su jest nie­waż­na. Wy­ma­ga­ne jest tak­że ist­nie­nie in­te­re­su w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia na ży­cie oso­by trze­ciej a jego brak ozna­cza nie­waż­ność umo­wy, zgod­nie z art. 2418 Ko­dek­su. Każ­dy ma in­te­res w ubez­pie­cze­niu sie­bie i swo­je­go sta­łe­go part­ne­ra, a tak­że swo­ich zstęp­nych i zstęp­nych part­ne­ra. Po­dob­nie kształ­tu­je się tak­że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy wy­ni­ka­ją­cy z ży­cia i zdro­wia osób, któ­rym ubez­pie­cza­ją­cy za­wdzię­cza utrzy­ma­nie lub któ­re po­kry­wa­ją kosz­ty jego wy­kształ­ce­nia. W przy­pad­ku in­nych osób (kon­tra­hen­tów, pra­cow­ni­ków itp.) wy­ma­ga­ne jest wy­ka­za­nie ist­nie­nia eko­no­micz­ne­go in­te­re­su, przy czym moż­li­we jest wska­za­nie in­te­re­su za­rów­no pie­nięż­ne­go, jak i nie­pie­nięż­ne­go (intér?t mo­ral ou pe­cu­nia­ire)69.

1.1.2.3. Pra­wo au­stra­lij­skie

W Au­stra­lii, tak­że ba­zu­ją­cej na roz­wią­za­niach pra­wa an­giel­skie­go, odej­ście od za­sad wy­zna­czo­nych w orze­cze­niu Lu­ce­na v. Cra­fund od­by­ło się w dro­dze in­ter­wen­cji usta­wo­daw­czej, uza­sad­nio­nej ko­niecz­no­ścią wpro­wa­dze­nia więk­szej ela­stycz­no­ści na ryn­ku ubez­pie­cze­nio­wym. Obec­nie za­gad­nie­nie jest uj­mo­wa­ne w spo­sób "ne­ga­tyw­ny", obo­wią­zu­ją­ca usta­wa o umo­wie ubez­pie­cze­nia z 1984 r. prze­wi­du­je, iż w przy­pad­ku gdy ubez­pie­cza­ją­cy po­niósł szko­dę wsku­tek uszko­dze­nia lub znisz­cze­nia przed­mio­tu ob­ję­te­go ochro­ną ubez­pie­cze­nio­wą, brak in­te­re­su praw­ne­go do tej rze­czy nie zwal­nia ubez­pie­czy­cie­la od od­po­wie­dzial­no­ści70. W za­kre­sie ubez­pie­czeń na ży­cie za­gad­nie­nie to zo­sta­ło po­dob­nie ure­gu­lo­wa­ne w Life In­su­ran­ce Act z 1995 r.71

Po­dob­nie jak w pra­wie ame­ry­kań­skim i ka­na­dyj­skim, w pra­wie au­stra­lij­skim wy­ma­ga się więc ist­nie­nia wię­zi fak­tycz­nej, eko­no­micz­nej a nie wy­ka­za­nia pra­wa ma­jąt­ko­we­go zwią­za­ne­go z przed­mio­tem ob­ję­tym ochro­ną ubez­pie­cze­nio­wą. Jak wi­dać, wy­ma­ga­nia o cha­rak­te­rze praw­nym zo­sta­ły za­stą­pio­ne oce­ną eko­no­micz­nych skut­ków zisz­cze­nia się wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go. W omó­wio­nych tu po­rząd­kach praw­nych in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy po­zo­sta­je eko­no­micz­nym fun­da­men­tem umo­wy ubez­pie­cze­nia, bez któ­re­go nie da się ta­kiej umo­wy za­wrzeć, nie musi jed­nak wy­ni­kać z kon­kret­ne­go sto­sun­ku praw­ne­go.

1.1.3. Wy­jąt­ki od ogól­nych za­sad do­ty­czą­cych in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim

1.1.3.1. Wy­jąt­ki do­ty­czą­ce ry­zyk zło­żo­nych

Po­wróć­my te­raz do pra­wa an­giel­skie­go i skut­ków, ja­kie wy­wo­łu­ją w nim opi­sy­wa­ne wy­żej pro­ce­sy, za­cho­dzą­ce w po­rząd­kach praw­nych, któ­re się prze­cież z nie­go wy­wo­dzą. Kon­fron­ta­cja ogrom­ne­go ryn­ku ubez­pie­czeń z su­ro­wym i wą­skim po­ję­ciem in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go do­pro­wa­dzi­ła do sze­re­gu wy­ło­mów w ogól­nych za­sa­dach wy­ni­ka­ją­cych z orze­cze­nia Ma­cau­ra. Bez wąt­pie­nia duże zna­cze­nie ma tu wła­śnie ten­den­cja do od­cho­dze­nia od tych za­sad we wspo­mnia­nych wy­żej po­rząd­kach praw­nych, co po­wo­do­wa­ło mniej­szą atrak­cyj­ność an­giel­skich ubez­pie­czeń dla po­ten­cjal­nych ubez­pie­cza­ją­cych i unie­moż­li­wia­ło za­wie­ra­nie umów w wie­lu sy­tu­acjach, gdzie za­gro­że­nie ry­zy­kiem ubez­pie­cze­nio­wym było oczy­wi­ste, cho­ciaż sy­tu­acja praw­na ubez­pie­czo­ne­go nie speł­nia­ła stan­dar­du spra­wy Ma­cau­ra. W pierw­szej ko­lej­no­ści na­le­ży wska­zać na wy­jąt­ki od tego stan­dar­du wy­pra­co­wa­ne w sa­mym orzecz­nic­twie.

Za­pew­ne wła­śnie pod pre­sją orze­czeń za­gra­nicz­nych w spra­wach ta­kich, jak Ko­smo­po­ulos, pew­ne ten­den­cje do od­cho­dze­nia od za­sa­dy zwią­za­nia in­te­re­su z pra­wem ma­jąt­ko­wym, wi­dać w orzecz­nic­twie do­ty­czą­cym ubez­pie­cze­nia za­wie­ra­ne­go przez wspól­ni­ków a chro­nią­ce­go mie­nie na­le­żą­ce do spół­ki. W orze­cze­niu Sharp v. Sphe­re Dra­ke In­su­ran­ce Ltd, "The Mo­ona­cre" z 1992 r.72 uzna­no, że je­dy­ny wspól­nik ma in­te­res w ubez­pie­cze­niu jach­tu na­le­żą­ce­go do spół­ki, cho­ciaż ubez­pie­czył go we wła­snym imie­niu i na wła­sną rzecz. Uza­sad­nie­nie wska­zu­je jed­nak na to, że jacht był prze­zna­czo­ny do użyt­ku wła­śnie przez tego wspól­ni­ka, co ozna­cza od­wo­ła­nie się do wię­zi stric­te le­gal­nej, wy­ni­ka­ją­cej z umo­wy o ko­rzy­sta­nie z przed­mio­tu ob­ję­te­go ochro­ną. Uzna­no, że je­dy­ny wspól­nik był wpraw­dzie tyl­ko po­sia­da­czem, któ­ry jed­nak­że miał obo­wią­zek dba­ło­ści o przed­miot ubez­pie­cze­nia, bo po­wi­nien dbać o ma­ją­tek wła­snej spół­ki. W li­te­ra­tu­rze73 pod­no­si się, że uza­sad­nie­nie tego orze­cze­nia sta­no­wi do­wód na to, że sądy sta­ra­ją się obec­nie uznać od­mien­ność sy­tu­acji ma­jąt­ko­wej w spół­kach jed­no­oso­bo­wych, w któ­rych tak na praw­dę stra­ta po­nie­sio­na przez spół­kę za­wsze bez­po­śred­nio do­ty­ka je­dy­ne­go wspól­ni­ka - przy­najm­niej w wy­mia­rze czy­sto eko­no­micz­nym. Za­sa­dy te, zda­niem nie­któ­rych au­to­rów, od­no­szą się w oczy­wi­sty spo­sób tak­że do spół­ek oso­bo­wych i ubez­pie­cze­nia ich ma­jąt­ku przez wspól­ni­ków74.

Przy­ję­ta w orze­cze­niach Ma­cau­ra i Lu­ce­na v. Crau­fund kon­struk­cja in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go nie daje się tak­że obro­nić w przy­pad­ku ubez­pie­czeń obej­mu­ją­cych ry­zy­ko zwią­za­ne z pro­wa­dze­niem zło­żo­nych prac kon­struk­cyj­nych, w któ­rych są za­an­ga­żo­wa­ne, w ra­mach kon­sor­cjum, licz­ne pod­mio­ty. Zwy­cza­jo­wą prak­ty­ką w ta­kich sy­tu­acjach jest za­war­cie jed­nej, ge­ne­ral­nej umo­wy ubez­pie­cze­nia obej­mu­ją­cej całe ry­zy­ko bu­do­wy i wszyst­kie uczest­ni­czą­ce w niej pod­mio­ty. Jest jed­nak oczy­wi­ste, że drob­ny pod­wy­ko­naw­ca nie po­sia­da in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, w ro­zu­mie­niu kon­kret­ne­go pra­wa ma­jąt­ko­we­go, wo­bec ca­łej in­we­sty­cji. Każ­dy z pod­wy­ko­naw­ców ma bo­wiem in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy (tak, jak jest to ro­zu­mia­ne w pra­wie an­giel­skim) wy­zna­czo­ny za­kre­sem swo­ich prac, cza­sem o bar­dzo ogra­ni­czo­nym za­się­gu. Z dru­giej stro­ny, jego za­nie­dba­nia mogą do­pro­wa­dzić do szkód obej­mu­ją­cych ca­łość przed­się­wzię­cia. Co gor­sza, uzna­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go ta­kie­go pod­wy­ko­naw­cy je­dy­nie co do czę­ści mie­nia może po­sta­wić go w ka­ta­stro­fal­nej sy­tu­acji w przy­pad­ku sko­rzy­sta­nia przez ubez­pie­czy­cie­la z upraw­nień z ty­tu­łu sub­ro­ga­cji z ra­cji od­szko­do­wań wy­pła­co­nych po­zo­sta­łym ubez­pie­czo­nym.

Prze­ło­mem po­zwa­la­ją­cym na roz­wią­za­nie tych pro­ble­mów było orze­cze­nie w spra­wie Oil­well (UK) Ltd v. Davy Of­fsho­re Ltd z 1993 r.75. W spra­wie tej wy­ko­naw­cy fa­bry­ki me­ta­no­lu ob­ję­ci byli wspól­ną po­li­są ubez­pie­cze­nio­wą. Po za­koń­cze­niu prac i od­da­niu fa­bry­ki do eks­plo­ata­cji do­szło do eks­plo­zji, wy­wo­ła­nej przez za­nie­dba­nia jed­ne­go z pod­wy­ko­naw­ców. Ubez­pie­czy­ciel po wy­pła­ce­niu od­szko­do­wa­nia za­żą­dał, w ra­mach praw wy­ni­ka­ją­cych z sub­ro­ga­cji ubez­pie­cze­nio­wej, za­pła­ty od­szko­do­wa­nia od tego pod­wy­ko­naw­cy, uza­sad­nia­jąc to tym, że jego in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, a co za tym idzie i za­kres ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej, wy­gasł po za­koń­cze­niu umo­wy (ubez­pie­cze­nie, zda­niem ubez­pie­czy­cie­la, w przy­pad­ku tego ubez­pie­czo­ne­go chro­ni­ło go tyl­ko w cza­sie trwa­nia prac i w związ­ku z jego frag­men­tem za­dań). Sąd uznał jed­nak, że fak­tycz­ny, bli­ski fi­zycz­ny zwią­zek z ca­łym przed­mio­tem ubez­pie­cze­nia uza­sad­nia po­sia­da­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­wy co do ca­ło­ści kon­struk­cji, tak­że po za­koń­cze­niu prac, a to wy­klu­cza póź­niej­szą sub­ro­ga­cję prze­ciw­ko ubez­pie­czo­ne­mu. Zgod­nie z tym ro­zu­mo­wa­niem, pod­wy­ko­naw­ca włą­czo­ny w pro­ces bu­do­wy ma in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy co do ca­ło­ści kon­trak­tu, na­wet je­śli za­kres wy­ko­ny­wa­nych przez nie­go prac do­ty­czył tyl­ko do jego nie­wiel­kiej czę­ści.

Wska­za­ne tu dwa orze­cze­nia w rze­czy­wi­sto­ści roz­sa­dza­ją daw­ne po­dej­ście do po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Po­ję­cie "po­sia­da­nia", a jesz­cze bar­dziej "fi­zycz­ne­go związ­ku" za­prze­cza­ją w szcze­gól­no­ści mo­ty­wom, ja­kie le­gły u pod­staw orze­cze­nia Lu­ce­na v. Cra­fund. Nie da się prze­cież za­prze­czyć, że w tam­tej wła­śnie spra­wie ubez­pie­cza­ją­cy byli w po­sia­da­niu, a nad­to w owej wspo­mnia­nej fi­zycz­nej bli­sko­ści z przed­mio­tem ubez­pie­cze­nia, któ­ry prze­cież zo­stał za­gar­nię­ty na mo­rzu w celu za­własz­cze­nia. Nie­mniej, przed­sta­wio­ne tu orze­cze­nia do­ty­czą wą­skiej gru­py ubez­pie­czeń, i ich sto­so­wa­nie wca­le nie jest oczy­wi­ste w in­nych umo­wach. Są one wy­raź­nie trak­to­wa­ne je­dy­nie jako wy­ją­tek, a nie prze­ła­ma­nie re­gu­ły. Trze­ba jed­nak za­zna­czyć, że sztyw­ne wy­ma­ga­nia co do in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go są na róż­ne spo­so­by ob­cho­dzo­ne tak­że przez prak­ty­kę ubez­pie­cze­nio­wą, co zo­sta­nie omó­wio­ne po­ni­żej.

1.1.3.2. Wy­jąt­ki zwią­za­ne z kre­owa­niem umów nie­za­leż­nych od in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go

Ry­go­ry­stycz­ne za­wę­ża­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go je­dy­nie do sy­tu­acji, w któ­rych moż­na wy­ka­zać ist­nie­nie praw­ne­go związ­ku z przed­mio­tem ubez­pie­cze­nia, mu­sia­ło do­pro­wa­dzić do stwo­rze­nia wy­ło­mów o czy­sto prak­tycz­nym cha­rak­te­rze. Wy­kształ­ci­ły one po­nie­kąd "rów­no­le­gły" nurt ubez­pie­czeń, w któ­rych z góry za­kła­da się, że ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go nie bę­dzie przed­mio­tem spo­ru po­mię­dzy stro­na­mi (zgod­nie z kon­struk­cją swo­iste­go zrze­cze­nia, okre­śla­ne­go w pra­wie an­giel­skim jako wa­iver). Ubez­pie­cze­nia ta­kie, po­zo­sta­jąc w sprzecz­no­ści z re­gu­ła­mi po­wsta­ły­mi na grun­cie orze­czeń Ma­cau­ra i Lu­ce­na v. Cra­fund, nie ko­rzy­sta­ją z peł­nej ochro­ny praw­nej, ale jak się wska­zu­je, spo­ry na ich tle bar­dzo rzad­ko tra­fia­ją przed sądy. Jest tak dla­te­go, że de­cy­du­ją­ce zna­cze­nie ma tu kwe­stia za­ufa­nia do ubez­pie­czy­cie­li: nikt prze­cież nie bę­dzie ko­rzy­stał z usług przed­się­bior­cy, któ­ry kreu­je ce­lo­wo nie­waż­ne umo­wy na ta­kiej sa­mej za­sa­dzie, jak nikt nie bę­dzie ko­rzy­stał z usług buk­ma­che­ra, któ­ry na­stęp­nie od­mó­wi wy­pła­ty wy­gra­nej, tyl­ko dla­te­go, że pra­wo nie uzna­je umo­wy z nim za­war­tej za waż­ną.

Trze­ba tu wska­zać na dwa prak­tycz­ne me­cha­ni­zmy, sto­so­wa­ne w ubez­pie­cze­niach an­giel­skich dla za­wie­ra­nia umów nie­za­leż­nych od wą­skie­go uję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Pierw­szy z nich to umo­wy, w któ­rych sama po­li­sa jest do­wo­dem ist­nie­nia in­te­re­su (po­li­cy pro­of of in­te­rest, in­te­rest or no in­te­rest), a dru­gi to zrze­cze­nie się przez ubez­pie­czy­cie­la moż­li­wo­ści pod­no­sze­nia za­rzu­tu bra­ku in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w sa­mej umo­wie (wa­iver)76. Tu tak­że moż­na za­uwa­żyć pe­wien zwią­zek przyj­mo­wa­nych roz­wią­zań ze wspo­mnia­ny­mi wcze­śniej po­glą­da­mi wy­ra­ża­ny­mi na grun­cie pra­wa ka­na­dyj­skie­go, gdzie pod­no­szo­no, że zgo­da ubez­pie­czy­cie­la na za­war­cie umo­wy w okre­ślo­nej sy­tu­acji fak­tycz­nej może ozna­czać, że go­dzi się on na uzna­nie ist­nie­nia po stro­nie ubez­pie­cza­ją­ce­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, mimo bra­ku moż­li­wo­ści wska­za­nia wię­zi praw­nej z za­gro­żo­nym skład­ni­kiem ma­jąt­ko­wym77.

1.1.3.3. Kon­se­kwen­cje prze­le­wu praw z umo­wy ubez­pie­cze­nia

Na grun­cie ubez­pie­czeń oso­bo­wych ogra­ni­cze­nia co do krę­gu osób, któ­rych ży­cie może być przed­mio­tem umo­wy, ob­cho­dzi się czę­sto przez do­ko­na­nie prze­le­wu praw z umo­wy, co uzna­je się za cał­ko­wi­cie sku­tecz­ne, nie­za­leż­nie od tego, kto na­by­wa wie­rzy­tel­ność ubez­pie­cze­nio­wą. Wy­jąt­kiem jest tu sy­tu­acja, w któ­rej moż­na udo­wod­nić, że na­byw­ca upraw­nień z po­li­sy od po­cząt­ku miał być w rze­czy­wi­sto­ści ubez­pie­cza­ją­cym78. W tym ostat­nim wy­pad­ku umo­wa jest nie­waż­na, jako ma­ją­ca na celu obej­ście pra­wa.

Sze­ro­kie do­pusz­cze­nie do ob­ro­tu po­li­sa­mi ubez­pie­cze­nio­wy­mi, zwłasz­cza zwią­za­ny­mi z ubez­pie­cze­nia­mi na ży­cie jest ostro kry­ty­ko­wa­ne w li­te­ra­tu­rze, jako pro­wa­dzą­ce do spe­ku­la­cji tego ro­dza­ju ubez­pie­cze­niem. Cał­ko­wi­ta swo­bo­da w prze­no­sze­niu praw z umo­wy ubez­pie­cze­nia na ży­cie może pro­wa­dzić do tego, że szczyt­ne za­ło­że­nia le­żą­ce u pod­staw kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go mogą być bar­dzo ła­two ob­cho­dzo­ne79. Jako dra­stycz­ny przy­kład tego ro­dza­ju prak­tyk po­da­je się spra­wę Grigs­by v. Rus­sell z 1911 r. W spra­wie tej roz­strzy­ga­no pra­wo le­ka­rza do uzy­ska­nia pie­nię­dzy z po­li­sy na ży­cie wła­sne­go pa­cjen­ta, któ­ra to po­li­sa sta­no­wi­ła wy­na­gro­dze­nie za za­bieg me­dycz­ny do­ko­na­ny przez po­wo­da. Sąd uznał, że każ­dy ma pra­wo swo­bod­nie prze­no­sić swo­je pra­wa ma­jąt­ko­we, w tym z umo­wy ubez­pie­cze­nia, a więc nic nie stoi na prze­szko­dzie by sta­no­wi­ły one część wy­na­gro­dze­nia za za­bieg lecz­ni­czy. Do dnia dzi­siej­sze­go moż­na spo­tkać in­for­ma­cje o au­kcjach, któ­rych przed­mio­tem są pra­wa z umo­wy ubez­pie­cze­nia na ży­cie. Po­wyż­sze po­ka­zu­je, że samo ry­go­ry­stycz­ne po­dej­ście do in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go nie wy­klu­cza swo­bo­dy w wy­ko­rzy­sty­wa­niu umo­wy ubez­pie­cze­nia do ce­lów, cał­ko­wi­cie sprzecz­nych z ele­men­tar­ny­mi za­sa­da­mi mo­ral­no­ści.

1.1.4. Obec­ne kie­run­ki dys­ku­sji o in­te­re­sie ubez­pie­cze­nio­wym w An­glii

1.1.4.1. Przy­czy­ny pod­ję­cia dys­ku­sji nad kon­struk­cją in­te­re­su w pra­wie an­giel­skim

Przy­ję­ta kon­struk­cja in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jest pod­da­wa­na w li­te­ra­tu­rze an­giel­skiej ostrej kry­ty­ce. M. Clar­ke80, od­no­sząc się do przed­sta­wio­nych wcze­śniej za­sad do­ty­czą­cych ubez­pie­cze­nia na ży­cie i za­wę­ża­ją­cych in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy tyl­ko do osób, wo­bec któ­rych ubez­pie­cza­ją­cy nie bę­dzie miał złych za­mia­rów (ze wzglę­du na wię­zi oso­bi­ste) stwier­dza: "Po­gląd pra­wa an­giel­skie­go na na­tu­rę ludz­ką jest przy­gnę­bia­ją­cy (...) Pra­wo an­giel­skie w swo­im spoj­rze­niu na na­tu­rę czło­wie­ka jest nie­do­in­for­mo­wa­ne, nie­prze­ko­nu­ją­ce i - je­śli w ogó­le kie­dyś było ak­tu­al­ne - obec­nie prze­sta­rza­łe". Zda­niem tego au­to­ra pra­wo an­giel­skie jest nie­do­in­for­mo­wa­ne i nie­prze­ko­nu­ją­ce, po­nie­waż wie­le, je­śli nie więk­szość, za­bójstw jest do­ko­ny­wa­nych po­mię­dzy człon­ka­mi naj­bliż­szej ro­dzi­ny. Jest prze­sta­rza­łe, bo nie uwzględ­nia, na przy­kład, sil­nych wię­zi ist­nie­ją­cych mię­dzy ludź­mi poza mał­żeń­stwem81. Trze­ba pa­mię­tać, że to prze­cież ko­ron­nym ar­gu­men­tem za wza­jem­ną ubez­pie­czal­no­ścią ży­cia mał­żon­ków było wła­śnie wska­zy­wa­nie na ist­nie­ją­ce mię­dzy nimi wię­zi, rze­ko­mo chro­nią­ce przed prze­stęp­stwa­mi ubez­pie­cze­nio­wy­mi.

Bar­dzo po­dob­na kry­ty­ka do­ty­czy umów ubez­pie­cze­nia mie­nia. Za­da­niem wspo­mnia­ne­go au­to­ra, nie spo­sób jest zro­zu­mieć, dla­cze­go ist­nie­nie pra­wa ma­jąt­ko­we­go zwią­za­ne­go z rze­czą mia­ło­by gwa­ran­to­wać dba­łość o tą rzecz i rze­czy­wi­sty in­te­res w jej za­cho­wa­niu. Prze­cież dla ubez­pie­czo­ne­go zre­ali­zo­wa­nie się wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go może być naj­prost­szym spo­so­bem na uzy­ska­nie od­po­wied­niej kwo­ty za ubez­pie­czo­ny ma­ją­tek. Pod­no­si się tak­że, że w ubez­pie­cze­niach ma­jąt­ko­wych wy­star­cza­ją­cym gwa­ran­tem rze­tel­no­ści ubez­pie­cze­nia jest za­sa­da od­szko­do­wa­nia82, pro­po­nu­je się tak­że zmia­nę po­dej­ścia do ca­łe­go za­gad­nie­nia (co by­ło­by moż­li­we w dro­dze usta­wo­daw­czej) i po­wrót do kon­cep­cji sze­ro­kie­go uję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, opar­te­go na ist­nie­niu czy­sto fak­tycz­ne­go związ­ku mię­dzy ubez­pie­czo­nym a przed­mio­tem za­gro­żo­nym ry­zy­kiem83.

Trze­ba w tym miej­scu za­uwa­żyć, że zmia­ny w oby­cza­jo­wo­ści do­pro­wa­dzi­ły tak­że do pod­wa­że­nia jesz­cze in­ne­go, za­sad­ni­cze­go nie­gdyś, ar­gu­men­tu wspie­ra­ją­ce­go wą­skie po­dej­ście do kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie an­giel­skim, a mia­no­wi­cie ar­gu­men­tu o nie­le­gal­no­ści ha­zar­du. Zmia­ny w usta­wo­daw­stwie an­giel­skim do­ty­czą­cym gier ha­zar­do­wych pod­wa­ży­ły w istot­ny spo­sób ar­gu­men­ty do­ty­czą­ce za­ka­zu za­wie­ra­nia umów ubez­pie­cze­nia o spe­ku­la­cyj­nym cha­rak­te­rze, jako nie­chro­nio­nych przez pra­wo co do za­sa­dy. Pre­zen­to­wa­ne wcze­śniej roz­wią­za­nia usta­wo­daw­cze, a tak­że daw­niej­sze orze­cze­nia, były ści­śle po­wią­za­ne z re­gu­la­cją Ga­ming Act z 1845 r. Usta­wa ta ge­ne­ral­nie od­ma­wia­ła ochro­ny praw­nej wszel­kie­go ro­dza­ju za­kła­dom i grom ha­zar­do­wym, a więc moż­na było z niej wy­wo­dzić tak­że brak ochro­ny praw­nej dla umo­wy ubez­pie­cze­nia po­zba­wio­nej in­te­re­su praw­ne­go. Obec­na re­gu­la­cja, Ga­ming Act z 2005 r., wpro­wa­dzi­ła od­wrot­ną za­sa­dę: sam fakt, iż umo­wa ma cha­rak­ter ha­zar­du (­ga­ming) nie pod­wa­ża jej sku­tecz­no­ści84. Tym bar­dziej jak się pod­kre­śla, po­dej­ście do in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jako tamy przed nie­le­gal­ny­mi spe­ku­la­cja­mi i ha­zar­dem na­le­ży uznać za ana­chro­nicz­ne. Zresz­tą już w oma­wia­nym wy­żej orze­cze­niu Fe­asey v. Sun Life As­su­ran­ce of Ca­na­da z 2003 r. (a więc jesz­cze sprzed no­we­li­za­cji usta­wo­daw­stwa o grach) uzna­no, że gra, spe­ku­la­cja nie jest an­ty­te­zą dla in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Umo­wa nie­waż­na na grun­cie Life As­su­ran­ce Act z 1774 r., we­dług sądu orze­ka­ją­ce­go w tej spra­wie, nie jest więc nie­waż­na dla­te­go, że jest ha­zar­dem, ale tyl­ko wte­dy, gdy brak w niej in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go85.

Wcze­śniej wska­za­no na kil­ka orze­czeń, któ­re po­zwa­la­ją na uzna­nie, że w pra­wie an­giel­skim na­stę­pu­je ero­zja do­tych­cza­so­we­go ro­zu­mie­nia in­te­re­su, jako ka­te­go­rii po­łą­czo­nej ści­śle z pra­wem rze­czo­wym lub ob­li­ga­cyj­nym. W tym miej­scu trze­ba wska­zać na gło­sy dok­try­ny co do no­we­go uję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Jak ła­two się bo­wiem do­my­ślać, po pierw­szych orze­cze­niach od­cho­dzą­cych od daw­ne­go ro­zu­mie­nia in­te­re­su po­ja­wi­ły się py­ta­nia: je­że­li in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy nie musi być zwią­za­ny z kon­kret­nym pra­wem, to jaki jest wła­ści­we za­kres tego po­ję­cia i ja­kie są jego gra­ni­ce. Ode­rwa­nie się od gra­nic praw­nych i po­ło­że­nie na­ci­sku na związ­ki o cha­rak­te­rze czy­sto fak­tycz­nym, pro­wa­dzi do otwar­cia w tym miej­scu sze­ro­kie­go pola do dys­ku­sji. Jest jed­no­cze­śnie oczy­wi­ste, że pra­wie nikt nie dąży do po­wro­tu do sy­tu­acji sprzed wej­ścia w ży­cie Life As­su­ran­ce Act, gdy wła­ści­wie nie było żad­nych ogra­ni­czeń co do swo­bo­dy kre­owa­nia przed­mio­tu ubez­pie­cze­nia.

Moż­na tu za­uwa­żyć dwie ge­ne­ral­ne ten­den­cje. Pierw­sza z nich jest w swo­jej isto­cie po­wro­tem do kon­struk­cji przy­ję­tej we wspo­mnia­nym wcze­śniej orze­cze­niu Le Cras v. Hu­ghes z 1782 r., gdzie po­dob­nie jak obec­nie w pra­wie ame­ry­kań­skim, ka­na­dyj­skim czy au­stra­lij­skim, uzna­no, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy jest zwią­za­ny z moż­li­wym praw­do­po­dob­nym uszczerb­kiem w ma­jąt­ku ubez­pie­cza­ją­ce­go, któ­ry może być spo­wo­do­wa­ny wy­pad­kiem ubez­pie­cze­nio­wym. Jest to kon­cep­cja zbli­żo­na do przy­ję­tej na grun­cie in­nych po­rząd­ków praw­nych, jako przy­kład mo­że­my tu po­dać re­gu­la­cję fran­cu­ską, zgod­nie z któ­rą każ­dy, kto ma fak­tycz­ny in­te­res w za­cho­wa­niu przed­mio­tu, może go ubez­pie­czyć.86

Trze­ba jed­nak za­uwa­żyć, że duże zna­cze­nie w li­te­ra­tu­rze an­giel­skiej ma jesz­cze da­lej idą­cy po­gląd, zgod­nie z któ­rym po­ję­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jest w ogó­le zbęd­ne w no­wo­cze­snym sys­te­mie ubez­pie­czeń, po­wie­la­jąc tyl­ko nie­po­trzeb­nie kon­se­kwen­cje wy­ni­ka­ją­ce z za­sa­dy od­szko­do­wa­nia. Za­pre­zen­tu­ję te­raz ar­gu­men­ty zwią­za­ne z tymi gru­pa­mi po­glą­dów.

1.1.4.2. Po­gląd ne­gu­ją­cy ko­niecz­ność ist­nie­nia od­ręb­nej ka­te­go­rii in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go

Po­gląd oma­wia­ny w tym miej­scu wy­cho­dzi od ge­ne­ral­nej kry­ty­ki ar­gu­men­ta­cji za­war­tej w orze­cze­niu Lu­ce­na v. Crau­fund oraz od kry­ty­ki za­ło­żeń wpro­wa­dze­nia kon­struk­cji in­te­re­su do wska­zy­wa­nych wcze­śniej XVIII-wiecz­nych re­gu­la­cji usta­wo­wych. Jak pi­sze J. Low­ry87, w no­wo­cze­snej prak­ty­ce go­spo­dar­czej oba­wy o wzrost ry­zy­ka z przy­czyn su­biek­tyw­nych i oba­wa przed ha­zar­dem są zde­cy­do­wa­nie mniej­sze niż w cza­sie, gdy wy­da­no wspo­mnia­ne wy­żej orze­cze­nie. Ist­nie­ją obec­nie bar­dzo spraw­ne me­to­dy we­ry­fi­ka­cji przy­czyn po­wsta­nia szko­dy, tak by wy­klu­czyć ce­lo­we jej wy­rzą­dze­nie przez ubez­pie­cza­ją­ce­go. Do­dat­ko­wym ar­gu­men­tem pod­no­szo­nym w li­te­ra­tu­rze jest to, że kon­struk­cja in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go ma na celu unik­nię­cie za­wie­ra­nia umów o stric­te oszu­kań­czym cha­rak­te­rze. Za­kła­dy ubez­pie­czeń pod­no­szą nie­jed­no­krot­nie ar­gu­ment bra­ku in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go wła­śnie wte­dy, gdy mają uza­sad­nio­ne po­dej­rze­nie oszu­stwa, któ­re­go jed­nak nie mogą udo­wod­nić. Zda­niem M. Clar­ke88 jest to sy­tu­acja nie­do­pusz­czal­na, po­nie­waż oszu­stwa ubez­pie­cze­nio­we po­win­ny być głów­nie przed­mio­tem po­stę­po­wa­nia kar­ne­go, a w ra­zie od­kry­cia ta­kie­go oszu­stwa od­szko­do­wa­nie i tak się nie na­le­ży. Tak­że i z tego po­wo­du in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy nie wy­da­je się, zda­niem tego au­to­ra, ko­niecz­nym ele­men­tem umo­wy ubez­pie­cze­nia. Kwe­stie do­ty­czą­ce wy­kry­wa­nia i sto­so­wa­nia sank­cji wo­bec spraw­ców oszustw ubez­pie­cze­nio­wych po­win­ny być do­me­ną pra­wa kar­ne­go, a nie pry­wat­ne­go.

Je­że­li zaś cho­dzi o ha­zard, to śla­dem uza­sad­nie­nia do orze­cze­nia w ka­na­dyj­skiej spra­wie Ko­smo­po­ulos na­le­ży uznać, że w dzi­siej­szych cza­sach uczest­ni­cy ob­ro­tu mają znacz­nie atrak­cyj­niej­sze na­rzę­dzia do upra­wia­nia ha­zar­du niż umo­wa ubez­pie­cze­nia89. Istot­ne jest i to, że gry ha­zar­do­we obec­nie sta­ły się le­gal­ną dzia­łal­no­ścią, ko­rzy­sta­ją­cą z ochro­ny praw­nej, co po­wo­du­je, że ar­gu­ment o ko­niecz­no­ści uni­ka­nia ha­zar­du upra­wia­ne­go przy po­mo­cy ubez­pie­cze­nia jest nie­ak­tu­al­ny. Po­nad­to, zda­niem M. Clar­ke, nie ma żad­ne­go po­wo­du by uwa­żać, że wła­ści­ciel (lub inna oso­ba ma­ją­ca pra­wo zwią­za­ne z przed­mio­tem za­gro­żo­nym ry­zy­kiem ubez­pie­cze­nio­wym) stwa­rza mniej­sze ry­zy­ko ce­lo­we­go wy­wo­ła­nia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go niż oso­ba trze­cia. Zde­cy­do­wa­nie na­to­miast to wła­śnie wła­ści­ciel ma naj­wię­cej oka­zji by do­pro­wa­dzić do po­wsta­nia szko­dy we wła­snym ma­jąt­ku.

Ko­lej­nym po­dej­mo­wa­nym w tej dys­ku­sji za­gad­nie­niem jest ana­li­za pro­ble­mu w płasz­czyź­nie czy­sto kon­trak­to­wej, z uwzględ­nie­niem szcze­gól­nej ce­chy umo­wy ubez­pie­cze­nia, jaką jest obo­wią­zek ujaw­nie­nia wszel­kich oko­licz­no­ści istot­nych dla umo­wy przed jej za­war­ciem. Bio­rąc pod uwa­gę za­kres tego obo­wiąz­ku w pra­wie an­giel­skim (oraz bar­dzo su­ro­we i obiek­tyw­nie trak­to­wa­ne kon­se­kwen­cje jego na­ru­sze­nia)90, słusz­ne wy­da­je się stwier­dze­nie, że jest nie­zro­zu­mia­łe, dla­cze­go za­kład ubez­pie­czeń, któ­ry po­sia­da peł­ną wie­dzę o wszel­kich oko­licz­no­ściach zwią­za­nych z umo­wą, mógł­by na­stęp­nie pod­no­sić brak in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Ubez­pie­czy­ciel, po­wziąw­szy wąt­pli­wo­ści co do rze­tel­no­ści oświad­czeń ubez­pie­cza­ją­ce­go, albo co do ist­nie­nia rze­czy­wi­ste­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, za­wsze może po pro­stu od­mó­wić za­war­cia umo­wy. Nie­mo­ral­ne na­to­miast jest wy­po­sa­ża­nie ubez­pie­czy­cie­la w upraw­nie­nie do od­mo­wy wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia w opar­ciu o do­sko­na­le zna­ne mu wcze­śniej oko­licz­no­ści do­ty­czą­ce ry­zy­ka ubez­pie­cze­nio­wego91.

Zwo­len­ni­cy oma­wia­ne­go sta­no­wi­ska pod­no­szą tak­że i to, że prak­tycz­ne zna­cze­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go po­ja­wia się do­pie­ro w chwi­li, gdy zaj­dzie wy­pa­dek ubez­pie­cze­nio­wy i szko­da, w związ­ku z czym jego rola na­kła­da się wte­dy na za­sa­dę od­szko­do­wa­nia i jej kon­se­kwen­cje. Pod­no­si się, że na eta­pie li­kwi­da­cji szko­dy oce­na tego, jaka jest wy­so­kość po­nie­sio­nej szko­dy i tak jest do­ko­ny­wa­na przez pry­zmat za­sa­dy od­szko­do­wa­nia, a po­wie­la­nie oce­ny co do war­to­ści po­nie­sio­nych strat, po­przez do­ko­ny­wa­nie jej tak­że w płasz­czyź­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, jest po pro­stu nie­po­trzeb­ne.

Pod­su­mo­wu­jąc, zwo­len­ni­cy sta­no­wi­ska kwe­stio­nu­ją­ce­go przy­dat­ność po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go uzna­ją, że ist­nie­nie tego in­te­re­su nie ma prak­tycz­ne­go zna­cze­nia, a za­war­cie umo­wy przez oso­bę, któ­ra go nie po­sia­da bę­dzie skut­ko­wa­ło po pro­stu od­mo­wą wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia, ze wzglę­du na brak szko­dy wy­rzą­dzo­nej wy­pad­kiem ubez­pie­cze­nio­wym, albo ze wzglę­du na nie­waż­ność umo­wy, za­war­tej w celu oszu­kań­czym. W kon­tek­ście za­sa­dy swo­bo­dy umów dość em­fa­tycz­nie stwier­dza M. Clar­ke: po co ba­dać in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, dla­cze­go nie ufać lu­dziom, że za­war­ta przez nich umo­wa ma dla nich sens eko­no­micz­ny?

1.1.4.3. Po­gląd o ko­niecz­no­ści li­be­ral­ne­go trak­to­wa­nia po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go

W kla­sycz­nej pra­cy do­ty­czą­cej umo­wy ubez­pie­cze­nia92 R. Mer­kin pod­no­si dwa, zna­ne od se­tek lat ar­gu­men­ty, na rzecz kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go: jego brak pro­wa­dzi do za­gro­że­nia ha­zar­dem oraz do zwięk­sze­nia ry­zy­ka wy­rzą­dze­nia szko­dy przez sa­me­go ubez­pie­cza­ją­ce­go. Trud­no dzi­siaj je uznać za ak­tu­al­ne, a przed­sta­wio­na wcze­śniej kry­ty­ka jest w znacz­nym stop­niu za­sad­na93. Bar­dziej istot­ne jest to, że ten ostat­ni au­tor pod­no­si nowe ar­gu­men­ty za ko­niecz­no­ścią dal­sze­go po­słu­gi­wa­nia się po­ję­ciem in­te­re­su - choć w zde­cy­do­wa­nie zmie­nio­nej for­mie.

Ro­nald Mer­kin swo­ją ar­gu­men­ta­cję opie­ra na za­ło­że­niu, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy nie może ustą­pić sa­mej za­sa­dzie od­szko­do­wa­nia, a ba­da­nie po zaj­ściu wy­pad­ku, jaka szko­da zo­sta­ła po­nie­sio­na przez ubez­pie­cza­ją­ce­go, nie może za­stą­pić ge­ne­ral­nej oce­ny tego, czy w da­nym przy­pad­ku w ogó­le ist­niał in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy. Dzie­je się tak z trzech po­wo­dów.

Po pierw­sze, ar­gu­men­tu do­star­cza­ją ubez­pie­cze­nia na ży­cie, któ­re nie mają cha­rak­te­ru od­szko­do­waw­cze­go. Świad­cze­nie pie­nięż­ne ubez­pie­czy­cie­la nie jest w ich przy­pad­ku od­szko­do­wa­niem i dla­te­go nie moż­na zwe­ry­fi­ko­wać tego, czy jest ono na­leż­ne w związ­ku z ja­kimś kon­kret­nym, stric­te ma­jąt­ko­wym uszczerb­kiem w do­brach ubez­pie­czo­ne­go. Z tego po­wo­du za­sa­dy od­szko­do­wa­nia nie sto­su­je się w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych. Dla­te­go trze­ba zna­leźć inne niż za­sa­da od­szko­do­wa­nia me­cha­ni­zmy po­zwa­la­ją­ce stwier­dzić, że świad­cze­nie się rze­czy­wi­ście na­le­ży, a moż­na tego do­ko­nać tyl­ko wy­ko­rzy­stu­jąc kon­struk­cję in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go.

Po dru­gie, wspo­mnia­ny au­tor pod­no­si ar­gu­ment o cha­rak­te­rze kon­struk­cyj­nym: za­sa­da od­szko­do­wa­nia ma zna­cze­nie tyl­ko dla tych umów, w któ­rych do­szło do wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go, na­to­miast in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy leży u pod­staw każ­dej umo­wy ubez­pie­cze­nia, już w chwi­li jej za­war­cia. Czym in­nym jest od­mo­wa wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia ze wzglę­du na brak szko­dy, a czym in­nym nie­waż­ność umo­wy, ze wzglę­du na brak in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Ten ar­gu­ment trud­no ne­go­wać. Kon­se­kwen­cja ujaw­nie­nia bra­ku in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jest taka, że umo­wa uzna­na jest w pra­wie an­giel­skim za nie­waż­ną i z tego po­wo­du tak­że w ra­zie na­stą­pie­nia przy­szłych wy­pad­ków ubez­pie­cze­nio­wych od­szko­do­wa­nie nie bę­dzie się na­le­ża­ło. Brak szko­dy na­to­miast nie wpły­wa prze­cież na kon­ty­nu­ację umo­wy ubez­pie­cze­nia mię­dzy stro­na­mi. Od­wra­ca­jąc ten ar­gu­ment - ubez­pie­cza­ją­cy, mimo nie­otrzy­ma­nia od­szko­do­wa­nia wsku­tek bra­ku szko­dy, może jed­nak li­czyć na kon­ty­nu­ację ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej za­wsze wte­dy, gdy tyl­ko po­sia­da waż­ny in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy.

Osta­tecz­nie, trze­ba tak­że pod­nieść, że za­sa­da od­szko­do­wa­nia ma cha­rak­ter umow­ny i może ulec mo­dy­fi­ka­cji w ra­mach za­war­tej umo­wy ubez­pie­cze­nia, na przy­kład przez wpro­wa­dze­nie za­sa­dy wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia we­dług war­to­ści otak­so­wa­nej, war­to­ści od­two­rze­nio­wej, czy in­nych in­stru­men­tów gwa­ran­tu­ją­cych wy­pła­tę od­szko­do­wa­nia ubez­pie­cze­nio­we­go bez ko­niecz­no­ści usta­la­nia rze­czy­wi­stej wy­so­ko­ści szko­dy - na­to­miast in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy jest umo­co­wa­ny usta­wo­wo i jego brak ozna­cza za­wsze nie­waż­ność umo­wy94.

Uzna­jąc jed­nak po­trze­by no­wo­cze­sne­go ryn­ku, R. Mer­kin wska­zu­je na sze­reg sy­tu­acji, w któ­rych in­te­res na­le­ży trak­to­wać sze­ro­ko, a dal­sze trzy­ma­nie się za­sad wy­pra­co­wa­nych na grun­cie orze­cze­nia Lu­ce­na v. Crau­fund uzna­je za nie­moż­li­we. Istot­ny jest tak­że po­gląd, iż rolą sądu orze­ka­ją­ce­go za­wsze po­win­no być po­szu­ki­wa­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go dla za­cho­wa­nia sku­tecz­no­ści umo­wy ubez­pie­cze­nia, na­wet gdy ma on od­mien­ny cha­rak­ter od pier­wot­nie wska­za­ne­go przez stro­ny umo­wy95.

Ge­ne­ral­nie rzecz uj­mu­jąc, zwo­len­ni­cy mo­dy­fi­ka­cji kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go dążą do wy­ka­za­nia, że po­ję­cie to po­win­no być trak­to­wa­ne bar­dziej ela­stycz­nie, jako eko­no­micz­ny zwią­zek po­mię­dzy ubez­pie­cza­ją­cym a rze­czą, któ­rej za­gra­ża ry­zy­ko ubez­pie­cze­nio­we. Jako przy­kład moż­li­wych roz­wią­zań wska­zu­je się, omó­wio­ne wy­żej, orze­cze­nie ka­na­dyj­skie w spra­wie Ko­smo­po­ulos, a tak­że roz­wią­za­nia au­stra­lij­skie. Ko­niecz­ne jest uzna­nie za wy­star­cza­ją­ce do za­war­cia sku­tecz­nej umo­wy ubez­pie­cze­nia nie tyl­ko ist­nie­nia bez­po­śred­nie­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, ale tak­że - ist­nie­nia in­te­re­sów dal­szych96. Bio­rąc pod uwa­gę po­wszech­ną kry­ty­kę wą­skie­go uję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, roz­strzy­gnię­cie w spra­wie Ma­cau­ra w dzi­siej­szej An­glii by­ło­by za­pew­ne zu­peł­nie od­mien­ne.

Pro­wa­dzo­na dys­ku­sja po­ka­zu­je isto­tę pro­ble­mu, któ­ry po­le­ga na tym, jak za­stą­pić do­tych­cza­so­we ści­słe po­wią­za­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go z pra­wa­mi ma­jąt­ko­wy­mi, bar­dziej ela­stycz­nym po­dej­ściem a jed­no­cze­śnie nie do­pro­wa­dzić do kom­plet­nej swo­bo­dy w za­wie­ra­niu umów, w tym przez oso­by nie po­sia­da­ją­ce ja­kich­kol­wiek związ­ków z przed­mio­tem ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej. Samo stwier­dze­nie o ko­niecz­no­ści ist­nie­nia związ­ku fak­tycz­ne­go lub eko­no­micz­ne­go jest zbyt ogól­ni­ko­we, by mo­gło za­stą­pić do­tych­cza­so­we roz­wią­za­nia. Po­ja­wia się py­ta­nie, ja­kie­go ro­dza­ju po­wi­nien być ten zwią­zek i gdzie się koń­czy in­te­res za­słu­gu­ją­cy na ochro­nę przy po­mo­cy umo­wy ubez­pie­cze­nia.

W pra­wie an­giel­skim nad dys­ku­sją uno­si się bez wąt­pie­nia cień róż­nych "sza­lo­nych" umów, za­wie­ra­nych pod na­zwą ubez­pie­cze­nia w wie­ku XVIII. Mogą one jed­nak sta­no­wić ostrze­że­nie tak­że dla in­nych po­rząd­ków praw­nych przed nie­moż­li­wy­mi do za­ak­cep­to­wa­nia - tak­że z przy­czyn etycz­nych - skut­ka­mi ze­rwa­nia z po­ję­ciem in­te­re­su, jako ele­men­tu wy­zna­cza­ją­ce­go gra­ni­cę ubez­pie­czal­no­ści ma­jąt­ku a zwłasz­cza ży­cia i in­nych dóbr oso­bi­stych. Duże zna­cze­nie ma przede wszyst­kim to, że odej­ście od kon­struk­cji in­te­re­su mo­gło­by w zna­czą­cy spo­sób za­chwiać ma­te­ma­tycz­ny­mi pod­sta­wa­mi ubez­pie­czeń. Wspo­mnia­ny wie­lo­krot­nie kry­tyk kon­struk­cji in­te­re­su M. Clar­ke, za­da­je w swo­jej pra­cy na­stę­pu­ją­ce py­ta­nie re­to­rycz­ne97: "Mogę ubez­pie­czyć mój ła­du­nek, wart 100 000 GBP od utra­ty pod­czas prze­wo­zu do No­we­go Jor­ku za 100 GBP i umo­wa taka jest waż­na. Jed­nak­że, je­że­li ła­du­nek na­le­ży do ko­goś in­ne­go, tak zwa­na umo­wa ubez­pie­cze­nia sta­je się za­kła­dem, ty­siąc do jed­ne­go, czy to­war do­trze do miej­sca prze­zna­cze­nia - i jest nie­waż­na. Dla­cze­go?". Od­po­wiedź na­su­wa się w spo­sób dość oczy­wi­sty, po­zba­wia­jąc py­ta­nie czy­sto re­to­rycz­ne­go cha­rak­te­ru. W ta­kiej sy­tu­acji ilość ubez­pie­czeń tego sa­me­go obiek­tu by­ła­by ni­czym nie­ogra­ni­czo­na, a suma od­szko­do­wań na­leż­nych do wy­pła­ty w ra­zie zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go prze­sta­ła­by mieć co­kol­wiek wspól­ne­go z war­to­ścią chro­nio­ne­go przez umo­wę mie­nia. Umo­wa ubez­pie­cze­nia sta­ła­by się ha­zar­dem nie tyl­ko dla ubez­pie­cza­ją­ce­go, ale i dla ubez­pie­czy­cie­la, któ­ry stra­cił­by w ten spo­sób sta­ty­stycz­ne fun­da­men­ty dla pro­wa­dze­nia swo­jej dzia­łal­no­ści.

1  Usta­wa z dnia 13.04.2007 r. o zmie­nie usta­wy Ko­deks cy­wil­ny oraz zmia­nie nie­któ­rych in­nych ustaw (Dz.U. Nr 82, poz. 557).

2 Na­le­ży tu przy­po­mnieć zwłasz­cza wy­po­wie­dzi E. Ko­wa­lew­skie­go: Pra­wo ubez­pie­czeń go­spo­dar­czych, Byd­goszcz 1992, s. 148-150; Wpro­wa­dze­nie do teo­rii in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, w: Ubez­pie­cze­nia w go­spo­dar­ce ryn­ko­wej, t. 3, Byd­goszcz 1997, s. 70 i nast.

3 Oży­wio­na dys­ku­sja to­czy się zwłasz­cza na grun­cie pra­wa an­giel­skie­go, ka­na­dyj­skie­go i fran­cu­skie­go. Kie­run­ki tej dys­ku­sji i ar­gu­men­ty uczest­ni­ków będą przed­sta­wio­ne w ni­niej­szej pra­cy.

4 Kwe­stie ubez­pie­czeń nie są, nie­ste­ty, przed­mio­tem głęb­szych ana­liz na grun­cie eko­no­micz­nej ana­li­zy pra­wa. Co do za­gad­nień zbli­żo­nych por. J. Stel­mach, B. Bro­żek, W. Za­łu­ski, Dzie­sięć wy­kła­dów o eko­no­mii pra­wa, War­sza­wa 2007, s. 109 i nast., s. 125 i nast.

5 Co do za­gad­nień do­ty­czą­cych ba­dań neu­rop­sy­cho­lo­gicz­nych w pra­wie por. np. Law and the Bra­in, pod red. S. Zeki i O. Go­ode­no­ugh, Oxford 2006, zwłasz­cza: M. B. Hof­f­man, The neu­ro­eco­no­mic path of the law, s. 3 oraz J. E. Sta­ke, The Pro­per­ty "in­stinct", s. 185.

6 W pra­cy uży­wam za­mien­nie po­ję­cia "ubez­pie­czy­ciel" (wy­stę­pu­ją­ce­go w Ko­dek­sie cy­wil­nym), jak i "za­kład ubez­pie­czeń", uży­wa­ne­go w usta­wo­daw­stwie ubez­pie­cze­nio­wym.

7 Por. zwłasz­cza M. Clar­ke, Po­li­cies and Per­cep­tions of In­su­ran­ce Law in the Twen­ty-First Cen­tu­ry, Oxford 2005, s. 36 i nast.; J. Low­ry, P. Raw­lings, Re-thin­king In­su­ra­ble In­te­rest, nie­pu­bli­ko­wa­ne, udo­stęp­nio­ne dzię­ki uprzej­mo­ści au­to­rów.

8 M. Pro­vost, La no­tion d'in­tér?t d' as­su­ran­ce, Pa­ris 2009.

Wprowadzenie

No­we­li­za­cja Ko­dek­su cy­wil­ne­go z 10 sierp­nia 2007 r.1 przy­wró­ci­ła pol­skie­mu pra­wu cy­wil­ne­mu ka­te­go­rię in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Po­ję­cie to za­wsze było uwa­ża­ne za fun­da­men­tal­ne na grun­cie ubez­pie­czeń go­spo­dar­czych, a jego za­sad­ni­cza rola dla tej gru­py ubez­pie­czeń po­zo­sta­wa­ła nie­kwe­stio­no­wa­na w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. Od wie­lu lat po­stu­lo­wa­no wpro­wa­dze­nie kon­struk­cji in­te­re­su do re­gu­la­cji do­ty­czą­cej umo­wy ubez­pie­cze­nia, zwra­ca­jąc uwa­gę na ułom­ność ist­nie­ją­cych roz­wią­zań i ich nie­przy­dat­ność dla no­wo­cze­sne­go ryn­ku ubez­pie­cze­nio­we­go2. Zmia­na tre­ści art. 821 k.c. nie mia­ła w związ­ku z tym zna­cze­nia tyl­ko re­dak­cyj­ne­go, lecz po­sia­da­ła cha­rak­ter fun­da­men­tal­ny, pro­wa­dząc do no­we­go po­dej­ścia co do za­sad­ni­czej kwe­stii na grun­cie ubez­pie­czeń, jaką jest przed­miot ubez­pie­cze­nia. W tym sen­sie wspo­mnia­na no­we­li­za­cja może śmia­ło być okre­ślo­na jako re­wo­lu­cja na grun­cie pra­wa ubez­pie­czeń go­spo­dar­czych. Re­wo­lu­cja ta ma o tyle szcze­gól­ny cha­rak­ter, że na­da­je pol­skim roz­wią­za­niom praw­nym do­ty­czą­cym umo­wy ubez­pie­cze­nia stan­dard obo­wią­zu­ją­cy we wszyst­kich no­wo­cze­snych po­rząd­kach praw­nych. Grun­tow­na zmia­na po­dej­ścia usta­wo­daw­cy do okre­śle­nia przed­mio­tu umo­wy ubez­pie­cze­nia jest wy­star­cza­ją­cym pre­tek­stem do pod­ję­cia ba­dań nad po­ję­ciem in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, sta­no­wią­ce­go obec­nie le­gi­sla­cyj­ny fun­da­ment ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych. Trze­ba tak­że pa­mię­tać, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, po­wszech­nie uzna­wa­ny za przed­miot ubez­pie­cze­nia, wy­wo­łu­je licz­ne dys­ku­sje i kon­tro­wer­sje, co czy­ni z nie­go nie­zwy­kle cie­ka­wy przed­miot ba­dań dok­try­nal­nych3.

Umo­wa ubez­pie­cze­nia jest umo­wą za­spo­ka­ja­ją­cą jed­ną z naj­więk­szych po­trzeb czło­wie­ka, jaką jest po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa. Spo­łecz­ne ocze­ki­wa­nie, że ota­cza­ją­cy świat bę­dzie co­raz bar­dziej bez­piecz­ny i prze­wi­dy­wal­ny, po­wo­du­je cią­gły wzrost po­pu­lar­no­ści ubez­pie­czeń, ogar­nia­ją­cych co­raz to nowe dzie­dzi­ny ży­cia. Wpływ roz­wo­ju ubez­pie­czeń na funk­cjo­no­wa­nie spo­łe­czeń­stwa w wy­mia­rze choć­by eko­no­micz­nym4, praw­nym czy psy­cho­lo­gicz­nym5 jest ogrom­ny i za­pew­ne dłu­go jesz­cze nie bę­dzie do­kład­nie zba­da­ny. Każ­dy z nas zda­je so­bie jed­nak­że spra­wę z nie­któ­rych prze­ja­wów tego wpły­wu, choć­by na grun­cie od­po­wie­dzial­no­ści cy­wil­no­praw­nej, gdzie ubez­pie­cze­nia pro­wa­dzą do nie­od­wra­cal­nych zmian w tra­dy­cyj­nych kon­struk­cjach, ist­nie­ją­cych od po­nad dwóch ty­się­cy lat. Za­ję­cie się przed­mio­tem tak istot­ne­go in­stru­men­tu praw­ne­go jest więc jak naj­bar­dziej uza­sad­nio­ne.

Ubez­pie­czy­cie­le6, pro­wa­dząc dzia­łal­ność ubez­pie­cze­nio­wą, gro­ma­dzą ogrom­ne środ­ki fi­nan­so­we. Bez­pie­czeń­stwo tych środ­ków ma szcze­gól­ne zna­cze­nie ze wzglę­du na co raz więk­szą rolę ubez­pie­czeń za­rów­no w aspek­cie eko­no­micz­nym, jak i spo­łecz­nym. Zna­cze­nie sta­bil­no­ści ryn­ku ubez­pie­cze­nio­we­go, a zwłasz­cza sta­bil­no­ści fi­nan­so­wej ubez­pie­czy­cie­li jest nie mniej­sze niż sta­bil­no­ści ban­ków. Upa­dłość ubez­pie­czy­cie­la po­cią­ga za sobą za­wsze nie­zwy­kle po­waż­ne skut­ki u jego klien­tów, któ­rzy prze­cież za­war­li umo­wę w celu za­bez­pie­cze­nia swo­ich in­te­re­sów na przy­szłość, w za­ufa­niu do wy­pła­cal­no­ści tego, kto miał za­rzą­dzać prze­ka­za­nym ry­zy­kiem i środ­ka­mi na jego opa­no­wa­nie. Upa­dłość taka spo­wo­du­je za­zwy­czaj tak­że po­waż­ne skut­ki na ryn­ku fi­nan­so­wym, ze wzglę­du na istot­ną rolę in­we­sty­cyj­ną za­kła­dów ubez­pie­czeń. Jak zo­sta­nie wy­ka­za­ne w tej pra­cy, bez­pie­czeń­stwo i sta­bil­ność dzia­łal­no­ści ubez­pie­cze­nio­wej są zwią­za­ne bez­po­śred­nio z pra­wi­dło­wym ukształ­to­wa­niem po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Jest tak dla­te­go, że tyl­ko re­al­ne in­te­re­sy mogą stać u pod­sta­wy ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej nie­opar­tej na czy­stej spe­ku­la­cji, zbli­żo­nej do ha­zar­du. Z per­spek­ty­wy oso­by za­gro­żo­nej ry­zy­kiem od­czu­wa­nym jako re­al­ne i po­waż­ne, ubez­pie­cze­nia przyj­mu­ją po­stać po­je­dyn­czej umo­wy ubez­pie­cze­nia, jako jed­nost­ko­we­go ogni­wa zło­żo­ne­go apa­ra­tu za­rzą­dza­nia ry­zy­kiem. Wia­ry­god­ność ca­łe­go sys­te­mu ubez­pie­czeń moż­na utrzy­mać jed­nak tyl­ko wte­dy, gdy na po­zio­mie tych wła­śnie po­je­dyn­czych umów ubez­pie­cze­nia ope­ru­je­my re­al­ny­mi war­to­ścia­mi do­ty­czą­cy­mi ry­zy­ka i po­ten­cjal­nych szkód, ja­kie ry­zy­ko to za sobą po­cią­ga.

W tych wła­śnie aspek­tach w moim prze­ko­na­niu po­ja­wia się klu­czo­wa rola in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. To on wła­śnie sta­no­wi o re­al­no­ści sys­te­mu ochro­ny przed ry­zy­kiem, ja­kim są ubez­pie­cze­nia. Od­róż­nia je od lo­te­rii, za­pew­nia­jąc, że uj­mo­wa­na jako ca­łość dzia­łal­ność ubez­pie­cze­nio­wa jest cał­ko­wi­cie prze­wi­dy­wal­na i ob­li­czal­na, zaj­mu­jąc się do­kład­nie po­zna­ny­mi i sta­ty­stycz­nie opi­sa­ny­mi zja­wi­ska­mi. Je­że­li ubez­pie­cze­nia tak dzia­ła­ją, to w prak­ty­ce dzia­łal­ność go­spo­dar­cza ubez­pie­czy­cie­la nie róż­ni się, na przy­kład, od dzia­łal­no­ści kre­dy­to­wej ban­ku - tak­że obar­czo­nej prze­cież pew­nym mar­gi­ne­sem nie­pew­no­ści. Jed­nak­że tyl­ko wte­dy, gdy umo­wy za­bez­pie­cza­ją re­al­ne in­te­re­sy przed rze­czy­wi­stym ry­zy­kiem, cały sys­tem ubez­pie­czeń ma wła­ści­wy sens spo­łecz­ny i go­spo­dar­czy.

In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy trak­to­wa­ny po­wi­nien być jako wspól­ne po­ję­cie dla wszyst­kich ubez­pie­czeń, opi­su­jąc to, co jest za­gro­żo­ne ry­zy­kiem i chro­nio­ne przez za­war­tą umo­wę. Jest tak dla­te­go, że we wszyst­kich ro­dza­jach ubez­pie­czeń ko­niecz­ne jest pre­cy­zyj­ne wska­za­nie przed­mio­tu ochro­ny, bo tyl­ko dzię­ki temu wie­my, cze­go do­ty­czy umo­wa, za co po­bie­ra­na jest skład­ka i ja­kie ry­zy­ko przej­mu­je ubez­pie­czy­ciel. Po­zba­wie­nie umo­wy ubez­pie­cze­nia ele­men­tu in­te­re­su, jak to się gdzie­nieg­dzie po­stu­lu­je7, może pro­wa­dzić do po­ten­cjal­ne­go kry­zy­su na ska­lę taką, jak kry­zys na ryn­ku usług ban­ko­wych. Ode­rwa­nie umo­wy ubez­pie­cze­nia od re­al­nych war­to­ści za­gro­żo­nych ry­zy­kiem po­cią­gnę­ło­by za sobą moż­li­wość ubez­pie­cza­nia wszyst­kie­go i od do­wol­nie wska­za­ne­go ry­zy­ka. W efek­cie za­nik­nę­ło­by sta­ty­stycz­ne za­rzą­dza­nie ry­zy­kiem, a w to miej­sce po­wsta­ły­by pi­ra­mi­dy fi­nan­so­we, bu­do­wa­ne w opar­ciu o po­bra­ne skład­ki, za­stę­pu­ją­ce pla­no­wy sys­tem re­dy­stry­bu­cji środ­ków we wspól­no­cie ubez­pie­czo­nych. Moż­li­wość two­rze­nia ubez­pie­czeń, któ­rych przed­mio­tem będą nie­okre­ślo­ne war­to­ści, po­dob­ne choć­by do de­ry­wa­tów sta­no­wią­cych przed­miot ob­ro­tu in­stru­men­ta­mi fi­nan­so­wy­mi, może ozna­czać ko­niec ubez­pie­czeń jako god­ne­go za­ufa­nia na­rzę­dzia ochro­ny przed za­gro­że­nia­mi co­dzien­no­ści. Ta­kie ubez­pie­cze­nia za­mie­nią się w fi­nan­so­wą za­baw­kę dla wy­ra­fi­no­wa­nych gra­czy.

Tak­że i te re­flek­sje, nie­za­leż­ne od no­we­go i za­słu­gu­ją­ce­go na wni­kli­wą ana­li­zę sta­nu usta­wo­daw­stwa pol­skie­go, skło­ni­ły mnie do pod­ję­cia te­ma­tu in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ni­niej­szej pra­cy.

Uni­wer­sa­lizm po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go po­zwo­lił mi na sze­ro­kie ko­rzy­sta­nie z do­świad­czeń in­nych po­rząd­ków praw­nych, za­rów­no z ro­dzi­ny pra­wa an­glo­sa­skie­go, skon­cen­tro­wa­ne­go na kon­struk­cji obo­wiąz­ku, jak i z po­rząd­ków pra­wa kon­ty­nen­tal­ne­go, bu­du­ją­ce­go swo­je roz­wią­za­nia w opar­ciu o po­ję­cie pra­wa pod­mio­to­we­go. Pra­ca w znacz­nej mie­rze wy­ko­rzy­stu­je roz­wa­ża­nia za­war­te w li­te­ra­tu­rze an­giel­skiej, co jest uza­sad­nio­ne samą ge­ne­zą po­ję­cia, któ­re po­cho­dzi z An­glii. Wią­że się z tym ogrom­ny do­ro­bek pi­śmien­nic­twa i orzecz­nic­twa an­giel­skie­go do­ty­czą­cy oma­wia­nych za­gad­nień. Od­wo­ły­wa­nie się do pra­wa an­giel­skie­go jest istot­ne tak­że dla­te­go, że to w tam­tym po­rząd­ku praw­nym po­ję­cie in­te­re­su ma cha­rak­ter uni­wer­sal­ny, jed­no­li­ty na grun­cie wszyst­kich ubez­pie­czeń go­spo­dar­czych. Nie bez zna­cze­nia jest tak­że go­rą­ca dys­ku­sja, jaka obec­nie jest to­czo­na wo­kół za­gad­nie­nia in­te­re­su przez au­to­rów zaj­mu­ją­cych się ana­li­zą pra­wa an­giel­skie­go. Sze­ro­ko ko­rzy­stam też z li­te­ra­tu­ry fran­cu­skiej, co jest uza­sad­nio­ne du­ży­mi po­do­bień­stwa­mi tego po­rząd­ku praw­ne­go do pra­wa pol­skie­go, za­rów­no w za­kre­sie re­gu­la­cji praw­nej umo­wy ubez­pie­cze­nia (choć jest ona o wie­le szer­sza niż u nas), jak i po­dob­ny­mi po­glą­da­mi dok­try­nal­ny­mi. Na grun­cie tego po­rząd­ku praw­ne­go nie­oce­nio­ną po­mo­cą oka­za­ła się tak­że dla mnie pra­ca Ma­ga­lie Pro­vost8, wiesz­czą­ca re­ne­sans po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go na grun­cie pra­wa fran­cu­skie­go.

Chciał­bym ser­decz­nie po­dzię­ko­wać Pani Pro­fe­sor Bi­ru­cie Le­wasz­kie­wicz-Pe­try­kow­skiej za bar­dzo wni­kli­wą i kry­tycz­ną oce­nę pra­cy, sta­no­wią­cą dla mnie ogrom­ną po­moc przy jej osta­tecz­nym opra­co­wa­niu.

Szcze­gól­ne po­dzię­ko­wa­nia chciał­bym skie­ro­wać tak­że do Pana Pro­fe­so­ra Woj­cie­cha Kat­ne­ra, za wie­lo­let­nią po­moc, licz­ne dys­ku­sje i uwa­gi oraz wska­zów­ki do­ty­czą­ce pra­cy, na wszyst­kich eta­pach jej two­rze­nia.

Dzię­ku­ję tak­że ko­le­żan­kom i ko­le­gom z Ka­te­dry Pra­wa Go­spo­dar­cze­go i Han­dlo­we­go Uni­wer­sy­te­tu Łódz­kie­go, za go­rą­cą dys­ku­sję i licz­ne po­moc­ne uwa­gi wy­gła­sza­ne pod­czas se­mi­na­riów, na któ­rych były pre­zen­to­wa­ne ko­lej­ne czę­ści pra­cy. Nie­jed­no­krot­nie ich kry­ty­ka uchro­ni­ła mnie od po­waż­nych błę­dów.

 

W pra­cy wska­zy­wa­ne są licz­ne orze­cze­nia obce, zwłasz­cza an­giel­skie i ame­ry­kań­skie. Te, któ­re nie po­sia­da­ją od­ręb­nie wska­za­ne­go źró­dła po­cho­dzą z pra­cy: J. Low­ry, P. Raw­lings, In­su­ran­ce Law. Ca­ses and Ma­te­rials, Lon­don 2004.

1.2. Interes ubezpieczeniowy w systemach prawa stanowionego

Jak się przyj­mu­je, kon­struk­cje ubez­pie­cze­nio­we wy­kształ­co­ne i usys­te­ma­ty­zo­wa­ne w an­giel­skim pra­wie ubez­pie­cze­nio­wym zo­sta­ły stop­nio­wo w mniej­szym lub więk­szym stop­niu przy­ję­te w in­nych po­rząd­kach praw­nych98. Jest to cał­ko­wi­cie zro­zu­mia­łe dla państw ta­kich jak Sta­ny Zjed­no­czo­ne, Ka­na­da, Au­stra­lia i inne, sta­no­wią­ce daw­niej część Im­pe­rium Bry­tyj­skie­go. W in­nych kra­jach asy­mi­la­cja roz­wią­zań an­giel­skich do­ko­na­ła się głów­nie za po­śred­nic­twem ubez­pie­czeń mor­skich, któ­re roz­wi­ja­ły się dy­na­micz­nie w An­glii w cza­sach, gdy kraj ten miał ab­so­lut­nie do­mi­nu­ją­cą po­zy­cję w han­dlu mor­skim. Tak­że w ubez­pie­cze­niach lą­do­wych czę­sto ko­rzy­sta­no z go­to­wych wzor­ców an­giel­skich, przej­mu­jąc kon­struk­cje tam stwo­rzo­ne. Kon­struk­cja in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go zo­sta­ła przy­ję­ta tak­że w kra­jach kon­ty­nen­tal­nych sys­te­mów praw­nych i jest tam nie­kwe­stio­no­wa­nym ele­men­tem sto­sun­ku ubez­pie­cze­nia. Jak się prze­ko­na­my, in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy trak­to­wa­ny jest w pra­wie kon­ty­nen­tal­nym, od­wrot­nie niż w kra­jach an­giel­skiej tra­dy­cji praw­nej, jako ele­ment cha­rak­te­ry­stycz­ny i ko­niecz­ny głów­nie dla ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych, a w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych czę­sto jest po­mi­ja­ny99. Pro­wa­dzi to do dość istot­nych róż­nic w po­strze­ga­niu funk­cji i zna­cze­nia tego klu­czo­we­go ele­men­tu sto­sun­ku ubez­pie­cze­nia.

Przed przej­ściem do dal­szych roz­wa­żań trze­ba po­czy­nić pew­ną uwa­gę ogól­ną, wspól­ną dla dal­szych wy­wo­dów. Otóż po­cząt­ko­wo kon­cep­cja wpro­wa­dze­nia do umo­wy ubez­pie­cze­nia ele­men­tu in­te­re­su była zwią­za­na z chę­cią wy­raź­ne­go od­róż­nie­nia ubez­pie­cze­nia od gry i za­kła­du. Ha­zar­do­we ubez­pie­cze­nia, nie­ma­ją­ce nic wspól­ne­go z ochro­ną przed ry­zy­kiem, a wręcz słu­żą­ce spe­ku­la­cji na ry­zy­ku były po­waż­nym pro­ble­mem od naj­wcze­śniej­sze­go okre­su roz­wo­ju ubez­pie­czeń. Przy­kła­dów, od wie­ku XIV do XVIII jest wie­le, a wska­zu­ją one na kom­plet­ny brak re­guł, ja­ki­mi po­win­no rzą­dzić się ubez­pie­cze­nie100. Za­wie­ra­no umo­wy ubez­pie­cze­nia na ży­cie osób cał­ko­wi­cie ob­cych (kró­lów, ich ko­cha­nek, pa­pie­ży...). Ubez­pie­cza­no bli­skich na za­sa­dach czy­ste­go za­kła­du, jak to uczy­nił na przy­kład pe­wien mąż, któ­ry za­warł umo­wę do­ty­czą­cą ży­cia swo­jej żony, bę­dą­cej w ósmym mie­sią­cu cią­ży, któ­ra to umo­wa prze­wi­dy­wa­ła wy­pła­tę sumy pie­nięż­nej, je­że­li umrze ona przy po­ro­dzie. Od po­cząt­ków XIV w. spo­ty­ka­no umo­wy, w któ­rych ubez­pie­cza­no ży­cie ma­ry­na­rzy, lu­dzi ob­cych dla za­wie­ra­ją­cych umo­wy, któ­re prze­wi­dy­wa­ły "pre­mię" w po­sta­ci sumy rów­nej war­to­ści wy­ku­pu w przy­pad­ku, gdy­by wpa­dli oni w ręce Mau­rów lub Tur­ków. Oczy­wi­ście kwo­ty te nie mia­ły słu­żyć uwię­zio­nym, a je­dy­nie "ob­sta­wia­ją­cym" tę dzi­wacz­ną i nie­mo­ral­ną grę. W ca­łej Eu­ro­pie po­szu­ki­wa­no więc ele­men­tu, któ­ry po­zwo­lił­by od­róż­nić umo­wy ha­zar­do­we od ubez­pie­cze­nia. Było to w in­te­re­sie za­rów­no sa­mych kon­tra­hen­tów, jak i uczci­wych ubez­pie­czy­cie­li, a w ar­gu­men­ta­cji sta­wia­no na­cisk na re­gu­ły po­rząd­ku pu­blicz­ne­go. Tamą dla tego ro­dza­ju ne­ga­tyw­nych zja­wisk stał się wszę­dzie wła­śnie in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy. W póź­niej­szym okre­sie, od prze­ło­mu XIX i XX w., w wie­lu kra­jach sys­te­mów pra­wa kon­ty­nen­tal­ne­go za­czął za­ni­kać stop­nio­wo po­gląd o ko­niecz­no­ści wy­ka­zy­wa­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych, za­czę­to za­stę­po­wać go obo­wiąz­kiem wy­ra­że­nia zgo­dy na za­war­cie ta­kiej umo­wy przez ubez­pie­czo­ne­go. In­te­res po­zo­stał na­to­miast po­wszech­nym wy­ma­ga­niem sta­wia­nym ubez­pie­cze­niom ma­jąt­ko­wym, gdzie wią­za­no go jed­nak co­raz bar­dziej z war­to­ścią ubez­pie­cze­nio­wą i za­kre­sem od­po­wie­dzial­no­ści ubez­pie­czy­cie­la. Ar­gu­ment, tak ty­po­wy dla wcze­sne­go eta­pu roz­wo­ju ubez­pie­czeń, o ko­niecz­no­ści unie­moż­li­wie­nia wy­ko­rzy­sty­wa­nia ubez­pie­cze­nia dla ha­zar­du, jest wpraw­dzie nadal pod­no­szo­ny, ale nie ma już więk­szej mocy i nie pro­wa­dzi się głęb­szej ana­li­zy jego za­sad­no­ści w obec­nych cza­sach.

Ze wzglę­du na fakt sto­sun­ko­wo sła­be­go opra­co­wa­nia te­ma­tu in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pol­skiej li­te­ra­tu­rze, oraz dość ską­pe orzecz­nic­two, dal­sze ba­da­nia praw­no-po­rów­naw­cze, do­ty­czą­ce tym ra­zem państw pra­wa sta­no­wio­ne­go, są ko­niecz­ne. Po­ni­żej zo­sta­ną przed­sta­wio­ne roz­wią­za­nia pra­wa nie­miec­kie­go, gdzie kwe­stia in­te­re­su jest dość do­kład­nie ure­gu­lo­wa­na w usta­wie, a na do­da­tek jest przed­mio­tem ba­dań na­uki pra­wa od wie­lu lat. Da­lej za­pre­zen­to­wa­ne zo­sta­nie sta­no­wi­sko pra­wa fran­cu­skie­go, gdzie po­ję­cie in­te­re­su jest od wie­ków za­ko­rze­nio­ne w pra­wie ubez­pie­czeń. We Fran­cji mamy do czy­nie­nia obec­nie, co istot­ne i war­te wy­ko­rzy­sta­nia, z po­wro­tem do dys­ku­sji nad wagą i po­zy­cją in­te­re­su w umo­wie ubez­pie­cze­nia101. Dla ilu­stra­cji moż­li­wych dróg ewo­lu­cji po­ję­cia in­te­re­su przed­sta­wiam tak­że skró­to­wo roz­wią­za­nia pra­wa szwaj­car­skie­go i wło­skie­go.

1.2.1. In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w pra­wie nie­miec­kim

W obec­nej re­gu­la­cji praw­nej umo­wy ubez­pie­cze­nia w pra­wie nie­miec­kim (usta­wa o umo­wie ubez­pie­cze­nia z 2008 roku, da­lej okre­śla­na jako VVG102) po­ję­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go (nie­de­fi­nio­wa­ne le­gal­nie) po­ja­wia się w związ­ku z unor­mo­wa­niem ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych, w ści­słym po­wią­za­niu z war­to­ścią ubez­pie­cze­nio­wą i sumą ubez­pie­cze­nia. In­te­res jest trak­to­wa­ny jako prze­słan­ka po­wsta­nia szko­dy, a szko­da jest ne­ga­cją tego in­te­re­su. In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy ma ten, kto po­niósł­by szko­dę, gdy­by nie za­war­to umo­wy ubez­pie­cze­nia103. In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy sta­no­wi kon­se­kwen­cję za­sa­dy od­szko­do­wa­nia104.

Po­wią­za­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go z za­sa­dą od­szko­do­wa­nia, kształ­tu­ją­cą wy­so­kość świad­cze­nia za­kła­du ubez­pie­czeń i sumą ubez­pie­cze­nia, wi­dać wy­raź­nie w sze­re­gu re­gu­la­cji szcze­gó­ło­wych. Pa­ra­graf 74 VVG stwier­dza, że: "(1) Je­że­li suma ubez­pie­cze­nia istot­nie prze­kra­cza wy­so­kość in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go (war­tość ubez­pie­cze­nio­wa), każ­da ze stron może żą­dać na­tych­mia­sto­we­go zmniej­sze­nia sumy ubez­pie­cze­nia w celu unik­nię­cia nad­ubez­pie­cze­nia oraz pro­por­cjo­nal­ne­go zmniej­sze­nia skład­ki. (2) W przy­pad­ku gdy ubez­pie­cza­ją­cy za­warł umo­wę w celu uzy­ska­nia nie­na­leż­nej ko­rzy­ści pie­nięż­nej wy­ni­ka­ją­cej z nad­ubez­pie­cze­nia, umo­wa jest nie­waż­na; ubez­pie­czy­ciel ma pra­wo za­trzy­mać skład­kę za okres do chwi­li po­wzię­cia wie­dzy o oko­licz­no­ści po­wo­du­ją­cej nie­waż­ność umo­wy". Ko­lej­ny prze­pis prze­wi­du­je me­cha­nizm re­duk­cji pro­por­cjo­nal­nej w przy­pad­ku nie­do­ubez­pie­cze­nia. Wi­dać wy­raź­nie z tej re­gu­la­cji, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, po­ja­wia­ją­cy się po ure­gu­lo­wa­niu za­sa­dy od­szko­do­wa­nia i w kon­tek­ście wy­so­ko­ści świad­cze­nia pie­nięż­ne­go za­kła­du ubez­pie­czeń, ma speł­niać funk­cję wy­znacz­ni­ka sumy ubez­pie­cze­nia, nie ma na­to­miast bez­po­śred­nie­go związ­ku z szer­szy­mi za­gad­nie­nia­mi funk­cji ubez­pie­cze­nia, nie sta­no­wi tak­że me­cha­ni­zmu po­zwa­la­ją­ce­go od­róż­nić je od spe­ku­la­cji i za­kła­du. W ten spo­sób rola in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie nie­miec­kim sta­je się więc pod­rzęd­na wo­bec po­jęć war­to­ści ubez­pie­cze­nio­wej i sumy ubez­pie­cze­nia.

Trze­ba jed­nak za­uwa­żyć, że VVG za­ka­zu­je, pod sank­cją nie­waż­no­ści, spe­ku­la­cji opar­tych na świa­do­mym i ce­lo­wym nad­ubez­pie­cze­niu. Umo­wa, któ­rej ce­lem jest za­ro­bek wy­ni­ka­ją­cy z po­da­nia ra­żą­co wy­gó­ro­wa­nej sumy ubez­pie­cze­nia jest nie­waż­na. Ko­niecz­ne jest tu jed­nak wy­ka­za­nie umyśl­ne­go dzia­ła­nia ubez­pie­cza­ją­ce­go, co prze­cież z re­gu­ły bę­dzie dość trud­ne. W prak­ty­ce ubez­pie­czeń kon­su­menc­kich ak­tyw­na rola ubez­pie­czy­cie­la lub jego po­śred­ni­ka z re­gu­ły ozna­cza, że stro­ny osią­ga­ją pe­wien kon­sen­sus co do war­to­ści ubez­pie­cza­ne­go ma­jąt­ku, a ubez­pie­czy­ciel ma wła­sne pod­sta­wy do zwe­ry­fi­ko­wa­nia jego war­to­ści. Usta­wa nie­miec­ka prze­wi­du­je tak­że moż­li­wość za­war­cia umo­wy o war­tość otak­so­wa­ną (§ 76 VVG) ale i w tym wy­pad­ku prze­wi­du­je się, że za­strze­że­nie war­to­ści otak­so­wa­nej jest bez­sku­tecz­ne, je­że­li zna­czą­co prze­kra­cza ona war­tość ubez­pie­cze­nio­wą. Ko­lej­ne re­gu­la­cje do­ty­czą ubez­pie­cze­nia wie­lo­krot­ne­go, w przy­pad­ku któ­re­go wy­ma­ga się po­wia­do­mie­nia ubez­pie­czy­cie­li o za­war­ciu sze­re­gu umów do­ty­czą­cych tego sa­me­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, a wy­pła­ta od­szko­do­wa­nia od­by­wa się na za­sa­dzie pro­por­cjo­nal­ne­go po­dzia­łu sumy od­szko­do­wa­nia po­mię­dzy ubez­pie­czy­cie­li, w sto­sun­ku do po­szcze­gól­nych sum ubez­pie­cze­nia (§ 78 (2) VVG). Re­gu­la­cje te po­zwa­la­ją na przy­ję­cie, że usta­wo­daw­ca nie­miec­ki nie przy­wią­zu­je za­sad­ni­czej wagi do kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, trak­tu­jąc to po­ję­cie jako rów­no­znacz­ne z war­to­ścią ubez­pie­cze­nio­wą.

In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w oma­wia­nym po­rząd­ku praw­nym nie musi wy­ni­kać z wię­zi praw­nej, łą­czą­cej ubez­pie­czo­ne­go z za­gro­żo­nym obiek­tem. W li­te­ra­tu­rze przyj­mu­je się, że dla wy­ka­za­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go wy­star­cza wska­za­nie sto­sun­ku go­spo­dar­cze­go, a nie ko­niecz­nie praw­ne­go, do przed­mio­tu za­gro­żo­ne­go ry­zy­kiem ubez­pie­cze­nio­wym. Na­cisk kła­dzie się na efekt, sku­tek zda­rze­nia szko­dzą­ce­go, w po­sta­ci uszczerb­ku ma­jąt­ko­we­go, co po­zwa­la na przy­ję­cie in­te­re­su jako po­ję­cia czy­sto go­spo­dar­cze­go, fak­tycz­ne­go, ode­rwa­ne­go nie­kie­dy od wię­zi praw­nej105. Po­gląd ten jest uza­sad­nio­ny brzmie­niem § 74 VVG, któ­ry sta­wia znak rów­no­ści po­mię­dzy po­ję­ciem in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go i war­to­ści ubez­pie­cze­nio­wej, od­wo­łu­jąc się w ten spo­sób do eko­no­micz­nej oce­ny po­ję­cia. Prze­pis ten nie wy­ma­ga, by war­tość ta wy­ni­ka­ła z ja­kieś wię­zi praw­nej po­mię­dzy ubez­pie­czo­nym a obiek­tem ma­jąt­ko­wym, któ­re­mu za­gra­ża wy­pa­dek ubez­pie­cze­nio­wy. Kon­se­kwen­cją ta­kie­go po­glą­du jest, na przy­kład, uzna­wa­nie moż­li­wo­ści ist­nie­nia sze­re­gu in­te­re­sów ubez­pie­cze­nio­wych róż­nych pod­mio­tów, wy­wo­dzo­nych z za­gro­że­nia tego sa­me­go obiek­tu. Oczy­wi­ście, każ­dy z ubez­pie­cza­ją­cych ma inny in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, wy­ni­ka­ją­cy z wła­sne­go sto­sun­ku go­spo­dar­cze­go wo­bec rze­czy.

Ści­słe zwią­za­nie po­ję­cia in­te­re­su z war­to­ścią ubez­pie­cze­nio­wą i wy­so­ko­ścią świad­cze­nia ubez­pie­czy­cie­la prze­sta­je już jed­nak być tak wi­docz­ne przy roz­wa­ża­niach do­ty­czą­cych kon­se­kwen­cji bra­ku in­te­re­su, gdzie od­zy­sku­je on swo­ją sa­mo­dziel­ną rolę w kon­struk­cji ubez­pie­cze­nia. Brak in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go wy­wo­łu­je sze­reg skut­ków, nie tyl­ko w za­kre­sie od­szko­do­wa­nia ubez­pie­cze­nio­we­go. W pierw­szej ko­lej­no­ści, ubez­pie­cza­ją­cy nie ma obo­wiąz­ku za­pła­ty skład­ki ubez­pie­cze­nio­wej, je­że­li oka­że się, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy nie ist­nie­je lub nie po­wstał w trak­cie trwa­nia umo­wy (na przy­kład, gdy ubez­pie­czył on przy­szłe przed­się­wzię­cie go­spo­dar­cze, do któ­re­go re­ali­za­cji jed­nak nie do­szło). Ubez­pie­czy­ciel ma pra­wo w ta­kiej sy­tu­acji do sto­sow­ne­go wy­na­gro­dze­nia (§ 80 (1) i (2) VVG), po­kry­wa­ją­ce­go kosz­ty za­war­cia ta­kiej umo­wy.

Ze wska­za­ne­go wy­żej prze­pi­su wy­ni­ka istot­na re­gu­ła, wska­zu­ją­ca na mo­ment, w któ­rym ko­niecz­ne jest wy­ka­za­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­wy. W pra­wie nie­miec­kim nie musi on ist­nieć w chwi­li za­war­cia umo­wy, moż­na bo­wiem ubez­pie­czyć na­wet in­te­res przy­szły, nie­ist­nie­ją­cy w chwi­li za­war­cia umo­wy. Moż­na więc za­wrzeć sku­tecz­ną umo­wę, nie po­sia­da­jąc in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, pod wa­run­kiem, że po­wsta­nie on w trak­cie jej trwa­nia. Oczy­wi­ście, ko­niecz­ne jest wy­raź­ne po­in­for­mo­wa­nie ubez­pie­czy­cie­la o ta­kim sta­nie rze­czy. Naj­istot­niej­szy z punk­tu wi­dze­nia ist­nie­nia in­te­re­su jest mo­ment po­wsta­nia szko­dy, wte­dy bo­wiem in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy (zrów­na­ny po­ję­cio­wo z war­to­ścią ubez­pie­cze­nio­wą) prze­są­dza o wy­so­ko­ści na­leż­ne­go od­szko­do­wa­nia. Z dru­giej stro­ny, w celu unie­moż­li­wie­nia za­wie­ra­nia umów o ha­zar­do­wym cha­rak­te­rze, pra­wo nie­miec­kie prze­wi­du­je, że umo­wa jest nie­waż­na je­że­li ubez­pie­cza­ją­cy za­warł umo­wę do­ty­czą­cą nie­ist­nie­ją­ce­go in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w celu uzy­ska­nia bez­praw­nej ko­rzy­ści pie­nięż­nej. Ubez­pie­czy­ciel ma pra­wo w ta­kiej sy­tu­acji za­trzy­mać skład­kę za okres do chwi­li, gdy po­wziął wia­do­mość o oko­licz­no­ściach po­wo­du­ją­cych nie­waż­ność umo­wy ubez­pie­cze­nia (§ 80 (3) VVG). Ko­niecz­ne jest oczy­wi­ście wyka­za­nie ist­nie­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go tak­że w chwi­li zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go, po­nie­waż brak in­te­re­su po stro­nie ubez­pie­cza­ją­ce­go do­pro­wa­dzi do tego, że nie po­nie­sie on żad­ne­go uszczerb­ku w wy­ni­ku zisz­cze­nia się zda­rze­nia szko­dzą­ce­go106.

Jak wi­dać z po­wyż­sze­go, pra­wo nie­miec­kie sta­wia na­cisk na zwią­zek in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go z war­to­ścią ubez­pie­cze­nio­wą i za­sa­dą od­szko­do­wa­nia. Kwe­stia ochro­ny przed spe­ku­la­cyj­nym wy­ko­rzy­sty­wa­niem umo­wy ubez­pie­cze­nia jest mniej istot­na, ale w nie­któ­rych sy­tu­acjach sta­no­wi jed­nak mo­tyw dla przy­ję­cia pew­nych roz­wią­zań le­gi­sla­cyj­nych: umo­wa jest nie­waż­na, je­że­li in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy nie ist­nie­je, a ubez­pie­cza­ją­cy usi­łu­je "wy­grać" od­szko­do­wa­nie w ra­zie zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go. Dla sko­rzy­sta­nia z tak da­le­ko po­su­nię­tej sank­cji, jaką jest nie­waż­ność umo­wy, wy­ma­ga się jed­nak wy­ka­za­nia bez­praw­ne­go i ce­lo­we­go dzia­ła­nia ubez­pie­cza­ją­ce­go. De­cy­du­ją­ce dla uzna­nia nie­waż­no­ści umo­wy jest, od­mien­nie niż w pra­wie an­giel­skim, nie wy­ka­za­nie bra­ku in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go lecz wy­ka­za­nie ce­lo­we­go dzia­ła­nia ubez­pie­cza­ją­ce­go, któ­ry mimo wie­dzy o bra­ku in­te­re­su (lub, jak to wy­ni­ka z § 74 (2) VVG, świa­do­me­go i ra­żą­ce­go za­wy­że­nia jego war­to­ści) za­wie­ra umo­wę ubez­pie­cze­nia, by uzy­skać nie­na­leż­ne od­szko­do­wa­nie107. De­cy­du­ją­cym dla lo­sów umo­wy ubez­pie­cze­nia nie jest więc brak in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, lecz pró­ba ce­lo­we­go wy­ko­rzy­sta­nia tego bra­ku dla uzy­ska­nia nie­na­leż­ne­go od­szko­do­wa­nia przez ubez­pie­cza­ją­ce­go. Je­że­li ubez­pie­cza­ją­cy dzia­łał w do­brej wie­rze, umo­wa, mimo bra­ku ubez­pie­czal­ne­go in­te­re­su, po­zo­sta­je waż­na, cho­ciaż, zgod­nie z za­sa­dą od­szko­do­wa­nia, ubez­pie­cza­ją­cy nie bę­dzie mógł rzecz ja­sna otrzy­mać ja­kie­go­kol­wiek świad­cze­nia pie­nięż­ne­go.

W przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia od­po­wie­dzial­no­ści cy­wil­nej usta­wa nie­miec­ka nie po­słu­gu­je się po­ję­ciem in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. W dok­try­nie przyj­mu­je się jed­nak, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy ist­nie­je tak­że i w tych ubez­pie­cze­niach i do­ty­czy in­te­gral­no­ści ma­jąt­ku ubez­pie­czo­ne­go. Ta in­te­gral­ność ma­jąt­ku jest chro­nio­na w ten spo­sób, że ubez­pie­cze­nie ma za­pew­nić za­spo­ko­je­nie ewen­tu­al­ne­go wie­rzy­cie­la oso­by ubez­pie­czo­nej. In­te­res jest więc łą­czo­ny z moż­li­wo­ścią po­wsta­nia uszczerb­ku w jej ma­jąt­ku108.

Tak­że re­gu­la­cja do­ty­czą­ca ubez­pie­cze­nia na ży­cie nie wspo­mi­na o kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, § 150 VVG stwier­dza je­dy­nie, że umo­wa ubez­pie­cze­nia na ży­cie może do­ty­czyć ubez­pie­cza­ją­ce­go lub in­nej oso­by. Jest to dość zro­zu­mia­łe, ze wzglę­du na po­wią­za­nie po­ję­cia in­te­re­su z za­sa­dą od­szko­do­wa­nia - któ­ra prze­cież nie ma za­sto­so­wa­nia w ubez­pie­cze­niu na ży­cie. Dal­sze re­gu­la­cje do­ty­czą­ce ubez­pie­czeń oso­bo­wych rów­nież nie od­wo­łu­ją się do po­ję­cia in­te­re­su, na­wet w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia na rzecz oso­by trze­ciej. Moż­na w związ­ku z tym uznać, że pra­wo nie­miec­kie na­le­ży do tych po­rząd­ków praw­nych, w któ­rych uzna­no, że wy­star­cza­ją­cym za­bez­pie­cze­niem prze­ciw­ko uży­wa­niu ubez­pie­czeń oso­bo­wych jako na­rzę­dzia nie­uczci­wej spe­ku­la­cji jest sama zgo­da ubez­pie­czo­ne­go na za­war­cie umo­wy do­ty­czą­cej jej ży­cia lub zdro­wia. Kwe­stia zgo­dy w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia na ży­cie, je­że­li ubez­pie­cze­nie obej­mu­je ży­cie in­nej oso­by niż ubez­pie­cza­ją­cy, a suma ubez­pie­cze­nia prze­kra­cza prze­cięt­ne kosz­ty po­grze­bu, jest ure­gu­lo­wa­na w § 150 VVG. Zgo­da musi być wy­ra­żo­na na pi­śmie, ale nie jest ko­niecz­ne wy­ka­za­nie, aby ubez­pie­cza­ją­cy miał ja­ki­kol­wiek in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy wo­bec dóbr ubez­pie­czo­ne­go. Po­dob­ne roz­wią­za­nia usta­wa prze­wi­du­je tak­że i w in­nych ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych. Przy­kła­du do­star­cza tu § 170 VVG re­gu­lu­ją­cy kwe­stię ubez­pie­cze­nia na­stępstw nie­szczę­śli­wych wy­pad­ków.

W dok­try­nie pod­no­si się, że ka­te­go­ria in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go nie ma za­sto­so­wa­nia do ubez­pie­czeń oso­bo­wych109. Jest to zwią­za­ne ze wska­za­nym wy­żej ści­słym po­łą­cze­niem kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go z za­sa­dą od­szko­do­wa­nia i od­szko­do­waw­czym cha­rak­te­rem świad­cze­nia pie­nięż­ne­go ubez­pie­czy­cie­la. Sko­ro świad­cze­nia w umo­wach ubez­pie­cze­nia oso­bo­we­go nie mają cha­rak­te­ru od­szko­do­waw­cze­go, to i brak w nich miej­sca na kon­struk­cję in­te­re­su.Ubez­pie­cze­nia te chro­nią bo­wiem do­bra nie­ma­jąt­ko­we ubez­pie­czo­ne­go, a nie jego ma­ją­tek. Uszczer­bek w tych do­brach bę­dzie wy­rów­na­ny przez za­pła­tę usta­lo­nej z góry sumy pie­nięż­nej, a nie przez wy­pła­tę od­szko­do­wa­nia, ma­ją­ce­go na celu wy­rów­na­nie uszczerb­ku w in­te­re­sie ma­jąt­ko­wym ubez­pie­czo­ne­go.

1.2.2. In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w pra­wie fran­cu­skim

Pier­wot­nie, kon­struk­cja in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go we Fran­cji była uza­sad­nio­na głów­nie ko­niecz­no­ścią od­dzie­le­nia ubez­pie­cze­nia od za­kła­du. Wspo­mnia­ne już wcze­śniej pró­by ogra­ni­cze­nia ha­zar­du w ubez­pie­cze­niach się­ga­ją w pra­wie fran­cu­skim prze­ło­mu na­wet jesz­cze XVII w.

Przed­re­wo­lu­cyj­ne pra­wo fran­cu­skie zna­ło po­ję­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, ale nie był on wa­run­kiem ko­niecz­nym dla uzna­nia waż­no­ści umo­wy ubez­pie­cze­nia, wola stron mo­gła do­pro­wa­dzić do za­war­cia umo­wy tak­że bez ko­niecz­no­ści wy­ka­zy­wa­nia in­te­re­su, szcze­gól­nie w przy­pad­ku ubez­pie­czeń na ży­cie. Wy­ka­za­nia in­te­re­su wy­ma­ga­ło na­to­miast roz­po­rzą­dze­nie Col­ber­ta z 1681 r., do­ty­czą­ce ubez­pie­czeń mor­skich110, gdzie dą­żo­no do za­cho­wa­nia od­szko­do­waw­cze­go cha­rak­te­ru umo­wy i unik­nię­cia spe­ku­la­cji111. In­te­res był trak­to­wa­ny ści­śle pie­nięż­nie, w po­wią­za­niu z uszczerb­kiem ma­jąt­ko­wym wy­wo­ła­nym przez wy­pa­dek ubez­pie­cze­nio­wy, co pro­wa­dzi­ło do ne­go­wa­nia przy­dat­no­ści tej kon­struk­cji w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych, czy­niąc je jed­no­cze­śnie po­dat­ny­mi na ha­zard. Z tego wła­śnie po­wo­du, rząd re­wo­lu­cyj­ny w 1793 r. za­ka­zał za­wie­ra­nia ja­kich­kol­wiek umów ubez­pie­czeń na ży­cie, jako nie­mo­ral­nych, co zresz­tą było zgod­ne z licz­ny­mi ne­ga­tyw­ny­mi wy­po­wie­dzia­mi na te­mat do­pusz­czal­no­ści ubez­pie­cze­nia ludz­kie­go ży­cia, gło­szo­ny­mi jesz­cze przed wy­bu­chem re­wo­lu­cji. Uwa­ża­no, że umo­wy ta­kie, jako spe­ku­la­cje co do ży­cia ludz­kie­go i jego trwa­nia, są nie­mo­ral­ne i po­win­ny być za­ka­za­ne112. Przyj­mu­je się, że umiesz­cze­nie umo­wy ubez­pie­cze­nia wśród kon­trak­tów lo­so­wych wy­mie­nio­nych w art. 1964 Ko­dek­su Na­po­le­ona było wy­ra­zem trak­to­wa­nia tej umo­wy jako spe­ku­la­cyj­nej, o sła­bej z na­tu­ry rze­czy ochro­nie praw­nej113.

Dzi­siej­sza po­stać in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie fran­cu­skim zo­sta­ła ukształ­to­wa­na w roku 1904, pier­wot­nie obej­mu­jąc jed­nak­że swo­im za­kre­sem tak­że ubez­pie­cze­nia oso­bo­we. Od tego roz­wią­za­nia usta­wo­daw­ca fran­cu­ski od­szedł w 1930 r. i od tego mo­men­tu usta­wo­wa ko­niecz­ność wy­ka­za­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go do­ty­czy tyl­ko ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych114.

Współ­cze­sne roz­wa­ża­nia dok­try­ny fran­cu­skiej do­ty­czą­ce umo­wy ubez­pie­cze­nia są skon­cen­tro­wa­ne głów­nie na kwe­stii ry­zy­ka i za­gro­żeń, ja­kie z tego ry­zy­ka, przej­mo­wa­ne­go przez ubez­pie­czy­cie­la, wy­ni­ka­ją115. Ce­cha­mi wy­mie­nia­ny­mi jako kon­sty­tu­tyw­ne dla umo­wy ubez­pie­cze­nia są: ry­zy­ko, skład­ka ubez­pie­cze­nio­wa i gwa­ran­cja na­pra­wie­nia szko­dy wy­ni­kłej z ry­zy­ka prze­ję­te­go przez ubez­pie­czy­cie­la w za­mian za skład­kę116. Ry­zy­ko jest zda­rze­niem przy­szłym, któ­re­go re­ali­za­cja sta­nie się przy­czy­ną szko­dy, a sama umo­wa ubez­pie­cze­nia ma wła­śnie do­pro­wa­dzić do wy­rów­na­nia szko­dy. Kon­se­kwent­nie, re­gu­la­cja fran­cu­skie­go Code des as­su­ran­ces117 kon­cen­tru­je się zde­cy­do­wa­nie na po­ję­ciu od­szko­do­wa­nia, jako przed­mio­tu świad­cze­nia za­kła­du ubez­pie­czeń, co wy­ni­ka choć­by z re­gu­la­cji za­war­tej w art. L 121-1, któ­ry stwier­dza, że ubez­pie­cze­nie do­ty­czą­ce dóbr jest umo­wą o od­szko­do­wa­nie.

Ry­zy­ko, obok skład­ki i za­pew­nie­nia ochro­ny, jest cen­tral­nym po­ję­ciem ubez­pie­cze­nia. Na tle tych ka­te­go­rii roz­wa­ża się tak­że przed­miot ubez­pie­cze­nia. Zda­niem Y. Lam­bert-Fa­ivre, przed­mio­tem, wo­bec któ­re­go świad­czo­na jest ochro­na, mogą być skład­ni­ki ma­jąt­ku ubez­pie­cza­ją­ce­go, ale tak­że za­gro­że­nie przed po­wsta­niem jego od­po­wie­dzial­no­ści wo­bec in­nych osób, ry­zy­ka dnia co­dzien­ne­go, za­wo­do­we itp.118. Ry­zy­ko w ca­łej swo­jej zło­żo­no­ści jest przed­mio­tem gwa­ran­cji ubez­pie­czy­cie­la, ele­men­tem cen­tral­nym umo­wy ubez­pie­cze­nia i jed­no­cze­śnie jej przed­mio­tem. Ry­zy­ko jed­nak­że nie jest jed­nak trak­to­wa­ne jako czy­sto abs­trak­cyj­ne za­gro­że­nie, jed­ną z cech za­sad­ni­czych, ko­niecz­nych ry­zy­ka ubez­pie­cze­nio­we­go jest to, by mia­ło ono cha­rak­ter re­al­ny w tym sen­sie, aby jego po­wsta­nie pro­wa­dzi­ło do po­wsta­nia szko­dy u ubez­pie­czo­ne­go119. Dla ist­nie­nia ry­zy­ka ubez­pie­cze­nio­we­go nie wy­star­cza sam fakt nie­pew­no­ści pew­ne­go zda­rze­nia, ko­niecz­ne jest tak­że by wią­za­ło się ono z po­ten­cjal­ną szko­dą dla za­gro­żo­ne­go nim pod­mio­tu. Dla­te­go nie moż­na, na przy­kład, ubez­pie­czyć rze­czy już znisz­czo­nej, nie­ist­nie­ją­cej, cu­dzej itp., wy­ni­kiem re­ali­za­cji ry­zy­ka musi być bo­wiem szko­da, a w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia OC - wy­stą­pie­nie szko­dy u oso­by wo­bec któ­rej ubez­pie­czo­ny po­no­si od­po­wie­dzial­ność120.

Kon­se­kwent­nie pod­kre­śla się w li­te­ra­tu­rze fran­cu­skiej, że ubez­pie­cze­nie nie może być źró­dłem wzbo­ga­ce­nia lub spe­ku­la­cji, a ubez­pie­czo­ny nie może otrzy­mać nic, po­nad na­leż­ne od­szko­do­wa­nie121. Z ta­kie­go cha­rak­te­ru umo­wy wy­ni­ka, że świad­cze­nie ubez­pie­czy­cie­la nie może być wyż­sze od war­to­ści znisz­czo­nej rze­czy w chwi­li zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go. W przy­pad­ku gdy za­wie­ra­ją­cy umo­wę ce­lo­wo poda sumę ubez­pie­cze­nia prze­wyż­sza­ją­cą rze­czy­wi­stą war­tość rze­czy stro­na (w prak­ty­ce ubez­pie­czy­ciel) może od umo­wy od­stą­pić i za­żą­dać od­szko­do­wa­nia, a w każ­dym wy­pad­ku za­trzy­mać skład­kę122 (por. art. L121-3 C. as­sur.). Po­dob­nie jak w pra­wie nie­miec­kim, mamy więc tu do czy­nie­nia z pró­bą unie­moż­li­wie­nia za­wie­ra­nia umów o cha­rak­te­rze za­kła­du, w sy­tu­acji gdy ubez­pie­cza­ją­cy nie jest za­gro­żo­ny żad­nym ry­zy­kiem ma­jąt­ko­wym, a czy­ni z umo­wy źró­dło po­ten­cjal­ne­go wzbo­ga­ce­nia. Ta re­gu­la­cja za­pew­ne jest echem daw­nych roz­wią­zań za­ka­zu­ją­cych spe­ku­lo­wa­nia na umo­wach ubez­pie­cze­nia po­zba­wio­nych in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, nie­mniej wy­ko­rzy­sta­nie tej kon­struk­cji jest o tyle trud­ne, że wy­ma­ga wy­ka­za­nia przez ubez­pie­czy­cie­la, że ubez­pie­cza­ją­cy dzia­łał umyśl­nie, co z re­gu­ły nie jest pro­ste. W przy­pad­ku gdy nad­ubez­pie­cze­nie nie jest za­wi­nio­ne, umo­wa jest waż­na do wy­so­ko­ści rze­czy­wi­stej war­to­ści rze­czy, od­po­wied­niej mo­dy­fi­ka­cji po­win­na ulec tak­że w ta­kiej sy­tu­acji skład­ka ubez­pie­cze­nio­wa (art. L 121-3, zd. 2). Fran­cu­ski Ko­deks ubez­pie­czeń prze­wi­du­je tak­że obo­wią­zek po­wia­do­mie­nia ubez­pie­czy­cie­li o ubez­pie­cze­niu wie­lo­krot­nym (art. L 121-4), a umyśl­ne nie­po­wia­do­mie­nie o tym fak­cie, gdy umo­wa jest za­war­ta w celu wy­łu­dze­nia kil­ku od­szko­do­wań, daje pra­wo do od­stą­pie­nia od umo­wy.

Po­ję­cie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go po­ja­wia się do­pie­ro w dal­szej czę­ści re­gu­la­cji, w art. L 121-6. Zgod­nie z tym prze­pi­sem, każ­dy kto ma in­te­res w za­cho­wa­niu rze­czy może za­wrzeć umo­wę ubez­pie­cze­nia. Każ­dy bez­po­śred­ni lub po­śred­ni in­te­res w nie zre­ali­zo­wa­niu się ry­zy­ka może być przed­mio­tem ubez­pie­cze­nia. Usta­wa nie wy­ma­ga by in­te­res był zwią­za­ny z kon­kret­nym sto­sun­kiem praw­nym lub by wy­ni­kał z ja­kie­goś pra­wa pod­mio­to­we­go zwią­za­ne­go z ubez­pie­czo­nym skład­ni­kiem mie­nia, może on mieć cha­rak­ter czy­sto fak­tycz­ny. Po­ję­cie in­te­re­su nie znaj­du­je się w cen­trum uwa­gi dok­try­ny fran­cu­skiej, wy­po­wie­dzi któ­re mu się po­świę­ca są za­zwy­czaj dość zdaw­ko­we, po­zo­sta­jąc w cie­niu roz­wa­żań do­ty­czą­cych ry­zy­ka ubez­pie­cze­nio­we­go123. Zgod­nie z po­glą­da­mi dok­try­ny dla wy­ka­za­nia in­te­re­su wy­star­czy wska­za­nie moż­li­wo­ści utra­ty war­to­ści pie­nięż­nej w wy­ni­ku zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go, ubez­pie­czal­ny jest tak­że in­te­res czy­sto go­spo­dar­czy124.

Kon­struk­cja przy­ję­ta przez usta­wo­daw­cę fran­cu­skie­go wy­ma­ga usta­le­nia roli, jaką przy­zna­je on in­te­re­so­wi w umo­wie ubez­pie­cze­nia.

Po pierw­sze, mamy tu do czy­nie­nia z po­trak­to­wa­niem kwe­stii in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pew­nym ode­rwa­niu od za­sa­dy od­szko­do­wa­nia, któ­ra jest uzna­na za kon­struk­cyj­nie pierw­szo­pla­no­wą, de­ter­mi­nu­jąc kon­struk­cję świad­cze­nia za­kła­du ubez­pie­czeń. Ko­deks ubez­pie­cze­nio­wy wy­raź­nie pod­kre­śla isto­tę umo­wy ubez­pie­cze­nia jako umo­wy o od­szko­do­wa­nie, a za­kres świad­cze­nia kształ­tu­je w opar­ciu o po­ję­cie szko­dy rze­czy­wi­ście po­nie­sio­nej125. Isto­tą umo­wy ubez­pie­cze­nia nie jest więc ochro­na ubez­pie­cze­nio­wa, lecz umow­ne za­gwa­ran­to­wa­nie obo­wiąz­ku za­pła­ty od­szko­do­wa­nia przez ubez­pie­czy­cie­la, w ra­zie zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go.

Po dru­gie, in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy jest trak­to­wa­ny nie tyle jako wy­znacz­nik wy­so­ko­ści świad­cze­nia za­kła­du ubez­pie­czeń, ale jako ce­cha ko­niecz­na, jaką musi po­sia­dać ry­zy­ko za­gra­ża­ją­ce ubez­pie­czo­ne­mu, czy­li pod­mio­to­wi ob­ję­te­mu ochro­ną w umo­wie. Ubez­pie­czo­ny to ten, kto ma obiek­tyw­nie rzecz bio­rąc in­te­res w za­cho­wa­niu rze­czy (usta­wa nie od­wo­łu­je się tu do war­to­ści tej rze­czy ani do wiel­ko­ści po­ten­cjal­nej szko­dy). Zda­nie dru­gie art. L 121-6 wska­zu­je na in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, jako na przed­miot ubez­pie­cze­nia: "każ­dy in­te­res bez­po­śred­ni lub po­śred­ni może być przed­mio­tem ubez­pie­cze­nia". Co istot­ne, przed­mio­tem ubez­pie­cze­nia może być za­rów­no in­te­res bez­po­śred­ni, jak i po­śred­ni, co daje pod­sta­wę do twier­dze­nia, że ka­te­go­ria ta jest trak­to­wa­na sze­ro­ko, w ode­rwa­niu, na przy­kład od ko­niecz­no­ści wska­za­nia praw­nej wię­zi po­mię­dzy ubez­pie­czo­nym a przed­mio­tem za­gro­żo­nym ry­zy­kiem126. In­te­res po­śred­ni bę­dzie do­ty­czył tak­że sy­tu­acji czy­sto fak­tycz­ne­go związ­ku z za­gro­żo­nym skład­ni­kiem ma­jąt­ko­wym, sy­tu­acji gdy in­te­res jest po­chod­ną upraw­nień lub obo­wiąz­ków kon­trak­to­wych, za­bez­pie­cze­nia rze­czo­we­go itp. W li­te­ra­tu­rze po­da­je się jako oczy­wi­stą sy­tu­ację, w któ­rej jed­na nie­ru­cho­mość sta­je się przed­mio­tem róż­nych umów ubez­pie­cze­nia, po­nie­waż róż­ne oso­by mają róż­ne in­te­re­sy z nią zwią­za­ne (rze­czo­we, ob­li­ga­cyj­ne, fak­tycz­ne), ale każ­da z nich ma wy­star­cza­ją­cy dla za­war­cia wła­snej umo­wy127.

Kwe­stia toż­sa­mo­ści in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go ma swo­je zna­cze­nie tak­że w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia wie­lo­krot­ne­go. W li­te­ra­tu­rze i orzecz­nic­twie pod­kre­śla się, że ubez­pie­cze­nie wie­lo­krot­ne ma miej­sce wy­łącz­nie wte­dy, gdy ta sama oso­ba ubez­pie­czy­ła do­kład­nie ten sam in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy u róż­nych ubez­pie­czy­cie­li128, a nie wte­dy, gdy ubez­pie­czo­no u róż­nych ubez­pie­czy­cie­li róż­ne in­te­re­sy, na­wet tej sa­mej oso­by wo­bec tego sa­me­go obiek­tu. Ma to o tyle duże zna­cze­nie, że art. L 121-4 prze­wi­du­je nie­waż­ność umo­wy w przy­pad­ku ce­lo­we­go za­ta­je­nia przed ubez­pie­czy­cie­la­mi ubez­pie­cze­nia wie­lo­krot­ne­go. Wy­raź­nie róż­ni­cu­je się ubez­pie­cze­nie wie­lo­krot­ne z sy­tu­acją, gdy ten sam in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy ge­ne­ru­je róż­ne in­te­re­sy u róż­nych ubez­pie­czo­nych (ubez­pie­cze­nie wła­ści­cie­la i na­jem­cy, ubez­pie­cze­nie kre­dy­to­daw­cy i kre­dy­to­bior­cy, obej­mu­ją­ce przed­miot za­bez­pie­cze­nia kre­dy­tu itp.). Po­wyż­sze uwa­gi po­zwa­la­ją na stwier­dze­nie, że w pra­wie fran­cu­skim in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w ubez­pie­cze­niach ma­jąt­ko­wych po­sia­da dys­kret­ną, ale istot­ną rolę, sta­no­wiąc swo­isty wy­znacz­nik zdol­no­ści do za­war­cia umo­wy i uzy­ska­nia ochro­ny ubez­pie­cze­nio­wej. Jest on łącz­ni­kiem mię­dzy ubez­pie­czo­nym a obiek­tem za­gro­żo­nym ry­zy­kiem, któ­ry de­ter­mi­nu­je cha­rak­ter i za­kres ubez­pie­cze­nia. Kon­kret­ne skut­ki za­war­cia umo­wy są już jed­nak oce­nia­ne w opar­ciu o za­sa­dę od­szko­do­wa­nia.

Od­ręb­ne za­gad­nie­nia są zwią­za­ne z umo­wą ubez­pie­cze­nia ma­jąt­ko­we­go na rzecz oso­by trze­ciej, gdzie kwe­stia in­te­re­su jest wy­raź­nie pod­kre­śla­na jako wa­ru­nek sku­tecz­no­ści za­war­cia umo­wy. Uwa­ża się, że umo­wa ubez­pie­cze­nia na rzecz oso­by trze­ciej wy­ma­ga ist­nie­nia okre­ślo­ne­go in­te­re­su po stro­nie ubez­pie­cza­ją­ce­go, któ­ry po­zwa­la mu za­wrzeć taką umo­wę. Nie jest to umo­wa abs­trak­cyj­nie kreu­ją­ca ochro­nę ubez­pie­czo­ne­go, po­nie­waż jej za­war­cie wy­ni­ka z in­ne­go sto­sun­ku niż samo ubez­pie­cze­nie, kreu­ją­ce­go in­te­res po stro­nie ubez­pie­cza­ją­ce­go w za­war­ciu ta­kiej wła­śnie umo­wy. Au­to­rzy od­wo­łu­ją się tu­taj do kon­struk­cji umo­wy na rzecz oso­by trze­ciej za­war­tej we fran­cu­skim Ko­dek­sie cy­wil­nym, któ­ry w art. 1121 wy­ma­ga, aby za­wie­ra­ją­cy umo­wę na rzecz oso­by trze­ciej po­sia­dał wła­sny in­te­res w za­war­ciu tej umo­wy129. Nie na­le­ży jed­nak mie­szać tego in­te­re­su z in­te­re­sem ubez­pie­cze­nio­wym, któ­ry w ta­kiej umo­wie nadal do­ty­czy tyl­ko ubez­pie­czo­ne­go.

Usta­wa fran­cu­ska nie wska­zu­je mo­men­tu, w któ­rym ma wy­stę­po­wać in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, jak się wy­da­je pro­wa­dzi to do wnio­sku, że istot­ne jest wy­ka­za­nie in­te­re­su za­rów­no w chwi­li za­war­cia umo­wy (jako ko­niecz­nej prze­słan­ki), jak i w chwi­li po­wsta­nia szko­dy, tak by nie na­ru­szyć za­sa­dy od­szko­do­wa­nia130. In­te­res jest jed­nak tak sze­ro­ko trak­to­wa­ny, że z re­gu­ły ubez­pie­cza­ją­cy nie bę­dzie miał pro­ble­mu z udo­wod­nie­niem jego ist­nie­nia.

Dru­go­pla­no­wa rola in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go i po­ło­że­nie na­ci­sku na okre­śle­nie umo­wy ubez­pie­cze­nia jako umo­wy o od­szko­do­wa­nie ma swo­je kon­se­kwen­cje w prak­ty­ce orzecz­ni­czej. Ze wzglę­du na to, że ubez­pie­czy­ciel zo­bo­wią­zu­je się do za­pła­ty od­szko­do­wa­nia, wy­star­czy że ubez­pie­czo­ny wy­ka­że samo ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go (na­wet po­śred­nie­go), by uzy­skać umó­wio­ne świad­cze­nie. Przy­kła­du tego ela­stycz­ne­go po­dej­ścia do kwe­stii ist­nie­nia in­te­re­su po stro­nie ubez­pie­czo­ne­go do­star­cza orze­cze­nie Cour de Cas­sa­tion z 25 kwiet­nia 1990 r.131, gdzie uzna­no, że ubez­pie­czy­ciel nie może od­mó­wić wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia tyl­ko dla­te­go, że po­sia­dacz po­mył­ko­wo ubez­pie­czył sa­mo­chód od kra­dzie­ży w imie­niu wła­snym, a nie rze­czy­wi­ste­go wła­ści­cie­la. Uzna­no, że ist­nie­nie wła­sne­go ubez­pie­czal­ne­go in­te­re­su po stro­nie po­sia­da­cza wy­star­cza dla sku­tecz­no­ści tak za­war­tej umo­wy ubez­pie­cze­nia. Luź­ny zwią­zek z ubez­pie­czo­nym mie­niem, wy­ma­ga­ny dla wy­ka­za­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, moż­na tak­że do­strzec w orze­cze­niu Cour de Cas­sa­tion z 6 paź­dzier­ni­ka 1993 r., gdzie uzna­no, że ubez­pie­czy­ciel ma obo­wią­zek wy­pła­cić od­szko­do­wa­nie za skra­dzio­ną bi­żu­te­rię mę­żo­wi, mimo że ubez­pie­czy­ciel wy­ka­zał, że bi­żu­te­ria na­le­ża­ła wpraw­dzie do żony, ale już po za­war­ciu umo­wy mał­żon­ko­wie roz­wie­dli się i miesz­ka­li osob­no132. Ist­nie­nie po­śred­nie­go in­te­re­su, i to tyl­ko w chwi­li za­war­cia umo­wy, a nie po­wsta­nia szko­dy, uzna­no za wy­star­cza­ją­ce. Te dwa przy­kła­do­we orze­cze­nia wska­zu­ją na skut­ki prak­tycz­ne po­ło­że­nia na­ci­sku przez fran­cu­skie­go usta­wo­daw­cę na cha­rak­ter umo­wy ubez­pie­cze­nia, jako umo­wy o od­szko­do­wa­nie, w związ­ku z czym na­wet dość od­le­gły, czy­sto fak­tycz­ny zwią­zek z za­gro­żo­nym obiek­tem wy­star­cza, by wy­ka­zać ist­nie­nie in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. W li­te­ra­tu­rze pod­no­si się na­wet nie­kie­dy, że ubez­pie­czy­ciel nie po­wi­nien do­cho­dzić, ja­kie są mo­ty­wy ubez­pie­cza­ją­ce­go, któ­re do­pro­wa­dzi­ły go do za­war­cia umo­wy tak dłu­go, jak ry­zy­ko, przed któ­rym chce on się chro­nić, jest le­gal­nie ubez­pie­czal­ne133.

In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w pra­wie fran­cu­skim ma duże zna­cze­nie przy prze­no­sze­niu praw z umo­wy ubez­pie­cze­nia. Za­sa­dy do­ty­czą­ce sy­tu­acji, w któ­rej do­cho­dzi do prze­nie­sie­nia praw (w szcze­gól­no­ści pra­wa wła­sno­ści) wo­bec obiek­tu ob­ję­te­go ochro­ną ubez­pie­cze­nio­wą są we Fran­cji ure­gu­lo­wa­ne in­a­czej niż w Pol­sce. Ści­sły zwią­zek po­mię­dzy świad­czo­ną przez ubez­pie­czy­cie­la ochro­ną ubez­pie­cze­nio­wą a za­gro­że­niem skie­ro­wa­nym prze­ciw­ko wska­za­ne­mu w umo­wie obiek­to­wi po­wo­du­je, że prze­nie­sie­nie praw do tego obiek­tu po­wo­du­je, z mocy pra­wa134, au­to­ma­tycz­ne przej­ście umo­wy ubez­pie­cze­nia na na­byw­cę (re­gu­lu­je to art. L 121-10). Jest to na­zy­wa­ne w li­te­ra­tu­rze - przej­ściem in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go. Za­sa­da ta ma za­sto­so­wa­nie za­rów­no w przy­pad­ku suk­ce­sji ge­ne­ral­nej (na przy­kład, w dro­dze spad­ko­bra­nia), jak i w przy­pad­ku suk­ce­sji sin­gu­lar­nej, choć­by przy zby­ciu rze­czy za­gro­żo­nej ry­zy­kiem135. Ze wzglę­du na to, że umo­wa ubez­pie­cze­nia prze­wi­du­je, iż ubez­pie­czo­nym może być tyl­ko oso­ba, któ­ra jest za­in­te­re­so­wa­na w nie­zre­ali­zo­wa­niu się ry­zy­ka, prze­nie­sie­nie obiek­tu, któ­re­mu za­gra­ża ry­zy­ko, po­wo­du­je prze­nie­sie­nie praw i obo­wiąz­ków z umo­wy ubez­pie­cze­nia136. Prze­nie­sie­niu pod­le­ga­ją za­rów­no pra­wa i obo­wiąz­ki z umo­wy ubez­pie­cze­nia ak­ty­wów, jak i pra­wa i obo­wiąz­ki z umo­wy ubez­pie­cze­nia od­po­wie­dzial­no­ści cy­wil­nej, je­że­li od­po­wie­dzial­ność ta wy­ni­ka z wła­ści­wo­ści rze­czy (jako przy­kład moż­na tu po­dać od­po­wie­dzial­ność za zwie­rzę­ta, od­po­wie­dzial­ność pro­wa­dzą­ce­go go­spo­dar­stwo rol­ne itp.)137. Za­rów­no na­byw­ca, jak i ubez­pie­czy­ciel mają pra­wo do wy­po­wie­dze­nia umo­wy po zmia­nie ubez­pie­czo­ne­go, w ter­mi­nie wska­za­nym w usta­wie.

Jak się pod­no­si, re­gu­la­cja opi­sa­na wy­żej jest lo­gicz­nym na­stęp­stwem tre­ści art. L 121-6, sko­ro bo­wiem zmie­ni­ła się oso­ba za­in­te­re­so­wa­na w za­cho­wa­niu rze­czy to za­sad­ne jest prze­nie­sie­nie tak­że i umo­wy o od­szko­do­wa­nie na na­byw­cę rze­czy. Usta­wo­daw­ca fran­cu­ski nie zde­cy­do­wał się w ta­kiej sy­tu­acji na przy­ję­cie, że umo­wa ubez­pie­cze­nia wy­ga­sa, tak jak to ma miej­sce obec­nie w pra­wie pol­skim. Za­sto­so­wa­na re­gu­la­cja opie­ra się na za­ło­że­niu, że isto­tą umo­wy ubez­pie­cze­nia (przed­mio­tem ubez­pie­cze­nia) jest ochro­na przed za­gro­że­niem obiek­tu chro­nio­ne­go umo­wą, a więc mniej istot­na jest oso­ba ubez­pie­czo­ne­go, a bar­dziej istot­ne jest samo ry­zy­ko za­gra­ża­ją­ce rze­czy. Nie­za­leż­nie bo­wiem od oso­by wła­ści­cie­la, za­kres ry­zyk ob­ję­tych umo­wą ubez­pie­cze­nia z re­gu­ły bę­dzie bar­dzo po­dob­ny. Moż­na za­uwa­żyć, że ści­słe zwią­za­nie lo­sów umo­wy z za­gro­żo­nym obiek­tem po­zwa­la na odej­ście od za­sa­dy wy­ra­żo­nej w art. 1119 fran­cu­skie­go Ko­dek­su cy­wil­ne­go, za­ka­zu­ją­cej zo­bo­wią­zy­wa­nia oso­by trze­ciej bez jej zgo­dy. W przy­pad­ku umo­wy ubez­pie­cze­nia ubez­pie­czy­ciel zo­sta­je zo­bo­wią­za­ny wo­bec na­byw­cy z mocy pra­wa, bez ko­niecz­no­ści wy­ra­ża­nia ja­kiej­kol­wiek zgo­dy na ta­kie pod­mio­to­we prze­kształ­ce­nie zo­bo­wią­za­nia138.

Na­le­ży w tym miej­scu po­dać przy­kład prak­tycz­ne­go za­sto­so­wa­nia oma­wia­nej re­gu­ły. W orze­cze­niu z 27 wrze­śnia 1983 Cour de Cas­sa­tion uznał, że na­byw­ca rze­czy wcho­dzi z mocy pra­wa w ca­łość upraw­nień zbyw­cy w ra­mach umo­wy ubez­pie­cze­nia, po­nie­waż umo­wa ta nie jest skon­cen­tro­wa­na na oso­bie lecz na sa­mej nie­ru­cho­mo­ści i na ry­zy­ku, któ­re wła­śnie jej sa­mej za­gra­ża­ją139. Czyn­ni­ki ry­zy­ka le­żą­ce po stro­nie ubez­pie­czo­ne­go trak­tu­je się więc z mniej­szą wagą niż w in­nych po­rząd­kach praw­nych.

Opi­sa­na wy­żej swo­bo­da prze­no­sze­nia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go znaj­du­je swo­je od­zwier­cie­dle­nie tak­że w re­gu­la­cji za­war­tej w art. L 121-13. Zgod­nie z tym prze­pi­sem, świad­cze­nia ubez­pie­cze­nio­we na­leż­ne w ubez­pie­cze­niu od ognia, gra­do­bi­cia, pad­nię­cia zwie­rząt, są przy­zna­wa­ne wie­rzy­cie­lom uprzy­wi­le­jo­wa­nym lub hi­po­tecz­nym, w ko­lej­no­ści wła­ści­we­go pierw­szeń­stwa - przed sa­mym ubez­pie­czo­nym140. Od­po­wied­nio sto­su­je się tę re­gu­la­cję tak­że do ubez­pie­czeń przed­mio­tu naj­mu. Tak­że i w tej kon­struk­cji wi­dać lo­gi­kę po­wią­za­nia ubez­pie­cze­nia z oso­bą po­sia­da­ją­cą in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy. W sy­tu­acji za­sta­wu, hi­po­te­ki, in­ne­go za­bez­pie­cze­nia ry­zy­ko re­ali­zu­ją­ce się wo­bec przed­mio­tu za­bez­pie­cze­nia do­ty­ka nie wła­ści­cie­la, lecz przede wszyst­kim za­bez­pie­czo­ne­go. Po stro­nie ko­rzy­sta­ją­ce­go z za­bez­pie­cze­nia ist­nie­je więc in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, sil­niej­szy na­wet niż w przy­pad­ku ubez­pie­czo­ne­go, i za tym in­te­re­sem po­dą­ża pra­wo do świad­cze­nia pie­nięż­ne­go z ubez­pie­cze­nia141. Upraw­nie­nie to, zgod­nie z po­glą­da­mi orzecz­nic­twa, jest wła­snym upraw­nie­niem wie­rzy­cie­la, któ­ry może sa­mo­dziel­nie do­cho­dzić od­szko­do­wa­nia od ubez­pie­czy­cie­la, a od­szko­do­wa­nie to nie sta­je się skład­ni­kiem ma­jąt­ku jego dłuż­ni­ka142.

Pra­wa wie­rzy­cie­li są ogra­ni­czo­ne z jed­nej stro­ny za­sa­dą od­szko­do­wa­nia, z dru­giej zaś, war­to­ścią sa­me­go za­bez­pie­cze­nia, usta­la­ne­go na chwi­lę wy­pła­ty od­szko­do­wa­nia (moż­na po­wie­dzieć: war­to­ścią in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go wie­rzy­cie­la). Ewen­tu­al­na nad­wyż­ka na­leż­ne­go od­szko­do­wa­nia po­nad in­te­res jego wie­rzy­cie­li na­le­ży się ubez­pie­czo­ne­mu. W ra­zie wie­lo­ści za­bez­pie­czo­nych na za­gro­żo­nym skład­ni­ku ma­jąt­ko­wym, o ko­lej­no­ści za­spo­ko­je­nia de­cy­du­je ko­lej­ność wła­ści­wa dla za­spo­ko­je­nia ich wie­rzy­tel­no­ści143. Oczy­wi­ście, sze­ro­ka de­fi­ni­cja in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jako przed­mio­tu umo­wy w pra­wie fran­cu­skim, umoż­li­wia ko­rzy­sta­ją­ce­mu z za­bez­pie­cze­nia z sa­mo­dziel­ne­go ubez­pie­cze­nia wy­pła­cal­no­ści dłuż­ni­ka, lecz gdy tego nie uczy­nił, ma pra­wo sko­rzy­sta­nia z ubez­pie­cze­nia ak­ty­wów za­war­te­go przez swo­je­go dłuż­ni­ka. In­te­re­sy ubez­pie­czy­cie­la za­bez­pie­cza re­gu­la­cja, zgod­nie z któ­rą wy­pła­ta od­szko­do­wa­nia przez ubez­pie­czy­cie­la do rąk ubez­pie­cza­ją­ce­go po­zo­sta­je sku­tecz­na (mimo ist­nie­nia uprzy­wi­le­jo­wa­nych wie­rzy­cie­li), je­że­li do­ko­na­no tego w do­brej wie­rze.

Re­gu­la­cja do­ty­czą­ca in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go jest za­miesz­czo­na w po­sta­no­wie­niach ogól­nych do­ty­czą­cych ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych. Z tego po­wo­du, jak się wy­da­je, ma ona za­sto­so­wa­nie do wszyst­kich ty­pów ubez­pie­czeń wy­mie­nio­nych da­lej, w tym do ubez­pie­cze­nia od­po­wie­dzial­no­ści cy­wil­nej (Roz­dział IV, art. L 124 C. as­sur.). Po­gląd taki pre­zen­to­wa­ny jest w li­te­ra­tu­rze, gdzie pod­no­si się, że za­sto­so­wa­nie kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go do ubez­pie­cze­nia od­po­wie­dzial­no­ści cy­wil­nej jest moż­li­we dzię­ki sze­ro­kie­mu uj­mo­wa­niu tej ka­te­go­rii w art. L 121-6144.

Prze­pi­sy do­ty­czą­ce ubez­pie­czeń oso­bo­wych, zgod­nie z lo­gi­ką roz­wią­za­nia przy­ję­te­go przez usta­wo­daw­cę fran­cu­skie­go, roz­po­czy­na stwier­dze­nie, że w przy­pad­ku ubez­pie­cze­nia na ży­cie i ubez­pie­czeń oso­bo­wych na­leż­ną jest suma usta­lo­na w umo­wie (art. L 131-1). Mamy tu więc do czy­nie­nia z ode­rwa­niem ubez­pie­czeń oso­bo­wych od od­szko­do­waw­cze­go cha­rak­te­ru ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych, po­przez od­mien­ne re­gu­la­cje do­ty­czą­ce cha­rak­te­ru świad­czeń ubez­pie­czy­cie­la145. Lo­gicz­ną kon­se­kwen­cją cha­rak­te­ru świad­cze­nia za­kła­du ubez­pie­czeń jest, za­war­te w art. L 131-2, wy­łą­cze­nie sub­ro­ga­cji ubez­pie­czy­cie­la w przy­pad­ku zaj­ścia wy­pad­ku ubez­pie­cze­nio­we­go i do­ko­na­nia wy­płat na rzecz upraw­nio­ne­go. Kon­struk­cja jest kon­se­kwent­na, sko­ro ubez­pie­czy­ciel nie wy­pła­ca od­szko­do­wa­nia, to nie ma pra­wa do re­gre­su wo­bec ewen­tu­al­ne­go spraw­cy szko­dy na oso­bie. Wy­pła­ce­nie sumy pie­nięż­nej z umo­wy ubez­pie­cze­nia oso­bo­we­go nie zwal­nia spraw­cy z od­po­wie­dzial­no­ści wo­bec po­szko­do­wa­ne­go i tym sa­mym nie kreu­je rosz­cze­nia zwrot­ne­go po stro­nie za­kła­du ubez­pie­czeń.

Więk­szość au­to­rów uzna­je, że ze wzglę­du na brak funk­cji od­szko­do­waw­czej, a co za tym idzie nie­sto­so­wa­nie kon­struk­cji in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w ubez­pie­cze­niach oso­bo­wych, moż­na bez żad­nych ogra­ni­czeń ubez­pie­czyć je­dy­nie wła­sne ży­cie146. Umo­wa ubez­pie­cze­nia na ży­cie oso­by trze­ciej jest nie­waż­na, chy­ba że oso­ba ta wy­ra­zi­ła pi­sem­ną zgo­dę na jej za­war­cie, a zgo­da ta obej­mu­je tak­że wy­so­kość na­leż­nych świad­czeń (art. L 131-2). Pi­sem­na zgo­da, pod ry­go­rem nie­waż­no­ści, jest wy­ma­ga­na tak­że dla ce­sji, za­bez­pie­cze­nia i zmia­ny upo­sa­żo­ne­go w ta­kiej umo­wie (art. L 131-2, zd. 2) 147. Zgo­da ubez­pie­czo­ne­go na za­war­cie umo­wy ubez­pie­cze­nia jego ży­cia za­stę­pu­je w pew­nym sen­sie kon­struk­cję in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go, po­nie­waż z chwi­lą wy­ra­że­nia tej zgo­dy i za­war­cia umo­wy ubez­pie­cze­nia ubez­pie­cza­ją­cy i upo­sa­że­ni sta­ją się za­in­te­re­so­wa­ny­mi i mogą, na przy­kład, w opar­ciu o art. L 132-19, w imie­niu wła­snym opła­cać skład­kę ubez­pie­cze­nio­wą.

Moż­li­wość za­war­cia umo­wy ubez­pie­cze­nia nie za­le­ży więc w tym przy­pad­ku od po­sia­da­nia in­te­re­su wo­bec cu­dze­go ży­cia lub zdro­wia, ale od zgo­dy sa­me­go za­gro­żo­ne­go wy­pad­kiem ubez­pie­cze­nio­wym. Uwa­ża się, że zgo­da ubez­pie­czo­ne­go za­bez­pie­cza przed za­wie­ra­niem umów o cha­rak­te­rze za­kła­du, po­nie­waż ta wła­śnie zgo­da uza­sad­nia ist­nie­nie wię­zi, wy­star­cza­ją­cej dla za­war­cia umo­wy chro­nią­cej cu­dze do­bra oso­bi­ste. Ko­niecz­ność uzy­ska­nia zgo­dy jest trak­to­wa­na bar­dzo re­stryk­cyj­nie, na­wet wy­ka­za­nie in­te­re­su w ubez­pie­cze­niu ży­cia oso­by trze­ciej, wraz z jej zgo­dą fak­tycz­ną wy­ni­ka­ją­cą z ak­cep­ta­cji ubez­pie­cze­nia (w tym po­przez opła­ca­nie skład­ki) - nie po­zwa­la uznać sku­tecz­no­ści ta­kiej umo­wy148. O ile więc zgo­da "za­stę­pu­je" w sen­sie funk­cjo­nal­nym in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy, to nie ma moż­li­wo­ści za­stą­pie­nia zgo­dy wy­ka­za­niem na­wet wia­ry­god­ne­go i po­twier­dzo­ne­go przez sa­me­go ubez­pie­czo­ne­go, in­te­re­su w za­war­ciu umo­wy.

Nie­sto­so­wal­ność kon­struk­cji in­te­re­su po­wo­du­je, że nie moż­na oprzeć umo­wy ubez­pie­cze­nia oso­bo­we­go na prze­słan­ce ma­te­rial­nej, jaką jest chęć ochro­ny za­gro­żo­nych war­to­ści ma­jąt­ko­wych. Na przy­kład, nie ist­nie­je moż­li­wość ubez­pie­cze­nia ży­cia dłuż­ni­ka bez jego zgo­dy, na­wet przy wy­ka­za­niu pie­nięż­ne­go in­te­re­su wo­bec jego ży­cia, zdro­wia, zdol­no­ści do pra­cy. Moż­na je­dy­nie ubez­pie­czyć się od jego nie­wy­pła­cal­no­ści, na za­sa­dach cha­rak­te­ry­stycz­nych dla ubez­pie­czeń ma­jąt­ko­wych149.

Po­glą­dy dok­try­ny fran­cu­skiej na te­mat in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go są dość zdaw­ko­we, choć kon­se­kwent­ne. Po­ję­cie in­te­re­su wią­że się tyl­ko z ubez­pie­cze­nia­mi ma­jąt­ko­wy­mi a nie oso­bo­wy­mi. Trze­ba jed­nak wspo­mnieć o za­sad­ni­czej kry­ty­ce tego po­glą­du i sze­ro­kiej ana­li­zie po­ję­cia in­te­re­su ubez­pie­cze­nio­we­go w pra­wie fran­cu­skim, któ­ra zo­sta­ła do­ko­na­na w ostat­nim cza­sie przez M. Pro­vost. Au­tor­ka ta w wy­czer­pu­ją­cy spo­sób wy­ka­za­ła, że in­te­res ubez­pie­cze­nio­wy jest ele­men­tem ko­niecz­nym wszyst­kich ubez­pie­czeń, w tym oso­bo­wych, a zgo­da ubez­pie­czo­ne­go nie może za­stą­pić kon­struk­cji in­te­re­su w ubez­pie­cze­niach. Po­glą­dy te sta­no­wią efekt głę­bo­kiej ana­li­zy pra­wa fran­cu­skie­go, ale trud­no by­ło­by je uznać za po­wszech­nie tam przy­ję­te, wy­ko­rzy­stu­ję je więc w in­nych miej­scach pra­cy150. Moż­na się spo­dzie­wać, że z bie­giem cza­su sta­ną się one pod­sta­wą do grun­tow­ne­go prze­war­to­ścio­wa­nia wy­po­wie­dzi zwią­za­nych z in­te­re­sem ubez­pie­cze­nio­wym w dok­try­nie fran­cu­skiej. Na pew­no sta­no­wią o świe­żym spoj­rze­niu na dość sche­ma­tycz­nie trak­to­wa­ną kon­struk­cję in­te­re­su.

1.2.3. In­te­res ubez­pie­cze­nio­wy w in­nych po­rząd­kach praw­nych