Wstęp
Wstęp
Nawet jeśli nie latasz zbyt często, pewnie
ci się to przydarzyło. W samolocie jest pełno ludzi. Wszyscy pochowali
laptopy. Personel pokładowy wykonał swój obowiązkowy taniec, pokazując
pasy bezpieczeństwa, światła na podłodze i maski tlenowe, które "mogą
się nie napompować". Potem, kiedy myślisz, że zaraz wytoczycie się na
pas startowy, wszystko staje. W kabinie rozbrzmiewa zakłopotany głos
kapitana: "Przykro mi, mamy mały problem -?to pewnie tylko drobna
usterka, ale musimy wezwać mechaników. Będzie trzeba chwilę poczekać".
Wśród pasażerów rozlega się pomruk niezadowolenia. Złościsz się. Jak
długo będziesz uwięziony na niewygodnym siedzeniu, między facetem
cuchnącym tanią wodą kolońską a niespokojnym, ząbkującym dzieckiem? Ale
po pierwszym odruchu oburzenia wszyscy wzdychają ciężko i godzą się z sytuacją. Doceniacie ostrożność załogi. Macie w tej potężnej maszynie
frunąć osiem kilometrów nad ziemią. Nikt, nawet niemowlak, nie chciałby,
żeby samolot wzniósł się w powietrze, gdyby wszystkie elementy maszyny
nie były ze sobą idealnie zintegrowane.
Być może, czytając tytuł, domyśliliście się, że jest to książka o integralności. Nie zamierzam jednak moralizować. We współczesnej
angielszczyźnie słowo integrity nabrało nieco afektowanej, osądzającej
barwy, ale pochodzi od łacińskiego integer, które oznacza po prostu
"nienaruszony". Bycie zintegrowanym oznacza bycie jedną spójną całością.
Kiedy samolot jest zintegrowany, oznacza to, że miliony jego części
współpracują ze sobą. Kiedy utraci integralność, może przestać działać,
stracić moc, a nawet się rozbić. Nie oceniam tego procesu. To czysta
fizyka.
Te same zasady, które rządzą aerodynamiką, rządzą też codziennym życiem.
Kiedy doświadczasz jedności intencji, fascynacji i celowości, z radością
robisz to, co dla ciebie najprawdziwsze w danej chwili, niczym ogar,
który zwęszył trop. Twoja codzienna praca -?czy jest to kodowanie,
ogrodnictwo, czy budowanie domów -?jest tak absorbująca, że pod koniec
dnia nie chcesz się zatrzymać. Kiedy to jednak zrobisz, czas spędzony z najbliższymi jest wspaniały, a sen tak słodki, że trudno sobie wyobrazić
coś lepszego. Kiedy wstajesz następnego dnia, nadchodzący dzień uważasz
za tak ekscytujący, że właściwie wyskakujesz z łóżka.
Być może przewracasz teraz oczami, jak to robiło wielu moich klientów.
Może ci się wydawać, że mam na nosie różowe okulary i najadłam się
antydepresantów. Być może podobna radość życia nigdy nie była twoim
udziałem. Być może sądzisz, że tak pełne życie nie jest możliwe.
Ale jest.
To straszne, że wielu ludzi nigdy nie dostrzega tych możliwości i nie
doświadcza radosnej swobody, którą daje całkowita integralność. Niektóre
z tych osób są tak źle ulokowane w życiu, że ich egzystencja przypomina
niekończącą się serię porażek i zniszczonych marzeń. Być może znasz
kilkoro takich ludzi: kolegę z szkoły, który już parę razy trafił do
więzienia, kuzynkę, która wiąże się z jednym zdradzieckim dupkiem za
drugim, znajomą, która zdaje się sabotować każdy projekt, jaki
rozpoczyna. Tacy ludzie przypominają samoloty, których główne części -
takie jak skrzydła i silniki -?nie działają.
Twoje własne życie pewnie mieści się gdzieś na skali między absolutną
rozkoszą a kompletną ruiną. Masz mętne poczucie celu, za którym
chciałbyś zacząć kiedyś podążać. Twoja praca jest w porządku, choć nie
jest doskonała. W związkach jest okej. W miarę. Owszem, czasami ktoś -
małżonek, dzieci, rodzice, szef -?sprawia że masz ochotę sfingować
własną śmierć i przeprowadzić się do hotelu na Kajmanach. Ale w zasadzie
jest w porządku. Nie czujesz się źle; czujesz co najwyżej jakiś
niepokój, przykrość, rozczarowanie. To całkiem normalne, że skupiasz się
na planach, których nie udało się zrealizować, i masz wątpliwości, czy
twoje marzenia się kiedykolwiek spełnią.
Kiedy spotykam klientów, którzy pasują do powyższego opisu, i zwracam im
uwagę, że ich życie mogłoby być lepsze, często protestują, mówiąc, że
ich życie jest w porządku. "Wie pani -?mówią -?życie to dziwka, a potem
się umiera. Porażka jest znacznie częstsza niż sukces. Nie wzbijemy się
do lotu, po prostu machając rękami". Myślą, że gorzką prawdę trzeba po
prostu zaakceptować. Ja jednak słyszę brzęk odkręconych śrub i oderwanych części, dźwięk wydawany przez człowieka, który nigdy nie
doświadczył spójności ciała, umysłu, serca i duszy.
Powtarzam: nie zamierzam nikogo oceniać. Jeśli nie zawsze czujesz się
świetnie, nie oznacza to, że coś jest z tobą nie tak -?podejrzewam, że
większość życia spędzasz, starając się być w porządku. Nie ma w tobie
żadnej usterki. Jesteś wysokofunkcjonującą, wyrafinowaną istotą. Na
najgłębszym poziomie wiesz, co daje ci szczęście, i wiesz, jak stworzyć
dla siebie możliwie najlepsze życie. Ta wiedza jest w tobie zakodowana.
Jednak twoja natura nieustannie ściera się z siłą, która potrafi ją
zniszczyć: z kulturą.
Mówiąc o "kulturze", nie mam na myśli opery ani malarstwa
surrealistycznego. Mam na myśli dowolny zestaw norm społecznych, które
kształtują sposób myślenia i działania. Każda grupa ludzi -?pary i rodziny, więźniowie w celach, członkowie kółek zrzeszających pasjonatów
szycia i żołnierze w armii -?ma kulturowe zasady i oczekiwania, które
pomagają jej działać. Niektóre z nich są oczywiste, np. zasady ruchu
drogowego czy dresscode w pracy. Inne pozostają w domyśle, jak
założenie, że kiedy idziesz na kolację do restauracji, użyjesz sztućców
i nie włożysz twarzy prosto w talerz jak świnia szukająca trufli.
Ludzie tworzą wyrafinowane kultury, ponieważ jesteśmy istotami głęboko
społecznymi, zależnymi od dobrej woli innych już od chwili narodzin.
Mamy też niezwykłą zdolność absorbowania i powtarzania zachowań innych
ludzi. Od dzieciństwa, często nawet tego nie zauważając, uczymy się, jak
zdobywać uznanie i przynależeć do naszego kontekstu kulturowego.
Zachowujemy się radośnie, spokojnie albo odważnie, żeby sprawić
przyjemność naszym rodzinom. Natychmiast zaczyna nam się podobać to, co
podoba się naszym przyjaciołom. Rzucamy się w wir nauki, opieki nad
dziećmi, rodzinnych waśni -?czegokolwiek, co naszym zdaniem zapewni nam
miejsce w świecie.
W tym konformistycznym pędzie często ignorujemy lub lekceważymy nasze
prawdziwe uczucia -?nawet te intensywne, takie jak tęsknota czy
cierpienie -?po to, by zaspokoić wymagania naszej kultury. I zostajemy
oderwani od siebie samych. Nie jesteśmy integralnością (nie stanowimy
jedności), ale dwoistością (jesteśmy rozdwojeni). Albo też próbujemy
dopasować się do kilku różnych grup i żyjemy w wielości. Porzucamy naszą
prawdziwą naturę i stajemy się pionkami w kulturowych rozgrywkach:
uśmiechamy się uprzejmie, siedzimy czujnie, nosimy "idealne", niewygodne
ubrania. To dlatego żołnierz nie narzeka, wkraczając na linię ognia. To
dlatego całe społeczności uważały kiedyś, że warto od czasu do czasu
spalić jakąś czarownicę. To wręcz przerażające, w jakim stopniu ludzie
są gotowi sprzeniewierzyć się naturze, by służyć kulturze. Z perspektywy
tworzenia i utrzymywania przy życiu ludzkich grup ma to jednak sens.
Jest tylko jedna pułapka: natura nie poddaje się bez walki.
Jeśli zdarza ci się warknąć na kogoś, kogo bardzo kochasz, albo zasiąść
do służbowego projektu tylko po to, żeby zacząć szukać w internecie
domowego zestawu do tatuażu, prawdopodobnie jesteś osobą wewnętrznie
rozdartą. Starasz się zachowywać w sposób, który na najgłębszym poziomie
nie jest dla ciebie właściwy. Zawsze, kiedy to robimy, nasze życie
zaczyna się psuć. Stajemy się marudni, smutni albo zobojętniali. Nasz
układ odpornościowy i mięśnie słabną; często chorujemy, a nawet jeśli
tak się nie dzieje, zaczyna nam brakować energii. Tracimy zdolność
koncentracji i jasność myślenia. Tak właśnie się czujemy, kiedy brakuje
nam integralności.
Wszystkie te wewnętrzne reakcje mają wpływ na nasze zewnętrzne życie.
Nie możemy się skoncentrować, więc cierpi na tym nasza praca.
Podenerwowanie i przygnębienie są kiepskimi towarzyszami, więc nasze
relacje słabną. Utrata integralności wpływa negatywnie na wszystko w nas
i wokół nas. A ponieważ naszej prawdziwej naturze zależy na tym, by
odzyskać pełnię, sięga ona po narzędzie, które zawsze zwraca naszą
uwagę: cierpienie.
Osobiście nie przepadam za cierpieniem. Niszczy mnie. Jeśli wam sprawia
ono przyjemność, nie będę tego oceniać, ale chcę powiedzieć coś bardzo
ważnego: cierpienie to coś innego niż ból, przynajmniej w moim
rozumieniu. W pewnej klinice zobaczyłam kiedyś napis "Ból jest
nieunikniony. Cierpienie jest opcjonalne". Fizyczny ból jest spowodowany
przez pewne wydarzenia. Psychiczne cierpienie to wynik tego, jak sobie z nimi radzimy. Może wyraźnie przybrać na sile w sytuacjach, w których
bólu nie ma wcale. Nawet w wygodnym fotelu możesz cierpieć tak bardzo,
że wolałabyś się nigdy nie urodzić. Wiem o tym dobrze, bo spędziłam w tym stanie wiele lat. To skłoniło mnie do obsesyjnego poszukiwania
szczęścia, które trwało przez całe dekady.
Nie zostałam wychowana na walczącą nonkonformistkę. Wręcz przeciwnie.
Moja osobowość jest osobowością salonowego pieska domagającego się
pochwał. Kiedy między moją naturą a wymogami kultury dochodziło do
zgrzytów, zawsze odrzucałam siebie. I byłam w tym skuteczna! Chwalono
mnie na wiele sposobów! Z drugiej strony, ledwie tolerowałam takie
rzeczy jak, no wiecie, życie. Kiedy patrzę wstecz, jestem za to
wdzięczna. Wcześnie zaczęłam walczyć z cierpieniem wszelkimi dostępnymi
narzędziami.
Nieformalne poszukiwania poprowadziły mnie ku formalnej edukacji.
Spędziłam dekadę -?od siedemnastego do dwudziestego ósmego roku życia -
na zdobywaniu trzech dyplomów nauk społecznych na Harvardzie. Później
przez jakiś czas sama prowadziłam zajęcia z rozwoju zawodowego i socjologii. Miałam jednak ukryty cel: chciałam zrozumieć, w jaki sposób
moglibyśmy, ja i inni ludzie, stworzyć sobie życie, które naprawdę
dawałoby nam radość.
Praca na uczelni była dla mnie dobrym zajęciem -?naprawdę dobrym -?jeśli
nie liczyć tego, czego w niej nienawidziłam (konieczności orientowania
się w wydziałowej polityce i pisania artykułów tak nudnych, że cały
proces przypominał ścieranie mózgu na tarce). Wykładanie było dla mnie
znacznie mniej interesujące niż rozmowa ze studentami o ich życiu.
Wreszcie niektórzy ze studentów zaczęli mi za te rozmowy płacić. I co?
Zostałam life coachką, zanim jeszcze poznałam ten termin.
To tylko wzmocniło moje pragnienie znalezienia takich strategii
projektowania życia, które mogły naprawdę zadziałać. Dużo czytałam,
zaczęłam też pisać: pamiętniki, poradniki, tuziny artykułów. Zostałam
felietonistką "O, The Oprah Magazine". Często pojawiałam się w telewizji, gdzie dawałam widzom wskazówki, jak żyć szczęśliwiej. Chcąc
przetestować swoje metody, pracowałam jako coachka z najróżniejszymi
ludźmi: mieszkańcami wsi w RPA, wykształconymi nowojorczykami, byłymi
więźniami uzależnionymi od heroiny, bilionerami, celebrytami,
przypadkowymi obcymi osobami, które poznałam w kolejce do rejestracji
pojazdu. Wszystkie te doświadczenia, od najintymniejszych spotkań po
najstaranniejsze badania, doprowadziły mnie do prostej prawdy:
Lekarstwem na nieszczęście jest integralność. I kropka.
Ze wszystkich strategii i umiejętności, jakich się kiedykolwiek
nauczyłam, najskuteczniejsze są te, które pomagają ludziom dostrzec, w którym miejscu opuścili własne, głębokie poczucie sensu i podążyli za
innym zbiorem zasad. Odejście od integralności jest niemal zawsze
nieświadome. Znani mi ludzie, którzy go doświadczają, nie są źli;
większość z nich jest bardzo sympatyczna. Chcą trzymać się każdej
życiowej zasady, którą wpoiła im kultura. To wspaniały sposób na
prowadzenie życia, które wydaje się wspaniałe, a jest okropne.
Jest też jednak inny sposób, który wyzwala od cierpienia i otwiera takie
poziomy radości i celowości, które dotąd mogły ci się wydawać
niemożliwe. Nazywam go drogą integralności.
Ta książka ma cię prowadzić i towarzyszyć ci w tej drodze. Gdziekolwiek
teraz jesteś i jakkolwiek się czujesz, droga integralności zabierze cię
z tego punktu ku życiu pełnemu znaczenia, zachwytu i fascynacji.
Pomogłam tego doświadczyć tysiącom ludzi. Sama przeżyłam też cały ten
proces -?a uwierzcie, że nie byłam łatwym przypadkiem. Jednak po całym
tym nieszczęściu, droga integralności nawet mnie zabrała ku życiu, które
wydaje się absurdalnie szczęśliwe. Nie dlatego, że jestem wyjątkowa.
Dlatego, że znam drogę.
Słowo "droga" może oznaczać zarówno proces, jak i ścieżkę. W tej książce
oznacza jedno i drugie. Jeśli nie wiesz, co zrobić, droga integralności
dostarczy ci instrukcji, tak jak przepis. Jeśli nie wiesz, dokąd się
udać, droga integralności, tak jak mapa, pokaże ci kolejne kroki. Jeśli
podążysz za wskazówkami, będziesz szczęśliwy. Nie dlatego, że to ścieżka
cnoty, ale dlatego, że pomoże ci stanąć po stronie rzeczywistości, po
stronie prawdy. Twoje życie będzie działać jak dobrze skonstruowany
samolot. To nie nagroda za dobre zachowanie. To po prostu fizyka.
Jeśli więc naprawdę chcesz porzucić cierpienie, pogodzić się ze swoją
prawdziwą naturą i doświadczyć radości, na jaką zasługujesz, zaczynajmy.
Zastanawiasz się pewnie: jak właściwie wygląda droga integralności?
Powiem ci. Wygląda jak pełna przygód, średniowieczna włoska wyprawa!
Wiem, to brzmi dziwnie. Zaraz wszystko wyjaśnię.
W trakcie mojej kariery pisarki i coachki wielokrotnie, ochoczo i bez
skrupułów podbierałam pomysły z Boskiej Komedii, napisanej przez
Dantego Alighieri na początku XIV wieku. Nie zajmuję się Dantem naukowo.
Nigdy nie uczyłam się o nim, nie znam włoskiego i niewiele wiem o historii średniowiecza. Kiedy byłam młoda, przeczytałam Boską Komedię
tylko dlatego, że czytałam wtedy wszystko: szukałam wiedzy o tym, jak
się lepiej poczuć. I ją znalazłam.
Arcydzieło Dantego jest po prostu najpotężniejszym znanym mi zestawem
zasad, pozwalającym uleczyć rany emocjonalne, odzyskać integralność i zwiększać naszą zdolność doświadczania dobrego samopoczucia. Boska
Komedia ukazuje nam cały ten proces krok po kroku. Owszem, ujmuje go w opowieść o mężczyźnie przeżywającym mistyczną przygodę. Owszem,
mężczyzna ten operuje obrazami znanymi czternastowiecznemu
Europejczykowi. Jednak psychologiczne metafory eposu Dantego brzmią
prawdziwie także dzisiaj. Wciąż pokazują nam drogę. I dają przyjemność.
Nie sądźcie, że Dante jest jakimś pompatycznym nudziarzem. Nie jest.
Jest pisarzem, który staje naprzeciw czytelnika i zaprasza go w podróż
od nieszczęścia ku radości.
W dalszej części książki będę was więc prowadzić drogą integralności
zbudowaną według wzoru, który Dante przedstawił w Boskiej Komedii.
Możecie czytać ją spokojnie i powoli albo pędzić jak olimpijscy
sprinterzy -?decyzja należy do was. Tak czy inaczej przed wami cztery
etapy. Oto krótkie streszczenie tego, co was czeka.
Wasze poszukiwanie integralności rozpocznie się w "ciemnej dziczy",
miejscu, w którym czujemy się zagubieni, zmęczeni, niepewni i niespokojni. To metafora Dantego na niezgodność, w której żyje większość
z nas. W pewien sposób -?a może i w pełni -?czujemy, że nasze życie nie
jest takie, jakie być powinno. Nie wiemy, jak to się stało, że
zgubiliśmy drogę, ani jak ją na nowo odnaleźć. Nie martw się. Znajdziemy
ją.
Nasz kolejny etap to słynne dantejskie Piekło. Mijając je, znajdziemy te
punkty, w których kryje się cierpienie -?punkty uwięzione w waszym
wewnętrznym piekle -?i uwolnimy je. Dłutem, którego użyjesz do rozkucia
łańcuchów, będzie twoje poczucie prawdy. Zobaczysz, że psychologiczne
cierpienie zawsze rodzi się z wewnętrznego rozdarcia między tym, w co
wierzy twój umysł, a tym, co jest dla ciebie prawdziwe na najgłębszym
poziomie. Droga integralności pomoże ci naprawić to rozdarcie.
Doświadczysz pełni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ulga będzie
nagła i namacalna.
Kiedy rozpocznie się proces zdrowienia twojego życia wewnętrznego,
przejdziemy do Czyśćca. Lubię poddawać się "integralnemu oczyszczaniu",
podczas którego pozbywam się wszystkiego, co zbędne. Na tym etapie
poszukiwań zmienisz swoje zewnętrzne zachowanie, by pasowało ono do nowo
odnalezionej wewnętrznej prawdy. Im dalej w las, tym łatwiej.
Wreszcie, kiedy twoje życie wewnętrzne i zewnętrzne będą bliskie
całkowitej integralności, odnajdziesz się w metaforycznym raju. Nie ma
tu już pracy do wykonania, chyba że uznasz za pracę radość z życia, w którym wszystko -?psychika, kariera, życie miłosne -?działa bez zarzutu.
Ostrzegam: w tym momencie możesz zacząć doświadczać rzeczy tak
wspaniałych, że otoczenie będzie ci chciało wmówić, że są niemożliwe.
Nikt oczywiście nie nauczył cię dotąd, jak radzić sobie z takimi cudami.
Nie martw się. Nauczysz się szybko. Do tego zostaliśmy stworzeni.
Tak będzie wyglądać nasza podróż. Po drodze pojawią się nie tylko
metafory Dantego, lecz także współczesne dane naukowe (z zakresu
psychologii, socjologii, neurologii), które uczynią tę podróż bardziej
dostępną i potężniejszą. Opowiem prawdziwe historie moich klientów i przyjaciół, ludzi, których doświadczenia mogą zilustrować i wytłumaczyć
proces, któremu będziesz podlegać. Żeby pokazać, jak to wszystko wygląda
od wewnątrz, podam też przykłady z mojej własnej podróży ku
integralności. Od czasu do czasu zaproszę cię też do ćwiczeń, dzięki
którym podróż stanie się łatwiejsza i szybsza.
Dante w Boskiej Komedii wchodzi najpierw do wielkiego dołu (Piekło),
potem na górę (do Czyśćca). Staje się coraz silniejszy i na szczyt
wspina się z coraz mniejszym wysiłkiem. Potem, ku swojemu zdziwieniu,
wznosi się nadal. Leci. Oto, co się dzieje, kiedy luźne, niedopasowane
części ludzkiego życia osiągają integralność. Dante używa lotu jako
metafory życia bez granic, życia niebiańskiego.
Kiedy podróżuję samolotem, to niezależnie od problemów i opóźnień,
jestem oszołomiona w momencie odrywania się maszyny od ziemi. Nie mogę
uwierzyć, że tak wielka maszyna unosi się w powietrze i dalej
bezpiecznie leci, pokonując tysiące mil. Podobnie czuję się, kiedy widzę
ludzi osiągających integralność i zrywających się do lotu, odnajdujących
w życiu sens, miłość i sukces. Każdego dnia jestem zaskoczona, że i mnie
się to udało. Wszystko to wydaje się niezwykłym, nieprawdopodobnym
cudem.
Ale nim nie jest. To po prostu fizyka.
Jeśli więc jesteś gotowy -?a przynajmniej choć trochę zaciekawiony -
proszę, zapnij pasy i ułóż bezpiecznie pod siedzeniem swój bagaż
emocjonalny. Droga integralności zabierze cię na szczyty, o jakich dotąd
nawet ci się nie śniło. Możesz ruszać.
Rozdział 1. Zagubieni w lesie
1.
Zagubieni w lesie
Podobnie jak wiele innych wciągających
historii przygodowych, Boska Komedia zaczyna się w samym środku
wydarzeń. "W połowie wędrówki naszego życia -?mówi Dante -?znalazłem się
w ciemnej dziczy"1. Nie wspomina, jak się tam znalazł, co robił,
kiedy zgubił drogę ani jak daleko zaszedł. Wszystkie te informacje są
dość mętne. Jedyne, co Dante wie na pewno, to że jest zagubiony i samotny.
Prawie wszyscy na jakimś etapie naszego życia mierzymy się z faktem, że
obraliśmy niewłaściwą drogę. Po kilku latach spędzonych w jednej pracy,
związku czy określonej sytuacji życiowej zdajemy sobie nagle sprawę, że
wszystko jest... nie tak. Podobnie jak Dante nie jesteśmy pewni, co
właściwie nam się nie podoba ani jak tu trafiliśmy. Ale w chwili pustki,
kiedy udało nam się wreszcie wysłać dzieci do szkoły albo kiedy unosimy
wzrok znad biurka i dostrzegamy, że wszyscy nasi współpracownicy poszli
do domu, albo kiedy po raz kolejny strasznie pokłóciliśmy się z osobą,
którą mieliśmy kochać do końca życia, tępo wpatrujemy się w przestrzeń i myślimy: "Co ja w ogóle robię? Co to za miejsce? Skąd ja się tu wzięłam?
To nie tak miało być!".
Ludzie często tak właśnie się czują, kiedy przychodzą do mnie po raz
pierwszy. Wysłuchałam niezliczonych klientów na pierwszych sesjach
terapeutycznych, którzy byli tak zaskoczeni własnym brakiem satysfakcji,
że nie umieli znaleźć słów, by go opisać. Dukają: "Chciałbym znać swój
cel w życiu" albo "Ludzie mówią, żeby iść za głosem serca, ale moje nic
do mnie nie mówi", albo "Myślałem, że ciężka praca, by utrzymać rodzinę,
to właściwa droga, ale czuję się pusty". Niektórzy z tych ludzi są w klinicznej depresji albo chorują fizycznie. Większość z nich jest po
prostu zagubiona.
Najczęściej czujemy się tak dlatego, że robimy to, co rzekomo
powinniśmy. Nasza kultura uczy nas, jak powinien się zachowywać "dobry
człowiek" i tak się zachowujemy. I czekamy na obiecane nagrody:
szczęście, zdrowie, bogactwo, prawdziwą miłość, pewność siebie. Równanie
się jednak nie zgadza. Nawet kiedy zrobiliśmy już wszystko, co w naszej
mocy, żeby być "dobrymi", wciąż nie czujemy się dobrze. Zagubieni,
dochodzimy do wniosku, że nie robimy wszystkiego, co należy, albo że
robimy coś nie tak. Im ciężej pracujemy nad znalezieniem drogi do
dobrego samopoczucia, tym gorzej się czujemy.
Pracowałam z wieloma ludźmi, którzy weszli już tak głęboko w ciemną
dzicz, że nic innego nie pamiętali. Trafiali do mnie skrajnie
zdezorientowani. Jim, lekarz, zaczął odczuwać tak silną niechęć do
dotykania ludzi, że musiał zamknąć gabinet. Evelyn, redaktorka, choć
uwielbiała książki, w pracy stopniowo traciła zdolność czytania
najprostszych akapitów. Fran, oddana matka czwórki dzieci, zapominała o tylu spotkaniach i szkolnych imprezach, że cała jej rodzina zrobiła się
nerwowa i czujna jak spłoszone konie. Żadna z tych osób nie była chora
na umyśle; wszystkie były zagubione we mgle.
Rozpoznaję ten mrok. Dobrze go znam. Byłam w ciemnej dziczy tyle razy,
że mogłabym tam ustawić własną budkę z jedzeniem. Od dzieciństwa moją
najważniejszą życiową zasadą było: "Rób wszystko, by zyskać aprobatę".
Wychowana w pobożnej rodzinie mormońskiej, trzymałam się wszystkich
zasad narzuconych przez moją religię, a w szkole pilnie się uczyłam.
Potem poszłam na studia na Harvardzie, który był skrajnie odległy od
kultury, w której dorastałam. Pozwalając, by każdy, kogo spotkałam,
zakładał, że się z nim zgadzam, w domu uchodziłam za pobożną mormonkę, a w szkole -?za racjonalną ateistkę.
Strategia działała doskonale (wszędzie zyskiwałam aprobatę!), tyle
tylko, że po pewnym czasie nie mogłam się ruszać. Dosłownie. W starczym
wieku lat osiemnastu zaczęłam odczuwać straszliwy ból tkanek miękkich w całym ciele. Nie mogłam się skupić. Zaczęłam się obżerać. Czułam, że
tracę kontrolę, byłam załamana i miałam myśli samobójcze. Musiałam wziąć
rok wolnego na studiach, żeby zająć się moim podupadającym zdrowiem,
fizycznym i psychicznym. Promyczkiem słońca to wtedy nie byłam.
Kiedy teraz patrzę wstecz na to doświadczenie i przypominam sobie
historie wielu moich klientów, czuję ogromną wdzięczność za całą naszą
desperację i rozpacz. Te uczucia oznaczają, że nasze GPS-y doskonale
zadziałały, głośno mówiąc: "NIE W TĘ STRONĘ!". Mimo najlepszych intencji
zgubiliśmy drogę integralności. W rezultacie nasze ciała i serca
pogrążyły się w cierpieniu -?i zwróciły naszą uwagę na problem.
SYNDROM CIEMNEJ DZICZY
Prawdopodobnie i tobie zdarzało się zboczyć z twojej prawdziwej drogi. Z początku cierpienie mogło być tak nieznaczne, że ledwie dawało się
dostrzec. Nikt jednak nie może w nieskończoność oddalać się od
integralności, bo im bardziej się oddala, tym gorzej. Jeśli nie wrócimy
na właściwą drogę, grozi nam kilka charakterystycznych symptomów. Być
może już je znacie. Być może towarzyszą wam teraz.
Każdy zbiór tych symptomów nazywam "syndromem ciemnej dziczy". To nic
złego. To sposób, w jaki nasza intuicja motywuje nas do odzyskania
integralności. Prawda, która ma nas uwolnić. Co nie znaczy, że jest to
miłe doświadczenie. W dalszej części tego rozdziału opiszę objawy tego
syndromu. Podczas czytania zastanów się, czy ich doświadczasz.
Syndrom ciemnej dziczy #1:Poczucie bezsensu
Najczęstszym powodem, dla którego ludzie mnie zatrudniają, jest
pragnienie odnalezienia poczucia celu. Niewielu chce umrzeć tak
naprawdę, ale wielu mówi, że nie widzi w życiu sensu. Powtarzają
biblijny lament Koheleta: "Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją
pod słońcem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem" (BT, Koh
1,14). Innymi słowy: "Życie jest trudne. Wszyscy umrzemy. WTF?". Bez
autentycznego poczucia sensu trudno poczuć, że codzienny trud jest wart
zachodu.
We współczesnej kulturze zachodniej większość z nas wierzy, że
odnajdziemy poczucie celu, kiedy uda nam się coś osiągnąć. Ale co? To
zależy od tego, jak ludzie wokół nas definiują "wartość".
Moja praca polega na przyglądaniu się serii różnych rzeczy, które
poszczególne kultury uważają za wartościowe. Któregoś dnia prowadziłam
sesję z kobietą, która uważała, że poczucie celu oznacza wytaczanie
procesów ludziom i noszenie kilogramów diamentowej biżuterii, nawet
podczas wynoszenia śmieci. Moja kolejna klientka była równie mocno
przekonana, że sensowne życie oznacza mieszkanie w chacie bez
elektryczności i podcieranie się liśćmi. Niektórzy twierdzą, że sens
życia to własny gabinet. Inni starają się zostać gwiazdami filmowymi,
ratować lasy deszczowe albo robić wiralowe filmy ze swoimi chomikami.
Każda z tych ambicji może stanowić sens twojego życia. Kiedy tak będzie,
poczujesz głęboki wewnętrzny impuls, by pójść daną drogą. Kolejne kroki
staną się fascynujące i dadzą ci spełnienie, a w rezultacie wszystko ci
się uda. Jeśli jednak zdecydujesz się robić coś tylko dlatego, że
zdaniem innych właśnie to ma sens, przygotuj się na gęstą mgłę. Czekają
cię zaskakujące porażki. Nie dogadasz się z ludźmi. Nie będziesz mieć
dość energii, by wdrapać się po drabinie sukcesu -?ani by umyć włosy.
Być może myślisz sobie: "No tak, czuję się okropnie -?nigdy nie dostaję
tego, czego chcę".
Jeśli tak właśnie sądzisz, wiedz, że wielu ludzi osiąga szczyty
wyznaczane przez społeczeństwo i zaraz orientuje się, że -?jak to ujęła
pewna kobieta -?"Nic tam nie ma. Myślałam, że osiągnęłam w świecie
pozycję, która da mi radość, ale nic takiego się nie stało. Wszystko
wydawało mi się bezcelowe".
"Zdobyłem olimpijski złoty medal" -?powiedział mi jeden klient. "A kiedy
schodziłem z podium, nie opuszczała mnie jedna myśl: co ja teraz zrobię?
Była okropna, przerażająca jak śmierć. Nigdy wcześniej nie czułem się
tak fatalnie". Zapracowany pisarz powiedział mi: "Całe życie starałem
się napisać książkę, która znalazłaby się na pierwszym miejscu listy
bestsellerów "New York Timesa". Kiedy mi się wreszcie udało... cieszyłem
się przez jakieś dziesięć minut".
Nasze poczucie bezcelowości nie znika w obliczu zdefiniowanych kulturowo
osiągnięć. Pozostaje trwałą, prowokującą siłą, kąsającą muchą, która nie
przestaje bzyczeć nam przy uchu, póki nie zaczniemy podążać drogą, która
naprawdę może nam dać spełnienie -?innymi słowy, podążać drogą
integralności. A jeśli to kąsanie i poczucie bezsensu nie wystarczą,
żebyśmy otrząsnęli się z naszego snu, zrobi to nasza podświadomość.
Wezwie mentalne dzikie bestie, które nazywamy nastrojami.
Syndrom ciemnej dziczy #2:Męka emocjonalna
Jakby poczucie zagubienia nie wystarczało, Dantego atakują w ciemnej
dziczy drapieżne bestie. Pierwsza z nich to żarłoczny ryś, którego
apetytu nie da się zaspokoić. Potem lew, tak przerażający, że Dante
mówi: "aż wydawało się, że drży od niego powietrze". Potem widzi
wilczycę, której widok zasmuca go tak bardzo, że "płacze, wszystkimi
myślami boleje". Poczucie niedostatku, panika, depresja. Poznaj kilka
stanów emocjonalnych, które mogą cię zaskoczyć, kiedy będziesz błądzić w ciemnej dziczy.
Kiedy oddalam się od swojej integralności, potworne nastroje pojawiają
się niemal od razu. Oddalona o krok od mojej prawdy, staję się
uszczypliwa, nerwowa i ponura. Jeśli nie wracam na właściwą drogę, te
uczucia eskalują w zaborczość, przerażenie i rozpacz. Dzięki Bogu! Gdyby
nie te okrutne ataki, być może wciąż podążałabym za sprzecznymi
ideałami, które doprowadziły mnie do takiego nieszczęścia, kiedy miałam
osiemnaście lat.
Zawsze, kiedy stracisz integralność, otrzymasz osobisty zestaw złych
nastrojów, który jest zależny od twojej osobowości. Być może tak jak ja
skłaniasz się ku lękom i depresji. Albo czujesz wrogość i masz ochotę
uderzyć w twarz każdego współpracownika, członka twojej rodziny albo i każdego mieszkańca twojego miasta. Możesz mieć też pełnowymiarowe ataki
paniki, zwłaszcza podczas wyjątkowych okazji (randek w ciemno, rozpraw
sądowych), kiedy szczególnie chcesz emanować spokojem i pewnością
siebie.
Niezależnie od tego, jakie są twoje negatywne emocje, staraj się myśleć
o nich jak o dzikich bestiach Dantego, których zadaniem jest
uprzykrzanie ci życia, gdy zboczysz ze swojej prawdziwej drogi. Jeśli
uczucia te nie znikają nawet wtedy, gdy bierzesz leki i regularnie
spotykasz się z terapeutą, możesz mieć pewność, że brakuje ci
integralności. Im szybciej to dostrzeżesz, tym lepiej, ponieważ
pozostając w ciemnej dziczy, możesz prędzej czy później wyrządzić sobie
prawdziwą, fizyczną krzywdę.
Syndrom ciemnej dziczy #3:Pogarszające się zdrowie
Myślę, że chorowałam od osiemnastego do trzydziestego któregoś roku
życia, ponieważ ciało próbowało mi pomóc odnaleźć wyjście z ciemnej
dziczy. Kiedy wreszcie mi się to udało, symptomy ustąpiły. Nic innego
nie było w stanie mi pomóc.
Choroby oczywiście przydarzają się także ludziom doskonale
zintegrowanym. Nasze ciała psują się z wielu powodów. Jednak zauważyłam,
że osobie wewnętrznie rozdartej trudno jest na coś nie zachorować. Kiedy
klienci w takim stanie zjawiają się w moim gabinecie, zazwyczaj mają już
problemy zdrowotne -?od bólów głowy po nieuleczalne choroby. Bardzo
rzadko dostrzegają związek między swoim stanem fizycznym a brakiem
integralności. Większości z nich taka zależność wydawałaby się -?by użyć
pojęcia naukowego -?kompletnie odjechana.
A propos nauki: przeprowadzono poważne badania, które dowodzą obecności
najróżniejszych powiązań między życiem w harmonii a dobrym zdrowiem.
Istnieje cała dziedzina medycyny -?psychoneuroimmunologia -?która skupia
się na tym, w jaki sposób stres, w tym stres powodowany kłamstwem czy
utrzymywaniem sekretów, wywołuje choroby. Badania wiążą zdradę i utrzymywanie sekretów z szybszym biciem serca i wyższym ciśnieniem krwi,
wyższym poziomem hormonów stresu, złego cholesterolu i glukozy, a także
z ograniczoną odpowiedzią immunologiczną. Im bardziej znaczące jest
nasze oszukańcze zachowanie, tym bardziej odbija się ono na zdrowiu.
Badanie homoseksualistów będących nosicielami wirusa HIV wykazało na
przykład, że im bardziej mężczyźni ci ukrywali swoją orientację, tym
szybciej postępowała ich choroba. Istnieje zależność "dawka -?odpowiedź"
między poziomem utajenia a stanem odporności -?innymi słowy, im większa
tajemnica, tym wyższe prawdopodobieństwo choroby i śmierci. "Nie pytaj i nie mów" brzmi niewinnie, ale życie w milczącym oddaleniu od naszej
prawdziwej tożsamości może dosłownie przyspieszyć naszą śmierć.
Istnieje oczywiście wiele chorób, na które zapadają ludzie w pełni
zintegrowani. Wszyscy umierają i na świecie jest mnóstwo fizycznego
bólu, który nie ma nic wspólnego z utrzymywaniem sekretów, kłamstwem czy
zbaczaniem z drogi. A jednak za każdym razem, kiedy dokonujemy wyborów
albo utrzymujemy pozory, które oddalają nas od integralności, naprawdę
stajemy się bardziej narażeni na problemy zdrowotne, od bólu kręgosłupa
po zapalenie płuc. Jeśli cierpisz na niewyjaśnioną chorobę, czujesz się
słabo, często ulegasz wypadkom, być może ciało podpowiada ci, że jesteś
w ciemnej dziczy.
Moja choroba opierała się wszelkim medycznym interwencjom. Jednak kiedy
zaczęłam poszukiwać własnej prawdy i odzyskiwać integralność, wszystkie
pozornie nieuleczalne symptomy zniknęły. Coś podobnego przydarzyło się
wielu moim klientom. Kiedy osiągniesz integralność, podobnie może być z tobą.
Syndrom ciemnej dziczy #4: Ciągłe porażki w związku
To logiczne: kiedy nie idziesz właściwą drogą, nie znajdujesz właściwych
ludzi. Lądujesz w miejscach, które ci się nie podobają, uczysz się
umiejętności, które nie dają ci spełnienia, przyjmujesz wartości i zasady, które ci nie pasują. Ludzie, których spotykasz, albo szczerze te
rzeczy kochają, albo udają równie dobrze jak ty. Tak czy inaczej, wasze
relacje będą sztuczne. Twoja udawana osobowość będzie spotykać inne
(potencjalnie udawane) osobowości, tworząc udawane relacje. Nigdy nie
zapomnę pewnej pięknej i bogatej gwiazdy, która po kolejnej imprezie w blasku fleszy zdradziła mi: "Jestem wykończona własną hipokryzją".
Jeśli nieustannie odczuwasz samotność i bezwład, prawie na pewno brakuje
ci integralności. Sytuacja tylko się pogarsza, kiedy czujesz, że
znalazłeś się w pułapce z kimś, kogo nie znosisz. Kiedy ludzie spotykają
się, błądząc w ciemnej dziczy, relacje, które tworzą, są najczęściej
płytkie i/lub toksyczne. Te przyjaźnie, romanse, a nawet relacje
rodzinne są pełne niezrozumienia, emocjonalnych krzywd i wzajemnego
wykorzystywania. Po pewnym czasie ich chwiejne fundamenty rozpadają się,
pozostawiając jedynie gruz zranionych uczuć.
Jeśli w rodzinie, w przyjaźni czy w związkach miłosnych czujesz się
nieustannie wyczerpany i zdradzony, relacje, które tworzysz, zapewne
powstały w ciemnej dziczy. Nie można stworzyć szczęśliwego związku z kimś, kto jest tak samo zagubiony jak my. Droga do prawdziwej miłości -
do prawdziwego czegokolwiek -?to droga integralności. Nikt inny nie może
jej znaleźć za ciebie ani ci jej ofiarować. Niezależnie od okoliczności
ty możesz jednak ją znaleźć i nią podążyć.
Syndrom ciemnej dziczy #5: Ciągłe porażki w pracy
Twoje prawdziwe "ja" żywo się interesuje twoim prawdziwym życiowym
powołaniem -?ale wszystko inne guzik je obchodzi. Kiedy decydujesz się
na karierę, która oddala cię od twojego prawdziwego "ja", twój talent i entuzjazm szybko spadają do poziomu znudzonego stażysty. Każde zadanie
będzie niesmaczne jak zatrute jedzenie, i równie szkodliwe. W pracy
będziesz pewnie popełniać błędy i mieć niefortunne przerwy (w zasadzie
przerwy te są fortunne, bo wtedy twoje prawdziwe "ja" powstrzymuje cię
przed dalszą drogą w głąb ciemnej dziczy, ale trudno ci będzie to
dostrzec).
Pracowałam z dziesiątkami ludzi, którzy poszli na studia inżynierskie,
bo uwielbiali wymyślać nowe rzeczy, albo pracowali na uczelni, bo lubili
się uczyć, albo zostawali dziennikarzami, bo kochali pisać, a potem
awansowali, zostawali menadżerami czy kierownikami -?i nienawidzili
swojej pracy. W tym momencie, kiedy rezygnowali z integralności, by
robić coś, czego tak naprawdę robić nie chcieli, spektakularnie
wybuchali.
Pewien znakomity pisarz -?nazwijmy go Edgar -?wspiął się po drabinie
kariery na stanowisko naczelnego znanego czasopisma. Zaczął wtedy ostro
i otwarcie pić. Pewnego miłego poranka, kiedy odwiedziłam Edgara w jego
gabinecie, zaskoczył mnie, popijając wino ze skrzynki, którą
zainstalował sobie na biurku. Po roku był już bez pracy.
Inna klientka, Chloe, uwielbiała swoją pracę w leśnictwie. Zajęła się
polityką, sądząc, że pomoże jej to chronić środowisko. Kiedy została
wybrana do lokalnej rady miasta, zaczęła przysypiać na zebraniach. Na
wszystkich zebraniach. Mimo że dużo odpoczywała, jej nowa praca stała
się źródłem zażenowania i wstydu. Ludzie zaczęli o niej plotkować. Nie
ubiegała się o reelekcję.
Nasza kultura definiuje "sukces" jako wspinanie się po administracyjnych
szczeblach, moi klienci nie rozumieli więc, jak z osób
wysokofunkcjonujących zmienili się we wraki. Z mojej perspektywy te
"niewytłumaczalne" porażki miały oczywisty sens: Edgar kochał
literaturę, nie kierowanie redakcją. Chloe uwielbiała być sama w lesie,
a nie siedzieć przy biurku z innymi ludźmi. Oboje doznali rozdarcia,
aspirując do rzeczy, których na pewnym poziomie nienawidzili.
Istnieje nieskończona liczba sposobów na zarabianie pieniędzy. Na pewnym
poziomie -?na głębokim, intuicyjnym poziomie -?wiesz, który z nich
będzie dla ciebie właściwy. Poczujesz od razu, kiedy twoja praca wymusi
na tobie odsunięcie na bok twoich prawdziwych pragnień. Twoja świadomość
właściwej drogi kariery może być ukryta głęboko pod wieloma warstwami
kulturowych przekonań. Ale wciąż tam jest, jak kwiat, który próbuje
zakwitnąć w toksycznym błocie. Jeśli wciąż będziesz się opierać swoim
szczerym impulsom, powoli zdasz sobie sprawę, że to, co robisz, by
zdobyć pieniądze na utrzymanie, zamienia cię w żywego trupa.
Syndrom ciemnej dziczy #6:Złe nawyki, których nie umiesz się pozbyć
Jak widzisz, ciemna dzicz jest -?jak to się mówi -?do dupy. Nic więc
dziwnego, że kiedy tam jesteśmy, często chwytamy się czegoś, by ukoić
ból. Jestem wielką zwolenniczką poprawiania jakości życia przy pomocy
medycyny i będę ci kibicować, jeśli zaczniesz brać pomocne leki pod
nadzorem lekarza. Jednak wielu z nas, mieszkańców ciemnej dziczy, idzie
o krok (albo o milę) za daleko. Ciągle poszukujemy trochę więcej
"czegoś", co mogłoby zmienić nasz nastrój. Czegokolwiek. Więcej piwa,
nikotyny, kokainy, wszystkich tych używek naraz.
Chemiczny szum może nas bardzo, bardzo, bardzo oddalić od naszych
prawdziwych dróg. Pracowałam z ludźmi, którzy otępiali swoje zmysły,
wędrując po ciemnej dziczy, w tym mężczyznę, który codziennie połykał
ponad dwieście tabletek przeciwbólowych. Powiedział mi, że to "w zasadzie wystarczy".
Kiedy na najgłębszym poziomie czujemy się zagubieni i towarzyszą nam
poczucie bezsensu, zły nastrój i niewłaściwe zadania, łatwo uzależnić
się od czegokolwiek, co stymuluje nasz układ nagrody. Oprócz
dynamicznego duetu złożonego z alkoholu i narkotyków do najczęstszych
nałogów należą hazard, seks, intensywne miłosne przeżycia, zakupy,
objadanie się czy całodobowe przesiadywanie w sieci bez przerw na sen,
jedzenie, a nawet wizytę w toalecie. Ja osobiście spędzałam wiele godzin
na rozwiązywaniu problemów, które istniały jedynie jako kolorowe piksele
na moim telefonie (na swoje usprawiedliwienie powiem, że wszystkie te
słodycze w Candy Crush same się nie ułożą).
Jeśli nie jesteś w stanie powstrzymać się przed robieniem czegoś,
wydajesz na to pieniądze przeznaczone na czynsz, ukrywasz się przed
innymi i czujesz, jak powoli ogarnia cię obsesja, pierwszym ważnym
krokiem ku integralności może być przyznanie, że jesteś nałogowcem. Z tego punktu możesz rozpocząć odzyskiwanie swojej integralności, nie
tylko poprzez stosowanie metod z tej książki, lecz także poprzez udział
w terapii uzależnień. Jeśli nie opuścisz ciemnej dziczy, nie pozbędziesz
się złych nawyków, niezależnie od wszystkiego. Koniec końców to one mogą
pozbyć się ciebie.
Powyższe problemy to niejedyne symptomy utraty integralności, ale z tego, co zauważyłam -?najpowszechniejsze. Pokazują, co wypieramy, w jaki
sposób oddalamy się od naszych prawdziwych percepcji, pragnień i instynktownej mądrości. Oto krótki test, który pozwoli ci zobaczyć, czy
pogubiłeś się trochę (albo bardzo) w ciemnej dziczy.
ĆWICZENIE:
Diagnoza syndromu ciemnej dziczy
Odpowiedz na poniższe pytania tak szczerze, jak potrafisz. Jeśli
zauważysz, że oszukujesz, by udawać, że masz wszystko pod kontrolą,
zastanów się nad tym. Oznacza to, że 1) brakuje ci integralności, a co
więcej, 2) nie potrafisz się do tego przyznać, nawet w quizie, którego
wyników nikt nie musi oglądać. Weź głęboki oddech i powiedz prawdę.
Dokonując tej oceny, zauważ, że słowa PRAWDA i FAŁSZ nie zawsze
występują w tej samej kolumnie. Upewnij się, że w każdym wersie
zaznaczasz prawdziwe twierdzenie.
Zaznacz słowo PRAWDA lub FAŁSZ, żeby właściwie ocenić twoją reakcję na każde stwierdzenie.Kolumna 1Kolumna 21. Generalnie uważam ludzi za dobrych i godnych miłości.PRAWDAFAŁSZ2. Czasem mam poczucie, że to, co robię, jest bez znaczenia.FAŁSZPRAWDA3. Uwielbiam towarzystwo moich przyjaciół i bliskich.PRAWDAFAŁSZ4. Moja praca (także domowa) jest dla mnie ciężarem.FAŁSZPRAWDA5. Czuję się spełniona i mam poczucie celu każdego dnia.PRAWDAFAŁSZ6. Trudno mi utrzymać szczęśliwe związki.FAŁSZPRAWDA7. Często choruję (przeziębiam się), nawet kiedy ludzie wokół mnie nie są chorzy.FAŁSZPRAWDA8. Cały czas towarzyszy mi poczucie zadowolenia.PRAWDAFAŁSZ9. Robię zawodowo coś, co kocham.PRAWDAFAŁSZ10. Wydaje mi się, że nikt mnie nie dostrzega i nie rozumie.FAŁSZPRAWDA11. Uważam, że moja obecność zmienia świat na lepsze.PRAWDAFAŁSZ12. Moje związki są często pełne nieufności i gniewu.FAŁSZPRAWDA13. Nie potrzebuję żadnej zmieniającej nastrój substancji ani ekscytującej aktywności, żeby czuć się świetnie.PRAWDAFAŁSZ14. Inni ludzie osiągają wspaniałe rzeczy, a ja im nie dorównuję.FAŁSZPRAWDA15. Mam "przyjaciół", za których towarzystwem nie przepadam.FAŁSZPRAWDA16. Śpię głęboko i spokojnie niemal każdej nocy.PRAWDAFAŁSZ17. Moi bliscy prawie zawsze mnie rozumieją.PRAWDAFAŁSZ18. Chociaż czasem dzieją się przerażające rzeczy, zazwyczaj czuję się bezpiecznie.PRAWDAFAŁSZ19. Ból i zmęczenie ograniczają moją aktywność.FAŁSZPRAWDA20. Często złoszczę się na ludzi wokół mnie.FAŁSZPRAWDA21. >Uwielbiam moją pracę i nie mogę się doczekać, żeby się w niej znaleźć.PRAWDAFAŁSZ22. Często tak bardzo się martwię, że kiepsko śpię.FAŁSZPRAWDA23. Moje życie jest pełne miłości i ciepła.PRAWDAFAŁSZ24. Nie mam poczucia, że moja praca daje światu coś ważnego.FAŁSZPRAWDA25. Nawet kiedy ludzie wokół mnie chorują, ja prawie zawsze jestem zdrowy.PRAWDAFAŁSZ26. W głębi serca czuję często smutek i rozpacz.FAŁSZPRAWDA27. Uważam, że ludzie są generalnie dobrzy.PRAWDAFAŁSZ28. Złoszczę się nawet wtedy, gdy jestem sam.FAŁSZPRAWDA
Wyniki
Zlicz słowa, które zaznaczyłeś w kolumnie 1 (po lewej stronie).
Tu zapisz wynik: _______
Jeśli liczba ta waha się między:
22 -?28:
Żyjesz na niezwykle wysokim poziomie integralności. Być może kiedyś
znalazłeś się w ciemnej dziczy, ale teraz umiesz się z niej wydostać. Ta
książka może ci o tym przypominać.
15 -?21:
Twoje życie jest szczęśliwsze niż większości ludzi, ale być może
istnieją jeden czy dwa obszary, w których wciąż jesteś oddzielony od
twojego prawdziwego "ja". Droga integralności pomoże ci to naprawić.
8 -?14:
Z pewnością spędzasz trochę czasu w ciemnej dziczy. Pamiętaj, że to nie
twoja wina. A jednak tylko odzyskanie integralności sprawi, że twoje
problemy nie zaczną narastać.
0 -?7:
Poczucie zagubienia i niepewności może ci się wydawać normalne, ponieważ
spędzasz w ciemnej dziczy dużo czasu. Ta książka może ci pomóc osiągnąć
spokój i radość, jakich nie czułeś od dawna -?a może nigdy. Jeśli szybko
nie ruszysz ku integralności, sytuacja tylko się pogorszy.
CO ZROBIĆ, KIEDY ZDAJESZ SOBIE SPRAWĘ, ŻE CIERPISZ NA SYNDROM CIEMNEJ DZICZY
Nie panikuj, jeśli twój wynik jest niższy niż oczekiwany. Nie jesteś
złym człowiekiem i nic złego nie zrobiłeś. Jesteś po prostu zagubiony. Z definicji oznacza to, że nie wiesz, co dalej robić ani dokąd pójść. Na
szczęście mogę ci pokazać kolejny krok, który rozpocznie twoją drogę do
integralności. Nigdy nie zawiódł mnie ani żadnego z moich klientów. Jest
prosty: powiedz prawdę o swoim zagubieniu.
Odkryłam to w wieku osiemnastu lat, obolała i w depresji, nieświadomie
uwięziona między dwiema niekompatybilnymi kulturami. Mijały miesiące, a ja szukałam korzeni swojego nieszczęścia, aż dokonałam fundamentalnego
odkrycia, które nie miało nic wspólnego z chorobą ani depresją: nie
wiedziałam, co jest prawdą. Chociaż na pozór moje odkrycie było skromne,
okazało się mieć niespodziewanie uzdrawiającą moc. Później, już jako
coachka, patrzyłam na setki innych pozbawionych celu, niespokojnych,
wściekłych, zrozpaczonych, chorych, samotnych czy uzależnionych ludzi,
którzy całkowicie roztapiali się w zdaniu "Jestem kompletnie pogubiony",
jakby to były objęcia kochających rodziców.
Na poziomie ego, które chce zawsze mieć wszystko pod kontrolą, nie ma to
sensu. Jednak prawdziwe "ja" uspokaja się, kiedy przestajemy lunatykować
i szczerze oceniamy naszą sytuację -?nawet jeśli, tak jak Dante, budzimy
się w przerażającym miejscu. Nasze "ja" rezonują z najprostszymi
prawdami: "Nie podoba mi się to miejsce", "Nie wiem, jak się tu
znalazłam", "Boję się".
ĆWICZENIE:
Jak odnaleźć integralność w ciemnej dziczy
Oto proste ćwiczenie, które ustawi cię na drodze integralności,
niezależnie od tego, jak bardzo czujesz się zagubiony. Poniżej
znajdziesz listę prostych stwierdzeń. Twoim zadaniem jest wypowiedzieć
je głośno. Wyszepcz je do siebie, wypowiedz do przyjaciela, wykrzycz do
kolejnego telemarketera, który przerwie ci pracę. I choć przez chwilę,
wypowiadając to zdanie, przyjmij, że może być prawdą.
A teraz najważniejsze: wypowiadając każde zdanie, poczuj, co dzieje się
w twoim wnętrzu. Twoja duma może być urażona, twój wewnętrzny krytyk być
może zjeży się jak przestraszony kot. Ale czy mimo pozornie negatywnego
brzmienia każde twierdzenie nie sprawia, że się rozluźniasz? Czy twój
oddech nie staje się głębszy? Czy czujesz, jak bitwa w twoich trzewiach,
sercu i głowie się uspokaja? Zauważ to. Nie przejmuj się tym, co będzie
dalej.
Moje życie nie jest doskonałe.
Nie podoba mi się to, co się dzieje.
Nie czuję się dobrze.
Czuję smutek.
Czuję złość.
Czuję lęk.
Nie ma we mnie spokoju.
Nie umiem znaleźć swoich ludzi.
Nie wiem, dokąd pójść.
Nie wiem, co robić.
Potrzebuję pomocy.
Jeśli podczas lektury jednego lub kilku spośród tych stwierdzeń
poczułeś, że coś w twoim ciele i emocjach się uspokaja, nie ignoruj tego
uczucia. Lekkie rozluźnienie jest instynktowną reakcją, gdy słyszymy -?a co ważniejsze, gdy wypowiadamy -?prawdę. Jeśli je czujesz, możesz być z siebie dumny. Nie jest doskonale, ale masz świadomość tego faktu, a to
jest najważniejsze. Łączysz na nowo te części siebie, które zostały
rozerwane. Brawo. Masz za sobą pierwszy krok do integralności.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki