INSYGNIA - M. Mi

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (24,23 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Lata temu I

- Wyciągnij to ze mnie, zanim zniszczy moją duszę i wszystko wokół!

Chłopiec stał nad tarzającym się na ziemi mężczyzną i mrugał gwałtownie, próbując powstrzymać łzy cisnące się do oczu. Zamaszyście pokręcił głową i odsunął się, gdy w jego stronę wystrzeliła ręka poległego.

­­­ - To je powstrzyma...

Oddech mężczyzny stał się urywany a słowa przeszywane jękami bólu.

- Ale tato - szepnął. - Nie mogę cię zabić!

- To jedyne wyjście...

Wyciągnął rękę, tym razem łapiąc chłopca za kostkę. Pociągnął silnie, przewracając go na kolana tuż koło swego boku. Przerażone dziecko spojrzało w oczy ojca i nie zobaczyło w nich nic, prócz wijącej się ciemności. Rozprzestrzeniała się niczym wąż, aż z ust mężczyzny wyleciały ogromne obłoki czarnej pary. Chłopiec uchylił się, wystraszony. Chciał uciekać, ale serce trzymało go przy najbliższej osobie. Czuł się rozdarty i sparaliżowany. Obowiązek i posłuszeństwo ojcu nakazywało wykonać rozkaz równoznaczny ze śmiercią. Ciemność cofnęła się i ponownie ujrzał oczy mężczyzny.

- Nie wybaczę ci, jeśli pozwolisz... światu zginąć - sapnął.

- Nie mam tyle mocy. - Bronił się, zaciskając pięści z bezsilności, aż zbielały mu kłykcie.

- Masz... nie umiesz... używać... - zakaszlał impulsywnie, siłą powstrzymując pojawiającą się w oczach czerń - ćwiczyć... obiecaj... jesteś...

Z gardła mężczyzny dobiegł rozdzierający duszę wrzask. Chłopiec odskoczył, zasłaniając twarz przedramionami. Obok przefrunęło tysiące czarnych zjaw, powalając go na ziemię. Szum, jaki przy tym wywołały, rozsadzał uszy. Podczołgał się do ojca mówiącego coś niewyraźnie.

- Osłoń siebie... przed zaczęciem, m-m-mo-yjesz...

Głowa mężczyzny opadła bezwładnie na bok, a ciałem wstrząsały dreszcze. Dziecko załkało przeraźliwie, a łzy wreszcie spłynęły po policzkach szerokim strumieniem. Może przeżyjesz? To miał na myśli? Doskonale wiedział, że jego moc jest zbyt słaba na dokonanie uwolnienia. Pozostawały zaledwie dwie opcje: odejść, pozwalając światu pogrążyć się w chaosie, gdy miliardy cieni wypłyną z pozostawionego ciała albo spróbować w nadziei, że uda mu się uratować świat, przy okazji zachowując ojca przy życiu.

Skrzywił się. Żadna z opcji nie przypadła mu do gustu. Kiedy kolejne zjawy zaczęły wylatywać z otwartych ust mężczyzny, natychmiast przypadł do niego, postanawiając spełnić ostatnie życzenie.

Skrzyżował ręce na własnej piersi. Krótką i prostą inkantacją wyuczoną przez ojca posłał w siebie trochę ochronnej magii. Położył ręce na klatce taty ze świadomością, że nie ma dość mocy próbować z daleka i zaczął mamrotać zaklęcie. Zacinał się i gubił, nie pamiętał słów ani ich znaczenia a tym bardziej kolejności. To sztuka, której uczyło się latami. Długo należy to robić? Powinno dziać się coś pomiędzy. Najwyraźniej nie działało. Za to własne dłonie paliły go, jakby dotykał słońca. Otarł oczy z łez wierzchem dłoni i mamrotał dalej, nie ustając w wysiłkach. Za późno, by się wycofać, cokolwiek się stanie.

Nagły wybuch przeszył uszy, nim oczy zorientowały się, że ciało ojca zostało rozdarte na kawałki. Podmuch powietrza posłał chłopca wprost na najbliższe drzewo. Upadł z bolesnym jękiem, łapiąc zranioną głowę. Wszystko stracone. Moc odeszła, a on też się rozpadnie i zniknie. Dotrzymał obietnicy, uratował świat. Osunął się bezładnie wśród falującego od żaru powietrza.

Rozdział 1

Nigel Rasac osłabił swoją moc, orientując się, że chłopak stojący przed nim się męczy. W jego ruchach zaczynało brakować płynności, choć mimo widocznego wyczerpania wciąż zadawał ciosy z dużą siłą. Przyjrzał się dokładniej, doznając nagłego olśnienia. Chłopakiem władał urok sterowności.

Jakiś mag kierował nim z dużej odległości - potężny mag. Odebranie wolnej woli to nic prostego. Ani miłego. Skrzywił się na samą myśl o tym. Zajmowali się nimi magowie - czarodzieje szkoleni w wąskich dziedzinach sztuki, które doprowadzali do irytującej perfekcji. Nie sądził, że istniał czarodziej o tych zdolnościach. Większość zmarła, bo posiadali ją wiekowi magowie. Najwyraźniej jakiś uchował się przy życiu, pewnie nie na długo.

Czekał na wyczerpanie mocy - posługując się kimś innym miało się do rozdysponowania określoną ilość energii, nawet jeśli moc sterującego była dużo większa. Rozmyślał. Czarni zaatakowali granice Gildii Ruin niespodziewanie i w środku dnia. Po co? Jaki mieli w tym cel? Od tysięcy a może i milionów lat pragnęli panować nad Światami - Światem Magii i Światem Śmiertelników. Gildie i Stowarzyszenie Strażniczek pilnowały wspólnie, by do tego nie doszło.

Czarni posługiwali się czarną magią, od której zyskali niechlubną nazwę. Używali jej jako tej silniejszej, ale najwyraźniej robili to źle, skoro wciąż nie udało im się dojść do celu. Dlaczego atakowali dzisiaj? W dodatku wiedząc, że są skazani na porażkę? Gdzie jakiś cel?

Wrócił myślami do chwili obecnej. Przeciwnik stanął, a jego ręce dyndały niczym u bezwładnej marionetki. Nastąpiło wyczerpanie. Sterujący stracił możliwość przelania w niego swojej mocy na długie godziny. Dopóki to się nie stanie albo nie zostanie uwolniony, nie będzie w stanie zrobić nic, prócz mówienia. Przyjrzał się rywalowi. Nie mógł być starszy od niego, z tą różnicą, że wyglądał znacznie solidniej. Lepiej zbudowany, o ostrzejszych rysach twarzy i oczach w kolorze przezroczystego strumienia, zupełnie niepasujących do czarnych jak smoła włosów.

Nigel opuścił zasłonę, choć magia wciąż otaczała przeciwnika delikatną mgiełką. Nie atakował. Czarny spoglądał z autentycznym przerażeniem w oczach.

- Nie zabijaj - szepnął.

Rasac złapał twarz chłopaka palcami. Właśnie to powinien zrobić. Nie zważając na narastający opór, wytwarzany przez strach, potarł kciukiem o palec wskazujący tuż przed jego oczami, wpuszczając do umysłu czarnego odrobinę magii. Wróciła zapełniona wspomnieniami tamtego. Bezsprzecznie urodził się czarny i tak został wychowany - brutalnie i niegodziwie, by być właśnie taki. Wystarczyło. Zignorował całą resztę, wyrzucając niechciane informacje ze swojej głowy.

Odsunął się krok i zacisnął pięść, wzmacniając duszące opary wokół wroga. Chłopak padł na kolana, niezdolny ruszyć się z miejsca. Nigel zauważył, że nie spuszcza z niego wzroku. Zawahał się. Znał cel tej niemej prośby i jej przyczynę. Nie wierzył temu, co przemknęło we wspomnieniach podczas przeglądania. Znalazł w nich nutę nienawiści do systemu, w którym czarny został wychowany. Czy mógł temu ufać? Nie trzeba wytrawnego maga do wytworzenia takiej iluzji uczuć.

A jednak coś go powstrzymywało - ludzka intuicja. Magia nakazywała zabić. Zacisnął pięść mocniej i patrzył na chłopaka duszącego się niewidzialnym pyłem.

Gwałtownie rozluźnił pięść i opuścił rękę, zdając sobie sprawę, że pozwolił drugiej magii na odrobinę władzy. Cofnął się nieznacznie, otoczywszy siebie i czarnego kopułą chroniącą. Magia ostrzegawczo zaiskrzyła, wyczuwając zbliżające się osoby.

Spojrzał przez ramię, dostrzegając swoich przełożonych. Tylko ich tu brakowało. Syknął pod nosem, odwracając się ku chłopakowi. Może zdąży chociaż zacząć.

- Ou te fa?atagaina oe e alu saoloto ma faasaoloto oe mai le oona uliuli o lou agaga - szepnął.

Powtórzył to kilkukrotnie, za każdym razem wywołując grymas bólu na twarzy czarnego. To skomplikowana procedura wymagająca czasu. I bolesna. Skończy później, wstęp powinien wystarczyć na jakiś czas. Przynajmniej, dopóki nie zostaną sami.

Ledwo skończył mówić, kolorowa mgła otoczyła wroga, uwalniając od związku z jego Wyższymi. Ten popatrzył zaskoczony na Nigela. Nie zdawał sobie sprawy, że ktoś z łatwością umie to uczynić. Nikt już nim nie zawładnie, jeśli się nie zwiąże.

- Mauruuru mo te tohu i taku ora, ka tukuna atu e ahau ki a koe, ka oati ahau ki te mahi ki a koe - odpowiedział.

Nigel zerknął niepewnie. Czarni posługiwali się językiem Maori podczas inkantacji, on Samoańskim. Rozumiał oba, lecz Maori ranił jego uszy. Nie chciał brać go jako służącego, darował wolność, więc niech ją ma.

- Ou te talia le taulaga ma lafoai lo?u saolotoga.

Czarny wstał z kolan i skłonił się głęboko, niczym nieskrępowany.

- Zostanę, jeśli pozwolisz.

Nigel westchnął.

- A mogłem cię zabić - mruknął.

Teraz się go nie pozbędzie. Zamierzał powiedzieć, żeby spadał, gdy wiatr przyniósł powiew złowrogiej magii. Rozejrzał się. Na placu nie pozostał żaden wróg, zaklęcie przychodziło z daleka. Od razu rozpoznał rozkaz dla czarnego, nakazujący powrót. Magia próbowała złapać go i teleportować, lecz powiewy przelatywały przez ciało niczym zwykłe muśnięcia powietrza.

Nigel uśmiechnął się na tak demonstracyjny dowód siły jego mocy. Czarny natomiast stał przestraszony, jakby huragan miał go porwać, dopiero po chwili zrozumiawszy, że faktycznie został uwolniony.

- Nie zostawiaj mnie - poprosił Nigela. - Wiesz, że mnie zabiją, jedni albo drudzy.

Rasac bił się z własnymi myślami. To prawda. Jeśli go zostawi, nie zdoła wystarczająco szybko schować się, nim odnajdą go Wyżsi. Ciągle dokładał sobie kłopotów. Według prawa Gildii Ruin mógł wziąć pod opiekę wiele osób, dopóki za nich odpowiadał.

Odbywał się turniej, na którym przewodniczący Wyższych ścierał się z czarodziejem broniącym kogoś, kogo chciał zostawić pod opieką. Jeśli czarodziej wygrał, osoba zostawała w Ruinie, jeśli nie - znikała bezpowrotnie. Żadne prawo nie wspominało jednak o wzięciu pod skrzydła dotychczasowego wroga.

Magia ostrzegawczo piekła w umyśle, lecz intuicja wciąż podpowiadała zatroszczyć się o chłopaka. Skinął, podejmując decyzję i owionął czarnego niebieskim pyłem, całkowicie izolując od poszukującej czarnej magii. Ruszył w kierunku swoich Wyższych, a czarny podążył za nim.

- Jak masz na imię? - zapytał Nigel, nawet za siebie nie spoglądając.

- Ren.

- No dobrze, Ren... Utną mi za ciebie głowę, więc milcz, dopóki nie pozwolę ci się odezwać.

- Rozumiem. - Skłonił się do pleców Nigela, nie zwalniając kroku. Zrównali się z Wyższymi.

- Co to za jeden? - spytał przewodniczący.

- Jest mój.

- To czarny.

- Już nie.

Wyższy dmuchną na Rena, czekając, aż magia powróci z żądanymi informacjami.

- Ma wolną wolę, nie zezwalam.

- Prawo nic o tym nie mówi, nie zwiążę go, będę bronił.

Starszy czarodziej otworzył usta, chcąc zaprotestować. W tym samym momencie powietrze wokół zawirowało ostro i pojawił się Najwyższy. Czarodzieje zgięli się w pokłonach. Nigel pozostał niewzruszony, jedynie odsunął się nieznacznie, robiąc miejsce. Najwyższy zatrzymał wzrok na przewodniczącym.

- Nie będzie obrony - zwrócił się do niego, tym samym przyznając, że cały czas obserwował.

- Prawo tak stanowi, nie przyjmę czarnego pod dach bez odpowiednich procedur - mruknął przewodniczący.

- Absurd. Prawo stanowi też, że czarodziej do turnieju ma prawo stanąć wyposażony w pełnię swej mocy. W związku z tym należy zdjąć mu Bariery Mana. - Skinął w stronę Nigela. - Tak chcesz się z nim mierzyć?

Przewodniczący spuścił wzrok, choć miał ochotę zgromić nim Najwyższego za pilnowanie dokładnej znajomości prawa. Od lat absolutnie nie dopuszczał do siebie myśli o ściągnięciu chłopakowi opasek, nie mówiąc o pojedynkowaniu się z nim wtedy na moc.

- Nie - bąknął w odpowiedzi.

- Nie zezwalam więc na coś, co z góry skazane jest na porażkę.

Nigel uśmiechnął się pod nosem. Oto jawny dowód na to, że nawet Wyżsi się go boją, a ich trwogę śmiało brał za przyczynę tego, co z nim robili. Najwyższy zwrócił się ku niemu.

- Co ci podpowiadała magia?

- Zabroniła. - Uśmiech znikł z twarzy młodego czarodzieja, pojawiając się u przewodniczącego.

- Więc?

Nigel zamilkł, zaciskając usta w wąską kreskę. Nie zamierzał rezygnować. Przepłynął przez niego strach stojącego obok Rena.

- Więc zostanie, bo tak postanowiłem. Prawo na to zezwala, jeśli go obronię.

- Powiedziałem, że nie będzie obrony - przypomniał.

- W takim razie po prostu jest mój. - Spojrzał na maga z pytająco uniesionymi brwiami. Najwyższy uważnie zmierzył go wzrokiem.

- Odpowiadasz za każdy jego czyn. Bez względu na to, w jaki sposób go pozyskałeś, dalsze zasady się nie zmieniają - ostrzegł.

Najwyższego otoczyła biała mgła. Nachylił się do młodego czarodzieja, znikając. Wyłącznie Nigel usłyszał, co powiedział.

- Nie wyobrażaj sobie, że podoba mi się twoja bezczelność i brak ukłonów. Zapisuję minusy przy twoim nazwisku, Rasac. Za każdym razem. Kiedyś moja cierpliwość do ciebie się skończy i módl się, żebyś nie miał wtedy założonych barier.

Zniknął, nim chłopak zdążył zareagować. Nigel wymienił spojrzenia z Wyższymi, wzruszając ramionami. W tym przypadku brak ukłonów nie oznaczał braku szacunku i zdawało się, że Najwyższy o tym wie. Otoczył mgłą siebie i Rena, sprawnie przenosząc ich do ruiny.

Lata temu II

Chłopcu huczało w głowie, kiedy się ocknął. Podniósł się z trudem, rozglądając. Cisza i spokój. Zło nie nadeszło, a on żył. Wstał, zataczając się. Nieznośny pisk w uszach nie pozwalał skupić myśli. Co teraz zrobić? Jest dzieckiem. O tym ojciec już nie poinstruował. Wiedział, że kiedyś to z niego wyjdzie. Chyba nie spodziewał się, że tak szybko. Obaj byli nieprzygotowani.

Ruszył chwiejnie przez las, byle dalej od tego miejsca. Nie wróci do domu, nic tam nie czekało. Nie przetrwa sam w domku w środku puszczy. Zawroty głowy powodowały nieprzyjemne mdłości. Opadł na kolana, podnosząc się długie minuty później.

Myśli zbiegły w jeden cel: powinien dotrzeć do Świata Magii, ale nie miał pojęcia jakim sposobem. Zebrał po drodze parę dzikich owoców, napełniając dziwnie skręcający się żołądek. Szedł do zapadnięcia zmroku. W końcu zmęczony ułożył się przy rozłożystym drzewie i zasnął, targany niespokojnymi wizjami.

Obudziło go solidne szturchnięcie. Zerwał się na nogi, dojrzawszy przez sobą dwóch mężczyzn w szatach czarodziejów. Zanim zdążył uciec, jeden z nich złapał go za kaptur szarej peleryny podarowanej przez ojca całkiem niedawno. Skutecznie ogrzewała w chłodne dni i kamuflowała w gęstwienie leśnej.

- Jesteś sam?

Chłopiec popatrzył zdziwiony: usta poruszały się bez dźwięku. Dopiero po chwili zrozumiał - huk wczorajszej eksplozji ogłuszył. Kręcąc głową, wskazał na uszy. Czarodziej przytaknął ze zrozumieniem. Usiadł na ziemi, zachęcając do zajęcia miejsca obok siebie. Nieco oszołomiony chłopiec zrobił, o co został poproszony.

~ Słyszysz mnie?

- Tak - potwierdził, bo głos czarodzieja w jego głowie wybrzmiał głośno i wyraźnie; nie słyszał za to własnej mowy.

~ Odpowiadaj w myślach, przeczytam je. Jesteś sam?

~ Tak.

~ Gdzie rodzice?

~ Zjadły ich zjawy.

~ Jesteś głuchy?

~ Nie. Coś wybuchło, gdy zbierałem owoce.

~ Masz tu rodzinę?

~ Nie.

~ Pójdziesz z nami?

~ Po co?

~ Ochronimy cię.

Chłopiec przezornie mijał się z prawdą, zastanawiając się, ile czarodziej wie. Nawet on, choć jeszcze dziecko, umiał znaleźć nieskrywaną aurę mężczyzn. Nie potrafił określić jej wielkości, ale odczuwał, że nie są zwykłymi ludźmi. Zatem i oni wiedzą o jego mocy. Zaryzykuje.

~ Nie jestem zwykłym dzieckiem.

~ Czujemy.

~ Nie ufam Wam.

~ Nie każę ci tego robić. Ale nie masz wyjścia, jeśli chcesz przeżyć. Jeszcze tysiące zjaw krąży w tych lasach. Miną tygodnie, nim doświadczeni magowie je zabiją.

~ Zgoda. Kiedy to zrobią, wracam do domu.

Twarz czarodzieja pojaśniała. Wstał, podając rękę dziecku. Chłopiec podniósł się sam i spojrzał pytająco, czekając na kierunek, w jakim ma podążać. Poczłapał za mężczyznami, trzymając się nieco z tyłu. Jakoś nie przekonały go te uśmiechy.

Rozdział 3

Elias przyszedł pod salę sprawdzić, jak chłopaki sobie radzą. Nadszedł akurat, gdy falującym przejściem wstrząsnął rozbłysk tak potężny, aż zwątpił, czy aby starożytna magia to wytrzyma. Wibracje przeszły przez ciało od podłogi. Strach ścisnął za gardło. Wprawdzie nie zapytał kim jest znajomy Nigela i co zamierzają robić w izolatce. Powinien był.

Stał przed kurtyną magii, niepewny czy wejść do środka. Jeśli działo się coś poważnego, może wszystko zepsuć, powodując zakłócenia. A jeśli właśnie zobaczył koniec odprawianych tam sztuczek, powinien sprawdzić, czy wszystko w porządku. Sterczał kilka minut, aż zdecydował się wejść.

Był prawie po drugiej stronie, kiedy zasłona wypchnęła go z powrotem. Upadł, zaskoczony, podpierając się rękami. W takim razie tym bardziej nie zostawi ich samych. Usiadł pod ścianą naprzeciwko i czekał cierpliwie, wpatrując się palącym wzrokiem w falujące powietrze, mieniące się dynamicznymi barwami czerwieni.

Kolory z minuty na minutę traciły na intensywności, a on czekał, coraz bardziej zniecierpliwiony. Wreszcie uznał, że sala go wpuści i wszedł do środka raźnym krokiem. Rozejrzał się, natychmiast przypadając do Nigela. Potrząsnął nim bez skutku. Sprawdził oddech, identycznie postępując z jego kolegą. Nie wiedział, dlaczego obaj są nieprzytomni, ale martwił się.

Przeciągnął Rena, chcąc mieć ich obu w zasięgu ręki. Krążące po izolatce resztki zużytej energii uderzały w niego raz po raz niczym piłeczki do ping-ponga. Najwyraźniej Nigel wyzwolił naprawę silne uderzenie mocy albo kilkanaście mniejszych w krótkim czasie. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nie zrobił tego w sali chroniącej.

Wzrok mężczyzny padł na Bariery Mana na nadgarstkach Nigela, popularnie nazywanymi opaskami. Jedna z nich ledwo wisiała, rozerwana. Druga posypała się w drobny mak pod dotykiem Eliasa.

Ren usiadł gwałtownie. Mrowienie rozchodziło się po całym ciele. Obmacał ręce i tułów, sprawdzając, czy jest cały. Swoista lekkość jaką odczuwał, zwróciła uwagę. Spojrzał na strażnika.

- Już jestem wolny? Dlatego mi dziwnie?

- Nie mów, że dokonywał uwolnienia? - Elias chwycił się za głowę, bo czarny potwierdził. - Szaleniec - szepnął.

- Co mu? - Ren skinął na Nigela.

- Nie mam zielonego pojęcia, ja tu tylko sprzątam. - Mężczyzna rozłożył bezradnie ręce. Długie minuty później Nigel jęknął i otworzył oczy.

- Aaa - syknął - moja głowa. - Usiadł, obejmując kolana ramionami. - Gdzie to zasrane uleczanie?

Zauważył pękniętą opaskę i przyłożył do niej dłoń. Krótkim impulsem rozerwał ją całkiem. Spadła na podłogę z cichym brzękiem. Roztarł w palcach pył z tej drugiej. Sprawa rozwiązana. Pewność siebie trochę przerosła możliwości. Zeszło długo i ciężko, bo szarpał się jeszcze sam ze sobą.

Nie wziął pod uwagę narzuconych ograniczeń i po fakcie zdał sobie sprawę, jak lekkomyślnie postąpił. Gdyby bariery nie puściły, wszystko diabli by wzięli. Rena by rozerwało, a sam sobie mógł zrobić porządną krzywdę. Widowiskowy pokaz głupoty. Spojrzał na Rena. Na jego młodziutkiej twarzy malowało się zdziwienie pomieszane z odrobiną przerażenia. Po gwałtownym rytuale ciemne niczym noc włosy zwichrzyły się, tworząc coś na kształt gniazda. Nigel niemal parsknął śmiechem na ten widok. Powstrzymał się, spojrzawszy w szeroko otwarte oczy chłopaka i wąskie usta złożone w niemym pytaniu. Wyraźnie miał się dobrze, choć z zewnątrz nie potrafił stwierdzić, czy uwolnienie się udało.

- Wpuściłem w ciebie stabilizator, prawda? - Bardzo nie chciał zaraz oglądać, jak wolna wola robi z niego świra.

- Że co?

Nigel westchnął, pocierając palcami przed jego oczami. Drobinki magii wróciły z pełną pulą informacji. Nie tylko wyrównał stan i wyleczył powstałe rany, ale uwolnienie przebiegło w pełni prawidłowo. Odetchnął z ulgą. Dopiero teraz zwrócił uwagę na Eliasa wbijającego w niego wzrok ze zmarszczonymi brwiami.

- Procedura uwalniania wymaga poinformowania o tym osoby trzecie - rzekł sucho.

- Ci kretyni z chęcią pozwolą mi się zabić - mruknął, ubliżając elicie gildii. - Kogo interesuje, co ja robię?

- Mnie!

Nigel lekceważąco machnął ręką. Nic go nie obchodziło, prócz odczuwanej ulgi. Znajome mrowienie polepszyło samopoczucie, naprawiając powstałe uszkodzenia. Czuł powracającą moc. Uśmiechnął się sam do siebie.

- Nie widzę w tym niczego zabawnego - skomentował Elias.

Nigel odpowiedział szerszym uśmiechem. Mężczyzna długo nie przestanie się gniewać.

- Cieszę się, że jesteś przy mnie - odpowiedział po prostu.

Lata temu III

Chłopiec milczał przez całą drogę. Bez protestów zgodził się, by czarodzieje zaprowadzili do jaskini i teleportowali do innego świata - Świata Magii. Właśnie tam powinien się teraz znaleźć. Podążanie za mężczyznami to jedyne wyjście. Miną długie lata, nim zrozumie, co naprawdę się wydarzyło i co powinien zrobić. Do tego czasu będzie potrzebował ochrony i wsparcia.

Zaprowadzono go do ruin starego zamku, do gildii, i potraktowano jakby mieszkał tu od dawna. Jakiś czarodziej wyleczył jego uszy twierdząc, że nic się nie uszkodziło, więc ogłuszenie minęłoby samoistnie. Przydzielono mu pokój i kazano spać, a następnego dnia zjawić się w dużej sali, w której dziś został zapoznany z miejscem. Nie widząc innego wyjścia, tak też uczynił.

...

Biegiem zmierzał w stronę dużej sali zaraz po tym, jak czyjś głos brutalnie wdarł się do myśli, przeganiając resztki snu. Nie brzmiał przyjaźnie.

- Rasac - usłyszał za sobą głos wypowiadający jego nazwisko i zatrzymał się raptownie.

- Kim jesteś? - spytał równie cicho mężczyzny znienacka stojącego w korytarzu.

- Przyjacielem twojego rodu, paniczu Rasacu. Stało się coś złego, skoro tu trafiłeś. Dostaniesz teraz ochronę, ale pamiętaj, że to ostatnie miejsce, w którym powinieneś się znaleźć. Uważaj na niego. - Wskazał palcem przed siebie, jakby przenikając ściany i zniknął.

- Zaczekaj! - Chłopiec wyciągnął rękę, lecz mężczyzna rozpłynął się w powietrzu.

Kim był? Dlaczego ostrzegał i przed czym? Skąd znał to nazwisko? Serce biło mocno i szybko, gdy chwilę później przemierzał dalsze korytarze. Pchnął drzwi sali, wchodząc do środka.

- Usiądź. Wszystko ci wytłumaczę. - Jakiś czarodziej wskazał głęboki fotel, w którym niemal utonął, wykonując rozkaz. - Jak się nazywasz?

- Nigel. Nigel Rasac, proszę pana.

- No dobrze, Najdżelu...

- Nigel, tak normalnie - poprawił. Tak na niego mówiono bez względu na to, jak powinno czytać się to imię.

- Nie ważne. - Machnął ręką z rozpromienioną twarzą. - Mam na imię Secra. Jestem przewodniczącym Wyższych i będę twoim opiekunem. Teraz milcz i słuchaj, bo prawa są trudne i jest ich naprawdę wiele.

Lata temu IV

Nigel stał na podwyższeniu wraz z przewodniczącym i czekał, co nastąpi. Niewiele mu powiedziano. W Gildii Ruin mieszkał ponad rok, a wciąż nie połapał się w panujących zasadach. Ciągle robił coś źle.

Ubrał pełen strój czarodzieja: białe, luźne spodnie, gryzącą koszulkę w tym samym kolorze, do tego pelerynę z kapturem zapiętą pod szyją. Nie znosił tego stroju i unikał go jak ognia, narzucając jedynie pelerynę. Na ważne okazje zakładał cały, w przeciwnym razie dostawał szlaban i umierał z nudów w swoim pokoju.

Secra kazał mu chodzić do szkoły czarodziejów. To jedna z niewielu rzeczy, które szczerze uwielbiał. Cieszyło go panowanie nad własną mocą. Nauczyciele dawali sporo cennych wskazówek, natychmiast i sprawnie przez niego wykorzystywanych. Wyróżniał się na tle innych uczniów. Był lepszy, dysponował większą mocą i zdecydowanie szybciej uczył się sztuczek, których wcześniej nie potrafił.

Z tego względu od pół roku, oprócz do szkoły, chodził też na zajęcia do Secry. Opiekun przerabiał z nim materiały dla starszych czarodziejów. Niedawno zaproponował związek z gildią. Propozycji przedstawianych przez Secrę w gruncie rzeczy nie dało się odrzucić. Zwykle funkcjonowały niczym grzecznościowy rozkaz. Nie rozumiał wszystkiego, ale domyślał się, że to z uwagi na posiadany przez niego avanoa - potencjał, określający możliwy rozwój mocy.

Ćwiczył też sam, a dzięki temu potrafił dużo więcej, niż pokazywał. Nikomu się do tego nie przyznał i na razie nie zamierzał. Czasem w gildii działy się dziwne rzeczy. Kto wie, do czego przydadzą się własne tajemnice.

Patrzył teraz na przewodniczącego, z niecierpliwością czekając, co się będzie działo. Sala pozostawała pusta.

- Myślałem, że będzie więcej ludzi - odezwał się, oczekując widowni, skoro uroczystość należała do ważnych.

- Bądź cicho i pozwól mi się skupić. Daj ręce.

Chłopiec posłusznie wyciągnął dłonie wewnętrzną stroną do góry i pozwolił mężczyźnie zawiesić nad nimi swoje.

Odetchnął głęboko, czując pieczenie. Spojrzał na zamknięte oczy Secry. Może też powinien? Przymknął powieki, spoglądając na energię przy dłoniach jedynie przez małą szparkę. Ciepło rozeszło się wyżej po przedramionach, całym ciele aż dotarło do klatki i tam pozostało.

Trochę kłuło, trochę łaskotało. Starał się nie ruszać, powstrzymując miliony pytań kłębiących się w głowie. Opiekun nie należał do wyrozumiałych. Beształ z byle powodu i wciąż kazał uważać na to, w jaki sposób używa magii.

Do niewygodnych myśli dołączył głos mężczyzny bełkoczącego inkantacje, których znaczenia kompletnie nie rozumiał. Dopóki nie działa mu się krzywda, pozwalał przewodniczącemu wlewać w siebie magię.

Niby czemu nie? Ledwo skończył dziewięć lat. Nie wiedział o tym i o innych światach zupełnie niczego. Potrzebował osoby, która przez następne lata będzie mówiła mu, co powinien robić.

Oczekiwał, że z czasem sprawy zaczną się wyjaśniać, tymczasem ostanie miesiące niczego nie zmieniły. Przeciwnie - chaos w głowie zwiększył się do rozmiarów na tyle dużych, że przeszkadzał w nauce. Głównie z tego powodu w kółko otrzymywał reprymendy od Secry. A ten nigdy nie zapytał, czy wszystko w porządku. Z niewyjaśnionych źródeł znał jego pochodzenie i domyślił się, że zjawy wypłynęły z ciała ojca. Widząc łzy na wspomnienia, szorstko nakazywał się nie mazać.

- Ała! - wrzasnął, doznając niepohamowanego bólu, w który przerodziło się przyjemne dotąd ciepło.

Zabrał ręce w odruchu obronnym, patrząc na zadowolonego mężczyznę. Wcale nie podobała mu się jego mina, choć nie potrafił powiedzieć, dlaczego.

- I co, strasznie?

- Nie - burknął w odpowiedzi, pocierając nagle zziębnięte dłonie. - Bardzo mi zimno.

- Nie przejmuj się, to normalne. Przejdzie. Jutro widzimy się na naukach. Możesz odejść.

- Ale ja chcę wiedzieć, co się właściwie stało?

- Później. - Machnął ręką, odprawiając chłopca.

Nigel odwrócił się, wzdychając cicho. Dorastał, próbował zrozumieć, a tajemnice i brak wyjaśnień mocno w tym przeszkadzały. Wyszedł, wciąż pocierając ręce.

Przeszedł spacerkiem setki metrów korytarzy. Secra nie pozwalał używać teleportacji w ścianach gildii. Nie pozwalał na wiele rzeczy, a Nigel często te zakazy ignorował. Mieszkał tutaj, bo był dzieckiem i pójście gdziekolwiek indziej wydawało się niedorzeczne. Za parę lat pomyśli nad znalezieniem innego domu.

Rozglądał się wokół, co rusz wzdychając ciężko. Wystarczył miesiąc na poznanie najważniejszych ścieżek. Można się tu zgubić. W wolnych chwilach zwiedzał zakamarki, często te zakazane i zapamiętywał rozkład korytarzy.

- Dałeś się zapieczętować. Związał cię z gildią na długie lata, jeśli nie na zawsze - warknął ktoś za jego plecami.

- Zawsze pojawiasz się za mną i marudzisz. Powiesz wreszcie kim jesteś i dlaczego wszystko, co robię, uważasz za złe? - Odwrócił się do mężczyzny, nazywanego Eliasem.

- Jestem strażnikiem tej gildii, chyba nauczyli cię tego w szkole. I twoim, ale nie czas teraz na to. Źle zrobiłeś. Ile razy powtórzę, że Secra nie jest twoim przyjacielem, żebyś to zrozumiał?

- Twoje tajemnice nie przekonują mnie do odwrotnego zdania. - Założył ręce na klatce, zaciskając usta w wąską kreskę.

- Zaufaj mi wreszcie - poprosił mężczyzna.

- Bo? Wiem o tobie tyle, co o reszcie pałętających się tu osób. Znam twoje imię i pełnioną funkcję. Nic więcej. Jestem dzieckiem, chcę wytłumaczenia! - krzyknął, przytupując gniewnie.

- Przykro mi, ale zrobię to dopiero, kiedy dorośniesz. Pilnuj, by twój opiekun nie robił sobie z tobą, co chce. To jedyne, co ci poradzę.

- Oboje jesteście tacy sami - podsumował ze łzami w oczach i odszedł, mijając strażnika.

Rozdział 4

Nigel siedział na schodach prowadzących do lochów gildii. Lekki chłód nie przeszkadzał w rozmyślaniach. Jeśli zechce, ogrzeje się własną magią. Ostatnimi czasy powróciło do niego wiele wspomnień z dzieciństwa - tego wczesnego spędzonego z ojcem, ale też z czasów, gdy przebywał już tutaj.

Pamiętał, gdzie mieszkał z tatą w lesie. Ojciec uczył używania magii i wciąż powtarzał, że jest wyjątkowy, bo ma dwie moce. Zabierał do Świata Magii raz w miesiącu, pokazać, jak wygląda i jak działa. Kazał przyjść do niego, gdy wydarzy się coś niespodziewanego. Mieszkali w Świecie Śmiertelników w neutralnej strefie w środku dzikiego lasu, bywali na terenie czarodziejów i w tamtejszej gildii dostał zakazał wychodzenia za otaczający mur - do miasta. Śmiertelnicy z miasta ponoć umieli zabijać czarodziejów, choć nie wyobrażał sobie, w jaki sposób.

Tajemnice wisiały nad nim niczym topór, a najgorsze, że przez lata nie udało się wyjaśnić ani jednej. Grzęzł w Gildii Ruin, z miesiąca na miesiąc przekonując się, jak bardzo nie znosi tego miejsca i ludzi. Nienawidzili go, a on nie wiedział, dlaczego. Wykorzystywali jego moc, nie dając w zamian nic, prócz dachu nad głową. Traktowali źle, ukrywali siłę jego energii i kazali milczeć. Wystarczało, gdy potrzebował schronienia jako mały dzieciak. Dorósł. Przestało mu się podobać.

Myśli zaprzątały sprawy, o których zapomniał dawno temu. Co tu właściwie robi, komu ufać? Do tej pory żył tutaj z dnia na dzień, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co robi na tym świecie. Dwa tygodnie temu dostał kolejną strażniczkę - nową. Poprzednia zginęła w walce sprzed miesiąca. Czarni zaczynali szaleć i całe zastępy czarodziejów zastanawiały się, dlaczego atakują gildię.

Nikt nie wiedział, a jego to nie obchodziło. Aż do dzisiaj. Tknęły złe przeczucia. Działo się coś, w czym powinien bardziej się orientować. Najwyższy czas zdobyć jakieś informacje. Pamiętał, że przez lata strażnik gildii, Elias, wciąż dawał jakieś rady, których nie potrafił ani zrozumieć, ani wcielić w życie. Kim był i co chciał powiedzieć?

Nie opuszczało wrażenie, że mężczyzna zawsze stoi gdzieś w pobliżu i pojawia się, jeśli zrobi coś niewłaściwie. Dawno odkrył, jak mają się sprawy z przełożonym i opiekunem, Secrą, i zaczął ufać Eliasowi. Nawet go lubił. Nie zmieniało to faktu, że stało się to zbyt późno, by żyć własnym życiem.

W gildii zaczynało mu się nudzić. I to śmiertelnie. Nie odejdzie jednak od niej daleko, bo stawało się to bolesne. Nosił w sobie jej pieczęć, choć nabywał umiejętność ignorowania i zmniejszania palącego bólu w klatce, kiedy wędrował znacznie dalej niż pieczęć pozwalała. Secra związał go z nią wiele lat temu, a konsekwencje odczuwał do dziś. Mężczyzna za każdym razem czuł, że oddala się od gildii w zakazane rejony i próbował zawrócić go do domu.

Gdyby wyłącznie Secra stwarzał problem, Nigel nie miałby kłopotu. Potrafił odrzucić magię Secry. Przewodniczący nigdy nie był przychylny; właściwie to powinien zabić go za dziecka, gdy jego noga stanęła za tym progiem. Nie zrobił tego, więc czego oczekiwał? Chciał drugiej magii, to pewne.

Moc Secry nie stanowiła zagrożenia. Jeśli zechce, zabije swojego opiekuna pod warunkiem, że uzna to za właściwe rozwiązanie. Kłopotem stała się sama pieczęć, której nie ściągnie, nawet uruchamiając duże zasoby energii. Taki mały mankament nakładania związków.

Pieczęci nie rozbije sam, a żaden z licznych czarodziejów w tym nie pomoże. Unikali go niczym ognia, a on nie miał najmniejszych wątpliwości, co do wykonywania przez nich rozkazu zakazującego zbliżania się do niego w sposób wyrażający przyjacielskie więzi. Secra odcinał go od innych skutecznie i bez wysiłku. Nikt nie zamierzał podpadać przewodniczącemu, toteż elegancko wypełniali to niezbyt trudne polecenie.

Pieczęć sprawiała, że własna magia zmuszała do powrotu tutaj. Czasem bardzo boleśnie, na siłę teleportując do wnętrza gildii. To jedyne chwile, kiedy nie panował nad energią. A sporo jej do opanowania - zwykłą moc, którą posługiwał się w pełni i drugą. Tą, której wszyscy się bali, tą, której ćwiczeń zakazali, bo to zbyt niebezpieczne, i o której nie wolno nikomu powiedzieć.

Nie zmieniało to faktu, że w pamięci wciąż tkwiły jedne z ostatnich słów ojca. Musisz ćwiczyć. Bezdyskusyjnie myślał o tej nadzwyczajnej energii. Jego tata też ukrywał ją w sobie. Patrząc na koniec jego życia zaczynał się zastanawiać, czy Secra nie ma racji. Moc ojca niemal zniszczyła Świat Śmiertelników. Jak to opanować?

Wrócił świadomością do panujących tutaj zasad. Zapamiętanie ich zajęło mnóstwo czasu, a zdarzały się sytuacje, że wciąż się mylił. Do tego prawa Stowarzyszenia Strażniczek oraz wspólnej Rady. Kręciło mu się w głowie, kiedy zaczynał to rozpatrywać. Wiele z nich uznawał za absurdalne, niezliczone wykluczały się, utrudniając postępowanie.

Jednym z dziwnych praw było posiadanie strażniczki przez dorosłego czarodzieja. Przez prawie pięć lat przez ręce Nigela przeszło ich całkiem sporo. Za wiek graniczny uznawano szesnaście lat, a wtedy czarodziej otrzymywał strażniczkę - kobietę o niezwykłych zdolnościach do ochrony. Kształtowały złapaną energię, używając w najróżniejszy sposób. Opiekunki strażniczek i Najwyższa Strażniczka używały energii w bardzo wykwintny sposób.

Żaden czarodziej nie znał ich sekretów, przekazywały je sobie wyłącznie ustnie, z pokolenia na pokolenie. Nawet Secra nie otrzymał dostępu do ich oficjalnych ksiąg i historii. Nie pamiętano skąd wzięły się kobiety o tych umiejętnościach. Wiele rodziło się z tym darem, inne szkolono. Jak? Tajemnice pozostawały zamknięte w Stowarzyszeniu.

W praktyce wyglądało to tak, że w bitwach z Czarnymi jakaś ginęła i pojawiała się nowa. Drażniło go to. Posiadał dwie moce, a każda z nich była niezwykle silna, silniejsza niż energia wszystkich czarodziejów w tej gildii. Nie rozumiał, po co dziewczyny wchodziły w pole manewru. Śmierć z głupoty i brawury zamiast dogadania na polu walki to kiepskie rozwiązanie.

Westchnął cicho. Strażniczki musiały też być na zawołanie czarodzieja, jeśli chodziło o sprawy intymne. Rada Strażniczek i Czarodziejów od lat utrzymywała pogląd, że napięcia niekorzystnie wpływają na moc czarodzieja. Dla niego to bez znaczenia, ale nie narzekał. Rozpromienił się.

- Co to za mina? Nowa strażniczka lepsza niż poprzednia?

- Nie. Równie beznadziejna, jak poprzednie. Chyba lubią umierać. - Odwrócił się i dojrzał Rena za swoimi plecami.

- Pytałem o łóżko. - Uśmiechnął się łobuzersko, przysiadając do czarodzieja.

- To już nie twój interes.

Czarny roześmiał się szczerze.

- Nad czym dumasz?

- Nad tobą. Zastanawiam się, kiedy odwalisz jakiś cyrk ze zdradą. Zbyt długo jesteś spokojny.

Ren przestał się uśmiechać, spoglądając badawczo na przyjaciela. Blisko pięć lat temu uwolnił go od związku z Czarnymi - czarodziejami czarnej magii, chcącymi zapanować nad istniejącymi światami, żywiącymi się klęską życia i wyższych uczuć. Minął szmat czasu, odkąd uratował go, dojrzawszy we wspomnieniach pragnienie bycia kimś innym.

Nigel zobaczył ogół życia Rena, namiastkę. Poszukiwanie konkretnych wspomnień stawało się możliwe do kilkunastu lat wstecz, lecz za pozwoleniem osoby, której myśli poddawano tej próbie. Albo siłą, czego w tamtym momencie nie uczynił. Nie odgadł, że pierwsze lata życia spędził z Buntownikami.

Nauczyli go dobroci i miłości, pokazali, co to rodzinne życie i oddanie. Podobało mu się to. Nie przeszkadzał fakt, że własna matka go tam zostawiła, by wlaczyć z czarodziejami właśnie z tej gildii. Potem stał się czarny, wracając do rodziny. Historia zataczała koło, Czarni znów atakowali gildię. Po co?

Wrócił myślami do rzeczywistości, nie spuszczając wzroku z Nigela patrzącego w schody. Czyżby stracił zaufanie? Nawet jeśli, to dlaczego? Nie chciał wracać do Czarnych. Należał wyłącznie do młodego czarodzieja. Nawet nie do tej gildii. Jego panem pozostawał Nigel i nie miało znaczenia, że się zaprzyjaźnili. Oddał mu siebie na wieczną służbę.

- Zrobiłem coś nie tak? - Odważył się zapytać.

- Nie, po prostu chciałem dokończyć zastanawianie się. Sprawiłem, że zamknąłeś się na potrzebną mi chwilę.

- To niemiłe - obruszył się.

- Wiem. Dbasz o to, bym ci ufał. Gdybyś zamierzał coś odwalić, nawet bym nie zauważył.

- To dobrze czy źle?

- Po prostu nie wykorzystaj tego, że ci to powiedziałem.

- Zgoda. Nad czym się zastanawiałeś?

Nigel oparł łokieć o kolano i podniósł dłoń, zginając dwa ostatnie palce. Natychmiast poczuł budzącą się moc. Wolał zabezpieczyć rozmowę przed podsłuchiwaniem. Nawet Secra nie przebrnie przez taką zaporę.

- Nad sobą, gildią, ojcem, Czarnymi i wszystkim, co się tu wyprawia. Mam wrażenie, że żyję w zupełnie innym świecie niż oni. Czuję się głupi i bardzo, ale to bardzo nieuświadomiony pewnych rzeczy.

- To jaki jest plan? - Ren podniósł się, opierając ręce o biodra.

- Dobrze mnie znasz. - Kombinowanie to ich drugie imię. Nie zostawi tak swojej niewiedzy. - Plan jest taki: ja idę po zakazane księgi, a ty sprawdzasz, co robi Secra.

- Kiedy się widzimy i gdzie?

- Koło lodowej, za godzinę?

- Będzie.

Nigel opuścił rękę i wstał. Czas zadbać o samego siebie.

Lata temu V

Nigel podążał do Sali Głównej. Prawie roześmiał się na wspomnienie nazywania jej w dzieciństwie dużą salą. Rozbawienie znikło, kiedy powróciła świadomość, kto go tam wezwał. Secra nakrył go na ćwiczeniach drugiej magii, natychmiast nakazując pojawić się przed jego obliczem. Niedobrze się stało. Dostrzegł przy okazji wielkość zwykłej magii. Urosła niepomiernie przez lata ćwiczeń. Od miesięcy ukrywał swoje poczynania - niemożnością było zachować je w tajemnicy w nieskończoność, lecz co za pech sprawił, że akurat Secra to zobaczył?

Pchnął drzwi z ciężko bijącym sercem. Nie lubił się ze swoim opiekunem. Secra obchodził się z nim niczym ze złem koniecznym, a on odwdzięczał się tym samym. Zaczynało irytować traktowanie go jak powietrze, gdy trzeba było coś wyjaśnić. Nie znał nawet swoich własnych możliwości. Secra karał za ćwiczenia i kazał milczeć na temat drugiej magii.

Westchnął głośno, rozglądając się po obszernym pomieszczeniu; zupełnie pusta przestrzeń pozbawiona jakichkolwiek ozdób. Niezmąconą pustkę rozdzierał niewielki schodek umieszczony na środku sali. Mieściły się na nim maksymalnie dwie osoby. Aktualnie z gniewną miną sterczał tam Secra. Podszedł pod podwyższenie, przyklękając na jedno kolano z kapturem na głowie. Głupie zasady. Głupia hierarchia.

- Wstań. Dlaczego nie masz pełnego stroju?

- Nie lubię go a to żadna uroczystość. - Założył ręce na klatce.

- Przestałeś być posłuszny - rzucił od niechcenia.

- Mam wolną wolę. Chyba nie jestem tu więźniem, żeby służyć?

- Nic z tych rzeczy, dziecko, ale zaufaj mi. Jestem doświadczonym czarodziejem i jeśli mówię, że coś jest złe, to takie jest.

- Troszkę zaczynam w to wątpić.

- Zauważyłem. Interesuje cię twoja druga magia?

- To chyba normalne.

Secra ukrył półuśmieszek, założył ręce za plecami, przechadzając się po sali. Nigel podążał wzrokiem za jego krokami.

- Ciekawość jest naturalna, ale nie należy do najlepszych cech czarodzieja. Nie ty jeden dysponujesz dwoma mocami. Kłopot w tym, że ta druga zwykle jest dość niebezpieczna. Jej posiadacze od tysięcy lat są zabijani, bo mogą zniszczyć świat. Widziałeś zresztą na własne oczy. Lepiej blokować tę moc.

- Dlaczego więc ja żyję?

Mężczyzna podszedł do chłopca i spojrzał na niego z góry.

- Nie lubimy się. Wiem, że kombinujesz i zrozumiałeś brak mojej przychylności. Jak wspomniałem, takich jak ty się zabija... Jesteś mi potrzebny. To wszystko.

- Do czego?

- Ile masz lat? Trzynaście?

- Piętnaście - poprawił.

- W takim razie okaże się w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Jeśli nie, nie miej wątpliwości, zabiję cię.

Nigel zmilczał. Pierwszy raz opiekun otwarcie mówił o swoich zamiarach. Nastraszył go.

- Założę ci Bariery Mana.

- Co to i po co? - Odsunął się od mężczyzny.

- Pomagają kontrolować moc. Jedną i drugą. Żeby bezpieczniej ćwiczyć. - Uśmiechnął się, podchodząc do ściany.

Chłopiec przyglądał się, jak Secra przykłada do niej rękę, wyzwalając zaklęcie. Ściana rozwarła się i mężczyzna wyciągnął tacę, na której leżały srebrne obręcze.

- Nie ufam ci - powiedział Nigel, znów się cofając.

- Nie obchodzi mnie to. Masz się mnie słuchać bez względu na to, co sobie ubzdurałeś.

- Nie. - Zmarszczył brwi, uciekając do drzwi.

Krzyknął, dotknąwszy klamki. Oparzyła. Przyłożył rękę do skrzydła, sprawdzając zaklęcie. Zbyt silne, w dodatku na hasło. Secra zadbał, by nie uciekł. Odwrócił się do mężczyzny, zaciskając pięści. Machnął ręką, rzucając potężną falą energii. Powiew przesunął opiekuna niemal na koniec sali. Secra spojrzał na chłopca, nie ścierając z twarzy zdziwionej miny.

- Ładnie. Gdybyś się mnie słuchał, zostałbyś świetnym czarodziejem.

- Będę nim bez twojej pomocy. - Rozglądał się, rozpaczliwie poszukując ratunku.

Był za słaby na pokonanie Secry. Skrzywił się, czując napór mocy, zmuszający do przysunięcia się bliżej.

- Nie chcę! - krzyknął, wyzwalając własną energię.

Przez chwilę siłował się na moc, a potem zrezygnował, zrozumiawszy, że przegrał. Nie ma siły. Będzie miał o wiele, wiele więcej niż Secra, ale nie w tej chwili. Za dwa, może trzy lata pod warunkiem, że nie przestanie nielegalnie ćwiczyć. Pozwolił popychać się magią pod ścianę. Silna fala przyparła, nie pozostawiając centymetra na ruch.

Wyższy westchnął głęboko i pokręcił głową, jakby karcąc małe dziecko za rozlanie mleka. Szybkim krokiem przemierzył dzielącą ich odległość. Bez słowa zapiął srebrne obręcze na rękach chłopca - dwie na każdym nadgarstku. Po namyśle dodał jeszcze jedną, zapinając na szyi.

- Jesteś wolny, możesz odejść. - Machnął ręką, ściągając pieczęć z drzwi.

- Nigdy nie byłem wolny - mruknął i wyszedł.

Zwolnił parę kroków dalej, oglądając bariery. Opaski szerokości pół centymetra dopasowały się do wielkości ciała, szczelnie obejmując nadgarstki i szyję. Swędziały. Postukał w nie palcem, próbując przeniknąć przez ich stałość za pomocą magii. Nic z tego. Skrzywił się, nie bez trudu opanowując złość.

Secra kłamał. Nie spodziewał się niczego innego. Wcale nie pomogą kontrolować mocy; blokowały ją. Przyłożył dłoń do jednej z nich. Wyczuł nałożone zaklęcia. Nieskomplikowane, choć trwałe.

Podążył do swojego pokoju, coraz bardziej zawiedziony postępowaniem mężczyzny. Żałował, że lata temu pozwolił czarodziejom zabrać się do tego miejsca. Powinien uciekać. Ta wiedza przyszła za późno.

- Masz niewiele czasu na rozbicie barier.

- Spadaj - burknął, omijając Eliasa.

- Nie chcesz usłyszeć, jak się ich pozbyć?

Nigel stanął, zakładając ręce na klatce. Czekał.

- Mogłeś na to nie pozwolić. - Mężczyzna wpatrywał się w młodziutkiego czarodzieja z nikłym uśmiechem na ustach. Jeszcze nie wiedział, ile zła czeka w świecie, który szykował dla niego coś znacznie trudniejszego niż bariery.

- Moja moc jest za słaba.

- I tu się mylisz. Przestań ignorować siłę drugiej magii. Jest o wiele mocniejsza niż ta zwykła. Już jesteś silniejszy od Secry, ale pokazując to, musiałbyś go zabić.

- Powiedz wreszcie, jak je ściągnąć.

Elias zaśmiał się ciepło niskim, dudniącym głosem.

- Brak ci cierpliwości. Czarodziej winien być cierpliwy do samego końca, zapamiętaj to. Choćbyś patrzył śmierci w oczy, poczekaj. A teraz do rzeczy: opaski zatrzymują moc, raczyłeś to zauważyć, lecz mają ograniczone pole. Jeśli będziesz ćwiczył, rozpadną się. Każdą da się zerwać, wyzwalając moc odrobinę większą niż ta, która je stworzyła. Dwie z nich jesteś w stanie zlikwidować teraz.

- Nie kłamiesz? - Spojrzał z ciekawością, wreszcie się odwracając.

- Dlaczego miałbym to robić? Najtrudniej zerwać tę z szyi - wskazał palcem - blokuje przepływ mocy między umysłem a duszą.

- Skąd wiesz?

- Wiele wiem. Secra założy ci kolejne. Używaj nakładki, bo narobisz sobie kłopotów, jeśli szybko zauważy ich brak. Może zakładać ci dziesięć na rok, nie więcej. Jeśli przekroczy ilość, masz prawo złożyć skargę do Najwyższego, pamiętaj o tym - poradził i znikł.

Lata temu VI

Nigela drażniły tajemnice w gildii. Mówiono mu niewiele lub wcale. Po prostu sobie tutaj żył, kierowany przez Wyższych i swojego opiekuna. Pragnął dowiedzieć się czegoś więcej. Co tutaj robił? Co działo się w światach? Nie ulegało wątpliwości, że jedynym przyjacielem jest Elias, który często wydawał się raczej zdziwaczałym nudnym staruszkiem niż wszystkowiedzącym mężczyzną.

Secra nie traktował go dobrze, choć powinien troszczyć się o niego. Gubił się coraz bardziej, nie zdając sobie sprawy z działania tego świata. Odkąd konflikt z opiekunem stał się otwarty, przestał czuć się bezpiecznie.

Od czasu do czasu pojawiał się Elias wraz ze swoimi radami, które do niczego się nie przydały. Próbował utrzymać w nim przekonanie, że jest silniejszy niż przewodniczący. Postać Secry i jego charakter skłaniały ku odwrotnemu myśleniu.

Biegał korytarzami, poszukując strażnika. Niech wreszcie coś wyjaśni. Stanął, zmachany. Zniknął. Czego innego się spodziewać?

- Mnie szukasz?

Odwrócił się, zakładając ręce na klatce.

- Pojawiasz się wtedy, kiedy nie trzeba. Nieźle się nabiegałem.

- Wystarczyło mnie wezwać. Odbieram telepatię i jej używam.

- Trzeba było wcześniej o tym powiedzieć.

- Trzeba było spróbować - odparował. - Jak idzie z opaskami? Idę sprawdzić Salę Zatrzymującą, chcesz iść ze mną?

Nigel skinął głową. Chciał. Podążył za strażnikiem, zerkając niepewnie.

- Pękła jedna - poinformował z zawodem, ściągając zaklęcie nakładki sprawiającą, że bariery pozostawały niewidoczne.

- Cierpliwości.

- Za miesiąc koniec roku. Mówiłeś, że może nałożyć mi następne.

- Rzeczywiście. Wobec tego, spiesz się.

- Pomóż - poprosił.

- Przykro mi, ale nie potrafię. Nie mam energii, jaką znasz z własnego ciała. Rozbij je sam albo poproś jakiegoś kolegę.

- Nie mam kolegów. Poza tym szybciej na mnie naskarżą niż pomogą - mruknął.

- Mówiłem już, jaką masz siłę. Nie chcesz mnie słuchać - przypomniał.

Nigel wzruszył ramionami. Wszedł za mężczyzną do sali, w której ćwiczono albo dokonywano rytuałów. Ściany pochłaniały wyzwalaną energię, nie czyniąc krzywdy osobom znajdującym się poza nią. Młody czarodziej nazywał ją izolatką, ponieważ izolowała moc od reszty świata.

Przyglądał się Eliasowi podchodzącemu do każdej ze ścian i przykładającemu do nich ręce. Raz na jakiś czas między dłońmi a ścianami pojawiał się krótki intensywny błysk. Nie śmiał zapytać o działanie tej magii. Rolą mężczyzny była opieka nad takimi pomieszczeniami w Gildii Ruin i to on znał sekrety ich funkcjonowania.

- Kim ja jestem? - rzucił nagle, wyrywając Eliasa z zamyślenia.

- Czarodziejem.

- Nie odpowiadaj głupio. Gdy siedem lat temu czarodzieje mnie tutaj przyprowadzili, zwróciłeś się do mnie tytułem panicza. Powiedz, dlaczego?

- Należysz do potężnego rodu czarodziejów, Nigelu Rasacu, Czarodzieju Wyższej Magii, Paniczu Nieodrodzonego Rodu. Powiedz Secrze, że powinien zwracać się do ciebie w ten sposób.

- Nie sądzę, by zechciał.

- Mądre z ciebie dziecko - przytaknął.

- Mam dwie moce.

- Takich jest wielu.

Chłopiec spojrzał pytająco.

- Ale na palcach jednej ręki policzysz takich, których ta moc ma znaczenie.

- A jaśniej? Dlaczego tata nie wyjaśnił mi, kim jestem?

- Co o sobie wiesz?

Nigel zastanowił się chwilę.

- Jestem czarodziejem. Mam dwie moce. Moja mama zmarła przy porodzie, a tata uciekł, gdy dowiedział się, że jestem taki jak on. Kazał się ukrywać i ćwiczyć. I przyjść tutaj, gdy stanie się coś złego.

- Do gildii?

- Nie. Do tego świata.

- Kim była twoja matka?

Czarodziej otworzył usta, zaraz zamknął je z powrotem. Nie wiedział. Gorzej. Nie miał zielonego pojęcia! Spojrzał na Eliasa przerażonym wzrokiem.

- Pogubiłem się. Niczego mi nie wyjaśniłeś.

- W gildii jest biblioteka. Wpuszczą cię do niej bez problemu. Jest też archiwum z zakazanymi księgami. Założę się o własną głowę, że sporo się tam dowiesz.

- Mogę je oglądać? - Zdziwił się.

- Skądże znowu, nie bądź naiwny! Spróbuj je zdobyć. Oczywiście, jeśli chcesz. - Uśmiechnął się lekko, wychodząc z sali.

Nigel przeszedł przez kurtynę zasłaniającą wejście do izolatki szybkim krokiem. Mężczyzna zniknął, pozostawiając go z większymi wątpliwościami niż dotychczas.

Lata temu VII

Nigel rozglądał się po bibliotece. Elias nie kłamał, wpuścili go bez pytań do części nienależącej do szkolnych zbiorów. Regały sięgały niewiarygodnie wysokiego sufitu. Kręciło mu się w głowie od patrzenia na stosy tomów. Jak wśród nich odnaleźć te zakazane? Zamknął oczy. Może wyzwalają jakąś energię? Nie sądził. Elias powiedziałby o tym, prawda? I raczej nikt nie trzymałby ich na zwykłych półkach.

Ksiąg nie znalazł, za to umysł wyczuł dwie potężne energie po drugiej stronie biblioteki. Wciąż skupiony poszedł tam i rozejrzał się. Nikogo nie widział. Interesujące. Zamknął oczy ponownie. Nie mylił się. Nie wyczuwał dokładnego miejsca, ale aury drgały silnie. Znajdowały się w pobliżu.

Obrócił się dookoła. Stał w małym zaułku biblioteki o nazwie "Historia Światów". Ściągnął z półki pierwszą książkę, na którą padł wzrok. Usiadł przy stoliku, przekładając stronice. Poczeka. Do końca dnia niedaleko, coś się wydarzy.

Mijały długie minuty i nic się nie działo. Zaczynał się niecierpliwić, wiercąc na krześle. Przejrzał cztery księgi. O wszystkim, co w nich zawarte, nauczono go w szkole. O połączeniu obowiązujących światów, że to jeden wielki świat, choć istnieją w nieco innych wymiarach, przez co nie można bezpośrednio przejść z jednego do drugiego, tylko trzeba używać teleportacji w specjalnych miejscach. Nawet bujna, nastoletnia wyobraźnia, nie potrafiła tego ogarnąć.

To znaczyło, że dochodząc do końca Lodowej Krainy gdzieś za magiczną barierą znajdował się inny świat. Świat Śmiertelników. Może las, w którym kiedyś mieszkał? Tak czy inaczej każdy świat otaczały magiczne bariery. Po prostu w pewnym momencie się kończył i wpadałeś na niewidzialną ścianę. Dziwaczne.

Drgnął, wyczuwając nagłą zmianę. Energie, silne do tej pory, zaczynały się kurczyć. Spojrzał w ścianę. Są gdzieś tam. Z hukiem zatrzasnął książkę i wybiegł z biblioteki, nie odkładając jej na miejsce. Pobiegł przejściami okrążającymi bibliotekę. Podążał za coraz słabszymi mocami aż trafił w miejsce, gdzie ponownie zaczęły rosnąć.

Schował się w zaułku korytarza, obserwując ścianę, z której dochodziły. Poszukał w swoim wnętrzu własnej energii, zmniejszając ją do minimum. Sekundy później ściana rozwarła się i wyszło z niej dwóch czarodziejów, w tym Secra; żywo o czymś dyskutowali. Przejście znikło, a mężczyźni poszli dalej.

Nigel odczekał dłuższą chwilę, potem wyszedł z kryjówki. Postukał w ścianę. Absolutnie twarda i normalna. Brak tajemniczego przejścia. Tam znajdują się księgi, o których mówił Elias. Przyłożył rękę do ściany. Zimna i nieprzyjemna. Wyzwolił małą falę energii. Natychmiast poczuł, jak rodzi się coś na kształt odpowiedzi. Pod dłonią krążyła moc zamknięta w lodowatych cegłach.

Hasło. Tego potrzebował. Nikt nie ukrywałby takich przejść, by ktoś przypadkiem otworzył je uderzeniem magii. Westchnął cicho, trzeba czekać. Gdy ktoś będzie wchodził, sięgnie jego umysłu i pozna hasło. Ktoś, kto nie nazywa się Secra. Pozostawała nadzieja, że nie on jeden ma dostęp do tego sekretu. Na nim nie odważy się spróbować. Powinien to być słabszy czarodziej.

Ponownie wlazł w zaułek. Siedział tam do końca dnia. Przed nocą zmęczenie sprawiło, że zrezygnował z pomysłu i podążył do swojego pokoju.

Lata temu VIII

Nigel stał w zaułku przy tajemniczym wejściu do biblioteki. Czekał kolejny dzień. Sprawdzał nawet w nocy, ale nikogo nie zastał, więc zrezygnował. Nie ma co się wysilać. Sterczenie tu całymi godzinami wystarczająco nużyło. Do tej pory nie wchodził tu nikt, oprócz Secry i towarzyszącego czarodzieja.

Nudził się niemiłosiernie. Zależało mu. Już planował przerwę, gdy wyczuł zbliżającą się energię. Mniejszą niż zwykle. Pojawił się jakiś młody czarodziej ubrany w cały obowiązujący strój. Idealnie. Wciąż starając się ukrywać własną moc, sięgnął do jego umysłu, gdy ten przyłożył rękę do ściany.

Krążył delikatnie wokół myśli nieznajomego czarodzieja, prosząc po cichu, nie wiadomo kogo, żeby nie odkrył jego zamiarów. Zamknął oczy, pomagając sobie w skupieniu. W głowie pustka, czekał. Zaklęcie czarodzieja rozbrzmiało w umyśle, jakby tamten mówił je na głos. Długie, ale nieskomplikowane. Uśmiechnął się do siebie, wycofując moc. Teraz znajdzie odpowiedni moment na wejście do środka. Secra przychodził tu w ciągu dnia. W takim razie wróci w nocy.

...

Przyłożył rękę do ściany, powoli wyzwalając zaklęcie. Nie potrzebował pomyłki. Przejście otworzyło się, przekroczył granicę. Zamknęło się, nie czyniąc najmniejszego szelestu. Westchnął cicho z zachwytem. Mała biblioteka, z ogromnymi tomami na wielkich półkach. Otaczały go stosy zakurzonych ksiąg i z lekka spróchniałe regały. W porównaniu z korytarzem wewnątrz ściany odczuwał przyjemne ciepło, jakby powiewy letniego wiatru.

Nawet z tego miejsca widział przeciwną ścianę biblioteki. Podszedł tam, licząc kroki. Dwadzieścia wzdłuż i dwadzieścia wszerz. Kwadrat zapełniony starymi regałami i pachnącymi stęchlizną książkami.

Przeszedł ścieżkami, oglądając tytuły. Znalazł całą półkę o rodach czarodziejów. Tego szukał. Wyciągnął pierwszy tom i przekartkował. Nie znalazł spisu treści, a wielkość literek przyprawiała o zawrót głowy. Ledwo odczytał je w półmroku pomieszczenia. Spojrzał na półkę, wzdychając ciężko. Dwanaście tomów. Oby nie musiał przeglądać wszystkich. Biblioteki nie wyposażono w stoły, nie zmieściłyby się między ciasno ustawionymi regałami. Usiadł na podłodze, kładąc przed sobą księgę. Do roboty, noc nie potrwa wiecznie.

Rozdział 8

- Macie przed sobą karty do wypełnienia. Czarni zaczynają pozwalać sobie na coraz więcej. Waszym zadaniem jest uzupełnienie raportu, który zostanie rozesłany do wszystkich gildii.

Nigel skrzywił się. Nie znosił papierów. Zerknął na Secrę. Czy on oszalał? Nie mogli po prostu zdać relacji ustnie? To jasne, że nikt z nich nie wiedział, co się dzieje. Czarni rzeczywiście w ostatnich tygodniach wyczyniali niespotykane rzeczy. Podchodzili pod gildię i albo atakowali albo nie. Coś sprawdzali, na coś się szykowali. I na tym koniec mądrości. Nie sądził, by którykolwiek z czarodziejów zebranych w sali podejrzewał coś więcej. A jeśli już, to zapewne niekoniecznie chcą się tym podzielić.

Spojrzał na Asterię siedzącą obok. Znajdowali się w sali, w której młodsi czarodzieje pobierali nauki. Tylko tutaj postawione zostały ławki. Uśmiechnęła się tym swoim bezczelnym uśmiechem i zaczęła skrobać coś na kartce.

- Serio?

- Cicho bądź i pisz.

- Nie mam co. Powiedziałem wszystko ostatnim razem - mruknął.

- Jesteś nieznośny.

- Co takiego zrobiłem? - Podniósł brwi, zaskoczony gwałtowną reakcją.

- Każą, to pisz, albo coś namaluj, wszystko jedno. W każdym razie wypełnij, bo póki wszyscy nie skończą, nikt stąd nie wyjdzie. Nie zamierzam siedzieć tu połowy dnia przez ciebie.

Nigel nie odpowiedział. Postukał długopisem w stolik, a później podsunął strażniczce swoją kartkę. Spiorunowała go wzrokiem, otrzymawszy w zamian błagalną minę.

- Jesteś niemożliwy - syknęła, lecz wzięła kartę i podsunęła swoją, już wypełnioną.

- Dziękuję.

- Oho. Kto by pomyślał, że potrafisz - burknęła.

- Nie bądź złośliwa. Potrafię być wdzięczny.

- Fascynujące. Doprawdy, pasjonujące - szepnęła pod nosem i skupiła się na pytaniach, nie chcąc przypadkiem wpisać tego samego, co w swojej karcie.

- I kto tu jest złośliwy.

Minutę później zamieniła karty z powrotem.

- Nie wypłacisz się za to. Podpisz.

- Jesteś moją strażniczką, nie powinnaś przypadkiem robić tego, co każę?

- Że też żadna poprzednia nie nauczyła cię kultury. - Spojrzała twardo. - Nie, czarodzieju. Jestem od pomagania i ratowania twojego tyłka. Nie jestem służką.

- Nie rozkazuję ci zamiatać, nie przesadzaj.

- Twoja głupota i lenistwo czasami doprowadzają mnie do szału. Trochę szacunku, bo pożałujesz.

- Nie możesz mi grozić. - Zmarszczył brwi. - Jesteś strasznie pyskata.

Asteria nie odpowiedziała. Sięgnęła ręką po jego kartę i podarła ją.

- Możesz poprosić o nową. Poczekam. - Założyła ręce na klatce, odwracając głowę w drugą stronę.

Nigel zamilkł. Tego się nie spodziewał. Nie pierwszy raz się stawiała. Zagryzł zęby. Sprytna i cwana. Najgorsze, że pod irytacją czuł szacunek. Podziwiał jej odwagę i mądrość.

Westchnął cicho, podnosząc rękę i prosząc o kolejną kartę. Nienawistny wzrok opiekuna posłużył jako wystarczająca kara. Bez słowa wypełnił linijki samodzielnie i oddał sprawozdanie, gdy przyszedł na to czas.

Wyszedł z sali z Asterią u boku. Nie spojrzał na nią do tej pory. Może rzeczywiście miała się o co zdenerwować? Schował dumę do kieszeni, stając przy pokoju dziewczyny.

- Przepraszam.

- Patrząc w ziemię, z rękami w kieszeniach? - Oparła ręce na biodrach.

- Mam klękać, czy co? - warknął.

Patrzyła na niego kilka sekund, a potem zaśmiała się w głos.

- Dużo cię to kosztuje, czarodzieju, prawda?

- Prawda - przyznał, ponownie spuszczając głowę.

- Osobliwy jesteś, słowo daję. Nie potrafię zrozumieć, ale doceniam przeprosiny. Idziesz posiedzieć? - zapytała.

- A nie wyrzucisz mnie? I nie nawrzeszczysz na mnie?

- Jeśli będziesz się zachowywał jak idiota, to nawrzeszczę i wyrzucę.

- Dobra - zgodził się.

- Piszę sprawozdanie do swojego stowarzyszenia.

- Po co?

- Z pobytu tutaj. Pomożesz?

- Nawet o tym nie myśl. - Żachnął się.

Na jej ustach zagościł szeroki uśmiech.

- Siadaj. Pogadamy - zaprosiła, nie powstrzymując rozbawienia.

Nigel rozsiadł się w fotelu stojącym w kącie i obserwował Asterię segregującą papiery do wypełnienia. Należało dostarczyć jej opiekunce sprawozdanie z wykonywanych obowiązków. Wpatrywała się w kartki, marszcząc malutki nos ozdobiony delikatnymi piegami. Nie widział ich stąd, ale były tam. Dokładnie dziesięć; sześć po lewej stronie, cztery po prawej. Przyglądał jej się częściej niżby chciał.

- I? - Podniosła głowę znad biurka.

- Co chcesz wiedzieć? - odpowiedział pytaniem na pytanie, lustrując pokój wyglądający zupełnie jak jego. Biurko, łóżko, szafa. Niemal pusty, bez ozdób.

- Najlepiej to, co mnie interesuje najbardziej. Secra. I ty. Nigdy nie widziałam takiej zaciekłości i braku szacunku między opiekunem i podwładnym.

- To skomplikowane.

- Wiesz, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że nawet, jeśli się w pełni ze sobą nie zgadzacie, to powinniście robić to po cichu. Otwarty konflikt bardzo przyciąga wszystkich naokoło. Niekoniecznie tych życzliwych.

Czarodziej zerknął przez okno, uciekając od uporczywego spojrzenia dziewczyny.

- Masz pokój gdzie indziej niż wszyscy. Młodsi czarodzieje omijają cię szerokim łukiem, a starsi rozmawiają z tobą wtedy, kiedy muszą. To widać i jest tego więcej. Nie chcą, żebyś istniał albo się wychylał. Dlaczego? Przed czym cię chronią? Do tego masz potężną moc. Wiesz, że powinnam to wiedzieć - wymieniała.

Nigel przeniósł wzrok na strażniczkę. Nie miała pojęcia o potędze jego mocy. Na końcu języka piekło szczere wyjaśnienie, a mimo to nie odpowiedział. Nie mógł. Milczał, wpatrując się w nią intensywnie. Widziała doskonale, co się tu dzieje, niestety źle to interpretowała. Przypuszczała, że go chronią i izolują, bo jest wyjątkowy, a nie ze względu na niebezpieczeństwo.

- To zupełnie nie tak - odpowiedział wreszcie.

- Więc jak?

- Nie wolno mi. - Pokręcił głową.

Asteria zajęła się wypełnianiem papierów, spoglądając na czarodzieja. Powinien mówić wszystko. Tak wyglądały zasady. Ochraniała go pod warunkami, które gildia wieki temu ustaliła ze stowarzyszeniem. Nie ma tajemnic przed strażniczkami. Nie wymyśliła pokojowego sposobu na zmuszenie Nigela do wyjaśnień.

- Zwołam Radę i wtedy o to zapytam.

- Nie strasz, bo niczego tym nie osiągniesz.

Nawet przy całej Radzie nie powiedziałby niczego innego. Sprawiłoby to sporo kłopotu, ale dałby radę wymyślić wymijające odpowiedzi. Secra chętnie by w tym pomógł, nie pozwoliłby Radzie drążyć.

- Zrobię to, gdy się wkurzę.

- Śmiało - rzucił i wyszedł.

Nie takiej rozmowy oczekiwał. Z drugiej strony wcale się nie dziwił. Odetchnął ciężko. Nie wyjdzie z tego nic dobrego.

Lata temu IX

Nigel siedział w ukrytej bibliotece nad zakazaną księgą. Oczy szkliły mu się od łez. W dziewiątym tomie znalazł swoje nazwisko. Ba! Zajmowało co najmniej połowę stronic. Jego ród to przepiękna historia, okraszona szczęściem i bólem. Chciałby podzielić się tym odkryciem z Eliasem, ale nie wydobyłby teraz z siebie ani słowa.

Walczyli. Wszyscy czarodzieje z rodziny. Walczyli ostro o połączenie światów rozbitych wcześniejszymi walkami. O życie w zgodzie z Buntownikami i Śmiertelnikami. Księgi opisywały dawny ład, w którym to funkcjonowało.

Potem zaczęły się wojny, podziały i powstały bariery rozdzielające jeden świat na dwa, które znał. Kolejna niespodzianka. Światy nie istniały w innych wymiarach. To jeden świat podzielony przez wojny, przez magiczne bariery. Wciąż wisi w jednej przestrzeni otoczony przez samoistne bariery. Te oddzielające światy są sztuczne, stworzone dla podziału.

Pierwsze pokolenia pamiętały życie w symbiozie, doceniając wysiłki poszczególnych czarodziejów. Kolejne nie. Przyzwyczaili się do podziałów, do władzy silniejszych aż jego ród przestał być uznawany za bohaterów.

Ich status raptownie zmienił się z dobrych na złych. Z tych, którzy walczą o pokój i dobro, na tych, którzy burzą nowy porządek i wywołują niepotrzebne konflikty. W ostatnim rozdziale wspomniano jego ojca jako ostatniego z rodu, próbującego coś zmienić.

O nim ani słowa. Czyżby oficjalnie się nie urodził? A może pominięto go, bo ojciec uciekł do innego świata? Kto w ogóle uzupełniał te księgi? Tego nie wiedział. Przypuszczał, że odpowiedź na to pytanie zna Elias, ale nie liczył na jej udzielenie. Przynajmniej na razie. Wciąż twierdził, że musi dorosnąć do tłumaczeń. Założyłby się o własną głowę, że w przyszłości też nic z nich nie zrozumie. Po co więc czekać? Historia sięgała tak daleko, że liczyło się tu i teraz, nie to, co było.

Przeczytał księgę powtórnie, a potem zamknął ją z trzaskiem, wzniecając kłęby kurzu. Zgasił kulkę energii, świecącą nad głową. Zaraz zapalił ją z powrotem i przeszedł wzdłuż regałów, szukając półki o mocach. Znalazł. Przejechał palcem po zabrudzonych grzbietach ksiąg, przekrzywiając głowę przy czytaniu tytułów.

Wyciągnął jedną. Uśmiechnął się, widząc spis treści. Przynajmniej jeden mądry autor. Zacisnął powieki. Bolały go oczy. Nic dziwnego. Zarywał czwartą noc przychodząc tutaj, bo to jedyna bezpieczna pora.

Przekartkował stronice, pociągając nosem. Dostawał kataru od nadmiaru kurzu. Znów usiadł na podłodze i czytał, odkrywając rozdział o posiadaczach podwójnej magii. Nawet starożytni magowie nie odgadli skąd się wzięła. Myśleli, że pochodzi z mieszanki czarnych czarodziejów z białymi, ale takie dzieci rodziły się też w czystych związkach. Druga magia zwykle nie objawiała się niczym szczególnym, raczej uzupełniała tę zwykłą, która samoistnie wytworzyła się w umyśle człowieka.