Instrukcja obsługi dzieci - Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska


Reflow text when sidebars are open.
1
Nie jestem pewna, czy chcę zostać matką. Boję się tego. Czy to oznacza, że nie powinnam mieć dzieci? Powinnam to potraktować jako znak?
- Lęk przed każdą nową rzeczą w życiu jest normalny.
- Nie wiemy, jak wygląda macierzyństwo i czego mamy się spodziewać, więc to normalnie, że możemy odczuwać niepokój.
- Pytanie brzmi, czy chcesz zostać mamą pomimo lęku?
- Czy godzisz się wewnętrznie poddać się temu procesowi?
- Zastanów się, czy lęk dotyczy czegoś określonego, na przykład tego, czy ciąża będzie trudna, czy dziecko urodzi się zdrowe itd.
- Może wynika on z jakiejś niechęci w Tobie, której źródło również jest dla ciebie niewiadome.
- Decyzja o dziecku jest łatwiejsza, gdy mamy obok siebie mężczyznę, który jest gotowy zaopiekować się rodziną i który, co najważniejsze, pragnie dziecka.
- Fakt, że mężczyzna chce mieć dziecko, nie jest równoznaczny z tym, że jego życie się zmieni, gdy ono się pojawi.
- Upewnij się, że twój partner chce razem z tobą zajmować się dzieckiem, wstawać w nocy i chodzić z waszą pociechą na spacery, żebyś ty mogła odetchnąć.
- Porozmawiaj z partnerem i dowiedz się, jak on widzi posiadanie dziecka, co zamierza robić, w czym chce ci pomóc, jakie będą jego obowiązki przy dziecku.
- Może to cię uspokoi. :)
- W tym względzie czasy się zmieniają na plus, choć może jeszcze nie tak szybko, jak byśmy pragnęły.
- Napisz sobie na kartce wszystkie realne i nierealne lęki, które masz w sobie. Zestaw je później z rzeczywistością. Może się okaże, że strach ma wielkie oczy.
- Macierzyństwo jest niesłychanie ważną częścią życia i może dawać poczucie radości i spełnienia.
- Tak, dziecko, powołane przez nas do życia, to obowiązek, ale potrafi bardzo dużo dawać w zamian.
- Ile wynagradza jego uśmiech!
- Może twoja mama opisuje macierzyństwo jako drogę przez mękę i cię straszy.
- Powiedz jej, żeby tego nie robiła, bo dla każdego to przeżycie może być inne, a ty przecież chcesz tego doświadczyć po swojemu.
- Jeżeli ktoś cię pospiesza do macierzyństwa (rodzina, mąż, lekarz, przyjaciółki, media, wiek) to pamiętaj, że musisz słuchać siebie i być wobec siebie najbardziej uczciwa.
- Zapytaj swojego ciała czy jest gotowe?
- Do ciąży trzeba silnego organizmu, który może się "podzielić" żywotnością z nowo poczętym dzieckiem.
- Pamiętaj, strach nie musi oznaczać, że czegoś masz nie robić.
- Warto się też otworzyć na inne uczucia związane z dzieckiem: ciekawość, przyjemność, bliskość, spokój, szczęście, a wtedy będzie coraz mniej miejsca na lęk.
- Jednak wiedz, że wszystkie emocje są normalne. Także lęk.
Katarzyna: Oczywiście, że sytuacja, którą pani opisuje, jest normalna. Wiele kobiet się boi i uważam, że mają rację. Dobrze jest się trochę lękać przed macierzyństwem. To jest tak jak z aktorami. Jeśli mają tremę przed występem, zapewne ich gra aktorska będzie lepsza.
Suzan: No tak. Jeśli natomiast się nie przejmują i nie stresują, ich aktorstwo będzie mniej sumienne. Chociaż to też założenie. Czasami rzeczywiście boimy się niepotrzebnie. Mamy taki wkodowany lęk, odziedziczony. Proszę się zastanowić, czy ogólnie jest pani lękliwa.
Katarzyna: Bardzo ważne jest, żeby nie bać się za bardzo. Wówczas strach utrudnia sprawę przede wszystkim dlatego, że wtedy zajmujesz się własnym lękiem, a nie macierzyństwem.
Suzan: Lęk sam w sobie nie jest niczym złym, nawet pełni funkcję mobilizującą, pomaga dokonywać pewnych wyborów. Dlatego z jednej strony należy go szanować, ale z drugiej pamiętać, by mu się nie poddawać. Odwaga polega na robieniu czegoś POMIMO lęku, a nie dlatego, że go nie ma. Myślę, że w tym przypadku warto. Macierzyństwo to wspaniałe doświadczenie w życiu.
Katarzyna: Po prostu - bierzemy lęk za rączkę i robimy to, co trzeba zrobić. Najlepiej jednak, gdy robimy to, czego naprawdę chcemy. To warto czuć i wiedzieć.
Dziecko nie jest żadnym ufoludkiem. Nie przychodzi z Marsa, jest tutejsze, nasze. Powinniśmy potraktować je jak normalną ziemską sprawę i podejść do rodzicielstwa jak do rzeczy, która codziennie zdarza się wielu osobom.
Suzan: Dziecko jest czymś ważnym w życiu każdej kobiety! Posiadanie synka czy córki bardzo zmienia życie. Na lepsze. Daje nam możliwość stworzenia wielu cudownych momentów, pokazania dziecku świata wraz ze wszystkimi jego urokami i wzmocnienia w dziecku odwagi, kiedy pojawią się przeszkody. Bycie czyimś wsparciem, to wspaniałe uczucie.
Katarzyna: Może być tak, że zadajesz nam pytanie o strach przed macierzyństwem, bo sama nie jesteś pewna, czy rodzenie dzieci jest dla ciebie. Masz do tego prawo.
Może nie wiesz, czy w ogóle tego chcesz.
Zastanów się, czy moja odpowiedź mówiąca o tym, że nie ma się czego bać, cię rozczarowuje czy cieszy. Jeśli czujesz zawód, być może w twoim przypadku jeszcze nie czas na dziecko. A może w ogóle nigdy nie będzie takiego czasu... Sama musisz to przeanalizować i dojść do właściwych wniosków. Pamiętaj jednak o tym, by działać zgodnie ze swoją wolą.
Suzan: Ja zawsze czułam lęk na wieść o ciąży, jednak nie tylko. Czułam także radość i takie dziwne uczucie czegoś cudownego, co ma za chwilę nadejść. Dla mnie był to rodzaj odświętnej tajemnicy, oczekiwania i radości. Tak.
Myślę, że powinnaś się zastanowić, czy czujesz miks uczuć, czy tylko lęk.
W mieszance odczuć lęk czy strach mogą być elementami zupełnie na miejscu. Szczególnie, gdy posiadanie dzieci w jakimś stopniu obciążyło twoją matkę lub gdy matka, przez większość macierzyństwa, odczuwała ciężar, a nie radość. Może być też tak, że ta matka jest nieszczęśliwa, ponieważ jej córka już dorosła.
Katarzyna: No właśnie, pani nam nie powiedziała, czego tak naprawdę się boi... Podomyślajmy się...
Suzan: W moim przypadku strach towarzyszył mi tylko na początku, później gdy już brzuszek zaczął rosnąć, lęk zastąpiły radość i spokój, że wszystko będzie dobrze.
Strach jest też często reakcją na zmiany.
Katarzyna: Oczywiście. Gdy coś się zmienia w życiu, czujemy dyskomfort, nawet jeśli jest to zmiana na lepsze.
Suzan: Wiem, że w Wielkiej Brytanii są specjalne kwestionariusze dla kobiet, które nie są pewne, czy chcą mieć dziecko. Zawierają takie treści jak na przykład pytania o to, czy kobieta ma się do kogo zwrócić po urodzeniu, czy ma babcię, mamę, siostrę, przyjaciółkę, które ewentualnie mogą jej pomóc, szczególnie w początkowych fazach po narodzinach dziecka. Są też pytania o ogólne poczucie szczęścia i zadowolenia, o partnera, o to, jaki masz cel w życiu, czy finansowo sobie radzisz itp. Taki kwestionariusz od razu zakłada i informuje kobietę o tym, że z dzieckiem wcale nie będzie tak łatwo. Pozwala też poukładać myśli i pokazać perspektywę. Fakt, że u nas w Polsce kobiety nie mają wyboru, a zajście w ciążę jest już czymś, co trzeba kontynuować, może być też źródłem lęku.
Katarzyna: Brak wyboru zawsze oznacza strach.
Istotny jest tutaj też wiek kobiety. Jeśli jest smarkata, będzie jej zdecydowanie trudniej. Warto podkreślić, że jesteśmy zdania, aby dzieci rodzić później niż wcześniej.
Suzan: Zdecydowanie. Myślę, że dużo ludzi teraz tak uważa. Myślę, że najlepszy wiek na dziecko zaczyna się od 35. roku życia w górę. Wtedy coś się wie o życiu i można komuś innemu coś przekazać, czegoś nauczyć. Dać możliwości, oparcie i cierpliwość. Mnie, jako młodej matce, tej cierpliwości brakowało. Chciałam poznać siebie, wiedzieć kim jestem. Sama nie umiałam wyznaczyć własnych granic, a co dopiero zaznaczać je komuś innemu: mężczyźnie czy dziecku. Późniejsze macierzyństwo było o wiele lepsze.
Katarzyna: Tak. Kiedyś mówiło się odwrotnie. Uważano, że lepiej, gdy matka jest młoda, ma więcej energii, więcej motywacji itd. Teraz energię mamy bardzo długo, nawet do 70. roku życia. Oczywiście nie mówimy, że to odpowiedni wiek, ale do 45 lat spokojnie można zachodzić w ciążę.
Suzan: Żeby komuś dać, samemu trzeba mieć. I na poziomie emocji, i na poziomie materialnym.
Katarzyna: Lepiej pożyć trochę dłużej, nacieszyć się swoim życiem, żeby później nie mieć do potomka pretensji o odebraną młodość czy niezrealizowane marzenia.
Suzan: Oczywiście posiadanie dziecka wnosi do naszego życia wiele radości i wiele sensu, niezależnie od wieku. Kobieta czuje się wtedy zrealizowana i pełna. Często młode mamy, rodząc dziecko, muszą liczyć na finansową pomoc partnera i czasem zostaje tak, że to on zarabia, a ona wychowuje.
Niestety, taki układ jest dla kobiety uwiązaniem na całe życie. Gdy dziecko dorasta i zaczyna się uniezależniać, kobieta nadal pozostaje na garnuszku męża. Dla każdej kobiety, niezależnie od sytuacji osobistej, powinno być ważne posiadanie swoich pieniędzy, swojego zawodu, bo wówczas ona może zawsze na siebie liczyć, a jej dziecko może liczyć też na matkę.
Katarzyna: No właśnie. Nie mamy, niestety, żadnej informacji o tym, czy pani ma partnera, a to bardzo ważny aspekt. Jeśli jest partner, to trzeba się zastanowić, czy pomoże w tych bytowych kwestiach, a jeśli nie ma, to szczególnie musi pani przemyśleć kwestię posiadania dziecka.
Suzan: Czy poradzi pani sobie sama...
Katarzyna: W naszym kraju, niestety, nie można liczyć na wystarczające wsparcie finansowe ze strony państwa. Niektóre kraje zdecydowanie bardziej pomagają samotnym matkom. My nie możemy na to liczyć w wystarczającym stopniu, dlatego trzeba przewidywać, że samej może być ciężko, jeśli nie ma się odpowiedniego zabezpieczenia finansowego.
Suzan: Załóżmy, że kwestie materialne nie stanowią dla pani problemu, bo ma dobrze płatną pracę, partnera, mamę która pomoże, więc nie musi się pani lękać o brak zabezpieczenia i brak wsparcia. Pamiętam, że tylko tego się zawsze bałam i finansowo musiałam liczyć na siebie. Trochę mnie to przerosło i było ciężko. Za to nigdy nie bałam się o to, czy pokocham swoje dziecko. Czy będę w stanie zapewnić mu uczucia. Czy będę wystarczająco cierpliwa wobec dziecka, czy dam radę być wystarczająco szczęśliwą mamą... Bo to słowo "wystarczająco" jest bardzo ważne.
Katarzyna: Kobiety też często boją się o to, czy będą rozumiały potrzeby dziecka.
Suzan: To chyba instynkt załatwia... Przynajmniej u mnie tak było. Oczywiście ważne jest, jakie to są potrzeby i na jakim etapie, ale chyba mama zawsze to wie. Przynajmniej jak dziecko jest malutkie.
Katarzyna: Niekoniecznie. Jeśli matka jest skupiona na sobie, to niekoniecznie potrafi dostrzec, czego jej dziecko potrzebuje. A jest skupiona na sobie, kiedy bardzo się boi. Jej lęk jest wtedy u niej na pierwszym miejscu.
Suzan: W takim razie karmienie piersią załatwia problem.
Katarzyna: Oby, ale wiem, że też nie zawsze. Ty miałaś takie doświadczenie.
Suzan: W początkowym okresie pierś jest dla dziecka najważniejsza. Jeśli masz mleko, większość potrzeb twojego dziecka jest zapewniona. Karmienie sprawia, że kobieta uczy się, że potrafi zaspokoić potrzeby dziecka i daje sobie radę. Poza tym dziecko nie choruje po mleku matki. Jest odporne, silne i zadowolone. Nie trzeba też wstawać w nocy... Dziecko bierze pierś przez sen i znowu zasypia. Piękny okres w życiu. Świat jest wtedy bezpieczny. Gdy karmisz, możesz też wyjść, kiedy chcesz i gdzie chcesz. Wszystko, czego potrzebujesz, masz ze sobą. To wszystko uczy matkę, że daje sobie radę i jest wystarczająca.
Katarzyna: Nie zawsze jednak kobiety mają mleko... Właśnie brak pokarmu niektóre kobiety traktują jako zły znak... Jednak moja główna rada jest taka, aby tego również się nie bać. To się po prostu zdarza.
Suzan: A jeśli się jednak boją? To standardowe pytanie, jak sobie w ogóle radzić z lękiem. Myślę, że nie należy się bać samego lęku, trzeba pozwolić, żeby to uczucie było w nas. Nie walczyć z nim. Niech ono będzie, później odejdzie. To część życia i jedna z wielu emocji, jakie mamy na co dzień. Czasami strach jest bardzo silny i czasami niepokój jest w nas cały czas. Wiele kobiet tak ma. Trzeba wtedy powiedzieć: "trudno". Pomyśleć: "Dobrze, teraz się boję, ale dalej oddycham, dalej jestem. Za oknem jest spokój i cisza".
Katarzyna: Właśnie, trzeba "wyoddychać" strach. Oddychanie to najlepszy sposób. Pomyślcie tak: Mam oddech, to znaczy, że mam życie. Dodatkowo mam energię i razem ze swoim dzieckiem poradzę sobie.
Suzan: Myślę, że strach jest mniejszy, jeśli kobieta jest kochana. Jeżeli nie tylko ona chce dziecka, ale jest obok niej ktoś, kto też zaczyna przygotowania do macierzyństwa, na przykład opowiada znajomym, że będzie tatą. Pamiętam, jak zaszłam w ciążę z Sarą i powiedziałam o tym jej tacie na bazarze w Paddington. On zaczął krzyczeć na cały głos do wszystkich, że będzie tatą. Naprawdę się ucieszył i to było cudowne.
Katarzyna: Jeśli ma partnera, który ją kocha, jest to bardzo komfortowa sytuacja. Najlepsza jest wówczas, gdy jest partner, jest miłość, jest zaplecze finansowo-bytowe, a dodatkowo są doświadczenia życiowe.
Suzan: Tak, to najlepsza sytuacja dla przyszłej matki. Sama jednak zaobserwowałam, że jeśli kobieta boi się ciąży, pomimo faktu, że ma przy sobie bliską osobę, to oznacza, że nie do końca czuje się przy niej bezpiecznie. Jeśli natomiast kobieta jest kochana, czuje się dopieszczona przez swojego partnera, otrzymuje od niego ciepło, decyzja o dziecku przychodzi jej łatwiej. Zapłodnienie też przychodzi szybciej.
Katarzyna: Chciałabym jednak zwrócić uwagę kobiet na konieczność ustaleń ze swoim partnerem, nawet pomimo poczucia bezpieczeństwa. Niezależnie od tego, jak się panie czują, przed podjęciem decyzji para powinna dokładnie przedyskutować temat, przeanalizować wszystkie ważne kwestie, których jest mnóstwo. Zapytać bez presji: "Czy ty chcesz mieć teraz dziecko?".
Suzan: Oczywiście. W końcu to powinna być wspólna i przemyślana decyzja, żeby uniknąć sytuacji, kiedy dziwimy się, że facet ucieka od obowiązków przy dziecku i siedzi w pracy do późna. Nie chodzi o to, żeby on pozwolił nam mieć dziecko! On również musi tego chcieć! To podstawa. Mężczyzna również musi cieszyć się na sam fakt pojawienia się dziecka, a nie myśleć, że dla niego życie się nie zmieni. Zmieni się.
Wracając jednak do lęku, przychodzi mi do głowy myśl, że istnieje pewne prawdopodobieństwo, że strach kobiety przed ciążą może wynikać ze strachu jej matki lub z jej rozczarowania macierzyństwem...
Katarzyna: Oczywiście. Może wynikać ze słów, które nasze mamy często wypowiadają: "Zobaczysz, gdy sama będziesz miała dzieci".
Suzan: Lub: "Gdyby nie ty, to ja bym to i to w życiu zrobiła/byłabym tym i tym". Przekleństwo matki, które nosimy w sobie od dzieciństwa. Z jaką reakcją matki spotyka się córka, gdy przychodzi do niej i informuje o ciąży? Rzadko matki się cieszą. Wówczas córka myśli, że może ciąża oznacza jakieś niebezpieczeństwo.
Katarzyna: "O Jezus Maria!"
Suzan: No właśnie. Niezależnie od tego, czy córka jest w odpowiednim wieku czy nie, zawsze jest "Jezus Maria". Tego kobiety też się boją. Zresztą matka Jezusa, pomimo że była wybrana, nie cieszyła się. Jej macierzyństwo było naznaczone ceną, śmiercią Jezusa. Rodziła nie dla siebie, tylko dla zbawienia innych. Była "samotną matką".
Katarzyna: Tak. W tej historii widać macierzyństwo jako smutną misję. Kobiety boją się reakcji swojej matki, ale boją się również odpowiedzi faceta. Wyobrażają sobie jego długie, długie milczenie, aż w końcu będzie w stanie wydusić z siebie: "Czyś ty zwariowała?!". Jakby to była jej wina.
Suzan: No tak, jeden będzie obwiniał kobietę, a inny powie, że zamilkł z wrażenia i zacznie się cieszyć, a później świętować. A jeszcze inny potrzebuje kilku dni na reakcję. Będzie milczał, a potem przyniesie kwiaty.
Myślę jednak, że irracjonalny strach możemy przejmować od naszych matek, które być może nawet nie zdawały sobie sprawy z wypowiadanych słów.
Pamiętajmy o tym i nie dopuszczajmy do tego, aby nasze córki również odczuwały niezdrowe lęki.
Z drugiej strony nasze nastawienie w stosunku do większości rzeczy w życiu może być przepełnione albo lękiem, albo akceptacją i ciekawością. Niektórzy mówią: "O rany, znów leje", a inni "Ohhh... jak cudownie deszcz uderza o szyby... poczytam dzisiaj książkę, zaparzę herbatę". Niektóre kobiety na rozstanie z toksycznym mężczyzną reagują rozpaczą, a inne oddychają głęboko i myślą: "Wreszcie! Życie mi się teraz zaczyna! Hurra!".
To tak ważne, żeby ćwiczyć swoje nastawienie do życia na bardziej pozytywne. I to się da wyćwiczyć.
Katarzyna: Pewnie, że tak. Spróbujmy nakierowywać nasze myśli na pozytywy. To dotyczy też ciąży i dziecka. Pomyślmy, że damy sobie radę i wszystko się ułoży. Zaufajmy życiu. Dziecko przychodzi, żeby wzbogacić nasze życie.
Suzan: Otwarcie się na dobre rzeczy, na pozytywny rozwój wypadków, też jest pracą. Czasami odruchowo reagujemy negatywnie na nowe rzeczy i zakładamy kłopoty.
A może założymy, że będziemy szczęśliwe? Jeżeli nie wiadomo jak będzie, to można zakładać, że będzie cudownie. Nieprawdaż?
Katarzyna: Tak!
2
Czy dzieci naprawdę zmieniają życie o 180 stopni, czy to przesada?
- To bardzo straszące zdanie i na pewno taki właśnie ma cel - przestraszyć!
- Ciało kobiety, która spodziewa się dziecka, już w ciąży zaczyna się przygotowywać na zmianę. Kilka dni po zapłodnieniu organizm zaczyna się inaczej zachowywać, innych rzeczy się domaga, a następne miesiące przynoszą kolejne zmiany.
- Kobieta inaczej się rusza, jest coraz cięższa i bardziej zmęczona.
- Natura pokazuje, że tata będzie potrzebny.
- Prawdą jest również to, że są różne typy dzieci i nie wiadomo, jakie ci się "trafi".
- Niektóre są cichutkie i zadowolone prawie cały czas, a inne nieustannie płaczą.
- To, że wszystko się zmienia po porodzie, też jest ważne.
- Właśnie o tę zmianę chodzi.
- Trzeba trochę przekształcić nasze życie, bo ktoś nowy pojawia się w rodzinie.
- Zaczynamy inaczej spać, inaczej jeść, inaczej spędzać czas wolny.
- To normalne i bardzo ciekawe doświadczenie. Tworzy się rodzina!
- Można mieć różne podejścia do zmian.
- Najlepsze jest takie, gdy rodzice przystosowują dziecko do swojego życia, czyli są dla niego bazą, która nie zostanie naruszona narodzinami.
- Mężczyzna i kobieta najpierw dbają o siebie, a później o dziecko.
- Wiele kobiet się zmienia po porodzie, znika w świecie potrzeb dziecka.
- Znika dla innych i dla partnera.
- Taka zmiana nigdy nie jest dobra i jest duże prawdopodobieństwo, że fatalnie wpłynie na związek.
- Jeżeli para jest naprawdę gotowa na dziecko, to ich życie bardzo się nie zmieni.
- Oboje będą uczestniczyć w życiu dziecka i wtedy harmonijnie można przejść przez ten nowy okres.
- Niektórzy wspominają ten czas jako najwspanialszy w życiu.
- To, na ile się zmieni nasze życie po narodzinach dziecka, zależy tylko od nas.
- Ciesz się dzieckiem i nie daj się zwariować.
- Jeśli twoje życie przewraca się do góry nogami to znak, że za bardzo "oddałaś" się macierzyństwu.
- Zanim zdecydujesz się na ciążę, możesz odwiedzić koleżanki, które mają dzieci i zobaczyć, jak one sobie radzą.
- Sprawdzić, jak wygląda codzienność z maluchem, i to w różnym wydaniu.
- Uważaj jednak na czytanie miliona podręczników i słuchanie teściowej, to może rzeczywiście wywrócić twój świat do góry nogami.
- Równie dobrze można powiedzieć, że mając męża czy stałego partnera, życie zmienia się o 180 stopni.
- Zachowaj spokój i postanów sobie, że twoje życie się zmieni na lepsze - a tak właśnie będzie. :)
Katarzyna: Droga pani, są różne mamusie. Jedna weźmie swojego dzieciaczka na plecy, pójdzie z nim na spacer przez łąki, niczym się nie martwiąc. Będzie się cieszyć tym, że są razem i że oddychają sobie wspólnie.
Suzan: A po powrocie ze spaceru weźmie swojego bachorka i pójdzie z nim do znajomych. Położy go w drugim pokoju, by zasnął, i będzie się cieszyć towarzystwem. Napije się winka i zrelaksuje.
Katarzyna: Tak. Natomiast druga mamusia powie: "Nie mogę wyjść", "Nie mogę się umówić", "Jestem uziemiona w domu z dzieckiem", "Nie mam czasu na spotkania", "Nie mam nawet czasu odetchnąć, bo cały czas pilnuję dziecka". Cóż, życie takiej matki rzeczywiście wywraca się o 180 stopni. Jest bardzo ciężkie.
Suzan: Problem w tym, że ona sama trochę chciała, żeby było ciężkie, bo wtedy czuje się ofiarą i można się nad nią litować. Mamy taki program w sobie, który generuje problemy, gdyż myślimy, że jak jest trudno, to jest właściwie. Taki los kobiety, panie przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Brrrrrrrrr...
Katarzyna: Przy takich kobietach pojawia się również inny istotny problem, a jest nim nieustanny strach o dziecko. Mówię tutaj o tym bardzo niezdrowym lęku, który przekazujemy swojemu dziecku. Wówczas budujemy jego i nasz własny świat w oparciu o negację.
Suzan: Boimy się do tego stopnia, że zarażamy strachem nasze dziecko, a niekiedy popadamy w paranoję.
Katarzyna: Jeśli zauważamy u siebie takie symptomy, należy bardzo pilnować, aby ten niezdrowy lęk się nie rozwijał.
Suzan: Muszę przyznać, że w czasie ciąży robiłam, co chciałam. Powiem szczerze, że nawet trudno mnie było do lekarza wysłać. Wierzę, że ciąża to stan naturalny. Ale gdy już dziecko się urodziło, to rzeczywiście życie zmieniło tempo. Czasami nie wiedziałam, jak się nazywam, ha, ha, ha!
Przez miesiąc mylił mi się dzień z nocą i nie było mi łatwo.
Później wszystko się unormowało.
Katarzyna: Byłoby bardzo dziwne, gdyby dziecko nie przyniosło zmiany.
Suzan: I ta zmiana może zaskoczyć. Raz rodziłam dziecko jako samotna mama i gdyby nie moja przyjaciółka, która przyjechała z Rzymu, żeby mi pomóc po porodzie (Agnieszko, dziękuję po latach!), to nie wiem, jak bym sobie poradziła. Dzięki niej przetrwałam najtrudniejsze chwile i później było coraz prościej. Myślę jednak, że przeżyłam to, o co pyta nasza pani, dlatego pozwolę sobie wysunąć wniosek, że dziecko rzeczywiście przewraca świat sprzed porodu, ale tylko na jakiś czas. Później wszystko dość szybko wraca do normy.
Katarzyna: Niestety, nikt tak szybko się nie przystosowuje, dlatego trzeba to przeżyć i już...
Suzan: Poza tym ten nasz zmieniający się świat zyskuje nową miłość. Nasza uwaga jest tak skupiona na tym "cudzie", który z nas wyszedł, że inne rzeczy wydają się bezbarwne. Dziecko jest wtedy źródłem niesamowitej wewnętrznej radości i spełnienia. Myślę, że nie ma się co straszyć.
Katarzyna: Nie prorokować, nie przewidywać najgorszego, nie myśleć tylko o negatywnych skutkach i nie straszyć się. Tak!
Starać się cieszyć tym, co jest, bez zamartwiania o to, co mogłoby nastąpić. Gdy jedziemy na wycieczkę, nie możemy przecież myśleć, że nasz pociąg się wykolei, ani że będziemy uczestnikami katastrofy lotniczej. Ktoś, kto tak myśli, prawdopodobnie nigdy nigdzie nie pojedzie, a nawet jeśli, to swoimi zmartwieniami zepsuje wyjazd pozostałym uczestnikom.
Suzan: No właśnie... Ciekawe jest to, że dziecko, gdy upada, pierwsze co robi, to patrzy na reakcję mamy... Wynika z tego, że nasze pierwsze reakcje na porażkę są związane z reakcją rodzica. Możemy nadać czemuś cechy tragedii lub to zignorować.
Zresztą w życiu jest podobnie. Jak matka uważała, że bycie matką to ciężka praca, to córka odruchowo też tak będzie uważać.
Katarzyna: Tak jest! Jak mama powie: "Hej, jak fajnie upadłaś!", to córeczka wstanie, otrzepie się i pójdzie dalej.
Suzan: A jak powie: "Ojej, co się stało?! Żyjesz!!?? Aaaaaaaaa!!! Biedaczek!", to malec zacznie płakać i użalać się nad sobą, a później może w ten sposób reagować na inne niepowodzenia w życiu.
Katarzyna: Tak, dlatego że dziecko chce być takie, jakim mama chce go widzieć. Jeśli matka chce mieć dziecko zależne, płaczące, bojące się, ono takie będzie. Później jednak może się okazać, że mama jest ciągle zmęczona i przeciążona.
Suzan: Gdy już rozmawiamy o tych niezdrowych postawach, myślę że sama ciąża i macierzyństwo nie powoduje tego lęku i strachu, kobieta nosiła go w sobie już wcześniej, a dziecko może go tylko uwolnić lub spotęgować. Często też u takich kobiet decyzja o dziecku niesie ze sobą nadzieję na jakąś zmianę, na poprawę sytuacji i wyjścia z lęku.
Katarzyna: Macierzyństwo zawsze przynosi zmianę. Wiele rzeczy się zmienia, ale nigdy nie można liczyć na to, że te zmiany poprawią naszą, i tak beznadziejną już, sytuację.
Suzan: No właśnie, często słyszy się o małżeństwach, które decydują się na dziecko, bo coś się psuje w związku... Niestety, takie pary chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że nadmiar obowiązków jeszcze wszystko pogorszy. Ludzie mogą się czuć przeciążeni i wtedy dyskomfort między nimi wróci. Można się nawet spodziewać, że będzie jeszcze większy, bo nawet nie będzie możliwości, żeby w czasie kłótni wyjść lub pojechać do przyjaciółki.
Katarzyna: Niestety, znam takie pary. Najważniejsze to zastanowić się, co robimy swojemu dziecku, oczekując od niego, że poprawi nasze relacje z partnerem czy partnerką. Jeśli nasz związek się rozpada, miłość wygasa, przestajemy się lubić i chcieć spędzać ze sobą czas, często się kłócimy, to co powinniśmy w takiej sytuacji zrobić? Sprawić sobie dziecko? No nie bardzo. Wylewamy na dziecko lawę, której przecież nie uniesie, tylko samo się nią poparzy.
To bardzo przykre obarczać taką odpowiedzialnością małego człowieka. To dla niego wielki dramat.
Suzan: To nawet nielogiczne. Spójrz na mechanizm tego działania: Mamy bardzo dużo kłopotów, a będziemy mieć jeszcze więcej i wtedy dopiero sobie poradzimy. Gdzie tu sens?
Katarzyna: No właśnie... Niestety, prawdopodobnie sobie z tym nie poradzimy.
Suzan: Pytanie, które nam pani zadała, moim zdaniem jest też pytaniem o granice. Jeśli mama jest stabilna emocjonalnie, zna swoje granice, wie, jakie limity wprowadzić dziecku. Jej życie nie zostanie zaburzone drastycznie. Przy niej dziecko będzie się rozwijało prawidłowo i zgodnie z harmonią, bo szczęśliwa matka potrafi wyznaczyć granice. Nawet malutkie dziecko potrafi to wyczuć.
Katarzyna: Oczywiście, że tak.
Suzan: Są matki, które przychodzą do kawiarni na spotkanie z przyjaciółką i nawijają z nią nie 15 minut, ale dwie godziny, a ich dziecko leży spokojnie w wózku. Są również takie, które nie mają 6 minut na rozmowę telefoniczną, bo bachor się drze. Mają co najwyżej minutę. Jeszcze potrzebują zgody swojego dziecka na tę minutową rozmowę: "Mamusia chwilę porozmawia z koleżanką, dobrze?". Później mamusia jest zawiedziona, że dziecko płacze jeszcze bardziej. Wręcz wyje i zaczyna rządzić jej czasem.
Katarzyna: Bachor wie, że jak będzie się darł, to może i nie usłyszy miłego tonu, ale na pewno zwróci na siebie uwagę.
Suzan: Co robi taka mamusia? Daje mu coraz więcej uwagi do tego stopnia, że dziecko kieruje tym, na co ona może sobie pozwolić i na co ma czas lub nie. Dziecko zaczyna czuć, że ma wpływ na matkę i może z nią zrobić, co zechce.
Katarzyna: Albo: "A teraz mamusia wejdzie na chwilkę do sklepu, dobrze?".
Suzan: Matka pyta dziecko o pozwolenie i od razu daje mu swobodę do wyrażenia sprzeciwu. Czasami nawet się cieszy, gdy dziecko powie: "Nie! Nie wchodź tam! Chodźmy stąd!", bo przecież ono chce z nią spędzać czas... Jest takie kochane i tak bardzo tęskni za swoją mamusią, tak bardzo jej potrzebuje.
Katarzyna: Gdy słyszę takie matki, nóż mi się w kieszeni otwiera. Kobieto! To nie dziecko ma o tobie decydować! Sama nie wiesz, czy chcesz wejść do sklepu? Chcesz być taka dobra?! To nie jest dobro dla dziecka. To jest oddawanie mu władzy, której nie ma prawa mieć. Ono jej nie chce i nie potrzebuje. Nie poradzi sobie z nią i ty również sobie nie poradzisz, gdy już ją oddasz.
Co będzie, gdy dziecko za jakiś czas powie: "Nie, mamusiu, nie pójdziesz do sklepu!"? Odpowiesz: "Proszę skarbie, pozwól mi"? Czy może: "Ty wstrętny bachorze, nie będziesz o tym decydował!"?
Suzan: Albo inna sytuacja: "A teraz mamusia coś zje, dobrze kochanie?"
Katarzyna: No właśnie. Powinno to wyglądać tak: "Teraz będę jadła". Nie: "Mamusia będzie jadła" i nie: "Dobrze kochanie?" tylko: "Ja będę jadła" i bez pytania o pozwolenie. Nie mówmy o sobie: mamusia robi to, mamusia robi tamto. Jeśli będziemy tylko mamusią, dziecko uczy się, że jesteśmy tylko dla niego, nie jako osobny byt, ale jako jego mamusia i tylko jego. Mamusia wytłumaczy, mamusia przeczyta, mamusia zawiąże kokardkę.
Nie tak dziecko powinno nas postrzegać.
Suzan: Powinno widzieć w nas osobę, która ma swoje potrzeby i umie o nie zadbać. Matka powinna wiedzieć, czy może teraz jeść lub czy ma prawo porozmawiać z przyjaciółką przez chwilę, przez godzinę, a może przez dwie. Są kraje, w których kobieta nie ma tyle czasu na dziecko, bo musi pracować, ale zabiera dzieciaka ze sobą.
Przez wiele lat robiłam sobie warkoczyki w Brixton u Murzynek. Siedziało tam pełno dzieci w wieku od roku do siedmiu lat, a kobiety plotły warkoczyki godzinami. Żadne dziecko nie przeszkadzało. Wiedziały, że ich mamy pracują, a mamy wiedziały, że mają prawo. Fajnie się tam siedziało - jak pośrodku rodziny.
Katarzyna: W tym momencie trzeba przyznać, że panowie lepiej sobie radzą w tej kontynuacji życia po narodzinach dziecka. Mówią na przykład "Wychodzimy", a matka się odzywa: "Ale jak to? Nie mamy w czym, nie mamy kocyka, jest za zimno, pada deszcz, nie kupiłam bucików, on nie jadł, będzie padać, nie jestem gotowa" itd.
Kobieta często wtedy narzeka, że facet ryzykuje, bo on najchętniej po prostu by poszedł z tym dzieckiem, a ona musi o wszystkim myśleć.
Wynika to z tego, że mężczyźni myślą bardziej zdroworozsądkowo. Są normalniejsi. Nie przejmują się tymi wszystkimi pierdołami, od których kobietę boli głowa.
Suzan: Powinnyśmy czasami uczyć się tego rozsądku i luzu od naszych mężczyzn.
Katarzyna: Pod warunkiem, że mamy mężczyzn, którzy jeszcze pozostali sobą i nie dali się zwariować.
Suzan: Wciąż wielu jest takich. :)