Instastories - Kamil Figas

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ballada o Sebie i Karynie

Ciemną ulicą w czapce wpierdolce

idzie Seba - słońce kroczące.

Na dresie trzy paski.

Karyna piękna wychodzi z domu,

pokłony bije przed królem ortalionu.

Idą razem do sklepu.

W sklepie zakupy, weź gumę kulkę.

Wszystko za friko - na horom curke.

Kasjerka w szoku.

Oddać nie chce - pff nie ma serca.

Nie rozumie, że dla Bombelka

wszystko się zrobi.

Karyna w szoku, Seba w amoku,

z pięćset plus dochód,

to nie wystarcza.

No, ale dzielnie walczą o swoje:

"Kasjerka - kurwa, ochroniarz - gnojek."

Seba ukradnie.

Jeśli będzie trzeba - rozpruje gardziel,

bo łobuz przecież kocha najbardziej.

Miękną jej nogi.

Kocha go bardzo, ulicznego poetę,

do więzienia co miesiąc przesyła rakietę.

Smutna historia.

Imiona swoje tatuują wieczorem,

on w ciemnej celi, ona przed telewizorem.

U koleżanki.

Po wyjściu z celi, to prawie jest finał,

Seba Karynie przyjebał w ryja.

Tak dla zabawy.

Karyna teraz widzi otwarcie,

łobuz jednak nie kocha najbardziej.

Koniec Ballady.

Życiowy haj

już nie potrzebuję narkotyków, żeby być na haju

mam go zawsze

jest ze mną jak brat syjamski

ukazuje wszystkie moje braki

przez niego widzę jej twarz

choć minęło tyle lat

szybkie życie?

wolne żarty

smutek, śmierć, strach

nienormalny

ciągle nowe myśli w głowie

już nie powiem o sobie człowiek

pół, ćwierć?

tańczę bez muzyki

śpiewam bez oporu

nie siedzę, stoję

dziwne słowa, dziwne gesty

brak hamulca

brak recepty

Marzenie Ikara

Spada Ikar i marzy:

o piaszczystej plaży,

o Krecie,

o kobiecie,

o złotych snopach,

o samolotach,

o pocałunku w czółko,

o twoim kukaniu gżegżółko,

o łyku zimnego piwa,

o wakacjach na Malediwach,

o pokoju na świecie,

o kosmicznej rakiecie,

o ufoludkach,

o z kremem rurkach,

o wiośnie i sośnie,

o tańcu w deszczu radośnie,

o złotej rybce i górach,

o zamkowych murach.

Nagle sprawa mu zbrzydła,

zapomniał zamarzyć o nowych skrzydłach.

Czemu życie jest ciężkie?

Po pierwsze, dlatego,

bo ciągnie swój do swego.

Po drugie, karamba,

bo mało kto już słucha Mozarta.

Po trzecie, to chwila,

bo za dużo ludzi słucha Sławomira.

Po czwarte, bo często nie wierzę,

że Bóg na ostatnią się udał wieczerzę.

Po piąte, sprawa prosta,

bo dbamy o czubek własnego nosa.

Po szóste, bo nadzieja

na lepsze zredukowana jest do zera.

Po siódme, na koniec,

bo hołd niestosowny oddajemy mamonie.

Najważniejszy obraz

Gdy ostatnia kartka z kalendarza,

gdy życia ostatni akt,

gdy przed nami się obnaża

najpiękniejszy świata kwiat.

Spojrzeć w tył i zobaczyć

co się stało -

chodź wydarzyć nie musiało.

Łzy matczyne nad kołyską,

gdy troszczyła o swe pisklę,

gdy do szkoły

po raz pierwszy Cię posłała -

miała z Tobą nieraz doły,

jednak wciąż o Ciebie dbała.

I o ojcu,

nieraz szorstkim.

Stawiał w życiu Ci wymogi,

lecz nauczył jak je przeżyć,

komu ufać i w co wierzyć.

Każdą miłość po kolei,

czasem diabli,

lecz anieli -

lekcja gorzka,

choć był i miodu posmak.

Ta jedyna - Twoja żona

prała, myła, gotowała,

do pracy rano wstawała.

Z nią wzloty i upadki,

setki chwil, statki

Wasze na wzburzone wyszły morze -

błogosław jej dobry Boże.

Twoje dzieci, dar największy -

trochę bajek, trochę wierszy.

Wszystko dla nich.