Rozdział 1
I can't stop this feeling
Deep inside of me
Girl, you just don't realize
What you do to me
- Hooked on a Feeling, Björn Skifs
Dominik
Wybraliście już imię dla mojej chrześnicy? - pytam Matyldę, która od trzech minut upiera się, że sama wstanie do łazienki, choć jej wielki ciążowy brzuch skutecznie jej to uniemożliwia.
- Tak.
Rafał, jej narzeczony, w końcu nie wytrzymuje i ją podnosi, za co piorunuje go wzrokiem bez wdzięczności.
- I brzmi ono? - dopytuję.
- Zaraz - warczy i zamyka się w łazience.
- To potrwa pewnie znowu jakieś piętnaście minut - mówi cicho mój brat, przyszły dziadek.
- Kwadrans spokoju - komentuje Dominika z błogim uśmiechem.
Wszyscy trzej rzucamy jej zdumione spojrzenie.
- Co się gapicie, jakbym racji nie miała? - mruczy pod nosem.
Ma. Wszyscy kochamy Matyldę, ale w ostatnich tygodniach ciąży jest... okropna.
Wraca po dziesięciu minutach. Siada na kanapie i odpowiada na moje pytanie:
- Rita.
- Rita?! - zdumiewam się.
Momentalnie przypomina mi się ta jedna Rita, którą poznałem kilka miesięcy temu, w ostatnie walentynki.
- Taką podjęliśmy decyzję - tłumaczy, kładąc dłoń na dłoni Rafała.
W jego spojrzeniu widać wyraźnie, jaki był jego udział w podejmowaniu tej decyzji.
- Myślałam, że będzie Angela - mówi Dominika, nawiązując do imienia nieżyjącej już mamy Matyldy.
- Angela będzie na drugie.
- Rita Angela Orecka - oznajmia Rafał i chyba tylko przyszła mama nie słyszy nic dziwnego w tej wypowiedzi.
- A dlaczego Rita? - pyta delikatnie Mikołaj.
- Bo Rity w tej rodzinie nie ma i mała szansa, że się pojawi. To nie jest popularne imię... - Mruży oczy i wpatruje się we mnie. - No chyba że już jakąś przeleciałeś!
- Nie! - odpowiadam szybko, zgodnie z prawdą. Nie dodaję, że miałem ochotę.
- To będzie Rita - mówi znów spokojnie. - To nie jest tak, że w naszej rodzinie jest jakaś ograniczona pula imion do wykorzystania - unosi się ponownie - więc będzie Rita, to już postanowione! Wystarczy nam ta cała Moda na sukces! I tak już się ciężko połapać!
To ja może wyjaśnię...
Ja mam dwadzieścia cztery lata. Mój brat, Mikołaj, jest trzynaście lat starszy ode mnie. Matyldy dorobił się w wieku szesnastu lat, jego żona zmarła dwa lata temu, a aktualna partnerka, Dominika, jest od niego o osiem lat młodsza, czyli tyle, ile jest starsza od Matyldy. Rafałowi z kolei bliżej do przyszłego teścia niż przyszłej żony, bo ma trzydzieści jeden.
A, i jeszcze imiona. Ja jestem Dominik, tak samo jak brat Dominiki, który jest w moim wieku. Siostra Rafała ma natomiast na imię Matylda, więc naprawdę może się wydawać, że przyznano nam gdzieś z góry konkretne imiona i roczniki do wykorzystania.
Nikt nie komentuje już wyboru imienia dla nowego członka rodziny, który ma się pojawić za około dwa tygodnie. Właśnie dlatego wszyscy tu dzisiaj jesteśmy. Ostatni raz w tym gronie przed porodem.
Mikołaj i Dominika prowadzą ośrodek wypoczynkowy w Zachełmiu, niedaleko Jeleniej Góry. Ja mieszkam w Poznaniu. Matylda z Rafałem we Wrocławiu, gdzie właśnie się znajdujemy. Najłatwiej jest nam się spotkać u Mikołaja, ale ciężarna nie jest już w stanie podróżować tak daleko.
- A właśnie! - Coś jej się przypomina i chwyta za telefon. - Pamiętasz tę moją koleżankę z liceum, Celinę, tę taką rudą? - zwraca się do mnie.
- Coś kojarzę.
- Wyjechała na studia do Szczecina.
- Ooo... - Dominika uśmiecha się na wspomnienie miasta, w którym kilka lat mieszkała.
- Studiuje na Akademii Sztuki i napisała do mnie wczoraj, że poszukują modela. - Matylda unosi kilkukrotnie brwi w wymowny sposób. - Mówiła, że fajnie, jakby było na co popatrzeć, i pytała o ciebie.
Rafał i Mikołaj zaczynają się śmiać.
- Do czego modela? - dopytuję.
- Do nudesków. - Chichra się Mati.
- Co?
- Co ty, młody? To nawet ja wiem, co to jest - nabija się Mikołaj, a reszta wtóruje mu śmiechem.
Mierzę brata wzrokiem i zwracam się do Mati:
- Ale o co konkretnie chodzi?
- Żebyś pozował, jak będą malować czy rzeźbić... nie wiem. Mózg ciążowy, nie pamiętam. Ale na Insta Akademii jest ogłoszenie, zobacz. - Podaje mi telefon.
Zerkam i czytam. Chłopaki w tym czasie komentują, śmiejąc się. Bez sensu.
Zjeżdżam w dół, przeglądam inne zdjęcia, jeszcze z poprzedniego semestru. Zatrzymuję się na jednym, które przykuwa moją uwagę do tego stopnia, że oblewa mnie fala gorąca, a serce niespodziewanie przyspiesza swój rytm. Opis zaczyna się słowami:
Studentka pierwszego roku, Rita Ratajczak...
Dalej nie czytam. Patrzę na zdjęcie.
Po chwili wychodzę z aplikacji, starając się zapanować nad oddechem. Odkładam telefon Matyldy na stół i zaskakując samego siebie, mówię:
- Dobra, powiedz tej Celinie, że spoko. Niech się odezwie, co i jak.
- Poważnie? - pytają wszyscy jednocześnie.
Wzruszam ramionami.
- Zawsze to coś innego... Ile można dodawać relacji z imprez?
Patrzą na mnie jak na wariata, którym niewątpliwie jestem. Matylda od razu sięga po telefon i pisze wiadomość do Celiny.
Kurwa, wjebałem się.
Rita
Drugi rok ledwo się zaczął, a już zasypano nas takim planem zajęć, że nie wiem, jak ja to wszystko ogarnę. Razem z moją siostrą i naszą kumpelą wynajmujemy typowo studenckie mieszkanie, które jakoś musimy opłacić. Z Niną wyjechałyśmy w zeszłym roku na studia do Szczecina, a mama z naszym sporo młodszym od nas bratem, Mikołajem, została w Łobzie. Rodzice są już wiele lat po rozwodzie i choć tata płaci jakieś niewielkie alimenty, to mama nie dałaby rady zapewnić nam utrzymania w obcym mieście. Trochę pomaga, wiadomo, ale oprócz tego musimy pracować.
Obie z Niną mamy zdolności manualne. Ona postanowiła wykorzystać talent do rysowania, studiując architekturę, a ja wybrałam kierunek typowo artystyczny, którym jest malarstwo. Dorabiamy sobie w weekendy i czasem też w tygodniu jako kelnerki w sąsiadujących ze sobą knajpach na Deptaku Bogusława. Ostatnio też za zaoszczędzone przez lata pieniądze ukończyłam kurs tatuażu, ale dopiero raczkuję w tym temacie.
Poza pracą, zdolnościami, wspólnym pokojem, datą urodzenia i tym, że wyglądamy niemal identycznie, ja i Nina bardzo się różnimy. Moja siostra to ta na maksa otwarta i przebojowa. Ja jestem raczej cicha, skryta i dość... nieśmiała. Nina potrzebuje adrenaliny do szczęścia, mnie wystarczy spokój, farby, albo chociaż ołówek, i kawałek płótna czy papieru.
Jesteśmy totalnie różne, ale nie wyobrażam sobie świata bez tej mojej zwariowanej bliźniaczki. Chociaż nieraz tak działa mi na nerwy, że najchętniej bym ją sprzedała, a nawet dopłaciła, byle tylko dała mi spokój.
Nina nie rozumie, jak można żyć tak jak ja. Właściwie bez imprez, bez chłopaków, a co za tym idzie: bez seksu. To nie jest tak, że mnie to nie interesuje. Po prostu... być może jestem staroświecka, ale szukam tego jedynego. Nie na chwilę. I mam świadomość, że to może trochę potrwać.
- Ale się jaram na te akty! - piszczy Kornelia podczas przerwy między zajęciami.
- A kiedy one dokładnie mają być? - dopytuje Marlena.
- W pierwszym tygodniu listopada - odpowiadam. - Jednego dnia kobiecy, drugiego męski.
- Ten męski to będzie coś. - Szczerzy się Celina. - Będziemy szkicować naprawdę piękne męskie ciało. Sama o to zadbałam.
- Jak to? Jakiś twój znajomy się zgłosił? - pyta Kora.
- Lepiej... - Celina uśmiecha się tajemniczo. - Dobra, powiem wam, ale na razie gęby na kłódki, bo jak się wszyscy dowiedzą, to mu żyć nie dadzą i jeszcze odwoła.
Patrzymy na nią z oczekiwaniem.
- Przyjedzie do nas specjalnie... ten.domi_nick. - Celina mówi to ostatnie tak piszczącym głosikiem, że prawie jej nie rozumiem.
Dziewczyny także zaczynają piszczeć. Patrzę na nie jak na nienormalne.
- Żartujesz?! - wołają jednocześnie.
- Kto? - pytam.
Teraz to one patrzą na mnie tak, jakbym zerwała się z choinki.
- No, ten.domi_nick - powtarza Marlena. - Ten influencer od beemek i lifestyle'u.
- Zajebiście przystojny influencer od beemek i lifestyle'u - poprawia ją Kora.
- W sumie można powiedzieć, że będziemy malować gwiazdę internetu, w dodatku z boskim ciałem - informuje Celina. - Ja to załatwiłam. Znam jego bratanicę, jego też zresztą kiedyś poznałam - oznajmia z nieskrywaną wyższością w głosie. - Na żywo jest jeszcze bardziej zajebisty niż w necie. I z tego, co wiem od Matyldy, lubi się dobrze zabawić, więc... - Puszcza nam oczko.
Parskam. Oczywiście. Gwiazda internetu, z boskim ciałem, do tego lubi się zabawić. No naprawdę, już chyba niżej upaść nie można, żeby dać się zbałamucić komuś takiemu.
- Poznasz nas jakoś? - pyta Marlena.
- A mnie?! - wtrąca Kornelia.
Wytrzeszczam oczy. Już nawet nie chce mi się jej przypominać, że ma chłopaka.
- A kobieta? - pytam z ironią. - Przyjedzie do nas sama Naomi Campbell?
- Och, bo ty nie rozumiesz - zaczyna Kora. - Pokażę ci go, to będziesz wiedziała, dlaczego się tak jaramy.
Nie patrząc w jej telefon, na którym najwyraźniej wyszukuje właśnie jego profil, mówię:
- Nie, dzięki. Jak dla mnie może wyglądać nawet jak grecki bóg, przecież będziemy go tylko rysować.
- Wiesz, jak wolisz dziewczyny, to możesz nam o tym powiedzieć. My jesteśmy tolerancyjne - zastrzega Celina i rozgląda się po koleżankach, które kiwają głowami.
- Nie o to chodzi.
- Serio? - upewnia się Marlena. - Od początku studiów z nikim się nie spotykasz, nie chodzisz na imprezy, a teraz jeszcze reagujesz obojętnością na takie ciacho...
- Po prostu nie interesują mnie faceci tego pokroju - oznajmiam i zbieram swoje rzeczy. - Widzimy się później.
Odchodzę, bo nie lubię rozmawiać na ten temat. Większość osób w moim wieku szuka zabawy i przygód, chce doświadczać. Spoko, niech robią, co chcą. Ale ja mam inne podejście do życia. Nie interesuje mnie takie powierzchowne traktowanie drugiej osoby i ograniczanie się wyłącznie do jej cielesności. Jestem otwarta na relację z facetem, ale nie może być ona płytka. A tylko takie zdarzają się wokół mnie. To nie jest też tak, że cierpię na brak zainteresowania. Dość często ktoś mnie zagaduje, pisze do mnie czy zaprasza na randki. Tyle że mam ciągle wrażenie, że im wszystkim chodzi o jedno... Najczęściej więc odrzucam ich zaraz na starcie albo krótką chwilę po.
Problem w tym, że nikt mnie nie rozumie. Nawet własna siostra czy przyjaciółka, bo one żyją zupełnie inaczej niż ja.
Dominik
Celina skontaktowała się ze mną w błyskawicznym tempie. Od razu pożałowałem tej decyzji, bo oprócz informacji logistycznych dotyczących mojej obecności na jej uczelni, zaczęła po prostu zagadywać. Wypytywała o Matyldę i jej ciążowe samopoczucie, mimo że wcześniej pytała o to samą zainteresowaną. Musiałem więc ją kilkukrotnie spławić, wymigując się napiętym grafikiem. Pewnie będzie mnie na miejscu traktowała jak nie wiadomo jak bliskiego kolegę.
Okazało się, że termin tego całego aktu nie koliduje w żaden sposób z porodem Matyldy, co ma swoje plusy i minusy. Moja bratanica by mnie zajebała, gdybym nie przyjechał do szpitala. Zapowiedziała, że mamy się zjawić w komplecie, choć to nie ma sensu. Nie będziemy jej przecież wszyscy trzymać za ręce podczas porodu, a do noworodka i tak nie wpuszczą takiej zgrai. Ale mamy być i koniec. Gdyby ten akt miał odbyć się w podobnym terminie, mógłbym zrezygnować. Teoretycznie wciąż mogę...
Kurwa. Zgodziłem się na to, bo zobaczyłem, że na tej uczelni studiuje dziewczyna, którą poznałem w walentynki i która dała mi nieprawidłowy numer telefonu. Nie wiem nawet, czy wciąż się tam uczy i czy będzie brała udział w tych zajęciach, ale z jakiegoś powodu stwierdziłem, że się tam pojawię i stanę przed nią nago. Ja pierdolę, od tego Instagrama mi się w głowie poprzewracało.
#
W połowie października dostaję telefon od Dominiki z informacją, że Matylda rodzi. Trzy dni przed terminem. Wychodzę z domu, tak jak stoję, i jadę do Wrocławia. Kilka godzin później wchodzę do szpitalnego holu i odnajduję brata. Śmieję się na jego widok.
- Wyglądasz, jakby to Domi rodziła.
Rzuca mi wrogie spojrzenie, wiadomo. Ale jego kobieta na szczęście chichocze i odpowiada:
- Zostawiliśmy domki bez opieki i Mikołaj martwi się, jak długo to będzie trwało.
- To jest twoja córka! - upominam go żartobliwie. - Chyba jest ważniejsza od domków, co?
- Dlatego jesteśmy... Ale jak sobie przypomnę, że Angela rodziła ją ponad dwadzieścia godzin, to mi się odechciewa tu stać - mówi i dostaje za to pięścią w ramię od Dominiki.
Na szczęście pół godziny później przychodzi do nas Rafał i oświadcza, że Rita Angela Orecka pojawiła się na świecie cała i zdrowa. Do tego dostała dziesięć punktów w jakimś tam noworodkowym teście, czym jako nauczyciel akademicki jest niezwykle podjarany. Mamusia również ma się dobrze, ale jest wykończona i zaprasza jutro.
- Kurwa! - oburza się Domi, gdy Rafał wraca do rodzinki. - Jakie "zaprasza jutro"? To po chuj my tutaj?
- To samo od razu mówiłem - dodaję.
Mój brat tylko przewraca oczami i wspólnie udajemy się do hotelu.
#
Następnego dnia poznaję moją przyszłą chrześnicę. Trzymam ją w rękach. Jest taka mała i kruchutka. Mikołaj stoi nad nami i wskazując na mnie, mówi do niej:
- A to jest twój stryjeczny dziadek.
Wszyscy wybuchamy śmiechem. Naprawdę mamy tu niezłą Modę na sukces. Z tą różnicą, że nie sypiamy ze sobą wzajemnie. Jestem pewien, że to się nie zmieni, bo w tej rodzinie jak ktoś się zakochuje, to na amen.
- Rita, Rita, Rita... - szepczę do dziecka, które jeszcze nie ogarnia nawet, że to do niego, a w myślach dodaję: - Twoja matka mnie zajebie.
No dobrze, nie jestem jeszcze w związku z Ritą. Nawet nie wiem, czy uda mi się ją spotkać w Szczecinie, ale nie mogę przestać o niej myśleć.
Czy to dlatego, że nie podała mi prawdziwego numeru? Czy może z powodu tej niedorzecznej niebieskiej opaski, przez którą stała się dla mnie niedostępna? A może to przez to, że tak miło spędziłem z nią czas? Że miała taki ładny uśmiech i takie intensywne spojrzenie? Że nie była wytapetowana i roznegliżowana? Że najwyraźniej nie miała pojęcia, ilu mam obserwujących w mediach społecznościowych? I że prawdopodobnie i tak miała to w głębokim poważaniu?
Przyznaję, że nawet zapytałem po jakimś czasie Michała, czy ma kontakt z tą jej koleżanką. Niestety, nie wymienili się numerami telefonów, nawet nic konkretnego o niej nie wiedział.
Spisałem więc Ritę na straty, dopóki nie zobaczyłem jej zdjęcia na profilu Akademii. A potem zgłosiłem się dobrowolnie, żeby stać nago cały dzień przed obcymi ludźmi. Nie wstydzę się swojego ciała, ale... no pojebało mnie. I mimo wszystko muszę chyba iść jeszcze kilka razy na siłkę.
#
Kolejnego dnia wracam do Poznania. Jadę do zaprzyjaźnionego salonu nagrać film z jazdy testowej nową beemką, którą specjalnie dla mnie sprowadzili w niebieskim kolorze. Zażartowałem, jak dzwonili, że chętnie to nagram, ale jeśli będzie niebieska, a oni na to, że luz, będzie niebieska. Potem przez następne dni montuję film. Zajmuje mi to dłużej niż zwykle, bo zgodnie z postanowieniem zaczynam dzień od dwóch godzin na siłowni.
Popierdoliło mnie. Jak jej tam nie będzie, to się wkurwię.
W końcu nadchodzi listopad, który standardowo zaczyna się od grobów. Rezerwuję hotel, pakuję torbę i... lecę na Szczecin. Celina pisała do mnie milion razy, czy będę na pewno. Proponowała nawet jakiś wspólny obiad albo balety, ale odmówiłem, informując, że nie będę miał czasu. Oczywiście chętnie pójdę na obiad, ale nie z nią.
Kurwa, ja pierdolę, po co ja tam jadę?
Rita
Plotka o tym całym Dominiku rozeszła się po naszej uczelni błyskawicznie. Przez ostatnie tygodnie to właśnie on był w centrum uwagi. Gadali o nim wszyscy. Nie tylko zachwycające się tym, jaki on niby zajebisty, dziewczyny, ale również faceci, których jest u nas znacznie mniej, jarali się tą "gwiazdą". Mało tego. Kilkukrotnie słyszałam, jak różni wykładowcy coś o nim mówili.
Przyznaję, że przez moment chciałam go odnaleźć w mediach społecznościowych, ale jakiś czas temu aplikacja Instagrama mnie wylogowała, a przez to, że rzadko tam zaglądam, nie pamiętam hasła. Pewnie mogłabym je po prostu zresetować, ale bez przesady, aż tak mi nie zależy. A już na pewno nie poproszę nikogo o pokazanie mi tego typa. Zresztą i tak jutro zobaczę go sobie na żywo.
Dziś pozowała nam naga kobieta. Właściwie dziewczyna, która zaczyna karierę w modelingu. Początkowo Ninka chciała się zgłosić do tego zadania, ale na szczęście nie odpowiadał jej termin, bo miała akurat jakieś ważne zaliczenie. Nie zniosłabym tego, bo na obrazach moich znajomych widziałabym przecież... siebie. W każdym razie wszyscy by pewnie myśleli, że to ja.
Modelka miała odkryte piersi, ale miejsca intymne zasłoniła jakąś jedwabną chustą. Dziwnie było widzieć kątem oka chłopaków, którzy jarali się na jej widok. Mało to profesjonalne... I jak musiała czuć się ta dziewczyna, obserwując ich reakcje... Żenada.
Na koniec Strzelecka, nasza wykładowczyni, wyróżniła dwie prace. Jedną z nich była moja. W ramach nagrody miała trafić do mediów społecznościowych. Też mi wyróżnienie... Mogliby mnie zwolnić z egzaminu na przykład, a nie... Ludzie powariowali z tymi Instagramami dzisiaj.
Po południu jestem w pracy i zostaję tam aż do wieczora. Nie lubię tego, bo często klienci, zwłaszcza ci nawaleni, płci męskiej, rzucają tak niewybredne teksty, że aż uszy więdną. Ja nie wiem... Czy naprawdę istnieją dziewczyny, którym to się podoba? Taki chamski podryw na pijanego macho, a właściwie kogoś, kto się jedynie za niego uważa? Przecież to totalnie obrzydliwe i żenujące. A jak już dochodzi do kontaktu fizycznego, na który z jakiegoś dziwnego powodu czasem sobie pozwalają, to mam ochotę im wydłubać oczy. Na szczęście mam spoko szefa, który od razu reaguje na tego typu zagrywki i kilkukrotnie wyprosił już z lokalu paru kolesi, którzy przesadzali zarówno w stosunku do mnie, jak i koleżanki.
Wracam do mieszkania późno, totalnie zorana, i nawet nie mam ochoty posiedzieć z dziewczynami, które namawiają mnie na wspólne oglądanie serialu. Zamiast tego myję się, jem kolację i kładę do wyra. Jutro do późna siedzę na uczelni, a potem znów idę do roboty. Na szczęście w tym tygodniu mam wyjątkowo wolną sobotę, więc sobie choć trochę odpocznę.
#
Rano piję szybką kawę i wychodzę z domu. Nie muszę się martwić o dojazdy na uczelnię, bo mieszkam niedaleko. Trasa zajmuje mi raptem jakieś dziesięć minut.
Przysypiam na wykładach ze sztuki współczesnej, więc na przerwie, przed zajęciami praktycznymi z modelem, kupuję sobie w automacie drugą kawę. Powinnam chyba nieco zwolnić obroty, bo dopiero rozpoczął się semestr, a ja już chodzę wykończona.
Na korytarzach czuć podekscytowanie. Wszędzie słyszę o tym Dominiku. Już mi się robi niedobrze od nadmiaru tych wszechobecnych zachwytów.
Około dziesiątej wchodzimy wreszcie do pracowni, a tam równie rozgorączkowana jak moi rówieśnicy Strzelecka oznajmia nam, że nasz wyjątkowy model jest już za kotarą, gdzie przygotowuje się do pracy. Prosi nas o ciszę i profesjonalizm, piszcząc przy tym tak, że jedyne, co mam w głowie, to to, jak bardzo w obecnej sytuacji brakuje go właśnie jej. Cóż...
Chwilę później okazuje się, że moja grupa nie wzięła sobie do serca jej próśb. Gdy po kilku minutach kobieta odsłania kotarę, z ust moich koleżanek wydobywają się ochy i achy, a także żałosne jęknięcia. Boże, jest mi za nie wstyd! Związuję jeszcze włosy na czubku głowy, tak by nie przeszkadzały mi w pracy, i dopiero po krótkiej chwili, kiedy profesor Strzelecka ucisza zgromadzonych, wychylam się zza sztalugi.
Przyglądam się męskiej sylwetce, analizując krótko w głowie wizję mojego rysunku, i stwierdzam, że takie ciało naprawdę przyjemnie będzie szkicować. Dopiero po jakimś czasie zerkam na skierowaną prosto we mnie twarz naszego modela i... zaczynam chwiać się na stołku, aż prawie z niego spadam.
Na co dzień nie przeklinam, ale... O chuj, kurwa, ja pierdolę, jego mać... A więc to jest ten.domi_nick... TEN Dominik...
Dominik
Parkuję przed samym wejściem do Akademii, bo Celina zajęła mi miejsce przy głównej ulicy. Nie wiem jak... Czyżby stały tam z koleżankami i przeganiały innych kierowców? Nieważne. Ważne, że nie muszę się kręcić w kółko. Kupuję w aplikacji bilet parkingowy i dopiero wysiadam. Choć jest pochmurnie, nie rozstaję się z ciemnymi okularami, żeby laski nie widziały mojego spojrzenia w ich kierunku. To, że im się podobam, to jest okej, ale to, że lecą na sportowe auto, liczbę obserwujących na Insta czy inne rzeczy, które nie świadczą wcale o mnie, to jest trochę żałosne. I owszem raz czy dwa wykorzystałem takie zainteresowanie do spełnienia zwykłych przyziemnych samczych potrzeb, jednak nie jest to mój regularny styl życia.
Celina wita się ze mną jak z najlepszym przyjacielem. Przytulas i buziak w policzek. Nie sprowadzam jej na ziemię. W końcu nie robi nic złego. Potem przedstawia mnie koleżankom z taką wyższością w głosie, że aż mnie świerzbi, żeby coś palnąć. Dziewczyny przekrzykują się, rzucając imiona, których i tak nie zapamiętam. Chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie, oczywiście każda indywidualnie. W tym momencie jestem zadowolony z obecności rudej, która stanowczo im odmawia.
- Dziewczyny! - Unosi jedną dłoń, a drugą zawiesza na moim ramieniu. - Chyba nie chcecie, żeby Dominik spóźnił się na swój pokaz!
Wszystkie chichoczą i razem kierujemy się do budynku.
Nie muszę nawet myśleć, dokąd iść. Celina prowadzi nas do odpowiedniego gabinetu, dziękując po drodze, że przyjąłem jej zaproszenie. Kurwa, jej zaproszenie. Uśmiecham się tylko głupkowato i prawie nic nie mówię. W końcu docieramy do sali, w której zostaję przedstawiony niejakiej profesor Strzeleckiej. Wszystkie zgromadzone oczywiście też wparowują do środka. Na szczęście pani profesor wyprasza je pod pretekstem przygotowania sali i modela do zajęć.
- Mamy jeszcze pół godziny - oznajmia kobieta, gdy wreszcie zostajemy sami. - Zaproponowałabym panu kawę, ale szczerze mówiąc, radziłabym raczej toaletę, bo nie pozwolę się panu ruszyć przez kilka kolejnych godzin. - Uśmiecha się lekko zawstydzona.
- Proszę mi mówić po imieniu, Dominik. - Waham się, ale zadaję pytanie: - Czy zanim zrzucę ciuchy, możemy nagrać relację?
- Relację?
Tłumaczę jej zasady mojego instagramowego życia. Kobieta zgadza się w końcu, więc odpalam aparat i nagrywam na wyciągniętej ręce.
- Cześć! Słuchajcie, mówiłem wam ostatnio, że czeka na mnie pewna ciekawa aktywność, i oto nastąpił ten dzień. Jestem właśnie w Szczecinie w Akademii Sztuki, a ze mną jest profesor Magdalena Strzelecka, która prowadzi tutaj zajęcia z rysunku. Pani profesor, czy może pani powiedzieć moim followersom, co ja tu dzisiaj robię?
Uśmiecham się do niej, wciąż pilnując, byśmy oboje znajdowali się w kadrze.
- Moi drodzy - zaczyna zauroczona. - Dominik zgodził się wziąć dziś udział w naszych zajęciach z rysunku w roli modela.
- A jaki jest temat dzisiejszych zajęć? - dopytuję, śmiejąc się, bo dociera do mnie absurd tego wszystkiego.
- Studenci na dzisiejszych zajęciach będą rysowali akt.
- Tak, dobrze słyszeliście. Pani profesor uprzedziła mnie, że nie pozwoli mi się ruszyć przez kilka godzin. Ja więc na pewno nie zdam żadnej relacji, ale może pani profesor zrobi dla was kilka zdjęć. Zobaczymy... No cóż... To chyba do zobaczenia wieczorem! - Śmieję się i kończę film.
Wrzucam szybko relację, a potem korzystam z toalety. Wracam i pytam, co ze sobą zrobić. Pani Magda zasłania kotarą miejsce, w którym... mam się przygotować.
- Normalnie zaproponowałabym... - Kobieta waha się chwilę. - No wiesz, do rosołu. Ale widziałam, jak cię te wszystkie dziewuchy pożerały wzrokiem w pełnym ubraniu i... cóż, nie mam pewności.
- Co pani proponuje w takim razie?
- Myślę, że może usiądziesz na tym stołku i ten materiał tak tylko lekko zarzucisz na... - Zacina się, ale nie przerywam tej ciszy. Czekam, co powie. - Na fallusa.
Uśmiecham się pod nosem. Ściągam kurtkę.
- Tutaj sobie wszystkie rzeczy połóż. - Wskazuje krzesło obok swojego biurka. - Ostrzegam, że może być ci niewygodnie po jakimś czasie, ale to bardzo ważne, byś się nie ruszał.
- Zrobię, co w mojej mocy - obiecuję.
Ściągam bluzę, potem buty. Oddycham głęboko, zastanawiając się, co ja tu, kurwa, robię. Profesor odchrząkuje i wyciąga w moją stronę dłoń z materiałem, o którym wcześniej wspominała.
- Ja pójdę na chwilę tu za drzwi, a ty się rozbierz, przykryj tym, tak jak rozmawialiśmy, a potem mnie zawołaj, to ustawimy cię w odpowiedniej pozycji.
Odbieram od niej zawiniątko. Ona wychodzi, a ja ściągam resztę ciuchów.
Ja pierdolę, kurwa jego mać, chuj. Kurwa, co ja robię? Przez moment szarpię nerwowo włosy. Zauważam na biurku listę obecności, którą szybko skanuję wzrokiem i uśmiecham się sam do siebie.
Po chwili siadam gołym dupskiem na zimnym stołku, zarzucam szmatkę na... fallusa i wołam panią profesor. Przychodzi, mruży oczy i chwilę się we mnie wpatruje, po czym zaczyna ustawiać.
- Tors trochę bardziej do przodu.
Wykonuję polecenie.
- Yhym... Broda wyżej. Lewa noga trochę bardziej tutaj. Tę dłoń...
- Pani profesor - przerywam jej - skoro to ma być akt, to może bez tej szmaty?
Patrzy na mnie przez moment w ciszy.
- Tylko jeśli będziesz czuł się komfortowo.
Już się nie czuję, więc zrzucam materiał, a kobieta bierze głęboki wdech i kończy mnie ustawiać.
- Na pani biurku leży mój telefon - mówię jeszcze. - Jakby udało się pani zrobić jakieś zdjęcia w trakcie albo nawet filmik, to będę wdzięczny. Tylko tak... wie pani, bez fallusa.
- Postaram się. - Chichocze. - Tylko musisz mi kod blokady podać.
- Zbliży mi pani do twarzy i się odblokuje.
Kobieta idzie zawołać grupę. Spinam się, słysząc podekscytowany gwar, ale zabroniła mi się ruszać. Po chwili znika kotara, a dokładnie naprzeciw mnie jest ona. Jako jedyna niezainteresowana gwiazdą mediów społecznościowych. Piękna jest. Wygląda nawet lepiej, niż zapamiętałem. Kurwa, może ta szmatka była dla mnie, a nie dla nich...
Rita związuje włosy i dopiero teraz obrzuca moje ciało spojrzeniem. Na końcu spogląda w moje oczy i... mnie poznaje. No tak, przecież tylko twarz widziała. Wygląda, jakby się wystraszyła. Urocza jest. Chyba jako jedyna nie wiedziała, kogo tu zobaczy. Puszczam jej oczko, a ona się rumieni. Czeka mnie teraz kilka godzin mordęgi, ale cóż... Ona co prawda jest w ciuchach, ale ja też sobie popatrzę.
Rita
Przez ułamek sekundy zastanawiam się, czy on też mnie pamięta, ale wszystko staje się jasne, gdy tylko puszcza mi oczko. Ja pierdolę, co on tu robi? W ogóle nie wygląda na zaskoczonego moim widokiem. W przeciwieństwie do mnie. Jestem pewna, że zarówno moje policzki, jak i mój dekolt oblały się wyraźnie czerwonym rumieńcem.
Automatycznie poprawiam bluzkę, naciągając ją wyżej, i przypominam sobie o oddechu, który chwilę temu wstrzymałam. Odchrząkuję cicho i próbuję wziąć się w garść. Najchętniej bym wcale na niego nie patrzyła, ale jak ja mam go inaczej narysować?!
Już rozumiem zachwyty wszystkich moich koleżanek. Sama w lutym po powrocie z Poznania długo biłam się w pierś, że podałam mu zły numer. Nie wiem, czy próbował się na niego dodzwonić. Chcę wierzyć, że tak. Chyba jeszcze nigdy nikt mi się tak nie spodobał jak on. Tylko że teraz, mimo że fizycznie zdecydowanie otrzymuje maksymalną liczbę punktów, jego notowania spadły jeszcze niżej. Wtedy, rozmawiając z nim, nie posądziłabym go o to, że jest znany. Nie sprawiał wrażenia zapatrzonego w siebie celebryty. Teraz, od tygodni słysząc te wszystkie komentarze na jego temat, niestety zmieniam zdanie.
Chowam się za sztalugą, wdzięczna za jej obecność, zamykam na moment oczy i biorę kilka głębokich wdechów. Dopiero po chwili zabieram się za pracę. Nie mam pojęcia, jak ja się skupię. Ręka mi się trzęsie jak chyba jeszcze nigdy dotąd. Chce mi się śmiać z samej siebie. Wczoraj naigrywałam się z koleżanek i kolegów, a dzisiaj sama czuję się tak onieśmielona, że kompletnie nie wiem, czy uda mi się jakoś stworzyć ten obraz.
Za każdym razem, gdy tylko wychylam się, by zerknąć na naszego modela, natykam się na jego wzrok. Wolałabym, żeby patrzył gdzie indziej albo po prostu zamknął oczy. Na Boga, co za parodia.
Słyszę za sobą szepty podnieconych dziewczyn i ich dziecinne chichranie się spowodowane... no cóż... wyraźnym podnieceniem Dominika. Mógł chociaż zasłonić się lekko jak ta dziewczyna wczoraj. Już sama jego wizyta w tym miejscu będzie na ustach wszystkich przez kolejne miesiące. Naprawdę, czy on nie ma świadomości, że wszystkie heteroseksualne dziewczyny będą gadać o jego wacku? Widocznie tak lubi...
Staram się unikać jego wzroku, gdy nie rysuję akurat twarzy, ale nie potrafię tego zrobić. Czasem, gdy nasze spojrzenia na moment się spotykają, patrzy na mnie poważnie, innym razem uśmiecha się miło. Ja przez cały czas zachowuję pokerową twarz, a i tak mam już pewność, że wszyscy na sali widzą, że Dominik nie spuszcza ze mnie wzroku. Co dodatkowo mnie peszy, biorąc pod uwagę jego prawie nieustającą erekcję. Mam tylko nadzieję, że w swojej głowie uprawia namiętny seks z własną dziewczyną albo w najgorszym wypadku "ogląda" jakiegoś pornola. Chcę wierzyć, że to nie ja jestem jego bohaterką. To byłoby chore.
Dlaczego ja w ogóle o tym myślę?!
- Proszę schować telefon! - odzywa się ostro Strzelecka.
W sali robi się małe zamieszanie, wszyscy kierują wzrok na Celinę, która widocznie próbowała dyskretnie zrobić zdjęcie naszemu modelowi. A tak się chwaliła tą znajomością...
Teraz zawstydzona chowa telefon, a prawie wszyscy się śmieją, poza mną, Celiną i profesor Strzelecką. Nawet Dominik jest rozbawiony i wcale nie wygląda na złego. Dobra, gdybym ja miała takie ciało, też pewnie chciałabym się nim chwalić. Ale bez przesady.
Chwilę później sama Strzelecka chwyta za iPhone'a, najwyraźniej Dominika, bo odblokowuje go, przystawiając ekran do jego twarzy, i zaczyna robić mnóstwo zdjęć. Nie tylko jemu, ale także i nam.
Kiedy mija czas na pracę, profesor zasłania kotarą modela i prosi, by się ubrał. Oddycham z ulgą, choć wiem, że to jeszcze nie koniec. Wczoraj, po tym, gdy skończyliśmy kobiecy akt, modelka i pani profesor chodziły po sali i oceniały nasze dzieła, wybierając najlepsze. Jestem więc pewna, że za chwilę czeka nas dokładnie to samo, tyle że w wykonaniu Dominika.
Mam ochotę stchórzyć, wyjść, uciec pod pretekstem udania się do łazienki, ale mężczyzna wyłania się zza kotary. W ciuchach wcale nie wygląda gorzej. I nadal patrzy tylko na mnie. Cholera jasna, o co mu chodzi?!
Strzelecka coś do nas mówi, ale jak mam być szczera, nie mam zielonego pojęcia co. Chowam się znów za sztalugą i przyglądam rysunkowi. Chyba nie wyszło tak źle, jak zakładałam. Właściwie... chętnie bym sobie ten szkic zabrała do domu i gdzieś powiesiła, na przykład nad łóżkiem. Rany, Rita, ogarnij się! Robię to, gdy zauważam, że Strzelecka wraz z Dominikiem rozpoczynają swoją wędrówkę po sali. Nagle robi się głośno, wszyscy podekscytowani tym niecodziennym wydarzeniem zaczynają wymieniać się swoimi spostrzeżeniami. Do mnie też przysuwa się Kora i wskazując skinieniem głowy Dominika, który stoi teraz odwrócony do nas tyłem i przygląda się pracy Kaśki, szepcze:
- I co? Mówiłam, że jest zajebisty. Aż mi się mokro zrobiło, jak tak na niego patrzyłam.
Spoglądam na nią z litością i nie komentuję.
- Ej, ale zajebiście ci to wyszło - rzuca, przypatrując się mojej pracy. - Chciałabym mieć taki talent jak ty.
- Dzięki - burczę i kątem oka zauważam, że Dominik ze Strzelecką zatrzymują się przy stanowisku obok.
Kora wraca do siebie, a ja oddycham głęboko, starając się dodać sobie jakoś otuchy. Po krótkiej chwili ruszają już w moją stronę. Dominik znów nie spuszcza ze mnie wzroku. Podchodząc, uśmiecha się szeroko. W moim brzuchu dzieją się takie rzeczy jak chyba jeszcze nigdy. Znów mam ochotę uciec, ale nie mogę tego zrobić.
- A to jest Rita - przedstawia mnie Strzelecka. - Jedna z naszych najzdolniejszych studentek.