2
Cecilie wykonała ostry zakręt swoim czarnym Golfem, kontynuując jazdę przez Istedgade. W ten przeszywająco zimny poniedziałkowy poranek dzielnica Vesterbro dopiero budziła się do życia i panował tu duży ruch. Cecilie warknęła niecierpliwie, próbując ominąć zator. Kiedy to nie zadziałało, włączyła migające niebieskie światła, zmuszając samochody z przodu do zrobienia dla niej miejsca.
- Cholera, Heino, czy ty właśnie puściłeś bąka? - zapytał z tylnego siedzenia Henrik, starszy siwy policjant, i pomachał ręką przed nosem.
- Nie w tej chwili, jeśli cię to interesuje - odpowiedział Heino, pocierając swoją hipsterską kozią bródkę i uśmiechając się niewinnie.
- Ale dwie sekundy temu już tak? Cecilie, Heino smrodzi - powiedział Henrik, odsuwając swoje wielkie cielsko z dala od Heino.
Cecilie poczuła bąka i opuściła wszystkie szyby.
- To ostatni raz, kiedy was podwożę. Następnym razem sami wieziecie swoje tyłki. Joakimie?
- Co? - zapytał Joakim, który siedział obok niej. Był najnowszym i najmłodszym członkiem Wydziału Zabójstw. - Ja nie puściłem bąka.
- Pieprzona odprawa? - mruknęła, rzucając mu sugestywne spojrzenie. Jego czarne Ray-Bany i rozpięta koszula już ją irytowały.
- Zamordowana kobieta. Saxogade jedenaście, pierwsze piętro - powiedział, żując głośno gumę. - Mieszkaniec znalazł ją po tym, jak zauważył, że jej drzwi są uchylone od ponad doby.
- I to wszystko?
Joakim wypluł gumę do żucia przez otwarte boczne okno.
- Nie udzielono mi żadnych dodatkowych informacji.
- Joakim nie jest zaufanym pracownikiem, szefowo - skwitował ironicznie Heino.
Cecilie potrząsnęła głową i skręciła w następną ulicę po lewej.
- Czy to tu? - zapytała.
- Nie, to jednokierunkowa. Saxogade jest ulicę dalej - odpowiedział Joakim. - Mogę prowadzić.
Nagle pojawił się za nimi szybko jadący samochód.
- Szefowo, nadjeżdża auto - powiedział Heino.
Cecilie ponownie włączyła niebieskie światła. Kierowca szybko zjechał na bok, robiąc im miejsce.
- Miejmy nadzieję, że to nie Sonja została zabita - rzucił Henrik.
- Kto? - zapytał Joakim.
Henrik potrząsnął głową.
- Sonja z Saxogade. Czy tylko ja pamiętam ten serial?
Heino skrzyżował ramiona na piersi.
- Cholera, czasami zapominam, ile ty masz lat. Czy to nie czas na emeryturę?
- Tak, za dwa lata. Odliczam dni do momentu, w którym nie będę już musiał patrzeć na twoją facjatę.
Cecilie zaparkowała obok wozów patrolowych i radiowozu detektywów sądowych, które blokowały większą część ulicy. Przy wejściu do klatki stało kilku policjantów wraz z grupką ciekawskich obywateli, którzy ustawili się za biało-czerwoną taśmą zabezpieczającą miejsce zbrodni. Cecilie wyłączyła silnik i pstryknęła palcami.
- Dobra. Koniec zabawy, chłopcy. Joakimie, zdejmij te cholerne okulary przeciwsłoneczne, zanim wsadzę ci je w tyłek.
Zarówno Heino, jak i Henrik powstrzymali śmiech, gdy Joakim pospiesznie schował okulary przeciwsłoneczne do kieszeni koszuli. Wysiedli z samochodu i Cecilie spojrzała na mieszkanie na pierwszym piętrze. Poczuła piekący chłód i szybko zapięła skórzaną kurtkę. Wtedy zauważyła małe błyski światła dochodzące zza zasłon. Wyglądało na to, że detektywi sądowi właśnie obfotografowują miejsce zbrodni. Na drodze do budynku zaczęło walić jej serce. Bez względu na to, w ilu sprawach morderstw brała udział, zawsze towarzyszyło jej zdenerwowanie. Cecilie przywitała się z dwoma ochroniarzami i spojrzała na domofon oraz nazwisko widniejące przy mieszkaniu na pierwszym piętrze. Wszyscy weszli do holu.
- A co z facetem, który to zgłosił? Z którego jest mieszkania? - rzuciła Cecilie.
- Nie mam pojęcia, ale się dowiem - odparł Heino. - Idę dzwonić do drzwi.
Cecilie i pozostali odnaleźli mieszkanie, które wyróżniały szeroko otwarte drzwi, i założyli plastikowe ochraniacze, znalezione w kartonie wystawionym przez zespół kryminalistyczny.
- To prawie jak oglądanie domu - zauważył Joakim.
Cecilie zignorowała jego komentarz. Przeszła przez hol, minęła małą kuchnię i weszła do salonu. Wszystko wyglądało schludnie i czysto i nic nie wskazywało na gwałtowną walkę. Przywitała się z dwoma śledczymi, którzy mieli na sobie niebieskie kombinezony. Cecilie rozejrzała się po salonie, który był starannie udekorowany mnóstwem pasujących poduszek i drobnych bibelotów. "Samotna kobieta w wielkim mieście" - pomyślała. Osoba, która tu mieszkała, miała lepszy gust niż ona sama. Do salonu wszedł Ole, ubrany w biały kombinezon z kapturem, który sprawiał, że wyglądał jak astronauta.
- Niech to szlag, Cecilie! - wykrzyknął lekarz sądowy. Był w średnim wieku, a jego twarz rozciągał szeroki uśmiech.
Cecilie wyciągnęła rękę i stuknęli się pięściami.
- Nie sądziłem, że chadzasz jeszcze wśród nas, śmiertelników - oświadczył Ole.
- A co? Myślałeś, że kopnęłam w kalendarz?
- Nie, oczywiście, że nie, ale skoro mianowali cię szefową Wydziału Zabójstw, to uznałem, że jesteś teraz zbyt zajęta kontaktami z ważniakami z komendy głównej, uczestniczeniem w eleganckich przyjęciach i tak dalej.
- Bo to brzmi totalnie jak ja, nie? - skwitowała ironicznie. - Dobrze cię widzieć, Ole. Co masz dla mnie?
- Niezbyt ładną scenę - westchnął Ole, przypominający teraz raczej grabarza niż astronautę. - Chodź.
Cecilie i Ole przeszli do sąsiedniej sypialni, z Henrikiem i Joakimem depczącymi im po piętach.
- Kurwa - sapnął Joakim, instynktownie zakrywając usta dłonią.
Na łóżku przed nimi leżały zwłoki kobiety z rękami i nogami przymocowanymi do drążków łóżka. Była prawie naga; miała na sobie tylko pas i przesiąknięte krwią białe rajstopy. Skóra jej brzucha była podziurawiona do tego stopnia, że z jamy brzusznej wyzierały wnętrzności; liczne rany pokrywały też krocze i wewnętrzną stronę ud. Twarz kobiety przypominała krwawą, wyschniętą masę. Joakim, który z trudem powstrzymywał się od zwrócenia obiadu, wydał z siebie na wpół stłumiony dźwięk.
- Wszystko w porządku? - spytała go Cecilie.
- Ja... Ja... Spróbuję...
- Ostatnim, czego teraz potrzebuję, jest martwienie się, że obrzygasz całe miejsce zbrodni. Idź na dół i pomóż Heino ze świadkami.
Henrik chwycił go za ramię i wyprowadził z sypialni.
- Co możesz nam powiedzieć, Ole? - zapytała Cecilie, stając obok łóżka razem z lekarzem sądowym.
- Jak widać, w okolicy brzucha, pachwiny i twarzy są liczne cięcia. Nie poznamy dokładnej liczby, dopóki nie przeprowadzimy sekcji. Ale z grubsza trzydzieści cięć.
- A broń?
- Duży nóż, być może kilka różnych noży. Rany kłute różnią się od siebie. - Ole wskazał dwa odmienne cięcia na pachwinie ofiary.
- A czas śmierci? Jakiś pomysł?
Ole skinął głową.
- Ponad dwadzieścia cztery godziny temu.
- Zeszłej nocy?
- Będę w stanie to oszacować, gdy ją zabierzemy.
Cecilie rozejrzała się po małym pokoju.
- Czy zlokalizowaliśmy broń?
- Z tego co wiem, to nie.
- Więc zabrał ją ze sobą. Możemy założyć, że jest mocno zakrwawiona?
- Tak, to była brudna robota.
- A jednak nie znaleziono żadnych śladów, ani w salonie, ani w korytarzu, ani na klatce schodowej?
- Śledczy mogą jeszcze coś znaleźć, ale masz rację. Biorąc pod uwagę stopień przemocy, naprawdę godne uwagi jest to, że w pozostałej części mieszkania nie ma absolutnie żadnych śladów. Musiał być bardzo ostrożny.
- Jak to możliwe? - zapytała, patrząc na Henrika.
Henrik skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał na zwłoki. Po chwili zastanowienia powiedział:
- Nic nie wskazuje na włamanie. Musiała go wpuścić albo miał klucz. W salonie nie ma śladów walki. Może znaleźli się tutaj dość szybko?
Cecilie skinęła głową.
- Samotna kobieta. Vesterbro w nocy. Jeśli założymy, że zbrodnia miała miejsce po zmroku, komu odważyłaby się otworzyć drzwi?
- Komuś, kogo znała. Przyjacielowi, chłopakowi, może byłemu partnerowi. Morderstwa popełnione z zazdrości są brutalne. Znamy takie przypadki.
- Owszem. Jak tylko będziemy mieli jej dowód osobisty, sprawdzimy jej krąg społeczny. Najlepiej dzisiaj.
- Przyjąłem.
Cecilie rozejrzała się. Zauważyła ubrania, które leżały starannie złożone na krześle w rogu. Biała koszulka, para czarnych legginsów i wełniane skarpety.
- Czy mógł próbować ją odurzyć? Przed związaniem jej?
Ole skinął głową.
- Poza licznymi obrażeniami nie ma żadnych innych oznak przemocy fizycznej. Ani w postaci urazu głowy, ani oznak obrony.
- Opaski kablowe i seksowna bielizna. Czy to mogła być nieudana gra erotyczna?
- Dowiem się więcej, gdy...
- Ją zabierzecie - dokończyła za niego Cecilie. Pochyliła się i spojrzała na głębokie rozcięcia wokół nadgarstków ofiary. - Wygląda na to, że próbowała się uwolnić.
Ole przykucnął i dokładnie zbadał ślady. Podłużne otarcia skóry i powtarzające się przetarcia na opaskach wskazywały, że mogła walczyć przez długi czas.
- Bez względu na to, jak to się zaczęło, czy dobrowolnie zgodziła się na związanie, czy nie, w pewnym momencie musiała krzyczeć o pomoc.
- To oczywiste.
- Więc dlaczego nikt jej nie usłyszał? Dlaczego znaleziono ją dopiero następnego dnia?
- Mógł zakryć jej usta, użyć poduszki? - podpowiedział Henrik.
Cecilie potrząsnęła głową.
- Przy całej tej przemocy? Sprawca nie był w stabilnym stanie. Wielokrotnie dźgnął ją nożem. Nie myślał o niczym innym niż zabójstwo.
- Zgadzam się z Cecilie - powiedział Ole. - W to morderstwo włożono wiele energii. Wygląda to na totalny amok.
Cecilie wyjęła z paska małą latarkę Maglite i oświetliła nią twarz ofiary.
- Trzymaj ja prosto, Ole.
Ole wziął od niej latarkę, a Cecilie wyciągnęła z kieszeni jednorazowe rękawiczki.
- Co robisz?
Cecilie nie odpowiedziała. Zamiast tego włożyła dwa palce do ust ofiary. Pogrzebała chwilę, aż chwyciła coś, za co zaczęła ciągnąć. Z gardła wydobył się oślizgły dźwięk i po chwili Cecilie wyciągnęła kawałek materiału. Spojrzała na koronkowe majtki, które pasowały do pasa ofiary.