Inny Punkt Widzenia 2 - Grzegorz Miecugow

Kup ebooka

34.06 zł
28.27 zł (28,51 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

OD AUTORA

Trudno jest mówić, pisać czy w ogóle w jakikolwiek sposób odnosić się do własnego dziecka, zwłaszcza jeżeli generalnie to dziecko się lubi. Nie da się bowiem w takiej wypowiedzi uniknąć podejrzenia o brak obiektywizmu, a nawet jakiegokolwiek dystansu do tego dziecka. Trudno jest wtedy dziecko chwalić, łatwiej - jeżeli na to zasłużyło - poczekać na pochwały innych. W takiej właśnie (niekomfortowej) sytuacji postawił mnie mój Wydawca, który poprosił mnie o napisanie kilku słów wstępu do kolejnego zbioru wywiadów cyklu "Inny Punkt Widzenia". Cóż, mogę spróbować nie chwalić tych wywiadów, mogę też próbować przekonać, że nie są one jedynie moim dzieckiem, ale naszą wspólną pociechą, wszak rozmowy telewizyjne nie miałyby sensu, gdyby ich nikt nie oglądał, czyli gdyby nie miały odbiorców. Wszystko, co znajduje się w tym zbiorze, ma wielu rodziców - tych, którzy rozmowy te oglądali, ale także tych, którzy je w przyszłości przeczytają.

Mogę też po prostu pisać o faktach. A te pamiętam doskonale. "Inny Punkt Widzenia" narodził się przypadkowo. W 2003 roku znakomity rysownik, ale także baczny obserwator życia politycznego, Andrzej Mleczko w trakcie jakiegoś spotkania towarzyskiego żartobliwie zarzucił mi, że bez sensu w kółko rozmawiam z politykami o polityce, a przecież mógłbym o tym rozmawiać z innymi ludźmi, w domyśle na przykład z nim. Potraktowałem tę propozycję poważnie i 11 listopada, w dzień podniosły i świąteczny, zorganizowałem w Krakowie równie świąteczny wystrój, a mianowicie wynająłem piętro w restauracji "Wierzynek" (sala z widokiem na Ratusz), i zaprosiłem Andrzeja. Tyle że ten kilkanaście godzin wcześniej odwołał naszą rozmowę, bo pilnie, w sprawach ważnych i rodzinnych, musiał wyjechać z Krakowa. Ale pomysł został. Na święta Bożego Narodzenia nagrałem i Andrzeja, i jeszcze dwie osoby, i to nie byle jakie - Krystynę Jandę i Stanisława Lema. Wszystkie rozmowy miały podobny format. Ładne wnętrze - Janda i Mleczko w restauracji w Konstancinie, Lem w jego domu na krakowskim osiedlu Kliny, i taki sam czas, prawie 40 minut. To były dobre rozmowy. Po emisji ostatniej z nich moja producentka Olga Ptasińska zapytała mnie, a dlaczego nie miałbym zrobić takich rozmów więcej. Na przykład 50. Na kartce zacząłem wtedy wypisywać nazwiska osób, z którymi chciałbym porozmawiać. I okazało się, że jest ich właśnie mniej więcej 50. Pomysł spodobał się mojemu szefowi Adamowi Pieczyńskiemu i tak ruszył "Inny Punkt Widzenia". Cykl trwał dłużej niż rok. Zamiast 50 rozmów nagrałem ich mniej więcej 150. Prawie wszystkie w warszawskiej kawiarni "Antrakt", troszkę nieustawnej, troszkę zagraconej, ale czułem się w niej jak w Krakowie. Pod koniec 2007 roku uznałem, że wszystkich zapytałem już o wszystko (co było przejawem niczym nieuzasadnionej pychy). Trzy lata później postanowiłem zrezygnować z rozmów z politykami (kłania się ponownie Andrzej Mleczko, który już 7 lat wcześniej przekonywał mnie, że rozmowy z politykami nie mają sensu, bo przed zadaniem im pytania znamy już odpowiedź). I "Inny Punkt Widzenia" powrócił. Zmieniło się jednak fundamentalne założenie. Do rozmów zapraszam nie tylko ludzi znanych, ale w ogóle tych, którzy moim zdaniem są interesujący i mają coś do powiedzenia. Mogą być znani, ale nie muszą. I tak to trwa już kolejny rok. Tyle że już nie nagrywamy tych rozmów w kawiarni "Antrakt", ale w naszym telewizyjnym studiu. No i mam nową producentkę - Kasię Kułak.

Gdy spotykam się z widzami "Innego Punktu Widzenia", najczęściej pytany jestem o to, dlaczego program nadawany jest tak późno (niedziela 23.30). Wówczas odpowiadam, że przede wszystkim cieszę się, że moja stacja, czyli TVN 24, w ogóle daje mi czas na antenie na taki - na pierwszy rzut oka - niekomercyjny pomysł. To nie przypadek, że tego typu rozmów nie nadaje żadna inna telewizja. Nie są one bowiem łatwe do słuchania (a w przypadku książki - do czytania), albo inaczej mówiąc, nie wszystkie są łatwe w odbiorze. Często wymagają ciszy i skupienia, a nie da się ukryć, że w niedzielną noc o takie skupienie jest łatwiej niż o jakiejkolwiek innej porze dnia. Poza tym inteligencja chodzi późno spać. I wreszcie, wszystkie rozmowy można znaleźć w sieci, zawieszone na stronie "Innego Punktu Widzenia", a teraz ich wybór znajduje się w kolejnym wydrukowanym zbiorze.

Pytany jestem też o to, w jaki sposób dobieram rozmówców. Drogi są trzy. Po pierwsze - coś się wydarza, czy to w nauce, czy w polityce, czy w ogóle gdzieś. Wtedy szukam kogoś, kto jest w stanie odpowiedzieć na pytania o to, co się wydarzyło. Najczęściej nie są to wydarzenia - nazwijmy je - punktowe. Raczej interesują mnie pewne zjawiska. Zatem jeżeli zbliżają się wybory w USA, to mniej interesują mnie spekulacje na temat szans kandydatów, a bardziej analiza stanu ducha amerykańskich wyborców. Po drugie - pojawia się w kinach jakiś ciekawy film albo w księgarniach jakaś interesująca książka. Wtedy staram się porozmawiać z twórcą, ale znowu nie o konkretach, raczej o historii albo o zjawisku i rozwoju tego zjawiska. Po trzecie wreszcie - spotykam kogoś albo usłyszę kogoś w radiu, rzadziej w innej telewizji, i czymś mnie ten ktoś zaciekawi. Bywa, że kandydaci na rozmówców zgłaszają się sami, ale wtedy muszą pasować do którejś z tych trzech wcześniej wymienionych kategorii.

Czy są osoby, które odmówiły mi rozmowy? Nie, chociaż były takie, które twierdziły, że nie mają nic do powiedzenia i w związku z tym nie warto ich zapraszać. Wobec takich osób kilka razy zastosowałem pewien trik, a mianowicie obiecywałem im: jeżeli po nagraniu uznają, że nie nadaje się ono do emisji, to ten odcinek programu pójdzie do kosza. Sam jestem ciekaw, czy dotrzymałbym obietnicy, bo na razie rozmówcy nigdy nie chcieli zablokować nagrania.

Z kilkoma osobami rozmawiałem dwa razy, w końcu od 2004 minęło sporo lat, więc i w życiu wielu moich bohaterów nastąpiły zmiany. Zmienia się też, i to czasami bardzo znacząco, nasz kraj. (Niekiedy mam ochotę dodać, że zmienia się niestety). Jest też jedna osoba, którą nagrywałem aż cztery razy. Ostatni raz w październiku 2016 roku. Ta rozmowa jest w tym zbiorze. Niestety, w kwietniu 2017 roku profesor Wiktor Osiatyński, bo o nim mowa, zmarł. I bardzo żałuję, że nie będzie piątego razu.

Kiedyś na spotkaniu, bodajże w Jastrzębiu-Zdroju, zostałem zapytany, czy wśród tych blisko 400 osób, z którymi rozmawiałem, jest ktoś, z kim rozmowy żałuję. Odpowiadam zatem, że nie, nie ma takiego kogoś. A ze wszystkimi osobami, z którymi rozmowy zamieszczone są w tym tomie, chętnie spotkałbym się w studiu ponownie. I to nie raz.

Grzegorz Miecugow

Czerwiec 2017 roku

.

Grzegorz Miecugow

(1955-2017)

Dziennikarz, wydawca, komentator, pisarz. Urodził się w Krakowie, ukończył filozofię na Uniwersytecie Warszawskim.

Prowadził Wiadomości w TVP, dyrektorował radiowej Trójce. Współzałożyciel i prezenter Faktów w TVN. W TVN 24, którą też współtworzył, prowadził program "Szkło kontaktowe" oraz cykl "Inny punkt widzenia".

Autor książek, m.in.: "Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu" (z Tomaszem Sianeckim), "Przypadek", "Trójka do potęgi", "Szkiełko i wokół" (z Violettą Ozminkowski), "Inny punkt widzenia".