6 godzin wcześniej...
- Uciekać! Uciekać! Uciek... - krzyk nieszczęśnika nagle ustał. Jego twarz rozerwała na strzępy zbłąkana kula, a ciało głucho upadło na ziemię.
Thomas biegł przed siebie w tłumie innych mieszkańców Dzielnicy XV bloku mieszkalnego numer 11. Wszystko dookoła płonęło i kruszyło się na jego oczach. Kolejne segmenty ścian i zabudowań transmutowały w burze odłamków, pod którymi konały człowiecze masy. Niebo zasnute oleistymi kleksami nie przepuszczało promieni słonecznych. Całe pokolenia nie miały szans dostrzec Gwiazdy Ludzkości. Jemu się udało. Pierwszy i jak do tej pory ostatni raz jasną kulę na niebie zobaczył w wieku piętnastu lat.
Ryk silników ocucił go z zamyślenia. Mężczyzna próbował zatrzymać się, lecz z tyłu wciąż napierały na niego tłumy. W nimbusach światła dostrzegł trzy ciemne konstrukcje. Małe statki powietrzne wynurzyły się z chmur i zmierzały wprost na biegnących aleją. Jazgot narastał. Ten dźwięk przeszedł w terkot, gdy myśliwce otworzyły ogień do bogobojnych tłumów. Pożoga spadająca z siłą błyskawic rozszarpywała śmiertelne ciała. Skorupy człowiecze zmieniały się w czerwonawą mgłę, która rozlewała się na podziurawione i strzaskane podłoże.
Obywatel Spero, największego miasta na planecie, patrzył na zagładę, o której prawiły Księgi i nie mógł się ruszyć. Za jego życia nadeszła Apokalipsa. Śmierć zbierała krwawe żniwo na ciągnącej się kilometrami głównej ulicy. Nagle ktoś chwycił go za rękę i siłą zaciągnął do bocznej wnęki. Nie miał odwagi, by się przeciwstawiać. Zniknął w atramentowej nicości, rozlanej pomiędzy pnącymi się setki metrów w górę kondygnacjami mieszkalnymi. Za nim istoty uznawane przez Kościół za święte zamieniały się w mielone mięso.
- Ledwo ciebie wyhaczyłam z tego zbiegowiska - usłyszał kobiecy głos.
Znał go. Zakapturzona postać, ubrana w wytarte w wielu miejscach odzienie zrobione z utwardzonych materiałów, lekko skierowała głowę w jego stronę. Bursztynowe oczy momentalnie obmyły z rozkojarzenia jego duszę.
- Sprawnie nas znaleźli - mruknęła i przyśpieszyła kroku.
Czuł się jak holowany wrak, nie mógł za nią nadążyć. Penetrowali trzewia liczącej dziesiątki, a może i setki pokoleń architektury. Wiedział, że schodzą coraz niżej. Terrański Klejnot, jak określano metropolię, swoje korzenie zapuszczał głębiej, niż sięgać mogła ludzka wyobraźnia.
- To nie są Interwenci - wydyszał i lekko zakaszlał. Kondycja zaczęła go zawodzić.
Skręcili ostro w prawo, by czmychnąć pod częściowo zawalonym gzymsem. Ogromne zniszczenia Dzielnicy sączyły w niego złość. Widział już w życiu skutki eksplozji powstałej w wyniku przeciążenia pompy wodnej, lecz destrukcja na taką skalę...? Nigdy. Służby porządkowe miasta były okrutne, jednak za żadne skarby nie dopuściłyby do takiej rzezi.
Zaśmiała się choć nie było w tym wesołości. Wbiegli do podziemnego kompleksu oczyszczalni ścieków. Pracowała tu większość mieszkańców Dzielnicy XV bloków numer 1-65. Każdy kompleks mieścił pięćdziesiąt tysięcy ludzkich szczurów. Setka betonowych labiryntów tworzyła dumną, acz przegniłą kondygnację. Spero składało się z dwustu takich poziomów. Dawało to około miliarda dusz, które w dzień i w noc, choć przecież umowne w tym świecie, gloryfikowały Boga albo bluźniły przeciw Niebiosom.
- Chyba Wyższa Instancja zwietrzyła nasze igraszki - zachichotała. - Nie bój się, to nasi! - krzyknęła i szarpnęła go za ramię, gdy słysząc strzały w odległej części korytarza zaczął zwalniać. Czuł jak z przerażenia zamiera mu serce.
- Nawet tak nie mów, Celina - sapnął, bez tchu. - Jeśli to Święte Oficjum, to już po nas.
Zbliżali się do końca tunelu. Natrafili na pomieszczenie przesyłowe, z którego odchodziły szyny i dalsze korytarze. Stąd odbywał się transport materiałów, części i załóg do odległych pomp.
Przez sekundę znów na niego spojrzała. Jej wychudzona twarz, wydatne kości policzkowe i zaostrzony podbródek sugerowały, że głównie żywiła się pastami wyrabianymi z przetwarzanych zwłok. Przerzedzone ciemnobrązowe włosy, zniszczone od chemii konserwującej mechanizmy, nie przeszkadzały mu postrzegać jej, jako atrakcyjnej.
- Nie siej defetyzmu - powiedziała przeciągle. - I przywitaj się z chłopakami.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.