Inkwizycja - Mroczne Preludium - Witold Skrzydlewski

Kup ebooka

5.99 zł
4.79 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

6 godzin wcześniej...

- Uciekać! Uciekać! Uciek... - krzyk nieszczęśnika nagle ustał. Jego twarz rozerwała na strzępy zbłąkana kula, a ciało głucho upadło na ziemię.

Thomas biegł przed siebie w tłumie innych mieszkańców Dzielnicy XV bloku mieszkalnego numer 11. Wszystko dookoła płonęło i kruszyło się na jego oczach. Kolejne segmenty ścian i zabudowań transmutowały w burze odłamków, pod którymi konały człowiecze masy. Niebo zasnute oleistymi kleksami nie przepuszczało promieni słonecznych. Całe pokolenia nie miały szans dostrzec Gwiazdy Ludzkości. Jemu się udało. Pierwszy i jak do tej pory ostatni raz jasną kulę na niebie zobaczył w wieku piętnastu lat.

Ryk silników ocucił go z zamyślenia. Mężczyzna próbował zatrzymać się, lecz z tyłu wciąż napierały na niego tłumy. W nimbusach światła dostrzegł trzy ciemne konstrukcje. Małe statki powietrzne wynurzyły się z chmur i zmierzały wprost na biegnących aleją. Jazgot narastał. Ten dźwięk przeszedł w terkot, gdy myśliwce otworzyły ogień do bogobojnych tłumów. Pożoga spadająca z siłą błyskawic rozszarpywała śmiertelne ciała. Skorupy człowiecze zmieniały się w czerwonawą mgłę, która rozlewała się na podziurawione i strzaskane podłoże.

Obywatel Spero, największego miasta na planecie, patrzył na zagładę, o której prawiły Księgi i nie mógł się ruszyć. Za jego życia nadeszła Apokalipsa. Śmierć zbierała krwawe żniwo na ciągnącej się kilometrami głównej ulicy. Nagle ktoś chwycił go za rękę i siłą zaciągnął do bocznej wnęki. Nie miał odwagi, by się przeciwstawiać. Zniknął w atramentowej nicości, rozlanej pomiędzy pnącymi się setki metrów w górę kondygnacjami mieszkalnymi. Za nim istoty uznawane przez Kościół za święte zamieniały się w mielone mięso.

- Ledwo ciebie wyhaczyłam z tego zbiegowiska - usłyszał kobiecy głos.

Znał go. Zakapturzona postać, ubrana w wytarte w wielu miejscach odzienie zrobione z utwardzonych materiałów, lekko skierowała głowę w jego stronę. Bursztynowe oczy momentalnie obmyły z rozkojarzenia jego duszę.

- Sprawnie nas znaleźli - mruknęła i przyśpieszyła kroku.

Czuł się jak holowany wrak, nie mógł za nią nadążyć. Penetrowali trzewia liczącej dziesiątki, a może i setki pokoleń architektury. Wiedział, że schodzą coraz niżej. Terrański Klejnot, jak określano metropolię, swoje korzenie zapuszczał głębiej, niż sięgać mogła ludzka wyobraźnia.

- To nie są Interwenci - wydyszał i lekko zakaszlał. Kondycja zaczęła go zawodzić.

Skręcili ostro w prawo, by czmychnąć pod częściowo zawalonym gzymsem. Ogromne zniszczenia Dzielnicy sączyły w niego złość. Widział już w życiu skutki eksplozji powstałej w wyniku przeciążenia pompy wodnej, lecz destrukcja na taką skalę...? Nigdy. Służby porządkowe miasta były okrutne, jednak za żadne skarby nie dopuściłyby do takiej rzezi.

Zaśmiała się choć nie było w tym wesołości. Wbiegli do podziemnego kompleksu oczyszczalni ścieków. Pracowała tu większość mieszkańców Dzielnicy XV bloków numer 1-65. Każdy kompleks mieścił pięćdziesiąt tysięcy ludzkich szczurów. Setka betonowych labiryntów tworzyła dumną, acz przegniłą kondygnację. Spero składało się z dwustu takich poziomów. Dawało to około miliarda dusz, które w dzień i w noc, choć przecież umowne w tym świecie, gloryfikowały Boga albo bluźniły przeciw Niebiosom.

- Chyba Wyższa Instancja zwietrzyła nasze igraszki - zachichotała. - Nie bój się, to nasi! - krzyknęła i szarpnęła go za ramię, gdy słysząc strzały w odległej części korytarza zaczął zwalniać. Czuł jak z przerażenia zamiera mu serce.

- Nawet tak nie mów, Celina - sapnął, bez tchu. - Jeśli to Święte Oficjum, to już po nas.

Zbliżali się do końca tunelu. Natrafili na pomieszczenie przesyłowe, z którego odchodziły szyny i dalsze korytarze. Stąd odbywał się transport materiałów, części i załóg do odległych pomp.

Przez sekundę znów na niego spojrzała. Jej wychudzona twarz, wydatne kości policzkowe i zaostrzony podbródek sugerowały, że głównie żywiła się pastami wyrabianymi z przetwarzanych zwłok. Przerzedzone ciemnobrązowe włosy, zniszczone od chemii konserwującej mechanizmy, nie przeszkadzały mu postrzegać jej, jako atrakcyjnej.

- Nie siej defetyzmu - powiedziała przeciągle. - I przywitaj się z chłopakami.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

6 godzin po ekstrakcji celu...

Na nadgarstkach zatrzasnęły się kajdany. Ciało, niczym upolowana zwierzyna, zawisło na hakach. Kilkunastocentymetrowe szpikulce z doczepionymi przewodami i rurkami wbijały się w ludzką formę z szybkością karabinowych pocisków. Mężczyzna wył i szarpał się w amoku. Patrzył, jak wypływająca z niego krew ścieka po płytkach ciemnej podłogi wprost w odmęty wykutego odpływu. Słabł z sekundy na sekundę. Wierzgnął niczym ryba w sieci, gdy mechaniczne łapy odcięły mu nogi i chwyciły za kości. Przecież powinienem już zdechnąć. Albo chociaż zemdleć z bólu - mętne myśli kłębiły się w jego głowie.

Z podłogi wysunęły się dwa małe pachołki zakończone rzeźbionymi czaszkami o otwartych żuchwach. Z paszcz wystrzeliła w niego chmara sporych igieł, które wbiły się w skórę. Poczuł, jak jego stan ulega zmianie. Z każdą chwilą zmęczenie i senność opuszczały jaźń i serce, zupełnie jakby w mężczyznę wstępowała niezmierzona siła. Śmierć przestała się nim interesować. Jednak inne odczucie również poczęło w nim królować. Wszystkie następne sekundy, które rzeźbił czas, cierpienie, którego doświadczał śmiertelnik było systematycznej intensyfikowane. Torturowany ryczał, drąc całe gardło, gdy ustrojstwo to samo robiło z jego skórą. Bezduszna technika pracowała bez wahania, będąc głuchą na błagania. Zdawać by się mogło, że jego katusze były dla niej paliwem.

- Przesłuchanie siedemnaście tysięcy dziewięćset czterdzieste czwarte - rozgrzmiał metaliczny jęk urządzenia. - Obiekt Thomas Maloi, wstępne przygotowanie do interrogacji zakończone - głośnik zapiszczał lekko. - Słowo boże na dziś... Z człowieczych języków pozostawionych bez kontroli, ludzkość już dawno utonęłaby w potopie kłamstwa i herezji. Pilnuj swoich myśli i odpowiadaj czystym sercem. Amen - zaintonowała maszyna różniczkowa.

- Kurwa, o co tutaj chodzi? - zawarczał przez zaciśnięte zęby.

- Dobre pytanie - powietrze zadrgało niczym metal uderzony obuchem.

Nieznany głos był potężny, głęboki o nucie z hartowanej stali. Ofiara nie znała jego źródła. Mężczyzna myślał że sam był w sali. Dopiero po chwili zauważył ruch. Cień czule otaczający wszystko, czym brzydziło się światło, poruszył się minimalnie. Thomas dostrzegł swojego kata.

- Nim jednak mi na nie odpowiesz, będziesz milczał i słuchał mnie z całą swoją uwagą - ton tajemniczego osobnika był obcy i pełen nienawiści. Nieznajomy postąpił do przodu, zatrzymując się na skraju mroku. - Wpierw pozwolę ci jednak zrozumieć co się stanie, gdy w naszym spotkaniu pojawi się coś innego niż fakty.

Przesłuchiwanemu ukazały się wychodzące zza jego pleców chirurgiczne piły i lasery. Narzędzia rzeźnicze przebudziły się do życia i z piskiem przybliżyły się do torsu uprowadzonego.

- Musisz pamiętać o tym, że niezbywalną prawdą w ludzkim życiu jest... cierpienie.

Potępieńcze wycie było jedyną melodią towarzyszącą jego słowom...

..............................................................................................................................................................