Indie Od najstarszej cywilizacji do największej demokracji - John Zubrzycki

Kup ebooka

69.90 zł
50.33 zł (69,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
STAROŻYTNEINDIE ok. 1,5 mln p.n.e. Pierwsi ludzie w Indiach ok. 65 000 p.n.e. Migracja z Afryki dociera do Indii ok. 7000 p.n.e. Najstarsze świadectwa rolnictwa ok. 3300-2600 p.n.e. Wczesna cywilizacja harappańska ok. 2600-1900 p.n.e. Dojrzała cywilizacja harappańska ok. 2000-1500 p.n.e. Migracja Ariów z Azji Środkowej ok. 1900-1300 p.n.e. Późna cywilizacja harappańska ok. 1200-1100 p.n.e. Spisanie Rygwedy ok. 800-300 p.n.e. Spisanie Upaniszad ok. 599-527 p.n.e. Mahawira, założyciel dżinizmu ok. 563-483 p.n.e. Siddhartha Gautama (Budda), założyciel buddyzmu ok. 800 p.n.e.-300 n.e. Powstanie Mahabharaty i Ramajany 326 p.n.e. Aleksander Wielki najeżdża północne Indie CZASYIMPERIÓW ok. 322-185 p.n.e. Imperium Maurjów ok. 100-240 p.n.e. Pierwsze indyjskie misje buddyjskie w Chinach 135 p.n.e.-150 n.e. Imperium Kuszanów ok. 100-500 Rozkwit sztuki Gandhary w północnych Indiach i Afganistanie ok. 320-550 Imperium Guptów ok. 200-400 Powstanie Kamasutry CZASYNAJAZDÓW ok. 455 Pierwszy najazd Hunów ok. 606-647 Panowanie Harszy ok. 712 Arabowie zajmują Sindh ok. 300-888 Pallawowie z Kańćzi ok. 871-907 Powstanie imperium Ćolów 1004-1030 Najazdy Mahmuda z Ghazni na Indie 1192 Prythwiradź Ćauhan pokonany w bitwie pod Tarain 1206-1526 Sułtanat Delhijski 1336-1565 Imperium Widźajanagaru WIELCYMOGOŁOWIE 1526-1530 Panowanie Babura 1530-1540,1555-1556 Panowanie Humajuna 1556-1605 Panowanie Akbara 1605-1627 Panowanie Dźahangira 1627-1658 Panowanie Szachdżahana 1632-1654 Budowa Tadź Mahal 1658-1707 Panowanie Aurangzeba KOLONIALIZM 1600 Założenie Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (EIC) 1739 Nadir Szah zdobywa Delhi 1756 Czarna Dziura w Kalkucie 1757 Bitwa pod Polaśi 1765 EIC uzyskuje prawo poboru podatków w Bengalu 1773 Ustawa regulacyjna ustanawia urząd gubernatora generalnego i radę nadzorczą KOLONIALIZM(ciąg dalszy) 1799 Tipu Sultan pokonany pod Srirangapatnam 1813 Charter Act zezwala chrześcijańskim misjonarzom na działalność w Indiach 1817-1818 Trzecia wojna brytyjsko-maracka i brytyjski podbój Indii 1856 Lord Dalhousie nakazuje aneksję Awadhu 1857 Powstanie indyjskie, zwane też buntem sipajów 1858 Indie przechodzą pod władzę Korony RADŹBRYTYJSKI 1876 Królowa Wiktoria zostaje cesarzową Indii 1885 Powstaje Indyjski Kongres Narodowy 1905 Podział Bengalu 1906 Powstaje Liga Muzułmańska 1918 Mahatma Gandhi prowadzi pierwszą satjagrahę w Biharze 1919 Masakra w Amrytsarze 1930 Indyjski Kongres Narodowy domaga się samorządności 1931 Gandhi uczestniczy w Konferencji Okrągłego Stołu w Londynie 1942 Rezolucja "Quit India"; przywódcy Kongresu trafiają do więzienia 16 sierpnia 1946 Jinnah ogłasza Dzień Akcji Bezpośredniej 14-15 sierpnia 1947 Pakistan i Indie uzyskują niepodległość od Wielkiej Brytanii NIEPODLEGŁEINDIE październik 1947 Wojna Indii z Pakistanem o Kaszmir 30 stycznia 1948 Gandhi ginie w zamachu 26 stycznia 1950 Indie oficjalnie stają się republiką 1951-1952 Pierwsze wybory powszechne 1962 Wojna graniczna Indii z Chinami 27 maja 1964 Umiera Jawaharlal Nehru sierpień-wrzesień 1965 Wojna Indii z Pakistanem o Kaszmir styczeń 1966 Indira Gandhi zostaje premierką grudzień 1971 Wojna Indii z Pakistanem o Pakistan Wschodni czerwiec 1984 Wojska indyjskie szturmują sikhijską Złotą Świątynię 31 października 1984 Indira Gandhi ginie w zamachu; Rajiv Gandhi zostaje premierem 21 maja 1991 Rajiv Gandhi ginie w zamachu 1991 Kongres rozpoczyna szeroko zakrojone reformy gospodarcze 6 grudnia 1992 Hinduscy radykałowie burzą Meczet Baburaw Ajodhji 1998 Indyjska Partia Ludowa (BJP) tworzy rząd koalicyjny maj 1998 Indie i Pakistan przeprowadzają próby jądrowe maj-lipiec 1999 Konflikt w Kargilu maj 2004 Manmohan Singh zostaje premierem listopad 2008 Atak terrorystyczny w Mumbaju maj 2014 Narendra Modi zostaje premierem listopad 2016 Demonetyzacja maj 2019 BJP wygrywa wybory po raz drugi marzec-czerwiec 2021 Niszczycielska druga fala COVID-19 zabija tysiące ludzi

WSTĘP

"Co­kol­wiek zgod­nego z prawdą po­wie się o In­diach, opi­nia prze­ciwna temu rów­nież bę­dzie praw­dziwa"

- eko­no­mistka bry­tyj­ska Joan Ro­bin­son

O świ­cie 9 sierp­nia 1942 roku przy­wódca In­dyj­skiego Kon­gresu Na­ro­do­wego Ja­wa­har­lal Nehru wraz z dzie­wię­cioma współ­pra­cow­ni­kami zo­stał wpro­wa­dzony do po­ciągu na dworcu Vic­to­ria Ter­mi­nus w Bom­baju. Mieli tra­fić do fortu w Ah­med­na­ga­rze, po­ło­żo­nego na spie­czo­nych słoń­cem wzgó­rzach dzi­siej­szej Ma­ha­rasz­try. W 1707 roku zmarł tam ostatni władca z dy­na­stii Wiel­kich Mo­go­łów, Au­rang­zeb - w chwili jego śmierci ze­rwał się wiatr "o ta­kiej sile, że po­rwał wszyst­kie na­mioty roz­sta­wione w obo­zo­wi­sku (...) znisz­czył wio­ski i po­ła­mał drzewa". Za pa­no­wa­nia Bry­tyj­czy­ków Ah­med­na­gar zo­stał prze­kształ­cony w wię­zie­nie o za­ostrzo­nym ry­go­rze. Nehru spę­dził za krat­kami dwa lata i dzie­więć mie­sięcy - była to naj­dłuż­sza spo­śród jego dzie­wię­ciu od­sia­dek w In­diach Bry­tyj­skich. Tym ra­zem zo­stał ska­zany po przy­ję­ciu przez jego par­tię, In­dyj­ski Kon­gres Na­ro­dowy, re­zo­lu­cji "Quit In­dia", wzy­wa­ją­cej Bry­tyj­czy­ków do na­tych­mia­sto­wego przy­zna­nia In­diom nie­pod­le­gło­ści w za­mian za po­par­cie w trak­cie wojny. Kiedy Nehru wy­cho­dził z wię­zie­nia, kon­flikt chy­lił się już ku koń­cowi.

Przy­szły pre­mier In­dii opi­sał wię­zie­nie w Ah­med­na­ga­rze jako swego ro­dzaju ja­ski­nię pla­toń­ską - osa­dzeni mogą ob­ser­wo­wać je­dy­nie cie­nie rze­czy­wi­stego świata. Nie­mniej od­na­lazł uko­je­nie w wi­doku nieba nad wię­zien­nym dzie­dziń­cem, "z kłę­bia­stymi i ko­lo­ro­wymi chmu­rami za dnia i (...) gwiaz­dami skrzą­cymi się nocą".

Wśród nie­licz­nych współ­więź­niów Nehru zna­leźli się przed­sta­wi­ciele róż­nych śro­do­wisk in­dyj­skiej po­li­tyki, na­uki i spo­łe­czeń­stwa. Osa­dzeni roz­ma­wiali mię­dzy sobą w czte­rech kla­sycz­nych ję­zy­kach In­dii - san­skry­cie, pali, arab­skim i per­skim - oraz kilku uży­wa­nych ów­cze­śnie, w tym hindi, urdu, ben­gal­skim, gu­dźa­rati, ma­ra­thi i te­lugu. "Mo­głem czer­pać z tego bo­gac­twa, a je­dyne, co mnie ogra­ni­czało, to wła­sne zdol­no­ści" - żar­to­wał Nehru. Osa­dzo­nym nie bra­ko­wało czasu, aby pie­lę­gno­wać ogród, or­ga­ni­zo­wać spon­ta­niczne wy­kłady i spe­ku­lo­wać na te­mat tego, co działo się w kraju. Tak jak pod­czas wcze­śniej­szych po­by­tów w wię­zie­niu Nehru wy­ko­rzy­sty­wał ten czas, aby za­spo­ka­jać swój nie­ga­snący głód kla­sycz­nych dzieł o hi­sto­rii i po­li­tyce, a na­stęp­nie prze­ku­wać te idee we wła­sne pi­sma.

Jego naj­słyn­niej­szym dzie­łem stało się Od­kry­cie In­dii z 1946 roku, które stwo­rzył w toku wielu burz­li­wych dni. Nehru na­zwał je "żon­glerką ide­ami" - po­dróżą przez prze­szłość, ale z "wej­rze­niem w przy­szłość". I fak­tycz­nie znaczna część jego pracy tak wy­glą­dała - był to kłę­bek nie­po­wią­za­nych ze sobą prze­my­śleń. Książkę otwiera jed­nak fun­da­men­talne py­ta­nie: "Czym są In­die, je­śli po­mi­nąć ich fi­zyczne i geo­gra­ficzne aspekty?". W ostat­nim roz­dziale czuje się na tyle pewny, że udziela od­po­wie­dzi i pi­sze, że In­die to "kul­tu­rowa jed­ność w wie­lo­ści, zbiór sprzecz­no­ści po­łą­czo­nych ty­leż sil­nymi, ile nie­wi­dzial­nymi nićmi (...) In­die to mit oraz idea, ma­rze­nie i wi­zja, a rów­no­cze­śnie coś bar­dzo re­al­nego, na­ma­cal­nego i wszech­obec­nego".

Wielu mło­dym adep­tom hi­sto­rii In­dii wnio­sek Nehru może się wy­dać iry­tu­jąco ogól­ni­kowy. Tyle że In­die, jako idea jak i byt, prze­trwały ty­siące lat z ca­łym swoim ka­lej­do­sko­pem re­li­gii, kul­tur, ję­zy­ków, lu­dów i kast. "In­die no­szą w so­bie tra­dy­cję łą­cze­nia" - wska­zał Nehru w mo­wie z 1953 roku, i do­dał: "ude­rzały w nie prądy, za­le­wały je ludz­kie rzeki, które na­stęp­nie mie­szały się z oce­anem, któ­rym są In­die, ko­ły­sząc nim, bez dwóch zdań, ale wy­wie­ra­jąc na niego wpływ i czu­jąc jego wpływ".

Dla Nehru zna­cze­nie "od­kry­wa­nia In­dii" było czymś oczy­wi­stym. Tyle że dla wielu ob­cych, ta "po­dróż do In­dii", aby po­słu­żyć się ty­tu­łem książki E. M. For­stera, nie jest ła­twa. Kul­tu­rowa i ję­zy­kowa zło­żo­ność tego kraju, jego skrajna bieda i bo­gac­two, mo­zaika re­li­gii i zwy­cza­jów, a także za­wiła i co­raz ostrzej de­ba­to­wana hi­sto­ria mogą dla wielu oka­zać się nie­prze­kra­czalną ba­rierą. Może się wy­da­wać, że złą­cze­nie prze­ni­ka­ją­cych się prą­dów kul­tu­ro­wych, po­li­tycz­nych i spo­łecz­nych w spójną i kom­plek­sową nar­ra­cję jest za­da­niem nie­wy­ko­nal­nym. Jak za­uwa­żył ben­gal­ski au­tor i uczony Ni­rad Chau­dhuri (1897-1999) w la­tach pięć­dzie­sią­tych XX wieku, In­die "są tak roz­le­głe i ludne, że jed­nostki re­pre­zen­tu­jące wy­jątki można li­czyć w mi­lio­nach".

Bez względu na to, ja­kie kłody pod nogi rzu­cają uczniom i hi­sto­ry­kom za­wi­ło­ści In­dii, igno­ro­wa­nie ogól­nych lek­cji pły­ną­cych z prze­szło­ści i współ­cze­sno­ści tego kraju by­łoby nie­roz­ważne. In­die to naj­star­sza cy­wi­li­za­cja i naj­więk­sza de­mo­kra­cja świata. Sta­no­wią wspor­nik mię­dzy wschod­nią a za­chod­nią czę­ścią Azji oraz są nie­za­chwianą po­tęgą w ba­se­nie Oce­anu In­dyj­skiego. Jest to też kraj prze­cho­dzący dy­na­miczne zmiany, ru­gu­jący resztki eks­pe­ry­mentu so­cja­li­stycz­nego, który kie­ro­wał jego go­spo­darką przez dzie­się­cio­le­cia, i ad­ap­tu­jący się do no­wego świa­to­wego ładu, w któ­rym in­dyj­ska re­to­ryka nie­za­an­ga­żo­wa­nia - nie­chęć do bra­ta­nia się z któ­rymś z wiel­kich mo­carstw - ma co­raz mniej­sze zna­cze­nie.

In­diom wciąż da­leko do chiń­skiego mo­delu roz­woju - z su­per­szybką ko­leją, to­ną­cymi w bla­sku neo­nów i gi­gan­tycz­nymi fa­bry­kami za­opa­tru­ją­cymi świat w lap­topy i te­le­fony ko­mór­kowe. Kraj nie miał też szczę­ścia do swo­ich de­mo­kra­tycz­nie wy­bie­ra­nych przy­wód­ców, któ­rzy nie po­tra­fili wy­ko­rzy­stać jego peł­nego po­ten­cjału. In­die - ze swo­imi bo­ga­tymi zło­żami su­row­ców na­tu­ral­nych i ogrom­nym re­zer­wu­arem wy­kwa­li­fi­ko­wa­nej i ro­zu­mie­ją­cej świat siły ro­bo­czej - mają ogromne moż­li­wo­ści. Do 2025 roku co piąty czło­wiek w wieku pro­duk­cyj­nym bę­dzie In­du­sem, a mi­liard miesz­kań­ców In­dii bę­dzie ze sobą w kon­tak­cie dzięki do­stę­powi do smart­fo­nów. In­die do 2027 roku mają prze­ści­gnąć Chiny pod wzglę­dem liczby lud­no­ści, jako że oba kraje zbli­żają się do gra­nicy pół­tora mi­liarda lu­dzi1. W tym sa­mym cza­sie, pięć naj­więk­szych miast In­dii bę­dzie miało go­spo­darki o roz­mia­rze po­rów­ny­wal­nym do państw o śred­nim do­cho­dzie, jak Ser­bia czy Buł­ga­ria. Przed na­dej­ściem pan­de­mii CO­VID-19 In­die do 2031 roku miały się stać trze­cią, po Chi­nach i Sta­nach Zjed­no­czo­nych, go­spo­darką świata, mie­rzoną we­dług ryn­ko­wych kur­sów wy­miany wa­lut.

Ina­czej niż hi­sto­ria Chin, którą można zgrab­nie po­dzie­lić na epoki dy­na­styczne, wy­zna­czane cza­sem pa­no­wa­nia Yuanów, Min­gów czy Qin­gów, prze­szłość In­dii jest za­gma­twana i na­zna­czona ry­wa­li­za­cją o wpływy róż­nych ośrod­ków wła­dzy. Na­wet w szczy­to­wym mo­men­cie swo­jej eks­pan­sji trzy naj­więk­sze im­pe­ria In­dii - Maur­jo­wie, Gup­to­wie i Mo­go­ło­wie - nie kon­tro­lo­wały ca­łego sub­kon­ty­nentu. Ta sztuka udała się do­piero Bry­tyj­czy­kom po roz­bi­ciu Ma­ra­thów w 1818 roku. Jed­nak i wów­czas pań­stewka ksią­żęce, obej­mu­jące dwie piąte te­ry­to­rium In­dii i jedną trze­cią ich lud­no­ści, za­cho­wały czę­ściową nie­za­leż­ność.

Próba uwzględ­nia każ­dego władcy na sub­kon­ty­nen­cie, lo­sów więk­szych i mniej­szych dy­na­stii, a także skut­ków walk o zie­mię i za­soby - nie mó­wiąc już o osią­gnię­ciach In­dii w dzie­dzi­nie na­uki, li­te­ra­tury i sztuki - by­łaby z góry ska­zana na po­rażkę, a jej wy­ni­kiem by­łaby cha­otyczna gma­twa­nina imion, dat i de­kla­ra­cji po­zba­wio­nych kon­tek­stu i głębi. Ści­śnię­cie pię­ciu ty­sięcy lat hi­sto­rii In­dii, z za­cho­wa­niem tych sub­tel­no­ści, na kil­ku­set stro­nach to trudne za­da­nie, ale warto się go pod­jąć.

CO TO W OGÓLE ZNA­CZY?

Dla kup­ców i na­jeźdź­ców, któ­rzy po dłu­gim mar­szu przez Hin­du­kusz do­tarli na rów­ninę dzi­siej­szej pa­ki­stań­skiej pro­win­cji Pen­dżab, pierw­szą geo­gra­ficzną ba­rierą In­dii była rzeka Sin­dhu. Jako że Per­so­wie mieli pro­blemy z wy­ma­wia­niem li­tery "s", nadali jej na­zwę Hindu. Gdy w IV wieku p.n.e. na miej­sce przy­byli Grecy, wy­rzu­cili li­terę "h" i tak po­wstała funk­cjo­nu­jąca do dziś na­zwa In­dus, a roz­cią­ga­jącą się za nią zie­mię na­zwano ????? - od tego okre­śle­nia wy­wo­dzi się dzi­siej­sza na­zwa "In­die". Tak samo jak na­zwy "Ame­ryka" i "Au­stra­lia" są two­rami po­zo­sta­ją­cymi bez związku z na­zew­nic­twem funk­cjo­nu­ją­cym wśród pre­ko­lo­nial­nych miesz­kań­ców tam­tych ziem, okre­śle­nie "In­die" nie za­ko­rze­niło się na do­bre, do­póki za sprawą kon­tak­tów han­dlo­wych z XVI i XVII wieku nie za­częły funk­cjo­no­wać ta­kie okre­śle­nia jak por­tu­gal­skie Es­tado da Ín­dia (In­die Por­tu­gal­skie), ni­der­landz­kie Ve­re­enigde Oost In­di­sche Com­pa­gnie (Ho­len­der­ska Kom­pa­nia Wschod­nio­in­dyj­ska), fran­cu­skie Com­pa­gnie des In­des (Kom­pa­nia In­dyj­ska), czy wresz­cie bry­tyj­skie East In­dia Com­pany (Kom­pa­nia Wschod­nio­in­dyj­ska). Znacz­nie czę­ściej sto­so­wano na­zwę Hin­du­stan, czyli "zie­mia rzeki In­dus", nie "zie­mia Hin­du­sów". Funk­cjo­nu­jący w ję­zyku an­giel­skim po­toczny ter­min Hin­du­sta­nee był czę­sto sto­so­wany aż do po­czątku XX wieku wo­bec każ­dego, kto po­cho­dził z In­dii Bry­tyj­skich.

W san­skry­cie In­die no­szą na­zwę Bha­rat, a ich opis można zna­leźć w po­cho­dzą­cym z III wieku tek­ście Wisznu Pu­rana: "kraj, co roz­ciąga się na pół­noc od oce­anu i na po­łu­dnie od ośnie­żo­nych szczy­tów gór­skich, zwany jest Bha­rat, za­miesz­kują go bo­wiem po­tom­ko­wie [króla] Bha­rata. Mie­rzy on dzie­więć ty­sięcy lig wszerz i jest to zie­mia czy­nów, wsku­tek któ­rych lu­dzie tra­fiają do nieba lub czeka ich osta­teczne wy­zwo­le­nie". W ar­ty­kule otwie­ra­ją­cym Kon­sty­tu­cję In­dii mo­żemy wy­czy­tać: "In­die, to jest Bha­rat, będą Unią Sta­nów".

Pod wzglę­dem geo­gra­ficz­nym dzieje In­dii i cy­wi­li­za­cji in­dyj­skiej na prze­strzeni ty­siąc­leci dają się opi­sać sto­sun­kowo ła­two. Ja­kieś 180 mi­lio­nów lat temu su­per­kon­ty­nent Gon­dwana za­czął się roz­pa­dać, co wzbu­dziło dryf płyty in­dyj­skiej na pół­nocny wschód w tem­pie około 15 cen­ty­me­trów rocz­nie. Ja­kieś 55 mi­lio­nów lat temu do­pro­wa­dziło to do zde­rze­nia z płytą eu­ro­azja­tycką. W ten spo­sób po­wstał naj­wyż­szy łań­cuch gór­ski świata, Hi­ma­laje. To li­czące so­bie 2 500 ki­lo­me­trów pa­smo gór­skie sta­nowi pół­nocną gra­nicę dzi­siej­szego sub­kon­ty­nentu in­dyj­skiego. Ma on w przy­bli­że­niu kształt czwo­ro­boku, któ­rego wschodni skraj po­krywa ob­ro­śnięte dżun­glą pa­smo gór­skie wy­zna­cza­jące gra­nicę In­dii i Mjanmy. Na za­cho­dzie roz­ciąga się Hin­du­kusz, gdzie prze­łę­cze Bo­lan i Chaj­ber peł­niły funk­cję wrót, przez które wle­wały się ar­mie na­jeźdź­ców. Po­łu­dniowy ob­rys sub­kon­ty­nentu to ogromny pół­wy­sep, który wbija się ni­czym grot włóczni w Ocean In­dyj­ski.

Współ­cze­śnie sub­kon­ty­nent jest współ­dzie­lony przez pięć państw. Naj­więk­szym z nich są In­die, któ­rych ob­szar, je­śli włą­czyć do niego bę­dący obiek­tem sporu Kasz­mir, wy­nosi 3,3 mi­liona ki­lo­me­trów kwa­dra­to­wych. Ich dłu­gość od pół­nocy do po­łu­dnia to pra­wie 3 200 ki­lo­me­tra, a ze wschodu na za­chód 2 900 ki­lo­me­trów. Jest to także naj­lud­niej­szy kraj, za­miesz­kany przez po­nad 1,4 mi­liarda lu­dzi. In­die dzielą gra­nicę lą­dową z po­zo­sta­łymi czte­rema pań­stwami sub­kon­ty­nentu - Pa­ki­sta­nem, Ne­pa­lem, Bhu­ta­nem i Ban­gla­de­szem - a także z Chi­nami i Mjanmą. In­die to rów­nież kraj ce­chu­jący się jedną z naj­więk­szych gę­sto­ści za­lud­nie­nia na świe­cie, wy­no­szącą 400 osób na ki­lo­metr kwa­dra­towy - czyli dwu­krot­nie wyż­szą niż w Chi­nach.

Po­dob­nie jak Egipt i Me­zo­po­ta­mia, które roz­wi­jały się nad brze­gami Nilu, Ty­grysu i Eu­fratu, pierw­sze cy­wi­li­za­cje In­dii kwi­tły na ob­sza­rze te­ras za­le­wo­wych rzek Gan­ges oraz In­dus. Gan­ges bie­rze swój po­czą­tek w Gan­go­tri, w pół­nocno-wschod­niej czę­ści sub­kon­ty­nentu, skąd prze­cina Hi­ma­laje, a na­stęp­nie pły­nie na wschód i łą­czy się z Brah­ma­pu­trą, two­rząc jedną z naj­bo­gat­szych rol­ni­czo delt na świe­cie. Obej­muje ona ob­szar współ­cze­snego in­dyj­skiego stanu Ben­gal Za­chodni oraz nie­pod­le­głego pań­stwa Ban­gla­desz. Na po­łu­dnie od pa­sma gór­skiego Win­dhja, które wy­raź­nie dzieli sub­kon­ty­nent na dwie czę­ści, roz­ciąga się wy­żyna De­kan, ogra­ni­czona od wschodu i za­chodu od­po­wied­nio przez Ghaty Wschod­nie i Ghaty Za­chod­nie. Do naj­waż­niej­szych rzek De­kanu i po­łu­dnio­wych In­dii na­leżą Na­rmada, Go­da­wari, Kryszna oraz Ka­weri.

Jed­nym z naj­bar­dziej wy­cze­ki­wa­nych ogło­szeń w In­diach jest co­roczna pro­gnoza mon­sunu. Mon­sun po­łu­dniowo-za­chodni, który roz­po­czyna się w czerwcu i trwa do wrze­śnia, przy­nosi około 80 pro­cent rocz­nej sumy opa­dów w kraju. W nie­któ­rych czę­ściach pół­nocno-wschod­nich In­dii spada na­wet 14 000 mi­li­me­trów desz­czu rocz­nie, pod­czas gdy za­chod­nia pu­sty­nia Thar w sta­nie Ra­dża­stan otrzy­muje za­le­d­wie około 100 mi­li­me­trów opa­dów. Mon­sun ma klu­czowe zna­cze­nie dla pro­duk­cji rol­nej w pań­stwie, gdzie tylko po­łowa grun­tów upraw­nych jest na­wad­niana. Słaby mon­sun ozna­cza wzrost cen żyw­no­ści i spa­dek do­cho­dów miesz­kań­ców wsi, co może do­pro­wa­dzić na­wet do upadku rządu.

Rzeki, góry i li­nia brze­gowa sub­kon­ty­nentu wy­zna­czają jego świętą geo­gra­fię. Wa­ra­nasi, znane rów­nież jako Kaśi lub Mia­sto Świa­tła, jest po­ło­żone nad Gan­ge­sem. To mia­sto po­świę­cone bogu Śi­wie jest dla hin­du­sów ośrod­kiem rów­nie waż­nym jak Mekka dla mu­zuł­ma­nów, Wa­ty­kan dla ka­to­li­ków, a Je­ro­zo­lima dla Ży­dów. Dla hin­du­sów jest to miej­sce du­cho­wego wy­zwo­le­nia. Umrzeć tu­taj ozna­cza osią­gnąć mok­szę, wy­zwo­le­nie od nie­koń­czą­cego się cy­klu na­ro­dzin i od­ro­dzeń. W gór­nym biegu rzek, gdzie łą­czą się Gan­ges, Ja­muna i mi­tyczna Sa­ra­swati, znaj­duje się Pra­ja­gradź, daw­niej znany jako Al­la­ha­bad2, miej­sce naj­więk­szego zgro­ma­dze­nia lu­dzi na świe­cie - Kumbh Mela - które od­bywa się cztery razy w cza­sie dwu­na­stu lat. Po­bożni piel­grzymi niosą na­czy­nia z wodą z Gan­gesu do dzie­sią­tek świę­tych miejsc roz­sia­nych po pa­smach gór­skich, do­li­nach rzecz­nych i wy­brze­żach. Gdy na po­czątku po­przed­niego ty­siąc­le­cia do In­dii za­częli przy­by­wać su­ficcy mi­stycy, prak­ty­ku­jący bar­dziej de­wo­cyjną od­mianę is­lamu, oni rów­nież stwo­rzyli sieć darg, czyli sank­tu­ariów, ta­kich jak to po­świę­cone Ni­za­mud­di­nowi Au­liji w Delhi oraz Mu'in ud-Di­nowi Ciś­tiemu w Adź­me­rze, jed­nym z naj­święt­szych miejsc is­lamu poza Mekką i Me­dyną. Sieć szla­ków piel­grzym­ko­wych prze­ci­na­ją­cych In­die obej­muje także miej­sca święte dla si­khów, dżi­ni­stów, bud­dy­stów i chrze­ści­jan.

Gra­nice sub­kon­ty­nentu, choć ma­sywne, nie były nie­prze­kra­czalne, dzięki czemu do jego wnę­trza prze­ni­kały nowe kul­tury, me­tody upraw, ję­zyki, wie­rze­nia, a na­wet tech­niki wo­jenne. Po ko­czow­ni­czych Ariach, któ­rzy ze ste­pów Azji Środ­ko­wej wkro­czyli do In­dii pół­noc­nych, na­de­szły ar­mie Alek­san­dra Wiel­kiego. Z Chin za­chod­nich na­de­szli Ku­sza­no­wie, zaś ze ste­pów środ­ko­wo­azja­tyc­kich lud okre­ślany jako Hu?a, spo­krew­niony z Hu­nami3. Piel­grzymi chiń­scy pra­gnący zy­skać wie­dzę i oświe­ce­nie ścią­gali do ośrod­ków na­ucza­nia, jak choćby do Na­landy, uwa­ża­nej za pierw­szy uni­wer­sy­tet na świe­cie, gdzie wy­kła­dano ta­kie dzie­dziny jak teo­lo­gia bud­dyj­ska, al­che­mia czy astro­no­mia. Roz­po­czy­na­jący się w VI wieku wzrost is­lamu dał o so­bie znać po­przez han­del, a na­stęp­nie pod­boje, któ­rych zwień­cze­niem było utwo­rze­nie Suł­ta­natu Del­hij­skiego oraz pań­stwa Wiel­kich Mo­go­łów. Na­wet w szczy­to­wym mo­men­cie pa­no­wa­nia mo­gol­skiego w XVII wieku po­tęgi eu­ro­pej­skie, w tym Por­tu­ga­lia, Ni­der­landy i Wielka Bry­ta­nia, utrzy­my­wały w In­diach swoje przy­czółki .

Z bie­giem ty­siąc­leci wpływ in­dyj­skiej re­li­gii, my­śli i na­uki roz­prze­strze­nił się da­leko poza gra­nice sub­kon­ty­nentu, da­jąc światu cały wa­chlarz zdo­by­czy, od sys­temu dzie­sięt­nego po jogę, od fil­mów Bol­ly­wood po we­ge­ta­ria­nizm. Dzie­dzic­two bry­tyj­skich rzą­dów ko­lo­nial­nych za­bar­wiło ję­zyk an­giel­ski praw­dziwą ma­salą (czyli mie­szanką) słów po­cho­dze­nia in­dyj­skiego: bun­ga­low, polo, gym­khana, loot, mo­gul, jun­gle czy thug4. In­dyj­ski soft po­wer wy­prze­dza jed­nak epokę In­dii Bry­tyj­skich o dwa ty­siąc­le­cia. W 240 roku p.n.e., pod­czas trze­ciego so­boru bud­dyj­skiego, który od­był się w Pa­ta­li­pu­trze na pół­nocy kraju, władca Aśoka (pa­no­wa­nie, ok. lat 268-232 p.n.e.) wy­słał emi­sa­riu­szy do dzie­wię­ciu kra­jów, aby sze­rzyli na­uki bud­dy­zmu. Już na po­czątku pierw­szego stu­le­cia n.e., hin­du­izm był obecny na od­le­głych wy­spach Jawa i Bali na ar­chi­pe­lagu in­do­ne­zyj­skim. W la­tach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku guru tacy jak Ma­ha­ri­shi Ma­hesh Yogi zy­skali wielką sławę na Za­cho­dzie dzięki pro­pa­go­wa­niu za­let me­dy­ta­cji trans­cen­den­tal­nej wśród człon­ków ze­społu The Be­atles, pod­czas gdy ty­siące lu­dzi Za­chodu uda­wało się w po­dróż szla­kiem hip­pi­sow­skim5.

In­nym da­rem, jaki In­die zło­żyły światu, była in­dyj­ska dia­spora. Jest to naj­więk­sza taka grupa na świe­cie, li­cząca so­bie około 18 mi­lio­nów człon­ków. Zu­bin Mehta to czo­łowy dy­ry­gent mu­zyki po­waż­nej w świe­cie Za­chodu. M. Ni­ght Shy­ama­lan wpro­wa­dził ga­tu­nek "fil­mów grozy ze zwro­tem ak­cji". Lu­dzie o in­dyj­skim po­cho­dze­niu są dy­rek­to­rami wy­ko­naw­czymi wiel­kich firm, w tym Go­ogle'a, Twit­tera i Mi­cro­so­ftu6. Sym­bo­licz­nym przy­pie­czę­to­wa­niem zna­cze­nia dia­spory było za­przy­się­że­nie Ka­mali Har­ris w stycz­niu 2021 roku na pierw­szą wi­ce­pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych po­cho­dze­nia in­dyj­skiego. Oglą­da­jący uro­czy­stość na żywo w swo­ich smart­fo­nach, miesz­kańcy jej ro­dzin­nej wio­ski Tu­la­sen­dra­pu­ram, po­ło­żo­nej około 350 ki­lo­me­trów od Ćen­naju, od­pa­lali fa­jer­werki, roz­da­wali sło­dy­cze oraz kwiaty jako ofiarę re­li­gijną, a także mo­dlili się w miej­sco­wej świą­tyni o jej po­myśl­ność.

Nehru przy­rów­nał nie­gdyś zdol­ność In­dii do wchła­nia­nia i pod­trzy­my­wa­nia idei z ze­wnątrz do pa­limp­se­stu: sta­ro­żyt­nego rę­ko­pisu, który za­pi­suje się ko­lej­nymi war­stwami tek­stu, bez usu­wa­nia wcze­śniej­szych. Ko­lejne strony tej krót­kiej hi­sto­rii mają na celu po­bu­dze­nie tych warstw do ży­cia.

1 Zgodnie z wyliczeniami ONZ, Indie prześcignęły Chiny w 2023 roku, a w 2026 roku ich populacja wynosi około 1,475 mld ludzi. (przyp. tłum.) 2 Miejsce spotkania rzek Jamuna i Ganges od starożytności nosiło w sanskrycie nazwę Prajaga; od dawna do teraz było to miejsce święte i cel pielgrzymek hindusów. Za czasów wyznającej islam dynastii mogolskiej leżące w tym miejscu miasto się rozrosło, ale nadano mu nazwę Allahabad (współczesna wymowa: Ilahabad). W 2018 roku władze stanu, gdzie leży to miasto, postanowiły powrócić do przedmuzułmańskiej, historycznej i hinduskiej nazwy: miasto przemianowano na Prajagradź. (przyp. red. nauk.) 3 Chodzi o lud określany w źródłach bizantyjskich jako Heftalici lub Biali Hunowie. We współczesnej nauce nie istnieje zgoda co do tego, czy byli spokrewnieni z Hunami. (przyp. tłum.) 4 Bungalow (oryginalna wymowa: bangla): rodzaj budynku z przestronnym tarasem; polo - rodzaj sportu rozgrywanego konno; gymkhana (oryginalna wymowa: dźimkhana) - oryginalnie wydarzenie sportowe, obecnie klub sportowy; loot - rabunek lub zdobycze uzyskane w wyniku rabunku, mogul (od Mugal, ,,Mogoł'') - oryginalnie członek dynastii, w j. angielskim bogacz, biznesmen dominujący w danej branży; jungle (oryginalna wymowa: dźangal): w oryginale ,,las'', po angielsku przyjęte jako ,,dżungla'' (skąd wywodzi się i polskie ,,dżungla''), thug (wym. thag) - ,,bandyta''. (przyp. red. nauk.) 5 Rozciągał się on od Bliskiego Wschodu, przez Indie, aż do Tajlandii. (przyp. tłum.) 6 Chodzi o Sundara Pichaia (dyrektora Google'a od 2015 roku), Paraga Agrawala (szefa Twittera w latach 2021-2022) oraz Satyę Nadellę (dyrektora Microsoftu od 2014 roku). (przyp. tłum.)

1

ZA­GU­BIONE CY­WI­LI­ZA­CJE

W 1856 roku wy­ko­nawca imie­niem Wil­liam Brun­ton, pra­cu­jący przy bu­do­wie li­nii ko­le­jo­wej z Mul­tanu do La­hauru, na­tra­fił na ide­alne źró­dło tłucz­nia ko­le­jo­wego do bu­dowy na­sy­pów. W ma­łej wio­sce Ha­rappa od­krył ty­siące wy­pa­la­nych w pie­cach ce­gieł o ta­kich sa­mych kształ­tach, za­ko­pa­nych w sze­regu kop­ców, które lo­kalna lud­ność roz­ko­py­wała, aby po­zy­skać ma­te­riał do bu­dowy do­mów. Wieść o od­kry­ciu do­tarła po pew­nym cza­sie do Ale­xan­dra Cun­nin­ghama (1814-1893), za­ło­ży­ciela Ar­cha­eolo­gi­cal Su­rvey of In­dia, który w 1873 roku prze­pro­wa­dził roz­le­głe ba­da­nia licz­nych ruin cią­gną­cych się przez pra­wie ki­lo­metr wzdłuż brzegu rzeki Rawi. Jego zda­niem były to po­zo­sta­ło­ści grec­kiej osady za­ło­żo­nej przez ar­mię Alek­san­dra Wiel­kiego w IV w. p.n.e. Gru­zo­wi­sko zo­stało już tak mocno prze­brane, że uznał, iż nie ma tam już nic god­nego uwagi, dla­tego też naj­waż­niej­sze od­kry­cia na tym sta­no­wi­sku miały przy­paść ko­lej­nym po­ko­le­niom ar­che­olo­gów.

Wśród zna­le­zisk za­bra­nych przez Cun­nin­ghama była wy­ko­nana z gład­kiego i czar­nego ste­atytu mała, nie­wiele więk­sza od znaczka pocz­to­wego, pie­częć przed­sta­wia­jąca byka i sześć zna­ków nad nim. Jako że zwie­rzę nie miało garbu, a znaki nie przy­po­mi­nały tych wy­stę­pu­ją­cych w zna­nych ję­zy­kach in­dyj­skich, Cun­nin­gham do­szedł do wnio­sku, że pie­częć po­cho­dziła z in­nego miej­sca. Wkrótce za­częto od­kry­wać ko­lejne pie­czę­cie uka­zu­jące zwie­rzęta, w tym sło­nie, ba­woły i no­so­rożce - a także ta­jem­ni­cze znaki.

Fot. 1 Wi­doczne na pie­częci zwie­rzę, które pier­wot­nie uznano za jed­no­rożca, dziś in­ter­pre­tuje się jako byka. Pie­częć cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej za­wiera naj­star­szy przy­kład pi­sma z Azji Po­łu­dnio­wej. Do dziś nie zo­stało ono od­czy­tane.

Część pie­częci tra­fiła do Bri­tish Mu­seum, a od­bi­cie jed­nej z nich, z przed­sta­wie­niem krowy z ro­giem jak u jed­no­rożca, tra­fiło do wy­da­nej w 2010 roku książki Ne­ila Mac­Gre­gora A Hi­story of the World in 100 Ob­jects (Hi­sto­ria świata w 100 przed­mio­tach). Jak pod­kre­śla w niej były dy­rek­tor mu­zeum, za sprawą tej drob­nej pie­częci trzeba było na­pi­sać hi­sto­rię świata od nowa i cof­nąć dzieje cy­wi­li­za­cji in­dyj­skiej o ty­siące lat wcze­śniej, niż do­tąd za­kła­dano.

Zna­cze­nie pie­częci do­strzegł na­stępca Cun­nin­ghama, sir John Mar­shall (1876-1958). W la­tach dwu­dzie­stych XX wieku zle­cił dal­sze wy­ko­pa­li­ska w Ha­rap­pie oraz na sta­no­wi­sku, które wkrótce zy­skało so­bie na­zwę Mo­hen­dżo-Daro, czyli "kopca umar­łych", od­da­lo­nym o kil­ka­set ki­lo­me­trów na po­łu­dnie i po­ło­żo­nym na te­re­nie ów­cze­snych In­dii Bry­tyj­skich, a dzi­siej­szej pro­win­cji Sindh w Pa­ki­sta­nie. Mar­shall na­tych­miast zro­zu­miał, że oba sta­no­wi­ska się ze sobą łą­czą. W obu miej­scach usy­pano kopce, które po­kry­wały ru­iny nie­gdyś kwit­ną­cych miast. Wraz z od­kry­wa­niem ko­lej­nych po­dob­nych sta­no­wisk, roz­cią­ga­ją­cych się od do­rze­cza rzeki Ja­muny na wscho­dzie, po te­reny dzi­siej­szego Afga­ni­stanu na za­cho­dzie, stało się ja­sne, że mię­dzy 3300 a 1300 ro­kiem p.n.e., te­ren ten był do­mem dla naj­więk­szej wów­czas (pod wzglę­dem ob­szaru) cy­wi­li­za­cji na świe­cie.

Do czasu od­kryć Mar­shalla nie dys­po­no­wa­li­śmy fi­zycz­nymi do­wo­dami na to, że przed na­dej­ściem Alek­san­dra Wiel­kiego (lata 356-323 p.n.e.), któ­rego zwy­cię­skie ar­mie w 326 roku do­tarły do brzegu In­dusu, ist­niała ja­ka­kol­wiek cy­wi­li­za­cja in­dyj­ska. Nie­mal wszyst­kie źró­dła ar­che­olo­giczne z tam­tej epoki były zwią­zane z bud­dy­zmem, a w rzeź­bach od­zna­czały się wpływy grec­kie.

Mapa uka­zuje mak­sy­malny za­sięg cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej, zwa­nej także cy­wi­li­za­cją do­liny In­dusu. Pierw­sza na­zwa, po­cho­dząca od na­zwy sta­no­wi­ska, na któ­rym do­ko­nano od­kry­cia, jest dziś czę­ściej sto­so­wana, jako że cy­wi­li­za­cja swym za­się­giem wy­kra­czała poza do­rze­cze rzeki In­dus.

Wraz z ko­lej­nymi od­kry­ciami Mar­shalla ogar­niało zdu­mie­nie nad wy­jąt­ko­wo­ścią tych zna­le­zisk. Za­cznijmy od tego, że ce­nione przez lu­dzi ce­gły cha­rak­te­ry­zo­wały się ujed­no­li­coną formą na wszyst­kich sta­no­wi­skach. Osady wzno­szono we­dług po­dob­nych za­ło­żeń, a sze­ro­kość ulic do­sto­so­wy­wano wzglę­dem ich prze­zna­cze­nia. Od­kryto oka­załe bu­dynki pu­bliczne, które praw­do­po­dob­nie były łaź­niami, oraz zło­żony sys­tem ka­na­li­za­cyjny - były to wiel­kie zdo­by­cze w za­kre­sie pla­no­wa­nia miast, nie­znane światu sta­ro­żyt­nemu i po­wtór­nie za­sto­so­wane w In­diach do­piero za cza­sów ma­ha­ra­dży Dżaj Sin­gha I, który na po­czątku XVIII wieku przed­stawi plan bu­dowy mia­sta Dżaj­pur. Na­wet sys­tem wag i miar wy­ko­rzy­sty­wany w han­dlu był za­ska­ku­jąco jed­no­lity.

Na kil­ku­dzie­się­ciu sta­no­wi­skach od­na­le­ziono na­wet za­bawki i fi­gurki z gliny oraz brązu, bi­żu­te­rię i przy­rządy ku­chenne, pod­sta­wowe na­rzę­dzia rol­ni­cze, frag­menty ma­lo­wa­nej ce­ra­miki, gwizdki w kształ­cie wy­drą­żo­nych pta­ków, a na­wet te­ra­ko­towe pu­łapki na my­szy. I nie za­po­mi­najmy o wspo­mnia­nych pie­czę­ciach - jak do­tąd od­kryto ich pra­wie pięć ty­sięcy, z któ­rych część przed­sta­wiała po­staci an­tro­po­mor­ficzne, a na in­nych wid­niały zwie­rzęta, jak na pie­częci z ta­jem­ni­czym ba­wo­łem-jed­no­roż­cem, prze­cho­wy­wa­nej dziś w Bri­tish Mu­seum. "Rzadko kiedy ar­che­olo­dzy mają oka­zję wy­do­być na świa­tło dzienne po­zo­sta­ło­ści dawno za­po­mnia­nych cy­wi­li­za­cji, jak uczy­nił to Schlie­mann w Ty­ryn­sie i My­ke­nach czy Stein na pu­styni Tur­kie­stanu. Wy­gląda jed­nak na to, że wła­śnie sto­imy u progu ta­kiego od­kry­cia nad rów­niną In­dusu", ogło­sił trium­fal­nie Mar­shall we wrze­śniu 1924 roku.

Dziś już wiemy, że w swoim szczy­to­wym mo­men­cie około 2500 roku p.n.e., w cza­sie gdy ukoń­czono bu­dowę Pi­ra­midy Che­opsa i na ja­kieś sto przed tym, jak na po­lach Wilt­shire wy­ro­sło Sto­ne­henge, cy­wi­li­za­cja ha­rap­pań­ska obej­mo­wała ob­szar po­nad mi­liona ki­lo­me­trów kwa­dra­to­wych i swym za­się­giem prze­wyż­szała cy­wi­li­za­cję Egiptu i Me­zo­po­ta­mii ra­zem wzięte. Jed­nak ina­czej niż w przy­padku jej le­piej po­zna­nych ró­wie­śni­ków na­sza wie­dza na te­mat tej zna­czą­cej cy­wi­li­za­cji jest skąpa. Nie dys­po­nu­jemy żad­nym Ka­mie­niem z Ro­setty, który po­mógłby nam w roz­wi­kła­niu za­gadki ta­jem­ni­czych zna­ków na pie­czę­ciach.

Przez ostat­nich 150 lat z nie­po­wo­dze­niem pró­bo­wano od­szy­fro­wać znaki, szu­ka­jąc ich związ­ków z tek­stami lub ję­zy­kami tak od­mien­nymi jak brahmi (przo­dek więk­szo­ści sys­te­mów pi­sma dzi­siej­szej Azji Po­łu­dnio­wej), su­me­ryj­ski, egip­ski, sta­ro­sło­wiań­ski, a na­wet sto­so­wany na Wy­spie Wiel­ka­noc­nej ron­go­rongo. Nie­któ­rzy hi­sto­rycy i fi­lo­lo­go­wie wska­zują, że więk­szość in­skryp­cji jest bar­dzo zwię­zła (mniej niż je­den na sto przed­mio­tów ma "na­pis" za­wie­ra­jący po­nad dzie­sięć zna­ków), co skła­nia ich do tezy, że pie­czę­cie nie są no­śni­kami pi­sma, ale przed­mio­tami ozna­cza­ją­cymi wła­sność - czymś na wzór pro­stego kodu kre­sko­wego.

Gdyby fak­tycz­nie było to pi­smo, cy­wi­li­za­cja ha­rap­pań­ska by­łaby naj­więk­szą pi­śmienną spo­łecz­no­ścią świata sta­ro­żyt­nego i nie­wąt­pli­wie też naj­bar­dziej roz­wi­niętą. Do­wody na ist­nie­nie pi­sma na sub­kon­ty­nen­cie in­dyj­skim po­ja­wiają się do­piero za cza­sów pa­no­wa­nia Aśoki w III wieku p.n.e. Do­póki ar­che­olo­go­wie nie wy­do­będą z ziemi ruin spa­lo­nych bi­blio­tek czy ar­chi­wów, pi­smo to, o ile fak­tycz­nie nim jest, po­zo­sta­nie dla nas za­gadką.

Pró­bu­jąc usta­lić chro­no­lo­gię cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej, ar­che­olo­gom udało się rzu­cić nieco świa­tła na spo­sób w jaki spo­łe­czeń­stwo funk­cjo­no­wało i było rzą­dzone. Żadna z od­kry­tych struk­tur nie przy­po­mi­nała pa­łacu czy miej­sca kultu. Za­ło­że­nia obronne po­ja­wiają się do­piero w póź­niej­szej fa­zie cy­wi­li­za­cji, a na sta­no­wi­skach rzadko kiedy po­ja­wia się uzbro­je­nie. Brak oka­za­łych po­chów­ków su­ge­ruje po­ziom rów­no­ści spo­łecz­nej nie­spo­ty­kany w świe­cie sta­ro­żyt­nym. Brak także do­wo­dów na ist­nie­nie war­stwy rzą­dzą­cej w po­staci kró­lów czy kró­lo­wych.

Wy­stę­po­wa­nie pie­częci na tak od­le­głych sta­no­wi­skach jak w Iraku, Oma­nie czy Azji Środ­ko­wej po­zwala są­dzić, że cy­wi­li­za­cja ha­rap­pań­ska rów­nież była istotną po­tęgą han­dlową. Z Me­zo­po­ta­mią han­dlo­wała mie­dzią, zło­tem, cyn­kiem, ko­ścią sło­niową i praw­do­po­dob­nie ba­wełną, z in­nych ob­sza­rów ścią­gała zaś brąz, sre­bro i ka­mie­nie szla­chetne, w tym la­zu­ryt. Nie­mniej po stu la­tach wy­ko­pa­lisk na­dal nie wiemy, w jaki spo­sób ta bo­gata i zło­żona cy­wi­li­za­cja się na­ro­dziła i jaki był po­wód jej upadku.

Brak jed­no­znacz­nych do­wo­dów otwo­rzył drogę licz­nym teo­riom. Ry­wa­li­za­cja o od­czy­ta­nie pi­sma do­pro­wa­dziła do fał­szerstw, w tym prze­ra­bia­nia przed­sta­wień na pie­czę­ciach, aby przy­po­mi­nały ko­nia, czyli zwie­rzę od­gry­wa­jące dużą rolę w ce­re­mo­niach we­dyj­skich. Więk­szość z tych oszustw wy­ra­stała z po­trzeby utka­nia nie­prze­rwa­nej li­nii wio­dą­cej ku po­cząt­kom współ­cze­snego pań­stwa in­dyj­skiego. W ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach in­dyj­scy hi­sto­rycy o na­sta­wie­niu na­cjo­na­li­stycz­nym pró­bo­wali wpi­sać cy­wi­li­za­cję ha­rap­pań­ską w po­czątki hin­du­izmu, które ich zda­niem się­gają trze­ciego lub czwar­tego ty­siąc­le­cia p.n.e., co czy­ni­łoby go naj­star­szą re­li­gią Azji Po­łu­dnio­wej.

PIERWSI IN­DUSI

O ile od­kry­cia z po­czątku lat dwu­dzie­stych XX wieku oka­zały się prze­ło­mem i prze­su­nęły po­czątki cy­wi­li­za­cji in­dyj­skiej o ty­siące lat wstecz, o tyle druga de­kada XXI wieku bę­dzie za­pa­mię­tana jako czas nie­zwy­kłych po­stę­pów w na­szej wie­dzy o po­cho­dze­niu pierw­szych In­du­sów. Umie­jęt­ność ana­li­zo­wa­nia kodu ge­ne­tycz­nego po­zo­sta­ło­ści kost­nych po­zwala na­ukow­com na stwo­rze­nie mapy szla­ków mi­gra­cyj­nych do In­dii, wska­za­nie spo­łecz­no­ści pierw­szych rol­ni­ków, a na­wet wy­zna­cze­nie daty po­wsta­nia stra­ty­fi­ka­cji spo­łecz­nej, czyli sys­temu ka­sto­wego.

Na pod­sta­wie zna­le­zisk ar­che­olo­gicz­nych, jak choćby stert od­pa­dów zde­po­no­wa­nych na plaży w Ery­trei, da się z dużą do­kład­no­ścią wska­zać datę wyj­ścia współ­cze­snych lu­dzi, homo sa­piens, z Afryki. Sza­cuje się, że do­szło do tego około 70 000 lat p.n.e. Szlak, któ­rym po­dą­żali, wiódł ich przez Pół­wy­sep Arab­ski i zie­mie dzi­siej­szego Iraku oraz Iranu, aż około 65 000 roku p.n.e. do­tarli do sub­kon­ty­nentu in­dyj­skiego. Tam na­tra­fili na grupki, które nie­kiedy okre­śla się jako "ar­cha­icz­nych homo sa­piens". Nie dys­po­nu­jąc żad­nymi szcząt­kami, z wy­jąt­kiem czaszki od­na­le­zio­nej nad brze­giem rzeki Na­rmady i da­to­wa­nej na około 250 ty­sięcy lat, nie wiemy, kim do­kład­nie były te osob­niki. Od­kry­cie na­rzę­dzi pa­le­oli­tycz­nych w In­diach po­łu­dnio­wych prze­suwa ko­rze­nie tych ar­cha­icz­nych grup na­wet o 1,5 mi­liona lat w prze­szłość, co czyni je jed­nymi z naj­wcze­śniej­szych po­pu­la­cji poza gra­ni­cami Afryki. Jako że lu­dzie współ­cze­śni osie­dlili się na bar­dziej ży­znych ob­sza­rach sub­kon­ty­nentu, ich liczba szybko ro­sła do mo­mentu, aż w okre­sie mię­dzy 45 000 a 20 000 lat temu In­die stały się naj­lud­niej­szym re­gio­nem świata.

Z ba­dań DNA wy­nika, że około 8000 lat p.n.e. z ob­szaru po­łu­dnio­wego lub środ­ko­wego Za­grosu w dzi­siej­szym Ira­nie wy­szła druga fala mi­gra­cji. Po­cząt­ków cy­wi­li­za­cji, z któ­rej z cza­sem wy­kształci się cy­wi­li­za­cja ha­rap­pań­ska, można do­szu­kać się w wio­sce tak osa­mot­nio­nej i za­po­mnia­nej, że na­wet lu­dzie za­miesz­ku­jący tamte ob­szary nie wie­dzą o jej ist­nie­niu. Osada Mehr­garh znaj­duje się na te­re­nie pa­ki­stań­skiej pro­win­cji Be­lu­dży­stan, po­ło­żo­nej na za­chod­nim skraju sub­kon­ty­nentu in­dyj­skiego i za­miesz­ki­wa­nej przez liczne ple­miona, w któ­rych pa­nuje bez­pra­wie. Ar­che­olo­dzy pro­wa­dzący tam wy­ko­pa­li­ska w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku na­tra­fili na naj­wcze­śniej­sze ślady rol­nic­twa poza Ży­znym Pół­księ­ży­cem. Upra­wiano tam mię­dzy in­nymi jęcz­mień oraz udo­mo­wiono by­dło, zebu i praw­do­po­dob­nie kozy. Od­kryte bu­dynki przy­bie­rały po­stać do­mostw li­czą­cych od czte­rech do dzie­się­ciu po­miesz­czeń, przy czym te więk­sze mo­gły słu­żyć do ma­ga­zy­no­wa­nia zboża. Zmar­łych cho­wano wraz z ozdo­bami wy­ko­na­nymi z muszli mor­skich, la­zu­rytu oraz ka­mieni pół­sz­la­chet­nych. Ar­che­olo­dzy na­tra­fili rów­nież na naj­star­sze znane na świe­cie ślady wy­ko­rzy­sty­wa­nia ba­wełny do pro­duk­cji tka­nin.

Za­nim Mehr­garh zo­stało opusz­czone na rzecz więk­szej osady w po­bliżu, mię­dzy 2600 a 2000 ro­kiem p.n.e. wy­ro­sło na ważne cen­trum od­kryć nie tylko w sfe­rze rol­nic­twa, ale i garn­car­stwa, ob­róbki na­rzę­dzi ka­mien­nych oraz wy­ko­rzy­sta­nia mie­dzi. Roz­nie­cona w nim re­wo­lu­cja rol­ni­cza po­służy za bu­du­lec cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej.

PIERW­SZE ŚWIEC­KIE PAŃ­STWO W DZIE­JACH?

Hi­sto­rycy wska­zują trzy fazy w roz­woju cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej. Wcze­sna faza tej cy­wi­li­za­cji, da­to­wana na okres od 3300 do 2600 roku p.n.e., miała cha­rak­ter pro­to­miej­ski. Two­rzono ce­ra­mikę na kole garn­car­skim, upra­wiano jęcz­mień i ro­śliny strącz­kowe, oraz udo­mo­wiono by­dło, owce, kozy, ba­woły, je­le­nie i świ­nie. Za­sięg tej cy­wi­li­za­cji był roz­le­gły - po­zo­sta­ło­ści z tego okresu od­na­le­ziono za­równo na za­chod­niej czę­ści Ni­ziny Hin­du­stań­skiej, jak i na po­łu­dniu, aż po Wielki Rann na te­re­nie dzi­siej­szego stanu Gu­dźa­rat. Mimo to na­dal wiele aspek­tów tego okresu po­zo­staje nie­zna­nych. Na ta­kich sta­no­wi­skach jak Mo­hen­dżo-Daro ru­iny roz­cią­gają się kilka me­trów po­ni­żej obec­nego po­ziomu wy­ko­pa­lisk, a jako że dziś prio­ry­te­tem jest ochrona, a nie od­sła­nia­nie ko­lej­nych warstw, może mi­nąć jesz­cze wiele lat, za­nim uzy­skamy pe­łen ob­raz tej fazy roz­woju.

Doj­rzała faza cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej, trwa­jąca od 2600 do 1900 roku p.n.e., jest uwa­żana za szczy­towy mo­ment urba­ni­za­cji, choć na­dal to osady prze­wa­żały nad ośrod­kami miej­skimi. Roz­miesz­cze­nie cy­ta­del, spi­chle­rzy oraz bu­dyn­ków pry­wat­nych i pu­blicz­nych róż­niło się w za­leż­no­ści od za­ło­że­nia, jed­nak wszyst­kie, od naj­więk­szych po naj­mniej­sze, od­zna­czały się pew­nym stop­niem pla­no­wa­nia. Sys­temy iry­ga­cyjne były na tyle roz­bu­do­wane, że umoż­li­wiały pro­wa­dze­nie licz­nych upraw, a do pracy w polu uży­wano płu­gów. Szczątki psów wska­zują, że udo­mo­wiono te zwie­rzęta. Liczbę lud­no­ści w fa­zie doj­rza­łej sza­cuje się na od 400 000 do mi­liona.

Choć to, że nie ma do­wo­dów na ist­nie­nie mo­nu­men­tal­nych gro­bow­ców kró­lew­skich, pa­ła­ców czy świą­tyń, a także sta­łych ar­mii i nie­wol­nic­twa prze­ma­wia prze­ciwko te­zie o ist­nie­niu scen­tra­li­zo­wa­nego im­pe­rium, to praw­do­po­dob­nie funk­cjo­no­wała tam ja­kaś forma or­ga­ni­za­cji pań­stwo­wej. Jed­no­li­tość wy­ro­bów rze­mieśl­ni­czych, ta­kich jak ce­ra­mika i ce­gły, ob­ser­wo­wana na­wet na po­zio­mie wio­sek, su­ge­ruje ist­nie­nie wy­spe­cja­li­zo­wa­nych, dzie­dzicz­nych grup lub ce­chów, a także do­brze roz­wi­nię­tego sys­temu han­dlu we­wnętrz­nego. W doj­rza­łej fa­zie cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej sym­bole umiesz­czane na pie­czę­ciach ule­gły stan­da­ry­za­cji. Po­wszechną roz­rywką był ha­zard, o czym świad­czą dzie­siątki sze­ścien­nych ko­ści do gry wy­ko­na­nych z te­ra­koty, od­kry­tych w Mo­hen­dżo-Daro oraz na in­nych sta­no­wi­skach ar­che­olo­gicz­nych. Upra­wiano rów­nież ba­wełnę, z któ­rej wy­twa­rzano odzież, a być może także han­dlo­wano nią z Azją Za­chod­nią.

Cho­ciaż nie na­tra­fiano na żadne struk­tury, które można jed­no­znacz­nie za­kla­sy­fi­ko­wać jako świą­ty­nie, nie­wąt­pli­wie ist­niała pewna forma my­śle­nia re­li­gij­nego - związki łą­czące tak zwany ha­rap­pań­ski sys­tem wie­rzeń z roz­wo­jem hin­du­izmu są zbyt liczne, aby je zi­gno­ro­wać. Po­wszechne były przed­sta­wie­nia po­staci, nie­wy­klu­czone, że bóstw, wśród fi­gow­ców, przed któ­rymi klę­czeli wy­znawcy (drzewo to jest uzna­wane za święte w hin­du­izmie oraz bud­dy­zmie). Ką­piele, istotny ele­ment cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej, mają klu­czowe zna­cze­nie w ry­tu­ałach hin­du­skich. Pewne po­do­bień­stwa do ce­re­mo­nii hin­du­skich można także od­na­leźć w świę­tych pa­le­ni­skach, śla­dach po ofia­rach ze zwie­rząt oraz sym­bolu swa­styki.

Naj­bar­dziej prze­ko­nu­ją­cym do­wo­dem prze­ma­wia­ją­cym za ist­nie­niem związku jest pie­częć przed­sta­wia­jąca po­stać w po­zy­cji jo­gicz­nej, przy­braną w ro­gate na­kry­cie głowy i oto­czoną przez ty­grysa, sło­nia, ba­woła oraz no­so­rożca. Po­stać wid­nie­jącą na tej nie­wiel­kiej, mie­rzą­cej około cala (2,5 cm) pie­częci na­zwano Pa­śu­pati, czyli "Pa­nem Zwie­rząt", a Mar­shall okre­ślił ją mia­nem "proto-Śiwy", a więc wcze­snego wy­obra­że­nia Śiwy - klu­czo­wego bó­stwa w hin­du­skim pan­te­onie, uzna­wa­nego za boga stwo­rze­nia i znisz­cze­nia.

Fot. 2 In­ter­pre­ta­cja pie­częci z Władcą Zwie­rząt jako proto-Śiwy spo­tkała się z en­tu­zja­zmem Ja­wa­har­lala Nehru, a na­stęp­nie in­dyj­skich hi­sto­ry­ków o na­cjo­na­li­stycz­nych po­glą­dach.

Jak jed­nak pod­kre­śla ame­ry­kań­ska in­do­lożka Wendy Do­ni­ger, po­wią­za­nia z Śiwą to za­le­d­wie jedno z kil­ku­na­stu wy­tłu­ma­czeń dla po­staci "in­spi­ro­wa­nej lub ogra­ni­cza­nej kon­kret­nymi oko­licz­no­ści hi­sto­rycz­nymi oraz po­glą­dami od­biorcy". Tym spo­so­bem nie­wiel­kie te­ra­ko­towe fi­gurki ko­biet o ob­fi­tych kształ­tach także mogą być pier­wo­wzo­rem bo­giń hin­du­skich lub po pro­stu wy­ra­zem uwiel­bie­nia dla ko­bie­cej syl­wetki. Nie­wąt­pli­wie ple­miona mi­gru­jące z Azji Środ­ko­wej przy­no­siły ze sobą wła­sny sys­tem wie­rzeń i pan­teon bóstw. Je­śli za­tem te pier­wo­ciny bóstw nie świad­czą o ist­nie­niu spój­nego sys­temu re­li­gij­nego, to można po­ku­sić się o tezę, że cy­wi­li­za­cja ha­rap­pań­ska zro­dziła pierw­sze pań­stwo świec­kie w dzie­jach i wy­prze­dziła eu­ro­pej­skie oświe­ce­nie o cztery ty­siące lat.

Do dziś trwa de­bata na te­mat tego, co do­pro­wa­dziło do osła­bie­nia cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej, a na­stęp­nie jej upadku w XIV wieku p.n.e. Z póź­niej­szych tek­stów re­li­gij­nych wy­nika, że mógł za tym stać atak lu­dów ko­czow­ni­czych, które zrów­nały z zie­mią ośrodki miej­skie cy­wi­li­za­cji, na­jeż­dża­jąc na nie ry­dwa­nami. Sir Mor­ti­mer Whe­eler, dy­rek­tor Ar­cha­eolo­gi­cal Su­rvey of In­dia w la­tach 1944-1948, był zwo­len­ni­kiem tej teo­rii, czemu dał wy­raz w słyn­nym stwier­dze­niu: "Po­śred­nią winę po­nosi za to In­dra!", na­wią­zu­jąc do aryj­skiego bó­stwa wojny.

Tyle że źró­dła ar­che­olo­giczne nie po­twier­dzają ta­kiej tezy. Szczątki ludz­kie zna­le­zione na sta­no­wi­skach w wiel­kich ośrod­kach miej­skich nie no­szą śla­dów ataku. Z wy­ko­pa­lisk pro­wa­dzo­nych w kilku miej­scach wy­nika, że do­szło do se­rii po­wo­dzi, które pod­nio­sły po­ziom gruntu, praw­do­po­dob­nie wy­wo­ła­nych ru­chami tek­to­nicz­nymi. Wśród in­nych przy­czyn upadku cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej wy­mie­nia się zmiany biegu rzek, de­fo­re­sta­cję, wzrost po­ziomu za­so­le­nia wód oraz cho­roby przy­wle­czone przez no­wych mi­gran­tów. Sze­roko za­kro­jone ba­da­nie prze­pro­wa­dzone przez grupę na­ukow­ców z Wo­ods Hole Oce­ano­gra­phic In­sti­tu­tion z 2012 roku jako głów­nego wi­no­wajcę wska­zuje prze­cią­ga­jące się su­sze, które spra­wiły, że ko­ryta rzek wy­schły lub cieki prze­mie­niły się w rzeki okre­sowe. Za tą teo­rią prze­ma­wia sporo ar­gu­men­tów: w 2018 roku, na­ukowcy wy­od­ręb­nili nowy wiek na ta­beli stra­ty­gra­ficz­nej, me­ga­la­jan, roz­po­czy­na­jący się około 2200 roku p.n.e. długą su­szą, która była po­cząt­kiem końca wielu cy­wi­li­za­cji, i to nie tylko w In­diach, ale też w Egip­cie, Me­zo­po­ta­mii oraz w Chi­nach.

WEDY

Na­sza nie­zdol­ność do od­czy­ta­nia pi­sma Ha­rappy po­zba­wia nas do­stępu do po­dań, in­for­ma­cji o po­sta­ciach hi­sto­rycz­nych oraz pew­nej chro­no­lo­gii wy­da­rzeń aż do 1300 roku p.n.e. Tyle że na­sza wie­dza na te­mat zda­rzeń z ko­lej­nego ty­siąc­le­cia jest nie mniej mgli­sta, choć z in­nych po­wo­dów. Ko­lejny roz­dział opo­wie­ści o cy­wi­li­za­cji in­dyj­skiej kształ­tują liczne fale mi­gra­cji lu­dów ko­czow­ni­czych, które poza na­rzę­dziami, uzbro­je­niem oraz frag­men­tami ce­ra­miki nie po­zo­sta­wiły po so­bie żad­nych śla­dów. Jed­nak to ubó­stwo zna­le­zisk ar­che­olo­gicz­nych wy­na­gra­dza nam bo­gaty kor­pus wy­ra­fi­no­wa­nej świę­tej po­ezji, czyli Wedy.

Spi­sane w san­skry­cie i po­cząt­kowo prze­ka­zy­wane w for­mie ust­nej przez ka­pła­nów zwa­nych bra­mi­nami, Wedy sta­no­wią fun­da­ment hin­du­izmu. Man­try re­cy­to­wane każ­dego po­ranka dla roz­bu­dze­nia bo­gów czy mo­dły wzno­szone pod­czas skła­da­nia ciała zmar­łego na sto­sie po­grze­bo­wym były prze­ka­zy­wane z ust do ust przez wieki. Prze­kaz był tak wierny, że gdy za­częto spi­sy­wać Wedy, ich wer­sje z Kasz­miru na pół­nocy były nie­mal iden­tyczne z tymi z Ta­mil­nadu na po­łu­dnio­wym ko­niuszku sub­kon­ty­nentu. Eu­ro­pej­czycy zgłę­biali te tek­sty już od XVI wieku, jed­nak do­piero w XVIII wieku udało się roz­wią­zać za­gadkę au­tor­stwa tych hym­nów. W ba­da­niach nad wcze­snymi dzie­jami In­dii to fi­lo­lo­gia, a nie ar­che­olo­gia po­mo­gła zna­leźć bra­ku­jące ele­menty ukła­danki.

Wil­liam Jo­nes był po­li­hi­sto­rem, który swoją pierw­szą książkę opu­bli­ko­wał w 1770 roku, ma­jąc dwa­dzie­ścia cztery lata - był to prze­kład z per­skiego na fran­cu­ski hi­sto­rii per­skiego króla Na­dira Sza­cha. Rok póź­niej wy­dał A Gram­mar of the Per­sian Lan­gu­age (Gra­ma­tyka ję­zyka per­skiego), po­zy­cję, która przez kil­ka­dzie­siąt lat była pod­sta­wową lek­turą w swo­jej dzie­dzi­nie. Jesz­cze za­nim we wrze­śniu 1783 roku tra­fił do Ćand­pal Ghat, nad brze­giem rzeki Hu­gli w Kal­ku­cie, Jo­nes po­sta­wił so­bie am­bitny cel, a mia­no­wi­cie, że po­zna "In­die le­piej niż ja­ki­kol­wiek Eu­ro­pej­czyk przed nim". Rok po do­tar­ciu na miej­sce, za­ło­żył Asia­tic So­ciety.

Jo­nes przy­był do In­dii, aby ob­jąć sta­no­wi­sko sę­dziego w Są­dzie Naj­wyż­szym w Ben­galu. Był prze­ko­nany, że aby wy­da­wać spra­wie­dliwe wy­roki, sę­dzio­wie mu­sieli mieć do­stęp do prawa in­dyj­skiego, a to wy­ma­gało zro­zu­mie­nia tek­stów spi­sa­nych w san­skry­cie. Pierw­szą prze­szkodą było jed­nak zna­le­zie­nie na­uczy­ciela. Przy­na­le­żący do wy­so­kiej ka­sty bra­mini od­ma­wiali udzie­la­nia nauk świę­tego ję­zyka ob­cemu, jed­nak na na­sze szczę­ście Jo­nes spo­tkał obe­zna­nego w san­skry­cie le­ka­rza, który przy­jął go na ucznia. Pod­czas zgłę­bia­nia gra­ma­tyki Jo­nes od­krył nie­zwy­kłe po­do­bień­stwa mię­dzy san­skry­tem a nie­któ­rymi ję­zy­kami eu­ro­pej­skimi. Swoje ob­ser­wa­cje za­mie­ścił w tek­ście On the or­to­gra­phy of Asia­tik words, który tra­fił do pierw­szego nu­meru "Asia­tik Re­se­ar­ches". To wła­śnie w tej pu­bli­ka­cji Jo­nes wy­ka­zał ist­nie­nie in­do­eu­ro­pej­skiej ro­dziny ję­zy­ków. Ba­dacz san­skrytu Tho­mas Traut­mann uznał ten ar­ty­kuł za istotny wkład w "pro­jekt osa­dza­nia In­dii na swoim miej­scu".

Wil­liam Jo­nes: "ję­zyk san­skrycki, nie­za­leż­nie od tego, jak głę­boko w prze­szło­ści tkwią jego ko­rze­nie, od­zna­cza się cu­downą struk­turą. Jest do­sko­nal­szy od greki, bo­gat­szy od ła­ciny i sub­tel­niej do­pra­co­wany niż oba te ję­zyki, a za­ra­zem wy­ka­zuje wo­bec nich tak silne po­kre­wień­stwo, za­równo w rdze­niach cza­sow­ni­ków, jak i w for­mach gra­ma­tycz­nych, że nie mo­gło ono po­wstać przy­pad­kowo. Po­kre­wień­stwo to jest w isto­cie tak wy­raźne, iż ża­den fi­lo­log, ba­da­jąc wszyst­kie trzy ję­zyki, nie mógłby oprzeć się prze­ko­na­niu, że wy­wo­dzą się one ze wspól­nego źró­dła, które być może już nie ist­nieje. Ist­nieją rów­nież po­dobne, choć nieco mniej prze­ko­nu­jące, pod­stawy do przy­pusz­cze­nia, że za­równo ję­zyki goc­kie, jak i cel­tyc­kie, mimo że po­łą­czone z bar­dzo od­mien­nym idio­mem, mają ten sam ko­rzeń co san­skryt. Do tej sa­mej ro­dziny można by także za­li­czyć sta­ro­per­ski".

Jo­nes za­czął na­stęp­nie zgłę­biać po­do­bień­stwa mię­dzy hin­du­skimi i eu­ro­pej­skimi bó­stwami, co skło­niło go do po­sta­wie­nia tezy, że nie ist­niała je­dy­nie wspólna ro­dzina ję­zy­ków, ale też bóstw. Rzym­ski bóg Ja­nus oka­zał się bo­giem Ga­neśą o gło­wie sło­nia. Jo­wisz wy­ka­zy­wał związki z In­drą. Ży­wio­łowy Kryszna przy­po­mi­nał Apolla. Sa­turn, Noe i Manu od­gry­wali swoje role w tym sa­mym mi­cie o po­wsta­niu świata. W oczach Jo­nesa hin­du­izm był żywą re­pre­zen­ta­cją sta­ro­żyt­nych wie­rzeń po­gań­skich Gre­ków i Rzy­mian.

Je­dy­nym wy­ja­śnie­niem tych za­dzi­wia­ją­cych zbież­no­ści ję­zy­ko­wych i re­li­gij­nych, pod­su­mo­wy­wał, były mi­gra­cje: ludy, które po­słu­gi­wały się ję­zy­kami in­do­eu­ro­pej­skimi, w prze­szło­ści wspól­nie za­miesz­ki­wały roz­le­gły step roz­cią­ga­jący się od te­re­nów dzi­siej­szej Pol­ski aż po zie­mie za Ura­lem. Hi­sto­rycy do­szu­kali się jed­nych z naj­wcze­śniej­szych przy­kła­dów wy­stę­po­wa­nia ję­zyka in­do­eu­ro­pej­skiego w pół­noc­nej Sy­rii. Spi­sany w 1380 roku p.n.e. układ po­ko­jowy mię­dzy kró­lami Mi­tanni a He­ty­tów wzywa na świad­ków nie­któ­rych bo­gów. Przy­naj­mniej czte­rej z nich - Uru­va­nass, Mi­tras, In­dara i Na­sa­tja - od­po­wiada hin­du­skim bo­gom: Wa­ru­nie, Mi­trze, In­drze i Na­sa­tji. Z tek­stu wy­nika, że choć lud Mi­tanni po­słu­gi­wał się lo­kal­nym ję­zy­kiem hu­ryc­kim, to jego władcy no­sili imiona i wzy­wali bo­gów, któ­rych na­zwy przy­po­mi­nały ludy indo-aryj­skie.

Wę­drowni pa­ste­rze, któ­rzy wy­ru­szyli z tych ste­pów, okre­ślali się jako Ario­wie: na­zwę tę sto­so­wali sta­ro­żytni Per­so­wie, a na­zwa "Iran" po­cho­dzi od "Ariów". Ter­min "Ario­wie" jest także rdze­niem słowa "Eire", na­zwy nada­nej zie­miom wy­su­nię­tym naj­bar­dziej na za­chód pod­czas tej wiel­kiej wę­drówki. Ario­wie, któ­rzy osie­dli w In­diach, oswo­ili ko­nie i po­słu­gi­wali się ry­dwa­nami zdol­nymi po­mie­ścić trzy osoby. Ho­do­wali by­dło, wy­ta­piali brąz, z któ­rego two­rzyli na­rzę­dzia i broń, oraz, tak jak człon­ko­wie cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej, roz­mi­ło­wali się w ha­zar­dzie.

Tek­sty we­dyj­skie wspo­mi­nają o na­jeź­dzie, który nie­spo­dzie­wa­nie prze­trze­bił cy­wi­li­za­cję ha­rap­pań­ską. Dys­po­nu­jąc flotą za­przę­żo­nych w ko­nie ry­dwa­nów i gna­nych do walki przez swo­ich wo­jow­ni­czych bo­gów na czele z In­drą - czę­sto okre­śla­nym jako Mars, Zeus czy Thor w pan­te­onie aryj­skim - Ario­wie starli w proch resztki cy­wi­li­za­cji Ha­rappy oraz pod­po­rząd­ko­wali so­bie Da­sów, po­tom­ków pierw­szej fali mi­gra­cji do In­dii sprzed 60 000 lat.

Teo­ria o in­wa­zji zy­skała so­bie po­pu­lar­ność w okre­sie pa­no­wa­nia bry­tyj­skiego, kiedy to uczeni szu­kali wy­god­nego spo­sobu, aby uspra­wie­dli­wić swoje pod­boje mi­li­tarne w In­diach. Teo­ria o pod­boju wiąże się jed­nak z dwoma pro­ble­mami: do­wody ar­che­olo­giczne w ża­den spo­sób jej nie po­twier­dzają, a jej zwo­len­nicy nie biorą pod uwagę trwa­ją­cej dwa wieki luki w za­pi­sie ko­pal­nym mię­dzy upad­kiem Ha­rappa a po­ja­wie­niem się Ariów.

Ba­da­nia ge­ne­tyczne prze­pro­wa­dzone w miej­scach sta­ro­żyt­nych po­chów­ków po­twier­dzają dziś to, co ar­che­olo­dzy od dawna przy­pusz­czali: nie było jed­nej in­wa­zji Ariów, a ra­czej liczne fale mi­gra­cji, które zle­wały się z ty­glem kul­tur obec­nych w In­diach i z wolna pod­po­rząd­ko­wy­wały je wpły­wom aryj­skim.

Chyba naj­waż­niej­szą pu­bli­ka­cją, która zmie­rzyła się z tym za­gad­nie­niem, jest praca Tony'ego Jo­se­pha Early In­dians: The Story of Our An­ce­stors and Where We Came From z 2018 roku. Jo­seph z nie­skry­waną ra­do­ścią przy­jął wy­niki tych ba­dań ge­ne­tycz­nych, co w po­łą­cze­niu z jego wła­snymi ba­da­niami do­pro­wa­dziło go do na­stę­pu­ją­cego wnio­sku: "Dzi­siejsi In­dusi za­wdzię­czają swoje po­cho­dze­nie licz­nym fa­lom mi­gra­cji do In­dii. Nie ist­nieje coś ta­kiego jak czy­sta grupa, rasa czy ka­sta za­miesz­ku­jąca Zie­mię od "nie­pa­mięt­nych cza­sów"". W oczach na­cjo­na­li­stycz­nych hi­sto­ry­ków in­du­skich taki po­gląd gra­ni­czy z he­re­zją. Jak ob­ja­śnia Jo­seph:

Dla wielu lu­dzi o po­glą­dach pra­wi­co­wych idea, że ich przod­ko­wie przy­byli do In­dii z in­nego miej­sca, jest nie do za­ak­cep­to­wa­nia, gdyż od­biera ona san­skry­towi i We­dom rolę wy­łącz­nego i fun­da­men­tal­nego źró­dła kul­tury in­dyj­skiej. Ozna­cza­łoby to, że wielka cy­wi­li­za­cja ha­rap­pań­ska, która od­ci­snęła nie­za­tarte piętno na hi­sto­rii i kul­tu­rze In­dii, po­prze­dziła ich przy­by­cie.

Ze względu na luki w za­pi­sach hi­sto­rycz­nych, na­wet ba­da­nia DNA nie oka­zały się do­wo­dem osta­tecz­nym dla gor­li­wych wy­znaw­ców idei, że cy­wi­li­za­cja we­dyj­ska po­ja­wiła się przed ha­rap­pań­ską. Trudno stwier­dzić, czy w ogóle kie­dy­kol­wiek uda się roz­strzy­gnąć tę de­batę. Kor­pus li­te­ra­tury po­wsta­łej mię­dzy 1100 a 600 ro­kiem p.n.e. jest ob­szerny, jed­nak otwarty na in­ter­pre­ta­cje. Tak jak to zwy­kle bywa w przy­padku wcze­snej hi­sto­rii In­dii, nie można do­ko­nać jed­no­znacz­nych są­dów.

IN­DIE WE­DYJ­SKIE I NA­DEJ­ŚCIE RA­DŻÓW

Spo­śród czte­rech Wed naj­star­szym i naj­waż­niej­szym tek­stem jest Ry­gweda. Ba­da­cze zga­dzają się, że jej pierw­szej kom­pi­la­cji do­ko­nano około XI wieku p.n.e. lub stu­le­cie póź­niej. Dzieło składa się z 1028 po­świę­co­nych bo­gom hym­nów, upo­rząd­ko­wa­nych w dzie­sięć ksiąg, czyli w man­dale róż­nej dłu­go­ści, ukła­dane przez setki lat. Nie mamy do­wo­dów na to, aby Ario­wie wzno­sili po­do­bi­zny swo­ich bo­gów. Za­miast po­są­gów do ko­mu­ni­ka­cji z świę­tymi isto­tami słu­żyły im man­try. Wzno­szono je w po­staci śpie­wów pod­czas ofia­ro­wa­nia, czemu to­wa­rzy­szyło spo­ży­wa­nie somy, na­poju ha­lu­cy­no­gen­nego. Ra­bin­dra­nath Ta­gore (1861-1941), po­cho­dzący z Ben­galu lau­reat Na­grody No­bla z dzie­dziny li­te­ra­tury, opi­sał je jako "po­etyc­kie świa­dec­two zbio­ro­wego za­chwytu i nie­do­wie­rza­nia lu­dzi nad ist­nie­niem".

Sa­ma­weda (Wie­dza pie­śni), składa się ze strof za­czerp­nię­tych z Ry­gwedy i uło­żo­nych z my­ślą o wzno­sze­niu pie­śni, pod­czas gdy Ja­dżur­weda to zbiór spi­sa­nych prozą for­muł lub mantr wy­ko­rzy­sty­wa­nych pod­czas ce­re­mo­nii. Czwarta Weda, Athar­wa­weda, była zwią­zana z ry­tu­ałami, wie­rze­niami ma­gicz­nymi i za­klę­ciami sto­so­wa­nymi przez miesz­kań­ców In­dii sprzed na­dej­ścia Ariów. Część z nich mo­gli sta­no­wić po­tom­ko­wie lu­dów za­miesz­ku­ją­cych In­die w epoce ka­mie­nia, Da­so­wie lub spo­łecz­no­ści ple­mienne, które przy­były na sub­kon­ty­nent w ra­mach "wyj­ścia z Afryki". Po­wszechne wśród nich było prak­ty­ko­wa­nie cza­ro­stwa i ma­gii, a także wiara w siłę amu­le­tów i za­klęć, z po­mocą któ­rych lu­dzie mieli po­zy­skać moce więk­sze od bo­gów. Ario­wie nie tylko nie wy­ple­nili tych wie­rzeń, ale włą­czyli je do wła­snych.

Bra­mini, któ­rzy prze­ka­zy­wali treść Wed, wy­ko­rzy­sty­wali swoją wie­dzę do zbu­do­wa­nia mo­no­polu na od­pra­wia­nie waż­nych ry­tu­ałów. In­dra, bóg wojny i desz­czu, jest wspo­mi­nany w nie­mal co czwar­tym hym­nie Ry­gwedy, a tylko nieco rza­dziej po­ja­wiają się Agni, bóg ognia, oraz Surja, bóg słońca.

Z miejsc geo­gra­ficz­nych po­ja­wia­ją­cych się w tek­stach we­dyj­skich wy­nika, że pierw­sza fala mi­gran­tów aryj­skich osie­dliła się na ob­sza­rze zna­nym jako Sapta Sin­dhu, czyli "sie­dem rzek". Na­zwa "Sin­dhu" od­nosi się do rzeki In­dus, pięć in­nych rzek sta­no­wiło jego do­pływy, zaś siódmą była Sa­ra­swati, która wy­schła po osie­dle­niu się mi­gran­tów. Spo­łe­czeń­stwo we­dyj­skie było zor­ga­ni­zo­wane wo­kół ple­mion i kla­nów - w tek­stach wspo­mina się o nie­mal 30 z nich. Nie bra­kuje także opi­sów licz­nych bi­tew i w za­sa­dzie nie spo­sób stwier­dzić, który prze­ciw­nik rze­czy­wi­ście ist­niał, a który wy­wo­dził się z mi­tów. Ni­g­dzie nie wi­dać tego le­piej niż w bi­twie dzie­się­ciu kró­lów, która przy­po­mina in­dyj­ską wer­sję Gry o tron. Do star­cia do­szło nad brze­giem rzeki Rawi, a sta­nęli na­prze­ciwko sie­bie król Ariów Su­das oraz bli­żej nie­znana ko­ali­cja dzie­się­ciu wo­dzów, w któ­rej skład mo­gli wcho­dzić "upa­dli Ario­wie", czyli Da­so­wie. Zwy­cię­stwa w bi­twie nie za­pew­niły lep­sze uzbro­je­nie czy tak­tyka, ale re­cy­ta­cja mo­dlitw.

Jako spo­łe­czeń­stwo rol­ni­cze pierwsi Ario­wie w du­żym stop­niu po­le­gali na ko­niach i kro­wach, dla­tego po­szu­ki­wali te­re­nów na­da­ją­cych się na pa­stwi­ska. Byli znani z prze­ga­nia­nia by­dła - Ka­ren Arm­strong, hi­sto­ryczka pro­wa­dząca ba­da­nia po­rów­naw­cze re­li­gii, wska­zała na­wet ich po­do­bień­stwo do kow­bo­jów z ame­ry­kań­skiego Za­chodu. Sta­tus krów jako zwie­rząt świę­tych - dziś znak roz­po­znaw­czy In­dii, za­ka­zu­ją­cych spo­ży­cia wo­ło­winy w więk­szo­ści sta­nów - nie miał ta­kiego zna­cze­nia w In­diach we­dyj­skich. I choć w pew­nym frag­men­cie Ry­gweda za­bra­nia je­dze­nia kro­wiego mięsa, w in­nym już do­pusz­cza to pod­czas ślu­bów, o ile zwie­rzę zo­stało ubite w spo­sób ry­tu­alny i hu­ma­ni­tarny.

We wcze­snych eta­pach roz­woju cy­wi­li­za­cji we­dyj­skiej spo­łe­czeń­stwo miało struk­turę ple­mienną. Na jej szczy­cie stali wo­dzo­wie, któ­rych Ry­gweda okre­śla mia­nem ra­dżów - ter­min ten można po­łą­czyć z ła­ciń­skim sło­wem rex, czyli "król". Ra­dżo­wie nie byli wład­cami ab­so­lut­nymi: w po­szcze­gól­nych ple­mio­nach wła­dzę spra­wo­wały rady, znane jako sa­bha lub sa­miti. W skład tych pierw­szych wcho­dziła star­szy­zna, spra­wu­jąca kon­trolę nad są­dami i ra­dami, i były one zor­ga­ni­zo­wane na wzór kon­fe­de­ra­cji czy re­pu­bliki, pod­czas gdy do tych dru­gich mieli do­stęp wszy­scy wolni człon­ko­wie ple­mion. I choć wła­dza była dzie­dziczna, to każdy ra­dża po­trze­bo­wał zgody obu rad, aby wstą­pić na tron. Ru­sza­jąc do walki, ra­dża za­bie­rał ze sobą kró­lew­skiego ka­płana, który wzno­sił mo­dły i prze­pro­wa­dzał nie­zbędne do zwy­cię­stwa ry­tu­ały.

I choć tek­sty we­dyj­skie ob­ra­cają się wo­kół spraw re­li­gij­nych, za­równo one, jak i póź­niej­sze dzieła, w tym Ma­ha­bha­rata, po­zwa­lają nam uło­żyć ob­raz tego sta­ro­żyt­nego spo­łe­czeń­stwa. Nie­mniej ba­da­cze, jak choćby hi­sto­ryk A.L. Ba­sham, wska­zują na za­gro­że­nia zwią­zane z ta­kim po­dej­ściem: "próba zre­kon­stru­owa­nia hi­sto­rii po­li­tycz­nej i spo­łecz­nej In­dii z X wieku p.n.e. na pod­sta­wie Ma­ha­bha­raty, jest rów­nie bez­sen­sowna co pi­sa­nie hi­sto­rii Bry­ta­nii tuż po odej­ściu Rzy­mian na pod­sta­wie lek­tury Śmierci Ar­tura Mal­roya"1. Ba­sham do­pusz­cza jed­nak je­den wy­ją­tek - wzmianki o bi­twie na polu Ku­ruk­sze­tra. Pod­czas tego kon­fliktu Pan­da­wo­wie, do­wo­dzeni przez pię­ciu braci i wspo­ma­gani przez ich ku­zyna, za­sia­da­ją­cego w ry­dwa­nie boga Krysznę, roz­bili swo­ich ku­zy­nów, Kau­ra­wów, na polu bi­twy nie­opo­dal dzi­siej­szego No­wego Delhi. Ba­da­nia ar­che­olo­giczne po­twier­dzają, że do star­cia fak­tycz­nie do­szło, choć da­to­wa­nie wska­zuje ra­czej na IX wiek p.n.e., a nie 3102 rok, jak wy­nika z Ma­ha­bha­raty. Ra­czej ni­gdy się nie do­wiemy, a już na pewno nie w tak sil­nie upo­li­tycz­nio­nym spo­łe­czeń­stwie jak w In­diach, czy fak­tycz­nie była to wielka wojna, jak opi­suje to źró­dło, czy nie­wiel­kie star­cie, które w ję­zyku li­te­rac­kim uka­zano jako epic­kie zma­ga­nia.

Spi­sana mię­dzy IV wie­kiem p.n.e. a III wie­kiem n.e. Ma­ha­bha­rata jest naj­słyn­niej­szym in­dyj­skim po­ema­tem epic­kim, a także naj­dłuż­szym - swoją ob­ję­to­ścią dzie­się­cio­krot­nie prze­wyż­sza Iliadę oraz Ody­seję ra­zem wzięte. Za­warte w Ma­ha­bha­ra­cie sceny z bi­twy mię­dzy ry­wa­li­zu­ją­cymi ze sobą kla­nami ple­mie­nia Kuru można od­na­leźć wszę­dzie tam, gdzie do­tarł hin­du­izm: na pła­sko­rzeź­bach po­kry­wa­ją­cych Ang­kor Wat w Kam­bo­dży czy w przed­sta­wie­niach way­ang, te­atru ku­kieł­ko­wego na Ja­wie. Pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych po­emat zo­stał zre­ali­zo­wany w po­staci 94-od­cin­ko­wego se­rialu emi­to­wa­nego co ty­dzień w pań­stwo­wej sta­cji te­le­wi­zyj­nej Do­or­dar­shan. Emi­sja no­wego od­cinka za każ­dym ra­zem spra­wiała, że w kraju nie­mal za­mie­rało ży­cie - wszy­scy sie­dzieli przed te­le­wi­zo­rami.

Naj­słyn­niej­szym frag­men­tem Ma­ha­bha­raty jest Bha­ga­wad­gita czyli Pieśń Pana - dia­log to­czony mię­dzy bo­giem Kryszną a Ar­dźuną, księ­ciem Pan­da­wów, który kwe­stio­nuje sens walki prze­ciwko wła­snym ku­zy­nom. Kryszna przy­ka­zuje Ar­dźu­nie, by po­trak­to­wał za­bi­cie swo­ich ku­zy­nów jako obo­wią­zek: "umrzeć, słu­żąc so­bie, tym jest ży­cie. Żyć w służ­bie czy­jejś, toż śmierć". To oko­licz­no­ści, a nie oso­bi­ste in­te­resy czy prze­ko­na­nia, mu­szą kie­ro­wać dzia­ła­niami czło­wieka, bez względu na cenę. Współ­cze­śnie hin­dusi znają ten tekst rów­nie do­brze jak chrze­ści­ja­nie Nowy Te­sta­ment. J. Ro­bert Op­pen­he­imer, oj­ciec bomby ato­mo­wej, się­gnął po cy­tat z Bha­ga­wad­gity, aby opi­sać swoje od­czu­cia po pierw­szym te­ście broni, który od­był się w 1945 roku w No­wym Mek­syku: "sta­łem się śmier­cią, nisz­czy­cie­lem świa­tów".

Fot. 3 Bha­ga­wad­gita to dia­log mię­dzy Kryszną (stoi) a Ar­dźuną (klę­czy), jaki po­prze­dził kul­mi­na­cyjną bi­twę na polu Ku­ruk­sze­tra, opi­saną w Ma­ha­bha­ra­cie.

Z lek­tury ta­kich tek­stów jak Śa­ta­pa­tha­brah­mana, za­wie­ra­ją­cego szcze­gó­łowe opisy ry­tu­ałów we­dyj­skich, wiemy, że po­cząw­szy od mniej wię­cej X wieku p.n.e., rdzeń kul­tury i spo­łe­czeń­stwa Ariów za­czął się prze­su­wać w kie­runku Doab, ziemi roz­cią­ga­ją­cej się mię­dzy bie­giem Gan­gesu i Ja­muny. To, co dziś jest mo­zaiką ziem upraw­nych, na które roz­le­wają się jedne z naj­szyb­ciej pęcz­nie­ją­cych ośrod­ków miej­skich In­dii, daw­niej było, jak ujął to an­giel­ski hi­sto­ryk John Keay, "pusz­czą la­sów wil­got­nych i mo­cza­rów, tro­pi­kalną tajgą o po­wierzchni zbli­żo­nej do Sy­be­rii".

I choć dżun­gle za­pew­niały wię­cej su­row­ców niż su­che zie­mie In­dii za­chod­nich, były trudne do wy­kar­czo­wa­nia. Ko­niec koń­ców to tam jed­nak zgro­ma­dziły się więk­sze sku­pi­ska lud­no­ści, z któ­rych około VIII wieku p.n.e. wy­ro­sły pierw­sze mia­sta, w tym Kaśi (dzi­siej­sze Wa­ra­nasi) oraz Ha­sti­na­pura. Dzięki roz­wo­jowi tech­no­lo­gii za­częły się po­ja­wiać or­ga­ni­zmy, które na­zwa­li­by­śmy re­pu­bli­kami ogra­ni­czo­nymi kon­kret­nym za­się­giem geo­gra­ficz­nym. Wiemy też, że w tam­tym okre­sie uży­wano już że­laza, choć było ono sła­bej ja­ko­ści. Do­piero w po­ło­wie ty­siąc­le­cia po­ja­wiły się bar­dziej za­awan­so­wane piece, w któ­rych wy­twa­rzano choćby że­la­zne le­mie­sze, co umoż­li­wiło pro­wa­dze­nie roz­le­głych upraw i na­ro­dziny siły ro­bo­czej. Ko­lej­nym cha­rak­te­ry­stycz­nym ele­men­tem tej eks­pan­sji na wschód było po­ja­wie­nie się bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­nej ce­ra­miki - etap, który na­zwano kul­turą ce­ra­miki ma­lo­wa­nej sza­rej (Pa­in­ted Grey Ware Cul­ture). Dzięki ba­da­niom nad frag­men­tami tych na­czyń mo­żemy prze­śle­dzić ko­lejne etapy mi­gra­cji Ariów w kie­runku gra­nicy z dzi­siej­szym Bi­ha­rem i na po­łu­dnie, ku do­rze­czu Na­rmady.

Cho­ciaż ist­nie­nie stra­ty­fi­ka­cji spo­łecz­nej na sub­kon­ty­nen­cie in­dyj­skim można wy­ka­zać już w przy­padku cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej, na­brała ona zu­peł­nie no­wego kształtu, gdy Ario­wie, po­słu­gu­jąca się san­skry­tem lud­ność o ja­snej ce­rze, za­częli mie­szać się z bar­dziej śnia­dymi Da­sami. Co­raz więk­szą wagę przy­pi­sy­wano czy­sto­ści krwi. Do po­łowy pierw­szego ty­siąc­le­cia p.n.e. po­działy spo­łeczne mię­dzy Ariami a Da­sami po­głę­biły się w sys­tem klas, czyli warny - jego pod­stawy zo­stały sko­dy­fi­ko­wane, po­dob­nie jak wiele in­nych aspek­tów dzi­siej­szego hin­du­izmu, przez frag­ment z Ry­gwedy.

Hymn Pu­ru­sza­sukta opi­suje ład spo­łeczny, który za­ist­niał na po­czątku czasu i ma prze­trwać na za­wsze. Tekst opi­suje, jak ciało pra­czło­wieka zo­stało roz­człon­ko­wane na cztery warny, czyli barwy. Z jego ust wy­ło­nili się bra­mini, któ­rych moc po­cho­dziła z ich mo­no­polu na od­pra­wia­nie ry­tu­ałów, w tym ofiary ognia zwa­nej jadźńa. Ni­czym sta­ro­żytny al­go­rytm święte strofy hym­nów we­dyj­skich na­le­żało wzno­sić w ide­alny spo­sób, gdyż w prze­ciw­nym wy­padku uwa­żano je za nie­sku­teczne. Hymny były tak po­tężne, że z ich po­mocą można było na­kło­nić bo­gów do czy­nie­nia do­bra lub zła. Ka­płani z war­stwy bra­mi­nów, pu­ro­hi­to­wie, in­to­no­wali mo­dli­twy, aby za­pew­nić po­myślne zbiory, na­ro­dziny syna czy zwy­cię­stwo na woj­nie.

Z ra­mion stwo­rzono ksza­tri­jów, klasę wład­ców oraz wo­jow­ni­ków. Ko­lejna warna to waj­śjo­wie, czyli chłopi, kupcy, han­dla­rze i rol­nicy, któ­rzy wy­ło­nili się z bio­der Pu­ru­szy. Naj­niż­szą warnę, po­cho­dzącą od stóp, sta­no­wili śu­dro­wie, słu­żący: lud­ność nie­wy­wo­dząca się spo­śród Ariów oraz Ario­wie, któ­rzy we­szli w związki z Da­sami. Jesz­cze niż­sze miej­sce zaj­mo­wali nie­do­ty­kalni, lu­dzie po­zba­wieni ka­sty, któ­rzy wy­ko­ny­wali naj­po­dlej­sze i hań­biące za­ję­cia, ta­kie jak sprzą­ta­nie ulic i usu­wa­nie nie­czy­sto­ści.

Pierw­sze trzy warny miały sta­tus dwidź, "po­dwój­nie uro­dzo­nych": po raz pierw­szy przy na­ro­dzi­nach, a na­stęp­nie pod­czas ini­cja­cji, w któ­rej przy­zna­wano im ry­tu­alny sta­tus. W ten spo­sób śu­dro­wie byli wy­pchnięci poza sys­tem ka­stowy i na za­wsze uwię­zieni w swo­jej niż­szej po­zy­cji, bez moż­li­wo­ści wspię­cia się do po­ziomu "po­dwój­nie uro­dzo­nych". Warny są po­przed­ni­kiem sys­temu ka­sto­wego, który za­czął funk­cjo­no­wać w I wieku p.n.e. Mimo iż dzi­siej­sza kon­sty­tu­cja za­bra­nia dys­kry­mi­na­cji ze względu na ka­stę, to na­dal są one jed­nym z klu­czo­wych ele­men­tów spo­łe­czeń­stwa in­dyj­skiego.

Tym sa­mym naj­waż­niej­sze ce­chy spo­łe­czeń­stwa Ariów w okre­sie póź­no­we­dyj­skim (lata 1100-500 p.n.e.), pre­zen­tują się w na­stę­pu­jący spo­sób: sto­so­wa­nie san­skrytu jako ję­zyka mó­wio­nego, sys­tem stra­ty­fi­ka­cji spo­łecz­nej, który nada­wał ka­pła­nom po­zy­cję wyż­szą od kró­lów, go­spo­darka oparta w głów­nej mie­rze na ho­dowli by­dła, wiara w licz­nych bo­gów, z któ­rych więk­szość wy­ka­zy­wała po­do­bień­stwa do bo­gów z pan­te­onu za­chod­niego, oraz Wedy jako wy­kaz ry­tu­ałów kon­tro­lu­ją­cych każdy aspekt ży­cia, po­czy­na­jąc od ha­zardu, a na za­wie­ra­niu mał­żeństw i śmierci koń­cząc.

Wzrost ośrod­ków miej­skich do­pro­wa­dził do oży­wie­nia han­dlu mię­dzy nimi, jed­nak ze względu na głę­boko rol­ni­czy cha­rak­ter spo­łe­czeń­stwa te po­wią­za­nia nie były silne. Ze źró­deł wy­nika, że pie­nią­dze oraz klasa ku­piecka po­ja­wiły się nie wcze­śniej niż w VI wieku p.n.e. Wedy nie wspo­mi­nają także o pi­śmie, choć może to wy­ni­kać z tego, że ka­płani nie­chęt­nie spo­glą­dali na ta­kie no­winki. Z cza­sem prak­tyka kre­ma­cji za­częła prze­wa­żać nad tra­dy­cyj­nymi po­chów­kami, za­pewne ze względu na łą­cze­nie ognia z ry­tu­alną czy­sto­ścią. Z ko­lei kon­cep­cja re­in­kar­na­cji, zgod­nie z którą du­sze ro­dziły się w szczę­ściu lub smutku w za­leż­no­ści od swo­jego po­stę­po­wa­nia w po­przed­nim ży­ciu, za­do­mowi się w spo­łe­czeń­stwie do­piero po uło­że­niu kor­pusu li­te­ra­tury zna­nego jako Upa­ni­szady.

I choć z ty­sięcy strof za­war­tych w We­dach i po­ema­tach ta­kich jak Ma­ha­bha­rata można wy­cią­gnąć sporo in­for­ma­cji, hi­sto­ria In­dii do po­łowy pierw­szego ty­siąc­le­cia p.n.e. jawi się, jak ze smut­kiem stwier­dza Ba­sham, jako "ukła­danka, w któ­rej bra­kuje wielu ele­men­tów (...), po­zba­wiona zaj­mu­ją­cych aneg­dot oraz in­te­re­su­ją­cych po­staci, które oży­wiają zgłę­bia­nie prze­szło­ści przez za­wo­do­wych i ama­tor­skich hi­sto­ry­ków". Całą pa­no­ramę do­dat­kowo za­bu­rzają spory wy­ni­ka­jące za­równo z róż­nych in­ter­pre­ta­cji źró­deł hi­sto­rycz­nych, jak i od­mien­nych po­staw ide­olo­gicz­nych.

Z póź­nego okresu we­dyj­skiego wy­ra­sta jed­nak zu­peł­nie nowa epoka hi­sto­ryczna. Po raz pierw­szy era mi­tów i le­gend miała ustą­pić miej­sca kró­le­stwom i wi­zjo­ner­skim wład­com. Jed­nym z naj­waż­niej­szych z nich był Gau­tama Budda, o któ­rym Ta­gore póź­niej po­wie­dział, że był "naj­wspa­nial­szym czło­wie­kiem, jaki kie­dy­kol­wiek przy­szedł na świat".

1 Morte d'Arthur to spisany przez Thomas Malroya w XV wieku romans, który stanowi zbiór zabytków średniowiecznej literatury skupionej na postaci króla Artura. (przyp. tłum.)

2

RE­WO­LU­CJO­NI­ŚCI RE­LI­GIJNI

14 paź­dzier­nika 1956 roku Bhim­rao R. Am­bed­kar (1891-1956) - je­den z twór­ców Kon­sty­tu­cji In­dii oraz, co istotne, przy­wódca ka­sty nie­do­ty­kal­nych - sta­nął przed li­czą­cym pra­wie pół mi­liona lu­dzi tłu­mem, który ze­brał się w mie­ście Na­gpur, po czym wy­rzekł się hin­du­izmu, re­li­gii, w któ­rej się wy­cho­wał, i przy­jął bud­dyzm. Więk­szość obec­nych na zgro­ma­dze­niu osób po­szła za przy­kła­dem Am­bed­kara, czy­niąc to wy­da­rze­nie naj­więk­szą zbio­rową kon­wer­sją re­li­gijną w hi­sto­rii. W toku ko­lej­nych mie­sięcy i lat po­nad trzy mi­liony nie­do­ty­kal­nych prze­szło na bud­dyzm i w ten spo­sób wy­do­stało się z osa­dzo­nego na sys­te­mie ka­sto­wym ładu, który przy­zna­wał im miej­sce w naj­niż­szej war­stwie spo­łe­czeń­stwa hin­du­skiego. Gdy w 1961 roku wła­dze prze­pro­wa­dziły spis po­wszechny, oka­zało się, że liczba bud­dy­stów w In­diach w ciągu dzie­się­ciu lat wzro­sła o 1671 pro­cent.

W kraju, który wy­dał na świat Buddę (ok. 563-483 p.n.e.), liczba jego wy­znaw­ców w po­ło­wie XX wieku spa­dła pra­wie do zera, je­śli nie li­czyć od­izo­lo­wa­nego bud­dyj­skiego kró­le­stwa La­dakh oraz spo­łecz­no­ści bud­dyj­skich roz­sia­nych po pół­nocno-wschod­nich In­diach. Od­nowa bud­dy­zmu, któ­rej w In­diach do­ko­nał Am­bed­kar, była zja­wi­skiem ty­leż spo­łecz­nym, ile re­li­gij­nym oraz etycz­nym. Przed swoją kon­wer­sją ogło­sił on nową dok­trynę, bud­dyzm Na­wa­jana, który od­rzu­cał ta­kie ele­menty jak wy­rze­cze­nie, po­nowne na­ro­dziny i ży­cie mni­cha, a po­zo­stał przy współ­czu­ciu i rów­no­ści, czy­niąc z nich pod­stawę ak­ty­wi­zmu spo­łecz­nego.

Do­bie­ra­nie przez Am­bed­kara co bar­dziej pa­su­ją­cych ele­men­tów nie było wcale ra­dy­kal­nym po­su­nię­ciem. Bud­dyzm po­ja­wił się w In­diach jako re­ak­cja na or­to­dok­syjny we­dyzm bra­mi­nów. Z ko­lei wy­znaw­cami Buddy mo­gli być człon­ko­wie wszyst­kich klas, za­równo męż­czyźni, jak i ko­biety.

Sid­dhar­tha Gau­tama, gdyż ta­kie imię no­sił Budda, uro­dził się w ksią­żę­cej ro­dzi­nie w po­łu­dnio­wym Ne­palu mię­dzy 566 a 563 ro­kiem p.n.e., a zmarł ja­kieś osiem­dzie­siąt lat póź­niej. Zgod­nie z wie­rze­niami bud­dy­stów na­ro­dziny Buddy były skut­kiem in­ter­wen­cji bo­gów: jego matka, Ma­ha­maja, śniła o tym, jak wielki biały słoń, sym­bol ma­je­statu i po­wagi wła­dzy mo­nar­szej, do­stał się do jej łona. Sid­dhar­tha na­stęp­nie wy­do­stał się bez­bo­le­śnie przez bok ko­biety i zo­stał po­chwy­cony w złotą siatkę roz­cią­gniętą przez dewy, po­mniej­sze bó­stwa. Tuż po na­ro­dzi­nach ro­zej­rzał się wo­kół sie­bie i oznaj­mił: "Jam jest władca świata". Po­pro­szeni o in­ter­pre­ta­cję tego cudu, mę­drcy od­kryli na rę­kach i sto­pach dziecka ko­li­ste zna­miona, co ozna­czało, że w przy­szło­ści zo­sta­nie wiel­kim kró­lem lub du­cho­wym na­uczy­cie­lem.

Po­łowa pierw­szego ty­siąc­le­cia p.n.e. to czas za­bu­rzeń - nie tylko w In­diach, ale też w in­nych czę­ściach cy­wi­li­zo­wa­nego świata. W Chi­nach swoje na­uki wy­kła­dał Kon­fu­cjusz, pierwsi fi­lo­zo­fo­wie w Gre­cji, jak So­kra­tes, zgłę­biali po­ję­cie prawdy, a na Bli­skim Wscho­dzie pro­rocy ży­dow­scy gło­sili prze­sła­nie Sta­rego Te­sta­mentu.

W In­diach pa­ster­ską i pół­ko­czow­ni­czą kul­turę ple­mienną Ariów za­częło wy­pie­rać spo­łe­czeń­stwo osia­dłe, za­miesz­ku­jące ośrodki miej­skie. Ro­dziło się co­raz wię­cej lu­dzi. Pi­szący w V wieku p.n.e. hi­sto­ryk grecki He­ro­dot okre­ślił In­die ja­kio naj­lud­niej­szy kraj świata. Wo­kół zlep­ków ple­mion za­czy­nały wy­ra­stać re­pu­bliki, a także lo­kalne kró­le­stwa. Naj­więk­szymi z nich były Ko­sala, po­ło­żona we wschod­niej czę­ści dzi­siej­szego stanu Ut­tar Pra­deś, oraz Ma­ga­dha z te­renu współ­cze­snego Bi­haru. Ze środ­ków z po­dat­ków na­kła­da­nych na karną lud­ność władcy tych kró­lestw byli w sta­nie wy­sta­wić ogromne ar­mie i zbu­do­wać sprawne struk­tury pań­stwowe. Siła rzą­dzą­cych nie pły­nęła już z nad­na­tu­ral­nej po­mocy, ja­kiej udzie­lali im sto­jący u ich boku we­dyj­scy bra­mini, ale ra­czej ze zdol­no­ści po­li­tycz­nych oraz siły woj­sko­wej.

Co­raz sil­niej da­wały o so­bie znać nurty he­te­ro­dok­syjne, które od­rzu­cały Wedy i do­mi­na­cję spo­łeczną bra­mi­nów. Dla lu­dzi spoza kręgu bra­mi­nów, re­li­gia hin­du­ska była nie­zro­zu­miała. Hymny za­warte w We­dach były skom­pli­ko­wane, a pły­nące z nich na­uki miały nie­wielki zwią­zek z co­dzien­nym ży­ciem. We­dyj­scy bo­go­wie nie mo­gli kon­ku­ro­wać z lo­kal­nymi bó­stwami na­tury i płod­no­ści, które od dawna czczono w nie­wiel­kich przy­droż­nych ka­plicz­kach. Od­rzu­cano ry­tu­ały ofiarne, szcze­gól­nie te ze zwie­rząt, a wraz z tym fun­da­ment au­to­ry­tetu bra­mi­nów. Co­raz czę­ściej pod­wa­żano zna­cze­nie kast w ży­ciu du­cho­wym, a człon­ko­wie mniej uprzy­wi­le­jo­wa­nych grup spo­łecz­nych za­si­lali nowe sekty, które od­rzu­cały sztywną hie­rar­chię do­mi­nu­jącą w okre­sie we­dyj­skim.

Upa­ni­szady, zbiór tek­stów we­dyj­skich uło­żo­nych w okre­sie od VIII do III wieku p.n.e., wpro­wa­dziły kon­cep­cję san­sary, cy­klu na­ro­dzin, śmierci i od­ro­dze­nia. Tek­sty za­warte w Upa­ni­sza­dach na­uczały, że forma re­in­kar­na­cji du­szy jest uza­leż­niona od po­stę­po­wa­nia czło­wieka. Cnoty są na­gra­dzane, a wy­stępki ka­rane. Zba­wie­nie (nir­wana) po­zwala na za­wsze wy­do­stać się z cy­klu re­in­kar­na­cji. Po­wyż­sze idee skło­niły lu­dzi do po­szu­ki­wa­nia ścieżki wio­dą­cej ku zba­wie­niu. Wy­zwo­le­nie le­gło u pod­staw no­wych re­li­gii, które będą miały bar­dzo da­le­ko­siężne skutki tak dla In­dii jak i znacz­nej czę­ści Azji.

Na ob­sza­rze roz­le­głych la­sów Ni­ziny Hin­du­stań­skiej sym­bo­lem po­szu­ki­wa­nia zba­wie­nia oraz oporu wo­bec ry­tu­ałów bra­mi­nów i za­mknię­tych struk­tur spo­łecz­nych byli wę­dru­jący asceci i że­bracy. Czę­sto nadzy i o skoł­tu­nio­nych wło­sach, prze­ści­gali się w po­ka­zach swo­jej sil­nej woli, na­wza­jem pod­wa­ża­jąc swoją re­li­gij­ność dla przy­cią­gnię­cia no­wych wy­znaw­ców. Me­ta­fi­zyczna kul­tura pro­te­stu i oporu le­gnie u pod­staw na­ro­dzin no­wej wiary, która od­rzuci na­ucza­nie bra­mi­nów oraz twier­dze­nia o bo­skim man­da­cie.

Fot. 4 To ste­reo­ty­powe przed­sta­wie­nie nie­mal na­giego ascety le­żą­cego na łożu z kol­cami ma swoje ko­rze­nie w okre­sie od VIII do III wieku p.n.e., kiedy to idea wy­zwo­le­nia miała cen­tralne zna­cze­nie w Upa­ni­sza­dach.

DROGA KU OŚWIE­CE­NIU

Oj­ciec Sid­dhar­thy Gau­tamy był władcą rodu Śa­kjów, po­zo­sta­ją­cego pod wła­dzą kró­le­stwa Ko­sala. Wy­cho­wał się w pa­łacu ojca w Ka­pi­la­wa­stu, na te­re­nie dzi­siej­szego okręgu Lum­bini na ni­zi­nie Ta­rai w Ne­palu. Sid­dar­tha wiódł ży­cie pełne przy­jem­no­ści, z dala od re­aliów świata ze­wnętrz­nego, a "każdą go­dzinę wy­peł­niała nowa sło­dycz". Pew­nego dnia, gdy miał osiem­na­ście lat, za­cie­ka­wiony, co roz­cią­gało się poza mu­rami pa­ła­co­wymi, za­pu­ścił się do ogrodu, gdzie po raz pierw­szy zo­ba­czył ludz­kie cier­pie­nie, gdy na­tknął się na starca, cho­rego czło­wieka, zwłoki oraz wę­dru­ją­cego ascetę. Pierw­sze trzy świa­dec­twa - sym­bo­li­zu­jące sta­rze­nie się, cho­roby oraz śmierć - uka­zały Sid­dar­cie nie­uchron­ność cier­pie­nia oraz tym­cza­so­wość ży­wota, bez względu na bo­gac­two czy po­cho­dze­nie czło­wieka. Asceta za­ofe­ro­wał mu wyj­ście z tej sy­tu­acji, uka­zu­jąc spo­sób wyj­ścia poza do­cze­sność.

Zło­żyw­szy przy­sięgę, że po­dąży śla­dem ascety, Sid­dar­tha wy­rzekł się żony i syna, pa­łacu, swo­ich bo­gactw oraz szat kró­lew­skich i usu­nął się ze świata. Przez na­stęp­nych sześć lat to­wa­rzy­szył że­bra­kom wę­dru­ją­cym przez Ni­zinę Hin­du­stań­ską, prak­ty­ku­jąc ich su­rowy asce­tyzm oraz eks­pe­ry­men­tu­jąc z róż­nymi ścież­kami wio­dą­cymi ku zba­wie­niu.

Osta­tecz­nie to nie umar­twia­nie się, ale me­dy­ta­cja od­sło­niła mu drogę do oświe­ce­nia. Jako dziecko Sid­dar­tha, chcąc uciec od żą­dzy zmy­sło­wych i złych my­śli, sia­dy­wał w cie­niu ja­błoni ró­ża­nej. Wspo­mi­na­jąc tamte wcze­sne ob­ja­wie­nia, od­dał się me­dy­ta­cji pod świę­tym fi­gow­cem pa­go­do­wym, przy­rze­ka­jąc, że po­zo­sta­nie tam do chwili, aż osią­gnie stan bło­giego spo­koju.

Fot. 5 Budda opo­wiada w le­gen­dzie o Czte­rech Spo­tka­niach, że spo­ży­wał tak mało po­karmu pod­czas swo­ich prak­tyk asce­tycz­nych - za­le­d­wie cztery ziarna ryżu dzien­nie - że jego "ciało stało się eks­tre­mal­nie wy­chu­dłe (...). Gdy my­śla­łem, że do­tknę skóry na mym brzu­chu, ręka ma na­tra­fiła na mój krę­go­słup".

Po wielu dniach me­dy­ta­cji wresz­cie po­jął praw­dziwą na­turę cier­pie­nia i do­cze­sno­ści, zna­lazł spo­sób na ich prze­zwy­cię­że­nie, po czym stał się Buddą - Prze­bu­dzo­nym. Dziś miej­sce, w któ­rym Budda do­znał oświe­ce­nia, nosi na­zwę Bodh Gaja.

Budda udał się na­stęp­nie do Parku Je­le­niego w Sar­na­cie, nie­opo­dal świę­tego mia­sta Kaśi. Sta­nął przed swo­imi by­łymi pię­cioma to­wa­rzy­szami i wy­gło­sił na­ukę znaną jako "pusz­cze­nie w ruch Koła Prawa". W pierw­szej ko­lej­no­ści za­le­cił, aby obrać "drogę środka": na­leży wy­rzec się za­równo umar­twia­nia, jak i po­kus, tak samo nie­na­wi­ści, za­zdro­ści i gniewu. Na­stęp­nie ogło­sił Cztery Szla­chetne Prawdy do­ty­czące na­tury, po­cząt­ków i końca cier­pie­nia. Aby po­ło­żyć kres cier­pie­niu, na­le­żało obrać Szla­chetną Ośmio­raką Ścieżkę, a do­kład­nie wła­ściwe po­glądy, in­ten­cję, mowę, pro­wa­dze­nie się, spo­sób ży­cia, wy­si­łek, uważ­ność i me­dy­ta­cję.

W swoim na­ucza­niu za­warł fun­da­ment świa­to­po­glądu bud­dy­zmu, sieć prze­ni­ka­ją­cych się rad, które spaja po­gląd, że przy­czyną nie­szczę­ścia lu­dzi jest igno­ran­cja. Zro­dziła się ona z na­szej nie­zdol­no­ści do zro­zu­mie­nia na­tury świata, a do­kład­nie faktu, że roz­pacz prze­ni­ka­jąca każdy aspekt ży­cia jest nie­uchronna i że wszech­świat jest do­cze­sny. Na­sza igno­ran­cja w za­kre­sie tym­cza­so­wo­ści ist­nie­nia pro­wa­dzi ku roz­pa­czy.

Wresz­cie też oznaj­mił, że w świe­cie nie ist­nieje coś ta­kiego jak du­sza. Esen­cja trans­mi­gra­cji po­lega na tym, że nic nie prze­nika z jed­nego ży­cia do dru­giego. Ogra­ni­cza­jąc za­chcianki i kon­tro­lu­jąc żą­dze, czło­wiek może być w sta­nie znieść swój stan. Je­śli dana osoba zgro­ma­dziła wy­star­cza­jąco dużo cnót, mo­gła osią­gnąć stan nir­wany, wy­ga­śnię­cia, i wy­zwo­lić się z nie­koń­czą­cego się cy­klu od­ro­dzeń.

Fot. 6 Wcze­sne przed­sta­wie­nia Buddy po­ja­wiały się w po­staci sym­boli, jak ća­kra (wiel­kie koło), fi­go­wiec pa­go­dowy, wznie­siona dłoń lub od­cisk stopy.

W na­ukach Buddy nie ma wzmianki o twórcy czy od­ku­pi­cielu. Bud­dyzm nie na­rzu­cał du­cho­wej wła­dzy i za­bra­niał kultu przed­sta­wień. W ta­kiej for­mie, bud­dyzm ra­czej do­peł­niał ist­nie­jące już wów­czas re­li­gie, a nie pró­bo­wał za­jąć ich miej­sce. De­bata na te­mat tego, czy bud­dyzm jest re­li­gią, czy fi­lo­zo­fią, to­czy się do dziś.

Na­uki Buddy z cza­sem zy­skały so­bie na­zwę dharma, pod któ­rym to ter­mi­nem kryją się roz­ma­ite zna­cze­nia do­ty­czące prawa, po­win­no­ści, wła­ści­wego po­stę­po­wa­nia, mo­ral­no­ści, po­boż­no­ści i wielu in­nych. W na­ukach Buddy dharma ozna­cza zbiór za­sad, któ­rych na­leży trzy­mać się w ży­ciu, a które są głę­boko za­ko­rze­nione w fi­lo­zo­fii. Do­piero na­śla­dowcy Buddy z cza­sem nadali mu bo­ski sta­tus.

Pię­ciu uczniów z Sar­na­thu stwo­rzyło bud­dyj­ską wspól­notę mo­na­styczną, czyli san­gha. Za­kony szybko roz­prze­strze­niły się po pół­noc­nych In­diach i przyj­mo­wały w swoje sze­regi każ­dego, bez względu na płeć czy po­zy­cję spo­łeczną. Jako że du­cho­wość można było wzmac­niać po­przez ofiary pie­niężne lub ma­te­rialne, za­kony się bo­ga­ciły i mo­gły ak­tyw­nie pro­wa­dzić dzia­łal­ność mi­syjną.

NAJ­WIĘK­SZE RE­LI­GIE W IN­DIACH, SPIS PO­WSZECHNY Z 2011 ROKU

Hin­dusi 827 578 868 80,5% Mu­zuł­ma­nie 138 188 240 13,4% Chrze­ści­ja­nie 24 080 016 2,3% Si­kho­wie 19 215 730 1,9% Bud­dy­ści 7 955 207 0,8% Dżi­ni­ści 4 225 053 0,4% Inne/brak de­kla­ra­cji 7 367 214 0,7%

Budda nie był je­dy­nym na­uczy­cie­lem du­cho­wym, któ­rego dzie­dzic­two do­pro­wa­dzi do prze­wro­tów re­li­gij­nych. Za­sady ahinsa (nie­krzyw­dze­nie) oraz sa­tja (prawda) obecne w dżi­ni­zmie zo­stały przy­swo­jone przez Ma­hatmę Gan­dhiego pod­czas walki In­dii o nie­pod­le­głość. Za­ło­ży­ciel dżi­ni­zmu, War­dha­mana (ok. 599-527 p.n.e.) wy­wo­dził się, tak samo jak Budda, z rodu przy­na­leż­nego do warny ksza­tri­jów. Swoje że­bra­cze wę­drówki roz­po­czął w wieku trzy­dzie­stu lat, czyli po­dob­nie jak Budda, jed­nak trwały one dwa­na­ście lat, czyli dwa razy dłu­żej. Za­sto­so­wał także znacz­nie ostrzej­szą po­kutę, w tym pół­roczny post, a gdy do­znał oświe­ce­nia, nie sie­dział wy­god­nie w cie­niu drzewa, lecz przez dwa i pół dnia ku­cał na pię­tach w pie­ką­cym słońcu. Stał się ke­wa­lin (po­sia­da­czem wie­dzy ab­so­lut­nej) oraz dźina (zdo­bywcą). Od tego ostat­niego ty­tułu wzięła na­zwę cała re­li­gia dżi­ni­zmu.

Ko­lej­nych trzy­dzie­ści lat upły­nęło Ma­ha­wi­rze, bo pod ta­kim imie­niem był znany, na wę­drówce po pół­noc­nych In­diach wraz z grupą uczniów. Dżi­nizm roz­prze­strze­niał się jed­nak znacz­nie wol­niej od bud­dy­zmu ze względu na su­rowe prak­tyki ascezy oraz mniej­sze przy­wią­za­nie do dzia­łal­no­ści mi­syj­nej. Po śmierci Ma­ha­wiry około 527 roku jego na­uki kon­ty­nu­owali świa­tli na­uczy­ciele, któ­rzy byli za­pra­szani na kró­lew­skie dwory, na przy­kład przez Ćan­dra­guptę Maurja (321-297 p.n.e.).

Dżi­nizm, tak samo jak bud­dyzm, był sprze­ci­wem wo­bec bra­mi­ni­zmu. U pod­staw dżi­ni­zmu leży prze­ko­na­nie, że wszyst­kie formy ist­nie­nia, po­cząw­szy od lu­dzi, a na naj­mniej­szych owa­dach koń­cząc, mają du­szę lub siłę ży­ciową. Ta siła, czyli dźiwa, była fun­da­men­tem za­sady ahinsa, czyli nie­krzyw­dze­nia in­nych ist­nień. Je­den z odła­mów dżi­ni­zmu, nurt di­gam­bara, do­pro­wa­dził tę za­sadę do ra­dy­kal­nej po­staci. Jego mnisi nie no­szą żad­nych ubrań i przed­mio­tów oso­bi­stych z wy­jąt­kiem dzbanka na wodę wy­ko­na­nego z ty­kwy, kilku pa­wich piór do za­mia­ta­nia ziemi oraz ma­seczki, którą okry­wają twarz, aby przy­pad­kiem nie wcią­gnąć no­sem owada. Nie mogą pa­lić nocą świec, aby nie ścią­gnąć ciem do ognia. Zgod­nie z su­rową tra­dy­cją dżi­ni­zmu je­dy­nie ci "nie­okryci" mnisi mogą do­stą­pić oświe­ce­nia.

Jako że wsku­tek uprawy ziemi mogą zgi­nąć in­sekty, wy­znawcy dżi­ni­zmu po­rzu­cili pracę na roli na rzecz han­dlu. Dziś przed­sta­wi­ciele tego wy­zna­nia two­rzą jedne z naj­bo­gat­szych spo­łecz­no­ści In­dii i od­gry­wają główne role w ban­ko­wo­ści oraz han­dlu bi­żu­te­rią. Tylko jedna sieć dżi­ni­stów z nie­wiel­kiego mia­sta Pa­lan­pur w Gu­dźa­ra­cie, kon­tro­luje około 90 pro­cent glo­bal­nego rynku dia­men­tów.

Wraz z roz­prze­strze­nia­niem się bud­dy­zmu i dżi­ni­zmu roz­wi­jały się także re­giony, z któ­rych wy­wo­dzą się te wy­zna­nia. Na po­czątku V wieku p.n.e. Ma­ga­dha pod rzą­dami Adźa­ta­śa­tru (rzą­dził w la­tach 492-461 p.n.e.) wy­ro­sła na naj­więk­sze kró­le­stwo swo­ich cza­sów na sub­kon­ty­nen­cie. Adźa­ta­śa­tru prze­jął rządy po tym, jak za­mor­do­wał swo­jego ojca, Bim­bi­sarę (rzą­dził w la­tach 544-492 p.n.e.), świa­tłego przy­wódcę i go­rą­cego zwo­len­nika Buddy. Po­ko­nał na­stęp­nie ry­wa­li­zu­jące z nim kró­le­stwa Ko­sala i Wi­deha i za­gar­nął ogromne te­ry­to­rium roz­cią­ga­jące się od Hi­ma­la­jów w Ne­palu aż po Za­tokę Ben­gal­ską. Co istotne, prze­niósł swoją sto­licę do Pa­ta­li­pu­try nad Gan­ge­sem, bę­dą­cej pręż­nym ośrod­kiem han­dlu rzecz­nego w In­diach pół­noc­nych. Na­stępcy Adźa­ta­śa­tru, z któ­rych więk­szość przej­mo­wała rządy, za­biw­szy swo­ich po­przed­ni­ków, stwo­rzyli na po­czątku IV wieku p.n.e. po­tężną dy­na­stię Nan­dów.

IN­DYJ­SKI "JU­LIUSZ CE­ZAR"

I choć In­die nie wi­działy wcze­śniej kró­le­stwa o ta­kim roz­mia­rze jak to pod rzą­dami Nan­dów, to i tak bla­dło ono w po­rów­na­niu z szybko ro­sną­cym w siłę im­pe­rium Alek­san­dra Wiel­kiego (356-323 p.n.e.). Po wy­ru­sze­niu z Aten jego ar­mia za­jęła znaczną część Azji Za­chod­niej. W 331 roku p.n.e. Alek­san­der wkro­czył do Per­sji i po­ko­nał Da­riu­sza III, ostat­niego władcę z dy­na­stii Ache­me­ni­dów. Jego woj­sko prze­lało się na­stęp­nie przez Hin­du­kusz, za­jęło ob­szar wo­kół Ka­bulu1, a w 326 roku p.n.e. prze­kro­czyła rzekę In­dus. Nie był to już jed­nak nie­zwy­cię­żona siła jak wcze­śniej. Lata mar­szów i su­ro­wych kam­pa­nii, w po­łą­cze­niu z obawą o to, co cze­kało ich da­lej, zła­mały zdro­wie psy­chiczne i fi­zyczne jego żoł­nie­rzy. Alek­san­der za na­mową swo­ich do­wód­ców, oba­wia­ją­cych się, że w ar­mii wy­buch­nie bunt, do­tarł­szy do rzeki Bjas, za­rzą­dził od­wrót.

Do dziś to­czy się de­bata na te­mat zna­cze­nia pod­boju Alek­san­dra. Jako pierw­szy czło­wiek "Za­chodu", który na­je­chał In­die, był ho­łu­biony przez XIX-wiecz­nych ko­lo­ni­stów bry­tyj­skich jako pre­kur­sor - wielki bo­ha­ter i twórca im­pe­rium, który otwo­rzył Azję na wpływy cy­wi­li­za­cji za­chod­niej. I choć jego zwy­cię­ska tak­tyka woj­skowa i nie­kiedy sza­lona bra­wura miały się stać in­spi­ra­cją dla ko­lej­nych po­ko­leń przy­wód­ców in­dyj­skich, Alek­san­drowi bra­ko­wało planu stra­te­gicz­nego oraz sku­tecz­nej ad­mi­ni­stra­cji. Jak oce­nił to ir­landzki in­do­log Vin­cent Smith, "In­die nie zo­stały zhel­le­ni­zo­wane. Da­lej wio­dły ży­wot w ra­mach swo­jej "wspa­nia­łej izo­la­cji" i wkrótce za­po­mniały o bu­rzy wy­wo­ła­nej przej­ściem Ma­ce­doń­czyka".

Ar­mia Alek­san­dra Wiel­kiego po­de­szła aż nad rzekę Bjas na te­re­nie dzi­siej­szego stanu in­dyj­skiego Pen­dżab, po czym Alek­san­der mu­siał za­rzą­dzić od­wrót.

Alek­san­der wy­co­fał się w dół rzeki In­dus, prze­pły­wa­jąc nie­opo­dal ta­jem­ni­czych po­zo­sta­ło­ści po mia­stach ha­rap­pań­skich, jed­nak po­zo­sta­wił po so­bie roz­pro­szone gar­ni­zony oraz za­rząd­ców do kon­tro­lo­wa­nia pod­bi­tych ziem. Po­mimo aury he­ro­izmu spo­wi­ja­ją­cej na­jazd Alek­san­dra wy­warł on nie­wiel­kie wra­że­nie i w sta­ro­żyt­nej li­te­ra­tu­rze in­dyj­skiej nie ma na ten te­mat na­wet wzmianki. Rok po jego śmierci w Ba­bi­lo­nie w 323 roku p.n.e. lo­kalne po­wsta­nia zmio­tły resztki ma­ce­doń­skich przy­czół­ków.

Jedną z osób, która li­czyła na to, że Alek­san­der nie za­trzyma swo­jego po­chodu na wschód, w głąb In­dii, był ge­ne­rał in­dyj­ski, znany w grec­kich źró­dłach jako San­dro­kot­tos. Toż­sa­mość tej na poły mi­tycz­nej po­staci po­zo­sta­wała ta­jem­nicą do czasu, aż Wil­liam Jo­nes, do­ko­nu­jący prze­kładu sztuki san­skryc­kiej z I wieku n.e., na­tra­fił na wzmiankę o in­dyj­skim władcy o imie­niu Ćan­dra­gupta Maurja (rzą­dził w la­tach 322-297 r. p.n.e.), który ode­brał tron swo­jemu ry­wa­lowi i za­ło­żył sto­licę w Pa­ta­li­pu­trze, gdzie przyj­mo­wał emi­sa­riu­szy z od­le­głych krain. Jo­nes do­szedł do wnio­sku, że San­dro­kot­tos i Ćan­dra­gupta to jedna i ta sama po­stać. Zna­cze­nie tego od­kry­cia nie ogra­ni­czało się jed­nak do po­zna­nia ich toż­sa­mo­ści. Dzięki wy­zna­cze­niu chro­no­lo­gii rzą­dów Ćan­dra­gupty udało się w końcu od­two­rzyć znaczną część sta­ro­żyt­nej hi­sto­rii In­dii.

Ćan­dra­gupta miał dwa­dzie­ścia kilka lat, gdy zo­stał ska­zany na wy­gna­nie przez władcę Ma­ga­dhy. Opo­wie­ści o wa­lecz­no­ści ar­mii ma­ga­dhań­skiej były jed­nym z po­wo­dów, dla któ­rego Alek­san­der wstrzy­mał po­chód w głąb In­dii. Nie­mniej Ćan­dra­gupta na­le­gał, aby Alek­san­der prze­kro­czył Bjas, prze­ko­nu­jąc Ma­ce­doń­czyka, że pod­bój Ma­ga­dhy nie przy­spo­rzy mu kło­po­tów, gdyż lud­ność kró­le­stwa wznieci po­wsta­nie prze­ciwko kró­lowi, "któ­rego da­rzyła nie­na­wi­ścią i po­gardą ze względu na jego nik­czem­ność i ni­skie po­cho­dze­nie".

Jako że Alek­san­der nie od­po­wie­dział na jego we­zwa­nie, Ćan­dra­gupta za­czął sa­mo­dziel­nie gro­ma­dzić woj­ska, zło­żone głów­nie z wo­jow­ni­ków po­cho­dzą­cych z kla­nów roz­sia­nych po pół­nocno-za­chod­nim po­gra­ni­czu In­dii. Jego ar­mia szybko upo­rała się z reszt­kami grec­kich gar­ni­zo­nów i w 321 r. p.n.e. po­ko­nała Nandę, władcę Ma­ga­dhy, a na­stęp­nie za­jęła jego sto­licę, Pa­ta­li­pu­trę, a Ćan­dra­gupta prze­jął do­wo­dze­nie nad ma­ga­dhań­ską ar­mią zło­żoną z 80 ty­sięcy jeźdź­ców, 200 ty­sięcy pie­chu­rów i 6 ty­sięcy słoni bo­jo­wych.

Pod­czas swo­jego mar­szu na za­chód Ćan­dra­gupta za­dał także bo­le­sną klę­skę jed­nemu z do­wód­ców Alek­san­dra, Se­leu­ko­sowi Ni­ka­to­rowi (358-281 p.n.e.), który dą­żył do od­zy­ska­nia utra­co­nych ziem. Grecki ge­ne­rał zo­stał zmu­szony do od­da­nia ogrom­nego ob­szaru, obej­mu­ją­cego dzi­siej­szy po­łu­dniowy i wschodni Afga­ni­stan, w za­mian za li­che 500 słoni bo­jo­wych. Dwaj przy­wódcy za­warli na­stęp­nie ja­kieś po­ro­zu­mie­nie, które za­pewne przy­pie­czę­to­wano po­li­tycz­nym mał­żeń­stwem.

W ge­ście przy­jaźni Se­leu­kos po­słał swo­jego am­ba­sa­dora, Me­ga­ste­nesa (ok. 350-290 p.n.e.) do Pa­ta­li­pu­try. Me­ga­ste­nes pod­czas po­dróży przez In­die spo­rzą­dził jako pierw­szy obcy po­dróż­nik szcze­gó­łowy opis kraju. Rę­ko­pis jego dzieła In­dica za­gi­nął, jed­nak frag­menty zo­stały wy­ko­rzy­stane przez Stra­bona, Pli­niu­sza oraz Ar­riana. Jego opisy "tej mi­stycz­nej i ma­gicz­nej kra­iny" nie za­wsze były wierne. To, czego Me­ga­ste­nes nie zo­ba­czył oso­bi­ście, za­po­ży­czał z le­gend. Po­ja­wiali się w nich lu­dzie bez ust, któ­rym do prze­trwa­nia wy­star­czył za­pach pie­czo­nego mięsa i per­fum z owo­ców i kwia­tów, miesz­kańcy Hi­per­bo­rei, któ­rzy do­ży­wali ty­siąca lat, oraz rasa istot o uszach tak wiel­kich, że po­tra­fiły się nimi owi­jać jak ko­cem.

Z punktu wi­dze­nia hi­sto­ry­ków znacz­nie cen­niej­sze są jego opisy kró­lew­skiego dworu "San­dro­kot­tosa", na któ­rym "pa­no­wał z bar­ba­rzyń­ską i pełną prze­py­chu osten­ta­cją". Na­wet je­śli weź­miemy pod uwagę pewne wy­ol­brzy­mie­nia, to z jego pism ja­sno wy­nika, że Pa­ta­li­pu­tra była jed­nym z naj­więk­szych miast świata sta­ro­żyt­nego. Roz­cią­gały się w nim je­ziora mie­niące się kwia­tami lo­tosu, ja­śmi­nem i hi­bi­sku­sem, a ulice były schła­dzane przez fon­tanny - jakże od­mienny to wi­dok od cha­otycz­nej i peł­nej tłu­mów Patny, która wznosi się na ru­inach daw­nego mia­sta. Pa­łac Ćan­dra­gupty, zbu­do­wany w ca­ło­ści z drewna, skry­wał "misy i czary wy­ko­nane ze złota, nie­które sze­ro­kie na pra­wie dwa me­try, bo­gato or­na­men­to­wane stoły i trony ce­re­mo­nialne, na­czy­nia z in­dyj­skiej mie­dzi wy­sa­dzane cen­nymi ka­mie­niami, oraz ob­fi­tość ma­je­sta­tycz­nie zdo­bio­nych szat, któ­rymi uświet­niano pu­bliczne ce­re­mo­nie". Do roz­ry­wek na­le­żały walki zbroj­nych, wy­ścigi wo­łów oraz kró­lew­skie po­lo­wa­nia.

Me­ga­ste­nes przed­sta­wił ob­raz spraw­nej ma­chiny pań­stwo­wej za­rzą­dza­nej przez władcę, któ­rego tak zaj­mo­wało ad­mi­ni­stro­wa­nie swoim pań­stwem, że no­cami nie spał wię­cej niż cztery go­dziny. Na każ­dym kroku to­wa­rzy­szyli mu straż­nicy - zwy­kle po­ru­szał się w zło­tym pa­lan­ki­nie prze­no­szo­nym przez sło­nie i kry­tym od słońca przez słu­żące z pa­ra­so­lami. Choć Ćan­dra­gupta rzą­dził tylko przez dwa­dzie­ścia cztery lata, zy­skał so­bie sławę jako "Ju­liusz Ce­zar In­dii", tam­tej­szy "czło­wiek z krwi i że­laza". Upo­raw­szy się z grec­kimi gar­ni­zo­nami w pół­nocno-za­chod­niej czę­ści kraju, włą­czył do swo­ich po­sia­dło­ści więk­szość In­dii pół­noc­nych, od Mo­rza Arab­skiego po Za­tokę Ben­gal­ską. Przej­mu­jąc kon­trolę nad tak ogrom­nym te­ry­to­rium, im­pe­rium Maur­jów stało się pierw­szym kró­le­stwem wie­lo­et­nicz­nym w In­diach. Za pa­no­wa­nia jego wnuka Aśoki w III wieku p.n.e. obej­mie ono nie­mal cały sub­kon­ty­nent i do cza­sów ce­sa­rza mo­gol­skiego Au­rang­zeba w dru­giej po­ło­wie XVII wieku swo­imi gra­ni­cami bę­dzie naj­bar­dziej przy­po­mi­nało współ­cze­sne pań­stwo in­dyj­skie.

Greccy dzie­jo­pi­sa­rze, tacy jak Me­ga­ste­nes, oraz nie­liczne in­dyj­skie dra­maty sta­no­wiły je­dyne źró­dła in­for­ma­cji na te­mat Maur­jów aż do po­czątku XX wieku, kiedy to uczony bra­min z Tań­dźa­wuru przy­był do Bi­blio­teki Orien­tal­nej w Maj­su­rze ze zbio­rem sta­ro­żyt­nych no­ta­tek spo­rzą­dzo­nych na wy­su­szo­nych li­ściach pal­mo­wych. Do­ku­men­tem oka­zała się Ar­tha­śa­stra, czę­sto tłu­ma­czona jako "na­uka o po­li­tyce" lub "roz­prawa o suk­ce­sie". Było to jedno z naj­waż­niej­szych źró­deł na te­mat ad­mi­ni­stra­cji, prawa, han­dlu, wojny i po­koju w In­diach sta­ro­żyt­nych, a za jego au­tora uważa się bra­miń­skiego do­radcę Ćan­dra­gupty, Kau­tilję (375-282 p.n.e.). Z ostat­nich ba­dań wy­nika, że tekst zo­stał mocno zre­da­go­wany przez wielu au­to­rów w II lub III wieku n.e.

Jak pod­kre­śla Amar­tya Sen, in­dyj­ski zdo­bywca Na­grody No­bla z dzie­dziny eko­no­mii, ja­sny prze­kaz pły­nący z Ar­tha­śa­stry jest na­stę­pu­jący: "siła daje ra­cję". Nie­któ­rzy po­rów­ny­wali ją do Sztuki wojny Sun Zi, jako pod­ręcz­nika dla am­bit­nych wło­da­rzy "pra­gną­cych zgro­ma­dzić ma­ją­tek w kraju o ro­sną­cej kon­ku­ren­cji i wcho­dzą­cym na arenę glo­balną". Po­kła­da­nie za­ufa­nia w in­nym władcy było ko­pa­niem so­bie grobu. Mo­ral­ność ni­gdy nie po­winna wpły­wać na rzą­dze­nie pań­stwem. Zręcz­ność w pro­wa­dze­niu in­tryg była znacz­nie bar­dziej po­żą­daną zdol­no­ścią mo­nar­chy niż wła­dza czy za­pał do rzą­dze­nia. W opi­nii Kau­tilji spi­ski były czymś tak fun­da­men­tal­nym, że za­le­cał on wer­bo­wać szpie­gów i in­for­ma­to­rów spo­śród kur­ty­zan. Szpie­dzy mo­gli także po­słu­żyć do roz­sie­wa­nia fał­szy­wych in­for­ma­cji, wy­wo­ły­wa­nia pa­niki wśród od­dzia­łów nie­przy­ja­ciela lub pod­no­sze­nia na du­chu wła­snych zbroj­nych po­przez ogła­sza­nie nie­ist­nie­ją­cych zwy­cięstw czy fa­bry­ko­wa­nie wy­ro­ków astro­lo­gów od­no­śnie do nie­omyl­no­ści mo­nar­chy.

W opi­nii nie­miec­kiego so­cjo­loga Maxa We­bera Ar­tha­śa­stra ze swoim ra­dy­kal­nym prze­ka­zem spra­wiała, że Książę Ma­chia­vel­lego wy­glą­dał jak nie­szko­dliwa książka. Ni­g­dzie nie wy­brzmiewa to do­bit­niej niż przy za­le­ce­niach Kau­tilji co do zdo­by­wa­nia wła­dzy. W swoim dziele okre­śla kró­lów mia­nem wi­dźi­gi?u, czyli ko­goś pra­gną­cego pod­bo­jów. O ile po­li­tyka eks­pan­sjo­ni­styczna ma klu­czowe zna­cze­nie w wi­zji Kau­tilji, o tyle mo­nar­cho­wie za­wsze zma­gali się z dy­le­ma­tem, w jaki spo­sób po­go­dzić swoją wła­dzę ze zwierzch­no­ścią re­li­gijną ka­pła­nów bra­miń­skich. Jak za­zna­cza po­li­to­log Su­nil Khil­nani, "aby za­le­gi­ty­mi­zo­wać swoją po­zy­cję, władca mu­siał wy­ka­zać brak za­in­te­re­so­wa­nia wła­dzą do­cze­sną oraz swój po­ciąg ku wy­rze­cze­niu - ale nie na tyle, aby utrud­niło mu to dą­że­nie do zdo­by­cia wła­dzy. Ta nie­koń­cząca się walka o osią­gnię­cie rów­no­wagi na­dal sta­nowi wy­zwa­nie dla wład­ców In­dii".

KAU­TILJA O KO­RUP­CJI:

"Jak w przy­padku ryby pły­wa­ją­cej w wo­dzie nie spo­sób stwier­dzić, kiedy ta pije wodę, tak ni­gdy nie wia­domo, kiedy urzęd­nik wy­zna­czony do peł­nie­nia obo­wiąz­ków nie sprze­nie­wie­rza pie­nię­dzy".

KAU­TILJA O WŁA­DZY:

"Władca po­wi­nien zdo­być serca lu­dzi pod­cho­dami: król musi znać sztuczki ma­giczne, z po­mocą któ­rych roz­snuje wo­kół sie­bie aurę cu­dow­nych mocy i w nie­skrę­po­wany spo­sób bę­dzie się­gał po ma­ni­pu­la­cje".

Zgod­nie z le­gendą Ćan­dra­gupta ab­dy­ko­wał w 297 roku p.n.e. Ist­nieją różne wer­sje tłu­ma­czące, dla­czego pod­jął taką de­cy­zję, bę­dąc u szczytu wła­dzy. Jak prze­ka­zują w jed­nej z le­gend dżi­ni­ści, do­radca du­chowy mo­nar­chy prze­po­wie­dział, że na kró­le­stwo spad­nie dwu­na­sto­let­nia klę­ska głodu jako kara za okru­cień­stwa, któ­rych do­pu­ścił się pod­czas swo­ich rzą­dów. Je­śli wie­rzyć temu po­da­niu, Ćan­dra­gupta prze­szedł na dżi­nizm i wraz z grupą mni­chów wy­ru­szył na po­łu­dnie In­dii. Ich ostat­nim przy­stan­kiem w po­dróży była Śra­wa­na­be­la­gola, gdzie, jak głosi le­genda, władca ogło­sił fi­nalny akt wy­rze­cze­nia i roz­po­czął post, który do­pro­wa­dził go do śmierci.

AŚOKA: "NAJ­WIĘK­SZY Z KRÓ­LÓW"

To, co wiemy na te­mat ko­lej­nego roz­działu hi­sto­rii In­dii, za­wdzię­czamy skru­pu­lat­nym ba­da­niom na­stępcy Wil­liama Jo­nesa w Asia­tic So­ciety. Pod­czas zgłę­bia­nia in­skryp­cji na ka­mien­nej ba­lu­stra­dzie bud­dyj­skiej stupy w Sańći w 1837 roku Ja­mes Prin­sep (1799-1840) od­czy­tał dwie li­tery al­fa­betu. To mu jed­nak wy­star­czyło, aby roz­po­znać w nim ję­zyk pa­lij­ski. Prin­sep za­czął ba­dać inne in­skryp­cje roz­siane po sub­kon­ty­nen­cie. Nie­które za­pi­sano na blo­kach skal­nych, inne na ścia­nach kli­fów. Jed­nak te naj­bar­dziej im­po­nu­jące oka­lały ma­sywne, wal­co­wate fi­lary. Pro­po­no­wano roz­ma­ite teo­rie tłu­ma­czące zna­cze­nie tych in­skryp­cji, od za­po­mnia­nych pie­śni we­dyj­skich po­czy­na­jąc, na spe­cy­ficz­nej od­mia­nie in­dyj­skiego De­ka­logu koń­cząc. Prin­sep wkrótce jed­nak zro­zu­miał, że były to edykty ogła­sza­jące prawa wy­da­wane przez jed­nego władcę. Więk­szość za­czy­nała się od słów "tako rze­cze De­va­nam­pija Pi­ja­dassi". Bud­dyj­scy kro­ni­ka­rze z Cej­lonu wspo­mi­nali o królu Sri Lanki o na­zwi­sku Pi­ja­dassi, ta­kim sa­mym, ja­kie no­sił władca in­dyj­ski, który sze­rzył bud­dyzm i pa­no­wał nad gi­gan­tycz­nym kró­le­stwem. Do­piero jed­nak na po­czątku XX wieku od­kryto, że De­va­nam­pija Pi­ja­dassi, "ulu­bie­niec bo­gów i mi­ło­wany przez lu­dzi", to tak na­prawdę ce­sarz Aśoka.

Her­bert Geo­rge Wells w swo­jej Hi­sto­rii świata na­zywa Aśokę "naj­więk­szym z kró­lów" ze względu na od­rzu­ce­nie przez niego wojny, przy­ję­cie bud­dy­zmu i wy­da­nie ode­zwy, że wszyst­kie jego pod­boje "będą pod­bo­jami czy­nio­nymi przez re­li­gię". Aśoka zda­niem hi­sto­ryka Ar­thura L. Ba­shama "gó­ruje nad in­nymi kró­lami In­dii sta­ro­żyt­nych, choćby z tego po­wodu, że jest je­dy­nym spo­śród nich, któ­rego oso­bo­wość można w ja­kim­kol­wiek stop­niu od­two­rzyć". Opi­su­jąc cha­rak­ter Aśoki, Ba­sham kre­śli ob­raz czło­wieka "nieco na­iw­nego, czę­sto za­ro­zu­mia­łego i na­dę­tego, ale nie do zła­ma­nia, o sil­nej woli i wład­czego".

Obej­mu­jąc tron około 268 roku p.n.e., Aśoka odzie­dzi­czył im­pe­rium za­miesz­kane przez 50 mi­lio­nów lu­dzi, zróż­ni­co­wa­nych pod wzglę­dem spo­łecz­nym, re­li­gij­nym i et­nicz­nym. Ob­szar wo­kół Ma­ga­dhy i za­chod­niej czę­ści Ni­ziny Hin­du­stań­skiej był zdo­mi­no­wany przez kul­turę Ariów. Zie­mie bar­dziej na za­chód i pół­noc we­szły w kon­takt z hel­le­ni­stycz­nymi kul­tu­rami Afga­ni­stanu, pod­czas gdy po­łu­dnie sub­kon­ty­nentu za­miesz­ki­wały pre­aryj­skie ludy dra­wi­dyj­skie. Roz­miar i róż­no­rod­ność im­pe­rium spra­wiały, że trzeba było po­ło­żyć silny na­cisk na funk­cjo­no­wa­nie rządu i man­dat wła­dzy. Roz­po­częto bu­dowę dróg, za­cie­nio­nych rzę­dami drzew, ze stud­niami oraz do­mami wy­po­czyn­ko­wymi w od­le­gło­ści jed­nego dnia mar­szu. Do za­rzą­dza­nia tak roz­le­głym im­pe­rium Aśoka po­wo­łał dharma-ma­ha­ma­tra, "urzęd­ni­ków pra­wo­ści", któ­rzy krą­żyli po kró­le­stwie i upew­niali się, że urzęd­nicy lo­kalni speł­niali swoje obo­wiązki. Nie­od­łączną czę­ścią pro­jektu im­pe­rial­nego władcy były edykty. Umiesz­czane na waż­nych obiek­tach, lub w ich po­bliżu, za­wie­rały na­stę­pu­jący prze­kaz: "niech słowa te prze­trwają tak długo, jak rzą­dzą moi sy­no­wie i wnu­ko­wie, i jak długo po nie­bie wę­drują słońce i księ­życ".

Cho­ciaż Aśokę pa­mięta się zwy­kle za przed­kła­da­nie dia­logu po­nad siłę, jego rządy roz­po­częły się od roz­lewu krwi. Edykt ze steli ka­mien­nej w Gir­nar w In­diach za­chod­nich opi­suje, jak pod­czas pod­boju kró­le­stwa Ka­linga wy­mor­do­wano 100 ty­sięcy lu­dzi. Za­pewne głód i cho­roby po­chło­nęły jesz­cze wię­cej ofiar, co wy­wo­łało u Aśoki "wy­rzuty su­mie­nia, głę­boki żal oraz ukłu­cie winy", jak można wy­czy­tać w edyk­cie.

Więk­szość spo­śród 33 od­kry­tych edyk­tów zo­stała spi­sana w pra­kry­cie, gru­pie ję­zy­ków po­tocz­nych, które były po­wszech­niej znane niż san­skryt czy ję­zyk pa­lij­ski obecny w po­cho­dzą­cych z Cej­lonu tek­stach bud­dyj­skich. Stele z za­chod­niej czę­ści In­dii są za­pi­sane ję­zy­kiem grec­kim i ara­mej­skim, lin­gua franca ów­cze­snego im­pe­rium per­skiego. Fi­lary wznie­sione przez Aśokę to także nie­zwy­kłe za­bytki sztuki, zwień­czone po­do­bi­znami lwów i by­ków, wy­ku­tymi praw­do­po­dob­nie przez zdol­nych rzeź­bia­rzy, któ­rzy przy­byli do In­dii po upadku im­pe­rium Ache­me­ni­dów. Wy­rzeź­bione z jed­nego bloku skal­nego, nie­które z fi­la­rów wzno­siły się na wy­so­kość 12-15 me­trów. Po wy­do­by­ciu w ka­mie­nio­ło­mach w Ću­na­rze, nie­opo­dal Wa­ra­nasi, fi­lary, wa­żące na­wet po 50 ton, były trans­por­to­wane setki ki­lo­me­trów do miejsc o klu­czo­wym po­ło­że­niu.

Fot. 7 Naj­słyn­niej­szy fi­lar Aśoki od­kryto w Sar­na­cie i za­wiera on ka­pi­tel z rzeź­bami czte­rech lwów, spo­glą­da­ją­cych w róż­nych kie­run­kach i sto­ją­cych na dharma ća­kra (kole prawa). To przed­sta­wie­nie sta­nie się go­dłem nie­pod­le­głych In­dii i trafi na mo­nety, bank­noty, znaczki i pie­czę­cie. Ća­kra znaj­duje się także na fla­dze In­dii.

O ile same fi­lary i edykty wy­ryte w ska­łach są za­po­ży­cze­niem z mo­nu­men­tal­nych in­skryp­cji Da­riu­sza I z Per­sji, ich treść nie wy­chwala ce­sa­rza i jego wiel­ko­ści, a sta­nowi ra­czej wy­kład jego po­li­tyki dharmy. Naj­waż­niej­szą za­sadą dharmy była to­le­ran­cja, za­równo wo­bec lu­dzi, jak i ich wie­rzeń i po­glą­dów. Jak tłu­ma­czył Aśoka, ozna­czało to "wy­ro­zu­mia­łość wo­bec nie­wol­ni­ków i służby, po­słu­szeń­stwo wo­bec matki i ojca, szczo­drość wo­bec przy­ja­ciół, zna­jo­mych i krew­nych, a także wo­bec ka­pła­nów i mni­chów". Ko­lejną za­sadą było nie­krzyw­dze­nie. Je­śli tylko to moż­liwe, pod­boje na­le­żało pro­wa­dzić z umia­rem. Chcąc dać przy­kład rządu oświe­co­nego, Aśoka był prze­ko­nany, że prze­kona są­sied­nie kró­le­stwa do za­let swo­jej po­li­tyki i te same do­łą­czą do jego im­pe­rium, bu­du­jąc coś na wzór oświe­co­nej kon­fe­de­ra­cji.

Sztuka kie­ro­wa­nia pań­stwem w In­diach, do­tych­czas za­sa­dza­jąca się na eks­pan­sji im­pe­rium w dro­dze bru­tal­nych pod­bo­jów, zo­stała po­sta­wiona na gło­wie. Wspie­ra­jąc się na my­śli bud­dyj­skiej, Aśoka uznał, że pod­bój można pro­wa­dzić zgod­nie z za­sa­dami mi­ło­sier­dzia. Władca za­ka­zał ofiar ze zwie­rząt i ogra­ni­czył spo­ży­cie mięsa. Po­ło­żył kres kró­lew­skim po­lo­wa­niom. Za­ka­zano uboju pa­pug z ga­tunku alek­san­dretta ob­rożna, go­łębi, nie­to­pe­rzy, mró­wek, żółwi, wie­wió­rek, krów, no­so­roż­ców oraz kóz. Dzięki jego wier­no­ści za­sa­dzie ahinsy, wiele z pod­da­nych Aśoki prze­szło na we­ge­ta­ria­nizm.

DRUGI MNIEJ­SZY EDYKT NA­SKALNY:

"Na­leży słu­chać ojca i matki, eg­ze­kwo­wać po­sza­no­wa­nie dla wszyst­kich istot ży­wych i za­wsze gło­sić prawdę. Na­leży po­stę­po­wać we­dług cnót za­war­tych w Pra­wach Po­win­no­ści. Uczeń wi­nien sza­cu­nek od­da­wać na­uczy­cie­lowi, a we wszyst­kich kon­tak­tach na­leży kie­ro­wać się ser­decz­no­ścią. Ta sta­ro­żytna za­sada po­win­no­ści wie­dzie ku dłu­giemu ży­ciu i winna być ścieżką dla lu­dzi".

Naj­trwal­szym osią­gnię­ciem Aśoki było prze­kształ­ce­nie bud­dy­zmu z lo­kal­nej sekty in­dyj­skiej w świa­tową re­li­gię. Na­ka­zał wznieść osiem stup w Bi­ha­rze, w miej­scach, gdzie zło­żono pro­chy Buddy. Roz­pro­wa­dzono je na­stęp­nie po jego kró­le­stwie i duża część z nich tra­fiła do Tak­sili2, po­łą­czo­nej z Pa­ta­li­pu­trą kró­lew­skim szla­kiem wy­bu­do­wa­nym za pa­no­wa­nia Ćan­dra­gupty. Aśoka na­ka­zał także wy­drą­żyć w licz­nych miej­scach im­pe­rium ja­ski­nie do me­dy­ta­cji dla mni­chów wy­zna­ją­cych bud­dyzm i dżi­nizm. Te, które na­zna­czyły Wzgó­rza Ba­ra­bar w po­bliżu Bodh Gaja, zo­staną unie­śmier­tel­nione przez For­stera w jego Dro­dze do In­dii z 1924 roku. Około 250 roku p.n.e. Aśoka zwo­łał so­bór w Pa­ta­li­pu­trze, pod­czas któ­rego uło­żono ka­non pa­lij­ski. Człon­ko­wie san­gha otrzy­mali za­da­nie, aby roz­sie­wać bud­dyzm po In­diach oraz poza ich gra­ni­cami.

Do­wo­dem na roz­prze­strze­nia­nie się bud­dy­zmu w tej epoce jest prężna ko­lo­nia bud­dyj­ska, którą w II wieku p.n.e. za­ło­żyli w Alek­san­drii kupcy in­dyj­scy. W re­ak­cji na jej po­wsta­nie, za­rządca mia­sta wy­ra­ził ubo­le­wa­nie, że "Grecy prze­jęli swoją fi­lo­zo­fię od bar­ba­rzyń­ców". W ostat­nich la­tach ba­da­cze za­częli wska­zy­wać na za­ska­ku­jące po­do­bień­stwa mię­dzy bud­dyj­skimi opo­wie­ściami o ży­wo­tach Buddy - dźa­ta­kami a chrze­ści­jań­skimi przy­po­wie­ściami i cu­dami. Jedna z dźa­tak mówi o po­boż­nym uczniu bud­dy­zmu, który po­tra­fił cho­dzić po wo­dzie, ale gdy tylko opu­ściła go wiara, na­tych­miast ru­nął na dno. W in­nej przy­po­wie­ści Budda wy­kar­mił 500 swo­ich zwo­len­ni­ków za po­mocą jed­nego bo­chenka chleba ze swej misy że­bra­czej. Z ko­lei pe­wien tekst bud­dyj­ski w wielu miej­scach przy­po­mina sta­ro­te­sta­men­tową przy­po­wieść o synu mar­no­traw­nym. Jak pi­sze Vin­cent Smith: "kieł­ku­jące chrze­ści­jań­stwo sty­kało się z doj­rza­łym bud­dy­zmem w szko­łach i na tar­go­wi­skach Azji i Egiptu. Z ko­lei obie te re­li­gie na­sią­kały wpły­wami wszech­obec­nego po­gań­stwa pod róż­nymi po­sta­ciami oraz dzieł sztuki da­ją­cych wy­raz po­li­te­izmowi".

Po­kój i do­bro­byt cza­sów Aśoki z wolna od­cho­dziły w prze­szłość. "Urzęd­nicy pra­wo­ści" gło­sili na­uki Buddy, jed­nak głę­boko za­ko­rze­niona w spo­łe­czeń­stwie in­dyj­skim stra­ty­fi­ka­cja z wolna kru­szyła ich prze­kaz. Gdy Aśoka zmarł około 232 roku p.n.e., im­pe­rium Maur­jów za­częło się roz­pa­dać. Jego sy­no­wie za­częli walki o suk­ce­sję. Wy­rze­cze­nie się przez Aśokę pod­bo­jów po­szło w nie­pa­mięć i wojna na po­wrót stała się czymś na­tu­ral­nym. "Pod­su­mo­wu­jąc, hi­sto­ria In­dii po upadku Maur­jów to opo­wieść o wal­kach dy­na­stycz­nych o kon­trolę nad po­szcze­gól­nymi re­gio­nami. Na ko­lejne dwa ty­siące lat In­die utra­ciły po­li­tyczną, choć nie kul­tu­rową, jed­ność", za­uważa po­sęp­nie A.L. Ba­sham.

Do dziś trudno jed­no­znacz­nie orzec, co do­pro­wa­dziło do upadku im­pe­rium Maur­jów. Nie­któ­rzy hi­sto­rycy twier­dzą, że pro­bud­dyj­skie sym­pa­tie Aśoki skon­flik­to­wały go z ka­stą ka­pła­nów bra­miń­skich. Zda­niem in­nych po­li­tyka wy­rze­cze­nia się prze­mocy osła­biła siłę woj­skową kraju i uczy­niła z niego ła­twy łup dla na­jeźdź­ców z za­chodu. Na pewno spo­rym wy­zwa­niem była bu­dowa po­czu­cia pań­stwo­wo­ści na tak wiel­kim te­ry­to­rium. Nie­wy­klu­czone jed­nak, że prze­wa­żyły po pro­stu czyn­niki go­spo­dar­cze. Nie­któ­rzy hi­sto­rycy twier­dzą, że de­wa­lu­acja srebr­nych mo­net w póź­nym okre­sie pa­no­wa­nia Maur­jów sta­nowi do­wód na to, że Aśoka nie był w sta­nie sku­tecz­nie sfi­nan­so­wać ar­mii oraz ogrom­nej ma­chiny biu­ro­kra­tycz­nej, które odzie­dzi­czył po Ćan­dra­gup­cie, opie­ra­jąc się na rol­ni­czej go­spo­darce.

EPOKA NA­JEŹDŹ­CÓW

Okres, który nad­szedł po do­mi­na­cji cy­wi­li­za­cji Maur­jów czę­sto na­zywa się się "mrocz­nymi wie­kami" w dzie­jach In­dii. Jest to jed­nak zbyt su­rowa ocena. Fakt, ko­lejne fale ko­czow­ni­czych ple­mion wo­jow­ni­ków z Azji Środ­ko­wej oraz grec­kich awan­tur­ni­ków ob­ra­cały w ru­inę in­dyj­skie mia­sta i wio­ski, jed­nak rów­no­cze­śnie nie bra­ko­wało w tym okre­sie oświe­co­nych wład­ców. Bud­dyzm roz­wi­jał się w swo­jej ko­lebce i roz­le­wał na są­sied­nie zie­mie, zaś władcy kró­le­stwa greko-bak­tryj­skiego przy­nie­śli ze sobą za­chod­nią wie­dzę o astro­lo­gii i me­dy­cy­nie. Han­del mię­dzy In­diami a Azją Za­chod­nią i Mo­rzem Śród­ziem­nym roz­kwi­tał tak dy­na­micz­nie, że na­wet se­na­to­ro­wie w Rzy­mie na­rze­kali, że ko­biety prze­pusz­czały pie­nią­dze na to­wary luk­su­sowe z In­dii, w tym je­dwab i bi­żu­te­rię. Jak ze smut­kiem oznaj­mił Pli­niusz Star­szy w 77 roku n.e., In­die stały się "zbior­ni­kiem złota dla ca­łego świata". Więk­szość kruszcu po­cho­dziła z le­gen­dar­nych ko­palń w Ko­la­rze w In­diach po­łu­dnio­wych, skąd już w cza­sach cy­wi­li­za­cji ha­rap­pań­skiej wy­pły­wał on do Azji, Eu­ropy i Afryki.

Bieg hi­sto­rii sub­kon­ty­nentu miały wkrótce zmie­nić wy­da­rze­nia, do któ­rych do­cho­dziło ty­siące ki­lo­me­trów na pół­noc od In­dii. W Chi­nach za­koń­czono pierw­szą fazę bu­dowy Wiel­kiego Muru, który miał za­trzy­mać na­pływ ple­mion ko­czow­ni­ków. W 165 roku p.n.e. jed­nym z ple­mion, które mu­siało za­wró­cić spod li­nii for­ty­fi­ka­cji, był lud Yuezhi. Pod­czas swo­jej wę­drówki na za­chód prze­pę­dzali ko­lejne ple­miona, two­rząc w ten spo­sób efekt "et­nicz­nego do­mina". Osta­tecz­nie osie­dli w Bak­trii, gdzie Śa­ko­wie wcze­śniej wy­gnali resztki grec­kich osad­ni­ków, któ­rzy po­zo­stali w re­gio­nie po odej­ściu Alek­san­dra.

Wy­pę­dzeni ze swo­ich sie­dzib w Bak­trii, Grecy nie mieli wyj­ścia i mu­sieli zna­leźć wspólny ję­zyk z bud­dyj­skimi miesz­kań­cami Gan­dhary, re­gionu na pół­noc od Pa­ki­stanu i oka­la­ją­cego mia­sto Tak­sila. Greccy władcy za­cią­gali na służbę w roli do­rad­ców uczo­nych bud­dyj­skich. Był to ko­rzystny układ, gdyż dzięki temu spo­łecz­ność bud­dy­stów mo­gła się upew­nić, że będą re­ali­zo­wane jej po­trzeby du­chowe, spo­łeczne, go­spo­dar­cze i kul­tu­rowe. Ję­zyk grecki za­czął być sto­so­wany w ofi­cjal­nych do­ku­men­tach, a do obiegu we­szły mo­nety grec­kie. Wielką sławą cie­szyła się wy­jąt­kowa szkoła rzeź­biar­stwa, łą­cząca es­te­tykę grecko-rzym­ską z wy­raź­nie od­mienną sty­li­styką in­dyj­ską.

Pod ko­niec I wieku jedno z ple­mion Yuezhi, Ku­sza­no­wie, wkro­czyło do Gan­dhary, a stam­tąd do In­dii pół­nocno-za­chod­nich, by prze­jąć kon­trolę nad dwoma waż­nymi szla­kami han­dlo­wymi wio­dą­cymi do Azji. Ni­czym Ario­wie sprzed pół­tora ty­siąca lat, także oni byli wy­śmie­ni­tymi jeźdź­cami. Ze względu na brak źró­deł na ten te­mat do dziś nie wiemy, czy wkro­czyli na sub­kon­ty­nent jako na­jeźdźcy, so­jusz­nicy jed­nego z wład­ców, czy mi­granci.

Kró­lo­wie Ku­sza­nów okre­ślali się mia­nem "sy­nów nie­bios", przej­mu­jąc ten ty­tuł od ów­cze­snych wład­ców Chin. Ich naj­wy­bit­niej­szy mo­nar­cha, Ka­niszka, ob­jął rządy w 127 roku n.e. i pa­no­wał do 150 roku. Kon­tro­lo­wał pań­stwo roz­cią­ga­jące się od Ka­szgaru po do­rze­cze Gan­gesu, któ­rym wła­dał z dwóch sto­lic: z Pu­ru­sza­pury, czyli dzi­siej­szego Pe­sza­waru, oraz Ma­thury nad rzeką Ja­muna w pół­noc­nych In­diach.

Ka­niszka prze­szedł na bud­dyzm tak jak Aśoka. Zwo­łał duży so­bór bud­dyj­ski w Kasz­mi­rze. Pod­czas tego wy­da­rze­nia, które zgro­ma­dziło po­nad 500 mni­chów, do­ko­nano do­głęb­nej re­wi­zji ka­nonu bud­dyj­skiego. Klasz­tory prze­mie­niły się w przed­się­wzię­cia biz­ne­sowe zaj­mu­jące się wszyst­kim, od han­dlu po wa­rze­nie i de­sty­la­cję al­ko­holu, co po­zwa­lało im po­zy­ski­wać fun­du­sze na dzia­łal­ność mi­syjną i sze­rze­nie bud­dy­zmu na Azję Środ­kową i Chiny. W póź­niej­szych la­tach pa­no­wa­nia Ka­niszki wy­pusz­czono mo­nety z wi­ze­run­kiem Buddy i grec­kimi na­pi­sami, a także two­rzono przed­sta­wie­nia bóstw per­skich, rzym­skich, grec­kich czy po­cho­dzą­cych z bra­miń­skich wie­rzeń In­dii.

Wkład Ka­niszki w cy­wi­li­za­cję in­dyj­ską za­zna­czał się także w pro­mo­wa­niu przez niego sztuki Gan­dhary oraz ar­chi­tek­tury bud­dyj­skiej. Rzeźby przed­sta­wia­jące sto­ją­cego Buddę w sze­ro­kich sza­tach przy­po­mi­na­ją­cych togi oraz o ry­sach twa­rzy i fry­zu­rze przy­na­leż­nej do re­gionu śród­ziem­no­mor­skiego są świa­dec­twem wpływu sztuki greko-rzym­skiej.

Fot. 8 W 1911 roku ar­che­olo­go­wie od­kryli po­zba­wiony głowy po­sąg Ka­niszki ubra­nego w ka­ftan Ku­sza­nów, buty jeź­dziec­kie i wy­po­sa­żo­nego w la­skę ce­re­mo­nialną oraz sze­roki miecz. Nie­mal iden­tyczny za­by­tek, prze­cho­wy­wany w Mu­zeum w Ka­bulu, zo­stał znisz­czony przez ta­li­bów w 2001 roku.

Ich au­to­rami praw­do­po­dob­nie byli rzeź­bia­rze rzym­scy po­dró­żu­jący Je­dwab­nym Szla­kiem, któ­rego nitki scho­dziły się w pół­nocno-za­chod­nich In­diach. Re­gion wo­kół Tak­sili stał się cen­trum bud­dy­zmu, o czym świad­czyły setki stup, obej­mu­ją­cych nie­wiel­kie ka­pliczki mo­dli­tewne, a także naj­wyż­szy bu­dy­nek świata sta­ro­żyt­nego, ja­kim była 170-me­trowa wieża, zwień­czona trzy­na­stoma na­sa­dami po­zła­ca­nymi i wy­sa­dza­nymi ka­mie­niami szla­chet­nymi, wi­ta­jąca przy­jezd­nych w Pu­ru­sza­pu­rze.

Poza ob­ję­ciem bud­dy­zmu opieką kró­lew­ską cy­wi­li­za­cja in­dyj­ska nie za­po­ży­czyła wiele od na­jeźdź­ców, może jesz­cze z wy­jąt­kiem wpro­wa­dze­nia ka­wa­le­rii do swo­jej sztuki wo­jen­nej. W za­sa­dzie nic nie wiemy na te­mat na­stęp­ców Ka­niszki, a jego kró­le­stwo po ja­kimś cza­sie się roz­pa­dło. Nie­mniej szkoła sztuki z Gan­dhary na­dal roz­wi­jała się na te­re­nie Afga­ni­stanu i Kasz­miru. W II wieku n.e. na szlaku ka­ra­wan łą­czą­cym Bak­trię z Tak­silą po­wstał ośro­dek bud­dyj­ski Ba­mian. Do dziś można po­dzi­wiać wy­kute w ska­łach wą­skiej do­liny Ba­mian święte groty bę­dące miej­scem od­osob­nie­nia dla mni­chów, jed­nak trzy gi­gan­tyczne po­sągi Buddy, z któ­rych naj­wyż­szy wzno­sił się na wy­so­kość 53 me­trów, pa­dły ofiarą ta­lib­skich świę­to­krad­ców, któ­rzy wy­sa­dzili je w po­wie­trze w marcu 2001 roku. Tamto wy­da­rze­nie wy­zna­cza punkt kul­mi­na­cyjny jesz­cze mrocz­niej­szej epoki w dzie­jach In­dii niż ta, która na­de­szła na po­czątku pierw­szego ty­siąc­le­cia.

1 Miasto o nazwie Kabul jeszcze wówczas nie istniało. Autor może mieć na myśli region rzeki, która współcześnie nazywa się Kabul. (przyp. red. nauk.) 2 Taksila to nazwa współczesna. W starożytności miasto to nazywało się Takszaśila. (przyp. red. nauk.)