Imperium pożądania - J.L. Beck

Kup ebooka

39.90 zł
29.93 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bianka

- Czy ja dobrze rozumiem? - Moja najlepsza przyjaciółka Tatum nachyliła się w moją stronę, a skórzane obicie fotela limuzyny zaskrzypiało pod jej łokciami. Szampanówka w jej dłoni niebezpiecznie się przechyliła. Tatum wolną ręką odgarnęła rozjaśnione słońcem blond włosy z twarzy w kształcie serca. - Dziś skończyłaś studia, a facet, z którym jesteś od jebanych pięciu lat, nie raczył się pofatygować na ceremonię rozdania dyplomów ani nie ma zamiaru spędzić z tobą czasu po niej?

Zacisnęłam zęby. Czy ona zawsze musi być taka bezpośrednia? Jej dosadność nie stanowiła dla mnie żadnej nowości, a ilość skonsumowanego dziś alkoholu jeszcze trochę ją podsycała. Przyjaciółka zaczęła lekko bełkotać. Równocześnie odbywało się aż pięć imprez z okazji zakończenia studiów, na których "absolutnie" musiałyśmy się pokazać. Jej słowa, nie moje.

Jasne, było fajnie, ale pewnie bawiłabym się lepiej, gdybym czuła, że faktycznie biorę udział w tych wydarzeniach. Gdybym była obecna. Tymczasem, mogłam się tylko przyglądać, jak inni celebrowali początek nowego etapu w swoim życiu. Dystansowałam się od nich, zastanawiając się, co ze mną nie tak.

Przypuszczałam, że nieobecność mojego chłopaka była dobrą wymówką, choć nie do końca o to chodziło. Zmagałam się z głębszymi problemami, ale nie byłam gotowa stawić im czoła.

- Niestety, jutro pracuje od samego rana. - Sprzedałam jej to samo kłamstwo, którym on karmił mnie zbyt często. - Nie mogę mieć do niego pretensji o to, że stara się być dorosły.

- Dorosły poprosiłby o dzień wolny. Od wielu miesięcy znał datę twojego zakończenia studiów. - Tatum wzruszyła ramionami. - Bianka, nie kupuję tej wymówki.

"Jak zawsze, wyczuła ściemę", pomyślałam i pokręciłam głową.

- Liczy się to, co jest ważne dla ciebie - ciągnęła. - Gdyby chciał tu być, toby był. Traktuje cię jak dodatek do swojego życia. Wciska ci kit. Gdyby był prawdziwym facetem, budowanie przyszłości z tobą miałoby dla niego największy priorytet. Wiem, że nie chcesz w to uwierzyć, ale gówno go obchodzisz. Dlatego mam ochotę podziurawić mu opony w samochodzie i powiedzieć, jakim jest cholernym dupkiem.

Ech, nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć. Zresztą nie było słów, które usprawiedliwiałyby moją decyzję o trwaniu w tej relacji. Będąc z Lucasem, sparzyłam się tak wiele razy, że przestałam dostrzegać dobro, które może jeszcze się w nim tliło. Nie miałam pojęcia, dlaczego nadal nie zdecydowałam się odejść.

Może bałam się zostać sama? A może liczyłam na to, że facet się ocknie. Tak naprawdę sama nie wiedziałam. Przecież nie dał mi pierścionka ani nawet nie planowaliśmy zakładania rodziny.

Nie wytrzymałabym reszty nocy, gdybym musiała wysłuchiwać od przyjaciółki rzeczy, które słyszałam już tak wiele razy i które sama sobie powtarzałam, dlatego odniosłam się do czegoś, co odwróciło jej uwagę od tematu.

- Ej, nie jest aż tak źle - powiedziałam z uśmiechem. - Dzięki temu, że mnie olał, możemy spędzić razem dzień i noc. Zresztą twój zaangażowany chłopak także nie mógł dziś z nami wyjść. - Skrzywiłam się, kończąc swoją wypowiedź. Nie przygotowałam się na ukłucie żalu, które poczułam, widząc, jak radosny uśmiech znika z pełnych ust przyjaciółki.

- No, wygląda na to, że obie nie mamy szczęścia w miłości. Też miał coś innego do roboty.

Tatum nie powiedziała, czym bym zajęty. Ciekawe, czy raczył ją w ogóle poinformować. Słuchając jej opowieści o Kristoffie, można było odnieść wrażenie, że tworzyli idealny związek, ale prawda była inna, bez względu na to, jak bardzo Tatum starała się ją podkoloryzować przed innymi. Być może przez to, w jakim dorastała świecie, nie lubi się dzielić swoimi doświadczeniami, robi dobrą minę do złej gry i udaje beztroskę, jakby nic nie miało większego znaczenia. Rodzina Torrio żyje tajemnicami, a mężczyzna o takiej władzy, jaką dysponuje jej ojciec, nie mógł sobie pozwolić na pokazywanie prawdziwych uczuć. Jabłko chyba rzeczywiście pada niedaleko od jabłoni.

Nasz kierowca, Romero, skręcił w drogę prowadzącą do bramy wjazdowej na teren posiadłości rodziny Torrio. Poczułam motyle w brzuchu. Callum Torrio - równie niebezpieczny, co czarujący. Mężczyzna jego pokroju nie zgromadził tylu wrogów dzięki temu, że pieczołowicie przestrzegał przepisów prawa. Znam ten typ ludzi, tak jak i mój ojciec. Dlatego cały czas poucza mnie, że przyjaźń z Tatum jest bardzo ryzykowna.

Kiedy podjechaliśmy do bramy, stojący przed nią ochroniarz gestem nakazał nam jechać dalej. Długi, szeroki i kręty podjazd przecinał teren ogromnej posesji.

Posiadłość była tak duża, że najbardziej zaufani ochroniarze Calluma mieszkali tu w niewielkich domkach usytuowanych w pobliżu prawie sześciometrowego kamiennego muru, który otaczał wszystkie włości.

Tatum duszkiem dopiła szampana i spojrzała na mnie szklistymi oczami.

- O czym rozmawiałyśmy? - Postukała się w brodę palcem z perfekcyjnym manicurem. - A, tak. O tym dupku Lucasie.

- Nie jest dupkiem. - Pokręciłam głową, słysząc to niezbyt wyrafinowane przezwisko.

Jeśli będę sobie to powtarzała wystarczająco często, może też w to uwierzę.

- Jest, i dobrze o tym wiesz. Ja nie mam żadnych wątpliwości. Pewnie podobnie jak jego matka. Możesz mnie znienawidzić, chociaż uważam, że to niemożliwe, ale dziś kończysz studia. Takie coś przydarza się raz w życiu. Wiedział, ile to dla ciebie znaczy, a nawet się nie pofatygował na kolację, na którą zaprosił go twój ojciec.

Nie podobało mi się to bardzo, ale nie chciałam się do tego przyznać, dlatego wymyśliłam kolejne usprawiedliwienie.

- To nie jego wina, że musiał zastąpić kogoś na zmianie.

Tatum prychnęła głośno.

- Jasne. Zapomniałam o jego karierze na siłowni wujka.

Romero podjechał przez okrągły dziedziniec przed majestatyczną ceglaną rezydencję.

- Przejmie tę siłownię - przypomniałam przyjaciółce tak spokojnie, jak tylko potrafiłam. - To poważna inwestycja. Musi dokonywać odpowiedzialnych wyborów, jeśli ma w to wejść. Inaczej jaki sens miałoby przejmowanie biznesu?

- Ja tylko ci mówię, że zasługujesz na coś lepszego. Mógł sobie zrobić wolne. A on w ogóle się nie postarał, czyli że mu nie zależy. - Tatum beknęła, a potem jęknęła. - Przepraszam. Po prostu nie lubię patrzeć, jak cierpisz, a on ciągle cię rani.

- Nie cierpię. - W zasadzie nie. Nie tak, jak bym cierpiała, jeśli faktycznie by mi na nim zależało.

Romero zaparkował i wysiadł zza kierownicy, żeby otworzyć nam drzwi, jakbyśmy należały do rodziny królewskiej. Chyba nigdy nie przywyknę do tego, że w obecności Tatum byłam traktowana jak gwiazda.

Wysiadając, sięgnęłam po torbę z rzeczami, którą spakowałam, wiedząc, że będę nocowała u przyjaciółki. W międzyczasie Tatum też chciała wysiąść, ale mocno się zachwiała już przy pierwszym kroku.

- Potrzebujesz pomocy? - spytał Romero, uważnie obserwując kołyszącą się dziewczynę.

Była podchmielona, ale nie aż tak, żeby nie ustać na własnych nogach.

Tatum zmrużyła zielone oczy i wydęła pomalowane różowym błyszczykiem usta.

- Słuchaj - kilka razy dźgnęła spiczastym paznokciem połę marynarki kierowcy - mój ojciec płaci ci za opiekę nade mną, a nie ocenianie mnie. A w tej chwili patrzysz na mnie bardzo oceniająco. Taaa, wypiłam kilka drinków. Myślę, że zasłużyłam na trochę zabawy. W końcu dziś skończyłam studia. A co ty zrobiłeś?

Romero westchnął teatralnie. Nagle rozbawiła mnie ich wymiana zdań. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ich relacja przypominała reakcję benzyny w kontakcie z ogniem. Wystarczyłaby jedna iskra, żeby doszło do kosmicznej eksplozji. Tatum go prowokowała, a on nie pozostawał jej dłużny. Z moich obserwacji wynikało, że Romero był jedynym mężczyzną, który nie miał zamiaru się z nią cackać.

- Zaprowadź ją do łóżka, zanim zrobi z siebie jeszcze większą idiotkę - rzucił rozkazująco, nie odrywając od niej spojrzenia.

Złapałam przyjaciółkę pod rękę i pociągnęłam do drzwi.

- Jesteś okropnie niemiły. Powiem ojcu, żeby cię zwolnił! - krzyknęłam Tatum przez ramię.

- Zajebiście! Zrób to. Myślałem o wakacjach. Dobrze mi zrobi kilka dni odpoczynku od twojej zarozumiałej gęby.

- Pieprzony głupek! - Tatum ponownie się zachwiała, więc chwyciłam ją mocniej. Była w bojowym nastroju i gotowa do ataku, ale nie miałam zamiaru jej na to pozwolić.

- Przestań. On cię podjudza, a ty dajesz się na to nabrać. - Szturchnęłam ją lekko. Przecież nie jesteśmy dziećmi. Możemy wyjść się zabawić przy alkoholu, ale nie mam ochoty na żadne burdy, a Tatum się nakręciła, żeby skopać tyłek Romerowi, co byłoby niezłą chryją. Nie chciałabym, żeby Callum wyszedł przed dom, żeby nas skarcić. O ile w ogóle jest w domu.

- Musi się zachowywać jak pajac? - W tym stanie upojenia Tatum nie miała kontroli nad natężeniem głosu i zamiast szeptać, prawie krzyczała.

- Nie wiem, ale nie pomagasz. Nie pozostajesz mu dłużna. Skoro w ten sposób flirtujesz, to wolę nie wiedzieć, jak się zachowujesz, kiedy się zakochasz.

- Ja nie flirtowałam! - Przyłożyła palec do elektronicznego zamka i gdy tylko rozległo się piknięcie, pchnęła drzwi.

Zaraz po przekroczeniu progu otuliło mnie uczucie spokoju, którego nie znałam z domu rodzinnego. Tu nie było apodyktycznego ojca, który czekał w progu, żeby zrobić mi przesłuchanie. Zamiast przytłaczającej złości i lęku tutaj zastały mnie spokój i cisza.

- Powinnam była coś zjeść - oświadczyła Tatum, wspierając się na mnie mocniej, kiedy zbliżałyśmy się do kuchni. - Boli mnie żołądek.

- Nic dziwnego. Zjadłaś dziś w porze lunchu tylko pół kanapki. - Zostawiałam przyjaciółkę wspartą o blat kuchenny i sięgnęłam po batoniki zbożowe, które wypatrzyłam na półce otwartej spiżarki. Z lodówki wyjęłam butelkę wody. To powinno choć trochę złagodzić skutki działania alkoholu.

Tak zaopatrzone poszłyśmy do jej pokoju.

Nie żebym ja się nigdy tak bardzo nie spiła, ale zdecydowanie bardziej bym się kontrolowała, wiedząc, że pojadę do domu taty. Mieszkając z Lucasem, przestałam się zamartwiać tym, że ktoś - mój nadopiekuńczy ojciec - będzie mi na każdym kroku przypominał, że studentki łatwo dają się wykorzystywać. Wiele widział w swojej codziennej pracy detektywa, a jego opinie były przytłaczające.

Callum nie był tego typu rodzicem. Jeszcze zanim osiągnęłyśmy wiek pozwalający na legalne picie, dojrzale podchodził do tego, że Tatum imprezowała.

"Zakazywanie ci tego to strata czasu, dlatego jedyne, o co proszę, to żebyś dobrze wybierała i dzwoniła do mnie natychmiast, jeśli sytuacja zacznie się wymykać spod kontroli".

Człowiek pokroju Calluma Torrio, mający złą sławę handlarz bronią, podobnie jak każdy policjant kryminalny rozumiał mroczną strefę życia. To nawet fascynujące, że ich metody tak bardzo się różniły. Jeden stawał w obronie prawa, a drugi je łamał.

Fascynowało mnie wszystko, co miało związek z Callumem. Odkąd byłam nastolatką, coraz głębiej wpadałam w jego pajęczą sieć. Jakby zaciskał jej nici wokół mnie, uwodził mnie i sprawiał, że podświadomie go pragnęłam.

Nasze kroki odbijały się głośnym echem od wypolerowanej kamiennej posadzki, kiedy szłyśmy do pokoju Tatum.

- Pracuje. Zawsze pracuje - wyszeptała przyjaciółka, jakby czytając mi w myślach. - Mówił, że ma dziś coś ważnego do załatwienia. Wątpię, żeby już wrócił.

Zawsze wracał. Po lunchu Callum powiedział córce, że będzie w domu późno, więc z pewnością miała rację, zakładając, że jeszcze go nie było. Nie miałam pojęcia, jak dużego nakładu pracy wymagało prowadzenie takiego przedsiębiorstwa jak Materiały Wybuchowe Torrio. Interes był legalny, ale tylko z pozoru. Rodzinny biznes mafijny był tak dobrze chroniony z różnych stron, że przedstawiciele prawa mogli tylko stać z boku i przyglądać się, jak wszystko uchodzi właścicielom na sucho. Doprowadzało to mojego ojca do szału.

Posadziłam Tatum na sedesie, żeby zmyć jej makijaż. Ledwie utrzymywała otwarte oczy, ale cały czas się do mnie uśmiechała. Pewnie była wdzięczna, że nie obudzi się z rozmazanym tuszem do rzęs na policzkach.

- B, nie zasługuję na ciebie.

- Nie mów tak. - Nasączyłam wacik płynem do demakijażu i przetarłam jej oczy. - Obie na siebie zasługujemy. Przyjaźń polega na tym, że przytrzymuje się sobie nawzajem włosy podczas rzygania.

- Żadnego rzygania dzisiaj. - Uśmiechnęła się głupkowato.

Odwzajemniłam serdeczny grymas i skończyłam oczyszczać jej twarz, a następnie pomogłam jej się przebrać w piżamę i zaprowadziłam ją do łóżka. Dopiero wtedy założyłam swoją koszulkę do spania.

- Dobrze by było, żebyś coś zjadła, zanim... - urwałam, trzymając w ręce batonik zbożowy, bo dobiegło mnie ciche chrapanie Tatum. Batonik i dwie tabletki advilu, które znalazłam w szafce w łazience, położyłam na stoliku nocnym. Wiedziałam, że dziś będę musiała się nią zająć tak, jak ona zajmowała się mną kiedyś, dlatego dobrze się tego wieczoru prowadziłam. Niestety, oznaczało to, że nie mogłam się upić na tyle, żeby wymazać z pamięci to subtelne, choć nachalne uczucie zawodu wywołane postawą mojego chłopaka.

Kiedy Tatum zasnęła, poszłam do łazienki umyć twarz i rozczesać moje długie brązowe włosy. Pomieszczenie było rozświetlone jedynie blaskiem księżyca. Pragnęłam tego, co krył mrok, nieznanego. Westchnęłam z rozmarzeniem.

Tatum poruszyła się, kiedy usiadłam na skraju łóżka.

- To tylko ja - szepnęłam.

- Wiem, nie jestem aż tak pijana. - Tatum obróciła się do mnie przodem, układając sobie przy okazji poduszkę pod głową. - Przepraszam.

- Za to, że nie jesteś bardzo pijana?

- Za pieprzenie ci do ucha o Lucasie. Masz rację - wyznała, wzdychając. - Kristoff wcale nie jest lepszy. Czasem myślę, że nawet mnie za bardzo nie lubi.

Rzadko zdarzało jej się tak spuścić gardę, dlatego wiem, że musiało jej to ciążyć od dłuższego czasu.

- Na pewno cię lubi - starałam się ją pocieszyć. Wsunęłam jej kosmyk włosów za ucho i pogładziłam ją po policzku. - Jest w tobie tyle do lubienia.

- Wiesz, co mam na myśli. Raz jest zaangażowany, innym razem robi uniki. Często mam wrażenie, jakbym była z dwiema różnymi osobami. - Przygryzła wargę i zmarszczyła brwi. - W jednej chwili jest słodki i czuły, a później bez powodu traktuje mnie, jakbym mu przeszkadzała. Potrafi być naprawdę wredny. Nie mogę tego pojąć.

Zmartwiły mnie jej słowa.

- Jak długo to trwa? - Kristoff zawsze był bardzo zdystansowany, cichy, taktowny i prawie idealny. Ale jeśli sprawiał jej przykrość albo traktował ją jak gówno, to należało coś z tym zrobić.

Tatum odwróciła wzrok na chwilę.

- Niezbyt długo. Podejrzewam, że kogoś ma.

- Ma romans? - zapytałam zdumiona. Tatum po raz pierwszy wspomniała o swoich przypuszczeniach. - Nie sądzę, żeby był aż tak głupi, żeby odtrącić taki skarb jak ty. A jeśli jest, to niech spada.

- Mam nadzieję, że wycieczka do Francji wszystko naprawi. - Przyjaciółka zamknęła sennie oczy. - Cały miesiąc razem.

- Na pewno - wyszeptałam, zastanawiając się, czy to dobry pomysł, żeby spędzać miesiąc tak daleko od domu z chłopakiem, który stracił zainteresowanie. Nie chciałabym, żeby rzucił ją w obcym kraju. Jezu, już widzę, jak jej ojciec i Romero się wściekną, jeśli Kristoff ją skrzywdzi.

Ciążył mi ten temat, więc wiedziałam, że nie zasnę. Do tego nie zeszło ze mnie napięcie po jeżdżeniu z jednej imprezy na druga, wchodzeniem w interakcje społeczne i emocjami związanymi z zakończeniem studiów. Zrobiłam to! Uśmiechnęłam się. Byłam z siebie dumna jak nigdy. Tyle że chyba na tym koniec. Jakaś część mnie była przekonana, że kiedy zrealizuję ten cel, będę szczęśliwsza i spełniona, a tymczasem czułam się bardziej pusta i zasmucona.

Ciężko pracowałam, miałam dobre stopnie, odbyłam praktyki i chodziłam na rozmowy kwalifikacyjne. Mój ojciec praktycznie promieniał, a na kolacji nie przestawał zachwalać pracy, którą zaczynam w przyszłym tygodniu. "Masz sporo szczęścia, że znalazłaś pracę tak szybko".

Problem w tym, że nie czułam się szczęściarą. Miałam wrażenie, że wpadłam w pułapkę. Jakby moje życie było pociągiem, który zmierzał tylko w jednym kierunku. Bez możliwości zboczenia w żadną stronę. Groziłoby to wykolejeniem. Z tego powodu postanowiłam wybrać zawód związany z ekonomią.

To bezpieczna dziedzina. Bezpieczna praca. Podobnie jak moja relacja z chłopakiem.

Bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo.

Panowałam nad swoim życiem, chociaż miało ono z góry zaplanowaną drogę. Mogłam jedynie zmieniać tempo jazdy. Nie mogłam zmienić trasy ani zawrócić. Westchnęłam, bo sama sobie wmawiałam idiotyzmy. Myśląc tak, wpędzałam się w fatalne samopoczucie. Odrzuciłam kołdrę na bok i wyszłam z łóżka. Poruszałam się cicho, żeby nie obudzić Tatum. Doszłam do wniosku, że może herbata i przekąska uspokoją mój umysł. Na korytarzu moje myśli od razu powędrowały w innym kierunku. Nie powinnam się zastanawiać, gdzie albo z kim jest teraz Callum. Mogłam o nim jedynie marzyc, bo przecież na pewno się nie domyślał, że od lat się w nim podkochuję. I miał się nigdy nie dowiedzieć. Moje niegrzeczne fantazje na temat znacznie starszego, ale za to niesamowicie pociągającego ojca mojej najlepszej przyjaciółki nie mogły przynieść nic dobrego.

Gwałtownie sprowadziłam się na ziemię. Callum nigdy się nie dowie o moich uczuciach. Miałam Lucasa i bezpieczną posadkę. Wiedziałam, że powinnam być szczęśliwa, ale nie byłam. Czy to taki grzech pragnąć szczęścia, skoro jest ono czymś tak ulotnym? Może się rozpłynąć jak wata cukrowa pod wpływem wody. Pewnie powinnam wiedzieć, że nie należało go szukać. Studiowanie dziedziny, na którą zawsze będzie popyt, miało sens. "Trzeba znaleźć stabilną pracę w solidnej firmie", powtarzał mój ojciec jak mantrę, odkąd sięgałam pamięcią. "Szczęście przychodzi, kiedy masz zaspokojone podstawowe potrzeby z lekką górką. Wyłania się ono z poczucia bezpieczeństwa", praktycznie dźwięczał mi w uszach jego głęboki, mocny głos.

Miałam chłopaka, który pracuje. Miałam wykształcenie i pracę, która na mnie czeka, ale której nie chciałam. Żadnej z tych rzeczy nie pragnęłam. Ale nie pytajcie, czego chciałam, bo nie miałam bladego pojęcia. Brakowało mi wizji. Kiedy snułam wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać moje szczęście, jedyne, co przychodziło mi do głowy, to "pasja". Chciałbym wieść życie, dzięki któremu chętnie wstawałabym rano z łóżka, ciekawa nowych doświadczeń, miejsc i ludzi.

Ale kto wie? Może gdybym to miała, tęskniłabym do prostego życia ekonomistki z chłopakiem, który lubi seks kilka razy w tygodniu i chińczyka na wynos z baru tuż za rogiem. Może niektóre osoby nie są stworzone do namiętności i ekscytacji, a tylko się im wydaje, że jej pragną, bo nigdy jej nie doświadczyli.

Chciałabym wierzyć, że tak było w moim przypadku. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że czekało na mnie coś większego i lepszego, ale nadal znajdowało się poza moim zasięgiem.

W kuchni było ciemno, kiedy do niej weszłam, ale przez rozsuwane drzwi prowadzące na zewnątrz wpadało światło z tarasu, dzięki czemu bez trudu dotarłam do lodówki. Nie było śladu obecności Calluma. Poczułam na tę myśl ukłucie żalu. Przykazałam sobie wziąć się w garść. Przecież dla niego byłam tylko przyjaciółką córki.

W lodówce znalazłam cały asortyment warzyw i owoców. Porzuciłam pomysł wypicia herbaty, kiedy zauważyłam na jednej z półek wcześniej przygotowane smoothie jogurtowe. Wolałabym coś niezdrowego i tłustego, co pasowałoby do mojego nastroju, ale sięgnęłam po buteleczkę. Usiadłam na wysokim taborecie przy wyspie kuchennej. Dom, o ile można tym określeniem nazwać taką posiadłość, był pięknie zaaranżowany w odcieniach szarego i niebieskiego z ciemnymi drewnianymi akcentami. Eleganckie wnętrza urzekały przytulnością. W kuchennych szafkach z ciemnego drewna, zwieńczonych blatami z białego marmuru, pysznił się sprzęt z najwyższej półki. Dwupiętrowa chatynka mojego ojca mocno odstawała od tego miejsca.

Odkręciłam wieczko smoothie i wypiłam już połowę, gdy do moich uszu dobiegł kobiecy głos i prawie się zakrztusiłam. Nie, to nie był głos. To było jęknięcie, a w zasadzie to liczne pojękiwania.

Spojrzałam za oszklone drzwi, by przeskanować taras i znajdujący się na nim basen. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Tatum, ale to nie było możliwe. Ona chwilowo przestała istnieć dla tego świata. A te pojękiwania nie były dowodem cierpienia. Były nasycone namiętnością. Żądzą.

Moją uwagę zwrócił ruch na jednym z leżaków ogrodowych. W betonowych ściankach basenu zamontowano światła, które teraz rzucały na tyle blasku, że bez problemu dojrzałam to, czego nie widziałam z domu.

Kilka metrów ode mnie zobaczyłam Calluma i jakąś blondynkę. Mężczyzna klęczał przed leżakiem, a kobieta leżała na nim z szeroko rozstawionymi nogami. Zarumieniłam się. Powinnam była się wycofać, ale tak naprawdę nie chciałam. Patrzyłam, jak Callum zdejmował z kobiety dół bikini, a potem zbliżył twarz do jej krocza. O mój Boże. Lizał jej cipkę, a ja siedziałam tam i przyglądałam się temu jak durna. Nie byłam w stanie oderwać od nich wzroku. Obserwowałam, jak kobieta wygięła plecy w łuk i zatopiła palce we włosach mężczyzny, żeby przypadkiem nie przerwał tego, co robił.

Zakryłam usta dłonią i westchnęłam, widząc, jak żarliwie pieścił kobietę, zaciskając dłonie na jej udach. W dole brzucha poczułam narastające pragnienie czegoś, czego nie powinnam chcieć. Zawsze uważałam Calluma za najbardziej seksownego mężczyznę na świecie, obiekt moich licznych lubieżnych fantazji, ale nigdy nie widziałam go nago ani nawet bez szytej na miarę marynarki. Traktował mnie przyjaźnie, mimo że był zapracowany. Trochę po ojcowsku, ale równocześnie sprawiedliwie i z powagą. Był władczy i dominujący, a jego siła bywała niepokojąca.

Tymczasem teraz gapiłam się na niego, zachwycając się widokiem jego nagiej klatki piersiowej i wytatuowanych przedramion. Jego silne mięśnie napinały połyskującą, wilgotną skórę. Musieli jeszcze przed chwilą pływać, bo na beton kapała woda z jego kąpielówek.

Widząc, jak blondynka drży od jego pieszczot, poczułam palącą zazdrość, która rozprzestrzeniła się w moim sercu. Mogłam sobie jedynie wyobrażać jakie doznania dawał jego język, kiedy ostro lizał jej łechtaczkę. Moją łechtaczkę. Założę się, że Callum należał do tego typu mężczyzn, którzy zlizywali każdą kroplę kobiecej przyjemności. Kobieta tonęła w rozkoszy, co zdradzały gardłowe jęki, docierające do kuchni.

- O tak! Tak, Callum. Mocniej! - prosiła zdyszana.

Callum zapewne był doświadczony. Uważałam tak nie tylko dlatego, że był ode mnie starszy, ale też dlatego, że słynął z cierpliwości. Wiedziałam, że doprowadziłby mnie do ekstazy w ekspresowym tempie.

Zrobiło mi się gorąco. Gdybym spojrzała do lustra, na pewno zobaczyłabym zaczerwienioną skórę na szyi. Stwierdziłam, że powinnam już pójść. Nie powinnam była ich podglądać, chociaż żadne z nich nie wiedziało, że to robię. Powinnam wrócić do pokoju Tatum, pomyśleć o swoim chłopaku i szarej przyszłości, tyle że nie mogłam się ruszyć z miejsca.

Scenka rozgrywająca się na tarasie rozbudziła moją fantazję w sposób, o który się nie podejrzewałam. Czułam ekscytację i pożądanie na myśl, że oni mogliby mnie zobaczyć. Chciałam znaleźć się na miejscu tej blondynki. Zapragnęłam, żeby Callum wziął mnie pod rozgwieżdżonym niebem, wychodząc naprzeciw naszym pragnieniom niemożliwym do opanowania.

Przyglądałam się z ekscytacją, jak Callum całował cipkę blondynki, jednocześnie gładząc jej rozedrgane ciało swoimi silnymi dłońmi. Sięgnął do jej skąpego bikini i zdarł je z niej. Obiema dłońmi pieścił olbrzymie piersi kobiety. Jego silne, wprawne ręce. Mój oddech przyspieszył. "Kurwa mać, co ja wyprawiam?" - zastanawiałam się. Byłam tak podniecona tą akcją, że zrobiłam się mokra między nogami. Przygryzłam dolną wargę i nadal patrzyłam, coraz bardziej nakręcona, jak Callum masował piersi kobiety, bawił się jej różowymi sutkami, aż ona w końcu wydała z siebie potężny okrzyk rozkoszy. Zauważyłam, że zacisnęła nogi na jego ramionach, jakby przyjemność całkowicie ją pochłonęła.

- Ale mi dobrze...

Przeszył mnie dreszcz podniecenia. Wiedziałam, że muszę się stamtąd zbierać, zanim mnie zauważą. Jeszcze byli zajęci sobą, ale to miało się zaraz zmienić. Czułam, że jeśli mnie zobaczą, umrę z upokorzenia.

"No, rusz się, wariatko!"

Ale ja stałam jak zamurowana. Nie chciałam odrywać wzorku od ciała Calluma. Moje sutki zrobiły się tak twarde i sterczące, że nawet dotyk bawełnianej koszulki sprawiał im ból. Nie po raz pierwszy się podnieciłam, ale takich doznań nigdy wcześniej nie miałam. Była to gwałtowna, wszechogarniająca przyjemność, a nikt nawet mnie nie dotknął.

Tajemnicza kobieta sapała i pojękiwała pod władczymi pieszczotami Calluma. Teraz zmieniła ułożenie nóg i oparła stopy na jego barkach. On nie przestawał zaspokajać jej oralnie. Założę się, że był zajebisty w robieniu minetki, bo blondynka prawie krzyczała.

- Callum! Tak! Tak! - W jej głosie słyszałam czystą żądzę.

Nagle naszło mnie, że to co, teraz robiłam, niczym się nie różniło od oglądania pornosa. Czyli nie było w tym nic złego, prawda? Przecież tylko podglądałam tatę mojej najlepszej przyjaciółki.

Callum przycisnął uda blondynki do jej brzucha, jednocześnie puszczając jej piersi, żeby wsunąć jedną dłoń między jej nogi. Takie ułożenie nie pozostawia wiele wyobraźni. Cipka kobiety była teraz całkowicie odsłonięta. Oddychałam głęboko, cicho przy tym pojękując z podniecenia. Zrobiłam się jeszcze bardziej mokra.

Lucas nigdy mnie nie dotykał tak, jak Callum pieścił tę kobietę - nasycał się nią, jakby była jego ostatnim posiłkiem. Ze swojego miejsca widziałam, że wsunął w nią dwa palce. Zaczęłam sobie wyobrażać, że zrobił to mnie. Praktycznie czułam, jak rozciągał moje wnętrze. Władał moją rozkoszą. Przeniosłam wzrok na twarz mężczyzny. Wpatrywał się, skoncentrowany, w to samo miejsce, które przed chwilą obserwowałam - w cipkę blondynki.

Ogarniała mnie potrzeba, żeby się dotykać i doprowadzić do orgazmu. Kiedy Callum nachylał się nad kobietą, wykonując posuwisty ruch palcami, wydałam z siebie przeciągły jęk przyjemności.

Byłam beznadziejnie podniecona, do tego bezsilna i zagubiona. Wpadłam w sidła pożądania, które rozbudzał we mnie mężczyzna będący całkowicie poza moim zasięgiem.

Zmieniłam ułożenie nóg. Kiedy moje uda otarły się o siebie, poczułam napięcie graniczące z bólem. Najlepiej byłoby je rozładować. Ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. To byłoby złe.

Lampy ogrodowe delikatnie oświetlały gęste, ciemne włosy Calluma, jego nagie ramiona i muskularną klatkę. Zawsze sprawiał na mnie wrażenie silnego, konkretnego mężczyzny, niczym marmurowy posąg. Teraz, kiedy posuwał jęczącą blondynkę palcami, dostrzegałam te cechy jeszcze wyraźniej.

Ile razy śniło mi się to samo?

Tyle że w moich snach to mnie pieprzył, poskramiał i zadawał mi przyjemność. Ciekawe, czy plotki o nim były prawdziwe. Mówiono, że rżnie się tak samo zaciekle jak walczy.

To powinnam być ja.

Dotyka, liże i całuje moje ciało.

Językiem pieściłby moją cipkę, jednocześnie penetrując ją swoimi wprawnymi i silnymi palcami. Chciałam zobaczyć jego kutasa, ale nadal miał na sobie kąpielówki. Dzięki dobrze skrojonym i nieco obcisłym spodniom, które nosił, byłam przekonana, że jego fiut był długi i gruby. Często o nim fantazjowałam.

Nie zliczę, ile razy się na niego gapiłam. Zastanawiałam się, czy rozerwałby mnie, gdyby we mnie wszedł. Moja cipka mogłaby nie wytrzymać jego potężnego przyrodzenia. Przeszedł mnie dreszcz. Nie mogłam już dłużej ignorować napięcia w dole brzucha. Widok ciała Calluma i odgłosy pojękiwania kobiety, którą zaspokajał, rozbudzały moje delikatne libido.

O rany. Nie powinnam. Tak się nie robi. Wiedziałam, że to złe, ale nigdy nie uważałam się za grzeczną dziewczynkę. Napięcie wywołane podnieceniem graniczyło z bólem. Musiałam ugasić ten ogień. Potrzebowałam tego, chociaż to było niewłaściwe. Wsunęłam rękę pod koszulę nocną i pocieram sobie sutek między palcami, tak jak Callum blondynce. Przyjemność wystrzeliła z mojego centrum. Całą sobą pragnęłam spełnienia. Wyobrażałam sobie, że to nie moje palce, lecz jego. Czułam ich chropowatość na sterczącym sutku.

Zrobiło mi się cieplej, kiedy przeniosłam uwagę na drugą dłoń Calluma, tę, którą penetrował cipkę kobiety. Niestosowność tego i nieokiełznane pożądanie sprawiły, że zrobiłam się już całkiem mokra. Coś nakazywało mi, żebym sobie poszła, ale nie mogłam się ruszyć.

Rozstawiłam szerzej nogi i oparłam jedną stopę na taborecie obok mnie. Wsunęłam wolną dłoń pod stringi. Rozchyliłam usta i oblizałam dolną wargę, kiedy wepchnęłam palce w swoją wilgotną, napaloną cipkę. Wyobrażałam sobie, że to palce Calluma.

To jest niestosowne. Brudne. Co ze mną nie tak?

Od pięciu lat próbowałam zwalczyć to zauroczenie, bo wiedziałam, że mogłoby zniszczyć moją przyjaźń z Tatum, ale nie zdołałam się pohamować. Nawet nie chciałam przestawać, bo to wspaniałe uczucie pieprzyć własną cipkę, udając dziewczynę, którą owiany złą sławą Callum Torrio doprowadza na skraj szalonej przyjemności. Teraz pragnęłam jedynie czuć się dobrze, a jeśli mogłam to osiągnąć, obserwując mężczyznę, o którym fantazjowałam od pięciu lat, to nie zamierzałam sobie tego odmawiać.

- Nie przestawaj! - wydyszała blondynka, zbliżając się do orgazmu. - O kurwa! Tak! Właśnie tak! Dochodzę! Nie przestawaj, proszę! - Odchyliła głowę i rozwarła usta. Po chwili ponownie opadła na leżak, a jej ciałem wstrząsały fale orgazmu. Drżała od przyjemności. Kurwa. Zazdrościłam jej. Nigdy nie szczytowałam w ten sposób.

Mnie Callum też doprowadziłby do takiej ekstazy, gdybym miała dość szczęścia. O ile w ogóle by mnie zauważył. Moje mięśnie się spięły, łechtaczka pulsowała, a serce w piersiach tłukło się jak oszalałe. Kurde. Czułam, że za chwilę dojdę, że moje podniecenie osiąga szczyt. Moja cipka pragnęła mężczyzny, którego nie mogłam mieć. Szybciej. Szybciej. Pocierałam wzgórek prędzej, napierając na niego z odpowiednią siłą. Wiedziałam, że muszę przestać. Zadowalanie się na widok ojca mojej najlepszej przyjaciółki, który pieścił inną kobietę, było złe, ale... O rany. Byłam blisko i przepełniało mnie kurewsko dobre uczucie.

Osiągałam szczyt. Wszystkie moje mięśnie się napięły. O kurwa! Tak! Przymknęłam oczy, dostałam gęsiej skórki, uniosłam biodra. Chwilę później zaczęłam drżeć. Wstrzymałam oddech i euforyczna przyjemność wybuchła, docierając do każdej komórki mojego ciała. Moja pusta cipka się zacisnęła. Tak bardzo pragnęłam, żeby Callum we mnie wszedł.

Westchnęłam i odruchowo wypowiedziałam zakazane imię. To był zaledwie szept. On mnie nie słyszał. Nie było takiej opcji. Stałam bezpieczna w objęciach mroku. Akurat kiedy powoli unosiłam powieki, Callum zadarł głowę. Przyspieszyło mi tętno, nadal szczytowałam i subtelne impulsy przyjemności pulsowały we mnie. Nasze spojrzenia spotykały się w ciemności, ale byłam pewna, że Callum widział tylko szybę przesuwnych drzwi.

Gdy uśmiechnął się z zadowoleniem swoimi wspaniałymi, pełnymi ustami, odniosłam wrażenie, że ziemia pode mną się zapadła. Wiedział. Widział mnie. Jak to możliwe? Wtedy dotarło do mnie, że w tej chwili się połączyliśmy, on i ja, w sposób, o którym marzyłam od lat.

Nogi miałam jak z waty, mój oddech galopował, a na palcach czułam swoją orgazmiczną wilgoć. Dowody na to, co zrobiłam: okropną, zakazaną rzecz z ojcem mojej najlepszej przyjaciółki.

Powinnam się wstydzić, ale jak bym mogła, skoro było to tak wspaniałe doznanie? Nadal mnie przepełniało, bo czułam na sobie wzrok Calluma.

Nie widział mnie. Na pewno nie.

Ale moje przeczucie mówiło co innego.

A ten pełen zadowolenia uśmiech świadczył o tym, że podobało mu się to, co zobaczył.

Callum

Własnym oczom nie mogłem uwierzyć. Kurwa, to serio możliwe, żebym właśnie zobaczył to, co myślę, że widziałem? Niegrzeczna dziewczynka.

Czyli Bianka nie jest tak niewinna, jak zakładałem. Wbiłem sobie do głowy, że jest niewinną dziewczyną, która zbiera dobre stopnie, kładzie się do łóżka o przyzwoitej porze i przestrzega zasad. Słodkie, nieśmiało uśmiechnięte dziewczę o ciele, które wielu mężczyzn chciałoby posiąść, nawet jeśli mieliby stracić cały swój majątek.

Niesamowite, że miałem ją za słodkiego aniołka, a tymczasem jest diablicą w przebraniu. Nawet nie wiem, ile razy była z nami na wakacjach albo nocowała w moim domu, kusząc i uwodząc mnie nieświadomie.

Kurwa, to chore, że przez tyle lat musiałem sobie przypominać, że Bianka jest najlepszą przyjaciółką mojej córki, nie wspominając o tym, że była zdecydowanie za młoda, żebym w ogóle rozważał zbliżenie się do niej. Wiele razy te napomnienia były jedynym, co powstrzymywało mnie przed rzuceniem jej na podłogę i zarżnięciem do nieprzytomności.

Przy niej moja wytrzymałość była cienka jak pergamin. Urocza, piękna dziewczyna o bujnych brązowych włosach, które aż się prosiły o to, żebym wplótł w nie palce. I kurde, te duże, niewinne oczy o szczerym, serdecznym spojrzeniu. Wiele razy wyobrażałem sobie, jak zachodzą łzami, które spływają jej po policzkach, kiedy wpycham jej kutasa do ust tak głęboko, że aż się krztusi.

Jezu, ile silnej woli wkładałem w to, żeby pamiętać o jej niewinności i o tym, że taki typ jak ja tylko by ją zbrukał. Ale teraz żadna z tych rzeczy nie miała znaczenia. Granica wytyczona wcześniej na piasku właśnie zniknęła. Szczególnie że teraz Bianka siedziała w mojej kuchni i szczytowała, pieszcząc swoją cipkę, dotykając drobnej łechtaczki, dokładnie tak, jak dziewczyna, która jeszcze spazmowała na moich placach.

Wiedziałem, że Bianka sądzi, że nie zauważam jej spojrzeń i tego, jak uroczo się rumieni, kiedy nasz wzrok się spotyka albo kiedy czasem przyłapuję ją na tym, jak mi się ukradkiem przypatruje.

Kurwa, jak mógłbym tego nie zauważać? Przecież przez ostatnich pięć lat ciągle przykuwała moją uwagę. Chyba każdy zdrowy mężczyzna czułby się usatysfakcjonowany takim zainteresowaniem, nawet jeśli była to tylko niemożliwa do spełnienia fantazja. Ale niech mnie szlag, dzisiaj byliśmy niebezpiecznie blisko jej zrealizowania.

Zauważyłem, jak ciężko oddycha. Byłem gotów się założyć, że gdybym teraz spojrzał jej w oczy, zobaczyłbym w nich palące pożądanie. Nie potrafiłem opisać, jak kurewsko podniecała mnie świadomość, że przed chwilą zadowoliła samą siebie, patrząc, jak ja robię palcówkę Chelsea. Kiedy wysunąłem z niej palce, połyskiwały od jej intymnych soków. Ale teraz pragnąłem smakować Biankę. Chciałem, żeby była tu ze mną, żeby jęczała i drżała z przyjemności.

Tyle wystarczyło, żeby moje pożądanie przemieniło się w emocję bliższą złości, kiedy wstałem zdjąć kąpielówki i wyswobodzić z nich wzwiedzionego fiuta. Ustawiłem się tak, żeby zrobić niezły pokaz dla kryjącej się w ciemności dziewczyny. Wiedziałem, że wielokrotnie się zastanawiała, jaki mam rozmiar. Czy jest tak duży, jak sobie to wyobrażała? Tak gruby?

Tak, słodka, niewinna Bianko. Mój kutas rozerwałby cię na pół.

Mocno go potarłem i podciągnąłem Chelsea w taki sposób, żeby usiadła na skraju leżaka. Jej usta znalazły się dokładnie na wysokości mojego krocza.

- Twoja kolej, żeby mnie zaspokoić - wyszeptałem do Chelsea, choć tak naprawdę mówiłam do Bianki, nadal się w nią wpatrując.

Czy to nie cholernie pokręcone, że zabawiałem się z inną kobietą, podczas gdy moje myśli krążyły tylko wokół Bianki? Niegrzeczna z niej dziewczynka. Wyobrażałem sobie, jak jej ciasna cipka zaciska się na jej własnych palcach. Ciekawe, czy miewała wytryski w trakcie orgazmu. Zastanawiałem się też, czy chciałaby, żebym wszedł w nią od razu cały, czy błagałaby mnie, żebym robił to delikatnie i powoli.

Uważnie się jej przyglądałem. Nadal siedziała w ukryciu. Chroniła ją noc. Prawie się nie poruszała. Tylko wysunęła dłoń spomiędzy ud. Ileż bym oddał, żeby polizać jej palce, włożyć język w jej cipkę i doprowadzić ją do szczytowania. Pewnie była słodka jak miód, a ja byłem kurewsko głodny.

- Mmm, tak... - mruknęła Chelsea, ale uciszyłem ją, wpychając fiuta w jej błyszczące od szminki usta.

Wiedziałem, że nie jestem samolubnym kochankiem. Lubiłem dawać, ale chciałem otrzymywać taką samą przyjemność, jakiej jestem źródłem.

Chelsea lekko się zakrztusiła i jęknęła, lecz nie zwróciłem na to uwagi. Pochłonęły mnie doznania i poczucie nieznośnego połączenia z chodzącą kusicielką, która nadal mnie obserwowała.

Zastanawiałem się, czy ona by tego chciała. Kurwa, byłem twardy jak nigdy, ale nie dzięki kobiecie, która mi właśnie obciągała, tylko dzięki tej siedzącej w mroku, nieśmiałej i skromnej. Posapując, chwyciłem głowę Chelsea w dłonie, żeby kontrolować każdą chwilę tego doświadczenia. Przytrzymałem ją i poruszałem biodrami, wchodząc w jej usta mocniej. Żołędzią dotknąłem ściany jej gardła. Im szybciej ją rżnąłem, tym częściej kobieta wydawała z siebie zaniepokojone pomruki.

W wyobraźni posuwałem w usta Biankę. Nadal czułem zapach cipki, bo soki Chelsea jeszcze nie wyschły na moich wargach. Po raz pierwszy zatraciłem się w fantazji, wizualizując sobie każdy aspekt pokusy, która dręczyła mnie przez tyle lat.

Wyobrażałem sobie, jak ciało Bianki drży po orgazmie, jej sutki sterczą, a cipka jest mokra i gotowa. Jak bardzo chciałaby zająć miejsce Chelsea na tym leżaku i ssać mojego kutasa? Kurwa. Czułem napięcie w jądrach. Przyjemność kumulowała się w dole mojego kręgosłupa. Rzadko się zdarzało, żebym był tak nabuzowany, że już po kilku minutach byłem gotowy do wytrysku. Nigdy czegoś takiego nie zaznałem.

- Masz doskonałe usta - powiedziałem, ale pochwała była skierowana do Bianki. - Ssij mnie mocniej. Weź mnie głębiej.

Naparłem na twarz Chelsea, jądrami dotknąłem jej podbródka i na chwilę zostałem w takim ułożeniu, rozkoszując się jej walką o kontrolę. W końcu okazałem litość i wycofałem się, by pozwolić dziewczynie złapać oddech. Cały czas patrzyłem na Biankę, która wbiła we mnie swoje piękne, niewinne oczy. Pragnąłem zobaczyć, jak zachodzą łzami. Patrzeć, jak jej policzki robią się wklęsłe, a otaczające mojego fiuta usta nabrzmiewają, podczas gdy po jej podbródku spływa ślina zmieszana ze spermą. Te barwne wyobrażenia doprowadziły mnie na skraj przyjemności.

Wysunąłem się z wilgotnych ust Chelsea i wziąłem kutasa do ręki. Zacząłem go szybko pocierać.

- Otwórz usta i wysuń język. Spuszczę ci się na twarz. - To nie była prośba, ale żądanie.

Kątem oka widziałem, że Bianka, ta mała diablica, przygryza dolną wargę. To wyznaczyło mój koniec i dało ostateczny impuls mojemu ciału. Napiąłem mięśnie brzucha, podkurczyłem palce u stóp i wybuchłem. Oczami wyobraźni widziałem niewinną, uroczą twarz Bianki pokrytą moją spermą. Cholera, sprowadzę ją na złą drogę.

- Kurwa! - wykrzyknąłem, kiedy strużki spermy wystrzeliły ze mnie i rozbryzgały się na twarzy siedzącej przede mną kobiety. Jednak każda kropla moich płynów powinna należeć do anielskiej istoty, która nieświadomie odsłoniła przede mną swoją prawdziwą naturę.

- Mmm. - Mruczenie Chelsea odwróciło moją uwagę od Bianki.

Prawie zapomniałem o blondynce, która tu ze mną była. Na końcu języka miałem swój zwyczajowy tekst, którego używałem po tym, jak dojdę.

Bez względu na to, co robiłem i na ile chodziłem randek, jeszcze nie znalazłem kobiety, którą bym się nie znudził. Kiedy zauważyłem obecność Bianki, cały świat przestał istnieć. Ale nie mogłem zostawić Chelsea w takim stanie. To byłoby skurwysyńskie zagranie.

- Zaczekaj tutaj. Przyniosę ci ręcznik.

Sięgnąłem po ręcznik ze stosiku, który leżał przy basenie, i pomogłem dziewczynie wytrzeć twarz. Ponownie popatrzyłem w stronę domu, ale Bianki nie było już w kuchni. Poczułem ukłucie żalu. Chelsea z uśmiechem włożyła cienką bawełnianą sukienkę i sandały. Zaprowadziłem ją do łazienki, żeby tam mogła się doprowadzić do ładu.

Nie powinienem być zaskoczony tym, że Bianka zniknęła. Nie mogłem oderwać wzroku od miejsca, w którym siedziała. Kiedy Chelsea ogarniała się w łazience, wysłałem wiadomość do jednego z moich kierowców, żeby podjechał pod dom.

Ale moja uwaga nadal była skupiona na Biance. Wiedziałem, że leży w pokoju Tatum, wpatrując się w drzwi i zastanawiając się, czy wejdę tam z pretensjami, że mnie obserwowała. Śmiać mi się zachciało. Sądziłem, że dziewczyny dłużej dziś zabalują i wrócą nad ranem. Ja bym tak zrobił, gdybym miał dwadzieścia jeden lat.

Gdybym wiedział, że będą w domu tak wcześnie, pewnie nie zdecydowałbym się na seks przy basenie.

Wiedziałem, że Bianka jest bardzo odpowiedzialną osobą, więc to z pewnością ona zdecydowała, że mają już wracać. Rozważna, urocza i naiwna. Niewiele trzeba, żeby ją zdeprawować. Choć - musiałem przyznać - nie przyszłoby mi do głowy, że zalicza się do tych, które lubią sobie popatrzeć.

Zastanawiałem się, co jeszcze ją kręci. Starszy, bardziej doświadczony partner, który pokazałby jej, do czego jest zdolna, byłby dla niej odpowiednim przewodnikiem.

O kurwa, jakież rzeczy bym jej pokazał i co bym jej zrobił...

- Samochód czeka na ciebie na podjeździe - oznajmiłem, kiedy Chelsea wyszła z łazienki.

- Myślałam, że usiądziemy, napijemy się i porozmawiamy, żeby trochę lepiej się poznać. - Uśmiechnęła się z nadzieją, odsłaniając swoje białe zęby. Owszem, była piękna - miała blond włosy, idealny makijaż, szczupłe ciało i jędrne cycki, ale na tym koniec.

Usiłowałem zatrzymać to, co ulotne. Ta noc nie skończy się tak, jak tego pragnie, czyli w moim łóżku i z moim kutasem w jej cipce.

- Chelsea, nie chcę wyjść na dupka, ale wiesz, jaki mamy układ. - W tej sytuacji nie dało się nie wyjść na palanta.

- Chyba liczyłam, że tym razem będzie inaczej - wymamrotała pod nosem.

Nic nie odpowiedziałem. Jaki miałoby to sens? Przecież nic nie zmieni faktów. Z nikim nie idę na całość. Już nie. Dawno temu się nauczyłem, że jeśli jesteś bogaty i odnosisz sukcesy, kobiety potrafią użyć twojej spermy przeciwko tobie. Kobieta, która wrobi cię w dziecko, jest prawdziwą zwyciężczynią.

Na szczęście Chelsea nie potrzebowała dalszych tłumaczeń i bez kolejnego słowa wyszła. Zamknąłem za nią drzwi i od razu zapomniałem, że w ogóle tu była. Kobiety znały swoje miejsce, a ja odprawiałem je, gdy się nimi nasyciłem. Może czyniło mnie to dupkiem, ale przynajmniej wcześniej je zaspokajałem.

Przeczesałem włosy palcami, wzdychając ciężko. Byłem pewien, że postąpiłbym tak samo, gdybym kiedyś przegrał walkę z własnym sumieniem i w końcu zerżnął Biankę. Pomyślałem, że nie chciałbym jej odprawić, tak jak robię to z innymi. Nie chciałbym tego robić także ze względu na moją córkę.

Jak mógłbym spojrzeć jej w oczy i przyznać, że pieprzyłem jej najlepszą przyjaciółkę, po czym wystawiłem ją przed dom jak worek ze śmieciami?

Boso poszedłem na pierwsze piętro. Mokre kąpielówki przyklejały mi się do ud.

Jakby coś mnie do niej pchało. Byłem o krok od tego, by ulec pokusie, odrzucając konsekwencje takiej decyzji. Moje ciało wołało "tak", ale umysł mówił "nie". Wystarczy, że dzielimy sprośną tajemnicę, do której z całą pewnością się przed sobą nie przyznamy. Wiedziałem, że obydwoje będziemy udawać, że nic się nie wydarzyło. Dla dobra Tatum. Umiałem sobie wyobrazić, jak by zareagowała, gdyby się dowiedziała, do czego dziś doszło.

Moja córka nigdy się o tym nie dowie, ale Bianka mocno się zdziwi, jeśli sądziła, że się z nią nie skonfrontuję. Teraz, kiedy zobaczyłem, co ta urocza, żyjąca pod kloszem dziewczyna, kryje w sobie, nic nie będzie jak dawniej.

Pochłaniało mnie pożądanie, ale mądrość wygrała i zamiast skierować się do pokoju dziewczyn, poszedłem do swojego gabinetu. Od razu postąpiłem w stronę do barku. Nalałem sobie drinka w nadziei, że to ostudzi moje rozbuchane libido. Bardzo potrzebowałem utemperować swoje zmysły i przygasić żądzę, która ponownie postawiła mojego fiuta na baczność, mimo że niedawno doszedłem. Wizja tego, że pieprzę Biankę, zalewam ją spermą i biorę ją jak trzeba, wypełniła moją wyobraźnię.

Jeden łyk nie wystarczył, żebym pozbył się z głowy obrazu Bianki z wielkim brzuchem, w którym rozwija się nowe życie. Życie, które ja w niej zapoczątkowałem. Była to tak kusząca myśl, że pozwoliłem jej na dobre rozgościć się w moim umyśle. Sączyłem przy tym szkocką, chodząc po pokoju.

Urocza, ufna Bianka. Promienna i radosna, nosząca moje dziecko. Byłoby wspaniale. Zrobiło mi się ciepło na sercu, ale nie miało to żadnego związku z alkoholem. To moje myśli dały mi przyjemność, która przekracza fizyczne doznania.

Gdyby nie to, że wiedziałem, że będę się smażył w piekle z powodu wszystkich grzechów, które mam na sumieniu, to z pewnością powędrowałbym tam za tego typu myśli. Wiedziałem, że dziewczyna jest ode mnie młodsza o dwadzieścia lat. Ma przed sobą całe życie. Przyszłość. Cholernego chłopaka. Zacisnąłem zęby na myśl o nim. Najchętniej bym zajebał tego idiotę. Nie zasługuje na nią, pętak. Tymczasem wybrała właśnie jego.

A ja wyobrażałem sobie, jak ją posiadam. Jak ją pieprzę, zapładniam i pozwalam, żeby obnosiła się z dowodem mojej namiętności przed całym światem. Nie miałem dla siebie sensownego usprawiedliwienia.

Próbowałem się skupić na przestrzeni rozpościerającej się za oknem panoramicznym mojego gabinetu. Na zewnątrz było cicho i ciemno, co nie oznaczało, że żadne oczy nie wypatrują oznak zagrożenia. Jedną z niepodważalnych zasad panujących w moim świecie była ciągła obecność ochrony na moim terenie. Nie z mojego powodu, ale ze względu na moją córkę. Nie mogłem pozwolić, by kiedykolwiek ucierpiała przez to, czym ja się zajmuję.

Moje myśli ponownie powędrowały do Bianki. Jak w ogóle mogłem brać pod uwagę wciągnięcie jej w taki styl życia? W porównaniu ze mną była dzieckiem. Mógłbym ufać, że będzie strzegła moich tajemnic, że będzie mi posłuszna dla własnego dobra? Mógłbym się przed nią otworzyć? Zaufać jej? Już raz zaufałem kobiecie i okazało się to niekończącą się tragedią. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że myślę o Biance i wyobrażam ją sobie w ciąży. To był mój największy lęk, najstraszniejszy koszmar. A jednak całym sobą odczuwałem palącą potrzebę, żeby ją posiąść i żeby była moja.

Znałem odpowiedź: nigdy nie mógłbym jej zaufać. Wiedza ta nie powstrzymała mnie jednak przed fantazjowaniem o tym, jak wpadam do pokoju mojej córki, żeby wyciągnąć z niego Biankę. Zabrałbym ją do swojej sypialni i przywiązał do łóżka, żeby mieć pewność, że nie ucieknie, kiedy będę lizał jej cipkę tak długo, aż zemdleje z rozkoszy.

Bez wątpienia sparaliżuje ją lęk, będzie przerażona na myśl, że wielki, zły i niebezpieczny przestępca, którego potajemnie pożąda, nareszcie da jej to, czego cały ten czas tak bardzo pragnęła. Praktycznie słyszę jej rwany, przyspieszony oddech; ciche westchnienia i niedające się powstrzymać jęki, kiedy rozbudzam jej ciało dłońmi, ustami i językiem.

Dowiedziałaby się, jak niebezpiecznie jest igrać z ogniem i przyznawać się do mrocznych fantazji, które dziś zobaczyła. Dla nas obojga byłoby lepiej, gdyby jeszcze tej nocy odeszła.

Ale było za późno.

Kurwa, nigdy nie zapomnę, jak patrzyła na mnie, zaglądając w najgłębsze zakamarki mojej duszy, kiedy robiła sobie dobrze palcami.

Cholera, kutas zaczął mi boleśnie pulsować od pożądania. Opadłem na fotel przy biurku i odstawiłem szklankę z drinkiem, żeby wyjąć fiuta ze spodenek. Kiedy ostatnio ktoś podniecił mnie do tego stopnia, żeby znów mi stanął, tuż po orgazmie? Nie mogę sobie przypomnieć. Byłem aż tak zblazowany, nie mówiąc już o tym, że lata młodości miałem dawno za sobą.

Zaskoczył mnie dzwonek telefonu leżącego na biurku. Rozpoznałem numer i od razu poczułem niepotrzebne wyrzuty sumienia. Moja eks miała wyczucie. Zupełnie jakby wiedziała, że robię sobie dobrze, i chciała położyć temu kres.

Czasem się zastanawiałem, co ja w ogóle w niej widziałem. Jak mogłem być aż tak ślepy? Jakim cudem nie dostrzegłem, że była taka pusta? Bezdenna jaskinia zionąca nieszczęściem, które zakrywała jędrnym ciałem. Poleciałem na to. Cipka potrafi tak podziałać na mężczyznę. To była trudna lekcja.

- Amanda... - mruknąłem do słuchawki, przytrzymując ją barkiem przy uchu. - Czym sobie zasłużyłem na tę wątpliwą przyjemność?

Tak długo milczała, że zacząłem wątpić, czy to faktycznie ona dzwoni.

- O, cześć. Nie spodziewałam się, że odbierzesz - wymamrotała.

Co, do cholery?

- Dzwonisz o drugiej nad ranem, zakładając, że będę spał, tak? Dlaczego? Żeby zostawić wiadomość głosową? Jak tchórz? - Była taka przewidywalna. - Jak zwykle, mnie nie doceniasz.

- A ty jak zawsze traktujesz mnie z arogancją. Cały dzień byłam zajęta i dopiero teraz mogłam zadzwonić. Tatum pewnie jeszcze świętuje. Jak się udało zakończenie roku?

- Zdajesz sobie sprawę, że mogłaś sama się o tym przekonać, prawda? Zarezerwowała miejsce dla swojej kochającej matki na ceremonii rozdania dyplomów.

Cisza w słuchawce wiele mówiła. Tok rozumowania mojej byłej nie był tak trudny do przeniknięcia, jak by sobie tego życzyła. Zawsze wkurzało ją to, że czytałem w niej jak w otwartej księdze, a przynajmniej umiałem się domyślić egoistycznych pobudek, które nią kierowały.

- Niech zgadnę, zapomniałaś o tym wydarzeniu - wtrąciłem, zapewne przeszkadzając jej w wymyślaniu wiarygodnej wymówki.

- Nawet jeśli tak, to co?

- Jeśli tak, to potrzebujesz wielu godzin profesjonalnej pomocy. Zwłaszcza że twoja córka wielokrotnie się z tobą kontaktowała.

- Nie masz pojęcia, jak wiele...

- Skoro ja, mając tyle spraw na głowie, pamiętałem o tym, to ty, do cholery, tym bardziej powinnaś.

- A przeszło ci przez myśl, że chciałam uniknąć spotkania z tobą? - Była mistrzynią odwracania kota ogonem, zawsze umiała się postawić w pozycji ofiary. Czyżbym słyszał pociąganie nosem? No tak. Typowe. Wspominałem już, że to świetna manipulantka?

- Mnie się udało zostawić przeszłość za nami, dla dobra Tatum. Ty też możesz to zrobić. - Pomyślałem, że jeśli wymyśli więcej żenujących wymówek, to ją opieprzę. - Zresztą nieważne. Tatum nie potrzebowała dziś twojej obecności. Jestem przekonany, że już dawno zrozumiała, że nie może na ciebie liczyć.

Amanda prychnęła.

- No nieźle. Że niby ty jesteś ojcem idealnym?

Daleko mi do niego. Zawiodłem więcej razy, niż potrafię zliczyć. Nigdy nie byłem kochającym, wylewnym ojcem z jednego z seriali, które były popularne w moim dzieciństwie. Nigdy taki nie będę.

Ale lubiłem myśleć, że moja córka zwróci się do mnie, jeśli będzie miała kłopoty. Że wie, że zależy mi jedynie na jej szczęściu i dobrostanie. Robiłem, co mogłem, żeby trzymać ją z dala od mrocznych aspektów mojego biznesu, tak jak robi to wielu rodziców, których praca niekoniecznie jest dobrym tematem do rozmowy. Potrafiłem być dobrym ojcem bez tych ckliwych pogaduszek od serca.

- Jestem cholernie dobrym rodzicem i obydwoje o tym wiemy, a nawet gdyby tak nie było, to przynajmniej się staram. - W słuchawce zapadła cisza, którą po chwili przerwałem: - A skoro tak bardzo zawodzi cię pamięć, to pozwól, że przypomnę ci o czymś, co może ci się przydać. - Zniżyłem głos, żeby zabrzmieć jeszcze bardziej opryskliwie. - Oboje wiemy, że dziś się nie pojawiłaś, bo chciałaś uniknąć dyskusji na temat papierów, których niby przypadkiem zapomniałaś podpisać. Podzielę się z tobą taką ciekawostką: Łatwiej będzie mi zlecić komuś, by cię zabił, niż dalej znosić to twoje bezsensowne granie na zwłokę. Rozumiesz?

- To groźba? - Zaśmiała się, ale mnie nie mogłaby nabrać. Zadrżał jej głos. W tych słowach dało się słyszeć lęk. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie blefowałem, a przynajmniej nie całkiem. Ona najlepiej wiedziała, do czego jestem zdolny. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszej córki i mojego biznesu, byłem skłonny skorzystać z wszelkich dostępnych środków. Nawet tych nielegalnych, przez które mógłbym na długie lata trafić za kratki.

- Przypomnienie - wycedziłem. - Słyszysz to tykanie gdzieś z tyłu głowy? To nie twój zegar biologiczny, który na tym etapie życie przypomina pewnie raczej gong. To odliczanie, które zaczęło się w chwili, kiedy dostarczono ci te dokumenty. Złożyłem ci hojną ofertę. Na lepszą nie licz. To twoja jedyna szansa. Podpisz papiery, a nie przekonasz się, jakim dupkiem tak naprawdę potrafię być.

- Uuu, już się boję - zadrwiła.

- Zegar tyka - powtórzyłem, ignorując jej dziecinne starania, żeby wywołać kłótnię. Za chwilę pewnie powie, że "przyganiał kocioł garnkowi".

Miałem lepsze rzeczy do roboty niż zastanawianie się, dlaczego w ogóle kiedyś się przejmowałem tą kobietą. Bez zbędnych słów zakończyłem połączenie i poszedłem do łazienki sąsiadującej z moim gabinetem, żeby się odlać. Amanda to przeszłość, niefortunny błąd, którego nie mogę całkowicie przekreślić, bo podarowała mi najwspanialszy prezent - Tatum.

Ale moja była to już przeszłość.

Natychmiast w mojej głowie zrodziła się myśl: czy to oznacza, że Bianka jest przyszłością?

Przyglądałem się swojemu odbiciu. Anioł i diabeł siedzące na moich ramionach dywagowały nad tym tak długo, że gorąca woda lecąca do umywalki zdążyła zaparować powierzchnię lustra. Zmarszczki między moimi brwiami odzwierciedlały walkę, którą toczyłem.

Ten pomysł był tak zasadniczo zły, na znacznie głębszym poziomie niż wszelkie inne rodzaje zła, które do tej pory wyrządziłem.

Ale z jakiegoś powodu nie potrafiłem wyrzucić Bianki ze swoich myśli. Nie umiałem znaleźć sposobu na to, żeby zrezygnować z marzeń o niej. Trudno mi było trzymać ręce przy sobie, jeszcze zanim zobaczyłem, że mnie obserwowała.

A teraz? Przychodziło mi do głowy jedno słowo: niemożliwe.

Bianka

Tatum: sorki, spóźnię się. Długa historia.

Mogła mieć wiele powodów, dla których się spóźniała, ale znając ją na wylot, wiedziałam, że najprawdopodobniej wiązało się to raczej z Kristoffem niż z nią. Pewnie wszczął kłótnię albo usiłował zignorować to, że miałyśmy plany. A Tatum nie lubiła wysłuchiwać bzdur i nigdy nie odpuszczała sprzeczki. Miałam ochotę jej powiedzieć, żeby go zostawiła, ale dobra przyjaciółka tak nie postępuje.

Ja: Poczekam :)

Dodałam uśmiechniętą buźkę, żeby zachować lekki ton, choć tak naprawdę miałam ochotę napisać, że nie mogę się doczekać, kiedy do mnie dołączą. Byłam pewna, że Tatum nazwałaby mnie paranoiczką i wyśmiałaby mnie, gdybym wspomniała o złym przeczuciu, które mi towarzyszyło w drodze tutaj. Jakby ktoś mnie śledził, obserwował, aż jeżyły mi się włosy na głowie.

Teraz byłam bezpieczna. W otoczeniu ludzi. Nikt mnie nie obserwował. Jeśli zwracałam na siebie uwagę, to dlatego, że siedziałam sama w klubie. To zniosę.

Wdech, wydech. Czułam, że popadam w paranoję.

W klubie było dość spokojnie. Kilkoro klientów siedziało przy eleganckim barze i garstka przy stolikach okalających parkiet do tańca. Balkon otaczający pomieszczenie z trzech stron również był prawie pusty. Wiedziałam, że impreza nie rozkręci się jeszcze przez jakąś godzinę. Właśnie z tego powodu chciałam dotrzeć tutaj wcześnie. Uznałam, że skoro za dwa dni Tatum wyjeżdża do Francji, to miło będzie pogadać i móc się usłyszeć, zanim gwar i muzyka nas zagłuszą.

Ale w tym tempie nigdy tu nie dotrze. A później nie zobaczymy się przez miesiąc. W zamyśleniu wpatrywałam się w lampkę wina.

- Co to za smutna mina?

Pytanie wyrwało mnie z melancholijnych myśli, którym nie zdołałam się oprzeć. Nie był to mój niewidzialny i prawdopodobnie nieistniejący stalker usiłujący mnie poderwać. Stał przede mną barman. Przystojny. Miał głęboko osadzone, ciemne oczy i ujmujący uśmiech, od którego robiły się mu dołeczki w policzkach.

- Moja najlepsza przyjaciółka jedzie na miesiąc na południe Francji, a ja nie wiem, co bez niej zrobię. - Wzruszyłam ramionami, a mężczyzna się skrzywił. - Wiem, są w życiu większe problemy, ale...

- Tak, wielka szkoda - zauważył, układając szklanki w imponujący stos.

- Tak, wielka. Będę miała dużo wolnego czasu i nie wiem, jak go zagospodaruję.

Lucas, jak zawsze, był zajęty i nie mógł się dziś tu z nami wybrać. Pod nieobecność Tatum nie będzie inaczej. Często miałam wrażenie, że mieszkam sama, choć brudne ubrania, które zostawiał porozrzucane po sypialni, nie pozwalały mi zapomnieć o tym, że istnieje.

Barman wsparł łokcie na blacie i spojrzał na mnie znacząco. Moją uwagę zwróciły jego bicepsy, których idealne kształty były podkreślone przez rękawki obcisłego T-shirtu.

- W klubie zawsze jest potrzebny ktoś do pomocy, jakby ci się nudziło.

- O, naprawdę? - rzuciłam z niedowierzaniem.

- Tak. Przydałaby mi się pomocna dłoń. - Mężczyzna uśmiechnął się uwodzicielsko i puścił do mnie oko. - Byłabyś świetna.

Poczułam ciepło rozlewające się w moim brzuchu. Choć nie powinnam zachęcać przypadkowego faceta do flirtowania ze mną. Nie byłam singielką. Ale, czego też nie rozumiem, jego ramiona mocno przyciągały moją uwagę. Choć tak naprawdę wiedziałam czemu. Ciekawe, czy z tego samego powodu kilka dni temu, nocą, podglądałam Calluma? Bo czułam się zaniedbana i samotna?

- Będę musiała pogadać z chłopakiem - wyszeptałam, a barman subtelnie skinął głową, co powiedziało mi, że zrozumiał przekaz. Mężczyzna podszedł do klienta, który właśnie zajął miejsce kilka krzeseł dalej.

Gdyby Tatum tu była, zagroziłaby, że zdzieli mnie po głowie za to, że odtrąciłam takiego super kolesia. Nie rozumiała, jak to jest wytrwać z kimś w związku tak długo. Inwestować tyle czasu i energii w relację. Wolałabym nie mieć poczucia, że cały ten czas poszedł na marne. Zresztą, życie z kimś w parze wymaga cierpliwości. Ma swoje wzloty i upadki. Wymaga pracy i wysiłku od obu stron.

"Kogo ja próbuję przekonać?" - pomyślałam.

Ogarnęło mnie poczucie głębokiego zawodu. Resztę wina dopiłam jednym haustem. Miałam nadzieję, że moje życie nie będzie tak wyglądało w przyszłości. Że nie będę sobie wmawiała, że jestem bezpieczna, ustawiona i że powinnam się cieszyć tym, co znam, zamiast... Co? Zamiast zostawić Lucasa. Albo zrezygnować z pracy, zanim jeszcze w ogóle ją zacznę. Nie miałam innych opcji.

Nigdy nie byłam typem dziewczyny, która podejmuje ryzyko. Chciałam taka być. Żałowałam, że nie potrafię. Chyba po prostu nie leżało to w mojej naturze. Do tego przez całe życie nasłuchałam się, jak niepewny jest świat, że sytuacja może się zmienić w mgnieniu oka i że to bardzo ważne, aby być przygotowaną na to, co może nadejść. Dzięki, tato.

Irytacja, która we mnie wibrowała, tak naprawdę nie miała z tym związku. Tata starał się, jak tylko potrafił, szczególnie po śmierci mamy. Wkurzałam się na samą siebie. Czego w takim razie się boję? Dotarło do mnie, że zaciskam szczęki. Serce zabiło mi mocniej na wspomnienie tego, co zrobiłam kilka nocy temu.

Zaryzykowałam - z Callumem. To było podniecające. Odurzające. Choć raz podążyłam za nieznanym, zamiast zignorować coś, czego pragnęłam. Jasne, teraz było mi wstyd, głównie dlatego, że zrobiłam coś wbrew zasadom.

Nie dlatego że mi się nie podobało.

Mogłabym się uzależnić od tego rodzaju ekscytacji. Od sięgania po to, czego pragnęłam, bez względu na opinię innych.

Może wypiłam za dużo wina. Trzeźwa Bianka nie kierowałaby swoich myśli na takie tory.

Ponownie sprawdziłam, czy Tatum odpisała. Nic z tego. Westchnęłam i odkładając telefon, poniosłam wzrok i zobaczyłam ją. Stała pośrodku parkietu.

Jak zawsze wyglądała rewelacyjnie. Krótka czarna sukienka z dekoltem typu halter, która niewiele pozostawiała wyobraźni. Podkreślała jej idealne, krągłe ciało, a mężczyźni najbardziej na świecie lubią taki pokaz fizyczności. Szkoda, że nie miałam odwagi, żeby nosić seksowne stroje i chwalić się swoim ciałem.

Jak zawsze, grzeczna dziewczynka.

No, nie tak do końca zawsze, prawda? Nie wtedy, kiedy na horyzoncie pojawiał się pewien seksowny miliarder.

- Hej! - zawołałam, machając ręką nad głową, aż w końcu mnie zobaczyła. Uśmiech zszedł mi z ust, bo nie odwzajemniła powitania. Myślałam, że podejdzie do mnie, a tymczasem ona szybkim krokiem przeszła przez salę i skręciła w wąski korytarz prowadzący do łazienek. Kurwa. To, że nie ma Kristoffa w zasięgu wzroku, podpowiada mi, co się mogło wydarzyć. Co za idiota.

Poszłam za przyjaciółką. Ledwie przeszłam przez drzwi wahadłowe, a Tatum zaczęła się tłumaczyć i obracać w żart sytuację, która wyraźnie mocno ją zdruzgotała. Emanowało to z niej całej.

- Za krótka. Moja sukienka jest za krótka. Łapiesz to? - Przerzuciła blond loki na plecy i ciężko westchnęła.

Ciebie też dobrze widzieć.

- O to się kłóciliście?

- Myśmy się nie... - wymamrotała miękko, stopniowo spuszczając z tonu. - W sumie to tak. O to się pokłóciliśmy. Jakbym chciała, żeby mi dyktował, jak się mam ubierać. Sam chodziłby w skarpetkach do sandałów, gdybym tego nie krytykowała. Zachowuje się, jakby był moim ojcem, ale mnie jeden wystarczy. Jestem dorosłą kobietą, do cholery. Nie potrzebuję jego akceptacji.

Miała rację. Kristoff był przypadkiem beznadziejnym i chujkiem, który chciał ją kontrolować.

- Przykro mi, że jest takim dupkiem. Ale o ile ma to jakieś znaczenie, wyglądasz ekstra.

Tatum skrzywiła się, a później spojrzała na mnie w lustrze.

- Tak? - Zdziwił mnie jej brak pewności siebie. Bolało mnie to, że Kristoff potrafi ją tak złamać.

- Wiesz, że tak - zapewniłam ją z uśmiechem. - Zresztą, wolę cię mieć całą tylko dla siebie. Babski wieczór przed tym, jak porzucisz mnie na cały miesiąc, dobrze nam zrobi. - Podeszłam do Tatum i od tyłu objęłam ja w pasie, mocno przytulając. - Gdyby podobały mi się dziewczyny, tobym cię mu odbiła.

- A ja bym cię nie powstrzymywała. - Uśmiechnęła się szczerze, a jej oczy przestały lśnić od łez. - Upijmy się.

- To mi się podoba. - Roześmiałam się, otwierając drzwi. Bardzo chciałam poprawić przyjaciółce nastrój. Ale ugięły się pode mną nogi, kiedy przywitał mnie ostatni człowiek, którego spodziewałam się dziś tutaj spotkać. W ciemnych oczach mężczyzny dostrzegłam zaskoczenie, kiedy do niego dotarło, kto przed nim stoi.

- Lucas? - Tatum wpadła na mnie, ale nie zwróciłam na to uwagi, bo byłam skupiona na moim chłopaku. Nie pasował tutaj. Nie powinno go tu w ogóle być.

- Myślałam, że pracujesz.

Raz przyłapałam go, jak się onanizował do hardcorowego pornosa BDSM, owijając sobie moje majtki wokół kutasa. Mina, którą miał teraz, przypominała wyraz jego twarzy z tamtego dnia - całkowite zagubienie, szok, poczucie winy walczyły z chęcią odzyskania kontroli.

Przeczesał swoje krótkie, piaskowe włosy, zapewne wymyślając jakieś wytłumaczenie.

- Co ty tu robisz? - dopytywałam. - Mówiłeś, że dziś zamykasz siłownię.

Oczy Lucasa rozbłysły.

- Skończyłem wcześniej i przyszedłem zrobić ci niespodziankę - wyjaśnił, uśmiechając się pod nosem.

- Uwierzyłabym ci, gdyby nie to, że nie mówiłam ci, dokąd się wybieram. - Skrzyżowałam ręce przed sobą.

- Podsłuchałem, jak rozmawiałaś z Tatum. - Lucas wzruszył ramionami i uśmiechnął się w sposób, który kiedyś uważałam za seksowny. Teraz przyprawiał mnie o mdłości. - Niespodzianka?

Nie, to żadna niespodzianka. Niespodzianka była dopiero wtedy, kiedy za Lucasem otworzyły się drzwi i ktoś oplótł go rękami w pasie.

- Mmm, to było niezłe - wymruczała kobieta, nachylając się tak, żeby spojrzeć na Lucasa. - Ale następnym razem pójdźmy w jakieś bardziej odosobnione miejsce niż męska toaleta.

Była to drobna, krągła i rudowłosa kobietka. Śliczna. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, ale mój chłopak oczywiście ją znał. Odchrząknęłam, co zwróciło uwagę kobiety na mnie. Wodziła wzrokiem między nami i widziałam, jak w jej głowie poszczególne puzzle układają się w całość.

- O kurde - wyszeptała, ściągając brwi. - Nie wiedziałam. Przysięgam.

- Ty skurwielu! - krzyknęła Tatum. - Ty głupi złamany fiucie.

- To nie tak! - zaskomlał pobladły na twarzy Lucas. Gwałtownie kręcił głową, jakby wyczuwał zbliżającą się zagładę. - Bianko, to nie tak, jak myślisz.

Bezimienny rudzielec zmarszczył czoło.

- Nie miałam pojęcia. Bardzo mi przykro. Nie jestem...

Mogłabym się wkurzyć na nią, ale to byłoby najprostsze rozwiązanie, a przecież to nie była jej wina. Nawet jeśli wiedziała i mimo to przespała się z nim, to jedyną odpowiedzialną za to osobą był mój chłopak. Bo w ogóle wpadł na pomysł, żeby przelecieć kogoś innego, bo nie zapanował nad impulsem i nie utrzymał fiuta w spodniach. To jego wina.

- Nie musisz mi się tłumaczyć - zapewniłam kobietę, która poczerwieniała z zażenowania. Skinęła głową i zostawiła nas, udając się na parkiet.

- Okłamałeś mnie - powiedziałam spokojnym tonem.

- Mówię przecież, że to nie tak, jak myślisz. To zwykle nieporozumienie. Wiesz, że cię kocham.

Próbował mnie udobruchać. W przeszłości pewnie by to podziałało, ale nie tym razem. Między nami rozlewał się nieskończony ocean rozczarowania i złości. Nie wierzyłam mu. Przecież na własne oczy widziałam, co się wydarzyło. Lucas wyciągnął rękę w moją stronę, ale odtrąciłam ją, zanim mnie dotknął. Nigdy już mnie nie dotknie. Poczułam ogromny ciężar na sercu, jakby ktoś przywiązał do niego cegłówkę.

- Tyle lat razem, a ty robisz mi coś takiego? Różnie nam się układało, może i nie byłam idealną partnerką, ale... - Nie ogarniałam tego, co się stało. Owszem, nie układało się nam super i zmierzaliśmy do rozstania, jednak nie musiał mnie zdradzać.

- Masz rację - szybko podjął wątek. - Tyle lat razem i chcesz je wszystkie przekreślić przez coś takiego? Przez taką błahostkę?

To nie była błahostka. Tylko Lucas mógłby uznać, że zdrada to nic wielkiego. Tylko on oczekiwałby, że przyjmę to do wiadomości i zignoruję tę czerwoną flagę powiewającą mi przed oczami.

- Cholera, jasne, że tego chce - warknęła Tatum.

Lucas ostentacyjnie przewrócił oczami.

- Może byś tak choć raz nie wpieprzała się w nie swoje sprawy!

- Nie mów tak do niej. - Mój ton był zimny i twardy jak mur, który postawiłam między rozszalałymi we mnie emocjami a światem zewnętrznym. Nie rozkleję się tutaj. Nie ma mowy. Przeszył mnie lodowaty dreszcz, a na moim czole pojawiły się kropelki potu. Czułam, jak coś wwiercało mi się w brzuch, jakby ktoś głębiej wbił ostrze zdrady. Wzięłam głęboki wdech, powtarzając sobie w myślach, że nie stracę panowania nad sobą przed tym złamasem i grupą nieznajomych.

Lucas się rozluźnił i wsunął ręce do kieszeni spodni, kiedy po raz kolejny zrobiłam unik przed jego dotykiem.

- Bianko, proszę. Kocham cię.

Pohamowałam łzy. Po raz pierwszy miałam jasność. Słońce przedarło się przez chmury i oświetliło to, czego do tej pory nie chciałam zobaczyć. Przede mną stał ktoś całkowicie mi obcy. Już go nie znałam. Pozostawało dla mnie tajemnicą, co kiedyś w nim widziałam. Powoli, stopniowo narastała we mnie wściekłość, zajmując miejsce ulotnego lęku, który wcześniej odczuwałam. Miałam ochotę krzyczeć i wydrapać mu oczy. To żenujące, że tak bardzo ułatwiłam mu tę zdradę.

- Wydaje mi się, że nie wiesz, czym jest miłość, ale to bez znaczenia, bo z nami koniec - wysyczałam, trzęsąc się z tłumionego szału i obrzydzenia. - Za bardzo się szanuję, żeby nadal być z tobą, wiedząc, że sypiasz z innymi kobietami. Chcę, żebyś prosto stąd pojechał do naszego mieszkania, spakował tyle rzeczy, ile zdołasz unieść w swoich żałosnych rękach, i poszukał sobie innego miejsca. Jeśli zastanę cię na miejscu, wezwę policję. A wiesz, że panowie w niebieskim dobrze mnie znają. To ludzie, którzy pracują z moim ojcem i szanują go. Podejrzewam, że się domyślasz, jaki ta sytuacja będzie miała przebieg.

- Lepiej się pospiesz - triumfalnie powiedziała Tatum. - Może ja też zadzwonię do swojego taty, bo taka ze mnie suka.

Lucas otwierał i zamykał usta jak ryba wyjęta z wody. Widać było, że chciał się zasłonić kolejną wymówką albo może dalej błagać o przebaczenie. Miałam to gdzieś. Na szczęście dla samego siebie powstrzymał się i zacisnął usta. Ze złamanym sercem patrzyłam, jak się oddalał. Dopiero kiedy zniknął nam z oczu, rozsypałam się.

Tatum objęła mnie w talii, żeby nie dać mi upaść na podłogę.

- B, tak mi przykro.

- Miałaś rację. - Ogarnął mnie szok. Oprócz tego czułam w sobie chłód. Pustkę i przytępiony ból w sercu. Szloch ugrzązł mi w gardle. - On nigdy nie był wart zaangażowania. Jak mogłam być tak durna? Tak cholernie ślepa, żeby nie zauważyć, że chłopak mnie zdradzał? Myślałam, że ciągle pracował, a tymczasem on pieprzył jakieś przypadkowe laski. - Wyrzucałam z siebie wartki potok słów, jak górski strumień po deszczu.

- Chodź. - Tatum pokierowała mnie wzdłuż korytarza. Pozwoliłam jej na to, chociaż wolałabym się schować w łazience i przeczekać tam aż do zamknięcia klubu. Nie chciałam, żeby ktokolwiek oglądał mnie w tym stanie. Czy wszyscy będą wiedzieli, jaką byłam idiotką, gdy tylko spojrzą na moje zszokowane oblicze?

- Dokąd idziemy? - spytałam, bo nic nie widziałam przez łzy napływające mi do oczu.

- Zalać się w trupa. - Kiedy weszłyśmy na główną salę, Tatum przywołała kelnerkę. - Poprosimy prywatny stolik i butelkę szampana. Wiele butelek.

- Co świętujecie? - spytała dziewczyna, uśmiechając się promiennie.

Tatum spojrzała na mnie przebiegle.

- Moja przyjaciółka właśnie dużo straciła na wadze. Jakieś osiemdziesiąt kilogramów nic niewartego dupka.

Obie z Tatum aż podskoczyłyśmy, kiedy Romero otworzył drzwi samochodu i zajrzał do środka.

- Teren czysty - oznajmił, zerknąwszy najpierw na Tatum, później na mnie. - Niektóre szuflady w sypialni zostawił otwarte, ale pozabierał wszystkie swoje rzeczy. Wątpię, żeby miał wrócić, jednak na wszelki wypadek podeślę kogoś, żeby wymienił zamki.

- Dziękuję - wyszeptałam, kiedy podał mi klucze do mieszkania. - Doceniam, że poszedłeś na inspekcję.

- Żaden problem. - Podał mi dłoń, żeby pomóc mi wysiąść. Jak już byłam na zewnątrz, schylił się do Tatum. - No dalej, księżniczko. Nie będę czekał całą noc.

- Ale z ciebie dupek - wycedziła Tatum, wytaczając się z samochodu. - Nie musisz mnie odwozić rano do domu. Zadzwonię po kogoś innego.

- Będę o ósmej. Nawet nie myśl, żeby marnować czas jakiegoś innego ochroniarza. Inaczej powiem twojemu tatusiowi, że nie słuchasz moich zaleceń i narażasz swoje bezpieczeństwo. - Patrzył na nią z pogardą, traktował ją zupełnie inaczej niż mnie. - Lepiej, żebyś była gotowa, księżniczko. Nie spodoba ci się kara.

- Możesz mi naskoczyć - wyszeptała i ruszyła ze mną do wejścia do mojego apartamentowca. Napięcie między nimi było wyraźnie widoczne. Zdaje się, że ona miała ochotę dźgnąć go nożem, a on chętnie by ją udusił.

Romero odjechał, dopiero kiedy weszłyśmy do środka. Powolnie i niezgrabnie pokonałyśmy dwa piętra. Zatrzymałyśmy się przed drzwiami mojego mieszkania, gdzie Tatum zawisła na mnie.

- Nie planowałam cardio na ten wieczór - żachnęła się.

Trudno mi było nie przyznać jej racji. Drżącymi rękami wyjęłam klucze i jeden z nich wsunęłam do zamka. Następnie przekręciłam gałkę i wstrzymując oddech, otworzyłam drzwi. Zrobiło mi się ciężko na sercu.

- Nienawidzę go - powiedziała nadal wściekła Tatum i zataczając się, poszła do kuchni, żeby napić się wody.

Tymczasem ja niepewnym krokiem chodziłam po mieszkaniu. Przelatywały mi przez głowę wspomnienia mojego związku z Lucasem. Wieczory filmowe, sprzeczki, seks. Przytłoczyła mnie rozpacz. Owszem, miałam dobre wspomnienia, ale zdecydowanie przewyższało je poczucie osamotnienia.

- Romera? - spytałam z roztargnieniem.

- No tak, a kogo innego? A, tak. Jego też. Obaj są dupkami. - Napiła się wody ze szklanki.

Wiele razy tego wieczoru przyznawałyśmy, że będzie mi znacznie lepiej w życiu bez Lucasa. Był wygodnym rozwiązaniem. W sumie przyłapanie go na zdradzie oszczędziło mi zbierania się na odwagę, żeby zakończyć naszą relację.

- Cholera, chyba powinnam spakować swoje rzeczy - pomyślałam na głos, zdejmując buty. Ledwo było mnie stać na opłacanie czynszu na spółkę z Lucasem, a co dopiero bez niego? Bez szans.

- Nie chcę teraz jechać do Francji. - Tatum wydęła usta i nachyliła się, żeby mnie przytulić, ale zachwiała się na szpilkach i dosłownie wpadła na mnie. - Że też ten dupek musiał załamać ci serce akurat na kilka dni przed moim wyjazdem.

- Spoko. To było nieuniknione - zauważyłam. - Zdejmij buty, zanim skręcisz kostkę i będziesz musiała chodzić po Paryżu o kulach. - Jak zwykle, łatwiej jest mi zaopiekować się nią niż skupić się na sobie.

Wypłakałam się w samochodzie, kiedy Romero odebrał nas z klubu. Nie płakałam jedynie z powodu zakończenia relacji. Chodziło o coś więcej. O kłamstwa i zdradę. Wkładałam tak wiele wysiłku w to, żeby być z Lucasem, że straciłam z oczu siebie i to, czego pragnęłam. Obniżyłam standardy dla kogoś, kto miał na mnie wyrąbane, a dowiedziałam się o tym w najgorszy z możliwych sposobów.

- Nie podoba mi się twój wyraz twarzy - powiedziałam, widząc pełną entuzjazmu minę Tatum.

Przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko.

- No jasne, że nie, ale mam to gdzieś, bo wpadłam na genialny pomysł.

- Dawaj.

- Dobra, ale wysłuchaj mnie do końca. - Tatum teatralnie zamilkła. - Powinnaś pojechać ze mną do Francji. To lepsze niż opłakiwanie tego kretyna tutaj. Będziemy chodziły na zakupy, na plażę i obżerały się wypiekami tak, że będziemy się toczyć. - Przycisnęła dłonie do mostka, a jej oczy błyszczały.

Uśmiechnęłam się entuzjastycznie, bo jak mogłoby być inaczej? Przez chwilę nawet myślałam, że było to możliwe. Ale wtedy rzeczywistość przekłuła bańkę iluzji. Szkoda, że nie mogłam się zgodzić, nawet jeśli oznaczałoby to spędzenie miesiąca z Kristoffem, bo oczywiście, że Tatum nie jechałaby tam sama. Opuszczenie kraju na cały miesiąc, zostawienie Lucasa i wszystkiego innego za sobą wydawało się świetnym pomysłem. Coś nowego, co rozbudziłoby we mnie pasję życia.

Szarpał mną konflikt wewnętrzny. Rzeczywistość nie była aż tak prosta. Wszystkie te zasady etyczne klasy pracującej wtłoczone mi do głowy, kiedy dorastałam, natychmiast wyszły na pierwszy plan, strącając pomysł koleżanki z piedestału. Grrr, dorosłość jest do bani.

- Nie mogę. Niedługo zaczynam nową pracę, a coś mi podpowiada, że urlop przed jej rozpoczęciem to nie byłby dobry początek. Zresztą, potrzebuję pieniędzy. Od teraz za wszystko płacę sama. - Zmroziło mnie na tę myśl.

Ponownie przypominam sobie, że zmarnowałam pięć lat życia na jakiegoś dupka, który w tym czasie posuwał inną.

- Wiesz, że mogłabym ci w tym pomóc. - Tatum spojrzała na mnie spode łba.

- Nie. - Siła, z jaką rzuciłam to słówko, zaskoczyła mnie.

Tatum również była zdziwiona.

Zrobiłam długi, spokojny wydech.

- To nie byłoby właściwe - wyjaśniłam. - To moje życie i moja odpowiedzialność. Jestem dorosła i muszę płacić za siebie. Ale oczywiście kocham cię i doceniam twoją chęć udzielenia mi wsparcia.

- Co w takim razie zrobisz? Gdzie będziesz mieszkała? - Przyjaciółka martwiła się o mnie, pewnie bardziej niż ja sama. Zadrżała jej broda, a w jej oczach dostrzegłam obawę związaną z tym, że wyjeżdża, a ja będę musiała sama się o siebie zatroszczyć. - Nie wyjadę, jeśli nie będę miała pewności, że jesteś bezpieczna w jakimś wygodnym miejscu. Co, jeśli on spróbuje zrobić coś głupiego?

- Nic mi nie będzie - zapewniam ją. - Zawsze mogę wrócić do domu. Tata z pewnością by się ucieszył, gdybym się wprowadziła. - Chciałam sprawić, żeby poczuła się lepiej, ale nie udało mi się zamaskować rozczarowania i przestrachu w głosie.

Jasne, mogłabym zacisnąć zęby i przez jakiś czas się przemęczyć. Zaoszczędzenie wystarczającej kwoty na własny kąt nie zajęłoby mi aż tyle czasu, a ojciec przyjąłby mnie z otwartymi rękami. Namawiał mnie, żebym wróciła, odkąd się wyprowadziłam. Problem w tym, że z trudem to zrobiłam za pierwszym razem.

Nie wiem, czy dałby mi odejść po raz drugi. Nie żeby mnie zamknął pod kluczem, ale miał wyjątkowy dar przekonywania. Na różne sposoby przypominał mi, że z nim byłam bezpieczniejsza. Bez wątpienia przytoczyłby jako przykład każdy znany mu przypadek dziewczyny zaatakowanej we własnym mieszkaniu przez psychicznego stalkera. Ojciec był przekonany, że czym innym było mieszkanie z mężczyzną, któremu on ufał, a czym innym w pojedynkę. Nigdy do tego nie dopuści.

- Wiesz, jak to będzie, prawda? Bez urazy, ale twój tata jest zdecydowanie nadopiekuńczy. To byłby krok wstecz po tak długim czasie samodzielnego mieszkania.

- Nie pomagasz - przyznałam, uśmiechając się.

Tatum w końcu zdjęła szpilki i pstryknęła palcami.

- Ooo, wiem! - Idąc do sypialni, rozpięła sukienkę.

- Co tym razem? - spytałam, podążając za nią.

Omiotłam spojrzeniem pokój. Romero nie żartował. Lucas nie pofatygował się, żeby pozamykać szuflady czy pozbierać puste wieszaki. Chyba powinnam się cieszyć, że niczego nie zniszczył.

Tatum nie odpowiedziała, więc ponagliłam ją.

- Hej, co to za wspaniały pomysł?

Roześmiała się, wyraźnie rozkojarzona.

- A, tak. Może zostałabyś u mnie w domu na czas mojej nieobecności.

Chwilunia.

Zamarłam nad szufladą, w której szukałam piżam dla nas obu.

- Nie wiem, czy to dobry...

- Dlaczego nie? To doskonałe rozwiązanie. - Tatum zrzuciła wieszaki na podłogę i klapnęła na łóżko.

Nasze łóżko. Skrzywiłam się. Muszę przestać myśleć o nim i o nas. To zbyt bolesne. Jak długo mnie zdradzał? Czy kiedykolwiek przyprowadził kogoś do tego mieszkania? Chryste. Zwymiotuję, jeśli nie przestanę się nad tym zastanawiać.

Tatum nadal mówiła. Każde jej słowo przesycała ekscytacja.

- Miałabyś dla siebie całe skrzydło domu. Tata jest zapracowany, więc wątpię, żeby miał coś przeciwko, a mieszkając u nas, mogłabyś poszukać własnego kąta. Mogłabyś oszczędzać kasę na wynajem tak długo, żeby nie musieć brać pierwszego z brzegu mieszkania. Mogłabyś także zostać na stałe. Dom jest ogromny i pomieści nas wszystkich. Mogłybyśmy mieszkać w tym samym skrzydle. Byłybyśmy współlokatorkami.

Po części zdawało się to być doskonałym wyjściem w tej sytuacji. Miałabym gdzie mieszkać, za darmo, na czas zaaklimatyzowania się w nowej pracy i szukania nowego lokum. Nie byłam jednak w pełni przekonana, że to rozwiązanie idealne, pomimo płynącego w moich żyłach alkoholu. Mieszkanie pod jednym dachem z Callumem pod nieobecność Tatum to koszmarny pomysł. Pokusa. Wcześniej czułam jedynie zauroczenie. Byłam z Lucasem i to mi wystarczyło. Ale teraz byłam sama i nie chciałam nic robić z pożądaniem, które odczuwałam wobec ojca Tatum.

Nerwowo przygryzłam dolną wargę i przez chwilę rozważałam tę opcję. Istniał milion powodów, dla których nie powinnam przyjmować propozycji Tatum, ale najważniejszy z nich ciążył mi na sercu tak bardzo, że trudno było mi oddychać.

Widział mnie? Wie, że go obserwowałam?

Wmawiałam sobie, że nie. Że to była tylko fantazja. Że nie wiedział, co widziałam, więc w jego oczach pozostawałam tylko najlepszą przyjaciółką jego córki. Dzieciakiem. Nic ponad to. Ale co, jeśli faktycznie mnie widział? Nie skonfrontowałby się ze mną?

To nie był mój jedyny problem. Inną trudność stanowiło mieszkanie z mężczyzną, w którym od lat się podkochiwałam. To mogło być nawet ekscytujące. Wpadalibyśmy na siebie przypadkiem, a to dodawałoby pikanterii mojemu życiu. Na co dzień niewiele się u mnie działo, a nie chciałabym poświęcać za dużo czasu na analizowanie rozstania z Lucasem.

- To lepsze rozwiązanie niż zamieszkanie z moim ojcem - przyznałam. Kochałam tatę, wiedziałam, że bardzo się starał, ale od śmierci mamy mocno się zmienił, tylko nie w taki sposób, w który zmienia nas żałoba. Był ciągle wkurzony, przepełniony nienawiścią. Nie udało się złapać mordercy i wiem, że do dziś nie dawało mu to spokoju.

Jest policjantem i ma niesamowitą potrzebę rozwiązana każdej zbrodni, dlatego mogłam się domyślać, jak go to męczyło. Ja się z tym pogodziłam. Żałowałam, że mamy nie ma już z nami. Chciałabym, żeby zobaczyła, jak sobie radzę i co osiągnęłam. Sądzę, że byłaby ze mnie dumna. Ale dawno temu zrozumiałam, że nic mi jej nie przywróci i że powinnam się skoncentrować na przyszłości. Z kolei mój tata utknął w przeszłości i nie chciał pójść do przodu.

Tak, zamieszkanie w domu Tatum wydawało się coraz bardziej kuszące.

- Powinnyśmy spytać twojego tatę, czy nie ma nic przeciwko.

- Daj spokój - prychnęła Tatum, idąc do łazienki. Widziałam, że czuła satysfakcję, przekonana, że rozwiązała mój problem. - Wątpię, żeby w ogóle zauważył, że tam jesteś.

Wstrzymałam oddech, przypominając sobie intensywność jego spojrzenia, kiedy dochodził. Pożądanie i dzikość. To fatalny pomysł. Naprawdę zły.

Bo w tym rzecz.

Chciałam, żeby wiedział o mojej obecności.

Chciałam, żeby zaznał takiej samej gorączkowej żądzy jak ja. Chciałam, żeby zobaczył we mnie kogoś więcej niż tylko Biankę, najlepszą przyjaciółkę swojej córki.

Callum

Właśnie tak, mała. Rozsuń nogi szerzej. Pokaż, jak jesteś mokra. Pokaż mi, co moje.

Niech to szlag. Cicho jęknąłem, fantazjując. To, gdzie byłem i co robiłem, przestało mieć znaczenie. W tej chwili akurat siedziałem przy biurku i przygotowywałem się do spotkania, które miało się rozpocząć za pół godziny. Ale nie obchodziło mnie, mimo że miało dotyczyć sześciu nowych samolotów typu cargo, które niedawno kupiłem, żeby rozbudować swoją działalność spedycyjną.

Od miesięcy pracowaliśmy nad tym planem, co wiązało się z niezliczonymi godzinami spędzonymi na analizach, inspekcjach i prześwietlaniu różnych osób. Zbliżaliśmy się do finalizacji umowy z obecnym właścicielem floty, a ja tymczasem musiałem walczyć z pokusami mojego pobudzonego kutasa.

Siedzi przede mną. Szeroko rozsuwa uda, odsłaniając wilgotną cipkę, niebiańskie wrota przyjemności. Kurwa mać, interesy zeszły na dalszy plan, bo myślałem tylko o tym, żeby zlizywać słodki nektar, którym będzie ociekać jej doskonała cipka, zanim skończę ją pieścić.

Bianko, nie masz pojęcia, jak utrudniasz mi życie.

Głośne pukanie do drzwi podziałało na mnie jak zimny prysznic.

Odchrząknąłem i usiadłem prosto, zanim powiedziałem:

- Wejść.

Drzwi się otworzyły i do gabinetu ciężkim krokiem wszedł Romero. Jego wiecznie pozbawiona wyrazu twarz przypominała maskę. Pomyślałem, że nosi ją jako zbroję. Mężczyzna nikomu nie pozwalał zajrzeć zbyt głęboko w siebie, nawet gdy maska czasem się mu zsuwała.

- Zakładam, że wszystko jest gotowe na spotkanie? - spytałem, krytykując się w myślach za to, że pozwoliłem sobie odpłynąć w krainę fantazji. Nie mogę tego spieprzyć. Zainwestowaliśmy w to zbyt wiele czasu i kasy. Muszę mieć spokojną głowę. Muszę być w pełni obecny i uważny, a nie śnić na jawie o tym, że pieprzę kogoś zupełnie poza moim zasięgiem.

- Wysłałem link do wszystkich zaangażowanych stron. Wszyscy otrzymali też kopie kontraktu.

- Wyśmienicie - pochwaliłem Romero, choć w ogóle mnie to nie zdziwiło. Zawsze mogłem liczyć na mojego zastępcę. Znałem go od dziecka. Jakieś czas temu jego matka błagała mnie, żebym przyjął chłopaka pod swoje skrzydła. Tak zrobiłem i od tamtej pory trwał u mojego boku. Niewielu ludzi dopuszczałem do swoich spraw, a jeszcze mniejszej garstce ufałem, jeśli chodziło o moją córkę. Romero nie raz pokazał, że jest cennym pracownikiem.

Co przypomniało mi, że ostatnio otrzymał specjalne zadanie.

- Masz jakieś informacje dla mnie?

Jeśli uważał za dziwne to, że kazałem mu mieć na oku Biankę, to nie dał tego po sobie poznać. Byłem pewny, że po tylu latach współpracy nauczył się, jak przyjmować to, co niespodziewane.

Usiadł na skórzanym fotelu na wprost mojego biurka i rozpiął marynarkę.

- Wyprowadza się. Nie wiem dokąd, ale cały dzień pakowała w mieszkaniu kartony, a później znosiła je do samochodu.

- Wyprowadza się? - Podrapałem się po brodzie.

- Tak. Wczoraj w nocy zerwała z chłopakiem. Dziewczyny rozmawiały o tym, jak je odwoziłem do niej. Chociaż "rozmawiały" to za duże słowo. Tatum w kółko powtarzała, że Bianka zasługuje na kogoś lepszego, że koleś zachował się jak chuj, zdradzając ją, i że to nie wina Bianki. Bianka się rozpłakała, a później było już tylko gorzej.

O mały włos nie trafił mnie szlag. Co za idiota. Ktoś, kto lekceważy przywilej przebywania w towarzystwie takiej bogini, nie zasługiwał na nią. Wyrzucił prawdziwy diament do śmieci. Miałem ochotę dowalić temu pojebowi, ale to nie miałoby to sensu. Jego karą będzie utrata Bianki i obserwowanie, jak znajduje szczęście z kimś innym. Ze mną.

Niespodziewanie moje myśli zeszły na bardzo złe tory. Nie. To w żaden sposób na mnie nie wpływało. Tyle że bariera w moim umyśle wyraźnie się skurczyła. Sięgnąłem po szklankę z wodą, bo nagle zaschło mi w ustach.

- Jesteś pewien, że się wyprowadza? - Nie mogłem się zdradzić ze swoim zainteresowaniem. Dobrze, że maskowanie prawdziwych myśli, nawet przed najbardziej zaufanymi ludźmi, miałem przećwiczone.

- Sądząc po ilości pudeł, tak. Albo dość mocno odgraciła mieszkanie, chociaż wątpię. Jak je podrzuciłem, poprosiła mnie, żebym sprawdził, czy w mieszkaniu jest pusto. Rzeczywiście nie było w nim zbyt wielu rzeczy. Wysłałem tam Marka, żeby zmienił zamki, na wypadek gdyby jej eks zechciał wrócić.

Świetnie. Poczułem nagłą i zaskakującą potrzebę ochronienia jej. Nie była to zwyczajna potrzeba. Moje myśli o Biance były dalekie od ojcowskiej troski. Raczej zakwalifikowałbym je jako nieprzyzwoite, kuszące i zaborcze. Chciałem ją chronić przed wszystkimi oprócz siebie.

- Dobrze, czyli nie wiemy, dokąd się wyprowadza. Tatum nic nie mówiła?

- Nie, ale będę ją nadal obserwował.

Pokręciłem głową, machając ręką.

- Nie przejmuj się tym - rzuciłem, choć martwiłem się tym na poważnie. Towarzyszyła mi ciągła potrzeba bycia ze wszystkim na bieżąco.

Gdzie się wybierała? Czy będzie tam bezpieczna? Na co ją stać, skoro dopiero co skończyła uniwerek? Wprowadzi się z powrotem do ojca? Zacisnąłem szczękę, myśląc o tym. To nie moja sprawa i na logikę w ogóle nie powinno mnie to obchodzić. Ale, cholera, obchodziło.

Mina Romero nie zdradza żadnych emocji.

- Powinienem się martwić? Mogę wysłać kogoś innego, żeby ją obserwował, jeśli wolisz, żebym się tym nie zajmował.

Jak zawsze jego przypuszczenia były słuszne, nawet jeśli źle zinterpretował mój niepokój.

- Na razie nie masz czym, ale kiedy sytuacja się zmieni, dam ci znać.

Romero skinął głową, a nasza rozmowa na szczęście dobiegła końca, bo drzwi do gabinetu gwałtownie się otworzyły. Była tylko jedna osoba na świecie, która odważyłaby się wtargnąć tu bez zaproszenia. Moja córka. Tatum weszła do gabinetu ze skórzaną torbą przerzuconą przez ramię i z telefonem w dłoni. Piękna, odważna i impertynencka. Doskonałość w pełnym wydaniu. Ogarnęła blond włosy z twarzy i siadając na wprost mnie, rzuciła gniewne spojrzenie Romerowi.

- Chcę porozmawiać z ojcem - zwróciła się do niego z pogardą.

Mężczyzna pozostał na swoim miejscu, nieporuszony jak głaz.

- Jak najbardziej. Rozmawiaj. - Gestem dłoni zachęcił ją do mówienia.

Tatum westchnęła ciężko i skrzyżowała ramiona przed sobą, wyraźnie zniecierpliwiona.

- W cztery oczy. Bez ciebie w pomieszczeniu.

Romero nadal siedział. Wyczuwałem między nimi napięcie. Ich relacje były dość dziwaczne, ale nie miałem czasu, żeby się temu bliżej przyglądać. Znając Tatum, była zmęczona upierdliwością Romera. Był jej ochroniarzem, odkąd osiągnęła wiek nastoletni.

- Daj nam chwilę. - Spojrzałem na niego znacząco.

Romero wstał i zapiął marynarkę, rzucając przy tym Tatum pełne złości spojrzenie. Jakby chciał jej przekazać, że wychodzi tylko dlatego, że ja go o to poprosiłem, nie ona.

- Co się dzieje? Czemu jeszcze jesteś tutaj? Myślałem, że o tej porze będziesz już w drodze na lotnisko.

- To ogromny plus prywatnego samolotu: nie odleci bez ciebie.

Córka wiedziała, że nie podoba mi się nonszalancja, z jaką traktuje przywileje, które zapewnia jej moje bogactwo, ale i tak nie omieszkałem skarcić jej spojrzeniem.

- A tak serio, to muszę zrobić jedną rzecz przed odlotem. - Rzuciła zestaw kluczy na biurko. - Moje klucze do domu.

Zdziwiłem się.

- Planujesz zostać we Francji? Nie powinniśmy tego wcześniej omówić?

Westchnęła ostentacyjnie, zanim raczyła wyjaśnić, o co chodzi.

- Są dla Bianki.

Dlaczego mój fiut stwardniał na samo brzmienie jej imienia? I to, do cholery, przy mojej córce. Dobrze, że siedzę, inaczej musiałby się nieźle tłumaczyć.

- A jej po co?

- Tylko, proszę, nie czepiaj się mnie - zaczęła tonem, który nie wróżył niczego dobrego. - Chyba zapomniałam z tobą o tym pogadać wcześniej. Zerwała z Lucasem i potrzebuje się gdzieś zatrzymać. Powiedziałam jej, że skoro moja część domu będzie stała pusta, to może w niej pomieszkać. Próbowałam ją przekonać, żeby pojechała ze mną, ale odmówiła. Paplała coś o zobowiązaniach i byciu dorosłą. Wiesz równie dobrze, jak ja, że nie będzie ci przeszkadzała. Jestem pewna, że nawet nie zauważysz jej obecności.

Co za urocza, naiwna uwaga. Chociaż to chyba dobrze, że Tatum była całkowicie nieświadoma moich mrocznych i grzesznych fantazji. Tak miało zostać.

Niestety, znalazłem się w sytuacji bez wyjścia. Nie mogłem jej odmówić. Nie tylko dlatego, że zaskoczyła mnie tą informacją w ostatniej chwili, ale także z powodu Bianki. To byłoby chamstwo odmówić jej pomocy. Zresztą, jak mogłem się domyślać, zapewne była już w drodze. A nie potrafiłbym wyjaśnić Tatum, dlaczego to zły pomysł, bez wyjawiania tego, co wolałem utrzymać przed nią w tajemnicy. Numer jedne na liście: wydarzenia sprzed tygodnia.

- Wiesz, że nie znoszę, kiedy zaskakujesz mnie w ten sposób. - Zmrużyłem oczy. - Nie lubię być stawiany w niezręcznej sytuacji. - Chyba będę musiał odrąbać sobie ręce, żeby nie dopuścić do nieuniknionego. Dobrze wiem, co się wydarzy, jeśli pozwolę Biance się u nas zatrzymać. Bez Tatum pod dachem nic mnie nie powstrzyma. Będę musiał zapraszać tabuny kobiet do domu, żeby zaspokoić swoje żądze i pohamować się przed wywaleniem drzwi do pokoju Bianki. O ile nie posiądę jej, gdy tylko przekroczy próg domu.

- Tato, to Bianka. Jest jak rodzina. Co innego miałaby zrobić? Wprowadzić się z powrotem do domu? Wiesz, że jej tata jest nadopiekuńczy i ma ciągłą potrzebę kontroli. To byłoby straszne. Bianka nie jest ptakiem, którego trzeba zamknąć. Ona jest jak feniks, który musi latać.

Ależ ona musi zostać zamknięta. W moich ramionach. Uwięziona w moim łóżku. Z moim kutasem wsuniętym w jej cipkę tak głęboko, że trudno będzie nas rozdzielić.

Tatum wydęła usta, robiąc zasmuconą minę.

- Zresztą, cholernie źle mi z tym, że zostawiam ją w takim momencie. Przyjaciele tak nie postępują. Nie będę się dobrze bawiła, wiedząc, że ona się zamartwia, czy Lucas nie wywinie jej jakiegoś numeru.

Tatum miała ciepłe, hojne serce. Nie odziedziczyła tego po mnie. W zapisie genetycznym raczej przekazałem jej ten chłodny sposób bycia, którym emanuję. Potrafi z niego korzystać na zawołanie, tak jak ja, choć nigdy jej nie uczyłem, jak zakładać tę maskę przed resztą świata. Przychodziło jej to naturalnie.

Nie mogłem mieć do niej pretensji o to, że chce zadbać o przyjaciółkę, nawet jeśli postawiła mnie tym samym w bardzo niezręcznej sytuacji, która - wiedziałem to - stanie się problematyczna. Bianka będzie sama ze mną. Moja córka będzie na drugim końcu świata. Bianka nie ma chłopaka. Nic nie zdoła ani mnie, ani jej powstrzymać. To bardzo niebezpieczna okazja.

- Powiedziałaś, że zerwali. Z jakiego powodu? - spytałem, chcąc zaspokoić ciekawość.

Nadąsanie ustąpiło miejsca szyderczemu uśmieszkowi.

- A od kiedy interesują cię takie ploteczki? Nie sądziłam, że będzie cię obchodziło coś tak błahego.

- Możesz być złośliwa, ale chciałbym wiedzieć, czy ten jej były może próbować się włamać na moją posesję, żeby odzyskać jej serce.

Tatum zacisnęła szczękę i złowieszczo zmrużyła oczy.

- Lepiej, żeby ten zdradliwy idiota nie próbował z nią nawet rozmawiać.

Dokładnie tak mówił Romero.

- Przykro mi. Mam nadzieję, że Bianka jakoś się trzyma.

- Znosi to całkiem nieźle, ale kto wie. Kiedy emocje związane z przeprowadzką opadną, może się rozsypać. A tak przynajmniej będę wiedziała, że pod moją nieobecność ma bezpieczny azyl. - Ekran jej telefonu się podświetlił. Spojrzała na niego i się skrzywiła. - Grrr. Niestety nie mogę dłużej z tobą rozmawiać. Powinnam być w drodze od jakichś pięciu minut.

Wszedłem w tryb ojcowski, wstałem i przytuliłem córkę.

- Zadzwoń, kiedy tylko wylądujesz, a później, kiedy dotrzesz do wynajętego mieszkania. Po raz pierwszy będziesz bez ochroniarza. Jeśli cokolwiek wyda ci się podejrzane...

- Wiem, wiem. - Przewróciła oczami i uśmiechnęła się czule, po czym wspięła się na palce i pocałowała mnie w policzek. - Przecież nie będę sama. Kristoff wie, jak sobie radzić i w razie potrzeby mnie obroni.

- Jeszcze przez długi czas będę się o ciebie martwił, więc przestań tracić czas, próbując mnie zmienić. - Pocałowałem ją w czubek głowy i wyprowadziłem na korytarz, ciągle obejmując ją ramieniem. Puściłem dopiero przy drzwiach wyjściowych. - Baw się dobrze, ale bądź ostrożna. Jeśli pojawią się jakieś problemy, od razu do mnie dzwoń. W każdej chwili mogę przylecieć.

- Wiesz, że tak będzie. A ze mną nikt nie zadziera. - Zrobiła groźną minę.

Pokręciłem głową, bo wiedziałem, że nie żartowała. Inaczej bym się roześmiał. Ona jednak naprawdę wierzyła, że jest nietykalna. Miała w sobie ten typowy dla młodych rodzaj nieustępliwości.

Patrzyłem, jak sprężystym krokiem szła chodnikiem. Kristoff czekał na nią za kierownicą swojego mustanga. Uniosłem rękę na powitanie. Chłopak odmachał mi z niewzruszoną miną. Sprawiał wrażenie przyzwoitego dzieciaka z dobrej i solidnie ustawionej rodziny. Kiedy zaczął się spotykać z Tatum, kazałem Romero sprawdzić jego i jego bliskich. Gdybym miał choć gram wątpliwości co do niego, nie zgodziłbym się na ten wyjazd. Tatum być może jest dorosłą kobietą, ale nadal ją utrzymuję i zabiłbym każdego, kto próbowałby ją skrzywdzić.

Gdy tylko wsiadła do samochodu, zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem do gabinetu. W korytarzu zatrzymałem się przy oknie, omiatając wzrokiem teren posiadłości. Zawsze gdy patrzyłem na swoje imperium, rozpierała mnie duma. Wkładałem dużo pracy w dbanie o siatkę moich współpracowników. Zdobywałem ich zaufanie, cały czas oglądając się za siebie, bo sam im nie ufałem. Biznes to tylko biznes. Nigdy nie masz pewności, czy ktoś jest przyjacielem, czy wrogiem.

Dowody moich dokonań rzucały się w oczy. Miałem osiem akrów ziemi otoczonej grubym, wysokim murem i obstawionej przez najbardziej zaufanych ochroniarzy. Miałem sporo samochodów, jacht i prywatny samolot. Mogłem sobie pozwolić na wszystko, wiedząc przy tym, że cholerna policja nic nie może mi zrobić. Interesy prowadziłem w cieniu, póki nie zyskałem pewności, że nabrały kształtów w pełni legalnych działań.

Czasem wydało mi się, że ludzie trochę mi zazdroszczą, bo zdobyłem ten wymuszony szacunek detektywów, którzy nigdy nie postawili mi żadnych zarzutów, które by się utrzymały.

- Szefie? - Romero stanął za moimi plecami. - Już czas na tego calla.

Podziękowałem mu i wróciłem do gabinetu. Prawie zapomniałem o pragnieniu, które się do mnie przyczepiło. O tym wyczekiwaniu z dreszczykiem podniecenia na to, co nadchodzi. Słodka i niewinna Bianka będzie pod moim dachem. Pod moim nadzorem. Nic nie stanie nam na drodze.

* * *

- Dziękuję bardzo za poświęcony mi czas. Oczekuję, że podpisana umowa znajdzie się w mojej skrzynce mejlowej przed końcem jutrzejszego dnia biznesowego.

Sprzedający i jego prawnik zgodnie potwierdzili ten termin, a Romero przypomniał, że w razie pytań mogą się z nim skontaktować.

Ach, te formalności. Zaoferowałem za te samoloty dwa razy tyle, ile są warte, wiedząc, że przyczynią się do trzydziestoprocentowego wzrostu zysku już po kilku pierwszych transportach. W takich sytuacjach lubiłem być hojny. Facet byłby idiotą, odrzucając proponowaną przeze mnie kwotę.

Mina Romero zdradzała, że się ze mną zgadza.

- Dobra robota - pochwaliłem go, luzując krawat, gdy wideorozmowa dobiegła końca.

- Chcesz drinka? - zaproponował.

Pokręciłem głową.

- Zrobię sobie kawę w kuchni. - Przyjrzałem się Romerowi i dodałem: - Wiem, że jesteś pracoholikiem, ale na resztę dnia weź sobie wolne. Za dużo czasu spędzasz w pracy.

- Od kiedy uważasz, że można pracować za dużo? - rzucił zaskoczony.

Od kiedy czekam na specjalnego gościa i wolałbym, żeby nam nie przeszkadzano.

Nadal nie wiedziałem, jak się zachowam, kiedy w końcu się tutaj pojawi. Czy miałem z nią pogadać o tym, że tamtej nocy mnie obserwowała? Czy poddać się pokusie i zbałamucić ją, wiedząc, że właśnie tego wtedy pragnęła? Tatum nie powiedziała, kiedy Bianka może przyjechać, więc z minuty na minutę robiłem się coraz bardziej spięty. Wolałbym, żeby Romera tu nie było, kiedy Bianka się zjawi.

- Wiem, gdzie cię znaleźć, gdybym cię potrzebował. - Romero mieszkał w przytulnej szeregówce na moim terenie, zaledwie o kilka minut drogi spacerem od mojego domu. Doszliśmy do kuchni i po namyśle, zanim Romero wyszedł, dodałem: - Tatum zaproponowała Biance, żeby się tutaj zatrzymała pod jej nieobecność. Czyli wiemy, gdzie się przeprowadza.

Na dźwięk imienia mojej córki Romero się zachmurzył. Tatum umiała zaleźć mu za skórę, ale wiedziałem, że on potrafił sobie z nią radzić.

- Nic mi o tym nie wspominała.

- Mnie poinformowała tuż przed wyjazdem. Umie zaskakiwać. - Westchnąłem. - W każdym razie daję ci znać, żebyś się nie zdziwił, widząc ją u nas. - Co prawda żaden z moich ludzi nawet by nie mrugnął, spotykając ją tutaj, bo pojawiała się tu tak często, że było to dla wszystkich naturalne. Ale skoro Tatum wyjechała, mogłoby to rodzić pewne pytania.

- Dam znać innym - oznajmił Romero i się pożegnaliśmy.

W kuchni zaskoczyłem Sheryl, naszą długoletnią kucharkę.

- Ja tylko po kawę - zapewniłem kobietę, która na mój widok wytarła dłonie w fartuch.

Sheryl sprawiała wrażenie uroczej babci, ale miała niewyparzoną gębę, a nożem władała lepiej niż niejeden znany mi mężczyzna.

- Callum, jak nie będziesz jadł, to w końcu znikniesz. Kawa nie jest pełnowartościowym posiłkiem - skarciła mnie, patrząc na mnie groźnie piwnymi oczami.

Nie wiem, czemu uważała, że mogła mi matkować. Owszem, była na tyle stara, że mogłaby być moją matką, ale nie dawało jej to prawa do traktowania mnie w ten sposób. To jej martwienie się o mnie czasem mocno mnie drażniło, ale doceniałem fakt, że jakaś kobieta przejmuje się moim losem.

- Wątpię, żebym mógł zniknąć, ale skoro tak bardzo się o mnie martwisz, to obiecuję, że zanim pójdę spać, zjem coś z tego, co upichciłaś - zapewniłem ją z uśmiechem.

Założyła ręce przed sobą.

- Będzie dobrze, jeśli faktycznie tak zrobisz, bo jak wrócę, a jedzenie nie zniknie, poćwiartuję coś oprócz warzyw.

Sheryl miała nie więcej niż metr pięćdziesiąt pięć wzrostu, związane w kucyk siwiejące włosy, a jej podniszczona skóra sprawiała, że wyglądała na kruchą. Jak dla mnie, Sheryl wyglądała jak pełna miłości babuleńka. Taka, która mi groziła.

- Nie boję się ciebie - zaśmiałem się.

- A powinieneś. Gdybyś tylko wiedział, jakie spustoszenie potrafiłam zasiać, gdy byłam młodsza. - Puściła do mnie oko, a ja tylko pokiwałem głową.

Tak naprawdę, to w ogóle nie miałem apetytu. Nie rozbudzały go nawet smakowite potrawy przyrządzane przez Sheryl. Każda komórka w moim ciele sprawiała wrażenie naelektryzowanej. Czułem się jak dzieciak czekający na świąteczny poranek. Do tego miałem kłopoty ze snem przez pragnienie, by sięgnąć po zakazany owoc. Stwierdziłem, że to będzie prawdziwy cud, jeśli przetrwam ten miesiąc i nie padnę z wycieńczenia lub głodu.

Moje ciało i umysł reagowały na nią. Kurwa, ona jest wcieleniem anielicy. Doskonałością. Niewinnością. Wszystkim, co wspaniałe, opakowanym w cudowną powłokę.

Naszła mnie ostrzegawcza myśl: Jest także kobietą, jak każda inna.

Nic dziwnego, że nie mogłem jeść. W moim umyśle i sercu toczyła się zaciekła wojna. Byłem rozdarty pomiędzy słabnącą siłą woli, wypaczonym poglądem na temat kobiet a wiecznie obecnym głodem, który stopniowo przejmował władzę nad całym moim życiem.

Głód ten magicznie zmaterializował się pod postacią młodej kobiety, która pojawiła się na końcu korytarza. Bianka. Miała lekko zgarbione ramiona, była odwrócona tyłem do mnie i nie widziałem jej twarzy. Dziewczyna zwinnie skierowała się do mojego gabinetu. Odnosiłem wrażenie, że nogi same zaprowadzą mnie do niej, bez względu na to, co się wydarzy później.

Cholera, nie ufałem sobie przy niej. Co za niefart, że będzie tutaj mieszkała podczas nieobecności mojej córki.

Pomyślałem, że skoro jednym spojrzeniem potrafię zasiać lęk w sercach najbardziej brutalnych twardzieli, z pewnością dam sobie radę z tą drobną dziewczynką, bez względu na to, jak bardzo ponętną. Nie miało też znaczenia to, że łączył nas wyuzdany sekret. Tak, było to cholernie szalone i podniecające, ale wydarzyło się tylko raz. Zresztą ona z pewnością myśli, że jej nie widziałem. To nic takiego. Oboje wpadliśmy w sidła żądzy i z pewnością ona też tak lekko do tego podejdzie.

Jednak chęć skonfrontowania się z nią okazała się silniejsza ode mnie. Kiedy szedłem korytarzem, z każdym krokiem zbliżając się do niej, zwierzęce pożądanie rozbudzało się w dole mojego brzucha. Zastanawiałem się, czy powinienem po prostu ją przelecieć i mieć to z głowy, albo chociaż wylizać jej cipkę, o której nie mogłem przestać myśleć od tamtej nocy. Patrząc na to biznesowo, mógłbym po prostu mieć ją z głowy i wiele na tym zyskać. Zazwyczaj tego typu akcje szybko mnie nudziły i sprawiały, że czułem się niespokojny chwilę po. Od razu byłem gotowy wystawić kobietę za drzwi i szybko zapomnieć, że w ogóle ją poznałem.

Wiedziałem jednak, że Bianka jest inna. Nie potrafiłem o niej zapomnieć. Była częścią mojego życia, życia mojej córki.

Była też dla mnie zbyt młoda.

Walczyłem ze swoim sumieniem. To dorosła kobieta.

To najlepsza przyjaciółka mojej córki.

Tatum nie musi o niczym wiedzieć.

Dotarłem do drzwi już nieźle nakręcony. W progu stanąłem jak wryty, czując zdziwienie i zaniepokojenie. W moim gabinecie dało się słyszeć cichy szloch. Ramiona Bianki drżały przy każdym oddechu. Była krucha jak szkło. Siedziała na fotelu za moim biurkiem i zasłania twarz dłońmi. Czyżby wstydziła się tego, że płacze? Nie miała powodu do wstydu. Instynkt opiekuńczy przyćmiewał mi ogląd sytuacji, ale i tak pożądanie utrzymywało się na pierwszym miejscu. Obie jakości ścierały się we mnie.

Chciałem ją zerżnąć, ale chciałem także ją pocieszyć.

Jedno było pewne: żywiłem do niej zbyt silne uczucia, żeby ją zignorować. Nie mogłem udawać, że miałem ją tylko za utrapienie czy pokusę, kiedy na widok jej łez byłem skłonny zabić tego, kto ją skrzywdził.

Kogoś, kto zranił moją Biankę.

Zacisnąłem dłonie w pięści. W skroniach pulsowała mi krew. Czułem przypływ żądzy krwi. Cholera, nigdy nie byłem aż tak terytorialny wobec kobiety. Nigdy nie pragnąłem żadnej kobiety tak, jak pragnąłem Bianki. Niech to szlag, nie mogłem tu dłużej stać i przysłuchiwać się, jak płacze. Pękało mi od tego serce.

Bianka

Cholera jasna! Obiecałam sobie, że nie zrobię tego więcej. Że przestanę się nad sobą użalać, a tymczasem siedziałam przy biurku Calluma, a po policzkach płynęły mi łzy. Powinnam była zapanować nad emocjami i dać im upust dopiero u Tatum. Przyjaciółka powiedziała mi, że klucze dla mnie zostawiła ojcu. Stwierdziłam więc, że wślizgnę się po nie do niego i później zaszyję się w sypialni. Ale nie zdążyłam. Kiedy wzięłam klucze do ręki, w mojej głowie odezwały się głosy wypominające mi wszystkie życiowe porażki.

Wszystkie emocje, których do siebie nie dopuszczałam w ciągu zabieganego dnia wypełnionego pakowaniem i domykaniem spraw z właścicielem mieszkania, teraz wypłynęły na wierzch. No i oczywiście, łzy popłynęły niedającym się zatrzymać strumieniem.

Dusiła mnie świadomość, że to wszystko stało się naprawdę. Czułam jedynie ogrom emocji. Desperację. Rozpacz. Złamane serce. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej pękało mi serce. Owszem, nasz związek w lawinowym tempie się psuł i pewnie w końcu i tak byśmy się rozeszli, ale ta myśl nie zmniejszała mojego cierpienia. Był moją pierwszą miłością, z nim tworzyłam swoją pierwszą relację.

Rozpacz w jednej chwili przemieniła się w złość. Chciałabym nic nie czuć i nie myśleć o niczym, ale nie umiałam tego zatrzymać. Rozpłakałam się głośniej. Moje życie roztrzaskało się na drobne kawałeczki, które rozsypały się dookoła mnie. Nie nadążałam z ich zbieraniem.

Durne serce biło mi szybciej i szybciej. Każda decyzja, którą do tej pory w życiu podjęłam, doprowadziła mnie do tego miejsca. Byłam bezdomna, pomieszkiwałam kątem w domu najlepszej przyjaciółki. Cholernie żenująco beznadziejny przypadek. Pomyślałam, że chyba umrę ze wstydu.

Zaszlochałam żałośniej. Czułam, że muszę wyjść z tego gabinetu. Byłam wyjątkowo słaba i bezbronna. Nie chciałabym, żeby Callum zobaczył mnie tak zapłakaną. Chryste. Musiałabym się mu tłumaczyć, a wtedy...

- Przepraszam. - Do moich uszu dobiegł głęboki, zachrypnięty głos, który słyszałam często w swoich fantazjach.

O cholera. To tyle jeśli chodzi o wymknięcie się do pokoju Tatum niezauważenie.

Zawstydziłam się. Czy ten koszmar nigdy się nie skończy? Otarłam dłońmi mokre policzki, a późnej opuściłam ręce na kolana, udając, że wcale nie płakałam. Choć zapewne miałam zaczerwienione policzki.

Postawny Callum stał w drzwiach i patrzył wprost na mnie. Na jego twarzy malowała się wściekłość, aż mnie zatkało. Czy był na mnie zły? Doskonale wiem, że popełniłam błąd i bardzo chciałam go przeprosić.

- Przepraszam! - powiedziałam łamiącym się głosem, ponownie przecierając policzki. Ręce trzęsły mi się ze zdenerwowania. Miałam tylko zabrać klucze z jego biurka, a nie rozsiadać się w jego gabinecie jak u terapeuty. - Tatum powiedziała, że masz klucze, więc przyszłam po nie, ale później się popłakałam i... - Chryste, ale bełkot. Byłam w rozsypce. Całkowita katastrofa.

- Spokojnie. Poczekaj. Tak, są tutaj. I nie musisz przepraszać. Wszystko w porządku. - Callum wszedł do gabinetu i odstawił kubek na niewielki stolik przy drzwiach, po czym podszedł bliżej.

Nie odrywał ode mnie wzroku. Jak lew, który wypatrzył gazelę.

Powiedział, że wszystko w porządku, lecz jego pełne złości spojrzenie kazało mi wątpić, czy mówił prawdę. Im bliżej podchodzi, tym cieplej mi się robiło. Zauroczenie, którym go darzyłam, od kiedy byłam nastolatką, rozkwitało na całego. Nigdy mnie nawet nie dotknął, ale miałam do niego słabość.

Jego doskonale umięśnione ciało wyglądało tak rewelacyjnie w garniturze, że prawie zaczęłam się ślinić. Był bardzo wysoki. Jak to możliwe, że do tej pory nie zauważyłam, o ile wyższy był ode mnie? Nie mogłam oderwać od niego wzroku i z pewnością nie powinnam sobie wyobrażać, jak wygląda bez ubrania. Pożerałam spojrzeniem jego ciało, zachowując fotograficzne wspomnienie w pamięci na później.

Silna, mocno zarysowana szczęka i kości policzkowe. Pełne, jędrne usta. Na czole miał kilka zmarszczek, kiedy marszczył brwi, ale nie wyglądał na więcej niż trzydzieści pięć lat. Gęste włosy miał seksownie wystylizowane w luzacki nieład.

Przeniosłam wzrok na jego krocze, przywołując w pamięci wspomnienie jego grubego i dużego kutasa. Cholera. Cieszyłam się, że moja skóra była zaróżowiona od płaczu, bo dzięki temu nie dało się zauważyć, jak oblewa ją rumieniec z zupełnie innego powodu.

Callum stanął obok mnie. Pewnie powinnam poczuć się niezręcznie. To byłaby całkowicie naturalna reakcja, ale ta sytuacja nie była normalna. Czułam się bezpiecznie w jego obecności. Jakbym była strzeżona. Zadarłam głowę, żeby na niego spojrzeć. Jego męska twarz nie zdradzała emocji, ale w zielonych oczach dostrzegłam odwagę i łagodność.

Mogłabym całymi dniami na niego patrzeć. Z wyglądu zawsze kojarzył mi się z Gerardem Butlerem. Biorąc głębszy wdech, poczułam zapach kawy i cynamonu i nabrałam ochoty, żeby przysunąć się do Calluma, ale się powstrzymałam. Stał tak blisko, że czułam ciepło jego ciała.

Tak bardzo pogrążyłam się w reakcji mojego ciała niego, że z opóźnieniem zdałam sobie sprawę z tego, że Callum położył mi dłonie na biodrach. Ciepło jego silnych dłoni parzyło moją skórę przez ubranie. Potem uniósł mnie z krzesła, jakbym była piórkiem, i posadził na mahoniowym biurku. Zakręciło mi się w głowie, kiedy sam usiadł w fotelu, prawie dotykając mnie kolanami.

Jego dotyk mnie zelektryzował. Usiłowałam zrozumieć, co się tu właściwie, do cholery, działo. Jeszcze nigdy nie znaleźliśmy się tak blisko siebie, choć często bywałam w jego domu. Nigdy mnie nie dotknął, nie licząc epizodycznych uścisków na powitanie.

- Powiesz, co się stało? - Zabrzmiał jak zatroskany ojciec. To dobrze. Tak powinien się zachowywać. Przez to, co mnie spotkało, i kotłujące się we mnie emocje, praktycznie zapomniałam, że mógłby mnie spytać o tamtą noc. Cholera, oby tego nie zrobił. Liczyłam na to, że tak naprawdę mnie nie widział, że był to jedynie wytwór mojej wyobraźni.

Kurde, chyba mnie o coś spytał.

- Tatum ci nie powiedziała?

Westchnął.

- Tak, powiedziała, ale myślałem, że opowiesz bardziej szczegółowo. Spieszyła się, kiedy wpadła tutaj, żeby dać mi znać, że się u nas zatrzymasz.

Wydawał się trochę rozdrażniony. Nie chciałabym, żeby moje rozchwiane emocje obciążały innych.

- Przepraszam. Nie chcę zawracać głowy. Mogę się zatrzymać u ojca, gdybyś tego chciał.

- Przestań - warknął jak pies pilnujący kości. - Poprosiłem o więcej szczegółów, a nie żebyś się wyniosła.

Jego wibrujący głos przyprawił mnie o dreszcze. Nabrałam powietrza do płuc, po czym wypuściłam je powoli.

- Mój chłopak, czy raczej: były chłopak, mnie zdradził. Nie zasługuje na opłakiwanie, ale moje durne serce ma to gdzieś. - Trudno mi było o tym mówić. - Po wszystkim, przez co przeszliśmy, po tym, co nas łączyło, mnie zdradził. Pewnie nawet się nie dowiem, ile razy.

- Pieprzony idiota. Mam nadzieję, że wiesz, że to nie jest o tobie - powiedział Callum seksownym głosem. - Mężczyźni czasem nie są zbyt mądrzy. Czasem dokonujemy wyborów, których się nie da odkręcić.

- Wiem. - Mój spaczony umysł podpowiedział mi, że było to coś, co musiał powiedzieć; coś, co każdy troskliwy ojciec by powiedział. Najwyraźniej traktował mnie jak dziecko. Rozpaczliwie próbowałam uczepić się tego faktu, zignorować żar w oczach Calluma i to, w jaki sposób oblizał wargi.

- To przestań wypłakiwać sobie przez niego oczy. - Ton jego głosu złagodniał. Stał się prawie uwodzicielski. Wstrzymałam oddech, kiedy przebiegł palcem po moim policzku, żeby zetrzeć zbłąkaną łzę.

Cholera jasna. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, czy mi nie wyskoczy z piersi. To się nie działo naprawdę. Pewnie źle odczytywałam sytuację. Był miły, ojcowski, bo mi współczuł.

Problem w tym, że z jego głosu zniknęła ojcowska troska. Teraz mówił miękkim, uwodzicielskim tonem. Mogłabym pomyśleć, że był zły i chciał się zemścić w moim imieniu, jakby pragnął ochronić swoją córkę, tyle że to brzmiało inaczej. Miało raczej wydźwięk: "Dotknij jej, a umrzesz".

- Zdradził cię ktoś kiedyś? - Zaśmiałam się sama z siebie, zanim Callum zdążył odpowiedzieć. - Ciebie z pewnością nie. - Co za głupie pytanie.

Uśmiechnął się kącikiem ust.

- Dlaczego mnie nie? Myślisz, że jestem tak niestały, że nikt by mnie nie zdążył zdradzić?

- Uważam, że żadna kobieta nie byłaby na tyle głupia, żeby puścić kantem tak przystojnego faceta. - Kurde. Nie włączyłam filtra na swoje myśli. Właśnie powiedziałam mu, że jest cholernie przystojny, a wcześniej nakazałam sobie zapomnieć o tym, co widziałam tamtej nocy, żeby nie zrobiło się niezręcznie.

Ostry śmiech Calluma nie brzmiał wesoło.

- Możesz mi wierzyć - w jego głosie znów pojawiła się ta ostra, warkliwa nuta - mam sporo blizn, które mi zostały po zadanych ranach. Ty ich po prostu nie dostrzegasz. Ale nikt nie jest odporny na złamane serce. Niektórzy z nas po prostu potrafią to lepiej ukrywać.

Byłam ślepa, czy najzwyczajniej głupia?

Tym razem zachowałam to pytanie dla siebie. Kolejna łza spłynęła mi po policzku i Callum starł ją kciukiem.

W miejscu, którego dotknął, paliła mnie skóra. Tylko mnie pogłaskał, nic więcej, ale w dole mojego brzucha zapłonęło pożądanie. Tym razem Callum nie od razu zabrał dłoń z mojej twarzy, lecz przyłożył ją do mojego policzka. Była ciepła i gładka. Tak się zatraciłam w jego dotyku, że miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Jeśli to mi się śniło, nie chciałam się budzić. A skoro to sen, to miałam zamiar się mu poddać. Czułam ogromną słabość do tego mężczyzny, chociaż on o tym nie wiedział.

- Nie, ptaszynko. - Callum oddychał płytko, a siła żądzy w jego oczach sprawiła, że znieruchomiałam. - Łzy z twoich oczu powinny płynąć tylko wtedy, kiedy weźmiesz mojego fiuta do ust, jak na grzeczną dziewczynkę przystało.

Przeszył mnie wystrzał przyjemności i zrobiło mi się gorąco. To musiało mi się śnić, Callum nie mógł powiedzieć tego, co przed chwilą usłyszałam. To żenująco oczywiste, że widział, jak się mu wtedy przyglądałam. Byłam przytłoczona rozstaniem i przeprowadzką, więc pewnie coś mi się przesłyszało.

Ale wiedziałam, że nie śnię. Byłam w pełni przytomna. Pod pośladkami czułam twardy blat biurka i miałam dreszcze na skórze. Wdychałam aromatyczny zapach Calluma, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że to wszystko działo się naprawdę.

- Słucham? - Ze wszystkich możliwych reakcji wybrałam właśnie taką.

Nacisk jego palców i sposób, w jaki gładził moją skórę, nie przerywając kontaktu wzrokowego, sprawiały, że czułam to całą sobą. Pragnął mnie. Jednak nie byłam w jego oczach dzieckiem.

- Dobrze słyszałaś. Oboje doskonale wiemy, co się wydarzyło tamtej nocy. Nie ma sensu się tego wypierać. Wiem, że się masturbowałaś, i wiem, że patrzyłaś, jak dochodzę. - Cmoknął ustami. - Chyba że myślisz, że cię nie widziałem.

Miałam papkę z mózgu. Zawsze byłam ostrożna i zawsze robiłam to, czego ode mnie oczekiwano. Może już nie miałam na to ochoty.

- Powiedz, ptaszynko, bo jestem szalenie ciekaw, czy od tamtej nocy dotykałaś swojej cipki? - Jego niski głos wibrował na mojej skórze. Ponownie użył tego czułego słówka.

Chciałam spytać, dlaczego akurat tak mnie nazywa, ale nie byłam w stanie wydobyć z siebie ani słowa.

Czym innym było fantazjowanie o takiej chwili, a czymś całkiem odmiennym siedzenie na jego biurku z szeroko rozsuniętymi udami. Jeszcze się nie otrząsnęłam ze zdziwienia, kiedy zaświtała mi szalona myśl. Całkiem prosta, ale o niesamowitej sile: dlaczego by nie?

- Nie bądź nieśmiała, Bianko - Poczułam jego oddech na skórze policzka, co przywróciło mnie do rzeczywistości. - Nie ma się czego wstydzić. Ja od tamtej pory zrobiłem sobie dobrze. Wiele razy. - Kurwa mać, jego głos działał na mnie jak magnes, przyciągał mnie do siebie coraz bardziej.

- Tak.

- O czym myślałaś, dotykając się? O moim fiucie? Czy wyobrażałaś sobie, że wsuwam w ciebie język i palce? Byłaś zazdrosna, że to jej soki zlizywałem, a nie twoje?

O cholera. Czułam, że nie powinniśmy tego robić. Moja cipka nie powinna się tak przy tym podniecać. Oblałam się rumieńcem wstydu.

Chciałam odwrócić głowę, ale Callum mocno przytrzymał mnie za podbródek i musiałam na niego patrzeć.

- Poznaję tę minę. Poczucie winy. Wstyd. Nie masz powodów, żeby je odczuwać. Podobało mi się to, co robiłaś. Chłonąłem każdą sekundę. Nie zrobiliśmy nic złego. - Oddychał coraz szybciej i głośniej. - Przyznam ci się do czegoś. Doszedłem dzięki tobie, nie dzięki niej. Wyobrażałem sobie, że nade mną klęczysz, a twoja cipka otwiera się na mojego kutasa. Myślałem o tym, jak jęczysz z przyjemności. - Ponownie oblizał wargi i tym razem odwzajemniłam ten uwodzicielski gest. - Nigdy wcześniej nie szczytowałem tak mocno, nie dotykając kobiety. Pomyśl, jak byłoby nam razem zajebiście.

Przestałam oddychać i myśleć, słysząc te słowa. Chociaż wiedziałam, że wszystko działo się naprawdę, trudno mi było w to uwierzyć.

- Wiem, co sobie myślisz - szepnął jeszcze ciszej, a ja zacisnęłam uda, żeby przynieść ulgę nabrzmiałej do bólu cipce. - Że to niewłaściwe, że nie powinniśmy tego robić. To nierealne, a tymczasem jest bardzo prawdziwe. Chcę i potrzebuję więcej. Wiem, że ty też tego pragniesz.

Droczył się ze mną, nakłaniając mnie do przekroczenia niewidocznej granicy moralnej. Musiał wiedzieć, że pragnęłam go, od kiedy dojrzałam na tyle, żeby patrzeć na niego kobiecym okiem.

- Powiedz mi, że właśnie tego chcesz - rzucił rozkazująco. - Albo jeszcze lepiej, powiedz mi, że mnie nie pragniesz, żebym mógł zapomnieć o tamtej nocy. Będę wtedy udawał, że nic się nie wydarzyło. - Zacisnął zęby. Najwyraźniej wspomnienie tamtej nocy dręczyło go tak samo mocno jak mnie.

Dokonaj właściwego wyboru. Jesteś grzeczną dziewczynką.

Tylko że nie chcę być grzeczna. Nie chcę wybierać tego, czego wszyscy ode mnie oczekują. Nigdy nie nauczę się latać, jeśli nie ucieknę z tej klatki.

- Tak - wyszeptałam. - Pragnę cię.

- Kurwa. Nie masz pojęcia, jaki błąd popełniłaś, wyznając to mi. - Uśmiechnął się, ukazując idealnie równe i białe zęby. - Chcę popatrzeć. Chcę patrzeć, jak doprowadzasz się do orgazmu, jak dotykasz swojej cipki, aż robi się wilgotna i pulsująca. Zapragniesz, żebym pieścił ją językiem i wsuwał w ciebie palce.

Cholera, bardzo tego chcę, ale to przecież niewłaściwe. Pod każdym względem. Myślę o Tatum. Co się stanie, jeśli się dowie? Chyba zbyt długo milczałam, bo Callum wydał z siebie zniecierpliwiony jęk. Puścił moją brodę i pociągnął za gumkę moich legginsów. Wstrzymałam oddech, kiedy je zsunął. Na skórze nóg poczułam chłód powietrza. Zadrżałam.

Rzucił moje legginsy na podłogę i spojrzał na mnie. Kiedy położył mi dłonie na kolanach, zdołałam wydusić:

- Co ty robisz?

Znieruchomiał, a na jego twarzy pojawił się niepokój.

- Co ja robię? - Zabrzmiało to, jakby sam sobie zadawał to pytanie.

Żar między nami nieco ostygł. Poczułam ukłucie żalu. Nie chciałam, żeby Callum przestał. Pragnęłam czuć jego dłonie na sobie. Pragnęłam być wielbiona i zaopiekowana. Chciałam się rozpłynąć w jego ramionach.

Moje ciało przestało walczyć i rozsunęłam uda.

- Proszę - wyszeptałam, wytrzymując napór jego spojrzenia. Ponownie rozniecił się ogień pożądania i czułam, że gdy tylko się dotkniemy, wszystko eksploduje. - Dotknij mnie.

Przez chwilę rozważał swoje opcje, a następnie oparł się o oparcie fotela. Zauważyłam, że zacisnął mocniej dłonie na podłokietnikach. Intensywnie wpatrywał się w moją cipkę.

- Połóż się, zdejmij majtki i dotykaj się.

Nie miałam odwagi z nim dyskutować. Chciałam tego tak bardzo, że byłam gotowa zrobić wszystko. Drżącymi palcami zsunęłam z siebie majtki, które już były wilgotne. Byłam obnażona i całkowicie zdana na jego litość. Przymknęłam oczy, bo ogarnęła mnie nieśmiałość. Próbowałam się poddać chwili, wędrując dłonią po swoim płaskim brzuchu, żeby złagodzić napięcie nagromadzone w cipce.

- Otwórz oczy. Chcę na ciebie patrzeć i chcę też patrzeć ci w oczy, kiedy będziesz szczytować. A teraz pokaż mi, jak doprowadzasz się do orgazmu.

Nie mogłam uwierzyć, że się na to zdobyłam. Spodnie w jego kroczu nabrzmiały. Mógłby mieć każdą kobietę, podobną do tej gorącej blondynki z patio, a tymczasem wpatrywał się w moją cipkę, kiedy rozkładałam uda szerzej, żeby miał lepszy widok.

Nic już nie mówił. Ale nie musiał. Gardłowy, niski jęk, który z siebie wydał, zdradził wiele. Dodało mi to odwagi. Wstrzymałam oddech i przesunęłam palcem po swojej wilgotnej szparce. Przyjemność od razu wystrzeliła wzdłuż mojego kręgosłupa. Oczy Calluma pociemniały i skupił całą uwagę na tym jednym punkcie. Zacisnął przy tym szczękę.

- Byłaś równie podniecona tamtej nocy?

- Tak. - Zarówno w jego, jak i moim głosie dało się słyszeć podniecenie, pragnienie i zachwyt. Widziałam, że był bliski utraty panowania nad sobą. Tak mocno zaciskał palce na podłokietniku, że aż mu pobielały. Wiedziałam, że wolałby dotykać mnie.

- Jesteś tak doskonała, jak myślałem. Bawiłaś się swoją małą łechtaczką? Założę się, że pocierałaś ją mocno, marząc o tym, żebym robił to językiem i wsuwał w ciebie palce. Chciałaś, żebym zerżnął cię palcami. Pokaż mi, jak sama się doprowadzasz do orgazmu.

Patrzył na mnie. Wbijał we mnie spojrzenie tak, jakby przenikał do mojej duszy. Zawładnęło mną pragnienie tak silne, że trudno mi było oddychać.

Chyba nie miałam wyboru, dojść czy nie. Moja cipka się naprężała, byłam coraz bardziej podniecona, a moje soki spływały mi po pośladkach na blat biurka. Nie mogłam już dłużej znieść tego napięcia. Serce waliło mi tak szybko, że byłam przekonana, że za chwilę pęknie.

Musiałam dojść. Musiałam. On na mnie patrzył.

- Cholera, plamisz mi biurko, ale nie szkodzi. Wyliżę ten pieprzony blat, jak tylko skończysz. Dojdź dla mnie, piękna.

- O cholera - jęczałam. Moje mięśnie się zacisnęły. Stąpałam po krawędzi przyjemności. Koniec był bliski. Pocierałam cipkę mocniej i szybciej. Czułam, że jeszcze chwila, a dojdę. - Jestem już blisko - wydyszałam, trzęsąc się. Byłam zachłanna. Poruszałam biodrami, przywołując go, żeby mnie posiadł.

- Przestań.

Wypowiedział to jedno słowo tak głośno, że zamarłam z dłonią przyciśniętą do cipki. Jeszcze chwila, a przyjemność by we mnie eksplodowała. Każdy mięsień mojego ciała był napięty. Czy zrobiłam coś niewłaściwego? Zanim zdążyłam nieśmiało zapytać, Callum przysunął fotel do biurka i objął rękami moje rozwarte uda.

Zauważyłam, że klatka mężczyzny unosiła się i szybko opadała, a skóra jego twarzy była lekko zaczerwieniona.

- Jeśli się martwisz, że zrobiłaś coś nie tak, to przestań. Wszystko robisz dobrze. Po prostu jestem samolubnym idiotą, który ma manię kontroli.

Chciałam zaprzeczyć, powiedzieć, że taki nie jest, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.

Ciągle byłam zszokowana, że mi przerwał.

Obdarował mnie uśmiechem zarezerwowanym, jak sądzę, tylko dla tych, którzy sprzedawali mu duszę.

- Kontynuuj. Dojdziesz dla mnie, ale dopiero wtedy, kiedy powiem, że możesz. Będziesz dochodziła tylko dla mnie. Nikt inny nie zobaczy twojej cipki, nie dotknie jej ani nie poliże. Od teraz, jeśli się dowiem, że był w tobie ktoś inny, że cię dotykał, albo chociaż o tobie pomyślał, poniesie poważne konsekwencje. Rozumiesz?

Na co w tej chwili bym nie przystała?

- Tak - wydyszałam. Serce biło mi tak mocno, że zastanawiałam się, czy Callum je słyszy.

Pochylił się, powoli i głęboko wdychając powietrze nosem. Odruchowo chciałam się jakoś wywinąć, ale przed nim nie było ucieczki. Callum przycisnął dłonie do moich ud i rozsunął je szerzej.

- Cholera, wyglądasz dokładnie tak, jak myślałem. Ciekawe, czy smakujesz tak słodko, jak pachniesz.

W jednym momencie przed oczami eksplodowało mi białe światło. Wystarczyło tylko muśnięcie języka Calluma na mojej cipce. Na skórze czułam jego ciepły oddech. Mocniej zacisnął palce, siłą utrzymując mnie w miejscu. Zmuszał mnie do przyjęcia przyjemności, którą tak chciał mi zadać.

Nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. Callum bezwstydnie lizał moją cipkę, jakby jeszcze nie smakował czegoś tak wyjątkowego. Jego mruknięcia i ciężki oddech podniecały mnie równie mocno jak pocieranie łechtaczki. Każde muśnięcie jego języka zwiększało moją rozkosz. Praktycznie wracałam do punktu, w którym mi przerwał.

Nie powiedział, że mam dojść, ale niech to szlag, musiałam to zrobić.

- Dochodzę. Kurde. Proszę, nie przestawaj. Nie przerywaj. - Mój oddech stał się rwany, a ciało napięte. - Callum! - wykrzyknęłam, pozwalając, żeby przyjemność wstrząsała moim ciałem.

Callum odsunął usta od mojej cipki, ale miałam to gdzieś. Doszłam, a błogie fale orgazmu rozciągały się po całym moim ciele. Nigdy wcześniej nie szczytowałam tak mocno. Oddychałam nierówno i ledwie do mnie docierało to, że Callum odsunął się od biurka i wstał.

Nareszcie miało się to wydarzyć.

Wiedziałam, że teraz mnie zerżnie. Pragnęłam poczuć go w sobie. Byłam na to gotowa. Chciałam przyjąć w siebie jego kutasa. Wiedziałam, że jest duży, większy niż Lucasa czy innego mężczyzny, którego widziałam, ale czułam, że sobie poradzę.

- Nie powinienem był tego robić. Nie powinienem był cię dotykać ani smakować. - W jego głosie wybrzmiewało poczucie żalu tak silne, że zrobiło mi się przykro.

Nie rozumiałam, czemu to powiedział.

- Co... - zaczęłam, ale słowa zamarły mi w gardle. Zdążyłam też zapomnieć o orgazmie. Niezgrabnie usiadłam na biurku, którego blat był wilgotny od moich soków. Omal się z niego ześlizgnęłam. - Nie rozumiem.

- To nie powinno było się wydarzyć.

Widziałam toczącą się w nim walkę. Patrzyliśmy sobie w oczy. Wolałam się nie zastanawiać, jak wyglądam. Oblewały mnie zimne poty, kiedy patrzyłam, jak podnosił z podłogi moje majtki i legginsy.

Wyraz jego twarzy ze skołowanego stał się lodowato zimny. Callum wcisnął mi w ręce moje rzeczy i wbił wzrok w podłogę.

- Ubierz się i zejdź mi z oczu.

Byłam tak zaskoczona, że nawet nie drgnęłam. Nie chciałam, żeby żałował tego, co zrobiliśmy, ale wyglądało na to, że miał wyrzuty sumienia. Silne i palące.

- Proszę...

- Idź - rzucił mrocznym, nerwowym głosem.

Nie zdążyłam dopytać, co się stało, poprosić o wyjaśnienie, bo Callum spojrzał na mnie ostrzegawczo.

- Nie odzywaj się! Nie pozwoliłem ci mówić! - ryknął z wściekłą miną, tak różną od tej, którą widziałam przed chwilą.

Nigdy nie bałam się aż tak, żeby zamknąć się w sobie.

Co się stało? Teraz nie była pora na przemyślenia. Wiedziałam, że muszę się stąd zmyć, zanim Callum straci resztki i tak już słabego panowania nad sobą. Zeskoczyłam z biurka. Nogi się pode mną ugięły. W pośpiechu włożyłam ubranie, choć miałam ochotę wybiec z jego gabinetu z gołym tyłkiem. Wolałam jednak nie ryzykować, że wpadnę na któregoś z pracowników.

Buty wsunęłam na stopy już na korytarzu. Wtedy przebiegłam na drugą stronę domu. Gdy zostałam sama, łzy ponownie napłynęły mi do oczu. Doszłam do wniosku, że chyba nie potrafię biegać na tyle szybko, żeby pozbyć się poczucia wstydu. Nie potrafiłam ocenić, co bolało bardziej: to, że tak łatwo mu się oddałam, czy to, jak mnie odtrącił.

Żałował tego, co zrobiliśmy. Był podniecony, przepełniony pożądaniem. Pragnął mnie tak samo mocno, jak ja pożądałam jego. Dlaczego w takim razie mnie odepchnął?

Teraz wisiało między nami niedomówienie. Jak miałam zapomnieć o tym wspaniałym doznaniu? Jak miałam nie pragnąć, żeby doszło do tego ponownie? Jaki głupi błąd popełniłam. Dla Lucasa nie byłam dość dobra. Dla Calluma okazałam się niewystarczająca.

W takim razie czy zadowolę kogokolwiek?

Callum

Ostatnich kilka dni to był jakiś burdel na kółkach. Siłą woli powstrzymywałem się przed pójściem do drugiego skrzydła domu, żeby zadośćuczynić Biance za swoje gówniane zachowanie. Kiedy wypowiadałem tamte słowa, żałowałem ich. Nie powinienem był jej tak potraktować, szczególnie że niedawno zdradził ją ten pojeb. Straszny ze mnie palant. W sumie takie zachowanie bardzo do mnie pasowało.

Nic by się nie stało, gdybym zrobił coś takiego innej kobiecie. Ale Bianka była wyjątkowa. Wiedziałem, że nie powinienem jej pragnąć. Wiedziałem też, że nie powinniśmy ciągnąć tego, co zaczęliśmy, a odtrącenie jej było w gruncie rzeczy właściwe. Pewnie myślała o mnie wszytko, co najgorsze, ale nie dziwiłem się jej. Na logikę byłem wystarczająco stary i mądry, żeby wiedzieć, czego nie powinienem robić, ale miałem to gdzieś. Po prostu w ogóle mnie to nie obchodziło.

Nie żałowałem ani jednej rzeczy, którą zrobiliśmy, co nie znaczyło, że postąpiliśmy słusznie. Przecież nie byłem głupi. Miałem świadomość, że bez względu na to, jak bardzo będę ją odtrącał, i bez względu na to, co zrobię, i tak w końcu będzie moja.

- Sprzedawca otrzymał płatność. Dostałem dziś od niego potwierdzenie. Te cholerne samoloty są twoje. Na szczęście, bo już dostajemy zapytania od dostawców z Miami. Potrzebują szybko pozbyć się ostatniej dostawy.

Rozparłem się na fotelu i zakręciłem szklaneczką ze szkocką, uśmiechając się z satysfakcją.

- Doskonale. Wyślij tam Carla i Toniego, żeby sprawdzili towar.

Zaskoczony Romero spojrzał na mnie znad tabletu.

- Myślisz, że będą chcieli? Zazwyczaj ja się tym zajmuję.

- Dla ciebie mam inną robotę. Chłopaki wiedzą, czego szukać.

- Jaką robotę? - Romero stał się podejrzliwy.

- Jeszcze dopracowuję szczegóły. - Powierzyłbym Romerowi swoje życie. Przeszliśmy razem przez piekło, ale ton jego pytania sprawił, że poczułem się nieswojo. - Od kiedy to kwestionujesz moje zlecenia?

- Nie kwestionuję. Wiesz, że lubię być przygotowany.

Jasne, że o tym wiedziałem. Nie miał nic złego na myśli. A ja nie miałem powodów, żeby w niego wątpić. To, jak się czułem, nie miało nic z nim wspólnego. Chodziło mi o coś zupełnie innego. Byłem uzależniony i obiecałem sobie odstawić nałóg z dnia na dzień, co w tamtej chwili wydawało się proste. Od czego byłem uzależniony? Od Bianki i wszystkiego, co z nią związane - smak jej cipki znajdował się na szczycie listy.

Zwykły facet być może by sobie z tym poradził, ale ja nie potrafiłem. Byłem na skraju i miałem sporo broni, więc mogłem umieścić kulkę w głowie kogoś, kto choćby krzywo na mnie spojrzał.

- Wprowadzę cię w szczegóły w odpowiednim czasie. - Nie miałem zamiaru go przepraszać, a Romero zapewne nawet tego nie oczekiwał. - Na razie wtajemnicz chłopaków w sprawę Miami.

Romero skinął głową i na szczęście nie zadawał już żadnych pytań. Prawdziwą torturą było to, że chciałem zadośćuczynić jej za swoje zachowanie i jednocześnie zmuszałem się do tego, by trzymać się od niej z daleka. Nadal prześladowała mnie jej mina, kiedy wybiegała z gabinetu. Zraniłem ją. Byłem popieprzonym dupkiem. Potarłem twarz dłonią. Ogarniała mnie coraz większa frustracja. Miałem znacznie ważniejsze zmartwienia na głowie. Przecież zarządzałem całą pieprzoną firmą. Utrzymywanie dystansu między nami było słuszne, ale cholernie męczące.

Romero wrócił do listy obowiązków, mówiąc do siebie pod nosem podczas robienia notatek i rozdzielania zadań. W tym czasie skontrolowałem obraz z kamer bezpieczeństwa na swoim laptopie. Robiłem z siebie niezłego przegrywa, sprawdzając jak rasowy stalker, czy wróciła już do domu.

Swoją zdezelowaną corollę zazwyczaj parkowała na dziedzińcu od frontu. Auta nie było od rana. Gdzie mogła pojechać? Z tego, co kojarzę, pracę miała zacząć dopiero za kilka dni.

Narastała we mnie irracjonalna wściekłość. Oby nie uciekała przede mną albo, co gorsze, do innego faceta.

Czy mógłbym się dziwić, gdyby tak było?

Zacisnąłem palce na szklance tak mocno, że aż zabolały mnie ścięgna. Zmusiłem się w ten sposób do wypuszczenia powietrza z płuc. Mężczyzna na moim stanowisku nie może sobie pozwolić na rozsypkę z powodu cipki, której smak i zapach zawładnęły jego duszą.

Teraz walczyłem o jej duszę. Nie mogłem dopuścić do tego, żeby mój mrok zgasił jej wewnętrzne światło. Jeśli dam sobie przyzwolenie na kolejny krok, będę robił poniżające dla niej rzeczy. Kiedy całkowicie ją posiądę, nie będzie już odwrotu. Nie będę mógł przestać.

"Zostaw ją w spokoju. Choć raz postąp słusznie" - powtarzałem sobie.

Bez względu na to, jak bardzo starałem się panować nad sobą, serce mi zamarło, kiedy ciemny dziedziniec przecinały snopy światła reflektorów samochodu. Przyjechała, a ja nareszcie mogłem normalnie oddychać. Żałosne. Nigdy nie czułem takiego przyciągania - ani do mojej byłej żony, ani do żadnej innej kobiety, którą do tej pory zerżnąłem. Czułem się więc nieswojo.

Bianka zamieniała mnie w kogoś, kogo ledwie rozpoznawałem. Serce mocno biło mi w piersi, tylko dlatego, że pod dom podjechał jej samochód. Na szczęście Romero niczego nie zauważył. Jeszcze nie. Jeśli dalej będę się tak zachowywał, to niedługo się połapie.

Zaparkowała, ale nie wysiadła, tylko przez chwilę siedziała za kierownicą. Gdybym miał na coś stawiać, to założyłbym się, że boi się wysiąść.

Ale czego się mogła bać? Mojej złości czy tego, że jeśli znajdzie się zbyt blisko mnie, ponownie zawładnie nią elektryzująca pokusa? Dobrze zrobiłem, kładąc wszystkiemu kres tamtego wieczoru. Prawie straciłem samokontrolę, byłem gotowy zdjąć spodnie i głęboko w nią wejść.

I przy okazji najprawdopodobniej zniszczyłbym jej przyjaźń z moją córką. Relacja ta wiele znaczyła dla nich obu.

Kurwa. Wszystko przemawiało przeciwko temu, żebym sięgnął po to, czego potrzebuję.

Wstrzymałem oddech, kiedy otworzyła drzwi samochodu. Miała na sobie strój do ćwiczeń, co podsyciło moją złość. Doskonale wiedziała, że mamy tutaj siłownię, ale wolała pójść gdzie indziej. Nie wkurzyło mnie to, że wybrała inne miejsce. Przeszkadzało mi to, że po prostu starała się mnie unikać. Nie dziwiłem się jej, ale nie podobało mi się to.

Musiała zostać ukarana. Na tę myśl krew napłynęła mi do fiuta. Stanął mi natychmiast, gotowy, żeby wsunąć się w jej pulsującą cipkę. Wąską i słodką. Nie mogłem się doczekać, kiedy mi obciągnie.

"Jak przekroczysz tę granicę, nie będzie odwrotu. Złam jej ducha, a w życiu się nie poskłada. Będziesz umiał z tym żyć? Dasz radę spojrzeć sobie w oczy?" - perswadowałem sobie.

Kurwa mać. Czułem, że kompletnie nad tym nie panuję.

Gapiłem się na ekran, ignorując pulsującego fiuta w spodniach. Patrzyłem, jak Bianka prawie na paluszkach podeszła do drzwi wejściowych i wsunęła klucz do zamka, bo odcisk jej palca nie został zapisany w systemie bezpieczeństwa. Czaiła się. Jakby to w ogóle było możliwe. Jakbym nie mógł wyważyć drzwi, gdybym tego tylko zapragnął.

Położyłem dłoń na biurku w miejscu, w którym niedawno zostawiła po sobie mokre ślady podniecenia. Czułem, że muszę jej znowu posmakować, inaczej umrę. Ale najpierw musiałem się zająć małą dziewczynką, która najwyraźniej sądziła, że może ode mnie uciec.

- To wszystko na dzisiaj - rzuciłem, ignorując sterczącego mi pod biurkiem kutasa.

Romero ostentacyjnie spojrzał na zegarek, żeby sprawdzić godzinę.

- Wprowadzasz nowy zwyczaj? Już drugi raz w tym tygodniu kończymy wcześniej.

Zacisnąłem zęby, żeby się opanować.

- Jeśli chcesz dalej pracować, rób to w domu. Chcę mieć wolny wieczór i odpocząć.

- Jak sobie życzysz, szefie. - Romero skinął głową. Wiadomość dotarła. Wkrótce jego kroki niosły się echem po korytarzu, a ja prawie drżałem z wyczekiwania na to, co zaraz się stanie.

Spędziłem zbyt wiele bezsennych nocy na obsesyjnym myśleniu o tym, czego nigdy nie będę mógł ponownie dotknąć ani posmakować. No i proszę, gdzie mnie to zaprowadziło. Bianka myślała, że mogła przede mną uciec i że skradając się, uniknie spotkania ze mną. Wiem, że byłem dupkiem, ale nie spodziewałem się, że aż tak się wycofa. Nie zostawię tego tak, bez względu na konsekwencje.

Oburzony, gwałtownie wstałem z fotela i ruszyłem do drzwi. Moje brogsy skrzypiały na posadzce, kiedy szybkim krokiem szedłem do drugiego skrzydła domu. "Ta cholerna smarkula za chwilę dostanie to, na co sobie zasłużyła" - myślałem.

Przestałem się katować tym, że robię coś złego. Co mógłbym zyskać, zachowując się przyzwoicie? Bianka jedynie nabrałaby przekonania, że może mnie unikać. Doszedłem do wniosku, że pora wyznaczyć jasne zasady.

Prawą dłoń zwinąłem w pięść i rozprostowałem. Nie mogłem się doczekać, kiedy użyję jej na jędrnym tyłku Bianki. Czułem, że po dzisiejszym wieczorze nie popełni już tego błędu i przestanie mnie unikać.

Minąłem gabinet Tatum mieszczący się na drugim piętrze, później zamknięte drzwi do pomieszczenia, które służyło jej za szafę i garderobę. Dalej znajdowała się sypialnia. Ponieważ Bianka założyła, że będzie sama w tej części domu, drzwi do niej pozostawiła otwarte.

Naiwnie pomyślała, że będę się trzymał niewypowiedzianej umowy i dam jej spokój. Jakbym nie był u siebie. Jakbym nie mógł chodzić, gdzie tylko mi się podobało. Tak wielu lekcji zapomniałem jej udzielić. Teraz miało się to zmienić.

Dało się słyszeć szum prysznica, a ponieważ drzwi do łazienki były lekko uchylone, do pokoju wpadało trochę światła. Zamiast wtargnąć do kabiny, usiadłem na łóżku w tej smudze i uśmiechnąłem się na myśl, jak jej zaskoczenie zmieni się w przerażenie, gdy mnie tu zobaczy.

Bianka nuciła, myjąc się. Była pewna, że udało jej się mnie uniknąć. Myślałem, że okaże się silniejsza i że zawalczy ze mną o to, czego pragnęła. Ale nie zrobiła tego. Wściekłość zamazała tęsknotę, poczucie winy i pożądanie. Bianka myślała, że panuje nad sytuacją, a tego nie mogłem jej wybaczyć.

Woda przestała lecieć, a moja niecierpliwość zamieniła się w coś bardziej palącego. Zanim otulona ręcznikiem Bianka pojawiła się w drzwiach, od przyspieszonego tętna zaczęło szumieć mi w uszach, a kutas się naprężył, napierając na rozporek.

- Rany! - pisnęła, odskakując w tył. Ręką przytrzymała ręcznik. W jej oczach rozbłysnął lęk. Cała się trzęsła. Jej ciemnobrązowe włosy wydawały się teraz prawie czarne. Ich mokre kosmyki przykleiły się do jej skóry.

To sprawiło, że pękłem. Sposób, w który usiłowała się schować nawet teraz, zakrywając swoje wilgotne od kąpieli ciało. Ciało, które miało nade mną władzę tak ogromną, że zapomniałem, po co tu przyszedłem. Jeszcze sekundę temu byłem wkurzony, ale teraz ledwo pamiętałem, z jakiego powodu. Bo, kurwa mać, ona była doskonała. Taka niewinna i totalnie skazana na łaskę prymitywnego pożądania, które rozmyło moją złość.

Wziąć ją. Posiąść ją. W tej chwili tylko tego chciałem.

- Po co tu przyszedłeś? - Oddychała głęboko, ale nieregularnie. Zrobiła krok w tył, jakby chciała uciec ode mnie jak najdalej.

Gdy sięgnęła do klamki, mgła pożądania, która wprawiła mnie w osłupienie, opadła.

- Myślisz, że drzwi mnie powstrzymają? A podobno mądra z ciebie dziewczyna.

- Nie rozumiem.

- Pozwól, że ci wytłumaczę. - Uniosłem dłoń i gestem przywołałem ją do siebie. Miałem wybór. To albo zerwać się z łóżka i zgwałcić ją na podłodze. Ledwo panowałem nad sobą. Wodziłem oczami po jej ciele, chłonąc każdy fragment jej kremowej skóry. Powiodłem wzrokiem za kroplą wody, która spływała po jej mostku, aż wchłonął ją ręcznik przysłaniający jej krągłe piersi.

Będzie uciekała? Jakaś część mnie miała nadzieję, że tak. Pobiegłbym za nią, a później ostro zerżnął na podłodze, żeby dać jej nauczkę. Chwilę się wahała, ale w końcu postawiła pierwszy krok w moją stronę. To najtrudniejsza część - pierwszy krok w nieznane, ale tak naprawdę to nie nieznane blokuje; to lęk przed porzuceniem tego, co znasz i rozumiesz.

Teraz była moja.

Podjęła decyzję.

Wybrała posłuszeństwo i stała się moja.

- Przyszedłem tutaj, żeby cię ukarać - wyszeptałem, kiedy ruszyła do mnie, potykając się o własne stopy na dźwięk tych słów. - Nie martw się. Nie to mam na myśli.

- A co? - Załamał się jej głos, co pasowało do lęku w jej oczach.

- Podejdź, to ci pokażę.

Mimo wszystko ufała mi na tyle, żeby zbliżyć się do łóżka. Miała przy tym zaskoczoną minę.

- Callum, nie powinniśmy. To, co już zaszło między nami, było niewłaściwe.

- Od kiedy to decydujesz, co może się wydarzyć, a co nie?

Wzdrygnęła się, słysząc mój ton.

- Przyszedłem cię ukarać, ale zmieniłem zdanie. Mogę to zrobić ponownie, jeśli wolisz, żeby twój tyłek zaczerwienił się od klapsów.

Ze zdziwienia szeroko otworzyła oczy i pokręciła głową.

- Tak myślałem. - Znowu zacisnąłem dłoń w pięść, ale tym razem nie dlatego, że miałem ochotę uderzać, lecz dlatego, że zapragnąłem dotykać. Ten ręcznik musiał opaść. Musiałem ją zobaczyć i podziwiać jej mleczną skórę.

Opuszkiem palca przebiegłem po jej ramieniu. Było tak gładkie, że zastanawiałem się, czy Bianka na pewno jest człowiekiem.

- Tamtego wieczoru w moim gabinecie zachowałem się okrutnie. Nie powinienem był w ten sposób kończyć sprawy. Zasłużyłaś na przeprosiny, zachowałem się jak dupek.

- Nie masz za co przepraszać, a nawet gdybyś miał, nie musisz tego robić.

Zacisnąłem palce na jej nadgarstku, na tyle mocno, że się skrzywiła.

- Wiem, że nie muszę, ale chcę. A ponieważ jestem dziś litościwy, ostrzegam, że nie jestem typem mężczyzny, któremu można mówić, co ma robić. Pamiętaj o tym na przyszłość.

- Przepraszam - wyszeptała, odwracając wzrok.

Mogłem ją łatwo złamać. Za łatwo. Miała naturalną skłonność do podporządkowywania się, a to tylko zachęcało mnie, żeby nagiąć ją do swojej woli.

Chwyciłem skraj ręcznika i przytrzymałem go.

- Rzadko przepraszam bez powodu, ale nie przepełnia mnie pycha i potrafię się przyznać do błędu. A popełniłem go. Przepraszam, że byłem dupkiem i że cię zraniłem. - Wstałem z łóżka. Patrzyłem na rozedrganą Biankę z góry. Delikatna. Wrażliwa. Budzi we mnie silny instynkt opiekuńczy. - Nie myśl jednak, że możesz mnie dalej, do cholery, unikać. Mało brakowało, a sprawiłbym ci takie lanie, że nie mogłabyś usiąść przez tydzień. Koniec z ukrywaniem się przede mną. Jasne?

Zawahała się. Ta chwila wystarczyła, żeby moja stanowczość osłabła. Jedno pociągnięcie za materiał i ręcznik opadł na podłogę. Zaskoczona Bianka zassała powietrze, ale nie próbowała się okryć. Już wiedziała, że nie może się przede mną ukrywać.

Wstrzymałem oddech. Każdy fragment jej skóry był doskonały. Różowe sutki sterczały na jej jędrnych piersiach i prosiły, żeby je possać. Płaski brzuch i wąska talia z gracją przechodziły w kształtne biodra, stworzone do rżnięcia - do położenia na nich dłoni, kiedy będę ją posuwał w każdą możliwą dziurę.

- Jasne? - wycedziłem, zbyt pochłonięty widokiem, żeby powiedzieć coś więcej.

Białymi zębami przygryzła pełną dolną wagę - zmysłowo, niepewnie. W jej niebieskich oczach wirowało pożądanie, które odebrało mi mowę i jeszcze bardziej mnie podnieciło.

- Tak.

- Widzisz, co mi robisz? - Potarłem ręką swoje krocze. To ona wywołała tę prawie bolesną erekcję.

Spojrzała tam, ale szybko wróciła wzrokiem w górę. Jej rumieńce zdradzały, o czym myślała. Ten chłystek, z którym się spotykała, na pewno nie miał bladego pojęcia, co z nią robić i jak ją traktować.

- Obawiam się, że potrzebuję czegoś od ciebie - wyszeptałem, gładząc ją po policzku.

Zamknęła oczy i delikatnie nachyliła się w moją stronę.

- Hmm? - Widziałem, że już ją opanował łączący nas czar.

- Potrzebuję zobaczyć, jak mój fiut wypełnia twoje śliczne usta.

Bianka zrobiła powolny wydech, kiedy wypowiadałem te słowa, masując kciukiem jej usta. Miałem wrażenie, że dotykam bram niebios.

- Muszę zobaczyć, jak starasz się zmieścić w swojej uroczej buzi każdy centymetr mojego kutasa. Chcę posunąć cię w usta.

Cicho jęknęła. Poczułem jej ciepły oddech na swoim kciuku.

- Chcesz tego? - spytałem szeptem, zauważając, że jej sutki stwardniały, a skórę pokryła gęsia skórka. To zbyt łatwe.

Na jej policzki wypłynął rumieniec, kiedy skinęła głową.

- Musisz to powiedzieć - naciskałem, panując nad sobą ostatkiem sił. - Bianko, odpowiedz mi.

Nie miałem jebanego pojęcia, co zrobię, jeśli mi odmówi.

- Tak. - Jej usta ułożyły się w to słowo, choć prawie nie wydała z siebie dźwięku.

To mi wystarczyło. Musiało. Nie mogłem już dłużej czekać.

- Udowodnij to. Uklęknij.

Nie zawahała się. Jej rozochocenie tak mnie podniecało, że byłem bliski wytrysku. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi na myśl o tym, co za chwilę miało się wydarzyć.

- Teraz, wyjmij mojego kutasa - wychrypiałem, czule głaszcząc ją po wilgotnych włosach.

Zbliżyła trzęsące się ręce do mojego rozporka.

- Jestem pewien, że ten idiota, twój były, nigdy nie zerżnął cię w usta tak, jak ja to zaraz zrobię - wyszeptałem, kiedy ona rozpięła mi spodnie.

Przelotnie spojrzała mi w oczy, zanim wzięła mój członek w swoją drobną dłoń. Ze świstem wciągnąłem powietrze ustami, kiedy poczułem jej dotyk. Od przyjemności napięła się skóra na moich jądrach i energia popłynęła w górę kręgosłupa. Nie dało się tego porównać z niczym innym. Kontrola. Wykorzystanie jej do zaspokojenia mojej przyjemności.

- Tak - wysapałem, ciągnąc Biankę za włosy. - Otwórz cholerne usta i weź mnie do środka.

- Nie wiem, czy zmieszczę cię całego - odpowiedziała niewinnie.

Ja pieprzę. Roześmiałbym się, ale wiedziałem, że mówiła serio. Byłem przekonany, że jestem większy niż ten żałosny gówniarz, z którym była poprzednio.

- Bądź grzeczną dziewczynką i spróbuj. Uszczęśliw mnie. Wsuń mojego kutasa w usta i porządnie go ssij.

Wysunęła język i zwilżyła sobie wargi. Następnie nachyliła się, żeby polizać nabrzmiałą główkę mojego fiuta. Wybuchła we mnie czysta żądza. Czułem, że zaraz spłonę. Cholera. Wiedziałem, że mógłbym dojść od razu, ale nie chciałem tego.

- Więcej - burknąłem, zaciskając zęby, żeby pohamować potrzebę wykonania pchnięcia, wypełnienia jej i zawładnięcia nią. - Masz się mną krztusić. Muszę to słyszeć. Chcę widzieć twoje łzy.

Zawahała się, ale nie było już odwrotu. Nie, kiedy jej usta obejmowały mnie mocno, rozłamując flankę kontroli. Wysunąłem biodra w przód, wpychając się głębiej do ust.

Bianka wybałuszyła oczy i zaczęła się krztusić. Za bardzo już mnie to pochłonęło, za bardzo pogrążyłem się w ciepłym i wilgotnym wnętrzu jej buzi, żeby się tym martwić. Jeśli już, to jej reakcja była dla mnie źródłem dodatkowej podniety. Chociaż to, że być może się boi albo robię jej krzywdę, budziło we mnie niepokój.

- Rozluźnij gardło. Zmieścisz go całego. - Wsuwałem się głębiej i głębiej. Widziałem, że narasta w niej panika.

Wbijała mi paznokcie w nadal odziane w spodnie uda.

- Dokładnie tak jak w twoich fantazjach. Bo marzyłaś o tym, prawda? Chciałaś się dławić moim fiutem. Wiem, że tak, bo ja marzyłem o tym, żeby zerżnąć cię w usta. Powiem ci, że cholerna fantazja nie dorównuje rzeczywistości.

Starałem się nie wsuwać się w nią zbyt szybko, ale dotarłem już do skrajnego punktu. Cały mój kutas był w jej ustach, aż po jądra. Pomrukiwała, mierząc się z moją wielkością, walczyła o wdech, kiedy jej nos blokowała podstawa mojego przyrodzenia.

- Grzeczna, gorąca dziewczynka - wyszeptałem. - Ślicznie wyglądasz na kolanach z moim fiutem w ustach. Nigdy nie widziałem niczego piękniejszego.

Wykonałem szybsze i głębsze ruchy, aż z jej oczu popłynęły łzy.

- Daję ci to, czego pragnęłaś - przypomniałem jej, kiedy usiłowała spowolnić moje posunięcia. - Widziałem, jak na mnie patrzyłaś. Wiem, o czym myślisz, kiedy jesteś sama w nocy. Fantazjujesz o tym, kiedy dotykasz swojej cipki?

Próbowała skinąć głową, jęknęła na potwierdzenie, czym zarobiła sobie na głębsze pchnięcie. Takie, że się aż zakrztusiła.

- Jesteś taka piękna, kiedy mój kutas wypełnia twoje usta. - Położyłem dłonie po obu stronach jej głowy i poruszałem biodrami w przód i w tył. - Twoje usta się rozciągają, a policzki zapadają. Uwielbiam patrzeć, jak walczysz o to, żeby wsunąć mnie głębiej, żeby objąć całą długość mojego kutasa. - Naprawdę mi się to podobało. Przyjemność stopniowo narastała u podstawy mojego kręgosłupa. Czysty błogostan. Jej stłumione jęki, ślina spływająca po jej brodzie na moje jaja. Pełna kontrola, którą tak chętnie mi przekazała.

- Czy twoja cipka zrobiła się wilgotna? - Wsunąłem się na tyle głęboko, że aż sapnęła. Chciałem odcisnąć ślad w jej ustach. - Założę się, że jest zazdrosna. Czujesz, jak pulsuje? Też pragnie mojego kutasa, prawda?

- Mmmm. - Mocniej zacisnęła palce na moich udach, jakby przygotowywała się na więcej.

- Pokaż mi, jak bardzo go chcesz. Weź go całego. Ssij mnie mocno. - Nacisk jej warg się zwiększył, a przyjemność rozpływająca się po całym moim członku osiągnęła szczyt. - Cholera, wyssiesz ze mnie spermę.

Moje słowa zachęciły ją do jeszcze mocniejszej akcji. Tarła ciepłymi ustami moje prącie, a ja drżałem.

- Dochodzę - wycharczałem, szaleńczo poruszając biodrami. - Połykałaś kiedyś?

Pokręciła głową. Nie potrafię opisać radości, która wypełniła moje serce.

- Dobrze, właśnie to chciałem usłyszeć. Przygotuj się, bo połkniesz każdą kroplę, która ze mnie wystrzeli.

Trzymałem jej głowę na tyle mocno, że nie mogła się ruszyć. Nie miała wyboru. Musiała przyjąć to, co chciałem jej dać.

- Zliżesz z podłogi każdą kroplę, którą wypuścisz - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.

W końcu ogarnęła mnie ekstaza. Wytrysnąłem prosto do jej gardła. Strzał za strzałem wypełniał jej usta, a ja jęczałem z ulgą. Moje mięśnie napinały się, aż nic nie zostało i mogłem wysunąć z jej pełnych ust wiotczejącego kutasa.

Z uwielbieniem patrzyłem, jak posłusznie połykała to, co jej podarowałem. Nie uroniła ani kropelki. Opadła na podłogę z ulgą.

- Grzeczna dziewczynka. - Złapałem ją pod brodę i zadarłem jej głowę. Patrząc w dół, uśmiechnąłem się do niej z dumą. - Cholernie dobrze się spisałaś.

Rozpromieniła się od pochwały, choć nadal jeszcze łapała oddech.

- Jesteś taka piękna - zachwyciłem się, ścierając łzy z jej zaróżowionych policzków. Jej piersi falowały od głębokich wdechów. - Wyjątkowa.

Kiedy się do mnie uśmiechała, coś we mnie pękło. Coś, czego raczej nigdy już nie zlepię w całość, nawet gdybym bardzo chciał.

- I jesteś moja - dodałem, wierząc w to całym sobą.

Była moja, cokolwiek to znaczyło. Nie było od tego odwrotu.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki