Imperium postradanych zmysłów - Kathy Acker

Kup ebooka

42.00 zł
29.64 zł (29,24 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Dedykacja Seria przekładów Elegia dla świata Ojców I Gwałt przez Ojca (mówi Abhor poprzez Thivaia) Wydawnictwo poleca

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

3 5 7 9 10 11 12 13 14

I Gwałt przez Ojca

(MÓWI ABHOR POPRZEZ THIVAIA)

Oto co Abhor, która jest moją wspólniczką, pół robotem a pół czarną, opowiedziała mi o swoim dzieciństwie:

Moja Babcia

Była matką mojego ojca. On wyszedł z niej. A ona wyszła z naprawdę bogatej niemiecko-żydowskiej rodziny.

Ale kiedy była jeszcze dzieciakiem, przez to całe przed-nazistowskie nacjonalistyczno-obsrane bagno w Niemczech, słyszałeś o nim, jej rodzina musiała wyjechać z Niemiec. Nie było to do końca uchodźstwo polityczne. Raczej uchodźstwo polityczne... z własnej woli. By uciec z tych przed-nazistowskich gett jej rodzina musiała zapłacić swoim dobrobytem. Dobrobyt był ceną i kosztem za uchodźstwo polityczne. Dobrobyt był ceną i kosztem za kapitalizm. Ale teraz mamy globalne korporacje. Nana (moja babcia) przybyła do Paryża ze swoją matką i ojcem bez grosza.

Jak to się często robi z biedy, rodzice wystawili ją na ulicę jak na pastwisko. Żeby robiła im pieniądze. Była w odpowiednim wieku, jakieś dziesięć lat. W tamtym wieku moja babcia była piękna. Była niemal tak piękna, nawet jako dziecko, jak uparta i zdeterminowana była by stać się kimś i zrobić coś ze swoim życiem. Nie miała zamiaru prostytuować się całe swoje życie. Z wiekiem moja babcia stała się jeszcze bardziej uparta i zdeterminowana.

Ja jestem uparta i zdeterminowana.

Był pewien chłopak, nastoletni robotnik. Przypominał nieśmiałego lisa, jego oczy niemal się ze sobą zbiegały, a cienkie usta rozciągały się od wielkiego ucha do klapniętego ucha. Ten chłopak, niemal tak piękny jak kosmyk łoniaków mojej babci, kochał się w mojej babci na dystans i w wyobraźni. Przyglądał się jej jak chodziła od typa do typa.

Po jakimś czasie, czasie potrzebnym by pożądanie pokonało nieśmiałość i dystans, bo czas jest zawsze, Nana i ten chłopak chodzili po ulicy, z dłońmi mocno splecionymi, tak że pot w tym upale skapywał na zniszczone ulice, pomiędzy jej puszczaniem się po ulicach w robocie, pomiędzy jej krwawymi okresami ciężkiej pracy. Zdaniem Karola Marksa kontynent ten otworzył się sto lat temu. Jaki kontynent? Kontynent końca kapitalistycznego czy teleologicznego świata. W świecie dziewiętnastowiecznego Zachodu ludzie, którzy zapuścili się na ten nowy kontynent byli bojownikami rewolucyjnej walki klas. Wiedząc o tym kapitan obyczajówki który patrolował te ulice uważał Nanę i chłopaka, odkąd został jej alfonsem, za terrorystów.

Właściwie to Aleksander, ten chłopak, był niewinny. Kiedy miał około sześciu lat naturalnie fantazjował o tym, że jego pra-pra-pra-pra... pradziadkiem był Aleksander Wielki. Kochał węże. Jego matka, prawdziwa żmija, była wyrodną matką. Znęcała się nad nim, albo wrzeszcząc wszędzie i tak głośno jak to możliwe o tym co akurat czuła, do cna narcystyczna suka, albo przytłaczając go płaczliwą, niechcianą przez Alexandra czułością, tak jakby właśnie umarł. Tak jak dwóch wojowników walczy na śmierć i życie, tak on musiał wielbić ją aż do śmierci. Wychował się w tej wojnie. Wychował się na wojnie. Wychował się, czy raczej odmówił wychowania, totalnie nieufny i nieuformowany, otwarty niczym dzikie zwierzę. Dlatego Aleksander przypominał młodego liska, którego jaźnie były permanentnie zezowate.

Ponieważ nie potrafił dostrzec kogokolwiek innego niż samego siebie a jednocześnie był do przesady romantycznym, Aleksander kochał moją babcię nienawidząc jej. Kochał ją chcąc ją zabić: by wyciągnąć ją z tego syfu, jakim jest prostytucja.

Nana i ten dzieciak chodzili po ulicach spalonych słońcem, ze spalonymi mózgami trzymając się mocno za ręce. Gdyby tylko mogli, zabiliby siebie nawzajem.

Kapitan obyczajówki zrobił to pierwszy. Pewnej nocy, bo musiał wypełnić dzienną normę aresztowań by utrzymać swoją obleśną pracę, zakuł moją babcię. I zakuł to, nie kogo, co uważał za jej alfonsa. Zakuł ich wszystkich. Ścierwo. Usunąć biedotę z ulic i odesłać tam, gdzie jej miejsce. Martwą.

Nana wróciła na ulicę: jej prawdziwy alfons wyciągnął ją z więzienia. Po dwudziestu czterech godzinach, tak żeby zapamiętała swoje miejsce w szeregu. O ile w ogóle istniał szereg. Moja babcia nigdy niczego nie zapomniała. Jako że Aleksander był niewinny, ani nie był biznesmenem, żaden alfons nie przyszedł wykupić go z więzienia.

Aleksander był niewinny do tego stopnia że jego niewinność stawała się głupotą. Gdyż wierzył że jest niewinny. Być może był, ale pomylił sobie światy. Wierzył, że skoro nie jest winny sutenerstwa, a sądy są sprawiedliwe, nie musi opłacać prawnika. Wierzył, że prawnicy zarabiają tylko na winnych. Sąd wymusił na chłopaku prawnika z urzędu. Ponieważ jednak prawnik z urzędu nigdy nie pojawił się w sądzie, czy w ogóle gdziekolwiek, Aleksander sam mógł dowodzić swojej niewinności. Następnie kapitan obyczajówki przysiągł cokolwiek, co kapitan obyczajówki musi przysiąc by utrzymać porządek rzeczy. Który być może istnieje a być może nie.

Cała ta rozprawa trwała dokładnie pięć minut: sędzia podał liczbę prokuratorowi, prokurator podał liczbę sędziemu, tam i z powrotem, pięć minut. W końcu sędzia podał jakieś liczby. Mężczyzna który mógłby zagrać w horrorze coś więcej niż statystę odprowadził, by rzec kulturalnie, Aleksandra przez ciąg drzwi do pustej celi więziennej.

Po kilku tygodniach z celi więziennej został odprowadzony na ulicę. Na innej ulicy kupił obrzyn w lombardzie, następnie wsunął kilka naostrzonych noży kuchennych za pas i wyszedł z powrotem na ulicę. Ruszył po całą obyczajówkę. Zamierzał zabić każdego członka policji obyczajowej. Miał dziewiętnaście lat. Był romantykiem. Udało mu się zabić czterech. Pały by go zatrzymać dosłownie musiały przygwoździć go do ściany: tak wielką siłę dało mu szaleństwo.

Skazali (sąd skazał) chłopaka na śmierć.

Była to jedna z ostatnich dziewiętnastowiecznych rewolt wznieconych przez nieistniejących przeciw ich ekonomicznym nadzorcom. W pewnym sensie, Nana kiedy była dziwką stała się jedną z ich ostatnich przyczyn.

Od zawsze częścią służby policji było jednoczenie się przeciw wszystkim tym, którzy nie są nimi ani ich ludźmi. Dla psiarni służba to natura. Gliniarze upewnili się, że sędzia, który jest ich człowiekiem, skaże chłopaka na tak szybką śmierć jak to tylko możliwe.

Światłem w noc egzekucji chłopaka, jedynym światłem, był rozżarzony róż ostra ochra organ zwłoki nóż. Wszyscy ludzie nawiedzeni przez zbrodnię i cierpienie, żyjący w Sekcji Rozpaczy, zebrali się na miejscu: w więzieniu z krzesłem elektrycznym. Po dwóch stronach więzienia, burżuazyjna widownia, niezdolna do oglądania własnymi oczami niczego co nie leci w telewizji, szczelnie zaciskała powieki. Jak mówią: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal". Za dwoma pozostałymi stronami więzienia ściany sięgały wnętrza oczu boga. O ile bogowie istnieją, skoro biedni istnieją. Poniżej ścian kaleki oraz umysłowo okaleczeni, samotni, włóczyli swoimi wielkimi nogami.

Gliniarze na monstrualnych czarnych koniach przypierali nędzników do ścian. Ale masy były zbyt przeraźliwie ignorowane i przeraźliwe wściekłe by dało się je opanować. Żadna czarna bestia ani ludzka bestia nie mogła przedrzeć się przez morze ludzkiego plugastwa.

Kiedy światło było wodą, o brzasku, nie było wody, kiedy błyskawiczne fale elektryczne przeklinały i przepływały przez ciało chłopaka niczym woda: masa niczym fala przypływowa grzmiała. "Mord. Mordują nas".

Gliniarze ruszyli na nich jak ściana, która się rusza. Wszystko staje się czymś innym. We krwi i zmianie rozpoczęło się moje dzieciństwo.

Ponieważ była biedna, Nana nauczyła się że społeczeństwo to tylko plugawa sztuczka. Ponieważ była totalnie uparta i zdeterminowana by nie zostać brudną sztuczką bogatych, nieżywą, bo śmierć nie jest życiem dla ludzi, podążając za własnym światłem Nana osiągnęła sukces. Wyszła za mąż za bogatego mężczyznę, który posiadał część dzielnicy odzieżowej. Biedni mogą odpowiedzieć na zbrodnie społeczeństwa, na ich ekonomiczny niedostatek opóźnienie prymitywizm obłęd nudę beznadzieję, jedynie kolektywną zbrodnią lub wojną. Jedną z form kolektywnej zbrodni jest małżeństwo.

Myślę że ponieważ widziałam czym było małżeństwo dla mojej babci i ponieważ ją kocham, nie jestem zdolna seksualnie pokochać inną istotę ludzką lub przyjąć miłość innej istoty ludzkiej. Jeśli już muszę kochać, z rozpaczy lub rozpaczliwie, znam miłość jedynie w sojuszu z nienawiścią.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Kathy Acker, Imperium postradanych zmysłów przełożył Patrick Leftwich, Kraków 2025

Copyright ? 1988 by Kathy Acker Copyright ? for the translation by Patrick Leftwich, 2025 Copyright ? for this edition by Wydawnictwo Ha!art, 2025

Wydanie I

ISBN 978-83-67713-74-0

Redaktor prowadzący - Piotr Marecki

Redakcja - Jacek Żebrowski

Korekta - Weronika Klimowicz-Kozłowska

Projekt okładki - Michalina Jurczyk

Projekt typograficzny - Marcin Hernas

Skład i łamanie - By Mouse | www.bymouse.pl

Dystrybucja, promocja - Piotr Miernikowski

E-book - eLitera s.c.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury - państwowego funduszu celowego

Projekt zrealizowany przy wsparciu finansowym Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO, realizowanej przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków

562. publikacja wydawnictwa

Wydawnictwo Ha!art ul. Konarskiego 35/8, 30-049 Kraków tel. 795 124 207 wydawnictwo@ha.art.pl www.ha.art.pl

Wydawnictwo Ha!art

@wydawnictwohaart

@wydhaart

@wydhaart

SERIA PRZEKŁADÓWprowadzona przez Aleksandrę Małecką i Piotra Mareckiego

Napitki & literatura. Antologia opowiadań holenderskich i flamandzkich, pod redakcją Barbary Kalli i Bożeny Czarneckiej, przełożyły Barbara Kalla, Bożena Czarnecka i Ewa Dynarowicz Ambrose Bierce, Diabli dykcjonarz, przełożył Mateusz Kopacz Anthony Joseph, Afrykańskie korzenie UFO, przełożyła Teresa Tyszowiecka blasK! Robert Burton, Anatomia melancholii, wybrał i przełożył Michał Tabaczyński Jean Ray, Malpertuis, przełożył Jakub Polaszczyk Ni?a Weijers, Konsekwencje, przełożyła Jadwiga Jędryas Ishmael Reed, Mambo dżambo, przełożyła Teresa Tyszowiecka blasK! Katarína Kucbelová, Czepiec, przełożyła Katarzyna Dudzic-Grabińska Peter Markus, Bob albo mężczyzna na łodzi, przełożył Piotr Siwecki Antologia opowiadań. Ruska klasyka, zestawił i przełożył Daniel Majling, przepisała Weronika Gogola Kathy Acker, Krew i flaki w szkole średniej, przełożył Andrzej Wojtasik Judith Schalansky, Spis paru strat, przełożył Kamil Idzikowski Łeś Bełej, Plan naprawy Ukrainy, przełożyli Aleksandra Brzuzy, Maciej Piotrowski, Ziemowit Szczerek Nicol Hochholczerová, Tego pokoju nie da się zjeść, przełożył Rafał Bukowicz Barbora Hrínová, Jednorożce, przełożyła Olga Stawińska Iceberg Slim, Alfons. Historia mojego życia, przełożyła Teresa Tyszowiecka blasK! Sergiej Sergiejewicz Sajgon, Brud [*khaki], przełożyła Aleksandra Brzuzy Katja Gorečan, Książeczka macierzyńska, przełożył Miłosz Biedrzycki Joost de Vries, Republika, przełożył Jan Pędziński Harry Josephine Giles, Port hwjezdny Topjo, przełożył Krzysztof Bartnicki Judith Schalansky, Szyja żyrafy, przełożył Kamil Idzikowski Peter Markus, Dobrze, bracie, przełożył Piotr Siwecki Miroslava Kuľkova, Hotel Balkan, przełożył Rafał Bukowicz Kathy Acker, Imperium postradanych zmysłów, przełożył Patrick Leftwich

KOLEJNE KSIĄŻKI W SERII

Ivan Međeši, Jedzenie, przełożyły Olga Stawińska i Magdalena Bystrzak Romain Gary, Wino umarłych, przełożył Jakub Polaszczyk Constance Debré, Play boy, przełożył Jakub Polaszczyk