Imperium McDonald's. Od przedstawiciela handlowego do milionera. Ray Kroc - Kinga Kosecka, Łukasz Tomys


Reflow text when sidebars are open.
Ray Kroc, bez którego nie poznalibyśmy smaku BigMaca, urodził się 5 października 1902 roku w Oak Park, niedaleko zachodniej granicy Chicago. Jak podaje portal The Balance w artykule z września 2017 roku, korzenie jego rodziny sięgają obszarów Czechosłowacji. Ojciec Raya, Louis Kroc, był bardzo pracowitym człowiekiem. Zatrudnił się w Western Union już w wieku 12 lat, a następnie konsekwentnie piął się po szczeblach kariery, pomimo że edukację przerwał w ósmej klasie. Nigdy nie miał możliwości, aby ją dokończyć. Prawdopodobnie to właśnie dlatego tak bardzo zależało mu, aby jego dzieci znalazły się w kręgu wykształconych osób. Należał do grupy wokalnej, która spotykała się w domu małego Raya. Dzięki temu chłopiec już od najmłodszych lat miał kontakt z muzyką. Jego mama, Rose, zawsze akompaniowała mężczyznom na pianinie, a także dorabiała, dając lekcje gry na tym instrumencie. W autobiografii Kroc wspomina ją jako uśmiechniętą i życzliwą duszę prowadzącą zawsze wysprzątany oraz świetnie zorganizowany dom.
Jednocześnie była także wymagająca i oczekiwała od Raya, aby sprzątał, zamiatał czy posłał łóżko, co zresztą mu nie przeszkadzało. Młody Kroc nie marudził, tylko pilnie wykonywał polecenia mamy. Był dumny, że w ten sposób może jej pomóc. Ray nie był jedynakiem. Dorastał razem z dwójką rodzeństwa, pięć lat młodszym bratem Bobem i osiem lat młodszą siostrą Lorraine. Uważał ich za dużo bardziej pilnych uczniów niż on sam. Sądził nawet, że w przyszłości będą mieli znacznie większą szansę na osiągnięcie sukcesu. Ray wspomina również, że z Bobem, który został profesorem i prowadził badania medyczne, nie miał zbyt wielu tematów do rozmów. W kulturze europejskiej nieodłącznym atrybutem osoby inteligentnej i osiągającej sukcesy jest książka. Charlie Munger, czyli przyjaciel i wspólnik Warrena Buffetta, a do tego miliarder i erudyta, uważa, że nigdy nie poznał ani jednego mądrego człowieka, który nie lubi czytać książek. Czyżby nie spotkał na swojej drodze twórcy koncernu McDonald's?
Kroc nie lubił czytać i nigdy się z tym nie krył. Twierdził, że książki przeraźliwie go nudzą i tłumaczył to faktem, iż znacznie bardziej od siedzenia nad zadrukowanymi kartkami woli działanie. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele czasu spędzał na przemyśleniach, kiedy to wyobrażał sobie, jak rozwiązuje różnego rodzaju skomplikowane sytuacje i jak reaguje na niespodziewane wydarzenia. Jak możemy się dowiedzieć z notatki w BiggSuccessz października 2008 roku, otrzymał on od matki pseudonim Danny Dreamer, czyli Danny Marzyciel. Wszystko dlatego, że nie raz widziała go siedzącego samotnie i bujającego w obłokach. Nazywano go tak później wielokrotnie, nawet w szkole średniej. Często wracał do domu niezwykle podekscytowany. Oczywiście nie zajęciami w publicznej placówce. W głowie wciąż obmyślał kolejne projekty. Cechą Raya, której brakuje wielu osobom z niezwykłymi pomysłami, było to, że absolutnie nie marnował on czasu na marzenia, które miały szanse zaistnieć tylko w jego głowie. Za każdym takim przemyśleniem szło konkretne działanie.
Przykładowo, kiedy wpadł na pomysł prowadzenia punktu z lemoniadą, to niedługo później można było go zobaczyć przy takim właśnie stoisku, kiedy z entuzjazmem obsługiwał kolejnych klientów. Już od najmłodszych lat Ray dał się poznać jako osoba niezwykle pracowita. Absolutnie nie zgadzał się ze stwierdzeniem, że nieustanna praca bez rozrywki czyni z człowieka nudziarza. Dla niego możliwość wdrażania swoich pomysłów w życie była jedną, wielką zabawą. Czerpał z niej dokładnie tyle samo przyjemności, ile z baseballu, o którym chętnie i wiele razy opowiadał z niezwykłą pasją. Zresztą ta druga pasja powróciła do niego, kiedy już został milionerem.
Tak więc młody Ray nie bał się pracy ani w sklepie spożywczym, ani w drogerii wuja, ani nawet w założonym przez siebie i kolegów sklepiku muzycznym, który niestety nie przynosił wystarczających dochodów, aby utrzymać się na rynku. Zawsze kiedy tylko nadarzyła się taka okazja, pracował. Dzięki temu zdobył doświadczenie, które później okazało się niezbędne w procesie tworzenia sieci restauracji McDonald's. Przykładowo, obsługując automat do napojów zauważył, że uśmiechem i entuzjazmem można bardzo łatwo przekonać klienta do zakupu deseru lodowego, mimo że przyszedł tylko na kawę. Z artykułu z grudnia 1998 roku, który ukazał się na portalu Time, możemy dowiedzieć się jak z czasem Kroc zaczął traktować sprzedaż. Otóż powiedział, że polega ona przede wszystkim na zdobyciu sympatii i zaufania potencjalnego klienta. Pozyskanie jego pieniędzy w zamian za towar lub usługę stanowi jedynie ostatni etap tego procesu. Ciekawych informacji dostarcza także portal Entrepreneur, który w artykule z października 2008 roku wyjaśnia, że Kroc, już jako młody człowiek, postrzegał świat jako jedno wielkie miejsce sprzedaży.
Pasją, która odcisnęła piętno na życiu Raya Kroca, była gra na pianinie. Uczył się jej pilnie pod okiem matki, choć w jego mniemaniu była ona przesadnie wymagająca. Po kilku latach docenił jednak jej wkład i wyraził wdzięczność za godziny spędzone na trudnych ćwiczeniach. Kroc nie miał najmniejszego problemu z wysoką samooceną. Mówił o sobie jako o bardzo dobrym, zręcznym uczniu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Bardzo szybko zdobył rozgłos w okolicy i został zaproszony do akompaniowania na organach podczas prób chóru w kościele parafialnym Harvarda. Kierownik całego zebrania powinien jednak mimo wszystko lepiej przemyśleć wybór pianisty. Choć Rayowi nie brakowało talentu i umiejętności to na pewno nie można powiedzieć tego samego o cierpliwości. Według niego muzyka była zdecydowanie zbyt wolna, monotonna i po prostu nudna, a przerwy - za długie. Młody Kroc postanowił więc urozmaicić próbę, grając na koniec samowolnie inny, żywszy utwór, którego nie było w planie. Jak można się domyślić, nie spotkało się to z aprobatą dyrygenta. Trudno się więc temu dziwić, że nigdy więcej nie został poproszony o akompaniowanie na organach. Jak widać, już wtedy miał w sobie coś z buntownika i nonkonformisty. Jego zainteresowania muzyczne miały też bardziej komercyjny charakter. Podziwiał pianistów w ogromnych sklepach w jednej z dzielnic Chicago, którzy potrafili przyciągnąć klientów do działu sprzedaży.
Jeśli szkoła przeszkadza Ci w prawdziwej nauce, to wciąż nie przekreśla Twoich szans na zostanie miliarderem. Ray również nie znosił szkoły, a lekcje dłużyły mu się bez końca. Spotykał tam mnóstwo uciążliwości, a postępów niemalże nie zauważał. Aby zabić czas, postanowił zapisać się do drużyny skautów, lecz szybko zrezygnował z tego pomysłu, ponieważ przydzielono mu funkcję trębacza. Jak można się domyślić, perspektywa rozwoju w tej roli była żadna. Jedyną rzeczą, którą polubił w szkole, były debaty. Uwielbiał dowodzić swoich racji i znajdować się w centrum uwagi.
W książce Willa Petersa pt. LeadershipLessons: Warren Buffett, Walt Disney, Thomas Edison, Katharine Graham, Steve Jobs, and Ray Kroc, wspomniano o zabawnej sytuacji pokazującej niezwykły talent przyszłego biznesmena. Chodzi o szkolną debatę na temat Czy należy zabronić palenia papierosów?Pomimo że trafił do zespołu, który miał bronić prawa do palenia, a więc - bądź co bądź - otrzymał trudniejsze zadanie, udało mu się oczarować publiczność. W oczach widowni pojawiły się łzy, kiedy opowiedział historię o swoim pradziadku, któremu u schyłku życia został tylko mały piesek i kłęby dymu z fajki. Całe przemówienie zakończył pytaniem retorycznym skłaniającym do przemyśleń: Czy ktokolwiek miałby serce, aby odebrać temu staruszkowi jego ostatnią radość na tym świecie, a mianowicie jego ukochaną fajkę. Po tym ostatnim zdaniu na sali rozległ się wielki aplauz. Ray żałował, że jego ojciec nie widział tego sukcesu. Mogłoby mu to trochę wynagrodzić złe wyniki Raya w szkole.
Młodość Kroca przypada na okres I wojny światowej. Zatrudnił się wtedy jako sprzedawca kawy ziarnistej, ponieważ nie widział sensu chodzenia do szkoły. Jednak najważniejsze dla niego były w tamtym okresie działania wojenne. Nie potrafił myśleć o niczym innym, kiedy słyszał rozbrzmiewające słowa Over There. Pomimo początkowego sprzeciwu rodziców, zaciągnął się jako kierowca karetki Czerwonego Krzyża. Oczywiście skłamał na temat swojego wieku. Miał wtedy zaledwie 15 lat.
Nie tylko on sfałszował swoją metrykę. Ray na szkoleniu w Connecticut spotkał chłopaka, który również nie powinien się tam znaleźć ze względu na nieodpowiedni wiek. Uważano go za dziwaka. W wolnym czasie, kiedy cały obóz szedł do miasta podrywać dziewczyny, on zostawał i rysował. Nazywał się Walt Disney. Jak możemy się dowiedzieć z artykułu z grudnia 2002 roku w Jim Hill Media, został on przydzielony razem z Krocem do tej samej jednostki. Po wojnie obaj znaleźli się w Kalifornii, aby szukać sławy i fortuny.
Wróćmy jednak do Kroca. Po wojnie z powrotem udał się do swojego rodzinnego miasta. Zaczął od nowa chodzić do szkoły, ale ponownie szybko z niej zrezygnował. Algebra nie stała się atrakcyjniejsza podczas jego nieobecności. Zamiast tego zajął się sprzedażą artykułów pasmanteryjnych oraz dorabiał, grając na pianinie. Odkrył, że za sukcesem udanej transakcji zawsze stoi indywidualne dopasowanie oferty do klienta. Wystarczyło, że Ray miał dobry tydzień i dużo zleceń muzycznych, a zarabiał więcej niż jego ojciec. Już w wieku siedemnastu lat był niezwykle pewną siebie osobą. Procentowało to nie tylko w życiu zawodowym, ale także prywatnym. Często umawiał się na randki. Z książki Petersa dowiadujemy się, że przywiązywał dużą wagę do wyglądu i uwielbiał czesać się tak, by naśladować ówczesnego idola nastolatek - Rudolpha Valentino. Kupował drogie ubrania i palił wysokiej jakości tureckie papierosy z filtrem, które niedbale rzucał na stolik, aby oczarować płeć piękną. Później stwierdził jednak, że ten okres jego życia napawa go wstydem, gdyż niczego bardziej nie nienawidzi niż udawania.
Dzięki grze na pianinie spotkał pierwszą miłość. Latem 1919 roku porzucił pracę jako sprzedawca artykułów pasmanteryjnych i zatrudnił się w zespole grającym nad jeziorem Paw-Paw w Michigan. Wśród stałych bywalców na wieczornych tańcach były siostry Ethel i Maybelle z Melrose Park w Illinois. Od samego początku między Rayem a Ethel zaiskrzyło. Spotykali się nieustannie, nawet wtedy, kiedy Kroc zaczął pracować w dzielnicy finansowej Chicago, zapisując notowania na tablicy New York Curb. Musieli jednak się rozstać, kiedy ojciec Kroca awansował i dostał pracę w filii Western Union w Nowym Jorku. Ray przeprowadził się wraz z rodzicami i podjął pracę kasjera, która była dużo bardziej monotonna niż wpisywanie notowań na tablicę.