Bianka
- Dobrze, że wróciłaś. - Stephanie uśmiechnęła się od ucha do ucha, stojąc przy moim boksie, kiedy układałam rzeczy na biurku na zakończenie jednego z najdłuższych dni pracy w życiu.
Czułam się zupełnie inną osobą w porównaniu z dniem, kiedy wyszłam na lunch przed wypadkiem. Miałam wtedy podpisać umowę najmu. Najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Coś, co ludzie robią każdego dnia. Sądziłam, że po załatwieniu formalności wrócę za biurko. Czemu miałabym zakładać coś innego?
Minęły ponad dwa tygodnie, choć równie dobrze mogły minąć dwa lata, a nawet dwie dekady. Od chwili, kiedy tamtego dnia opuściłam biuro, zostałam potrącona przez samochód, odtransportowana na oddział ratunkowy i spędziłam wiele dni w łóżku, wracając do sił. Dowiedziałam się w tym czasie, że moja najlepsza przyjaciółka była maltretowana przez swojego byłego chłopaka. A później zostałam porwana przez mojego eks.
Który teraz nie żył, a mężczyzna, który go zabił, być może zamordował także moją matkę.
Nic dziwnego, że tak trudno było mi się dziś skupić na pracy. Wszystko wydawało mi się głupie i bezsensowne. Od początku nie miałam zbyt dobrego zdania na temat pracy, którą wykonywałam, ale po tym wszystkim, co się wydarzyło, zachodziłam w głowę, po co ktokolwiek miałby spędzać pół życia nad arkuszami kalkulacyjnymi, marnując cenne godziny.
Czy takie myśli towarzyszą ludziom, którzy więcej niż raz otarli się o śmierć? Czy byłam w punkcie zwrotnym? Miałam teraz odmienić całe swoje życie, żeby nie tracić z niego ani chwili na coś, czego nie lubiłam?
Jasne. Już widzę, jak to robię, mieszkając u ojca. Zdziwiłam się, że pozwolił mi bez protestów wyjść do pracy, ale przecież uważał, że trafiła mi się świetna okazja. Że odniosłam niesamowity sukces, bo cały dzień siedziałam w szarym boksie, ślepiąc się nad jakimiś cyferkami na ekranie.
Mimo tych myśli uśmiechnęłam się do Stephanie. Miałam nadzieję, że wypadłam szczerze. Przecież koleżanka nic złego mi nie zrobiła.
- Mówisz tak, bo cieszysz się, że nie musisz już mnie zastępować - powiedziałam żartobliwie i puściłam do niej oko.
- No dobrze, nie będę ściemniała, że tak nie jest - odpowiedziała wesoło, ale szybko spoważniała. - A tak szczerze, to naprawdę dobrze, że jesteś z powrotem. Nieźle nas nastraszyłaś.
Stephanie nie miała pojęcia, jak przerażające rzeczy się działy. Wiedziałam, że naprawdę się o mnie martwiła, choć nie rozumiałam dlaczego. Przecież nie pracowałam tutaj zbyt długo. Jeszcze nie przywykłam do tego, że ludzie szczerze mnie lubili, a nie tolerowali, bo byłam znajomą Tatum, która zawsze lepiej sobie radziła z zawieraniem znajomości i była zdecydowanie bardziej popularna.
- Ciekawe, czy wytrwam dwa dni z rzędu. - Uniosłam dłoń z kciukiem zwiniętym w pięść i roześmiałam się, choć w środku całą się trzęsłam. Przecież następnego dnia musiałam tutaj wrócić. Jak, do cholery, wytrzymam takie coś do emerytury?
Zwłaszcza że przez większość dnia myślałam o Callumie, zamiast skupiać się na pracy. Nawet teraz musiałam włożyć wysiłek w to, żeby ponownie nie zajął całej mojej uwagi. Postanowiłam pomyśleć o mamie. Przypomniałam sobie, jak w Halloween chodziła ze mną po cukierki, bo tata zawsze tego wieczoru pracował. Wróciłam wspomnieniami do sobotnich popołudni w kinie i tego, jak uczyła mnie piec chleb. Szkoda, że szybko zapomniałam tę umiejętność. Mama zawsze pachniała kwiatowo. Nadal pamiętałam jej ciepły, donośny i bezwstydny śmiech. Często miałam wrażenie, że chodził jej po głowie sprośny dowcip, który bardzo chciała komuś powiedzieć, bo na jej ustach zazwyczaj malował się specyficzny uśmieszek.
Myślałam o niej, idąc do windy. Na mamie powinnam koncentrować swoje myśli. Czemu miałoby być inaczej? Moja tęsknota za Callumem brukała jej pamięć. Nie miałam pewności, czy tata miał rację, podejrzewając go o jej zabójstwo, ale dopóki nie będę tego wiedziała na sto procent, musiałam zachować zimną krew. A to oznaczało, że musiałam przestać obsesyjnie o nim myśleć dniami i nocami.
Byłam nieszczęśliwa, ale nic na to nie mogłam poradzić. Odnosiłam wrażenie, że unosiła się nade mną ciemna, złowieszcza chmura, z której zamiast deszczu sączyły się na mnie poczucie winy i wstyd. Nie mogłam sobie darować tego, że tak łatwo dałam się mu zmanipulować.
Podziemny parking był już prawie pusty. Tylko kilka osób zostało jeszcze dłużej niż ja. Większość pracowników wyszła chwilę przede mną. Mimo sporych zaległości w pracy nie potrafiłam zmusić się do dłuższego siedzenia. Nie, kiedy czułam się tak smutna i przytłoczona. Mimo że byłam dość głęboko pogrążona w myślach, dotarło do mnie dobiegające zza moich pleców trzaśnięcie drzwiczkami i stukot kroków.
Sięgając do klamki, żeby otworzyć drzwiczki, zobaczyłam odbicie jego przystojnej twarzy w szybie. Krzyk ugrzązł mi w gardle. Szybkim ruchem zakrył mi usta dłonią, obejmując mnie drugą ręką w pasie. Przycisnął mnie do swojej umięśnionej piersi. Poczułam panikę. Czyżby właśnie w tej chwili chciał ujawnić swoje prawdziwe intencje? W ten sposób przekonam się, że mój ojciec miał rację?
Jezu, mam nadzieję, że tak nie było. Nie chciałabym umrzeć w ten sposób. Na szczęście coś się we mnie rozbudziło i zaczęłam walczyć.
Broń się. Nie poddawaj się.
- Cholera, nie wierć się tak. Tak dawno cię nie dotykałem. Mógłbym cię zerżnąć tutaj, opierając o samochód - wyszeptał mi Callum do ucha.
Tembr jego głosu wywołał ciarki na całym moim ciele. Złość i lęk zelżały, ale i tak miałam zamiar uciec temu psychopacie, gdy tylko mnie wypuści z uścisku. Callum otworzył drzwi samochodu i zwolnił chwyt, popychając mnie na siedzenie.
Żeby zachować jak największy dystans od niego, wsparłam się dłońmi o chłodne, skórzane obicie kanapy. Nie byłam dość uważna, żeby dostrzec, że zaparkował tuż obok mnie. Idiotka. Powinnam była wiedzieć, że będzie mnie śledził, gdy tylko opuszczę bezpieczne gniazdo ojca. Mężczyzna pokroju Calluma nie pozwala, żeby coś, czego pragnął, wymknęło mu się z rąk. A dziś najwyraźniej chciał mnie. Usiadł obok, zachowując się, jakby właśnie nie próbował mnie porwać. Przeczesał swoje ciemne włosy dłonią. Przełknęłam gulę w gardle.
To, że był tak szalenie przystojny, nie miało znaczenia. Musiałam pamiętać, że nie stał przede mną rycerz w lśniącej zbroi, który przybył mi na ratunek. Callum był przestępcą, który zawsze stawiał swoje potrzeby ponad potrzebami innych.
- Co jest z tobą nie tak? - rzuciłam, cała roztrzęsiona.
Czułam lęk i złość. Chciałam go spoliczkować i uciec. W żyłach krążyła mi adrenalina, kiedy sięgnęłam za siebie, żeby namacać klamkę.
- Zabezpieczenie przed dziećmi - oznajmił Callum. - Żeby jakaś dziewczynka nie wyskoczyła z samochodu w nieodpowiednim momencie.
Jaka szkoda, że nie potrafiłam go nienawidzić. Dlaczego moje serce ożywiało się, kiedy siedział tak blisko mnie? Dlaczego pragnęłam wtulić się w niego i rozkoszować ciepłem jego ciała? Jego niespodziewana obecność po tych kilku dniach przerwy była jak łyk wody w upale. Moje serce się radowało, choć w umyśle panowało przerażenie.
Drżącą ręką wygładziłam bluzkę i wzięłam się w garść.
- Co ty wyprawiasz, do cholery? Nie możesz tak po prostu pojawić się u mnie w pracy i siłą wepchnąć mnie do samochodu. Na parkingu są kamery. Ktoś mógł cię zobaczyć. Chcesz, żeby wezwano policję?
- Sądzisz, że zrobiłem coś takiego po raz pierwszy? - zaśmiał się, co mnie jednocześnie przestraszyło i otrzeźwiło. Dzięki temu nabrałam sił i nie zamierzałam błagać go o to, żeby do mnie wrócił. Będę silna. Zataił przede mną, że nadal był żonaty, i musiała o tym pamiętać. I że być może zabił moją matkę.
- Mam gdzieś, ile osób wepchnąłeś na tylne siedzenie swojego samochodu. Cokolwiek chcesz mi powiedzieć, musi poczekać. Nie jestem gotowa na taką rozmowę.
- W tym problem. Nie mogłem już dłużej czekać. Musiałem zobaczyć cię na własne oczy. Upewnić się, że nic ci nie jest. - W jego tonie głosu, nieco fałszywym, pojawiła się nuta, którą można było pomylić z czułością.
Wiedziałam, że to ściema. Callum nie potrafił być szczery. Gdyby było inaczej, nie przemilczałby prawdy o swoim rozwodzie tak beztrosko, przez co uwierzyłam, że to, co nas łączyło, było prawdziwe.
- Nic mi nie jest. Wróciłam do pracy i swojego życia. Dziękuję za troskę. - Pociągnęłam za klamkę, wbijając wzrok w Calluma. Przywarłam do drzwi, kiedy niepokojąco zbliżył się do mnie. Czułam ciepło jego ciała. Obawiałam się, że jeśli przysunie się jeszcze bardziej, poddam się mu. Nie mogłam sobie na to pozwolić. - Puść mnie. Muszę wracać do domu.
Poczułam na sobie jego żarliwe spojrzenie. Powinnam odwrócić od niego wzrok, ale to niczego by nie zmieniło.
- Bianko, nie uciekniesz przed nami. Nigdzie nie pójdziesz, dopóki sobie nie porozmawiamy - powiedział stanowczo, nachylając się w moją stronę.
Poczułam odurzający zapach jego perfum - cynamon i goździki.
Kiedy był tak blisko, mogłam łatwo zapomnieć o tym, że jest bardzo złym człowiekiem. Pamiętałam wtedy tylko, jak dużą przyjemność potrafi mi sprawiać.
- Serio? - Z całych sił uderzyłam go w klatkę piersiową obiema rękami. Udało mi się w ten sposób zwiększyć dystans między nami. Zdziwiony Callum spojrzał na mnie. Z dumą wyprostowałam ramiona. To jednak nie wystarczyło, żeby powstrzymać go przed położeniem mi dłoni na kolanie. Odtrąciłam jego rękę i stanowczo pokręciłam głową.
- Chyba zwariowałeś! Jak możesz myśleć, że pozwolę ci się dotknąć po tej historii? Jak mam ci ufać? Nic, co nas łączyło, nie było szczere. Nie ma nas, a twoje pojawienie się tutaj i wrzucenie mnie siłą do samochodu tego nie zmieni.
Mówiąc to, miałam świadomość, że oszukiwałam samą siebie. To, co nas łączyło, było prawdziwe. Po prostu nie chciałam się do tego przyznać, bo byłam wściekła. Oszukał mnie. Zrobił ze mnie idiotkę. Wszystko, co wiedziałam o nim, a co prawdopodobnie było prawdą, traciło na znaczeniu, kiedy się zbliżał. Czułam jego zapach, patrzyłam w jego namiętne oczy i wiedziałam, że nikt inny nie patrzył na mnie ten sposób. Z nikim innym nie połączy mnie nic podobnego.
Chciałam, żeby mnie dotknął. Chciałam, żeby był ze mną szczery i żeby mi udowodnił, że mój tata się mylił. Pragnęłam, żeby wszystko, co złe, zniknęło. Chciałam, żeby mi powiedział, że wszystko się ułoży.
Mama. Myśl o niej. Pamiętaj o kłamstwach, które Callum ci sprzedawał, i o tym, jak się przez nie czułaś.
- Sprawa z Amandą będzie załatwiona, ale nie możesz ode mnie uciekać. Nawet nie dałaś mi szansy wszystkiego wytłumaczyć. - Ponownie dotknął dłonią mojej nogi, a ja znowu ją mocno odtrąciłam.
Nie myślałam trzeźwo, kiedy mnie dotykał.
- Wytłumaczyć mi?! - podniosłam głos w przypływie złości. - Nie musiałbyś mi niczego tłumaczyć, gdybyś mnie nie okłamał i pozwolił, żebym sama zdecydowała - rzuciłam, ściskając uda i krzyżując ramiona przed sobą. Musiałam trzymać się swojego, być silną. Za bardzo go w tej chwili pragnęłam. Bardzo łatwo byłoby mi teraz spuścić z tonu.
- O czym? - spytał wyzywająco.
- O tym, czy chcę być tą drugą kobietą. Czemu miałabym ci pozwolić się tłumaczyć, skoro ty pozbawiłeś mnie szansy na wybór? Zataiłeś przede mną, że nadal jesteście małżeństwem. Wiesz, jaka czułam się upokorzona, kiedy wykrzyczała mi to prosto w twarz? Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Amanda to zero. Próbuje tylko zniszczyć wszystkich, którzy ją otaczają. Nie pozwól, żeby ta suka namieszała ci w głowie.
- Ty to zrobiłeś. - Sięgnęłam do klamki, ale tym razem Callum chwycił mnie za dłoń. Był silniejszy ode mnie i że nie miałam żadnych szans, nawet gdybym się broniła. - To, co się stało, przypomniało mi o wszystkim, przez co przeszłam.
- Nie zrobiłaś nic złego. Nikt z nas nie zawinił. - Starał się mnie uspokoić, ale jego słowa gówno dla mnie w tej chwili znaczyły.
Jeśli rzeczywiście nie robiliśmy nic złego, po co miałby ukrywać przede mną to, że nie jest jeszcze rozwiedziony. Związałabyś się z nim, mając tę wiedzę? Nie wiedziałam, jak bym postąpiła. Pragnęłam Calluma od wielu lat, a po drodze żądza przerodziła się w coś więcej.
- Bianko, błagam, spróbuj to zrozumieć. Nie mogę cię stracić. Nie jestem sobą, kiedy ciebie nie ma. Pogadajmy o tym. Jakoś przepracujemy nasze problemy. - Mówił wręcz hipnotycznym tonem, który rozbudził moje ciało. Żałosne, jak bardzo go pragnęłam. Czułam wilgoć między nogami, a moja cipka zaciskała się, chcąc go poczuć w sobie. Niewiele brakowało, a zrobiłabym to. Na szczęście ciężar, który czułam w sercu, przypomniał mi o bólu, którego przez niego zaznałam.
- Skąd wiesz, że chcę cokolwiek przepracowywać?
- O, ptaszynko. - Nachylił się, kładąc jedną rękę na oparciu siedzenia, a drugą na drzwiach. Byłam uwięziona w jego ramionach. Również moje serce i dusza znajdowały się w klatce, do której tylko on miał klucz.
Miałam ochotę splunąć mu w twarz, ale nie byłam w stanie się poruszyć, kiedy stopniowo zbliżał twarz do mojej twarzy. Był jak kobra szykująca się do ataku. W napięciu czekałam, aż spróbuje mnie pocałować, gotowa odepchnąć go z całych sił. Tymczasem Callum jak zawsze mnie zaskoczył. Zamiast pocałować mnie w usta, w ostatniej chwili pochylił się nisko i musnął ustami skórę mojej szyi.
- Spoko. Możesz udawać, że mnie nie pragniesz - szepnął, a moje serce skuł lód. - Udawaj do woli. Prawda i tak jest na wierzchu.
- Jaka prawda? - spytałam cicho, przymykając oczy, jakby miało mi to dodać siły. Poddawałam się, byłam bliska złamania danego sobie słowa, czując żar pożądania między udami. Jeśli będę słuchała cipki, skończę ze złamanym sercem. Przez Calluma o tym zapominałam.
- Możesz mnie kochać albo nienawidzić. To bez znaczenia, bo jesteśmy sobie pisani. - Uniósł głowę, żeby popatrzeć mi w oczy. Cholera, oddam się mu. Muszę to zrobić. Przecież nigdy z nim nie wygram, po co więc się temu opierać?
- Nie - szepnęłam słabo, tracąc resztki silnej woli. Przynajmniej próbowałam.
Callum patrzył na mnie zimno.
- Może powinienem ci przypomnieć, co nas łączy. Może przypomnę ci, jak dzięki mnie możesz się czuć. Nie wiem, co chodzi ci po głowie od tych paru dni, ale mówiłem ci już, że przekroczyliśmy granicę, zza której nie ma powrotu. Jesteś moja i zrobię wszystko, żeby cię przy sobie zatrzymać.
Jego wyznanie mogłoby brzmieć romantycznie, gdyby nie to, że tak bardzo mnie w nim uprzedmiotowił.
- Nie chcesz być ze mną w związku. - Odwróciłam od niego twarz, odsuwając się najbardziej, jak tylko mogłam. Jednak Callum nawet na to nie chciał pozwolić. Chwycił mnie za brodę i siłą zmusił, żebym patrzyła na niego.
- Kogo chcesz przekonać, że to, co nas łączy, nie jest prawdziwe? Siebie czy mnie? - spytał szeptem. Jego chłodny wydech pieścił mój policzek. Zbudowałam w sobie mur, żeby nie dać mu się zwieść. - Ptaszynko, chyba nie sądzisz, że to jakaś gra?
- Nie, to jest tym, czym tylko ty chcesz. Chcesz mnie posiadać, tak jak kolejną nieruchomość czy firmę. Nie chcesz ze mną być tak naprawdę.
Zamarłam, kiedy drugą ręką dotknął mojego uda. Och, tak, tego potrzebuję. Za tym najbardziej tęskniłam - za jego wprawnym dotykiem. Moje ciało było stworzone, żeby mu się poddawać.
- Pragnę całej ciebie - wyszeptał. - Twojej cipki, ust, myśli i serca. Należysz do mnie. Wszystko, co z tobą związane, jest moje.
Zaskoczona, wstrzymałam oddech, kiedy pogładził mnie po biodrze, a przyjemność przeszyła mnie dogłębnie.
- Każdy fragment twojego ciała jest mój - Uśmiechnął się, po czym delikatnie pocałował mnie w usta.
Jęknęłam z rozkoszy. Sprawiał, że stawałam się bezbronna i napalona. Nie podobało mi się to. Nienawidziłam go za to, ale najbardziej złościło mnie to, że miał rację.
- Kiedy po raz pierwszy dotknąłem twojej cipki, stała się moja.
Wsunął mi dłoń pod ubranie i opuszkami palców wodził wzdłuż koronki moich fig, zbliżając się coraz niżej do podnieconej cipki. Odruchowo rozsunęłam nogi, na tyle, na ile pozwalał krój spódnicy. Miałam ochotę wyskoczyć z ubrania. Chciałam, żeby zdarł je ze mnie i przeleciał tu i teraz.
Nie, musisz to powstrzymać. Ale nie było już odwrotu. Już zawsze tak będzie. Odnajdzie mnie wszędzie i posiądzie, a ja za każdym razem pozwolę mu na to, bo mam słabość do Calluma Torrio.
- Cholera, wiedziałem - oznajmił z zadowoleniem, kiedy dotknął mnie w kroczu. - Jesteś mokra. Cholernie podniecona. Myślisz, że wiesz, czego chcesz, i tak naprawdę boisz się, co się stanie, kiedy się temu poddasz. Twoja piękna cipka wie lepiej niż ty. Ona mnie pragnie. Tęskni za mną, prawda?
Nie znoszę go, ale przysięgam, że go zabiję, jeśli przestanie mnie dotykać. Nie odezwałam się ani słowem, lecz wydałam z siebie cichy jęk przyjemności.
- Zaprzecz, Bianko. Odmów sobie tego, czego pragnie twoje serce. Walcz ze mną, skoro musisz, ale oboje wiemy, że nic nie ma znaczenia, kiedy wchodzę w ciebie głęboko. Uwielbiasz mojego kutasa i to, jak się czujesz, gdy cię penetruję. - Mocniej przyłożył dłoń do mojego krocza. Zrobiło mi się gorąco od słodkiej rozkoszy, którą poczułam.
- Nie rób tego - szepnęłam, choć byłam mocno podniecona i serce biło mi szybko. To żenujące, że on tak na mnie działał. - Nie chcę. To niewłaściwe.
- Na pewno mam przestać?
Wstrzymałam oddech, kiedy Callum wsunął palce pod moje wilgotne figi. Nie zaniechał pieszczot, przez co trudno było mi wydobyć z siebie słowa.
- Krzycz, ptaszynko. Ktoś w końcu na tym parkingu cię usłyszy. Możesz wrzeszczeć, wyrywać się, kołysać samochodem. No, dalej. Ja spokojnie czekam. - Mówiąc to, cały czas głaskał moją cipkę palcami. Łagodnie wodził nimi po delikatnej skórze, aż w końcu wsunął we mnie jeden palec. Był to subtelny dotyk, ale dreszcz rozkoszy przebiegł mi po kręgosłupie. - Jeśli naprawdę chcesz, żeby to się w tej chwili skończyło, wystarczy, że krzykniesz. Tylko tak udowodnisz mi, że tego nie pragniesz.
Skurwiel. Pieprzony, wredny drań.
Zamiast wykrzyczeć "nie" i zbluzgać go od najgorszych, przechyliłam miednicę tak, żeby zaprosić go głębiej. Szarpnęło mną poczucie winy. Nie powinnam była tego robić.
- Grzeczna dziewczynka. Tak myślałem.
Oblałam się rumieńcem wstydu, choć ciepło, które wyzwalały jego pieszczoty, było równie intensywne. Na nim zależało mi bardziej, dlatego zadarłam spódnicę wyżej i rozsunęłam nogi szerzej. Tylne siedzenie samochodu nie było najwygodniejsze, ale znalazłam oparcie dla stopy pomiędzy przednimi siedzeniami. W ten sposób zrobiłam miejsce Callumowi, żeby mógł ułożyć się między moimi udami.
- Właśnie tak - wyszeptał i włożył we mnie drugi palec. - Wspaniale. Doprowadzę cię do szaleństwa. Będę pieprzył twoją śliczną cipkę.
Przygryzłam dolną wargę, żeby powstrzymać jęki. Przyjemność rozdzierała moje łono, kiedy Callum penetrował mnie mocno palcami, trafiając we wszystkie właściwe miejsca.
- Tego mi brakowało. Tej cipki. Mojej cipki. Jest taka słodka i ciasna. Nawet nie wiesz, jak często przez te dwa dni myślałem o tym, żeby cię zerżnąć. Szalałem na myśl, że miałbym cię już nigdy nie dotknąć.
Wiedziałam, że tak naprawdę nie myślał w ten sposób. Chciał tylko czegoś dowieść. Chciał mi przypomnieć, że przy nim jestem bezbronna i że pozwolę, by mówił i robił, co tylko zechce, pod warunkiem że ciągle będzie pieścił moje ciało. Pieprzył mnie palcami, kciukiem gładząc łechtaczkę. To tylko seks, nic więcej, myślałam, kiedy rozpalał we mnie rozkosz. Niebawem spłonę pod jego dotykiem.
- Posuwaj moją dłoń - warknął i polizał mnie po szyi. Lekko przebiegł zębami po delikatnej skórze i wbił we mnie trzeci palec. Przyspieszył ruchy dłoni.
Bezlitośnie rozciągał moją cipkę i mimo że czasem przeszywał mnie ból, nie poprosiłam go, żeby przestał. Wręcz przeciwnie, chciałam, żeby robił to mocniej i szybciej. Zaczęłam dyszeć, kiedy Callum coraz szybciej pieprzył mnie swoją silną dłonią. Przygotowywał mnie na swojego wielkiego kutasa. Oparta o drzwi, wiłam się spazmatycznie. Byłam pochłonięta jego pieszczotą i całkowicie zdana na jego łaskę.
- Pieprz moje palce. Zrób to tak, jak twoja cipka tego potrzebuje.
- O cholera. - Nie mogłam się powstrzymać, kiedy mówił w ten sposób. To tak wspaniałe doznania. Cały samochód się rozkołysał, kiedy ujeżdżałam jego rękę, sapiąc i jęcząc. Na czole pojawiły mi się kropelki potu. Zacisnęłam palce wokół nadgarstka Calluma, wbijając mu paznokcie w skórę. Poruszałam się na jego dłoni jak na jego kutasie.
Potrzebowałam tego. Musiałam uwolnić z siebie wszystko, co do tej pory tłumiłam. Lęk i zagubienie, nieufność i poczucie winy. Dając upust tym wszystkimi emocjom, rżnęłam jego rękę, tak jak rozkazał. Zawsze już będę podążała za jego wolą. Nie miałam innego wyjścia. Panował nade mną.
- Callum! - wykrzyknęłam tak głośno, że aż zabolało w uszach. Callum karał mnie, ostro wbijając we mnie palce. A ja tego chciałam. W końcu doszłam na skraj i wybuchłam. Całe napięcie ze mnie zeszło. - Dochodzę! - wydyszałam, uświadamiając sobie, że płaczę. Łzy płynęły mi po policzkach, a ciałem wstrząsały dreszcze.
Callum wysunął dłoń z mojego pulsującego wnętrza i przysunął ją sobie do ust, a następnie wylizał. Wydawał przy tym pełne zadowolenia jęki, co podnieciło mnie jeszcze bardziej i zintensyfikowało orgazm. Rozkosz czułam od czubka głowy po palce stóp.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. W jego spojrzeniu oprócz głodu i mroku było coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam. Było to zaciekawienie. Jakby wyczekiwał na coś.
Nie miałam jednak czasu, żeby to analizować, bo Callum rozdarł mi bluzkę i przywarł twarzą do moich piersi. Szybkim ruchem zsunął z nich biustonosz. Wydawał z siebie zwierzęce jęki i lizał moje twarde sutki. Z ekscytacji wbijałam mu palce w ramiona. Chciałam zedrzeć z niego marynarkę i rozpiąć mu koszulę, ale mnie powstrzymał. Całą uwagę skupiał na moim ciele. Chciał się zadowolić tylko nim. Zignorowałam emocje, które to we mnie wzbudziło, bo Callum właśnie rozpiął spodnie. Nie mogłam się tego doczekać. Tak, właśnie tego pragnę. Chciałam poczuć z nim jedność, chciałam, żeby był we mnie. Niech mi przypomni o tym, co najważniejsze: o nas.
Nie o sobie, nie o mnie, lecz o nas razem.
Jak mogłam w ogóle o tym zapomnieć?
- Moja - wyszeptał, ponownie odsuwając na bok materiał moich fig. Poczułam na cipce ciepło jego kutasa. Wsunął się głęboko we mnie, rozciągając mnie w środku tak, jak tylko on potrafił. Napięcie, które zawsze pojawia się przy pierwszym pchnięciu, stopniowo ustępowało. Lekko wygięłam plecy, a Callum objął mnie ramieniem w pasie, przysuwając mnie bliżej do siebie - zespalając nas razem.
- Nie rozumiem, jak mogłaś wątpić w to, co nas łączy. Masz tego dowód między udami, a do tego jęczysz jak napalona kotka i domagasz się, żebym posuwał cię mocniej.
- Callum - szepnęłam.
Samochód kołysał się jeszcze bardziej niż wcześniej, w szybkim rytmie naszych ciał. Szyby zaparowały, ale nie obchodziło mnie to. Najważniejsza była przyjemność narastająca w dole mojego brzucha. Silna, głęboka i pulsująca.
- Moja ptaszyna - powiedział z zadowoleniem w głosie. - Moja mała napalona laska. Jesteś napalona na mojego fiuta, co nie?
- Tak! - wysapałam. Powiedziałabym wszystko, żeby tylko nie przestawał.
- Moja i tylko moja.
- Niczyja inna. - Byłam bliska orgazmu. Gotowa ponownie krzyczeć z rozkoszy. Objęłam Calluma mocniej rękami i nogami, a moja cipka zaciskała się na jego kutasie coraz szybciej.
- Bo nikt inny nie potrafi rżnąć cię w ten sposób. Powiedz to.
- Nikt nie potrafi mnie rżnąc w ten sposób. Callum! Och!
- Dojdź dla mnie - wydyszał mi do ucha. - Podaruj mi swój orgazm, ptaszynko. Daj mi to, co moje.
Tak zrobiłam, nie mogłam się pohamować. Napięcie sięgnęło szczytu i kiedy przestałam się powstrzymywać, ogarnęło mnie rozkoszne, błogie doznanie. Drżałam na całym ciele.
- Callum - szeptałam, wbijając mu paznokcie w ramiona, kiedy on nie przestawał się we mnie poruszać.
- Właśnie tak. - Położył mi dłoń na gardle i skierował moją twarz tak, żebym patrzyła na niego. - Otwórz oczy. - Posuwał mnie jeszcze głębiej, zaciskając przy tym zęby. - Powiedz mi teraz, że to nie jest prawdziwe. Powiedz, że doznania, których ci dostarczam, nie są prawdziwe.
Czułam jeszcze słabnące fale orgazmu w całym ciele. Dobrze wiedziałam, że Callum wyczuwał każdy spazm i napięcie mięśni, bo przecież nie przestawał mnie penetrować. Nie mogłam go okłamać. Właśnie tak na mnie działał i bez względu na to, jak bardzo bym z tym walczyła, miał nad moim ciałem władzę, której nie dało się zignorować.
Uśmiechnął się z wyższością.
- Wiem, że tego nie powiesz, bo doskonale zdajesz sobie sprawę, że to prawda. - Wykonał kolejne pchnięcia, wbijając mnie w siedzenie i jeszcze mocniej rozkołysując samochód. - Łączy nas coś wyjątkowego. Bez siebie nie stworzylibyśmy czegoś tak znaczącego. Tu chodzi o nas. Zawsze będę walczył o to, żebyś o tym pamiętała. Musisz powiedzieć to na głos.
Nie, nie zrobię tego, mimo że każdy ruch naszych ciał zbliża mnie do kolejnej ekstazy; mimo że mając go w sobie, czułam, że żyję.
- Mów - zażądał, poruszając się we mnie. - Powiedz to, co oboje wiemy, że jest prawdą.
Nie. Postanowiłam, że nie dam się mu złamać, choć coś we mnie pragnęło się poddać. W głębi serca czułam jakąś tęsknotę, która przy każdym jego pchnięciu się nasilała. Chciałabym oddać się mu cała. Należałam do niego. Moje miejsce było u jego boku.
Zacisnęłam dłonie na jego ramionach i mocniej oplotłam go nogami, zapraszając go jeszcze głębiej w siebie. Miał rację. Moje ciało samo sięgało po to, czego potrzebowało. Pragnęło jego.
- Ciasna cipka - jęknął, mocniej we mnie wchodząc. Zrobił to z taką siłą, że sama nie wiedziałam, czy czułam ból, czy przyjemność. A może i jedno, i drugie. Może ból sprawiał, że przyjemność była większa. Podobało mi się to. - Dojdę. Myślisz, że twoja cipka zasłużyła na moją spermę?
- Tak! - wysapałam, wbijając mu palce w tyłek.
- Udowodnij mi to. Spraw, żebym uwierzył, że na nią zasługujesz.
- Proszę!
- O co prosisz? - wycedził przez zęby.
- Proszę, spuść się we mnie. - Ścisnęłam go udami, przytrzymując w miejscu. - Zrób to.
To nie miało sensu. Dlaczego tego chciałam? Nie miałam pojęcia. Czułam tylko, że właśnie tego pragnę. Jęki Calluma się zintensyfikowały, a oddech przyspieszył. W końcu pchnął po raz ostatni i znieruchomiał. Zrobiło mi się niesamowicie ciepło i poczułam zaskakującą satysfakcję, że doszedł we mnie. Callum mnie przytulił, obejmując silnymi ramionami. Słyszałam, jak waliło mu serce. To było wspaniałe uczucie. Właśnie tutaj przynależałam.
Przynajmniej tak myślałam, dopóki nie wrócił mi zdrowy rozsądek. Euforia wybrzmiała, ustępując poczuciu, że ponownie dałam się mu podejść. Złamał moją silną wolę, a mnie się to szalenie podobało.
Ogarnęło mnie rozczarowanie samą sobą. Odepchnęłam się od umięśnionej klatki Calluma.
- Puść mnie - powiedziałam zdyszana, napierając na jego ciało, aż w końcu poluzował uścisk. Może był zaskoczony, a może dostał to, czego pragnął, i dlatego pozwolił mi swobodnie usiąść.
- Co znowu? - spytał gniewnie, patrząc zaborczo, jak usiłowałam uładzić swoje ubranie.
- Nie powinniśmy byli tego robić.
- Kto tak twierdzi? - Pogłaskał mnie po głowie, cmokając przy tym ustami. - Przestaniesz w końcu negować swoje pragnienia? Kogo obchodzi, co myślą inni?
Nie zależało mi na opinii innych. Przecież przed chwilą błagałam faceta, który być może zabił moją matkę, żeby się we mnie spuścił. Nie poznawałam samej siebie. Byłam całkowicie zagubiona.
- Nie rozumiesz, że należysz do mnie? Nie rzucam takich słów na wiatr. Nie ma na tym świecie innej kobiety, z którą chciałbym być - szeptał, głaszcząc mnie po włosach. Położył mi dłoń na potylicy i zmusił mnie, bym spojrzała mu w oczy. Usta ułożył w dziwaczny, wrogi grymas. - Nie chcę dochodzić w innych. Nie mam zamiaru tracić czasu na uciekanie przed tym, co nieuniknione. Wiem, że jesteś moja. Nie potrzebujesz nikogo oprócz mnie. - Pogładził mnie dłonią po policzku. - Otwórz w końcu oczy i uświadom sobie, że nie odpuszczę.
Niestety moje ciało zgadzało się z tym, co mówił. Wystarczył najdelikatniejszy dotyk, a przeszywał mnie dreszcz przyjemności. Musiałam walczyć ze sobą, żeby nie wtulić się w jego szerokie ramiona. Ale nie mogłam już więcej tego robić. Nie chciałam zdradzać w ten sposób mamy, a dopóki nie poznam prawdy, będę czuła się jak oszustka.
- Nie, nie jesteśmy dla siebie odpowiedni. Nie jesteś dla mnie właściwą osobą. Dlaczego nie obchodzi cię moje zdanie?
- Bo wiem lepiej. Jestem starszy i bardziej doświadczony.
- Wcale nie. - Czułam, jak jego sperma wypływała ze mnie, kiedy poprawiałam spódnicę, usiłując zachować odrobinę godności. Tyle że kiedy byliśmy razem, nie było mowy o godności. - To się nie może więcej powtórzyć. Nie chcę, żeby ponownie do tego doszło.
- Wiesz, że to nieprawda.
- Przestań mi wmawiać, że wiesz, co mi chodzi po głowie! - Puściły mi nerwy. Zaskoczona mina Calluma dodała mi siły. - Wiem, co czuję, i nie jest to dobre uczucie. Jestem zepsuta. Nie zależy ci na mnie. Nie pragniesz mnie tak naprawdę, skoro masz gdzieś to, że przy tobie czuję się tak źle.
- Dobrze - westchnął z rezygnacją. - W takim razie pogadajmy o tym.
- Nie ma o czym rozmawiać - powiedziałam stanowczo. - Nic nas nie łączy. Chodziło tylko o seks. Popełniłam błąd i kończę z tym.
Z jednej strony dobrze było wyrazić to, co ciążyło mi na sercu. Z drugiej - ból, który pojawiał się w jego oczach, i smutek malujący się na jego twarzy, sprawiły, że poczułam się okropnie. Mimo że on wielokrotnie mnie skrzywdził przez swoją bezmyślność i zaborczość, ja nie chciałam go ranić. Wtedy nagle wyraz jego twarzy się zmienił, jakby ktoś wcisnął przycisk. Spoważniał i spojrzał na mnie lodowato.
- W porządku. - Sięgnął do klamki i odblokował zamek. - Idź. Na razie. Pamiętaj jednak, że przyjdzie moment, kiedy będziesz musiała stawić czoła rzeczywistości. Nieważne, co czujesz ani jak bardzo będziesz kierowała się tym, co inni myślą, jedno nigdy się nie zmieni. Nigdy nie dam ci odejść. Zawsze będę ci przypominał o tym, jak jesteś słaba, kiedy chodzi o nas. W końcu przestaniesz z tym walczyć.
- Nie wysilaj się. Tylko tracisz czas. - Położyłam dłoń na klamce. Nie chciałam wysiadać z tego samochodu z poczuciem, że go zraniłam. Ale moje rany były znacznie głębsze, bo nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego nie mogłam się mu oprzeć. Nie wiedziałam też, kim się stawałam, poddając mu się za każdym razem.
Kręciło mi się w głowie i trzęsły mi się nogi, kiedy szłam do samochodu. Czułam wstyd i rozgoryczenie, siadając za kierownicą. Kątem oka widziałam, że Callum przesiadł się na siedzenie kierowcy i natychmiast ruszył z parkingu. Opuściłam głowę na kierownicę. Gardziłam sobą za to, że tak łatwo się mu poddałam. Nie mogłam do tego ponownie dopuścić. Nigdy więcej. Choćby nie wiem co.
Być może Callum potrafił doprowadzić moje ciało do ekstazy, ale doskonale wiedział też, jak złamać mi serce. Dlatego, jeśli dam mu jeszcze więcej władzy nad sobą, to równie dobrze mogłabym wręczyć mu pistolet, żeby mnie zabił.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki