Bianka
Noc była najgorsza. Zimno przenikało mnie do szpiku kości i traciłam wiarę w to, że Callum mnie odnajdzie. Nie chciałam poddawać się rozpaczy, ale nie byłam oswojona z mrocznym okrucieństwem tego świata.
Nie mogłam spać, do tego za każdym razem, kiedy słyszałam przekręcanie klucza w zamku, cała się spinałam i usztywniałam. Wstrzymywałam oddech, nie chcąc, żeby na dobre ogarnęła mnie panika. Stresowało mnie to, że nie wiedziałam, który z ochroniarzy pojawi się tym razem.
Czy będzie to ten, który nie ma zamiaru przestrzegać rozkazów Jacka?
Drzwi otworzyły się powoli. Najpierw usłyszałam czyjeś kasłanie, a dopiero potem zobaczyłam twarz. Nie był to żaden z ochroniarzy ani Jack.
- Capi tu jak w kanale. - Dominik zakrył sobie nos ręką, omiatając pomieszczenie wzrokiem. W końcu spojrzał na mnie.
Ogarnęło mnie paraliżujące przerażenie. Że też musiał to być akurat on.
- Czy to nie zabawne? Założę się, że nigdy nawet nie przyszło ci do głowy, że kiedykolwiek znajdziesz się w takiej sytuacji. - Zaśmiał się okrutnie. - Widzisz, mogłaś jednak potraktować mnie z sympatią na tamtej kolacji. To smutne, że świat potrafi być tak mściwy. Zobacz, co na siebie sprowadziłaś. Praktycznie marynujesz się w oparach własnego gówna.
Nie wiedziałam, jak na to zareagować, choć z ustami zaklejonymi taśmą i tak nie byłam w stanie mu odpowiedzieć.
Dominik podszedł do okna i spróbował je otworzyć. Cicho przeklął pod nosem, kiedy się zorientował, że zamalowana farbą framuga ani drgnie.
- To chyba niezbyt bezpieczne, ale nie chcemy, żebyś uciekła. - Odwrócił się w moją stronę i parsknął. - Chociaż w takim stanie i tak byś nigdzie nie poszła.
Miałam ochotę krzyczeć, żeby dać upust wściekłości, ale jedyne, co mogłam, to rzucać przekleństwa w myślach.
- Powinnaś się cieszyć, że ojciec przysłał mnie, żebym sprawdził, co z tobą, i oswobodził ci ręce. Pod warunkiem że będziesz miła. - Dominik przeciągle spojrzał na uchylone drzwi. - Chyba nie ufa tym kolesiom.
Wiedziałam, że nie obchodziło go, co te osiłki mogłyby mi zrobić, a jego lekki ton jedynie mnie w tym upewnił. W ogóle by mu nie przeszkadzało, gdyby każdy z ludzi jego ojca poużywał sobie ze mną. Pewnie nawet patrzyłby, jak to robią. Zaburczało mi w pustym żołądku i lekko mnie zemdliło. Nudności się nasiliły, kiedy Dominik podszedł bliżej.
Bardzo chciałam zachować opanowanie i nawet się nie wzdrygnąć, gdy był blisko, bo przecież tylko na to czekał, ale reakcje ciała były silniejsze od woli umysłu.
- Spokojnie - szepnął, udając troskę, choć widziałam, że kręcił go mój lęk. - Jestem po twojej stronie. Szczerze, to uważam, że mój ojciec posunął się za daleko. To stara szkoła. Ja natomiast wierzę, że zawsze można się dogadać, pokojowo.
Do czego on zmierzał? Jeśli chciał mnie rozmiękczyć słodką gadką, to nic z tego. Przecież każde jego słowo to wierutne kłamstwo.
- Oswobodzę ci ręce - powiedział, robiąc współczującą minę. Nieźle grał. - Na pewno jest ci niewygodnie. Straszne, że zostawili cię skrępowaną na całą noc. Zwyrole.
Miał rację co do tego, ale nie dam się nabrać na ten wyraz fałszywej troski. Dominik nie miał wobec mnie ani krzty współczucia. Przyszło mi do głowy, że Jack przysłał go tutaj, żeby odegrał dobrego glinę. Chyba mieli mnie za niezłą idiotkę, skoro myśleli, że się na to nabiorę. Żenujące.
- I tylko pomyśleć, że można było tego uniknąć. - Dominik przykucnął i nachylił się nade mną. Szarpnęła mną kolejna fala nudności. Tym razem dlatego, że miałam krocze tego drania tak blisko twarzy. - Przepraszam cię za to wszystko. Mój ojciec jest w gorącej wodzie kąpany i nie znosi, jak ktoś go obraża. Callum zrobił z niego głupca. Tego się nie zapomina w naszym światku.
Ledwo słyszałam, co mówił, kiedy dotykał mnie swoimi oślizgłymi dłońmi. Żadna ilość wody i mydła nie zmyje śladów, które zostawiały jego brudne paluchy.
- Próbuję znaleźć początek taśmy - rzucił Jack, tłumacząc, czemu odklejenie jej z moich nadgarstków zajmuje mu tak dużo czasu. Odwróciłam wzrok, żeby nie patrzyć na jego krocze. Dostrzegłam pod ścianą cegłę. Będę mogła przerwać ten koszmar.
- Wiesz, przypomniałem sobie, że mam nóż. Użyję go, zamiast się męczyć.
Nadal siedząc w kucki, Dominik sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyjął scyzoryk. Po chwili kątem oka zobaczyłam jego ostrze bardzo blisko swojego policzka. Serce zabiło mi mocniej i głośno zassałam powietrze. Dupek. Uśmiechnął się z wyższością. Cieszył się, że się go tak bałam.
Dobrze, że nadal miałam zaklejone usta, bo z pewnością wyrzuciłabym z siebie to, co o nim myślałam w tej chwili. Jebany tchórz. Oby dobrze się bawił, dając mi do zrozumienia, kto tu rządzi, bo jak będzie już po wszystkim i nadejdzie czas zemsty, to role się odwrócą. Ja będę się śmiała. Callum żywcem odarłby go ze skóry, gdyby tu był.
Ale nie było go tutaj. Jeszcze mnie nie znalazł. Powstrzymałam napływające do oczu łzy. To nie był najlepszy moment na poddanie się lękowi. Nie wiem, dlaczego tak długo mnie szukał, ale nie stracę nadziei, że w końcu to zrobi.
- To będzie tylko chwilka. Nie ruszaj się - powiedział Dominik uszczypliwym tonem.
Obym mogła go zabić osobiście. Naprawdę bardzo tego chciałam. Wiedziałam, że jego ojciec nie jest normalny, ale syn okazał się jeszcze większym psychopatą. Kto normalny się podnieca na widok bezsilnej związanej kobiety, która jest przetrzymywana wbrew woli?
Wstrzymałam oddech, gdy poczułam chłód ostrza na skórze. Dominik się zawahał, jakby rozważał, czy mnie nie zranić, ale w końcu rozciął taśmę. Ani drgnęłam, bojąc się, że ostrze się ześlizgnie. Mój oprawca był w swoim żywiole. Czułam to. Oddychał szybko i co jakiś czas jego twarz tężała w specyficzny sposób. Jego to naprawdę podniecało. Co za pojeb.
Moje rozważania przerwał przejmujący ból. Przeszywał moje ręce od dłoni aż po ramiona. Zaczęłam jęczeć. Czułam zarówno ból, jak i ulgę.
- Założę się, że nieźle boli. - Dominik się skrzywił, opierając się o skraj materaca. Miałam wrażenie, że napływ krwi rozerwie mi ręce, ale mimo to instynktownie odsunęłam się od niego.
- Nie bądź niemiła. Nie zrobię ci krzywdy.
Dominik miał taką minę, jakby faktycznie poczuł się urażony moim zachowaniem.
Nie byłam w stanie ruszyć rękami. Były zesztywniałe i ciągle czułam w nich silne mrowienie. Nie mogłam więc zedrzeć sobie taśmy z ust.
- Taka podobasz mi się bardziej - westchnął cicho Dominik, wodząc wzrokiem po moim ciele.
Chociaż byłam w pełni ubrana, czułam się naga.
- Łagodna, cicha, uległa. Dzięki taśmie na ustach nie możesz kłapać buzią, a jesteś na tyle mądra, żeby wiedzieć, że walka nie ma sensu. Teraz masz zbyt wiele do stracenia.
Zmroziło mi krew w żyłach, kiedy Dominik się uśmiechnął.
- Dobrze, że nie jestem taki jak ochroniarze mojego ojca, prawda? Słyszałem, jak gadają, że mają ochotę dobrać się do twojej cipki. Cieszą się, że bezstresowo będą mogli spuścić się w tobie, bo już jesteś w ciąży. Nie do wiary, że faceci potrafią być aż tak wulgarni.
Ty też taki jesteś.
Dominik chwycił mnie za nogę. Odruchowo szarpnęłam nią, cicho skowycząc.
- Spokojnie. Powiem im, że jesteś moja i że nie mają prawa cię dotykać. - Powiódł ręką po mojej łydce i zatrzymał się na kolanie. - Musisz tylko mi się jakoś odwdzięczyć za ten trud. Płatność z góry, że tak się wyrażę.
Kiedy przesunął rękę na moje udo, odraza, którą czułam, przemieniła się w lęk. On nie miał zamiaru przestać. Nie wygłupiał się. Jego zamiary były oczywiste. Tak samo jak i moje. Przyciągnęłam oba kolana do brzucha i z całych sił wyrzuciłam je w stronę Dominika. Trafiłam go prosto w klatkę piersiową. Cios był na tyle silny, że Dominik stracił równowagę i upadł na podłogę.
- Ty głupia suko - warknął, łapiąc mnie za obie kostki tak mocno, że przeszył mnie ból.
Wydałam z siebie stłumiony przez taśmę okrzyk, kiedy wbił mi palce mocniej w skórę i rozsunął moje uda. Chciałam, nie: musiałam się bronić. Musiałam ochronić swoje dziecko, ale byłam całkowicie bezsilna.
- Staram się być dla ciebie uprzejmy, a ty tak mi się odpłacasz? Nic mi nie dasz w zamian? Jesteś niewdzięczną suką. Może w tym właśnie problem. Może nie lubisz miłych facetów. Może wolisz, żebym siłą wziął sobie to, czego pragnę.
Czuję, że tracę siłę. Mam wrażenie, że moja dusza rozpada się na kawałeczki.
- Dominik - dobiegł mnie głos Jacka.
Mężczyzna natychmiast mnie puścił. Od razu poczułam, że krew na nowo zaczęła krążyć mi w żyłach. Wróciło mi też czucie w rękach na tyle, że podpierając się na nich, mogłam przesunąć się w kąt pomieszczenia, gdzie się skuliłam.
- Co ty, do cholery, robisz? - spytał Jack ze złością. - Kazałem ci trzymać łapska przy sobie.
- Ta suka mnie kopnęła - pożalił się Dominik i przyłożył sobie dłoń do klatki, jakbym faktycznie zrobiła mu krzywdę. Zgrywał ofiarę.
Miałam nadzieję, że rzeczywiście go zabolało.
- Trzeba było nie podchodzić do niej aż tak blisko - rzucił Jack.
Dominik stanął w drzwiach i spojrzał na mnie ze złością. Wyglądał, jakby mi groził - jakby składał obietnicę, że zada mi niebotyczny ból.
- Do następnego razu. - Uśmiechnął się z wyższością.
Kiedy wyszedł, zebrałam się na odwagę i odklejam sobie taśmę z ust. Moje wargi przeszył piekący ból.
- Czy dostanę dziś coś do jedzenia? - spytałam. Zaschło mi w gardle. Marzyłam, by napić się wody, ale wątpię, żebym w tym momencie dostała chociaż łyk.
- To zależy tylko do ciebie. Masz gdzie spać i karmię cię. Dbam o to, żeby nie zrobiono ci krzywdy, a odpłacasz mi się humorkami. Mogłabyś okazać odrobinę wdzięczności, bo dlaczego miałbym być dla ciebie dobry, skoro ani trochę tego nie szanujesz?
Dobry? Tak według niego wygląda dobre traktowanie?
Aż mnie świerzbiło, żeby rzucić jakiś jadowity komentarz, ale powstrzymałam się. Dalsze wkurzanie go nie miało sensu. Nakarmi mnie, jeśli będzie chciał, czyli byłam zdana na jego łaskę.
- Mogłabym w takim razie dostać wody? - spytałam. Nie miałam zamiaru błagać go o jedzenie. Tak zdesperowana jeszcze nie byłam.
- Zastanowię się - rzucił przez ramię i wyszedł, trzaskając drzwiami. Zdecydowanie wolałam samotność od ataków napalonych facetów. Przyłożyłam dłoń do drżących ust, usiłując się uspokoić. Korzystając z tego, że miałam chwilę spokoju, która nie wiadomo, jak długo miała potrwać, postanowiłam opróżnić pęcherz. Zwlekłam się z materaca i podeszłam do wiadra. Westchnęłabym z ulgą, gdyby nie to, że znajdowałam się w tak koszmarnym położeniu.
Ile to jeszcze potrwa?
Pytanie to kołatało mi się w głowie, kiedy zwinęłam się w kłębek na materacu. Przecież kiedyś się to skończy, prawda?
* * *
Przebudziłam się lekko skołowana. Spojrzałam na okno. Zapadł zmierzch. Byłam tak zmęczona i przytłoczona emocjami, że przespałam prawie cały dzień. Przetarłam zaspane oczy i przeciągnęłam się na materacu. Nagle dobiegły mnie odgłosy przypominające wystrzały z pistoletu. Krzyknęłam.
Serce podeszło mi do gardła, ale wstałam z pryczy i zbliżyłam się do drzwi celi. Przyłożyłam ucho do zimnej metalowej powierzchni. Miałam nadzieję, że wybadam, co się dzieje po drugiej stronie. Słyszałam krzyki i kolejne strzały. Tym razem głośniejsze. Zbliżają się.
Czyżby to Callum? Boże, błagam, żeby to był on, ale niech się mu nic nie stanie. Oczami wyobraźni widziałam go po drugiej stronie. Z pewnością robił coś szalonego, żeby mnie uratować. Bez wahania zaryzykowałby własnym życiem, żeby to zrobić, ale musiał wyjść z tego cało. Nie mogłabym bez niego żyć.
Cisza. Dopiero teraz zrozumiałam, co to znaczy tak naprawdę się bać. Proszę, żeby nic mu się nie stało. Każda sekunda upływająca w tej grobowej ciszy coraz bardziej pobudzała moją wyobraźnię. Nikt po mnie nie przyjdzie. Umrę uwięziona w tym obskurnym pomieszczeniu przy wiadrze z ekskrementami.
Na szczęście po chwili tę okropną ciszę przerwał dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Zrobiłam krok w tył. Po policzkach płynęły mi łzy. Byłam w równym stopniu przerażona, co przepełniona nadzieją. Wstrzymałam oddech. W końcu drzwi się otworzyły, Nie dowierzałam własnym oczom. A co, jeśli mi się to śniło?
- Callum? - szepnęłam, bojąc się, że jego postać rozmyje się niczym zjawa. Ale to naprawdę był on. Wziął mnie w ramiona. Czułam na sobie ciepło jego ciała. Czułam bicie jego serca. To się działo naprawdę.
- Jesteś cała? - spytał przejętym głosem.
- Tak, nic mi się nie stało. Jestem wycieńczona i rozchwiana emocjonalnie, ale poza tym wszystko w porządku.
Callum obejrzał mnie przenikliwie od stóp do głów. Tęskniłam za jego spojrzeniem, które wyrażało, ile dla niego znaczę. Wtedy czułam, że zrobiłby wszystko, żebym była jego na zawsze.
- Marzę, żeby wziąć cię w ramiona i długo tulić, ale jeszcze nie jesteśmy całkiem bezpieczni. Musimy spadać z tego miejsca. Wyeliminowałem paru ludzi Jacka, ale na pewno pojawią się kolejni.
Patrzyłam na Calluma z ulgą.
- Najważniejsze, że jesteś tutaj. - Callum wziął moją twarz w dłonie i pocałował mnie. W ten sposób tchnął we mnie życie. Cały lęk natychmiast się rozmył. Na nowo czułam się sobą teraz, kiedy był tak blisko mnie. Chciałabym całować się z nim długo w zaciszu bezpiecznego domu.
- Cały czas cię szukałem. Nie miałem zamiaru się poddać. Musiałem ponownie wziąć cię w ramiona. Kocham cię. Kiedy otworzyłem tamtą skrzynię i okazało się, że nie ma cię w niej z Tatum, prawie oszalałem.
Na wspomnienie imienia przyjaciółki poczułam uścisk w sercu.
- Czy nic jej nie jest? - spytałam bojaźliwie. Nie byłam gotowa, by usłyszeć prawdę.
- Fizycznie jest dobrze. Jeszcze nie wiemy, jak się czuje psychicznie. - Callum pogładził mnie po włosach. - Niestety nie mamy teraz czasu na rozmowę. Musimy stąd wyjść, zanim się tu zjawią ludzie Jacka. - Callum obrócił się do mnie tak, żeby mnie osłaniać swoim ciałem. - Trzymaj się blisko mnie. Nie wiem, co się może wydarzyć po drodze. Chcę, żebyś była bezpieczna.
Tylko skinęłam głową. Rozlewała się we mnie nowa fala przerażenia. Niech ten koszmar się już skończy. Wyszliśmy z ciemnej i paskudnej celi do większego pomieszczenia. Jasne światło oświetlające jego wnętrze oślepiło mnie. Musiałam przytrzymać się Calluma, dopóki oczy mi się nie przyzwyczaiły do takiej jasności. Kiedy już widziałam w miarę normalnie, na jednej ze ścian zauważyłam smugę krwi i ciało z dziurą po kuli w czaszce leżące na podłodze.
Rozpoznałam go. To był ten osiłek, który strzelał kłykciami i który mnie spoliczkował tak, że później kręciło mi się w głowie. Ogarnął mnie pusty śmiech. W następnym pomieszczaniu zobaczyłam więcej martwych ciał. Poczułam wystrzał adrenaliny, kiedy usłyszałam czyjeś kroki.
- Schowaj się za mną - rozkazał Callum, popychając mnie za róg. Chwilę później powietrze przeszył świst. Ktoś strzelił w naszą stronę.
Ciężko dysząc, Callum opadł na ziemię. Upuścił pistolet. Dopiero kiedy na jego niebieskiej koszuli pojawiła się pąsowo plama, dotarło do mnie, co się stało.
- Nie, nie... - wydusiłam, patrząc z przerażeniem na powiększający się ślad. Nie mogę go stracić. Nie po tym wszystkim. Instynktownie przyłożyłam dłoń do jego rany, chcąc zatamować krwawienie.
- To tylko draśnięcie - wycedził, przecierając pot z czoła. - Nic mi nie będzie. Nie martw się.
- Torrio! - Z końca korytarza dał się słyszeć głos Dominika. - Nie rezygnujesz łatwo, co? Byłbym rozczarowany, gdyby było inaczej. Choć przyznam, że spodziewałem się po tobie czegoś więcej.
Postrzelił Calluma. Rozlał krew mojego ukochanego. Lęk i złość nie dawały mi się skupić, ale jeśli się stąd nie ruszymy, to będziemy łatwym celem dla Dominika. Tylko dokąd mogliśmy pójść? Wrócić do mojej celi?
- Co robimy? - spytałam przerażona, bo Callum nie przestawał krwawić. Uciskanie rany niczego nie zmieniało.
- Idź - jęknął. - Uciekaj.
- Nie wiem, gdzie jesteśmy!
- Na zewnątrz stoi samochód - wycedził, zaciskając zęby z bólu. - Pospiesz się. Ty i dziecko jesteście najważniejsi.
- Dopiero się rozkręcałem! - krzyknął Dominik. Odgłos jego ciężkich kroków zbliżał się coraz bardziej. Jak się stąd nie ruszymy, to nas zabije.
- Musisz iść - ponaglił mnie Callum.
- Nie zostawię cię samego.
- Bianko! - zawołał Dominik śpiewnym głosem. - Mam propozycję. Oddaj mi się bez walki, a być może ocalę życie ojca twojego dziecka.
Był bardzo blisko. Z każdym jego krokiem ogarniała mnie coraz większa panika. Serce biło mi tak mocno, że bałam się, czy mi nie wyskoczy z piersi.
- Pokaż się, no dalej - zachęcał uwodzicielsko Dominik. - Dorze wiesz, co musisz zrobić, jeśli chcesz, żeby Callum przeżył. Policzę do pięciu, a ty wyjdziesz z ukrycia, zanim skończę. Wtedy cię stąd zabiorę. Inaczej będziesz miała na sumieniu śmierć ukochanego, a ze mną i tak pójdziesz. To jak będzie?
- Biegnij - wyszeptał gorączkowo Callum i wskazał ręką jakieś drzwi na końcu korytarza. - Po drugiej stronie czeka mój człowiek. Szybko, idź już.
Co zrobić? Musiałam zadbać o bezpieczeństwo dziecka, ale nie mogłam zostawić Calluma. Zbyt mocno go kochałam. Nagle zaczęłam myśleć całkiem trzeźwo. Wiedziałam, jak postąpić, choć sama nie wierzyłam, że mam tyle siły. Ale nie mogłam dłużej żyć w strachu.
Przypomniałam sobie, że Callum nosi przy kostce przypięty nóż. Podwinęłam nogawkę jego spodni.
- Co robisz? - zdziwił się mężczyzna.
Co robię? Być może najgłupszą rzecz w życiu, ale nie było innego sposobu na Dominika.
- Zgoda - krzyknęłam, zaciskając spoconą dłoń na rękojeści noża. Opuściłam rękę wzdłuż ciała, mając nadzieję, że Dominik nie zauważy ostrza, co pozwoli mi go zaskoczyć. - Pokażę ci się, tylko nie krzywdź Calluma. Musisz mi to obiecać.
- Obiecuję. - Dominik nie silił się na to, żeby zabrzmieć wiarygodnie. - Nic mu nie będzie. Chodź ze mną, a wszystko szybko się skończy.
Dam radę. Jestem silna.
- Dobrze. - Cała się trzęsłam.
Callum chwycił mnie za kostkę, ale nie zdołał mnie powstrzymać. Łagodnie mu się wyrwałam. Owszem, była spora szansa na to, że coś pójdzie nie tak, ale to była nasza jedyna nadzieja. Nigdy nie strzelałam z pistoletu, więc nie chciałam podejmować się takiej próby teraz. Natomiast jeśli chodziło o nóż, to całkiem inna historia.
Wyszłam zza winkla na środek korytarza. Teraz już nie było odwrotu. Dominik stał zaledwie parę metrów ode mnie. Kiedy mnie zobaczył, opuścił pistolet.
- Znacznie łatwiej jest, kiedy się współpracuje, prawda?
- Proszę, nie rób nam krzywdy. - Z wahaniem zrobiłam krok w stronę Dominika. Musiałam dobrze odegrać wystraszoną słodką idiotkę. Niech myśli, że się boję, że jestem słaba.
- Callum jeszcze jest nam potrzebny, ale na razie chcę ciebie. - Zwinnymi ruchami chwycił mnie i przyciągnął do siebie. Wtedy, niewiele myśląc, zacisnęłam dłoń na rękojeści noża i wbiłam jego ostrze w brzuch Dominika. Włożyłam w ten cios całą wściekłość.
Nie od razu dotarło do niego, co się stało, bo nadal uśmiechał się triumfalnie. Dopiero po chwili ten uśmiech ustąpił miejsca zaskoczeniu i bólowi. Wtedy Dominik spojrzał w dół. Z brzucha wystawał mu nóż. Teraz ja uśmiechnęłam się zwycięsko i wyjęłam ostrze, po czym wbiłam je ponownie. Nie zwracałam uwagi na krew, która plamiła moje ręce.
- Kurwa mać! - Dominik wypuścił broń z ręki i zachwiał się na nogach. Przyłożył sobie dłonie do rany. Z niedowierzaniem patrzył na krew, która przesączała się przez jego koszulę. - Ty durna suko! - warknął.
Schyliłam się po leżący na ziemi pistolet i podniosłam go trzęsącymi się rękami. Skierowałam lufę na Dominika, kładąc palec na spuście. Nigdy nie strzelałam. Tym bardziej nigdy nie myślałam, że mogłabym kogoś zabić. W tej chwili zrozumiałam, dlaczego Callum robił to, co robił. Teraz dałabym wszystko, żeby ochronić tych, których kochałam.
- Pierdol się - szepnęłam, zaciskając zęby. Patrzyłam, jak Dominik osuwał się po ścianie korytarza, trzymając wystający z brzucha nóż. - Rusz się choćby o centymetr, a odstrzelę ci łeb.
Wypływało z niego coraz więcej krwi, która plamiła już nie tylko jego koszulę, ale też podłogę pod nim. Nadal w niego celując, wycofałam się, żeby sprawdzić, co z Callumem.
- Zapłacicie za to! - wysyczał Dominik, krzywiąc się z bólu.
Zignorowałam jego groźbę i poszłam do ukochanego.