Przedmowa
Kiedy siedemnastoletni Fryderyk II wjeżdżał do Moguncji na początku
grudnia 1212 roku, witali go wiwatujący mieszkańcy. Różne stronnictwa od
lat walczyły o tron niemiecki, teraz jednak wyglądało na to, że sukcesja
młodego Fryderyka - "chłopca z Apulii", jak czule go nazywano - pozwoli
rozwiązać spory. Fryderyk był ubrany z przepychem: futra i ciężki
płaszcz chroniły go również przed mrozem, do którego nie był
przyzwyczajony. Do miasta wprowadzał go miejscowy archidiakon, a tłum
rozstępował się przed nimi. Zmierzali do wielkiej katedry w centrum. Tam
czekali już na Fryderyka dwaj biskupi z relikwiarzami na piersiach.
Potem dołączył do nich arcybiskup Zygfryd i wprowadził niewielką świtę
cesarską do świątyni.
Gdy tłum za ich plecami zaczął zapełniać kościół, Fryderyk złożył swoją
broń i płaszcz przed ołtarzem. Następnie demonstracyjnie położył się
krzyżem na posadzce, błagając Boga o łaskę. Za jego przykładem poszli
obecni tam biskupi i pozostali duchowni, wzywając na pomoc świętych.
Kiedy Fryderyk wstał, arcybiskup Zygfryd spytał go, czy wypełni ciążące
na nim jako na królu obowiązki (obrony Kościoła i swego ludu), na co
Fryderyk z ochotą odparł, że tak. Usłyszawszy to, wszyscy obecni
wykrzyknęli z aprobatą: "Amen! Amen! Niech tak będzie! Niech tak
będzie!". Po dalszych modłach ceremonia osiągnęła punkt kulminacyjny,
gdy Zygfryd poświęcił Fryderyka krzyżmem świętym, formalnie namaszczając
go na króla. Następnie wręczył mu klejnoty koronne, czyli symbole jego
władzy monarszej: miecz, którym Fryderyk miał bronić Kościoła i karcić
niesprawiedliwych; pierścień stanowiący znak wiary chrześcijańskiej; dwa
berła - cesarskie i królewskie - żeby wydawał sprawiedliwe wyroki; oraz
koronę będącą symbolem chwały i świętości jego majestatu. Wreszcie po
kolejnych modlitwach Zygfryd podszedł do stojącego przed ołtarzem nowo
koronowanego króla i poprowadził go wzdłuż chóru do tronu, który
ustawiono na podwyższeniu. Fryderyk złożył przysięgę koronacyjną -
uroczystą obietnicę zaprowadzenia pokoju i sprawiedliwości oraz
okazywania należytego miłosierdzia - po czym przyjął pocałunek pokoju od
arcybiskupa. W końcu zasiadł na tronie. W pełnym majestacie swej władzy
obserwował trwające nabożeństwo z głęboką satysfakcją. Wjeżdżał do
Moguncji jako książę, a opuści to miasto jako namaszczony przez Boga
monarcha. Był teraz królem z Bożej łaski, władcą Niemców, i znajdował
się na najlepszej drodze do tego, aby zostać świętym cesarzem rzymskim.
Fryderyk był ostatnim władcą ze znakomitego rodu, którego
najsłynniejszym przedstawicielem był jego dziad, legendarny cesarz
niemiecki Fryderyk I Barbarossa. To wrażenie kontynuacji było jednak
zwodnicze, gdyż młody Fryderyk tak naprawdę nie był Niemcem i ledwie
znał kraje niemieckie. W rzeczywistości był włoskim Normanem (dlatego
właśnie nazywano go "chłopcem z Apulii"), który nigdy wcześniej nie
postawił stopy na północ od Alp. I jak miało pokazać jego panowanie,
znacznie więcej zawdzięczał normańskiemu południu niż swoim niemieckim
korzeniom. W późniejszym okresie, gdy podzielił się władzą z własnym
synem, królem niemieckim Henrykiem VII, wymagał od niego, aby stosował
sycylijskie metody rządzenia, znacznie surowsze od tych, które znano w Niemczech.
Fryderyk II nie był jedynym władcą pochodzenia normańskiego w tamtej
epoce. Anglia, większa część Walii i wielkie połacie Irlandii - nie
wspominając o wielu kluczowych posiadłościach we Francji - znajdowały
się pod panowaniem niesławnego "złego króla Jana" bez Ziemi,
bezpośredniego potomka (w linii żeńskiej) wielkiego normańskiego
księcia, a potem króla angielskiego Wilhelma Zdobywcy. Na północ od
włości Jana bez Ziemi leżała Szkocja, nią zaś długie lata władał z kolei
król Wilhelm Lew, który sam był w trzech czwartych Normanem i korzystał
ze wsparcia głównie normańskiej arystokracji. W basenie Morza
Śródziemnego Fryderyk II rządził Sycylią i południowymi Włochami, a prawie połowa Ziemi Świętej była w rękach Boemunda IV z Antiochii,
prawnuka osławionego włosko-normańskiego najemnika Boemunda z Tarentu.
Wraz z koronacją Fryderyka II na króla niemieckiego potęga i wpływy
Normanów osiągnęły apogeum. W takiej czy innej formie zdominowali oni
Europę Zachodnią i Morze Śródziemne. Trudno przecenić ich rolę w tym
okresie. Normandii dali nową arystokrację i dynastię rządzącą; Brytanii
oraz Irlandii - zamki, kulturę rycerską, architekturę romańską i język
francuski (którym w czasach Fryderyka II nadal mówili arystokraci);
południowej Italii - powiązania z Rzymem oraz Kościołem katolickim; a Niemcom - nowe podejście do prawa i porządku. To osiągnięcie Normanów
miało jednak niebywale kruchy charakter, gdyż we wszystkich wspomnianych
wyżej krajach osiedlali się oni i w miarę upływu czasu wtapiali w miejscowe społeczności. Skutkiem takiego postępowania był świat, w którym dziedzictwo normańskie było wyraźnie widoczne, ale sami
Normanowie coraz bardziej różnili się między sobą, przyjmując stopniowo
kultury rządzonych przez siebie krajów. Ci, którzy osiedli w basenie
Morza Śródziemnego, już od dawna uważali się za Sycylijczyków,
Apulijczyków i Kalabryjczyków, a na Wyspach Brytyjskich zaczynali już
czuć się Anglikami i Szkotami (chociaż w arystokratycznej odmianie
francuskojęzycznej). Jednocześnie byli wszędzie i nigdzie - byli ludem o sławnej przeszłości, ale krótkiej przyszłości.
W tych latach dominacji normańskiej rodziła się wspólna kultura
europejska, a Normanowie odegrali w tym procesie kluczową rolę1.
To dzięki nim Wyspy Brytyjskie i południowe Włochy stały się częściami
zachodniej (i katolickiej) Europy. Ich wpływy nie ograniczały się jednak
tylko do obszarów znajdujących się bezpośrednio pod ich panowaniem.
Normanowie uczestniczyli też w ważnych epizodach chrześcijańskiego
podboju muzułmańskiej Hiszpanii. W Afryce Północnej założyli królestwa,
które co prawda istniały krótko, ale w szczytowym momencie swojego
rozwoju zagrażały fatymidzkim władcom Egiptu i almohadzkim panom Maroka.
W istotnym stopniu przyczynili się również do upadku panowania Bizancjum
w Azji Mniejszej, co stało się główną przyczyną zorganizowania pierwszej
wyprawy krzyżowej.
Zważywszy na to, iż Normanowie byli potomkami garstki wikingów, która
około 911 roku przypłynęła na ledwie kilku okrętach i osiedliła się w ujściu Sekwany, ich późniejsze osiągnięcia są zdumiewające. Następne
stronice tej książki mają pomóc czytelnikowi zrozumieć, jak udało im się
tego dokonać dzięki połączeniu szczęścia, śmiałości i pobożności. To
opowieść o ambitnych awanturnikach i żądnych łupów grabieżcach, o zbijanych fortunach i traconych królestwach. Zaczynamy od legendarnego
Rollona, którego pirackie najazdy wzdłuż Sekwany położyły fundament pod
przyszłe księstwo Normandii. Następnie śledzimy losy jego potomków,
którzy zapewnili sobie dominację nad północną Francją, uporawszy się z zagrożeniem ze strony sąsiadów z Flandrii i Andegawenii. W kolejnych
latach podejmowali oni coraz śmielsze wyprawy: najpierw do Anglii, gdzie
Wilhelm Zdobywca zagarnął jedną z najcenniejszych koron europejskich, a potem do południowych Włoch, gdzie synowie skądinąd mało znanego
Tankreda z Hauteville zbudowali równie wspaniałe królestwo. Z tych
nowych baz Normanowie rozciągnęli swoje wpływy jeszcze dalej, osiedlając
się w Szkocji oraz podbijając znaczną część Walii i Irlandii. Jeszcze
bardziej spektakularny, choć względnie krótkotrwały, był ich wpływ we
wschodniej części Morza Śródziemnego, gdzie omal nie doprowadzili do
upadku cesarstwa bizantyjskiego. Wraz z koronacją Fryderyka II w grudniu
1212 roku dali też Niemcom nowego króla. W owej epoce nadmiernie
ambitnych ludzi Normanowie nieustannie się wyróżniali na tle innych: ich
kościoły były większe, ich władcy śmielsi, a ich wojska zacieklejsze w boju. Oto opowieść o nich.
1
Obcy ludzie z obcego kraju: początki nad dolną Sekwaną ok. 911-942
Dwie armie stanęły naprzeciwko siebie po obu stronach rzeki Epte w północnej Francji. Atmosfera była napięta. Na jednym brzegu rozłożył się
dwór króla francuskiego (czy raczej zachodniofrankijskiego) Karola III
Prostaka, u boku którego wyróżniał się możnowładca Robert z Neustrii. Na
drugim zaś ustawiła się świta Rollona, wikińskiego grabieżcy, który od
kilku już lat grasował wzdłuż brzegów Sekwany. Tym razem jednak
zamierzano zawrzeć ugodę. Niewiele wcześniej Rollon próbował zająć
Chartres, ważne miasto katedralne leżące 80 kilometrów na południowy
zachód od Paryża, lecz został pobity przez Roberta z Neustrii. Po tych
wydarzeniach Karol Prostak pchnął poselstwo do najeźdźcy. Zaoferował
wodzowi wikingów rękę swojej córki Giseli oraz ziemie na północnym
wybrzeżu Francji, pod warunkiem że Rollon i jego ludzie przysięgną mu
wierną służbę oraz przyjmą chrzest. Była to rzadka okazja, dlatego
skandynawski watażka ochoczo na to przystał. Pozostało jedynie
zatwierdzić ten układ... a przynajmniej tak się wydawało.
Wiemy, że gdy wojska zbierały się w Saint-Clair-sur-Epte, Rollon posłał
arcybiskupa Rouen z wiadomością dla francuskiego króla. Duchowny
przekazał Karolowi, że Rollon i jego ludzie nie zadowolą się już
terenami, które początkowo dla nich przeznaczył (między rzeką Andelle i morzem); teraz domagali się całego obszaru między rzeką Epte i wybrzeżem, czyli pasa ziemi szerszego o mniej więcej 50 kilometrów.
Gdyby takie żądanie wysunął ktokolwiek inny, zostałoby uznane za zwykłą
bezczelność, ale w przypadku potężnego Rollona przełknięto je z niechęcią. Robert z Neustrii, który był gotów zostać ojcem chrzestnym
wodza wikingów, oznajmił Karolowi Prostakowi, że nie pozyska na służbę
tak wielkiego wojownika bez żadnych ustępstw. Dlatego król zaczął
łagodzić swoje stanowisko. Najpierw zamiast wspomnianych ziem zaoferował
Flandrię i Bretanię, lecz Rollon nie zamierzał ustąpić. W końcu Karol
się ugiął - Rollon miał otrzymać wszystkie ziemie leżące między Epte i morzem.
W zamian za to Rollon uznał zwierzchnictwo króla Franków. Publicznie
włożył dłonie w jego ręce w rytualnym akcie komendacji (czy też hołdu
lennego, jak miano go później nazywać). Żaden z przodków Rollona nie
podporządkował się innemu władcy w taki sposób, ale też żaden z nich nie
otrzymał za to równie wielkiej nagrody. Zresztą Rollon nie stracił do
końca poczucia dumy. Odmówił ucałowania stopy króla na znak
wdzięczności, jak nakazywał zwyczaj. W zastępstwie Rollona miał to
uczynić jeden z jego ludzi, jednak nawet dla zwykłego wikinga było to za
wiele. Zamiast schylić się, żeby ucałować stopę, mężczyzna
bezceremonialnie chwycił Karola za nogę i zadarł ją do góry, wskutek
czego przewrócił monarchę. Trudno było o dobitniejszą demonstrację
wyższości Rollona i jego ludzi nad Frankami.
A przynajmniej Dudon z Saint-Quentin, będący naszym głównym źródłem
informacji o początkach osadnictwa normańskiego we Francji, chciał,
żebyśmy w to uwierzyli2. Problem polega na tym, że Dudon
pisał blisko sto lat po tych wydarzeniach (ukończył swoje dzieło
Historia Normannorum [Dzieje Normanów] w połowie drugiej dekady XI
wieku) i często nie sposób stwierdzić, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna bujna wyobraźnia kronikarza. Dwa pierwsze przykłady z brzegu:
Dudon twierdzi, że arcybiskup Rouen miał na imię Franko, jednak w czasie
zawierania układu z Rollonem arcybiskupem był nie Franko, lecz Gwidon;
natomiast Gisela - o ile w ogóle istniała - nie mogła mieć wtedy więcej
niż trzy lub cztery lata. Pewne nie jest nawet to, czy porozumienie
faktycznie zawarto w Saint-Clair-sur-Epte. Rzeka Epte wyznaczała
przebieg granicy między Normandią i Francją w późniejszych czasach,
zapewne dopiero od lat 30. X wieku. W Saint-Clair istotnie odbyło się
ważne spotkanie - wnuka Rollona z królem francuskim - ale dopiero w 942
roku. Dudon mógł zatem wzorować swój opis na tym
wydarzeniu3.
Niestety dla nas kronika Dudona to niemal wszystko, co mamy. Nie ulega
wątpliwości, że mniej więcej w tym czasie zawarto jakieś porozumienie z wikingami, ale poza tym trudno cokolwiek stwierdzić z całkowitą
pewnością. Brak zainteresowania współczesnych tym wczesnym osadnictwem
wikińskim jest zupełnie zrozumiały. Wbrew twierdzeniom Dudona bowiem
układ z Saint-Clair nie był niczym nadzwyczajnym. Wikingowie (zwani też
"ludźmi Północy") gwałtownie wdarli się na scenę historii pod koniec
VIII wieku, rozpoczynając serię błyskawicznych ataków na niebronione
wybrzeża zachodniej Europy. Do dzisiaj toczą się spory o to, co
początkowo skłoniło ich do szukania szczęścia w zamorskich krajach, ale
najwyraźniej złożyły się na to różne czynniki. W Skandynawii powstawały
nowe królestwa, przez co powiększała się grupa niezadowolonych
drobniejszych wodzów (i ich ludzi), którzy przegrali walkę o tron.
Rozwój żeglugi sprawił z kolei, że wyprawy do dalekich krajów stały się
łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Do tego trzeba dodać niestabilną
sytuację polityczną w wielu częściach Europy (zwłaszcza na Wyspach
Brytyjskich). Najazdy wikingów rozpoczęły się w drugiej połowie VIII
wieku (być może nawet już w latach 60. lub 70. tego stulecia) i stopniowo przybierały na sile, co doprowadziło do podboju znacznych
obszarów kontynentalnej Europy oraz Wysp Brytyjskich4.
W tych okolicznościach trudno się dziwić, że władcy zachodnioeuropejscy
zaczęli werbować wikingów do swoich armii. Dzięki temu nie tylko
pozbywali się potencjalnego zagrożenia, ale często zapewniali sobie
najlepszą obronę; to było jak zatrudnienie złodzieja do łapania
złodziei. Jednak "ludzie Północy" wyprawiali się za morze nie tylko w poszukiwaniu łatwych łupów i wkrótce powszechne stało się oferowanie im
ziemi w zamian za dłuższą służbę. Szczególnie popularne było osadzanie
grup wikingów w rejonach nadbrzeżnych, których mieli bronić przed
własnymi rodakami5. W ten sposób wielokrotnie nadawano im
różne części Flandrii, co mogło skłonić Karola Prostaka do próby
wciśnięcia Rollonowi kawałka właśnie tej krainy.
Sam Rollon pochodził z Norwegii i zaczynał karierę w szeregach "wielkiej
armii wikińskiej", która w latach 60. i 70. IX wieku podbiła znaczną
część Anglii. Prawdopodobnie nie uczestniczył w pierwszych etapach tych
podbojów, ale wiele wskazuje na to, że dołączył do owych wojsk, zanim na
początku lat 80. IX wieku przeniosły się one z Anglii do północnej
Francji, a następnie brał udział w słynnym oblężeniu Paryża w latach
885-886. Chociaż przyszła stolica francuska obroniła się wtedy, elementy
armii wikińskiej zaczęły pustoszyć większą część Bretanii oraz tereny
nad dolną Sekwaną. A Rollon był jednym z wodzów wikińskich, którzy
postanowili osiedlić się nieopodal ujścia tej rzeki.
Przy braku bardziej szczegółowych źródeł trudno dokładniej ustalić
charakter działań podejmowanych w tym okresie przez Rollona. Archeologów
kusi czasami, żeby łączyć wczesne dowody osadnictwa skandynawskiego na
terenach późniejszej Normandii z niestworzonymi opowieściami o wyczynach
Rollona w latach 90. IX wieku, jakie na kartach swojej kroniki snuje
Dudon, drobiazgowo opisując rozwój nowej potęgi wikińskiej. Wszelkie
barwne opisy tego kronikarza (będące najwyraźniej wytworem jego
fantazji) należy jednak traktować ostrożnie6. Przypuszczalnie
Rollon wraz ze swoją armią był aktywny nad dolną Sekwaną - i być może
tam się osiedlił - zanim jeszcze około 911 roku zawarł układ z Karolem
Prostakiem. Następnie w którymś momencie to wtargnięcie przybyszów z północy zostało sformalizowane jakimś porozumieniem z królem Francji
(być może zawartym w Saint-Clair). Nasze najwcześniejsze informacje na
ten temat pochodzą nie od Dudona, ale z przywilejów (czyli dokumentów
nadających ziemię lub prawa) wydanych w imieniu króla Karola7.
Pierwszy z nich, z roku 905, poświadcza, iż w tamtym momencie centrum
późniejszej Normandii nadal znajdowało się w rękach królewskich, gdyż
Karol podarował jedenastu chłopów pańszczyźnianych z miejscowości Pîtres
(nieco na południe od Rouen) swojemu kanclerzowi, niejakiemu
Ernustusowi. Są jednak też pewne oznaki świadczące o tym, że ten region
był już wtedy pod presją z zewnątrz. W kolejnym przywileju, wydanym w roku 906, odnotowano bowiem, że mnisi z Saint-Marcouf na zachodzie
późniejszej Normandii przenieśli relikwie swojego patrona, Świętego
Markulfa, do Corbény (na północ od Reims) z powodu ataków pogan (czyli
wikingów). Bezsprzecznie mieszkańcom tego regionu coraz bardziej dawała
się we znaki obecność "ludzi Północy", wśród których zapewne był również
Rollon ze swymi towarzyszami. Nie sposób jednak mówić tutaj o jakiejś
katastrofie, gdyż w tym samym dokumencie wspomina się też o możliwości
powrotu relikwii Markulfa na ich właściwe miejsce.
Najważniejszy jest przywilej nadany w marcu 918 roku paryskiemu
klasztorowi Saint-Germain-des-Prés, który wspomina o układzie zawartym
przez króla Karola z Rollonem. Dokument ów przyznawał klasztorowi ziemie
pomniejszego opactwa benedyktyńskiego La Croix Saint-Ouen nad rzeką
Eure, w obecnej miejscowości La Croix-Saint-Leufroy położonej niecałe 40
kilometrów na południe od Rouen. Powodem było to, że klasztor w La
Croix, podobnie jak w Saint-Marcouf, ucierpiał z rąk wikińskich sąsiadów
tak mocno (w przywileju znalazła się dramatyczna wzmianka o "srogości
pogan"), że nie mógł dalej utrzymywać swojej pozycji. W związku z tym
majątki klasztoru przekazano paryskiemu opactwu Saint-Germain leżącemu z dala od niebezpieczeństw. Poczyniono przy tym ważne zastrzeżenie. Król
Karol nie nadał klasztorowi z Paryża wszystkich ziem La Croix, lecz
tylko grunty nienależące do "tej części majątków opactwa, które
nadaliśmy ludziom Północy znad Sekwany, a mianowicie Rollonowi i jego
stronnikom, dla ochrony królestwa". Obecność wikingów nad dolną Sekwaną
niewątpliwie była już wtedy utrwalona i królewski przywilej nie naruszał
ich stanu posiadania.
W ten sposób wiosną 918 roku znaczna część obszaru przyszłej Normandii
znalazła się w rękach Rollona i jego ludzi. Chociaż Dudon odmalowuje w swojej kronice obraz harmonijnej współpracy króla i jego czołowego
możnowładcy Roberta z Neustrii, to rzeczywistość prawie na pewno była
bardziej złożona. Dudon pisał jednak w czasach, gdy potomkowie Roberta z Neustrii zasiadali już na tronie francuskim1, popierani
przez spadkobierców Rollona, którzy wielokrotnie wspierali ich w walkach
wewnętrznych, jakie toczyły się do tego czasu. Dudon wolał zatem udawać,
że owe rody były sprzymierzone od samego początku. W rzeczywistości
porozumienie zawarte z Rollonem było niekorzystne dla Roberta, którego
ród od ponad pół wieku dominował w marchii Neustrii, dużym regionie w północno-zachodniej Francji. Ziemie nadane Rollonowi zostały wykrojone
bezpośrednio z tego obszaru i trudno uwierzyć, że Robert był z tego
zadowolony, a tym bardziej - jak próbuje przekonywać Dudon - że sam
namawiał króla do przekazania obcemu tych terenów. Wątpliwości te
potwierdza treść wspomnianego przywileju w sprawie klasztoru w La
Croix-Saint-Leufroy. Opactwa La Croix i Saint-Germain znajdowały się
bowiem na terenach kontrolowanych przez Roberta z Neustrii i cała ta
transakcja stanowiła najwyraźniej próbę ograniczenia jego strat przez
przekazanie posiadłości bardziej narażonego opactwa temu, które było
bezpieczniejsze.
Pod względem politycznym układ Karola Prostaka z Rollonem był sukcesem.
"Ludzie Północy" okazali się nie tylko skutecznym narzędziem
odstraszania innych grup wikingów, ale także wiernymi sojusznikami dworu
królewskiego w czasie walk politycznych, które wyniszczały Francję w X
wieku. Największe zagrożenie dla Karola Prostaka stanowił właśnie Robert
z Neustrii, którego starszy brat w latach 90. IX wieku krótko zasiadał
na tronie królewskim2. To dlatego Karol na ziemiach Roberta
osiedlił Rollona i jego ludzi, ci zaś w następnych latach pozostawali
wiernymi sprzymierzeńcami króla. Kluczowy moment nastąpił na przełomie
922 i 923 roku, gdy Robert z Neustrii się zbuntował i zażądał dla siebie
korony. Ostatecznie poległ w bitwie pod Soissons w 923 roku, ale to jego
strona wyszła zwycięsko z tej konfrontacji, biorąc do niewoli Karola
Prostaka. W rezultacie tron francuski odziedziczył zięć Roberta z Neustrii, książę Burgundii Rudolf. Właśnie w czasie tego konfliktu Karol
Prostak wezwał na pomoc swoich wikińskich sojuszników. Rollon ochoczo
chwycił za broń w imieniu obalonego władcy, ale obrana przez Karola
strategia przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego. Rollon bowiem nie
był w stanie go uwolnić, a jego interwencja jeszcze bardziej pogorszyła
relacje króla z jego francuskimi poddanymi. W tamtym czasie układy z pogańskimi wikingami były w najlepszym razie niepopularne, gdyż
wspomnienia spustoszeń dokonanych przez Rollona i jego ludzi pozostawały
nadal świeże.
Karol Prostak zyskał więc niewiele na układzie z Rollonem, natomiast ten
zdołał z powodzeniem wykorzystać powstały w rezultacie zamęt. Naszym
głównym źródłem informacji na ten temat są Annales [Roczniki]
Flodoarda, kronika pisana w tamtych czasach w pobliskim Reims. Rollon
jest w niej nazywany "księciem ludzi Północy" (princeps Nordmannorum).
W owym tekście można również znaleźć wzmianki o wcześniejszym układzie z Karolem Prostakiem - przeciwnicy króla twierdzili (dosyć tendencyjnie),
że Rollon go złamał, udzielając pomocy Karolowi, gdyż uczynił to wbrew
woli nowego króla Rudolfa. Jest to zatem wyraźne nawiązanie do
pierwotnego układu zawartego z Rollonem około 911 roku, wspomnianego
zarówno w przywileju z 918 roku, jak i w kronice Dudona. Lojalność wobec
króla nie była jednak dla Rollona i jego ludzi wyłącznym bodźcem do
działania. Flodoard twierdzi bowiem, że w zamian za pomoc Karol obiecał
wikingowi "połać ziemi", i sformułowanie to prawdopodobnie oznacza
rozszerzenie pierwotnego nadania ziemskiego. Kiedy w 924 roku Rudolf
zawierał pokój z Rollonem, musiał przekupić go leżącymi dalej na zachód
hrabstwami Maine i Bessin8.
W następnych latach nowy organizm państwowy założony przez wikingów u ujścia Sekwany kontynuował ekspansję terytorialną. Co prawda w 925 roku
stronnicy Rudolfa Burgundzkiego pokonali Rollona, ale w 933 syn tego
ostatniego, Wilhelm I Długi Miecz, był już w stanie zażądać od króla
francuskiego kolejnych nadań ziemskich. W zamian za złożony przez
Wilhelma hołd Rudolf przekazał normańskiemu księciu wschodnią Bretanię
(zapewne półwysep Cotentin i region Avranchin). Powoli, lecz
systematycznie terytorium "ludzi Północy" nad Sekwaną zaczynało
przybierać kształt późniejszego księstwa Normandii. Powoli, lecz
systematycznie pogańscy "ludzie Północy" zmieniali się w chrześcijańskich Normanów. Dokończenie tego procesu wymagało jednak
jeszcze pół wieku mozolnych starań.
Informacje zawarte w kronice Flodoarda i przywileje Karola Prostaka w zasadzie potwierdzają zatem relację Dudona, lecz z drugiej strony
uwypuklają problemy, jakich nastręcza ona historykom. Według Dudona w pełni ukształtowane księstwo Normandii wyskoczyło bowiem z głów Rollona
i Karola niczym Atena z głowy Zeusa. W rzeczywistości natomiast pierwsze
nadanie ziemskie dla wodza wikingów było znacznie mniejsze od
opisywanego przez Dudona, a ostateczne rozmiary osiągnęło najwcześniej w latach 30. X wieku. Flodoard był naocznym świadkiem przedstawianych
przez siebie wydarzeń i w tej sprawie nie miał powodu, żeby wprowadzać
czytelnika w błąd. W Historia Remensis ecclesiae [Dzieje Kościoła w Reims] pisze on, że nadanie ziemskie dla Rollona początkowo obejmowało
jedynie Rouen oraz otaczające to miasto pagi - pagus było lokalną
jednostką administracyjną w ówczesnej Francji - na północnym wybrzeżu
(Talou, Caux, Roumois oraz części Vexin i Évrecin). Pasuje to do innych
dowodów, które wskazują na to, że księstwo Normandii rozrastało się
powoli, począwszy od Rouen i jego okolic9.
Takie źródła mogą rzucić nieco światła na kwestie pomijane przez Dudona,
jednak mówią niewiele o konkretnych realiach początków osadnictwa
normańskiego. Tutaj z pomocą przychodzi badanie nazw miejscowych
(toponimia). Ludzie mają skłonność do nazywania zakładanych osad i elementów krajobrazu w rodzimym języku, dlatego odnalezienie na mapie
nazw pochodzenia skandynawskiego pomaga określić zasięg początkowej
obecności "ludzi Północy" w tym rejonie. Wiele takich nazw można znaleźć
na terenach obecnej Normandii, w odróżnieniu od innych regionów
północnej Francji. Miejsca te są skupione wzdłuż wybrzeża, a dokładnie
na ziemiach między Sekwaną i rzeką Bresle, które według relacji
Flodoarda stanowiły obszar pierwotnego osadnictwa ludzi Rollona.
Większość z owych nazw składa się z jakiegoś nordyckiego imienia i francuskiego przyrostka (na przykład Toqueville, czyli "wioska [ville]
Tokiego"), ewentualnie skandynawskiego przyrostka, takiego jak -tot
("własność"), oraz francuskiego lub skandynawskiego imienia (na przykład
Robertot, Hatteintot). Takie mieszane formy świadczą o tym, że tamtejsza
ludność francuskojęzyczna zaczęła wchodzić w znaczące interakcje z przybyszami używającymi języka staronordyckiego. Nazwy miejscowe
kończące się na -tuit lub -thuit, pochodzące od staronordyckiego ?veit
("poręba", "wycinka"), wskazują na to, że co najmniej niektórzy osadnicy
byli (lub stali się) rolnikami zmuszonymi do karczowania okolicznych
lasów. Nieliczne nazwy miejscowe mogą nawet być anglo-skandynawskie, to
znaczy zostały stworzone przez wikingów, którzy wcześniej żyli w Anglii.
Z kolei obecność celtyckich nazw miejscowych może wskazywać na elementy
pochodzące z innych części Wysp Brytyjskich (być może wyspy Man lub wysp
szkockich). Te wpływy językowe rozciągają się także na normański dialekt
języka francuskiego, który przechował szereg słów zapożyczonych ze
staronordyckiego, zwłaszcza tych dotyczących zajęć związanych z morzem.
Wszystko to razem dowodzi, że początkowo liczba przybyszów
nordyckojęzycznych była znaczna i w rejonie tym panowała dwujęzyczność,
lecz język francuski zaczął wkrótce dominować, a ze staronordyckiego
ostały się tylko nieliczne skostniałe zapożyczenia w nazwach miejscowych
i określeniach technicznych10. Pomimo tych wczesnych
kontaktów między społecznościami używającymi dwóch różnych języków i całkiem sporej liczby nazw miejscowych pochodzenia skandynawskiego -
porównywalnej z tym, co znamy z północnej i wschodniej Anglii -
staronordyckie zapożyczenia w miejscowym dialekcie normandzkim języka
francuskiego są o wiele rzadsze niż w języku angielskim. Musimy jednak
pamiętać, że język staroangielski był znacznie bardziej zbliżony do
staronordyckiego używanego przez osadników ze Skandynawii, co zapewne
sprzyjało interakcjom językowym11. Natomiast starofrancuski i staronordycki były wzajemnie niezrozumiałe, dlatego kontakty między nimi
prawdopodobnie ograniczały się do zapożyczania określeń technicznych i nazw osad.
Chociaż nazwy miejscowe nie świadczą o liczbie osadników, ich istnienie
dowodzi, że wpływy skandynawskie w tym regionie nie były powierzchowne
lub tymczasowe. Nowe nazwy osad rzadko się przyjmują, jeśli w okolicy
nie żyje dostatecznie dużo osób mówiących danym językiem. Natomiast
charakter i zasięg występowania owych nazw wskazują na to, że oprócz
wojowników i arystokracji wśród osadników byli także rolnicy oraz
rzemieślnicy. Mimo to jest mało prawdopodobne, żeby ludzie mówiący
językiem staronordyckim stanowili większość na tym obszarze, poza
niewielkimi enklawami. Obok przejawów zachodzących zmian dostrzec można
również niezbite dowody dalszego istnienia dotychczasowych struktur
administracyjnych. Frankijski system rządów w dużej mierze przetrwał w Normandii w nienaruszonym stanie, Rollon i jego spadkobiercy zaś
odgrywali na tym terenie mniej więcej taką samą rolę jak książęta i hrabiowie w sąsiednich regionach. Nieco większe zakłócenia nastąpiły w strukturach kościelnych, co było zapewne skutkiem napływu pogańskich
piratów do chrześcijańskiego królestwa. Niemniej nawet w tej dziedzinie
można odnaleźć oznaki dalszego funkcjonowania dotychczasowych instytucji
oraz ich żywotności. Szczególnie ważną rolę odgrywał Franko, arcybiskup
Rouen. Dudon przypisuje mu jedną z głównych ról w zawarciu pierwszego
porozumienia z Rollonem. I chociaż kronikarz ewidentnie pomylił imię
arcybiskupa, istotne jest to, że terytorium późniejszego księstwa
Normandii pokrywa się niemal w stu procentach z obszarem prowincji
kościelnej Rouen. Ludzie żyjący w tamtej epoce zdawali sobie z tego
sprawę, o czym świadczyć może fakt, że kolejny ówczesny kronikarz,
Richer z Reims, w połowie lat 90. X wieku zrównuje (kościelną) prowincję
Rouen z regionem osadnictwa wikińskiego12.
O mechanizmach tego procesu osadnictwa i akulturacji wiadomo niestety
niewiele. Z pewnością ważną jego częścią było przyjęcie chrześcijaństwa.
Dudon twierdzi, że Rollon został ochrzczony w Saint-Clair-sur-Epte, a jego ojcem chrzestnym był Robert z Neustrii. Opis ten wyraźnie
przypomina wcześniejszy o parę stuleci chrzest cesarza rzymskiego
Konstantyna Wielkiego (zm. 337). O ile jednak możemy wątpić w szczegóły
relacji Dudona, o tyle mamy wszelkie powody wierzyć, iż przyjęcie
chrześcijaństwa było częścią umowy zawartej z Rollonem. Chrzest już od
dawna stanowił bowiem niezbędny warunek przyjęcia na służbę królewską w państwie Franków. Flodoard także pisze, że Rollon i jego ludzie
otrzymali ziemie "w celu pielęgnowania wiary [chrześcijańskiej] i utrzymania pokoju"13.
Sam chrzest nie stanowi wszakże żadnej gwarancji chrześcijańskiego
postępowania w dalszym życiu. Musimy założyć, że pełny proces przyjęcia
obyczajów chrześcijańskich zajął co najmniej jedno lub dwa pokolenia.
Tam, gdzie lokalni biskupi pozostali na miejscu, odgrywali kluczową rolę
w krzewieniu nowej wiary. Dwiema najważniejszymi postaciami byli tutaj
Gwidon z Rouen (tamtejszy arcybiskup w czasie zawarcia pierwszego układu
z Rollonem) oraz Herweusz (Hervé) z Reims. Flodoard pisze, że ten drugi
"pracował ciężko nad poskromieniem i nawróceniem ludzi Północy, aż w końcu zaczęli oni przyjmować wiarę po bitwie, którą hrabia Robert [z Neustrii] stoczył z nimi pod Chartres"14. Jest to czytelne
nawiązanie do uwarunkowań istniejących w początkach osadnictwa
wikińskiego w Normandii. Swoją wiedzę na ten temat Flodoard zawdzięczał
zbiorowi dwudziestu trzech tekstów (po łacinie capitula) zawierających
nauki ojców Kościoła w kwestiach nawracania pogan i wiary
chrześcijańskiej. Skompilował go Herweusz na prośbę arcybiskupa Gwidona,
który bezsprzecznie kierował akcją chrystianizacji na obszarze
osadnictwa wikińskiego. W sumie jest on czymś w rodzaju podręcznika
misjonarza. Jednym z głównych przedmiotów troski była dla Herweusza
groźba powrotu już ochrzczonych do pogaństwa. Apostazja (wyparcie się
wiary) była bowiem powszechnym problemem w pracy misyjnej15.
Niemniej jednak wszystko wskazuje na to, że większość z tych, którzy
przypłynęli z Rollonem, dosyć szybko przyjęła wiarę chrześcijańską. W Normandii nie ma żadnych śladów typowo pogańskich pochówków
skandynawskich, z jakimi mamy do czynienia w tym okresie w innych
częściach Europy. Nie znajdujemy żadnych, rzeźbionych w kamieniu lub
metalu, wizerunków bóstw nordyckich, które występują powszechnie na
dużych połaciach północnej i wschodniej Anglii. Jeśli chodzi o pozyskiwanie serc i umysłów, to stopniowa integracja społeczności
przybyszów z miejscową populacją chrześcijańskich Franków/Francuzów
musiała odgrywać w tym procesie rolę równie istotną jak działalność
Kościoła instytucjonalnego. Barwny opis Dudona w tym wypadku może się
okazać bardziej pomocny. Zgodnie z nim w czasie swoich początkowych
wypraw łupieskich Rollon wziął jako brankę miejscową dziewczynę o imieniu Poppa, a następnie pojął ją za żonę. To właśnie ona urodziła mu
syna Wilhelma, który ostatecznie został jego następcą. Opowieść ta ma
posmak legendy, dlatego są poważne powody, aby wątpić w jej prawdziwość
historyczną, podobnie jak w historię o późniejszym małżeństwie Rollona z Giselą. Mimo to jest całkiem możliwe, że pierwsza małżonka Rollona była
miejscową kobietą, gdyż imię Wilhelm było popularne u Franków. Z pewnością Rollon nie był jedynym przybyszem, który poślubił miejscową
kobietę. Chociaż niektórzy zapewne przywieźli ze sobą żony i dzieci, to
i tak mężczyźni zdecydowanie przeważali wśród osadników wikińskich, co
musiało skutkować licznymi małżeństwami mieszanymi. Matki zazwyczaj
odgrywają szczególnie ważną rolę w nauce języka, a to bez wątpienia
pomagało we wzajemnej integracji. W rezultacie drugie pokolenie "ludzi
Północy" osiadłych nad Sekwaną było już w większości
francuskojęzyczne16. Być może Rollon był niewiele
więcej niż pogańskim piratem, ale jego syn Wilhelm Długi Miecz wykazywał
już wszelkie typowe cechy francuskiego arystokraty: był pobożnym
chrześcijaninem i co najważniejsze, mówił po francusku.
O stopniu zintegrowania dzieci Rollona ze społeczeństwem francuskim
świadczą ich małżeństwa. Jego syn Wilhelm poślubił Luitgardę (zwaną
również Leyardą), córkę Herberta II, hrabiego Vermandois, w latach 20. X
wieku najpotężniejszego wielmoży północnej Francji (i bezpośredniego
sąsiada Wilhelma na wschodzie), natomiast córka Gerlok, przyjąwszy na
chrzcie francuskie imię Adela, wyszła za Wilhelma III Jasnowłosego,
księcia Akwitanii i hrabiego Poitou, czołowego możnowładcę z południa.
Całkowicie francuski światopogląd religijny i kulturalny rodzeństwa
potwierdza poetycka pieśń żałobna (planctus) skomponowana po śmierci
Wilhelma Długiego Miecza, najwyraźniej na prośbę Adeli. Utwór ten
napisano po łacinie, a jego autor zwraca się do obojga w taki sam sposób
jak do jakichkolwiek innych przedstawicieli miejscowej arystokracji
francuskiej17.
Nie znaczy to jednak wcale, że ludzie Rollona zapomnieli o swoim
pochodzeniu. Jak pokazuje kronika Dudona i jej kontynuacje pióra
Wilhelma z Jumi?ges oraz innych autorów z XI i XII wieku, jeszcze w kolejnych stuleciach Normanowie byli dumni ze swojego pogańskiego
rodowodu, nawet jeśli poczucie to wyrażali francuską lub łacińską prozą
i poezją. Nie zerwano również kontaktów ze Skandynawią, o czym świadczą
późniejsze fale osadnictwa. Ich katalizatorem był pierwszy kryzys władzy
książęcej w Normandii wywołany zgonem Wilhelma Długiego Miecza w 942
roku. Jego małżeństwo z Luitgardą nie przyniosło bowiem męskich
potomków, natomiast Ryszard, syn z wcześniejszego związku z bretońską
arystokratką, miał wówczas nie więcej niż dziesięć lat.
W następnych latach w Normandii widoczne były oznaki pogłębiającego się
rozprzężenia. Perspektywa grabieży i osiedlenia się przyciągnęła nowe
bandy wikingów. Wewnątrz samego księstwa pojawiali się nowi ambitni
wodzowie, na czele z watażką Haraldem kontrolującym Bayeux i jego
okolice. Narastające podziały miały częściowo charakter religijny.
Niektórzy "ludzie Północy" porzucili wiarę chrześcijańską (tak jak się
obawiał Herweusz) i wzywali swoich ziomków z zagranicy, natomiast ci
lepiej zintegrowani ze społeczeństwem frankijskim pozostali wierni
dworowi książęcemu.
Wcześniejsze osadnictwo wikińskie w Bretanii i nad Loarą po upływie
jednego lub dwóch pokoleń roztopiło się wśród miejscowej ludności i wydawało się, że teraz powtórzy się to nad Sekwaną. Ta niestabilność
polityczna przyciągała również uwagę potężnych sąsiadów. Zarówno król
francuski Ludwik IV Zamorski, syn Karola Prostaka, jak i książę Hugo
Wielki, syn Roberta z Neustrii, starali się wykorzystać małoletniość
księcia normandzkiego Ryszarda. Hugo zajął znaczną część spuścizny
Rollona i Wilhelma Długiego Miecza na zachodzie, a dobrze rokujące
oblężenie Bayeux w 944 roku przerwał dopiero na polecenie króla Ludwika.
Tymczasem ten ostatni zajął wschodnią część Normandii aż po Rouen będące
głównym ośrodkiem władzy w księstwie.
Tylko niewielka część miejscowych "ludzi Północy" pozostała wierna
księciu normandzkiemu Ryszardowi, który był nadal za młody, żeby odegrać
jakąś aktywną rolę w wydarzeniach. Kiedy wszystko wydawało się już
stracone, typowe dla Normanów połączenie szczęśliwego zbiegu
okoliczności z brawurą ocaliło Ryszarda i jego ludzi. Stosunki między
Ludwikiem IV i Hugonem Wielkim już od dawna były napięte. Wkrótce po
tym, jak król zmusił Hugona do przerwania oblężenia Bayeux, zostały
nieodwołalnie zerwane, co pozwoliło Ryszardowi i jego doradcom zawrzeć
sojusz z urażonym księciem. Obaj nawiązali także przyjazne stosunki z Haraldem z Bayeux. To drugie okazało się kluczowe, gdyż w czasie walk w 945 roku ludzie Haralda pojmali samego Ludwika IV, co uniemożliwiło
planowaną przez władcę dalszą ekspansję na północy. Ludwik został
uwolniony i przekazany w ręce księcia Hugona, ten zaś uwięził króla i zaczął sprawować rzeczywistą władzę w królestwie. Kiedy bezpośrednie
zagrożenie dla Normandii zostało w ten sposób zażegnane, Ryszard i jego
doradcy mogli się skupić na odbudowie władzy i potęgi
książęcej18. Niewiele brakowało, żeby następcy Rollona
zaprzepaścili jego spuściznę, ale ostatecznie udało im się ją zachować,
chociaż na sąsiednich terenach osadnictwo wikińskie się nie utrzymało.
Jak teraz mieli sprawować nowo zdobytą władzę i wykorzystywać wpływy?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Sam Robert z Neustrii (865-923) po śmierci Karola Prostaka także był krótko królem Franków Zachodnich w latach 922-923. Jego wnuk Hugo Kapet (ok. 940-996) założył w 987 roku francuską dynastię królewską Kapetyngów i panował do roku 996. Następnie tron objął jego syn Robert II Pobożny, który władał w latach 996-1031, czyli w okresie, gdy pisał Dudon z Saint-Quentin - przyp. tłum. [wróć]
Odon (ok. 860-898) był królem Franków Zachodnich w latach 888-898 - przyp. tłum. [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
R. Bartlett, The Making of Europe: Conquest, Colonization and Cultural Change, 950-1350, London 1994 [wyd. pol. Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe 950-1350, tłum. G. Waluga, Poznań 2003]; R.R. Davies, First English Empire: Power and Identities in the British Isles 1093-1343, Oxford 2000. [wróć]
Dudo of St-Quentin, Historia Normannorum, II.25-29, red. J. Lair, Caen 1865. [wróć]
O Dudonie z Saint-Quentin zob. B. Pohl, Dudo of Saint-Quentin's Historia Normannorum: History, Tradition and Memory, Woodbridge 2015; na temat jego relacji zob. J.L. Nelson, Normandy's Early History since Normandy before 1066 [w:] Normandy and its Neighbours, 900-1250: Essays for David Bates, red. D. Crouch, K. Thompson, Turnhout 2011, s. 9-12; por. Dudo of St-Quentin, History of the Normans, tłum. E. Christiansen, Woodbridge 1998, s. 195 przyp. 201. [wróć]
Doskonałe wprowadzenie w tematykę wikingów zob. N. Price, The Children of Ash and Elm: A History of the Vikings, London 2020 [wyd. pol. Dzieci jesionu, dzieci wiązu. Historia Wikingów, tłum. M. Froński, Warszawa 2025]; C. Jarman, River Kings: The Vikings from Scandinavia to the Silk Road, London 2021. [wróć]
S. Coupland, From Poachers to Gamekeepers: Scandinavian Warlords and Carolingian Kings, "Early Medieval Europe", vol. 7 (1998), s. 85-114. [wróć]
Zob. J. Le Maho, Rouen a l'époque des incursions Vikings (841-911), "Bulletin de la Commission des Antiquités de la Seine Maritime", t. 43 (1995), s. 143-202, por. F. Neveux, The Normans: The Conquests that Changed the Face of Europe, tłum. H. Curtis, London 2008, s. 55-63. Na temat owych przestróg zob. P. Bauduin, La Premi?re Normandie (Xe-XIe si?cles), Caen 2004, s. 110-112; Nelson, Normandy's Early History, op. cit., s. 12-15. Na temat poczynań wikingów w zachodniej Francji i Bretanii zob. J.L. Nelson, The Frankish Empire [w:] The Oxford Illustrated History of the Vikings, red. P.H. Sawyer, Oxford 1997, s. 19-47; N.S. Price, The Vikings in Brittany, London 1989. [wróć]
Recueil des actes de Charles III le Simple, roi de France (893-923), red. P. Lauer, Paris 1940-1949), nr 51, 53, 92. Wcześniejsze i późniejsze przywileje są przechowywane we francuskich Archiwach Narodowych pod sygnaturami: Paris, Archives nationales, K 16/5 oraz Paris, Archives nationales, K 16/9. O tych drugich w kontekście zob. G. Koziol, The Politics of Memory and Identity in Carolingian Royal Diplomas: The West Frankish Kingdom (840-987), Turnhout 2012, s. 436-439. Por. F. Lifshitz, The Migration of Neustrian Relics in the Viking Age: The Myth of Voluntary Exodus, the Reality of Coercion and Theft, "Early Medieval Europe", vol. 4 (1995), s. 175-192. [wróć]
Flodoard, Annales, s.a., 923-924, red. P. Lauer, Paris 1906. Na temat polityki Karola zob. F. McNair, After Soissons: The Last Years of Charles the Simple (923-9), "Reti Medievali Rivista", 18.ii (2017), s. 29-48, zwłaszcza 38-40. [wróć]
Flodoard, Historia Remensis ecclesiae, IV.14, red. M. Stratmann, Monumenta Germaniae Historica: Scriptores 36, Hannover 1998. [wróć]
L. Abrams, Early Normandy, "Anglo-Norman Studies", vol. 35 (2013), s. 45-64. [wróć]
Por. M. Townend, Language and History in Viking Age England: Linguistic Relations between Speakers of Old Norse and Old English, Turnhout 2002, s. 181-211. [wróć]
Richer of Saint-Rémi, Historiae, I.4, red. H. Hoffmann, Monumenta Germaniae Historica: Scriptores 38, Hannover 2000. Por. D. Bates, Normandy Before 1066, London 1982; F. Lifshitz, La Normandie carolingienne, essai sur la continuité, avec utilisation de sources négligées, "Annales de Normandie", vol. 48 (1998), s. 505-552; R. Allen, The Norman Episcopate 989-1110, niepublikowana rozprawa doktorska, Uniwersytet Glasgow 2009, s. 6-28. [wróć]
Flodoard, Annales, op. cit., 923. [wróć]
Flodoard, Historia Remensis ecclesiae, op. cit., IV.14. [wróć]
PL, cxxxii, kol. 661-674, por. Nelson, Normandy's Early History, op. cit., s. 4-9; M.-C. Isa?a, Hagiographie et pastorale: la collection canonique d'Hervé archev?que de Rheims (m. 922), "Mélanges de Science Religieuse", t. 67 (2010), s. 27-48. [wróć]
E. van Houts, Exogamy and Miscegenation in the Norman Worlds [w:] The Normans and the 'Norman Edge': Peoples, Polities and Identities on the Frontiers of Medieval Europe, red. K.J. Stringer, A. Jotischky, London 2019, s. 129-147. [wróć]
E. van Houts, The Planctus on the Death of William Longsword (943) as a Source for Tenth-Century Culture in Normandy and Aquitaine, "Anglo-Norman Studies", vol. 36 (2014), s. 1-22, tekst na s. 18-20. Ów planctus - nasze jedyne źródło pochodzące ściśle z epoki - opisuje Wilhelma jako urodzonego "za morzem" (transmarino), ale w świetle brzmienia jego imienia można założyć, że jego matka była raczej frankijskiego niż walijskiego lub irlandzkiego pochodzenia (jak twierdzi van Houts). Istotnie, planctus stwierdza jedynie, że urodził się on za granicą, a nie, że jego matka była cudzoziemką. Mimo to jest możliwe, że imię Wilhelm nadano mu na chrzcie (Rollon na chrzcie przyjął imię Robert). [wróć]
F. McNair, The Politics of Being Norman in the Reign of Richard the Fearless, Duke of Normandy (r. 942-96), "Early Medieval Europe", vol. 23 (2015), s. 308-328. Por. Bates, Normandy, op. cit., s. 13-15. [wróć]