Rozdział 4
Dotarłam do Seattle o dziesiątej wieczorem, złapałam taksówkę i za dziesięć jedenasta byłam przed apartamentowcem, w którym mieszkała Giana. Winda zawiozła mnie na czwarte piętro, gdzie szybko odnalazłam mieszkanie 4C. Kiedy cichutko zapukałam do drzwi, łzy same zaczęły mi płynąć z oczu. Wcześniej obiecałam sobie, że nie będę płakać do chwili, gdy się tutaj znajdę. Nie byłam już w stanie dłużej powstrzymywać łez.
- Kto tam? - odezwał się znajomy głos.
- To ja, Gabby.
Drzwi natychmiast się otworzyły i stanęła w nich zaskoczona Giana. Spojrzała na mnie i ujęła w dłonie moją twarz.
- Gabby! Skąd się tu wzięłaś? O mój Boże! Wszystko w porządku?
Jedyną odpowiedzią, na jaką się zdobyłam, było bezradne pokręcenie głową. Nie, nic nie było w porządku.
- Chodź do środka - powiedziała Giana i wzięła moją torbę z laptopem.
Posłusznie wtoczyłam swoją walizkę i jeszcze zanim Giana zdążyła zamknąć drzwi, padłam jej w ramiona i rozszlochałam się jak dziecko.
- Ciiii, wszystko będzie dobrze. - Przyjaciółka delikatnie gładziła mnie po włosach.
Zaprowadziła mnie na kanapę i próbowała uspokoić.
- Gabby, spójrz na mnie. Musisz mi powiedzieć, co się stało, kochanie.
- Przyłapałam Brendona na pieprzeniu się z jakąś dziewczyną w naszym łóżku. W naszym łóżku! - szlochałam.
- Rozumiem. Nie martw się, będzie ci lepiej bez niego. Jestem z ciebie dumna, że wreszcie odeszłaś od tego drania! Wyglądasz na wykończoną.
- Jestem wykończona. I przepraszam, że zwalam ci się na głowę bez zapowiedzi. Chciałam zadzwonić, ale komórka mi padła, a ładowarkę zostawiłam w Nowym Jorku.
- Nie przepraszaj. Tak się cieszę, że cię widzę! Teraz zaprowadzę cię do pokoju gościnnego i trochę się prześpisz. Pogadamy o wszystkim rano.
Skinęłam głową i Giana zaprowadziła mnie do sypialni.
- To jest twoja łazienka - powiedziała, włączając światło. - Znajdziesz tu mnóstwo ręczników. Umyj twarz, a ja poszukam ci jakiejś koszuli nocnej.
Zdjęłam bluzkę i weszłam do łazienki. Posłusznie umyłam twarz i przyglądałam się swoim napuchniętym, czerwonym oczom w lustrze, kiedy do łazienki weszła Giana i podała mi nocną koszulę.
- Mogę obejrzeć twoje przedramiona?
- Nie zrobiłam tego. Miałam ochotę, ale zdołałam się powstrzymać.
Dokładnie sprawdziła moje ręce, po czym mocno mnie przytuliła.
- Jestem z ciebie taka dumna!
W sypialni Giana odsunęła leżące na łóżku nakrycie, a ja wślizgnęłam się pod kołdrę. Otuliła mnie dokładnie w ten sam sposób, jak wtedy, kiedy obie byłyśmy dziećmi.
- Prześpij się trochę, biedroneczko - uśmiechnęła się. - Rano zrobię pyszne śniadanie, wszystko omówimy i znajdziemy jakieś rozwiązanie. Po dobrze przespanej nocy lepiej się myśli.
- Dziękuję, G.
- Jakbyś czegoś potrzebowała, jestem u siebie.
Wyszła z pokoju, zostawiając uchylone drzwi. Leżałam tak, śmiertelnie zmęczona, a kiedy zamknęłam oczy, miałam pod powiekami obraz Brendona z tamtą dziewczyną.
Rano, po przebudzeniu, przez moment nie mogłam się zorientować, gdzie jestem. Wczorajszy dzień wydawał mi się jakiś zamazany i przez chwilę bawiłam się myślą, że to wszystko był tylko sen. Ale nie był. Tymczasem wydobywający się z kuchni zapach placuszków z jagodami powoli wypełnił całe mieszkanie, docierając wreszcie i do mojego pokoju. Wygrzebałam się z łóżka tylko dlatego, że musiałam skorzystać z łazienki. Przystanęłam przed lustrem i uważnie się sobie przyjrzałam. Moje oczy były zapuchnięte i zmęczone, a twarz wyglądała mizernie. Niedbale przejechałam szczotką po włosach, po czym podążyłam za zapachem placuszków, który zaprowadził mnie prosto do kuchni.
- Dzień dobry, słoneczko! - uśmiechnęła się Giana.
- Na pewno dobry?
- Cóż, próbuję podnieść cię na duchu. - Wyjęła z szafki kubek i nalała do niego kawy. - Dla ciebie. Wypij.
- Dzięki.
- Plan jest taki - powiedziała, stawiając przede mną talerz z dwoma jagodowymi placuszkami. - Zostajesz w Seattle. Wprowadzasz się do mnie i znajdujesz pracę. Czas, żeby zacząć żyć innym życiem, Gabby. Swoim własnym życiem. Aha, i na razie nie przejmuj się rachunkami. Pogadamy o tym, kiedy znajdziesz pracę.
- Nie mogę tutaj zamieszkać.
- Owszem, możesz, i tak właśnie zrobisz. Tak długo się nie widziałyśmy, że teraz, kiedy wreszcie tu jesteś, tak prędko cię nie wypuszczę! A poza tym, jaki masz wybór? Pobyt w Seattle wyjdzie ci na dobre, obiecuję - uśmiechnęła się krzepiąco. - A teraz zajadaj!
Odkroiłam malutki kawałek placuszka. Mój żołądek był w opłakanym stanie i ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, było jedzenie.
- Nie musisz się zbierać do pracy?
- Wzięłam wolne. Chcę spędzić ten dzień z tobą i upewnić się, że wszystko gra.
- Już czuję się dobrze. Proszę, idź do pracy.
Usłyszałam trzask otwieranych drzwi wejściowych.
Spojrzałam na Gianę.
- Spodziewasz się kogoś?
Uśmiechnęła się, a do kuchni wszedł wysoki, przystojny, męski facet.
- Dzień dobry, kochanie. - Pocałował ją w policzek, po czym spojrzał z zainteresowaniem na mnie:
- A ty pewnie jesteś Gabby - uśmiechnął się przyjaźnie i wyciągnął do mnie rękę.
- A ty jesteś...?
- Donovan Holms.
Lekko uścisnęłam jego dłoń i pytająco spojrzałam na Gianę, która własnie nalewała mu kawę.
- Donovan i ja pracujemy razem - poinformowała.
- Mam rozumieć, że od czasu do czasu wpadają tu o poranku twoi współpracownicy?
- Tylko ci gorący i seksowni - uśmiechnęła się szeroko i pocałowała go w policzek.
Nie bardzo wiedziałam, co o tym myśleć, bo Giana nigdy nie wspominała o żadnym Donovanie. Wzięłam do ust kawałek placuszka i odsunęłam talerz.
- Posłuchaj, Gabby, dziś wieczorem jest gala Amerykańskiego Towarzystwa na Rzecz Walki z Rakiem. Zabieramy cię na nią.
- Nie, G. Nigdzie nie idę. Nie ma mowy.
- Owszem, idziesz, i nie chcę słyszeć ani słowa sprzeciwu. Zawrzyjmy układ. Jeżeli dzisiaj z nami pójdziesz, obiecuję, że już do niczego nie będę cię namawiać. Jeśli zechcesz, możesz zamknąć się na klucz i nie wychodzić stąd przez miesiąc, a ja nie będę się sprzeciwiać.
- Nie mam sukienki... - Bez większej nadziei spróbowałam ostatniej linii obrony.
- Mam szafę pełną kiecek, możesz wybrać, którą chcesz. Niektóre jeszcze mają metki. Wiem, że teraz czujesz się naprawdę podle, ale musisz wziąć się w garść i ruszyć do przodu. Przynajmniej dziś wieczorem.
- Będę piątym kołem u wozu - westchnęłam.
Donovan spojrzał na mnie i się uśmiechnął:
- Giana i ja nie idziemy na tę galę razem, więc nie będziesz piątym kołem u wozu. Za to z pewnością wy dwie będziecie tam najpiękniejszymi kobietami.
Zakłopotana spuściłam oczy. Nie uważałam się za piękną i nikt nie był mnie w stanie przekonać, że jest inaczej.
- Muszę iść do kancelarii, kochanie. Do zobaczenia dziś wieczorem. - Donovan porozumiewawczo mrugnął okiem.
Siedziałam, popijając kawę, i patrzyłam, jak błękitne oczy Giany odprowadzają go do drzwi.
- Miałaś w ogóle zamiar mi o nim powiedzieć? - zapytałam.
- Kiedyś pewnie tak. Najpierw chciałam się przekonać, czy coś z tego będzie. Chyba zaczynam się w nim zakochiwać - uśmiechnęła się promiennie.
- Myślisz, że to dobry pomysł mieszać życie zawodowe z prywatnym?
- Nie mam pojęcia. Myślę, że wkrótce się przekonam.
- Jest prawnikiem? Ile ma lat?
- Tak, jest prawnikiem i ma trzydzieści pięć lat. Jest tylko jeden problem. - Giana przestała się uśmiechać.
- Jaki problem? - Pochyliłam się w jej stronę.
- Jest żonaty.
Zakrztusiłam się kawą.
- Co?! Giana!
- Właśnie dlatego nic ci o nim nie mówiłam. Twierdzi, że jego małżeństwo od prawie roku nie istnieje. Nie uprawiają seksu, a jego żona to prawdziwa suka.
- Skoro jego małżeństwo nie istnieje, to dlaczego jeszcze się z nią nie rozwiódł?
- Ma taki zamiar. Powiedział, że potrzebuje więcej czasu, żeby to wszystko uporządkować. Pieniądze, nieruchomości, takie tam.
Powoli pokręciłam głową.
- Nie ufam takim facetom. Myślę, że cię zwodzi.
- Twój problem jest taki, że UFASZ takim facetom. Choćby twój Dupek. Zajęło ci, bagatela, sześć lat, żeby zostawić jego żałosny tyłek. Tak przy okazji, co powiedział, kiedy odchodziłaś?
Wstałam od stołu, opłukałam swój talerz i włożyłam go do zmywarki.
- Powiedział, że nigdy mnie nie kochał. - Oparłam ręce o zlew i przez chwilę milczałam. - Nie chcę już o nim rozmawiać. Idę się na chwilę położyć.
- Polecę do Nowego Jorku i urwę mu jaja. Jak on śmiał?
Zdołałam słabo się uśmiechnąć, po czym wróciłam do swojego pokoju, położyłam się do łóżka i przespałam kolejne dwie godziny.
- Wstawaj, śpiochu! Czas się zrobić na bóstwo! - wykrzyknęła Giana, siadając na brzegu mojego łóżka.
Odwróciłam się i odsunęłam ją od siebie.
- Żadnego robienia się na bóstwo.
- Owszem. - Pociągnęła mnie za ramię, aż usiadłam. - Wyskakuj z łóżka, to zrobimy sobie popołudnie piękności przed dzisiejszą galą. Będą tam bardzo bogaci i wpływowi faceci. Może kogoś poznasz.
- Nie obchodzi mnie, kto tam będzie, i nie mam najmniejszego zamiaru nikogo poznawać. Skończyłam z facetami. Nienawidzę wszystkich mężczyzn. Szczególnie bogatych.
- Niech ci będzie, ale i tak musimy się pospieszyć. Za godzinę mamy być w salonie piękności, a o tej porze ciężko przebić się przez korki.
- W porządku - mruknęłam z irytacją. - Tylko pamiętaj, że od jutra do niczego mnie nie będziesz zmuszać.
- Nie będę. Obiecałam, a zawsze dotrzymuję obietnic - uśmiechnęła się figlarnie. - A teraz idziemy pobuszować w mojej szafie. Trzeba ci znaleźć odpowiednią kieckę.
Stałam przed lustrem i wpatrywałam się w swoje odbicie. Moje długie włosy w nieciekawym mysim kolorze mieniły się teraz interesującymi odcieniami brązu: od ciemnego przy głowie do ciepłego miodu na końcach, a na dodatek spadały na plecy oszałamiającą kaskadą. Miałam na sobie czerwoną sukienkę na ramiączkach z luźną górą i obcisłym, krótkim dołem oraz idealnie dopasowane czerwone szpilki. Właściwie miałam ochotę wybrać czarną, ale Giana stwierdziła, że mam zbyt smutną minę, żeby na dodatek wkładać czarne ciuchy. Wyjęłam z torebki mocny podkład korekcyjny i starannie pokryłam nim bliznę na przedramieniu. Bardzo się jej wstydziłam i kiedy nie miałam długich rękawów, starałam się ją zamaskować. Giana weszła do pokoju i wykonała przede mną zgrabny obrót.
- Jak wyglądam?
- Cudownie, zachwycająco - odparłam szczerze.
Jej mierzące niecałe sto sześćdziesiąt centymetrów i idealnie mieszczące się w rozmiar cztery drobne ciało wyglądało niesamowicie we wszystkim, co na siebie włożyła. Długie, delikatnie rozświetlone pasemkami blond włosy spływały na ramiona ułożone w idealne loki, stanowiąc perfekcyjne dopełnienie krótkiej, połyskującej sukienki w odcieniu subtelnej szarości, która seksownie otulała jej ciało.
- Dzięki, ale tak się złożyło, że osobą, która wygląda cudownie i zachwycająco, jesteś ty! Dziś wieczorem zaczynasz nowe życie! Czy nie jesteś choć troszkę podekscytowana? - zapytała podnieconym głosem, biorąc mnie za rękę.
- Nie bardzo - odparłam spokojnie, wyjmując z torebki szminkę.
- Nie! - Giana czym prędzej wyrwała mi ją z rąk. - Potrzebujesz czerwonych ust, a nie w odcieniu... - odwróciła szminkę i przeczytała napis: - "Jagodowego miejskiego szyku". Mam idealny kolor!
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzałam pytająco na Gianę, a ona przygryzła dolną wargę.
- To pewnie Jared.
- Kim jest Jared i dlaczego puka właśnie do naszych drzwi?
Byłam pełna złych przeczuć.
- To mój kolega z pracy. Będzie nam towarzyszył na balu. Jest gejem, więc niczym się nie przejmuj. Dziś wieczorem zastąpi mi Donovana. Wspominałam ci, że Donovan przychodzi z żoną?
Opadła mi szczęka. Pokręciłam głową.
- Idź otworzyć Jaredowi, a ja przyniosę twoją szminkę. - Wybiegła z pokoju, a ja poszłam do drzwi wejściowych i niechętnie je otworzyłam.
- Cześć. Pewnie jesteś Gabby - uśmiechnął się Jared.
- A ty jesteś Jared. Wejdź do środka. Gabby będzie gotowa za minutę. - Obróciłam się do niego plecami i poszłam do kuchni, a Jared za mną.
- Miło wreszcie cię poznać. Giana opowiada o tobie cały czas.
- Dzięki. Ciebie też miło poznać. Wybacz, proszę, jeśli byłam niemiła - westchnęłam. - Nie chciałam iść na tę galę, ale Giana mnie zmusiła.
- Jeśli cię to pocieszy, to ja też nie mam ochoty tam iść. Robię to wyłącznie dla G. i Donovana.
- Wiesz o nich?
- Tak - uśmiechnął się porozumiewawczo. - Jestem jedyną osobą w kancelarii, która o nich wie, a oni jako jedyni wiedzą, że jestem gejem. W firmie plotkują, że ja i G. się spotykamy. I jej, i mnie jest to na rękę. Ludzie myślą, że jestem hetero i nie podejrzewają, że G. spotyka się z żonatym facetem.
- To miło z twojej strony! Jednak nie podoba mi się to, co robią G. i Donovan.
- Mnie też nie.
- Wy dwoje lepiej milczcie - powiedziała Giana, majestatycznym krokiem wchodząc do kuchni.
Wręczyła mi czerwoną szminkę, po czym wezwaliśmy taksówkę i pojechaliśmy na galę.