Iluzoryczne przymierze - Jesse Kauffman

Reflow text when sidebars are open.
Wojska niemieckie wkroczyły do Warszawy - po raz pierwszy w dwudziestym wieku - 5 sierpnia 1915 roku, kiedy to na froncie wschodnim dobiegały końca rozpoczęte tej wiosny liczne ofensywy sił austriacko-niemieckich. "Przypatrywałem się z ciekawością tym żołnierzom - napisał pewien warszawianin, trzydziestosześcioletni ekonomista, Mieczysław Jankowski - ubranym w zielonkawoszare mundury i pikielhauby [...] dobrze wyekwipowanym i porządnie ubranym, i ich sprzętowi utrzymanemu, pomimo długich walk, we wzorowym porządku"1. Długa kampania, w której brały udział te oddziały, wciąż trwała. Niemieckie wojsko kontynuowało marsz na wschód i przed upływem następnego miesiąca, kiedy to działania bojowe wreszcie ustały, państwa centralne zdołały wyprzeć całkowicie armie cara Mikołaja II z Europy Środkowej. Front rozciągał się teraz od wybrzeża Bałtyku na zachód od Rygi, na południe wokół Pińska i na bagnach Prypeci na wschód od Brześcia Litewskiego, aż do habsburskiego miasta Czerniowce u podnóża Karpat.
Zwycięzcy od razu napotkali problem, jakim było zabezpieczenie ich podboju i wypełnienie pustki administracyjnej pozostawionej przez wycofujące się armie rosyjskie, które prócz niszczenia mostów, deportacji ludności cywilnej i wzniecania pożarów w trakcie odwrotu zabrały wszelkie zasoby państwa rosyjskiego. Na północy i wschodzie, na terenach dzisiejszej Litwy, Łotwy i Białorusi, podbite terytorium oddano pod kontrolę dowództwa armii niemieckiej, czyli Ober-Ost, która to nazwa wywodzi się od Oberbefehlshaber Ost - Naczelne Dowództwo Armii Cesarstwa Niemieckiego, stanowiącego na tych ziemiach najwyższą władzę. Na południu, na terytorium, które było częścią rosyjskiego zaboru Polski, Austriacy utworzyli Generalne Gubernatorstwo z siedzibą w Lublinie2. Na pozostałych, wcześniej rosyjskich terenach Polski, Niemcy ustanowili Generalne Gubernatorstwo Warszawskie, rozległą administrację okupacyjną, zatrudniającą urzędników i oficerów, i kierowaną przez generała pułkownika Hansa Hartwiga von Beselera. Władza ta przetrwała ponad trzy lata, aż do końca wojny.
Co Niemcy robili, sprawując władzę nad tym krnąbrnym i niespokojnym terytorium w środku Europy? Czy przedstawiciele Generalnego Gubernatorstwa snuli jakieś dalekosiężne plany związane z ziemiami polskimi, które znalazły się pod ich rządami? Czy plany te zyskały określony instytucjonalny wyraz? Do jakiego stopnia polityka Generalnego Gubernatorstwa była powiązana z polityką krajową w Prusach, gdzie kipiał zajadły konflikt polsko-niemiecki? Jak miejscowe napięcia i konflikty wpływały na przebieg okupacji? Co działania rządu okupacyjnego mówią nam o Niemczech w czasie pierwszej wojny światowej i o samej wojnie? Co postępowanie Generalnego Gubernatorstwa mówi nam o ciągłości historii Niemiec? Zagadnieniom tym historycy poświęcili zadziwiająco mało uwagi. Głównym dziełem na temat niemieckiej okupacji Polski podczas pierwszej wojny światowej pozostaje Polnische Nation und deutsche Politik im Ersted Weltkrieg historyka niemieckiego Wernera Conze ("Naród polski i niemiecka polityka podczas pierwszej wojny światowej"), opublikowane ponad pięćdziesiąt lat temu3. Dostrzega się jednak pewne zmiany: w ostatnich latach kilku polskich i niemieckich badaczy zainteresowało się tym pomijanym epizodem pierwszej wojny światowej4. Natomiast w przypadku francuskich, brytyjskich i amerykańskich badaczy wciąż pozostaje on - jak nazwał to jeden z niemieckich historyków - "zapomnianą okupacją"5.
Bez względu na powody takiego stanu rzeczy, może on być przynajmniej po części tłumaczony szerszym i uporczywym lekceważeniem wschodniego teatru pierwszej wojny światowej. Od niemal wieku do wyobraźni uczonych i zwykłych ludzi przemawia to, co działo się na froncie zachodnim. Obrazy kojarzone z tą wojną - koszmarny i krwawy klincz okopów, rzeź żołnierzy piechoty atakującej gniazda karabinów maszynowych, pierwsze starcia asów lotnictwa nad polami bitewnymi, rozczarowania i rozpacz młodych ludzi wciągniętych w wir wojny - zrodziły się głównie za sprawą działań bojowych na zachodzie (a także dzięki wybitnym poetom i powieściopisarzom, którzy tam walczyli). Podobnie naukowa dyskusja na temat wojny od dawna koncentrowała się właśnie na tym obszarze, choć badania przestały ograniczać się jedynie do analizy polityki na najwyższych szczeblach oraz operacji militarnych i zaczęły uwzględniać też metodologie historii społecznej i historii kultury6. Jak zauważył Vejas Liulevicius, tytuł książki Winstona Churchilla o froncie wschodnim, The Un-known War ("Nieznana wojna"), był równie trafny w roku 2000, co w 1939, kiedy ukazała się drukiem7. Zatem fakt, że niemieckie władze wojskowe przez trzy wojenne lata rządziły Polską, obszarem kipiącym od politycznych i społecznych napięć, że łączył on Niemcy, Austrię i Rosję na zasadzie złożonych zależności, że był zamieszkany przez naród, którego współobywatele na terenie Rzeszy angażowali się w zajadłą walkę z państwem, broniąc się przed asymilacją, że stanowiło to dla Niemiec źródło szczególnych problemów i że wreszcie, dwadzieścia lat później, kraj ten zostanie poddany brutalnym działaniom hitlerowców w straszliwej kampanii zniewolenia i zbrodni - nie znalazł odpowiedniego odbicia w piśmiennictwie historycznym. Książka niniejsza jest próbą zmiany tego stanu rzeczy, analizą istoty i działań niemieckich władz okupacyjnych, co pozwoli zrozumieć wiele kluczowych zagadnień historii niemieckiej, polskiej i żydowskiej, a także, w szerszym zakresie, historii tej wojny, mocarstw i nacjonalizmu, a także Europy Środkowej w pierwszej, niezwykle burzliwej połowie dwudziestego wieku.
Niemcy, wkraczając do Polski w 1915 roku, nie zastanawiali się szczególnie nad tym, co mogą uczynić z jej terytoriami, gdyby dzięki przebiegowi wojny znalazły się one pod ich panowaniem. Skutkom takiego braku wyobraźni strategicznej zapobiegł inteligentny i ambitny oficer niemiecki, który rządził okupowaną Polską jako generał-gubernator warszawski - Hans Hartwig von Beseler. Podczas pełnienia swej funkcji generał Beseler doszedł do przekonania, że jest w interesie Niemiec popieranie (i jednocześnie kontrolowanie) odbudowy państwa polskiego w Europie Środkowej. Ten satelicki twór miał być według jego koncepcji monarchią konstytucyjną podległą Niemcom, jeśli chodzi o politykę zagraniczną i wojskową, lecz autonomiczną w kwestiach polityki kulturalnej i wewnętrznej. Przez cały czas trwania okupacji to ambitne zamierzenie znalazło wyraz w powołaniu licznych instytucji, a ich celem była realizacja projektu, który dziś nazwalibyśmy "budowaniem państwa". W Warszawie wznowiono działalność polskiego uniwersytetu dziesiątki lat po tym, jak Rosjanie przekształcili ten główny stołeczny ośrodek nauki wyższej w placówkę państwa rosyjskiego i rosyjskiej kultury; w publicznych szkołach stopnia podstawowego uczono historii i literatury w języku polskim, obchodzono uroczyście ważne wydarzenia, otaczano kultem postaci z polskiej historii, zwłaszcza jej wersji heroicznej, i wystawiano sztuki polskich pisarzy patriotycznych zakazane pod carskimi rządami; utworzono rząd centralny, powstał także zalążek armii; miastami zarządzały obieralne rady lokalne, którą to praktykę wprowadziły niemieckie władze okupacyjne. Instytucje te ewoluowały z biegiem czasu. Powoływano je często, by służyły doraźnym celom, takim jak zapewnienie Niemcom uznania za granicą czy też przerzucenie ciężaru zarządzania administracyjnego na miejscowe władze. W miarę jednak jak krystalizowała się Beselerowska wizja Polski i jej miejsca w powojennym politycznym porządku, instytucje te stały się głównymi ośrodkami niemieckiego przedsięwzięcia, jakim było budowanie państwa polskiego. Ogólnie rzecz biorąc, służyły one dwóm celom. Pierwszym było przygotowanie - "edukacja" (Erziehung), jak lubił to określać Beseler - Polaków Królestwa Kongresowego do autonomii. Drugim zaś było stworzenie w czasie wojny instytucjonalnych fundamentów, na których miało powstać przyszłe państwo.
Projekt ten upadł ostatecznie z przyczyn, które przeanalizuję w swojej książce. Niemniej jednak, analiza i rozpatrywanie tej okupacji - jej ideologii i instytucji, wpływu na ludność miejscową, związku między charakterem niemieckich zamierzeń i celów a środkami użytymi do ich realizacji - wzbogaca i ukazuje skomplikowaną naturę kilku kluczowych historycznych zagadnień. Być może głównym z nich jest określenie stopnia ciągłości między Niemcami hitlerowskimi a wcześniejszymi epokami historii niemieckiej.
DROGI ODRĘBNE, PARCIE NA WSCHÓD I ZWROT KOLONIALNY
Wydarzenie, jakim była pierwsza wojna światowa, odgrywało zasadnicza rolę w podtrzymywaniu i wzmacnianiu przekonania, że historia Niemiec zamyka się w pojęciu Sonderweg - "droga odrębna" - i że zjawisko to prowadzi nieuchronnie do zniszczeń i zbrodni. Do takiego stanu rzeczy przyczyniła się też walnie wyjątkowo sugestywna książka Fritza Fischera z roku 1961, Griff nach der Weltmacht: Die Kriegszielpolitik des kaiserlichen Deutchsland, 1914/18 (która ukazała się po angielsku pod tytułem Germany's Aims in the First World War)8. Fischer wysunął w niej tezę, że Niemcy - motywowani głównie wewnętrznymi problemami natury politycznej - ponoszą w ogromnym stopniu odpowiedzialność za wzniecenie konfliktu, dzięki któremu, jak mieli nadzieję, uda im się podbić i zagarnąć znaczne terytoria. Fischer nie był pierwszym historykiem, który udokumentował, że Niemcom przyświecały tak "ekspansjonistyczne" cele. Wyjątkowy był jednak w tym wypadku "wszechogarniający" charakter oskarżenia. Korzystając z bogatych archiwów, Fischer dowodził, że żaden odłam społeczeństwa nie był odporny na pokusę podboju. Organizacje i pojedyncze osoby niemal wszystkich opcji politycznych reprezentujących świat cesarza Wilhelma były skażone aneksjonizmem. Fisher wskazywał głównie na kanclerza Bethmanna Hollwega, uważanego przez niektórych historyków, takich jak Gerhard Ritter, za umiarkowanego, ale oskarżanego przez Fischera o gorliwe i pełne chciwości zaangażowanie w ten imperialny projekt9. Przypisywanie Bethmannowi udziału w (domniemanej) walce Niemiec o przyjęcie roli potęgi imperialnej sprawiło, że argumentacja Fischera odnosiła się nie tylko do pierwszej wojny światowej: Bethmann Hollweg zajął teraz trwałe miejsce w ponurym panteonie chciwych niemieckich zdobywców obok Bismarcka i, oczywiście, Hitlera. Dzięki tak gładkiemu połączeniu pierwszej wojny światowej z drugą i Niemiec cesarskich z nazistowskimi książka Griff nach der Weltmacht odegrała znaczącą rolę w przeforsowaniu idei, że Sonderweg stanowiło główną siłę napędową w historii Niemiec i że obie wojny są niemal identycznymi wariacjami tego samego tematu10. Pogląd Fischera, jakoby Niemcy z rozmysłem i podstępnie zmierzali do wszczęcia wojny, nie jest już powszechnie podzielany, ale idee stanowiące sedno jego dowodu - że Niemcy były odpowiedzialne za wojnę, że Niemcy byli spragnieni kolonialnych w swym stylu aneksji na terenie Europy i że pierwsza wojna światowa jest zwyczajnie pojmowana jako ograniczona próba generalna przed drugą - zyskały powszechną aprobatę11.
Owo trwałe przekonanie wynika po części z ogromnego i zrozumiałego rezonansu, jaki powyższe argumenty zyskały dzięki drugiej wojnie światowej, ale też dzięki licznym opracowaniom publikowanym przez studentów Fischera i intelektualnych spadkobierców jego tezy. Najważniejszą, zwłaszcza jeśli chodzi o domniemane niemieckie ambicje na Wschodzie, jest książka jego ucznia Immanuela Geissa, Der polnische Grenzstreifen, 1914-1918 ("Polski pas graniczny, 1914-1918")12. Geiss dokumentuje w niej różnorakie plany opracowywane w Niemczech podczas wojny - wskazując, jak czyni to Fischer, zarówno dowódców wojskowych, jak i elity cywilne - których celem była aneksja połaci terytorium granicznego między Niemcami a ówczesnymi ziemiami polskimi zaboru rosyjskiego. Plany te zakładały germanizację owego pasa granicznego metodą wydalania jego polskich i żydowskich mieszkańców i sprowadzania niemieckich osadników. Przegrana w wojnie i trwałe bariery kulturowe tamtego okresu nie pozwoliły na realizację tego planu. Jednak samo istnienie idei zgermanizowanego pasa granicznego stanowi w przekonaniu Geissa ważny rozdział w "prehistorii narodowego socjalizmu" - prehistorii, która miała się ziścić niedługo potem pod postacią brutalnej hitlerowskiej okupacji Polski13. Podobnie jak w przypadku Fischera, argumenty Geissa nabrały przez dziesięciolecia walorów powszechnie akceptowanej prawdy, a jego dzieło odegrało istotną rolę w budowaniu ogniwa między nazistowskimi a cesarskimi Niemcami14.
Tezy Geissa prócz tego, że odzwierciedlają uporczywie nośną interpretację roli Niemiec w pierwszej wojnie światowej, stanowią też przykład innej głównej narracji w obrębie historii niemieckiej, która to narracja czasem zbiega się, a czasem jest równoległa z wizją Niemiec, które z powodu wewnętrznych patologii zmierzały w sposób nieunikniony ku barbarzyństwu narodowego socjalizmu. Wariant tej metanarracji w odniesieniu do ziem wschodnich zakłada niejako istnienie w Niemczech jątrzącej się, kulturowej i instytucjonalnej wrogości wobec Europy Wschodniej, która to wrogość znalazła najpełniejszy wyraz pod rządami nazistów15. Wczesny wariant tego argumentu - że Europa Wschodnia była ofiarą wielowiekowego niemieckiego "parcia na Wschód" (Drang nach Osten), które znalazło swe zbrodnicze spełnienie w czasach Hitlera - został oceniony jako twór zajadłych propagandystów i zdyskredytowany16. Bardziej współczesne prace na temat niemiecko-wschodnioeuropejskich relacji skupiają się raczej na bardziej subtelnych czynnikach kulturowych, takich jak ideologie i mentalności17. Zgodnie z pokrewnym wątkiem argumentacji relacje Niemiec z Europą Wschodnią, a zwłaszcza okropności zgotowane jej przez nazistów, można wyjaśnić dzięki odwołaniu się do szerszej historii kolonializmu europejskiego. W takiej interpretacji, znanej powszechnie jako "zwrot kolonialny", ziemie wschodnie odgrywały dla Niemiec taką samą rolę, jaką odgrywały dla innych krajów europejskich na przykład Indie czy Kongo, choć w zgodzie z tendencją do historycznego analizowania ideologii i mentalności kładzie się tu nacisk na sposób, w jaki Niemcy "myśleli" o Wschodzie18. Wreszcie, trzeci wariant literatury historycznej dotyczącej Niemiec i Wschodu skupia się głównie na wschodnich prowincjach Prus i poważnym demograficznym i kulturowym konflikcie państwa ze znaczącą polską mniejszością narodową zamieszkującą te tereny. Tutaj także metodologie i kierunki badań zmieniały się przez dziesięciolecia, ale w tym wypadku kładzie się głównie nacisk na antagonizmy i jątrzącą się nienawiść w takich miejscach, jak Prowincja Poznańska i Prusy Zachodnie - coś, co sączyło się wąskim toksycznym strumieniem, który zasilał rozległy nurt brutalności nazistowskich Niemiec19.
OKUPACJE I PIERWSZA WOJNA ŚWIATOWA W HISTORII EUROPEJSKIEJ
Koncepcja trwałych i skupionych na Wschodzie patologii łączących Niemcy wilhelmińskie z nazistowskimi znalazła swój wyraz w niedawnych pracach dotyczących niemieckich okupacji podczas pierwszej wojny światowej. Długo negowane przez historyków (w przeciwieństwie do okupacji podczas drugiej wojny światowej), zaczynają one stanowić przedmiot zainteresowania badaczy20. Podczas gdy uwaga pod tym względem skupiała się głównie na terenach zachodnich, najbardziej znaczącą książką o okupacjach podczas pierwszej wojny światowej jest War Land on the Eastern Front: Culture, National Identity and German Occupation in Word War I Vejasa Liuleviciusa ("Wojna lądowa na froncie wschodnim: kultura, tożsamość narodowa i okupacja niemiecka podczas pierwszej wojny światowej"), studium na temat instytucji i polityki Ericha Ludendorffa, a także władzy sprawowanej przez Ober-Ost - Naczelne Dowództwo Armii Cesarstwa Niemieckiego21. Choć Liulevicius dostrzega w działaniach rządu okupacyjnego i traktowaniu cywilów znajdujących się pod jego kontrolą zalążki późniejszej hitlerowskich okupacji na terenie Europy Wschodniej, nie stanowi to głównego przedmiotu zainteresowania autora. Liulevicius skupia się przede wszystkim na czymś, co można by określić w szerokim sensie jako niemieckie "postrzeganie" okupowanego terytorium, i tym, jak owo postrzeganie znalazło ostatecznie swój wyraz w okropnościach drugiej wojny światowej. Z tego, jak żołnierze wyrażali swoje opinie o nieznanym otaczającym ich świecie i starali się go zrozumieć - dowodzi Liulevicius - wyłaniało się zjadliwie patologiczne niemieckie spojrzenie na "Wschód". "Widok brudnych, pozbawionych jakiegokolwiek porządku ziem objętych działaniami wojennymi - pisze autor - rodził u tych, którzy na nie patrzyli, zmienne i niebezpieczne skojarzenia". "Chęć zdobywania zmagała się z obrzydzeniem, rodząc napięcie, które wyrażało się w pragnieniu dokonania gwałtownej zmiany i oczyszczenia"22. Podobnie jak Grenzstreifen, wizja ta potrzebowała jedynie krótkiego okresu wylęgania w Niemczech, nim została siłą przeniesiona poza granice, by siać mordercze spustoszenie na Wschodzie. Po części właśnie dzięki przełomowej książce Liuleviciusa badania naukowe dotyczące okupacji podczas pierwszej wojny światowej zaczynają wskazywać na zmianę zainteresowania, które skupia się z wolna na Wschodzie; pojawiło się ostatnio kilka książek na temat wschodnich okupacji, w uzupełnieniu do War Land... Najważniejsza z nich, autorstwa Christiana Westerhoffa, dzieli uwagę między Ober-Ost a Generalne Gubernatorstwo Warszawskie i skupia się przede wszystkim na roli pracy przymusowej podczas tych okupacji. Westerhoff wyraża więcej wątpliwości co do tego, jak blisko są ze sobą powiązane okupacje z czasów pierwszej i drugiej wojny światowej, i zauważa różnice między nimi. Jednak, podobnie jak Liulevicius, dostrzega drzemiące trucicielskie siły i ocenia, że pierwsza wojna światowa była ważna o tyle, o ile pomogła wprowadzić w życie, jakkolwiek pośrednio, brutalność nazistów23.
Prace dotyczące zachodnich okupacji niemieckich w podobny sposób podtrzymywały przekonanie o płynnym przejściu od pierwszej wojny światowej do drugiej. Najważniejszą książką pod tym względem jest German Atrocities 1914: A History of Denial ("Niemieckie okrucieństwa 1914: dzieje zaprzeczania") Johna Horne'a i Alana Kramera24. Autorzy dowodzą definitywnie, że w trakcie początkowych inwazji w roku 1914 rzeczywiście dochodziło do okrucieństw - w tym do powszechnego rozstrzeliwania cywilów - i że były one sankcjonowane przez niemieckich dowódców. Choć obaj nie skupiają się szczególnie na ciągłości historii niemieckiej - ich książka jest traktowana głównie jako studium inwazji, nie zaś okupacji - German Atrocities przyczyniła się w dużym stopniu do utrwalenia przekonania o związku między obiema wojnami światowymi i związanymi z nimi okupacjami25. Nie wykluczając działania takich czynników, jak strach czy zagubienie, w opisywanych i analizowanych wydarzeniach, które tak starannie udokumentowali, widzą ich przyczynę w pewnych cechach charakterystycznych niemieckiej kultury militarnej, w tym głębokiej nienawiści wobec nieregularnych sił bojowych i pogardzie dla ogólnie akceptowanych praw i zasad prowadzenia wojny. To także, jak dowodzą, miało znaleźć swój pełny wyraz w hitlerowskiej okupacji Europy i znalazło odzwierciedlenie w traktowaniu przez narodowych socjalistów zarówno ludności cywilnej, jak i żołnierzy oddziałów nieregularnych. Inne prace na temat zachodnich okupacji wytyczają ten sam kierunek, co jest widoczne w samych tytułach, spośród których warto wymienić dwa przykłady: Rehearsals ("Próby generalne") i The Red Scars ("Czerwone blizny")26.
ZAPOMNIANA WOJNA POLSKI
W przeciwieństwie do określonej roli, jaką pierwsza wojna światowa odgrywa w niemieckiej historii i historiografii, a także trwałego zainteresowania ze strony zarówno naukowców, jak i ogółu społeczeństwa we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii, wojna ta w historii Polski i jej pamięci zawsze jawiła się jako bardziej skomplikowana i niejednoznaczna. Zainteresowanie samą wojną było żywe tuż po jej zakończeniu z oczywistego powodu, gdyż doprowadziła ona do przywrócenia polskiej państwowości. Jednakże piśmiennictwo historyczne w tym okresie miało głównie charakter polityczny oraz polemiczny i przekładało się na rywalizację i walkę dwóch głównych postaci owych czasów, Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Ci dwaj odwieczni rywale odegrali znaczącą i określoną rolę w walce o powrót Polski na mapę Europy, więc stronnicy każdego z nich przedstawiali w czasopismach, gazetach i książkach argumenty mające na celu dowiedzenie, że "ich" przywódca polityczny zasługuje na największe uznanie, jeśli chodzi o odzyskanie przez Polskę niepodległości. Jednak zainteresowanie pierwszą wojną światową zniknęło po nieporównywalnej z niczym katastrofie i traumie tej drugiej. Poprzednia została dosłownie wymazana ze świadomości zarówno badaczy, jak i ogółu społeczeństwa, nie wspominając już o tym, że niewiele o niej napisano w dziesięcioleciach po roku 1945, wszelkie analizy zaś napotykały polityczne i ideologiczne ograniczenia komunizmu. Przywrócenie polskiej państwowości wciąż stanowiło główny temat polskiego piśmiennictwa historycznego ery komunizmu, ale zgodnie z interpretacją marksistowską to rewolucje w Austrii, Niemczech i - ponad wszystko - w Rosji podkopały potęgi imperialistyczne i doprowadziły do odzyskania przez Polskę niepodległości. Prace te w przeważającej mierze skupiały się na wojennych działaniach mało znanych i marginalnych ruchów socjalistycznych, które tym samym zyskały całkowicie niezasłużone miano pionierów w walce o polską niepodległość27. Niemieckie ustępstwa uzyskane w wyniku wojny są lekceważąco traktowane w tych opracowaniach jako fikcja, a ich celem było zachowanie kontroli nad Polską, która miała pełnić rolę "obszaru... wyzysku, źródła siły roboczej i mięsa armatniego [i] bariery obronnej przed Rosją", a wszystko to służyło "gospodarczym, militarnym i politycznym motywom, interesom i celom niemieckiego imperializmu w środkowej i wschodniej Europie"28. Upadek komunizmu nie zaowocował odrodzeniem zainteresowania w Polsce pierwszą wojną światową, choć kilku polskich historyków napisało w ostatnim czasie znakomite książki, które mogą świadczyć o naukowym zaangażowaniu w tę tematykę29. Setna rocznica wybuchu wojny też powinna wzbudzić na nowo zainteresowanie tym okresem. Mimo wszystko pierwsza wojna światowa wciąż pozostaje w cieniu tej drugiej i jest nierozerwalnie związana z odrodzeniem polskiej niepodległości; każe to postrzegać tę wojnę w pozytywnym świetle, co już od dawna nie zdarza się w krajach, które w niej uczestniczyły30.
Niniejsza książka jest próbą nowego spojrzenia na tę "zapomnianą" wojnę i okupację Polski - przedstawia szeroki obraz złożonych relacji między polskim społeczeństwem a instytucjami i siłami powołanymi do istnienia w wyniku tejże wojny, wystawia też nową ocenę jej miejsca we współczesnej historii Polski. Jednocześnie stanowi wyzwanie dla wielu tradycyjnych argumentów i interpretacji dotyczących Niemiec i rzekomej zawoalowanej nazistowskiej brutalności, stale obecnej w dziejach tego kraju. Przede wszystkim okupacja cesarskich Niemiec nie może być w żaden sposób porównywana do groteskowego wręcz barbarzyństwa hitlerowców. Jest z pewnością prawdą, że polskie społeczeństwo, pozostając podczas pierwszej wojny światowej pod władzą niemiecką, musiało znosić liczne trudności. Jednakże miały one charakter głównie ekonomiczny; natomiast niczym nieusprawiedliwione, niepohamowane i chaotyczne prześladowania i zbrodnie, które stanowiły rdzeń i nieodłączny element doświadczeń okupacyjnych polskiego społeczeństwa podczas drugiej wojny światowej, były praktycznie nieobecne w trakcie tej pierwszej. Różnice są jednak głębsze. Obie okupacje były zasadniczo odmienne zarówno pod względem celów politycznych, jakie zamierzano osiągnąć, jak i użytych w związku z tym środków. Cesarskie Niemcy pragnęły stworzyć państwo wasalne, oparte w pewny stopniu na aprobacie jego mieszkańców. Dlatego też okupanci złagodzili i zliberalizowali wiele surowszych restrykcji w dziedzinie życia kulturalnego i politycznego narzuconych przez Rosjan; choć Niemcy nie wahali się potwierdzać swojej władzy, gdy spotykała się z rzuconym jej wyzwaniem albo zagrożeniem, i uczynili wiele, by zrazić do siebie okupowaną ludność i wzbudzać jej niechęć, mieli bezustannie świadomość faktu, że ich ambicje polityczne spełzną na niczym, jeśli ich władza będzie oparta wyłącznie na sile. W rezultacie niemiecka okupacja podczas pierwszej wojny światowej sprowadzała się zasadniczo do zachowania równowagi między zgodą a przymusem. Zbyt drastyczne działania oznaczałyby wzbudzenie trwałego oporu i nienawiści; działania zbyt łagodne zagrażałyby stabilności władzy i zapewne niemieckiemu wysiłkowi wojennemu. Hitlerowcy natomiast byli wolni od takich zmartwień. W ich przekonaniu Polska miała stać się niewolniczą kolonią, a jej słowiańscy mieszkańcy, podludzie, byli przeznaczeniu do kulturowej - a niewykluczone, że i fizycznej - zagłady. Polskie życie polityczne w trakcie okupacji hitlerowskiej zostało całkowicie unicestwione, a ci, którzy, jak przypuszczano, mogą żywić nadzieję na jego odrodzenie, byli mordowani albo więzieni. Życie kulturalne spotkał podobny los, a wszelkie wykroczenia karano śmiercią. Los Uniwersytetu Warszawskiego stanowi dobitny i wymowny przykład różnicy między obydwiema okupacjami i dwiema politycznymi wizjami, które za nimi stały: podczas pierwszej wojny światowej Niemcy przywrócili funkcjonowanie uczelni i wspierali ją, podczas tej drugiej hitlerowcy zamknęli Uniwersytet, a każdemu, kto starał się obejść restrykcje i zakazy dotyczące polskiej edukacji, groziło uwięzienie albo śmierć. Niektórzy profesorowie pracujący podczas pierwszej okupacji na swoich wydziałach zginęli w hitlerowskich obozach koncentracyjnych.
Względnie przychylna postawa Cesarsko-Niemieckiego Generalnego Gubernatorstwa każe też się zastanowić, do jakiego stopnia narodowościowy konflikt na polskich ziemiach zaboru pruskiego dostarczył ideologicznego paliwa dla hitlerowskiej brutalności. Gdyby przed rokiem 1914 relacje prusko-polskie były tak zatrute, że niemal groziłyby wybuchem ludobójstwa, to dlaczego napięcia związane z wojną i spowodowany przez nie zanik wszelkich oporów nie doprowadziły do większych przejawów przemocy i brutalności w okupowanej Polsce? Nie zaprzeczając, że konflikty końca dziewiętnastego wieku odegrały pewną rolę w kształtowaniu hitlerowskiej wrogości wobec Polski, staram się dowieść w tej książce, że żywiona przez nazistowskie Niemcy nienawiść w stosunku do niej zrodziła się pod wpływem pierwszej wojny światowej i jej pokłosia - nie tylko utraty terytoriów na rzecz państwa polskiego, ale też faktu, że niemiecka armia okupacyjna w Polsce buntowała się i przekazywała uzbrojenie Polakom31. Wojny militarne, co wielokrotnie wykazywano, wzbudzają przepełnione nienawiścią "wojny kulturowe", które należy "rozbroić" równie skutecznie jak armie32. Nienawiści zrodzone w wyniku działań wojennych i powojennych wydarzeń w Polsce nigdy nie zostały w Niemczech "rozbrojone", z fatalnymi w skutkach konsekwencjami.
POSZUKIWANIE ŁADU W EUROPIE ŚRODKOWEJ (1905-1947)
Oprócz wyczerpującego wyjaśnienia źródeł hitlerowskiego barbarzyństwa w Polsce książka ta przedstawia kilka nowych argumentów dotyczących interpretacji i postrzegania okupacji niemieckiej. U ich podstaw legły dwie zasadnicze koncepcje: to, że okupacja powinna być rozpatrywana w kontekście politycznych i społecznych napięć, a także niepokojów dręczących Europę w pierwszej połowie dwudziestego wieku, i że okupacja ta nastąpiła w szczególnym schyłkowym okresie - ani wojny, ani pokoju - kiedy to panowało powszechne przekonanie, że dawny porządek został nieodwracalnie zniszczony, przy jednoczesnej głębokiej niepewności, jeśli chodzi o to, co powinno go zastąpić33.
Wybitni badacze zaczęli niedawno sugerować, że pierwsza wojna światowa musi być niejako wkomponowana w historię wczesnej dwudziestowiecznej przemocy i niestabilności, rozległą zarówno chronologicznie, jak i geograficznie. John Horne na przykład proponuje włączenie tej wojny w dłuższą narrację, która zaczyna się wraz z pierwszą wojną bałkańską 1912 roku i kończy w 1923 takimi wydarzeniami, jak zwrot ku "socjalizmowi w jednym państwie" w Rosji i kres tureckiej wojny o niepodległość34. W celu zrozumienia niemieckiej okupacji Polski książka ta proponuje jeszcze szerszy chronologicznie i geograficznie kontekst.
Co do chronologii, koniecznym punktem wyjściowym jest rewolucja rosyjska 1905 roku. Ten polityczny wstrząs rozpętał na przygranicznych terytoriach Rosji przemoc o przerażającej skali w takich miejscach, jak ziemie nadbałtyckie i Polska, którą Niemcy będą okupować dziesięć lat później35. Stabilizacja osiągnięta pod koniec rewolucji była zwodnicza i należy ją postrzegać jako chwilowe zawieszenie wrogości; w Europie Środkowej wciąż wrzały uśpione konflikty o charakterze napięć społecznych, narodowościowych i religijnych, które niejednokrotnie przenikały się w złożony i skomplikowany sposób. Kiedy na przykład łotewski chłop, bolszewik, zamordował swojego niemieckiego pana stanu szlacheckiego, to czy był to wyraz nienawiści narodowościowej, gniewu społecznego czy zapału rewolucyjnego? Trudno znaleźć, jeśli to w ogóle możliwe, odpowiedź na owo posępne pytanie, leży ono jednak w znacznej mierze u podstaw tragicznej historii europejskich "skrwawionych ziem"36. Antysemici, socjaliści (umiarkowani zwolennicy reform i bojowi rewolucjoniści), nacjonaliści wysuwający żądania w imieniu prawdziwego czy wyimaginowanego narodu polskiego, ukraińskiego, niemieckiego, rosyjskiego, białoruskiego, łotewskiego i estońskiego (żądania, które były nie tylko wzajemnie nie do pogodzenia, ale też często charakteryzowały się sprzecznymi wizjami w obrębie tego samego ruchu nacjonalistycznego), syjoniści przeróżnej maści, chrześcijanie obrządku katolickiego i prawosławnego, rozczarowani i bojowo nastawieni robotnicy przemysłowi, aktywiści chłopscy - przedstawiciele wszystkich tych grup i inni mieli własne wizje tego, jak należy przywrócić polityczny i społeczny porządek w Europie Środkowej. Obok nich oczywiście funkcjonowali konserwatywni lojaliści, którzy liczyli na utrzymanie status quo albo przynajmniej jakiejś jego możliwej do zaakceptowania wersji.
Napięcia te, które ujawniły się w roku 1905, zostały niejako uwolnione, a nawet spotęgowane, kiedy pierwsza wojna światowa zniszczyła środkowoeuropejski porządek polityczny. Ocena sposobu, w jaki niemieckie instytucje okupacyjne radziły sobie z tymi całkowicie wewnętrznymi napięciami i ambicjami, dowodzi, że przebieg okupacji musi być postrzegany i rozumiany w szerszym kontekście nie tylko niemieckiej, ale też środkowoeuropejskiej historii. Jak staram się dowieść w tej książce, okupacja stanowi niezwykle istotny rozdział w opowieści, która po swym zaraniu w roku 1905 i tymczasowym oraz pozornym okresie stabilizacji, począwszy od podpisania pokoju ryskiego w 1921, kończy się ostatecznie wraz z falą wysiedleń i narzuceniem granic w roku 1947. Był to długotrwały zmierzch wielowiekowych imperialnych rządów na tych terenach, kiedy to wewnętrzne i zewnętrzne siły doprowadziły do upadku sprawujących władzę potęg, a przeróżne ideologie i ruchy polityczne przedstawiały swoje wizje ich następców. Przedstawienie roli odgrywanej przez rodzimych aktorów - mieszkańców tych ziem - służy też korekcie tradycyjnego, skupionego wyłącznie na Niemczech podejścia do tego okresu historii owego regionu. Jak wnikliwe zauważa Tara Zahra, nauka dotycząca Niemców w Europie Środkowej jest nieświadomym kopiowaniem aspektów niemieckiego nacjonalistycznego myślenia o Wschodzie: postrzeganie mieszkańców Europy Środkowej jako biernych ofiar Niemców (czy jako wytworów niemieckiej wyobraźni ideologicznej) dowodzić ma pośrednio, że jedynymi ludźmi, którzy tak naprawdę mieli znaczenie w tym regionie, są w ostatecznym rachunku Niemcy37.
W książce tej zawarta jest także teza, że niemiecki plan stworzenia państwa w Polsce zbiegł się ze szczególnym momentem wojny na Wschodzie. Michael Geyer, pisząc o Niemczech między rozejmem w listopadzie 1918 a podpisaniem traktatu wersalskiego w następnym roku, określa ten okres jako trwanie "gdzieś między wojną a powojennością"38. Charakteryzuje to doskonale osobliwy charakter lat 1915-1918 w okupowanej Polsce. Oczywiście, wojna toczyła się wciąż w najlepsze na wielu frontach, ale walki na terenach Generalnego Gubernatorstwa zakończyły się w znacznej mierze do sierpnia 1915 roku (jest coś surrealistycznego w fakcie, że Niemcy prowadzili w okupowanej Polsce gorące dyskusje z nauczycielami na temat języka, jakim należy posługiwać się w szkołach, albo omawiali złożoności polityki z przedstawicielami polskich elit i wysokimi urzędnikami w eleganckich salach Zamku Królewskiego, podczas gdy bitwy toczone na wschodnim, włoskim czy zachodnim froncie pochłaniały setki tysięcy istnień). Pomaga to wyjaśnić ważny charakter i znaczenie niemieckiego planu w Polsce. Podczas gdy polityka niemiecka w różnych aspektach, zwłaszcza gospodarczych, była obliczona na wspomożenie wysiłku wojennego, liczne działania, a także funkcje pełnione przez najważniejsze instytucje powołane do życia miały się przyczynić do określenia kształtu politycznego p o w o j e n n e j Europy Środkowej. Niemiecka strategia nie polegała wyłącznie na wygraniu wojny; stanowiła też część świadomego programu powojennej rekonstrukcji, a tym samym osiągnięcie pokoju39. Te wzajemnie sprzeczne aspekty narzucały polityce niemieckiej dwa różne i antagonistyczne kierunki. Niemożność ich zharmonizowania stanowiła jeden z najważniejszych powodów, dla których przymierze, jakie Niemcy chcieli zawrzeć z Polską, musiało pozostać nieosiągalne.
Geyer zauważa dalej, że temu przejściowemu okresowi towarzyszyło wyraźne i rozpowszechnione poczucie, iż dawny porządek przeminął na zawsze, zniszczony doszczętnie na polach bitewnych i w okopach. Jednak pytanie, co ma się pojawić w jego miejscu, pozostawało otwarte; dawne i niepodważalne przekonania zniknęły w chmurach dymu dział i gazów bojowych, lecz nowe normy i wartości, które miały je zastąpić, nie skrystalizowały się jeszcze w powszechną wizję świata powojennego40. W zasadniczy sposób wymaga to akceptacji suwerennego państwa-narodu, którego wyłonienie się z politycznego pobojowiska wojny jako fundamentalnej jednostki organizacyjnej w sensie polityki wewnętrznej i zagranicznej od dawna jest postrzegane jako coś oczywistego. Jak jednak zauważył dziesiątki lat temu Alfred Cobban, podział Europy na suwerenne państwa-narody był zjawiskiem w większości nieprzewidzianym przez ówczesnych aktorów - nawet tych najbardziej utożsamianych z triumfem narodowego samostanowienia pod koniec wojny, jak chociażby Woodrow Wilson41. Kwestia ta zostanie wyczerpująco omówiona w posłowiu do tej książki; chwilowo należy odnotować, że niemiecki plan budowy państwa polskiego miał być zrealizowany w tym okresie niepewności i przeróżnych politycznych eksperymentów. Postrzeganie niemieckiego planu jako próby powojennej rekonstrukcji i umiejscowienie go w g l o b a l n y m kulturowym kontekście wizji powojennego świata pozwala zrozumieć, że niemiecka okupacja była po prostu jednym z wielu sposobów, w jaki owocześni aktorzy próbowali przywrócić porządek i promować własne interesy w nowym, niepewnym świecie. Lekceważenie (czy odrzucenie) przez historyków niemieckich zamiarów stworzenia satelickiego państwa w Polsce zawiera w sobie milczącą akceptację narodu-państwa jako analitycznej (i moralnej) normy, która jest ahistoryczna; strefy buforowe, państwa wasalne, federacje i różne formy dominacji imperialnej - wszystko to zawierało się w tym, jak każdy uczestniczący w konflikcie naród wyobrażał sobie powojenny świat (nie wspominając już o wizjach radykalnej transformacji, forsowanych przez bolszewików i Woodrowa Wilsona). Uświadomienie sobie tego pozwala pełniej zrozumieć międzynarodowy - kulturowy i polityczny - kontekst, w którym Niemcy przeprowadzali swój eksperyment budowy państwa polskiego. Stanowi też pomocny punkt wyjścia dla tymczasowych porównań tak zwanych niemieckich celów wojennych (w rzeczywistości celów powojennych) z celami wojennymi innych państw, bez konieczności uciekania się do sterylnych i bezowocnych analiz wzajemnego okrucieństwa i chciwości (choć warto tu wspomnieć, że niemieckie zamiary związane z Polską wypadają pod wieloma względami pozytywnie na tle mało budujących sporów, jakie Rosja, Francja i Wielka Brytania toczyły o imperialne łupy na Bliskim Wschodzie, podczas gdy żołnierze tych państw ginęli dziesiątkami tysięcy w rzekomo wspólnej - i rzekomo szlachetnej - sprawie42).
Wreszcie, wojny i ich zakończenia nie oznaczają zgrabnej historycznej cezury; siły historyczne, które działały przed konfliktem zbrojnym, ulegają często przyspieszeniu albo zmieniają się w inny sposób, przez samą wojnę, a następnie wpływają na wydarzenia po jej zakończeniu43. Kiedy patrzy się na to szerzej, dotyczy to ogólnych konfliktów w tym regionie, począwszy od 1905 roku, jak już wspomniano powyżej. Jednak bardziej szczególnym historycznym zjawiskiem, które splatało się z samą wojną i niemiecką okupacją i które miało ulec po tej wojnie całkowitej zmianie, z głębokimi konsekwencjami nie tylko dla Europy Środkowej, ale całego regionu, była od dawna nabrzmiewająca "sprawa polska".
"SPRAWA POLSKA" OD KONGRESU WIEDEŃSKIEGO DO OKRESU POPRZEDZAJĄCEGO PIERWSZĄ WOJNĘ ŚWIATOWĄ
Na terenie Europy Środkowej znajdowało się niegdyś bardzo silne i geograficznie rozległe państwo, polsko-litewska Rzeczpospolita44. W wieku osiemnastym, w wyniku zaborów dokonanych przez jej sąsiadów, Rzeczpospolita zniknęła z mapy Europy. Jeśli potem istniały jakiekolwiek nadzieje na odrodzenie państwowości polskiej, zostały one ostatecznie pogrzebane na kongresie wiedeńskim, kiedy to Austria, Rosja i Prusy ponownie podzieliły między sobą terytorium nieistniejącej Rzeczypospolitej. Był to brzemienny w skutki fakt o ogromnych konsekwencjach nie tylko dla mieszkańców zaanektowanych ziem polskich, ale też dla samych zaborców45.
Przez cały dziewiętnasty wiek polityka każdego z państw zaborczych wahała się między względną tolerancją a dotkliwą represyjnością, co znalazło swój najbardziej drastyczny wyraz w Rosji. Po kongresie wiedeńskim car Aleksander I nadał Królestwu Polskiemu liberalną w dużym stopniu konstytucję. Jednak w roku 1830 wybuchło powstanie listopadowe, którego celem było odzyskanie niepodległości. Po jego zdławieniu doszło do znacznego ograniczenia swobód, wprowadzono też restrykcje dotyczące życia kulturalnego. Do większej liberalizacji doszło w latach sześćdziesiątych, gdy na czele rządu cywilnego Królestwa Polskiego stanął Aleksander Wielopolski. Jako konserwatywny arystokrata, Wielopolski uważał, że dzięki rosyjskim ustępstwom wobec polskich żądań większej autonomii kulturalnej i politycznej wzmocni się lojalność polskich poddanych wobec cara. Jednak bardziej bezkompromisowi patrioci polscy wykorzystali sytuację i wywołali powstanie styczniowe w 1863 roku46. Pokłosiem zdławionej rebelii znowu była fala represji, tym razem znacznie brutalniejszych niż w przypadku poprzedniego zrywu. Zamknięto polskie instytucje, dokonano też egzekucji wielu powstańców, tysiące jego uczestników zesłano na Syberię i inne tereny wschodnie. Tak zaczął się okres rusyfikacji w niegdysiejszym Królestwie Polskim, którą to nazwę zniesiono. W Kraju Nadwiślańskim, jak teraz nazywano Polskę, rosyjski stał się w szkołach językiem wykładowym, a wszelkie manifestacje polskiego patriotyzmu, jak na przykład kult polskich bohaterów narodowych, zostały zakazane, co miało między innymi na celu stłumienie w Polakach jakiegokolwiek poczucia odrębności narodowej, bezskutecznie jednak; Królestwo Kongresowe aż do dwudziestego wieku było wylęgarnią przeróżnych ruchów niepodległościowych. W roku 1905 niezadowolenie (narodowe, jak i w tym przypadku społeczne) ponownie doprowadziło do rewolucji. W nadziei na ocalenie polskich terytoriów Mikołaj II obiecał ustępstwa, choć niewiele to dało. Tak więc mieszkańcy ziem zaboru rosyjskiego w przededniu pierwszej wojny światowej żywili poczucie głębokiej krzywdy, podsycanej przez wciąż żywe wspomnienia prześladowań i zdławionych ambicji.
W Austrii panowała wzajemna wrogość przez dziesiątki lat po kongresie wiedeńskim, ale pod koniec dziewiętnastego wieku Habsburgowie nadali Galicji (część ich terytoriów zaborowych) szeroką polityczną i społeczną autonomię. Galicja była zdominowana politycznie przez polską szlachtę, a kultura kwitła na uniwersytetach w Krakowie i Lwowie, nie wspominając już o wykształconych elitach. Habsburska próba zbudowania polskiej lojalności opierającej się na tolerancji okazała się wielkim sukcesem; zabór ten cieszył się znaczną stabilnością po przegranym szlacheckim powstaniu 1846 roku i dokonanej przez chłopów rzezi jego uczestników, a galicyjskie elity okazywały cesarzowi posłuszeństwo. Niemniej jednak, w przededniu wojny nawet w tym spokojnym zakątku polskiej Europy pojawiło się wrzenie, kiedy to nowe ruchy polityczne, takie jak Narodowa Demokracja, rzuciły wyzwanie tradycyjnemu systemowi lojalności, narastający nacjonalizm zaś i niezadowolenie chłopów doprowadziły do napięć między Ukraińcami, Polakami i Żydami. W roku 1908 ukraiński nacjonalista zastrzelił namiestnika Galicji Andrzeja Potockiego, co było przejawem rozpadu dziewiętnastowiecznego porządku w zaborze austriackim.
Dzieje Polaków w zaborze pruskim są niezwykle istotne dla zrozumienia działań Niemców w okupowanej Polsce, ponieważ towarzyszyła im określona reputacja (a także reputacja dwóch pozostałych potęg). Przez większość dziewiętnastego wieku na ziemiach zaboru pruskiego panował względny spokój, a Prusy nie doświadczyły tego rodzaju spektakularnych powstań, jakie od czasu do czasu wybuchały po drugiej stronie granicy na terenach rosyjskich. Jednakże od momentu powstania Rzeszy w roku 1914 relacje między państwem pruskim a poddanymi polskimi były systematycznie zatruwane przez trwającą dziesięciolecia wrogość Prus wobec Polaków, zarówno oficjalną, jak i nieoficjalną. Za inicjację owego uporczywego kryzysu relacji prusko-polskich odpowiada Kulturkampf. Czy Polacy byli wykalkulowaną ofiarą i celem tego działania, wciąż stanowi temat pewnej debaty, ale atakowi Bismarcka na Kościół katolicki towarzyszył bez wątpienia szereg antypolskich przedsięwzięć, w tym restrykcje nakładane na zrzeszenia i placówki oświatowe. Ponadto, antykatolicki rdzeń Kulturkampfu przekładał się na działania, które były postrzegane przez Polaków jako atak na ich narodowość. Na przykład ustawy majowe, z ich zacieśnieniem kontroli nad duchowieństwem, zyskały na polskich terytoriach Prus dodatkowe znaczenie. Jeśli jednym z celów Kulturkampfu było w rzeczywistości osłabienie nastrojów narodowych, to skończył się on żałosną klęską. W ostatecznym rozrachunku jego rezultatem było wzbudzenie wśród mieszkańców zaboru - po raz pierwszy - powszechnego poczucia krzywdy przekraczającego ideologiczne, społeczne i geograficzne bariery47.
Prusy bez wątpienia nie wyciągnęły wniosków z porażki Kulturkampfu, ponieważ oficjalna wrogość państwa wobec Polaków tylko się nasiliła w następnej dekadzie. Pod kierownictwem ministra kultury Gustava von Gosslera państwo wprowadziło restrykcje w stosunku do nauczania w języku polskim na terenach zaboru, podczas gdy niemieckie szkoły na Wschodzie cieszyły się wsparciem państwowym. W dodatku, w roku 1886 Prusy uchwaliły niesławną ustawę kolonizacyjną, na mocy której powołano do istnienia komisję kolonizacyjną, ta zaś miała za zadanie kupować od Polaków ziemię i osadzać na niej Niemców. Mniej więcej w tym samym czasie wśród niektórych Niemców zaczęło narastać przekonanie, że w zaborze pruskim zaczyna się zacięta walka o narodowość - walka, którą ich państwo przegrywa. Statystyki wskazywały, że polska populacja zaczyna przewyższać liczebnie niemiecką, co budziło obawy, że prowincje polskie staną się ofiarą "słowiańskiego zalewu"48.
Atak państwa pruskiego na polskich poddanych złagodniał nieco za kanclerza Leo von Capriviego, ale bardzo umiarkowane ustępstwa jego rządu doprowadziły do powstania nowej organizacji politycznej oddanej walce o niemiecką supremację na Wschodzie, Niemieckiego Związku Marchii Wschodniej (Deutscher Ostmarkenverein), jak nazywała się oficjalnie od roku 1899. Została założona przez Adolfa Hansemanna, Hermanna Kennemanna i Heinricha von Tiedemanna, a jej członkowie uważali się za żołnierzy na froncie walki z "polskim zagrożeniem". Nie tylko apelowali do władz państwowych, by utrzymały agresywne antypolskie stanowisko na Wschodzie, ale też starali się wzbudzać niepokój wobec polskiego zagrożenia wśród niemieckiej populacji poza granicami Prus, gdyż uważali, że nie jest ona dostatecznie uczulona na tę sprawę49. Wyjaśnia to, dlaczego jeden z najsłynniejszych członków organizacji, Max Weber, podczas swego inauguracyjnego wystąpienia we Fryburgu w roku 1895, z dala od walki narodowościowej na Wschodzie, przestrzegał głównie przed demograficzną przewagą Polaków zaboru pruskiego, których określał jako "gorszą rasę"50. Organizacja nigdy nie była zbyt liczna, ale zapał, z jakim jej członkowie starali się zrealizować swoje cele, uczynił z Hakaty (od pierwszych liter nazwisk jej założycieli) synonim szowinistycznej antypolskiej wrogości51.
Upadek Capriviego zakończył "epokę pojednania" między państwem niemieckim a Polakami, a wroga pruska Polenpolitik osiągnęła swój szczyt między politycznym końcem kanclerza a wybuchem pierwszej wojny światowej. Oficjalna niechęć wobec Polaków znów przybrała formę polityki państwowej, kiedy rządził Hohenlohe, ale dopiero za kanclerstwa Bernharda von Bülowa antypolskie działania Prus osiągnęły prawdziwą kulminację. Wojna, jak zauważył w latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku Bülow, mogła stanowić dla Prus ogromną i wyczekiwaną szansę "wygnania en masse Polaków z ich terytoriów". Nic zatem dziwnego, że to za jego rządów państwo zaczęło eliminować ostatnie bastiony polskiej edukacji w zaborze pruskim, powoli, lecz nieuchronnie zabraniając uczenia religii po polsku, co wywołało na początku dwudziestego wieku falę strajków w polskich szkołach52. Rok po ich zakończeniu Prusacy uchwalili wyjątkowo opresyjną ustawę w dziejach państwa: rozporządzenie o wysiedleniu. Będąc odpowiedzią na niepowodzenie komisji kolonizacyjnej, ustawa ta umożliwiała państwu pruskiemu konfiskowanie przemocą ziem polskich. Wprowadzenie owego prawa wywołało burzę zarówno w Prusach, jak i za granicą, a państwo niemieckie zaskarbiło sobie jedynie wrogość; ustawa została zastosowana tylko raz, w roku 1912, w przypadku czterech polskich majątków ziemskich obejmujących łącznie siedemnaście tysięcy hektarów (ich właścicielom zapłacono za skonfiskowane mienie)53. Zważywszy na spektakularne i trwające dziesięciolecia niepowodzenia niemieckiej polityki na terenie zaboru pruskiego i głęboką wrogość, jaką wywoływały, trudno zrozumieć, co mogłoby doprowadzić do wzajemnie akceptowanego rozwiązania impasu, w którym znajdowały się Niemcy i ich polscy poddani przed wybuchem wojny. Kiedy do niego doszło, niektóre polskie gazety, w sposób oczywisty, zadeklarowały sympatię wobec ententy, jeden zaś z dziennikarzy napisał w roku 1914, że "heroiczna obrona Antwerpii pozostanie na zawsze jedną z najpiękniejszych kart historii, świadectwem niezwykłej siły narodu... który zmagał się z potężnym wrogiem także w imię swej niepodległości"54.
***
Idee, interesy i napięcia, które określały polską politykę i działania na terenie każdego zaboru, były odmienne. Lecz relacje każdego państwa zaborczego z polską mniejszością miały jeden wspólny aspekt, co więcej, był on wyjątkowy w kontekście sprawy polskiej w tym okresie; jest on też nieodzowny dla zrozumienia zawirowań historii polskiej w dziewiętnastym i na początku dwudziestego wieku. Polska stanowiła klasyczną imperialną "strefę konfliktu" w sensie określonym przez Erica Weitza - miejsce, gdzie polityka zagraniczna i wewnętrzna są ze sobą głęboko i nierozerwalnie związane55. W wyniku rozbiorów każde z mocarstw stało się domem znacznego odłamu polskiej populacji, zatem ich polityka polska na terenie podległych im zaborów była nierozerwalnie powiązana z ich stosunkiem do dwóch pozostałych mocarstw. Wydaje się, że w owym czasie uświadamiał to sobie w pełni tylko brytyjski przedstawiciel na kongresie wiedeńskim, wicehrabia Castlereagh, najbardziej dalekowzroczny i wnikliwy analityk sprawy polskiej w czasie owego kongresu (nie jest z pewnością przypadkiem, że wywodził się z angielsko-irlandzkiej arystokracji). "Jestem przekonany - pisał w styczniu 1815 roku - że jedyną nadzieją na utrzymanie obecnie spokoju w Polsce [...] a także na zachowanie przez Austrię i Prusy ich części tego Królestwa, jest to, by oba państwa przyjęły polski system administracyjny jako obronę przed [względnie przychylnymi] działaniami Rosjan".
Zalecenie Castlereagha ujmuje zwięźle to, co miało się stać największym i najbardziej dokuczliwym problemem mocarstw zaborczych w kontekście sprawy polskiej i stanowi jednocześnie wytyczną dla polityki wewnętrznej, która zakłada jej głębokie implikacje polityczne na arenie zagranicznej56. Ogólnopolskie powstanie mogło doprowadzić do gwałtownej katastrofy w Europie Środkowej, wojna domowa zaś i wojny poza granicami kraju mogłyby przemienić się w zdumiewający i niepowstrzymany wybuch przemocy z rodzaju tych, jakie kojarzone są z wojnami religijnymi. I na odwrót, wrogości między dwoma czy więcej mocarstwami mogły, wzbudzając wewnętrzne niezadowolenie, wywołać pokusę wykorzystania mniejszości polskiej drugiego kraju w charakterze broni, przy jednoczesnym kreowaniu się na orędownika polskiego wyzwolenia (oczywiście, oznaczałoby to konieczność przewartościowania własnej wewnętrznej polityki wobec Polaków, co stanowiło potencjalnie niebezpieczny sposób działania). Bismarck podsumował to genialnie: "Polska - jak kiedyś zauważył - jest orężem, który przejmiemy wbrew własnym życzeniom, ponieważ nie mamy pod ręką nic dostępniejszego. Jest jak gorące żelazo, którego użyjemy w swojej obronie"57. Pokusa instrumentalnego potraktowania polskiego patriotyzmu na wypadek wojny nie ograniczała się jedynie do mocarstw zaborczych. Jakiekolwiek państwo, które tego pragnęło, mogło próbować wykorzystać polskie niezadowolenie dla celów swej polityki zagranicznej. Tak więc międzynarodowe napięcia między Austrią, Prusami i Rosją wzbudzały na nowo zainteresowanie kwestią polską ze strony zarówno polskich działaczy i aktywistów, jak i innych mocarstw, takich jak Francja i Wielka Brytania (w roku 1831 Carl von Clausewitz stwierdził zirytowany, że tylko nieliczni z jego rodaków zdają się zauważać, że jakiekolwiek wzmocnienie polskiej siły oddziaływałoby w n i e u n i k n i o n y sposób na siłę Francji wobec Niemiec)58. Napoleon III na przykład chciał walczyć w wojnie krymskiej częściowo po to, by wesprzeć polskie powstanie przeciwko Rosji. Brytyjczycy nie podchodzili do tego entuzjastycznie, ostrzegając przed nieprzewidzianymi komplikacjami i możliwym rozprzestrzenieniem się niekontrolowanych, także domowych, wojen w całej Europie - wysuwając argument, że linie uskoków państwowego systemu Europy przebiegają, tak jak to widzieli współcześni, właśnie przez Polskę59.
Splot czynników obcych i wewnętrznych w polskiej "strefie konfliktu" jest kluczem do zrozumienia, w jaki sposób i dlaczego państwa zaborcze traktowały swoje polskie mniejszości tak, a nie inaczej. W tym wypadku polityka mocarstw może być traktowana niemal jak termometr określający stan zdrowia europejskiego społeczeństwa pod koniec dziewiętnastego wieku, gdzie represje i ucisk wskazują na normalność, a stabilność i tolerancja pokrewne są gorączce dowodzącej poważanej choroby. W przekonaniu Bismarcka twarda polityka wobec Polaków była nieodzowna dla zachowania pokoju w Europie Środkowej, zwłaszcza z Rosją, a dobre stosunki niemiecko-rosyjskie oznaczały stosowanie ucisku na terenach zaboru pruskiego60. Zapoczątkowana przez rząd Capriviego "era pojednania" jednakże wynikała po części z niepowodzenia traktatu reasekuracyjnego i groźby ponownego konfliktu wojennego z Rosją61. "Nasza zgoda na kilka godzin nauki w języku polskim tygodniowo w szkołach - powiedział członkom swojego gabinetu Caprivi w roku 1893 - jest ceną, jaką warto zapłacić za utrzymanie Polski po naszej stronie"62. Równie symptomatyczna, jeśli chodzi o wzrost napięcia międzynarodowego, była prośba wyrażona przez carskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Sazonowa, by zrewidować twardą politykę Rosji wobec terytoriów polskich. Przekonany, że zbliża się wojna, Sazanow uważał, iż wrogowie jego kraju bez większych trudności zmobilizują Polaków przeciwko carskiemu imperium. Dowodził (bezowocnie), że jest w najlepszym interesie Rosji, by odwrócić sytuację i zaskarbić sobie lojalność Polaków63. Austriacka Galicja tymczasem okazała się w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową wyjątkowo tolerancyjną wylęgarnią prężnych i zbrojnych ugrupowań antyrosyjskich. Obejmowały one usankcjonowane prawnie organizacje, takie jak Związek Strzelecki, a także Związek Walki Czynnej. Ten ostatni był tworem o niejasnym statusie prawnym i został powołany do życia w celu koordynacji działań i szkolenia polskich bojowników w Galicji. Połączywszy ostatecznie przeróżne organizacje strzeleckie, Związek zaczął podlegać bezpośrednio Józefowi Piłsudskiemu i jego PPS-owi64.
PPS i Piłsudski reprezentowali jeden z polskich ruchów politycznych, który starał się o poparcie ze strony rodaków i szukał nowego rozwiązania sprawy polskiej na początku dwudziestego wieku. Innym ruchem była Narodowa Demokracja, na której czele stał przeciwnik Piłsudskiego, Roman Dmowski. Istniały też oczywiście inne ruchy polityczne, chociażby partie chłopskie, radykalni lewicowi socjaliści i Stronnictwo Polityki Realnej; do roku 1907 nawet w PPS nastąpił rozłam na dwie frakcje. Jednak Narodowa Demokracja i piłsudczykowskie skrzydło PPS były dobrze zorganizowane i zdeterminowane. Ich wpływu nie zmniejszały granice oddzielające jeden zabór od drugiego. Narodowa Demokracja cieszyła się ogromną popularnością wśród miejskich elit na polskich terenach w całej Europie, podczas gdy intelektualiści i studenci, zwłaszcza w Galicji i na ziemiach zaboru rosyjskiego, tworzyli kult osoby Piłsudskiego. Podobnie jak w przypadku zaborców i ich polskiej polityki, ambicje obu ugrupowań łączyły w sobie elementy polityki zagranicznej i wewnętrznej. Tym samym oba prezentowały odmienne wizje nie tylko tego, co miało stanowić politykę rodzimą, ale też określały zakres swojej przestrzeni politycznej w Europie Środkowej. Narodową Demokrację Dmowskiego charakteryzowały integralny nacjonalizm i zajadły antysemityzm. W aspekcie międzynarodowym Narodowa Demokracja szukała rozwiązania sprawy polskiej pod auspicjami Rosji. Jej wrogość była skierowana głównie na Zachód, przeciwko znienawidzonej idei hakatyzmu, przy jednoczesnym pragnieniu przejęcia względnie zamożnych i dobrze rozwiniętych polskich terytoriów Niemiec. PPS natomiast odrzucała rasowo określany nacjonalizm i była całkowicie oddana sprawie polskiej niepodległości. Jej geograficzne ambicje stanowiły dokładne przeciwieństwo Narodowej Demokracji, gdyż miała nadzieję odzyskać dla Polski wschodnie ziemie nieistniejącej już unii polsko-litewskiej. Dla Piłsudskiego i jego zwolenników każdy z zaborców był wrogiem, z którym należy się w pewnym momencie rozprawić. Najbardziej jednak znienawidzonym przeciwnikiem pozostawała Rosja. Koniec rosyjskich rządów w Królestwie Kongresowym stanowił dla PPS w przypadku jej politycznych planów warunek sine qua non65.
Tak przedstawiała się sprawa polska w przededniu pierwszej wojny światowej. Kiedy doszło do jej wybuchu w roku 1914, zarówno główne polskie partie polityczne, jak i mocarstwa zaborcze starały się narzucić swoje rozwiązanie tej kwestii pośród zgliszczy dawnego europejskiego porządku politycznego. Zwycięstwo w tej walce oznaczało możliwość stabilności albo wolności, przegrana zaś być może coś w rodzaju "polskiej Serbii"66 wspieranej przez jedno z wielkich mocarstw i próbującej uporczywie rozbudzić dążenia niepodległościowe polskich poddanych innego mocarstwa. Na tym tle sprzecznych i wzajemnie wykluczających się ambicji politycznych, a także wysoce skomplikowanej kwestii narodowej, która wymykała się gwałtownie spod kontroli, Beseler przedstawił własne rozwiązanie, które starał się następnie wcielić w życie.
W sierpniu 1914 roku wszelkie więzy pętające dotąd sprawę polską stały się jedną z pierwszych ofiar wojny. Od początku konfliktu wielkie mocarstwa Europy Środkowej starały się wykorzystać polskie niezadowolenie na rzecz swego wysiłku wojennego, a armie maszerujące do boju niosły obietnice świetlanej przyszłości związanej z polskimi aspiracjami narodowymi. Dosłownie w ciągu jednego dnia polski patriotyzm, będący dotąd źródłem potencjalnej destabilizacji międzynarodowej, stał się bronią w walce o militarną i polityczną przewagę na froncie wschodnim. Niemcy, pomimo odwiecznej wrogości wobec polskich dążeń niepodległościowych, zaczęły zabiegać aktywnie o polskie poparcie i sympatię, ale nie zastanawiały się zbyt poważnie nad tym, co ów patriotyzm oznaczałby, gdyby w wyniku "zawieruchy wojennej" niemieckie armie zawędrowały na ziemie zaboru rosyjskiego. Kiedy znalazły się one w 1915 roku pod niemiecką okupacją, temu niedostatkowi wyobraźni strategicznej zaradził ambitny niemiecki generał-gubernator Hans Hartwig von Beseler. Podczas pełnienia swej funkcji w Polsce nabrał przekonania, że w najlepszym interesie Niemiec leży wspieranie - a tym samym kontrolowanie - nowego polskiego państwa w Europie Środkowej. Owo zależne państwo, jak dowodził, byłoby użytecznym sprzymierzeńcem w przyszłej potencjalnie wojnie z Rosją - albo Austrią. Beseler wierzył też, że nie może ani nie powinno być powrotu do epoki rozbiorów; jej bezustanne zawirowania i niepokoje dowiodły, że kluczowe dla stabilności Europy Środkowej jest inne rozwiązanie sprawy polskiej. Co więcej, wojna - która zmiotła wszelkie ograniczenia i jednocześnie pobudziła aspiracje - położyła kres jakiejkolwiek możliwości przywrócenia status quo ante bellum. Nie ulegało wątpliwości, że jakieś państwo albo ruch polityczny zechce wykorzystać tę sytuację na polskich terenach Europy dla własnych celów. Niemcy nie mogły pozwolić sobie na obojętność wobec wyniku tej walki o spożytkowanie sprawy polskiej.
Podczas gdy konkretny obraz i charakter nowego Królestwa Polskiego (a także jego lokalizacja) ulegały w trakcie wojny modyfikacjom, wizja stworzona przez Beselera pozostawała w ogólnych zarysach niezmienna. Nowo ukonstytuowane państwo miało być utworzone z dawnych ziem Królestwa Kongresowego, przy możliwym przesunięciu wschodnich granic, i stanowić monarchię konstytucyjną o pełnej autonomii w kwestii polityki kulturalnej i wewnętrznej. Na mocy licznych traktatów i porozumień ten satelicki twór państwowy zostałby na trwałe osadzony w orbicie niemieckiej gospodarki; zapewniłby Niemcom także kontrolę nad najważniejszymi według Beselera elementami nowej administracji: polityką zagraniczną i kwestiami militarnymi. Pomimo chwil zwątpienia i rozpaczy, Beseler pozostał do końca wojny wierny swojej wizji.
Dzięki jego rozległej władzy jako generał-gubernatora nie musiało to pozostać jedynie wizją. W okresie od 1916 do 1918 roku ambicje Beselera w odniesieniu do Polski przełożyły się na liczne działania i powołanie instytucji, które miały służyć realizacji owej wizji (proces, który według niego wymagałby w najlepszym razie dziesiątków lat). Jednak, pomijając Generalne Gubernatorstwo, jego pole działania było ograniczone i musiał bardzo się starać, by przekonać licznych sceptyków w armii i rządzie, że jego koncepcja jest ze wszech miar słuszna - może nie doskonała, ale najmniej zła spośród ryzykownych i szkodliwych (z niemieckiego punktu widzenia) opcji. Beseler próbował ze zmiennym szczęściem zyskać pełne poparcie państwa niemieckiego dla swoich ambicji i często sądził, że jego wysiłki napotykają opór ze strony polityków i dowódców wojskowych, których uważał za krótkowzrocznych i głupich. Sądził, że postawa tych ludzi stanowi jedną z przeszkód, które stają na drodze jego dążeniu do osiągnięcia celu, jakiemu się poświęcił, co skłaniało go do wybuchów irytacji, kiedy to sfrustrowany określał samego siebie jako "Prometeusza w okowach", prześladowanego za to, że starał się mężnie przynieść światło pogrążonej w mroku ziemi. Nie zważał jednak na mityczną przestrogę przed niebezpieczeństwami nadmiernej pychy.
WYBUCH WOJNY I MOBILIZACJA POLSKIEJ OPINII
Zarówno Niemcy, jak i Rosja starały się na początku wojny w dość nieporadny sposób zjednać sobie polską przychylność zarówno w kraju, jak i za granicą. W Niemczech starania o złagodzenie w jakimś stopniu polskiej wrogości, która była wynikiem ich polityki i działań, podjęto jeszcze przed formalnym przystąpieniem do wojny, co dowodziło, że Niemcy nigdy nie tracili z oczu faktu, iż polska opinia miałaby znaczenie w każdej środkowoeuropejskiej wojnie. W ostatnich dniach lipca 1914 roku cesarz poprosił Watykan o mianowanie konserwatywnego Polaka Edwarda Likowskiego arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim i poznańskim, na którym to urzędzie wakat trwał od roku 1906 (Watykan się zgodził i Likowski objął stolicę arcybiskupią pod koniec sierpnia)67. Kiedy już wybuchły walki, celem niemieckiej propagandy stali się też Polacy mieszkający w Rosji. Pospiesznie sformułowana niemiecka odezwa wzywająca do powstania i walki o "wolność i niepodległość" przeciwko "moskiewskiemu jarzmu" została dostarczona drogą powietrzną nad liniami frontu między 7 i 8 sierpnia. Wezwania te, sprzyjające w jawny sposób Niemcom, zostały zlekceważone przez większość mieszkańców zaboru rosyjskiego. Obraz Niemiec jako zaciekłego wroga polskich aspiracji, podsycany przez dziesiątki lat przez polsko-pruski konflikt narodowościowy, był zbyt trwały, by dało się go zmienić za pomocą prymitywnej propagandy. Na dodatek polską wrogość wobec Niemców spotęgowało zachowanie wojska w granicznym Kaliszu w sierpniu 1914 roku, kiedy to z niejasnych do dzisiaj przyczyn Niemcy zbombardowali i spalili miasto, a także dokonywali egzekucji ludności cywilnej. W miarę jak wojna podsycała współzawodnictwo o zyskanie polskiej lojalności, Rosjanie robili wszystko, by wspomnienie o brutalnych działaniach w Kaliszu pozostało żywe, zwłaszcza że odwracało to uwagę od aktów przemocy dokonywanych przez samych Rosjan. Po części dzięki rosyjskiej propagandzie postępowanie Niemców w Kaliszu rozpalało powszechny gniew Polaków jeszcze przez wiele miesięcy, a nawet lat68.
Mobilizacja na terenach zaboru rosyjskiego w momencie wybuchu wojny przebiegała znacznie sprawniej, niż się spodziewano. Zważywszy na trudną sytuację i brak stabilności podczas rewolucji 1905 roku i później, obawiano się powszechnie, że Polacy będą się sprzeciwiać czy nawet buntować, gdy mobilizację ogłoszono. Jednak polscy poddani cara nie tylko zgłaszali się karnie do wojska; rosyjskie oddziały - w tym także Kozacy - były witane entuzjastycznie na ulicach Warszawy69. Rosjanie wydali wtedy swoją własną odezwę, odwołując się do polskich sentymentów i dążeń oraz mając nadzieję jak Niemcy, że uda im się wykorzystać polskie niezadowolenie na rzecz swojego wysiłku wojennego. Odezwę, poprzedzoną długimi sporami politycznymi, wydał 14 sierpnia 1914 roku wielki książę Mikołaj Mikołajewicz (nie nosiła ona, podobnie jak w przypadku niemieckim, podpisu władcy):
Polacy!
Wybiła godzina, w której przekazane Wam marzenie ojców i dziadów ziścić się może.
Przed półtora wiekiem żywe ciało Polski rozszarpano na kawały, ale dusza jej nie umarła. Żyła ona nadzieją, że nadejdzie godzina zmartwychwstania dla Narodu Polskiego i dla pojednania się braterskiego z Wielką Rosją.
Wojsko rosyjskie niesie Wam błogą wieść owego pojednania. Niechaj się zatrą granice rozcinające na części Naród Polski.
Niech Naród Polski połączy się w jedno ciało pod berłem Cesarza Rosyjskiego. Pod berłem tym odrodzi się Polska, swobodna w swojej wierze, języku i samorządzie [...]
Z sercem otwartym, z ręką po bratersku wyciągniętą, kroczy na Wasze spotkanie Wielka Rosja. Wierzy ona, iż nie zardzewiał miecz, który poraził wroga pod Grunwaldem70. [...]
Nadzwyczajny manifest wielkiego księcia (nadzwyczajny, ponieważ pomija całkowicie rolę odegraną przez Rosję w "rozszarpaniu na kawały żywego ciała Polski") został lepiej przyjęty w zaborze rosyjskim niż prymitywny apel niemiecki, choć nie wszyscy dali się przekonać. "Polska dobrze pamiętała modlitwę Mickiewicza o wojnę ludów - odnotował Włodzimierz Gałecki, nauczyciel, odnosząc się do Litanii pielgrzymskiej poety ("O wojnę powszechną za Wolność Ludów! prosimy Cię, Panie... O śmierć szczęśliwą na polu bitwy, prosimy Cię, Panie")71. "Teraz, gdy nadeszła wojna - ciągnął Gałecki - Polska nie była zainteresowana autonomią z łaski cara"72. Bez względu na oddziaływanie na opinię publiczną, manifest rosyjski był niezwykle znaczącym wydarzeniem. Zwracając się wyraźnie do Polaków zaboru zarówno niemieckiego jak i austriackiego, a także zgłaszając roszczenia do ziem obu państw, Rosja poczyniła krok, który w sposób nieunikniony utrudnił negocjacje pokojowe między obiema stronami, z czego zdawano sobie wówczas powszechnie sprawę. Londyński "The Times" odnotował 17 sierpnia, że "oferta cara, jeśli odniesie skutek, sprawi, że spór między Rosją i dwiema potęgami centralnymi pozostanie nierozwiązany. Jest to najbardziej widomy sygnał ze strony Rosji, że wojna z jej wielkimi sąsiadami będzie toczyła się na noże". Podobnie francuski pisarz Émile Faguet zauważył, że manifest oznacza, iż Rosja pozostanie "n a z a w s z e [...] w stanie wrogości wobec Prus i Austrii". W dodatku manifest podsycał polskie ambicje, jednocześnie znosząc polityczne i mentalne więzy, które dotąd je ograniczały. Tak więc już w sierpniu 1914 roku przedwojenny porządek uległ zniszczeniu, być może nieodwracalnie73. Fundamentalnie nowe rozwiązanie sprawy polskiej stało się nie tylko możliwe, ale wręcz nieuniknione.
Polacy byli celem działania nie tylko odgórnego; wybuch wojny oznaczał też znaczne ożywienie aktywności oddolnej. Na terenie całego zaboru rosyjskiego przeróżne elity i środowiska organizowały się w Komitety Obywatelskie, te zaś rozprzestrzeniły się na ziemie austriackiej Galicji; sprzeciwiały się one respektowaniu "granic ustalonych przez zaborców". Zakładane początkowo w celu ulżenia trudom narzuconym społeczeństwu przez mobilizację, te lokalne organizacje, powiązane z Komitetem Obywatelskim w Warszawie, zaczęły niebawem odgrywać rolę państwowych jednostek administracyjnych. Na ogół były one zdominowane przez konserwatystów i narodowych demokratów. Kierownikiem Komitetu w Warszawie był na przykład książę Zdzisław Lubomirski, który wcześniej promował kulturę polską na obszarach zaboru carskiego, a jego zastępcą - Stanisław Grabski, narodowy demokrata, który później odegrał znaczącą rolę w rządzie II Rzeczypospolitej74. Choć z reguły lojalistyczne i prorosyjskie komitety stanowiły najbardziej widomą oznakę polskiej aktywności politycznej, organizacje opozycyjne także przystąpiły do działania, choć się z tym nie afiszowały. W sierpniu z inicjatywy Józefa Piłsudskiego powstała na przykład Polska Organizacja Wojskowa, powołana do walki z rosyjskim zaborcą. Rewolucyjno-socjalistyczne partie, takie jak PPS-Lewica, Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy, a także żydowski socjalistyczny Bund, utworzyły Międzypartyjną Radę Robotniczą75. Oczywiście, nie wszyscy włączyli się ochoczo w życie polityczne; spędzający wraz z rodziną wakacje na terytorium austriackim nauczyciel Gałecki znalazł się w państwie będącym w stanie wojny z jego własnym, w dodatku, takim, gdzie kolej została przejęta przez armię. Jego główną troską stało się dotarcie wraz z rodziną do domu, co ostatecznie udało mu się dzięki licznym - niepewnym i niewygodnym - podróżom pociągami76. Niemniej jednak polityczna aktywność uwolniona w Polsce przez wybuch wojny oznaczała, że przed przybyciem Niemców w sierpniu 1915 roku zostały uruchomione potężne siły, z którymi przyszłe władze okupacyjne musiały dojść do porozumienia.
W Galicji, gdzie działały liczne na wpół tajne organizacje polityczne i gdzie od dawna obecne były tradycje zorganizowanej polityki polskiej, wzrost aktywności był bardziej chaotyczny i jednocześnie lepiej zorganizowany niż w Prusach czy Rosji. 6 sierpnia Piłsudski ruszył z Kompanią Kadrową w stronę Miechowa. Prócz broni dysponował też odezwą, w której wzywał Polaków Kongresówki do wsparcia powstania przeciwko Rosjanom i ogłaszał się komendantem wojsk polskich. Odezwa ta została wydana w imieniu działającego w Warszawie Rządu Narodowego, wówczas nieistniejącego. Ani owa odezwa, ani też obecność Piłsudskiego w Królestwie Kongresowym nie wywołały powstania, na które liczył Piłsudski po wkroczeniu na ziemie zaboru rosyjskiego, był więc zmuszony do powrotu na ziemie austriackie. Dziesięć dni później powołano Naczelny Komitet Narodowy w Krakowie. Zdominowany przez polityków orientacji proaustriackiej, obejmujący jednak rozległe spektrum polskich ruchów politycznych, łącznie - przynajmniej początkowo - z Narodową Demokracją, był postrzegany przez lojalistów jako baza instytucjonalna umożliwiająca rozwiązanie sprawy polskiej po myśli elit galicyjskich: unia Galicji z zaborem rosyjskim (zwana rozwiązaniem austriacko-polskim). W skład Naczelnego Komitetu Narodowego wchodził także wydział wojskowy kierowany przez przyszłego premiera i wodza naczelnego, generała Władysława Sikorskiego. Tym samym stworzono instytucjonalne podstawy dla bardziej regularnego udziału polskiego w działaniach wojennych; Komitet i centralny rząd zgodziły się współpracować w celu utworzenia Legionów Polskich. Włączono do nich oddziały Piłsudskiego, on sam zaś został dowódcą Pierwszej Brygady, co dało asumpt do powstania słynnej pieśni My, Pierwsza Brygada77.
UTWORZENIE GENERALNEGO GUBERNATORSTWA WARSZAWSKIEGO
Nie można wykluczyć, że mobilizacja sił politycznych w Polsce wygasłaby po prostu, gdyby walki zakończyły się w roku 1914 albo na początku roku 1915. Jednak w jego połowie okazało się za sprawą wojny, że powrót do dawnego porządku w Polsce jest po prostu niemożliwy. Ostrzał artyleryjski zapoczątkował 1 maja tak zwaną ofensywę tarnowsko-gorlicką, połączony atak austriacko-niemiecki, który miał zaowocować jednym z najbardziej spektakularnych zwycięstw w pierwszej wojnie światowej. Nazajutrz przeprowadzono na południowy wschód od Krakowa natarcie siłami niemieckiej XI armii pod dowództwem Augusta von Mackensena. Ofensywa ta, trwająca przez całą wiosnę, lato i początek jesieni, przy wsparciu sił atakujących na północnych i środkowych obszarach frontu rosyjskiego, doprowadziła do wyparcia armii carskiej z terenów Europy Środkowej78. W pierwszych dniach sierpnia warszawianie czekali w stanie "niepokoju i obawy", podczas gdy echo działań bojowych nasilało się coraz bardziej. Oddziały rosyjskie 4 sierpnia ewakuowały się przez mosty na Wiśle w stronę Pragi. Nazajutrz, kiedy siły niemieckie wkroczyły do miasta, Rosjanie zniszczyli przeprawy79. Ostatecznie Niemcy wyparli ich z Pragi, a ofensywa wschodnia przeciągnęła się do jesieni, kiedy to w końcu utknęła w miejscu.
Klęska była upokarzającą katastrofą dla rosyjskiego dowództwa, ale prawdziwymi przegranymi okazali się biedni nieszczęśnicy, którzy znaleźli się na drodze rosyjskiego odwrotu. Rosjanie prócz tego, że ewakuowali swój personel urzędniczy z Polski, zastosowali taktykę spalonej ziemi, niszcząc i puszczając z dymem wszystko, czego nie mogli ze sobą zabrać. Jak pisał historyk J. Dąbrowski, "wszystko, co tylko dało się wywieźć z Warszawy, było wywożone, poczynając od sprzętu wojskowego, a skończywszy na umeblowaniu Zamku Królewskiego i Pałacu Łazienkowskiego. Szczególną wagę przywiązywano do pobrania depozytów bankowych i wyposażenia fabryk"80. Ludzi też usuwano; tysiące "podejrzanych" Żydów i Niemców w całej Polsce spędzano brutalnie i deportowano na wschód81.
Jeśli natomiast chodzi o Niemców, odniesione przez nich zwycięstwa podbudowały znacznie morale. Jeden z uczestników walk, późniejszy wybitny historyk Gerhard Ritter, wspominał potem, jak bardzo "podniosły niemieckiego ducha"82, także ducha bardziej radykalnych aneksjonistów, których nadzieje na podbój i zniewolenie zostały rozpalone przez wspaniałą wiktorię83. Nie jest jednakże do końca jasne, czy oszałamiające sukcesy na polach bitewnych przełożyły się na zysk strategiczny, zwłaszcza że Rosja nie została wykluczona z wojny. W gruncie rzeczy głównym efektem podbojów mogło być oszczędzenie znacznej liczby żołnierzy, którzy mieli paść w następnym roku ofiarą rzezi pod Verdun84. W dodatku Niemcy administrowali teraz terytorium o znacznym obszarze, który wrzał od politycznych napięć, był zniszczony z powodu walk i brutalnego odwrotu rosyjskiego i pozbawiony administracji. By zarządzać tym terytorium, Niemcy ustanowili w sierpniu 1915 roku Cesarsko-Niemieckie Generalne Gubernatorstwo Warszawskie.
Od samego początku charakteryzowało się ono w swej strukturze pewną szczególną dwoistością. Jego przedstawicielami byli zarówno wojskowi, jak i cywile, których zależność względem siebie była prawnie niejasna. Kiedy Gubernatorstwo powstało, na stanowisko generalnego gubernatora (Generalgouverneur) powołano oficera armii, generała Hansa Hartviga von Beselera. Beseler, oprócz pełnienia funkcji najwyższego dowódcy wojsk okupacyjnych, odpowiadał wyłącznie przed cesarzem, co zapewniało mu rzadko spotykaną w przypadku oficera autonomię i swobodę działania. Jednocześnie jednak szefem Cesarsko-Niemieckiej Administracji Cywilnej (Verwaltungschef) mianowano Wolfganga von Kriesa. Jako administrator cywilny Kries podlegał formalnie Cesarskiemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, którego zwierzchnik, Clemens von Delbrück, uważał, że cywilny zarząd władz okupacyjnych powinien zachować swoją niezależność wobec wojska. Pod wieloma względami odzwierciedlało to chaos administracyjny w samych Niemczech, gdzie wprowadzony na początku wojny stan oblężenia (Belagerungszustand) doprowadził do powstania nowego rządu wojskowych, którzy działali równolegle z oficjalnymi państwowymi i federalnymi instytucjami. Oficerowie ci mieli zarządzać regularnymi władzami cywilnymi, a mimo to nie mogli bez nich funkcjonować, co prowadziło do niejasności, jeśli chodzi o precyzyjne określenie obowiązków jednych i drugich. Zarówno w Niemczech, jak i w Generalnym Gubernatorstwie tę niejasność potęgował jeszcze fakt, że jurysdykcyjne granice zarządu wojskowego często zachodziły na liczne granice cywilne85. Co dziwi jednak, ten cywilno-wojskowy zamęt nie paraliżował działań władz okupacyjnych. Wynikało to po części z faktu, że Beseler i Kries zdołali wypracować skuteczne relacje, nie wspominając już o tym, że Beseler i wojskowi potrafili przeforsować swoją wolę i stali się de facto, choć nigdy do końca de iure, przedstawicielami najwyższych władz w Generalnym Gubernatorstwie86.
To podwójne sprawowanie rządów na czele Gubernatorstwa było powielone w jego szerszej strukturze. Beseler dowodził wojskami okupacyjnymi. W roku 1915 liczyły one trochę ponad czterdzieści jeden batalionów (liczba ta w połowie roku 1918 spadła do trzydziestu pięciu), prócz oddziałów kawalerii, artylerii i jednostek inżynieryjnych. Między rokiem 1915 a 1916 siły te zostały wzmocnione przez dodatkowe oddziały, które wysłano do Polski w celu uzupełnienia szkolenia piechotnego. Utrzymywano także ośrodki szkoleniowe dla niemieckich załóg samolotów bojowych, sił artyleryjskich i kandydatów na oficerów87. Beselerowi w łańcuchu dowodzenia podlegało bezpośrednio jedenastu gubernatorów wojskowych, którzy byli formalnie mianowani przez cesarza i zarządzali jednostkami terenowymi znanymi jako Militärgouvernements. Ich obowiązki miały ograniczać się ściśle do "zadań militarnych", ale obejmowały też polizeilich (sprawy związane z bezpieczeństwem publicznym i porządkiem), co stanowi szeroką kategorię na terenach pod okupacją wojskową. Beseler zauważył, że tak jak w Niemczech może to spowodować kolidowanie z obowiązkami zwierzchnich pracowników podległego Kriesowi Zivilverwaltung, naczelników powiatowych (Kreischefs). Generalne Gubernatorstwo dzieliło się na około trzydziestu powiatów. Warszawa i Łódź stanowiły odrębne powiaty ziemskie, kierowane przez prezydentów policji88.
Relacje między cywilnym a wojskowym zarządem władz okupacyjnych nie były jedynym źródłem tarć i niejasności w pierwszych dniach funkcjonowania Generalnego Gubernatorstwa. Niemcy musieli też określić rolę, jaką w trakcie okupacji miał odgrywać ich niegdysiejszy wróg, a obecny sprzymierzeniec, Austria. Podobnie jak Niemcy, Polacy i Rosjanie, również Austriacy uświadamiali sobie, że wybuch wojny nadaje nowe znaczenie i żywotność sprawie polskiej; oni także, tak jak inni, obawiali się reperkusji, gdyby nie zdołali zapewnić sobie kontroli nad sytuacją. Ten konflikt interesów dał o sobie znać jako potencjalna przyczyna kłopotów już w sierpniu 1914 roku, kiedy to Austriacy poinformowali Berlin, że wraz z zajęciem Królestwa Kongresowego najlepszym wyjściem jest ustanowienie austriackiego Generalnego Gubernatorstwa z siedzibą w Warszawie. Wraz z początkiem okupacji sprzymierzeńcy zaczęli się spierać o to, jak Królestwem rządzić; Austriacy chcieli utworzyć kondominium (wspólne rządy i podział suwerenności), który to plan Niemcy odrzucili. We wrześniu, podczas spotkania w Cieszynie, Niemcy i Austriacy zgodzili się ostatecznie na podzielenie ziem zaboru rosyjskiego na dwie strefy okupacyjne. Granice liczącej sześćdziesiąt dwa tysiące kilometrów kwadratowych strefy niemieckiej rozciągały się od Kalisza na zachodzie do Siedlec na południowym wschodzie i niemal do Białegostoku na północnym wschodzie, obejmując główne centra urbanistyczne, to znaczy Warszawę, która stała się administracyjną siedzibą Generalnego Gubernatorstwa, i Łódź, "polski Manchester". Na północy graniczyło z Prusami Wschodnimi i podbitymi rosyjskimi Suwałkami, które znalazły się pod kontrolą Ober-Ost, Naczelnego Dowództwa Armii89. Populacja, będąca teraz pod rządami Generalnego Gubernatorstwa (około sześciu milionów ludzi), była niezwykle zróżnicowana pod względem językowym, religijnym i etnicznym. Tworzyli ją w większości polscy katolicy, ale istniały też spore liczebnie mniejszości, w tym Niemcy i duża posługująca się jidysz i ortodoksyjna społeczność żydowska - niemal piętnaście procent polskiej populacji przed wojną - która żyła głównie w mniejszych i większych miastach, gdzie niejednokrotnie stanowiła połowę mieszkańców90. Leżąca na południe strefa austriacka z rządem w Lublinie była zbliżona pod względem wielkości (czterdzieści trzy tysiące kilometrów kwadratowych), ale w przeważającej części rolnicza i zamieszkana przez około trzech i pół miliona ludzi91. Austriacy na mocy porozumień mieli swojego specjalnego przedstawiciela w Warszawie, choć kwestia wydawania austriackich gazet na terenie strefy niemieckiej pozostała nierozwiązana92.
FUNDAMENTY BESELEROWSKIEJ POLENPOLITIK
Hans Hartwig von Beseler, stając na czele Cesarsko-Niemieckiego Generalnego Gubernatorstwa, wziął na swe barki ogromną odpowiedzialność, dysponował też dużą władzą, ale musiał się również zmierzyć z licznymi, nieraz bardzo skomplikowanymi zagadnieniami natury administracyjnej i politycznej. Udana kariera wojskowa nie mogła przygotować go odpowiednio do tego rodzaju zadania, choć jego niezwykle bystry i kreatywny umysł, a także wychowanie w środowisku berlińskiego Bildungsbürgertum pozwalały mu zmagać się z wymogami nowego stanowiska. Von Beseler przyszedł na świat w roku 1850 w Greifswald, w szanowanej rodzinie klasy średniej. Jego ojciec, Georg Beseler, był znanym berlińskim profesorem prawa i weteranem parlamentu konstytucyjnego z roku 1848, podczas gdy brat Hansa Hartwiga, Max, został w roku 1905 pruskim ministrem sprawiedliwości. Przyszły generał pobierał tradycyjną edukację w gimnazjum, gdzie osiągał doskonałe wyniki w matematyce i interesował się żywo niemiecką literaturą. Zarówno jego dzieciństwo, jak i młodość przypadły na okres chwilowej europejskiej dominacji północnych Niemiec. Militarne zwycięstwa lat sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku budziły w nim entuzjazm, umysł zaś i charakter zostały ukształtowane za sprawą znamienitych gości odwiedzających jego dom rodzinny. Ich lista przypomina who is who intelektualnej elity północnych Niemiec: Treitschke, Mommsen, Ranke, Sybel, Duncker. Beseler wstąpił do armii jako inżynier po uzyskaniu dyplomu w roku 1868 (chciał wstąpić do marynarki wojennej, ale ojciec odwiódł go od tego). Najpierw walczył w stopniu porucznika w wojnie francusko-pruskiej, a potem awansował regularnie (Hauptamann w 1882, Oberst 1897, General der Infanterie w 1907), zajmując jednocześnie rozliczne stanowiska sztabowe i dowódcze. Dwukrotnie przebywał w Kriegsakademie (Akademia Wojenna) - w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku jako student, a raz, dekadę później, jako instruktor - dwukrotnie też przydzielano go do Sztabu Generalnego. Beseler osiągnął niemal szczyt kariery wojskowej, kiedy szef Gabinetu Wojskowego, Dietrich Graf von Hülsen-Haeseler, zarekomendował go cesarzowi jako następcę Schlieffena na stanowisku szefa Sztabu Generalnego. Cesarz popierał początkowo kandydaturę Beselera, ale nigdy nie był do niej do końca przekonany i w końcu zmienił zdanie93. Najwyższym stanowiskiem, jakie Beseler zajmował, było dowództwo ogólne wojsk inżynieryjno-saperskich i funkcja Generalnego Inspektora Twierdz i Fortec, ale pod koniec 1910 roku przeniesiono go w stan spoczynku, czemu sprzeciwiał się z goryczą. Wraz z wybuchem wojny jednak znów powołano go do służby czynnej i został dowódcą III Korpusu Rezerwy. Zyskał uznanie i sławę jako zdobywca twierdzy antwerpskiej (październik 1914) i silnej twierdzy w Modlinie (Nowogeorgijewsk) (sierpień 1915)94.
Beseler po swojej nominacji na generał-gubernatora zamieszkał w Belwederze, niedaleko Łazienek. Okolicznym mieszkańcom dał się poznać jako człowiek powściągliwy, typ zamkniętego w sobie naukowca, który lubił "samotne spacery w [belwederskim] ogrodzie"95. Lecz Beseler był wojskowym, a jego nowe stanowisko budziło w nim "mieszane uczucia". Wiązała się z nim ogromna odpowiedzialność, ale jednocześnie oznaczało ono koniec jego aktywnego uczestnictwa w wojnie i nie przypominało raczej żołnierskiego zajęcia96. "Na razie - pisał do żony Klary 4 września 1915 roku - zapomniałem całkowicie, że jestem żołnierzem, a śnię tylko o polityce i administracji - i mam nadzieję, że obudzę się niebawem, ponieważ moje serce jest przy wojsku" (wydawało się, że irytowały go szczególnie listy, które otrzymywał: "Dobry Boże! Gdybym miał na nie wszystkie odpowiadać!")97. Jednakże armia, choć będąca centrum jego życia, nie stanowiła jedynego przedmiotu jego zainteresowań. Beseler od dawna pasjonował się polityką, choć ze względu na karierę wojskową musiał się ograniczyć do roli obserwatora. "Jeśli coś budzi mój sprzeciw - zwierzał się przyjacielowi w roku 1875 - to przede wszystkim to, że nigdy nie będę mógł działać w polityce, i żałuję tego, gdyż budzi ona we mnie najżywsze zainteresowanie i sądzę, że sprawdziłbym się jako deputowany do parlamentu"98. Po przejściu na emeryturę Beseler poświęcał większość wolnego czasu na pisanie o wojskowości, ale miał okazję zasmakować życia w polityce, kiedy w roku 1912 został członkiem Izby Panów, wyższej izby parlamentu pruskiego. Wraz z mianowaniem na stanowisko generalnego gubernatora uznał, że oto jest szansa sprawdzenia swoich umiejętności politycznych. "Teraz przekonamy się naprawdę - pisał we wrześniu do żony Klary - czy mam w sobie cokolwiek z męża stanu i polityka"99. Szansę tę wykorzysta w pełni, oddając się bez reszty zadaniu, jakim było najpierw określenie, a potem prowadzenie polityki okupacyjnej, której sukces, w co nie wątpił, należało traktować jako istotny dla niemieckiego bezpieczeństwa narodowego.
***
Beseler objął swoją nową placówkę, wiedząc bardzo niewiele o Polsce; trudno powiedzieć cokolwiek o jego przedwojennej postawie i poglądach na ten temat. Z pewnością jego zainteresowanie polityką pruską i aktywny w niej udział sprawiały, że był w najlepszym razie przeciwny współpracy z Polską, w najgorszym zaś żywił głęboką niechęć wobec tego kraju100. Jak wynika z pierwszych miesięcy na stanowisku generał-gubernatora, nie darzył rządzonego przez siebie narodu jakimiś cieplejszymi uczuciami. W sierpniu 1915 roku, kiedy to został mianowany, Beseler dowiedział się o tym, co Theobald von Bethmann-Hollweg powiedział Falkenhaynowi: że lepiej, by Niemcy traktowali Polaków jak "dobrych przyjaciół", w celu stworzenia wspólnego frontu przeciwko "rosyjsko-słowiańskiemu zalewowi". Generał-gubernator zauważył prywatnie, że jakakolwiek współpraca polsko-niemiecka powinna opierać się na znacznie pewniejszym fundamencie strachu101. Skarżył się w liście do żony w połowie września 1915 roku:
panowie polscy, których mamy traktować jak przyjaciół (!), stają się przemądrzali i pławią się w politycznej głupocie, ale popełniają błąd, sądząc, że uda im się wystrychnąć mnie na dudka; zapominają, że ich kraj jest teatrem wojennym i, przynajmniej na razie, podbitą prowincją rosyjską102.
Misja przyświecająca utworzeniu Cesarsko-Niemieckiego Generalnego Gubernatorstwa nie zachęcała również do politycznych eksperymentów czy szerszej refleksji, jeśli chodzi o przyszłość Europy Środkowej. W październiku 1915 roku Beseler wciąż określał swe "główne zadanie" jako "utrzymanie spokoju i porządku przy zastosowaniu surowych i sprawiedliwych metod". Uważał, że polityczna aktywność jakiegokolwiek rodzaju nie ma racji bytu w okupowanej Polsce, ponieważ nie podjęto żadnej decyzji, która określałaby jasno, co może stać się z nią po wojnie103. Zgodnie z tym założeniem pierwsze działania Beselera jako generał-gubernatora miały w znacznej mierze wydźwięk negatywny. Nakazał na przykład rozwiązanie kilku polskich organizacji, tak politycznych, jak i społecznych, wprowadził też ścisłą cenzurę104.
Ten protekcjonalny i pełen nieufności ton, charakteryzujący wczesną postawę Beselera wobec okupowanej Polski, nigdy nie zniknął do końca, ujawniał się też często w jego korespondencji, tak oficjalnej, jak i prywatnej. Wkrótce jednak po objęciu swojego stanowiska zaczął wyrażać bardziej przychylne opinie o podbitym narodzie, nawet jeśli były one pod pewnymi względami powściągliwe. Wydaje się, że doszło do tej zmiany nastawienia, kiedy Beseler w pierwszych miesiącach sprawowania władzy jako generał-gubernator poznał Polskę znacznie lepiej. Starał się jak najszybciej zaradzić swej początkowej ignorancji, konsultując się ze swym doradcą w sprawach polskich, Bogdanem von Hutten-Czapskim, hrabią i politykiem pruskim, rozczytując się w polskiej historii i literaturze, a także odbywając liczne podróże po podległych sobie terenach105. Jesienią 1915 roku Beseler napisał list do żony ujawniający jego opinię o Polakach i Polsce różną od wyrażonej wcześniej i naznaczonej wrogością. Spędziwszy trochę czasu na podróżach po Generalnym Gubernatorstwie, Beseler oznajmiał Klarze, że jest ono "piękne ponad wszelkie oczekiwania i obdarzone względami natury". Jednakże Polska to także kraj
któremu brakuje dobrego zarządzania i wyższej inteligencji intelektualnie wybitnych jednostek. Polacy byli gnębieni przez Rosjan, nie wiedzą, czego chcą, a rozłam między mieszkańcami, tak jak nieszczęsnymi Żydami, staje na drodze wszelkiego rozwoju. Szkoda tego kraju, ale też ludzi, którzy są z pewnością utalentowani... Co stanie się z tym wszystkim pewnego dnia, wciąż pozostaje c a ł k o w i c i e niejasne106.
To połączenie protekcjonalności i sympatii stało się charakterystyczne dla poznanych opinii Beselera na temat Polski, choć równowaga między elementami pozytywnymi i negatywnymi zmieniała się bezustannie (zaledwie miesiąc później oznajmił Klarze, że Polacy są "pewni siebie i aroganccy")107 i często zależała od tego, do jakiego stopnia ci, którymi rządził, spełniali jego oczekiwania. Mimo wszystko podziw, jaki żywił wobec Polaków, sprawiał, że był bardziej skłonny współpracować z polskimi elitami i przychylać się do ich zdania, niż czyniłby to w innej sytuacji.
Powyższy list do Klary ukazuje jeszcze jeden powracający stale temat w wojennej korespondencji Beselera dotyczącej Polski, ten, który odegrał ogromną rolę w ukształtowaniu misji przyświecającej generał-gubernatorowi w okupowanym kraju, instytucji powołanych do jej urzeczywistnienia, a nawet języka, jakim ją opisywał i usprawiedliwiał: to mianowicie, że Polacy w swej przeważającej części nie są przygotowani do rządzenia własnym państwem. Beseler wyrażał ten pogląd, określając bezustannie Polaków jako "niedojrzałych" (unreif). Słowo to wielokrotnie pojawia się w jego korespondencji, tak oficjalnej, jak i prywatnej, z lat, kiedy to pełnił swoją funkcję. "Niedojrzałość" tę można było rozpoznać po kilku widomych symptomach, jak uważał Beseler. Główny na przykład sprowadzał się do tego, że Polacy żądali, by przywrócenie ich państwowości dokonało się natychmiast ("gdyby zostawić ich samym sobie - pisał Beseler do Klary w październiku 1915 roku - to wkrótce pożarliby się nawzajem")108. Kolejnym znakiem było niezadowolenie Polaków wywołane ciężarami wojny i okupacji. Beseler zauważył w roku 1917, że w oczach Polaków Niemcy zastąpili Rosjan jako "ciemiężyciele". Przyznawał jednak, że nie może "mimo wszystko winić dziecinnych i pełnych ignorancji Polaków" za to, że są zmęczeni okupacją i towarzyszącymi jej trudami109. W miarę jej trwania Beseler zaczął posługiwać się innym językiem, który odzwierciedlał jego przekonanie o polskiej "niedojrzałości". W roku 1916 podczas zebrania pruskiego gabinetu (Staatsministerium) dowodził, że Polaków "należy przygotować do zaprowadzenia własnych rządów" (Das Land müsse zur eigenen Regierung erzogen werden). Słowo, jakim posługuje się Beseler w celu opisania tego przedsięwzięcia, w które jego reżim był w tym czasie już głęboko zaangażowany, jest wielce wymowne. Czasownik erziehen - wychowywać, edukować albo szkolić - jest powszechnie stosowany w odniesieniu do dzieci i implikuje sumienne wpajanie zasad i nawyków młodym jednostkom, wciąż podatnym na kształtowanie110.
Łatwo jest, i to nie bez powodu, zbyć tę prymitywną protekcjonalność jako rasizm. Jednakże, określanie Polaków jako "niedojrzałych" sugeruje pewną elastyczność, której brakowało esencjalizmowi wulgarnego, pseudonaukowego i rasistowskiego myślenia przenikającego kulturę europejską tamtego czasu. Określenie to, pełne subtelnych znaczeń (unreif odnosi się również do niedojrzałości owocu), zakłada niejako, że za sprawą czasu i odpowiedniej opieki może dojść do pożądanej zmiany. Dowodzi to niedwuznacznie, że według Beselera polskie braki natury politycznej (tak jak je postrzegał) są rezultatem historii tych ziem, nie zaś jakiejś wrodzonej głupoty mającej związek z biologią. Rodziło to oczywiste przekonanie, że wszelka modyfikacja przedwojennego status quo na terenie zaboru rosyjskiego musiałaby się dokonać za pomocą silnej i paternalistycznej (niemieckiej) ręki111.
Koncepcja, że poślednią cywilizację może pokierować (albo pchnąć, jeśli zajdzie taka konieczność) ku nowoczesności bardziej zaawansowana cywilizacja, przywodzi na myśl kolonializm i ideę "misji cywilizacyjnej". Istnieje rodzinne podobieństwo między tymi koncepcjami, ale "niedojrzałość" i podobne określenia były używane w tym okresie także w szerszym znaczeniu i służyły opisaniu problemów związanych z poważnymi politycznymi transformacjami. Treitschke na przykład w swym wystąpieniu na Uniwersytecie Berlińskim, upamiętniającym zwycięstwo Niemiec nad Francją w roku 1871, odwołał się do podobnego języka, mówiąc o metamorfozie Niemiec stających się zjednoczonym imperium. Po roku 1918 identyczną terminologię stosował Józef Piłsudski, odnosząc się do wybryków nowo sformowanego rządu polskiego; w tym samym okresie nadanie prawa wyborczego kobietom doprowadziło do wyrażania obaw o ich polityczną "niedojrzałość" i potrzebę "edukacji"112. Ponadto, łączenie języka "misji cywilizacyjnej" z samym kolonializmem oznacza pominięcie różnicy między faktycznym przejęciem terytoriów kolonialnych i sprawowaniem nad nimi władzy a językiem, który usprawiedliwia ową władzę. Paternalistyczna ideologia, jaka ukształtowała polskie ambicje Beselera, z pewnością była pewnym aspektem kolonializmu europejskiego, ale z pewnością nie jego istotą.
Poglądy generał-gubernatora na Polaków i Polskę ewoluowały i zmieniały się w trakcie pełnienia jego urzędu, ale wydaje się, że pozostał on odporny na idee biologicznego rasizmu. Być może ważną rolę w tym względzie odegrała jego edukacja gimnazjalna. Z pewnością rozwinęła jego bystry i dociekliwy umysł. To samo odnosi się do jego pobytu w Akademii Wojennej, którą można uznać za jedną z najbardziej niezwykłych szkół oficerskich, jaka kiedykolwiek istniała - w programie nauczania poświęcano więcej czasu na tradycyjne przedmioty, zarówno humanistyczne, jak i ścisłe, niż na wpajanie wiedzy stricte wojskowej113. Już jako generał-gubernator Beseler starał się rozwijać swój intelekt, znajdując jakimś cudem czas na obszerną lekturę i studiowanie różnych dziedzin, począwszy od statystyki, a skończywszy na filozofii (jego imponujący zbiór książek, które pozostawił po zakończeniu wojny i okupacji, wzbogacił zbiory biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego114). Jego wiedza historyczna, osobista znajomość z wieloma historykami, a także dojrzewanie w okresie, kiedy to historia, jak być może nigdy dotąd, spajała zbiorową wyobraźnię, także ukształtowały jego poglądy na Polskę i Polaków. W roku 1917, broniąc z zapałem swoich decyzji, odpowiadał niektórym krytykom jego działań podejmowanych w Polsce, że tłumaczenie wrogości polsko-niemieckiej na gruncie biologicznym jest głupie i oparte na ignorancji. Wyrażając swoją pogardę wobec, jak to nazywał, "zagadnienia rasowego" (Rassenfrage), Beseler odwoływał się do historii, by wyjaśnić tę wrogość i bagatelizować jej znaczenie.
Należy brać pod uwagę - pisał w klasycznym stylu północnoniemieckiej elity - że w rzeczywistości mieszkańcy wschodnich ziem niemieckich są pod względem rasowym blisko spokrewnieni z Polakami. Nieprzezwyciężony antagonizm między Niemcami i Polakami wynika z historii, nie z natury, i nawet nasz historyczny antagonizm jest bardziej legendą niż prawdą historyczną. Plemiona niemieckie tłukły się nawzajem po czaszkach bardziej niż Niemcy i Polacy. Nie ma zatem powodu, by ten antagonizm nie przerodził się z czasem w pokojowe współistnienie.
Jeśli Prusy i Austria mogły nauczyć się współistnienia, to, jak zdaje się Beseler sugerować, nie ma żadnego powodu, by Niemcy nie mogły dojść do porozumienia z Polską. Ponownie dowodząc, że przywykł do dalekosiężnego myślenia, przyznał, że "pokojowa koegzystencja" między Niemcami i Polską jest dopiero kwestią przyszłości. Ale zanim to napisał, poczynił już - jak wierzył - pierwsze kroki ku owej przyszłości, więc pozostawało tylko podążać wytyczoną drogą. Niemcy i Polacy mieli zbieżne interesy i należało wierzyć, że złączą ich one ostatecznie; jak powiedział, działa właśnie zgodnie z takim przekonaniem115.
Co się tyczy początkowej nieufności i wrogości wobec Polaków, nigdy nie wyzbył się ich do końca, ale jego uczestnictwo w polskim życiu kulturalnym w jakimś stopniu stępiło ich ostrze. Pojawiał się regularnie na przedstawieniach operowych, tańcach i koncertach w Warszawie. W styczniu 1916 roku po występie baletowym przyjął podczas oficjalnej uroczystości delegację tancerzy, także dyrygenta i baletmistrza. Rozmawiał przyjaźnie z artystami i wręczył im podarki, a "baletmistrz - kulturalny człowiek - odczytał nienaganną niemczyzną żarliwy list dziękczynny, przypominający sałatkę: Mozart, Kant, polityka, nadzieja i podziw". Beseler nazwał to "drobnym i miłym doświadczeniem, wziętym niemal żywcem z jakiejś noweli"116. Wydaje się, że tego rodzaju epizody robiły na nim niezatarte wrażenie. Owszem, określał Polaków jako "dzieci", ale też zdarzało mu się wykrzyknąć w przypływie zniecierpliwienia: "Jesteście bandą poetów!". W ustach inżyniera była to zapewne obelga, która sugerowała, że polska elita polityczna i kulturalna żyje z głową w chmurach i że nie można jej powierzać odpowiedzialności, jakiej wymaga rządzenie117. Ale można to też uznać za komplement (schlebiający wrażliwości narodu, który wydał Mickiewicza), dowód świadomości bogatego i aktywnego życia intelektualnego Polski w epoce zaborów.
SPRAWA POLSKA I NIEMIECKA KONCEPCJA JEJ ROZWIĄZANIA
Takie postrzeganie Polaków i Polski przemieniło się w podwaliny dalekosiężnej polityki budowania państwa, którą Beseler starał się realizować w Królestwie Kongresowym. Obrał ten kierunek, dostrzegając na wczesnym etapie okupacji, że życie polityczne na terenie zaboru rosyjskiego ożywiło się znacznie wraz z wybuchem wojny. Zauważył, że niezliczone polskie organizacje i partie, nad którymi sprawował teraz władzę, odznaczają się odmiennymi elementami ideologicznymi i wariacjami, w dodatku są często skłócone; miał jednak świadomość, że za zajadłą krnąbrnością polskiej polityki kryje się podzielane powszechnie pragnienie przywrócenia jakiejś określonej wyraźnie jedności politycznej i kulturalnej118. Określenie "nacjonalizm", choć niejasne, prawdopodobnie najlepiej opisuje to ogólne pragnienie, by coś, co nazywa się Polską, powróciło po wojnie na mapę Europy, nawet jeśli nie było zgody co do tego, gdzie Polska ma się konkretnie znajdować albo czy powinna być suwerenna, wreszcie komu będzie wolno ją zamieszkiwać i nazywać się Polakiem119. Intensywność i zajadłość, z jakimi niektórzy przedstawiciele polskich elit domagali się natychmiastowych i radykalnych zmian w przedwojennym porządku politycznym, stanowiły źródło irytacji Beselera. Pisał do Klary we wrześniu 1915 roku, że "zachowują się tak, jakby to oni wyzwolili Polskę i jakby wystarczyło tylko zawołać: niech się stanie światłość", by można było stworzyć jakąś postać nieistniejącego państwa polskiego120. Nawet jeśli nie dotyczyło to Kongresówki jako całości, wysuwane bezustannie przez polskie elity żądania prawa do samostanowienia robiły głębokie wrażenie na generał-gubernatorze, który przyznawał ostatecznie, że Niemcy, jeśli pragną bezpieczeństwa i stabilności na Wschodzie, to nie mogą owych żądań ignorować. W roku 1915, odnosząc się prywatnie do memorandum Związku Marchii Wschodniej, odrzucił jego propozycję, by podbite tereny Polski zostały ponownie podzielone. "To nie rozwiąże sprawy polskiej! - oznajmił. - Dla Polaków jest to najbardziej wstrętne rozwiązanie". Beseler odrzucał też możliwość zwrócenia polskich ziem Rosji, jak i ich aneksję oraz wchłonięcie przez Niemcy, choć liczył na zagarnięcie terenów wzdłuż granicy niemiecko-polskiej121. Potem, w raporcie do cesarza napisanym mniej więcej w tym samym czasie, informował władcę, że ludność cywilna Generalnego Gubernatorstwa starała się zawsze "poprawiać stan [Polski] w aspekcie gospodarczym, higienicznym i moralnym", by stała się "ona uporządkowana i mogła rozkwitać". Było to zadanie, któremu Beseler postanowił się poświęcić, dostrzegając w tym cień szansy; na koniec zauważył, że zapewnienie powojennej Polsce "politycznej przyszłości, która będzie jak najkorzystniejsza dla Niemiec, jest jednym z najważniejszych zadań stojących przed jego państwem"122. Nie oznaczało to, że Beseler przekonał się do sprawy polskiej autonomii, ale można tu dostrzec kiełkujące ziarna jego dalekosiężnych ambicji dotyczących Polski, jak i główne założenia wyznaczonego sobie zadania: połączenie "misji cywilizacyjnej" z zabezpieczeniem niemieckich interesów w Europie Środkowej. Najpóźniej w roku 1916 owa koncepcja przerodziła się w przekonanie, że Niemcy mogą i powinny działać z zamiarem określenia powojennego kształtu Polski. Na początku tego roku zasugerował cesarzowi, by Niemcy wyznaczyli sobie dwa długoterminowe cele w okupowanej Polsce. Pierwszym i najważniejszym było zabezpieczenie ich kraju przed przyszłą inwazją rosyjską. Drugim celem było to, by Niemcy wykorzystali szansę (albo, dla odmiany, konieczność) stworzoną przez wojnę i znaleźli "satysfakcjonujące rozwiązanie" sprawy polskiej. W tym czasie Beseler argumentował, że najłatwiejszym, jeśli nie najlepszym sposobem zogniskowania tych wszystkich zamierzeń i ambicji jest stworzenie państwa polskiego przez połączenie ziem zaboru rosyjskiego z austriacką Galicją, a także aneksja terenów przygranicznych. Państwo to znalazłoby się pod panowaniem Austrii, ale militarnie byłoby podporządkowane obu mocarstwom centralnym. Koncepcja ta - aneksje przygraniczne w połączeniu z budową państwa polskiego cieszącego się autonomią wewnętrzną, ale zależnego - przyświecała Beselerowi w trakcie trwania wojny123.
Jego przekonania przybrały w końcu formę określonych i szerokich propozycji działań przedstawionych cesarzowi w lipcu 1916 roku. Dokument ten, wraz z kolejnymi raportami i licznymi listami prywatnymi, określa dokładnie główne zagadnienia polskiej polityki Beselera i ujawnia dobitnie środki i cele niemieckie w Polsce, tak jak je postrzegał. W lipcowym raporcie ponownie podkreśla niezachwianą siłę polskiego nacjonalizmu, który, jak twierdzi, można zignorować tylko ze szkodą dla tych, którzy pragną długotrwałej stabilności i bezpieczeństwa w Europie Środkowej. Przyznaje, że nacjonalizm ten nie jest pojedynczą i wewnętrznie spójną siłą, ale sugeruje Berlinowi (nieszczerze albo naiwnie), że polityczna forma przyjęta przez jakiekolwiek nowe państwo polskie nie będzie szczególnie ważna, dopóki jego treść pozostanie nieomylnie polska. Jedynym rozwiązaniem podsuwanym przez dojrzałość polityczną (Staatsklugheit), konkluduje Beseler, jest znalezienie sposobu, który pozwoli uznać pewne żądania ze strony polskiej bez narażania interesów austriackich i niemieckich; tym rozwiązaniem jest państwo satelickie. Ogólne zarysy owego tworu państwowego, tak jak widzi je Beseler, wskazują na wagę, jaką przywiązywał do kwestii bezpieczeństwa narodowego: w sprawach szkolnictwa, kultury, administracji krajowej i wymiaru sprawiedliwości Polska miała być niezależna. Co się tyczy zaś gospodarki, handel i przemysł należało powiązać z Niemcami albo na mocy traktatów ze środkowoeuropejską federacją ekonomiczną (zgodnie z tradycyjną koncepcją Mitteleuropy). Polska cieszyłaby się przywilejami w transporcie towarów przez terytorium Niemiec i w niemieckich portach. Niemcy sprawowałyby najściślejszą kontrolę we wszystkich aspektach zarządzania związanych z dyplomacją i wojną: poczta polska, koleje i sieć telegraficzna miały być bezpośrednio powiązane z istniejącą infrastrukturą niemiecką; Polska nie mogłaby prowadzić niezależnej polityki zagranicznej, a jej armia podlegałaby (w większości) kontroli niemieckiej (ten element projektu budowy państwa zostanie omówiony szczegółowo w rozdziale 2)124.
Bezpieczeństwo militarne miało być dodatkowo wzmocnione za sprawą aneksji obszarów pogranicza niemiecko-polskiego (albo, mniej anachronicznie w roku 1916, pogranicza niemiecko-rosyjskiego). Zamiar dokonania tych aneksji kłócił się z pragnieniem uzyskania ze strony Polaków poparcia dla Niemiec i ich ambicjami dotyczącymi dawnego Królestwa Kongresowego. Jednak w przekonaniu Beselera aneksje miały "tak ogromne znaczenie militarne, że wszelkie rozważania natury politycznej należy odłożyć na bok"125. Aneksjonizm Beselera łatwo zrozumieć opacznie, zwłaszcza w świetle tego, co ponad dwadzieścia lat później Niemcy mieli zgotować Polsce pod rządami innego gubernatora generalnego. Jednak ani nazistowskie idee wyższości rasowej i podboju, ani chore rojenia o niemieckich rycerzach walczących o Kultur na barbarzyńskich ziemiach Słowiańszczyzny (wedle koncepcji Ludendorffa) nie miały nic wspólnego z planami Beselera dotyczącymi terenów przygranicznych. Jego wyobraźnia strategiczna, typowa dla wojskowego inżyniera, była bardziej prozaiczna i kształtowała się przez całe jego zawodowe życie poświęcone analizie relacji między geografią a operacjami wojskowymi. Zdaniem Beselera, rzeki północno-wschodniej Polski, zwłaszcza Biebrza126 i Narew, tworzyły "znakomitą flankę i pozycję do ataku"127. Strategiczne znaczenie wody Beseler uświadomił sobie podczas kampanii 1914 roku. Walczył w bitwie pod Izerą, kiedy to wojska belgijskie zalały swoje własne terytorium, by powstrzymać niemiecką ofensywę. "Gdyby nie ta woda, cała wojna na Zachodzie mogłaby potoczyć się inaczej" - pisał do Klary w 1917 roku128. Niemiecka kontrola nad głównymi odcinkami Wisły i Warty, a także twierdzą modlińską (którą Beseler osobiście zdobył) u zbiegu Narwi i Wisły, uniemożliwiłaby według niego inwazję rosyjską na niemieckie tereny (ogólnie rzecz biorąc, właśnie z tego powodu koncepcja przygranicznych aneksji na Wschodzie zyskała tak szerokie poparcie wojskowych, zwłaszcza po udanych rosyjskich wypadach w głąb Prus Wschodnich w roku 1914129). Ponadto, możliwość stacjonowania oddziałów niemieckich w pobliżu Polski pomogłaby zagwarantować jej lojalność na wypadek wojny - gdyby wdzięczność, sympatia, wspólne interesy czy strach nie zdołały jej utrzymać po stronie Niemiec. Zatem graniczne koncepcje Beselera miały głównie wzmocnić obronę Niemiec, gdyby doszło do obcej inwazji, choć nie ignorował on, przynajmniej w oficjalnej korespondencji, także korzyści gospodarczych130. Pogląd Beselera na kwestię tych aneksji, bardzo niepopularny w Polsce, nigdy się nie zmienił. W opinii Kriesa przyczyniło się to do zniweczenia innych, dalej idących celów politycznych generał-gubernatora131.
Choć w kontekście bezpieczeństwa militarnego na Wschodzie Beseler żywił bezustannie obawy przed przyszłą wojną z Rosją, nie była ona jedyną siłą, której oddziaływanie w Polsce pragnął zminimalizować albo wykluczyć całkowicie. Swą wrogość kierował także przeciwko Austriakom i jego działania były w takim samym stopniu wymierzone w nich, jak w Rosjan. Od samego początku okupacji konieczność koordynowania polityki wobec Polski z Austrią stanowiła dla Beselera niewyczerpane źródło irytacji, potęgowanej przez świadomość żałośnie niedostatecznego wysiłku wojennego ze strony tego kraju ("konieczność walki u boku trupa jest koszmarem" - zauważył w roku 1916)132. Irytacja, jaką odczuwał, pogłębiała się w miarę, jak jego plany stawały się coraz ambitniejsze. W jego przekonaniu fakt, że Austriacy nie chcieli robić tego, co on uważał za najlepsze dla Polski, stanowił najpoważniejszą przeszkodę na drodze realizacji jego planów, zwłaszcza że odmówili przekazania Niemcom swojej strefy okupacyjnej, którą Beseler uważał za kluczową, jeśli chodzi o powodzenie własnego projektu. Zauważył ponadto, że jeśli nowe państwo polskie miałoby żywić nadzieję na jakiekolwiek szanse przetrwania, to musiałoby być "dobrze zorganizowane, silne i rzetelne", czemu na przeszkodzie stanęłaby austriacka obecność133. "Jestem teraz głęboko przekonany - pisał Beseler do Klary w maju 1916 roku - że stworzylibyśmy tutaj coś naprawdę dobrego, coś korzystnego dla Polski, gdyby nie było w pobliżu przeklętych Austriaków"134. Już wiosną 1916 roku odrzucał zdecydowanie możliwość przekazania ziem polskich zaboru rosyjskiego pod berło Habsburgów, twierdząc, że taka austriacko-polska unia jest "oczywiście nie do zaakceptowania"135.
Ta antypatia wobec imperium habsburskiego wynikała z czegoś więcej niż tylko z irytacji ambitnego dowódcy, zżymającego się na ograniczenia narzucone przez sprzymierzeńców, czy z pogardy oficera najlepszej armii na świecie wobec mankamentów innej armii, którą uważał za gorszą. "Indywidualnie, jako jednostki [Austriacy] są całkiem mili, ale ich państwo, ich armia i system są koszmarne" - napisał do Klary w listopadzie 1916 roku136. Jeszcze głębiej zakorzeniona i ujawniona w tym liście niechęć wobec Habsburgów dowodzi, iż Beseler wciąż ulegał austriackiej animozji, tak charakterystycznej dla prusofilskiego niemieckiego nacjonalizmu protestanckiego, który w dobie zjednoczenia przyciągał niemieckie elity137. Datujący się z tamtych czasów obraz Austrii jako głównego wroga prusko-niemieckiej wielkości przetrwał pomimo faktu, że kiedy Beseler został generał-gubernatorem, oba państwa walczyły po tej samej stronie. Co więcej, zaczął postrzegać swoją politykę wobec Polaków jako jeszcze jedną bitwę w austriacko-pruskim współzawodnictwie o niemiecką dominację. Jego działania w Polsce oznaczały "jeden z ostatnich etapów prastarej walki, która wkracza w trzeci wiek i którą m u s i m y wygrać" - napisał w listopadzie 1916 roku, kilka dni przed ogłoszeniem przez państwa centralne proklamacji o przywróceniu polskiej państwowości (zob. poniżej)138. Jeszcze bardziej nieprzejednany jawi się w liście do przyjaciela, Friedricha von Bernhardiego. Odnosząc się do swego propolskiego nastawienia, oświadcza, że jest to "jedyny sposób, by zapobiec w p ł y w o m a u s t r i a c k i m; wszystko, co tu się dzieje, musi być postrzegane jako ostatnia faza starcia z Austrią; Polska nie liczy się za bardzo i stanowi dla nas jedynie środek osiągnięcia celu". Trzy dni przed ogłoszeniem proklamacji ostrzegał przyjaciela: "Teraz otrzymałeś wyjaśnienie tego, co się wydarzy"139.
Stawką były nie tylko prestiż czy historyczne urazy. Beseler nie wierzył, że pokojowe relacje z Austrią są zagwarantowane ad infinitum. Martwił się, że gdyby znów doszło do napięć austriacko-niemieckich, Austria zdołałaby wpływać na wewnętrzne sprawy Niemiec za pośrednictwem polskiej mniejszości zamieszkującej niemieckie tereny. Co więcej, armia polska pozostająca pod austriacką kontrolą i stacjonująca przy granicy niemieckiej stanowiłaby rodzaj broni, którą zawsze można by użyć przeciwko Niemcom140. Pisał do Klary w 1917 roku: "Nie możemy i nie powinniśmy tolerować przebranej Austrii na naszej wschodniej granicy! To w y j a ś n i a naszą upartą walkę o autonomiczną Polskę". Beseler dowodził dalej, że skoro bezpośrednie aneksje przyniosłyby Niemcom tylko więcej problemów, a nowe rozbiory zrodziłyby jedynie nieustającą nienawiść wszystkich polskich terytoriów Europy, jego działania były najlepszym sposobem zminimalizowania obecności austriackiej. "Tu leży klucz do naszej polityki wobec Polski - wyjaśnił. - Której, oczywiście, nie możemy ujawnić reszcie świata"141. Austriacko-niemiecki konflikt interesów był trudny do rozwiązania; wszystko, co Niemcy mogli stracić, gdyby nie udało im się uzyskać dominacji, miało swoje odzwierciedlenie w Austrii. "Austro-Węgry - jak zwięźle podsumował raz minister spraw zagranicznych, baron von Burián - musiałyby albo stracić Galicję, albo sprawić, by Królestwo Kongresowe związało się bliżej z monarchią"142. Tak więc utworzenie podległego państwa polskiego oznaczało, że Niemcy muszą uporać się ze szczególnym nasileniem zagrożeń wywołanych międzynarodową próbą rozwiązania sprawy polskiej podczas wojny. Jednak Beseler niewiele miał do powiedzenia w kwestii tego, jak Niemcy mieliby sobie radzić z destrukcyjnymi skutkami utworzenia państwa polskiego, nawet pod niemiecką kontrolą, na jego polskich terenach. Groźba wystąpienia wewnętrznych niepokojów w Ostmark, czyli wschodnich rejonów zaboru pruskiego, a głównie Prowincji Poznańskiej (nie wyłączając zbrojnego polskiego powstania mającego na celu oderwanie prowincji polskich i przyłączenie ich do nowo utworzonego Królestwa Polskiego), które mogły być skutkiem działań Beselera, stanowiła główne źródło krytyki pod adresem generał-gubernatora w trakcie wojny, a nawet, jak zostanie to ukazane, także później. Konserwatyści i nacjonaliści w Niemczech uważali, że Beseler postępuje zbyt ugodowo wobec Polaków i że liczne z przedsięwzięć podejmowanych przez jego reżim są lekkomyślne. Zaskoczony przywódca frakcji konserwatywnej w Reichstagu, Kuno Graf von Westarp, wysuwał przypuszczenie, że Beseler musiał znaleźć się pod uwodzicielskim wpływem "kręgu warszawskich intelektualistów"143. Krytyka jego rządów i działań opartych na wewnętrznej niemieckiej polityce wobec Polski irytowała Beselera. W styczniu 1917 roku skarżył się w liście do zaprzyjaźnionego korespondenta, że "rozumienie okoliczności występujących w Polsce jest w [Niemczech] uderzająco ubogie", co przypisywał faktowi, iż "wszystko jest postrzegane z punktu widzenia wewnętrznej [pruskiej] polityki wobec Polski, i, osobliwie, nie pojmuje się w najmniejszym stopniu wielkich politycznych zadań, które [trzeba] brać pod uwagę, rozwiązując sprawę polską"144. Tego samego roku Beseler zżymał się z powodu oskarżeń wysuwanych przez ignoranckich i "niepoprawnych" malkontentów w niemieckiej prasie, jakoby żywił "sentymentalną [...] lecz politycznie niemądrą [...] życzliwość wobec Polski"145. Przy innej okazji narzekał, że konserwatyści i narodowi liberałowie widzą wszystko "przez pangermański i hakatystyczny pryzmat i nie potrafią oddzielić swego osądu wydarzeń [tutaj] od swoich poglądów na pruską politykę wobec Polski"146. Jego działania jednak zyskały dość znaczące poparcie; Hans Delbrück na przykład, pisząc w "Preussische Jahrbücher", wychwalał niemiecką tolerancję w okupowanej Polsce i wzywał do podobnych ustępstw na innych terenach zaboru pruskiego. Przyznawał, że polski irredentyzm może stanowić zagrożenie, ale dowodził też, że złagodzenie pruskiej antypolskiej polityki przemieni Polaków w lojalnych i godnych zaufania obywateli. Jako argument wskazywał, że położenie geograficzne, w połączeniu z samą liczbą Niemców zamieszkujących wschodnie ziemie Prus, oznacza, iż nacjonaliści polscy, roszczący sobie prawa do tych terytoriów, "musieliby najpierw zniszczyć Cesarstwo Niemieckie"147 (nie jest do końca jasne, dlaczego miałoby to być krzepiące). Poparcie wyraził też Friedrich Naumann, publicysta i gorący zwolennik zdominowanej przez Niemcy Mitteleuropy. "Nie znam niczego lepszego na temat Polski" - oświadczył Beseler, odnosząc się do pamfletu Naumanna Deutsche und Polen ("Niemcy i Polacy"). - "Poświęca mi w nim sporo pozytywnej uwagi" - dodawał, najwyraźniej zadowolony, i zalecał żonie, by też nabyła egzemplarz148. Max Weber także wyrażał się pozytywnie o działalności Beselera, choć nie do końca podzielał entuzjazm Naumanna149. Tak jak Delbrück, Weber uważał, że Niemcy powinny złagodzić swoją politykę wobec Polski, jeśli Beseler pragnie liczyć na jakąkolwiek szansę powodzenia swego planu. W przeciwnym razie Niemcom groziło ryzyko "stworzenia Serbii u swych bram". (Weber był dojmująco świadomy fundamentalnego problemu niemieckiej polityki wobec Polski doby wojennej: "Rozwiązanie licznych i trudnych konfliktów Niemiec i Polski, w pełni akceptowane przez obie strony, jest niestety niemożliwe"150 - zauważył podczas wojny. Pomimo tak znamienitego wsparcia krytyka ze strony nacjonalistów i pangermanistów ciążyła Beselerowi. W roku 1917 zauważył w liście do Klary, że kiedy dochodzi do osądzania spraw "przez pryzmat stronniczości i uprzedzeń", Polska i Niemcy nie różnią się zbytnio między sobą151.
W przekonaniu Beselera szansa rozwiązania sprawy polskiej z korzyścią dla Niemiec i tym samym zapewnienie im bezpieczeństwa na Wschodzie w znacznym stopniu przewyższały niebezpieczeństwa - prawdziwe i wyimaginowane - jakie mogły zaważyć nad pruskimi relacjami między państwem a jego polskimi poddanymi. Nie oznacza to oczywiście, że Beseler nie myślał w ogóle o tego rodzaju zagrożeniach i nie zastanawiał się, jak sobie z nimi poradzić. Preferowanym przez niego rozwiązaniem była ekspansja polskich terytoriów na Wschód, co pozwoliłoby Polakom zaboru pruskiego pragnącym opuścić Niemcy znaleźć dostatecznie dużo miejsca, by się osiedlić w nowym Królestwie Polskim152. Innymi słowy, Beseler zdawał się liczyć na coś w rodzaju dobrowolnej czystki etnicznej dokonanej za sprawą emigracji, widząc w tym rozwiązanie polskiego problemu Prus. Nie było to nic niezwykłego. Na początku wojny Wojciech Korfanty zasugerował przedstawicielowi cesarskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, że Niemcy powinny wspierać polską ekspansję na Wschód. "Kwestia polska w aspekcie pruskim - dowodził (niemal z pewnością nieszczerze, zważywszy na jego tendencje narodowodemokratyczne) - zostałaby tym samym [...] rozwiązana, ponieważ wokół Grodna i Mińska czekają na zasiedlenie ogromne i żyzne ziemie, na które mogłaby wyemigrować znaczna część polskiej ludności Prus"153. Dobrowolne osiedlanie pruskich Polaków w Polsce i polskich Niemców w Niemczech jest także wspominana przez Webera jako kwestia wymagająca poważnej dyskusji ze strony polskich i niemieckich polityków, choć nie jest jasne, czy popierał tę ideę154. Beseler kierował się innymi motywami, pragnąc przesunąć granice nowego państwa polskiego na Wschód: jak dowodził, oddaliłoby to Rosję od Niemiec, podczas gdy nowe terytoria dałyby Polsce "możliwość rozwinięcia się" jako państwo155. Wydaje się, że w czasie wojny funkcjonowała w Polsce kolonialna wizja "Wschodu"; jednak, jak wierzył Beseler, Polska miała odgrywać w niej rolę siły kolonizującej, nie zaś kolonialnej ofiary.
***
Na początku 1916 roku wszystkie ideologiczne elementy programu Beselera zostały już zatem określone: chęć przygranicznej aneksji; głębokie przekonanie, że skuteczne rozwiązanie sprawy polskiej musiałoby się opierać na fundamencie polskiej akceptacji; równie głębokie przekonanie, że Niemcy musiałyby mimo wszystko znaleźć jakiś sposób, dzięki któremu utrzymałyby trwałą kontrolę nad sprawami zagranicznymi Polski; wreszcie pogląd, że Polacy to polityczne "dzieci", które powinny być "edukowane" w sztuce rządzenia przez lepiej zorientowanych w tej kwestii. W szerszym kontekście historycznym i pod względem ciągłości Beseler i jego rządy nie stanowią zapowiedzi zbrodniczej epoki w niemiecko-polskiej historii, zapoczątkowanej w roku 1919, ale są raczej oznaką szybko przygasającej poprzedniej epoki. W miarę jak polityka Beselera zaczęła przybierać konkretną formę instytucji - temat pozostałych rozdziałów tej książki - jego działania i poglądy przypominały pod tym względem politykę Aleksandra Wielopolskiego, margrabiego Gonzagi-Myszkowskiego, który za panowania Aleksandra II doprowadził do liberalizacji warunków panujących w zaborze rosyjskim, robiąc jednocześnie wszystko, by Rosja dzierżyła sprawy polskie w żelaznym uścisku156. Tak jak Beseler, Wielopolski starał się zachować stabilność kraju, utrzymując równowagę między zgodą a przymusem. Beseler był w pełni świadom tego historycznego podobieństwa; w grudniu 1916 roku przytoczył w rozmowie z Hutten-Czapskim słynne powiedzenie Wielopolskiego, że "dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy"157. Beseler na pewno wiedział, że Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego Królestwa Polskiego poniósł klęskę wraz z wybuchem powstania styczniowego, sprowokowanym przez swoje działania dostatecznie restrykcyjne, by wzbudzały urazę i gniew, i dostatecznie liberalne, by Polacy mogli wyrazić swoje uczucia zbrojnym czynem.
W ogólnych zarysach polska polityka Beselera stanowiła też realizację myśli strategicznej, która funkcjonowała w Niemczech od dziesięcioleci. Przynajmniej od końca dziewiętnastego wieku żołnierze i cywile mniej martwili się o polski nacjonalizm niż armie carskie; to właśnie sprawiało, że Niemcy w razie wojny poważnie rozważali wskrzeszenie na wschodzie państwa polskiego. Zapewniłoby to im wsparcie ze strony Polaków, a także pozwoliło dyktować warunki, na jakich miałoby to państwo powstać, tym samym minimalizując własne straty. Jak odnotowano we wstępie, nawet Bismarck uważał, że wojna z Rosją zmieniłaby fundamentalnie odwieczną niemiecką wrogość wobec polskiego nacjonalizmu, Niemcy zaś staliby się w imię strategicznego interesu orędownikami sprawy polskiej w Europie Środkowej158. Możliwość działania zgodnie z tą ideą istniała w Niemczech od pierwszych dni wojny. Rzeczywiście, jak twierdzi w swoich wspomnieniach Hutten-Czapski, cesarz Wilhelm informował go pod koniec lipca 1914 roku, że z wojny majaczącej na horyzoncie wyłoni się nowe, popierane przez Niemcy państwo polskie159. Do roku 1916 jednak idea ta nie zaowocowała podjęciem jakiejś decyzji co do tego, jaki obrać w Polsce kierunek, albo jakie działania podjąć w okupowanej strefie. Beseler miał odegrać kluczową rolę w kierowaniu niemiecką polityką w obu tych kwestiach.
W trakcie okupacji starał się realizować te zamierzenia za sprawą instytucji, czasem przy wsparciu państwa niemieckiego, a czasem nie; czasem w zgodzie z polskimi elitami, a czasem nie. Beseler czuł bezustannie, że ktoś rzuca mu kłody pod nogi - ci, którzy nie byli w stanie docenić mądrości jego planu, jak niemieccy konserwatyści, albo ci, którzy uparcie nie zgadzali się na podporządkowanie swych interesów Niemcom, jak Austria, endecy czy PPS. Pisał do Klary w 1917 roku: "Nie masz pojęcia, jak strasznie jest być zawsze Prometeuszem w okowach"160. Mimo wszystko, bez względu na przeszkody pojawiające się na jego drodze, liczne z działań jego administracji stały w sprzeczności z żywionymi przezeń ambicjami. Ponure strony okupacji przyćmiły niebawem objawy dobrej woli wyrażonej pojednawczymi gestami i podważyły jego wiarygodność w oczach okupowanego narodu, któremu, jak lubił uważać, przynosi światło.
REPRESJE, OPÓR I OPINIA PUBLICZNA
Beseler zaczął sprawowanie rządów od wprowadzenia restrykcyjnych środków w dziedzinie życia społecznego, politycznego i kulturalnego. Złagodzono je niebawem, ponieważ Niemcy starali się najpierw poprawić swój publiczny wizerunek, a następnie zyskać długotrwałą lojalność polskich elit. Te próby kształtowania opinii publicznej w Polsce przyniosły, w najlepszym razie, niejednoznaczne rezultaty. Niemiecka nieufność zrodzona z obawy przed utratą kontroli nad podbitym terytorium, uporczywa niechęć wobec Niemców, będąca owocem polskiej walki o niepodległość na terenie zaboru pruskiego i ataku na Kalisz, a także trudności i niedostatki spowodowane wojną totalną - wszystko to wywoływało powszechną antypatię i niechęć wobec Niemców w Królestwie Kongresowym, choć należy pamiętać, że nie jest łatwo dokonywać uogólnień "polskiej percepcji" Niemców podczas wojny. Na opinię w strefie okupowanej wpływ miały ważne wydarzenia tego konfliktu, co sprawiało, że była ona niejednoznaczna. Rewolucja w Rosji, proklamacja państw centralnych o przywróceniu polskiej państwowości, a także wielkie zwycięstwa i klęski na polach bitewnych oddziaływały na polska opinię, wyrażaną tak przez masy, jak i elity161. Obraz okupacji zależał też od zajmowanej pozycji społecznej i przynależności do danej klasy. Na przykład chłopi - stanowiący większość populacji - byli na ogół lojalni wobec cara, pogardzali "swoją" arystokracją i nie interesowali się nacjonalizmem i patriotyzmem. Objawy patriotyzmu i nacjonalizmu, na które Niemcy nie tylko zezwalali, ale do których też zachęcali, były dla chłopstwa jeszcze jednym dowodem władzy i wpływów znienawidzonych "panów". Jednak ludzie pracujący na roli też stanowią przykład tego, jak wojna doprowadziła do zmian w tym regionie: pod jej koniec chłopi tworzyli znaczną część bojowników Polskiej Organizacji Wojskowej162. Osoba arcybiskupa warszawskiego, Aleksandra Kakowskiego, także dowodzi faktu, że wojna może zmienić okoliczności, według których dana jednostka kalkuluje swoje postępowanie. W pierwszych latach okupacji Kakowski zachowywał chłodny dystans wobec Niemców, ponieważ wciąż panowało powszechne przekonanie, że pewnego dnia Rosjanie powrócą. Jednak pod koniec listopada 1917 roku, po upadku cara i przejęciu władzy przez bolszewików, Kakowski po raz pierwszy zjadł obiad z Beselerem. Ku zdumieniu generał-gubernatora arcybiskup zachowywał się przyjaźnie i jako pierwszy wzniósł toast za obu cesarzy, austriackiego i niemieckiego163.
Mimo wszystko pewne ustępstwa ze strony Beselera i jego władzy sprawiały pozytywne wrażenie. Uporano się z licznymi i widomymi oznakami rosyjskiej dominacji; Adolf Warschauer, który odwiedził Warszawę jeszcze przed wojną i wrócił w 1915 roku, by objąć stanowisko dyrektora Zarządu Archiwalnego, nie krył po przyjeździe zdziwienia, że szyldy sklepów i tabliczki z nazwami ulic, dotąd w języku rosyjskim i polskim, zostały tak całkowicie "spolonizowane"164. Usunięto pomniki bohaterów rosyjskich, a ulice nazwane na cześć Rosjan zaczęły nosić imiona Polaków165. Pozwolono też rozkwitać polskiej literaturze i sztuce. Pod panowaniem carów obowiązywała ścisła cenzura i wszystko, co uznano za antyrosyjskie albo zbyt przesiąknięte polskim patriotyzmem, było surowo zakazane. Oznaczało to w praktyce zakaz propagowania kultury wyższej, ponieważ literatura i sztuka w swej przeważającej części, zwłaszcza epoki romantyzmu, skupiała się na mitach i opowieściach o walce z caratem. Choć Niemcy zastrzegli sobie prawo do zdejmowania przedstawień, które wzbudzały ich sprzeciw, odejście Rosjan oznaczało triumfalny powrót zakazanych dotąd dzieł patriotycznych do sal koncertowych i na deski teatrów. Tak więc, kiedy usunięto pomnik Iwana Paskiewicza, wodza naczelnego wojsk Imperium Rosyjskiego, który tłumił powstanie listopadowe, na sceny teatrów powróciła Noc listopadowa Stanisława Wyspiańskiego. Przedstawieniom towarzyszyło często wykonanie hymnu polskiego i pieśni Boże, coś Polskę. Tematyka patriotyczna, wraz z lżejszym repertuarem, cieszyła się ogromną popularnością. Sztuka Adolfa Hertza o uczniach gimnazjalnych poddawanych presji rusyfikacyjnej, Młody las, była wystawiana w sezonie 1915/1916 co najmniej siedemdziesiąt osiem razy166. Powodzeniem w latach wojennych Warszawy cieszyły się też antyrosyjskie w swej wymowie filmy. Dzieła, takie jak W walce o niepodległość i Niepożądany gość, rozbudzały patriotyczny gniew. Twórcy Ochrany Warszawskiej i jej tajemnic połączyli sprawnie elementy sensacyjne z patriotycznymi, opowiadając historię romansu, w jaki wikła się polska patriotka z rosyjskim agentem policji167.
Włodzimierz Gałecki, nauczyciel, był synem aktorskiego małżeństwa i teatromanem. Cieszył się, że na warszawskich scenach znów grane są sztuki patriotyczne (przetrwał też okupację hitlerowską i zauważył w późniejszych latach życia, że w porównaniu z nią okupacja z czasów pierwszej wojny światowej jawiła się "jako idylla"168. Adolf Warschauer, główny warszawski archiwista, doświadczył osobiście wrażenia, jakie przedstawienie może wywrzeć na widzach. Pewien czas po przyjeździe do Warszawy poszedł obejrzeć sztukę Gabrieli Zapolskiej o rosyjskiej Cytadeli (chodziło o Tamtego). Kiedy wreszcie po kilku dniach udało mu się kupić bilet, uraczono go kilkoma obrazami przedstawiającymi w drastyczny sposób rosyjską brutalność wobec Polaków. W jednej ze scen dwie kobiety udają się na spotkanie z rosyjskim generalnym gubernatorem. Przyjmuje je z kurtuazją i rozmawia z nimi grzecznie. Kiedy jednak opuszczają jego gabinet, zostają zaatakowane przez straż kozacką gubernatora, co - w inscenizacji oglądanej przez Warschauera - pokazano wyjątkowo naturalistycznie. W innej scenie rosyjscy żołnierze przetrząsają mieszkanie pewnego studenta, szukając wywrotowych materiałów, które odkrywają we włosach młodej kobiety. Wszystko to odnosiło dokładnie taki efekt, na jakim zależało Niemcom, i wywoływało na widowni antyrosyjskie emocje. Mężczyzna siedzący obok Warschauera zapewniał go co chwila, że "nic w tej sztuce nie jest przesadzone, takie rzeczy zdarzały się cały czas". Mimo wszystko w niektórych przedstawieniach posuwano się za daleko. Warschauer odnotowuje, że później oglądał inscenizację żywych obrazów wzorowanych na romantycznym malarstwie Artura Grottgera, znanego z drastycznych obrazów w stylu Goi, przedstawiających cierpienia i śmierć zgotowane Polsce po powstaniach. W jednym z nich, Po odejściu wroga z cyklu Polonia poświęconego powstaniu styczniowemu, ukazuje w splądrowanym domu zamordowaną młodą rodzinę, także maleńkie dziecko. W tle stoi mężczyzna w mundurze - być może przyjaciel albo krewny wracający z wojny - i pod wpływem przerażenia zakrywa twarz dłońmi. Martwy mężczyzna na łóżku zdołał oprzeć rękę na krześle i unieść ku górze pięść w geście pośmiertnego sprzeciwu. Warschauer, podobnie jak wielu Polaków na widowni, uznał te żywe obrazy za "odrażające" i zauważył, że w trakcie tego dziwnego i groteskowego spektaklu coraz więcej ludzi wychodzi z teatru169.
Niemcy tolerowali, a nawet wspierali inne manifestacje polskich uczuć narodowych, zwłaszcza gdy budziły wspomnienia rosyjskiego ucisku. Warschauer na przykład przekazał na potrzeby wystawy dotyczącej powstania styczniowego album ze zdjęciami. Zapraszano też ludzi na wykłady z historii Polski, wygłaszane w każdym dniu tygodnia, także w niedzielę. Nigdy nie brakowało na nich słuchaczy, a niektóre trzeba było powtarzać kilkakrotnie, aby mogli w nich uczestniczyć wszyscy chętni (Warschauer nie mógł się nadziwić, jak bardzo Polacy potrafią "korzystać ze sztuki i nauki w służbie idei narodowej"170). Latem 1916 roku Niemcy zezwolili na ustawienie pamiątkowego krzyża w Olszynce Grochowskiej, gdzie doszło do decydującej bitwy powstania listopadowego i gdzie Rosjanie dokonywali egzekucji powstańców171.
Najważniejszym tego rodzaju wydarzeniem było publiczne upamiętnienie rocznicy Konstytucji 3 maja. Konstytucja ta, która stworzyła podstawy rządów monarchiczno-parlamentarnych w Polsce i tym samym kładła kres chaotycznym rządom szlachty, budziła podziw liberalnych i rewolucyjnych reformatorów w całej Europie. Jej uchwalenie jednak sprowokowało Rosję i przyczyniło się do trzeciego rozbioru Polski. O emocjonalnej sile, z jaką Konstytucja wciąż działała na polską wyobraźnię historyczną, może świadczyć niebywały sukces upamiętniającej ją parady w 1916 roku. Komitet organizacyjny wezwał mieszkańców miasta do masowego udziału w obchodach rocznicy, by uczcić ten publiczny "symbol [naszego] nierozerwalnego związku z przeszłością i zapowiedź lepszej przyszłości"; apel ten spotkał się z powszechnym entuzjazmem. Na ulicę wyległy tłumy, przemowy i muzyka nadały obchodom podniosły i uroczysty charakter, wszędzie wywieszano flagi narodowe z orłem. Głównym punktem obchodów był pochód, w którym maszerowały tysiące ludzi. Adolf Warschauer był pod wrażeniem masowego udziału przedstawicieli wszystkich warstw społecznych; każda występowała w innym odzieniu. Liberałowie i przedstawiciele burżuazji w garniturach, rolnicy w tradycyjnych strojach, ortodoksyjni Żydzi w swoich chałatach. Na ulicy tańczyły dziewczęta w wieku szkolnym, był też obecny arcybiskup Kakowski w otoczeniu duchowieństwa172. Inny świadek tych uroczystości był pod wrażeniem ogólnego entuzjazmu, zauważając z zadowoleniem, że przedstawiciele społeczności żydowskiej rozdawali egzemplarze "hymnów hebrajskich skomponowanych 125 lat temu z okazji uchwalenia polskiej konstytucji". Sam pochód, jak obliczył, trwał około trzech godzin173. Zaczął się na placu Zamkowym, a następnie ruszył w kierunku południowym, wzdłuż eleganckiej arterii Krakowskiego Przedmieścia, Nowego Światu i Alej Ujazdowskich, nim skręcił na zachód w stronę placu Unii Lubelskiej. Stamtąd podążył na północ Marszałkowską, gdzie następnie się rozproszył. Pomimo radosnej i uroczystej atmosfery odezwały się stare nawyki. Gałecki też przyglądał się pochodowi i zauważył, że od czasu do czasu niektórzy uczestnicy przemarszu ulegali nagle strachowi i rozbiegali się w panice, by uświadomić sobie po chwili, że nic im nie grozi, i powrócić na miejsce. Wydawało się im czymś nie do pomyślenia, że nie ma oddziałów kozackich - albo niemieckich - które nie stanęłyby na drodze ich pochodu174.
Obchody rocznicy Konstytucji okazały się wielkim sukcesem. Nie okazywano jakiejkolwiek wrogości wobec okupantów. Beseler był przekonany, że udało mu się stworzyć podwaliny dobrej woli pod budowę swej wizji politycznej. Nadszedł czas, jak oznajmił Berlinowi, działać zgodnie z jego zamierzeniami. Jakiekolwiek wahania spowodowałyby, że wszelkie proniemieckie nastroje, które rozbudził, szybko by zniknęły175.
***
Jednak pomimo sukcesu, jakim były obchody rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja, nie wydaje się, by Niemcy zaczęli cieszyć się ze strony Polaków jakimiś szczególnymi względami. Zgodnie z popularnym powiedzonkiem z czasów wojny, jeśli ktoś pytał, czy Niemcy są milsi od Rosjan, to było to jednoznaczne z pytaniem, czy dżuma jest lepsza od cholery176. Gałecki, tak zachwycony, że może oglądać patriotyczne sztuki, mimo wszystko określał okupację jako "łajdactwo i dwulicowość"177. Aleksander Kraushar też nie był przekonany do Niemców. Pochodzący z zamożnej rodziny żydowskiej, jako zasymilowany polski patriota przeszedł w 1903 na katolicyzm. Stworzył wraz z żoną dom, który stał się ważnym ośrodkiem życia umysłowego Warszawy. On także oceniał próby zjednania polskiej opinii jako przykład charakterystycznej dla Niemców "przewrotności". Uważał, że jest to po prostu dość kiepski kamuflaż dla wyzysku i podboju, i w swoich pamiętnikach ostrzegał niedwuznacznie przyszłych historyków, by nie dali się zwieść178.
Wrogość wobec Niemców w Królestwie Polskim trudno było przezwyciężyć z kilku powodów. Po pierwsze, urazy wywołane pruską polityką germanizacyjną były głęboko zakorzenione. W Łodzi na długie lata przed wojną polska prasa wybuchała gniewem, jeśli rosyjskie orkiestry wojskowe grały cokolwiek niemieckiego, pisząc, że hakatystyczne hymny nie powinny rozbrzmiewać na "instrumentach słowiańskich"179. Fakt, że "hakatyzm", symbol zajadłej antypolskiej wrogości, stał się synonimem samych Niemiec, nie wróżył dobrze ambicjom Beselera. Z pewnością wielu ludzi, którymi rządził w czasie wojny, nie zamierzało wybaczać ani zapominać. W roku 1916, krótko po oficjalnym ogłoszeniu przez Niemcy swego poparcia dla odbudowania polskiej państwowości, satyryczne czasopismo "Mucha" opublikowało pewien wiersz, w którym rozmawiają ze sobą pomnik króla Zygmunta na placu Zamkowym i pomnik Kopernika stojący kilka przecznic dalej.
KRÓL ZYGMUNT I KOPERNIK180.
(z Warszawy)
W nocy, kiedy łukowa lampa cicho syka,
Król Zygmunt tak odezwał się do Kopernika: