Iliada - Homer

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

O ŻYCIU I DZIEŁACH HOMERA.

Nic nie masz sławnieyszego nad imię Homera, nic niepewnieyszego nad okoliczności życia tego oyca Poezyi. To podziwienie, które w nas czytanie dzieł iego sprawuie, wzbudza oraz ciekawość dowiedzenia się, o czasie urodzenia, o sposobie życia tak nadzwyczaynego człowieka. Ale co o nim starożytność podała, i co troskliwie miłośnicy Poezyi Homera pozbierali, bardziéy próżną nasyca ciekawość, niżeli rozsądnemu umysłowi dogadza. Rzućmy iednak okiem, na te osobliwsze i dziwne o Homerze podania. W tym względzie są one godne zastanowienia, że okazuia, w jak wielkim szacunku ten rzadki człowiek bydź musiał, gdy iego urodzenie i życie tylą dziwnemi powieściami uzacnić chciano.

Jedni powiadaią, że matka iego z piersi swoich miód w usta dziecięciu wpuszczała, że to dziecię znaleziono rano, z dziewięcią synogarlicami igrające, i z téy okoliczności kościół dla dziewięciu Muz wystawiono. Drudzy go czynią synem Merkurego; inni piszą, że Gieniiusz, kochanek Muz, był iego oycem. Inni twierdzą, i to naymniéy sporom podpada, że Homer był ślepy; tylko początek iego ślepoty cudownéy przyznaią okoliczności. Maiąc śpiewać czyny Achillesa, poszedł cień iego z grobu wywoływać. Wychodzi bohatyr w swoiéy świetnéy zbroi: przypatruie mu się poeta, ale blaskiem przerażony, zaćmiony, wzrok utraca. Wszystkie te podania nie z innego wynikaią źródła, tylko z entuzyazmu, który doskonałość wzbudza. Lecz ieśli miłośnicy Homera nadto chcieli uślachetnić iego urodzenie i życie; znaleźli się ludzie zazdrośni, którzy mu zupełnie chwałę dowcipu wydrzeć usiłowali, i stąd urodziły się dzikie przeciwnego rodzaiu o Homerze powieści.

Dyodor sycyliyski wzmiankuje, że była Dafne sybilla, córka Tyrezyusza, która wyroki boga Delfickiego wspaniałemi wierszami wykładała, i że niemi Homer swoie poemata przyozdobił.

suidas pisze, że Palamed, ieden z wodzów Greckich w czasie oblężenia Troi, był wybornym poetą, i że o téy woynie, wiele wierszy napisał: że Homer, przedsięwziąwszy w téyże materyi zrobić poema, dzieło Palamada zatracił.

Inni innych cytuią pisarzów, chcąc odebrać Homerowi chwałę tworczego gieniiuszu. Wspominaią nieiakiego Korynna, iakoby ten zrobił poema o oblężeniu Troi; ale nie przywodzą nikogo, coby to poema widział. Mówią także o Dyktysie z Krety, i o Daresie z Frygii, których mamy ułomki, lubo fałszywie im przyznane. I tych także miał złupić Homer.

Powiadaią ieszcze, że Homer zszedł się w Korcyrze z nieiakim Dcmodokiem, w Itace z nieiakim Femiiuszem. Piérwszy, podług Plutarcha, miał pisać o woynie Troiańskiéy: drugi, o powrocie wodzów Greckich do swoiéy oyczyzny.

Ptolomeusz Efestyon twierdzi, że była w Memfis kobieta, zwana Fantazya, która daleko czasy Homera poprzedziła. Napisała dzieło o oblężeniu Troi, i o powrocie Ulissesa. Homer będąc w Egipcie, znalazł sposób, dostać tych dzieł, i wskazanego w nich planu trzymał się w układzie swoich poematów. Zapewne ta Fantazya, nie co innego była, tylko własny dowcip poety. Ale co dowodzą te wszystkie powieści? Nie zaprzeczamy, żeby nie byli iacy wierszopisowie, którzy poprzedzili Homera: lecz możnali twierdzić, aby im Homer swoie dzieła był winien?

Nie tylko zarzucaią Homerowi wstydliwe xięgokractwo, utrzymuią nadto, że nie był piérwszym swego wieku poetą; że od Hezyoda w walce poetyckiéy był zwyciężony. Ale to twierdzenie żadnemi dowodami nie wsparte. Hezyod, mówiąc sam o swoiém zwycięztwie, nic nie wspomina o zwyciężonym, a o Homerze żadnéy wzmianki nie czyni. Nakoniec życie Homera szczególnieyszym kończą sposobem. Miał bydź ostrzeżony od wyroku, aby się chronił zagadek: nie dociekł iednak, coby przez to chciał wyrok znaczyć. W Chio zadali mu zagadkę rybacy: nie mogąc iéy rozwiązać, umarł z żalu i wstydu. Podobną powieść dziecinną mamy o śmierci Arystotelesa.

Czytamy w Herodocie opis życia Homera: iest to tkanina drobności i rzeczy do wiary niepodobnych. Lecz że z niéy wzięte są po większéy części wszystkie baśnie o Homerze, przeto treść tego pisma umieszczamy.

Homer urodził się w smirnie na 168 lat po oblężeniu Troi, a 622. przed wyprawą Xerxesa. Matka iego, imieniem Kryteis, bez związku ślubnego, została nim ciężarną. Posłana była od stryia swego do Kum z Izmaniiaszem, który był iednym z przewodców, do założenia osady w tém mieście, nowo zbudowaném. Obchodząc uroczystość, w towarzystwie innych niewiast, nad rzeką Melas, porodziła Homera: i z téy okoliczności dano mu imię Melezygena. Przez czas nieiaki żyła z pracy rąk swoich: aż nareście Femiiusz, nauczyciel szkoły w smirnie, poiął ią za żonę. Po śmierci oboyga rodziców, Homer wziął po Femiiuszu urząd nauczyciela, i tak dobrze się sprawił, że powszechny zyskał szacunek. Potém kapitan okrętu, imieniem Mentes, odciągnął go od szkoły, i do wędrowania z sobą namówił. Zwiedził z nim Hiszpaniią, Italią: ale dla płynienia oczu, musiał go w Itace zostawić. Tam przyiął Homera do swego domu ieden człowiek bogaty, sprawiedliwy, i miłosierny, który mu znacznieysze przypadki Ulissesa opowiedział. Powrócił Mentes, wziął go z sobą, i zawiózł do Kolofon, gdzie słabość iego oczu, tak się powiększyła, że nareście zupełnie oślepł. W tak smutnym stanie, poiechał do smirny, spodziewaiąc się pomocy od dawnych znaiomych, a razem, żeby się zupełnie Poezyi poświęcił. Próżne iego były nadzieie: przyszedł do ostatniéy nędzy. Udał się więc do Kum: tam ieden skórnik, zwany Tychy, dał mu u siebie przez czas nieiaki schronienie. Obiecywał chwałę miasta rozgłosić w swoich wierszach, byleby mu tylko sposób do życia opatrzono: lecz mieszkańcy odpowiedzieli, że ślepych żywić nie chcą. stąd poeta Homerem, to iest niewidzącym był nazwany. Z Kum udał się do Focei: tam nieiaki Testoryd, nauczyciel szkoły, obiecał go żywić, pod warunkiem, aby mu wiersze swoie przepisać pozwolił. Przystał na to Homer, ostatnią przyciśniony potrzebą. skoro tylko Testoryd dostał tak szacownego skarbu, udał się z nim do Chio: tam podobny do naszych komedyantów, cudze recytuiąc wiersze, nie mało zyskał pieniędzy, gdy tym czasem ich autor w Focei z głodu umierał. Osoby stamtąd przybyłe powiadały, że szkolnik w tém mieście też same wiersze rozgłaszał, któremi się w Focei Homer, iako swemi, zaszczycał. Przedsięwziął więc poeta póyśdź do Chio. Niedaleko tego miasta przyięty był od Glauka pasterza, którego psy ledwie go nie zjadły. Ten zaprowadził go do swego pana. Talenta Homera zjednały mu naylepsze przyięcie, tak dalece, że mu edukacyi dzieci swoich powierzył. Homer zrobił sobie wielką sławę, a Testoryd uciekać musiał. Założył w Chio szkołę Poezyi: zebrawszy cokolwiek maiątku, ożenił się i miał dwie córki. Imiona Menty, Femiiusza, Mentora, Tychego, dla tego są w Homera poematach wspomniane, aby się wywdzięczył swoim dobroczyńcom, których doznał pomocy. A ponieważ miał chęć udać się do Aten, mówił z pochwałą o tém mieście, chcąc przysposobić Ateńczyków do dobrogo siebie przyięcia. Wsiadł na okręt: ale ten zatrzymał się w samos. Tam Homer przepędził zimę, śpiewając swoie wiersze na ulicach, przy drzwiach domów znacznieyszych obywatelów. Znayduie się między iego dziełami pieśń, w któréy prosi o iałmużne, przedziwnie pięknie w Polskim iezyku , od Franciszka Kniaźnina wydana.

Do domu tego przychodzę,

Gdzie samo szczęście przebywa.

słyszałem wszędy po drodze:

Mąż tu w dostatki opływa.

Niechay otworzą te wrota!

skarb tu wnidzie nieprzebrany:

Za nim cześć, zdrowie, ochota,

I pokóy wszystkim żądany.

Użytku rodzay wszelaki

Zaymie śpichlerze, obory,

Pełne owoców przetaki,

Pełne warzywa komory.

Naraią swachy życzliwe

synowę piękną, i młodą:

Niech ią muły niepotkliwe

Do domu tego przywiodą.

Tu ona niechay wyszywa,

I nuci u swéy kądziele;

A z szczęśliwemi szczęśliwa,

Wasze pomnoży wesele.

Z jaskółką równie coroczną

Powrócę do was, powrócę:

Nogi tu moie wypoczną,

I piosnkę wdzięczną zanócę.

Oto iuż chwila upłynie,

Jako stoiemy przy progu:

Czyli co dacie, czyli nie,

Równo polecim was Bogu.

Nie mieszkać pospołu z wami,

Ani przyszedłem tu bawić:

Chodzę ia między Grekami

szukać uczynnych i sławić.

W dalszéy podróży do Aten, w Jo wpadł w chorobę, z któréy umarł: pochowany na brzegu morskim.

Może w tym opisie życia Homera przez Herodota, bydź co prawdziwego: iednak umysł rozsądny z trudnością się skłoni, aby wszystkie okoliczności uznał za prawdziwe.

Inni wyciągali życie Homera, z jego poematów, mniemaiąc, że w wielu mieyscach dzieł swoich, własne wyraził przypadki. Naprzykład w Odyssei daie iednemu poecie imie Femiiusza: stąd wnoszą, że Femiiusz był iego mistrzem w Poezyi. Wspomina o poecie Demodoku, że, mimo swéy ślepoty, dobrze był przyymowany w domach królów: stąd domyślaią się, że Homer siebie samego w téy postaci wystawił, i że całe życie, śpiewaiąc swoie wiersze, u progu ludzi bogatych przepędził. W Odyssei rzucaią się na Ulissesa psy iego własnego pasterza: otoż to samo zdarzyło się Homerowi. Wspomina o Tychym rzemieślniku, który zrobił puklerz dla Aiaxa: iest to dowód wdzięczności Homera, za odebrane wsparcie od tego rzemieślnika. Mówią, że w obrazie kobiety, żyiącéy z pracy rąk swoich, własną matkę odmalował. Tak zmyślenia wzięte były za rzeczywiste przypadki, i gdzie poeta pięknemi obrazami chciał przyozdobić swe rytmy, tam znaleziono historyka, opisuiącego własne zdarzenia.

Co można rozsądnie o Homerze powiedzieć, to zapewne, że nie zaraz żył po woynie Troiańskiéy. Niepodobna, żeby się urodził ślepym, lubo mógł w ciągu dalszego życia wzrok utracić. Dzieła iego naylepiéy zbiiaią tę mniemaną ślepotę. Z jaką dokładnością opisuie miasta, góry, rzeki! w jakich farbach wystawia swoie obrazy! z jaką mocą i rozmaitością wydaie wszystkie powierzchowne passyi wzruszenia! Mógłżeby w tym sposobie ślepy malować naturę? sprawiedliwa uwaga Paterkula: Jeżeli kto rozumie, że Homer ślepym się urodził, ten sam ze wszystkich zmysłów ogołocony. Dzieła iego są dowodem, że wiele wędrować musiał. Egipt w naydawnieyszych czasach był kolebką umieiętności. Dyodor sycyliyski dowodzi, że Homer ten kray odwiedził, ponieważ w swoich poematach czyni wzmankę o Egipskich umieiętnościach: a w swoich zmyśleniach ich obyczaie wyraża. Bogowie Homera noszą imiona piérwszych królów Egiptu. Dwunastodniowa uczta u Etyopów, ma stosunek z tém, że Egipcyanie, posągi swoich bogów, na tyleż dni do Etyopii, na pewną uroczystość, wysyłali. Zwyczay prowadzenia zmarłych za iezioro, na mieysce bardzo roskoszne, był mu powodem do utworzenia bayki o styxie i o polach Elizeyskich.

Zdaie się, że szczególniéy Homer starał się poznać Grecyą, swoię oyczyznę. Druga xiega Iliady, w któréy wylicza okręty, dokładną Jeografiią całéy Grecyi zamyka. Znayduiemy w niéy imiona, i położenie miast, gór, równin, bieg rzek, rozległość i granice każdéy okolicy, własności każdéy ziemi. Oddali to świadectwo Homerowi ci, którzy na mieyscu iego opisania sprawdzali. Trzeba także przyznać, że Homer przebiegł całą Azyą mnieyszą, opisał doskonale królestwo Pryama, wszystkie narody sąsiedzkie i sprzymierzone wymienił. Może bydź, że w opisaniu podróży Ulissesa, gdzie wzmiankuie o portach sycylii, i przyległych wyspach, zaprowadził swego bohatyra na wszystkie mieysca, które sam zwiedził. Odbywszy te wędrowki, zapewne nad skończeniem i wydoskonaleniem swoich poematów pracował. Twierdzą, że na starość utracił oczy, i osiadł w Chio: powiadaią, że go tam odwiedził Likurg, prawodawca sparty. Ale podobnieysza do prawdy, że dopiero po śmierci Homera, przywiózł z Azyi Likurg iego poemata do Grecyi.

Jeżeli z pism Homera mało dowiedzieć się można, o okolicznościach iego życia, są one niezbitém świadectwem iego oświecenia, dowcipu i serca. Był zapewne iednym z nayoświeceńszych swego czasu ludzi, i w poematach swoich, głównieysze owego wieku wiadomości poświęcił. Znał obyczaie narodów, znał z podania zwyczaie przeszłych wieków, nabył w swoich podróżach poznania ludzi, i umiał ich malować. Znał moralność, ieśli nie z teoryi, to z uczucia; miał wiadomość Chirurgii, bo w owych czasach, nayznakomitsi ludzie przykładali się do téy nauki. Można dostrzedz w Iliadzie iakieś początki taktyki dawnych; można widzieć, iak oni wzmacniali obóz, iak w polu bitwy staczali. Jeżeli kunszta były ieszcze w kolebce za iego czasów, iednak z opisów Homera pokazuie się, że się nad niemi ciekawie zastanawiał. Obfitość rzeczy, dowodzi mnóstwa iego wiadomości, a uwagi nad niemi, rozum głęboki i rozsądny. Ogień w jego opisach oznacza bystre poięcie i żywą imaginacyą. Dowcip przyiemny i wesoły musiał bydź udziałem tego, który rzecz swoię umiał tak pięknie ozdobić. Pochwały dawane swemu kraiowi, zaświadczaią, że był przywiązany do swoiéy oyczyzny; a z tonu, iakim mówi o dobroci, ludzkości, gościnności, trzeba wnosić, że sam te cnoty posiadał. Ze sposobu opowiadania dawnych historyy i licznych powieści, znayduiących się w jego dziełach, sądzić można, że lubił wiele mówić, i zdaie się, że siebie samego w osobie Nestora chciał wyrazić. Utrzymuią, że nie gardził winem i dobrém iedzeniem, ponieważ o tém często mówi w swych pismach. Jakoż Horacyusz powiedział:

Laudibus arguitur vini, vinosus Homerus.

Że Homer piiał, wina dowodzą pochwały.

Można ieszcze twierdzić, że nie był nieprzyiacielem kobiet. W każdéy okoliczności, opisuie wdzięki płci pięknéy, wystawiaiąc ią iako cel żądań człowieka. Andromacha, Helena, Penelopa, odmalowane są w różnym sposobie, ale tak, że każda serce do siebie chwyta. Wodzowie, zachęcaiąc żołnierzy do męztwa, obiecuią im w nagrodę piękne kobiety. Ci sami wodzowie, maią w namiotach młode niewolnice, i stary nawet Nestor ma swoię dziewczynę. Lecz ieżeli wyrazy i wiersze Homera, daią nam uprzedzaiące wyobrażenie o miłych iego przymiotach, iakież dopiero zdanie powinniśmy o nim powziąć z jego milczenia? Ten wielki poeta, przy nadzwyczaynym gieniiuszu, musiał bydź razem nayskromnieyszym człowiekiem, gdy ani słowa o sobie samym nie powiedział.

Iliada i Odyssea, są dwa dzieła, których niezaprzeczonym iest autorem Homer. Nie wszyscy się zgadzaią, że Batrachomyomachiią, czyli woynę myszy z żabami, on napisał: równie iest wątpliwa, czyli hymny, które pospolicie pod iego chodzą imieniem, prawdziwie do niego należą. Przyznaią ieszcze Homerowi dzieło komiczne, pod tytułem Margites; dzieła poważne: Zburzenie Echalii, którego Herkules miał bydź bohatyrem, Małą Iliadę, w któréy opisał wzięcie Troi i powrot Greków. Z tego poematu miał Wirgiliusz wziąć historyą synona. Wspominaią ieszcze i o innych dziełach Homera. Jeżeli iego ręki były, mamy sprawiedliwą przyczynę żałować, że nas nie doszły: ale Iliada i Odyssea, któremi się cieszymy, znośnieyszą nam czynią stratę innych dzieł tego oyca Poezyi.

Wyłożywszy to, co się ściąga do życia Homera, przebieżmy teraz krótko historyą dzieł iego: zastanówmy się, iakie o nich zdania w różnych wiekach były wydane. Naywiększe dowcipy żyły częstokroć w ukryciu: nie znali ich spółcześni: albo że się w niskim i ubogim stanie urodziły, albo że kochały osobność, w któréy sobie szczególniéy ludzie uczeni podobaią, a osobliwie poeci. Dopiero po śmierci zaczęto się o nich pytać; i gdy imiona ludzi, którzy żyli wśród bogactw i świetności, dzisiay w wieczném zapomnieniu zagrzebane; ten i ów autor, nieznany za życia, stał się ozdobą swoiego wieku i oyczyzny, roskoszą potomności. To właśnie zdarzyło się Homerowi: żaden autor nie był mniéy znany, co do swoiéy osoby, a więcéy co do dzieł swoich.

Podług Plutarcha, podróż Likurga do Azyi, iest piérwszą epoką sławy Homera. Wtenczas, mówi, obaczył dokładny zbiór iego Poezyi, który zapewne Kreofila wnuk dochował. Ten mędrzec widząc, że bawiący ton poety, nic nie uymował mocy Filozofii, że gruntowne maxymy mądrości i polityki, z wesołemi obrazami i przyiemnemi zmyśleniami połączył; przepisał te szacowne dzieła, i przyniósł z sobą do Grecyi. Prawda, że w tym kraiu znane iuż były wtedy cokolwiek wiersze Homera: widziano niektóre oddzielne z jego poematów ułomki, ale nikt ieszcze całego zbioru nie widział. samemu więc Likurgowi ten szacowny skarb winniśmy; bez iego starania zapewneby go niedbalstwo, niewiadomość, albo zły gust, o zgubę przyprawiły. Ten wielki polityk maiąc w przedsięwzięciu dadź prawa krnąbrnemu i niezgodnemu ludowi, widział, że dobra Poezya nayskuteczniéy przyłożyć się może do okrzesania i wykształcenia umysłów. Dlatego obowiązał Talesa, Kreteńskiego poetę, do napisania wierszy o posłuszeństwie i zgodzie. W zbiorze praw swoich zamierzył sobie złączyć i spoić w jedno ciało, swoich spółziomków, a razem ich strasznymi nieprzyiaciołom uczynić. Do tego celu zdawały mu się dziwnie zdatne wiersze Homera. Maxymy w jego poezyach, tu i owdzie rzucone, naywięcéy iedność i zgodę spółeczną zalecaią: całe zaś poema zapałem woyny oddycha. Dotego wiersz Iliady, interesował szczególniéy Lacedemończyków: w nim cała Grecya bierze się do broni, pod dowództwem króla sparty, i chwalebny tryumf nad Azyą odnosi. Dla téy przyczyny Iliada, tyle się podobać była powinna ludowi Lacedemońskiemu, ile podobała się prawodawcy, a tém samém przyłożyć się do szczęśliwego nowych praw zaprowadzenia. W téy pamiątce, widział mieszkaniec sparty, podniesione zaszczyty oyczyzny, a razem brał z niéy podnietę, aby tę chwałę utrzymał. Dlatego Kleomen w apoftegmatach Plutarcha, Homera Lacedemończyków poetą nazywał. Nakoniec, ieśli Homer wiele winien Likurgowi, niemnieysze są Likurga dla Homera obowiązki.

Już wiersze tego poety pokazały się w Grecy i, ale ciągłego i zupełnego zbioru nie było. Oddzielne te ułomki, miały swoie tytuły: iakoto: Bitwa przy okrętach, Śmierć Dolona, Waleczność Agamemnona, i t. d. Takowe ułomki nazywano Rapsodyami, a Rapsodami tych, którzy ie śpiewali. Z jakiém ukontentowaniem Grecy, znaydowali w tych Poezyach historyą swego kraiu, z pochwałą swych wodzów! widzieli w nich swóy obraz, iako zwycięzców Azyi. Nie mogli mieć nad to, ani pochlebnieyszego widoku, ani silnieyszéy do emulacyi pobudki, ani mocnieyszego powodu do połączenia sił swoich, dla podbicia kraiu, w którym ich przodkowie, tyle laurów zebrali. Poezye Homera, mówi Izokrates, stąd naywiecéy szacowne, że wynosi pochwałami tych, którzy wydali woynę Barbarzyńcom. Dlatego wiersze iego czytaią dzieci, aby się zawczasu uczyły, nienawidzieć barbarzyńców, i wiedziały, że my niezbłaganemi ich nieprzyiaciołmi iesteśmy, i aby piękne czyny przodków naszych, w czasie oblężenia Troi, nas do naśladowania ich męztwa zapalały.

Przyznać iednak należy, że Poezye Homera, tak podzielone na sztuki, nie miały całéy swoiéy mocy i piękności: nie mogła w nich publiczność znaydować takiego ukontentowania, iakie nam całość historyczna przynosi. Likurg wydał w Lacedemonie, całe poemata Homera, ale bez ciągu i porządku. Ateny dopiero przyzwoity kształt dały temu zbiorowi. solon przepisał prawem, aby wiersze Homera publicznie czytane były. Pizystrat zebrał wszystkie sztuki, i zrobił z nich całość porządną, to iest dwa poemata Iliady i Odyssei, każde na XXIV. xiąg podzielone. Hyppark syn iego, zrobił dokładnieyszą edycyą pieśni Homera, i kazał ie śpiewać podczas świąt Panateneyskich. A tak Ateny maią tę sławę, że zachowały, odnowiły i nieiako wydoskonaliły dzieła Homera.

W tymże czasie, nieiaki Cynetus przyłożył się wiele do edycyi poematów Homera. Z czasem kopiści zepsuli ie: bo nie tylko odmieniali wiersze, ale nawet swoie do nich mieszali. Byłyby dzieła Homera zupełnie zeszpecone i zepsute, gdyby filozofowie i królowie pomocnéy im ręki nie podali.

Nikt się więcéy nie interesował do pism Homera, nad Alexandra wielkiego, bo żadna xięga nie mogła tyle pochlebiać iego ambicyi. Obowiązał więc Arystotelesa do zrobienia poprawnéy i czystéy edycyi. Potém sam się zatrudniał tą pracą. Przeyrzał dzieła Homera, z pomocą Anaxarka i Kalistena, i złożył w szacownéy szkatułce, którą między łupami Daryusza znalazł; i stąd ta edycya, edycyi szkatułkowéy, imie nosiła.

Dzieła Homera były w wielkim szacunku w Egipcie pod panowaniem Ptolomeuszów. Monarchowie ci pochodzący z Greków, ćwiczyli się w naukach Greckich, sprowadzali uczonych do swego dworu, i za ich pomocą, naywiększą na świecie bibliotekę ufundowali. Pod Ptolomeuszem Filometorem pracował Arystark nad dziełami Homera, okazał w téy robocie bystry dowcip i rozsądek: a lubo niektórzy przeciw iego poprawkom powstawali, iednak tę edycyą starożytność naywięcéy szacowała, i powszechnie się iéy trzymała. Imie Arystarka, stało się imieniem oświeconego i rozsądnego krytyka, gdy przeciwnie imie Zoila, który w tymże prawie czasie wydał bezrozumną krytykę, przeciw Homerowi, oznacza krytyka niesprawiedliwego, bez rozsądku, bez gustu. Było ieszcze kilka innych edycyy Homera, ale ta, którą zrobił Arystark, wszystkie zgasiła.

Ileż nie napisano komentarzów, nad dziełami Homera, i na ileż ięzyków nie były przełożone! Elien powiada, że Indyanie zrobili ich tłumaczenie, że ie Persowie w swoim ięzyku śpiewali. Dzisieysze narody, które cokolwiek ćwiczą się w naukach, starały się niemi ięzyki swoie zbogacić. Można powiedzieć, że Homer tysiąc razy był tłumaczony, bo go wszystkich narodów poeci naśladowali i przepisywali.

Gdy dzieła Homera zaczęły pokazywać się na świat, w zachwycenie całą Grecyą wprawiły: a że natenczas, bardzo mało xiąg znaydowało się, cała uwaga zwrócona była do Iliady i Odyssei. Odkrywano w nich codzień nowe piękności. Opis bitew, podobał się nieskończenie woiennym ludom sparty i Macedonii. Wymyślenia dowcipne, żywe obrazy, ciekawe badania, przypadły do smaku Ateńczykom i Egipcyanom. Nie patrzano na pisma Homera, iako na proste Poezye, ale ie uważano, iak traktaty Geografii, Historyi, Fizyki, Religii, Moralności. Z nich krytycy prawidła, filozofowie układy, poeci zmyślenia czerpali. Czytano ie we wszystkich domach, dla oświecenia rozumu i wykształcenia serca. Młodzież uczyła się ich na pamięć, iak wybornych nauk. Każdy się wspierał powagą Homera. Aby dobrze myślić, trzeba było myślić iak on: i układ Fizyka tyle mógł sobie obiecywać dobre przyięcie, ile się zgadzał z wyobrażeniami poety. Woiownicy chcieli bydź podobni iego bohatyrom. Homer nie był człowiekiem: był bogiem. Wystawiano mu posągi, odprawiano na cześć iego igrzyska, miał kościoły w smirnie, w Chio, w Alexandryi. Elien zaświadcza, że Argiienowie, przyymuiąc gości, mieli zwyczay wzywać razem Apollina i Homera.

Tak wielkie miano wyobrażenie o tym poecie, aż do wprowadzenia religii Chrześciiańskiéy. Ze natenczas wydano woynę pogaństwu. Homer także od pocisków nie był wyięty. Teologowie chrześciiańscy, znaleźli w jego pismach początek wszystkich zabobonów pogańskich, a razem dostrzegli, że przez nie same, mogą te zabobony obalić, i na pośmiewisko wystawić. Nazwano go teologiem nierozsądnym, oycem bayki i kłamstwa, autorem głupstwa ludzkiego. Z jednéy strony oskarżono go, że przeistoczył xięgi Moyżesza, i z nich materyi do swoich zmyśleń pożyczył. Naprzykład, z historyi wieży Babilońskiéy, utworzył baykę olbrzymów, do nieba szturmuiących. Niezgoda wygnana z Olimpu, oznaczała upadek Lucyfera, i t. d.

Z drugiéy strony, wyrzucano mu mnóstwo wymysłów, które z własnéy imaginacy wyciągnął. Tento człowiek, mówił Arnobiiusz do pogan, ranił waszę Wenerę, okuł w kaydany waszego Marsa, wystawił waszego Jowisza w potrzebie szukania pomocy od Bryareia, dał w niebie przykłady wszystkich słabości i występków. Zartowano z tych, którzy się dali uwieść takie baśnie opisuiącemu poecie. A ponieważ Platon zakazał w swoiéy Rzeczypospolitéy czytania dzieł Homera, iego powagą zastawiano się przeciw poganom: i dla téy przyczyny, pierwsi oycowie kościoła, nauce tego filozofa bardzo sprzyiali. A że dobre i szacowne rzeczy, w pismach Homera pomieszane były z baykami i dziwactwami, mogącemi służyć za podporę błędu, nic się nie uchroniło od zarzutu głupstwa; wszystko razem wzgardzie podpadło. Czytanie dzieł Homera, za występek mieli Chrześciianie. Wyrzucał to Rufin stmu Hieronimowi. sty Augustyn, choć poczytnie Homera za zwodziciela, przyznaie atoli, że iego baśnie są pełne słodyczy i wdzięków.

Ta burza przeciw Homerowi, obudziła gorliwość filozofów pogańskich. Już nie o to chodziło, aby go okazać podziwienia godnym, ale żeby go przynaymniéy od ostatniéy wzgardy obronić. Trudno było stanąć przy iego baykach, brać ie słownie, i za prawdy uważać. szukano więc w nich taiemnego i allegorycznego znaczenia. Jeżeli czasem udało się ie znaleźć, częściéy trzeba było wykręcać się przez nikczemne alluzye. Utrzymywano, że Juno, ubieraiąca się, i w pięknym stroiu śpiesząca do Jowisza, oznaczała powietrze czyszczące się przez zbliżenie ognia. Cudzołoztwo Wenery i Marsa oznaczało, że ci, którzy się w czasie złączenia tych dwu planet urodzą, maią wielką skłonność do niewstrzemięźliwości. Raz Jowisz, drugi raz Wulkan był postacią ognia. Miłość Marsa i Wenery, zamykała razem naukę Astronomii i Moralności. Tym sposobem Porfiryusz, i inni filozofowie starali się usprawiedliwić Homera. Podług nich, bogowie byli iestestwami allegorycznemi. Natenczas to, co świat cały iak istoty prawdziwe i straszne szanował, znikło zupełnie, stało się zbiorem różnych postaci i uroionych iestestw : a Teologia Homera tak wytłumaczona, że się przekształciła w naukę Fizyki, Metafizyki, Astronomii, Moralności, i od wszystkich religiy na świecie przyiętą bydź mogła.

Gdy po zupełnem obaleniu bałwochwalstwa, spory miedzy Chrześciianami i poganami ustały, u Chrześciian samych, oddano Homerowi należytą sprawiedliwość. Jego zdania dzisiay, żadnéy powagi w Teologii nie maią: a ieśli ie uważamy pod względem religii, to iedynie dla oświecenia się w téy, która dawniéy na świecie panowała. Ale uważamy iego pisnia, iako pełne ognia i imaginacyi, gdzie wszystko podług sztuki traktowane, gdzie się znayduią przedziwne opisy, żywe obrazy; gdzie widzimy gładkiego autora bez przysady, prostego bez podłości, wysokiego bez nadętości, zwięzłego bez ciemności, obfitego bez rozwlekłości; słowem naypięknieyszy dowcip pod słońcem, xiążęcia poetów, i oyca Poezyi.

Z powszechnym nauk upadkiem, upadła na czas Homera sława, lecz za ich odrodzeniem się odżyła, i do pierwszéy wróciła świetności. Przy końcu dopiero siedemnastego wieku, powstali nieprzyiaciele, którzy chcieli poniżyć dawnych, a szczególniey Homera laury zniszczyć usiłowali. Damy krótki opis téy sławnéy kłótni: nie może ona bydź oboiętna dla miłośników Greckiego poety.

Perrault, człowiek z dowcipem, biegły w sztukach wyzwolonych, a tyle śmiałości i Filozofii maiący, że nie wahał się powstawać przeciw mniemaniom powszechnie przyiętym, gdy mu się niezgodne z prawdą zdawały; wydał woynę Homerowi: zarzucił mu prostastwo w obyczaiach, naganiał porównania przeciągłe, i ieszcze przydatkiem różnych okoliczności obciążone: nakoniec przeciw wszelkim prawidłom krytyki, twierdził, że Iliada mogła bydź dziełem wielu poetów. Piérwszy zarzut wcale nic nie znaczy. Zapewne obyczaie owych dawnych wieków, są bardzo różne od naszych. Lecz godziż się o to obwiniać malarza, że zrobił obrazy do oryginałów podobne? Nie możemy obiecywać, ani naszym obyczaiom, ani naszym opiniiom więcznéy trwałości. Byłżeby w przyszłości ten krytyk sprawiedliwy, któryby obwiniał teraźnieyszych poetów, że obyczaie wieku swoiego wiernie malowali? Porównania Homera uważać trzeba, iak iakie obrazy. Niepodobna nie widzieć, ile z nich poema bierze świetności: a we wszystkich przydatkach, któremi są ozdobione, zawsze widać główną okoliczność, która właściwe stanowi porównanie. Zarzut ostatni iest zanadto śmieszny i dziwaczny. Jak dzieło takie mogło bydź ręki wielu pisarzów, gdzie, cóżkolwiek daiąc uwagi, każdy postrzeże porządek w układzie, iedność celu, równą zawsze siłę, przyiemność i obfitość w malowaniu? Boileau Despriaux, sławny pisarz dziełami poetyckiemi, i przekładaniem Longina, stanął w obronie Homera, przeciw Peroltowi, zbił gruntownie iego zarzuty, ale użył dumnego tonu. A lubo ci dway zapaśnicy pogodzili się z sobą, kłótnia po ich śmierci, z większym ieszcze zapałem odżyła.

Lamotte chcąc razem dać poznać, i wady i piękności Homera, zrobił wolne tłumaczenie, a raczey skrócenie Iliady. Fontenelle utrzymywał, że ieżeli Iliada Francuzka nie udała się, to dlatego, że była Iliadą. Nie wypadałoż raczéy powiedzieć, że przyczyna tego upadku była w złéy robocie tłumacza? Lecz ieżeli przekładanie Lamota iest dziełem zupełnie chybionem, iego dyssertacya o Homerze, i uwagi nad krytyką, godne są czytania; a lubo nadto surowe dla poety reckiego, mogą bydź w tem pożyteczne, że nas zachowaią od zbytniego zadziwienia dla starożytności. Lamotte obrażał się prostotą dawnych obyczajów. Lubimy, prawda, wszyscy wielkość i blask: została jednak w sercu naszem skłonność do prostych obyczaiów , podobamy sobie w ich obrazie: tak właśnie ludzie możni, składaią czasem swoię pompę, aby się do natury zbliżyli. Zarzucał ieszcze Homerowi, że iego bohatyrowie chwalą się zbytecznie. Można na to odpowiedzieć, że wtedy miłość własna pokazywała się otwarcie: nie było przykro słuchać drugich, daiących sobie pochwały, gdy każdy nawzaiem tego prawa mógł użyć. Zwyczay dawny woiowania dostateczną iest odpowiedzią, na inny zarzut Lamota, że bohatyrowie w czasie bitwy, prawią do siebie przemowy. Nim przyszło do ogólnego spotkania, naywalecznieysi rycerze, nie chcąc bydź w tłumie pomieszani, wychodzili z szyku, wyzywali przeciwników przez zuchwałe mowy: staczali poiedyncze walki, których żołnierzom nie godziło się przerywać. Pani Dacier broniła Homera przeciw Lamotowi. Ale ile ten okazał umiarkowania, dowcipu, grzeczności, tyle tłumaczka Homera, wychodząc z charakteru płci swoiey, i wyrzekaiąc się wdzięków tey płci własnych, walczyła z zapalczywością zbieracza komentarzów. Miał Lamotte pomocnika w Terrasonie. Tego krytyka roztrząsania zimne, rozwlekłe, naymniey zaszkodziły sławie Homera.

Naylepszym obrońcą poety Greckiego był Alexander Pope, który go z taką mocą wydał w języku Angielskim. Jego uwagi nad czytaniem Homera, są bardzo sprawiedliwe. Każe wciąż przebiegać całe poema, utrzymuiąc, co ieft w rzeczy samey, że tym sposobem naylepiéy uczuć można prostotę w układzie, żywość w biegu akcyi, łatwość i iasność w wykonaniu.

Ustały teraz zupełnie walki względem Homera. sława iego wyszła nienaruszona, z pośród tylu zamachów na iéy obalenie: a nowe coraz tłumaczenia tego poety, w różnych narodach i ięzykach, dowodzą, że smak w jego dziełach staie się powszechnym.

O BITWACH ILIADY.

Można toż samo powiedzieć o Homerze, co on powiedział o swoich bohatyrach przy końcu xięgi IV. Iliady:

"Gdyby kto po tém krwawém przeszedł boiowisku,

"Nie lękaięc się razów gęstego pocisku,

"Przez Palladę od szwanku broniącą, niesiony,

"Oboiéyby zarówno męztwo wielbił strony.

"Bo tak na śmierć Troianie iak i Grecy biegli,

"I pole zmieszanemi trupami zalegli."

W rzeczy saméy, gdy się zastanowimy, że bitwy w Iliadzie przynaymniéy dwanaście xiąg skladaią, iak sie nad tém nie zadziwić, że ie bez znudzenia się czytać można? Prawda, że choć materya iest iedna, ale zawsze odmiennie traktowana: iużto pomieszane starcia się, iuż poiedynki, iuż powszechne walki. Równa odmiana co do mieysca bitew. Raz walczą w polu drugi raz przy okopach Greckich; toż przy okrętach, znowu blizko rzeki skamandru, nakoniec pod samemi bramami Troi. Ale poeta nie przestal na téy rozmaitości: wystawil on bitwy w tak odmiennych obrazach, że się dosyć iego sztuce wydziwić nie można.

Jaka obsitość w wynalezieniu sposobów, któremi iego rycerze umieraią! wzmiankuie o ich wieku, stanie, kraiu, familii. Ten iest urodziwy młodzieniec, który mimo woli oyca poszedł na woynę: ten iest kapłanem, którego ani religiia, ani uszanowanie dla bogów, nie ochroniły: ten iest myśliwy, i daremnie od saméy Dyany, w ciągnieniu łuku wyćwiczony: ów przyszedł z dalekiego kraiu, do którego nigdy nie wróci. Ow iest ostatnim zacnéy familii potomkiem. Ten się daie poznać z wyniosłości i dumy, tamten z pokory, a niekiedy z podłości. Rycerze nie maiący żadnéy właściwéy sobie cechy, przynaymniéy stroiem i zbroią różnią się od drugich.

Jeszcze śmierć bohatyrów coraz odmiennym sposobem wystawia poeta, maluiac ich w różnéy postaci walczących i ginących. Niektóre z tych postaci tak dobrze są wydane, że z położenia woiownika sądzić można, iaką ranę odebrał. Inne tak są szczególne i rzadkie, że iedynie mogły bydź skutkiem płodnéy imaginacyi, która wszystko przebiegła, co tylko w naturze zdarzyć się może. Taki iest obraz Midona w xiędze V. Raniony w rękę upuszcza leyce: w tém odebrawszy raz w skronie, spada z wozu na głowę w piasek, i przez ciężar zbroi, do ramion w nim utyka: daremnie się wydobywa, rusza nogami, nareście od własnych koni roztratowany zostaie.

Prócztego, iak rozmaitym sposobem Homer rani swych bohatyrów! Ciosy iego nie dążą, iak u drugich poetów, w pospolite mieysca. Oni szczególnie do głowy i serca mierzą, bo nie znaią anatomii; a częstokroć zadaią rany, które tylko w ich poematach są śmiertelne. Ponieważ w potyczce całe ciało iest wystawione, więc kto chce opisywać bitwy, powinien mieć doskonałe iego składu poznanie. Prawda, że poeta nie iest anatomistą, ale malarzem. Wszakże malarz powinien znać doskonale skład części ciała, żeby mógł malować nagości, lubo nie iest obowiązany wszystkich oznaczać muskułów, tak wyraźnie, iak w xiążce Anatomii.

Z wielu mieysc Iliady pokazuie się, że Homer miał głębokie poznanie składu ciała ludzkiego: bo można powiedzieć, że choć tyle rozmaitych ran opisał, nigdy się iednak w swoich opisach nie zmylił.

Uważyć należy, że różne wyrazy, których używa do oznaczenia śmierci swych woiowników, wzięte były z niego od Wirgiliusza i innych poetów do opisania podobnych wypadków. Zgadzam się, że często używa iednychże wyrazów, iakoto: ciemności rozlały się w jego oczach Nie pochodzi to z niedostatku, ale że w owym wieku lubiono takowe prwtarzania. Pisarze xiąg Świętych, równie zwykli ich używać, iakoto: zasnął z oycami swymi, i inne tym podobne wyrazy.

Lecz że przeciągniony opis bitew, mógłby zmordować umysł, Homer daie mu folgę, mieszaiąc do tych straszuych opisów innego rodzaiu obrazy. Takim sposobem zabawia nad innemi przedmiotami umysł, nie oddalaiąc z uwagi głównego przedmiotu. Do tego używa porównań, które są częstsze w opisie bitew, niż gdzie indziéy. Niektórzy rozumieią, że porównanie szkodzi ciągowi mowy, odwraca uwagę od rzeczy, i główny obraz osłabia. Podług nich, nadweręża ten wyobrażenie bitwy, kto ią do nawałnicy lub potoku przyrównywa. Ale mniéyże widzimy słońce, gdy obraz iego w czystéy wodzie uważamy? Imaginacya, podobna iest do oka, i często lepiéy widzi przedmiot odbity, niż gdy się nań prosto zapatruie. Lecz powie kto, że w Homerze zawsze są też same porównania. Na to odpowiadam, iż rozsądniéy iest, tegoż samego człowieka przyrównywać do tegoż samego zwierzęcia, niżeli raz go czynić podobnym słońcu, drugi raz drzewu, a inny raz do rzeki go przyrównywać. Wszakże też same porównania, którym zarzucamy iednostayność, ileż maią rozmaitych okoliczności? Z ich odmiennością i różnością staią się odmienne. stan i czyn zwierzęcia, wiecey imaginacyą, niż samo zwierzę, zastanawia. Dwa różne zwierzęta, w jednémże położeniu wystawione, daią podobnieysze obrazy, niż to samo zwierzę, pod różnemi względami uważane. Ci, którym się nie podoba, widzieć ciągle lwy w Iliadzie, powinniby się i o to gniewać, że w niéy ustawicznie ludzi znayduią.

Nie zaprzeczam, że Homer tychże samych porównań słowo w słowo, w rozmaitych mieyscach używa. Ale dla usprawiedliwienia tych powtarzań, nie możnażby powiedzieć, że pięknie iest w jednym i prostym obrazie znaydować pomnożone ozdoby? Jestto posąg tak postawiony w wielkim ogrodzie, że wielu przecięciom odpowiada, a coraz inaczéy się oku stawiaiąc, zawsze iest ieden, i zawsze odmienny.

Okoliczności tkliwe i przenikaiące, w których umieraią bohatyrowie Homera, naywięcéy iego bitwom daią świetności. Ten traci bogactwa, ten nadzieie: ten wprawia w rozpacz oyca, który go serdecznie kocha, ten zostawia strapioną wdowę, i nieszęśliwe sieroty. Protezylay umiera nie dokończywszy wspaniałego domu, który zaczął był stawiać. Fenop, utraciwszy dzieci zabite w boiu, utracą razem maiątek, wystawiony na rozszarpanie, bo go sam obronić nie może. Możnaż bez żalu patrzyć na śmierć Axyla? Axyla, którego dom był dla wszystkich otwarty, i który stąd był nazwany przyjacielem rodu ludzkiego? Niczego poeta nie opuszcza, co się naturalnie podczas bitwy przytrafić może, i opisy swoie, coraz w różnym sposobie wydaie.

Wprowadzenie bogów, wiele także czyni rozmaitości. Tym sposobem ustawicznie poeta, scenę z ziemi do nieba, z nieba na ziemię przenosi. Próżno Jowisz zakazuie bogom, aby się do żadnéy strony nie mieszali. Homer potrzebując ich pomocy, nie pozwala im w bezstronności zostawać: A ieśli przez posłuszeństwo dla naywyższego boga, nie śmieią czasem zbiedz na pomoc którego woiownika, można powiedzieć, że przez odmalowanie téy saméy boiaźni, przychodzą na wsparcie poety.

Ale odmienność i wspaniałość w charakterach bohatyrów, naywiększą rozmaitość, piękność i blask bitwom Homera nadaie. Uważmy charakter Dyomeda. Nie tylko w nim śmiałego i nieustraszonego woiownika, ale nawet rywala samych bogów widzimy. Insi wodzowie Greccy, z jednym na raz walczą nieprzyiacielem, nad iednym zwycięztwo odnoszą. Dyomed zawsze się przeciwko dwom potyka. W powszechnéy bitwie, inni woiownicy dopełniaią swoich powinności, na mieyscu wyznaczoném. Dyomed wszędzie się znayduie, wszędzie strach i rzeź roznosi. Ma do czynienia z naywalecznieyszymi bohatyrami Troi, z Pandarem, z Eneaszem, z Hektorem: a coraz w swoim zapale postępuiąc, walczy naprzeciw Wenerze, potém przeciw Apollinowi, Marsowi; nakoniec samemu Jowiszowi, uzbroionemu piorunem, ustraszyć się nie daie. Oto właściwy charakter Dyomeda. Równie innych bohatyrów Iliady iest wydany. Charakter iednych wydaie się z większym blaskiem przy charakterze drugich, i tém samém interesownieysze czyni bitwy. Ten sam Dyomed tak zadziwiających dzieł dokazawszy, drży na widok Hektora, który tryumfuie nad nim, nad Aiaxem, nad Patroklem, pali flotę Grecką, zabiera zbroię Achillesa, słowem wszystkich gasi bohatyrów: W tém pokazuie sie Achilles: Hektor ucieka i ginie. Z równą sztuką Homer wyprowadza na scenę bogów. Piérwsze ich potyczki można uważać, iako drobne utarczki i próbki. Wenus wspiera Parysa, Dyomeda Pallas, Mars Hektora. Daléy wszyscy bogowie przywięzuią się, ci do iednéy, tamci do drugiey strony, i iedni uzbraiaią się na drugich. Jowisz ich piorunami do rzezi zachęca, Neptun oburza żywioły, niebo się zapala, ziemia się trzęsie i sam Pluton drżący z tronu piekielnego spada.

Dla lepszego zrozumienia bitew Iliady, namienić nieco potrzeba o sposobie woiowania i o zbroi Greków. Jazda w czasie oblężenia Troi nie była im znana, potykali się z wozów: które musiały bydź nizkie, gdy osoba stoiąca na wozie od rycerza pieszego, iak czytamy w Iliadzie, w głowę ranioną bydź mogła. Pospolicie dwie osoby znaydowały się na iednym wozie: z których iedna kierowała konie: tych po dwa, lub po trzy, lub po cztery zaprzągano. Pałasz mieli szeroki. Włóczni dwoiaki był użytek: raz ią zbliska w nieprzyjacielu topili, drugi raz zdaleka ciskali. Warta rzecz zastanowienia, iż człowiek mógł z taką siłą rzucić pocisk, że przebił zbroię i ciało, iak to często w Homerze widzimy. Bo ieżeli w owym czasie ludzie siłę olbrzymską mieli, tedy zbroia w równéy mierze mocną bydź musiała. Jednak się ta trudność ułatwi, kiedy wystawimy sobie, że zbroia natenczas pospolicie była miedziana, a oręż zaostrzony żelazem. Jeśli zaś częstokroć Homer miecze i dzidy miedzianemi nazywa, to zapewne ściąga się tylko do ich ozdoby. Nadzwyczayną w czasie owym siłę pomnażało ćwiczenie. Turcy i Arabowie grubą blachę, z zahartowanego drzewa pociskiem przebiiaią: co sile i zręczności przez częste ćwiczenie się nabytéy, przyznać należy. To samo trzeba mówić o sile dawnych w ciskaniu wielkiego ciężaru kamieni. Mylą się ci, którzy rozumieią, iż to tylko wymyślił poeta dla saméy ozdoby: ćwiczyły się w téy sztuce dawne Greki i wschodnie narody. sty Hieronim powiada, iż za iego czasów w Palestynie podobne bywały ćwiczenia.

"Zwyczay ieft w miastach Palestyny, który się i teraz w całéy ziemi Zydowskiéy zachowuie, że po wsiach, miastach i zamkach, kładą bardzo ciężkie kamienie: na nich doświadczają młodzi sił swoich, i podług ich różności, iedni te głazy do kolan, drudzy do pasa, inni do ramion, inni równo z głową, a inni nad głowę podnoszą, i tym sposobem daią dowody swéy mocy." Na sile wtenczas naywięcéy zależało: przed mocnieyszym uciec nieprzyiacielem nie było hańbą.

Dawni woiownicy odzierali zaraz, położywszy trupem nieprzyjaciela, i w téy mierze tak byli chciwi, iakby nie odnieśli zupełnego zwycięztwa, gdyby łupów nie zabrali. Niektórzy krytycy zadaią im łakomstwo: lecz to rzadkość i drogość zbroi w owych dawnych czasach wymówić powinna. Dotego, mieli to sobie za punkt honoru, dostać łupów nieprzyiacielskich.

Należy tu ieszcze namienić o położeniu Troi, i tych mieyscach, które Homer w opisaniu bitew wspomina. Dawna Troia leżała daleko od brzegu. Pokazuie się to z xięgi piątéy Iliady, gdzie iest wzmianka, że Troianie z murów wyyśdź nie śmieli, aż po oddaleniu się Achillesa: potém dopiero nie tylko daleko od miasta w polu, ale nawet przy samych okrętach się bili.

Brama sceyska była naprzeciw pola bitwy: tędy wypadali Troianie: tuż przy niéy był buk poświęcony Jowiszowi.

Pagórek dzikiéy figi z jednéy strony przypierał do murów Troi, z drugiéy ku publicznéy rozciągał się drodze: iak się z VI. i XXII. xięgi pokazuie.

Dwa źródła skamandru były trochę wyżéy, iako iest wzmianka w xiędze XXII. które się potém razem zbiegały, iednę czyniąc rzekę, aż do złączenia się z symoeutem.

Kallikolone, piękny pagórek przy rzece symois, Xięga XX.

Bateia albo grób Myrynny znaydował się na równinie przed miastem, Xięga II.

Grobowiec Jla prawie był na środku równiny ku dwom źródłom skamandru. Xięga XI.

Grób Ezyeta obrócony był ku flocie.

Pokazuie się z xięgi II. Iliady, że Greckie woysko, pod swoimi wodzami, szło w pole ponad skamandrem, gdy się Troianie, i posiłkowe Troian woyska przy grobie Myrynny szykowały. Piérwszéy bitwy mieysce, gdzie Dyomed czynił cuda waleczności, było tam, gdzie się symois ze skamandrem łączy. Na początku xięgi VI. pokazuie się, że plac bitwy był miedzy symoentem i skamandrem. Przeszli zatém Grecy przez rzekę lubo Homer o tém nie wspomina. Bitwa w xiędze VIII. iest blisko Greckich okopów, gdyż Dolon w xiędze X powiada, że Hektor przy grobowcu Jla w nocy naradza się: a w xiędze XI bitwa iest przy samym Jla grobowcu. W xiędze XII. XIII. i XIV. biią się woyska przy okopach Greckich, a w XVI. pod samemi okrętami. Gdy Patrokl odparł Troian, zaszła bitwa między flotą, rzeką i Greckim okopem. Potém zapędził Patrokl Troian pod same bramy: w xiędze XVII. bitwa przy trupie Patrokla: który gdy Grecy unosili, Hektor i Eneasz ścigał ich aż do okopów. W XVIII. xiędze, gdy się Achilles pokazał, cofnęli się Troianie i obozem zdala od okopów stanęli. W xiędze XX. stoczona bitwa, przy skamandrze ze strony floty. Uciekaią Troianie przed Achillesem, toną w rzece. Dalsze bitwy między rzeką i miastem. Nakoniec Hektor ginie pod samémi murami Troi. Na iego śmierci kończą się bitwy Iliady.

XIĘGA I.

TREŚĆ XIĘGI I.

Kłótnia miedzy Achillesem i Agamemnonem.

W czasie wojny Troiańskiéy, Grecy zniszczywszy kilka miast sąsiedzkich, między inszym łupem, dostali dwie śliczne niewiasty: z tych Agamemnonowi Chryzeis, Bryzeis Achillesowi dana była. Chryzes kapłan Apollina, oyciec Chryzeidy, przyszedł do obozu, chcąc wykupić córkę: ale zelżywie od Agamemnona odprawiony, prosił boga swego o pomstę, który Greków morową zarazą ukarał. Achilles na zgromadzeniu ludu powołuie Kalchasa do opowiedzenia przyczyny tego nieszczęścia. Przyznaie ią wieszczek Agamemnononowi, iż zelżył kapłana Apollinowego i córki mu nie oddał. Agamemnon przymuszony powrócić oycu Chryzeidę, rozgniewał się na Achillesa. stąd zapalczywa powstała kłótnia. Próżno ią Nestor uśmierzyć usiłuie. Agamemnon maiąc naywyższą władzę w woysku, gwałtem wziął Bryzeidę Achillesowi. Czém bohatyr obrażony, oddziela się od woyska, i przed matką Tetydą na swoię się krzywdę użala. Tetys idzie do nieba z prośbą do Jowisza, aby się pomścił obelgi iéy syna, i Troianom dal zwycięztwo: co on przyobiecał. stąd powstała niesnaska między Jowiszem i Junoną; ale przez obrot Wulkana zagodzona została.

XIĘGA I.

Achilla śpieway, Muzo, gniew obfity w szkody,

Który ściągnął klęsk tyle na Greckie narody;

Mnóstwo dusz mężnych, wcześnie wtrącił do Erebu,

A na pastwę dał sępom i psom, bez pogrzebu,

Walaiące się trupy rycerskie wśród pola.

Tak wielkiego Jowisza spełniała się wola,

Odtąd, gdy się zjątrzyli sporem niebezpiecznym,

Agamemnon, król mężów, z Achillem walecznym.

Od kogóż téy niezgody pożar zapalony?

Od Feba, co go Jowisz z pięknéy miał Latony.

Gniewny na króla, woysku straszną klęskę zadał,

Rozszerzył mór w obozie, codziennie lud padał;

Mścił się, że był zelżony iego kapłan święty.

Przyszedł Chryzes, gdzie stały Achiwów okręty,

swietną, na okup córki, przynosząc ofiarę;

A w ręku maiąc berło i Feba tyarę,

Prosił Greki o litość na oycowskie bole,

Naybardziéy zaś Atrydy, dwa narodów króle.

"Atrydowie i Grecy! niech wam dadzą bogi,

Dobyć miasta Pryama, w swoie wrócić progi:

Lecz pomni na łuk Feba strzelaiący z góry,

Weźcie okup, nie przeczcie oycu iego córy."

Rzekł: w Grekach szmer przyiazny oznaczał ich zgodę,

23

Aby uczcić kapłana i przyiąć nagrodę:

Nie przypadła królowi do serca ta mowa,

Więc go puścił z obelgą, przydał groźne słowa:

"Znidź, naprzykrzony starcze, z oczu moich pręcéy,

Nie waż bawić się dłużéy, ani wracać więcéy.

W tyarze, w berle, słaba dla ciebie zasłona.

Chyba mi starość córkę twoię wydrze z łona:

Od swych daleko, w Argach na zawsze osiędzie,

Tam wełnę tkać i łoże moie dzielić będzie.

Pódź precz! ani mię gnieway, żebyś został cały!"

Rzeki król: zaląkł się starzec i odszedł struchlały.

szedł cicho ponad morzem, gdzie huczały fale,

A gdy iuż był daleko, wynurzył swe żale,

I syna pięknowłoséy tak prosił Latony:

"Boże! którego Chryza doznaie obrony,

Boże smintu! co strzałę wypuszczasz daleką,

Co masz Tened i Cyllę pod możną opieką;

Jeśli wieńcami twoie zdobiłem kościoły,

Jeślim ci na ofiarę bił kozły i woły;

Niech prośba ta od ciebie będzie wysłuchana:

Zemściy się łukiem twoim obelgi kapłana."

Ledwie skończył, modlitwa doszła ucha Feba,

Wysłuchał go łaskawie, zstąpił gniewny z nieba,

Z łukiem swoim, z kołczanem; na ramionach strzały,

W byftrym biegu strasznemi szczęki przerażały.

Idzie, iak noc, posępny: siadł zdala, łuk spina:

49

Leci strzała i świszcząc powietrze rozcina:

Okropnym brzmiąc łuk iękiem, psy strzela i muły,

Wnet zgubne iego razy Achiwy poczuły,

Palą się bezprzestannie smutne trupów stosy.

Przez dziewięć dni na woysko śmiertelne szły ciosy,

Dziesiątego Achilles cały lud zwoływa,

Bo tę myśl w piersi Juno wlała mu życzliwa,

Bolesna, widząc swoich Achiwów zagładę.

Zatém, gdy się na walną zgromadzili radę,

Mężny Achilles temi zaczął mówić słowy:

"Teraz bardzo się lękam, synu Atreiowy,

Abyśmy obłąkani, w pośród morskich brodów,

Nie musieli powracać do oyczystych grodów;

Jeżeli tu na zawsze nie zamkniem powieki:

Bo i woyna okrutna i mór niszczy Greki.

Niech wieszcz, lub kapłan powie, skad ta chłosta sroga,

Albo snów tłumacz wierny, wszakże sny od boga:

Niechay powie, dlaczego Feb naszéy chce zguby;

Czy go niedopełnione obrażaią śluby?

Czyli stąd, że świętego stugłowu nie bierze?

Biymy owce i kozy dla niego w ofierze,

Aby ubłagan, wstrzymał ten mór niebezpieczny."

To powiedziawszy, usiadł Achilles waleczny.

Wstał Testora syn Kalchas, piérwszy w swym urzędzie,

Zna co iest, zna co było, zna nawet co będzie:

Mądry i duchem wieszczym od Feba natchnięty,

75

On do Troi Achayskie prowadził okręty.

Więc tak na radzie głosem rostropnym opiewa:

"Chcesz, bym wyrzekł, dlaczego na nas Feb się gniewa,

Feb, którego łuk srebrny zgubne strzały niesie;

Ja powiem, lecz przysięgą zaręcz Achillesie,

Że mi słowy i ręką dasz potrzebne wsparcie:

Bo widzę, iak się na mnie rozgniewa zażarcie,

Mąż, któremu nad sobą władzę Grecy dali:

A gdy król na słabego gniewem się zapali,

Chociaż się naczas wstrzyma, w razie nie zaszkodzi,

Znaydzie potém sposobność i zemście dogodzi.

Uważ więc, czyliś zdolny ocalić mą głowę."

Achilles odpowiedział na tę wieszczka mowę.

"Co tylko wiesz, mów śmiało: bo na Apollina

Przysięgam, Jowiszowi naymilszego syna,

Którego ty świętości trzymaiąc na pieczy,

Z daru iego zwiastuiesz przyszłe Grekom rzeczy;

Przysięgam, póki widzę to światło na niebie,

Żaden się z Greków skrzywdzić nie odważy ciebie:

Ani sam Agamemnon. Nic to nie przeszkadza,

Prawdę wyrzec, że iego naywyższa dziś władza."

Ośmielił się tém wieszczek. "Ani dla ofiary,

Ani dla ślubów, rzecze, zesłane są kary.

Wzgarda świętego sługi ściągnęła tę stratę,

Nie chciał wydać król córki, odrzucił zapłatę:

Dlatego między nami zaraza się szerzy,

101

I nie wprzody się w swoim gniewie Feb uśmierzy,

Aż król powróci zdobycz, którą dotąd trzyma,

I darmo odda brankę z czarnemi oczyma:

Gdy do Chryzy poślemy ieszcze stugłów święty,

Może się da złagodzić dla nas bóg zawzięty."

skończywszy usiadł Kalchas. Natychmiast powstanie,

Trzymaiący szerokie Atryd panowanie,

straszliwie pomieszany, gniew mu wnętrze ściska,

A oko rozpalone żywym ogniem błyska;

I rzekł, krzywym rzucaiąc na Kalchasa wzrokiem:

"Zawsze ty, widzę, iesteś nieszczęścia prorokiem,

I nic nie umiesz dla mnie zwiastować przyiemnie:

Każdy twóy czyn i wyraz serce rani we mnie.

Teraz nawet rozgłaszasz pomiędzy Achiwy,

Iż dlatego zarazą Feb ich trapi mściwy,

Żem zatrzymał dziewicę, okupem wzgardziłem.

Posiadanie téy branki bardzo mi iest miłem:

Byłaby moią w domu pociechą iedyną,

Większą niż Klitemnestra, którąm wziął dziewczyną.

Wyrówna iéy rozumem moia niewolnica,

I sercem i przemysłem i pięknością lica.

Ale, gdy trzeba, oycu wracam ią do ręki,

Bo wolę całość ludu, nad iéy wszystkie wdzięki.

Tylko mi tę osłodzcie stratę przyiaciele:

Godziż się, bym szkodował sam ieden tak wiele?

Wszakże wszyscy widzicie, co mi z rąk wypada."

127

Na to Pelid waleczny tak mu odpowiada.

"Atrydzie, iakżeś razem i dumny i chciwy!

Tobież łupu ślachetne odstąpią Achiwy?

Ja nie wiem, ieśli iakie lupy gdzie złożono:

Co z miast było wziętego, to iuż podzielono.

Wracać nazad i znowu dzielić, nie przystoi:

Ale kiedy przemożnéy dobędziemy Troi,

Wróć tylko brankę bogu, za dzisieyszą stratę,

Potróyną i poczwórną odbierzesz zapłatę."

"Luboś mądry, nie zdołasz tego wmówić we mnie,

Rzekł król, i chcesz mię słowy podchodzić daremnie.

Oddawszy moię brankę, będęż smutny siedzieć,

Gdy ty cieszysz się twoią? Oddam, lecz chcę wiedzieć,

Czyli tę stratę Grecy nagrodzą mi równie:

Jeśli nie chcą nagrodzić, sam wezmę gwałtownie.

Ty swą dasz, lub Ulisses, lub Aiax wysoki:

Nieszczęsny ten, do kogo zwrócę moie kroki.

Ale się w innéy o tém naradzimy porze:

Teraz okręt na wielkie wyprowadźmy morze,

I zbierzmy zdolne maytki do takiéy wyprawy,

Brankę wsadźmy z ofiarą stugłowną do nawy.

Piérwsi z wodzów tę podróż na siebie weźmiecie,

Aiax, Ulisses, lub król panuiący Krecie:

Lub, ieśli tak rozkażę, naystrasznieyszy z ludzi,

Pelid się tą usługą dla Greków potrudzi:

Pewnie bóg zagniewany, który mściwie strzela,

153

Tą ofiarą się zmieni dla nas w przyiaciela."

Na to, strasznie zapalon, Achilles zawoła:

"O łakomco! o człeku bezwstydnego czoła!

Któż z Greków chętnie twoie spełni rozkazanie?

Kto póydzie na wyprawę? na czele woysk stanie?

Nie z moiéy ia przyszedłem pod Troię przyczyny,

Ród ten przeciw mnie żadnéy nie popełnił winy:

Do owoców méy ziemi, nie ściągnęli dłoni,

Nie tknęli się trzód moich, nie zabrali koni,

Naymnieyszéy w żyznéy Ftyi nie zrobili szkody:

Dzielą mię od nich wielkie i góry i wody.

Ale z tobąśmy przyszli, z odległych stron świata,

Czci twoiéy nasługiwać, mścić się krzywdy brata.

Bezczelniku! z psiém okiem, nie znasz téy usługi!

Jeszcze mi to chcesz wydrzeć, com wziął za znóy długi,

I co mi zgodnie Greckie przyznały narody!

Dotąd ia równéy z tobą nie miałem nagrody,

Gdy, po dobyciu miasta, woysko łup rozbiera.

Na moich barkach ciężar woyny się opiera:

Lecz kiedy podział przyydzie, lepsza część dla ciebie;

A ia upracowany, zemdlony w potrzebie,

Z małą cząstką na okręt idę z boiowiska.

Do Ftyi, do moiego powracam siedliska,

Gdy nie znasz moich zasług, śmiesz zdobycz wydzierać;

A nie wiem, czy bezemnie będziesz łupy zbierać."

Jemu król Agamemnon, równym gniewem zjęty:

179

"Jedź, gdy ci się podoba, spychay twe okręty:

Czyżto na tobie iednym los Grecyi stoi?

Mam drugich, co się zemszczą méy krzywdy na Troi,

A nayskuteczniéy Jowisz, panuiący w niebie.

Z wszystkich królów naybardziéy nienawidzę ciebie,

Bo zawsze rad się bawisz woyną, bitwą, swarem.

Jeśli cię zdobi dzielność, to iest nieba darem.

Idź rządź Mirmidonami, nie mną człeku hardy:

Gniewy twoie niczego nie warte prócz wzgardy.

Lecz wiedz, gdy Feb odemnie Chryzeidę bierze,

Dani rozkaz, niech ią moi odwiozą żołnierze:

A za to się do twoiéy posunę nagrody,

Bryzeidę ci wezmę z pięknemi iagody:

Byś znał, żem iest mocniejszy. Drugich strach ogarnie,

Widząc, że mi się równać nie można bezkarnie."

Na te słowa okrutnie Pelid rozjątrzony,

Niepewny, na obiedwie nachyla się strony:

Czy, usunąwszy drugich, w Atryda uderzyć,

Czy lepiéy gniew powściągnąć i zapał uśmierzyć.

Gdy się na obie strony chwieie myśl wątpliwa,

W zapale, z pochew miecza strasznego dobywa:

Wtém z nieba Pallas przyszła z Junony przysługi,

Bo równie iéy był miły, iak ieden, tak drugi.

Z tyłu lekko za włosy pociąga rycerza,

Niczyim, iego tylko oczom się powierza.

Zląkł się Pelid, gdy spoyrzał za siebie zdumiały,

205

Widzi Minerwę: oczy iéy groźnie iskrzały:

I rzecze! "Wielka córo pana błyskawicy,

Pocożeś tu z niebieskiéy nadeszła stolicy?

Czy widzieć, iaką Atryd obelgę mi czyni?

Oświadczam ci, bo tego dokażę, bogini,

Że dłoń ta, wnet za dumę duszę mu wywlecze."

A na to modrooka Minerwa tak rzecze:

"Przyszłam gniew twóy uśmierzyć z rozkazu Junony,

Jéy Achilles, iéy Atryd równie ulubiony.

Nie ruszay miecza, do krwi nie chciéy się zapędzać;

Lecz słów, dla czci obrony, możesz nie oszczędzać.

Wierz mi, bo to bydź musi, że dla téy ofiary,

Trzykroć będziesz drogiemi nagrodzony dary;

Tylko bądź nam posłuszny, gniew uhamuy srogi."

A Palladzie Achilles mówi prędkonogi:

"Choć cały gniewem pałam, lecz rozum ostrzega,

Iż ten błądzić nie może, kto bogom ulega:

Kto na rozkazy bogów nie zatyka ucha,

Tego wzaiem łaskawe niebo chętniéy słucha."

To wyrzekłszy, przestaie na Minerwy radzie,

Powściąga silną rękę, i miecz w pochwy kładzie:

A bogini poselstwo odprawiwszy swoie,

Do bogów śpieszy, w górne Jowisza pokoie.

Lecz Pelid jeszcze gniewy straszne w sercu warzy,

I rzecze, dla Atryda nie szczędząc potwarzy:

"Z psiém okiem, z łani sercem, bezecny opoiu,

231

Wziąłżeś broń, prowadziłżeś lud śmiało do boiu?

Poszedłżeś na zasadzki, gdy szły inne wodze?

Nigdy: drżałeś ze śmiercią spotkać się na drodze.

Lepiéy dumną w obozie władzę rozpościerać,

A kto ci się sprzeciwi, temu łup wydzierać.

Nad podłemi panuiesz, ludożerco, tłumy:

Inaczéy, iużbyś zgonem przypłacił twéy dumy.

Ale ia ci przysięgam teraz uroczyście,

Przez to berło, co więcéy nie odrośnie w liście,

Bo kiedy ie raz na pniu ostry topór przytnie,

Żywne straciwszy soki, więcéy nie zakwitnie,

A dziś ie w reku Greccy monarchowie noszą,

Którzy święte wyroki prawa ludom głoszą;

Przysięgam ci naywiększą przysięgą na świecie:

Wzywać Achilla Grecy, lecz próżno będziecie.

A ty się dręcząc w sobie, nie dasz im pomocy,

Gdy ich do wiecznéy Hektor zacznie wtrącać nocy:

Zgryzie cię Troiańskiego postępek oręża,

Że naywalecznieyszego nie uczciłeś męża."

To powiedziawszy, przodków berło znakomite,

Berło świetnie złotemi gwoździami nabite,

Rzuca gniewny na ziemię, i na mieyscu siada:

Równie się Agamennon na niego rozjada.

Wtém władca Piliyskiego powstaie narodu:

Z ust iego słodsze płyną wyrazy od miodu.

Dwa pokolenia Pilów zamieszkały ziemię,

257

Jak żył, a teraz trzecie ludzi rządził plemię.

W te rzeki słowa, rozumu wielkiego tłumacze:

"O iak Achiwów ziemia gorzko dziś zapłacze!

Jak się z téy uraduią Troianie nowiny,

Jak ucieszy się Pryam i Pryama syny,

Gdy usłyszą, że zgubną ci zjątrzeni zwadą,

Którzy innym przodkuią i męztwem i radą!

Lecz starca głos niech w młodszych winną baczność wzbudzi,

Bom ia większych przed laty widział od was ludzi,

A lekce moiéy rady nie ważyli przecię.

Nigdym takich nie widział, ni uyrzę na świecie,

Jakim był silny Dryant, Ceney nieśmiertelny,

Pirytoy i Exady i Polifem dzielny,

I Tezey, który bogom równym był człowiekiem.

Takichto mężów ziemia wydała przed wiekiem.

Mężni sami, z mężnymi chodzili za barki,

Centaurom, gór mieszkańcom, dumne starli karki.

Z niemi od młodu moie bywały zabawy,

Gdy mię z Pilów do spólnéy wezwali wyprawy.

I iam walczył, iak siły pozwalały moie,

Z dzisieyszych niktby z niemi nie wyszedł na boie.

Tak wielcy, a młodego przyymowali rady:

I dla was będzie lepiéy, wstępować w ich ślady.

Ty, choć możny, nadobną zostaw mu dziewicę,

281

Niech ma dar, którym uczcił Grek iego prawicę:

A ty Achillu, z królem nie bądź tak gwałtowny,

Bo mu żaden ze wszystkich królów nie iest równy.

Jeżeliś ty dzielnieyszy, żeś synem bogini,

Jego możnieyszym władza obszernieysza czyni.

Atrydzie, głos pokoiu między was przynoszę,

Złóż gniew na Achillesa, ia cię o to proszę:

W nim iest obrona floty, w nim woyska podpora."

Agamemnon w te słowa rzecze do Nestora:

"Zacny starcze! szanuię mądrą twoię mowę,

Lecz nad wszystkich ten człowiek chce wynosić głowę:

Onby rad sobie rządy naywyższe przywłaszczył,

A któż będzie tak niski, by się przed nim płaszczył?

Jeżeli mu zaś dzielność nadał bóg odwieczny,

Czyż przeto mu pozwala, by tak był złorzeczny?"

Przerwał mu Pelid mowę i obelg nie skąpił:

"Ostatni byłbym z ludzi, gdybym ci ustąpił:

Kto podły, niechay twoiéy nasługuie dumie,

Lecz iéy Pelid ślachetny ulegać nie umie:

Co ci powiem, to w żywéy zachoway pamięci,

Dla branki walczyć bronią, wcale nie mam chęci,

Ni z tobą, ni z innemi Greków rycerzami,

Choć bierzecie dar, który przyznaliście sami;

Ale co na okręcie moim iest w łalunku,

Nic do twego nie możesz podciągnąć szafunku.

Odważ, się tylko na to: całe woysko zoczy,

307

Że ta włócznia wnet czarną krew z ciebie wytoczy."

Tak w szkodliwéy obadwa rozjątrzeni zwadzie,

Powstali czyniąc koniec narodowéy radzie.

Pelid gniewny pod swoie udał się namioty,

Z nim Patrokl nieodstępny i Tessalskie roty.

Arryd zaś okręt zpycha, żagle rozpościera,

Kładzie ofiarę, maytków dwudziestu wybiera,

I śliczną Chryzeidę prowadzi do nawy:

Mądry Ulisses wodzem został téy wyprawy.

Ci mokrą płyną drogą, wiatry w żagle świszczą.

Król kazał czyścić woysko: natychmiast się czyszczą,

Rzucaiąc wszystko w morze, co brudnego zmiotą,

Potém się zaraz świętą zaymuią robotą,

Biią byki i kozy na uczczenie Feba:

skwarzy się tłustość, dymy wznoszą się do nieba.

Gdy tak lud ofiarami błagał Apollina,

Agamemnon się srożył na Peleia syna,

I chcąc dokonać swoich zapowiedzi groźnych,

Mówił do Eurybata i Taltyba woźnych:

"Do Achilla namiotu spiesznym idźcie krokiem,

I przywiedźcie tu iego brankę z czarném okiem:

Jeśli nie da, sam wezmę, gdy tam z wielą przydę,

A to większą mu sprawi boleść i ohydę."

Tak zalecił z groźnemi rozwodząc się słowy,

struchleli biedni ludzie, na rozkaz takowy:

Idą powoli, ciężkim ściśnieni kłopotem,

333

siedzącego zastają wodza pod namiotem.

Achilles ich postrzegłszy, zasmucił się srodze,

Ci króla czcią przeięci, w wielkiéy byli trwodze,

stali cicho, ni w jedném wyrzekli co słowie.

Poznał rycerz ich trudność, więc piérwszy tak powie:

"Witaycie woźni, bogów i śmiertelnych posły,

Przystąpcie, wy niewinni, lecz Atryd wyniosły,

Do niego ia, nie do was, mam żalu przyczynę:

Pódź kochany Patroklu, wyday im dziewczynę,

Weźcie ią, ale bądźcie świadki nad mym bolem,

Przed niebem i przód ziemią i przed srogim królem:

Będzie kiedyś dla Greków Achilles potrzebny...

Złym tylko chuciom służy ten człowiek haniebny:

Z przeszłych on rzeczy wnosić przyszłości nie umie,

I gubi Greki, głupiéy dogadzaiąc dumie."

Natychmiast wierny Patrokl z mieysca swego wstaie,

slicznego lica brankę posłańcom oddaie:

Wracaią się pod namiot Atryda szeroki,

smutna niewiasta idzie niechętnemi kroki.

Odchodzi od swych Pelid, i łzy hoyne toczy,

Zdala siada na brzegu, w morze wlepia oczy,

I rozciągnąwszy ręce, tak matkę zaklina:

"Gdyś mię krótkiego życia dała na świat syna,

Matko! przynaymniéy Jowisz, co piorunem włada,

Niechay mi sławne imię i wielką cześć nada:

Lecz nie znam iéy,gdy Atryd zdobycz gwałtem bierze,

359

Którą mi zgodnie Greccy przyznali rycerze."

To mówiąc łzy wylewa rzęsistym potokiem.

siedząc w morzu, pod oyca podeszłego bokiem,

słyszy te żale matka: nakształt mgły wychodzi,

Tuż siada, łzy ociera, i ięki łagodzi.

"Czego płaczesz? skąd synu boleść masz tak wielką?

Powiedz, i nic nie zatay przed twą rodzicielką.

A na to Pelid rzecze, westchnąwszy serdecznie:

"Na cóż ci to powiadać, co wiesz dostatecznie?

Ecyona stolicę, mocne wziąwszy Teby,

Niezmierneśmy zabrali łupy z téy potrzeby.

Te słuszny dział rozdaie pomiędzy rycerze,

Prześliczną Agamemnon Chryzeidę bierze:

Wtém Chryzes, branki oyciec, do Achiwów łodzi,

srebrnego łuku boga cny kapłan przychodzi,

Świetną, na okup córki, przynosząc ofiarę;

A w ręku maiąc berło i Feba tyarę,

Prosił Greki o litość na oycowskie bóle,

Naybardziéy zaś Atrydy, dwa narodów króle.

W Achiwach szmer przyiazny oznaczał ich zgodę,

Aby uczcić kapłana, i przyiąć nagrodę:

Nie przypadła królowi do serca ta mowa,

Więc go puścił z obelgą, przydał groźne słowa.

smutny starzec do nieba z płaczem zaniósł śluby,

Wysłuchał go Apollo, bo mu kapłan luby:

Więc mszcząc się krzywdy, strzałę śmiertelną wymierzy,

385

Giną męże po mężach, zaraza się szerzy.

Biegły wieszczek natychmiast na radzie wykłada,

Z jakiego źródła idzie Achiwów zagłada:

Ja radzę ułagodzić czémprędzéy gniew boski.

Lecz Agamemnon memi obrażony wnioski,

Powstaie, i grozi mi, a nie próżno grozi.

Bo gdy Ulisses brankę z ofiarą odwozi,

Posły Atryda moię zabrały dziewicę,

Któréy darem Grek dzielną nagrodził prawicę.

Ty matko wesprzéy syna: śpiesz do górnych progów,

Opowiedz krzywdę panu i ludzi i bogów,

Jeśliś na iego dobre zasłużyła chęci.

Com słyszał w domu oyca, mam dotąd w pamięci:

Mówiłaś, że od ciebie Jowisz obroniony.

Bo gdy spisek Minerwy, Neptuna, Junony,

Dążył na to, by w więzy uiąć go haniebne,

W tak złym razie, tyś wsparcie dała mu potrzebne:

sturęcznegoś do nieba wezwała olbrzyma,

Który imię u ludzi Egeona trzyma,

W niebie zaś Bryareia daią mu nazwisko.

silnieyszy on od oyca, kiedy usiadł blisko,

Przy panu nieśmiertelnych w straszliwéy postawie,

Zlękle bogi przestały o złey myśleć sprawie.

Wspomniy mu to, kolana w czułéy ściskay dłoni,

Żebray, aby Troiańskiéy dopomagał broni:

Niech biie Greki, do naw odeprze ze stratą,

411

Niech widzą, co mądrości ich króla zapłatą,

I niechaj Atryd swego pożałuie błędu,

Że dla najdzielniejszego męża nie miał względu."

A Tetys na to, łzami zalawszy się cała:

"Kiedym cię nieszczęśliwym losem wychowała,

Obyś przynajmniéy siedział w nawie bez boleści!

Lecz i w ciasnym obrębie wyrok dni twe mieści,

I zrządza ci na ziemi naynędznieysze bycie:

Jakżem ci, synu, smutnym losem dała życie!

Wstąpię na Olimp górny, przed Jowiszem stanę,

Powiem, iak srogą na czci odebrałeś ranę:

Może, na prośby moie, łaskawie się skłoni.

Ty gniewny siedź u floty, nie bierz się do broni.

Wczoray opuścił Jowisz złote nieba progi,

Poszedł do Oceanu, a z nim inne bogi,

By w uczcie towarzyszył Etyopom czystym.

Za dwanaście dni będzie w swym domu wieczystym.

Wtedy śpieszę do niego, ścisnę mu kolana,

spodziewam się, że będę w prośbie wysłuchana."

To rzekłszy znikła, w smutku zostawuiąc syna,

Że mu wzięta niesłusznie prześliczna dziewczyna.

Tymczasem zaś do Chryzy Laercyad płynie,

Wiezie święte ofiary: skoro w port zawinie,

Ściąga żagle szerokie, i na nawie składa,

Opuszcza maszt, a brzegu wiosłami dopada:

Liną waruie okręt, zatapia kotwicę,

437

Wysadza i ofiarę i piękną dziewicę:

Wraz ią wiedzie za rękę przed ołtarz Febowy,

A oddaiąc ią oycu, temi rzecze słowy:

"Agamemnona króla, widzisz we mnie posła,

Chęć ulżenia twym bólom, tutay mię przyniosła.

Masz córkę, masz dla Feba wspaniałe ofiary:

Błagaymy go, bo wielkie przesłał na nas kary."

To rzekł i córkę oddał: on z radością bierze,

A Grecy o Febowéy pamiętni ofierze,

stawią, bydło, myią się, mąkę świętą biorą,

Kapłan podnosi ręce, i mówi z pokorą:

"Boże! co z łuku strzałę wypuszczasz daleką,

Co masz Tened i Cyllę, pod możną opieką;

Wysłuchałeś mą prośbę, gdy za oyca smutki,

Dałeś uczuć Achiwom gniewu twego skutki:

I dziś mię racz wysłuchać: Febie! przepuść winie,

Niech zgubnym więcéy morem lud Grecki nie ginie."

Tak się modlił, i w téyże wysłuchany chwili:

skoro mąką ofiarne rzeczy poświęcili,

Zaraz głowy bydlętom podnoszą do góry,

Rzeżą ie, zabiiaią, i łupią ze skóry:

Uda wołu tłustością dwakroć obwinięte,

Kładą mięso na drobne kawałki pocięte,

Kurzy się dym z ofiary na szczepaném drzewie,

Piecze się w żywym ogniu poświęcone trzewie:

Palił świętość i wino lał kapłan pobożny,

463

Przy nim z pięciozębnemi młodzież stałą rożny,

Pokosztowawszy wnętrza, resztę mięsa zsiekli,

I po spaleniu udzców na węglach upiekli.

Tak wszystko zgotowawszy, nakrywaią stoły,

Jedzą, każdy używa swéy części wesoły.

Wraz pełne wina czary, ustroione w wieńce,

Przed każdym biesiadnikiem stawiaią młodzieńce,

Wreście pieśniami chwały Apollina głoszą,

Brzmią czcią iego, bóg słucha tych pieni z roskoszą.

Zachodzącego słońca gdy zgasły promienie,

A ponure noc czarna rozszerzyła cienie,

Poszli i przy okręcie zamknęli powieki:

Lecz gdy wstała Jutrzenka, zrywaią się Greki,

Wychodzi nawa z portu, na morze odbiia,

Z ubłaganego Feba łaski wiatr im sprzyia:

Więc maszt wielki podnoszą, rozpuszczają żagle,

Rznie okręt szumne wały, brzegi znikły nagle.

Wkrótce do swoich szybkim przybywaią biegiem,

Dźwigaią okręt z wody, stawiaią nad brzegiem,

I oparłszy na tragach, rozchodzą się sami,

Ci się kryią po nawach, ci pod namiotami.

Zagniewany Achilles o dziewicy wzięcie,

Nigdzie nie wyszedł, siedział na swoim okręcie,

Nikt go nie widzi w boiu, nikt w radzie nie słyszy,

Lecz w smutku pogrążony, za bitwami dyszy.

Gdy przeszło dni dwanaście, nieśmiertelne bogi,

489

W niedostępne Olimpu wracaią się progi:

Jowisz przodkuie wszystkim do górnéy stolicy.

Tetys pomna synowi danéy obietnicy,

Zostawia oyca, rzuca niezgłębione morze,

I do nieba o rannéy dostaie się porze.

saturnid, który grzmiące pioruny zapala,

Na wierzchołku Olimpu, był od bogów zdala.

siada przed nim bogini z pokorną postawą,

Ręką lewą kolana, brodę ściska prawą,

I rzecze: "Bogów oycze, ieślim kiedy ciebie,

Lub uczynkiem, lub słowem ratowała w niebie,

skłoń ucho na me prośby, pamiętny przysługi:

Day cześć synowi memu, gdyś wiek dał nie długi.

Widzisz, iako nad ciężką obelgą łzy roni.

Wydarł mu gwałtem Atryd owoc dzielnéy dłoni:

Ale ty go przynaymniéy uczciy mądry boże,

Niech ręka twoia w bitwach Troiany wspomoże:

Niech góruią nad Greki, odnoszą zwycięstwa,

Aż póki ci nie uczczą mego syna męztwa."

Nic na to chmurowładca Jowisz nie odpowie,

Milcząc, wieczne wyroki waży w swoiéy głowie:

Tetys iak go uięła, tak się kolan trzyma,

I tak z rozrzewnionemi powtarza oczyma:

"Odmów mi, albo przyzwól i zaręcz wyraźnie:

Czyż iakie na Jowisza padaią boiaźnie?

Niech wiem, czym sama z bogiń okryta pogardą."

515

Jowisz, ciężko westchnąwszy: "Prosisz o rzecz twardą.

Jakie troski dla moiéy stąd wynikną głowy!

Na niepokóy mię, córko, narażasz domowy:

Znowu się będzie trzeba z Junoną ucierać,

A i tak mi wyrzuca, żem Troię rad wspierać.

Pódź, by cię nie postrzegło zazdrosne iéy oko,

Prośbę twoię mam w sercu wyrytą głęboko.

skłonię głową, byś pewna była moiéy chęci:

Téy, na stwierdzenie słowa, używam pieczęci,

Przed bogi i przed ludźmi: znak ten iest konieczny."

To wyrzekł, i brwi zmarszczył niebios pan odwieczny,

Podniosły się na głowie nieśmierielnéy włosy,

Wstrząsł się Olimp, i całe zadrżały niebiosy.

Gdy takie zaręczenie od Jowisza zyska,

Tetys idzie do swego, wgłębi wód, siedliska,

On na górną stolicę. Wstaią wszystkie bogi,

I zabiegaią oycu swemu napół drogi:

Nikt na mieyscu nie został, cała niebian rzesza,

Na powitanie władcy piorunu pośpiesza.

skoro tylko pan bogów na swym zasiadł tronie,

Zdało się podeyrzliwéy przegryźć go Junonie:

Postrzegła, że z nim Tetys ciche miała rady,

Takie zatém z Jowiszem rozpoczyna zwady.

"Z kimżeśto, obłudniku, rozmawiał dziś w niebie?

Bezemnie radzić skrycie, roskoszą dla ciebie:

Zawsze lubisz przed żoną chować sekret ścisły,

541

I nigdy nie powiadasz, iakie twe zamysły."

"O wszystkich,rzekł bóg, rzeczach bydź uwiadomioną,

Zbytni ciężar dla ciebie, choć mi iesteś żoną:

Jednakże, co ciekawość twoię słusznie budzi,

To piérwsza wiesz odemnie i z bogów i z ludzi:

Lecz, co sam radzę, bogom nie myśląc powiadać,

O to próżno niepytay, tego nie chciéy badać."

Na to Juno, wielkiemi oczyma wspaniała:

"Twardy saturna synu, cóżem usłyszała?

Nigdym ci nie iest przykra, słusznie się tém szczycę,

Że nie chcę wglądać w żadną twoię taiemnicę.

Ta zaś troskliwość moia z tego idzie źrodla,

Czy cię córka morskiego starca nie uwiodła.

Bo dziś przyszła do ciebie, ściskała kolana,

I podobno iuż w prośbach swoich wysłuchana:

Jéy syna czci, a Greków klęski nic nie zwlecze."

Na to piorunowładca Junonie tak rzecze:

"Płoche twe podeyrzenia są dla mnie zwyczayne,

Jednak ci niedostępne moie myśli tayne:

Nienawiść tylko męża odnosisz w korzyści.

Choćbyś zgadła móy wyrok? Co chcę, to się zjści.

siedź, i skromnie się moim powoduy rozkazem,

Bo cię tu nie zasłonią wszystkie bogi razem,

Od strasznego téy ręki ogromnéy zamachu."

Tak rzekł; umilkła Juno i drżała ze strachu,

Musi uledz mężowi niezgięta iéy dusza,

567

Lecz wszystkich bogów czułość iéy zmartwienie wzrusza.

Zatém Wulkan, Olimpu sławny budowniczy,

Miłą matkę pociesza w tak ciężkéy goryczy.

"Jakto nas wszystkich smuci, iak dotkliwie boli,

Że niebo się poróżnia dla śmiertelnych doli.

Gdy się przykra niezgoda samych bogów ima,

Znikną uczty roskosze, złe górę otrzyma.

Matce radzę, choć sama sobie radzić zdolną,

By na Jowisza była rozkazy powolną:

Bo kiedy w gniew, nasz oyciec rozjątrzony wpada,

Cała się dla niebianów zepsuie biesiada.

Gdyby chciał, iak iest mocny ten wielki pan gromu,

Wszystkichby nas wytrącił z niebieskiego domu.

Matko! uymiy go wdzięcznie, a spoyrzy wesoło,

I okaże pogodne Olimpowi czoło."

To powiedziawszy Wulkan, z mieysca swego wstaie,

Bierze okrngłą czarę, matce ią podaie,

I rzecze: "Znoś to matko, lubo ci niemiło,

Żeby się co gorszego ieszcze nie zdarzyło:

Gniewy iego złagodzi twa powolność wczesna.

Jakby dla syna twego była rzecz bolesna,

Nie mogąc ci dać wsparcia, patrzeć na twe ięki.

Trudno wytrzymać siłę Jowiszowéy ręki.

Nigdy mi ten przypadek nie wyydzie z pamięci:

Gdym cię raz przeciw iego chciał wesprzeć niechęci,

Porwał za nogę, rzucił z niebieskiego gmachu,

593

Zaledwie ze mnie dusza nie wyszła z przestrachu:

Leciałem przez dzień, w wieczór upadłem na Lemnie,

Tam syntyowie ducha obudzili we mnie."

Tę Wulkan o przypadku swoim powieść czyni,

A na to z białą dłonią śmieie się bogini,

I z uśmiechem odbiera czarę z ręki syna.

On zaś od prawéy strony obdzielać zaczyna,

słodkim nektarem nieba wysokiego panów,

Który czerpa obficie z poświęconych dzbanów.

smiały się, piiąć nektar, do rozpuku bogi,

Że im służył tak grzecznie Wulkan krzywonogi.

stół do zachodu słońca zasiadaią w koło,

Jedzą smacznie i piią, bawią się wesoło:

Apollo gra na cytrze, a Muz chór dobrany,

słodkiemi wyśpiewuie głosy na przemiany.

Gdy słońce świetną głowę skryło w Oceanie,

Każdego boga własne przyymuie mieszkanie:

Bo w Olimpie ma każdy z bogów pałac złoty,

Cudownéy przemyślnego Wulkana roboty.

Jowisz także tam idzie, gdzie swóy umysł boski,

snem zasila, wielkiemi zmordowany troski.

skłania głowę i daie odpoczynek oku:

Na złotém łożu Juno przy iego śpi boku.

616