Ifigenia w Aulidzie - Eurypides

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ifigenia w Aulidzie

Namiot Agamemnona.

AGAMEMNON (zbliżywszy się do drzwi namiotu).

A wyjdź-że, wyjdź-że z namiotu, mój stary!

STARZEC.

O, już wychodzę! Jakież ma zamiary Król Agamemnon?

AGAMEMNON.

Wnet się dowiesz o tem.

STARZEC.

Starość nie radość, sen uchodzi lotem Z powiek, umieją czuwać moje oczy.

AGAMEMNON.

Cóż to za gwiazda?

STARZEC.

To Syriusz się toczy Ku siedmiogwiezdnym Plejadom - w połowie Ledwie swej drogi.

AGAMEMNON.

Cisza, że aż mrowie - - Ni szumu morza ani ptactwa głosu, Wiatru ni śladu śród fal Euriposu.

STARZEC.

Cóż cię wygnało z namiotu tak wcześnie, Władco Agamemnonie?

Tutaj, w Aulidzie, wszystko jeszcze we śnie Spokojnym tonie, Na murach nawet i straże Jeszcze nie w ruchu. Wejdźmy.

AGAMEMNON.

Zazdroszczę, staruchu, Zazdroszczę wszystkim, co żyją na świecie Cicho, nieznani, mniej zaś sobie ważę Los dostojników - tym już nie zazdrości Ta moja dusza, tych już nie zalicza Do ludzi wielce szczęśliwych!

STARZEC.

W tem przecie Należy szukać świetności Człeczego życia!

AGAMEMNON.

Świetność to zwodnicza, Słodka, nęcąca, lecz gdy na cię spadnie, W nieszczęście wprowadza zdradnie. Tak się to nieraz złoży, Że albo jakaś chyba w słuzbie bożej Zaszkodzi doli twej, Lub na baczności przed ludźmi się miej, Ponieważ w swojej zawiści Na proch rozetrą twą cześć.

STARZEC.

Trudno mi słowo to znieść Na ustach księcia! Nie na to Spłodził cię Atrej, o królu,

Byś tylko w szczęście opływał bogato, Żadnego nie znając bólu!.. Śmiertelnyś przecie jest człek! Czy chcesz czy nie chcesz, to ci się li ziści, Co postanowią bogowie - Taki jest rzeczy bieg. A ty tymczasem w swojej postanowie Zapalasz lampę i piszesz zawzięcie List na tabliczce, którą i tej chwili Masz oto w ręce, Kładziesz pieczęcie I znów je zrywasz, zacierasz litery, Tablicę rzucasz o ziemię I ślozy jarzęce Płyną ci z ócz. Jakaż cię troska pili? Jakież dolega ci brzemię, Że niemal chwyta cię szał? Wyznaj-że, panie, bo i ja bym chciał Dzielić twój ból. Niech się nie boi Mój król, Prawy i szczery jam człek! Wszak mnie Tyndarej, o panie, Darował ongi we wianie Małżonce twojej, Abym jej służył i strzegł

AGAMEMNON.

Trzy dziewki miała Leda przez siebie zrodzone, Thestyesowa córka: Fojbę i mą żonę, Klytaimnestrę, i siostrę jej, Helenę. O nią Starając się, gromady zalotników gonią

Z conajprzedniejszych rodów i wzajemnie grożą Mordami, gdyby który zabrał dziewkę hożą. I wielki żywił kłopot Tyndaros w ojcowskiej Swej duszy, jak postąpić, by się pozbyć troski O zachowanie szczęścia - gdy da lub gdy nie da Swej córki. W tem myśl taką podsunie mu bieda: Przysięgę mieli złożyć wszyscy zalotnicy, Dać słowo, potwierdzone podaniem prawicy. A także i ofiarną dla ognia zalewką, Że bronić będą tego, ktokolwiekby z dziewką Tyndara się ożenił, a ktoś mu ją z domu. Z łożnicy jego uwiózł, że dla pomsty sromu Uczynią zbrojny najazd, zebrawszy się razem, Na kraj uwodziciela, że zniszczą żelazem Gród jego, czy to będzie Grek czy człowiek obcy. Gdy tak ich podszedł Tyndar, gdy zalotni chłopcy, Słuchając słów przebiegłych starca, utwierdzili Przysięgę wymaganą, córce on tej chwili Pozwala wybrać tego w zalotników rzędzie, Co juści dla jej chęci najmilejszy będzie. I ona - o bodajby nie był brał jej sobie! - Wybrała Menelaja. I ot w pewnej dobie Pojawił się rozjemca bogiń, jak po ziemi Argiwskiej niosły wieści - szaty kosztownemi Naodzian, ów frygijski zjawił się niecnota W lakedajmońskich murach, by, w miłosnym szale, Helenę oszalałą wziąć w idajskie hale. Menelej, poza domem bawiący, gdy o tem Dowiedział się, Helladę całą przebiegi lotem I pamięć dawnych przysiąg, danych Tyndarowi, Pałając chęcią zemsty, od razu odnowi I wezwie, aby pomoc dano skrzywdzonemu.

I oto czemu porwał się lud Greków, czemu Przyodział się w zbroice i w tak mnogiej rzeszy Do portu aulidzkiego z okrętami spieszy. Zastępy tarczowników i wszelakiej broni I wozy wiodąc z sobą i to mnóstwo koni. Naczelnym mnie obrano gwoli Meneleja, Mojego właśnie brata... Czemuż ta zawieja Nie poruczyła komu innemu godności Dowódzcy? Teraz, kiedy wszystko jak najprościej Powinno by się darzyć, nie dobrze nam idzie: Sprawione nasze wojska, a my tu w Aulidzie Siedzimy wskutek ciszy bezczynnie. W tej nędzy, Powiada wieszczek Kalchas, trzeba jak najprędzej Mą córkę Ifigenję poświęcić w ofierze Bogini Artemidzie, która te rubieże Ma w swojej władzy świętej, gdyż li na tej drodze Na morze wypłyniemy i zburzymy srodze Gród Frygów [,że natomiat nic z tej całej sprawy Nie będzie, gdy ofiary zaniedbamy]. Krwawy Ten wyrok posłyszawszy, kazałem w te tropy, Ażeby mi Talthybios porozpuszczał chłopy. Bom przecież nie mógł zabić swojej córki lubej. Lecz brat mój doprowadził, żem się do tej zguby Nakłonił, przeróżnemi trapiąc mnie namowy. I otom do małżonki wysłał list gotowy Z rozkazem w jego zwojach, że nadeszła chwila, Gdzie córka nasza zostać ma żoną Achilla I że ją ma tu przysłać. Podnosząc zalety Mężnego oblubieńca, piszę, że niestety Nie myśli z Achajami wypłynąć na wody, Jeżeli nie dostanie narzeczonej młodej Do Ftyi. Tom jej dodał. W ten sposób, o całem

Skłamawszy zaślubieniu, skłonić ją mniemałem Do drogi. W tajemnicę rzecz ta jest spowita Dla wszystkich Achajczyków. Zna ją li wróżbita, On, Kalchas, Odysseusz i Menelej. W liście Tym oto pragnę dzisiaj, kroku oczywiście Żałując poprzedniego, odwołać rozkazy Pierwotne: Sam widziałeś, żem go tyle razy Zamykał i otwierał. W nocy, potajemnie Pisany był. Więc, stary, weź-że go odemnie I spiesz co tchu do Argos. A co list ten chowa We wnętrzu, jakie są tam napisane słowa. Opowiem ci, bo komuż mam tak ufać, komu, Jak tobie, słudze żony i mojego domu.

STARZEC.

Mów, iżby była między listem zgoda, A tem, co język mój poda.

AGAMEMNON (czyta)

"Do poprzedniego list dołączam wtóry, Ty, latorośli Ledy! Nie posyłaj córy Do tej eubejskiej przystani, Ku tej aulidzkiej toni, Po której wichr nie goni. Przyszlesz ją wtedy - To będzie lepiej dla niej -, Gdy dziecku naszemu przygotujesz może Ucztę weselną w dogodniejszej porze".

[STARZEC.

A czy Achilles, żony Tak naraz pozbawiony,

Będzie spokojny? Azali Gniewów w swem wnętrzu strasznych nie rozpali Przeciwko tobie i małżonce twojej? Rozważ to sobie, Czy jakiej klęski nie będzie?

AGAMEMNON.

Achill w tej mierze Czynnego udziału nie bierze, Jedynie Imię li jego wpleciono w orędzie. Nie wie o ślubie ani o mym czynie, Nie wie, że ja mu do łoża Miałem sprowadzić swą córę.]

STARZEC.

Na sprawy się ważysz ponure, Agamemnonie, mój książę! Pod tą pokrywką, że twa córka hoża I luba się wiąże Z synem bogini, Straszną ofiarę czyni Na rzecz Danaów twój krok.

AGAMEMNON.

Biada człekowi, o biada, Co naraz zmysły postrada! Ajaj! W jakiż zapadam się mrok! Skrzydła swym stopom daj I pędź, niech w tej drodze Starość nie wstrzyma cię twoja!

STARZEC.

Pędzę!

AGAMEMNON.

A wzbraniam ci srodze, Byś nie spoczywał u zdroju, Niech snem się znużenie nie krzepi!

STARZEC.

Myśl o mnie lepiej.

AGAMEMNON.

A zważaj: Jeżeli Przyjdziesz na miejsce, gdzie się droga dzieli, Niech pilnie strzegą twe oczy, Czy jaki się wóz Na szybkich kołach nie toczy, Któryby córkę mą niósł Do tych aulidzkich wód. A jeśli w miejscu jakiem Ujrzysz ten rydwan z orszakiem, Pochwyć-że lejce w te tropy I zawróć go w gród, Który nam wzniosły Cyklopy!

STARZEC.

Tak zrobię!

AGAMEMNON.

A teraz za brony!

STARZEC.

Jak znajdzie wiarę ma wieść U twojej córki i żony?

AGAMEMNON.

Trzeba ci list tak nieść, Abyś nie złamał pieczęci!

Niechże się droga twa święci! Idź! Świta! Zorza już w blaskach spowita! Już na niebiosa Zajeżdża oto przed nami, Płomienistymi ziejący ogniami, Poczwórny zaprząg Heliosa. Ulżyj mej doli! Niema człowieka pod słońcem Coby nie spotkał się z końcem Swej szczęśliwości. Każdego raz coś zaboli - Ból wszędzie gości!

CHÓR niewiast z Chalcydy.

Przychodzę oto w ten czas Na sypki Aulidy brzeg, Przebywszy wązki pas, Fal Eurypowych ścieg. Rzuciłam ojczysty swój Chalcydy nadmorski gród, Co Arethuzy zdrój Podsyca falą swych wód. I oto na lądzie tym staję, By zbrojne zobaczyć Achaje, Skrzydlate nawy półbogów U tych pobrzeżnych progów. Jak opowiada Naszych małżonków rada, Mają te statki się nieść - Taka powszechna jest wieść - W całej mnogości swojej

Po mórz topieli do Troi. Pono stanąwszy na przedzie Płowy Menelej je wiedzie I Agamemnon dostojny: Obaj, gotowi do wojny, Chcą odbić Helenę: zaloty Parysa, pięknego pasterza, Porwały ją kiedyś z wybrzeża Zatrzcinionego Euroty - Dar-ci to Afrodyty, Onej godziny zdobyty, Kiedy z Cyprydą Pallas się i Hera Nad źródłem o piękność spiera.

*

Przez Artemidy gaj Ofiarny pędziłam w cwał, Mojego lica maj Wstydliwy płomień grzał, Gdym pomyślała, że w lot Rycerny zobaczę tłum, Oręże zbrojnych rot I stada koni, iż szum Usłyszę obozu w te czasy... I oto obydwa Ajasy Zasiedli pospołu do rady: I syn Ojleja i włady Syn Telamona, On, Salaminy korona! Protesilaos też siadł, Kunsztowi warcabów rad. Przesuwa z nim razem piony Wnuk Posejdona rodzony,

Palamed... Tam kręgiem dyska Z lubością Diomed ciska, Tu ten, co zadziwia ziemię, Merjones, Aresa plemię, Między druhami się trzyma, Tu znowu Laertiada, Co skalnym ostrowiem włada, Przed memi staje oczyma. I ciebie ujrzały me oczy, Ty Nireusie uroczy - Większą pięknością któż się może ninie W greckiej pochlubić krainie?

*

Zdarzyła mi widzieć ta chwila

I szybkonogiego Achilla,

Co wichrem skrzydlate ma pięty,

Syna Tetydy bożej,

A wychowańca

Cheirona:

Tak mi się złoży,

Iż, w zbroję zamknięty,

Wyścigu oto dokona

U krańca

Morskich, krzemiennych wybrzeży

O palmę nagrody,

Widziałam, bieży

Z poczwórnym zaprzęgiem w zawody.

Eumelos, wnuk Feresowy.

Głośnemi zagrzewa słowy

Swoje rumaki bez skazy -

Na tem igrzyskuBiczem wymierza im razy,

Tym najpiękniejszym z koni

Z złotym munsztukiem w pysku.

Para, co w środku, wzięta w jarzmo, goni,

Maści jest szronowatej,

Zaś dwa na lejcach powodne bachmaty

To dwa kasztany

Z pstrymi u kopyt kosmyki.

Tak, w zbroję odziany,

Pędzi Pelida wzdłuż nasady bryki,

Prześciga piasty jej kół.

*

Widziałam dzisiaj i rozliczne statki - Niewysłowienie to rzadki Widok dla oka, Rozkosz głęboka Na takie patrzeć nawy! Po stronie prawej Flocie swych łodzi Bóg Mirmidonów przewodzi, Który pięćdziesiąt naw Wysyła wpław Do tej wojny. A na nich mnogi lud zbrojny Z ftiockiej prowadzon ziemi. Na rufie okrętu, u góry, Nereuszowe córy Świecą się barwy złotemi, Wojsk Achillowych godła.

*

I równowioślne argiwskie okręty, Gotowe pójść na odmęty, Tuż obok stały. Wódz tej nawały Syn Mekisteja - od dziada Wiedzę posiada, Od Talaosa. Sthenelos, syn, przez niebiosa Kapanejowi dan, Rusza z nim w tan Ten krwawy. Attyckie ustawił nawy - Sześćdziesiąt - syn Tezeusza: W zaprzęgu skrzydlatych koni Bogini Pallada goni - Na szczęście żeglarz wyrusza W tym znaku okrętowym.

*

Beockie widziałam też siły:

W pięćdziesiąt się naw zgromadziły,

Przyozdobionych pięknie:

Kadmos się smoka nie zlęknie,

Jeno złotego olbrzyma

Na rufie okrętu trzyma.

Leithos, ziemioród, przewodzi

Onej gromadzie łodzi.

Zaś z Lokris i ftyjskiej ziemi

Z siły okrętów równemi

Zjawił się szlakiem wód

Waleczny syn Oileja...

Zaś z Myken, warowni Cyklopów,

Na czele przezbrojnych chłopów,

W sto statków, do walki gotowy,

Przybył tu syn Atrejowy.

U boku mężnego własta

Widziałam także Adrasta:

Jak druh przy druhu, chce razem

Dzielnem odbijać żelazem

Tę, co z ojczyzny zbiegła,

Cudzej miłości uległa.

Nestora też liczny jest szyk:

Na rufach, z nogami, jak byk,

Alfeos, bożyszcze kraju.

*

I ojniańskich okrętów dwanaście Przy królu Guneju, swym właście, Obok nich statki zaś idą Pod tymi, co rządzą Elidą - Lud ich Epeje się zowie -, A podlegają głowie. Eurytosowi. Dalej Widziałam na morskiej fali Zastęp z wiosłami białemi, Przybyły z tafijsklej ziemi. Na czele ich Meges wyrusza, Syn Fineusza, Co z echinadzkich wysp wywodzi ród: Do jego groźnych wód Żaden o, żaden z żeglarzy Z swoim się statkiem nie waży.

*

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.