ROZDZIAŁ 3
Problem
Po wyjściu Marychy Patrycja jeszcze długo myślała. Niemal bezwiednie szykowała ubrania, zeszyty i książki na jutro, a w tym samym czasie układała sobie w głowie wszystko, o czym rozmawiała z przyjaciółką. Podczas brania prysznica analizowała sensowność tych kilku powodów, które udało im się wymyślić. W trakcie szczotkowania zębów zastanawiała się, co dodałaby do obydwu list, gdyby racjonalność nie była ograniczeniem.
Gdy w końcu położyła się w łóżku, doszła do wniosku, że niezależnie od tego, jak wiele argumentów za i przeciw znajdzie, jej decyzja ostatecznie i tak będzie emocjonalna. A już na pewno będzie się wiązała z emocjonalnymi konsekwencjami.
Z całej siły przytuliła pluszowego misia od Marka, wspominając, jak beznadziejnie czuła się dzisiaj, okłamując swojego chłopaka. Wyobraziła sobie, jak wielki ból sprawiłaby mu, gdyby zaprosiła Bogusława na mecz Torpedy i w rezultacie to Kuba dostałby się do drużyny prowadzonej przez Samera. Wiedziała, że byłoby jej z tym źle. Potwornie źle.
Zaraz potem jednak w głowie Pati pojawił się obraz tego, jak ogromna byłaby radość Kuby na wieść o tym, że został przyjęty do Tytana. I nagle wszelkie negatywne skutki przestały mieć znaczenie. Chciała tego dla niego.
Tylko że równie mocno pragnęła uszczęśliwić Marka. A myśl o tym, że widywałaby go codziennie przed treningami i po nich, wprawiła ją w dobry nastrój, który stał się jeszcze lepszy, gdy zdała sobie sprawę, że w tym scenariuszu ona też grałaby w Tytanie.
Przez ostatnie dwa dni tak bardzo zamartwiała się konsekwencjami swojej decyzji, że całkiem zapomniała o ekscytacji, jaką poczuła, gdy Bogusław obiecał zaproponować jej kandydaturę jako bramkarki kobiecej drużyny.
"To by było coś" - pomyślała i westchnęła przeciągle.
A potem nieco posmutniała, bo przypomniała sobie, jak kiepsko musiała dzisiaj wypaść przed Bogusławem. Nie jako bramkarka, tylko jako dziewczyna, która ciągle miesza i kombinuje. Miała nadzieję, że jej zachowanie nie skłoniło go do zmiany zdania na jej temat. Tak czy siak, musiała mu wszystko wyjaśnić i najlepiej zrobić to jak najszybciej. Postanowiła, że jutro zdobędzie jego numer i najpóźniej pojutrze do niego zadzwoni. Być może do tego czasu zdąży już podjąć decyzję. W takim wypadku od razu by mu przekazała, na którym meczu powinien się stawić. A jeśli nie... Tym zamierzała przejmować się później. Teraz jej myśli i tak były zbyt zaprzątnięte Markiem i Kubą.
Zostając przy emocjach, spróbowała ocenić, który z chłopaków cieszyłby się bardziej z dostania się do Tytana, ale nie potrafiła tego jednoznacznie stwierdzić. Jedyne, co do czego miała pewność, to że nie byłaby to identyczna radość. Kubę cieszyłaby przede wszystkim możliwość uczenia się od najlepszych i zaistnienia w wyższej lidze, a Marka - bliskość Pati.
Ale czy konieczność codziennego dojeżdżania na treningi i mecze w dłuższej perspektywie nie okazałaby się dla niego męcząca? Zwłaszcza jeśli podchodziłby do nauki na studiach równie ambitnie jak w liceum? Przecież to mnóstwo zmarnowanego czasu, który mógłby wykorzystać na siedzenie nad książkami albo inne obowiązki związane z wybranym przez siebie kierunkiem. A że bez dwóch zdań wolałby jeździć do Drabi samochodem niż autobusem, raczej nie miałby jak się uczyć po drodze.
Może dla dobra jego wykształcenia Patrycja powinna nalegać, żeby rozważył też kluby w pobliżu uczelni, na których chciał studiować? Może to, że widywaliby się tylko w weekendy, nie byłoby wcale takie złe? Może, mając okazję za nim zatęsknić, zrozumiałaby, co do niego czuje?
- Hmm... - mruknęła cicho i kontynuowała swoje rozważania.
Spróbowała zobaczyć oczami wyobraźni, jaka byłaby reakcja każdego z chłopaków w odwrotnym przypadku - gdyby nie dostał szansy na grę w Tytanie.
Marek na pewno byłby zawiedziony, zwłaszcza gdyby to Kuba dostał się do klubu zamiast niego. Niewątpliwie zezłościłby się też na Pati. Być może nigdy by jej tego nie wybaczył. To mogłoby oznaczać początek końca ich związku i już samo myślenie o tym było trudne.
Natomiast Kuba... no cóż, on nie wiedział o powiązaniu Bogusława z Samerem i Patrycja wcale nie musiała mu o tym mówić. A nawet gdyby wiedział i byłoby mu przykro, że Pati go nie wybrała, nie umiała sobie wyobrazić, by ją o to obwiniał. Może nawet znalazłby jakiś pozytyw w tej sytuacji. Bo taki właśnie był Kuba. Podchodził do życia z uśmiechem - wbrew temu, jak życie go traktowało.
Na samą myśl o jego uśmiechu, Patrycję ogarnęła radość. Nie mogła się doczekać, aż na jutrzejszym treningu zobaczy ten uśmiech na żywo.
Tak czy owak, wyglądało na to, że wolała uniknąć negatywnej reakcji Marka niż Kuby. Nie chciała jednak, by właśnie to zaważyło na jej decyzji.
Ziewnęła przeciągle, wykończona rozmyślaniem o trudnych sprawach i całym dzisiejszym dniem. Zdumiewająco rozsądnie uznała, że nic więcej dzisiaj nie wymyśli i najwyższa pora spać. Przewróciła się więc na bok i zatopiła policzek w miękką poduszkę.
- - -
Tuż po przebudzeniu chwyciła leżące na szafce nocnej telefony - swój i Pawła. Nie miała pojęcia, skąd ten odruch. Podejrzewała, że usłyszała przez sen sygnał przychodzącego powiadomienia - bo nie posądzała się o umiejętności prorokowania, a na obydwu urządzeniach znalazła SMS-y. Jeden od Marka, jeden od Kuby. Zupełnie jakby wyczuli, że myślała o nich do późna, i nie chcieli, by zapomniała o konieczności wybrania jednego z nich.
Wiadomość od Marka zapowiadała, że w związku z kiepską pogodą podjedzie po Pati autem. Ostatnimi czasy robił to coraz częściej, co trochę potwierdzało jej przypuszczenie, że chłopak już zawsze będzie przedkładał ten sposób transportu nad inne.
Odsunęła zasłony, by sprawdzić, czy Marek przypadkiem nie przesadza. W końcu jeszcze wczoraj siedzieli w ogrodzie jej dziadków, ogrzewani wiosennymi promieniami słońca.
Okazało się, że nie przesadzał. Kiedy oczom Patrycji ukazała się kurtyna deszczu przesłaniająca świat, wymruczała wyrazy niezadowolenia pod nosem, po czym odpisała, że samochód to świetny pomysł i że będzie gotowa za czterdzieści minut.
Potem przeczytała SMS-a od Kuby:
"Nie mogę się doczekać taplania się w błocie po południu".
Parsknęła śmiechem.
"Przynajmniej będziemy mogli sobie darować wizytę w SPA", odpowiedziała, bo to było pierwsze, co przyszło jej do głowy na myśl o błotnej kąpieli.
Humor natychmiast jej się poprawił. Pomimo niesprzyjającej aury z niecierpliwością wyczekiwała dzisiejszego treningu. Przemyślenia związane z Tytanem też nagle przesunęły się gdzieś w głąb jej umysłu.
"Byle przetrwać dzień w szkole" - stwierdziła w duchu, uśmiechając się do swojego odbicia w łazienkowym lustrze.
Niedługo później zeszła na parter z plecakiem na ramieniu, i chowając za plecami talerzyk z babcinymi wypiekami, których od wczoraj nie zjadła. Mamy nie było jeszcze w kuchni, więc Pati wyjęła z szuflady foliową torebkę i zapakowała do niej ciastka, by zabrać je ze sobą do szkoły. Uznała, że nie będzie się nimi zapychać od samego rana, ale po chwili namysłu wyciągnęła jedno z nich i w całości wsadziła do ust. Tak tylko, żeby się upewnić, że nie sczerstwiały.
- Mmm - wymruczała z rozkoszą, gdy znajomy smak cukru i czekolady dotarł do jej kubeczków smakowych. Tyle wystarczyło, by uświadomiła sobie, że jest potwornie głodna.
Sięgnęła po jeszcze jedno ciasteczko, a pozostałe schowała do plecaka. Nucąc wesołą melodię, wzięła się za przygotowywanie śniadania.
- Widzę, że rozmowa z Marysią dobrze ci zrobiła - usłyszała za sobą głos matki.
Odwróciła się do niej i wyszczerzyła zęby.
- Najwyraźniej - odpowiedziała i dopiero wtedy przypomniała sobie, że według wersji wydarzeń, która została wczoraj przedstawiona Bożenie, to Marycha chciała porozmawiać z Patrycją, a nie odwrotnie. Czy komentarz mamy oznaczał, że podejrzewała, jaka była prawda?
Pati zmrużyła oczy i spróbowała odczytać z wyrazu twarzy rodzicielki, co dokładnie miała na myśli. W odpowiedzi Bożena uniosła nieznacznie brew, jakby w ten sposób chciała coś przekazać córce, ale nic nie powiedziała. Prowadziły tę niemą rozmowę przez kilka długich sekund, aż Patrycja postanowiła zmienić temat.
- Chcesz kanapkę z serem i pomidorem?
- Poproszę - odparła matka i kącik jej ust powędrował delikatnie do góry.
To utwierdziło Pati w przekonaniu, że mama jej nie uwierzyła. Ale też w tym, że nie ma jej nic za złe i poczeka, aż córka sama wyrazi chęć przegadania tego, co jej leży na sercu.
- Dziękuję, mamo - powiedziała.
- - -
Była gotowa do wyjścia kilka minut przed umówioną z Markiem godziną. Wiedziała, że chłopak przyjedzie punktualnie, i nie chciała, żeby na nią czekał. Pożegnała się z mamą, włożyła wiosenno-jesienny płaszczyk, chwyciła parasolkę i przystanęła przy połowicznie otwartych drzwiach wejściowych, przez które wypatrywała niebieskiego auta Marka.
Nie lało już jak z cebra, ale z szarawych chmur przesłaniających niebo wciąż miarowo spadały malutkie krople wody. Pati cieszyła się, że dzięki swojemu chłopakowi nie zmoknie w drodze do szkoły. Miała nadzieję, że pogoda trochę się polepszy w ciągu dnia, bo o ile nie przejmowała się tym, że po południu ubrudzi się błotem, o tyle nie była fanką treningów w deszczu, szczególnie w temperaturach niższych niż dwadzieścia stopni. Być może jej nastawienie byłoby inne, gdyby po wszystkim mogła się przebrać w suche ubrania. Tego jednak, z oczywistych powodów, nie mogła zrobić. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, że być może będzie musiała jechać na rowerze w przemoczonych ciuchach. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć. Tym bardziej że w takim wypadku śpieszyłaby się z powrotem do domu i ciepłego prysznica, co oznaczało zrezygnowanie z odprowadzania Kuby i jednej z ich potreningowych pogawędek. A bardzo lubiła te pogawędki.
Przypomniało jej to, że przed śniadaniem wyłączyła dźwięk w obydwu telefonach i mogła nie słyszeć, jeśli kolega pisał. Wyjęła z plecaka komórkę Pawła. Znalazła na niej wiadomość przysłaną kilkanaście minut wcześniej:
"Masz rację. Przypomnij mi przed treningiem o nałożeniu na gębę błotnej maseczki. Podobno działa cuda na cerę".
Czytając to, Pati znowu nie umiała powstrzymać śmiechu.
"Nie wiem, kto ci polecał ten zabieg, ale coś mi się wydaje, że mógł nie mieć na myśli błota z naszego boiska", napisała.
Odpowiedź przyszła szybko:
"Nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy".
"Chyba nie jestem gotowa na podjęcie tego ryzyka", wystukała na klawiaturze telefonu.
Już miała wysłać tego SMS-a, gdy samochód Marka zatrzymał się na drodze tuż przed nią. Była tak zaabsorbowana pisemną konwersacją z Kubą, że nie słyszała, jak auto podjeżdża.
Pośpiesznie schowała komórkę do kieszeni płaszcza, po czym wyszła na zewnątrz, zamknęła drzwi na klucz, nasunęła na głowę kaptur i podbiegła do pojazdu.
- Cześć - przywitała się wesoło z Markiem, zajmując miejsce pasażera.
- Cześć. - Nachylił się i cmoknął ją w usta. - Ktoś jest w dobrym humorze - zauważył.
- Być może - odpowiedziała, nieustannie się uśmiechając.
Kiedy samochód ruszył, ukradkiem wyjęła telefon Pawła.
- Cholera - mruknęła do siebie, bo nagle się zorientowała, że pisząc do kolegi, zapomniała, że powinna udawać swojego kuzyna. Pośpiesznie zmieniła słowo "gotowa" na "gotowy" i dopiero wtedy wysłała wiadomość.
- Co jest? - zainteresował się Marek.
- Nic, nic - powiedziała i zaśmiała się pod nosem z własnej głupoty.
- Nic? - dopytał podejrzliwie. - Do kogo pisałaś?
- Do... - zawahała się, ale ostatecznie zdecydowała się postawić na szczerość. Miała dosyć wymyślania kłamstw. Zwłaszcza przy Marku. - Do Kuby.
- Po co?
- Po co? - Zmarszczyła brwi. - No... Po prostu pisaliśmy o dzisiejszym treningu.
- A co jest tak ciekawego w dzisiejszym treningu, że wymaga omówienia o siódmej rano?
- Ósmej - burknęła, nieco urażona jego zbyt dociekliwym tonem.
- Co takiego? - zdziwił się Marek.
- Jest bliżej ósmej niż siódmej - wyjaśniła i westchnęła. - Nieważne - dodała, uznając, że niepotrzebnie się dąsa.
- Okej, no więc co jest tak ciekawego, że piszecie o tym przed ósmą rano? - ponowił pytanie.
- Deszcz. - Wzruszyła ramionami. - Zastanawialiśmy się, jak bardzo upaprzemy się dzisiaj błotem. - Parsknęła cicho.
Marek przez chwilę nic nie mówił.
- Często tak ze sobą piszecie? - zapytał, wpatrzony w drogę za przednią szybą, po której miarowo przesuwały się wycieraczki.
W pozornie cierpliwym oczekiwaniu na odpowiedź rozprostował palce prawej dłoni, po czym owinął je z powrotem wokół kierownicy, nie zaciskając ich jednak mocno. Potem zrobił to samo z drugą ręką. Pati zastanowiło, czy to jego nowy sposób na ujarzmianie negatywnych emocji.
- No... - zaczęła, myśląc nad prawidłową i jednocześnie prawdziwą odpowiedzią. - Czasami. Pewnie tak samo często jak ty ze swoimi kumplami. - Ledwo to powiedziała, uzmysłowiła sobie, że Kuba jest jedynym kolegą Pawła, z którym utrzymuje tak intensywny kontakt. Z Tomkiem czy Łukaszem, a nawet Michałem, pisała może raz na tydzień albo dwa. Wystarczyło jej, że razem trenowali. Rzadko miała potrzebę, by pomówić z nimi o czymkolwiek innym niż kwestie związane z Torpedą.
- Z kumplami widuję się w szkole i na treningach - odparł Marek, jakby doszedł do podobnego wniosku.
- No okej - stęknęła. - Ale czasami macie coś do przegadania poza szkołą i szatnią, prawda?
- Czasami - przyznał po chwili i zwolnił, włączając przy tym kierunkowskaz.
- A Paweł widuje chłopaków z drużyny właściwie tylko na treningach i meczach - dodała Patrycja. - Więc jest więcej spraw, o których nie mamy kiedy porozmawiać.
- Jakich spraw? - Skręcił na niewielki parking pod szkołą.
- Oj, Marek - jęknęła. - Ja nie pytam, o czym ty gadasz z kumplami.
Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu, ale zamiast od razu wyartykułować to, co chodziło mu po głowie, najpierw zaparkował na jednym z ostatnich wolnych miejsc, a potem spojrzał na Pati.
- Nie pytasz, bo dobrze wiesz, że gadamy o samochodach i cyckach. - Uniósł sugestywnie brew, na co Patrycja przewróciła oczami i zacisnęła usta, by nie dać po sobie poznać rozbawienia.
Wiedziała, że Marek przytacza jej komentarz z imprezy z jego znajomymi, na której byli jakiś miesiąc temu. Doskonale pamiętała ten moment. Wydawało jej się wtedy, że popełniła gafę i chłopak będzie na nią zły, a tymczasem rozśmieszyła towarzystwo. I najwidoczniej Marek miał z tego ubaw do tej pory.
- Rozumiem, że męskie pogawędki Pawła i jego kumpli wyglądają podobnie? - dopytywał z zadziornym błyskiem w oczach.
- A idźże. - Pacnęła go w ramię i nie powstrzymywała już chichotu.
Marek złapał jej dłoń jedną ręką, a drugą położył na jej karku. Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Pati długo nie mogła przestać się śmiać, lecz to wyraźnie mu nie przeszkadzało. W końcu poddała się pocałunkowi bez reszty i na chwilę zapomniała, że w jej myślach jest miejsce na więcej niż jednego chłopaka.
Całkiem możliwe, że taka właśnie była intencja Marka.
- - -
- I jak, przespałaś się ze swoim problemem? - zapytała Marycha, gdy tylko Patrycja z rozanieloną miną klapnęła na krześle obok niej w sali lekcyjnej.
- Mam nadzieję, że "problem" to nie nowa ksywa Anielaka - rzucił Piotrek z ławki za dziewczynami, niby pod nosem, jednak na tyle głośno, że go usłyszały.
Pati poczuła, że jej policzki się rumienią, ale mimo to odwróciła się do kolegi, by posłać mu złowrogie spojrzenie.
Maryśka zrobiła to samo i oznajmiła:
- Cieszę się, że w końcu dorosłeś do tego, żeby przyznać, że Marek nie jest niczyim problemem.
- Nie no! - zaprzeczył natychmiast. - Tego nie powiedziałem.
- Ale to i tak nie powód, żebyś interesował się sprawami, które cię nie dotyczą - dodała, ignorując jego odpowiedź.
- To nie gadajcie o nich przy nas - bąknął siedzący obok Piotrka Marcin.
- To nie podsłuchujcie! - zripostowała Marycha i westchnęła teatralnie.
- Czyli to babskie sprawy - podpowiedział konspiracyjnym tonem Piotrek, zwracając się do kolegi z ławki.
- A żebyś wiedział! - fuknęła Maryśka i szybkim ruchem odwróciła się z powrotem do tablicy, po czym skrzyżowała ramiona na piersi.
Patrycja nie była pewna, czy też powinna grać obrażoną. Na wszelki wypadek powtórzyła ruchy przyjaciółki i nachyliła się do jej ucha.
- O co właściwie się złościmy? - spytała szeptem.
- O nic - odparła Marycha. - Po prostu miałam ochotę zrobić coś, hmm... dramatycznego. - Kącik jej ust drgnął.
- No to ci się udało. - Pati zerknęła ukradkiem na Piotrka i Marcina. Obydwaj wyglądali na zdezorientowanych. Stwierdzili też chyba, że rozsądniej się nie odzywać. Może nawet uwierzyli, że to faktycznie jakaś babska sprawa, o którą lepiej nie dopytywać, by nie narazić się na większego focha.
- Świetnie - skwitowała Maryśka i oparła się przedramionami o blat ławki, a tym samym odsunęła się od kolegów. Poczekała, aż Patrycja do niej dołączy i dopiero wtedy powiedziała cicho: - Okej, gadaj. Co wymyśliłaś od wczoraj?
- Tobie się chyba wydaje, że nie mam nic innego do roboty, tylko...
- Tylko myśleć o swoich chłopcach? - weszła jej w słowo. - Tak, dokładnie tak myślę - przyznała i zanim Pati zdążyła zaprotestować, wyjaśniła: - To znaczy może i masz co innego do roboty, ale nie sądzę, żebyś cokolwiek innego robiła.
- No dobra - zgodziła się niechętnie Patrycja. - Możesz mieć trochę racji.
- No więc, co wymyśliłaś?
- W sumie nic nowego, poza tym, że... - zawahała się.
- Poza tym, że? - ponagliła ją Marycha.
- Poza tym, że... - Przygryzła wargę. Nie do końca chciała o tym mówić, ale jednocześnie potrzebowała się wygadać, a tylko Maryśka była do tego odpowiednią osobą. - Chyba wolałabym uniknąć reakcji Marka, gdyby... - Rozejrzała się po klasie, by upewnić się, że nikt ich nie podsłuchuje. - Gdybym zaprosiła pana Bogusława na mecz Malinówki i potem Kuba dostałby się do Tytana.
Marycha cmoknęła ze zrozumieniem.
- No tak, szybko by zaczaił, co się wydarzyło. - Pokiwała głową. - Kuba nic nie wie, więc byłoby...
- ...prościej - dokończyła Pati.
- No cóż, to też jakiś powód.
- Tylko że niewłaściwy.
- Uch - mruknęła Maryśka. - Właściwy, niewłaściwy. - Zamachała niedbale ręką. - A może byś tak, dla odmiany, olała sprawiedliwość i pomyślała, jaki wpływ to wszystko będzie miało na ciebie?
- Na mnie? Ale to ma w tym wszystkim najmniejsze znaczenie. Chodzi o przyszłość chłopaków, nie moją.
- Nieprawda.
- Nieprawda? - Patrycja uniosła brwi w zdumieniu.
Marycha skinęła poważnie głową.
- Też o tym trochę myślałam i... - zaczęła.
- Nie miałaś nic lepszego do roboty? - wtrąciła sarkastycznie Pati.
- Tylko rozmowę z Jackiem. - Uśmiechnęła się figlarnie.
- Czyli tak naprawdę nie myślałaś, tylko gadałaś o tym z moim bratem? - bąknęła niezadowolona Patrycja.
Maryśka już otwierała usta, by odpowiedzieć, gdy zadzwonił dzwonek. Obydwie popatrzyły w stronę biurka pod tablicą, przy którym już siedział nauczyciel. Nie czekając, aż dyskusje uczniów całkiem przycichną, otworzył dziennik i zaczął sprawdzać obecność.
Marycha wymruczała pod nosem coś niezrozumiałego, co brzmiało trochę jak: "Daliby człowiekowi spokojnie porozmawiać", po czym wyprostowała się na krześle.
- Pogadamy na przerwie - zapowiedziała.
- - -
Kiedy tylko lekcja się skończyła, wybiegły na korytarz i znalazły cichy kąt, z dala od największych tłumów.
- No więc? - spytała oskarżającym tonem Pati. - Wygadałaś wszystko Jackowi, tak?
- No... - Maryśka zrobiła przepraszającą minę. - Tak - przyznała. - Ale to przecież Jacek! - dodała pośpiesznie. - I tak byś mu o tym powiedziała, prawda?
- Mary! - wykrzyknęła, poirytowana nie tyle tym, że jej brat został poinformowany o jej kolejnym zmartwieniu, co tym, że najwyraźniej nie powinna zakładać, że kiedy zwierza się z czegoś przyjaciółce, w domyśle pozostaje to między nimi dwiema i nikim innym. - Serio? Już nic ci nie mogę mówić?
- Nie powiedziałabyś mu? - dopytała Marycha z nutką poczucia winy w głosie.
- Powiedziałabym - burknęła. - Ale wolałabym sama decydować, o czym mu mówię. I kiedy.
- Okej, kumam - wymamrotała Maryśka i na moment opuściła wzrok na podłogę. - Przepraszam, następnym razem zapytam - obiecała. - Wybaczysz mi? - Popatrzyła na Patrycję błagalnym, pełnym skruchy spojrzeniem dużych, jasnobrązowych oczu, któremu nikt nie dałby rady się oprzeć.
I Pati też szybko skapitulowała.
- Niech ci będzie - rzuciła niezobowiązująco, na co Marycha zamknęła ją w ciasnym uścisku. - Dobra, dobra. - Odsunęła przyjaciółkę od siebie. - Lepiej powiedz, co wam wyszło z tego obgadywania mnie - zabrzmiała ciut bardziej defensywnie, niż planowała.
- Mam wrażenie, że nie do końca mi wybaczyłaś - zauważyła Maryśka.
- Wybaczę do końca, kiedy się dowiem, do jakich genialnych wniosków na mój temat doszliście za moimi plecami.
- Okej - zgodziła się ostrożnie Marycha. - No więc... O czym to gadałyśmy, zanim nam wcześniej przerwano?
Pati uśmiechnęła się pod nosem.
- O właściwych i niewłaściwych powodach - odpowiedziała.
- O, właśnie! Chciałam ci powiedzieć, że nie powinnaś na to patrzeć w ten sposób.
- W jaki sposób?
- No, wiesz, jak na jakiś dylemat moralny.
- Nie rozumiem.
- Ewidentnie próbujesz wybrać tak, żeby uniknąć wyrzutów sumienia.
Pati zamrugała, przemyśliwując te słowa.
- Staram się tylko... zminimalizować straty - oznajmiła po chwili.
- Straty, czyli...?
- Czyli... - urwała, niepewna, co konkretnie ma na myśli. - No, po prostu... Chcę, żeby rezultatem mojej decyzji było jak najwięcej szczęścia i... jak najmniej cierpienia? - zakończyła tak, jakby proponowała poprawną odpowiedź.
- Wow. - Maryśka uniosła brwi. - I pewnie jeszcze byś chciała przewidzieć nie tylko natychmiastowy rezultat, ale też to, co się wydarzy potem? Jak dzięki tobie, albo przez ciebie, potoczą się życia Marka i Kuby?
Patrycja przełknęła ślinę.
- Być może - odparła nieśmiało, jak gdyby to, że przejmowała się dobrem i przyszłością innych, było czymś, czego powinna się wstydzić. - I co z tego?
- To, moja droga Patrycjo - Marycha wymierzyła w nią palcem - że nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji. I nie powinnaś przypisywać sobie zbyt wielkiej mocy sprawczej. A przyszłość innych zależy przede wszystkim od ich własnych wyborów. Nie twoich.
Pati uniosła oczy ku sufitowi.
- Coś mi się wydaje, że zrobiła się z tego zbyt poważna rozmowa jak na szkolny korytarz.
- A mnie się wydaje, że robisz z igły widły - odparowała Maryśka.
- I to jest ten wniosek, do którego doszliście z Jackiem? - Patrycja spojrzała na nią z powątpiewaniem.
- Jeden z wniosków - potwierdziła. - Ale nie główny.
- To może w końcu mi powiesz, jaki jest ten główny?
- Taki, że przejmujesz się wpływem swoich decyzji na życie innych, a zapominasz o własnym. Albo jeszcze gorzej: podejrzewasz, jak twoje decyzje wpłyną na twoje życie, ale i tak bardziej przejmujesz się wszystkimi dookoła, a nie sobą.
- No ja nie wiem - odpowiedziała Pati, po czym zmarszczyła brwi, bo nagle w jej głowie pojawiło się wspomnienie z obozu. - Iza powiedziała mi kiedyś coś podobnego. Że za bardzo się przejmuję innymi.
- Jeśli już trzy osoby to zauważyły, coś musi być na rzeczy.
- Iza to podła intrygantka, której zależy tylko na niej samej - mruknęła nieprzekonana.
Marycha uniosła otwarte dłonie w pojednawczym geście.
- Nie twierdzę, że masz być samolubną intrygantką - powiedziała. - Ale nie możesz też przeginać w drugą stronę. Kiedy ostatni raz zrobiłaś coś tylko dla siebie?
Patrycja nie musiała długo myśleć nad odpowiedzią.
- Praktycznie wszystko, co robię od przeprowadzki do Malinowa, robię po to, żeby spełniać własne zachcianki.
- Przez "zachcianki" masz na myśli marzenia? To, że chcesz grać w piłkę, chociaż znalazłaś się w żałosnej mieścinie, w której połowa ludzi w życiu nie słyszała o kobiecym futbolu? A to wszystko po tym, jak przeprowadziłaś się z mamą, bo wiedziałaś, że to dla niej dobre? Nie zastanawiając się nad tym, co to znaczy dla ciebie?
- To był głupi błąd - bąknęła Patrycja. - Gdybym wcześniej sprawdziła, czy jest tutaj jakaś drużyna, w której...
- To co? - weszła jej w słowo Maryśka. - Powiedziałabyś Bożenie, że nie zgadzasz się na przeprowadzkę? Że ma sobie znaleźć pracę gdzie indziej albo w ogóle jej nie zmieniać?
- No... nie. Niech ci będzie. Okej. Może akurat wtedy nie myślałam o sobie. Ale decyzję o tym, że przebiorę się za chłopaka, podjęłam już tylko dla siebie.
- Bo nie dałam ci czasu na jej przemyślenie - zauważyła.
- Dobra, może to prawda. - Pati rozłożyła ręce. - Co nie zmienia faktu, że... miałam wtedy w głowie jedną myśl, która i tak przesłaniała wszystkie inne.
- Jaką myśl?
- Że zrobię wszystko, żeby móc grać w piłkę.
Marycha pokiwała powoli głową, trochę jakby się z nią zgadzała, a trochę jakby analizowała jej słowa.
- I od tamtej pory naprawdę robiłam... robię wszystko - dodała Patrycja. - Nie przejmując się innymi - załamał jej się głos.
- Mhm, właśnie widzę, jak się nie przejmujesz - odparła Maryśka i otarła łzę spływającą po policzku Pati, która nawet nie spostrzegła, kiedy jej oczy zrobiły się wilgotne. - Może to faktycznie rozmowa nie na teraz. - Westchnęła.
- Może nie - przytaknęła Patrycja, po czym zerknęła na zegarek. - I tak powinnyśmy się już zbierać na historię.
- Wrócimy do tego po szkole? - zaproponowała przyjaciółka.
- Po szkole Marek wpada do mnie z pizzą i oglądamy mecz - powiedziała Pati przepraszającym tonem, choć wcale nie uważała, że powinna przepraszać za to, że umówiła się ze swoim chłopakiem.
- Brzmi jak świetna zabawa - skomentowała to ironicznie Marycha. - To może po treningu?
- Po treningu byłoby idealnie.
- - -
- I co? - zapytała Patrycja, zatrzymując nagranie meczu pomiędzy dwiema z lepszych drużyn kobiecej Bundesligi tuż po zakończeniu pierwszej połowy.
Odsunęła się nieznacznie od Marka, na którego ramieniu się opierała, by móc ocenić wyraz jego twarzy i posłać mu wyczekujące spojrzenie.
Chłopak odchrząknął, wyraźnie próbując zyskać na czasie.
- No przecież się nie obrażę, jeśli powiesz, że grają jak baby - rzuciła żartobliwie.
- Grają jak baby - przyznał Marek, na co Pati przywaliła mu pięścią w bark. Możliwe, że trochę za mocno. - Aua! - zawołał i ze śmiechem zaczął masować miejsce, w które go uderzyła. - To serio bolało - dopowiedział po chwili, na wypadek, gdyby Patrycja miała wątpliwości.
- Przepraszam? - odparła przymilnie.
- Przecież tylko powtórzyłem po tobie. I to za twoim przyzwoleniem.
- Wiem. - Wzruszyła ramionami.
- Wolałabyś, żebym powiedział, że grają jak chłopy?
- Nie - roześmiała się. - Ale możesz mi powiedzieć, co naprawdę myślisz o tym meczu.
- I mogę mówić szczerze, bez obaw, że za chwilę będę musiał się tłumaczyć kumplom w szatni z siniaków?
- Boisz się, że by się z ciebie nabijali, gdyby się dowiedzieli, że pobiła cię dziewczyna?
- O, zdecydowanie. - Kącik jego ust drgnął. - Jak by to się odbiło na moim wizerunku piłkarskiego maczo?
- Taki masz wizerunek? - dopytała z rozbawieniem.
- Nie mam pojęcia. Nie interesuje mnie, co ludzie o mnie myślą.
- Akurat! - Pacnęła go dłonią w udo, tym razem z wyczuciem.
- No dobra. - Przewrócił oczami. - Trochę mnie interesuje. Ale i tak nie mam zamiaru dostosowywać swojego zachowania do oczekiwań innych.
- Hmm - mruknęła Pati, bo kiedy usłyszała o spełnianiu oczekiwań, zdała sobie sprawę, że od dłuższego czasu nie słuchała płyty Against Expectations, i pomyślała, że może zrobi to dzisiaj wieczorem.
- Co "hmm"? - Marek przechylił głowę z zainteresowaniem.
- Nic. - Machnęła ręką. - Coś mi się przypomniało, nieistotne. Lepiej powiedz mi szczerze - podkreśliła - jak ci się podoba mecz. - Skinęła w kierunku zatrzymanego obrazu na telewizorze.
- Bez bicia?
- Bez bicia - obiecała z uśmiechem.
- W takim razie... Całkiem mi się podoba, ale momentami mam ochotę oglądać to w przyśpieszonym tempie. I czasami żal tych przegapionych szans na długie podania albo agresywniejsze zagrania.
- Tia... Słyszałam te twoje mruknięcia pełne zawodu. Czyli za mało się dzieje?
- Gdyby działo się trochę więcej i szybciej, na pewno byłoby ciekawiej.
- Widać, że jesteś przyzwyczajony do grania z facetami.
- Nie da się ukryć - zaśmiał się.
- Uśredniając, kobiety mają gorszą kondycję i mniej siły niż mężczyźni - skwitowała niechętnie.
- Ale muszę przyznać, że te piłkarki mają genialne wyszkolenie techniczne i taktyczne. Nawet seniorzy Malinówki mogliby się uczyć od wielu z nich.
- Kurczę, no, oczywiście! - podłapała Patrycja z nagłym entuzjazmem i aż podskoczyła na kanapie. - W końcu to już najwyższy poziom kobiecej piłki.
- Taki, na którym ty będziesz niedługo grać.
Oboje się uśmiechnęli i przez chwilę milczeli, wpatrując się w siebie nawzajem, jakby telepatycznie wymieniali się pięknymi wizjami przyszłości, jakie malowały się w ich głowach.
- Dzwoniłaś do dziadka? - odezwał się nagle Marek.
- Co? - zdziwiła się Pati.
- Miałaś go poprosić o numer do Kopy.
- Ach, tak. - Zerknęła w bok, na włączony telewizor. - Nie miałam kiedy. - Spojrzała z powrotem na chłopaka.
- Zadzwoń teraz - zasugerował.
- Zadzwonię wieczorem - obiecała, bo była przekonana, że jeśli zgodzi się to zrobić w tym momencie, Marek będzie oczekiwał, że wykona przy nim też kolejny telefon, do Bogusława. A tego wolała uniknąć.
- Dlaczego nie teraz? - dociekał.
Patrycji nie spodobała się jego natarczywość.
- Bo teraz mi się nie chce - oznajmiła dziecinnie. - Poza tym mamy jeszcze drugą połowę meczu do obejrzenia. - Sięgnęła po pilota leżącego na stoliku kawowym obok pustych pudełek po pizzy, ale Marek chwycił jej dłoń.
- Możemy to dokończyć kiedy indziej.
- Nie mówiłbyś tak, gdybyśmy oglądali męską piłkę - wzburzyła się. Trochę przesadnie, bo tak naprawdę nie miała nic przeciwko tej preferencji. Po prostu chciała zmienić temat rozmowy.
Marek uniósł wysoko brew.
- To zupełnie nie o to chodzi - stwierdził po chwili groźnie niskim tonem, po czym złapał także jej drugą dłoń i pociągnął ją lekko ku sobie.
- A o co? - bąknęła.
- W niedzielę idziemy na mecz Tytana - powiedział, jakby to wszystko wyjaśniało.
- I co z tego?
- Chciałbym wiedzieć, czy Bogusław tam będzie. I... no wiesz, czy powinienem się jakoś przygotować.
- Mam zapytać pana Bogusława, jak masz się przygotować na spotkanie z nim? - sparafrazowała, by upewnić się, że dobrze zrozumiała.
- No... gdyby na przykład powiedział, że jest szansa, że po meczu przedstawi nas Samerowi... Może wziąłbym ze sobą korki i ciuchy treningowe czy coś?
- Serio myślisz, że tuż po meczu zorganizowałby ci indywidualny trening testowy? - powątpiewała.
- Nie wiem, Pati! - Puścił jej ręce i z frustracją przesunął dłonią po włosach. - Gdybyś zapytała o to Kopę, może byśmy się dowiedzieli, co jest sens robić, a czego nie. I na co się nastawiać.
Nieprzyjemne napięcie ścisnęło ją w klatce piersiowej. Nie lubiła, kiedy Marek się unosił. Zwłaszcza wtedy, kiedy czuła, że to ona jest powodem jego irytacji.
Nie odezwała się słowem, ale jej mina musiała całkiem nieźle odzwierciedlać to, co myśli, bo Marek nabrał powietrza w płuca, po czym wypuścił je powoli i położył dłonie na jej kolanach. Kiedy podniosła na niego oczy, powiedział o wiele łagodniej:
- Zależy mi, skarbie. Cholernie mi na tym zależy.
Pati pokiwała nieznacznie głową na znak, że rozumie. I naprawdę rozumiała, z czego wynikają jego wielkie emocje. Możliwość gry w tym samym klubie co ona była dla niego równoznaczna z rozwiązaniem wszystkich jego problemów.
Z tyłu głowy Patrycji pojawiła się jednak niewygodna myśl: "Czy to znaczy, że Marek traktuje mnie jak jeden ze swoich problemów?".
- Wiem - odparła cicho. - I obiecuję, że wieczorem wszystkiego się dowiem. Chcę to zrobić na spokojnie, bez pośpiechu. - Popatrzyła mu prosto w oczy, by w jej spojrzeniu mógł dostrzec szczerość. Bo przecież szczerze nie chciała robić tego pod presją czasu ani obecności Marka. - Dobrze?
Chłopak ponownie odetchnął głęboko.
- Jasne - zgodził się w końcu. - Przepraszam, że tak naciskam - dodał i cmoknął ją w usta.
- Dla mnie to też ważne - zapewniła go i uśmiechnęła się delikatnie.
Marek znowu ją pocałował, a ona odwzajemniła ten pocałunek z taką intensywnością, jakby mogła nim zadośćuczynić za wszystkie swoje kłamstwa oraz niedomówienia i zmazać poczucie winy. Jakby próbowała przypomnieć Markowi i sobie samej, że przecież już go wybrała, już z nim jest i nie zamierza się z tego wycofywać. Prawie tak, jakby mówiła mu, że go kocha, i po raz kolejny testowała, czy to wyznanie brzmi prawdziwie.
Nadal jednak nie wiedziała.
Wiedziała za to, że na obejrzenie drugiej połowy meczu przed wyjściem na treningi i tak zabraknie im czasu.