Pozorny chaos poglądów filozoficznych w ciągu historii, będący
powodem mniemania laików, że filozofia jest to zbiór dowolnych,
subiektywnych wypowiedzeń różnych ludzi o istocie świata, o której
wogóle nic pewnego powiedzieć nie można, daje się sprowadzić do
kilku, a właściwie do dwóch istotnych typów, które wynikają z
najistotniejszej struktury samego Istnienia.
Pewne podstawowe twierdzenia o Istnieniu będę wypowiadał tu
nieco dogmatycznie, nie mogąc w całości eksponować mojego "systemu"
filozoficznego który ogólnie nazywam "biologicznym materializmem",
a który jest połączeniem "poprawionej" monadologii Leibniza z
"poprawionym" psychologizmem w stylu Corneliusa, przy czym poprawki
owe polegają na przyjęciu: a) czasowo-przestrzennego Istnienia
Poszczególnego, jako elementu Istnienia, czyli w popularnym
znaczeniu "stworzenia żywego" i działań takich stworów na siebie za
pośrednictwem ich ciał, jako czegoś pierwotnego i niesprowadzalnego
i b) bezpośrednio danej na równi ze wszystkimi jakościami
(elementami wrażeniowymi) jedności osobowości tego Istnienia
Poszczególnego, również pierwotnej i nie sprowadzalnej do jedności
poszczególnych kompleksów tych jakości, bez których jednak nie
byłaby ona wyobrażalną.
System mój jest realistyczny, z pewną dozą idealizmu w tym
znaczeniu, że przedmioty świata zewnętrznego nie przedstawiają się
nam jako to, czym są w istocie, podczas gdy ciało nasze, w czuciach
wewnętrznych i dotyku, dane mamy najadekwatniej jak można sobie w
ogóle coś danego wyobrazić. Niniejsza praca ma być obroną realizmu
i pokonaniem według mnie definitywnym idealistycznych złudzeń co do
możności opisu Istnienia w terminach idealizmu. Pogląd życiowy,
jako naturalna podstawa wszystkich poglądów na świat, musi być w
swych zasadniczych twierdzeniach zachowany.
Odrzucam z góry dowód na korzyść idealizmu, że logicznie
poglądowi temu nic zarzucić nie można. Wielu innym poglądom (np.
niektórym religijnym) nie można nic logicznie zarzucić z chwilą
kiedy się przyjmie logicznie również nieodparte ich założenia, a
tym niemniej musimy opis Istnienia według założeń tych uznać za
zgoła fantastyczny i dowolny. Może jedynie czystemu fizykalizmowi
(i opartemu o niego "ordynarnemu" materializmowi, wychodzącemu z
pojęcia materii "martwej") można by zrobić zarzut logiczny, że
pojęciem "rozciągłości w ruchu" (fizykalne "cząsteczki", w
najszerszym znaczeniu, do elektronu włącznie), stworzonym na obraz
i podobieństwo "martwego przedmiotu" poglądu życiowego, chce
objaśnić tenże martwy przedmiot, a dalej "materię żywą", przy
koniecznym z założenia tego a dowolnym odrzuceniu danych
psychicznych (jakości), jako czegoś z jego punktu widzenia
nieistotnego w budowie Istnienia. Poza tym wszystkie systemy zdają
się być zasadniczo logicznie uprawnione. Ale nie chodzi o logiczną
"self-consistency" (samozwartość?) tylko o to, na ile pojęcia i
twierdzenia danego systemu zdają sprawę z rzeczywistości, którą w
zgodzie z poglądem życiowym musimy przyjąć jako jedną jedyną z
wewnętrznie-istotnymi (intrinsic) różnorodnościami.
Historię filozofii zbyt często traktuje się osobno, w
związku z osobistościami samych filozofów, a nie według problemów i
ich rozwoju, w czym bardziej uwydatniłby się jej rozwojowy
charakter i postęp w ciągu wieków, o którym to postępie wielu ludzi
nic nie wie. Jesteśmy w epoce, która już może sobie pozwolić na
przybliżony choćby bilans z przeszłości, ponieważ - jak to postaram
się wykazać - zbliżamy się do, może negatywnych tylko, ale
ostatecznych rozwiązań, w których nastąpi kres filozofii w ogólnych
zarysach na naszej planecie.