WPROWADZENIE
Godzina 5.00, w pokoju rozległ się dźwięk kojący duszę i ciało. Z jeszcze zamkniętymi oczami sięgnąłem po telefon, żeby móc wyłączyć budzik. "Zabijcie mnie" - pomyślałem, jednak wtedy dostrzegłem sens mojego życia.
Leżała obok, tak niewinna, tak ślicznie wyglądająca podczas snu - moja wybawicielka. Nie chcę nawet myśleć, gdzie bym był (o ile w ogóle gdzieś bym był), gdyby nie ona. Przekręciła się przodem do mnie, przez swoje zamglone snem oczy spojrzała na mnie i delikatnie uśmiechnęła.
- Kocham Cię misiu, uważaj na siebie w pracy.
- Pewnie, moja słodzinko, też Cię kocham.
- Nie zesraj się, hahah.
- Śpij dobrze, miśka. Paaa.
"Nie zesraj się heheh" - klasyk. W sumie od tego hasła trochę zaczęła się nasza znajomość... no i od całonocnych rozmów na Messengerze czy Instagramie, oglądając w tle Scooby'ego Doo... Wiedziałem, że ta kreskówka była dla mnie specjalna od zawsze.
Szybki buziak i po chwili poderwałem się do codziennego rytuału: zimny poranny prysznic, który zawsze biorę, żeby dobrze się rozbudzić i wejść w dzień. Solidna toaleta, coby trochę lżej wszystko przychodziło. Umyć ząbki, puścić sobie oczko w lustrze i znów się okłamać, że jest się zajebistym człowiekiem i można wychodzić.
"Jestem zajebisty... heh, ta, na pewno" - moje myśli nie przestawały dawać mi spokoju. Gdybym tylko potrafił faktycznie w to uwierzyć. Tak naprawdę byłem nikim: człowiekiem na dnie w wieku trzydziestu lat, na papierze dorosłym, mentalnie przedszkolem.
Jestem typem człowieka, który uczy się dopiero w momencie, gdy zda sobie sprawę, jak głęboko siedzi już w gównie. Nie jest to miejsce na rozprawianie się z moimi błędami..., na tę historię przyjdzie jeszcze pora. W drodze do pracy uwielbiam słuchać muzyki, co tam grają? "Oooo, Guns N" Roses, dawno nie słuchałem...".
- Woooooo oOoOO Sweet Child o" Mineeeee, Wooooo oOoOO Sweet Love of Mineeeeeee!
"Boże, uwielbiam ten kawałek"... Szczerze, Gunsi to jedna z moich ulubionych kapel, a "Knocking on Heaven's Door" w ich wykonaniu będzie mi towarzyszyło w ostatniej drodze... ot co.
Jadąc obwodnicą, czułem się... dziwnie, inaczej niż zwykle. To nie było zwykłe zmęczenie, raczej wrażenie, jakby powietrze zgęstniało, a każdy oddech ciążył. A przecież spałem dobrze. Pierwszy raz od dawna żadnych koszmarów, żadnego duszenia w nocy... i właśnie to mnie zaniepokoiło. A uwierz mi, drogi czytelniku lub czytelniczko... "Chwila, czy właśnie przełamuję literacką czwartą ścianę? Chyba tak, najs" - w każdym razie, uwierz mi, że ze snem miewam okropne problemy przez moje paraliże senne. Zaczęły się w wieku 20 lat i dręczą mnie do teraz. Jeśli nie wiecie, o co chodzi, to mówiąc najkrócej, jak się da: najbardziej pojebane sny na jawie, jakie można mieć. Tylko właśnie... czy to na pewno są sny?
Sam tego nie wiem, a lekarze, u których byłem, nigdy nie dali mi jasnej odpowiedzi, czy to się jakoś leczy, czy po prostu trzeba z tym żyć. Ze względu na swoją sytuację finansową... tak zwaną biedę, wybrałem życie z tymi koszmarami i jakoś nauczyłem się je kontrolować. Mniejsza z tym, wracamy na drogę. Jak wspominałem, czułem się jakoś dziwnie, wydawało mi się, że wszystko nagle spowalnia, a drogę zaczęła oblekać mgła, nie taka jak w horrorach, nie, nie, ot takie delikatne zamglenie.
"Jak dojadę do roboty, to muszę wziąć jakąś tabletkę... koniecznie".
- Móóóój jest ten kawałek pooodłogiiii... nieeee mówcieee mi coo maam RoooooOOOOOKURWAAAAA!
Z moich wokalnych umiejętności wyrwała mnie kobieta, która znikąd pojawiła się na samym środku drogi. Cudem udało mi się wyhamować moją srebrną bestię, mojego lśniącego rumaka, mojego... starego Citroëna. Może i byłbym w stanie stwierdzić, że to moje legendarne już gapiostwo, ale no, znajdowaliśmy się na środku obwodnicy, to zdecydowanie nie było miejsce, w którym można spodziewać się pieszych.
- OSZALAŁAŚ KOBIETO?! ŻYCIE CI NIEMIŁE?! TEGO MI BRAKUJE, ŻEBYM POSZEDŁ SIEDZIEĆ PRZEZ PIZDĘ NA ŚRODKU DROGI!
Kobieta tylko stała i patrzyła się wprost na mnie. Nagle uświadomiłem sobie, że żadne auto za mną ani żadne auto przede mną nie widzi tego co ja, bo droga była zwyczajnie opustoszała, jakby w jednym momencie wszystkie auta zniknęły.
"CO. TU. SIĘ. KURWA. DZIEJE."
W głowie zdenerwowanie (żeby już nie nadużywać wulgaryzmów) biło się na zmianę ze strachem... pierwszy raz miałem taką sytuację na drodze. Spojrzałem na kobietę, gdy ta uśmiechnęła się delikatnie, nadal patrząc wprost na mnie, ale nie było to spojrzenie rodem z amerykańskich filmów typu "weź mnie do auta, a potem na tylnym siedzeniu"... zresztą nawet jeśli, to jedyne, co by dostała, to solidną wiązankę, bo cytując klasyka: "Wiecie, czego tu nie tolerujemy?". Mam swoją kobietę, bitch.
Była może koło pięćdziesiątki, raczej schludnie wyglądająca, ubrana w zwyczajne, codzienne ciuchy... jakieś dżinsy i czarny t-shirt z jakimś logiem, którego nie znam..., ale zakładam, że chyba jest to logo jakiegoś niszowego zespołu. Jakiś dziwnie popękany prostokąt wpisany w koło z wyraźnie zaznaczoną kropką na środku... no, czerwone logo na czarnej koszulce, które, prawdę mówiąc... nie wyglądało najgorzej, ale budziło we mnie jakiś niepokój.
- Ianua. Wpuść mnie.
Gdy to usłyszałem, to pomyślałem sobie: "okej, czyli jednak amerykański film i wiązanka". Dopiero po chwili do mnie dotarło, że nie mogłem usłyszeć, jak ona to mówi, bo dzieliło nas z 10 metrów, muzyka w aucie i dźwięk zdezelowanego silnika.
- Ianua. Wpuść mnie.
Znowu usłyszałem ten głos, tym razem jednak moje oko sokoła, bacznie przyglądając się tej kobiecie... nie dostrzegło ruchu warg. W takim wypadku oczywistym było, że moim naturalnym odruchem był but w podłogę i pizda przed siebie, omijając... to coś? "O nie, nie, nie, ni chuja, za dużo horrorów obejrzałem, nie ma opcji na dalszą zabawę... Poza tym Ianua?! Co to jest? Kto to jest? To imię? Może mnie z kimś to coś pomyliło... anyway, I'm done" - następnie w ciszy pokonałem dalszą drogę do pracy i...