Delphine LaLaurie przyszła na świat w niezwykle majętnej rodzinie posiadającej niewolników - nie był to dla niej przykład wielkiej moralności. Zdołała jednak osiągnąć takie niziny moralne, że prześcignęła swoich rówieśników nawet w czasach, kiedy "właścicielki niewolników słynęły z okrucieństwa"[5].
Delphine słynęła w Nowym Orleanie ze swojego czaru i wytwornych przyjęć, ale także ze skrajnych napadów wściekłości. Jak niektórzy sądzili, niewolników traktowała okrutnie ze strachu przed tym, że powstaną przeciwko niej, ponieważ jej wuj zginął właśnie podczas niewolniczego buntu. Niemniej jednak nawet jej rodzone dzieci mówiły o złym humorze matki. Twierdziły, że starały się "unikać wszystkiego, co mogłoby wprawić Maman w kiepski nastrój"[6]. Niewolnicy stanowili więc zapewne pretekst dla ujścia gniewu Delphine, która wiedziała, że nie powinna wyładowywać go na białoskórych obywatelach.
Poza tym liczni goście odwiedzający jej dom zauważyli, że niewolnicy wyglądają na nienaturalnie niedożywionych i sponiewieranych.
Gdy zaczęły szerzyć się pogłoski o okrucieństwie Delphine, a sąsiedzi składali na nią skargi w latach 1828, 1829 i 1832, do jej domostwa posłano młodego prawnika, by przypomniał właścicielce, że zgodnie z prawem niewolnicy, którzy spotkali się z okrutnym traktowaniem i zdołają to udowodnić, mogą zostać odebrani ich panom. Adept sztuki prawniczej wyszedł ze spotkania z Delphine pogrążony w szoku, że ktokolwiek mógł uwierzyć w pomówienia na temat tak dystyngowanej i rozkosznej damy.
Urodziwej, bogatej i białoskórej kobiecie uchodzi płazem zastraszająca liczba okrucieństw dokonanych w Ameryce.
Potem młoda niewolnica (według niektórych źródeł miała osiem lat) splątała jej włosy podczas szczotkowania i LaLaurie się wściekła. Goniła dziecko po domu z biczem, aż przerażona dziewczynka skoczyła z dachu i runęła na ziemię na spotkanie ze śmiercią, a to wszystko na oczach sąsiadów.
To niesłychane, ale dziewczynka i tak była lepiej traktowana od większości niewolników w majątku Delphine.
Kucharka przykuta siedmiometrowym łańcuchem do kuchenki tkwiła w kuchni nawet w skwarze luizjańskiego lata. Nie dostawała nic do jedzenia. Choć przygotowywała wystawne kolacje dla gości, sama umierała z głodu. W końcu w 1834 roku, widocznie postanawiając, że woli zginąć, niż znosić takie traktowanie choćby jeden dzień dłużej, wznieciła pożar, a ten prędko rozprzestrzenił się po całym domu.
Z pewnością nikt nie wini kuchmistrzyni za to, że pragnęła spalić do szczętu miejsce swojej kaźni.
Łuna zaalarmowała sąsiadów. Kiedy pospieszyli gasić pożar, zauważyli stojącą na dworze Delphine - jednak nie towarzyszył jej żaden niewolnik. Gdy weszli do środka, kucharka krzyknęła do nich, że na strychu uwięzieni są ludzie. Wezwano władze i zaprowadzono je na strych razem z gapiami. Na miejscu zastali siedmiu skutych łańcuchami niewolników. Niektórym inspektorom, którzy patrzyli na nieszczęśników, zrobiło się niedobrze. Smród i widok robali w ranach niewolników z pewnością wystarczyły, by każdemu przewróciło się w żołądku.
Cztery lata później, w 1838 roku, socjolożka Harriet Martineau napisała:
Z dziewięciorga niewolników szkielety dwojga później odnaleziono wetknięte w ziemię; w pozostałych siedmiorgu z trudem można było rozpoznać ludzi. Na obliczach wymalowaną mieli dzikość głodu, przez skórę przezierały im kości. Byli związani i skuci łańcuchami, skrępowani w nienaturalnej pozie; niektórzy na kolanach, inni z rękoma ponad głowami. Żelazne obroże z kolcami utrzymywały ich głowy w jednym położeniu[7].
Nieopodal widać było bicz Delphine oraz stołek, na którym stawała, aby górować nad niewolnikami i okładać ich z większą siłą.
Ludowe pogłoski o tym, że LaLaurie źle traktuje ludzi, którzy do niej należą, z biegiem lat przybrały na sile. Podczas wycieczek turystycznych śladem duchów po nowoorleańskiej Dzielnicy Francuskiej niektórzy przewodnicy opowiadają, że niewolnikom zatykano usta odchodami i zaszywano wargi na amen. Inni twierdzą, że pewnemu niewolnikowi to łamano, to nastawiano kości do czasu, aż zamienił się w "ludzkiego kraba", a jeszcze inni wspominają o kobiecie obdartej ze skóry tak, że przypominała gąsienicę. Może mówi to coś o nienasyconym ludzkim apetycie na złowieszcze opowieści - skoro skuwanie niewolników łańcuchami w niewygodnych pozycjach, otaczanie ich szyi kolcami i zostawianie na śmierć w płonącym domu nie wydaje się wystarczająco szokujące, trzeba wymyślić jeszcze przeraźliwsze historie o ich złym traktowaniu.
Z pewnością podówczas takie widoki wystarczyły, aby nastawić sąsiadów Delphine przeciwko niej. Być może był to jedyny raz w dziejach, kiedy dzierżący pochodnie tłum miał rację, próbując zniszczyć posiadłość LaLaurie. Dom spłonął, lecz Delphine razem z mężem zbiegli.
Plotka głosiła, że udali się do Paryża. Jeśli to prawda, okrutnica dożyła swych ostatnich dni w jednym z najpiękniejszych miast świata. Możemy mieć tylko nadzieję, że po tym, jak Delphine LaLaurie zmarła, przebywa w miejscu o wiele gorętszym od kuchni, w której więziła swoją kucharkę.