I z szarości wyszły przebiśniegi - Wiktor Jaźwicki

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Koniec nowego początku

Będziesz stał tam gdzie wszyscy zaczynali

spoglądał w miejsce gdzie zaczełą się historia

tworząc coś co później samo siebie wykończy

oddając się temu który wszystko zapoczątkował

i temu który wszystko zakończy

Koniec początku

Tak nazywa się miejsce wiecznej zmiany

przeistoczenia złego w dobre i dobrego w złe

Miejsce ciche

Przepełnione wigorem walki

Ale i dymem który oznacza jej koniec

Aby tajemne wejście odnaleźć potrzebujesz klucza

sekretnego metalowego pręcika

który toruje zakazane dla ludzi miejsce

Pomyśl o tym co cię tutaj przywiodło

Co sprawiało ci radość

ale też męczyło nocami

coś co pięknym jest kiedy NAS dotyczy

a najgorszym kiedy pozostawia samego

w półmrocznym kącie spokoju

Jeżeli już wiesz czym jest klucz

Otwórz drzwi

a twoim oczom ukażę się biały płomień

Ten sam który rozpalił krzew na pustyni

I ten który każdy z nas ma w głębi siebie

Wypali on całą mgłę z zadymionej sali

Po to by na końcu móc pojawić się w twojej koronie

Gdzie miejsce na klejnot szpeciło pustką

nie ukazując nic ze środka

a jedynie dumając nad tym co jest pod nim

Przyjmij ogień i daj się nim sparzyć

niech wniknie w miejsce gdzie mało kto wnika

niech ukaże to co ukazać musi

w każdym z nas

prostych śmiertelników

szukających klucza do tajemniczego pokoju

Kwiat

Jest taki jeden kwiat

ktory rośnie tam gdzie inne już nie dają rady

na ziemi spopielonej przez wyniszczone marzenia

tych którzy już przesiąkneli szarością

On lecz stoi

dumnie wyrasta

jakby niestrwożony

a jednak swoją pychą zapchały

nie wie co robi

łodyga jego spanikowana telepie się na boki

pod byle powiewem wiatru

innym przynosi on spokój

wytrwałość

unosi w powietrze

wzmacnia poczucie siebie

i trwoży siłę

tam gdzie jest jedynie słabość trwania

w jednakowej szarości

trzeba poszukać ogrodnika

kogoś kto mocą swoich narzędzi wskrzesi żyzne jednak pola

na których kiedyś rosły ogromne fale błękitu

przemieszanego z czerwienią tulipanów

nadać im nowy kolor

skończyć z szarością!

zaorać to co smutne i to co ujednolica nas z innymi

likwidując kolektywy

a na piedestał wstawiając ogromną potęgę

jaką są pojedyncze kolory

Nie patrz się tylko na piękny kwiat

obserwuj to co się dzieje na polach

wyrwany spod kajdan które oczy twoje na więzi trzymają

każąc spoglądać się na narcyza

Czas żeby zaorać fale jednolite

wyrywać z ziemi korzenie

które splecone ze sobą trzymają nas tworząc jedno monstrum

zamknięte w swojej obecności

ze wszystkim co nas łączy

Kwiat jest najpiękniejszy kiedy

sam w sobie dojdzie swojej ceny

głębię swoją ma największą kiedy stoi sam pośród szarości

wyróżnia się odcieniem swojego koloru

i jest w stanie stworzyć łąkę

na spopielonej już ziemi

Przebiśniegi czerwienią oblane

Urośnij mój kwiatku

Ty któryś dla mnie najcenniejszy

który się najlepiej prezentujesz

i który pierwszy wyrastasz

kiedy minie zima

Ty który jesteś dla mnie

wtedy kiedy ja nie jestem dla ciebie

świadcząc ci usługi opiekuńcze

i przyjacielskie

Pojawiasz się jako pierwszy

z dumą wyrzucając na świat swoje liście

nie bojąc się tego gdzie trafisz

i co będzie wokół ciebie

Kiedyś byłeś słabszy

nie było was aż tyle

nie było także i długiej zimy

trwającej latami okupacji mrozu

nad zieloną krainą

Lecz teraz wyrasta was coraz więcej

tylko jesteście nowe

inne jakby

ale jeszcze piękniejsze w swojej osobie

nabrałyście czerwieni

która jak plama krwista leży na waszych liściach

Tak

Teraz jest czas kiedy i kwiaty powstają

Prezentując się pięknie

Lekceważą te które boją się wychylić

z panującej zimy

Chciałbym być jak ty przebiśniegu

Wychylić głowę jako pierwszy

bez obawy o gilotynę nad sobą

Pójść zawalczyć o swoje

Nawet i oblać się czerwienią

Ale skończyć z czasem zimy

Odrzućmy mróz razem

i wejdźmy w nową porę roku

najpiękniejszego polskiego przedwiośnia

Krajobraz

Patrz się na stepy rozległe nabrzmiałe zielenią

na ich cisze wspaniałą

Patrz się na lasy głębokie

na wiewiórki delikatnie stukające o kore drzew

Patrz się na staw liliami usłany

na żaby kumkanie

Patrz się na góry olbrzymie

na płachte zieleni leniwie spoczywającej

Patrz się na morze szerokie

na słońce kiedy nad nim zachodzi

Patrz się pejzaże wszelakie

na jego cuda z nieba zesłane

Patrz się wreszcie na życie twoje

szare z pozoru

lecz napełnione widokami

napełnione myślami znad krajobrazów

koloru wnet nabierze

A choćby życie twoje kolorem czarnym się zakrywało

a na umyśle twoim rozsiadły się złowieszczo glizdy wszelakie

Twój umysł napełniony wspomnieniami

z tych dolich zielonych

i białych fal chmurowych na niebie

Od środka napełnią robactwo

które nagle w kolorowe motyle się przemieni

a te wylatując z twojej głowy

uczynią ten spokojny życiowy marsz

o wiele łatwiejszym

Legenda o Paniach Ż i Ś

Tak poległa konstrukcja Łazienek Królewskich

pod naporem kaczego śmiechu

i nowoczesnych dziwolągów

Pawie czują się przytłumione

nie są w stanie w swojej glorii ukazać pełnię swojego piękna

gdyż ta już dawno oddała się byłym Panom

architektom z Holandii i Polskim królom

relikwiom byłego czasu

Królewska duszo czemuż opuściłaś to miejsce

zostawiłaś nas na lodzie

zatrwożonych i samotnych

w obliczu tragedii nowego

Nie radzimy sobie z tym

klękamy pod naporem zmian

nowej historii świata

nowego rozdania kart

i nowych wartości kierujących ludźmi

W tym momencie nad głową przemkła mi jaskółka

która zaczełą unosić się nad taflą małego jeziorka

jakby dając mi sygnał tego

że pod taflą ukryte jest sedno

głębia tego co w zmianach jest zmianami

i tego co w starym jest stare

a co jeszcze może zostać użyte

na nowo wskrzeszone

i zaaplikowane do ludzkich serc

Moje marzenie!

Ono tam jest!

na dnie jeziora

Lecz w jaki sposób mam się tam dostać

skoro jest pod taflą lodu

Jaskółka odleciała

Najwidoczniej stwierdzając że dała mi

wystarczająco do zrozumienia

co mam robić

A więc wyszedłem z parku

ruszyłem przed siebie

i z obrazem jaskółki w głowie

rozpocząłem płomienne zmiany

w rozmowach między ludźmi

W gałęziach zamieszkiwał maluczki lud...

Twórzmy ziemi korzenie

by w tajemnicy przed koroną drzew podtrzymywać jej pień

stanowić wszystko a nie ukazywać się na wierzch

Chcesz mnie ujrzeć?

poszukaj swej prawdy

odnajdź gdzie tak naprawdę stoi ostoja

twego domku na drzewie

Podtrzymująca cały twój ład

wszystkie twoje żale

wszystkie twoje miłości i twoje smutki

Nie szukaj prawdy w koronie

szukaj jej tam gdzie oko nie dostrzega

bo to one

setki powiązanych korzeni

stanowią prawdziwą czapkę odwróconego drzewa

Bezowocnego płatu drewna

słuchają miliony

zielenią piękną omamieni

pomijając czarne doły zapełnione od wszelkiego śmiecia

Głos z ziemi nie wydobywa się

do tych którzy w liściach osiedleni

utracili swoją ciekawość prawdy o podstawie

na rzecz patrzenia po zieleni

utraty w sobie dziecięcej rzekomej głupoty

Szukaj korzeni

żeby przy jesiennej trwodze

kiedy patyk nagim pozostanie

móc nowe drzewo zasadzić

tam zostawić ziarno dziecięcej ciekawości

tam zbudować swój dom oparty o odwróconą koronę

Gnieźnieński cykl

I tak rośnie

leśna ściółka

Widząc konary swoich starszych braci

Pnące się ku nieskończonym oceanom bieli

Nadgania dziwny pęd popychający ją ku górze

Czuje zimny chłód przed i za swym obliczem

Przyśpiesza by z tchem swym ostatnim

Skoczyć

Złapać część korzenia uciekającego drzewa

By uciec zimie nie chcąc tracić swych liści

Ogień dawnego pożaru zczernił jej myśli

Zdusił mowę gorącym powietrzem

Zesmolił nogi chcące biec ku swym braciom

Wyprażył duszy waleczność

I porzucił w ciemny dół osamotnione serce

Lecz teraz nadszedł czas walki

By ściółki liście mogły drzewem się mianowawszy

Czoła stawić podgrzegaczowi ognia

I zdusić zimny mroźne wiatry

Podnieść gałęzi drewniane miecze

I jednym swym cięciem

Z okrzykiem "zabije cię swym potężnym orężem"

W mglisty bezmrok trafi

Bo dopiero gdy upadną ostatnie gwiazdy

I nieba lico czernią wybrzmi

Tedy i lasu król do swego gniazda wróci

A resztki popiołu pod swym pazurem zdusi

I tak rośnie leśna ściółka

Widząc konary swych starszych braci

Pnące się ku nieskończonym oceanom bieli

List do J

Między drzewami

Między losu strunami

Leci ona

Biały kruk

Przyjmując postacie zawarte w cieniu

Zostawiając za sobą czarne smugi wiatru

Goń go człowiecze ślepy

Nie widząc że gonisz jedynie wiatr

Kiedy ona osiadła już na swej gałęzi

W mroku cytadel

W parkach zieleni

W niskich grobowcach

Osiadło już twoje białe szczęście

Rechocząc za twoim nieustannym pędem

Zostawiłem cię nad potokiem myśli

Kiedy rozbijałem się o kamyki rwącego potoku

Szukając ujścia z niespokojnej rzeki

Dawałaś mi myśli, nadzieję

Że jutrzejsze plany dzisiejszymi się staną

Kiedy chłopiec mężczyzną zostając

nadziei niebieskie barwy przywdzieje

Przestań biec

Usiądź wygodnie i spójrz w karty swej historii

Nie jeden kruk na twej drodze ustanął

Lecz oblicze tego przyciąga swą bielą