I mów, że moja chwała z przyjaciół się bierze. Listy 1972-1984 - Stanisław Lem, Ursula K. LeGuin

Kup ebooka

49.90 zł
38.92 zł (27,45 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZY­PISY

Li­sty

[1] Mia­sto w USA w sta­nie Ore­gon, miej­sce za­miesz­ka­nia pi­sarki (je­śli nie ozna­czono ina­czej, przy­pisy po­cho­dzą od Agnieszki Ga­jew­skiej).
[2] Zob. Wstęp, przyp. 2, s. 7.
[3] Bruce Gil­le­spie (ur. 1947) - za­ło­ży­ciel i re­dak­tor uka­zu­ją­cego się w Au­stra­lii od 1969 ma­ga­zynu "SF Com­men­tary", trzy­krot­nie no­mi­no­wa­nego do na­grody Hugo (1972, 1973, 1975) w ka­te­go­rii naj­lep­szy fan­zin oraz wy­róż­nio­nego Dit­mar Awards.
[4] Zob. Wstęp, przyp. 4, s. 9.
[5] Da­niel Say - współ­za­ło­ży­ciel w 1968 stu­denc­kiego klubu fa­nów science fic­tion na Uni­wer­sy­te­cie w Ko­lum­bii Bry­tyj­skiej w Ka­na­dzie. W II 1971 za­pro­sił Le Guin jako ho­no­rową go­ści­nię na pierw­szy kon­went science fic­tion w Van­co­uver. Pi­sarka przy­jęła za­pro­sze­nie i w IV 1971 w Ho­telu Geo­r­gia wy­gło­siła wy­kład za­ty­tu­ło­wany The Crab Ne­bula, The Pa­ra­me­cium, And Tol­stoy [Mgła­wica Krab, Pan­to­fe­lek i Toł­stoj].
[6] D. Say, Sta­ni­slaw Lem - an In­te­rview, "En­tropy Ne­ga­tive" 1973, nr 6, s. 3 - 24; przedr. jako An In­te­rview with Sta­ni­slaw Lem, "The Alien Cri­tic" 1974, nr 10, s. 4 - 14.
[7] Darko Su­vin (ur. 1930) - ka­na­dyj­ski pro­fe­sor po­cho­dze­nia chor­wac­kiego, kry­tyk li­te­racki i te­atralny, wy­kła­dowca McGill Uni­ver­sity w Mont­re­alu. Le Guin wspo­mina tu o czte­rech opo­wia­da­niach Lema, opu­bli­ko­wa­nych w jęz. ang. w an­to­lo­gii zre­da­go­wa­nej przez Su­vina, za­ty­tu­ło­wa­nej Other Worlds, Other Seas. Science Fic­tion Sto­ries From So­cia­list Co­un­tries (New York 1970). W to­mie zna­la­zły się: O ma­szy­nie cy­fro­wej, co ze smo­kiem wal­czyła z Ba­jek ro­bo­tów, Po­dróż trzy­na­sta i Po­dróż dwu­dzie­sta czwarta z Dzien­ni­ków gwiaz­do­wych oraz Pa­trol z Opo­wie­ści o Pi­lo­cie Pi­rxie.
[8] Jorge Luis Bor­ges (1899 - 1986) - pi­sarz ar­gen­tyń­ski, od 1955 pro­fe­sor uni­wer­sy­tetu w Bu­enos Aires. W jego ogrom­nym do­robku od­na­leźć można utwory fan­ta­styczne, m.in.: Po­wszechną hi­sto­rię nik­czem­no­ści, Fik­cje, Alef. W 1968 wspól­nie z Mar­ga­ritą Gu­er­rero opu­bli­ko­wał Księgę istot zmy­ślo­nych.
[9] Phi­lip K. Dick (1928 - 1982) - ame­ry­kań­ski pi­sarz science fic­tion. Au­tor m.in. po­wie­ści Oko na nie­bie, Czło­wiek z Wy­so­kiego Zamku, Trzy styg­maty Pal­mera El­drit­cha, Ubik, Nasi przy­ja­ciele z Fro­lix 8, Klany księ­życa Alfy.
[10] W 1972 Lem re­la­cjo­no­wał w li­ście do M. Kan­dla: "ostat­nio np. p. Da­niel Say, który wy­daje ama­tor­ski fan­zine ("En­tropy Ne­ga­tive"), przy­słał mi moc py­tań, na które od­po­wie­dzia­łem po swo­jemu; je­stem dość dra­styczny w są­dach, jak­kol­wiek sta­ra­łem się być w for­mie po­wścią­gliwy (ale pi­sa­łem to po an­giel­sku, a nie mam wszak ma­new­ro­wej swo­body w tym ję­zyku, któ­rym jako tako wła­dam wy­łącz­nie w pi­śmie - bo ani nie mó­wię, ani mó­wio­nego nie ro­zu­miem)". S. Lem, Sława i For­tuna..., s. 23.
[11] Sła­wo­mir Mro­żek (1930 - 2013) - w 1963 wy­je­chał do Włoch, od 1968 za­miesz­kał w Pa­ryżu, gdzie wy­stą­pił o azyl po­li­tyczny po opu­bli­ko­wa­niu pro­te­stu prze­ciwko in­ter­wen­cji wojsk Układu War­szaw­skiego w Cze­cho­sło­wa­cji.
[12] S. Mro­żek, Mo­niza Cla­vier, pier­wodr. "Twór­czość" 1967, nr 6, s. 7 - 39.
[13] Ba­nia He­rona (tur­bina He­rona) - to pier­wo­wzór tur­biny pa­ro­wej skon­stru­owany w I w. n.e. przez He­rona z Alek­san­drii.
[14] Al­fred Lo­uis Kro­eber (1876 - 1960) - an­tro­po­log kul­tury. Lem od­wo­łuje się do jego mo­no­gra­fii Con­fi­gu­ra­tions of Cul­ture Growth (1944), przy­wo­ła­nej w ar­ty­kule Hut­chin­sona Mar­gi­na­lia.
[15] Geo­rge Eve­lyn Hut­chin­son (1903 - 1991) - przy­rod­nik uwa­żany za pre­kur­sora ba­dań eko­lo­gicz­nych. Lem wspo­mina w tym miej­scu jego stresz­cze­nie głów­nych tez mo­no­gra­fii Kro­ebera, w któ­rej ana­li­zuje on wa­runki roz­woju kul­tury i moż­liwe nie­po­wo­dze­nia tego roz­woju. Ar­ty­kuł Hut­chin­sona Mar­gi­na­lia uka­zał się w "Ame­ri­can Scien­tist" 1945, vol. 33, nr 3, s. 194 - 201. Lem zre­fe­ro­wał szcze­gó­łowo ten esej wraz z od­nie­sie­niami do pro­duk­cji li­te­rac­kiej w: S. Lem, Fan­ta­styka i fu­tu­ro­lo­gia, t. II, s. 517 - 519.
[16] Po­myłka Lema w da­cie, por. przyp. 6.
[17] Ma­te­ma­tyczny mo­del wzro­stu lo­gi­stycz­nego li­czeb­no­ści po­pu­la­cji. Lem wy­ja­śniał: "Jest to krzywa przy­po­mi­na­jąca li­terę S, ma­jąca środ­kową część eks­po­nen­cjalną, po­czą­tek zaś i ko­niec - od­zna­cza­jące się nie­wiel­kim na­chy­le­niem"; tamże s. 518.
[18] Spe­cja­cja - pro­ces po­wsta­wa­nia no­wych ga­tun­ków w wy­niku ogra­ni­czeń te­ry­to­rial­nych lub ge­ne­tycz­nych, be­ha­wio­ral­nych i eko­lo­gicz­nych.
[19] Właśc. Pat­terns of Cul­tu­ral Growth, Ber­ke­ley & Los An­ge­les 1944.
[20] Her­bert Geo­rge Wells (1866 - 1946) - an­giel­ski pi­sarz, dzien­ni­karz, so­cjo­log i hi­sto­ryk. Świa­tową sławę za­pew­niły mu po­wie­ści science fic­tion, a zwłasz­cza We­hi­kuł czasu i Wojna świa­tów.
[21] Ju­liusz Verne (1828 - 1905) - fran­cu­ski pi­sarz, pre­kur­sor współ­cze­snej fan­ta­styki na­uko­wej. Uzna­nie zdo­był dzięki ta­kim po­wie­ściom, jak Po­dróż do wnę­trza Ziemi, Dwa­dzie­ścia ty­sięcy mil pod­mor­skiej że­glugi, Z Ziemi na Księ­życ, W osiem­dzie­siąt dni do­okoła świata.
[22] Si pa­rva li­cet com­po­nere ma­gnis (łac.) - je­śli się go­dzi po­rów­ny­wać rze­czy małe z wiel­kimi.
[23] Ale­xan­dre Du­mas (1802 - 1870) - fran­cu­ski pi­sarz i dra­ma­turg, au­tor m.in. Hra­biego Monte Chri­sto i Trzech musz­kie­te­rów.
[24] Po­wieść science fic­tion ame­ry­kań­skiego pi­sa­rza F. Her­berta. Po­cząt­kowo uka­zy­wała się w od­cin­kach w cza­so­pi­śmie "Ana­log Science Fic­tion and Fact" (1963 - 1965), opu­bli­ko­wana w for­mie książ­ko­wej w 1965; wyd. pol. 1985.
[25] T.E. Law­rence, Sie­dem fi­la­rów mą­dro­ści (1926); wyd. pol. 1971.
[26] Edward For­ster (1879 - 1970) - an­giel­ski po­wie­ścio­pi­sarz, znany głów­nie z po­wie­ści Ho­wards End (1910) i A Pas­sage to In­dia (1924). Lem wspo­mina tu zbiór wy­kła­dów For­stera o po­wie­ści, czyli Aspects of No­vel (1927).
[27] To­masz Lem, ur. 8 III 1968 w Kra­ko­wie.
[28] List na­pi­sany od­ręcz­nie.
[29] A Time of Chan­ges, po­wieść science fic­tion z 1971 ame­ry­kań­skiego pi­sa­rza R. Si­lver­berga. Książka zdo­była na­grodę Ne­bula (1971), a także była no­mi­no­wana do na­gród Hugo i Lo­cus w 1972; wyd. pol. 1992.
[30] Po pol­sku w li­ście. Le Guin uczyła się pol­skiego z pod­ręcz­nika Te­ach Your­self Po­lish M. Cor­bridge-Pat­ka­niow­skiej.
Opieka re­dak­cyjna: AN­DRZEJ STAŃ­CZYK
Współ­praca re­dak­cyjna: NA­TA­LIA DEP­TAŁA
Re­dak­cja: JAN STRZAŁKA
Ko­rekta: JO­LANTA STAL, JU­STYNA TECH­MAŃ­SKA, KRY­STYNA ZA­LE­SKA
Pro­jekt okładki, opra­co­wa­nie gra­ficzne: MA­REK PAW­ŁOW­SKI
Na okładce wy­ko­rzy­stano fo­to­gra­fie au­to­rów po­cho­dzące z ar­chi­wów ro­dzin­nych
Re­dak­tor tech­niczny: RO­BERT GĘ­BUŚ
Li­sty Sta­ni­sława Lema ? by To­masz Lem Li­sty Ur­suli K. Le Guin ? 1972 - 1984 by Ur­sula K. Le Guin The mo­ral ri­ghts of the Au­thor have been as­ser­ted Pu­bli­shed with ar­ran­ge­ment with Ma­ca­da­mia Li­te­rary Agency and Gin­ger Clark Li­te­rary, LLC
Przed­mowa Ur­suli K. Le Guin do So­la­ris Sta­ni­sława Lema ? 2002 by Ur­sula K. Le Guin. First ap­pe­ared in So­la­ris by Sta­ni­slaw Lem, pu­bli­shed by Hayne Ver­lag in 2002. Then ap­pe­ared in Words Are My Mat­ter by Ur­sula K. Le Guin, pu­bli­shed by Small Beer Press in 2016.
Po­sło­wie Sta­ni­sława Lema do Czar­no­księż­nika z Ar­chi­pe­lagu Ur­suli K. Le Guin ? by To­masz Lem
? Co­py­ri­ght for the Po­lish trans­la­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2024 ? Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2024 LEM? jest chro­nio­nym zna­kiem to­wa­ro­wym
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-08-07914-0
Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kra­ków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bez­płatna li­nia te­le­fo­niczna: 800 42 10 40 e-mail: ksie­gar­nia@wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl Księ­gar­nia in­ter­ne­towa: www.wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

POR­T­LAND[1], 12 LU­TEGO 1972

Sza­nowny Pa­nie,

ogrom­nie za­cie­ka­wiły mnie Pań­skie uwagi na te­mat Le­wej ręki ciem­no­ści w pi­śmie "Com­men­tary"[2] Bruce'a Gil­le­spiego[3]. Wy­sła­łam im od­po­wiedź[4], bo uwa­żam, że myli się Pan w pew­nych kwe­stiach - i ma ra­cję w in­nych! Za­ra­zem po­my­śla­łam, że to nie­do­rzeczne, abym z Ore­gonu na­wią­zy­wała z Pa­nem kon­takt w Pol­sce - po­przez Au­stra­lię. Da­niel Say[5] (z Ka­nady!) przy­słał mi fo­to­ko­pię Pań­skich od­po­wie­dzi na jego "kwe­stio­na­riusz"[6], bo wie, że in­te­re­suję się Pań­ską twór­czo­ścią, a ja na­mó­wi­łam go, aby do Pana na­pi­sał (mnie za­bra­kło od­wagi). Jed­nak lek­tura Pań­skiego li­stu spra­wiła mi taką przy­jem­ność, że nie mogę Panu nie po­dzię­ko­wać. Wgląd w Pań­ski spo­sób pi­sa­nia (sto nie­zdol­nych do ży­cia "książ­ko­wych em­brio­nów" - pie­kło i po­tę­pie­nie) do­pro­wa­dził mnie nie­mal do łez - to okropne, ale za­ra­zem po­krze­pia­jące, że ist­nieje jesz­cze ktoś, kto żyje w ten spo­sób. Pań­ską wy­daj­ność (w sen­sie ener­gii utra­co­nej u źró­dła) sza­cuję na około 25% - moja jest mniej­sza. Nie spraw­dzi­łaby się w elek­trowni czy ukła­dzie na­pę­do­wym, na­wet w przy­padku re­ak­tora be­le­try­stycz­nego jest zbyt ni­ska. Po­dej­rze­wam, że ma to swoją przy­czynę, choć do­tąd nie udało się jej wy­ja­śnić.

To, co pi­sze Pan o swo­ich ocze­ki­wa­niach wo­bec SF, o za­wo­dach i roz­cza­ro­wa­niach, Pań­skie uwagi na te­mat prób "zde­fi­nio­wa­nia" science fic­tion oraz prze­ciw­sta­wie­nie Mi­sty­fi­ka­cji Szmi­rze - to wszystko są re­flek­sje, któ­rych nie po­tra­fi­łam ja­sno sfor­mu­ło­wać, ale roz­po­znaję je (z ra­do­ścią) jako wy­raz prze­czuć le­żą­cych u pod­staw mo­ich mniej lub bar­dziej do­gma­tycz­nych prze­ko­nań, które od lat mo­ty­wują mnie do pi­sa­nia. (Mógłby Pan spy­tać: dla­czego nie sfor­mu­ło­wa­łam ich na wła­sny uży­tek? Pró­bo­wa­łam, ale tu­taj mój współ­czyn­nik efek­tyw­no­ści spada do około 0,01%).

Z Pań­skich dzieł mo­głam prze­czy­tać tylko So­la­ris oraz tek­sty, które prze­dru­ko­wał Darko Su­vin[7], to­też z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na za­po­wie­dziane prze­kłady. Tym­cza­sem dzięki Niem­com, Au­stra­lij­czy­kom i Ka­na­dyj­czy­kom prze­czy­ta­łam nieco Pań­skiej kry­tyki SF i po­czu­łam się, jak­bym na bez­lud­nej pu­styni uj­rzała na­gle ludzką twarz.

Przy­znaję, że lu­bię nie­które ro­dzaje szmiry, ale się do niej nie ogra­ni­czam. A je­śli cho­dzi o pod­ga­tunki science fic­tion, czy też "za­sto­so­wa­nia" be­le­try­styki, któ­rych po­szu­kuję: jest Bor­ges[8] w Ar­gen­ty­nie, Phi­lip K. Dick[9] tu­taj oraz Pan w Pol­sce. Czy ktoś jesz­cze? Mnó­stwo pia­chu. Nie ży­jemy w tej sa­mej czę­ści pu­styni i wąt­pię, aby na­sze wiel­błądy po­dą­żały w po­dob­nym kie­runku, ale to nie ma zna­cze­nia. Po­zdra­wiam wy­bit­niej­szego wę­drowca.

Szcze­rze od­dana

Ur­sula K. Le Guin

PS Je­śli książki lub cza­so­pi­sma do­cie­rają do Pol­ski z po­śli­zgiem lub trudno zdo­być wy­czer­pane ty­tuły, chęt­nie spró­buję je od­szu­kać i Panu prze­słać - mamy tu­taj świetne an­ty­kwa­riaty, pierw­szo­rzędne książki z dru­giej ręki!

.

KRA­KÓW, 25 LU­TEGO 1972

Sza­nowna Pani,

cie­szę się, że na­pi­sała Pani do mnie bez­po­śred­nio, a nie po­przez Au­stra­lię, oraz że moje od­po­wie­dzi na py­ta­nia pana Saya uważa Pani za sen­sowne[10]. Główną prze­szkodę sta­no­wiła kwe­stia ję­zy­kowa. Sła­wo­mir Mro­żek[11], je­den z na­szych naj­lep­szych pi­sa­rzy (żyje te­raz na emi­gra­cji w Pa­ryżu), na­pi­sał zna­ko­mitą, per­fid­nie zło­śliwą sa­tyrę o mło­dym Po­laku, który wy­je­chał na Za­chód[12]. Prze­żywa tam "mi­łość od pierw­szego wej­rze­nia" do gwiazdy fil­mo­wej i aby ucho­dzić za elo­kwent­nego, za­czyna wła­dać an­giel­skim - sa­mym ak­tem woli. Ten za­bawny pa­ra­doks w pew­nym sen­sie się urze­czy­wist­nił, kiedy od­po­wia­da­łem na an­kietę pana Saya i ze zdu­mie­niem prze­ko­na­łem się, że me­toda ta nie jest tak sza­lona, jak można by są­dzić.

Nie wy­daje mi się, aby - je­śli mogę się tak wy­ra­zić - nasz ni­ski współ­czyn­nik wy­daj­no­ści był czymś, co wy­maga żmud­nych wy­ja­śnień jako zja­wi­sko wy­jąt­kowe. Pi­sarz w po­je­dynkę robi to, czego w nor­mal­nych oko­licz­no­ściach do­ko­nują całe po­ko­le­nia, bo jego po­win­no­ścią jest two­rze­nie tego, co nowe i ory­gi­nalne. Pro­szę za­uwa­żyć, jak wielu po­ko­le­niom Ma­jów NIE udało się wy­na­leźć koła, jak za­ha­mo­wana zo­stała wy­na­laz­czość He­rona, skoro jego kon­cep­cja tur­biny pa­ro­wej do­cze­kała się re­ali­za­cji do­piero ty­siące lat póź­niej[13]. Lecz oczy­wi­ście jest to istotne tylko wtedy, gdy czło­wiek (pi­sząc man, mam na my­śli ga­tu­nek homo sa­piens, nie tylko męż­czyzn) od­czuwa im­pe­ra­tyw ka­te­go­ryczny, aby zmak­sy­ma­li­zo­wać ory­gi­nal­ność swego pi­sar­stwa. W pro­ce­sie twór­czym do­cho­dzi do po­łą­cze­nia dwóch ele­men­tów, po­dob­nie jak w pro­ce­sie ewo­lu­cji: do po­wsta­nia pier­wot­nej róż­no­rod­no­ści i do jej se­lek­cji. Zaś je­śli wo­bec tego "ma­te­riału wyj­ścio­wego" za­sto­so­wać wy­so­kie stan­dardy, wów­czas wy­nik osta­teczny, suk­ces mie­rzony w pro­cen­tach, siłą rze­czy musi być nie­wielki. Nie tylko kiep­scy pi­sa­rze po­tra­fią kiep­sko pi­sać - ja też to po­tra­fię, bez żad­nego wy­siłku. Rzecz w tym, że nie je­stem za­in­te­re­so­wany taką "pro­duk­cją".

Świat nie jest aż taki wspa­niały, jak można by są­dzić. W ostat­nim roz­dziale Fan­ta­styki i fu­tu­ro­lo­gii się­gną­łem po pe­wien wzo­rzec ro­zu­mo­wa­nia za­czerp­nięty z dzieła Pani ojca[14] (na te­mat wzro­stu kul­tu­ro­wego), "czę­ściowo zma­te­ma­ty­zo­wany" przez E. Hut­chin­sona[15] w "Ame­ri­can Scien­tist" (bo­dajże w roku 1946 lub 1947)[16]. Zro­bi­łem to, aby wy­ja­śnić, dla­czego SF nie prze­szła przez sta­dia roz­wo­jowe ty­powe dla zna­czą­cych zja­wisk kul­tu­ro­wych. Krzywa ta (Ver­hul­sta-Pe­arla)[17], do­brze znana z dy­na­miki po­pu­la­cyj­nej, w po­cząt­ko­wej fa­zie wznosi się po­woli, po­tem wy­kład­ni­czo, a w ostat­niej fa­zie spłasz­cza z po­wodu na­sy­ce­nia. SF za­częła się wzno­sić we­dle tej krzy­wej tylko nu­me­rycz­nie; jako uczeń Pani ojca do­strze­głem, jak to ogólne prawo można za­sto­so­wać do SF: zja­wi­sko "spe­cja­cji"[18] w po­cząt­ko­wym sta­dium po­winno mieć jak naj­dłu­żej cha­rak­ter otwarty, to zna­czy za­sy­mi­lo­wać tyle róż­no­rod­nych tre­ści, ile tylko moż­liwe w da­nym wy­padku. "Re­po­zy­to­ria" pełne pier­wot­nych, ele­men­tar­nych skład­ni­ków, z któ­rych two­rzą się nowe formy po­wsta­ją­cego do­piero "ga­tunku li­te­rac­kiego", gwa­ran­tują jego długi i RZE­CZY­WI­STY roz­wój (i TYM wła­śnie jest zja­wi­sko roz­woju kul­tu­ro­wego). Je­śli za­mkną się one, za­nim zbiór ele­men­tar­nych kon­cep­cji i re­guł syn­tak­tycz­nych osią­gnie tę samą moc co zbiór, który znaj­du­jemy na pod­sta­wo­wym po­zio­mie mowy ludz­kiej czy też zmien­no­ści ge­ne­tycz­nej, nie­uchron­nym skut­kiem bę­dzie roz­wój PO­RONNY. W chwili na­ro­dzin SF nie wchło­nęła ani "praw­dzi­wej na­uki", ani cech doj­rza­łej li­te­ra­tury. W obu przy­pad­kach po­ja­wiły się je­dy­nie ich za­po­ży­czone, uprosz­czone SUB­STY­TUTY - i nic wię­cej. Po­nie­waż róż­no­rod­ność w ob­rę­bie pa­ra­dyg­matu po­zo­stała nie­wielka i uboga, jej brak pod wzglę­dem syn­tak­tycz­nym, struk­tu­ral­nym (fa­buła, ak­cja itd.) ska­zał SF jako ga­tu­nek na po­rażkę. Na­wet Sha­ke­spe­are nie po­ja­wił się zni­kąd; jego epoka to wzrost wy­kład­ni­czy dra­matu elż­bie­tań­skiego - miał sporo szczę­ścia! My je­ste­śmy w gor­szej sy­tu­acji.

Pro­szę wy­ba­czyć mi ten "wy­kład". Rzecz ja­sna jest w tym coś ko­micz­nego, że opo­wia­dam Pani, co Kro­eber na­pi­sał w Con­fi­gu­ra­tions of Cul­ture Growth![19] Praca ta zresztą do­ty­czyła tych wzor­ców roz­woju, które się po­wio­dły. My na­to­miast, pa­trząc na SF, na na­szą dzie­dzinę, wi­dzimy ża­ło­sną ka­ry­ka­turę, tzn. bę­dziemy opi­sy­wać jej pra­wi­dła ję­zy­kiem pa­to­lo­gii kul­tu­ro­wej.

Co do mo­ich ksią­żek: no cóż, mia­łem już wy­dawcę w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, małą ofi­cynę Her­der and Her­der. Her­der naj­pierw ku­pił zbiór mo­ich ksią­żek, a w trak­cie przy­go­to­wy­wa­nia tłu­ma­czeń i mo­ich spo­rów z tłu­ma­czami itd. sprze­dał in­te­res fir­mie McGraw Hill. Ta idio­tyczna sy­tu­acja sporo kom­pli­kuje, bo mnó­stwo rze­czy trzeba ro­bić od po­czątku. Je­śli nie do­świad­czyła Pani, jak książki Pani au­tor­stwa mogą zo­stać wy­ko­śla­wione i prze­ina­czone przez su­mien­nego, ale ogra­ni­czo­nego tłu­ma­cza, my­ślą­cego me­cha­nicz­nie, mogę Pani tylko po­zaz­dro­ścić. To ko­lejne "pie­kło i po­tę­pie­nie".

A za­tem lubi pani szmirę? Ale to nie po­ję­cie - to istna ot­chłań. Czym Pani zda­niem jest szmira - i gdzie jej NIE znaj­dziemy? Na­wet je­śli ogra­ni­czymy się wy­łącz­nie do wiel­kich pi­sa­rzy? Wells[20] na­pi­sał jej sporo, Verne[21] oczy­wi­ście też oraz - si pa­rva li­cet com­po­nere ma­gnis[22] - i ja tu­taj na­grze­szy­łem. Twór­czość Du­masa[23] uwa­żam za szmirę, ale wy­soce zaj­mu­jącą. Na­to­miast za­sta­na­wiają mnie czy­tel­nicy, któ­rzy lu­bią nudną szmirę. Dla­czego czy­tają Diunę[24] za­miast Sied­miu fi­la­rów mą­dro­ści Law­rence'a[25]? Diuna to uprosz­czone, dzie­więt­na­sto­wieczne arab­sko-tu­rec­kie pa­ra­dyg­maty z dru­giej ręki, a Law­rence przy­naj­mniej oparł się na wła­snych do­świad­cze­niach. Czy lu­bią świat uka­zany w spo­sób pro­sty i ja­sny? For­ster[26] w swo­jej książce o po­wie­ści twier­dzi, że li­te­ra­tura UPRASZ­CZA świat, żeby stał się dla nas do znie­sie­nia. To rzecz ja­sna prawda, ale w ja­kiej mie­rze świat wy­maga uprosz­cze­nia - oto jest py­ta­nie. Co rano opo­wia­dam sy­nowi[27] (4 lata) bajki i nie­chcący prze­szar­żo­wa­łem, bo to, co dla mnie było nie­win­nym uprosz­cze­niem, oka­zało się dla niego bu­dzą­cym lęk wie­lo­wy­mia­ro­wym dra­ma­tem. Te­raz mu­szę się pil­no­wać i nie wspo­mi­nam już o że­la­znych isto­tach o ser­cach na­krę­ca­nych, bo wpraw­dzie słu­chał mych im­pro­wi­zo­wa­nych ba­śni z za­par­tym tchem, ale na­stęp­nego dnia po­pro­sił, że­bym do nich nie wra­cał (nie wie­dział, co go tak prze­ra­ziło w mo­jej hi­sto­rii).

Dzię­kuję Pani za list i za­ofe­ro­waną po­moc. Je­śli zaj­dzie taka po­trzeba, po­pro­szę Pa­nią o książki.

Lewa ręka ciem­no­ści: dzię­ko­wa­łem już Pani za tę książkę pu­blicz­nie, więc nie po­wi­nie­nem się po­wta­rzać. Kry­ty­cyzm? A czy są­dzi Pani, że wy­soko ce­nię wła­sne książki? To po pro­stu kwe­stia tego, gdzie umiesz­cza się punkt zero we wła­snym sys­te­mie współ­rzęd­nych ak­sjo­lo­gicz­nych. Na­wet w przy­padku świata stwo­rzo­nego przez Boga umiesz­czam ten punkt do­syć wy­soko.

Mam ostat­nią prośbę: znam tylko jedną Pani po­wieść. Czy mógł­bym pro­sić o inne książki lub o te - poza Lewą ręką - które lubi Pani naj­bar­dziej? Bo tak się składa, że mogę czy­tać Pa­nią w ory­gi­nale.

Szcze­rze od­dany

St. Lem

.

POR­T­LAND, 1 MAJA 1972[28]

Sza­nowny Pa­nie,

prze­pra­szam, że długo nie od­pi­sy­wa­łam na Pań­ski list - skoń­czyły mi się eg­zem­pla­rze au­tor­skie i cze­ka­łam aż Scrib­ner's przy­śle ko­lejne. Książka jest już w dro­dze do Pana. Do­łą­czy­łam do niej, na wy­pa­dek gdyby Pan tego nie znał, Czas prze­mian[29] Ro­berta Si­lver­berga, uho­no­ro­wa­nego wła­śnie na­grodą Ne­bula przez sto­wa­rzy­sze­nie pi­sa­rzy SF. Moja książka też była no­mi­no­wana, a kon­trast po­mię­dzy tymi po­zy­cjami może Pana za­in­te­re­so­wać. Nieco mnie to nie­po­koi, bo po­stać, którą pan Si­lver­berg uważa za "bo­ha­tera", ja po­strze­gam jako "czarny cha­rak­ter".

Za­ra­zem nie spo­tka­łam ni­kogo, kto po­dob­nie jak ja wi­działby w pro­ta­go­ni­ście Czasu prze­mian osobę nie­mo­ralną i czułby się nie­swojo w ob­li­czu per­spek­tywy za­stą­pie­nia nar­ko­ty­kami wol­nej woli, ro­zumu, uczuć itd. Bar­dzo chcia­ła­bym po­znać Pań­ską opi­nię o tej książce. W każ­dym ra­zie uwa­żam, że te dwie po­zy­cje sta­no­wią za­bawny kon­trast. Za­łą­czam rów­nież eg­zem­plarz mo­jego Czar­no­księż­nika z Ar­chi­pe­lagu, któ­rego na­pi­sa­łam dla dzieci. Oba­wiam się, że może być Pan na to za duży, a Pań­ski sy­nek - za mały! Jed­nak do­ro­śli, któ­rzy nie mają aler­gii na ga­tu­nek fan­tasy, lu­bią tę książkę.

Nie­stety, nie czy­tam po pol­sku, choć kie­dyś usi­ło­wa­łam się na­uczyć tego ję­zyka. Nie za­brnę­łam jed­nak da­lej niż "Mam trzy nowe pu­dełka"[30] - co nie zbli­żyło mnie zna­cząco do Mic­kie­wi­cza, Kra­siń­skiego czy też Lema. Co dzieje się z Pań­skimi książ­kami, które po an­giel­sku mieli wy­dać Her­der & Her­der? Ja­koś im się nie spie­szy! Jak zdo­być prze­kłady na fran­cu­ski? I kto jest Pań­skim wy­dawcą we Fran­cji? Czy tłu­ma­cze­nia są do­bre?

Darko Su­vin pi­sze mi, że wy­biera się tego lata do Kra­kowa. Ogrom­nie mu za­zdrosz­czę.

Ser­decz­nie po­zdra­wiam

Ur­sula Le Guin

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki