I już nigdy nie nazwę cię tatą - Caroline Darian

Kup ebooka

39.99 zł
33.19 zł (23,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

W chwili gdy piszę tę przedmowę, w sądzie w Awinionie rozpoczyna się historyczny proces. Pierwszy tego rodzaju w historii francuskiego wymiaru sprawiedliwości.

Będzie trwał cztery miesiące, począwszy od 2 września 2024 roku, każdego tygodnia przewidziano pięć dni przesłuchań. Pięćdziesięciu jeden oskarżonych, w tym mój ojciec, stanie przed sądem karnym departamentu Vaucluse, przede wszystkim pod zarzutem popełnienia okrutnych gwałtów na mojej matce, która przez prawie dziesięć lat, nie wiedząc o tym, była odurzana lekami i substancjami chemicznymi przez swojego męża.

Ściślej rzecz ujmując, mój ojciec jest oskarżony o to, że za pośrednictwem portalu randkowego zapraszał mężczyzn do odbywania stosunków seksualnych z jego nieświadomą niczego żoną, którą wcześniej, aplikując jej odpowiednie tabletki, pozbawiał przytomności. Nie żądał zapłaty. W zamian domagał się jedynie możliwości filmowania.

Osiemnastu oskarżonych przebywa w areszcie tymczasowym, trzydziestu trzech pozostaje na wolności pod nadzorem sądu do dnia ogłoszenia wyroku, 20 grudnia 2024 roku. Oznacza to, że będą przychodzić do budynku sądu przez cały czas trwania procesu i każdego wieczoru spokojnie wracać do domu, korzystając z zasady domniemania niewinności. Najtrudniejszą rzeczą będzie przebywanie z nimi w jednej przestrzeni. Przez wiele tygodni na sali sądowej będzie mnie od nich oddzielać zaledwie kilka krzeseł.

Mężczyznom grozi kara do dwudziestu lat pozbawienia wolności. Będzie ich wspierało czterdziestu dziewięciu obrońców. Oskarżenie obejmuje gwałty z kilkoma okolicznościami obciążającymi, gwałty zbiorowe, usiłowanie gwałtów wraz z kilkoma okolicznościami obciążającymi, zbiorową przemoc na tle seksualnym, naruszenie wolności osobistej przez utrwalanie, nagrywanie lub udostępnianie wizerunku osoby, naruszanie prywatności przez utrwalanie, nagrywanie lub udostępnianie wizerunku o charakterze seksualnym i wreszcie posiadanie i rozpowszechnianie wizerunku o charakterze pornograficznym. Już sama lista zarzutów jest nie do zniesienia.

Proces odbędzie się w obecności pięciu powodów cywilnych, tj. mojej matki, moich dwóch braci, mojej szwagierki i mnie.

Aby udowodnić stosowanie przemocy farmakochemicznej, której ofiarą padła moja matka, trzeba będzie zmierzyć się z dwudziestoma tysiącami cyfrowych plików nagranych przez mojego ojca. Zdjęcia, filmy, istne muzeum potworności. Proceder ten trwał bowiem przez wiele, wiele lat. Wśród plików pojawiają się też moje zdjęcia, nie wiem, kiedy i jak zostały zrobione.

Rozprawa będzie otwarta dla publiczności. Pomieszczenia sądu zostały specjalnie przystosowane do przyjęcia jak największej liczby obserwatorów, jest sala przeznaczona dla oskarżonych, prawników i uczestników postępowania oraz druga do transmitowania przebiegu procesu, otwarta dla publiczności i prasy. Takie właśnie było założenie logistyczne, do którego moja matka, rodzeństwo i ja przygotowywaliśmy się już od kilku miesięcy.

Na początku września 2024 roku będziemy musieli stanąć przed sądem, zostaniemy przesłuchani przez hordę prawników i sąd karny. Będą oni zgłębiać i analizować nasze życie, pytając o najdrobniejsze intymne szczegóły, gruntownie prześwietlać naszą codzienność, którą jeszcze kilka lat temu mogliśmy określić jako zupełnie zwyczajną.

Wiemy aż za dobrze, co to oznacza. Przeżyjemy koszmar, będziemy musieli całkowicie się obnażyć, wystawić na publiczny widok.

Będziemy też mieli prawo do kilku dni wytchnienia, zanim Dominique, mój ojciec, zostanie przesłuchany w połowie września. W kolejnych tygodniach zostaną przesłuchane pozostałe osoby wezwane do stawienia się przed sądem. Na koniec odbędą się wystąpienia naszych prawników i obrony.

Poza cierpieniem związanym z koniecznością przeżywania tych wydarzeń po raz kolejny czujemy całkowitą bezradność. Nie są znane żadne przypadki, do których moglibyśmy się odnieść. Historia naszej rodziny to prawdziwy kataklizm. Wszystko dlatego, że mojemu ojcu nie tylko udawało się odurzać i gwałcić swoją żonę bez jej wiedzy przez prawie dziesięć lat, ale też w celach wojerystycznych, nie domagając się w zamian żadnego wynagrodzenia finansowego, posunął się do umożliwienia zgwałcenia jej w ten sposób ponad siedemdziesięciu nieznajomym, z których większość poznał za pośrednictwem portalu randkowego o nazwie coco.gg. Wobec oskarżenia o udział w wielu sprawach o charakterze karnym i wszczęcia ponad 23 000 postępowań sądowych platforma została oficjalnie zamknięta 25 czerwca 2024 roku.

***

Być dzieckiem ofiary i jednocześnie dzieckiem oprawcy to potworne brzemię.

Przez ostatnie cztery lata próbuję budować nową egzystencję, bo straciłam wszystkie dotychczasowe punkty odniesienia, na których opierało się moje życie. W jednej chwili runęło w przerażający sposób. Moja przeszłość została unicestwiona, ale jaka czeka mnie przyszłość? Jaki będzie dalszy ciąg, skoro życie zadało tak bolesny cios? Katastrofa, która spotkała naszą rodzinę, jest jak labirynt, gdzie każdy krok otwiera coraz to nowe drzwi do kolejnych obrzydliwych rewelacji, do strzępów spraw poprzedzających tragedię. To niekończący się strumień pytań wciąż pozostających bez odpowiedzi.

Na darmo próbowałam poznać i zrozumieć prawdziwą tożsamość człowieka, który mnie wychował. Do dziś się zastanawiam, dlaczego nic nie zauważyłam ani nie podejrzewałam. Nigdy nie wybaczę mu tego, co robił przez tak wiele lat. Jednocześnie jednak wciąż mam przed oczami obraz ojca, którego wydawało mi się, że znam. Jest on we mnie nadal mocno zakotwiczony i stanowi przestrzeń odniesień.

Nie utrzymuję z ojcem kontaktu od 2 listopada 2020 roku. Ale gdy zbliża się data rozpoczęcia procesu, a mnie udaje się zasnąć na kilka godzin, śni mi się właśnie on. Rozmawia ze mną, śmiejemy się, jesteśmy razem. Kiedy się budzę, wracam do koszmaru: do tu i teraz. I tęsknię za ojcem. Nie za człowiekiem, który stanie przed sądem, ale za tym, który opiekował się mną przez czterdzieści dwa lata. Tak bardzo go przecież kochałam, zanim odkryłam jego potworną naturę.

Jak więc mogę spokojnie przygotować się do stawienia mu czoła? Jak poradzić sobie z tą mieszaniną gniewu, wstydu i empatii dla własnego rodzica? Dowiaduję się, że w ciągu ostatnich czterech lat był trzykrotnie przenoszony z jednego aresztu do drugiego. Znam kolejne etapy jego losów: najpierw zakład karny w Le Pontet (w Awinionie), następnie Les Beaumettes (w Marsylii) i wreszcie w Draguignan (w Vaucluse). Moja pierwsza myśl jest taka: czy był w stanie się przystosować? Czy cierpi z powodu naszej nieobecności, samotności, przemocy w warunkach izolacji? Ale odzywa się inny głos: to sprawiedliwe, gdy widzi się krzywdę, jaką nam wyrządził. Mamie, nam, naszej rodzinie. Niech ten dewiant sobie radzi, niech zbiera żniwo tego, co zasiał.

Mój ojciec jest przestępcą i będę musiała nauczyć się żyć z tą potworną świadomością. Pogodzić się z rozdarciem pomiędzy dążeniem do sprawiedliwości i prawdy a miłością, którą kiedyś do niego czułam.

Czasami czuję rezygnację. Przytłacza mnie, przygniata. Tato, dlaczego znalazłeś się tak daleko od nas? Myślałam, że już przeżyłam żałobę po ojcu. Prawda jest jednak taka, że te wydarzenia obudziły we mnie małą dziewczynkę. Tę, której nie udało się jeszcze zabić w sobie pozytywnego wizerunku ojca. I obawiam się, że nie będę w stanie tego zrobić. Być może proces pomoże mi raz na zawsze dopełnić żałobę. Mój ojciec żyje i ma się dobrze, ale chyba nigdy nie będę w stanie spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że się dla mnie liczył, że zrujnował część mojego życia, że zgasił we mnie iskrę, którą miałam wcześniej, że zdeptał zaufanie, które w sposób naturalny odczuwałam wobec mężczyzn.

***

Nasza historia pozwoliła ujawnić zjawisko społeczne, które we Francji w dużej mierze jest nadal zupełnie niezauważane. Przemoc farmakochemiczna w rodzinie i społeczeństwie jest znacznie bardziej rozpowszechniona, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Ten sposób działania jest ulubioną metodą stosowaną przez przestępców seksualnych. Choć wciąż nie dysponujemy wiarygodnymi danymi statystycznymi, które by to potwierdzały. Nie trzeba jednak dodawać, że w 2020 roku, kiedy mój ojciec został aresztowany, nikt w ogóle o tym zjawisku nie mówił!

Trudna do ustalenia skala zagrożenia, wciąż niedostatecznie zidentyfikowanego, niewystarczająco oszacowanego ilościowo, niewłaściwie zdiagnozowanego, a zatem nieobjętego odpowiednimi procedurami, dotyka szerokiego grona osób, poczynając od kobiet, czasem mężczyzn, a kończąc na dzieciach, a nawet niemowlętach i osobach starszych, i to we wszystkich grupach społecznych. Słyszeliśmy już wcześniej o GHB, tak zwanej pigułce gwałtu, ale czy można sobie w ogóle wyobrazić bycie wykorzystywanym przy użyciu substancji chemicznych przez kogoś bliskiego? Za pomocą leków z domowej apteczki?

Od zabójstw dokonywanych na kobietach po kazirodztwo - skandale ostatnich lat pokazują, że przypadki przemocy seksualnej najczęściej wiążą się z kwestią władzy, która pojedyncze incydenty przekształca w działania i praktyki systemowe. Niestety przemoc farmakochemiczna nie jest wyjątkiem od tej reguły: większość ofiar to kobiety, a w prawie siedemdziesięciu procentach zarejestrowanych przypadków łączy się ona z przemocą na tle seksualnym. Sfera intymności jest pierwszą, której dotyczy.

Wystarczy przyjrzeć się nieco bliżej wynikom badania przeprowadzonego przez francuską Krajową Agencję Bezpieczeństwa Leków i Produktów Zdrowotnych (ANSM). Spośród siedmiuset dwudziestu siedmiu zgłoszeń przekazanych ANSM w 2021 roku przez policję w wyniku złożonych skarg odnotowano osiemdziesiąt dwa przypadki podania substancji chemicznej, co daje ogólny obraz ofiar: głównie są to kobiety (69,5% przypadków, ale istnieje wiele przesłanek, by sądzić, że odsetek ten jest znacznie wyższy) w wieku od dwudziestu do trzydziestu lat. Używaną substancją były głównie narkotyki: leki przeciwhistaminowe, środki przeciwlękowe, tabletki nasenne, opioidy (56% przypadków) lub MDMA, tj. ecstasy (21,9%), znacznie rzadziej GHB (4,8%). Wreszcie, napastnikiem był często ktoś bliski (41,5%), znajomy (42,6%).

Leki uspokajające, nasenne, przeciwalergiczne i przeciwkaszlowe bywają zatem stosowane niezgodnie z przeznaczeniem ze względu na ich właściwości rozluźniające i zwiotczające mięśnie. Istnieje jeszcze jedna ważna specyficzna cecha tego rodzaju przemocy, którą należy wziąć pod uwagę. Ofiary są często nieświadome swojego stanu, tak jak było to w przypadku mojej matki. Nie mają najmniejszego pojęcia, co się z nimi dzieje. Poza trudnościami w mówieniu wprost o przemocy w środowisku domowym lub w podejmowaniu jakiegokolwiek działania, co jest szczególnie charakterystyczne dla tego typu przestępstw, ofiary nie mają jasnych i precyzyjnych wspomnień związanych z agresją lub osobą agresora. Przemoc farmakochemiczna jest czynem podstępnym i trudno wykrywalnym. Daje sprawcom poczucie bezkarności, dlatego mogą minąć miesiące, a nawet lata i nikt niczego nie zauważy.

W wielu przypadkach strategia seksualnego zboczeńca polega na tym, by jego ofiara była niezdolna do reakcji, działa on w taki sam sposób, w jaki wyłącza się światło. Ofiara staje się bezwładnym przedmiotem, marionetką na łasce agresora. Ponadto niektórzy eksperci postrzegają coraz częstsze stosowanie przemocy farmakochemicznej w kategoriach fałszywego wyobrażenia na temat osoby sprawcy, który czuje się bezkarny, gdyż wierzy, że ofiara niczego nie poczuje i że nie będzie o niczym pamiętała, kiedy się obudzi.

Ale ofiara wszystkiego nie zapomina. Jej ciało i podświadomość noszą ślady doznanej przemocy. Co więcej, cierpi z powodu skutków ubocznych leków, które zostały jej podane bez jej wiedzy. Już teraz bardzo trudno jest złożyć skargę, gdy zostało się zgwałconym; jeśli jednak do tego twoje wspomnienia są mgliste i nie pamiętasz momentu doznanej agresji, pozostaje ci milczenie, niepewność i poczucie wstydu.

Ofiary nie mówią, nie będąc wcale pewne, czy są ofiarami. Stan ich zdrowia stale się pogarsza. Martwią się, nie do końca rozumiejąc, jakie są tego przyczyny, a potem zaczyna się nowe cierpienie: wędrówki od jednego lekarza do drugiego. Ci bowiem nie są odpowiednio przeszkoleni w rozpoznawaniu zjawiska przemocy farmakochemicznej. W rezultacie przyczyna ta prawie nigdy nie jest brana pod uwagę w diagnozowaniu. Anormalne zmęczenie, zaniki pamięci, upadki, zaburzenia równowagi i mdłości nie są łączone z nadmiernym zażywaniem leków (ponieważ pacjentka oświadcza stanowczo, że ich nie zażywa).

W rzadkich przypadkach, gdy istnieje podejrzenie przemocy farmakochemicznej, leczenie ambulatoryjne zamienia się w diagnostyczny impas. Testy toksykologiczne, które jako jedyne mogą wykazać obecność podejrzanych substancji, niestety nie są włączane do przeprowadzanego wywiadu i postępowania medycznego. I w tym miejscu zaczyna się prawdziwa droga przez mękę: niezwykle kosztowne poszukiwanie dowodów, za co rzecz jasna musi zapłacić osoba poszkodowana. Pułapka polegająca na postępującym odizolowaniu ofiary zamyka się, a możliwość wniesienia skargi, pomimo wysiłku, jaki został włożony w gromadzenie dowodów, coraz bardziej się oddala.

Na tym właśnie polega problem: jak skutecznie chronić ofiary bez zapewnienia działającym w naszym najbliższym otoczeniu lekarzom odpowiednich środków do wykrywania tego rodzaju przemocy? W jaki sposób wspierać zgłaszanie takich przypadków właściwym służbom bez wzmocnienia powiązań pomiędzy wymiarem sprawiedliwości a lokalną opieką medyczną?

Udostępnienie odpowiedniej pomocy medycznej w centrum opieki nad ofiarami przemocy farmakochemicznej ma w tym przypadku kluczowe znaczenie. Tego typu akty przemocy, które nie mają wiele wspólnego z sensacjami głoszonymi w tabloidach, stanowią niewątpliwy problem w obszarze zdrowia publicznego. Upadki, zaburzenia równowagi, napadowa senność, śpiączka, zaburzenia pamięci, zaburzenia snu, utrata masy ciała, zespół abstynencyjny... ale także niepożądane ciąże, wypadki drogowe i zespół stresu pourazowego to zagrożenia, których można by uniknąć, a które zostały zidentyfikowane w krajowym badaniu dotyczącym uzależnienia od substancji chemicznych. Służba zdrowia, wymiar sprawiedliwości, organy ścigania, stowarzyszenia: wyzwanie jest wieloaspektowe, a odpowiedzialność powinna być współdzielona.

We wrześniu 2022 roku, kilka miesięcy po opublikowaniu tego literackiego świadectwa, postanowiłam otoczyć się osobami kompetentnymi w kwestii świadomości i zapobiegania przemocy farmakochemicznej. Rok później powstało stowarzyszenie na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku o nazwie #MendorsPas (#NieUsypiajMnie): Stop przemocy farmakochemicznej. Była to doskonała sposobność do podjęcia nowej walki, do zabrania głosu w imieniu niewidocznych dotąd ofiar, a nie tylko mojej matki.

Muszę przyznać, że miałam dużo szczęścia, podejmując tę inicjatywę. Skorzystałam z wyjątkowego wsparcia i zaangażowania wielu osób, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Gros ważnych spotkań, które odbyłam w ostatnich dwóch latach, doprowadziło do rozmowy z doktor Leilą Chaouachi, farmaceutką i ekspertką w paryskim centrum nadzoru nad bezpieczeństwem farmakoterapii i przeciwdziałania uzależnieniom. Jest ona odpowiedzialna za przeprowadzane co roku przez ANSM badania i jest jednym z czołowych francuskich ekspertów w dziedzinie opieki medycznej nad ofiarami przemocy farmakochemicznej. W dużej mierze to właśnie dzięki niej zdałam sobie sprawę, że historia mojej rodziny nie jest odosobniona.

Miałam też sprzymierzeńców, bez których nigdy nie pozwoliłabym sobie na spotkanie z dziesiątkami ważnych osobowości medialnych, aby zwrócić się do nich z prośbą o pomoc w nagłośnieniu tej sprawy i informacji na portalach społecznościowych. Bez mojej przyjaciółki Arielle i jej zespołu nigdy nie byłabym tak aktywna w mediach i prawdopodobnie nigdy nie udałoby mi się zarejestrować stowarzyszenia #MendorsPas. Celem naszej innowacyjnej i przełomowej kampanii uświadamiającej było rzucenie światła na konsekwencje przemocy farmakochemicznej w środowisku domowym. Wezwaliśmy do wdrożenia szeroko zakrojonego programu edukacyjnego dla pracowników służby zdrowia, a także do utworzenia międzyresortowej grupy roboczej skupiającej większość zainteresowanych instytucji w celu poprawy opieki nad ofiarami, w szczególności w zakresie opieki ambulatoryjnej.

Czternastego listopada 2023 roku wyszła na jaw afera Joëla Guerriau. Senator ten próbował odurzyć narkotykami Sandrine Josso, ówczesną deputowaną z departamentu Loara Atlantycka. Pod pretekstem uczczenia jej ponownego wyboru do senatu zaprosił ją do swojego domu. Sandrine twierdzi, że zaskoczyło ją, iż nie było tam nikogo poza nimi, a Joël Guerriau miał wsypać jej niepostrzeżenie narkotyk do kieliszka szampana. Odczuwając zawroty głowy i mdłości, pomyślała najpierw, że ma atak serca. Na szczęście znalazła w sobie na tyle sił, by uciec...

Z taksówki zaalarmowała służby ratunkowe. Przyjechała do szpitala z objawami charakterystycznymi dla zażycia narkotyków: rozszerzone źrenice, suchość w ustach, ogólne złe samopoczucie. Testy toksykologiczne potwierdziły obecność ecstasy w jej krwi. Joël Guerriau został postawiony w stan oskarżenia pod zarzutem "podania osobie bez jej wiedzy substancji mogącej zakłócić jej zdolność postrzegania lub kontrolowania swoich działań w celu dokonania gwałtu lub napaści na tle seksualnym". Grozi mu za to do pięciu lat więzienia.

Sprawa Sandrine nie została jeszcze rozpatrzona przez sąd. Ale już teraz nasuwa się mrożąca krew w żyłach konstatacja: atak może nastąpić ze strony kolegi z biura. Można zostać odurzonym przez znajomego. Po raz pierwszy kwestia przemocy farmakochemicznej trafiła na scenę polityczną i dotyczy kobiety, która nie boi się mówić o tym głośno i w sposób zdecydowany. Natychmiast postanowiłam skontaktować się z Sandrine i poprosić ją, by została rzeczniczką naszego stowarzyszenia. Szybko zdecydowałyśmy się połączyć siły. Pozwoliło to radykalnie zmienić dotychczasową sytuację: udało się przeobrazić osobistą traumę w kolektywną walkę. Naszym celem jest słuchanie, wiara i pomaganie ofiarom, ponieważ nie każdy ma wystarczający dostęp do mediów!

Zanim Zgromadzenie Narodowe zostało rozwiązane w dniu 9 czerwca 2024 roku, Sandrine kierowała komisją rządową, która została powołana na wniosek Gabriela Attala. Na razie nie wiadomo jednak, czy prace tej komisji będą kontynuowane.

***

Nie mogłabym zakończyć tej przedmowy bez wyrażenia uznania dla najsilniejszej i najbardziej godnej podziwu kobiety, jaką znam. Mojej mamy. Ma teraz siedemdziesiąt dwa lata. Przeżyła niezwykle trudne chwile, bardzo wcześnie doświadczyła absolutnej rozpaczy. Straciła matkę, gdy miała zaledwie dziewięć lat. Było to w środku zimy, w styczniu 1962 roku, babcia zmarła "w wyniku długiej choroby", jak mówiono wtedy. Złośliwy nowotwór z przerzutami, jak nazywa się to dziś bardziej konkretnie. Smutek niewątpliwie odcisnął głębokie piętno na życiu dziecka i niejako na nowo przetasował karty. Moja matka potrafiła jednak znaleźć w sobie stanowczość i siłę psychiczną. Nigdy się nie poddaje. Kocha życie, niezależnie od tego, czy niespodzianki, jakimi ją zaskakuje, są dobre czy złe.

Po tym, jak fakty wyszły na jaw, opuściła dom, w którym mieszkała z mężem, nie uroniwszy prawie ani jednej łzy. Pięćdziesiąt lat wspólnego życia nagle stanęło pod znakiem zapytania... Widziałam, jak z niebywałą godnością otwierała kartonowe pudła, porządkowała meble, opróżniała szafki, zdejmowała ze ścian zdjęcia. Wątła, wyczerpana, ale spokojna i zdecydowana. Nie miała wyboru. Musiała odejść. Musiała zostawić swoją wioskę, sąsiadów, znajomych, ulubione rośliny i góry, które tak bardzo kochała, aby rozpocząć życie na własną rękę, nie wiedząc nawet gdzie. Bardzo się z moją mamą różnimy. We mnie można czytać jak w otwartej księdze: trudno jest mi ukryć emocje. Ona natomiast wygląda jak średniowieczna królowa. Wyprostowana, z wysoko uniesionym podbródkiem, nigdy się nie skarży. Prawdziwa bohaterka stojąca na ruinach, taka właśnie jest.

W ciągu ostatnich dwóch lat mama stała się najsilniejszą postacią w naszej rodzinie. Jednak to ona była pierwszą ofiarą. To ona była odurzana narkotykami, niszczona, a następnie rzucana na pożarcie nieznajomym. Znalazła jednak czas, by porozmawiać ze swoimi dziećmi, wysłuchać nas. Kiedy w niektóre poranki nie byłam w stanie wstać z łóżka, przytłoczona gniewem lub rozpaczą, mama zawsze zachęcała mnie do wyjścia z domu, do ruchu, do spotykania się z ludźmi, do zajęcia się codziennymi sprawami.

Tak samo postępowała w stosunku do siebie. Przeprowadziła się do innego regionu, gdzie nikogo nie znała, nauczyła się żyć samodzielnie, wróciła do prowadzenia samochodu, utrzymuje dom, zajmuje się codziennymi sprawami urzędowymi - chociaż te czynności zawsze były domeną ojca. Nawiązała nowe kontakty, poznała nowych ludzi, którzy stali się jej przyjaciółmi, nigdy nie odnosi się do szczegółów swojego dawnego życia; wróciła do aktywności kulturalnej i fizycznej... Jest pogodna, zabawna i dynamiczna. Jej ostatecznym celem było odbudowanie normalnego życia, wzięcie swojego losu z powrotem we własne ręce, z dala od zbyt natarczywych i nadmiernie ciekawskich spojrzeń. Nigdy nie widzieliśmy jej załamanej. Nawet w dniu, w którym dowiedziała się, że jeden z jej gwałcicieli był nosicielem wirusa HIV... I, co niezwykle szlachetne, nigdy nie słyszeliśmy, by przedstawiała ojca w złym świetle!

W ciągu ostatnich kilku miesięcy mama wywierała na mnie dużą presję, abym sama się broniła. Całym sercem zaangażowałam się w walkę ze zjawiskiem przemocy farmakochemicznej we Francji. Nie jest łatwo wystąpić otwarcie w mediach. Rola demaskatora ma też negatywne strony.

Swoją siłę czerpałam z jej bardzo osobistej mantry: "Nie przestawaj wierzyć w życie i w najlepsze rzeczy, jakie trzyma ono jeszcze dla ciebie w zanadrzu". Czy to zdanie brzmi naiwnie? Wręcz przeciwnie: dzięki niemu stoję wyprostowana.

Postępowanie przed sądem z wyłączeniem jawności byłoby dla oprawców nawet wygodne. Jednak dzięki przyjętej formule będą musieli odpowiedzieć za swoje czyny przed możliwie największą liczbą osób. Długo o tym rozmawialiśmy. To był jej wybór i szanuję go. Nawet jeśli obawiam się chwili, w której historia naszej rodziny zostanie pokazana w pełnym świetle w mediach. Z pewnością pojawią się w obiegu medialnym różne szczegóły lub kłamstwa. Jak przygotować się na tak głębokie naruszenie intymności? Jak poradzić sobie z poczuciem wywłaszczenia, deprywacji i wstydu?

Moja matka czuje się teraz uwolniona - to jej słowa. I stało się to po części dzięki działaniom, jakie podjęłam w mediach. Mówi, że nie da się pomagać ofiarom, jeśli same wstydzimy się wyznać, że jesteśmy jedną z nich. Ujęła to w ten sposób: "Caroline, dziękuję ci za wszystko, co zrobiłaś dla ofiar przemocy farmakochemicznej w sferze prywatnej. Pokażę ci teraz, jak wygląda najlepszy przykład prowadzonej przez ciebie walki".

Podczas tego potwornego procesu ręka mojej matki spoczywa w mojej dłoni.

Oto jak wszystko to się odbyło.