Hydaspes 326 p.n.e - Michał Piekarski

-
Proszę czekać

Wstęp

W dobie smart­fo­nów, Inter­netu i powszech­nej dostęp­no­ści do linii lot­ni­czych podróż do naj­dal­szych zakąt­ków kuli ziem­skiej wydaje się przed­się­wzię­ciem sto­sun­kowo łatwym i przy­jem­nym. Jed­nak prze­szło ponad 2300 lat temu wyprawa Alek­san­dra sta­no­wiła gigan­tyczne wyzwa­nie dla jej uczest­ni­ków. Pro­ści chłopi spod Pelli czy Amfi­po­lis prze­żyli przy­godę swo­jego życia. Doko­nali rze­czy, wyda­wa­łoby się, nie­moż­li­wych, defi­niu­ją­cych nie tylko ich poko­le­nie, lecz nawet począt­ku­ją­cych nową erę w dzie­jach świata. Zaznali skwaru pustyni Sog­diany, mroź­nego wichru Hin­du­ku­szu i mon­su­no­wego desz­czu w Indiach, smaku zwy­cię­stwa na polu bitwy i roz­ko­szy łoża z azja­tyc­kimi pięk­no­ściami. Masze­ro­wali przez zie­mie nie­na­nie­sione na żadną z map. Widzieli gro­te­skowe rze­czy, które nie powinny ist­nieć i prze­kra­czały ich gra­nice wyobraźni. Pro­szę sobie wyobra­zić, że w wieku 25 lat czy­tel­nik pierw­szy raz widzi sło­nia! Marsz roz­sze­rzył świat w ciągu zale­d­wie jed­nego poko­le­nia do nie­by­wa­łych roz­mia­rów.

Wyprawa Alek­san­dra Wiel­kiego na wschód docze­kała się licz­nych źró­deł oraz ogrom­nej liczby nowo­cze­snych mono­gra­fii. W uję­ciu antycz­nych pisa­rzy tereny na wschód od rzeki Tygrys były egzo­tycz­nymi kra­inami sta­no­wią­cymi raczej arenę baj­ko­wych podań i mitów niż wyda­rzeń histo­rycz­nych. W kla­sycz­nej lite­ra­tu­rze zie­mie te odwie­dzali Dio­ni­zjusz i Hera­kles. Do nich jako pierw­szy miał dołą­czyć Alek­san­der Wielki. Do dziś epo­peja ta budzi zain­te­re­so­wa­nie wśród współ­cze­snych auto­rów. Dotych­czas w języku pol­skim pano­wał nurt bio­gra­ficzny sku­pia­jący się na życiu władcy. W oczy­wi­sty spo­sób opra­co­wano w nim w miarę dokład­nie opisy toczo­nych bata­lii, lecz bez pogłę­bio­nej ich ana­lizy. Lite­ra­tura bio­gra­ficzna repre­zen­tuje zróż­ni­co­wany poziom: od sen­sa­cyj­nej bio­gra­fii Petera Gre­ena, w któ­rej uka­zano Alek­san­dra głów­nie w roli psy­cho­paty i mega­lo­mana, przez quasi-powie­ściową pracę Seba­stiana Fischera-Fabiana po nie­zwy­kle rze­czową książkę pro­fe­sora Krzysz­tofa Nawotki. Opra­co­wań stricte mili­tar­nych jest sto­sun­kowo nie­wiele. W języku pol­skim uka­zały się mono­gra­fia bitwy pod Gau­ga­melą pióra pro­fe­sora Edwarda Dąbrowy oraz krótka syn­teza całej kariery woj­sko­wej króla autor­stwa Macieja Mil­cza­now­skiego. Poza tym tro­chę rze­czo­wych infor­ma­cji można zna­leźć w róż­nych syn­tezach doty­czą­cych histo­rii woj­sko­wo­ści i spe­cja­li­stycz­nych perio­dy­kach.

W niniej­szej pracy sta­ram się w spo­sób jak naj­bar­dziej przy­stępny, a jed­no­cze­śnie szcze­gó­łowy nakre­ślić ostat­nie etapy pod­boju Azji przez Alek­san­dra. Próba ta nie ogra­ni­czy się do opi­sa­nia jedy­nie przy­czyn, celów, prze­biegu oraz skut­ków wyprawy, lecz przy­bliży rów­nież woj­sko­wość stron bio­rą­cych udział w kon­flik­cie. Spró­buję nakre­ślić w miarę moż­li­wo­ści jak naj­do­kład­niej­sze warunki, w jakich musieli żyć i ginąć żoł­nie­rze Arge­aidy. Nie omiesz­ka­łem także wspo­mnieć o teatrze dzia­łań wojen­nych. Jak już wspo­mnia­łem, kra­jo­braz i warunki atmos­fe­ryczne zmie­niały się w trak­cie kam­pa­nii jak w kalej­do­sko­pie. Ciężko wska­zać kam­pa­nie wojenne odby­wa­jące się w tak róż­no­rod­nych warun­kach i na takich prze­strze­niach.

Rozdział I. Przez Azję

20 paź­dzier­nika 331 r. armia najeźdźcy z zachodu dotarła do sze­roko roz­war­tych wrót Babi­lonu1. Naprze­ciw zdo­byw­ców wyszedł dotych­cza­sowy satrapa pro­win­cji Maza­jos w oto­cze­niu swo­ich dzieci, orszaku magów zawo­dzą­cych święte hymny, nota­bli babi­loń­skich, nie­wol­ni­ków nio­są­cych klatki z lwami oraz kawa­le­rii w parad­nym rynsz­tunku. Całej tej cere­mo­nii uważ­nie przy­glą­dało się z jed­nej strony roz­wi­nięte woj­sko mace­doń­skie, z dru­giej zaś, z murów oka­la­ją­cych mia­sto, tłumy zanie­po­ko­jo­nych miesz­kań­ców. Alek­san­der łaska­wie przy­jął ten nie­co­dzienny pochód i trium­fal­nie wje­chał do mia­sta na bogato stro­jo­nym rydwa­nie w oto­cze­niu swej naj­bliż­szej gwar­dii. Takiego przed­sta­wie­nia w mie­ście nie widziano od 539 r., gdy w podob­nym stylu wkro­czyli Per­so­wie pod wodzą Cyrusa Wiel­kiego.

W Babi­lo­nie natych­miast roz­po­częto przy­go­to­wa­nia do osta­tecz­nej ofen­sywy w samo serce impe­rium per­skiego. Potwier­dzono dotych­cza­sowe sta­no­wi­sko Maza­josa, dodat­kowo pozwo­lono mu bić wła­sną monetę. Było to ważne wyda­rze­nie, gdyż po raz pierw­szy Irań­czy­kowi powie­rzono sta­no­wi­sko satrapy w pro­win­cji. W poprzed­nim reżi­mie Pers rów­nież peł­nił wyjąt­kowo wyeks­po­no­waną funk­cję, pod Gau­ga­melą dowo­dził zaś pra­wym skrzy­dłem. Tę nomi­na­cję można porów­nać do sytu­acji, w któ­rej gene­rał Rom­mel po bitwie pod El-Ala­mejn zostałby wice­kró­lem Indii2.

Nad per­skim satrapą miało czu­wać dowódz­two woj­skowe Mace­doń­czy­ków w rękach Apol­lo­dara i Aga­tona. Pierw­szy z nich otrzy­mał pod swoją komendę 2000 ludzi do patro­lo­wa­nia satra­pii, drugi dowódz­two nad "sto­łecz­nym" gar­ni­zo­nem zło­żo­nym z 700 żoł­nie­rzy mace­doń­skich i 300 najem­ni­ków grec­kich. Ponadto z Europy napły­wały kolejne wzmoc­nie­nia głów­nej siły armii. Amyn­tas, syn Andro­me­nosa, przy­wiódł ze sobą 6000 pie­choty mace­doń­skiej i 500 kon­nych, wysła­nych przez zarządcę Mace­do­nii, Anty­pa­tra. Ponadto towa­rzy­szyło im 50 mło­dych chłop­ców, potom­ków naj­zna­mie­nit­szych rodzin, mają­cych dołą­czyć do kor­pusu paziów kró­lew­skich. Z Tra­cji przy­był kon­tyn­gent 3500 lek­kiej pie­choty i 600 kon­nych z ple­mie­nia Tral­lów, z Pelo­po­nezu zaś świeży zaciąg najem­ni­ków w licz­bie 4000 pie­choty i 380 jazdy (Dio­dor prze­ka­zuje, że kawa­le­rii było nieco mniej niż 1000)3.

Dzięki posił­kom taxies Pie­szych Towa­rzy­szy (pezhe­ta­iroi) uzu­peł­niono według klu­cza tery­to­rial­nego4. Była to główna pięść ude­rze­niowa armii mace­doń­skiej, skła­da­jąca się wyłącz­nie z etnicz­nych Mace­doń­czy­ków. Każdy taki oddział liczył nomi­nal­nie 1500 żoł­nie­rzy rekru­to­wa­nych z tego samego okręgu woj­sko­wego. W głów­nej armii i w Euro­pie znaj­do­wało się po sześć takich "puł­ków". Praw­do­po­dob­nie Mace­do­nia była podzie­lona na sześć okrę­gów woj­sko­wych, z któ­rych każdy miał moż­li­wość wysta­wić po dwa taxis pie­choty. Podana w źró­dłach liczba 6000 uzu­peł­nień dla cięż­kiej pie­choty ozna­cza, że każdy okręg wysta­wił kolej­nych 1000 rekru­tów, a z nad­wyżki żoł­nie­rzy sfor­mo­wano siódmą taxis pie­choty. Moment jej utwo­rze­nia umyka nam zupeł­nie w źró­dłach5.

Po raz pierw­szy w źró­dłach poja­wia się okre­śle­nie chi­lar­chia na oddział liczący 1000 ludzi. Do tej pory wszyst­kie oddziały pie­choty dzie­lono na pen­ta­ko­siar­chie liczące nomi­nal­nie 512 ludzi. Wydaje się, że reforma objęła wszyst­kie jed­nostki oprócz falan­gi­tów mace­doń­skich, któ­rym pozo­sta­wiono dotych­cza­sową orga­ni­za­cję. Znie­siono rów­nież sto­so­wany w kawa­le­rii sys­tem naro­do­wo­ściowy. Odtąd szwa­drony jazdy otrzy­my­wały dowód­ców przy­dzie­lo­nych przez Alek­san­dra. Jed­no­cze­śnie podzie­lono szwa­drony na dwie mniej­sze jed­nostki liczące po ok. 100 ludzi.

* * *

Po trzy­dzie­stu czte­rech dniach postoju, które Mace­doń­czycy spę­dzili na prze­gru­po­wa­niu, armia wyru­szyła w stronę Suzy (Shush)6. Marsz nie był śpieszny, a dystans 365 km poko­nano w ciągu dwu­dzie­stu dni. W wyniku ukła­dów mia­sto zostało wcze­śniej zajęte przez oddział kawa­le­rii pod dowódz­twem Filok­se­nosa7. Przy­ję­cie kapi­tu­la­cji z rąk satrapy pro­win­cji Abu­li­tiesa było czy­stą for­mal­no­ścią. Przy oka­zji roz­mów Pers przy­wiódł ze sobą liczne wiel­błądy i pierw­szych 12 słoni bojo­wych8. Na miej­scu Mace­doń­czycy zabez­pie­czyli rów­nież olbrzy­mie łupy war­to­ści 50 000 talen­tów sre­bra (według Justyna 40 000) wraz z całym sprzę­tem kró­lew­skim i łupami z czasu inwa­zji Kserk­sesa. Pozo­sta­wiono tam gar­ni­zon -?3000 ludzi; 1000 kolej­nych, wysłu­żo­nych już żoł­nie­rzy, zakwa­te­ro­wano w cyta­deli pod wodzą Kse­no­fi­losa9.

Wrota wschodu

Oddziały Alek­san­dra w licz­bie 17 000 kom­ba­tan­tów sfor­so­wały zimą 331 r. rwącą rzekę Pasi­ti­gris (Karun) w rejo­nie Khu­ze­stanu, mię­dzy mia­stami Szusz­tar i Masjed-Sole­iman, w odle­gło­ści 100 km w linii pro­stej od Suzy10. Za nią roz­po­ście­rała się wyżynna kra­ina nie­po­kor­nych paste­rzy z ple­mie­nia Uksjów. Nie nale­żeli oni do ludów irań­skich, lecz sta­no­wili relik­tową kon­fe­de­ra­cję ple­mienną pocho­dze­nia ela­mic­kiego. Pod­stawą ich gospo­darki była przede wszyst­kim hodowla zwie­rząt.

Uksjo­wie wezwali Make­do­nów do uisz­cze­nia opłaty za prawo do przej­ścia, bowiem tra­dy­cją było opła­ca­nie myta przez podró­żu­ją­cego Wiel­kiego Króla. Praw­do­po­dob­nie wów­czas doszło do kla­sycz­nego nie­po­ro­zu­mie­nia kul­tu­ro­wego, a nad­cią­ga­jący zdo­bywcy nie zro­zu­mieli inten­cji paste­rzy. Zwy­czaj poda­run­ków na Bli­skim Wscho­dzie wią­zał się z głę­boką i wza­jemną rela­cją spo­łeczno-poli­tyczną, obej­mu­jącą także sto­sunki mię­dzy kró­lem a jego pod­da­nymi. Wymiana darów zobowią­zała zarówno dar­czyńcę, jak i odbiorcę do wza­jem­nej lojal­no­ści. Z jed­nej strony, Wielki Król gwa­ran­to­wał ple­mio­nom gór Zagros bez­pie­czeń­stwo pastwisk i tra­dy­cyj­nych sezo­no­wych migra­cji ple­mion, z dru­giej zaś, górale przy­jęli na sie­bie obo­wią­zek ochrony kró­lew­skich dróg i kara­wan.

Zamiast podar­ków ku szczy­tom gór­skim nie­po­strze­że­nie ruszyło 8000 pezhe­ta­iroi, 3000 najem­nych Gre­ków, nie­znana liczba hypa­spi­stów, 1000 Agrian i 1000 Tra­ków. Siły te, pro­wa­dzone po bocz­nych dro­gach przez lokal­nych rene­ga­tów, napa­dły o świ­cie na wio­ski Uksjów. Wielu z nich zastano w łożach. Arrian uważa, że Alek­san­der podzie­lił swe siły, z któ­rych część ruszyła pod wodzą Kra­te­rosa bocz­nymi ścież­kami, by zająć wzgó­rze na tyłach wąwozu, a główne mace­doń­skie siły poma­sze­ro­wały pro­sto ku jego wyj­ściu, gdzie zbie­rały się już tłumy tubyl­ców. Prze­ra­żeni szyb­ko­ścią dzia­ła­nia prze­ciw­nika Uksjo­wie bez­ład­nie ucie­kli w panice. Część zgi­nęła od mie­cza, inni zakoń­czyli swój los w prze­past­nych jarach. Skalę znisz­cze­nia dopeł­niło natar­cie Kra­te­rosa, któ­rego oddział stał się "kor­kiem butelki" pułapki.

Kur­cjusz wspo­mina to wyda­rze­nie nieco ina­czej, gdyż zamiast starć o wio­ski, mamy do czy­nie­nia ze sztur­mem na jedno warowne mia­sto. Rolę oddziału Kra­te­rosa odgry­wał kor­pus pie­choty Tau­rona skła­da­jący się z 1500 najem­nych Gre­ków wspar­tych 1000 Agrian. Sku­tek był jed­nak podobny: osa­cze­nie i znisz­cze­nie sku­pio­nych w jed­nym miej­scu Uksjów. Wer­sja Arriana jest bar­dziej praw­do­po­dobna, Kur­cjusz wspo­mina bowiem o szy­ko­wa­niu wież oblęż­ni­czych, co w warun­kach gór­skich i trud­nego pod­łoża do manew­ro­wa­nia było mało praw­do­po­dobne, pomi­ja­jąc już nawet krótki czas na wznie­sie­nie kon­struk­cji.

Po bitwie roz­po­częto nego­cja­cje, w któ­rych oca­la­łych Uksjów repre­zen­to­wał ary­sto­krata o per­skim imie­niu Mada­tes. Praw­do­po­dob­nie był przy­da­nym do star­szy­zny ple­mien­nej sta­łym koor­dy­na­to­rem rela­cji mię­dzy Per­sami a zie­miami pod­le­głymi związ­kowi. Był on "czło­wie­kiem z innej epoki, on to dla docho­wa­nia wier­no­ści kró­lo­wej zde­cy­do­wał się nara­zić na naj­więk­sze nie­bez­pie­czeń­stwo"11. Zdo­łał on poin­for­mo­wać spo­wi­no­wa­coną z nim matkę Dariu­sza o toczą­cych się nego­cja­cjach, dzięki czemu wydat­nie pomo­gła góra­lom12.

Ist­nieje duża roz­bież­ność doty­cząca wyni­ków roz­mów. Kur­cjusz stwier­dza, że Alek­san­der zwol­nił Uksjów z daniny, według Arriana nało­żono na nich roczny poda­tek w wyso­ko­ści 100 koni, 500 zwie­rząt jucz­nych i 30 000 owiec. Alek­san­der włą­czył zie­mie Uksjów do satra­pii Suzy. Dowody suge­rują, że górale odzy­skali nie­pod­le­głość mniej wię­cej w 317 r., a być może nawet wcze­śniej. Póź­niejsi sta­ro­żytni auto­rzy wymie­niają je wśród auto­no­micz­nych ple­mion Per­sji jesz­cze w I w. n.e. Tym samym bru­talna pacy­fi­ka­cja Alek­san­dra nie przy­nio­sła trwa­łych rezul­ta­tów, pod­czas gdy dyplo­ma­tyczne podej­ście Per­sów skut­ko­wało trwa­łymi rzą­dami.

Po zła­ma­niu oporu Uksjów armia Alek­san­dra zagłę­biła się w potężny bastion ośnie­żo­nych gór Zagros, oddzie­la­ją­cych Suzę od Medii i Per­sji. Mace­doń­czyk miał dwa moż­liwe kie­runki mar­szu. Mógł ruszyć na pół­nocny wschód do Ekba­tany, gdzie Dariusz pró­bo­wał skon­so­li­do­wać swe siły, albo też na połu­dniowy wschód Drogą Kró­lew­ską do Per­se­po­lis i Pasar­gady. Zde­cy­do­wał się zadać cios sercu impe­rium.

W stycz­niu 330 r. woj­sko podzie­liło się w oko­licy Haft­gel na dwie czę­ści. Tabory, osła­niane jazdą tesal­ską i najem­ni­ków grec­kich pod wodzą Par­me­niona, prze­ma­sze­ro­wały 450 km w kie­runku Tang-i Koh­lar. Rów­no­le­głą drogą przez góry nacie­rał Alek­san­der, poru­sza­jąc się na czele pie­choty mace­doń­skiej, heta­irów, łucz­ni­ków i Agrian. Ofen­sywa prze­bie­gała bez prze­szkód przez pięć dni. Dotarto w końcu do Wrót Per­skich, poło­żo­nych w oko­li­cach Jasudż13. Zastali tam zamu­ro­wane przej­ście i roz­ło­żone warowne obo­zo­wi­sko Irań­czy­ków. Wedle prze­sa­dzo­nego prze­kazu Arriana wąwóz obsa­dzało 40 000 pie­szych i 700 kon­nych Per­sów, a według Kur­cju­sza i Dio­dora -?25 000 żoł­nie­rzy (ten ostatni dodaje im do pomocy 300 kon­nych) pod wodzą Ario­ba­rza­nesa14. Dzi­siejsi bada­cze są skłonni pomniej­szyć liczbę obroń­ców do 700-2000 kom­ba­tan­tów15.

Obronę prze­łę­czy sta­no­wiła etniczna per­ska pie­chota pozba­wiona już wspar­cia oddzia­łów sojusz­ni­czych. Praw­do­po­dob­nie pie­chu­rzy pocho­dzili z powszech­nego poboru z oko­licz­nych miej­sco­wo­ści, któ­rych nie stać było na zakup konia i ekwi­punku jeź­dziec­kiego. Była to w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści lekka for­ma­cja, strojna w ogni­sto­czer­wone, szkar­łatne bądź też nie­bie­skie kaftany i spodnie16. Zamiast heł­mów żoł­nie­rze pre­fe­ro­wali żółte per­skie czapki zwane tia­rami. Część z nich mogła przy­wdzie­wać napier­śniki, naj­czę­ściej grec­kie płó­cienne lino­tho­rax. Bio­rąc pod uwagę, że Per­so­wie odstą­pili już od uży­wa­nia elip­so­idal­nych tarcz na rzecz grec­kich pelt i aspi­sów, armia ache­me­nidzka zaczęła przy­po­mi­nać swych grec­kich opo­nen­tów17. Głów­nym uzbro­je­niem per­skiego pie­chura były: dwu­me­trowa włócz­nia, krótki miecz zwany aki­na­sem oraz kom­po­zy­towy łuk reflek­syjny. Czę­sto zaczepy do zakła­da­nia cię­ciw, wyko­nane z twar­dego drewna lub kości, mode­lo­wano na wzór głowy łabę­dzi lub gęsi.

Pod­ję­cie hero­icz­nej obrony przez Per­sów nie było bez­ce­lowe, gdyż w naj­gor­szym razie zdo­by­wano czas na ewa­ku­ację sto­licy kraju -?Per­se­po­lis, w naj­lep­szym zaś -?wymu­szało na Alek­san­drze szu­ka­nie innych dróg przej­ścia. Z Jasudż Mace­doń­czycy mogli udać się na pół­noc, do Gabae (Isfa­han), gdzie mogliby wejść w lukę mię­dzy armiami Dariu­sza w Ekba­ta­nie i Ario­ba­rza­nesa w Per­sji. Dru­gim roz­wią­za­niem był zwrot na połu­dnie i połą­cze­nie się z Par­me­nio­nem, by prze­pro­wa­dzić dale­kie obej­ście lewego skrzy­dła Per­sów. Oba warianty były jed­nak cza­so­chłonne i pozwa­lały Dariu­szowi spo­koj­nie skon­so­li­do­wać resztki armii. Bio­rąc pod uwagę te warunki, Per­so­wie mogli sądzić, że ich suk­ces wpły­nie na dal­szy bieg wojny.

Ran­kiem z powodu zbyt wąskiego terenu ogra­ni­czono się do fron­tal­nego szturmu. Tym razem zuchwal­stwo Alek­san­dra nie popła­ciło; król nie doce­nił deter­mi­na­cji prze­ciw­ni­ków. Woj­sko dotarło do naj­węż­szego miej­sca w cie­śni­nie, gdy roz­po­częła się krwawa jatka. Na kłę­bią­cych się ludzi sto­czyły się skały, które miaż­dżyły całe grupy żoł­nie­rzy. Szybko przy­łą­czyły się do tego usta­wione na wale machiny wojenne. Per­so­wie nie żało­wali gradu poci­sków z proc, strzał i oszcze­pów. Wście­kli Hel­le­no­wie, "chwy­ta­jąc się wysta­ją­cych gła­zów, wcią­gali jeden dru­giego, by wejść na górę i dopaść wroga; ponie­waż jed­nak wielu się chwy­tało za te same występy skał, głazy obry­wały się i sta­czały na tych, któ­rzy je naru­szyli"18. Bez­owocny atak zakoń­czył się odwro­tem pod ostrza­łem na prze­strzeni pra­wie 5,5 km. Ponadto skrwa­wieni Mace­doń­czycy zostali zmu­szeni do pozo­sta­wie­nia ciał swych towa­rzy­szy, co nie wpły­nęło pozy­tyw­nie na ich morale.

W trak­cie szturmu pochwy­cono kilku jeń­ców. Jed­nym z nich był chętny do współ­pracy pasterz z Likii, który znał zarówno język grecki, jak i per­ski19. Wska­zał on boczne zale­sione dróżki, omi­ja­jące główną drogę. W obo­zie pozo­stały taxies Kra­te­rosa i Mele­agera, wzmoc­nione czę­ścią łucz­ni­ków i 500 kon­nymi. Mieli oni za zada­nie zwią­zać siły prze­ciw­nika od czoła przez miar­ko­wa­nie ata­ków i pod­trzy­my­wać ogień w jak naj­więk­szej licz­bie pale­nisk, by utrzy­mać ilu­zję peł­nej obsady obozu.

Marsz prze­bie­gał przez ostre skały i urwi­ska pokryte zaspami śnież­nymi. Nie­któ­rzy z Hel­le­nów odnie­śli bole­sne kon­tu­zje, gdy poty­kali się i osu­wali po śli­skich zbo­czach w dół. Śmiał­kom w końcu udało się zająć szczyt gór­ski panu­jący nad pozy­cjami w prze­łę­czy. Tutaj nastą­pił kolejny podział sił: Arge­aida wziął ze sobą hypa­spi­stów, taxis Per­dik­kasa, łucz­ni­ków oraz Agrian i ruszył na tyły Per­sów. Jed­no­cze­śnie taxies Amyn­tasa, Filo­tasa i Koj­nosa ruszyły na wschód, by zabez­pie­czyć dal­szą drogę. Z kolei Pto­le­me­usza z trzy­ty­sięcz­nym oddzia­łem o nie­zna­nym skła­dzie skie­ro­wano inną drogą pro­sto na wał20. Alek­san­der dosłow­nie roz­niósł na strzępy warty Per­sów. Wybił pra­wie wszyst­kich straż­ni­ków, a tylko nie­licz­nych zmu­sił do ucieczki. Na jego szczę­ście ucie­ki­nie­rzy nie zdo­łali dotrzeć do obozu Ario­ba­rza­nesa.

Atak na obóz per­ski roz­po­czął się o świ­cie przy akom­pa­nia­men­cie trąb. Na ten sygnał Kra­te­ros ener­gicz­nie natarł na mur od czoła. Pomimo bez­na­dziej­nego poło­że­nia obrońcy sta­wili hero­iczny opór: "Nie­uzbro­jeni Per­so­wie chwy­tali w ramiona żoł­nie­rzy w zbroi i całym cię­ża­rem ciała powa­lali ich na zie­mię, a wielu prze­ciw­ni­ków zabili ich wła­sną bro­nią". Obwa­ro­wa­nia i drogi ucieczki prze­chwy­cił Pto­le­me­usz, a od czoła zbli­żał się do nich Kra­te­ros. Mace­doń­czycy nie mieli lito­ści, zarzy­nali każ­dego napo­tka­nego nie­szczę­śnika, innych z kolei pochło­nęły szcze­liny. Z kotła wyrwała się tylko grupa dowo­dzona przez Ario­ba­rza­nesa. Wedle Arriana doko­nał tego z garstką ludzi. Kur­cjusz uważa, że Pers zdo­łał jed­nak wypro­wa­dzić 5000 pie­szych i 40 kon­nych. Nie­długo potem ta grupa stra­ceń­ców pró­bo­wała ponow­nie powstrzy­mać Hel­le­nów na przed­po­lach Per­se­po­lis, lecz tym razem ule­gła zupeł­nej zagła­dzie na czele z boha­ter­skim dowódcą.

Ofen­sywa wojsk mace­doń­skich parła dalej na wschód. Po przej­ściu 100 km przez Marw­daszt (Marv Dasht) Mace­doń­czycy prze­pra­wili się przez Araks (Arak­ses) w oko­licy dzi­siej­szego mia­sta Doro­dzan (Doru­dzan). Mniej wię­cej w tym rejo­nie Alek­san­der otrzy­mał list od Tira­desa, skarb­nika Wiel­kiego Króla, rezy­du­ją­cego w Per­se­po­lis. Pona­glał w nim woj­ska zdo­byw­ców, gdyż dostoj­nik oba­wiał się splą­dro­wa­nia skarbca przez zbie­ra­jącą się na uli­cach tłusz­czę. Alek­san­der na czele jazdy bły­ska­wicz­nie prze­szedł kolejne 50 km i sta­nął u wrót Per­se­po­lis.

Przed mia­stem Arge­aida natknął się na 800-4000 Gre­ków, wzię­tych nie­gdyś do nie­woli. Za karę oka­le­czono ich i zosta­wiono im koń­czyny nie­zbędne do wyko­ny­wa­nia fachu, więc "były to raczej jakieś strasz­liwe posągi, głos tylko zdra­dzał, kim są". Alek­san­der z początku chciał ich ode­słać do Gre­cji, lecz w końcu w wyniku ich pro­te­stu osie­dlił w Per­sji i przy­dzie­lił im odpo­wied­nią zapo­mogę.

Alek­san­der pod koniec stycz­nia wkro­czył do Per­se­po­lis. Było to wów­czas naj­bo­gat­sze mia­sto na świe­cie, godne miana sto­licy kosmo­po­li­tycz­nego impe­rium. W skarb­cach skła­do­wano 130 000 ton talen­tów krusz­ców, wywo­dzą­cych się jesz­cze z cza­sów Cyrusa Wiel­kiego i jego następ­ców21. Prze­trans­por­to­wano je w trak­cie olbrzy­miej ope­ra­cji logi­stycz­nej, pod­czas któ­rej sko­rzy­stano z tysięcy mułów i wiel­błą­dów, ścią­gnię­tych nawet z odle­głej Babi­lo­nii i Elamu. Ope­ra­cję nad­zo­ro­wał Par­me­nion, który wła­śnie przy­był z połu­dniową kolumną do mia­sta.

Jesz­cze w lutym 330 r. lotna kolumna pod wodzą króla Make­do­nów w sile 1000 kon­nych i grupy pie­choty wyru­szyła pacy­fi­ko­wać pro­win­cję Fars. Oddział skie­ro­wał się na połu­dniowy wschód, do sie­dzib ple­mie­nia Mar­dów, któ­rzy jako domo­stwa obie­rali sobie wyko­pane doły. Byli oni rów­nie wojow­ni­czy co Per­so­wie, a przy tym rzym­ski anna­li­sta podaje zgor­szony, że doty­czyło to rów­nież ich kobiet, nie­skrom­nie przy­wdzie­wa­ją­cych swe suk­nie tylko do kolan22. Ogrom prze­strzeni satra­pii wpro­wa­dził Mace­doń­czy­ków w przy­gnę­bie­nie: "Surowy kli­mat i bez­drożne pust­ko­wia prze­ra­ziły już i tak utru­dzo­nych żoł­nie­rzy, byli prze­ko­nani, że mają przed sobą kra­niec świata". Kam­pa­nia zakoń­czyła się spa­cy­fi­ko­wa­niem wroga.

W maju Alek­san­der na czele pijac­kiego pochodu pod­ło­żył ogień pod zabu­do­wa­nia pała­cowe Per­se­po­lis. Wedle jed­nej wer­sji czynu tego doko­nał pod wpły­wem attyc­kiej hetery Thais. Bar­dziej jed­nak praw­do­po­dobne było świa­dome dzia­ła­nie zdo­byw­ców, chcą­cych zmieść z powierzchni ziemi cen­trum kul­tu­ralne Per­sów. Może o tym świad­czyć sys­te­ma­tyczne gra­bie­nie wszel­kich ozdob­nych dra­pe­rii w pała­cach. W wyniku prac arche­olo­gicz­nych pro­wa­dzo­nych w kom­plek­sie pała­co­wym Per­se­po­lis odna­le­ziono jedy­nie 21 monet i ele­menty taniej biżu­te­rii23.

Spa­le­nie Per­se­po­lis miało być nie tylko zna­kiem wysła­nym ludom irań­skim, iż nowym hege­mo­nem tych ziem stał się Mace­doń­czyk. Dio­dor wspo­mina, że "Alek­san­der pie­lę­gno­wał zacie­kłą wro­gość do tubyl­ców. Nie ufał im i zamie­rzał znisz­czyć Per­se­po­lis"24. Plu­tarch wspo­mina z kolei o wiel­kiej rzezi jeń­ców wojen­nych w Per­sy­dzie na roz­kaz Alek­san­dra, która praw­do­po­dob­nie nastą­piła w związku ze spa­le­niem mia­sta.

Pod koniec maja 330 r. armia mace­doń­ska ruszyła w kie­runku Ekba­tany (Hama­dan) poło­żo­nej 600 km w linii pro­stej od Per­se­po­lis. Była to let­nia rezy­den­cja Wiel­kich Kró­lów. W Per­se­po­lis pozo­sta­wiono załogę pod dowódz­twem Nikar­chi­desa zło­żoną z 3000 żoł­nie­rzy mace­doń­skich. W pierw­szym eta­pie ofen­sywy Mace­doń­czycy w ciągu dwu­na­stu dni zajęli Par­tię (nie napo­tka­jąc prak­tycz­nie żad­nego oporu). Na gra­ni­cach Medii armia otrzy­mała kolejne posiłki -?5000 pie­szych i 1000 kon­nych żoł­nie­rzy z Cyli­cji pod dowódz­twem Pla­tona Ateń­czyka. Praw­do­po­dob­nie kor­pus sfor­so­wał w czerwcu gór­skie prze­łę­cze i dołą­czył do sił głów­nych pro­sto z Babi­lo­nii.

Armia posu­wała się Drogą Kró­lew­ską, gdy napo­tkano pierw­szego znacz­nego dezer­tera z armii Dariu­sza -?Biste­nensa. Od niego Arge­aida dowie­dział się o opusz­cze­niu pięć dni temu Ekba­tany przez Króla. Zajął wobec tego nie­bro­nioną miej­sco­wość i doko­nał tam pospiesz­nej reor­ga­ni­za­cji woj­ska. Oddziały Tes­sa­lów liczące 1800 kom­ba­tan­tów, 7000 pie­choty i 600 kawa­le­rii (pocho­dzące ze Związku Korync­kiego) roz­wią­zano. Gros Gre­ków sta­wało do boju (o ile to dobre okre­śle­nie w kon­tek­ście dotych­cza­so­wych dzia­łań) jako hoplici. Poza Tes­sa­lami rzadko jed­nak wal­czyli w linii, np. pod Gau­ga­melą jest poświad­czona tylko jazda25. Alek­san­der wypła­cił im obie­cany żołd, a od sie­bie dodał 2000 talen­tów. Na koniec sprytni Tes­sa­lo­wie pomno­żyli dodat­kowo swe pie­nią­dze dzięki sprze­daży wła­snych koni, co zmu­siło Alek­san­dra do wydzie­le­nia dodat­ko­wego oddziału kawa­le­rii w celu eskor­to­wa­nia ich do Gre­cji.

W woj­sku została część żoł­nie­rzy z wymie­nio­nych wcze­śniej for­ma­cji jako ochot­nicy, np. 130 Tes­sa­lów, two­rzą­cych nie­wielki szwa­dron jazdy26. Zwol­nie­nie woj­ska grec­kiego było sym­bo­licz­nym gestem, który wień­czył anty­per­ską kru­cjatę. Następne kam­pa­nie stały się raczej oso­bi­stą sprawą Arge­aidy. Być może zwol­nie­nie tych sił miało dru­gie dno -?wśród Hel­le­nów mógł powoli nara­stać opór przed mar­szem na wschód w nie­znane.

Resztę sił ope­ra­cyj­nych podzie­lono według licz­nych celów. Sześć tysięcy pezhe­ta­iroi wraz z nie­wielką liczbą lek­kiej pie­choty i jazdy pozo­sta­wiono Har­pa­lo­sowi jako ochronę skar­bów w Ekba­ta­nie. Część ze zdo­by­czy prze­trans­por­to­wano z Per­se­po­lis jako zabez­pie­cze­nie finan­sowe nad­cho­dzą­cej kam­pa­nii. Par­me­nion z kolei otrzy­mał roz­kaz, by wyru­szyć na pół­noc przez kraj Kadu­sjów do Hyr­ka­nii. W skład jego sił wcho­dzili Tra­ko­wie, jed­nostki najem­nej kawa­le­rii Meni­desa i Andro­ma­cha oraz oddział jazdy cudzo­ziem­skiej zło­żo­nej z Ili­rów oraz Pejo­nów27.

Tym­cza­sem Alek­san­der skie­ro­wał się w ślad za Dariu­szem. Towa­rzy­szyły mu wszyst­kie szwa­drony heta­irów w licz­bie ok. 1800 ludzi, liczący 1400 kom­ba­tan­tów kon­tyn­gent najem­nych jeźdź­ców dowo­dzo­nych przez Eri­gy­iosa, zapewne zło­żony z Gre­ków i Cyli­cyj­czy­ków Pla­tona, 4500 mace­doń­skich Pie­szych Towa­rzy­szy wraz z 1000 Agrian i nie­znaną liczbą łucz­ni­ków. Dodat­kowo straż przed­nią sta­no­wili pro­dro­moi, oddział ok. 600 kawa­le­rzy­stów uzbro­jo­nych w sarissy i mie­cze, jed­no­cze­śnie zupeł­nie pozba­wio­nych uzbro­je­nia ochron­nego.

Szlakiem Dariusza

Dariusz III po stra­ce­niu swo­jej armii pod Gau­ga­melą nie tylko nie zło­żył broni, lecz posta­no­wił skon­so­li­do­wać opór prze­ciw agre­so­rom we wschod­nich pro­win­cjach i ponow­nie sta­wić czoło nie­bez­pie­czeń­stwom. Zamiast na połu­dnie, Pers skie­ro­wał się wzdłuż Gór Armeń­skich w kie­runku Medii. Trzo­nem nie­wiel­kiej armii Dariu­sza stała się teraz jazda bak­tryj­ska pod wodzą Bes­sosa w sile 3300 kawa­le­rzy­stów. Dużą war­tość bojową przed­sta­wiał jesz­cze czte­ro­ty­sięczny kon­tyn­gent najem­nych hopli­tów grec­kich dowo­dzony przez ofi­cera o imie­niu Patron. Ponadto Wiel­kiemu Kró­lowi towa­rzy­szyła azja­tycka pie­chota, którą to samo źró­dło sza­cuje z pewną prze­sadą na 30 000 ludzi. W jej skład wcho­dziło 4000 łucz­ni­ków, co ze względu na strzel­czy cha­rak­ter pie­choty azja­tyc­kiej wydaje się tym razem liczbą prze­sad­nie zani­żoną28.

Dane Arriana wydają się być bar­dziej wia­ry­godne: król miał do dys­po­zy­cji 3000 kawa­le­rii i 6000 pie­choty, wspo­mi­nał rów­nież o obec­no­ści gwar­dii Nie­śmier­tel­nych. Praw­do­po­dob­nie Dariusz w trak­cie odwrotu suk­ce­syw­nie wcie­lał kolejne zaciągi kra­jo­wej pie­choty. Cze­kał ponadto na kon­tyn­genty koczow­ni­czych ludów Scy­tów i Kadu­sjów, które miały do niego lada moment przy­być.

W trak­cie odwrotu grupa spi­skow­ców z Bes­so­sem i Naba­rza­ne­sem zdo­łała uwię­zić Dariu­sza III. W wyniku zama­chu zapa­no­wało jed­nak cał­ko­wite roz­przę­że­nie woj­ska. Stało się ono bez­ładną masą masze­ru­jącą przed sie­bie na wschód, która w pobliżu dzi­siej­szego mia­sta Ahuan została roz­bita przez Mace­doń­czy­ków. Bes­sos i pozo­stali współ­spi­skowcy pró­bo­wali zabrać króla ze sobą, a gdy ten sta­wił opór, prze­szyli go oszcze­pami. Następ­nie roz­pierz­chli się na wszyst­kie strony -?Naba­rza­nes wraz z więk­szo­ścią oca­la­łych Per­sów udał się do Hyr­ka­nii, Bes­sos uciekł z kolei z 660 kawa­le­rzy­stami w kie­runku wła­snej satra­pii.

Dariusz był władcą jed­no­cze­śnie boha­ter­skim i tra­gicz­nym. Nie ucho­dził wśród swo­ich pod­da­nych za tchó­rza, a w cza­sie walk o wła­dzę wie­lo­krot­nie dowiódł hartu ducha. Per­so­wie nie uzna­wali cere­mo­nial­nego samo­bój­stwa króla z mie­czem w ręku w imię honoru, przez co jego ucieczki nie były sprzeczne ze wschod­nimi nor­mami spo­łecz­nymi. Za każ­dym razem uka­zy­wał nawet swój talent orga­ni­za­tor­ski, znacz­nie lep­szy niż dowo­dze­nie w polu, for­mu­jąc kolejne armie zaraz po znisz­cze­niu poprzed­nich. Jed­nak to, co wystar­czało na poskro­mie­nie but­nych satra­pów, oka­zało się cał­ko­wi­cie nie­wy­star­cza­jące wobec prze­ciw­nika nowego typu, jakim był Alek­san­der. Wydaje się, że nie poko­nała go jego nie­udol­ność, lecz ogólna nie­moż­ność wytwo­rze­nia przez per­ski sys­tem mili­tarny armii potra­fią­cej wygry­wać wiel­kie bitwy z Mace­doń­czy­kami29.

Gdy w obo­zie per­skim docho­dziło do dra­ma­tycz­nych wyda­rzeń, Mace­doń­czycy nie­ustan­nie zbli­żali się do swo­ich ofiar. Pościg za Dariu­szem był dla nich wyjąt­kowo wyczer­pu­jący. Letni żar zmu­szał Hel­le­nów do noc­nych prze­mar­szów, a w miarę pościgu coraz wię­cej maru­de­rów pozo­sta­wało po dro­dze, nie wytrzy­mu­jąc mor­der­czego tempa. W ciągu jede­na­stu dni grupa pości­gowa poko­nała 600 km trud­nego górzy­stego terenu. Dotarła do oko­lic dzi­siej­szego Rey, poło­żo­nego na połu­dnio­wych przed­mie­ściach Tehe­ranu, odle­głego zale­d­wie o 82 km od Wrót Kaspij­skich. Była to prze­łęcz leżąca na gra­ni­cach dwóch wiel­kich satra­pii -?Par­tii i Medii -?w rejo­nie dzi­siej­szego przej­ścia gór­skiego Tang-e Sar-e Darra. Jest on malow­ni­czo poło­żony wśród jało­wych skal­nych ścian zabar­wio­nych na matową brą­zo­wo­ochrową paletę.

W tym rejo­nie Alek­san­der musiał skon­so­li­do­wać i zre­or­ga­ni­zo­wać jed­nostki bio­rące udział w manew­rze. Do króla wresz­cie dotarło, że nad­mierne for­so­wa­nie jed­no­stek pie­choty było pozba­wione sensu. Dla­tego zarzą­dził pięć dni odpo­czynku, który wyko­rzy­stał na pla­no­wa­nie następ­nych ruchów. Posta­no­wił zasko­czyć prze­ciw­nika i zamiast bez­po­śred­nio nacie­rać w stronę Wrót Kaspij­skich, ruszył na połu­dniowy wschód w kie­runku Wiel­kiej Pustyni Sło­nej.

W rejo­nie Rey pozo­sta­wiono całą pie­chotę, a w dal­szą drogę ruszyło 6000 kawa­le­rii oraz stwo­rzony ad hoc oddział 300 cięż­ko­zbroj­nych pie­chu­rów nazwa­nych dima­chai. Zostali oni co prawda posa­dzeni na koniach, lecz ich prze­zna­cze­niem było wal­czyć pie­szo na kształt nowo­żyt­nej dra­go­nii30. Prze­prawa przez suchy ląd trwała dwa dni, pod­czas któ­rych poko­nano 72 km w skraj­nych warun­kach, gdyż zie­mia była pokryta pia­skiem i drob­nym żwi­rem. Dodat­kowo letni okres spo­wo­do­wał, że tam­tej­sze sezo­nowe bagna wyschły i odsło­niły duże sko­rupy soli. Kopyta koni wzbi­jały tumany sło­nego pyłu, draż­niąc rany i oczy umę­czo­nych żoł­nie­rzy. Nic dziw­nego, że w takich warun­kach więk­szość wierz­chow­ców nie wytrzy­mała tru­dów mar­szu i gęsto zaście­lała szlak swymi tru­chłami.

Manewr oka­zał się w pełni sku­teczny. Prze­kro­czyw­szy pusty­nię, od razu natra­fiono na kolej­nych zdez­o­rien­to­wa­nych ucie­ki­nie­rów. Coraz mniej­sza grupa jazdy sko­rzy­stała z kłę­bią­cych się tuma­nów kurzu i nie trzy­ma­jąc się żad­nego szyku, roz­po­częła śmiałe natar­cie na cha­otyczne tłumy Irań­czy­ków. Imię i legenda Alek­san­dra zna­czyły wię­cej niż tysiące żoł­nie­rzy. Mimo że wróg był znacz­nie licz­niej­szy i bar­dziej wypo­częty, jego for­ma­cje szybko ule­gły zła­ma­niu. Per­so­wie rzu­cili się do ucieczki, a jedy­nie nie­liczni pró­bo­wali sta­wiać opór. Wydaje się, że zgi­nęło ich kil­ku­dzie­się­ciu, jak podaje Arrian, a nie 3000 żoł­nie­rzy, jak napi­sał Kur­cjusz31. Część żoł­nie­rzy zajęła się jeń­cami, inni roz­po­częli żmudne dobi­ja­nie nie­wiel­kich grup maru­de­rów, maja­czą­cych w oddali na wzgó­rzach. Za naj­więk­szą z nich, liczącą 500 kon­nych Per­sów, ruszył Nika­nor na czele sil­nej grupy jeźdź­ców. Gdyby pod­władni Bes­sosa nie ule­gli panice, lecz pod­jęli walkę, mogliby przejść do histo­rii jako ci, któ­rzy pochwy­cili dwóch wal­czą­cych ze sobą kró­lów: Dariu­sza i Alek­san­dra32.

Na koń­co­wym eta­pie pościgu Alek­san­drowi towa­rzy­szyło jedy­nie 60 heta­irów33. Ści­ga­jący nie zwra­cali uwagi na poroz­rzu­cane wszę­dzie złoto i sre­bro ani na wozy tabo­rowe z ucze­pio­nymi doń kobie­tami i dziećmi, jadące bez woź­ni­ców na prze­łaj. Nikt z prze­słu­chi­wa­nych jeń­ców nie potra­fił wska­zać, któ­rym wozem był wie­ziony Dariusz. W końcu per­ski władca został zna­le­ziony przy­pad­kiem na odlu­dziu przez heta­ira poszu­ku­ją­cego wody.

Śmierć Wiel­kiego Króla skom­pli­ko­wała sytu­ację poli­tyczną. Nie­wąt­pli­wie był to prze­łom w woj­nie. Z jed­nej strony Alek­san­der mógł się teraz poda­wać za mści­ciela, który poluje na zdraj­ców i kró­lo­bój­ców. Z dru­giej nie mógł zre­ali­zo­wać swego planu zosta­nia Panem Azji przez pro­stą drogę abdy­ka­cji dotych­cza­so­wego władcy.

W roz­bi­tym obo­zo­wi­sku zna­le­ziono resztki skarbca war­tego, według Arriana, 7000 talen­tów (choć Kur­cjusz podaje znacz­nie wyż­szą kwotę -?26 000 talen­tów). Ciało Wiel­kiego Króla uro­czy­ście pocho­wano wśród jego przod­ków w gro­bowcu, który przy­go­to­wy­wano jesz­cze za jego życia.

Nowy wróg

Alek­san­der posta­no­wił nie rzu­cać się od razu w bez­po­średni pościg za Bes­so­sem, lecz upo­rać się z dotych­cza­so­wymi pro­ble­mami. Pierw­szym z nich było silne prze­ko­na­nie wśród żoł­nie­rzy o zbli­ża­ją­cym się końcu kam­pa­nii wojen­nej. Greccy sojusz­nicy zostali już zwol­nieni do domu, a jego główny wróg pocho­wany. Doszło nawet do tego, że Mace­doń­czycy roz­po­częli pako­wać swoje rze­czy. Ponow­nie powstrzy­mał ich oso­bi­sty urok Alek­san­dra, który prze­ko­nał ich, że: "Teraz lud­ność Per­sji patrzy na nich jak na jakiś sen, ale gdyby chcieli stam­tąd odejść, naro­biw­szy tylko zamie­sza­nia w Azji, lud­ność ta rzu­ci­łaby się na nich jak na słabe kobiety"34.

Kolej­nym pro­ble­mem była kwe­stia uzu­peł­nień. Dotych­cza­sowe bitwy nie wyrwały z sze­re­gów wielu mace­doń­skich żoł­nie­rzy, nie­mniej jed­nak nie­ustanne for­sowne mar­sze, cho­roby i złe żywie­nie zdo­łały prze­trze­bić fron­towe oddziały. Warto przy tym pamię­tać, że część wete­ra­nów Alek­san­dra słu­żyła jesz­cze pod dowódz­twem jego ojca Filipa II i wiek nie pozwa­lał im na dotrzy­my­wa­nie kroku młod­szym kole­gom. Co wię­cej, w wyniku pod­bo­jów władz­two mace­doń­skie nie­ustan­nie się roz­sze­rzało, a jego utrzy­ma­nie wyma­gało utrzy­my­wa­nia kolej­nych gar­ni­zo­nów. Cen­tralne pro­win­cje daw­nego impe­rium Ache­me­ni­dów musiały otrzy­mać silną obsadę mace­doń­skich załóg, po czę­ści skła­da­ją­cych się z wysłu­żo­nych żoł­nie­rzy zwa­nych po grecku apa­ma­choi. Łącz­nie w ten spo­sób w dotych­cza­so­wej kam­pa­nii, od czasu prze­kro­cze­nia Gra­niku, falanga mace­doń­ska stra­ciła z czyn­nej służby przy­naj­mniej 4800 ludzi, a nie­wy­klu­czone, że nawet wię­cej35.

Jed­no­cze­śnie zaczęły się obja­wiać trud­no­ści demo­gra­ficzne w ojczyź­nie. Ostat­nimi uzu­peł­nie­niami skła­da­ją­cymi się stricte z Mace­doń­czy­ków było wspo­mnia­nych wcze­śniej 6500 żoł­nie­rzy w Babi­lo­nie. Anty­pa­ter, peł­niący funk­cję zarządcy Mace­do­nii w cza­sie pobytu króla w Azji, miał do dys­po­zy­cji pewne rezewy demo­gra­ficzne. Były one jed­nak ogra­ni­czo­nej wiel­ko­ści, a z powodu nie­po­ko­jów w Gre­cji konieczne stało się korzy­sta­nie z nich na miej­scu. Aby zdła­wić opór króla Agisa, Anty­pa­ter wyru­szył na czele 40 000 ludzi; 12 000 z nich to Mace­doń­czycy36.

Alek­san­der musiał się­gnąć zatem do alter­na­tyw­nego źró­dła uzu­peł­nień. Pierw­szym wybo­rem byli natu­ral­nie greccy najem­nicy. Już w Azji Mniej­szej Alek­san­der zde­cy­do­wał się wyzna­czyć ostry kurs wobec hel­leń­skich żoł­nie­rzy for­tuny z cza­sów bitwy nad Gra­ni­kiem37. W toku kam­pa­nii w latach 334-330 dotarło do niego 23 280 najem­ni­ków grec­kich, trac­kich oraz z zachod­niej Azji38. Jest to liczba naj­niż­sza, jaką możemy przy­jąć, gdyż wielu satra­pów usta­no­wio­nych przez Alek­san­dra rekru­to­wało najem­ni­ków na wła­sną rękę (np. Anty­gon Jed­no­oki we Fry­gii miał ich 1500). Kolejne tysiące zacią­gnęły się w następ­nych latach. W 329 r. liczba najem­ni­ków w służ­bie mace­doń­skiej docho­dziła już do ponad 50 000, z czego 32 900 można było wyko­rzy­stać w kam­pa­nii w środ­ko­wej Azji39.

Dru­gie źró­dło uzu­peł­nień sta­no­wili pod­dani Wiel­kiego Króla. Począt­kowo z powodu wpro­wa­dze­nia w połu­dnio­wym i środ­ko­wym Ira­nie ter­ro­ry­stycz­nych rzą­dów nie można było liczyć na rekru­tów z tych oko­lic. Z dru­giej strony już w 330 r. możemy się spo­tkać z 200-oso­bo­wym oddzia­łem medyj­skich nobi­lów w siłach Par­me­niona40. Pro­ces ten nabrał tempa po śmierci Dariu­sza, gdy roz­po­częła się masowa kapi­tu­la­cja irań­skich moż­nych. Jed­no­ra­zowo do nie­woli oddało się ok. 1000 ludzi. Więk­szość z nich zna­la­zła się w nowej jed­no­stce straży przy­bocz­nej zna­nej jako dory­phoi. Była to for­ma­cja ana­lo­giczna do per­skich Nie­śmier­tel­nych, peł­niąca funk­cję repre­zen­ta­cyjną. Ni­gdzie w źró­dłach nie poświad­czono ich bez­po­śred­niego uży­cia w boju, choć jed­nostka znaj­do­wała się w siłach polo­wych Alek­san­dra.

Dodat­kowo dla Arge­aidy konieczne stało się zabez­pie­cze­nie swo­jego pano­wa­nia na tyłach. Pierw­szym celem stała się Hyr­ka­nia, nizinna kra­ina pokryta gęstymi lasami i żyznymi polami. Jej gra­nice od pół­nocy two­rzyło Morze Kaspij­skie, od połu­dnio­wego zachodu pasmo gór Elburs, a od pół­noc­nego wschodu środ­ko­wo­azja­tyc­kie stepy, przez które koczow­nicy kil­ka­krot­nie doko­nali inwa­zji. W pań­stwie Ache­me­ni­dów nie sta­no­wiła oddziel­nej pro­win­cji, lecz pod­le­gała zarząd­com z Par­tii.

Na satra­pię ruszyły trzy oddzielne kolumny. Pierw­sza z nich pod dowódz­twem Kra­te­rosa w skła­dzie jego taxis falan­gi­tów, taxis Amyn­tasa syna Niko­lausa, oddziału łucz­ni­ków oraz 600 jeźdź­ców wyru­sza prze­ciw ple­mie­niu Tapu­rów. Eri­gy­ios ruszył głów­nym szla­kiem z tabo­rami i całą jazdą, Alek­san­der z kolei z resztą falangi i lek­kiej pie­choty posu­wał się okrężną trasą, by prze­kro­czyć prze­łęcz Szam­szir­bun w górach Elburs. Spo­dzie­wano się twar­dego oporu, który na szczę­ście nie nastą­pił. Poświad­czono jedy­nie napaść gór­skich ple­mion na Agrian, odpar­tych zresztą cel­nym gra­dem oszcze­pów.

Pierwsi Arge­aidzie pod­dali się nad rzeką Rida­gnos (Neka) Naba­rza­nes z satrapą Par­tii Fra­ta­fer­ne­sem. Alek­san­der obie­cał wcze­śniej w nie­for­mal­nych ukła­dach irań­skiemu dostoj­ni­kowi pełne uła­ska­wie­nie41. Następ­nie w zachod­niej Hyr­ka­nii ska­pi­tu­lo­wało oddzielne zgru­po­wa­nie Per­sów dowo­dzone przez Arta­ba­zosa. Starca ser­decz­nie przy­jęto na mace­doń­skim dwo­rze, a wielu Irań­czy­ków z jego oto­cze­nia wcie­lono do per­skiej gwar­dii Alek­san­dra.

Ska­pi­tu­lo­wali rów­nież greccy najem­nicy Patrona. Z począt­ko­wej liczby 4000 kom­ba­tan­tów na sku­tek dezer­cji i strat mar­szo­wych zostało jedy­nie 1500 ludzi pod bro­nią. Oddzia­łowi towa­rzy­szyło jesz­cze 90 posłów grec­kich, peł­nią­cych służbę dyplo­ma­tyczną na dwo­rze Wiel­kiego Króla. Nie­któ­rzy, jak Demo­kra­tes z Aten, nie wytrzy­mali napię­cia ner­wo­wego i popeł­nili samo­bój­stwo, ale resz­cie król oka­zał przy­chyl­ność. Roz­ka­zał ich wypu­ścić, zatrzy­mał jedy­nie jako zakład­ni­ków Lace­de­moń­czy­ków, żoł­nie­rzy zaś wcie­lił do swo­jej armii.

Znacz­nie więk­szy opór sta­wiły zamiesz­ku­jące pro­win­cję ludy koczow­ni­cze. Oprócz nie­za­leż­no­ści miały one do stra­ce­nia liczne stada koni. Na celow­niku zna­leźli się głów­nie Mar­do­wie z połu­dniowo-zachod­niej czę­ści Hyr­ka­nii, o któ­rych wspo­mi­nał już Hero­dot. Prze­ciw nim wyru­szyli hypa­spi­ści, łucz­nicy, Agria­nie, taxies Koj­nosa i Amyn­tasa oraz połowa heta­irów i pro­dro­moi. Już pierw­sze ude­rze­nie na zgru­po­wa­nie 8000 noma­dów było sku­teczne i Mar­do­wie szybko roz­pro­szyli się po gór­skich ostę­pach42. Roz­po­częła się walka przy­po­mi­na­jąca dru­go­wo­jenną kam­pa­nię w nor­mandz­kim bocage, wśród gajów poprze­pla­ta­nych pastwi­skami z krę­tymi bocz­nymi ścież­kami i kil­ku­set­let­nimi gęstymi żywo­pło­tami rosną­cymi z obu stron, spod któ­rych kra­jowcy razili napast­ni­ków poci­skami.

Walki stały się nie­zwy­kle cha­otyczne. Alek­san­der niczym myśliwy wyszu­ki­wał kry­jówki Mar­dów i wielu z nich zabił. Poniósł przy tym pewne straty, a nie­któ­rych jego żoł­nie­rzy poj­mano. Naj­do­tkliw­szą oka­zała się kra­dzież jego uko­cha­nego wierz­chowca Buce­fała. Wście­kły władca zagro­ził eks­ter­mi­na­cją całej lud­no­ści na tere­nach obję­tych wal­kami, jeżeli nie zosta­nie zwró­cony mu jego ulu­biony koń. Do urze­czy­wist­nie­nia groźby na szczę­ście nie doszło, gdyż Irań­czycy oddali mu nie tylko konia, lecz rów­nież swe sie­dziby. Zado­wo­lony władca naka­zał nawet na sam koniec wypła­cić okup pory­wa­czom, jed­nak kapi­tu­la­cja ozna­czała koniec dotych­cza­so­wej względ­nej nie­za­leż­no­ści Mar­dów, któ­rych zie­mie wcie­lono bez­po­śred­nio do satra­pii Hyr­ka­nii43.

W trak­cie jesien­nego kry­zysu 330 r. roz­po­częła się ewo­lu­cja w poli­tyce wewnętrz­nej Alek­san­dra. Z jed­nej strony wschod­nie satra­pie impe­rium Ache­me­ni­dów były wciąż poza jego kon­trolą i w każ­dej chwili nale­żało się spo­dzie­wać kontr­ataku irań­skiej opo­zy­cji lub scy­tyj­skich najeźdź­ców, z dru­giej zaś nasi­la­jący się kry­zys uzu­peł­nień i nie­do­bór wojsk wymu­siły do zmiany podej­ścia wobec tubyl­ców. Alek­san­der posta­no­wił poka­zać, że nie jest jedy­nie obcym zdo­bywcą, lecz i praw­dzi­wym Wiel­kim Kró­lem. Do tego potrze­bo­wał wspar­cia sta­rej szlachty Dariu­sza, która masowo kapi­tu­lo­wała. Dotych­czas był admi­ra­to­rem kul­tury grec­kiej na Wscho­dzie i surowo postę­po­wał z pod­bi­tymi ludami irań­skimi. Pierw­sze zmiany zaczęły jed­nak nastę­po­wać z zaję­ciem satra­pii Babi­lonu i Suzy, gdzie potwier­dził na głów­nych sta­no­wi­skach przed­sta­wi­cieli ary­sto­kra­cji per­skiej. Pro­ces ten pogłę­bił się w trak­cie kam­pa­nii 330 r. Przy­jęło to postać zmiany stroju i zwy­cza­jów na bar­dziej orien­talny.

Inno­wa­cje wpro­wa­dzano stop­niowo mniej wię­cej od prze­łomu sierp­nia i wrze­śnia 330 r. Alek­san­der począt­kowo nie chciał obra­żać patrio­tycz­nych uczuć Mace­doń­czy­ków, przy­wdzie­wał strój per­ski jedy­nie w towa­rzy­stwie irań­skich nobi­lów i naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków. Sta­no­wił on syn­kre­tyczną mie­szankę dwóch kul­tur, na którą skła­dały się: per­ski pas zonel, pur­pu­rowy płaszcz mace­doń­ski chla­mida oraz pur­pu­rowy per­ski chi­ton z dłu­gimi ręka­wami. Raczej sta­rał się przy tym uni­kać wdzie­wa­nia cha­rak­te­ry­stycz­nych per­skich spodni. Głowę króla wień­czył biało-nie­bie­ski pasek zwany dia­de­mem, do któ­rego spo­ra­dycz­nie dokła­dał irań­ską tiarę44.

Zaczęły wów­czas poja­wiać się pierw­sze napię­cia mię­dzy kró­lem a jego euro­pej­skimi żoł­nie­rzami. Do tej pory każdy monar­cha mace­doń­ski był nie­zwy­kle przy­stępny ludowi. Brak dystansu był nie­zwy­kłą cechą, cha­rak­te­ry­styczną dla tego sys­temu rzą­dze­nia. W cza­sie dotych­cza­so­wej kam­pa­nii Alek­san­der posi­lał się ze swo­imi żoł­nie­rzami oraz sypiał w tych samych warun­kach polo­wych co jego pod­władni. Oby­wał się bez nie­wol­ni­ków, któ­rych zada­nia wyko­ny­wali pazio­wie. Zwra­cano się do niego po imie­niu, dołą­cza­jąc w razie koniecz­no­ści imię jego ojca. Rzadko, gdy chciano pod­kre­ślić sta­tus, doda­wano okre­śle­nie "król Mace­doń­czy­ków". Teraz miało się to zmie­nić, a figura władcy stała się bar­dziej nie­do­stępna dla zwy­kłego żoł­nie­rza.

Póki co kon­flikt zła­god­niał z przy­czyn zewnętrz­nych. Nie­do­ce­niony nale­ży­cie Bes­sos, nie­za­leż­nie od Alek­san­dra, przy­jął insy­gnia kró­lew­skie oraz dyna­styczne imię: Artak­serk­ses V45. Na kar­tach histo­rii poja­wił się tuż po klę­sce pod Issos, gdy został wezwany przed obli­cze Dariu­sza. W odro­dzo­nej armii per­skiej Bes­sos miał pod sobą kon­tyn­gent Bak­trów i Scy­tów. Pod­czas decy­du­ją­cej bata­lii pod Gau­ga­melą objął dowódz­two na lewym skrzy­dle, skła­da­ją­cym się z mas kawa­le­rii. Zdaje się jed­nak, że nie prze­ja­wiał zbyt wiel­kich talen­tów wodzow­skich. Jego siły otrzy­mały odpo­wie­dzialne zada­nie okrą­że­nia prze­ciw­nika. Co prawda, fachowo popro­wa­dził kontr­atak na zdo­by­wa­jące prze­wagę oddziały kawa­le­rii hel­leń­skiej, lecz po suk­ce­syw­nym ścią­gnię­ciu kolej­nych oddzia­łów z linii per­skiej w kie­runku lewej flanki dopro­wa­dził do prze­rwa­nia cią­gło­ści szyku. Był to decy­du­jący błąd, który wysta­wił pozy­cję zaj­mo­waną przez Wiel­kiego Króla na kon­cen­tryczny atak jazdy mace­doń­skiej46.

Nic nie wiemy o jego życiu pry­wat­nym, wia­domo jedy­nie, że był spo­krew­niony z zamor­do­wa­nym kró­lem, mógł więc swą uzur­pa­cję w dość pokrętny spo­sób przed­sta­wiać jako docho­dze­nie słusz­nych praw. Przed wojną spra­wo­wał funk­cję satrapy waż­nej stra­te­gicz­nie Bak­trii. Wydaje się, że miał pew­nego rodzaju cha­ry­zmę. W cza­sie roko­szu prze­ciw Dariu­szowi Bak­tro­wie oka­zali się abso­lut­nie lojalni wobec swego prze­ło­żo­nego, mając jed­no­cze­śnie świa­domość pory­wa­nia się na sakralną wła­dzę króla.

Bes­sos począt­kowo miał do dys­po­zy­cji 660 jeźdź­ców z 3300 towa­rzy­szą­cych mu w cza­sie odwrotu z Dariu­szem. Z każ­dym dniem dołą­czali do niego kolejni maru­de­rzy i nowi rekruci. Satra­pie decy­du­jące o sile impe­rium per­skiego zna­la­zły się już pod pano­wa­niem Mace­doń­czy­ków, a do dys­po­zy­cji Bes­sosa prak­tycz­nie pozo­stał jedy­nie luźny sojusz wschod­nich pro­win­cji z Bak­trią na czele. Z tego powodu histo­rycy nie wli­czają go w ofi­cjalny poczet Króla Kró­lów. Nie jest jasne, czy moty­wem się­gnię­cia po wła­dzę przez Bes­sosa była przede wszyst­kim jego ambi­cja, czy raczej w grę wcho­dziło roz­cza­ro­wa­nie przy­wódz­twem Dariu­sza.

Alek­san­der nie mógł pozwo­lić sobie na innych pre­ten­den­tów i pospiesz­nie zakoń­czył swój pobyt w Hyr­ka­nii. Pierw­szym eta­pem jego ofen­sywy na wschód była satra­pia Arii. Na jej gra­ni­cach w oko­licy mia­sta Susia (Tus, na pół­noc od Meszhedu)47 już cze­kał z podar­kami rządca tych ziem, Sati­ba­rza­nes. Przy­jęto go przy­chyl­nie pomimo udziału w zabój­stwie Dariu­sza, otrzy­mał nawet potwier­dze­nie dotych­cza­so­wego sta­no­wi­ska. Jako dowód zaufa­nia pozo­sta­wiono mu jako gar­ni­zon nie­ja­kiego Anak­sippa z 40 kon­nymi oszczep­ni­kami (hip­pa­kon­ti­stai), raczej w roli ochrony Ariów przed gwał­tami ze strony prze­cho­dzą­cego woj­ska mace­doń­skiego niż w cha­rak­te­rze sił oku­pa­cyj­nych. Była to nowa azja­tycka for­ma­cja, która debiu­to­wała w polu pod­czas pościgu za Dariu­szem. W póź­niej­szym okre­sie, w trak­cie wojen dia­do­chów, Media była wie­lo­krot­nie wymie­niana jako kraj mający świet­nych oszczep­ni­ków kon­nych48.

Z Arii zamie­rzano wyko­nać osta­teczne natar­cie w kie­runku Bak­trii. Aby szybko roz­pra­wić się z Bes­so­sem, Alek­san­der po raz pierw­szy zasto­so­wał rady­kalny spo­sób odcią­że­nia masze­ru­ją­cej armii przez wyda­nie roz­kazu spa­le­nia tabo­rów. Nie jeste­śmy w sta­nie powie­dzieć, czy nakaz ten nie jest po pro­stu chwy­tem reto­rycz­nym antycz­nych pisa­rzy, czy naprawdę Mace­doń­czyk rze­czy­wi­ście zdy­scy­pli­no­wał w ten spo­sób swo­ich ludzi.

Marsz Mace­doń­czy­ków był utrud­niony, ponie­waż bak­tryj­ski dostoj­nik zasto­so­wał na obsza­rze na wschód od Wrót Kaspij­skich stra­te­gię spa­lo­nej ziemi. Było to pokło­sie serii wiel­kich bitew, począw­szy od Gra­niku, które jasno poka­zały Irań­czy­kom, że armia mace­doń­ska jest nie­po­ko­nana w regu­lar­nym boju. Posta­no­wiono zatem wcią­gnąć napast­ni­ków jak naj­da­lej na wschód, gdzie prze­strzeń oraz opór tubyl­ców wpierw osła­bi­łyby, a następ­nie zła­mały wroga.

W tym cza­sie Sati­ba­rza­nes zdra­dził Mace­doń­czyka na rzecz Bes­sosa. Zgo­to­wał krwawą łaź­nię Anak­sip­powi i jego oszczep­ni­kom kon­nym w Arta­ko­anie, ówcze­snej sto­licy satra­pii49. Następ­nie roz­po­czął kon­cen­tra­cję sił w celu ude­rze­nia na odsło­nięte tyły Alek­san­dra. Arge­aida zare­ago­wał na nowe nie­bez­pie­czeń­stwo z wła­ściwą sobie szyb­ko­ścią, w ciągu dwóch dni poko­nał na czele kawa­le­rii dystans 110 km. W dru­gim rzu­cie za nim masze­ro­wały dwie taxies Koj­nosa i Amyn­tasa wraz z lekką pie­chotą.

Zasko­czony Sati­ba­rza­nes umknął do Bes­sosa z podaną przez Arriana nie­wielką garstką żoł­nie­rzy albo wska­zaną przez Kur­cju­sza liczbą 2000 kom­ba­tan­tów. Reszta Ariów roz­pro­szyła się po oko­licz­nych ustę­pach gór­skich. Duża część ludzi zbun­to­wa­nego satrapy zajęła sta­no­wi­ska na górze Kalah-i Duk­thar, dodat­kowo umoc­nio­nej pali­sadą z ogrom­nych bali50. Szturm na wzmoc­nione ostro­ko­łami skały wyda­wał się samo­bój­stwem, lecz znów szczę­ście dopi­sało Alek­san­drowi. Któ­ryś nie­ostrożny kra­jo­wiec zapró­szył pło­mie­nie wśród suchych pni, któ­rymi była utwar­dzona droga pro­wa­dząca do gór­skiego bastionu. Ogień bły­ska­wicz­nie prze­rzu­cił się na pali­sadę. Alek­san­der dostrzegł oka­zję i naka­zał swoim żoł­nie­rzom pod­sy­cić żar. Mały pożar szybko prze­ro­dził się w burzę ognia, którą "wiatr niósł [...] pro­sto w twa­rze nie­przy­ja­ciół, ogromne kłęby dymu prze­sło­niły niebo jak chmura. Drzewa trzesz­czały w pło­mie­niach [...], bar­ba­rzyńcy usi­ło­wali unik­nąć śmierci, ratu­jąc się ucieczką, ale nawet jeśli udało im się przejść wśród pło­mieni, wpa­dali na wroga. Ginęli więc -?każdy inną śmier­cią: jedni rzu­cali się w pło­mie­nie, inni ska­kali ze skał, nie­któ­rzy wpa­dli na nie­przy­ja­ciół; nie­wielu na pół spa­lo­nych, dostało się w ręce Mace­doń­czy­ków"51. Ten pogrom zała­mał opór w innych obsza­rach kraju. Chwilę póź­niej na sku­tek ukła­dów pod­dała się Arta­ko­ana, z którą Alek­san­der obszedł się wyjąt­kowo łaska­wie. Nie tylko zacho­wał przy życiu miesz­kań­ców mia­sta, lecz zwró­cił im też całe zagra­bione dotych­czas mie­nie.

Pod mia­stem dołą­czyły do armii kolejne posiłki: z Gre­cji nade­szło 500 kon­nych najem­ni­ków, a z Ili­rii 3000 jazdy. Ponadto dołą­czyło wcze­śniej wzmian­ko­wa­nych 130 kawa­le­rzy­stów tesal­skich z Ekba­tany oraz kon­tyn­gent z Lidii: 2600 pie­choty i 300 kon­nych. Mniej wię­cej w tym samym cza­sie zła­mano opór tubyl­czego ludu Dran­gia­nów z irań­skiego ple­mie­nia mają­cego swe sie­dziby nad jezio­rem Zareh.

Wybu­chła wów­czas praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej kon­tro­wer­syjna w całej karie­rze Alek­san­dra afera, która zakoń­czyła karierę rodu Par­me­niona. Wpierw oskar­żono jego syna Filo­tasa o udział w spi­sku zawią­za­nym przez gwar­dzi­stów. Wiec Mace­doń­czy­ków nie miał wąt­pli­wo­ści o winie mło­dzieńca i nie­szczę­śnik zakoń­czył swój żywot uka­mie­no­wany lub zakłuty oszcze­pami po serii tor­tur52. Następ­nie Alek­san­der przy­stą­pił do likwi­da­cji Par­me­niona. Stary wódz dys­po­no­wał 12 000 ludzi, przede wszyst­kim Gre­ków i Mace­doń­czy­ków.

W wypadku otwar­tego buntu była to znaczna siła, mogąca nawet zadać Arge­aidzie bole­sne ciosy, gdyż odci­nała armię Alek­san­dra od posił­ków z zachodu. Ponadto miał do dys­po­zy­cji cały per­ski skar­biec oraz swo­bodny dostęp do rynku grec­kich najem­ni­ków.

Par­me­nion został skry­to­bój­czo zabity przez swo­ich pod­wład­nych na pole­ce­nie króla. Po jego śmierci wybu­chły zamieszki, które spi­skow­com udało się wyci­szyć. Dopiero po śmierci ary­sto­kraty dzia­ła­nia wojenne ponow­nie nabrały tempa. Armia z Dran­giany udała się w pię­cio­dniowy marsz wprost na połu­dnie, gdzie prze­zi­mo­wała ostat­nie mie­siące 330 r. w rejo­nie Aria­spii. Była to bogata rol­ni­cza kra­ina poło­żona w dzi­siej­szej doli­nie rzeki Hel­mand. Zamiesz­ki­wał ją gościnny i życz­liwy lud Ari­ma­spów znany w źró­dłach rów­nież pod mia­nem Euer­ge­ta­mów. Byli naj­praw­do­po­dob­niej osia­dłym ple­mie­niem Saków, oto­czo­nych morzem ludów irań­sko­ję­zycz­nych53. Swe miano zawdzię­czali miło­sier­nej posta­wie wobec wojsk Cyrusa Wiel­kiego, gdy w trak­cie jed­nej z wielu jego kam­pa­nii na wscho­dzie udzie­lili znę­ka­nym Per­som schro­nie­nia i nie­zbęd­nego zaopa­trze­nia. Alek­san­der posta­no­wił spę­dzić w tym kraju sześć­dzie­siąt dni. Jego armia tym razem zacho­wała się wyjąt­kowo popraw­nie, a władca obda­ro­wał miesz­kań­ców ogrom­nymi dona­cjami pie­nięż­nymi nie tylko za oka­zaną mu pomoc, lecz rów­nież w podzięce za wspar­cie wojsk Cyrusa. Rów­no­le­gle wydzie­lony zagon z sił głów­nych pod­po­rząd­ko­wał poło­żoną na połu­dnie satra­pię Gedro­zji.

W mię­dzy­cza­sie poko­nany Sati­ba­rza­nes wzno­wił dzia­ła­nia. Wzmoc­niony posił­kami od Bes­sosa ponow­nie wtar­gnął do Arii w sile 2000 kon­nych (czyżby ci sami, z któ­rymi uciekł wcze­śniej?). Walkę z nim pod­jęły oddziały dru­go­rzu­towe i oku­pa­cyjne, zapewne zło­żone z oddzia­łów najem­ni­ków z zachod­niej Azji i Gre­cji pod dowódz­twem Eri­gy­iosa, Kara­nosa i Arta­ba­zosa. Liczyły łącz­nie 6000 pie­choty i 600 kon­nych. Nie były to jed­nak siły wystar­cza­jące do osa­cze­nia w górzy­stym tere­nie mobil­nej grupy jazdy irań­skiej, ope­ru­ją­cej przede wszyst­kim od doliny rzeki Hari­rud po gra­nice Bak­trii. Drobne utarczki trwały aż do wio­sny 329 r., gdy z sąsied­niej Par­tii wkro­czyły oddziały Fra­ta­fer­nesa. Ponie­waż dotych­czas w satra­pii nie było poświad­czo­nych dużych sił mace­doń­skich, praw­do­po­dob­nie trzon nacie­ra­ją­cych z zachodu wojsk sta­no­wiła kawa­le­ria irań­ska. Zgru­po­wa­nie musiało mieć wię­cej niż 2000 ludzi, gdyż oddział Sati­ba­rza­nesa uchy­lił się przed nim. Po okre­sie klu­cze­nia po bez­dro­żach per­ski watażka napo­tkał ope­ru­jący od strony wschod­niej kor­pus Eri­gy­iosa.

W trak­cie bitwy Sati­ba­rza­nes pod­je­chał do pierw­szych sze­re­gów Hel­le­nów i zdjąw­szy hełm, wyzwał naj­dziel­niej­szego z nich do walki. Odpo­wie­dział naj­star­szy z dowód­ców kor­pusu -?Eri­gy­ios. Obie strony wstrzy­mały walkę, by obser­wo­wać home­rycki poje­dy­nek dwóch kon­nych postaci. Celne ude­rze­nie włóczni w szyję, a następ­nie w twarz zakoń­czyło karierę Persa. Na ten widok Irań­czycy wpa­dli w panikę, część z nich pod­dała się Gre­kom, inni zaś roz­pro­szyli się na wszyst­kie strony.

Według Kur­cju­sza zwy­cię­stwo zgło­szono Alek­san­drowi pod­czas jego pierw­szego pobytu w Bak­trze, na początku lata 329 r., w nie­co­dzienny spo­sób -?poda­ro­wano mu głowę bun­tow­nika. Następ­nie wszyst­kich dowód­ców sił eks­pe­dy­cyj­nych poświad­czono w bez­po­śred­nim oto­cze­niu Alek­san­dra. Arta­ba­zosa mia­no­wano satrapą Bak­trii na początku lata, Eri­gy­ios brał udział w nara­dzie wojen­nej nad Jak­sar­te­sem, a Kara­nos był jed­nym z dowód­ców feral­nej eks­pe­dy­cji ratun­ko­wej w Mara­kan­dzie.

Wyda­rze­nia z Arii nie miały żad­nego wpływu na kon­ty­nu­owa­nie wyprawy Alek­san­dra na wschód. W pierw­szych tygo­dniach 329 r. nastą­piło mace­doń­skie ude­rze­nie na kolejną satra­pię per­ską -?Ara­cho­zję. Jej nazwę zaczerp­nięto od rzeki Ara­cho­tos, dzi­siej­szego Arghan­dabu. Pro­win­cję zajęto bez pro­ble­mów, gdyż w tym rejo­nie wraz z ucieczką jej satrapy Barza­nesa upa­dła per­ska admi­ni­stra­cja cen­tralna, a lokalne ple­miona nie były w sta­nie sku­tecz­nie oprzeć się napo­rowi wroga. Jako gar­ni­zon ulo­ko­wano 4000 pie­choty i 600 jazdy pod dowódz­twem Menona. W tym rejo­nie po 1600 km mar­szu do sił głów­nych dołą­czył dawny kor­pus Par­me­niona w skła­dzie 6000 Mace­doń­czy­ków, 200 ary­sto­kra­tycz­nej jazdy per­skiej, 4400 pie­szych najem­ni­ków grec­kich oraz 600 kon­nych z Hel­lady. Obrana trasa naj­praw­do­po­dob­niej prze­bie­gała doliną Arghan­dab do Kan­da­haru i dalej na pół­noc. W tych rejo­nach zdo­bywca zało­żył Alek­san­drię w Ara­cho­zji (stary Kan­da­har).

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Odtąd wszyst­kie daty, jeśli nie zazna­czono ina­czej, odno­szą się do cza­sów przed naszą erą. [wróć]

2. N.G.L. Ham­mond, Sta­ro­żytna Mace­do­nia. Początki, insty­tu­cje, dzieje, przeł. A.S. Chan­kow­ski, War­szawa 1999, s. 195. [wróć]

3. Diod. XVII.65; QCR. V.1.6. -?dokładne roz­wi­nię­cie skró­tów znaj­duje się na końcu pracy. [wróć]

4. Tutaj poru­szę kwe­stię nazew­nic­twa -?oddział w licz­bie poje­dyn­czej nazy­wamy taxis, nato­miast w licz­bie mno­giej posłu­gu­jemy się sfor­mu­ło­wa­niem taxies. [wróć]

5. R.D. Milns, Ale­xan­der's Seventh Pha­lanx Bat­ta­lion, "Greek Roman and Byzan­tine Stu­dies" 1966, t. 7. [wróć]

6. W nawia­sie podano dzi­siej­szą nazwę miej­sco­wo­ści. [wróć]

7. Praw­do­po­dob­nie toż­samy z póź­niej­szym komen­dan­tem mia­sta Kse­no­fi­lo­sem. Zob.: W. Hec­kel, Who is who in the age Ale­xan­der The Great. Pro­so­po­gra­phy of Ale­xan­der's Empire, Oxford 2006, s. 272. [wróć]

8. Zob.: QCR. V.2.8. Sło­nie te nie poja­wiają w cza­sie dal­szej kam­pa­nii, zatem naj­pew­niej wzmoc­niły one lokalny gar­ni­zon. [wróć]

9. Spra­wo­wał tę funk­cję do 317 r. Póź­niej, w cza­sie wojen dia­do­chów, zna­lazł się w stron­nic­twie Eueme­nesa, bro­nił nawet Suzę przed woj­skami Seleu­kosa. Po śmierci Euemensa prze­szedł na stronę Anty­gona Jed­no­okiego, został naj­praw­do­po­dob­niej stra­cony przez jego wro­gów; W. Hec­kel, Who is who..., s. 272. [wróć]

10. A. Baha­dori, Acha­eme­nid Empire, Tri­bal Con­fe­de­ra­tions of South­we­stern Per­sia and Seven Fami­lies, "Ira­nian Study" 2017, t. 50, s. 176. [wróć]

11. QCR. V.2.9. [wróć]

12. A. Baha­dori, Acha­eme­nid Empire..., s. 175. Dwór i matka Wiel­kiego Króla miały naj­wy­raź­niej jakieś inte­resy gospo­dar­cze, w tym majątki i wsie w kra­inie Uksjów. [wróć]

13. K. Nawotka, Alek­san­der Wielki, Wro­cław 2007, s. 351. [wróć]

14. Per­ski ary­sto­krata praw­do­po­dob­nie z Kapa­do­cji lub Pontu. Przed bitwą o Wrota Per­skie był poświad­czony jako satrapa Per­sów. W trak­cie bitwy pod Gau­ga­melą dowo­dził oddzia­łami Per­sów i Mar­dami znad Zatoki Per­skiej. Udało mu się wydo­stać z pola bitwy i zor­ga­ni­zo­wać cał­kiem sprawną obronę; W. Hec­kel, Who is who..., s. 45. [wróć]

15. A.S. Shah­bazi, Ario­ba­rza­nes, http://www.ira­ni­ca­on­line.org/artic­les/ario­ba­rza­nes-greek-form-of-old-ira­nian-pro­per-name-arya-brzana [dostęp: 28.06.2019]. [wróć]

16. J.M. Olbrycht, Alek­san­der Wielki i świat irań­ski, Rze­szów 2004, s. 284. [wróć]

17. M.A. Woź­niak, Armie sta­ro­żyt­nej Per­sji. Od powsta­nia pań­stwa Ache­me­ni­dów do upadku impe­rium sasa­nidz­kiego, Zabrze 2010, s. 82. [wróć]

18. QCR. V.3.12. [wróć]

19. Plut. 36. Autor podaje jego mie­szane pocho­dze­nie. Jego ojciec był z Likii, a matka z Per­sji. [wróć]

20. Praw­do­po­dob­nie rola Pto­le­me­usza w dziele Arriana została wyol­brzy­miona. Funk­cję tę peł­nił Filo­tas, ze znacz­nie mniej­szymi siłami. Zob.: A.B. Bosworth, A Histo­ri­cal Com­men­tary on Arrian's History of Ale­xan­der, t. 1, Com­men­tary on Books I-III, Oxford 1980, s. 328. [wróć]

21. Jeden talent był równy 26 kg, zatem łup wyno­sił 3380 t kruszcu. [wróć]

22. QCR. V.6.21. [wróć]

23. R. Kule­sza, Alek­san­der Wielki, War­szawa 2009, s. 120. [wróć]

24. Diod. XVII.71. [wróć]

25. E. Dąbrowa, Gau­ga­mela 331 p.n.e., War­szawa 2010, s. 93. [wróć]

26. N. Sekunda, The Army of Ale­xan­der The Great, Oxford 1984, s. 19. [wróć]

27. Tamże, s. 22. [wróć]

28. QCR. V.8.24. [wróć]

29. E. Wip­szycka, B. Bravo, Histo­ria sta­ro­żyt­nych Gre­ków, t. 3, Okres hel­le­ni­styczny, War­szawa 2010, s. 88. [wróć]

30. QCR. 11.35; Arr. IV.21. Autor twier­dzi, że było to raczej 500 ofi­ce­rów pie­choty i naj­bar­dziej wytrwa­łych żoł­nie­rzy. [wróć]

31. Arr. IV.21; QCR. 11.37. [wróć]

32. P. Green, Alek­san­der Wielki. Bio­gra­fia, przeł. A. Kona­rek, War­szawa 2010, s. 374. [wróć]

33. Plut. 43 [wróć]

34. Plut. 47 [wróć]

35. R.D. Milns, Ale­xan­der's Seventh Pha­lanx..., s. 164. [wróć]

36. W. Hec­kel, R. Jones, Mace­do­nian War­rior. Ale­xan­der's elite infan­try­man, Oxford 2006, s. 31. [wróć]

37. Dwa tysiące najem­ni­ków grec­kich wzię­tych wów­czas do nie­woli ode­słano w kaj­da­nach do mace­doń­skich kopalni. [wróć]

38. Opra­co­wane na pod­sta­wie wyli­czeń, w: T. Grif­fith, The Mer­ce­na­ries of the Hel­le­ni­stic World, Cam­brigde 1935, s. 20. [wróć]

39. Tamże, s. 21. [wróć]

40. J.M. Olbrycht, Alek­san­der Wielki..., s. 114. [wróć]

41. QCR. VI.5.23. [wróć]

42. Diod. XVII.76. [wróć]

43. Arr. IV.24; QCR. VI.5.16; Plut. 43. [wróć]

44. J.M. Olbrycht, Alek­san­der Wielki..., s. 282-293. [wróć]

45. Tamże, s. 27. [wróć]

46. E. Dąbrowa, Gau­ga­mela 331 p.n.e., s. 109; F.L. Holt, Into the Land of Bones. Ale­xan­der the Great in Afgha­ni­stan, Lon­don 2005, s. 28. Znacz­nie mniej surowo oce­nia dzia­ła­nia Bes­sosa w bitwie. [wróć]

47. K. Nawotka, Alek­san­der Wielki, s. 373. [wróć]

48. J.M. Olbrycht, Alek­san­der Wielki..., s. 126. [wróć]

49. Panuje spór co do poło­że­nia mia­sta. Moż­liwe, że to dzi­siej­szy Ghu­rian. Inni uwa­żają, że jest to Kalat-in-Naderi zwany "Gibral­l­ta­rem Afga­ni­stanu". Zob.: S. Tan­ner, Afgha­ni­stan, a Mili­tary History from Ale­xan­der the Great to the fall of the Tali­ban, Cam­bridge 2002, s. 34. [wróć]

50. K. Nawotka, Alek­san­der Wielki, s. 373. [wróć]

51. QCR. VI.7.25. [wróć]

52. Arr. III.26. [wróć]

53. A.B. Bosworth, A Histo­ri­cal Com­men­tary..., t. 1, s. 366. [wróć]