Rozdział I. Przez Azję
20 października 331 r. armia najeźdźcy z zachodu dotarła do szeroko
rozwartych wrót Babilonu1. Naprzeciw zdobywców wyszedł
dotychczasowy satrapa prowincji Mazajos w otoczeniu swoich dzieci,
orszaku magów zawodzących święte hymny, notabli babilońskich,
niewolników niosących klatki z lwami oraz kawalerii w paradnym
rynsztunku. Całej tej ceremonii uważnie przyglądało się z jednej strony
rozwinięte wojsko macedońskie, z drugiej zaś, z murów okalających
miasto, tłumy zaniepokojonych mieszkańców. Aleksander łaskawie przyjął
ten niecodzienny pochód i triumfalnie wjechał do miasta na bogato
strojonym rydwanie w otoczeniu swej najbliższej gwardii. Takiego
przedstawienia w mieście nie widziano od 539 r., gdy w podobnym stylu
wkroczyli Persowie pod wodzą Cyrusa Wielkiego.
W Babilonie natychmiast rozpoczęto przygotowania do ostatecznej ofensywy
w samo serce imperium perskiego. Potwierdzono dotychczasowe stanowisko
Mazajosa, dodatkowo pozwolono mu bić własną monetę. Było to ważne
wydarzenie, gdyż po raz pierwszy Irańczykowi powierzono stanowisko
satrapy w prowincji. W poprzednim reżimie Pers również pełnił wyjątkowo
wyeksponowaną funkcję, pod Gaugamelą dowodził zaś prawym skrzydłem. Tę
nominację można porównać do sytuacji, w której generał Rommel po bitwie
pod El-Alamejn zostałby wicekrólem Indii2.
Nad perskim satrapą miało czuwać dowództwo wojskowe Macedończyków w rękach Apollodara i Agatona. Pierwszy z nich otrzymał pod swoją komendę
2000 ludzi do patrolowania satrapii, drugi dowództwo nad "stołecznym"
garnizonem złożonym z 700 żołnierzy macedońskich i 300 najemników
greckich. Ponadto z Europy napływały kolejne wzmocnienia głównej siły
armii. Amyntas, syn Andromenosa, przywiódł ze sobą 6000 piechoty
macedońskiej i 500 konnych, wysłanych przez zarządcę Macedonii,
Antypatra. Ponadto towarzyszyło im 50 młodych chłopców, potomków
najznamienitszych rodzin, mających dołączyć do korpusu paziów
królewskich. Z Tracji przybył kontyngent 3500 lekkiej piechoty i 600
konnych z plemienia Trallów, z Peloponezu zaś świeży zaciąg najemników w liczbie 4000 piechoty i 380 jazdy (Diodor przekazuje, że kawalerii było
nieco mniej niż 1000)3.
Dzięki posiłkom taxies Pieszych Towarzyszy (pezhetairoi) uzupełniono
według klucza terytorialnego4. Była to główna pięść
uderzeniowa armii macedońskiej, składająca się wyłącznie z etnicznych
Macedończyków. Każdy taki oddział liczył nominalnie 1500 żołnierzy
rekrutowanych z tego samego okręgu wojskowego. W głównej armii i w Europie znajdowało się po sześć takich "pułków". Prawdopodobnie
Macedonia była podzielona na sześć okręgów wojskowych, z których każdy
miał możliwość wystawić po dwa taxis piechoty. Podana w źródłach
liczba 6000 uzupełnień dla ciężkiej piechoty oznacza, że każdy okręg
wystawił kolejnych 1000 rekrutów, a z nadwyżki żołnierzy sformowano
siódmą taxis piechoty. Moment jej utworzenia umyka nam zupełnie w źródłach5.
Po raz pierwszy w źródłach pojawia się określenie chilarchia na
oddział liczący 1000 ludzi. Do tej pory wszystkie oddziały piechoty
dzielono na pentakosiarchie liczące nominalnie 512 ludzi. Wydaje się,
że reforma objęła wszystkie jednostki oprócz falangitów macedońskich,
którym pozostawiono dotychczasową organizację. Zniesiono również
stosowany w kawalerii system narodowościowy. Odtąd szwadrony jazdy
otrzymywały dowódców przydzielonych przez Aleksandra. Jednocześnie
podzielono szwadrony na dwie mniejsze jednostki liczące po ok. 100
ludzi.
* * *
Po trzydziestu czterech dniach postoju, które Macedończycy spędzili na
przegrupowaniu, armia wyruszyła w stronę Suzy (Shush)6. Marsz nie
był śpieszny, a dystans 365 km pokonano w ciągu dwudziestu dni. W wyniku
układów miasto zostało wcześniej zajęte przez oddział kawalerii pod
dowództwem Filoksenosa7. Przyjęcie kapitulacji z rąk
satrapy prowincji Abulitiesa było czystą formalnością. Przy okazji
rozmów Pers przywiódł ze sobą liczne wielbłądy i pierwszych 12 słoni
bojowych8. Na miejscu Macedończycy zabezpieczyli również
olbrzymie łupy wartości 50 000 talentów srebra (według Justyna 40 000)
wraz z całym sprzętem królewskim i łupami z czasu inwazji Kserksesa.
Pozostawiono tam garnizon -?3000 ludzi; 1000 kolejnych, wysłużonych już
żołnierzy, zakwaterowano w cytadeli pod wodzą Ksenofilosa9.
Wrota wschodu
Oddziały Aleksandra w liczbie 17 000 kombatantów sforsowały zimą 331 r.
rwącą rzekę Pasitigris (Karun) w rejonie Khuzestanu, między miastami
Szusztar i Masjed-Soleiman, w odległości 100 km w linii prostej od
Suzy10. Za nią rozpościerała się wyżynna kraina niepokornych
pasterzy z plemienia Uksjów. Nie należeli oni do ludów irańskich, lecz
stanowili reliktową konfederację plemienną pochodzenia elamickiego.
Podstawą ich gospodarki była przede wszystkim hodowla zwierząt.
Uksjowie wezwali Makedonów do uiszczenia opłaty za prawo do przejścia,
bowiem tradycją było opłacanie myta przez podróżującego Wielkiego Króla.
Prawdopodobnie wówczas doszło do klasycznego nieporozumienia
kulturowego, a nadciągający zdobywcy nie zrozumieli intencji pasterzy.
Zwyczaj podarunków na Bliskim Wschodzie wiązał się z głęboką i wzajemną
relacją społeczno-polityczną, obejmującą także stosunki między królem a jego poddanymi. Wymiana darów zobowiązała zarówno darczyńcę, jak i odbiorcę do wzajemnej lojalności. Z jednej strony, Wielki Król
gwarantował plemionom gór Zagros bezpieczeństwo pastwisk i tradycyjnych
sezonowych migracji plemion, z drugiej zaś, górale przyjęli na siebie
obowiązek ochrony królewskich dróg i karawan.
Zamiast podarków ku szczytom górskim niepostrzeżenie ruszyło 8000
pezhetairoi, 3000 najemnych Greków, nieznana liczba hypaspistów,
1000 Agrian i 1000 Traków. Siły te, prowadzone po bocznych drogach przez
lokalnych renegatów, napadły o świcie na wioski Uksjów. Wielu z nich
zastano w łożach. Arrian uważa, że Aleksander podzielił swe siły, z których część ruszyła pod wodzą Kraterosa bocznymi ścieżkami, by zająć
wzgórze na tyłach wąwozu, a główne macedońskie siły pomaszerowały prosto
ku jego wyjściu, gdzie zbierały się już tłumy tubylców. Przerażeni
szybkością działania przeciwnika Uksjowie bezładnie uciekli w panice.
Część zginęła od miecza, inni zakończyli swój los w przepastnych jarach.
Skalę zniszczenia dopełniło natarcie Kraterosa, którego oddział stał się
"korkiem butelki" pułapki.
Kurcjusz wspomina to wydarzenie nieco inaczej, gdyż zamiast starć o wioski, mamy do czynienia ze szturmem na jedno warowne miasto. Rolę
oddziału Kraterosa odgrywał korpus piechoty Taurona składający się z 1500 najemnych Greków wspartych 1000 Agrian. Skutek był jednak podobny:
osaczenie i zniszczenie skupionych w jednym miejscu Uksjów. Wersja
Arriana jest bardziej prawdopodobna, Kurcjusz wspomina bowiem o szykowaniu wież oblężniczych, co w warunkach górskich i trudnego podłoża
do manewrowania było mało prawdopodobne, pomijając już nawet krótki czas
na wzniesienie konstrukcji.
Po bitwie rozpoczęto negocjacje, w których ocalałych Uksjów
reprezentował arystokrata o perskim imieniu Madates. Prawdopodobnie był
przydanym do starszyzny plemiennej stałym koordynatorem relacji między
Persami a ziemiami podległymi związkowi. Był on "człowiekiem z innej
epoki, on to dla dochowania wierności królowej zdecydował się narazić na
największe niebezpieczeństwo"11. Zdołał on
poinformować spowinowaconą z nim matkę Dariusza o toczących się
negocjacjach, dzięki czemu wydatnie pomogła góralom12.
Istnieje duża rozbieżność dotycząca wyników rozmów. Kurcjusz stwierdza,
że Aleksander zwolnił Uksjów z daniny, według Arriana nałożono na nich
roczny podatek w wysokości 100 koni, 500 zwierząt jucznych i 30 000
owiec. Aleksander włączył ziemie Uksjów do satrapii Suzy. Dowody
sugerują, że górale odzyskali niepodległość mniej więcej w 317 r., a być
może nawet wcześniej. Późniejsi starożytni autorzy wymieniają je wśród
autonomicznych plemion Persji jeszcze w I w. n.e. Tym samym brutalna
pacyfikacja Aleksandra nie przyniosła trwałych rezultatów, podczas gdy
dyplomatyczne podejście Persów skutkowało trwałymi rządami.
Po złamaniu oporu Uksjów armia Aleksandra zagłębiła się w potężny
bastion ośnieżonych gór Zagros, oddzielających Suzę od Medii i Persji.
Macedończyk miał dwa możliwe kierunki marszu. Mógł ruszyć na północny
wschód do Ekbatany, gdzie Dariusz próbował skonsolidować swe siły, albo
też na południowy wschód Drogą Królewską do Persepolis i Pasargady.
Zdecydował się zadać cios sercu imperium.
W styczniu 330 r. wojsko podzieliło się w okolicy Haftgel na dwie
części. Tabory, osłaniane jazdą tesalską i najemników greckich pod wodzą
Parmeniona, przemaszerowały 450 km w kierunku Tang-i Kohlar. Równoległą
drogą przez góry nacierał Aleksander, poruszając się na czele piechoty
macedońskiej, hetairów, łuczników i Agrian. Ofensywa przebiegała bez
przeszkód przez pięć dni. Dotarto w końcu do Wrót Perskich, położonych w okolicach Jasudż13. Zastali tam zamurowane przejście i rozłożone
warowne obozowisko Irańczyków. Wedle przesadzonego przekazu Arriana
wąwóz obsadzało 40 000 pieszych i 700 konnych Persów, a według Kurcjusza
i Diodora -?25 000 żołnierzy (ten ostatni dodaje im do pomocy 300
konnych) pod wodzą Ariobarzanesa14. Dzisiejsi badacze są
skłonni pomniejszyć liczbę obrońców do 700-2000
kombatantów15.
Obronę przełęczy stanowiła etniczna perska piechota pozbawiona już
wsparcia oddziałów sojuszniczych. Prawdopodobnie piechurzy pochodzili z powszechnego poboru z okolicznych miejscowości, których nie stać było na
zakup konia i ekwipunku jeździeckiego. Była to w przeważającej części
lekka formacja, strojna w ognistoczerwone, szkarłatne bądź też
niebieskie kaftany i spodnie16. Zamiast hełmów żołnierze
preferowali żółte perskie czapki zwane tiarami. Część z nich mogła
przywdziewać napierśniki, najczęściej greckie płócienne linothorax.
Biorąc pod uwagę, że Persowie odstąpili już od używania elipsoidalnych
tarcz na rzecz greckich pelt i aspisów, armia achemenidzka zaczęła
przypominać swych greckich oponentów17. Głównym uzbrojeniem
perskiego piechura były: dwumetrowa włócznia, krótki miecz zwany
akinasem oraz kompozytowy łuk refleksyjny. Często zaczepy do
zakładania cięciw, wykonane z twardego drewna lub kości, modelowano na
wzór głowy łabędzi lub gęsi.
Podjęcie heroicznej obrony przez Persów nie było bezcelowe, gdyż w najgorszym razie zdobywano czas na ewakuację stolicy kraju -?Persepolis,
w najlepszym zaś -?wymuszało na Aleksandrze szukanie innych dróg
przejścia. Z Jasudż Macedończycy mogli udać się na północ, do Gabae
(Isfahan), gdzie mogliby wejść w lukę między armiami Dariusza w Ekbatanie i Ariobarzanesa w Persji. Drugim rozwiązaniem był zwrot na
południe i połączenie się z Parmenionem, by przeprowadzić dalekie
obejście lewego skrzydła Persów. Oba warianty były jednak czasochłonne i pozwalały Dariuszowi spokojnie skonsolidować resztki armii. Biorąc pod
uwagę te warunki, Persowie mogli sądzić, że ich sukces wpłynie na dalszy
bieg wojny.
Rankiem z powodu zbyt wąskiego terenu ograniczono się do frontalnego
szturmu. Tym razem zuchwalstwo Aleksandra nie popłaciło; król nie
docenił determinacji przeciwników. Wojsko dotarło do najwęższego miejsca
w cieśninie, gdy rozpoczęła się krwawa jatka. Na kłębiących się ludzi
stoczyły się skały, które miażdżyły całe grupy żołnierzy. Szybko
przyłączyły się do tego ustawione na wale machiny wojenne. Persowie nie
żałowali gradu pocisków z proc, strzał i oszczepów. Wściekli Hellenowie,
"chwytając się wystających głazów, wciągali jeden drugiego, by wejść na
górę i dopaść wroga; ponieważ jednak wielu się chwytało za te same
występy skał, głazy obrywały się i staczały na tych, którzy je
naruszyli"18. Bezowocny atak zakończył się odwrotem pod
ostrzałem na przestrzeni prawie 5,5 km. Ponadto skrwawieni Macedończycy
zostali zmuszeni do pozostawienia ciał swych towarzyszy, co nie wpłynęło
pozytywnie na ich morale.
W trakcie szturmu pochwycono kilku jeńców. Jednym z nich był chętny do
współpracy pasterz z Likii, który znał zarówno język grecki, jak i perski19. Wskazał on boczne zalesione dróżki, omijające główną
drogę. W obozie pozostały taxies Kraterosa i Meleagera, wzmocnione
częścią łuczników i 500 konnymi. Mieli oni za zadanie związać siły
przeciwnika od czoła przez miarkowanie ataków i podtrzymywać ogień w jak
największej liczbie palenisk, by utrzymać iluzję pełnej obsady obozu.
Marsz przebiegał przez ostre skały i urwiska pokryte zaspami śnieżnymi.
Niektórzy z Hellenów odnieśli bolesne kontuzje, gdy potykali się i osuwali po śliskich zboczach w dół. Śmiałkom w końcu udało się zająć
szczyt górski panujący nad pozycjami w przełęczy. Tutaj nastąpił kolejny
podział sił: Argeaida wziął ze sobą hypaspistów, taxis Perdikkasa,
łuczników oraz Agrian i ruszył na tyły Persów. Jednocześnie taxies
Amyntasa, Filotasa i Kojnosa ruszyły na wschód, by zabezpieczyć dalszą
drogę. Z kolei Ptolemeusza z trzytysięcznym oddziałem o nieznanym
składzie skierowano inną drogą prosto na wał20. Aleksander
dosłownie rozniósł na strzępy warty Persów. Wybił prawie wszystkich
strażników, a tylko nielicznych zmusił do ucieczki. Na jego szczęście
uciekinierzy nie zdołali dotrzeć do obozu Ariobarzanesa.
Atak na obóz perski rozpoczął się o świcie przy akompaniamencie trąb. Na
ten sygnał Krateros energicznie natarł na mur od czoła. Pomimo
beznadziejnego położenia obrońcy stawili heroiczny opór: "Nieuzbrojeni
Persowie chwytali w ramiona żołnierzy w zbroi i całym ciężarem ciała
powalali ich na ziemię, a wielu przeciwników zabili ich własną bronią".
Obwarowania i drogi ucieczki przechwycił Ptolemeusz, a od czoła zbliżał
się do nich Krateros. Macedończycy nie mieli litości, zarzynali każdego
napotkanego nieszczęśnika, innych z kolei pochłonęły szczeliny. Z kotła
wyrwała się tylko grupa dowodzona przez Ariobarzanesa. Wedle Arriana
dokonał tego z garstką ludzi. Kurcjusz uważa, że Pers zdołał jednak
wyprowadzić 5000 pieszych i 40 konnych. Niedługo potem ta grupa
straceńców próbowała ponownie powstrzymać Hellenów na przedpolach
Persepolis, lecz tym razem uległa zupełnej zagładzie na czele z bohaterskim dowódcą.
Ofensywa wojsk macedońskich parła dalej na wschód. Po przejściu 100 km
przez Marwdaszt (Marv Dasht) Macedończycy przeprawili się przez Araks
(Arakses) w okolicy dzisiejszego miasta Dorodzan (Dorudzan). Mniej
więcej w tym rejonie Aleksander otrzymał list od Tiradesa, skarbnika
Wielkiego Króla, rezydującego w Persepolis. Ponaglał w nim wojska
zdobywców, gdyż dostojnik obawiał się splądrowania skarbca przez
zbierającą się na ulicach tłuszczę. Aleksander na czele jazdy
błyskawicznie przeszedł kolejne 50 km i stanął u wrót Persepolis.
Przed miastem Argeaida natknął się na 800-4000 Greków, wziętych niegdyś
do niewoli. Za karę okaleczono ich i zostawiono im kończyny niezbędne do
wykonywania fachu, więc "były to raczej jakieś straszliwe posągi, głos
tylko zdradzał, kim są". Aleksander z początku chciał ich odesłać do
Grecji, lecz w końcu w wyniku ich protestu osiedlił w Persji i przydzielił im odpowiednią zapomogę.
Aleksander pod koniec stycznia wkroczył do Persepolis. Było to wówczas
najbogatsze miasto na świecie, godne miana stolicy kosmopolitycznego
imperium. W skarbcach składowano 130 000 ton talentów kruszców,
wywodzących się jeszcze z czasów Cyrusa Wielkiego i jego
następców21. Przetransportowano je w trakcie olbrzymiej
operacji logistycznej, podczas której skorzystano z tysięcy mułów i wielbłądów, ściągniętych nawet z odległej Babilonii i Elamu. Operację
nadzorował Parmenion, który właśnie przybył z południową kolumną do
miasta.
Jeszcze w lutym 330 r. lotna kolumna pod wodzą króla Makedonów w sile
1000 konnych i grupy piechoty wyruszyła pacyfikować prowincję Fars.
Oddział skierował się na południowy wschód, do siedzib plemienia Mardów,
którzy jako domostwa obierali sobie wykopane doły. Byli oni równie
wojowniczy co Persowie, a przy tym rzymski annalista podaje zgorszony,
że dotyczyło to również ich kobiet, nieskromnie przywdziewających swe
suknie tylko do kolan22. Ogrom przestrzeni satrapii wprowadził
Macedończyków w przygnębienie: "Surowy klimat i bezdrożne pustkowia
przeraziły już i tak utrudzonych żołnierzy, byli przekonani, że mają
przed sobą kraniec świata". Kampania zakończyła się spacyfikowaniem
wroga.
W maju Aleksander na czele pijackiego pochodu podłożył ogień pod
zabudowania pałacowe Persepolis. Wedle jednej wersji czynu tego dokonał
pod wpływem attyckiej hetery Thais. Bardziej jednak prawdopodobne było
świadome działanie zdobywców, chcących zmieść z powierzchni ziemi
centrum kulturalne Persów. Może o tym świadczyć systematyczne grabienie
wszelkich ozdobnych draperii w pałacach. W wyniku prac archeologicznych
prowadzonych w kompleksie pałacowym Persepolis odnaleziono jedynie 21
monet i elementy taniej biżuterii23.
Spalenie Persepolis miało być nie tylko znakiem wysłanym ludom irańskim,
iż nowym hegemonem tych ziem stał się Macedończyk. Diodor wspomina, że
"Aleksander pielęgnował zaciekłą wrogość do tubylców. Nie ufał im i zamierzał zniszczyć Persepolis"24. Plutarch wspomina z kolei
o wielkiej rzezi jeńców wojennych w Persydzie na rozkaz Aleksandra,
która prawdopodobnie nastąpiła w związku ze spaleniem miasta.
Pod koniec maja 330 r. armia macedońska ruszyła w kierunku Ekbatany
(Hamadan) położonej 600 km w linii prostej od Persepolis. Była to letnia
rezydencja Wielkich Królów. W Persepolis pozostawiono załogę pod
dowództwem Nikarchidesa złożoną z 3000 żołnierzy macedońskich. W pierwszym etapie ofensywy Macedończycy w ciągu dwunastu dni zajęli
Partię (nie napotkając praktycznie żadnego oporu). Na granicach Medii
armia otrzymała kolejne posiłki -?5000 pieszych i 1000 konnych żołnierzy
z Cylicji pod dowództwem Platona Ateńczyka. Prawdopodobnie korpus
sforsował w czerwcu górskie przełęcze i dołączył do sił głównych prosto
z Babilonii.
Armia posuwała się Drogą Królewską, gdy napotkano pierwszego znacznego
dezertera z armii Dariusza -?Bistenensa. Od niego Argeaida dowiedział
się o opuszczeniu pięć dni temu Ekbatany przez Króla. Zajął wobec tego
niebronioną miejscowość i dokonał tam pospiesznej reorganizacji wojska.
Oddziały Tessalów liczące 1800 kombatantów, 7000 piechoty i 600
kawalerii (pochodzące ze Związku Korynckiego) rozwiązano. Gros Greków
stawało do boju (o ile to dobre określenie w kontekście dotychczasowych
działań) jako hoplici. Poza Tessalami rzadko jednak walczyli w linii,
np. pod Gaugamelą jest poświadczona tylko jazda25. Aleksander
wypłacił im obiecany żołd, a od siebie dodał 2000 talentów. Na koniec
sprytni Tessalowie pomnożyli dodatkowo swe pieniądze dzięki sprzedaży
własnych koni, co zmusiło Aleksandra do wydzielenia dodatkowego oddziału
kawalerii w celu eskortowania ich do Grecji.
W wojsku została część żołnierzy z wymienionych wcześniej formacji jako
ochotnicy, np. 130 Tessalów, tworzących niewielki szwadron
jazdy26. Zwolnienie wojska greckiego było symbolicznym gestem,
który wieńczył antyperską krucjatę. Następne kampanie stały się raczej
osobistą sprawą Argeaidy. Być może zwolnienie tych sił miało drugie dno
-?wśród Hellenów mógł powoli narastać opór przed marszem na wschód w nieznane.
Resztę sił operacyjnych podzielono według licznych celów. Sześć tysięcy
pezhetairoi wraz z niewielką liczbą lekkiej piechoty i jazdy
pozostawiono Harpalosowi jako ochronę skarbów w Ekbatanie. Część ze
zdobyczy przetransportowano z Persepolis jako zabezpieczenie finansowe
nadchodzącej kampanii. Parmenion z kolei otrzymał rozkaz, by wyruszyć na
północ przez kraj Kadusjów do Hyrkanii. W skład jego sił wchodzili
Trakowie, jednostki najemnej kawalerii Menidesa i Andromacha oraz
oddział jazdy cudzoziemskiej złożonej z Ilirów oraz Pejonów27.
Tymczasem Aleksander skierował się w ślad za Dariuszem. Towarzyszyły mu
wszystkie szwadrony hetairów w liczbie ok. 1800 ludzi, liczący 1400
kombatantów kontyngent najemnych jeźdźców dowodzonych przez Erigyiosa,
zapewne złożony z Greków i Cylicyjczyków Platona, 4500 macedońskich
Pieszych Towarzyszy wraz z 1000 Agrian i nieznaną liczbą łuczników.
Dodatkowo straż przednią stanowili prodromoi, oddział ok. 600
kawalerzystów uzbrojonych w sarissy i miecze, jednocześnie zupełnie
pozbawionych uzbrojenia ochronnego.
Szlakiem Dariusza
Dariusz III po straceniu swojej armii pod Gaugamelą nie tylko nie złożył
broni, lecz postanowił skonsolidować opór przeciw agresorom we
wschodnich prowincjach i ponownie stawić czoło niebezpieczeństwom.
Zamiast na południe, Pers skierował się wzdłuż Gór Armeńskich w kierunku
Medii. Trzonem niewielkiej armii Dariusza stała się teraz jazda
baktryjska pod wodzą Bessosa w sile 3300 kawalerzystów. Dużą wartość
bojową przedstawiał jeszcze czterotysięczny kontyngent najemnych
hoplitów greckich dowodzony przez oficera o imieniu Patron. Ponadto
Wielkiemu Królowi towarzyszyła azjatycka piechota, którą to samo źródło
szacuje z pewną przesadą na 30 000 ludzi. W jej skład wchodziło 4000
łuczników, co ze względu na strzelczy charakter piechoty azjatyckiej
wydaje się tym razem liczbą przesadnie zaniżoną28.
Dane Arriana wydają się być bardziej wiarygodne: król miał do dyspozycji
3000 kawalerii i 6000 piechoty, wspominał również o obecności gwardii
Nieśmiertelnych. Prawdopodobnie Dariusz w trakcie odwrotu sukcesywnie
wcielał kolejne zaciągi krajowej piechoty. Czekał ponadto na kontyngenty
koczowniczych ludów Scytów i Kadusjów, które miały do niego lada moment
przybyć.
W trakcie odwrotu grupa spiskowców z Bessosem i Nabarzanesem zdołała
uwięzić Dariusza III. W wyniku zamachu zapanowało jednak całkowite
rozprzężenie wojska. Stało się ono bezładną masą maszerującą przed
siebie na wschód, która w pobliżu dzisiejszego miasta Ahuan została
rozbita przez Macedończyków. Bessos i pozostali współspiskowcy próbowali
zabrać króla ze sobą, a gdy ten stawił opór, przeszyli go oszczepami.
Następnie rozpierzchli się na wszystkie strony -?Nabarzanes wraz z większością ocalałych Persów udał się do Hyrkanii, Bessos uciekł z kolei
z 660 kawalerzystami w kierunku własnej satrapii.
Dariusz był władcą jednocześnie bohaterskim i tragicznym. Nie uchodził
wśród swoich poddanych za tchórza, a w czasie walk o władzę wielokrotnie
dowiódł hartu ducha. Persowie nie uznawali ceremonialnego samobójstwa
króla z mieczem w ręku w imię honoru, przez co jego ucieczki nie były
sprzeczne ze wschodnimi normami społecznymi. Za każdym razem ukazywał
nawet swój talent organizatorski, znacznie lepszy niż dowodzenie w polu,
formując kolejne armie zaraz po zniszczeniu poprzednich. Jednak to, co
wystarczało na poskromienie butnych satrapów, okazało się całkowicie
niewystarczające wobec przeciwnika nowego typu, jakim był Aleksander.
Wydaje się, że nie pokonała go jego nieudolność, lecz ogólna niemożność
wytworzenia przez perski system militarny armii potrafiącej wygrywać
wielkie bitwy z Macedończykami29.
Gdy w obozie perskim dochodziło do dramatycznych wydarzeń, Macedończycy
nieustannie zbliżali się do swoich ofiar. Pościg za Dariuszem był dla
nich wyjątkowo wyczerpujący. Letni żar zmuszał Hellenów do nocnych
przemarszów, a w miarę pościgu coraz więcej maruderów pozostawało po
drodze, nie wytrzymując morderczego tempa. W ciągu jedenastu dni grupa
pościgowa pokonała 600 km trudnego górzystego terenu. Dotarła do okolic
dzisiejszego Rey, położonego na południowych przedmieściach Teheranu,
odległego zaledwie o 82 km od Wrót Kaspijskich. Była to przełęcz leżąca
na granicach dwóch wielkich satrapii -?Partii i Medii -?w rejonie
dzisiejszego przejścia górskiego Tang-e Sar-e Darra. Jest on malowniczo
położony wśród jałowych skalnych ścian zabarwionych na matową
brązowoochrową paletę.
W tym rejonie Aleksander musiał skonsolidować i zreorganizować jednostki
biorące udział w manewrze. Do króla wreszcie dotarło, że nadmierne
forsowanie jednostek piechoty było pozbawione sensu. Dlatego zarządził
pięć dni odpoczynku, który wykorzystał na planowanie następnych ruchów.
Postanowił zaskoczyć przeciwnika i zamiast bezpośrednio nacierać w stronę Wrót Kaspijskich, ruszył na południowy wschód w kierunku Wielkiej
Pustyni Słonej.
W rejonie Rey pozostawiono całą piechotę, a w dalszą drogę ruszyło 6000
kawalerii oraz stworzony ad hoc oddział 300 ciężkozbrojnych piechurów
nazwanych dimachai. Zostali oni co prawda posadzeni na koniach, lecz
ich przeznaczeniem było walczyć pieszo na kształt nowożytnej
dragonii30. Przeprawa przez suchy ląd trwała dwa dni, podczas
których pokonano 72 km w skrajnych warunkach, gdyż ziemia była pokryta
piaskiem i drobnym żwirem. Dodatkowo letni okres spowodował, że
tamtejsze sezonowe bagna wyschły i odsłoniły duże skorupy soli. Kopyta
koni wzbijały tumany słonego pyłu, drażniąc rany i oczy umęczonych
żołnierzy. Nic dziwnego, że w takich warunkach większość wierzchowców
nie wytrzymała trudów marszu i gęsto zaścielała szlak swymi truchłami.
Manewr okazał się w pełni skuteczny. Przekroczywszy pustynię, od razu
natrafiono na kolejnych zdezorientowanych uciekinierów. Coraz mniejsza
grupa jazdy skorzystała z kłębiących się tumanów kurzu i nie trzymając
się żadnego szyku, rozpoczęła śmiałe natarcie na chaotyczne tłumy
Irańczyków. Imię i legenda Aleksandra znaczyły więcej niż tysiące
żołnierzy. Mimo że wróg był znacznie liczniejszy i bardziej wypoczęty,
jego formacje szybko uległy złamaniu. Persowie rzucili się do ucieczki,
a jedynie nieliczni próbowali stawiać opór. Wydaje się, że zginęło ich
kilkudziesięciu, jak podaje Arrian, a nie 3000 żołnierzy, jak napisał
Kurcjusz31. Część żołnierzy zajęła się jeńcami, inni rozpoczęli
żmudne dobijanie niewielkich grup maruderów, majaczących w oddali na
wzgórzach. Za największą z nich, liczącą 500 konnych Persów, ruszył
Nikanor na czele silnej grupy jeźdźców. Gdyby podwładni Bessosa nie
ulegli panice, lecz podjęli walkę, mogliby przejść do historii jako ci,
którzy pochwycili dwóch walczących ze sobą królów: Dariusza i Aleksandra32.
Na końcowym etapie pościgu Aleksandrowi towarzyszyło jedynie 60
hetairów33. Ścigający nie zwracali uwagi na porozrzucane
wszędzie złoto i srebro ani na wozy taborowe z uczepionymi doń kobietami
i dziećmi, jadące bez woźniców na przełaj. Nikt z przesłuchiwanych
jeńców nie potrafił wskazać, którym wozem był wieziony Dariusz. W końcu
perski władca został znaleziony przypadkiem na odludziu przez hetaira
poszukującego wody.
Śmierć Wielkiego Króla skomplikowała sytuację polityczną. Niewątpliwie
był to przełom w wojnie. Z jednej strony Aleksander mógł się teraz
podawać za mściciela, który poluje na zdrajców i królobójców. Z drugiej
nie mógł zrealizować swego planu zostania Panem Azji przez prostą drogę
abdykacji dotychczasowego władcy.
W rozbitym obozowisku znaleziono resztki skarbca wartego, według
Arriana, 7000 talentów (choć Kurcjusz podaje znacznie wyższą kwotę -?26
000 talentów). Ciało Wielkiego Króla uroczyście pochowano wśród jego
przodków w grobowcu, który przygotowywano jeszcze za jego życia.
Nowy wróg
Aleksander postanowił nie rzucać się od razu w bezpośredni pościg za
Bessosem, lecz uporać się z dotychczasowymi problemami. Pierwszym z nich
było silne przekonanie wśród żołnierzy o zbliżającym się końcu kampanii
wojennej. Greccy sojusznicy zostali już zwolnieni do domu, a jego główny
wróg pochowany. Doszło nawet do tego, że Macedończycy rozpoczęli pakować
swoje rzeczy. Ponownie powstrzymał ich osobisty urok Aleksandra, który
przekonał ich, że: "Teraz ludność Persji patrzy na nich jak na jakiś
sen, ale gdyby chcieli stamtąd odejść, narobiwszy tylko zamieszania w Azji, ludność ta rzuciłaby się na nich jak na słabe kobiety"34.
Kolejnym problemem była kwestia uzupełnień. Dotychczasowe bitwy nie
wyrwały z szeregów wielu macedońskich żołnierzy, niemniej jednak
nieustanne forsowne marsze, choroby i złe żywienie zdołały przetrzebić
frontowe oddziały. Warto przy tym pamiętać, że część weteranów
Aleksandra służyła jeszcze pod dowództwem jego ojca Filipa II i wiek nie
pozwalał im na dotrzymywanie kroku młodszym kolegom. Co więcej, w wyniku
podbojów władztwo macedońskie nieustannie się rozszerzało, a jego
utrzymanie wymagało utrzymywania kolejnych garnizonów. Centralne
prowincje dawnego imperium Achemenidów musiały otrzymać silną obsadę
macedońskich załóg, po części składających się z wysłużonych żołnierzy
zwanych po grecku apamachoi. Łącznie w ten sposób w dotychczasowej
kampanii, od czasu przekroczenia Graniku, falanga macedońska straciła z czynnej służby przynajmniej 4800 ludzi, a niewykluczone, że nawet
więcej35.
Jednocześnie zaczęły się objawiać trudności demograficzne w ojczyźnie.
Ostatnimi uzupełnieniami składającymi się stricte z Macedończyków było
wspomnianych wcześniej 6500 żołnierzy w Babilonie. Antypater, pełniący
funkcję zarządcy Macedonii w czasie pobytu króla w Azji, miał do
dyspozycji pewne rezewy demograficzne. Były one jednak ograniczonej
wielkości, a z powodu niepokojów w Grecji konieczne stało się
korzystanie z nich na miejscu. Aby zdławić opór króla Agisa, Antypater
wyruszył na czele 40 000 ludzi; 12 000 z nich to
Macedończycy36.
Aleksander musiał sięgnąć zatem do alternatywnego źródła uzupełnień.
Pierwszym wyborem byli naturalnie greccy najemnicy. Już w Azji Mniejszej
Aleksander zdecydował się wyznaczyć ostry kurs wobec helleńskich
żołnierzy fortuny z czasów bitwy nad Granikiem37. W toku
kampanii w latach 334-330 dotarło do niego 23 280 najemników greckich,
trackich oraz z zachodniej Azji38. Jest to liczba najniższa, jaką
możemy przyjąć, gdyż wielu satrapów ustanowionych przez Aleksandra
rekrutowało najemników na własną rękę (np. Antygon Jednooki we Frygii
miał ich 1500). Kolejne tysiące zaciągnęły się w następnych latach. W 329 r. liczba najemników w służbie macedońskiej dochodziła już do ponad
50 000, z czego 32 900 można było wykorzystać w kampanii w środkowej
Azji39.
Drugie źródło uzupełnień stanowili poddani Wielkiego Króla. Początkowo z powodu wprowadzenia w południowym i środkowym Iranie terrorystycznych
rządów nie można było liczyć na rekrutów z tych okolic. Z drugiej strony
już w 330 r. możemy się spotkać z 200-osobowym oddziałem medyjskich
nobilów w siłach Parmeniona40. Proces ten nabrał tempa po
śmierci Dariusza, gdy rozpoczęła się masowa kapitulacja irańskich
możnych. Jednorazowo do niewoli oddało się ok. 1000 ludzi. Większość z nich znalazła się w nowej jednostce straży przybocznej znanej jako
doryphoi. Była to formacja analogiczna do perskich Nieśmiertelnych,
pełniąca funkcję reprezentacyjną. Nigdzie w źródłach nie poświadczono
ich bezpośredniego użycia w boju, choć jednostka znajdowała się w siłach
polowych Aleksandra.
Dodatkowo dla Argeaidy konieczne stało się zabezpieczenie swojego
panowania na tyłach. Pierwszym celem stała się Hyrkania, nizinna kraina
pokryta gęstymi lasami i żyznymi polami. Jej granice od północy tworzyło
Morze Kaspijskie, od południowego zachodu pasmo gór Elburs, a od
północnego wschodu środkowoazjatyckie stepy, przez które koczownicy
kilkakrotnie dokonali inwazji. W państwie Achemenidów nie stanowiła
oddzielnej prowincji, lecz podlegała zarządcom z Partii.
Na satrapię ruszyły trzy oddzielne kolumny. Pierwsza z nich pod
dowództwem Kraterosa w składzie jego taxis falangitów, taxis
Amyntasa syna Nikolausa, oddziału łuczników oraz 600 jeźdźców wyrusza
przeciw plemieniu Tapurów. Erigyios ruszył głównym szlakiem z taborami i całą jazdą, Aleksander z kolei z resztą falangi i lekkiej piechoty
posuwał się okrężną trasą, by przekroczyć przełęcz Szamszirbun w górach
Elburs. Spodziewano się twardego oporu, który na szczęście nie nastąpił.
Poświadczono jedynie napaść górskich plemion na Agrian, odpartych
zresztą celnym gradem oszczepów.
Pierwsi Argeaidzie poddali się nad rzeką Ridagnos (Neka) Nabarzanes z satrapą Partii Fratafernesem. Aleksander obiecał wcześniej w nieformalnych układach irańskiemu dostojnikowi pełne
ułaskawienie41. Następnie w zachodniej Hyrkanii
skapitulowało oddzielne zgrupowanie Persów dowodzone przez Artabazosa.
Starca serdecznie przyjęto na macedońskim dworze, a wielu Irańczyków z jego otoczenia wcielono do perskiej gwardii Aleksandra.
Skapitulowali również greccy najemnicy Patrona. Z początkowej liczby
4000 kombatantów na skutek dezercji i strat marszowych zostało jedynie
1500 ludzi pod bronią. Oddziałowi towarzyszyło jeszcze 90 posłów
greckich, pełniących służbę dyplomatyczną na dworze Wielkiego Króla.
Niektórzy, jak Demokrates z Aten, nie wytrzymali napięcia nerwowego i popełnili samobójstwo, ale reszcie król okazał przychylność. Rozkazał
ich wypuścić, zatrzymał jedynie jako zakładników Lacedemończyków,
żołnierzy zaś wcielił do swojej armii.
Znacznie większy opór stawiły zamieszkujące prowincję ludy koczownicze.
Oprócz niezależności miały one do stracenia liczne stada koni. Na
celowniku znaleźli się głównie Mardowie z południowo-zachodniej części
Hyrkanii, o których wspominał już Herodot. Przeciw nim wyruszyli
hypaspiści, łucznicy, Agrianie, taxies Kojnosa i Amyntasa oraz
połowa hetairów i prodromoi. Już pierwsze uderzenie na zgrupowanie
8000 nomadów było skuteczne i Mardowie szybko rozproszyli się po
górskich ostępach42. Rozpoczęła się walka przypominająca
drugowojenną kampanię w normandzkim bocage, wśród gajów
poprzeplatanych pastwiskami z krętymi bocznymi ścieżkami i kilkusetletnimi gęstymi żywopłotami rosnącymi z obu stron, spod których
krajowcy razili napastników pociskami.
Walki stały się niezwykle chaotyczne. Aleksander niczym myśliwy
wyszukiwał kryjówki Mardów i wielu z nich zabił. Poniósł przy tym pewne
straty, a niektórych jego żołnierzy pojmano. Najdotkliwszą okazała się
kradzież jego ukochanego wierzchowca Bucefała. Wściekły władca zagroził
eksterminacją całej ludności na terenach objętych walkami, jeżeli nie
zostanie zwrócony mu jego ulubiony koń. Do urzeczywistnienia groźby na
szczęście nie doszło, gdyż Irańczycy oddali mu nie tylko konia, lecz
również swe siedziby. Zadowolony władca nakazał nawet na sam koniec
wypłacić okup porywaczom, jednak kapitulacja oznaczała koniec
dotychczasowej względnej niezależności Mardów, których ziemie wcielono
bezpośrednio do satrapii Hyrkanii43.
W trakcie jesiennego kryzysu 330 r. rozpoczęła się ewolucja w polityce
wewnętrznej Aleksandra. Z jednej strony wschodnie satrapie imperium
Achemenidów były wciąż poza jego kontrolą i w każdej chwili należało się
spodziewać kontrataku irańskiej opozycji lub scytyjskich najeźdźców, z drugiej zaś nasilający się kryzys uzupełnień i niedobór wojsk wymusiły
do zmiany podejścia wobec tubylców. Aleksander postanowił pokazać, że
nie jest jedynie obcym zdobywcą, lecz i prawdziwym Wielkim Królem. Do
tego potrzebował wsparcia starej szlachty Dariusza, która masowo
kapitulowała. Dotychczas był admiratorem kultury greckiej na Wschodzie i surowo postępował z podbitymi ludami irańskimi. Pierwsze zmiany zaczęły
jednak następować z zajęciem satrapii Babilonu i Suzy, gdzie potwierdził
na głównych stanowiskach przedstawicieli arystokracji perskiej. Proces
ten pogłębił się w trakcie kampanii 330 r. Przyjęło to postać zmiany
stroju i zwyczajów na bardziej orientalny.
Innowacje wprowadzano stopniowo mniej więcej od przełomu sierpnia i września 330 r. Aleksander początkowo nie chciał obrażać patriotycznych
uczuć Macedończyków, przywdziewał strój perski jedynie w towarzystwie
irańskich nobilów i najbliższych współpracowników. Stanowił on
synkretyczną mieszankę dwóch kultur, na którą składały się: perski pas
zonel, purpurowy płaszcz macedoński chlamida oraz purpurowy perski
chiton z długimi rękawami. Raczej starał się przy tym unikać wdziewania
charakterystycznych perskich spodni. Głowę króla wieńczył
biało-niebieski pasek zwany diademem, do którego sporadycznie dokładał
irańską tiarę44.
Zaczęły wówczas pojawiać się pierwsze napięcia między królem a jego
europejskimi żołnierzami. Do tej pory każdy monarcha macedoński był
niezwykle przystępny ludowi. Brak dystansu był niezwykłą cechą,
charakterystyczną dla tego systemu rządzenia. W czasie dotychczasowej
kampanii Aleksander posilał się ze swoimi żołnierzami oraz sypiał w tych
samych warunkach polowych co jego podwładni. Obywał się bez niewolników,
których zadania wykonywali paziowie. Zwracano się do niego po imieniu,
dołączając w razie konieczności imię jego ojca. Rzadko, gdy chciano
podkreślić status, dodawano określenie "król Macedończyków". Teraz miało
się to zmienić, a figura władcy stała się bardziej niedostępna dla
zwykłego żołnierza.
Póki co konflikt złagodniał z przyczyn zewnętrznych. Niedoceniony
należycie Bessos, niezależnie od Aleksandra, przyjął insygnia królewskie
oraz dynastyczne imię: Artakserkses V45. Na kartach historii
pojawił się tuż po klęsce pod Issos, gdy został wezwany przed oblicze
Dariusza. W odrodzonej armii perskiej Bessos miał pod sobą kontyngent
Baktrów i Scytów. Podczas decydującej batalii pod Gaugamelą objął
dowództwo na lewym skrzydle, składającym się z mas kawalerii. Zdaje się
jednak, że nie przejawiał zbyt wielkich talentów wodzowskich. Jego siły
otrzymały odpowiedzialne zadanie okrążenia przeciwnika. Co prawda,
fachowo poprowadził kontratak na zdobywające przewagę oddziały kawalerii
helleńskiej, lecz po sukcesywnym ściągnięciu kolejnych oddziałów z linii
perskiej w kierunku lewej flanki doprowadził do przerwania ciągłości
szyku. Był to decydujący błąd, który wystawił pozycję zajmowaną przez
Wielkiego Króla na koncentryczny atak jazdy macedońskiej46.
Nic nie wiemy o jego życiu prywatnym, wiadomo jedynie, że był
spokrewniony z zamordowanym królem, mógł więc swą uzurpację w dość
pokrętny sposób przedstawiać jako dochodzenie słusznych praw. Przed
wojną sprawował funkcję satrapy ważnej strategicznie Baktrii. Wydaje
się, że miał pewnego rodzaju charyzmę. W czasie rokoszu przeciw
Dariuszowi Baktrowie okazali się absolutnie lojalni wobec swego
przełożonego, mając jednocześnie świadomość porywania się na sakralną
władzę króla.
Bessos początkowo miał do dyspozycji 660 jeźdźców z 3300 towarzyszących
mu w czasie odwrotu z Dariuszem. Z każdym dniem dołączali do niego
kolejni maruderzy i nowi rekruci. Satrapie decydujące o sile imperium
perskiego znalazły się już pod panowaniem Macedończyków, a do dyspozycji
Bessosa praktycznie pozostał jedynie luźny sojusz wschodnich prowincji z Baktrią na czele. Z tego powodu historycy nie wliczają go w oficjalny
poczet Króla Królów. Nie jest jasne, czy motywem sięgnięcia po władzę
przez Bessosa była przede wszystkim jego ambicja, czy raczej w grę
wchodziło rozczarowanie przywództwem Dariusza.
Aleksander nie mógł pozwolić sobie na innych pretendentów i pospiesznie
zakończył swój pobyt w Hyrkanii. Pierwszym etapem jego ofensywy na
wschód była satrapia Arii. Na jej granicach w okolicy miasta Susia (Tus,
na północ od Meszhedu)47 już czekał z podarkami rządca tych
ziem, Satibarzanes. Przyjęto go przychylnie pomimo udziału w zabójstwie
Dariusza, otrzymał nawet potwierdzenie dotychczasowego stanowiska. Jako
dowód zaufania pozostawiono mu jako garnizon niejakiego Anaksippa z 40
konnymi oszczepnikami (hippakontistai), raczej w roli ochrony Ariów
przed gwałtami ze strony przechodzącego wojska macedońskiego niż w charakterze sił okupacyjnych. Była to nowa azjatycka formacja, która
debiutowała w polu podczas pościgu za Dariuszem. W późniejszym okresie,
w trakcie wojen diadochów, Media była wielokrotnie wymieniana jako kraj
mający świetnych oszczepników konnych48.
Z Arii zamierzano wykonać ostateczne natarcie w kierunku Baktrii. Aby
szybko rozprawić się z Bessosem, Aleksander po raz pierwszy zastosował
radykalny sposób odciążenia maszerującej armii przez wydanie rozkazu
spalenia taborów. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy nakaz ten nie
jest po prostu chwytem retorycznym antycznych pisarzy, czy naprawdę
Macedończyk rzeczywiście zdyscyplinował w ten sposób swoich ludzi.
Marsz Macedończyków był utrudniony, ponieważ baktryjski dostojnik
zastosował na obszarze na wschód od Wrót Kaspijskich strategię spalonej
ziemi. Było to pokłosie serii wielkich bitew, począwszy od Graniku,
które jasno pokazały Irańczykom, że armia macedońska jest niepokonana w regularnym boju. Postanowiono zatem wciągnąć napastników jak najdalej na
wschód, gdzie przestrzeń oraz opór tubylców wpierw osłabiłyby, a następnie złamały wroga.
W tym czasie Satibarzanes zdradził Macedończyka na rzecz Bessosa.
Zgotował krwawą łaźnię Anaksippowi i jego oszczepnikom konnym w Artakoanie, ówczesnej stolicy satrapii49. Następnie rozpoczął
koncentrację sił w celu uderzenia na odsłonięte tyły Aleksandra.
Argeaida zareagował na nowe niebezpieczeństwo z właściwą sobie
szybkością, w ciągu dwóch dni pokonał na czele kawalerii dystans 110 km.
W drugim rzucie za nim maszerowały dwie taxies Kojnosa i Amyntasa wraz
z lekką piechotą.
Zaskoczony Satibarzanes umknął do Bessosa z podaną przez Arriana
niewielką garstką żołnierzy albo wskazaną przez Kurcjusza liczbą 2000
kombatantów. Reszta Ariów rozproszyła się po okolicznych ustępach
górskich. Duża część ludzi zbuntowanego satrapy zajęła stanowiska na
górze Kalah-i Dukthar, dodatkowo umocnionej palisadą z ogromnych
bali50. Szturm na wzmocnione ostrokołami skały wydawał się
samobójstwem, lecz znów szczęście dopisało Aleksandrowi. Któryś
nieostrożny krajowiec zaprószył płomienie wśród suchych pni, którymi
była utwardzona droga prowadząca do górskiego bastionu. Ogień
błyskawicznie przerzucił się na palisadę. Aleksander dostrzegł okazję i nakazał swoim żołnierzom podsycić żar. Mały pożar szybko przerodził się
w burzę ognia, którą "wiatr niósł [...] prosto w twarze nieprzyjaciół,
ogromne kłęby dymu przesłoniły niebo jak chmura. Drzewa trzeszczały w płomieniach [...], barbarzyńcy usiłowali uniknąć śmierci, ratując się
ucieczką, ale nawet jeśli udało im się przejść wśród płomieni, wpadali
na wroga. Ginęli więc -?każdy inną śmiercią: jedni rzucali się w płomienie, inni skakali ze skał, niektórzy wpadli na nieprzyjaciół;
niewielu na pół spalonych, dostało się w ręce
Macedończyków"51. Ten pogrom załamał opór w innych
obszarach kraju. Chwilę później na skutek układów poddała się Artakoana,
z którą Aleksander obszedł się wyjątkowo łaskawie. Nie tylko zachował
przy życiu mieszkańców miasta, lecz zwrócił im też całe zagrabione
dotychczas mienie.
Pod miastem dołączyły do armii kolejne posiłki: z Grecji nadeszło 500
konnych najemników, a z Ilirii 3000 jazdy. Ponadto dołączyło wcześniej
wzmiankowanych 130 kawalerzystów tesalskich z Ekbatany oraz kontyngent z Lidii: 2600 piechoty i 300 konnych. Mniej więcej w tym samym czasie
złamano opór tubylczego ludu Drangianów z irańskiego plemienia mającego
swe siedziby nad jeziorem Zareh.
Wybuchła wówczas prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjna w całej
karierze Aleksandra afera, która zakończyła karierę rodu Parmeniona.
Wpierw oskarżono jego syna Filotasa o udział w spisku zawiązanym przez
gwardzistów. Wiec Macedończyków nie miał wątpliwości o winie młodzieńca
i nieszczęśnik zakończył swój żywot ukamienowany lub zakłuty oszczepami
po serii tortur52. Następnie Aleksander przystąpił do likwidacji
Parmeniona. Stary wódz dysponował 12 000 ludzi, przede wszystkim Greków
i Macedończyków.
W wypadku otwartego buntu była to znaczna siła, mogąca nawet zadać
Argeaidzie bolesne ciosy, gdyż odcinała armię Aleksandra od posiłków z zachodu. Ponadto miał do dyspozycji cały perski skarbiec oraz swobodny
dostęp do rynku greckich najemników.
Parmenion został skrytobójczo zabity przez swoich podwładnych na
polecenie króla. Po jego śmierci wybuchły zamieszki, które spiskowcom
udało się wyciszyć. Dopiero po śmierci arystokraty działania wojenne
ponownie nabrały tempa. Armia z Drangiany udała się w pięciodniowy marsz
wprost na południe, gdzie przezimowała ostatnie miesiące 330 r. w rejonie Ariaspii. Była to bogata rolnicza kraina położona w dzisiejszej
dolinie rzeki Helmand. Zamieszkiwał ją gościnny i życzliwy lud Arimaspów
znany w źródłach również pod mianem Euergetamów. Byli najprawdopodobniej
osiadłym plemieniem Saków, otoczonych morzem ludów
irańskojęzycznych53. Swe miano zawdzięczali
miłosiernej postawie wobec wojsk Cyrusa Wielkiego, gdy w trakcie jednej
z wielu jego kampanii na wschodzie udzielili znękanym Persom schronienia
i niezbędnego zaopatrzenia. Aleksander postanowił spędzić w tym kraju
sześćdziesiąt dni. Jego armia tym razem zachowała się wyjątkowo
poprawnie, a władca obdarował mieszkańców ogromnymi donacjami
pieniężnymi nie tylko za okazaną mu pomoc, lecz również w podzięce za
wsparcie wojsk Cyrusa. Równolegle wydzielony zagon z sił głównych
podporządkował położoną na południe satrapię Gedrozji.
W międzyczasie pokonany Satibarzanes wznowił działania. Wzmocniony
posiłkami od Bessosa ponownie wtargnął do Arii w sile 2000 konnych
(czyżby ci sami, z którymi uciekł wcześniej?). Walkę z nim podjęły
oddziały drugorzutowe i okupacyjne, zapewne złożone z oddziałów
najemników z zachodniej Azji i Grecji pod dowództwem Erigyiosa, Karanosa
i Artabazosa. Liczyły łącznie 6000 piechoty i 600 konnych. Nie były to
jednak siły wystarczające do osaczenia w górzystym terenie mobilnej
grupy jazdy irańskiej, operującej przede wszystkim od doliny rzeki
Harirud po granice Baktrii. Drobne utarczki trwały aż do wiosny 329 r.,
gdy z sąsiedniej Partii wkroczyły oddziały Fratafernesa. Ponieważ
dotychczas w satrapii nie było poświadczonych dużych sił macedońskich,
prawdopodobnie trzon nacierających z zachodu wojsk stanowiła kawaleria
irańska. Zgrupowanie musiało mieć więcej niż 2000 ludzi, gdyż oddział
Satibarzanesa uchylił się przed nim. Po okresie kluczenia po bezdrożach
perski watażka napotkał operujący od strony wschodniej korpus Erigyiosa.
W trakcie bitwy Satibarzanes podjechał do pierwszych szeregów Hellenów i zdjąwszy hełm, wyzwał najdzielniejszego z nich do walki. Odpowiedział
najstarszy z dowódców korpusu -?Erigyios. Obie strony wstrzymały walkę,
by obserwować homerycki pojedynek dwóch konnych postaci. Celne uderzenie
włóczni w szyję, a następnie w twarz zakończyło karierę Persa. Na ten
widok Irańczycy wpadli w panikę, część z nich poddała się Grekom, inni
zaś rozproszyli się na wszystkie strony.
Według Kurcjusza zwycięstwo zgłoszono Aleksandrowi podczas jego
pierwszego pobytu w Baktrze, na początku lata 329 r., w niecodzienny
sposób -?podarowano mu głowę buntownika. Następnie wszystkich dowódców
sił ekspedycyjnych poświadczono w bezpośrednim otoczeniu Aleksandra.
Artabazosa mianowano satrapą Baktrii na początku lata, Erigyios brał
udział w naradzie wojennej nad Jaksartesem, a Karanos był jednym z dowódców feralnej ekspedycji ratunkowej w Marakandzie.
Wydarzenia z Arii nie miały żadnego wpływu na kontynuowanie wyprawy
Aleksandra na wschód. W pierwszych tygodniach 329 r. nastąpiło
macedońskie uderzenie na kolejną satrapię perską -?Arachozję. Jej nazwę
zaczerpnięto od rzeki Arachotos, dzisiejszego Arghandabu. Prowincję
zajęto bez problemów, gdyż w tym rejonie wraz z ucieczką jej satrapy
Barzanesa upadła perska administracja centralna, a lokalne plemiona nie
były w stanie skutecznie oprzeć się naporowi wroga. Jako garnizon
ulokowano 4000 piechoty i 600 jazdy pod dowództwem Menona. W tym rejonie
po 1600 km marszu do sił głównych dołączył dawny korpus Parmeniona w składzie 6000 Macedończyków, 200 arystokratycznej jazdy perskiej, 4400
pieszych najemników greckich oraz 600 konnych z Hellady. Obrana trasa
najprawdopodobniej przebiegała doliną Arghandab do Kandaharu i dalej na
północ. W tych rejonach zdobywca założył Aleksandrię w Arachozji (stary
Kandahar).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki