Humory Hipolita Kabla - Roksana Jędrzejewska-Wróbel

-
Proszę czekać

Hipolit Kabel przewracał się właśnie z jednego boku na drugi podczas poobiedniej sjesty, gdy nagle ktoś wrzasnął mu nad głową: "Jakie masz marzenie?! Spełnimy każde!". Kabel zerwał się jak oparzony. Wrzask pochodził z furgonetki z lodami przejeżdżającej ulicą Zmienną i już po chwili rozpłynął się w cieple leniwego popołudnia. Zostawił jednak po sobie zapach wanilii i niepokój w sercu Hipolita Kabla. "Marzenie? Jakie mam marzenie?". Kiedy chwilę później na werandzie pojawił się Alojzy Kocioł, zastał przyjaciela w stanie lekkiej histerii.

- Kocioł! Powiedz mi natychmiast, czy ja mam jakieś marzenie?!

- A skąd ja mam wiedzieć, na kocią litość - miauknął zaskoczony Kocioł. - A tak w ogóle, na co ci marzenie? Brakuje ci czegoś?

- Właśnie nie wiem. Dlatego potrzebne mi marzenie. Będę marzył o tym, czego mi brakuje - Kabel nerwowo przebierał krótkimi nóżkami.

- To wymyśl sobie jakieś - wzruszył ogonem Kocioł.

- Kiedy ja sam nie umiem. Pomóż mi! - Hipolit zamerdał i spojrzał na Alojzego.

- No dobra. Tylko nie rób już tych swoich psich oczu - Kocioł wskoczył na hamak zawieszony na werandzie. - W "Kocim Stylu" czytałem, że psy marzą o dwóch rzeczach: jedzeniu i rzucaniu piłeczką przez pana...

- No wiesz?! Mam marzyć o parówce? - obruszył się Kabel. - I nie chcę żadnego pana z jego głupią piłeczką! Kręciłby mi się tu tylko i przeszkadzał. I jeszcze musiałbym z nim wychodzić na spacer.

- To może... Może będziesz marzył o tym, żeby zostać bohaterem? Jak ten bernardyn z telewizji, pamiętasz? Odkopywał ludzi spod lawiny. Podobało ci się.

- Czy ja wiem? - skrzywił się Kabel. - Mam za krótkie łapki... Poza tym to męczące tak kopać i kopać.

- Hmmm... - Kocioł ruszył wąsami. - A może chciałbyś coś zmienić w swoim wyglądzie? Na przykład skrócić ogon? No wiesz, może chciałbyś być ładniejszy?

- Ładniejszy? - zaniepokojony Kabel podbiegł do lustra. - Ja się sobie bardzo podobam. A ty uważasz, że jestem brzydki? Że coś jest ze mną nie tak?

- Nie, skąd... Wszystko z tobą w porządku. To był tylko taki pomysł - Kocioł westchnął. - A może marzysz o podróżach? Chcesz odkrywać nieznane kraje?

- Nie, dziękuję, jestem domatorem - pokręcił głową Kabel.

- Basen, pamiętasz? Chciałeś mieć basen - przypomniał sobie Kocioł.

- Basen to zadanie, nie marzenie - skrzywił się Kabel.

- No to ja już naprawdę nie wiem, jak ci pomóc. Poddaję się! - jęknął Kocioł i wyciągnął wszystkie cztery łapy do góry.

- Słuchaj, Alojzy, a może ty oddasz mi swoje, co? Za wątrobiankę? - ożywił się Kabel i mlasnął zachęcająco.

- Marzenie mam ci oddać? Zwariowałeś? Marzeń się nie rozdaje. Marzenia się spełnia. A poza tym, nawet jak oddam, to ono i tak dalej będzie moje, nie twoje - Kocioł najwyraźniej nie miał ochoty na wymianę.

- Coś kręcisz. Jak mi dasz na zawsze, to już będzie moje - Kabel nie dawał za wygraną. - No... Bądź dobrym kolegą. Dodam kaszankę, co?

- Ale się uczepiłeś. Używane marzenia będziesz marzył... - Kocioł przełknął ślinkę. - No niech ci będzie. Dawaj tę kaszankę. I wątrobiankę. To ci opowiem.

- Używane lepsze niż żadne - mamrotał Kabel z nosem w lodówce i właśnie tam nagle go oświeciło. - Kocioł! Ja już nie chcę twojego marzenia! Ja mam własne!

- Serio? Było w lodówce? - zaintrygowany Kocioł wychylił się z hamaka.

- Nie, we mnie było! Moje własne marzenie. Nowiutkie! I w ogóle nieużywane.

- Ale jakie?! - niecierpliwił się Kocioł.

- Marzenie, że chcę mieć marzenie! - zawołał triumfalnie Hipolit Kabel.

- Fantastycznie. Że też sam na to nie wpadłem - ucieszył się Kocioł. - Problem z głowy. Możemy jeść!

- Zaraz! Najpierw mi powiedz, co teraz! Kiedy się spełni?

- Cierpliwości - miauknął Alojzy, ze wzrokiem zawieszonym na wątrobiance. - Marzenia nie spełniają się od razu. Na tym polega ich magia.

A potem obaj zgodnie zasiedli do kaszanki. I wątrobianki. Bo wiadomo, że podwieczorek jedzony na werandzie w ciepłe słoneczne popołudnie, w towarzystwie najlepszego przyjaciela, zawsze smakuje jak marzenie.