Hugo - Juliusz Słowacki

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

HUGO

I.

UCIECZKA. Młoda dziewica dziś w klasztornym murze, Bogu na całe poświęcona życie; Gdy odrzucała świéże wianku róże, Łzy z pięknych oczu płynęły obficie; Gdy pod całunem legła na marmurze, Ustało prawie drzące serca bicie; Łzy już nie płyną, lecz bladość straszliwa, Jak w chwilę śmierci jéj lica pokrywa. Już mrok zapadał, już wieczorne chłody Wróciły niebu barwy lazurowe. Przed krzyżowémi kryjąc się narody, Słońce skwarami utrudzoną głowę Chowało w morza Baltyckiego wody: Lecz nim się skryło w fale bursztynowe, Zajrzało w gmachu zasępione skrzydła, Przez szyb kościelnych ciemne malowidła. Już lud ze świętych wychodzi podwoi, Skończone Boskich tajemnic ofiary. Czemuż ten rycerz nieruchomy stoi, O marmurowe oparty filary? Twarzy nie widać - ale znać ze zbroi, Że to obrońca chrześcijańskiéj wiary. Lecz w noc tak późną czegoż jeszcze czeka Gdy wszyscy wyszli on odejście zwleka.

Stał nieruchomy, jako posąg z głazu Co strzeże grobów zimnego marmuru. Tam coś mignęło? - nie, to błysk obrazu, Co tak pozłotą odbija od muru. Jakiś szmer słychać? - to odgłos wyrazu Cichéj modlitwy, przyniesiony z chóru. A rycerz zadrżał - to może ze strachu? W tak ciemną porę! w tak posępnym gmachu! Już xiężyc wstąpił na niebieskie smugi, I patrzał w ciche klasztoru ustronie. Wychodzi rycerz - z rycerzem ktoś drugi; Oba skoczyli z pośpiechem na konie; Pewnie miał giermka, pazia do posługi; Lecz czemuż pędzą tak spiesznie przez błonie? Czemuż tak prędko z bitéj zeszli drogi, Biorąc się w lasy i dzikie odłogi? Z początku żadnéj nie wiedli rozmowy; Starszy ostrogą zachęcał rumaka, A potém nagle gniew gorzkiémi słowy Wyrwał się z piersi gorącéj krzyżaka: "Z radośném sercem jam rzucić gotowy Kraj ten przeklęty, chciałbym lotem ptaka Z miejsc tych uleciéć, kędy mojéj głowie Grożą tajemnych wyroków sędziowie. "Lubię zakonu turnieje, gonitwy, Ale nie znoszę szpiegów tajnéj sprawy; Od nich uciekam w kraje dzikiéj Litwy; Lasy mi słodsze nad ciągłe obawy. Jagieło z bratem tocząc krwawe bitwy, Przyzwał nas w swoje odległe dzierżawy, Już zamek Trocki do niego należy, I tam krzyżackich osadził rycerzy. "Tam ja nad braćmi zakonu przewodzę, Śledzę Litwinów i spraszam biesiady; A ufny w silnéj i licznéj załodze, Wrogów choć licznych nie lękam się zdrady;

I sąd co trzymał mych czynności wodze Puścić je musiał i stracił ich ślady. W Litwie podstępem zdradnym nie otoczy, W Litwie nie dojrzy, choć ma bystre oczy."Oto krzyżackie zniknęły klasztory, I błyszczy Niemen szeroki przed nami!" Zaraz się w rzekę rzucił rumak skory, Parskał i pianę mieszał z wód pianami. Na drugim brzegu czerniły się bory, Srebrnémi nocy uwieńczone mgłami. Xiężyc posępny płonąc na zachodzie, Długim się słupem srebrzył w Niemna wodzie. Nim je grom spali - nim je ludzie wytną, Piękne są bory, cudny las sosnowy! Tysiączne kwiaty w jego głębiach kwitną, Wiatr tajemnicze prowadzi rozmowy; Tam dzwonki barwą błyszczą się błękitną, Owdzie kobierce ściele wrzos różowy. Przez takie bory zarośnięte wrzosem Prędkim tętniły kopyta odgłosem. W pośpiechu szybko mijają rycerze Rozległe Xiążąt na Lidzie dziedziny. Z wschodzącém słońcem witały się wieże, Choć cień pod zamkiem zalegał doliny; Ze słońcem jeźdźców migały puklerze, Słońcu nadbrzeżne kłaniały się trzciny, Nie jeden pączek przed słońcem roskwita, Błyszczy się ziemia kwiatami okryta. Lecz prędko szybkie przemknęły rumaki. Znikł obraz Lidy jak senne marzenie, Znów ciemne bory, zarośla i krzaki, I jednostajne rumaków tętnienie; Słońce przebiegłszy lazurowe szlaki, Już za Ponary chowało promienie; Już cień na ziemię spuszczał się ponury, Gdy starszy Krzyżak wskazał zamku mury.

"Patrz! oto pyszna Kiejstutów stolica, To ich dzierżawy, kędy zajrzysz okiem. Nad zamkiem wieża - to pogan kaplica; Tam między gęstym kadzidła obłokiem, Boga piorunu szczerozłote lica, Patrzą się jasnym, brylantowym wzrokiem. Widzisz to wielkie błękitu przestworze? To Trocki zamek! a to Trockie morze!

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.