ROZDZIAŁ 1
PIERWSZE CHWILE NIEWOLI
Miała sucho w ustach i potwornie spierzchnięty język. Bolała ją głowa. A właściwie bolało ją wszystko. Nie mogła się poruszyć, ręce były drętwe, nogi ścierpnięte, całe ciało dziwnie skręcone. Było jej duszno. Spróbowała głębiej odetchnąć i... udało się. Chociaż coś, pomyślała, i ponownie zaczerpnęła więcej powietrza. Uff, może oddychać. To już dużo. Jednak gdy spróbowała się poruszyć, jej początkowa ulga zaczęła przekształcać się w panikę. Nie mogła powiedzieć, że każdy ruch sprawiał jej ból, bowiem nie mogła wykonać żadnego ruchu. Nawet próba poruszenia głową się nie udała, przyprawiając ją tylko o dodatkowy dyskomfort. Do czego dołączyło rwanie w barku i sztywnienie karku.
Pojęła już, co nie było trudne, że jest porwana, uprowadzona, związana i... Właśnie, i co? Do jej dolegliwości fizycznych dołączyło uczucie bezsilności, a ta dokuczliwość była równie silna, jak poprzednie cierpienia.
Leżała na czymś twardym i nieprzyjemnie woniejącym. Jakiś stary materac, pomyślała. Piwnica? Komórka? Raczej piwnica, sądząc po zapachach, ciemności i uczuciu wszechoblegającej ją pleśni. Żadnego ruchu powietrza, żadnego ruchu w ogóle. Żeby choć mała myszka, mruknęła do siebie. Byle nie duży szczur, zastrzegła. Chociaż... może jakby szczur, poprosiłaby go, żeby przegryzł sznur. Przynajmniej ten na rękach, bo już tak jej zdrętwiały, że zupełnie straciła czucie. A poza tym... coś ją swędziało na szyi, blisko ucha. I jeśli się zaraz nie podrapie, oszaleje.
Ilja nie miała pojęcia, skąd się wzięła na tym materacu i co się działo przedtem. Chociaż gdy zaczęła wytężać umysł, próbując przegnać mgłę, jaką miała w głowie, coś jej się przypomniało. Ktoś podał jej jakiś napój, z kimś rozmawiała, była w porcie... W porcie? Po co? O, tak, przypominała sobie. Ich "urlop", pewien dziennikarz, jacht.
Tak, spisała się, nie ma dwóch zdań. Sebastian będzie wściekły. I oczywiście będzie miał rację. Popełniła same błędy.
I jako agentka - wiedziała przecież, że na taką akcję nie powinna wybierać się sama.
I jako lekarka - jak mogła przyjmować od obcego, podejrzanego mężczyzny coś do picia? Niby uważała, niby niczego jej do szklaneczki nie wsypał. A jednak. Jako lekarka powinna doskonale pamiętać choćby o dość już popularnej substancji GHB, zwanej "pigułką gwałtu", a ona dała się podejść jak małolata. Mam nadzieję, że nie o gwałt mu chodziło, dumała, choć ta konstatacja nie była najszczęśliwsza. Może lubił przeciągać zabawę z ofiarami, to dając, to odbierając nadzieję...
Poza dolegliwościami bólowymi miała jeszcze jeden kłopot. Czuła przemożne parcie na pęcherz i wiedziała, że za chwilę ulegnie. I oczywiście się tego doczekała. Było to dla niej chyba gorsze od cierpień fizycznych, takiego upokorzenia dotychczas nie doznała.
Cierpienia fizyczne łatwiej jej było znosić, przeżyła podobny stan w swoim "poprzednim życiu", jak nazywała okres poprzedzający jej związek i pracę z Sebastianem. Kiedyś przetrwała napad członków gangu, została brutalnie pobita i zmuszona do działań ułatwiających ucieczkę szefa mafii z więzienia. Wtedy uratował ją Szewnikowski, a sprawa ta stała się początkiem jej pracy w tajnych służbach. Stopniowo związek z Sebastianem przestał być jedynie współpracą zawodową, rozwinęło się między nimi uczucie i niedługo mieli zostać małżeństwem.
A to, co dzieje się teraz, było następstwem ich pierwszego wspólnego urlopu. Pojechali do Łeby, obydwoje pamiętali tę miejscowość jeszcze z dzieciństwa. Przypuszczali, że miasto zmieniło się, jak większość pięknych krańców Polski. Nie przypuszczali jednak, że zmiana będzie tak spektakularna. Łeba oferowała bogactwo doznań o każdej porze roku. Nawet teraz, późną jesienią, można tu było znaleźć mnóstwo sposobów na przyjemne spędzanie czasu, włącznie ze zbieraniem grzybów, o ile w listopadzie jeszcze można jakieś znaleźć. Ilja wyszukała w internecie kilka miejsc, które chętnie obejrzałaby. Nie zdążyła...
A marzyła jej się wyprawa do Słowińskiego Parku Narodowego, na ruchome wydmy, do latarni morskiej Stilo. Do muzeum motyli, oceanarium, ogrodu ornitologicznego. Chętnie popłynęłaby w jakiś rejs wycieczkowy po morzu. A nawet wzięłaby udział w rejsie wędkarskim na dorsza...
Marzenia...
Ocknęła się nagle, widocznie zasnęła na chwilę. Teraz czuła się jeszcze gorzej, sen w pozycji zwiniętego rolmopsa nie jest najwygodniejszy. Było jej nie tylko niewygodnie, zaczęło jej być zimno. Coraz zimniej. Uczucie to pogłębiały jeszcze zmoczone dolne partie ubrania. I, co też było dolegliwością, robiła się coraz bardziej głodna.
Spróbowała krzyknąć, ale z jej zaschniętego gardła wydobyło się tylko coś w rodzaju skrzeku. Zachrypniętego. Zdała sobie zresztą sprawę z tego, że niepotrzebnie naraża struny głosowe na zerwanie. Przecież nawet jeśli udałoby się jej wrzasnąć na cały głos, nikt by jej nie usłyszał. A nawet gdyby ktoś usłyszał, i tak nie zareagowałby. Bo kto reaguje na jęki z piwnicy? Kto przyjdzie na ratunek duszy potępionej?
Myślami znowu pobiegła w niedaleką przeszłość. Kiedy to było? Chyba wczoraj...
- To dokąd się teraz wybierzemy? - głos Sebastiana.
- Teraz to nie, za późno. Ale jutro chciałabym zobaczyć latarnię morską Stilo - rozmarzony szept Ilji buszującej w internecie. - Bo stamtąd, z samej góry, można podziwiać i morze, i las, i jezioro. Och, i Rowokół[2]. Tylko że trzeba pokonać sto dwadzieścia trzy schody. Ale co tam, weszłabym.
- No jasne, jasne. To przecież tylko jakieś dziesięć pięter. - Cichy śmiech, zaglądającego jej przez ramię Szewnikowskiego. - Niestety, popatrz, otwarte tylko do września. Musimy przyjechać tu kiedyś w lecie.
- Może w podróż poślubną...
Miłe wspomnienie zostało zastąpione rzeczywistością. O czym przypomniały jej łzy spływające po twarzy. Łzy wściekłości i bezsilności. Nie mogła nic zrobić. I to było najgorsze.
Ból będący wynikiem nienaturalnej pozycji, wykręcenia rąk, nietypowego wygięcia nóg i niewygodnej deformacji ciała; głód i odwodnienie - wszystko to powodowało, że utrzymywała przytomność najwyższym wysiłkiem, ale już chyba dwa razy trochę odpłynęła. Teraz czuła, że stanie się to znowu, i nawet ją to ucieszyło. Bo nie czuć, znaczy nie cierpieć. A ona właśnie już tylko tego chciała.
Nie cierpieć.
Jakby ktoś czytał w jej duszy, a może w głowie? Coś zazgrzytało, skrzypnęło i otworzyły się drzwi. A obok niej, właściwie nad nią, stanęła jakaś postać. Spodnie, workowata bluza, na twarzy wenecka maska.
Aha, pomyślała Ilja resztką przytomności, ma maskę, nie chce pokazać mi swojego oblicza. To znaczy, że jeszcze trochę pożyję. Nie była pewna, czy to pocieszająca myśl...
Postać schyliła się i wydobytym z kieszeni bluzy niewielkim nożem przecięła więzy na plecach nieszczęsnej więźniarki. Wiązanie musiał uczynić artysta w swoim fachu, bo teraz wystarczyło jedno cięcie noża i wszystkie sznury opadły.
- Pani głodna? Spragniona? A może do łazienki? - słyszała, że coś syczy, ale wyraźnie kojarzyła słowa.
Próbowała poruszyć rękami, drgnęły, jednak nie do końca tak, jak chciała. Nogi też jej nie słuchały, w dalszym ciągu była poskręcana w precelek i w głowie brzmiało jej tylko: do łazienki. Owszem, chciała do łazienki, ale nie na sedes. Pęcherz nie zdążył wyprodukować nowej porcji moczu, bo to, co było, nie zostało w żaden sposób uzupełnione.
Chciała do wanny. Do wanny pełnej wody, aż po szyję. Mogłaby się moczyć i pić tę wodę jednocześnie. I, choć przecież była lekarką, nawet do głowy jej nie przyszło, że taka woda z wanny, z siedzącym w środku brudnym, zanieczyszczonym i spoconym człowiekiem, jest tak pełna zarazków, że picie jej jest co najmniej niehigieniczne.
Postać w masce chwytem pod pachy dźwignęła ją z materaca i poniosła gdzieś przez drzwi, jedne, potem drugie i raptem Ilja znalazła się w krainie marzeń. Zobaczyła przed sobą wannę, napełnioną wodą, tak, jak chciała. Tuż przy wannie stał stolik, na nim duży plastikowy kubek z wodą i papierowy talerz z kanapkami.
- Masz pół godziny. Za trzydzieści minut po ciebie przyjdę - dobiegł ją zniekształcony głos, osoba w masce wskazała jej frotowy szlafrok i zegar wiszący nad drzwiami tej łazienki i wyszła.
Gdyby nie okoliczności, Ilja mogłaby powiedzieć, iż spędziła najlepsze pół godziny w swoim życiu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki