Hotel Vendome - Danielle Steel

Reflow text when sidebars are open.
Lobby hotelu Vendôme przy Sześćdziesiątej Dziewiątej ulicy w Nowym Jorku odznaczało się nienaganną elegancją i drobiazgową precyzją. Czarno-biała marmurowa posadzka była nieskazitelnie czysta, czerwone dywany zwijano w chwili, gdy na zewnątrz spadła pierwsza kropla deszczu, sztukaterie na ścianach były przepiękne, a ogromny kryształowy żyrandol przypominał najpiękniejsze z europejskich pałaców. Hotel był dużo mniejszy niż ten, na którym inspirowany był jego wystrój, ale zdaniem obytych w świecie gości - uderzająco podobny do paryskiego Ritza, w którym właściciel Vendôme pracował przez dwa lata jako zastępca dyrektora w czasie, gdy szkolił się w najlepszych europejskich hotelach.
Hugues Martin miał czterdzieści lat, był absolwentem znamienitej i cenionej École Hôteli?re w Lozannie w Szwajcarii, a hotel na wschodnim Manhattanie był jego marzeniem. Ciągle nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, w to, jak świetnie wszystko się ułożyło pięć lat temu. Jego ojciec bankier i równie konserwatywna matka, Szwajcarzy, byli załamani, kiedy poinformował ich, że chce iść do szkoły hotelarskiej. Hugues pochodził z rodziny bankierów, a rodzice uważali, że zarządzanie hotelem, a właściwie jakakolwiek praca w hotelu jest okropna - wyrażali się o niej z dezaprobatą. Starali się go przekonać, żeby tego nie robił - bezskutecznie. Po czterech latach w Lozannie odbył staż, a potem zajmował różne wysokie stanowiska w hotelu du Cap w Cap d'Antibes, paryskim Ritzu, londyńskim Claridge'u, a przez chwilę nawet w słynnym hotelu Peninsula w Hongkongu. Stwierdził wtedy, że jeśli miałby kiedykolwiek otworzyć własny hotel, chciałby to zrobić gdzieś w Stanach.
Hugues pracował w nowojorskiej Plazie, która później została zamknięta z powodu gruntownego remontu, i uważał, że od jego marzenia ciągle dzielą go całe lata świetlne. Ale nagle pojawiła się szansa. Na sprzedaż wystawiono hotel Mulberry, mały podrzędny hotelik, który niszczał od lat i który mimo swojej doskonałej lokalizacji nigdy nie był elegancki. Kiedy Hugues się o tym dowiedział, wybrał wszystkie oszczędności, zaciągnął każdą możliwą pożyczkę zarówno w Nowym Jorku, jak i w Szwajcarii i wykorzystał całą kwotę skromnego spadku po rodzicach, który rozsądnie zachował i zainwestował. W efekcie mógł sobie pozwolić na zakup hotelu. Musiał oczywiście wziąć budynek w hipotekę. Ale nagle okazało się, że może kupić Mulberry, przeprowadzić konieczny remont, który zajął mu całe dwa lata, i powołać do życia hotel Vendôme - ku zdumieniu nowojorczyków, którzy stwierdzali, że nawet nie zdawali sobie sprawy, iż w ogóle był tu kiedyś jakiś hotel.
W latach dwudziestych XX wieku w budynku mieścił się mały prywatny szpital, który w latach czterdziestych przerobiono na tandetny hotel. Natomiast po transformacji Vendôme był absolutnie wspaniały, a obsługa najwyższej klasy. Hugues sprowadził z najróżniejszych zakątków świata kucharzy, którzy pracowali w niezwykle popularnej hotelowej restauracji. Menedżer do spraw zaopatrzenia był jednym z najlepszych ludzi w branży, a wszyscy zgadzali się, że nawet jedzenie serwowane w pokojach było rewelacyjne. Już w pierwszym roku funkcjonowania hotel stał się bardzo popularny, a teraz odwiedzający Nowy Jork goście z całego świata rezerwowali pokoje na wiele miesięcy naprzód. Do dyspozycji mieli jeden z najlepszych apartamentów prezydenckich w mieście. Hotel Vendôme był absolutną perełką, miał przepięknie urządzone apartamenty i pokoje z kominkami, sztukateriami i wysokimi sufitami. Okna wychodziły na południe, większość pomieszczeń była więc słoneczna, a Hugues dobrał najwyższej jakości zastawę, kieliszki i pościel oraz tyle antyków, na ile tylko mógł sobie pozwolić, w tym żyrandol w lobby, który kupił w Genewie na aukcji Christie's. Żyrandol pochodził z zamku pod Bordeaux i był w idealnym stanie.
Hugues kierował stu dwudziestoma pokojami ze szwajcarską precyzją, miłym uśmiechem i zdecydowaniem. Jego pracownicy byli dyskretni i doświadczeni, mieli niezwykłą pamięć do gości i drobiazgowo zapisywali oczekiwania i prośby tych najważniejszych. Dzięki temu w ciągu trzech lat Vendôme stał się najpopularniejszym małym hotelem w Nowym Jorku. Wchodząc do lobby, każdy wiedział, że znalazł się w wyjątkowym miejscu. Przy obrotowych drzwiach stał młody boj w uniformie wzorowanym na noszonych przez chasseurs w Ritzu: miał granatowe spodnie, krótką marynarkę, złoty galon przy kołnierzyku i małą, okrągłą czapeczkę zapinaną pod brodą, lekko przekrzywioną. Klienci mieli do usług cały zastęp pomocnych tragarzy i inteligentnych konsjerżów. Personel poruszał się szybko i był gotowy spełnić duże i małe prośby gości. Hugues wiedział, że nienaganna obsługa to podstawa.
Zastępcy dyrektora nosili czarne fraki i spodnie w prążki - również wzorowane na Ritzu. A sam Hugues był do dyspozycji o każdej porze dnia i nocy, ubrany w ciemnoniebieski garnitur, białą koszulę i ciemny krawat od Herm?s'a; miał też niezwykłą pamięć do gości, a jeśli tylko się dało, starał się osobiście witać tych najważniejszych. Był wytrawnym hotelarzem i żaden szczegół nie mógł umknąć jego wprawnemu oku. Oczekiwał też, że kierownicy poszczególnych działów będą przestrzegać ustalonych standardów. Goście zjawiali się w hotelu zarówno ze względu na jego obsługę, jak i luksusowy wystrój.
Hotel był poza tym zawsze pełen przepięknych kwiatów i mieścił jedno z najlepszych spa. Pracownicy byli w stanie zapewnić niemal wszystko, pod warunkiem że było to legalne i w stosunkowo dobrym guście. I mimo że Hugues znał obiekcje swoich rodziców, był przekonany, że byliby teraz z niego dumni. Dobrze wykorzystał ich pieniądze, a w ciągu pierwszych trzech lat swojego istnienia hotel odniósł tak wielki sukces, że Hugues zdążył już prawie spłacić wszystkie pożyczki. Nic w tym dziwnego, skoro pracował dzień i noc, żeby nadać hotelowi obecny kształt. Za swoje zwycięstwo musiał jednak zapłacić w życiu osobistym. Ceną za hotel była strata żony. Rodziło to wiele plotek wśród pracowników i gości.
Dziewięć lat temu, kiedy pracował w londyńskim Claridge'u, poznał Miriam Vale, słynną, oszałamiająco piękną top modelkę. I jak każdy, kto tylko na nią spojrzał, był nią oczarowany w tej samej chwili, w której się poznali. Jak wobec wszystkich gości w hotelach, w których pracował, Hugues zachowywał się wobec niej bez zarzutu i był w stu procentach profesjonalny, ale ona miała dwadzieścia trzy lata i dała mu wyraźnie do zrozumienia, że jej się podoba, on zaś od razu szaleńczo się w niej zakochał. Miriam była Amerykanką, więc Hugues pojechał za nią do Nowego Jorku. To był dla niego niezwykły okres: zgodził się na gorszą posadę w Plazie, żeby tylko móc mieszkać w tym samym mieście co Miriam i kontynuować romans. Ku jego zdumieniu Miriam była w nim tak samo zakochana jak on w niej i pół roku później się pobrali. Nigdy nie był szczęśliwszy niż w ciągu tych pierwszych wspólnych lat.
Półtora roku później urodziła się im córka, Heloise, a Hugues był zakochany jak wariat zarówno w żonie, jak i w dziecku. Cały się trząsł, kiedy to mówił, bo bał się, że ściągnie na siebie jakąś klątwę, ale w tym okresie zawsze powtarzał, że ma idealne życie. Był też bardzo oddany. Mimo różnych pokus, których nie brakowało w hotelu, kochał swoją żonę i był jej wierny. Po narodzinach Heloise Miriam wróciła do pracy, a wszyscy w Plazie uśmiechali się do małej córeczki Hugues'a, rozpieszczali ją i żartowali sobie z jej imienia. Hugues zapewniał ich z całą powagą, że córka dostała imię po prababce i że nie miał zamiaru zostawać w Plazie na zawsze, więc spokojnie mogą go używać. Heloise miała dwa latka, kiedy kupił Mulberry i przekształcił go w Vendôme. Miał już wtedy wszystko, czego pragnął: żonę i dziecko, które kochał, oraz własny hotel. Miriam podchodziła do projektu z dużo mniejszym entuzjazmem i narzekała, że praca zabiera mu zbyt dużo czasu, ale Hugues zawsze marzył o własnym hotelu, a zwłaszcza takim, jaki właśnie tworzył.
Jego rodzice podchodzili do Miriam z jeszcze większą rezerwą niż do pracy w hotelarstwie. Mieli poważne wątpliwości, czy rozpieszczona, oszałamiająco piękna, sławna na cały świat dwudziestotrzyletnia modelka będzie dla niego dobrą żoną. Ale Hugues strasznie ją kochał i nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
Tak jak się spodziewał, remont zajął mu dwa lata. Tylko trochę przekroczył budżet, ale efekt końcowy spełnił wszystkie jego oczekiwania.
W chwili otwarcia Vendôme Hugues i Miriam byli małżeństwem od sześciu lat, a Heloise miała cztery, natomiast Miriam uprzejmie zgodziła się pozować do folderów reklamowych. Dzięki temu, że Miriam Vale była żoną właściciela, hotel zyskał dodatkowy prestiż, a męska część gości zawsze liczyła, że uda się zobaczyć Miriam gdzieś w lobby czy przy barze. Jednak goście znacznie częściej widywali czteroletnią Heloise, która dreptała za tatą, idąc za rękę z którąś z pokojówek i oczarowując każdego, na kogo się natknęła. Z Heloise z hotelu Plaza zamieniła się w Heloise z Vendôme i była czymś w rodzaju hotelowej maskotki oraz niewątpliwą dumą i radością swojego ojca.
Greg Bones, znany ze swoich wyskoków gwiazdor rocka, był jednym z pierwszych gości w penthousie - i zakochał się w hotelu bez reszty. Martwiło to Hugues'a, bo Bones słynął z tego, że demoluje pokoje i wywołuje chaos wszędzie, gdzie się pojawi, ale ku jego wielkiej uldze w Vendôme zachowywał się zdumiewająco spokojnie. A hotel był doskonale przygotowany do spełniania potrzeb i zachcianek gwiazd.
Drugiego dnia pobytu Greg poznał przy barze Miriam Vale Martin, która stała w towarzystwie asystentów, redaktorów, stylistów i znanego fotografa. Po południu skończyli dwunastostronicowy artykuł do "Vogue'a", a kiedy tylko zauważyli Grega Bonesa, zaproponowali mu, żeby się przyłączył. Na dalszy rozwój wydarzeń nie trzeba było długo czekać. Miriam spędziła większość nocy u Grega, podczas gdy Hugues był przekonany, że wyszła gdzieś, kiedy pracował. Pokojówki świetnie wiedziały, gdzie jest Miriam i co robi - obsługa widziała ją, gdy Greg zamówił o północy szampana i kawior. Wieść obiegła hotel lotem błyskawicy i stała się głównym tematem zakulisowych rozmów. Pod koniec tygodnia Hugues też już o wszystkim wiedział. Zastanawiał się, czy powinien pomówić z Miriam otwarcie, czy raczej mieć nadzieję, że jej minie.
Hugues, Miriam i Heloise mieli pod penthouse'em prywatny apartament, a ochrona hotelowa doskonale wiedziała, że za każdym razem, gdy Hugues siedział u siebie w gabinecie, Miriam wymykała się tylnymi schodami do apartamentu Grega. Dla Hugues'a sytuacja była strasznie niezręczna, bo nie chciał wypraszać z hotelu znanego gwiazdora rocka. Wywołałby tym skandal. Błagał natomiast żonę, żeby się opamiętała i zaczęła zachowywać normalnie. Zaproponował, żeby wyjechała na kilka dni i zakończyła jakoś ten obłęd. Kiedy jednak Bones wymeldował się z hotelu, Miriam poleciała razem z nim prywatnym samolotem do Los Angeles. Zostawiła Heloise z Hugues'em i obiecała, że wróci za kilka tygodni, mówiąc, że musi dać temu upust, i błagając o zrozumienie. Hugues był załamany i upokorzony, ale nie chciał stracić żony. Miał nadzieję, że jeśli jej na to pozwoli, zauroczenie szybko minie. Miała dwadzieścia dziewięć lat i Hugues liczył, że znów zacznie myśleć rozsądnie. Kochał ją i mieli dziecko. Jednak romans znalazł się w brukowcach i w plotkarskiej kolumnie "New York Posta". Hugues czuł się upokorzony przed pracownikami i całym miastem.
Powiedział Heloise, że mama musiała wyjechać do pracy, co czteroletnia dziewczynka dobrze już rozumiała. Jednak trudniej było podtrzymać tę wersję, gdy Miriam nie wróciła do domu. Trzy miesiące później, będąc z Gregiem Bonesem w Londynie, Miriam powiedziała Huguesowi, że chce rozwodu. To była najstraszniejsza chwila w jego życiu i choć nie zmienił swojego zachowania w stosunku do gości i dalej się uśmiechał i dbał o nich, ludzie, którzy znali go od trzech lat, dobrze wiedzieli, że nie jest już taki sam. Był znacznie bardziej zdystansowany, poważny, głęboko zraniony i wycofany, choć w kontaktach z pracownikami i gośćmi robił dobrą minę do złej gry.
Od czasu rozwodu Hugues stał się uosobieniem dyskrecji. Jego asystentka i część menedżerów wiedziała, że miewał potajemne romanse, czasem z gośćmi hotelowymi, a czasem z wykształconymi i utalentowanymi mieszkankami Nowego Jorku. Był jedną z najlepszych partii w mieście, wszędzie go zapraszano, mimo że rzadko się pojawiał. Wolał nie zwracać na siebie uwagi i był zdania, że jego życie osobiste to jego prywatna sprawa. Poza tym większość czasu i tak spędzał w pracy. Hotel był dla niego najważniejszy, poza córeczką, która zawsze była na pierwszym miejscu. Od kiedy Miriam go zostawiła, nie związał się z nikim na poważnie i wcale tego nie chciał. Uważał, że aby dobrze zarządzać hotelem, trzeba poświęcić życie osobiste. Był zawsze na miejscu, wszystkiego pilnował, pracował całymi godzinami, zwykle nieco na uboczu, żeby mieć pewność, że hotel dobrze funkcjonuje.
Miesiąc po rozwodzie z Hugues'em Miriam wyszła za Grega Bonesa - od ich ślubu minęły już dwa lata, a przed sześcioma miesiącami urodziła się im córeczka. Przez ten czas Heloise widziała matkę zaledwie kilka razy. Było jej z tego powodu strasznie przykro. Hugues natomiast był na Miriam wściekły. Była zbyt zaabsorbowana swoim nowym życiem, zbyt zajęta Gregiem, a teraz również ich dzieckiem, żeby poświęcić czas Heloise lub chociaż się z nią widywać. Heloise i Hugues stanowili dla niej relikt przeszłości. Hugues nie miał wyboru: musiał być dla córki zarówno matką, jak i ojcem. Nigdy jej o tym nie mówił, ale uważał, że dla obojga z nich to niedobre rozwiązanie.
W hotelu Heloise nie brakowało kochających matek zastępczych w postaci konsjerżek, kelnerek, pokojówek, florystek, fryzjerek i pracownic spa. Wszyscy bez wyjątku kochali Heloise. Nie mogli zastąpić jej matki, ale czuła się przynajmniej szczęśliwa, uwielbiała swojego ojca, a w wieku siedmiu lat była w Vendôme prawdziwą księżniczką. Stali goście znali ją i przywozili jej czasem drobne upominki, a dzięki uwadze, jaką ojciec przykładał do jej wychowania i wykształcenia, Heloise była urocza i wyjątkowo grzeczna. Nosiła śliczne marszczone sukieneczki, a codziennie przed pójściem do pobliskiej szkoły Lycée Français fryzjerka zaplatała jej długie rude włosy w warkocze i przewiązywała je wstążkami. Tata co rano odprowadzał ją przed pracą do szkoły. Matka dzwoniła do niej raz na miesiąc czy dwa, jak jej się przypomniało.
Hugues stał wieczorem w recepcji, jak to często miał w zwyczaju, jeśli nie musiał akurat zajmować się niczym innym: obserwował lobby i witał dyskretnie gości. Zawsze wiedział, kto przyjechał do hotelu. Codziennie sprawdzał rezerwacje i wiedział, kto się u nich zatrzymał, kiedy się zjawił i kiedy ma zamiar wyjechać. W lobby było spokojnie, akurat meldowali się jacyś goście, a w drzwiach pojawiła się pani Van Damme, owdowiała arystokratka, która właśnie wróciła z wieczornego spaceru ze swoim pekińczykiem; Hugues gawędził z nią, odprowadzając ją powoli do windy. Pani Van Damme wprowadziła się rok temu do jednego z największych apartamentów i przywiozła ze sobą nawet część własnych mebli i znanych dzieł sztuki. Miała w Bostonie syna, który rzadko ją odwiedzał, i bardzo lubiła Hugues'a, a Heloise traktowała jak własną wnuczkę, której nigdy nie miała - miała tylko wnuków, w tym jednego w tym samym wieku co Heloise. Często rozmawiała z Heloise po francusku, skoro dziewczynka chodziła do Lycée Français, a Heloise uwielbiała towarzyszyć jej podczas spacerów z psem. Chodziły sobie niespiesznie, a pani Van Damme opowiadała jej historie z czasów, gdy sama była małą dziewczynką. Heloise ją uwielbiała.
- Gdzie Heloise? - spytała z ciepłym uśmiechem pani Van Damme, podczas gdy windziarz przytrzymywał jej drzwi, czekając, aż Hugues skończy z nią rozmawiać. Hugues zawsze znajdował czas dla gości. Bez względu na to, jak bardzo był zajęty, nigdy nie dawał tego po sobie poznać.
- Mam nadzieję, że odrabia na górze lekcje. - A jeśli nie, to oboje wiedzieli, że pewnie chodzi po hotelu i odwiedza przyjaciół. Uwielbiała pchać hotelowe wózki i rozwozić balsamy oraz szampony, a pokojówki zawsze dawały jej nadmiar kosmetyków.
- Jak ją pan zobaczy, proszę jej powiedzieć, żeby przyszła do mnie na herbatę, jak skończy - powiedziała z uśmiechem pani Van Damme. Heloise często do niej wpadała i jadły razem kanapki z ogórkiem, sałatkę jajeczną czy eklerki przynoszone przez obsługę pokojową. Jeden z kucharzy był Anglikiem, pracował wcześniej w Claridge'u, a w Vendôme był odpowiedzialny wyłącznie za podwieczorki, najlepsze w mieście; główny szef kuchni był natomiast Francuzem i też został zatrudniony osobiście przez Hugues'a. Hugues zajmował się w hotelu wszystkim, zarówno od "frontu", jak i od zaplecza. Między innymi dlatego hotel Vendôme był tak wyjątkowy. Cały personel, począwszy od Hugues'a, wiedział, że do każdego trzeba podchodzić indywidualnie.
- Bardzo dziękuję, madame Van Damme - powiedział uprzejmie Hugues i uśmiechnął się do niej zza zamykających się drzwi windy. Wrócił do lobby, myśląc przy tym o córce i mając nadzieję, że rzeczywiście odrabia lekcje. Miał na głowie inne sprawy, choć wyglądał tak spokojnie, że nikt by się nie domyślił, jakie zamieszanie panuje w tej chwili w hotelowej piwnicy. Dzwoniło już kilku gości, bo pół godziny wcześniej trzeba było na większości pięter zakręcić wodę. Wyjaśniali, że muszą naprawić drobną usterkę, a menedżerowie i recepcjoniści zapewniali, że w ciągu godziny woda powinna znów być w kranach. Ale prawda była taka, że w piwnicy pękła rura i naprawiali ją wszyscy hotelowi technicy i hydraulicy, a parę minut wcześniej wezwano też hydraulików z zewnątrz.
Hugues zapewniał wszystkich ze spokojnym uśmiechem, że wszystko jest w porządku. Patrząc na niego, miało się wrażenie, że nad wszystkim panuje. Informował każdego z przychodzących gości o chwilowym braku wody. Mówił, że lada chwila znów będzie, i pytał, czy życzą sobie czegoś do pokoju. Choć o tym nie wspominał, wszystko miało być oczywiście na koszt hotelu, żeby zrekompensować brak wody i związane z tym niewygody. Wolał osobiście stać w lobby, by nowi goście wiedzieli, że wszystko jest w porządku. Miał tylko nadzieję, że pęknięta rura zostanie szybko zlokalizowana i naprawiona. Liczył, że nie trzeba będzie zawiesić obsługi pokojowej; główna kuchnia była już zalana na piętnaście centymetrów, a każda wolna para rąk została wysłana do pomocy w piwnicy. Jednak w lobby w ogóle nie dało się tego zauważyć. Hugues chciał za kilka minut zejść na dół, żeby osobiście zorientować się w sytuacji. Ale z tego, co wiedział, zalana piwnica wyglądała coraz gorzej. Ostatecznie mimo remontu hotel był stary.
Kiedy Hugues witał hiszpańskiego arystokratę z żoną, którzy właśnie przyjechali z Europy, w piwnicy panował totalny chaos. Nikt, kto widział pozorny spokój i elegancję lobby, nie mógł się nawet domyślać, że na dole panuje aż takie zamieszanie.
W piwnicy rozlegały się krzyki, poziom wody rósł, ze ściany tryskał strumień, a technicy w brązowych kombinezonach brodzili w potoku wody, przemoczeni od stóp do głów. Przy naprawie pracowało czterech hydraulików i wezwano też wszystkich sześciu hotelowych techników. Mike, główny technik, znajdował się w pobliżu miejsca, z którego tryskała woda, i uwijał się jak szalony, żeby zlokalizować źródło przecieku. Miał na sobie pas, z którego zwisały najróżniejsze klucze, a kiedy próbował po kolei każdy z nich, cichy głosik za jego plecami podpowiedział mu, żeby wziął największy. Odwrócił się zaskoczony, gdy przez hałas przebił się znajomy głos, i zobaczył Heloise, która stała za nim i przyglądała się mu z zainteresowaniem. Stała po kolana w wodzie, ubrana w czerwony strój kąpielowy i żółty płaszcz przeciwdeszczowy, i wskazywała na największy klucz przy jego pasku.
- Wydaje mi się, że ten duży będzie pasować, Mike - powiedziała spokojnie, stojąc tuż przy nim z wielkimi zielonymi oczami i rudymi włosami zaplecionymi w ciasne warkocze. Mike widział, że jest boso.
- Dobrze - zgodził się. - Ale masz się odsunąć. Nie chcę, żeby coś ci się stało. - Heloise pokiwała z powagą głową i uśmiechnęła się do niego. Była piegowata i brakowało jej dwóch przednich zębów.
- Bez obaw, Mike, potrafię pływać - uspokoiła go.
- Mam mimo wszystko nadzieję, że nie będziesz musiała - stwierdził i odpiął od paska największy klucz, którego i tak zamierzał właśnie użyć. Za każdym razem, kiedy w hotelu coś się działo, Heloise musiała być na miejscu. Najbardziej lubiła towarzystwo techników. Mike pokazał jej, gdzie ma stanąć, a ona posłusznie przeniosła się wyżej i zaczęła rozmawiać z pomocnikami kuchennymi, którzy przyszli, żeby sprawdzić, czy mogą jakoś pomóc. W tym samym momencie zjawili się dodatkowi hydraulicy i, brodząc w wodzie, dołączyli do pozostałych. Do piwnicy zeszło też paru bojów, żeby wynieść butelki drogiego wina, w czym zaczęli im pomagać kucharze.
Po półgodzinie intensywnej pracy techników i hydraulików zlokalizowano przeciek, zakręcono odpowiednie zawory i przystąpiono do naprawy. Heloise weszła wtedy znów do wody, poklepała Mike'a po ramieniu i powiedziała, że świetnie się spisał. On spojrzał na nią ze śmiechem, wziął ją na ręce i zaniósł do stojącej przy wylocie z kuchni grupki kucharzy w białych wysokich czepkach, białych marynarkach i spodniach w kratkę.
- Moja panno, twój ojciec mnie zabije, jeśli coś ci się stanie. Masz tu zostać. - Wiedział, że nakaz i tak mija się z celem. Heloise nie umiała usiedzieć długo w jednym miejscu.
- Ale nie mam tu nic do roboty - poskarżyła się. - Pokojówki są strasznie zajęte. Mam im nie przeszkadzać. - Heloise wiedziała, że lepiej nie wchodzić im w drogę w godzinach szczytu.
W tym samym czasie w recepcji zaczęły się urywać telefony. Goście, którzy chcieli się przebrać na wieczór, zauważali, że nie mogą się wykąpać ani wziąć prysznica, bo nie ma wody, a każdy, kto wzywał do pokoju obsługę, dowiadywał się, że personel jest bardzo zajęty i że wszystkie zamówienia będą realizowane z opóźnieniem - w zamian za to serwowano jednak darmowe wino i drinki. Hugues wiedział, że tego typu sytuacja może poważnie zaszkodzić reputacji hotelu, o ile nie zostanie potraktowana z klasą i opanowaniem. Osobiście zadzwonił z przeprosinami do najważniejszych gości i poprosił kierownika do spraw cateringu, żeby przesłał do każdego pokoju butelkę cristala. Wiedział też, że będzie musiał opuścić cenę za noc w każdym dotkniętym awarią pokoju. Zdawał sobie sprawę, że to będzie kosztować, ale kosztowałoby go znacznie więcej, gdyby tego nie zrobił. Problemy zdarzały się w każdym hotelu, ale to od tego, w jaki sposób sobie z nimi radzono, zależało, czy hotel był podrzędny, czy najwyższej klasy, jak Vendôme, który w Europie nazwano by "pałacem". Jak dotąd nikt specjalnie się nie zdenerwował, ludzie byli tylko rozdrażnieni, ale przy tym zadowoleni z darmowego wina i szampana. To, jak ostatecznie potraktują całą niedogodność, będzie zależało od czasu, jaki hydraulikom i technikom zajmie naprawa. Tego wieczoru musieli zrobić wszystko, co w ich mocy, a w ciągu następnych dni podjąć większy wysiłek i wymienić pękniętą rurę. Teraz jednak potrzebna była tylko woda, żeby wszystko w hotelu mogło wrócić do normy.
Czterdzieści pięć minut później Hugues mógł w końcu wymknąć się z recepcji i zejść do piwnicy, żeby sprawdzić, co się tam dzieje. Ustawiono już pompy do usuwania wody, a kiedy zjawił się na dole, rozległ się akurat radosny okrzyk. Hydraulikom udało się zrobić obejście rury i przywrócić dopływ wody. Obsługa pokojowa uwijała się jak w ukropie, roznosząc gościom wino i szampana. Heloise podskakiwała w wodzie ubrana w płaszczyk i strój kąpielowy i, klaszcząc w ręce, szczerzyła się radośnie w szczerbatym uśmiechu. Jak tylko zobaczyła ojca, podeszła do niego, a on spojrzał na nią z wyrzutem. Nie był zadowolony, że ją tu widzi, choć niespecjalnie go to zdziwiło, a na ten widok wszyscy kucharze, z którymi rozmawiała Heloise, wybuchnęli śmiechem. Heloise zawsze była na miejscu akcji, tak samo jak jej ojciec. Była nieodłączną częścią hotelu - tak samo jak on.
- Co ty tu robisz? - zapytał ją ojciec, starając się brzmieć surowo, co nie bardzo mu wyszło. Heloise wyglądała tak słodko, że nie potrafił się na nią złościć - rzadko kiedy to robił, mimo że uważał się za wymagającego. Ale zwykle mu nie wychodziło. Na sam jej widok topniało mu serce, a ze swoimi szczerbami była jeszcze bardziej urocza, chciało mu się też śmiać z jej czerwonego stroju kąpielowego i żółtego płaszcza przeciwdeszczowego. Ubrała się stosownie do sytuacji. Od kiedy odeszła jej matka, Hugues co rano pomagał jej ubierać się do szkoły.
- Przyszłam sprawdzić, czy mogę jakoś pomóc - wytłumaczyła rzeczowo. - Mike świetnie się spisał. Nie miałam już nic do roboty. - Wzruszyła leciutko ramionami, a ojciec się roześmiał. Wszyscy zawsze twierdzili, że Heloise miała w sobie dużo z Europejki.
- No, mam taką nadzieję - odpowiedział jej ojciec, usiłując zachować powagę. - Jeśli to ty jesteś teraz głównym technikiem, to mamy poważne problemy. - Mówiąc to, zaprowadził ją do kuchni, po czym wrócił powiedzieć hydraulikom i technikom, że dobrze się spisali. Zawsze miał świetne podejście do swoich pracowników, a oni lubili dla niego pracować, mimo że bywał wymagający. Miał wysokie oczekiwania zarówno względem nich, jak i względem samego siebie, a wszyscy zgodnie uważali, że kierował wszystkim silną ręką. Tak został nauczony i to podobało się gościom; zatrzymując się w Vendôme, mogli liczyć na najwyższy standard obsługi. Hugues doprowadził hotel do perfekcji.
Kiedy wrócił do kuchni, Heloise jadła właśnie ciastko i gawędziła po francusku z piekarzem. Zawsze przygotowywał jej francuskie makaroniki, które brała na drugie śniadanie do szkoły.
- A co z zadaniem domowym, moja panno? Jak z tym stoisz? - spytał poważnie ojciec, a Heloise zrobiła wielkie oczy i pokręciła głową.
- Nie mam nic zadane, tato.
- Ciekawe, czemu ci nie wierzę? - Spojrzał badawczo w jej wielkie zielone oczy.
- Wszystko odrobiłam. - Kłamała, ale on za dobrze ją znał. Dużo bardziej wolała krążyć po hotelu, niż siedzieć sama w pokoju i odrabiać zadanie.
- Widziałem, że po szkole siedziałaś u mnie w gabinecie i robiłaś naszyjnik ze spinaczy. Chyba powinnaś jeszcze raz sprawdzić zeszyty.
- No może mam coś z matmy - przyznała zawstydzona, a Hugues wziął ją za rękę i zaprowadził do windy na zapleczu. Przed wejściem do wody zostawiła tam parę czerwonych chodaków, które włożyła teraz z powrotem, po czym pojechała na górę.
Zaraz po wejściu do mieszkania Hugues zmienił garnitur i buty. Po krótkiej wizycie w piwnicy miał przemoczone nogawki i buty. Był wysokim szczupłym mężczyzną o ciemnych włosach i tych samych zielonych oczach co Heloise. Jej matka była równie wysoka, tyle że miała blond włosy i niebieskie oczy. Prababka, po której Heloise dostała imię, miała takie same rude włosy jak Heloise.
Hugues owinął córkę w ręcznik i kazał jej się przebrać, a ona wróciła po chwili w niebieskich dżinsach, różowym sweterku i różowych baletkach. Dwa razy w tygodniu chodziła na lekcje baletu. Hugues chciał, żeby miała normalne życie, ale świetnie wiedział, że tak nie było. Już sam brak matki sprawiał, że jej życie było nietypowe, a na dodatek hotel był całym jej światem. Uwielbiała wszystko, co się z nim wiązało.
Spojrzała żałośnie na ojca i - już przebrana - usiadła przy biurku w salonie, i wyjęła książki do matematyki.
- Masz zrobić wszystko. I zadzwoń do mnie, jak skończysz. Jeśli tylko będę mógł, przyjdę do ciebie na kolację. Ale muszę najpierw sprawdzić, czy sytuacja jest opanowana.
- Dobrze, tatusiu - powiedziała cicho Heloise, a Hugues poszedł z powrotem do recepcji, żeby sprawdzić, jak się sprawy mają.
Heloise siedziała przez kilka chwil, wpatrując się z rozmarzeniem w podręcznik, po czym podeszła na palcach do drzwi. Uchyliła je lekko i wyjrzała na korytarz. Droga wolna. Ojciec musiał już być w lobby. Szczerząc się figlarnie w bezzębnym uśmiechu, który wraz z piegami i rudymi włosami nadawał jej wygląd chochlika, Heloise wymknęła się z mieszkania i w dżinsach i różowych baletkach zeszła powoli tylnymi schodami. Dobrze wiedziała, gdzie znajdzie swoje ulubione pokojówki. Pięć minut później pchała już razem z nimi wózek z kremami, szamponami i balsamami, szykując pokoje dla gości. Uwielbiała obchód, w czasie którego zostawiano dla każdego gościa malutkie pudełeczko czekoladek z Maison du Chocolat. Czekoladki były przepyszne, a Ernesta i Maria jak zawsze dały jej jedno pudełko, za które Heloise podziękowała i natychmiast się do niego dobrała.
- Mieliśmy dziś w piwnicy masę roboty - poinformowała je po hiszpańsku. Pokojówki uczyły ją hiszpańskiego, od kiedy tylko zaczęła mówić. Nie mając jeszcze pięciu lat, mówiła już płynnie po francusku, hiszpańsku i angielsku. Hugues przykładał wielką wagę do tego, żeby znała kilka języków. Ponieważ sam był Szwajcarem, mówił też po włosku i niemiecku.
- Słyszałam coś na ten temat - powiedziała Ernesta, Portorykanka o matczynym usposobieniu, po czym przytuliła ją do siebie. Heloise uwielbiała spędzać z nią czas i trzymać ją za rękę. - Musiałaś być dziś po południu bardzo zajęta - stwierdziła Ernesta z błyskiem w oku, a Maria, ładna, młoda pokojówka się roześmiała. Sama miała dzieci w wieku Heloise. I tak samo jak Ernesta nigdy nie miała nic przeciwko towarzystwu Heloise podczas wieczornego obchodu. Heloise była spragniona towarzystwa kobiet, a w swoim mieszkaniu czuła się bardzo samotna.
- Woda sięgała mi aż dotąd - oznajmiła Heloise i pokazała im miejsce tuż nad kolanem. - Ale już wszystko naprawione. - Obie kobiety wiedziały, że w ciągu najbliższych dni trzeba będzie dokonać poważniejszych napraw. Zdążyły już o tym usłyszeć od hotelowych techników.
- A co z zadaniem domowym? - spytała Ernesta, a Heloise, unikając jej wzroku, zaczęła się bawić szamponami. Niedawno zmienili markę na bardziej luksusową i dziewczynka uwielbiała nowy zapach. - Odrobione?
- Oczywiście - odpowiedziała Heloise i uśmiechnęła się psotnie, kiedy przesunęły wspólnie wózek pod następny pokój, a Heloise podała jej dwa szampony. Chodziła z pokojówkami, póki wewnętrzny alarm nie podpowiedział jej, że czas wracać. Pocałowała je na dobranoc, pobiegła tylnymi schodami do mieszkania i siadła znów przy biurku. Kiedy ojciec przyszedł na kolację, skończyła akurat rozwiązywać ostatnie zadanie. Hugues jak zawsze zamówił coś u obsługi pokojowej, choć dziś później niż zwykle. Heloise musiała się do niego dopasować, ale wspólna kolacja stanowiła rytuał ważny dla nich obojga.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedział, wchodząc do pokoju, Hugues. - Na dole jest małe zamieszanie, ale przynajmniej wszyscy znów mają wodę. - Modlił się tylko, żeby nie doszło do kolejnego przecieku, ale jak dotąd wszystko się trzymało, musieli tylko szybko naprawić, co trzeba.
- Co na kolację? - spytała Heloise i zamknęła książkę do matematyki.
- Kurczak, tłuczone ziemniaki, szparagi i lody na deser. Pasuje? - spytał ojciec, patrząc na nią z miłością.
- Cudownie - uśmiechnęła się do niego i zarzuciła mu ręce na szyję. Była kobietą jego życia, jedyną naprawdę ważną od trzech lat, od czasu, kiedy odeszła jej matka. Hugues przytulił ją, a zaraz potem zjawiła się kolacja. Kucharz dołożył dla Heloise ślimaki, bo wiedział, że je uwielbia, a także profiterole na deser. Nie było to może typowe dziecięce menu, ale taki był plus mieszkania w hotelu i oboje to sobie chwalili. Hugues miał na miejscu opiekunki i oboje mogli korzystać ze wszystkich usług świadczonych przez hotel, w tym z wyśmienitego jedzenia.
Usiedli, jak należy, przy stole w jadalni i jak zawsze zaczęli rozmawiać o hotelu. Heloise pytała, czy zjawili się jacyś ważni goście i czy w najbliższym czasie ma się u nich zatrzymać jakaś gwiazda filmowa, a on przedstawiał jej uproszczoną, choć dokładną wersję tego, co tego dnia robił, podczas gdy ona wpatrywała się w niego z uwielbieniem. Hugues strasznie lubił opowiadać jej o hotelu. A mając Heloise, którą mógł kochać, i hotel, którym mógł się zajmować, nie potrzebował w życiu niczego więcej; tak samo jak Heloise. Żyli w bezpiecznym świecie, który obojgu jak najbardziej odpowiadał. Heloise straciła matkę, a Hugues żonę, ale mieli siebie nawzajem i na ten moment w zupełności im to wystarczało. A kiedy Hugues rozmyślał o przyszłości, lubił sobie wyobrażać, że kiedy Heloise dorośnie, będzie pracować razem z nim. Do tego zaś czasu będą mieszkać w hotelu będącym spełnieniem jego marzeń.