Hotel Safona. Wieczór panieński - Ola Maj

Kup ebooka

8.99 zł

-
Proszę czekać

Rozchichotana dwudziestoparolatka trąciła ramieniem idącą obok niej przyjaciółkę i rzuciła pocieszająco:

- Nic się nie martw, poleży w domu sama, odpocznie, wykuruje się i będzie git!

- No tak, wiem - westchnęła ta druga - Ale liczyłam, że na waszym ślubie będziemy razem tańczyć do rana, a tu taki klops.

- Choroba nie wybiera, ale spoko, nie zabraknie ci towarzystwa do tańca - pocieszyła i ruchem głowy wskazała na pozostałe dziewczyny, które już czekały na nie pod drzwiami Hotelu Safona.

Sześć mocno zagadanych ze sobą kobiet odwróciło się, jakby wyczuły, że o nich mowa i zobaczyły nadchodzące koleżanki.

- Heej! - zawołała pierwsza z nich i zaczęła machać, a do jej powitalnego okrzyku dołączyły kolejne.

Chwilę później cała ósemka już ściskała się wzajemnie, a dobry humor zdawał się nie schodzić z ich twarzy.

- Już się nie mogłam was wszystkich doczekać - stwierdziła Iza, seksowna blondynka o niebotycznie długich nogach.

- Trzy lata minęły odkąd widziałyśmy się w tym składzie - dodała Weronika, niska brunetka z burzą kręconych loków.

- I dlatego musiałyśmy zdecydować, że się hajtniemy, żeby znowu was spotkać - zachichotała Basia, najwyższa w tym towarzystwie, a potem podeszła do swojej wybranki i otuliła ją ramieniem.

- Jakie to słodkie - rzuciła Iza - Mega wam laski zazdroszczę!

Partnerka Basi wzruszyła ramionami i nie mogła się powstrzymać, żeby nie zauważyć w tym wszystkim minusa.

- Słodkie, ale to tylko ślub humanistyczny - przypomniała. - W tym pieprzonym kraju nic innego nie da się załatwić.

- Oj skarbie - wtrąciła jej ukochana - Trzeba się cieszyć tym co jest, przynajmniej mamy okazję do boskiego spotkania.

Pozostałe dziewczyny przyklasnęły jej stwierdzeniu, ale Justyna - partnerka Basi - wcale nie była tak zadowolona, jak pozostałe.

- O niebo bardziej wolałabym normalny ślub w urzędzie. - dopowiedziała.

- No już słońce, nie szukaj proszę dziury w całym.

Justyna wydęła usta i pojednawczo cmoknęła swoją kobietę w policzek.

- Nie szukam, ta dziura jest tak widoczna, że nie trzeba jej ekstra wykopywać. - dodała.

- To nie kop - poprosiła ją Basia - To ma być świetna impreza w gronie najbliższych, więc postarajmy się, żeby taką była, okej?

Justyna musiała przełknąć ślinę, żeby nie odpowiedzieć i na to. Jako mocno zaangażowana w sprawy społeczności LGBT+ wszędzie widziała problemy i wyzwania, no i nie lubiła zamiatać ich pod dywan. Niemniej, jeszcze przed wyjazdem ustaliły z Basią, że będą się skupiać na przyjemnościach, a nie na deprecjonowaniu ich własnego humanistycznego ślubu, który w oczach Justy był po prostu nic nie wart.

- Laski, to co? Idziemy? - rzuciła nagle Marcela, ta, której chora partnerka nie mogła dojechać na ślub koleżanek. - Zameldujmy się wreszcie, a potem... miasto jest nasze! - dodała wesoło.