Hotel Safona. Wbrew zasadom - Ola Maj

-
Proszę czekać

Punktualnie o szóstej czterdzieści Baryła otworzył szklane drzwi sali śniadaniowej i zostawił je lekko uchylone. Wrócił do pomieszczenia i z uwagą nalał sobie filiżankę kawy. Pociągnął pierwszy łyk i zamruczał.

- Dzień dobry, można?

Do sali wsunął głowę mężczyzna z fryzurą na piłkarza.

- Tak, zapraszam - odpowiedział i hotelowy gość wraz ze stojącym za nim towarzyszem wszedł do środka.

Panowie nalali sobie po szklance wody i zajęli miejsce przy stoliku pod ścianą. Baryła cofnął się w stronę tylnych drzwi prowadzących na zaplecze, skąd później uzupełniano śniadaniowy bufet, i spokojnie dopił kawę. Odniósł filiżankę, a następnie przeciągnął wzrokiem po szwedzkim stole, upewniając się, że wszystko leży równo i jak należy.

Hotelowi goście nałożyli już sobie na talerze posiłki i wrócili do wcześniej wybranego stolika. Młodszy z mężczyzn przekroił bułkę, posmarował ją cienko masłem i ułożył na połówce wędlinę i ser.

- Wiesz, Adam - zwrócił się do swojego towarzysza - myślę, że jednak trochę za mało u ciebie zarabiam.

Siedzący naprzeciwko dwudziestoośmiolatek zmarszczył czoło i podniósł na niego wzrok.

- Za mało?

- Pięć tysięcy na rękę w obecnych czasach tyłka nie urywa.

Adam Urbek mało się nie zapowietrzył, ale zapanował nad sobą.

- No wiesz - żachnął się - dolicz do tego pełne ubezpieczenie, firmowe auto, darmowe paliwo. To wszystko kosztuje.

Młody blondyn machnął ręką i przełknął spory kęs bułki.

- Życie też, inflacja, koszty rosną, czynsze, opłaty.

- Czekaj, czekaj - Urbek przerwał mu, a na jego czole pojawiła się bruzda - czy ty mnie prosisz o podwyżkę?

Młody parsknął i pokręcił głową.

- Nie, skąd. Sugeruję tylko, że mógłbym jednak zarabiać więcej.

W tej samej chwili wysunął do przodu wolną dłoń i położył ją na ręce swojego partnera, lekko gładząc jego skórę palcami.

- Jesteśmy razem, więc chyba wypadałoby, żebym jako twój partner miał w firmie trochę więcej do powiedzenia, co?

Urbek aż się wyprostował.

- Darek, my nie jesteśmy parą - powiedział, a w jego głosie pobrzmiała suchość - Spotykamy się od dwóch tygodni i spaliśmy ze sobą raptem dwa razy. Czy ty trochę nie przesadzasz?

Blondyn aż otworzył usta z zaskoczenia.

- Co proszę? - jęknął.

- No tak wygląda sytuacja, bądźmy realistami.

Zapadła napięta cisza, a Baryła, który wciąż kręcił się przy głównym stole z posiłkami, nadstawił ucha.

Towarzysz Adama Urbka przez dłuższy moment milczał, potem upił łyk kawy, a jego twarz stwardniała. Najpierw zniknęła z niej niepewność, a zaraz potem uprzejmość.

- Ja jestem realistą, Adam - rzucił cierpko - mam rozumieć, że jestem tylko twoim pracownikiem, którego w wolne dni ruchasz, tak?

- Jezus, Darek...

- No co? Nie jest tak?

- Fajnie nam było te dwa ostatnie tygodnie, ale jeśli z tego powodu naciskasz na podwyżkę albo jakieś wpływy w mojej firmie, to za daleko lecisz.

Oczy blondyna się zwęziły i ładny dotąd chłopak jakby się zmienił.

- Nie sądzę - powiedział.

Mężczyźni mierzyli się spojrzeniami.

- Mam ci więcej płacić, bo jesteśmy kochankami? - zapytał wprost Urbek.

- Tak.

Krótka, oschła, i co gorsza twierdząca odpowiedź zmroziła mężczyznę.

- Jaja sobie robisz?

- A wyglądam?

- Darek... - westchnął brunet - Nie rób tego, naprawdę.

- Bo co? Bo myślisz, że jestem jakimś zerem? Do wyruchania i po sprawie?

- Darek...

- No do chuja. Chcę zarabiać osiem kafli na rękę i mam w dupie te twoje westchnienia. Jasne?

Adam Urbek mało nie zakrztusił się kawą, a potem przez kilka dziwnie długich sekund myślał nad odpowiedzią.

- Słuchaj - zaczął wreszcie - Nie przynosisz firmie takich pieniędzy, żebym miał ci płacić osiem tysięcy na rękę. Cenię twoją pracę i ciebie, ale nie będę ci płacił za to, że dwa razy uprawialiśmy seks.

- Będziesz - odparł blondyn i zacisnął usta.

- Szantażujesz mnie?

- Nie, informuję tylko, jakie są moje warunki.

- W takim razie to był nasz ostatni seks - odparł zdecydowanie Urbek.

Blondyn wzruszył tylko ramionami.

- Wisi mi to - powiedział - twój tyłek nie jest aż tak boski, jak ci się wydaje, ale z pewnością nie chciałbyś, żeby pozostali w firmie o tym wiedzieli.

Przez twarz Adama Urbka przemknął cień, a zaraz potem na jego policzki uwidoczniły się wypieki.

- Nawet mnie nie wkurwiaj - syknął.

- Osiem tysięcy, Adam - powtórzył blondyn - od kolejnego miesiąca.

- Pierdol się.

- Z tobą nie zamierzam, ale hajs mi się należy.

- Za co, człowieku?! - Urbek podniósł głos.

- No cóż, za lizanie twojego rowa.

Kręcący się po sali Baryła ledwo wytrzymał i zacisnął usta, zanim parsknął. Chwilę później zaczął się krztusić i musiał wyjść na zaplecze. Wykaszlał się porządnie, otarł łzę, która napłynęła mu do oka, i dopiero gdy się uspokoił, wrócił na swoje miejsce pracy.

Do pomieszczenia zdążyły wejść dwie kobiety, które właśnie sięgały po talerze, a przy stoliku pod ścianą siedział już tylko blondyn. Mężczyzna wyglądał na zadowolonego z siebie i z werwą pałaszował jajecznicę.

Baryła w duchu ucieszył się, że sam jest już poza tym całym gejowskim światkiem i jego dramami. Zamiast aktywnego uczestnictwa w gierkach i układach mógł wreszcie wszystko obserwować z boku. Bez alkoholu pulsującego w żyłach te obserwacje były nawet interesujące.

Sala zaczęła się powoli zapełniać, a on zajął się pracą.

W międzyczasie przez szklane drzwi zauważył też wchodzącą do hotelu Jankę. Dziewczyna spojrzała w jego kierunku, więc kiwnął głową na powitanie, a ona mu pomachała.