Hotel Safona. Szczęśliwa trzynastka - Ola Maj
8.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Około godziny piętnastej drzwi Hotelu Safona otworzyły się, wydając przy tym krótkie zgrzytnięcie, tak jakby o coś ocierały. Janka uniosła wzrok i zarejestrowała oryginalną postać wchodzącą do lobby. Dość wysoka osoba o wyrazistej, nieco androgynicznej urodzie miała krótko ścięte włosy w kolorze ciemnego popielu i wąskie okulary w matowej czerni. Jej starannie dobrana biżuteria z metalu i szkła od razu rzucała się w oczy i nawet z odległości tych kilku metrów od drzwi do recepcji, przyciągała uwagę. W pierwszej chwili Janka nie miała pewności czy gość jest kobietą, czy mężczyzną, ale dziwna aura porządku i ciepłej harmonii, jaka od tej postaci biła, sprawiła, że przestała o tym myśleć. Postać uśmiechnęła się do niej i pewnym siebie krokiem podeszła do kontuaru.
- Dzień dobry - przywitała się i oparła palce o blat z delikatnością, która kontrastowała z pewnym, nisko brzmiącym głosem. - Luno Marchwicka, jestem umówione na rozmowę o pracę.
Przez ułamek sekundy Janka nie była pewna, czy dobrze zrozumiała. Luno sugerowało imię męskie, nazwisko brzmiało kobieco, a forma " jestem umówione " nie pasowała do żadnej płci.
- Dzień dobry, miło mi poznać - odparła i zwróciła uwagę na dłuższe paznokcie o neutralnych kolorach, których stonowany styl przecinały mocne geometryczne akcenty. - Już dzwonię do szefowej.
- Dziękuję bardzo - odparło Luno.
Studentka chwyciła za telefon i zaanonsowała gościa, a później wstała z fotela i zaprosiła oryginalną osobę do gabinetu Marii Kosiewicz. Gdy tylko potencjalny nowy pracownik zniknął za drzwiami, dwudziestodwuletnia blondynka wróciła na swoje miejsce i odpaliła Internet. Chwilę zajęło jej wyszukanie zaimków, jakimi dzisiaj można się było określać i powiązanie ich z tożsamością danej osoby, a później z zainteresowaniem zanurzyła się w lekturze. Choć mieszkała w wielkim mieście i studiowała psychologię, jeszcze nigdy dotąd nie poznała osoby niebinarnej i nie miała pojęcia, jak się do niej poprawnie zwracać, ani czego unikać, by drugiego człowieka nie zranić. Kiedy z uwagą wczytywała się w to, że osoby niebinarne nie identyfikują się do końca ani z płcią żeńską, ani męską i pozostają poza tradycyjnym i znanym powszechnie podziałem płci, Luno właśnie siedziało w fotelu naprzeciwko biurka Marii Kosiewicz i słuchało jej kolejnego pytania.
- W życiorysie widzę, że pracowałaś i nadal pracujesz w sektorze reklamy i marketingu, ale odpowiedziałaś na nasze ogłoszenie do pracy w recepcji? - zapytała Maria Kosiewicz i przeniosła wzrok znad wydrukowanego CV na swojego gościa.
- Tak, a dokładniej pracowałom i odpowiedziałom - odparło spokojnie Luno, a w głosie nie zabrzmiał mu nawet cień wyrzutu o niewłaściwie zastosowaną formę. - Na co dzień używam zaimków ono, jemu, jego.
Kosiewicz zerknęła do CV i nie dostrzegła w nim takiej informacji.
- Rozumiem - powiedziała - Nie zauważyłam tego dopisku w życiorysie.
Luno się uśmiechnęło.
- Tak, wiem, celowo go nie dodaję, bo ludzie mają obawy, że w rozmowie powiedzą coś nie tak i nie zapraszają mnie na spotkania rekrutacyjne, więc... pomijam tę kwestię - wyjaśniło spokojnie i dodało: - W rozmowie na żywo wszystko wygląda inaczej niż na papierze.
- To prawda - potwierdziła Kosiewicz i odniosła wrażenie, że rozmawia z wyjątkowo szczerym człowiekiem. Spodobało jej się to. - Czyli zwracać się do ciebie zaimkami ono, jemu, jego, tak?
- Tak, będę wdzięczne - skinęło Luno, minimalnie przeczesało palcami swoje krótkie włosy w kolorze popielu i nie chcąc, żeby temat zbiegł teraz na inkluzywność i zaimki, pociągnęło kwestię pracy: - Odpowiadając dalej na pani pytanie, mam dwadzieścia siedem lat i od ponad dziewięciu pracuję całkowicie zdalnie. Głównie jest to marketing, prowadzenie profili społecznościowych dla firm, video, rolki, stories i szeroko pojęta reklama, ale od dłuższego czasu czuję, że muszę wyjść do ludzi i że siedzenie wciąż w zamknięciu czterech domowych ścian mocno mnie ogranicza. Szukam czegoś nowego, ale nie na cały etat, dlatego państwa ogłoszenie o pracy w weekendy idealnie trafia w moje potrzeby.
Kosiewicz uniosła brew i przyjrzała się siedzącej naprzeciwko niej postaci. Luno sprawiało wrażenie osoby pewnej siebie, konkretnej ale i miało w sobie coś empatycznego, mocno wrażliwego. Wyrazistość połączona ze spokojem.
- Rozumiem, dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
- A do cech wpisanych w CV dorzucę jeszcze odpowiedzialność, punktualność i elastyczność - powiedziało - Zależy mi na tym, żeby w życiu robić coś nowego, ale jeśli w międzyczasie zajęć na recepcji byłaby też opcja popracowania nad mediami społecznościowymi państwa hotelu, to chętnie się tym zajmę.