Hotel Safona. Sponsoring - Ola Maj

Kup ebooka

8.99 zł

-
Proszę czekać

Dopiero przed trzynastą drzwi obiektu się otworzyły i do środka weszły dwie kobiety. Janka uniosła na nie wzrok o sekundę później niż czujne Luno i już po tym jednym spojrzeniu wiedziała, że ma przed sobą zupełnie nietypowy duet. Pierwsza z kobiet weszła do lobby spokojnym, wyważonym krokiem, jakby przestrzeń automatycznie się przed nią porządkowała. Wysoka, szczupła, w idealnie skrojonym płaszczu w odcieniu kości słoniowej, z włosami gładko upiętymi w niski kok. Jej twarz była spokojna, niemal nieruchoma, a spojrzenie chłodne i uważne, jakby odruchowo skanowała otoczenie pod kątem standardów, które albo zostaną spełnione, albo nie. Torebkę trzymała w zgięciu łokcia, a każdy jej ruch był oszczędny i precyzyjny. Druga kobieta wpadła do hotelu niemal równo z nią, ale była jakby z zupełnie innego świata. Drzwi nie zdążyły się jeszcze dobrze zamknąć, a już po lobby poniósł się jej śmiech - głośny, swobodny, absolutnie nieskrępowany. Krótką, obcisłą kurtkę miała niedbale zarzuconą na ramiona, a spod niej wystawał zbyt krótki top, który odsłaniał płaski, opalony brzuch. Jej długie, sztuczne rzęsy trzepotały przy każdym mrugnięciu, a tipsy w jaskrawym kolorze stukały o ekran niesionego telefonu. Energiczna, młodsza kobieta rozejrzała się po wnętrzu z bezczelną, ale nieskrywaną ciekawością.

- Ooo, ale tu elegancko - rzuciła, przeciągając samogłoski. - Jak w jakimś serialu, haha!

Jej dystyngowana towarzyszka nawet na nią nie spojrzała i zatrzymała się dopiero przy recepcji. Spojrzała na dwie osoby za kontuarem i odezwała niskim, opanowanym głosem.

- Dzień dobry. Małgorzata Potocka. Mam u państwa rezerwację.

Stała wyprostowana, dłonie miała splecione luźno przed sobą, jakby obecność nieokrzesanej towarzyszki była jedynie drobnym zakłóceniem, z którym nie warto się konfrontować publicznie.

- Już sprawdzam - odparło Luno, a Janka kątem oka zerknęła na drugą z pań, która w tym czasie podeszła bliżej i oparła się o kontuar tak, że odsłoniła nagie biodro.

- Cześć, jestem Cziki - przedstawiła się wesoło.

Luno uniosło lekko brew, przyglądając się tej scenie z wyraźnym zainteresowaniem. Kontrast był niemal teatralny. Jedna kobieta wyglądała, jakby przyszła podpisać umowę na miliony, druga jakby właśnie wpadła na spontaniczny wypad bez zahamowań.

- Pani Potocka, zgadza się - powiedziało Luno, zerknąwszy na monitor. - Pokój Egzotyczne klimaty jest już gotowy.

- Doskonale - odparła Potocka, ledwie skinąwszy głową.

- Miło nam panie gościć - dodało Luno i spojrzało na Jankę, jakby szukało podpowiedzi, co robić dalej.

Blondynka sięgnęła po klucz do apartamentu i kartkę z regulaminem.

- Pobyt został opłacony z góry, więc witamy w Hotelu Safona. Proszę bardzo - powiedziała i podała Potockiej obie trzymane rzeczy - Apartament znajduje się w głębi korytarza i ma tabliczkę z nazwą, a tutaj dla pań regulamin pobytu.

- Dziękuję - Głos Potockiej był oschły, ale wyrażał satysfakcję.

Dopiero teraz kobieta w płaszczu w odcieniu kości słoniowej zerknęła na swoją towarzyszkę.

- Możemy już iść - stwierdziła krótko.

- Spokojnie kotku - odparła wesoło Cziki - Daj się trochę rozejrzeć, ależ ta przestrzeń jest piękna! - dodała i powiodła wzrokiem po lobby.

- Możemy już iść - powtórzyła Potocka i zdawała się gromić niesforną towarzyszkę wzrokiem.

Cziki wyszczerzyła zęby i zaśmiała się głośno, a potem, zupełnie jakby nie widziała różnicy między sobą i Potocką, wesoło klepnęła ją w tyłek.

- Cziki! - Elegancka gościni mało nie podskoczyła - Idziemy do pokoju!

Janka i Luno wymienili szybkie spojrzenia.

- No już lecę, lecę - odparła dziewczyna w obcisłej kurtce, a potem mrugnęła do Janki i dodała rubasznie: - Ona nie może się już mnie doczekać.

Twarz Małgorzaty Potockiej zalało coś między rumieńcem wstydu i niedowierzania. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę korytarza wskazanego wcześniej przez Jankę.

Cziki zachichotała i pobiegła za nią w podskokach.

- Już pędzę, już pędzę!

Dopiero gdy oryginalny duet zniknął za drzwiami, Janka parsknęła, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Luno przez chwilę milczało, jakby próbowało poukładać w głowie to, co właśnie zobaczyło. Oparło dłonie o blat kontuaru, prostując palce z niemal mechaniczną precyzją.

- Co za parka - wyrwało się Jance.

- O tak - przytaknęło z cichym uśmiechem. - Mam przeczucie, że w tym hotelu nie będę się nudzić.