Hotel Safona. Granice - Ola Maj

Reflow text when sidebars are open.
Janka dopiero od kilkunastu minut siedziała za recepcyjnym kontuarem, a już zdążyła wymeldować trzy osoby. Teraz stała przed nią para na oko czterdziestolatek, która właśnie położyła na blacie klucz do pokoju.
- I to wszystko - powiedziała dziewczyna, zerkając ostatni raz na ekran komputera. - Pobyt mają panie w całości opłacony. Mam nadzieję, że dobrze się u nas spało?
- Bardzo dobrze - odpowiedziała pierwsza z kobiet i uśmiechnęła się szeroko. - Nawet za dobrze. Już słyszę marudzenie, że w domu nie mamy takiego materaca.
- Bo nie mamy - wtrąciła jej partnerka. - I po dwóch nocach tutaj zamierzam naciskać na wymianę.
Janka parsknęła śmiechem.
- W takim razie pozostaje mi zaprosić panie do nas ponownie.
- Na pewno wrócimy.
- Tak, ale w domu materac musimy mieć nowy - dorzuciła druga gościni. - Nie ma opcji!
- No już tam, już - śmiała się jej towarzyszka.
Chwilę później panie pożegnały się, zabrały stojące przy nogach walizki i ruszyły do wyjścia. Janka odprowadziła je wzrokiem, a potem zaznaczyła zwolniony pokój w systemie.
Z sali śniadaniowej wysunęła się łysa głowa Baryły.
- Janeczka!
- Tak? - Dziewczyna spojrzała w jego stronę.
- Chcesz coś zjeść?
- Jadłam już, dzięki.
- Kiedy?
- Przed pracą.
Roman zmrużył oczy.
- Czyli dawno.
- Jakie dawno? - zaśmiała się. - Normalnie rano.
Baryła zignorował protest i wychylił się nieco bardziej.
- Chodź sobie coś nałóż. Dzisiaj goście jedli jak wróbelki, a zostało tego tyle, że mnie serce boli. Nie lubię wyrzucać jedzenia.
- Ale naprawdę nie jestem głodna.
- A o to akurat cię nie pytałem.
Janka popatrzyła na niego z rozbawieniem.
- To o co pytałeś?
- Czy chcesz coś zjeść. To zupełnie inne pytanie - mrugnął.
- Roman, przecież ja dopiero zaczęłam pracę.
- No i co z tego? - Wzruszył ramionami. - Praca nie ucieknie, a naleśniki wystygną. Takie pyszne są dzisiaj, no mówię ci.
Dziewczyna zerknęła na puste lobby, później na ekran komputera i w końcu skapitulowała.
- Dobra. Jednego.
- Jasne. Jednego - zgodził się Baryła tonem człowieka, który kompletnie jej nie wierzył.
Janka wstała i przeszła do pustej sali śniadaniowej. Na szwedzkim stole rzeczywiście zostało zaskakująco dużo jedzenia. Wzięła talerzyk, położyła na nim naleśnika, dorzuciła kawałek pleśniowego sera - bo tak ładnie się prezentował - i przez chwilę zastanawiała się nad małą kiełbaską.
- No bierz, bierz - odezwał się zza jej pleców Roman.
Obejrzała się.
- Ty mnie pilnujesz?
- Pilnuję kiełbasek. Bierz, bo się zmarnują.
- Jezu, dobra.
Dołożyła jedną na talerz.
- No. Teraz jestem trochę bardziej spokojny - oznajmił z zadowoleniem. - Poza tym jesteś za chuda.
- Wcale nie! - zaprotestowała.
- Mam dobry wzrok, wiem co mówię.
Janka przewróciła oczami.
- Idę, zanim zaczniesz mi dokładać.
- Smacznego!
- Dzięki.
Wróciła za kontuar i postawiła talerzyk obok klawiatury. Nadziała na widelec kawałek naleśnika i wsunęła go do ust. Był jeszcze ciepły.
- Chorobcia, faktycznie dobry - mruknęła do siebie.
Z sali śniadaniowej natychmiast dobiegł ją głos Romana.
- Słyszałem!
Janka roześmiała się z pełnymi ustami i pokręciła głową. Usiadła wygodniej, przesunęła talerzyk bliżej siebie i zabrała się za jedzenie, zerkając jednocześnie na recepcyjny monitor.
Nie zdążyła zjeść nawet połowy naleśnika, kiedy zadzwonił telefon.
Szybko przełknęła to, co miała w ustach i sięgnęła po słuchawkę.
- Hotel Safona, dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Chciałabym zarezerwować pokój Atramentowy z huśtawką - odezwała się kobieta. - Najlepiej na najbliższą sobotę, na jedną noc.
- Oczywiście, już sprawdzam dostępność.
Przytrzymała słuchawkę ramieniem i szybko odnalazła właściwy pokój w systemie. Sobota była wolna.
- Tak, mamy dostępny termin. Rezerwacja dla jednej osoby?
- Nie, dla dwóch.
Kobieta podała swoje dane, a Janka sprawnie wprowadziła je do systemu. Po chwili potwierdziła jeszcze cenę, termin i godzinę rozpoczęcia doby hotelowej. Przypomniała też o bezzwrotnej zaliczce w wysokości dwudziestu procent i poinformowała klientkę, że zaraz wyśle do niej e-mail z danymi do przelewu.
- Super, bardzo pani dziękuję.
- Również dziękujemy i zapraszamy w sobotę.
Odłożyła słuchawkę i sięgnęła po widelec.
- No chodź tu naleśniczku... - mruknęła do pozostawionego na talerzyku ostatniego kawałka.
Telefon zadzwonił ponownie, a ona zatrzymała widelec w połowie drogi do ust.
- Serio? - mruknęła z niedowierzaniem.
Odłożyła go z powrotem na talerz i odebrała.
- Hotel Safona, dzień dobry. W czym mogę pomóc?