Hotel Safona. Ciśnienie - Ola Maj

Kup ebooka

8.99 zł

-
Proszę czekać

Dochodziła godzina czternasta, gdy siedząca w recepcji i skupiona na ekranie Maria Kosiewicz musiała oderwać się od załatwianej właśnie sprawy. Do hotelu weszła para młodych kobiet, które radośnie, ale i dość piskliwie się ze sobą przekomarzały. Zanim nowe gościnie zdążyły podejść do kontuaru, klamka drzwi wejściowych znowu się poruszyła. W hotelowym lobby pojawili się też mężczyźni, którzy wcześniej zostawili swoje bagaże na przechowanie.

- Dzień dobry - przywitała się na oko osiemnastoletnia dziewczyna w czerwonych włosach. - Mamy rezerwację na dziś, na nazwisko Puchalska.

- Dzień dobry, już sprawdzam - odparła i wpisała dane na klawiaturze.

Zanim kliknęła enter, w hallu rozbrzmiały kolejne głosy i przestrzeń tego pomieszczenia wskutek nagłego zagęszczenia zdała się nagle o wiele mniejsza. Kolejni goście przekroczyli próg jej firmy. Kosiewicz uniosła wzrok i zorientowała się, że w kolejce za dwiema wcześniejszymi parami stanęła Hanna Pręgowska. Co ciekawe, tym razem dziennikarka pojawiła się w towarzystwie zupełnie innej dziewczyny.

- Zgadza się, mam pani rezerwację - odpowiedziała czerwonowłosej i skupiła się na niej, choć jej zainteresowanie dotyczące przybycia dziennikarki wyraźnie się wzmogło.

- Świetnie, zapłacę kartą. - odparła dziewczyna.

- Poproszę dowód osobisty.

Młoda kobieta sięgnęła do torebki i podała dokument.

Kosiewicz uśmiechnęła się, zauważywszy, że w swojej ocenie jej wieku pomyliła się ledwie o jeden rok. Według PESEL-u nowa gościni trzy dni temu zaczęła dziewiętnaste urodziny. Wpisała jej dane do systemu i uaktywniła przycisk płatności kartą.

- I gotowe - powiedziała, wskazując terminal. - Tutaj może pani przyłożyć kartę.

Podczas drukowania paragonu Blada sięgnęła po kartkę z regulaminem i klucze do apartamentu. Mimochodem zarejestrowała, że stojąca za mężczyznami Pręgowska właśnie na nią patrzy. Szybko przybrała profesjonalną minę i wysiliła się, żeby sto procent uwagi poświęcić obsługiwanym właśnie kobietom. Odpowiedziała na ich pytania i wyjaśniła, jak dotrzeć do wybranego pokoju, a następnie z uśmiechem przekazała klucze.

- Życzę paniom udanego pobytu - dopowiedziała.

- Dziękujemy! - odparły piskliwym chórkiem.

- A, momencik, proszę mi jeszcze przypomnieć, o której jest śniadanie? - zapytała partnerka czerwonowłosej.

- Między siódmą a dziewiątą rano - Kosiewicz wskazała na pomieszczenie znajdujące się za hotelowym lobby - Serwujemy je w tamtej sali, zapraszamy serdecznie.

Dziewczyny odwróciły się automatycznie we wskazanym kierunku, a potem zgodnie skinęły głowami. Trudno powiedzieć dlaczego, ale Bladej skojarzyło się to z figurką pieska umieszczanego w starych samochodach, tuż przy kierownicy. Psiak siedział tam sobie i podczas jazdy cały czas kiwał głową. Przód, tył, przód, tył. Właścicielka hotelu odepchnęła to irracjonalne skojarzenie, a kiedy gościnie podziękowały i odeszły od recepcji, przeniosła uwagę na parę mężczyzn.

Szatyn z zakolami przysunął się do kontuaru.

- Czy nasz pokój jest już gotowy? - zapytał.

- Oczywiście - odparła i dodała: - Poproszę o dowód osobisty do zameldowania, a tymczasem już podaję panom bagaże.

Zanim gość położył na stole dokument, ona już wyjmowała zza pleców dwie opasłe walizki. Młodszy z mężczyzn poderwał się żwawo i rzucił do pomocy.

- Ja je wezmę - zaoferował i prędko wsunął się za kontuar - Ciężkie są skurczybyki.

- Dziękuję panu bardzo - odparła, a on już trzymał uchwyty w rękach.

Chwilę trwało zanim właścicielka wprowadziła dane do systemu i przeszła całą rutynową procedurę z kolejnymi gośćmi. Mężczyźni sympatycznie ją w tym czasie zagadywali, a ona - choć skoncentrowana na nich - czuła, że lewy policzek pali ją od wwiercającego się w nią wzroku czekającej w kolejce dziennikarki. Słyszała jej swobodną rozmowę z nową partnerką, ale wiedziała, że to nie na nią patrzy kobieta o karmelowych włosach znów upiętych w wysoki kok.

Wreszcie podała parze mężczyzn klucze i życzyła im - podobnie jak poprzedniczkom - udanego pobytu. Panowie rzucili jeszcze jakiś dowcip, a później ruszyli do apartamentu.

Maria sięgnęła po szklankę z wodą i upiła łyk, czując jak zasycha jej w gardle. Nie miała pojęcia skąd ten stan i średnio jej się to podobało.

- Dzień dobry - odezwała się Hanna Pręgowska, a dźwięk jej głosu wywołał w Marii dziwne podekscytowanie.

- Witamy serdecznie - odparła, nie wspomniawszy nawet słowem o tym, że dziennikarka już tutaj była. Pomyślała, że skoro jest z inną kobietą, to może chce to zachować w tajemnicy. I... chyba miała rację.

W następnym zdaniu redaktorka miejskiego portalu zabrzmiała wyjątkowo rzeczowo.

- Mamy rezerwację na dzisiaj, pokój antracytowy, nazwisko Pręgowska.

- Już sprawdzam.

Wpisała dane do komputera i zobaczyła na monitorze rezerwację. Zanim odpowiedziała, spojrzała też kątem oka na nową towarzyszkę kobiety. Ta była zdecydowanie młodsza niż poprzedniczka, seksowna, bardzo szczupła, a przy włosach ściętych na ultra krótkiego jeża i dość wklęsłych policzkach, wydawała się wręcz wychudzona.

- Tak, zgadza się, jest rezerwacja. - powiedziała, otrząsając się szybko z chwili straconej koncentracji.

Podniosła wzrok i zauważyła, że kąciki ust dziennikarki lekko drżą. Było w tej minie jakieś... niedopowiedzenie?

- Poproszę dowód osobisty - rzuciła formułką, choć obie kobiety wiedziały, że dane dziennikarki z jej poprzedniego meldunku wciąż są w pamięci hotelowej bazy danych. Stojąca przed kontuarem trzydziestodziewięciolatka z eleganckim kokiem miała ochotę się roześmiać, ale tego nie zrobiła. Bez słowa podała dokument.

- A przy okazji... - odezwała się nagle - Pracuję dla internetowego portalu miasta Wrocław i szykuję artykuł w temacie " Między prywatnością a widocznością - kto naprawdę potrzebuje queerowych przestrzeni?", czy istniałaby możliwość porozmawiania w tym temacie z właścicielką tego hotelu lub mogłabym liczyć na krótki wywiad? - dopytała.

Blada dokończyła mistyfikację wpisywania danych na klawiaturze, a potem odpowiedziała dokładnie tak, jak na to pewnie liczyła Pręgowska.

- Oczywiście, miło mi panią poznać, to ja jestem właścicielką i z przyjemnością wezmę udział w takiej rozmowie. Dobra reklama na pewno nam się przyda.

- Świetnie, dziękuję - ucieszyła się Pręgowska, a kiedy chwilę później wzięła podane jej klucze, od razu przekazała je swojej szczupłej towarzyszce. - Poczekasz na mnie w środku? - poprosiła. - To mi zajmie może dziesięć, piętnaście minut.