Homo deus. Krótka historia jutra - Yuval Noah Harari

Kup ebooka

59.90 zł
46.71 zł (46,12 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bo­go­wie pla­nety Ziemi

Po­szu­ku­jąc roz­ko­szy i nie­śmier­tel­no­ści, lu­dzie w rze­czy­wi­sto­ści sta­rają się wsko­czyć na po­ziom bo­gów. Nie cho­dzi tylko o to, że wieczna roz­kosz i nie­śmier­tel­ność to bo­skie atry­buty, lecz także o to, że aby po­ko­nać sta­rość i nie­szczę­ście, lu­dzie będą naj­pierw mu­sieli po­siąść bo­ską wła­dzę nad wła­sną bio­lo­giczną pod­stawą. Je­śli zy­skamy kie­dyś moc po­zwa­la­jącą nam usu­nąć groźbę śmierci i bólu, ta sama moc wy­star­czy praw­do­po­dob­nie do nie­mal do­wol­nego prze­kształ­ca­nia na­szego or­ga­ni­zmu, do ma­ni­pu­lo­wa­nia na nie­zli­czone spo­soby na­szymi or­ga­nami, emo­cjami i in­te­li­gen­cją. Bę­dziemy mo­gli ku­pić so­bie siłę Her­ku­lesa, zmy­sło­wość Afro­dyty, mą­drość Ateny albo sza­leń­stwo Dio­ni­zosa - je­śli aku­rat to bę­dzie nam od­po­wia­dało. Aż do­tych­czas po­więk­sza­nie wła­dzy czło­wieka po­le­gało prze­waż­nie na uno­wo­cze­śnia­niu na­szych ze­wnętrz­nych na­rzę­dzi. W przy­szło­ści może się ono opie­rać bar­dziej na uno­wo­cze­śnia­niu ludz­kiego ciała i umy­słu albo na bez­po­śred­nim łą­cze­niu ich z uży­wa­nymi przez nas na­rzę­dziami.

Upgra­do­wa­nie lu­dzi do bo­gów może się do­ko­ny­wać na trzech dro­gach: bio­in­ży­nie­rii, kon­stru­owa­nia cy­bor­gów oraz kon­stru­owa­nia istot nie­orga­nicz­nych.

Punk­tem wyj­ścia bio­in­ży­nie­rii jest spo­strze­że­nie, że nie wy­ko­rzy­sta­li­śmy jesz­cze peł­nego po­ten­cjału tkwią­cego w ży­wych or­ga­ni­zmach. Przez cztery mi­liardy lat do­bór na­tu­ralny nie­ustan­nie przy nich maj­stro­wał i je po­pra­wiał, dzięki czemu ewo­lu­owa­li­śmy od ameb do ga­dów, na­stęp­nie do ssa­ków i do sa­pien­sów. Jed­nak nic nie wska­zuje na to, by na­le­żało uznać nasz ga­tu­nek za ostatni przy­sta­nek na tej dro­dze. Po to, by prze­kształ­cić homo erec­tus (który po­tra­fił wy­twa­rzać krze­mienne noże, ale poza tym nie miał żad­nych szcze­gól­nie im­po­nu­ją­cych osią­gnięć) w homo sa­piens (który pro­du­kuje statki ko­smiczne i kom­pu­tery), wy­star­czyły sto­sun­kowo nie­wiel­kie zmiany w ge­nach, hor­mo­nach i neu­ro­nach. Kto wie, co mo­głoby wy­nik­nąć z wpro­wa­dze­nia kilku do­dat­ko­wych zmian w na­szym DNA, ukła­dzie hor­mo­nal­nym czy struk­tu­rze mó­zgu. Bio­in­ży­nie­ria nie chce cze­kać cier­pli­wie, aż do­bór na­tu­ralny wy­cza­ruje coś no­wego. Bio­in­ży­nie­ro­wie za­mie­rzają wziąć stare, znane ciało sa­piensa i ce­lowo prze­ro­bić mu kod ge­ne­tyczny, po­zmie­niać po­łą­cze­nia w mó­zgu, zna­leźć inną rów­no­wagę bio­che­miczną, a na­wet wy­ho­do­wać zu­peł­nie nowe koń­czyny. Stwo­rzą nowe istoty bo­skie, które mogą być tak różne od nas, sa­pien­sów, jak my je­ste­śmy różni od homo erec­tus.

Kon­stru­owa­nie cy­bor­gów ma pójść o krok da­lej: cho­dzi o pod­łą­cze­nie do ży­wego or­ga­ni­zmu urzą­dzeń nie­orga­nicz­nych, na przy­kład bio­nicz­nych rąk, sztucz­nych oczu albo mi­lio­nów na­no­ro­bo­tów, które będą krą­żyły w na­szym krwio­biegu, dia­gno­zo­wały pro­blemy i na­pra­wiały uszko­dze­nia. Taki cy­borg mógłby mieć umie­jęt­no­ści znacz­nie prze­kra­cza­jące zdol­no­ści ży­wego or­ga­ni­zmu. Weźmy choćby pod uwagę, że wszyst­kie czę­ści ży­wego or­ga­ni­zmu mu­szą znaj­do­wać się ze sobą w bez­po­śred­nim kon­tak­cie, aby funk­cjo­no­wać. Je­śli mózg sło­nia jest w In­diach, jego oczy i uszy w Chi­nach, a stopy w Au­stra­lii, to ten słoń naj­praw­do­po­dob­niej nie żyje, a na­wet je­śli w ja­kimś ta­jem­ni­czym sen­sie jest żywy, to nie wi­dzi, nie sły­szy ani nie cho­dzi. Na­to­miast cy­borg mógłby ist­nieć w wielu miej­scach rów­no­cze­śnie. Le­karka-cy­borg mo­głaby wy­ko­ny­wać na­głe ope­ra­cje w To­kio, Chi­cago i na sta­cji ko­smicz­nej na Mar­sie, nie opusz­cza­jąc w ogóle swo­jego ga­bi­netu w Sztok­hol­mie. Po­trzebne by­łyby do tego tylko szyb­kie po­łą­cze­nie in­ter­ne­towe oraz kilka par bio­nicz­nych oczu i rąk. A gdy się nad tym za­sta­no­wić, to wła­ści­wie dla­czego p a r? Czemu nie mia­łyby być po­czwórne? W rze­czy­wi­sto­ści tak na­prawdę te "koń­cówki" są w ogóle zby­teczne. Po co le­karka-cy­borg mia­łaby trzy­mać skal­pel w dłoni, skoro mo­głaby po­łą­czyć swój umysł bez­po­śred­nio z in­stru­men­tem?

Może to brzmi jak science fic­tion, ale tak wy­gląda już rze­czy­wi­stość. Nie­dawno małpy na­uczyły się ob­słu­gi­wać (za po­śred­nic­twem elek­trod wsz­cze­pio­nych do mó­zgu) odłą­czone od ciała bio­niczne dło­nie i stopy. Spa­ra­li­żo­wani pa­cjenci po­tra­fią po­ru­szać bio­nicz­nymi koń­czy­nami albo ob­słu­gi­wać kom­pu­ter wy­łącz­nie siłą my­śli. Gdyby ktoś chciał, może już te­raz ste­ro­wać zdal­nie urzą­dze­niami elek­trycz­nymi w swoim domu z uży­ciem "czy­ta­ją­cego w my­ślach" elek­trycz­nego ka­sku. Ten kask nie wy­maga żad­nych im­plan­tów w mó­zgu. Działa na za­sa­dzie od­czy­ty­wa­nia sy­gna­łów elek­trycz­nych prze­bie­ga­ją­cych przez skórę głowy. Je­śli chce się włą­czyć świa­tło w kuchni, wy­star­czy wło­żyć kask, wy­obra­zić so­bie ja­kiś za­pro­gra­mo­wany wcze­śniej znak my­ślowy (na przy­kład wy­obra­zić so­bie ruch pra­wej ręki), a świa­tło się włą­czy. Ta­kie ka­ski można ku­pić w in­ter­ne­cie za je­dyne 400 do­la­rów[43].

Na po­czątku 2015 roku kil­ku­set pra­cow­ni­kom no­wo­cze­śnie urzą­dzo­nej firmy Epi­cen­ter w Sztok­hol­mie wsz­cze­piono w dło­nie mi­kro­chipy wiel­ko­ści ziarnka ryżu. Za­wie­rają one sper­so­na­li­zo­wane in­for­ma­cje za­bez­pie­cza­jące i po­zwa­lają pra­cow­ni­kom otwie­rać drzwi oraz ob­słu­gi­wać kse­ro­ko­piarki za po­mocą zbli­że­nia dłoni. Au­to­rzy tego po­my­słu mają na­dzieję, że wkrótce w ten sam spo­sób bę­dzie można do­ko­ny­wać płat­no­ści. Je­den z nich, Han­nes Sjöblad, tak wy­ja­śniał tę ini­cja­tywę: "Przez cały czas znaj­du­jemy się w sta­łej in­te­rak­cji z tech­no­lo­gią. Robi się to tro­chę skom­pli­ko­wane: po­trze­bu­jemy róż­nych PIN-ów i ha­seł. Czy nie by­łoby ła­twiej wy­ko­rzy­stać zwy­kły do­tyk?"[44].

Jed­nak na­wet pro­jek­to­wa­nie cy­bor­gów to sto­sun­kowo kon­ser­wa­tywne po­dej­ście, po­nie­waż za­kłada, że ośrod­kami za­rzą­dza­ją­cymi ży­ciem na­dal będą mó­zgi tkwiące w ży­wych or­ga­ni­zmach. Śmiel­sze po­dej­ście głosi, że bę­dzie można się obyć bez żad­nych ele­men­tów or­ga­nicz­nych i kon­stru­ować istoty cał­ko­wi­cie nie­orga­niczne. Sieci neu­ro­nów za­stąpi in­te­li­gentne opro­gra­mo­wa­nie, które bę­dzie mo­gło sur­fo­wać za­równo w świe­cie wir­tu­al­nym, jak i nie­wir­tu­al­nym, wolne od ogra­ni­czeń che­mii or­ga­nicz­nej. Po czte­rech mi­liar­dach lat w kró­le­stwie związ­ków or­ga­nicz­nych ży­cie wy­rwie się na bez­kre­sne prze­strze­nie sfery nie­orga­nicz­nej i za­cznie przyj­mo­wać kształty, któ­rych nie po­tra­fimy so­bie wy­obra­zić na­wet w naj­śmiel­szych ma­rze­niach. Bo prze­cież na­sze naj­śmiel­sze ma­rze­nia są na­dal wy­two­rem che­mii or­ga­nicz­nej.

Wy­rwa­nie się z kró­le­stwa che­mii or­ga­nicz­nej mo­głoby rów­nież po­zwo­lić ży­ciu wy­do­stać się w końcu poza na­szą pla­netę. Przez cztery mi­liardy lat ży­cie po­zo­sta­wało ogra­ni­czone do tej ma­leń­kiej kropki, jaką jest Zie­mia. Do­bór na­tu­ralny spra­wiał, że wszyst­kie or­ga­ni­zmy były cał­ko­wi­cie za­leżne od wy­jąt­ko­wych wa­run­ków pa­nu­ją­cych na tej krą­żą­cej w ko­smo­sie ska­li­stej kuli. Na­wet naj­bar­dziej od­porne bak­te­rie nie prze­trwają na Mar­sie. Na­to­miast nie­orga­nicz­nej sztucz­nej in­te­li­gen­cji bę­dzie dużo ła­twiej sko­lo­ni­zo­wać obce pla­nety. Za­stą­pie­nie ży­wych or­ga­ni­zmów przez istoty nie­orga­niczne może za­tem za­siać ziarna przy­szłego ga­lak­tycz­nego im­pe­rium, któ­rym będą rzą­dziły istoty po­dobne ra­czej do an­dro­ida Daty niż do ka­pi­tana Kirka ze Star Treka.

Nie wiemy, do­kąd mo­żemy zajść wspo­mnia­nymi ścież­kami ani jak będą wy­glą­dali nasi bo­scy po­tom­ko­wie. Prze­po­wia­da­nie przy­szło­ści ni­gdy nie było ła­twe, a re­wo­lu­cyjne bio­tech­no­lo­gie czy­nią je jesz­cze trud­niej­szym. Już bo­wiem w ta­kich dzie­dzi­nach, jak trans­port, ko­mu­ni­ka­cja i ener­gia wpływ no­wych tech­no­lo­gii jest trudny do prze­wi­dze­nia, a co do­piero po­wie­dzieć o tech­no­lo­giach, któ­rych bę­dziemy uży­wali do uno­wo­cze­śnia­nia lu­dzi. Po­nie­waż tech­no­lo­gie te mają prze­kształ­cać ludz­kie umy­sły i pra­gnie­nia, lu­dzie o dzi­siej­szych umy­słach i pra­gnie­niach z de­fi­ni­cji nie mogą po­jąć ich kon­se­kwen­cji.

Przez ty­siące lat hi­sto­ria pełna była zmian tech­nicz­nych, eko­no­micz­nych, spo­łecz­nych i po­li­tycz­nych. Ale jedna rzecz po­zo­sta­wała stała: samo czło­wie­czeń­stwo. Na­sze na­rzę­dzia i in­sty­tu­cje ogrom­nie się róż­nią od tych z cza­sów bi­blij­nych, ale głę­bo­kie struk­tury ludz­kiego umy­słu po­zo­stają te same. To dla­tego wciąż od­naj­du­jemy sie­bie na kar­tach Bi­blii, w pi­smach Kon­fu­cju­sza czy w tra­ge­diach So­fo­klesa i Eu­ry­pi­desa. Te kla­syczne dzieła stwo­rzyli lu­dzie tacy jak my, dla­tego czu­jemy, że mó­wią o nas. We współ­cze­snych przed­sta­wie­niach te­atral­nych Edyp, Ham­let i Otello mogą no­sić je­ansy i T-shirty oraz mieć konta na Fa­ce­bo­oku, ale ich kon­flikty emo­cjo­nalne są te same co w ory­gi­nal­nej sztuce.

Z chwilą jed­nak gdy tech­no­lo­gia umoż­liwi nam prze­pro­jek­to­wy­wa­nie ludz­kich umy­słów, homo sa­piens znik­nie, ludzka hi­sto­ria do­bie­gnie kresu, a za­cznie się pro­ces cał­kiem no­wego ro­dzaju, pro­ces, któ­rego lu­dzie tacy jak ty i ja nie po­tra­fią zro­zu­mieć. Wielu uczo­nych pró­buje prze­wi­dzieć, jak bę­dzie wy­glą­dał świat w 2100 czy 2200 roku. To strata czasu. Ja­kie­kol­wiek sen­sowne pro­gnozy mu­szą uwzględ­niać ewen­tu­alne prze­kon­stru­owa­nie ludz­kich umy­słów, a to jest nie­moż­liwe. Ist­nieje wiele mą­drych od­po­wie­dzi na py­ta­nie: "W jaki spo­sób lu­dzie o ta­kich umy­słach jak na­sze mo­gliby wy­ko­rzy­stać bio­tech­no­lo­gię?". Nie ma jed­nak żad­nej do­brej od­po­wie­dzi na py­ta­nie: "W jaki spo­sób istoty o i n n e g o typu umy­słach mo­głyby wy­ko­rzy­stać bio­tech­no­lo­gię?". Mo­żemy po­wie­dzieć je­dy­nie tyle, że lu­dzie po­dobni do nas praw­do­po­dob­nie wy­ko­rzy­stają bio­tech­no­lo­gię do prze­pro­jek­to­wa­nia wła­snych umy­słów, a na­sze obecne umy­sły nie są w sta­nie po­jąć, co może na­stą­pić póź­niej.

Cho­ciaż za­tem nie znamy szcze­gó­łów, mo­żemy jed­nak być pewni ogól­nego kie­runku, w któ­rym zmie­rza hi­sto­ria. W XXI wieku trze­cim wiel­kim pro­jek­tem ludz­ko­ści bę­dzie zdo­by­cie bo­skich mocy two­rze­nia i nisz­cze­nia oraz wy­nie­sie­nie homo sa­piens do po­ziomu homo deus. Ten trzeci pro­jekt oczy­wi­ście jest sumą pierw­szych dwóch, one też go pod­sy­cają. Zdol­ność prze­pro­jek­to­wy­wa­nia wła­snego ciała i umy­słu jest nam po­trzebna przede wszyst­kim po to, by unik­nąć sta­ro­ści, śmierci i nie­szczę­ścia, ale gdy już ją po­sią­dziemy, kto wie, co jesz­cze bę­dziemy mo­gli zro­bić dzięki ta­kiej umie­jęt­no­ści. Dla­tego rów­nie do­brze mo­gli­by­śmy po­wie­dzieć, że w pla­nach ludz­ko­ści bę­dzie tak na­prawdę tylko je­den cel (o wielu roz­ga­łę­zie­niach): osią­gnąć bo­skość.

Je­śli brzmi to mało na­ukowo albo wręcz dzi­wacz­nie, to dla­tego, że lu­dzie czę­sto nie­wła­ści­wie ro­zu­mieją zna­cze­nie bo­sko­ści. Bo­skość to nie ja­kiś mgli­sty me­ta­fi­zyczny przy­miot. Nie jest ona rów­nież tym sa­mym co wszech­moc. Gdy mó­wimy o wy­nie­sie­niu lu­dzi do rangi bo­gów, cho­dzi ra­czej o ko­goś ta­kiego, jak greccy bo­go­wie albo hin­du­scy de­wo­wie niż wszech­mo­gący bi­blijny oj­ciec z nieba. Nasi po­tom­ko­wie na­dal będą mieli swoje dzi­wac­twa i ogra­ni­cze­nia, tak jak mieli je Zeus i In­dra. Ale będą po­tra­fili ko­chać, nie­na­wi­dzić, two­rzyć i nisz­czyć na dużo więk­szą skalę niż my.

Przez ty­siąc­le­cia wie­rzono, że bo­go­wie dys­po­nują nie tyle wszech­mocą, ile ra­czej pew­nymi wy­jąt­ko­wymi zdol­no­ściami - na przy­kład zdol­no­ścią wy­my­śla­nia i two­rze­nia istot ży­wych, zdol­no­ścią zmie­nia­nia wła­snego ciała, zdol­no­ścią wpły­wa­nia na śro­do­wi­sko i po­godę, zdol­no­ścią czy­ta­nia w my­ślach i po­ro­zu­mie­wa­nia się na od­le­głość, zdol­no­ścią bar­dzo szyb­kiego prze­miesz­cza­nia się oraz oczy­wi­ście zdol­no­ścią wiecz­nego ży­cia i uni­ka­nia śmierci. Lu­dzie zaj­mują się zdo­by­wa­niem wszyst­kich tych zdol­no­ści po ko­lei, oraz wielu in­nych. Nie­które z nich, przez wiele ty­siąc­leci tra­dy­cyj­nie uzna­wane za ce­chy bo­skie, dzi­siaj stały się tak po­wszechne, że wła­ści­wie ich nie za­uwa­żamy. Prze­ciętny czło­wiek prze­miesz­cza się i po­ro­zu­miewa na od­le­głość dużo ła­twiej niż dawni greccy, hin­du­scy czy afry­kań­scy bo­go­wie.

Na przy­kład za­miesz­ku­jący Ni­ge­rię Ibo­wie wie­rzą, że na po­czątku bóg stwórca Chu­kwu chciał, by lu­dzie byli nie­śmier­telni. Wy­słał do nich psa, żeby im po­wie­dział, że kiedy ktoś umiera, po­winni po­sy­pać po­pio­łem zwłoki, a jego ciało wróci do ży­cia. Nie­stety pies ła­two się mę­czył i cią­gle gdzieś się za­trzy­my­wał po dro­dze. Po­iry­to­wany Chu­kwu wy­słał za­tem owcę, ka­żąc jej się po­spie­szyć i prze­ka­zać lu­dziom tę ważną wia­do­mość. Nie­stety, kiedy zzia­jana owca do­tarła do celu, prze­krę­ciła bo­skie po­le­ce­nia i po­wie­działa lu­dziom, żeby grze­bali swych zmar­łych, przez co śmierć stała się osta­teczna. Dla­tego po dziś dzień my, lu­dzie, mu­simy umie­rać. Gdyby tylko ma­jący tak ważną wia­do­mość do prze­ka­za­nia Chu­kwu miał konto na Twit­te­rze, a nie mu­siał po­le­gać na guz­dra­ją­cych się psach i przy­głu­pich owcach!

W daw­nych spo­łe­czeń­stwach rol­ni­czych wiele re­li­gii prze­ja­wiało za­ska­ku­jąco nie­wiel­kie za­in­te­re­so­wa­nie za­gad­nie­niami me­ta­fi­zycz­nymi i ży­ciem po­za­gro­bo­wym. Sku­piały się na­to­miast na cał­kiem przy­ziem­nej kwe­stii, jaką było zwięk­sza­nie pro­duk­cji rol­ni­czej. Na przy­kład sta­ro­te­sta­men­towy Bóg n i g d y nie obie­cuje na­gród i kar po śmierci. Za­miast tego mówi lu­dowi Izra­ela: "Je­śli bę­dzie­cie słu­chać pil­nie na­ka­zów, które wam dziś daję, mi­łu­jąc Pana, Boga wa­szego, [...] ze­śle On deszcz na wa­szą zie­mię we wła­ści­wym cza­sie [...] a wy zbie­rze­cie wa­sze zboże, moszcz i oliwę. Da też trawę na po­lach dla wa­szego by­dła. Bę­dzie­cie mieli żyw­no­ści do syta. Strzeż­cie się, by serce wa­sze nie po­zwo­liło się oma­mić, aby­ście nie ode­szli i nie słu­żyli cu­dzym bo­gom, i nie od­da­wali im po­kłonu, bo roz­pa­liłby się gniew Pana na was i za­mknąłby niebo, aby nie pa­dał deszcz, zie­mia nie wy­da­łaby plo­nów, i prędko zgi­nę­li­by­ście z tej pięk­nej ziemi, którą wam daje Pan" (Księga Po­wtó­rzo­nego Prawa 11,13-17)[1*]. Dzi­siaj na­ukowcy po­tra­fią zro­bić dużo wię­cej niż sta­ro­te­sta­men­towy Bóg. Obec­nie dzięki na­wo­zom sztucz­nym, środ­kom owa­do­bój­czym i upra­wom mo­dy­fi­ko­wa­nym ge­ne­tycz­nie pro­duk­cja rol­ni­cza prze­ra­sta naj­wyż­sze ocze­ki­wa­nia, ja­kie sta­ro­żytni rol­nicy mieli wo­bec swo­ich bo­gów. A spa­lone słoń­cem pań­stwo Izrael nie boi się już, że ja­kiś roz­gnie­wany bóg za­mknie niebo i wstrzyma wszelki deszcz - po­nie­waż Izra­el­czycy wy­bu­do­wali nie­dawno nad Mo­rzem Śród­ziem­nym ogromne za­kłady od­sa­la­nia wody mor­skiej i całą wodę pitną mogą po­zy­ski­wać z tego źró­dła.

Do­tych­czas ry­wa­li­zo­wa­li­śmy z daw­nymi bo­gami, two­rząc co­raz lep­sze na­rzę­dzia. W nie­zbyt od­le­głej przy­szło­ści mo­żemy stwo­rzyć su­per­lu­dzi, któ­rzy prze­ści­gną sta­ro­żyt­nych bo­gów nie dzięki na­rzę­dziom, ale dzięki zdol­no­ściom cie­le­snym i umy­sło­wym. Kiedy jed­nak już do tego doj­dzie, bo­skość sta­nie się czymś rów­nie pro­za­icz­nym jak cy­ber­prze­strzeń - cud nad cu­dami, który trak­tu­jemy jak zwy­kłą oczy­wi­stość.

To cał­kiem pewne, że lu­dzie będą po­dej­mo­wali próby się­gnię­cia po bo­skość, po­nie­waż mają wiele po­wo­dów, by pra­gnąć ta­kiego awansu, i wiele spo­so­bów, by go zdo­być. Na­wet je­śli ja­kaś jedna obie­cu­jąca droga okaże się śle­pym za­uł­kiem, to otwarte po­zo­staną al­ter­na­tywne trasy. Mo­żemy na przy­kład dojść do prze­ko­na­nia, że ludzki ge­nom jest zde­cy­do­wa­nie zbyt skom­pli­ko­wany, by do­ko­ny­wać w nim po­waż­nych ma­ni­pu­la­cji, ale to nie za­po­bie­gnie roz­wo­jowi in­ter­fej­sów łą­czą­cych mózg z kom­pu­te­rem, na­no­ro­bo­tów czy sztucz­nej in­te­li­gen­cji.

Nie ma jed­nak po­wo­dów do pa­niki. Przy­naj­mniej jesz­cze nie te­raz. Udo­sko­na­la­nie sa­pien­sów bę­dzie ra­czej stop­nio­wym hi­sto­rycz­nym pro­ce­sem niż apo­ka­lipsą w hol­ly­wo­odz­kim stylu. Daw­nych homo sa­piens nie wy­tę­pią zbun­to­wane ro­boty. Bar­dziej praw­do­po­dobne, że sam homo sa­piens bę­dzie się udo­sko­na­lał krok po kroku, łą­cząc się rów­no­cze­śnie z ro­bo­tami i kom­pu­te­rami, aż kie­dyś nasi po­tom­ko­wie, pa­trząc wstecz, uświa­do­mią so­bie, że nie są już tym ro­dza­jem zwie­rząt, które na­pi­sały Bi­blię, zbu­do­wały Wielki Mur Chiń­ski i śmiały się z wy­głu­pów Char­liego Cha­plina. To się nie sta­nie w ciągu dnia ani roku. Tak na­prawdę to się dzieje już te­raz, w nie­zli­czo­nych pro­za­icz­nych czyn­no­ściach. Co­dzien­nie mi­liony lu­dzi de­cy­dują się od­da­wać smart­fo­nom odro­binę wię­cej kon­troli nad wła­snym ży­ciem albo wy­pró­bo­wy­wać ja­kiś nowy i sku­tecz­niej­szy lek prze­ciw­de­pre­syjny. W po­goni za zdro­wiem, szczę­ściem i wła­dzą lu­dzie będą stop­niowo zmie­niali naj­pierw ja­kąś jedną ze swo­ich cech, a po­tem ko­lejną, jesz­cze na­stępną... Aż w końcu nie będą już ludźmi.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki