Rozdział 6: Teoria miazmów
koncepcja choroby przewlekłej
W życiu każdego twórcy systemu intelektualnego nadchodzi moment, w którym system zaczyna pękać. Nie z zewnątrz - bo krytycy są częścią krajobrazu od samego początku i twórca nauczył się ich ignorować. System pęka od wewnątrz, pod ciężarem faktów, których nie potrafi wyjaśnić. Dla Hahnemanna tym momentem był problem chorób przewlekłych.
Przez ponad trzydzieści lat praktyki homeopatycznej - od pierwszych prób lekowych w latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku do połowy lat dwudziestych XIX stulecia - Hahnemann obserwował wzorzec, który nie dawał mu spokoju. Choroby ostre - gorączki, infekcje, stany zapalne, urazy - reagowały na leki homeopatyczne w sposób, który utwierdzał go w słuszności zasady podobieństwa. Pacjent dostawał odpowiednio dobrany lek, objawy ustępowały, zdrowie wracało. Ale choroby przewlekłe - reumatyzm, astma, egzema, migreny, zaburzenia trawienne, depresje, nawracające infekcje - zachowywały się inaczej. Lek pomagał na chwilę. Objawy ustępowały. A potem wracały. W tej samej formie lub zmienionej. Niekiedy w formie pozornie zupełnie nowej, jakby choroba zmieniała maskę, ale nie istotę.
Dla kogoś mniej uczciwego intelektualnie problem ten byłby łatwy do zlekceważenia. Wystarczyłoby powiedzieć: choroby przewlekłe są z natury trudne do leczenia, również w medycynie konwencjonalnej, a homeopatia radzi sobie z nimi nie gorzej niż inne metody. Ale Hahnemann nie był kimś, kto zadowalał się wymówkami. Jeśli zasada podobieństwa jest prawdziwa - rozumował - to powinna działać również w chorobach przewlekłych. Jeśli nie działa, to albo zasada jest błędna, albo jest coś jeszcze, czego dotychczas nie uwzględniał. Coś głębszego, ukrytego, leżącego pod powierzchnią widocznych objawów.
To drugie rozwiązanie wybrał. I tak narodziła się teoria miazmów - najbardziej spekulatywna, najbardziej kontrowersyjna i najbardziej dzieląca koncepcja w całej historii homeopatii.
W 1828 roku Hahnemann opublikował dzieło, które zmieniło homeopatię na zawsze - choć niekoniecznie w kierunku, jaki sam zamierzał. Die chronischen Krankheiten, ihre eigenthümliche Natur und homöopathische Heilung - Choroby przewlekłe, ich swoista natura i leczenie homeopatyczne - liczyło w pierwszym wydaniu pięć tomów i stanowiło rezultat, jak sam deklarował, dwunastu lat wytężonej pracy intelektualnej, klinicznej obserwacji i historycznych dociekań. Na pierwszych stronach Hahnemann opisał problem, który skłonił go do napisania tego dzieła, z charakterystyczną dla siebie bezwzględną szczerością:
- Dlaczego wszystkie lekarstwa znalezione przez homeopatię, choć zastosowane zgodnie z zasadą podobieństwa, przynoszą jedynie niepełne, niedoskonałe wyleczenie chorób przewlekłych? Dlaczego nawet starannie dobrane środki lecznicze nie dają trwałego uzdrowienia, lecz jedynie chwilową ulgę? To pytanie dręczyło mnie dniem i nocą i nie pozwalało mi spocząć.
Odpowiedź, którą Hahnemann zaproponował, była zarazem genialnie prosta w swojej strukturze i zawrotnie ambitna w swoim zasięgu. Choroby przewlekłe - argumentował - nie są chorobami samodzielnymi. Są objawami głębszego, ukrytego zaburzenia, które nazwał miazmem. Miazm nie jest chorobą w potocznym rozumieniu tego słowa. Jest raczej predyspozycją, skłonnością, wzorcem chorobowym, który osadza się w organizmie - a ściślej w sile życiowej - i który z pokolenia na pokolenie determinuje sposób, w jaki jednostka choruje.
Hahnemann zidentyfikował trzy fundamentalne miazmy, które - jego zdaniem - leżą u źródła wszystkich chorób przewlekłych ludzkości. Nazwał je Psora, Sycosis i Syphilis.
Psora była kamieniem węgielnym całej konstrukcji. Hahnemann uważał ją za najstarszy, najbardziej rozpowszechniony i najbardziej destrukcyjny miazm w historii ludzkości. Etymologicznie słowo wywodził od greckiego psora, oznaczającego świąd, swędzenie - co natychmiast wskazywało na chorobę, którą uważał za jej źródło historyczne: świerzb.
Hahnemann twierdził, że świerzb - a ściślej wysypka świerzbowa, widoczna na skórze - jest zewnętrznym przejawem głębokiego, wewnętrznego zaburzenia siły życiowej. Kiedy wysypka jest widoczna na skórze, choroba jest niejako zlokalizowana, skanalizowana, wyrażona na zewnątrz. Organizm radzi sobie z nią, trzymając ją na powierzchni. Problem zaczyna się, gdy wysypkę tłumi się zewnętrznie - maściami, kąpielami, środkami ściągającymi. Tłumienie objawów skórnych nie eliminuje choroby. Wpędza ją do wnętrza organizmu, gdzie atakuje głębsze narządy - płuca, jelita, nerwy, mózg - manifestując się jako astma, padaczka, melancholia, reumatyzm, nowotwory i setki innych chorób przewlekłych.
Ta logika - logika tłumienia i internalizacji - jest jednym z najważniejszych elementów myślenia homeopatycznego i jednym z najtrudniejszych do oceny z perspektywy współczesnej nauki. Hahnemann pisał o Psorze z żarliwością niemal apokaliptyczną:
- Psora jest najstarszą, najbardziej rozpowszechnioną, najbardziej destrukcyjną, a zarazem najbardziej niezrozumianą chorobą przewlekłą, która od wielu tysięcy lat dręczy narody ludzkie. Jest matką co najmniej siedmiu ósmych wszelkich chorób przewlekłych.
Siedem ósmych. Hahnemann nie mówił tu o pewnym procencie chorób przewlekłych. Mówił o prawie wszystkich. Astma - Psora. Reumatyzm - Psora. Padaczka - Psora. Nowotwory - Psora. Choroby psychiczne - Psora. Cukrzyca, gruźlica, łuszczyca, egzema, migrena, jaskra, głuchota - Psora, Psora, Psora. Jedynym wyjątkiem były choroby wywodzące się z dwóch pozostałych miazmów: Sycosis i Syphilis. Wszystko inne było manifestacją tej jednej, praprzyczyny.
Sycosis - drugi miazm - miał swoje źródło historyczne w rzeżączce. Hahnemann uważał, że rzeżączka, podobnie jak świerzb, jest chorobą o dwóch wymiarach: zewnętrznym i wewnętrznym. Zewnętrznym objawem rzeżączki jest wyciek z cewki moczowej. Kiedy ten objaw zostaje stłumiony przez leczenie miejscowe - a w czasach Hahnemanna leczono rzeżączkę środkami ściągającymi, cauteryzacją i rtęcią - choroba nie znika, lecz wnika do wnętrza organizmu, manifestując się jako skłonność do nadmiernego wzrostu tkanek: brodawek, polipów, narośli, kondylomatów, a w dalszej konsekwencji nowotworów łagodnych i złośliwych.
Sycosis w ujęciu Hahnemanna to miazm wytwórczy, proliferacyjny. Jego istotą jest nadmiar - nadmierny wzrost, nadmierne wydzielanie, nadmierne gromadzenie. Organizm dotknięty Sycosis produkuje za dużo: za dużo tkanki, za dużo śluzu, za dużo tłuszczu. Objawy sykotyczne mają tendencję do narastania, rozprzestrzeniania się, pojawiania się w nowych miejscach.
Syphilis - trzeci miazm - wywodził się, jak sama nazwa wskazuje, z kiły. Kiła w czasach Hahnemanna była chorobą powszechną, przerażającą i niszczycielską. Jej naturalny przebieg - od wrzodu pierwotnego, przez osutki i objawy wtórne, po trzeciorzędowe zniszczenie narządów wewnętrznych, kości i mózgu - stanowił dla Hahnemanna archetyp procesu destrukcyjnego. Miazm syfilityczny to przeciwieństwo sykotycznego: nie tworzy, lecz niszczy. Jego istotą jest degradacja, ulceracja, martwica, rozkład. Organizm dotknięty miazmem syfilitycznym nie produkuje za dużo - rozpada się. Owrzodzenia, perforacje, destrukcja kości, degeneracja tkanek, demencja - to wszystko objawy głębokiego zaburzenia syfilitycznego.
Trzy miazmy tworzyły więc trypityk, który obejmował całe spektrum patologii ludzkiej: Psora jako zaburzenie czynnościowe - niedobór, dysfunkcja, osłabienie. Sycosis jako nadmierny wzrost - hipertrofia, proliferacja, produkcja. Syphilis jako destrukcja - degradacja, rozkład, zniszczenie. Razem stanowiły kompletną mapę ludzkiego cierpienia, elegancką w swojej symetrii i ambicji, choć - jak zobaczymy - problematyczną w konfrontacji z rzeczywistością kliniczną i naukową.
Reakcja środowiska homeopatycznego na teorię miazmów była natychmiastowa i głęboko podzielona. Część uczniów Hahnemanna przyjęła ją z entuzjazmem, widząc w niej brakujący element układanki, który wyjaśniał porażki w leczeniu chorób przewlekłych. Inni - i nie byli to ludzie na marginesie ruchu, lecz jedni z najbardziej szanowanych homeopatów - odrzucili ją z oburzeniem.
Problem nie leżał wyłącznie w spekulatywnym charakterze teorii. Leżał w jej konsekwencjach praktycznych. Jeśli Psora jest źródłem siedmiu ósmych chorób przewlekłych, to leczenie tych chorób wymaga nie tylko doboru leku na zasadzie podobieństwa do aktualnych objawów, ale również - a może przede wszystkim - leczenia antymiazmowego, to znaczy podawania specyficznych leków antyposorycznych, które atakują sam miazm, nie tylko jego powierzchowne manifestacje. Hahnemann opracował listę takich leków - na czele z Sulphur, który uważał za najważniejszy lek antyposoryczny - i włączył je do swojej materia medica. Ale kryterium ich doboru było inne niż w klasycznej homeopatii objawowej. Lek antyposoryczny miał leczyć nie aktualne objawy, lecz głęboki wzorzec chorobowy - coś, co było raczej predyspozycją niż konkretną chorobą. To zbliżało homeopatię do spekulatywnej metafizyki i oddalało od empirycznej obserwacji, na której Hahnemann budował swój system trzydzieści lat wcześniej.
Hering - ten sam Constantine Hering, który stał się apostołem homeopatii w Ameryce - początkowo wahał się wobec teorii miazmów, ale ostatecznie ją zaakceptował i rozwinął. James Tyler Kent, prawdopodobnie najwpływowszy homeopata przełomu XIX i XX wieku, poszedł jeszcze dalej, nadając teorii miazmów charakter wręcz teologiczny. Kent utożsamił Psorę z grzechem pierworodnym - z pierwotnym upadkiem ludzkości, z odejściem od stanu łaski, którego fizycznym wyrazem jest predyspozycja do choroby. Pisał:
- Psora jest fundamentalną przyczyną choroby. Jest skutkiem grzechu pierworodnego, który zakaził ludzkość na samym początku jej historii. Dopóki Psora nie zostanie uleczona, żadne leczenie nie będzie trwałe.
To sformułowanie - Kenta, nie Hahnemanna - posuwa teorię miazmów daleko poza ramy jakiejkolwiek nauki, nawet najszerzej rozumianej. Hahnemann, jakkolwiek spekulatywny w swoich pismach o Psorze, nie mówił nigdy o grzechu pierworodnym. Mówił o konkretnej chorobie - świerzbie - i jej konkretnych konsekwencjach klinicznych. Kent przekształcił to w kosmologię. To jest różnica fundamentalna i warto ją zapamiętać, bo we współczesnych debatach o homeopatii teorie Kenta i Hahnemanna są niekiedy niesłusznie utożsamiane.