Hłasko. Nasz nie-współczesny, czyli nowy wspaniały żywot starej manipulacji - Bogdan Rudnicki

Kup ebooka

33.00 zł
23.16 zł (23,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Jeśli to prawda, że jedyne raje to raje utracone, wiem teraz, jak nazwać to czułe i nieludzkie, co jest dziś we mnie. Emigrant powraca do ojczyzny. A ja wspominam. Ironia, sztywność, wszystko niknie - wróciłem.

Albert Camus, Pomiędzy tak i nie (przeł. Joanna Guze)

Współczesność albowiem jest dwojaka. Kiedy w Warszawie 1839 r. nocą budzeni bywaliśmy przez kolegów, aby choć obecnością naszą zasłać pożegnanie wysyłanym na Sybir, Słowacki wtedy z drugiego końca Europy Anhellego ojczyźnie przysyłał - to jest pierwsza współczesność. Tej samej zaś zimy w zacnym polskim salonie mówiła mi pewna pani domu, "że rozpowiadają coś ciągle o zsyłkach, a przecież u nas nikogo we czwartek nigdy nie brakuje". Oto druga współczesność.

Cyprian K. Norwid, O Juliuszu Słowackim, Lekcja VI

Wrócą wszyscy prócz tych

Których brak jest jak śmierć

I nie wierzę już w los

A tym mniej wierzę w siebie

Włodzimierz Wysocki, Statki (przeł. Jacek Kaczmarski)

WPROWADZENIE

Dlaczego...

...Marek Hłasko? Czyż nie napisano już dość, na różne sposoby - o jego biografii, legendzie, twórczości? Postawmy inne pytanie: dlaczego wciąż prawie we wszystkim, co dotyczy Hłaski, utrzymuje się tyle fałszu, chociaż ponoć w 1989 roku wszystko się zmieniło? Jednak kancik?

Raczej gigantyczny kant, wciąż podtrzymywany - świadomie lub nie - przez większość wypowiadających się w tej sprawie. Uzasadnianie tego twierdzenia zajmie trochę miejsca, a zanim przyjdzie czas na wyciąganie wniosków, trzeba zaznaczyć, że nie chodzi o przywracanie dobrego imienia. Dopiero zanegowanie poodwracanych znaczeń stwarza punkt wyjścia do normalnej rozmowy. A obraz długotrwałej manipulacji może być użyteczny także dla nieinteresujących się ani Hłaską, ani literaturą.

- A pana jak ostrzyc? W kancik?

- Normalnie.

Kancik, czyli wszystko się zmieniło

Iluzja tła

Przypadek Hłaski pozwala na prześledzenie pozornych przemian, mechanizmu manipulacji, wytwarzania i narzucania stereotypów. Modelowy wręcz przykład zamiast ułatwiać proces ich obnażania, sprawia sporo kłopotów. Łączy się z mocno utrwalonymi "faktami medialnymi" mimo odkłamujących historię opracowań z różnych dziedzin.

Fasadowe przemiany od roku 1956 po rok 1989 miały - w różnym zakresie - realne podłoże. W III RP akurat w sprawie Hłaski pozytywne wrażenie wydawało się do pewnego stopnia zasadne. Należał do grupki twórców dotkniętych najostrzejszymi restrykcjami, toteż wydanie w Polsce oficjalnie i bez cięć kompletu jego książek - poprzedzone fragmentarycznym "dopuszczeniem do druku" w końcowej fazie PRL-u - stanowiło rzeczywistą i zauważalną zmianę. W 1998 roku wydawnictwo Da Capo zakończyło edycję Dzieł zebranych (zainicjowaną w roku 1993) i odtąd mógł z nich korzystać każdy chętny. (Rzecz jasna, roli, jaką odegrałyby te książki, gdyby były powszechnie dostępne w czasie, kiedy powstały - nie poznamy już nigdy). Napisana przez kuzyna pisarza obszerna biografia1 uporządkowała dostępne fakty, rozprawiając się z nadal pokutującymi bzdurnymi plotkami i ewidentnymi kłamstwami, zatem powinna (teoretycznie) położyć im kres. Podobną rolę już sześć lat wcześniej mogło odegrać bardzo obszerne i szczegółowe Kalendarium życia i twórczości opracowane przez Grzegorza Góreckiego i Piotra Wasilewskiego2.

Zestawienie dat (daty w ogóle są ważne, przy każdej omawianej tu kwestii) budzi niepokój, że ów mocno spóźniony powrót (zresztą bardzo rozciągnięty w czasie) miał znikome szanse, by stać się początkiem normalności. A że wcześniej sytuacja Hłaski nawet w gronie innych zakazanych była wyjątkowa, wyjątkowo chora - cudowne uzdrowienie musiało okazać się mrzonką. Jednak przekaz, że po roku 1989 wszystko się zmieniło w każdej dziedzinie, nawet jeśli nie został sformułowany wprost, zaistniał i funkcjonował niemal jako oczywistość.

Sam "powrót" okazał się sukcesem wydawniczym i nie utonął w milczeniu. Przeciwnie - liczba recenzji, artykułów, omówień, wspomnień, notek dotyczących Hłaski była i jest zdumiewająco duża, zarówno drukowanych, jak i zamieszczanych już wyłącznie w Internecie. Naturalnie, ich jakość jest różna; dominują przeredagowane wersje tych samych, obiegowych opinii, w dużej mierze powielających mocno zakorzenione brednie. Jak postaram się wykazać - nieprzypadkowo.

Wciąż przybywa książek na temat Hłaski, pojawiły się też interesujące wspomnienia i pogłębione analizy. Wybrane przykłady przyjdzie omówić szerzej, teraz jednak nie chodzi o ustalenie proporcji między publikacjami dobrymi i słabymi, wybielającymi i oczerniającymi autora, ani też o jakiekolwiek zestawienia.

Nowe interpretacje utworów Hłaski są wciąż obciążone starymi błędami, powielanymi z premedytacją lub nieświadomie. Niewiedza niczego nie usprawiedliwia; stawianie potężnej budowli na podmokłym terenie, bez solidnego fundamentu, mimo zastosowania najlepszych materiałów - nie skończy się dobrze. A grunt wokół Hłaski był niezwykle grząski.

Proč?

Ponawiane z uporem złośliwie prościutkie pytanie dyżurnego ruchu Ladislava Hubički w Pociągach pod specjalnym nadzorem to niezłe antidotum na truciznę propagandy. Co nie znaczy, że musi być zadawane bez końca i jako jedyne.

Podkreślam, że nie chodzi o to, by w nowy sposób uwikłać Hłaskę w polityczne rozgrywki. Chociaż warto, od czasu do czasu, patrzeć na literaturę także w tym kontekście, czego znakomitym przykładem są Trubadurzy imperium Ewy Thompson3. Omijanie kwestii, przed którymi nie ma ucieczki, mści się w najmniej spodziewanych momentach, mnożąc wątpliwości, których część i tak zawsze pozostanie nierozwiązana w literackich obrachunkach. Pozory przemian, demaskowane z większym lub mniejszym trudem, nie ominęły kultury. "Casus Hłasko" jest jedynym z wielu przykładów nieuczciwych przewartościowań, a zarazem odzwierciedleniem znacznie szerszych mechanizmów. Słowa "kłamstwo" i "dlaczego?" - kluczowe także w przypadku opracowań o naukowych ambicjach - nie ograniczają się do przejawów uporczywego dyskredytowania pisarza.

Problem odbija się w każdym elemencie, wpływa na sądy ogólne i drobne pomyłki, wspomagane lenistwem. Ignorując chronologię, sięgnijmy na wysoką półkę.

""Coś niedobrego stało się z Hłaską"4 - konstatuje w roku 1983 Jerzy Jarzębski. To samo w 26 lat później może stwierdzić współczesny badacz. Nadal, pomimo obecności na polskim rynku wydawniczym wszystkich utworów autora Pierwszego kroku w chmurach, krytyka mu nie sprzyja. Jarzębski zadaje - zdawałoby się - retoryczne pytanie: "Czy mit osobisty autora nie przysłonił samego dzieła?". A pisząca te słowa - parafrazując odpowiedni fragment tekstu - "przedstawicielka młodego pokolenia krytyków, które chwyta za pióro, by dać własną próbę egzegezy tej twórczości", odpowiada: tak się właśnie stało"5.

"Się stało"? Samo się nie dzieje, "tak jak grzmi samo i samo się błyska". Stało się. To sformułowanie odzwierciedla setki razy powtarzane kłamstwa i bezradność wobec wytworzonej w ten sprawdzony sposób "prawdy". Stało się. Ale DLACZEGO?

Nie sposób przyjąć, że profesor Jarzębski nie wiedział lub przynajmniej nie podejrzewał. Kolejnym pokoleniom coraz trudniej zrozumieć, że w roku 1984 nie mógłby tego ujawnić - oficjalnie lub w funkcjonującym wówczas tzw. drugim obiegu - nie ryzykując kariery naukowej. Być może "nie wiedział" w tym sensie, że interesowała go wyłącznie "czysta literatura" i nie dbał, jak ani dlaczego fałszywy "mit osobisty" został wyprodukowany (co z kolei byłoby posądzaniem go o naiwność). Być może decydowały inne powody. Nieważne, bo nie idzie tu o poszukiwanie personalnej odpowiedzialności, a o charakterystyczny przykład.

Tak czy inaczej, bezpieczniej było darować sobie te zdania wtedy, gdy nie dało się ich rozwinąć. A skoro się ukazały, wypadałoby je uzupełnić w odpowiednim ku temu czasie. Jednak nigdy nie zostały skorygowane. I tak "się" toczy. Nadal.

Cóż więc dziwnego, że "przedstawicielka młodego pokolenia krytyków" w 2010 roku podtrzymuje tę niezbyt precyzyjną ("coś niedobrego") definicję. Problem "dlaczego?" już dla niej nie istnieje, należy przecież do innego świata. Przywoławszy tę opinię, może spokojnie rozwijać postmodernistyczną (całkiem strawną) analizę Sowy, córki piekarza6. Ów "mit osobisty" sprowadza w następnych zdaniach do "warstwy "politycznej" książek Hłaski", a nie legendy literackiej, za którą pisarz mógłby ponosić "osobistą" odpowiedzialność. Oczywiście "po 55 latach od debiutu autora Brudnych czynów warto byłoby jednak "wypłynąć na głębokie wody" jego pisarskiego warsztatu", ale tkwiąca w pierwszym akapicie ewidentna sprzeczność - między mitem osobistym (a więc wytwarzanym przez podmiot) a tym, co "stało się" (czyli poza osobą) - nie "zniknie się" sama.

- Słyszałem - rzekł dziennikarz - że tu się zmieniło mnóstwo rzeczy.

Wybudowali wam coś niecoś. Czy to prawda?

- Prawda - powiedział zawiadowca. - Przekona się pan na miejscu.

Kancik, czyli wszystko się zmieniło

Proces

Część I książki ukazuje początek i kontynuację manipulacji. Dlaczego podjęto aż tyle starań, prowadzonych konsekwentnie, długofalowo, z zaciekłością przewyższającą działania wobec innych artystów, i nie tylko artystów, by wykreować wizerunek deprecjonujący pisarza i mający "zakryć", a wreszcie zupełnie zastąpić jego książki? Nie wystarczył całkowity zapis cenzuralny, a więc broń należąca do najefektywniejszych - przemilczenie. Najwygodniejsza byłaby ewaporacja7. Okazała się niemożliwa i trzeba było pogodzić się z tym, że nieosoba Hłasko jednak istniała. Skoro mimo wszystko "coś" miało zostać, należało zadbać o odpowiedni wizerunek. Żeby coś bardzo, bardzo niedobrego "stało się" z Hłaską oraz by wyglądało, że to wyłącznie z jego winy. No i utrwalił się plugawy, ohydny kancik, beztrosko powielany w XXI w.

Kończąc uwagi wstępne, przypomnę: problem nie sprowadza się - mówiąc w symbolicznym skrócie - do przeciwstawiania się z "przyczyn moralnych" nadal triumfującej esbeckiej konkluzji: "Reasumując, można ogólnie stwierdzić, że Hłasko systematycznie "wykańcza się" i jest to zero moralne, polityczne i umysłowe"8.

Każda wersja może zawierać cząstkę prawdy. Jednak wbrew dostępnym przesłankom równowaga została poważnie zaburzona - i to właśnie powyższa opinia ukształtowała powszechne wyobrażenia i kładzie się cieniem na badaniach specjalistów. Warto więc wrócić do nieznośnych pytań dyżurnego ruchu Hubički. Proč? Dlaczego uruchomiono tak potężną machinę przeciw takiemu zeru? W jakiej mierze wpływały na to "zasady ogólne" sowietyzacji, a na ile - osobiste zawiści?

Manipulacja niemal się powiodła. Niemal - brzmi radośnie, bo wbrew potężnej machinie nie osiągnęła pełnego sukcesu, czyli damnatio memoriae9. Niemal - brzmi ponuro, bo szkody wyrządziła ogromne. I trwałe. Ich naprawianie to "błędne koło" czy "potrzask" sprostowań. "Perfidne manipulacje sprostowaniami powielają stary jak świat mechanizm dyskredytacji przeciwnika. (...) Kalkulacja manipulatorów jest zawsze taka sama - i niemal zawsze, niestety, trafna. Opluć, opluskwić, spotwarzyć per saldo się opłaca. Bowiem, jeśli nawet same w sobie środki dyskredytacji mogłyby wzbudzić odrazę i nieufność wobec tych, którzy je stosują, to i tak na plan pierwszy wysuwa się rezultat brudnej roboty: obraz ubrudzonego jako brudnego czy wręcz brudasa. Odór pozostaje. Bojowe zawołanie makiawelistów w nagonce jest znane: niczym się nie brzydzić, jakieś gówno zawsze się do niego przyczepi"10.

Zajmując się m.in. przebiegiem i skutkami dezinformacji, w dość swobodnej, przerywanej dygresjami i aktualnymi odniesieniami opowieści nie chcę mnożyć utyskiwań, że zafałszowana biografia przesłoniła literaturę, co "się stało", och, niestety, przy "współudziale" pisarza, produkującego efektowne anegdotki na swój temat. To zresztą rzecz bez precedensu w dziejach literatury światowej (obfitującej w nader barwne biografie), by anegdoty i legendy (literackie!) sprawiały literaturoznawcom tak poważny kłopot.

Odkłamanej biografii nie trzeba rozpaczliwie odrzucać. Oglądana z dystansu ukazuje świadome wybory pisarza. Z kolei zderzenie z losami i dokonaniami innych artystów jest korektą pamięci, konfrontacją postaw wobec totalitaryzmu. Jego imiona się zmieniają, ale zagrożenie nie ulotniło się bezpowrotnie ani po klęsce III Rzeszy, ani po zniknięciu z map państwa o nazwie ZSSR, ani po obwieszczeniu końca historii.

"Nie wiem, czy pamięć o tamtej "hańbie domowej" może nas chronić przed jakimś innym zniewoleniem, zapewne już nie komunistycznym. Gdyż postępy cywilizacji niekoniecznie się dodają i nie ma rzeczy zdobytych raz na zawsze. Można by powiedzieć, parafrazując Hannah Arendt, że rodzaj ludzki zawsze ma skłonność do popadnięcia w banalność zła"11.

Ponadczasowy i pozasystemowy temat zła pojawi się, oczywiście, w rozważaniach o literaturze - w II części książki. Ale sam "casus Hłasko", czyli manipulacja wizerunkiem pisarza i jej skutki to nie tylko świadectwo czasów minionych. To nader charakterystyczny przykład procesów zachodzących w XXI w.

Itinerarium

Dużo tekstów - także archiwalnych - jest obecnie osiągalnych w Internecie, toteż każdy czytelnik, jeśli tylko zechce, bez większego wysiłku sprawdzi źródła albo zapozna się z całością niektórych z przywoływanych tutaj materiałów. Powinno to być przydatne zwłaszcza ze względu na zaburzenie chronologii - tak w relacji wydarzeń, jak i powstawania cytowanych tekstów. Bardziej leniwi, a podejrzliwi, mogą sięgnąć do gotowych podsumowań publikacji na temat Hłaski12. Wspominam o tych udogodnieniach, bo nie zamierzam rozbudowywać bezpośredniej prezentacji "dowodów rzeczowych", co uznałem za niezbędne w moim pierwszym pisaniu o Hłasce13. Szerzej potraktuję te, z którymi warto "rozmawiać", no i, niestety - przykłady kontynuacji "kancika".

Prawdopodobnie w różnych momentach przydałby się podręczny słowniczek, bo wiele terminów, jak na przykład "cenzura", wyszło z użycia (co nie znaczy, że samo zjawisko przestało funkcjonować). Taki słowniczek rozrósłby się niepomiernie, bo przecież i Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, i "zwolnienie" wymagałyby objaśnień. Jeśli ktoś tych słów nie rozumie, nie musi sięgać do źródłowej książki Tomasza Strzyżewskiego; znajdzie - także w Internecie - krótkie definicje większości pojęć.

Jeżeli pojawiające się jako przerywniki cytaty pochodzą z tekstów Hłaski, podaję w podpisie jedynie tytuł utworu. Fragmenty prozy Hłaski cytuję za pierwodrukami, bez szczegółowych odsyłaczy do stron - jak w innych przytaczanych tekstach - bo ze względu na mnóstwo rozmaitych wydań nie miałoby to waloru użyteczności. Kto zechce je sprawdzić bądź poszerzyć kontekst, z którego zostały wyrwane, musi poszperać w edycji, jaką ma pod ręką.

Cytaty z najczęściej przywoływanych utworów Hłaski - jeśli nie jest im poświęcony większy fragment tekstu lub nie są opatrzone dodatkowym komentarzem w przypisie - oznaczam w tekście skrótami, bez odsyłaczy.

Bcz - Brudne czyny

Dzp - Drugie zabicie psa

NwJ - Nawrócony w Jaffie

PD - Piękni dwudziestoletni

Cytaty z pozostałych utworów oraz artykułów, korespondencji itp. umiejscawiam w przypisach.

Mnogość przypisów wydaje się straszyć naukowym podejściem, do czego ten tekst nie pretenduje14. Co więcej, liczne fragmenty nie są pisane na serio, ale uprzedzam, że nie za każdym razem poprzedzone będą ostrzeżeniem, że mają żartobliwy charakter. Odstraszająca liczba przypisów wynika po części z umieszczenia w nich cytatów oraz objaśnienia źródeł, ale także z pobocznych wątków, które właśnie w przypisach są poruszane i kontynuowane. Niekiedy pełnią one podobną funkcję jak również nader liczne przerywniki (motta), sugerując powiązania z rejonami "pasującymi" do tematu głównego. Toteż nawet zaciekłych przeciwników zerkania w przypisy zachęcam do okazjonalnego łamania wyznawanych przez nich zasad.

Liczne wycieczki historyczne uznałem za niezbędne nie tylko dla odświeżenia pamięci, ale - może przede wszystkim - dla połączenia z aktualnymi problemami. Ale do kogo je kierować? Dla tych, którzy pamiętają lub "wszystko wiedzą", będą one zbyt obszerne. Chciałoby się jednak nawiązać kontakt z młodym pokoleniem i tu pojawia się kłopot, który zobrazować można wypowiedzią prof. Adama Leszczyńskiego w programie Tanie dranie wyemitowanym pod koniec 2023 roku. (Cytuję z pamięci, a takie przykłady można, niestety, mnożyć). "Studenci i studentki nie wiedzą nic. Nie wiedzą, kiedy wybuchła II wojna światowa, mylą Piłsudskiego z Wałęsą"15. Próbuję wybrnąć z tego kłopotu, posługując się m.in. anegdotycznymi skrótami, żeby nie zanudzić tych, którzy "wszystko wiedzą", a "studentom i studentkom" podsunąć tropy, którymi mogą podążać, prowadząc - jeśli zechcą - własne poszukiwania.

Jeszcze co do enigmatycznego tytułu całości. "Nasz" oznacza przeczytany, czyli "nasz" jest Hłasko dla czytelników, którzy wcale nie muszą go uwielbiać czy bardzo wysoko cenić. Po prostu znają jego pisarstwo. I w takim rozumieniu będę ten termin stosował.

Dla tych czytelników sporo przytaczanych tu faktów i wyjaśnień nie będzie nowością. Przypominając je, co jest konieczne, staram się jednak połączyć bardziej czy mniej znane sprawy w sposób, z jakim nie zetknąłem się w dotychczasowych publikacjach na temat Hłaski. Z kolei odniesienia do wydarzeń i procesów, które wciąż trwają albo dopiero zaczynają być rozpoznawalne - nie wymagają wnikliwej znajomości wszystkich utworów Hłaski.

"Nie-współczesny" - na szersze wyjaśnienie przyjdzie czas później; teraz tylko zaznaczę, że w żadnym razie nie chodzi o odpowiednik takich epitetów, jak przestarzały czy zapomniany.

Określenie to może się odnosić do postaci z różnych epok, także żyjących i tworzących dziś, ale niepoddających się współczesnym trendom. I o takie przeciwstawienie, najogólniej rzecz biorąc, chodzi.

1 Andrzej Czyżewski, Piękny dwudziestoletni. Biografia Marka Hłaski, Da Capo, Warszawa 2000, wyd. rozszerzone - 2005.

2 W: Piotr Wasilewski, Śladami Marka Hłaski, Oficyna Wydawnicza Parol, Kraków 1994.

3 Ewa M. Thompson, Trubadurzy imperium. Literatura rosyjska i kolonializm, przeł. Anna Sierszulska, Universitas, Kraków 2000.

4 Jerzy Jarzębski, Hłasko - retoryka grzechu i nawrócenia, w: idem, Powieść jako autokreacja, WL, Kraków 1984.

5 Sabina Kwak, Ofelia, córka pisarza. Świat kopii Marka Hłaski. Zarys problemu, "Twórczość" 2010, nr 3.

6 Ibidem. W autorskim streszczeniu: "bada [powieść] pod kątem występowania w niej motywów wodnych. Woda, jako żywioł śmierci młodej, symbol nieprzyjaznej człowiekowi rzeczywistości, chaosu i kobiecości, staje się pobudką do odkrycia u głównej bohaterki utworu - Weroniki - kompleksu Ofelii. Szkic podejmuje problem symulakralności prozy Hłaski, wspinania się pisarza na wiele pięter nie-rzeczywistości (czerpanie z innych tekstów i konwencji, tworzenie świata na wzór teatru, kreacje sobowtórowe, męskie projekcje kobiecości), a także uwypukla koncepcję artystyczną autora Pętli, która zakłada nie tyle wierne odtwarzanie świata zewnętrznego, co raczej przekazywanie emocji pisarza poprzez kreowanie "świata luster", kopii, a tym samym gloryfikowanie śmierci - jedynej wiernej kochanki".

7 Orwellowskie terminy będą się tu pojawiać dość często. (W Roku 1984 ewaporacja to wymazanie z historii ofiary ukaranej śmiercią; wszelkie wzmianki o niej likwidowano lub zmieniano).

8 Bartosz Marzec, Na powrocie Hłaski nam nie zależy, "Rzeczpospolita", 20 II 2010.

9 Dosł. "potępienie pamięci", znane od starożytności; w praktyce władz totalitarnych znikanie (z fotografii, dokumentów itd.) wyeliminowanej postaci; u Orwella - proces ewaporacji nieosoby.

10 Mirosław Karwat, O złośliwej dyskredytacji. Manipulowanie wizerunkiem przeciwnika, PWN, Warszawa 2006, s. 421. Książka opisuje metody walki politycznej - i takie przykłady podaje, ale ilustracją rozdziałów właściwie każdej z jej sześciu części mogą być zabiegi zastosowane wobec Hłaski. "Oplucie przynosi efekt niemal natychmiastowy, natomiast na efekt prania po opluciu nikt już nie czeka" (s. 423).

11 Jacek Trznadel, Hańba domowa, Świat Książki, Warszawa 1996, s. 460-461.

12 Zob. Kamila Sowińska, Recepcja Marka Hłaski po 1989 roku, "Kwartalnik Opolski" 2010, nr 4. Autorka współprowadziła poświęconą pisarzowi stronę: http://sh176724.website.pl/staryhlasko/index.htm.

Założona przez Roberta Sadowskiego w 2002 roku strona funkcjonuje już tylko na Facebooku. Niestety, fragmentarycznie. Szkoda, bo przepadła solidna praca; w przejrzysty sposób prezentująca niegdyś wiele materiałów, od tekstów Hłaski poprzez fotografie i kopie dokumentów po wywiady, recenzje, wspomnienia itp., itd.; szkoda też mnóstwa zamieszczonych tam komentarzy. Odwołując się do nieistniejącej już strony, stosuję skrót Hl.pl.

13 Bogdan Rudnicki, Marek Hłasko, PIW, Warszawa 1983. Dłuższe komentarze dotyczące tamtej książki zamieszczam w Posłowiu, ale w kilku miejscach wcześniej pojawią się konieczne odwołania.

14 Nie tylko ze względu na stosowany przeze mnie język, bo przecież i w bardzo poważnych tekstach o literaturze pojawiają się określenia metaforyczne czy swobodne porównania, jak w cytowanym tu szkicu J. Jarzębskiego czy w przywoływanych później wykładach Tadeusza Drewnowskiego, który na przykład kwestię domniemanych następców Hłaski ujął w skrócie: "Była to raczej powieść ewazyjno-obyczajowa, bez buntowniczości, bez siły i pazura [podkr. - B.R.] Hłaski. Wkrótce też porzuciła kontestacyjne pozory i zniknęła, po części przystosowując się do "realnego socjalizmu"". O tej uwadze Drewnowskiego warto pamiętać przy okazji możliwych do wyboru strategii twórczych, omawianych w rozdziale Rozdroża.

15 Tanie dranie, odc. 265: Jakiej historii Polacy potrzebują?