Hitler. Upadek zła 1939-1945 - Volker Ullrich

Kup ebooka

104.00 zł
80.08 zł (69,68 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

WSTĘP

Pierwszy tom niniejszej biografii Hitlera - wydany w roku 2013 - traktuje o "latach wzlotu". Opisuję w nim, jak nieznany gefrajter, żołnierz I wojny światowej w latach dwudziestych XX wieku, wybił się na pozycję niekwestionowanego wodza nacjonalistycznej prawicy w Niemczech, potem w styczniu 1933 roku jako sojusznik konserwatywnych elit stanął u steru władzy, a następnie - ustanowiwszy dyktaturę - krok po kroku odrzucił ograniczenia narzucone przez traktat wersalski, aby w końcu od polityki rewizjonistycznej przejść do ekspansjonistycznej. Tom pierwszy biografii kończy się na pięćdziesiątych urodzinach Hitlera, uczczonych z wielką pompą 20 kwietnia 1939 roku. Wówczas jego zawrotna kariera wydawała się nie do powstrzymania, ale w rzeczywistości - co zauważali bystrzejsi obserwatorzy - zaczęła się dlań droga ku klęsce, pod gniewnym wzrokiem Nemezis.

Tom drugi natomiast opisuje lata upadku, obejmujące krótki okres, czyli od rozpętania drugiej wojny światowej latem 1939 roku do samobójczej śmierci dyktatora w bunkrze Kancelarii Rzeszy wiosną 1945. Słusznie napisano, że Hitler i narodowy socjalizm w wojnie tej "niejako odkryli swoje jestestwo"1. Zogniskowała się w niej niczym w soczewce kryminalna energia reżimu nazistowskiego oraz człowieka, który nim kierował. Dopiero bowiem wojna pozwoliła Hitlerowi urzeczywistnić swoje obsesje ideologiczne i zrodzone z nich zbrodnicze cele. Pierwszym było zdobycie "przestrzeni życiowej na Wschodzie" jako bazy dla hegemonialnej pozycji najpierw w Europie, a później na całym świecie. Drugim - "usunięcie" Żydów z Niemiec oraz w miarę możliwości z całej Europy. Jednak cele te - jak się przekonamy - nie weszłyby w fazę realizacji, gdyby za Hitlerem nie stanęli gorliwi pomocnicy w niemal wszystkich instytucjach państwa nazistowskiego, a także w szerokich kręgach niemieckiego społeczeństwa.

Wojna ukazuje nam Hitlera w nowej roli - jako dowódcę wojskowego. Można przyjąć, że najpóźniej w maju i czerwcu 1940 roku, odniósłszy zaskakująco szybkie zwycięstwo nad Francją, sprawował już funkcję naczelnego dowódcy sił zbrojnych nie tylko nominalnie, lecz i faktycznie. Zawłaszczał sobie w coraz większym stopniu prawo do ostatecznych decyzji w kwestii planowania i przeprowadzania operacji militarnych, odsuwając profesjonalnych wojskowych w sztabie generalnym na margines. Większość czasu i wysiłku poświęcał na narady operacyjne, które odbywały się w jego głównych kwaterach - w coraz to innych lokalizacjach. Przywódcą partii i kanclerzem Rzeszy Niemieckiej był "już tylko po godzinach"2. Oznacza to, że w niniejszej książce musimy poświęcić odpowiednią ilość miejsca na historię militarną drugiej wojny światowej. Nieodzownym kompendium jest w tym zakresie dziesięciotomowa publikacja zatytułowana Rzesza Niemiecka i II wojna światowa, wydana przez Urząd Badań nad Historią Wojskowości we Fryburgu3.

Na kartach swoich wspomnień, ukazujących się po roku 1945, niemieccy generałowie odsuwali od siebie winę za militarną klęskę. Utrzymywali, że wygraliby tę wojnę, gdyby ów "dyletant" Hitler nie mieszał się do ich pracy. Jako jeden z pierwszych świadków koronnych wypowiedział się Franz Halder, były szef sztabu generalnego. Amerykanie już latem 1946 roku skłonili go do współpracy z niemiecką sekcją swojego Wydziału Historycznego (Historical Division) - by wykorzystać doświadczenia generalicji Wehrmachtu w nadchodzącej konfrontacji ze Związkiem Radzieckim. W broszurze z 1949 roku Halder odmówił Hitlerowi wszelkich cech dowódcy wojskowego; stwierdził, że nie był to "żołnierski dowódca na niemieckim poziomie", "a już na pewno nie typ naczelnego wodza armii". Kierując się swoją demoniczną wolą, pisze Halder, regularnie lekceważył granice militarnych możliwości, przez co ściągnął na kraj katastrofę4. Nietrudno się domyślić, że owa narracja o dyktatorze oderwanym od rzeczywistości i pozbawionym jakichkolwiek kompetencji wojskowych miała pełnić funkcję odciążającą. Uczyniwszy Hitlera kozłem ofiarnym, nie trzeba już było spowiadać się z własnego wkładu w przedsięwzięcie zakończone klęską.

Podobnie jak większość wysokich funkcjonariuszy państwa nazistowskiego również generałowie podawali się za ofiary Hitlera, które nie miały możliwości przeciwstawić się jego rozkazom. Za zbrodnie wojenne popełnione na obywatelach Polski i Związku Radzieckiego odpowiadały jakoby grupy operacyjne Himmlera i Heydricha - z którymi dowództwo Wehrmachtu i podlegające mu oddziały nie miały rzekomo nic wspólnego. Lecz legendę "niezbrukanego Wehrmachtu", wymyśloną po wojnie i przez kilkadziesiąt lat uporczywie pielęgnowaną, ostatecznie podkopały dwie wystawy, zorganizowane w roku 1995 i 2001 przez Hamburski Instytut Badań Społecznych5. Zwłaszcza po pierwszej z tych ekspozycji ukazało się wiele rozpraw historycznych, które bezsprzecznie udokumentowały udział wielu jednostek Wehrmachtu w masowych zbrodniach narodowego socjalizmu6. Od tego czasu historiografowie są już zgodni, że przedsięwzięcie "Barbarossa" było bezprecedensową wojną o charakterze eksterminacyjnym - chociaż wiedza ta nie zakorzeniła się jeszcze w świadomości historycznej Republiki Federalnej ani jej politycznych reprezentantów w takim stopniu, jakiego wymagałaby pokojowa przyszłość naszego kontynentu.

Musimy więc poświęcić w tej książce szczególną uwagę relacjom między Hitlerem a elitą Wehrmachtu. Jak naczelny strateg spełniał swoją funkcję militarnego dowódcy? Na ile sztab generalny uczestniczył w podejmowaniu przez niego strategicznych decyzji? Czy generałowie zgadzali się ze zbrodniczymi celami Hitlera i w jaki sposób je wspierali - a może udaremniali ich realizację? Czy z upływem czasu wzajemne stosunki między dyktatorem a najwyższymi rangą wojskowymi się zmieniały? Jeśli tak, to czym owe zmiany były powodowane?

Tematycznym centrum niniejszego tomu jest (używając języka narodowych socjalistów) "ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej", Endlösung der Judenfrage, czyli masowe mordowanie europejskich Żydów. Była to zbrodnia przeciw ludzkości - jedyna w swoim rodzaju, gdyż jak wywodził Eberhard Jäckel w "sporze historyków" z roku 1986, "nigdy jeszcze nie zdarzyło się, aby jakieś państwo głosem swojego przywódcy sprawującego władzę postanowiło i obwieściło, że w miarę możliwości całkowicie wymorduje określoną grupę, łącznie ze starcami, kobietami, dziećmi i niemowlętami, i przystąpiło do realizacji tego postanowienia z użyciem wszelkich dostępnych władzy środków"7.

Przez kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny badania nad Holokaustem wciąż należały w naukach historycznych do tematów raczej zaniedbywanych. Nieprzypadkowo Joachim Fest w swojej słynnej biografii Hitlera z roku 1973 poświęcił temu zagadnieniu ledwie kilka stron8. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych - między innymi w związku ze spóźnioną recepcją doniosłej pracy Raula Hilberga The Destruction of the European Jews z 1961 roku - stały się poważną gałęzią nauki. Od tego czasu również upamiętnienie owej gigantycznej zbrodni znajduje się w centrum niemieckich i międzynarodowych działań związanych z kulturą pamięci9.

Dziś literatura poświęcona Holokaustowi jest już naprawdę obszerna. W roku 2008 rozpoczęto ambitny projekt wydawniczy, obejmujący szesnaście tomów dokumentacji pod zbiorczym tytułem Prześladowania i eksterminacja Żydów europejskich przez narodowosocjalistyczne Niemcy w latach 1933-1945, opisującej wydarzenia, do jakich doszło we wszystkich krajach europejskich10. Z najnowszych badań wypływają dwie ważne konkluzje: Po pierwsze, krąg sprawców niemieckich i austriackich był znacznie szerszy, niż przez długi czas zakładano. Obecnie przyjmuje się, że było ich od 200 do 250 tysięcy, przy czym należy też pamiętać o wielomilionowej rzeszy osób, które z mordowania Żydów czerpały korzyści. Po drugie, Hitler nie wydał żadnego pisemnego rozkazu, który byłby zapłonem procesu eksterminacji. Zbrodnicze wydarzenia stanowiły efekt złożonego współdziałania centrali w Berlinie z operującymi na peryferiach jednostkami SS, policji i wojska. Badacze skupiają też większą uwagę na kolaborantach, zwłaszcza w okupowanych krajach Europy Wschodniej.

Słusznym podejściem jest więc nieograniczanie perspektywy analitycznej do Hitlera i bezpośrednich realizatorów jego szalonych idei, czyli Himmlera i Heydricha. Ale bagatelizowanie roli dyktatora również byłoby niewłaściwe. Dlatego autor niniejszej publikacji stawia sobie za cel jak najdokładniejsze określenie osobistego wkładu Hitlera w "ostateczne rozwiązanie" - w jaki sposób i z jakim skutkiem ingerował on w proces Zagłady i popychał go naprzód.

 

Oznacza to, że podobnie jak w pierwszym tomie biografii nasza uwaga skupiać się będzie na osobowości Hitlera. Nie sposób bowiem sensownie opisać i wyjaśnić ani przebiegu wojny, ani tego, jak doszło do Holokaustu, jeśli nie uwzględni się w tym procesie fatalnej roli samego dyktatora. Trzeba więc zajrzeć w głąb jego charakteru - poznać kompleksy, obsesje i mordercze siły, napędzające jego myślenie i działanie.

 

Podobnie jak badania nad sprawcami coraz mocniej wpływają na obraz europejskich społeczeństw z okresu drugiej wojny, tak i rzetelnej biografii Hitlera nie sposób napisać bez powiązania jej z historią społeczną III Rzeszy, gdyż w tym okresie narodowi socjaliści byli zależni od stopnia mobilizacji wszystkich istotnych grup. Dlatego kontekst społeczny należy zdecydowanie włączyć do rozważań i dlatego wielokrotnie będziemy stawiać pytanie o to, jak ludność reagowała na zmiany sytuacji wojennej, a także jak wpływało to na poziom akceptacji reżimu i popularność "wodza".

Ważnym źródłem w tym zakresie są tajne raporty Służby Bezpieczeństwa SS, zatytułowane zbiorczo Meldungen aus dem Reich. Z zadziwiającym obiektywizmem ich autorzy informowali kierownictwo partii i władze państwowe o panujących w kraju nastrojach11. Drugi tom biografii - tak jak i pierwszy - przedstawia szerokie spektrum ówczesnych głosów. Z jednej strony będą to wypowiedzi osób podziwiających Hitlera i żarliwie go wspierających, jak minister propagandy Joseph Goebbels, którego obszerny dziennik jest kluczowym dokumentem nie tylko dla badaczy biografii dyktatora, ale również całego reżimu nazistowskiego12, czy też "zwykli ludzie", tacy jak młoda studentka germanistyki Lore Walb, która wraz z milionami Niemców do ostatniej chwili pokładała w Führerze ufność i wiarę13. Z drugiej strony nieraz dopuścimy do głosu przeciwników Hitlera. Należeli do nich między innymi pisarz Thomas Mann, obserwujący i komentujący rozwój wydarzeń na emigracji w Stanach Zjednoczonych, romanista Victor Klemperer, który przetrwał dyktaturę, mieszkając w jednym z tak zwanych domów żydowskich (Judenhäuser) w Dreźnie, wreszcie Wilhelm Muehlon, były dyrektor zakładów Kruppa, który wyemigrował do Szwajcarii już podczas pierwszej wojny światowej, zniesmaczony późnowilhelmińskim hurrapatriotyzmem Niemców14.

Świadectwem niezwykłej wagi są dla nas dzienniki Friedricha Kellnera z lat wojennych, wydane w roku 201115. Kellner, inspektor administracji wymiaru sprawiedliwości mieszkający w miasteczku Laubach w Hesji, pilnie śledził doniesienia narodowosocjalistycznej prasy. Notował sobie również informacje przypadkowo zasłyszane, jak i dostarczane przez znajomych. Jego zapiski dowodzą, że nawet zwykły obywatel na prowincji był w stanie poznać się na zakłamaniu nazistowskiej propagandy i dowiedzieć się o eutanazyjnych morderstwach, jakich dokonywano w zakładach psychiatrycznych, i masowych egzekucjach na okupowanych terenach Europy Wschodniej.

Jeśli chodzi o punkt widzenia obserwatorów zagranicznych, to bardzo wartościowe materiały znajdziemy w zbiorze raportów dyplomatycznych wydanym przez Franka Bajohra i Christopha Struppa16. Znalazły się w nich między innymi frapujące zapiski Iwana Majskiego, radzieckiego ambasadora w Londynie, odkryte w rosyjskich archiwach przez izraelskiego historyka Gabriela Gorodetskiego, a od 2016 r. dostępne w wydaniu niemieckim17. Całość stanowi kalejdoskop opinii i postaw, interpretacji i mylnych wniosków - ale też zdumiewająco trafnych ocen tego, co działo się w latach wojny pod panowaniem Hitlera.

 

Fakty przedstawiam w porządku chronologicznym, co jakiś wplatając w nie rozważania systematyzująco-analityczne. Na przykład rozdział Wojna totalna, narodowa wspólnota skupia się na pytaniu, w jakim stopniu Hitlerowi i jego paladynom udawało się mobilizować lojalność mas nawet jeszcze w obliczu nadciągającej klęski militarnej, nasilających się bombardowań i coraz dotkliwszych deficytów w gospodarce.

W rozdziale Dyktator opada z sił rozważam, jakie zmiany w osobowości Hitlera nastąpiły z upływem czasu. Opieram się przy tym na założeniu, że punktem zwrotnym dla żołnierzy niemieckich nie była - jak twierdzi się w wielu publikacjach - kapitulacja na przełomie stycznia i lutego 1943 roku 6. Armii pod Stalingradem, lecz już porażka Planu Barbarossa zimą 1941 roku. Jak wojskowe niepowodzenia wpływały na samoocenę i kondycję psychiczną nawykłego do sukcesów dyktatora? Jak wytłumaczyć fakt, że choć coraz wyraźniej unikał wystąpień publicznych (stając się dla obywateli postacią wręcz niewidzialną), to powszechna akceptacja dla jego władzy nie zmalała i nie narodziła się przeciwko niemu żadna znacząca polityczna siła?

Rozdział zatytułowany Mikrospołeczność Berghofu podczas wojny nawiązuje do tomu pierwszego. Ktoś mógłby zarzucić mi, że w obliczu potworności zbrodni Hitlera wszelkie próby portretowania go jako osoby prywatnej są zbędne lub nawet całkiem niestosowne. Ale przecież w przypadku Hitlera nie sposób oddzielić sfery życia prywatnego od jego działalności polityczno-militarnej: oba te obszary w jego biografii przedziwnie się splatały. A najwyraźniej objawiało się to właśnie w jego alpejskiej rezydencji Berghof. Tam bowiem nawet w trakcie wojny dyktator usiłował zachować resztki życia prywatnego, otoczony zaufanymi ludźmi. Równocześnie jednak odbywały się tu narady wojskowe i zapadały kluczowe decyzje dotyczące działań militarnych i polityki eksterminacyjnej. Tak więc wejrzenie w ów mikroświat, urządzony na zboczu Obersalzbergu, uświadamia nam płynność granicy między idylliczną ułudą, w jakiej żył Hitler, a zbrodniczą rzeczywistością.

Ostatnie rozdziały książki poświęcone są apokaliptycznemu końcowi Trzeciej Rzeszy. Chcę tu pokazać, jak świadomie Hitler wyreżyserował swoją katastrofę i do jakich mitycznych obrazów i wzorców sięgnął. Co sprawiało, że reżim nazistowski mimo beznadziejnej sytuacji zdolny był nadal prowadzić wojnę? I dlaczego ogromna część niemieckiego społeczeństwa gotowa była podążać za nim ku katastrofie?

Koniec urojonego świata, jaki nastąpił w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy, opisywało już wielu autorów - od Hugh R. Trevora-Ropera po Joachima Festa18. Dramatyzm owych wydarzeń ma specyficzny urok dla każdego biografa Hitlera - trzeba jednak starannie oddzielić prawdę od rozlicznych ozdobników, wymyślonych już po wojnie. W ostatnim rozdziale próbuję ocenić "przypadek Hitlera" i wskazać jego miejsce w historii.

 

"Choć się człowiek przed tym wzdraga, trudno nie zajmować się co i rusz Hitlerem", napisał w swoim dzienniku Friedrich Kellner w grudniu 1942 roku19. I właściwie do dziś, chociaż od samobójstwa dyktatora minęło ponad 70 lat, niewiele się w tej kwestii zmieniło. Hitler uchodzi za wcielenie zła, a monstrualne zbrodnie, jakich się dopuszczono za jego panowania, ciągle domagają się kolejnych objaśnień. Publikacje na ten temat napływają strumieniem tak szerokim, że biografowi coraz trudniej jest się w nich rozeznać. Od momentu wydania pierwszego tomu niniejszej biografii na przykład pojawiły się dwie prace, do których chciałbym tu od razu się odnieść.

Biografia autorstwa Petera Longericha ponownie ogniskuje rozważania o reżimie narodowosocjalistycznym na osobie samego Hitlera20. Longerich opisuje go jako polityka silnego, cechującego się nadzwyczajną siłą przebicia. W stanowczej opozycji do Iana Kershawa, Hansa-Ulricha Wehlera i Ludolfa Herbsta autor ten stawia tezę, że fundamentem niezwykłej pozycji, jaką zyskał dyktator, nie była powszechna akceptacja jego decyzji zbudowana na jego charyzmie, lecz wykorzystanie władzy w ten sposób, by stworzyć sobie niespotykaną swobodę działania. We wszystkich istotnych sferach polityki Hitler, jak twierdzi Longerich, trzymał lejce w garści i intensywnie zajmował się bieżącymi sprawami.

Wobec takiej interpretacji można wysunąć dwa zarzuty: 1. Owszem, wyeliminowawszy w latach 1933/1934 wszystkie siły stojące mu na drodze, Hitler bez wątpienia pozyskał olbrzymią władzę. Nie można jednak bagatelizować roli jego satrapów, którzy "działali, wychodząc naprzeciw jego życzeniom" (Ian Kershaw). Specyficzny styl rządzenia Hitlera polegał na tym - jak wykazałem w pierwszym tomie - że ograniczał się do rzucania w przelocie uwag czy napomknięć, które gorliwi podwładni przekuwali na "rozkazy Führera". Hitler nie zawsze chciał ani też nie musiał zajmować się szczegółami. 2. W nakreślonym przez Longericha obrazie dyktatora wszechmocnego, mającego całkowitą swobodę postępowania, osobliwie niedoświetlona pozostaje rola społeczeństwa Trzeciej Rzeszy. Bo przecież władza Hitlera nie opierała się jedynie na instrumentach represji, lecz i na tym, że znaczna część ludności Niemiec ochoczo podążała za swoim mesjaszem, który zdawał się urzeczywistniać jej pragnienia i tęsknoty. Uznając "wspólnotę etniczno-narodową" za czysty wymysł propagandy, Longerich nie docenia magnetyzmu wielkiej obietnicy, jaką niosła ta wspólnota. Ogólnie autor zaniża skalę społecznego poparcia dla reżimu hitlerowskiego, a zwłaszcza dla samego Hitlera.

Spojrzenie oryginalne i innowacyjne zaproponował Wolfram Pyta21. Opisuje on Hitlera jako takiego polityka i dowódcę wojskowego, którego nie sposób zrozumieć w oderwaniu od jego aspiracji artystycznych. Interdyscyplinarne podejście Pyty, operującego między innymi kategoriami estetyki recepcji, jest bardzo nośne, dopóki chodzi o wyjaśnienie niesłychanego oddźwięku, jakim cieszyły się publiczne wystąpienia Führera. Problem zaczyna się w momencie, gdy autor generalizująco przenosi swoje wnioski na całą dziedzinę polityki i skutecznego showmana zmienia w "polityka artystę". Otóż taką rolę Hitler przypisywał sobie sam - i w takie szaty pieczołowicie się stroił. Natomiast jego rzeczywiste posunięcia polityczne bynajmniej nie nosiły znamion artystyczności: dokonywał ich odporny na ciosy i przebiegły taktyk, bezwzględny i brutalny dzierżyciel władzy. Historykowi grozi tu więc wpadnięcie w pułapkę mistyfikacji dyktatora - jeśli nie oddzieli się z dostateczną skrupulatnością jego autokreacji od rzeczywistych działań. Dotyczy to również Hitlera jako głównodowodzącego armii. Rzekomy przymiot genialności, którą najbliższe otoczenie przypisało mu po pierwszych militarnych sukcesach, Hitler włączył do propagandowego obrazu swojej osoby i legitymizował nim swój monopol na dowodzenie wojskami. Ale praktyka dowódcza wyglądała zupełnie inaczej.

 

Korzystając z faktu, że z końcem 2015 roku upłynął okres obowiązywania praw autorskich kraju związkowego Bawaria do niesławnej książki Mein Kampf Hitlera, monachijski Instytut Historii Współczesnej (Institut für Zeitgeschichte) przygotował krytyczne wydanie tego dzieła, przepełnionego szczującą nienawiścią. To ambitne przedsięwzięcie edytorskie ogólnie można ocenić jako udane22. Dzięki niemu bowiem jeszcze wyraźniej niż dotychczas widzimy historyczno-intelektualne korzenie ideologicznych obsesji Hitlera i dostrzegamy mętne źródła, z których czerpał - a były to głównie volkistowsko-rasistowskie piśmiennictwo traktatowe z XIX i początku XX wieku. Kolejny zysk historyków polega tu na odkryciu rozlicznych kłamstw, półprawd i przemilczeń, w jakie obfitują autobiograficzne partie tego tekstu. Wydawcy zamieścili ponad 3,5 tysiąca przypisów do Mein Kampf, w których sprostowali merytoryczne błędy i nieprawdziwe twierdzenia Hitlera - stanowi to olbrzymi zasób informacji dla przyszłych badaczy dziejów.

Powszechnie uważa się, że o Hitlerze napisano już wszystko i że ujawniono na jego temat wszystkie istotne fakty. Tymczasem co rusz pojawiają się nowe zaskakujące materiały źródłowe, jak osobiste dzienniki Alfreda Rosenberga, naczelnego ideologa NSDAP i późniejszego ministra Rzeszy do spraw zajętych terenów wschodnich. Jeden z oskarżycieli w procesach norymberskich, Robert M.W. Kempner, zabrał je ze sobą do Stanów Zjednoczonych. Kiedy zmarł, zniknęły z jego spuścizny, odnaleziono je dopiero w 2013 roku, a dwa lata później ukazały się w wydaniu opatrzonym komentarzem Jürgena Matthäusa i Franka Bajohra23. Doniosłość tego wydarzenia wynika choćby stąd, że z wyjątkiem ministra propagandy Goebbelsa żaden inny wysoki rangą funkcjonariusz nazistowski nie pozostawił po sobie dzienników. Wprawdzie zapiski Rosenberga nie dorównują Goebbelsowskim ani objętością, ani gęstością informacji (bywało, że nie pisał całymi tygodniami, a nawet miesiącami), ale dają cenny wgląd w kulisy ustroju hitlerowskiego i toczące się na szczytach permanentne walki o władzę.

W czerwcu 2010 roku dom akcyjny Fürther wystawił na licytację akta osobowe Hitlera z okresu jego pobytu w więzieniu landsberskim w latach 1923/1924 - dokumentację tę przez długi czas uznawano za zaginioną. Licytowane materiały zostały skonfiskowane w imieniu kraju związkowego Bawaria, a następnie w 2015 roku opublikowane pod wzorową redakcją Petera Fleischmanna, dyrektora Archiwum Państwowego w Norymberdze24. Wydanie to zawiera między innymi korespondencję dotyczącą prominentnego więźnia, skonfiskowane listy do Hitlera, a także sporo informacji o ponad trzystu osobach, które odwiedzały niedoszłego puczystę w zakładzie karnym. Główną jednak niespodziankę stanowi krótki wpis w księdze przyjęć: oto kilka godzin po przybyciu Hitler został zbadany przez więziennego lekarza Josefa Brinsteinera, który stwierdził u niego prawostronny kryptorchizm, czyli wnętrostwo: jedno z jąder w fazie rozwoju embrionalnego albo też w wieku niemowlęcym nie zeszło do moszny, tylko utkwiło w kanale pachwinowym. Oznacza to ukrócenie wszelkich pogłosek, jakoby Hitler stracił jądro na froncie zachodnim w 1916 roku. Zarazem jednak trzeba skorygować założenie (które również ja sam poczyniłem w pierwszym tomie biografii), że narządy płciowe Hitlera były rozwinięte całkiem normalnie. O konsekwencjach tej anomalii cielesnej można jedynie spekulować: przypuszczalnie tłumaczy ona lęk Hitlera przed obnażaniem się, a być może też jego trudne relacje z kobietami. Jest bardzo prawdopodobne, że defekt ten pogłębiał poczucie niższości, które towarzyszyło Hitlerowi od czasu dwóch porażek edukacyjnych: w gimnazjum realnym w Linzu oraz w wiedeńskiej Akademii Sztuk Plastycznych.

 

Drukowane materiały źródłowe uzupełniam - podobnie jak w tomie pierwszym - dzięki bogatej kwerendzie przeprowadzonej głównie w zasobach Archiwum Federalnego w Koblencji, Archiwum Federalnego-Archiwum Wojskowego we Fryburgu, Archiwum Federalnego w Berlinie-Lichterfelde oraz Instytutu Historii Współczesnej. Interesowały mnie zwłaszcza materiały stanowiące spuściznę ważnych osobistości państwa nazistowskiego oraz jego najwyższych dowódców wojskowych, z którymi Hitler spędził lwią część swoich ostatnich sześciu lat życia. Krótko przed samobójczą śmiercią dyktator kazał zniszczyć wszystkie swoje osobiste dokumenty, a zatem nowych faktów należy szukać właśnie w archiwaliach, jakie zachowały się po ludziach z jego otoczenia.

Zajmowanie się tym (według słów Golo Manna) "odstręczającym indywiduum" zajęło mi osiem lat, co było pracą obciążającą również psychicznie. Ulga, że mogę teraz poświęcić się przyjemniejszym tematom, łączy się z nadzieją, że drugi tom spotka się, tak jak pierwszy, z zainteresowaniem Czytelników.

1 Hans-Ulrich Thamer, Verführung und Gewalt. Deutschland 1933-1945, Berlin 1986, str. 627.

2 Bernd Wegner, "Wozu Operationsgeschichte?", w: Thomas Kühne i Benjamin Ziemann (red.): Was ist Militärgeschichte?, Paderborn 2000, str. 105-113 (cytat str. 110).

3 Das Deutsche Reich und der Zweite Weltkrieg, Hrsg. vom Militärgeschichtlichen Forschungsamt, 10 tomów, Stuttgart-Monachium 1979-2008.

4 Franz Halder, Hitler als Feldherr, Monachium 1949 (cytat str. 63). Por. Christian Hartmann, Halder Generalstabschef Hitlers 1938-1942, wyd. 2, Paderborn 2010, str. 18-21; Henrik Eberle, Hitlers Weltkriege. Wie der Gefreite zum Feldherren wurde, Hamburg 2014, str. 13-17.

5 Por. oba katalogi wystawowe Hamburskiego Instytutu Badań Społecznych: Vernichtungskrieg. Verbrechen der Wehrmacht 1941 bis 1944 (Hamburg 1996) i Verbrechen der Wehrmacht. Dimensionen des Vernichtungskrieges 1941 bis 1944 (Hamburg 2002).

6 Por. zwłaszcza Johannes Hürter, Hitlers Heerführer. Die deutschen Oberbefehlshaber im Krieg gegen die Sowjetunion 1941/42, Monachium 2007, str. 509 i następne; Christian Hartmann, Wehrmacht im Ostkrieg. Front und militärisches Hinterland, Monachium 2009, str. 635 i następne.

7 Eberhard Jäckel, Die elende Praxis der Untersteller, w: "Historikerstreit". Die Dokumentation der Kontroverse um die Einzigartigkeit der nationalsozialistischen Judenvernichtung, Monachium-Zurych 1987, str. 115-122 (cytat str. 118). Por. niedawno Sybille Steinbacher (red.), Holocaust und Völkermorde. Die Reichweite des Vergleichs, Frankfurt/M.-Nowy Jork 2012.

8 Joachim Fest, Hitler. Eine Biographie, Frankfurt/M.-Berlin-Wiedeń 1973, str. 929-933.

9 Co do poniższego, por. także Frank Bajohr i Andrea Löw (red.), Der Holocaust. Ergebnisse und neue Fragen der Forschung, Frankfurt/M. 2015, str. 9 i następne. Niemiecki przekład książki Hilberga ukazał się dopiero na początku lat osiemdziesiątych w małym berlińskim wydawnictwie Olle & Wolter; w roku 1990 S. Fischer Verlag wydał trzytomową kasetę. Por. Raul Hilberg, Unerbetene Erinnerung. Der Weg eines Holocaust-Forschers, Frankfurt/M. 1994, i tegoż Anatomie des Holocaust. Essays und Erinnerungen, red. Walter H. Pehle i René Schlott, Frankfurt/M. 2016.

10 Die Verfolgung und Ermordung der europäischen Juden durch das nationalsozialistische Deutschland 1933-1945. Hrsg. im Auftrag des Bundesarchivs, des Instituts für Zeitgeschichte und des Lehrstuhls für Neuere und Neueste Geschichte an der Albert-Ludwigs-Universität Freiburg von Götz Aly, Wolf Gruner, Susanne Heim, Ulrich Herbert, Hans-Dieter Kreikamp, Horst Möller, Dieter Pohl und Hartmut Weber, Monachium 2008.

11 Heinz Boberach (red.), Meldungen aus dem Reich 1938-1945. Die geheimen Lageberichte des Sicherheitsdienstes der SS, 17 tomów, Herrsching 1984. Por. wprowadzenie Heinza Boberacha, t. 1, str. 22-24.

12 Die Tagebücher von Joseph Goebbels. Im Auftrag des Instituts für Zeitgeschichte und mit Unterstützung des Staatlichen Archivdienstes Rußlands, red. Elke Fröhlich, część I: Aufzeichnungen 1923-1941, 9 tomów w 14 tomach częściowych, Monachium 1998-2008; część II: Diktate 1941-1945, 15 tomów, Monachium 1993-1996.

13 Lore Walb, Ich, die Alte - ich, die Junge. Konfrontation mit meinen Tagebüchern 1933-1945, Berlin 1997.

14 Thomasa Manna Tagebücher 1940-1943, red. Peter de Mendelssohn, Frankfurt/M. 1982, Tagebücher 1944-1.4.1946, red. Inge Jens, Frankfurt/M. 1986, oraz An die gesittete Welt. Schriften und Reden im Exil, Frankfurt/M. 1986; Victor Klemperer, Ich will Zeugnis ablegen bis zum letzten. Tagebücher, t. 1: 1933-1941, t. 2: 1942-1945, red. Walter Nowojski, współpr. Hadwig Klemperer, Berlin 1995; Wilhelm Muehlon: Tagebuch der Kriegsjahre 1940-1944, red. Jens Heisterkamp, Dornach 1992.

15 Friedrich Kellner, "Vernebelt, verdunkelt sind alle Hirne". Tagebücher 1939-1945, 2 tomy, red. Sascha Feuchert, Robert Martin Scott Kellner, Erwin Leibfried, Jörg Riecke i Markus Roth, Getynga 2011.

16 Frank Bajohr i Christoph Strupp (red.), Fremde Blicke auf das "Dritte Reich". Berichte ausländischer Diplomaten über Herrschaft und Gesellschaft in Deutschland 1933-1945, Getynga 2011.

17 Gabriel Gorodetsky (red.), Die Maiski-Tagebücher. Ein Diplomat im Kampf gegen Hitler 1932-1943, Monachium 2016.

18 Hugh R. Trevor-Roper, Hitlers letzte Tage (zuerst 1947), Frankfurt/M.-Berlin 1995; Joachim Fest, Der Untergang. Hitler und das Ende des Dritten Reiches. Eine historische Skizze, Berlin 2002. Książkę Festa wykorzystał producent Bernd Eichinger do nakręcenia filmu Der Untergang (pol. Upadek) z roku 2004.

19 Kellner, Tagebücher 1939-1945, t. 1, str. 366 (z 17.12.1942).

20 Peter Longerich, Hitler. Biographie, Monachium 2015.

21 Wolfram Pyta, Hitler. Der Künstler als Politiker und Feldherr. Eine Herrschaftsanalyse, Monachium 2015.

22 Christian Hartmann, Thomas Vordermayer, Othmar Plöckinger i Roman Töppel (red.), Hitler, Mein Kampf. Eine kritische Edition, 2 tomy, Monachium-Berlin 2016.

23 Jürgen Matthäus i Frank Bajohr (red.), Alfred Rosenberg. Die Tagebücher von 1934 bis 1944, Frankfurt/M. 2015.

24 Hitler als Häftling in Landsberg am Lech 1923/24. Der Gefangenen-Personalakt aus der Schutzhaft-, Untersuchungshaft- und Festungshaftanstalt Landsberg am Lech, red. i komentarz Peter Fleischmann, Neustadt an der Aisch 2015.

 

1

ROZPĘTANIE DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

"Przezwyciężyłem panujący w Niemczech chaos, przywróciłem ład, potężnie zwiększyłem produkcję we wszystkich gałęziach naszej gospodarki narodowej" - taki bilans swoich sześcioletnich rządów przeprowadził Hitler na forum Reichstagu 28 kwietnia 1939 roku, kilka dni po swych pięćdziesiątych urodzinach. Następnie ciągnął: "Aby oddalić zagrożenia ze strony innego świata, nie tylko zjednoczyłem niemiecki naród politycznie, lecz i dozbroiłem go militarnie. Starałem się też dalej, karta po karcie, obalać ów traktat, który w swoich 448 artykułach zawiera najpodlejszy gwałt, jaki kiedykolwiek wyrządzono narodom i ludziom. Zwróciłem Rzeszy prowincje zrabowane nam w roku 1919 (...) przywróciłem sięgającą tysiąc lat wstecz historyczną jedność niemieckiej przestrzeni życiowej, a wszystko to starałem się czynić bez przelewu krwi, nie przysparzając ani swojemu narodowi, ani innym cierpień związanych z wojną. Ja (...), dwadzieścia jeden lat temu nikomu jeszcze nieznany robotnik i żołnierz swego narodu, dokonałem tego własnymi siłami - oczekuję więc, że historia zaliczy mnie w poczet ludzi, którzy osiągnęli maksimum tego, czego słusznie można domagać się od jednostki"25.

Ma się rozumieć, dyktator przemilczał drugą część tego tryumfalnego bilansu. Owszem, zaprowadził "ład", ale dzięki wyrafinowanemu systemowi represji i terroru, skierowanemu w swoich dawnych adwersarzy politycznych, komunistów i socjaldemokratów, opozycyjnych księży i pastorów, w grupy napiętnowane jako "aspołeczne", przede wszystkim zaś w pozbawianą praw i dręczoną mniejszość żydowską. Nakazanym przez Hitlera pogromem w listopadzie 1938 roku "Trzecia Rzesza" ostatecznie wystąpiła z kręgu narodów cywilizowanych. To prawda, że w zadziwiająco krótkim czasie zostało zlikwidowane bezrobocie i nastąpiło wielkie przyspieszenie zbrojeń, ale kosztem przyprawiającej o zawrót głowy, z gruntu niesolidnej polityki finansowej, która w dłuższej perspektywie musiała przynieść katastrofalne skutki. Postanowienia traktatu wersalskiego zostały krok po kroku zrewidowane - ale to jedynie dlatego, że mocarstwa zachodnie dawały się zwodzić pokojowym deklaracjom Hitlera, a równocześnie czuły się za słabe, by stawić mu zdecydowany opór. Anektując "resztę kraju czeskiego" (Rest-Tschechei), co stanowiło definitywne naruszenie układu monachijskiego, dyktator nieodwołalnie utracił wszelki kapitał zaufania.

Chwaląc siebie za "przywrócenie praw do sięgającej tysiąc lat wstecz niemieckiej przestrzeni życiowej", Hitler oczywiście zapomniał nadmienić, że jego właściwy cel polega na zdobyciu nowej przestrzeni, sięgającej daleko poza granice "Rzeszy Wielkoniemieckiej", a mianowicie na obszar Europy Wschodniej, i ma być osiągnięty przez konsekwentnie prowadzoną rasowo-ideologiczną wojnę eksterminacyjną ze Związkiem Radzieckim. No i wreszcie tego, co nazywał sukcesami, bynajmniej nie osiągnął li tylko własnymi siłami, gdyż we wszystkich przedsięwzięciach wspierały go wszelkie instytucje i wszystkie warstwy społeczeństwa, ochoczo realizujące jego nakazy, a często wybiegające naprzód z własnymi inicjatywami.

W swoich Rozważaniach o Hitlerze z 1978 roku Sebastian Haffner wysunął tezę, że w roku 1938, gdy powszechny kult Wodza sięgnął zenitu, zwolennicy Hitlera stanowili "zapewne ponad 90 procent wszystkich Niemców"26. Haffner trochę przesadził, ale trudno zaprzeczyć, że Führer - zwłaszcza po anszlusie Austrii - cieszył się wśród ludności niemieckiej ogromną aprobatą. Gdyby padł wtedy ofiarą zamachu, to - jak zauważył Joachim Fest - niewielu zawahałoby się "okrzyknąć go jednym z najwybitniejszych niemieckich mężów stanu, a może wręcz tym, który wypełnił niemiecką historię"27. Tego rodzaju rozważania można by pociągnąć dalej: co by się stało, gdyby Hitler wiosną 1939 roku, doprowadziwszy do aneksji kadłubowego państwa czeskiego oraz okręgu Kłajpedy, zmienił kurs i poprzestał na tych zdobyczach?

Spekulacje takie prowadzą jednak donikąd, gdyż jak pokazałem w pierwszym tomie biografii, zatrzymanie się na raz obranej drodze ku wojnie (nie mówiąc o zawróceniu z niej) przeczyłoby gwałtowności owego reżimu, a także osobowości Hitlera. "Niczym elektryczny kondensator wysokiego napięcia, który po każdym impulsie prądowym powoli znów się ładuje, aby w końcu, gdy osiągnie odpowiednie napięcie, wyładować się w kolejnej iskrze - takim jawił mi się Hitler w pamiętnym 1939 roku", wspominał Otto Dietrich, szef pionu prasowego. "Był niczym hazardzista, który nie jest w stanie przerwać gry, bo wydaje mu się, że zna system, dzięki któremu powetuje sobie wszystkie dawne straty i rozbije pulę"28. Istotnie, tuż po konferencji monachijskiej z 29 i 30 września 1938 roku, interpretując jej rezultat jako swoją porażkę (gdyż odebrała mu szansę na wojnę z Czechosłowacją i tym samym na zawładnięcie całym tym krajem), Hitler skupił się na kolejnym celu swojej inwazyjnej polityki: na Polsce, z którą w styczniu 1934 roku ku zaskoczeniu wielu osób zawarł pakt o nieagresji.

 

Przed południem 30 września 1938 roku brytyjski premier Neville Chamberlain opuścił prywatne mieszkanie Hitlera przy Prinzregentenstraße w Monachium, aby wsiąść w powrotny samolot i zawieźć do Londynu podpisany dokument, w którym obie strony deklarowały chęć pokojowego uregulowania wszystkich spornych kwestii. I ledwie Chamberlain odjechał, dyktator dał do zrozumienia swoim wojskowym adiutantom Rudolfowi Schmundtowi i Gerhardowi Engelowi, iż nie czuje się związany słowem danym Brytyjczykowi. Oświadczył, że rozwiązanie spornych kwestii z Polską "mu nie ucieknie", a "w stosownym czasie zrobi Polakom zmiękczający ostrzał z użyciem sprawdzonych środków"29. "Sprawdzone środki" oznaczały kombinację wabienia, mydlenia oczu i szantażowania, aż po otwarte grożenie wojną.

Najpierw Rzesza usiłowała skłonić Polskę do uległości na drodze dyplomatycznej. Na 24 października 1938 roku minister spraw zagranicznych Rzeszy Joachim von Ribbentrop zaprosił polskiego ambasadora Józefa Lipskiego do Grand Hotelu w Berchtesgaden, gdzie zaproponował mu "generalne uporządkowanie" wszystkich istniejących tarć między ich państwami. Konkretnie zażądał powrotu Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy oraz zgody Warszawy na poprowadzenie przez polski korytarz eksterytorialnej linii kolejowej i autostrady do Prus Wschodnich. Oprócz tego Polska miałaby przystąpić do wymierzonego w ZSRR paktu antykominternowskiego z 1936 roku, a w zamian strona niemiecka obiecywała zagwarantować nienaruszalność polskich granic oraz przedłużyć "o 10 do 25 lat" pakt o nieagresji zawarty w 1934 roku30.

Trzygodzinna rozmowa Lipskiego i Ribbentropa odbywała się w przyjacielskim tonie, lecz rząd polski nie dał się zwieść. Warszawa jasno zdawała sobie sprawę, że niemieckie propozycje stanowią zaledwie początek ofensywy, zmierzającej do wciągnięcia Polski w zależność od Rzeszy Niemieckiej i do wbudowania jej we wspólny front przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Dlatego 19 listopada polski minister spraw zagranicznych Józef Beck odmówił zgody na włączenie Gdańska w granice Rzeszy. Zaznaczył przy tym, że w grę wchodziłaby najwyżej zmiana statutu zatwierdzonego przez Ligę Narodów na umowę polsko-niemiecką, jednak Gdańsk miał zachować status autonomicznego państwa (Freistaat) i pozostać w unii celnej z Polską. Do pytania o eksterytorialną linię komunikacyjną przez korytarz minister Beck w ogóle się nie odniósł, jednakże Lipski, doręczając Ribbentropowi notę z odpowiedzią, wyraził własną opinię, że da się w tej sprawie znaleźć kompromis31. Aby dobitnie zasygnalizować swój zamiar utrzymania niezależnej pozycji między zachodnim a wschodnim sąsiadem, Polska 27 listopada przedłużyła zawarty w lipcu 1932 roku pakt o nieagresji z Moskwą.

Oburzony tym niespodziewanym odrzuceniem jego oferty Hitler 24 listopada rozkazał Naczelnemu Dowództwu Wehrmachtu (Oberkommando der Wehrmacht, OKW) rozpoczęcie przygotowań do "błyskawicznego zajęcia Gdańska". Nie chciał jednak jeszcze w tym momencie wzniecać wojny z Polską, lecz tylko skorzystać z "dogodnej sytuacji politycznej", sprzyjającej takiemu szybkiemu manewrowi32. 5 stycznia 1939 roku w Berghofie dyktator odbył z polskim ministrem spraw zagranicznych dłuższą rozmowę, przedstawiając mu znany już katalog swoich żądań z października 1938. Oświadczył wprawdzie, że "silna Polska jest Niemcom po prostu niezbędna", ale podtrzymał zarazem roszczenia względem Gdańska: "Danzig jest niemiecki, niemieckim pozostanie na zawsze i wcześniej czy później dołączy do Niemiec". Beck zareagował wymijająco, mówiąc, że wolałby jeszcze zastanowić się nad tym problemem w spokoju, lecz nadmienił też, że polska opinia publiczna jest w tej kwestii niezwykle drażliwa, co nie pozostawia mu dużej swobody decyzji. Rozmawiając następnego dnia w Monachium z Ribbentropem, nie zmienił stanowiska, choć przedstawił je w uprzejmej formie. Pod koniec stycznia niemiecki minister spraw zagranicznych udał się z dwudniową rewizytą do Warszawy - i wrócił z pustymi rękami33.

 

Hitler w trakcie swojej przemowy w Reichstagu 30 stycznia 1939 roku powstrzymał się od agresywnych akcentów wobec Polski. Przeciwnie: pakt o nieagresji sprzed pięciu lat nazwał "uzgodnieniem prawdziwie wyzwalającym", a przyjaźń niemiecko-polską - "jednym z uspokajających przejawów życia politycznego w Europie"34. W pierwszych miesiącach 1939 roku głównym jego problemem nie było przyszłe starcie ze wschodnim sąsiadem, lecz pytanie, jak zawładnąć kadłubowym państwem czeskim - którego nienaruszalność uznał w układzie monachijskim. Po jednym z obiadów w Kancelarii Rzeszy na początku lutego minister propagandy Goebbels zanotował: "Führer mówi teraz niemal wyłącznie o polityce zagranicznej. Wykuwa nowe plany. Iście napoleońska natura!"35, a po zaskakującym marszu na Pragę 15 marca wnikliwsi obserwatorzy zdawali już sobie sprawę, że teraz na celowniku dyktatora znajdzie się Polska. Urzędujący w Lipsku polski konsul generalny doniósł ambasadorowi Lipskiemu, że zaanektowawszy okręg Kłajpedy, Hitler "ani chybi przystąpi do uregulowania roszczeń wobec Polski, w pierwszej kolejności do przejęcia Gdańska i "Korytarza"" i będzie mógł liczyć w tej kwestii na "zrozumienie i uznanie" ze strony niemieckiego społeczeństwa36.

21 marca Ribbentrop wezwał polskiego ambasadora na Wilhelmstraße i ponownie wyłożył mu - teraz już niemal w tonie ultimatum - niemieckie żądania z października 1938 i stycznia 1939 roku. Zaznaczył, że Hitler jest zdumiony stanowiskiem polskiego rządu, więc teraz chodzi o to, by "nie odniósł wrażenia, że Polska jest po prostu na nie"37. Dla Warszawy był to czytelny sygnał, że państwu grozi los podobny do tego, jaki spotkał Czechosłowację: ulegnięcie niemieckim żądaniom spowoduje, że Berlin zaraz wysunie nowe, a wartość udzielanych przez Hitlera gwarancji granic pokazywał właśnie świeży przykład Pragi. 24 marca minister Beck stwierdził w rozmowie ze swoimi współpracownikami, że Niemcy "stały się nieobliczalne". Dlatego nie wolno Hitlerowi ustępować, trzeba mu się z determinacją przeciwstawiać i sygnalizować, że w ostateczności Polska gotowa jest walczyć38. Podobnie hrabia Jan Szembek, sekretarz stanu w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, zanotował w swoim dzienniku: "Uważam, że powinniśmy teraz pokazać Niemcom kły"39.

26 marca Lipski wręczył Ribbentropowi w Berlinie memorandum od polskiego rządu, odrzucające całość niemieckich żądań. Beck kazał też w uprzejmych słowach przekazać, że chętnie skorzysta ze sformułowanego przez Ribbentropa zaproszenia, ale jego wizyta w Berlinie wymaga starannego przygotowania dyplomatycznego. Polski minister bowiem chciał za wszelką cenę uniknąć brutalnych szantaży, jakie spotkały austriackiego kanclerza Schuschnigga w lutym 1939 roku, a czeskiego prezydenta Emila Háchę w marcu 1939. Ribbentrop zareagował nadzwyczaj szorstko, stwierdzając: jeśli sprawy będą szły dalej w tym kierunku, co dotychczas, to "już niebawem może dojść do poważnej sytuacji". Bez ogródek zagroził, że "naruszenie terytorium Gdańska przez polskie oddziały" zostanie przez Niemcy potraktowane jako agresja na granice Rzeszy, co spotka się ze stosowną reakcją40. Wtedy Beck wezwał do warszawskiego ministerstwa ambasadora Hansa Adolfa von Moltkego i wieczorem 28 marca oznajmił mu, że dla Polski casus belli nastąpi wtedy, "gdy strona niemiecka podejmie próbę jednostronnej zmiany statutu Wolnego Miasta". Beck dodał, że Warszawa jest wprawdzie nadal zainteresowana negocjacjami, lecz nasuwa mu się - Beckowi - nieodparte wrażenie, iż Polska i Niemcy doszły we wzajemnych relacjach do "punktu zwrotnego"41.

Hitler w owych dniach jeszcze się wahał, jak zareagować na tę wyczekującą postawę Polski. Wieczorem 24 marca, powróciwszy z okręgu Kłajpedy (włączonego już do Rzeszy), rozmawiał o swoich planach z Goebbelsem: "Führer rozmyśla nad rozwiązaniem kwestii Gdańska. Chce na Polskę trochę nacisnąć i liczy na reakcję z jej strony". Podobna wypowiedź padła nazajutrz z ust Hitlera przy obiedzie w Kancelarii Rzeszy: "Polska jeszcze nie podjęła decyzji co do Gdańska, ale zwiększamy presję. I mamy nadzieję dopiąć swego"42. Hitler wyjawił też Waltherowi von Brauchitschowi, głównodowodzącemu sił lądowych, że nie zamierza jeszcze rozstrzygać "kwestii gdańskiej" przemocą, gdyż nie chce "wpędzać Polski w ramiona Anglii", ale "w najbliższej przyszłości", gdy nastaną "bardzo korzystne warunki polityczne", może dojść do sytuacji, w której konieczne będzie całościowe rozwiązanie "kwestii polskiej". I do takiego wariantu sztab generalny Wehrmachtu ma się przygotować. "Musimy Polskę zmiażdżyć wtedy tak, żeby przez następnych kilkadziesiąt lat nie musieć się z nią liczyć jako z czynnikiem politycznym"43. I następnego dnia w godzinach wieczornych Hitler udał się do Monachium i Berchtesgaden, aby zażyć kilkudniowego relaksu. Nie było go więc w Berlinie, gdy ambasador Lipski przybył z definitywną polską odmową, ale z pewnością Ribbentrop niezwłocznie go o tym poinformował. Jak zareagował na tę odpowiedź, można wnioskować z dziennika Goebbelsa, który po rozmowie telefonicznej z Führerem zapisał pod datą 27 marca: "Polska robi spore trudności. Polaczki oczywiście są i pozostaną naszymi wrogami, chociaż w przeszłości z egoistycznych pobudek niejednokrotnie nam się przysłużyli"44.

 

30 marca Hitler wrócił do Berlina i niezwłocznie jął naradzać się ze swoim ministrem spraw zagranicznych. "W powietrzu czuło się pewne napięcie", wspominał adiutant Nicolaus von Below45. Dzień później nastąpił zwrot, którego dyktator się nie spodziewał: oto przed Izbą Gmin brytyjskiego parlamentu Chamberlain zagwarantował niepodległość Polski. W razie jej poważnego zagrożenia brytyjski rząd miał udzielić Polakom wszelkiego wsparcia. Do deklaracji tej przyłączył się rząd francuski. Od tego momentu było wiadomo, że napaść na Polskę oznacza dla Niemiec wojnę z mocarstwami zachodnimi (13 kwietnia odpowiedniej gwarancji udzielono także Rumunii i Grecji). Po bezceremonialnym złamaniu przez Niemcy układu monachijskiego Londyn zdał sobie w końcu sprawę, że Hitlera nie da się sprowadzić z wojennej ścieżki łagodzącymi środkami appeasementu. "Główny cel naszej gwarancji dla Polski to odstraszyć Niemcy od dalszych aktów agresji" - tak Alexander Cadogan, podsekretarz stanu w Foreign Office, podsumował zmianę kierunku w brytyjskiej polityce46. Na początku kwietnia Beck udał się do Londynu, a po jego wizycie ogłoszono, że Polska i Anglia zawarły pakt o wzajemnej pomocy. William Shirer, amerykański korespondent w Berlinie, wyraził przekonanie, że "zatrzyma to na pewien czas Hitlera, ponieważ siła jest czymś, co on rozumie i szanuje"47.

Hitler o deklaracji Brytyjczyków dowiedział się wieczorem 31 marca, siedząc w pociągu specjalnym wiozącym go do Wilhelmshaven, gdzie w godzinach przedpołudniowych następnego dnia miało się odbyć wodowanie "Tirpitza", drugiego po "Bismarcku" wielkiego okrętu wojennego. Przemawiając po południu do uczestników tłumnej manifestacji na placu ratuszowym, Hitler odniósł się do najnowszych wydarzeń. Stwierdził, że Wielka Brytania uprawia w stosunku do Rzeszy Niemieckiej "politykę okrążania" tak jak przed rokiem 1914. Zagroził, że odpowie na to zerwaniem układu morskiego z 1935 roku, i sformułował niedwuznaczne ostrzeżenie pod adresem "państw satelickich" - mając oczywiście na myśli głównie Polskę. Kto zamierza dla mocarstw zachodnich wybierać z ognia kasztany, mówił, ten ryzykuje "poparzenie sobie palców"48. Mówiąc o okrążaniu, Hitler podrzucił hasło Goebbelsowi, który natychmiast je podchwycił i na następne tygodnie uczynił głównym wątkiem antybrytyjskiej propagandy. Podobnie jak przed 1914 rokiem chodziło o to, by rozniecić powszechny lęk przed zagrożeniem i z góry obciążyć angielski rząd winą za ewentualną wojnę49.

Wieczorem 1 kwietnia Hitler zaokrętował się na świeżo oddany do użytku statek wycieczkowy "Robert Ley", który wyruszał w wielodniowy dziewiczy rejs po morzu. Wobec współpasażerów korzystających z oferty organizacji KdF dyktator przyjął postawę niewymuszonego luzu - pozwalał się fotografować i odbierał ze wszystkich stron wyrazy czci i podziwu. Około południa 4 kwietnia "Robert Ley" zawinął do portu w Hamburgu, gdzie Hitler udał się na dworzec kolejowy Dammtor, a stamtąd pociągiem specjalnym do Berlina, skąd po zaledwie kilkugodzinnym pobycie wyruszył na Obersalzberg, gdzie został na dłużej50.

3 kwietnia, a więc jeszcze podczas rejsu, dyktator rozkazał Naczelnemu Dowództwu Wehrmachtu podjąć przygotowania do ataku na Polskę (któremu nadano kryptonim Fall Weiß, Plan Biały) w takim trybie, aby "realizacja planu była możliwa w każdej chwili od 1.9.1939"51. 11 kwietnia, dzień po Wielkanocy, Hitler podpisał w Berghofie "instrukcję dotyczącą jednolitych przygotowań Sił Zbrojnych do wojny na lata 1939/1940". Co prawda rozdział tego dokumentu poświęcony Planowi Białemu stwierdzał na wstępie, że Niemcy zamierzają w stosunkach z Polską nadal unikać zakłóceń, ale dalej pojawiła się uwaga, że jeśli wschodni sąsiad przyjmie "postawę zagrażającą Niemcom", to bez względu na obowiązujący wciąż pakt o nieagresji może zajść konieczność "ostatecznego rozrachunku", a wtedy celem będzie "rozbicie potencjału zbrojnego Polski i stworzenie na Wschodzie sytuacji odpowiadającej potrzebom obrony naszego kraju. Wolne Państwo Gdańsk najpóźniej z chwilą rozpoczęcia konfliktu zostanie ogłoszone częścią terytorium Rzeszy Niemieckiej. Kierownictwo polityczne będzie w takim przypadku dążyło do jak najściślejszego odizolowania Polski, tak by wojna ograniczyła się tylko do jej terytorium". Polskie siły zbrojne miały zostać przez Wehrmacht unicestwione - w tym celu "należy ustalić i przygotować zaskakujący termin ofensywy"52. Najwyraźniej więc Hitler miał zamiar napaść na Polskę bez formalnego wypowiedzenia wojny - co też faktycznie uczynił.

O ile w poprzednim roku niemiecka generalicja odnosiła się do planów Hitlera wobec Czechosłowacji z wyraźną rezerwą, o tyle obecnie nie było już mowy o żadnych zastrzeżeniach. Przeciwnie: szef sztabu generalnego Franz Halder w swoim wystąpieniu przed wyższym korpusem oficerskim bez zastrzeżeń poparł "wybitną, (...) nacechowaną nieomylnym instynktem politykę Führera". Uznał, że Polska z uwagi na techniczne zacofanie swojego wojska i marne wyszkolenie żołnierzy "nie będzie poważnym przeciwnikiem" - Wehrmacht ma "w jak najszybszym trybie" zadać jej miażdżący cios: "Musimy uporać się z Polską w ciągu najwyżej trzech tygodni, najlepiej 14 dni". Halder uważał, że będzie można wtedy zaryzykować interwencję Anglii i Francji53. Wśród narodowo-konserwatywnych elit wojskowych odżyły antypolskie resentymenty - wojna ze znienawidzonym wschodnim sąsiadem była dla nich niejako spełnieniem marzeń. Tym razem Hitler nie musiał się obawiać, że dowództwo sił lądowych stanie okoniem.

 

Hitler zjawił się ponownie w stolicy Rzeszy dopiero 18 kwietnia - miasto szykowało się do obchodów jego pięćdziesiątych urodzin. Pomimo napiętego harmonogramu dyktator w przeddzień uroczystości przyjął rumuńskiego ministra spraw zagranicznych Grigorego Gafencu na dwugodzinną audiencję, podczas której dał upust gniewowi na Brytyjczyków. Skoro Anglia chce wojny, stwierdził, to ją dostanie. "Ale nie będzie to wojna łatwa, jak wyobraża sobie Anglia, (...) lecz wojna niszczycielska, jakiej nikt sobie jeszcze nie potrafi wyobrazić"54. Po urodzinowych uroczystościach Hitler spędził kilka dni na układaniu przemowy do Reichstagu, mającej stanowić ripostę na orędzie amerykańskiego prezydenta Franklina D. Roosevelta55.

W Waszyngtonie "sięgnięcie przez Niemcy po Pragę" 15 marca oraz zajęcie trzy dni później Albanii przez Włochy wywołało alarm. 14 kwietnia Roosevelt zaapelował do Hitlera i Mussoliniego, by wrócili na drogę pokojowych celów i metod i wzięli znów udział w negocjacjach rozbrojeniowych. Wymienił przy tym 31 państw, nie tylko europejskich, lecz także bliskowschodnich, domagając się od rządu niemieckiego i włoskiego zapewnienia, że żadnego z tych krajów nie zaatakują56. Hitler uznał to za bezczelność. Podczas spotkania z Goebbelsem oburzał się na "kolejny bezczelny szwindel w stylu Wilsona"57, a 28 kwietnia w Reichstagu podczas dwuipółgodzinnego wystąpienia nie omieszkał wylać na prezydenta Stanów Zjednoczonych potoku szyderstw i kpin. Nadmienił, że do każdego z wymienionych państw skierował zapytanie, czy czuje się zagrożone przez Niemcy, a odpowiedzi były "konsekwentnie negatywne, a w niektórych przypadkach gwałtownie odmowne". Dodał, że części z nich nie dało się wszakże zapytać, "gdyż w tej chwili - jak Syria - nie cieszą się wolnością, pozostając we władaniu militarnych potęg demokratycznych, pozbawione swoich praw"58.

Do osób oczarowanych jego słowami należała Marianne von Weizsäcker, żona Ernsta von Weizsäckera, sekretarza stanu w Urzędzie Spraw Zagranicznych. W jednym z swoich listów napisała, że Hitler - odnosząc się do traktatu wersalskiego - wyraził dokładnie to, co leżało jej na sercu59. Natomiast William Shirer, który słuchał owego przemówienia w loży reporterskiej, skonstatował niechętnie: "Hitler dał dzisiaj pokaz bezbłędnego aktorstwa" - i przyznał, że mówca ubrał sarkazm w "mistrzowską gestykulację (...) aż po najdrobniejszy ironiczny niuans". Deputowani nagrodzili wywody dyktatora owacjami60. Hitler zaś nie poprzestał na ośmieszeniu Roosevelta, bo jednocześnie zakomunikował wszem wobec, że ze skutkiem natychmiastowym wypowiedział niemiecko-brytyjski układ morski oraz niemiecko-polski pakt o nieagresji. I jak zwykle bez skrępowania przekręcając fakty, winą za to obciążył stronę przeciwną. Stwierdził mianowicie, że Wielka Brytania, prowadząc w stosunku do Niemiec "politykę okrążania", zburzyła fundament wzajemnego zaufania, a Polska, deklarując wsparcie militarne dla Wielkiej Brytanii, jednostronnie złamała umowę z roku 1934. Warszawa na tę kolejną prowokację ze strony Berlina zareagowała powściągliwie. Minister Beck w wielkiej przemowie do parlamentu podkreślił determinację swojego rządu w przeciwstawianiu się niemieckim naciskom: "My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor!"61.

Wypowiedzenie przez Niemcy międzynarodowych umów z Anglią i Polską natychmiast zwiększyło napięcie w Europie. "No, teraz się zacznie obligatoryjny kryzys - czytamy u Goebbelsa. - To oczywiste, że prędzej czy później weźmiemy górę. Ale tym razem zachodnim mocarstwom niełatwo będzie się wycofać"62. Hitler zdążył już odstąpić od zamysłu, by negocjacjami okręcić sobie Polskę wokół palca i sprowadzić ją do poziomu swojego satelity. Teraz stawiał już całkowicie na kartę militarną. "Polska musi przy najbliższej okazji co nieco oberwać w pysk" - tak opinię swojego wodza relacjonował minister propagandy. "Warszawę czeka taki sam koniec, jaki spotkał Pragę"63. Zabezpieczając atak na Polskę - planowany na koniec lata - od strony dyplomatycznej, Niemcy skupili się na zacieśnianiu relacji z Włochami. Hitler co prawda wściekał się, że Mussolini nie skonsultował z nim napaści na Albanię (7 kwietnia), i nazwał jego akcję "małpowaniem" swojego błyskawicznego marszu na Pragę, ale w końcu uznał prawo Duce do jej przeprowadzenia, jako że sam przecież także nie spytał go o zdanie. A nie spytał, bo "gdy się tym włoskim gadułom cokolwiek powie, to równie dobrze można by z tym od razu iść do gazety"64.

 

Niezależnie jednak od tych pogardliwych osądów Berlin naciskał na przekształcenie osi w sojusz wojskowy. Wstępne rozmowy na ten temat przeprowadził w Rzymie 15 i 16 kwietnia Göring. Już trakcie swojego pierwszego spotkania z Mussolinim i włoskim ministrem spraw zagranicznych Galeazzo Ciano Göring wypowiadał się o Polsce i Anglii tonem tak agresywnym, że Włosi doszli do wniosku, że Niemcy zamierzają lada chwila ruszyć na wojnę, ale nazajutrz trochę się zmitygował i specjalnie podkreślił, iż Hitler kazał mu powiedzieć, że niczego przeciwko Polsce nie planuje. Mussolini jednak uznał za stosowne nadmienić, że państwa osi potrzebują jeszcze dwóch do trzech lat, "aby móc zaangażować się w powszechny konflikt z dobrym wyposażeniem i z widokiem na zwycięstwo"65. Niemieckie zamiary wprawiły też w niepokój włoskiego ambasadora w Berlinie Bernarda Attolico. Przestrzegł on 18 kwietnia, że Hitler po odrzuceniu przez Polskę niemieckich propozycji "wpadł w ów sfinksowy stan (...), jaki poprzedza każdą z jego napaści". A ponieważ uderzenie na Polskę grozi interwencją brytyjsko-francuską, Rzym musi zadbać o to, by nie stanąć znów przed faktami dokonanymi66.

Ribbentrop usiłował rozwiać obawy Włochów, naradzając się z Ciano 6 maja w Mediolanie. Jest pewien, mówił, że gdy za kilka lat "kwestia polska" dojrzeje do rozstrzygnięcia, żaden Anglik ani żaden Francuz nie zechce nadstawiać za Polaków karku. Wprawdzie Ciano ponownie oświadczył do protokołu, że Włosi potrzebują jeszcze trzech lat pokoju, ale już wieczorem Mussolini ku zaskoczeniu delegacji niemieckiej opowiedział się za niezwłocznym zawarciem sojuszu wojskowego67. Niemiecko-włoski układ o przyjaźni i sojuszu został podpisany 22 maja w sali audiencyjnej Nowej Kancelarii Rzeszy przez Ciano i Ribbentropa - nazwano go wkrótce paktem stalowym. Zawarty początkowo na dziesięć lat, przewidywał nie tylko regularne ścisłe konsultacje, ale również obowiązek wsparcia militarnego w przypadku, gdyby sojusznik "znalazł się w wojennych uwikłaniach z państwem trzecim lub z państwami trzecimi"68. W ceremonii podpisania uczestniczył Hitler. Ciano odniósł wrażenie, że niemiecki dyktator trochę się postarzał. "Oczy ma teraz podkrążone. Śpi mało, coraz mniej"69 - usłyszał też od członków jego świty.

Nawet wieczorny bankiet, który Ribbentrop urządził dla włoskiej delegacji w swojej willi w Berlinie-Dahlem, nie mógł przysłonić faktu, że obaj sygnatariusze osi odnosili się do zamiarów drugiej strony z głęboką nieufnością. Ciano uważał, że pakt militarny kryje "prawdziwy dynamit", gdyż zobowiązanie do wojskowego wsparcia nie ograniczało się do sytuacji defensywnych, lecz dotyczyło również niemieckich agresji. Z kolei sceptycyzm Goebbelsa co do wartości tej umowy wyrażała jego lakoniczna uwaga: "Miejmy nadzieję, że Włosi też jej dotrzymają"70. Jak się wkrótce okazało, wątpliwości te były całkiem uzasadnione.

 

Również Mussolini miał wszelkie powody, by niepokoić się o następne posunięcia Hitlera. Ledwie bowiem Ciano przed południem 23 maja wyjechał z Berlina, niemiecki dyktator ściągnął do swojego gabinetu w Nowej Kancelarii Rzeszy głównodowodzących wojsk lądowych, marynarki wojennej i lotnictwa wojskowego wraz z ich szefami sztabów, aby poinformować ich, jak według niego wygląda sytuacja polityczna. Podtrzymał swoją decyzję, zawartą już w cytowanej instrukcji z 11 kwietnia, by zaatakować Polskę przy pierwszej nadarzającej się okazji. Zarazem jednak dał jasno do zrozumienia, że wojna ta będzie stanowić jedynie etap w realizacji jego dalej sięgających planów. W protokole sporządzonym przez Schmundta, adiutanta z ramienia Wehrmachtu, czytamy: "Nie o Gdańsk toczy się gra. Nasz cel to zdobyć więcej przestrzeni życiowej na Wschodzie i zapewnić sobie wyżywienie, a także rozwiązać problem krajów bałtyckich". Hitler wskazał, że "Polskę trzeba odizolować", gdyż nie wolno "dopuścić (...) do jednoczesnego konfliktu z Zachodem". Sam jednak przyznał, że nie jest pewien, czy starcie niemiecko-polskie się nie rozszerzy i czy nie dojdzie do interwencji ze strony Anglii i Francji. W takim przypadku, przekonywał Hitler, "lepiej będzie uderzyć na Zachód, równocześnie wykańczając Polskę". W możliwość pokojowej ugody z wyspiarskim imperium głęboko powątpiewał: "Z punktu widzenia Anglii nasz rozwój to budowanie hegemonii, która ją osłabi. Dlatego Anglia jest naszym wrogiem, a zmagania z nią to walka na śmierć i życie".

Hitler szykował elitę Wehrmachtu do długich zmagań, zarysowując - jeśli wierzyć notatce Schmundta - perspektywę "wojny, która potrwa dziesięć, piętnaście lat". Jako kluczowy warunek zwycięstwa wskazał utrzymanie tajemnicy: "Musimy ukrywać swoje cele nawet przed Włochami i Japonią". Czyli nie wysechł jeszcze atrament na podpisanym kilka godzin wcześniej pakcie stalowym, a Hitler już oznajmiał swoim ludziom, że nie zamierza przestrzegać zobowiązania do wzajemnego informowania się i konsultowania. Wygląda na to, że jedynym uczestnikiem narady, który zabrał jeszcze głos po Hitlerze, był Göring. Zapytał on, na jaki termin wielkiej ofensywy mają się nastawić trzy rodzaje sił zbrojnych. Odpowiedź brzmiała, że programy zbrojeniowe należy zaplanować z terminem "na rok 1943 lub 1944", co zapewne nieco uspokoiło wojskowych. Bo czyż Hitler nie podał tej samej daty na naradzie 5 listopada 1937 roku? A do tego czasu niejedno mogło się jeszcze wydarzyć. Lecz jeśli któryś z dowódców powątpiewał w wojenne zamiary Hitlera, to obecnie musiał już swój pogląd skorygować. Kanclerz Rzeszy dał jasny sygnał, że w przypadku Polski nie liczy już na "powtórkę z kraju czeskiego", to znaczy na agresję bez wojny. "Dalszych zwycięstw nie da się już osiągnąć bez rozlewu krwi"71.

Gdy za kulisami toczyły się operacyjne przygotowania do realizacji Planu Białego, Hitler przed opinią publiczną udawał, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Miesiące letnie spędził głównie na Obersalzbergu, jedynie sporadycznie pokazując się w stolicy - na przykład z okazji wizyty jugosłowiańskiej pary książęcej między 1 a 4 czerwca, a także gdy 6 czerwca uroczyście witał Legion Condor, który powrócił z hiszpańskiej wojny domowej72. Później odbył serię wyjazdów. 7 czerwca skontrolował postępy robót przy budowie zakładu Volkswagena pod Fallersleben, trzy dni później przybył do Wiednia, gdzie wziął udział w Tygodniu Teatralnym Rzeszy (Reichstheaterwoche), obejrzał uroczyste wykonanie opery Richarda Straussa zatytułowanej, nomen omen, Dzień pokoju (Friedenstag), a następnie wydał raut dla artystów. Nazajutrz pojawił się w Burgtheater - Teatrze Zamkowym. "Miał tu swoje wzniosłe doznania - zauważył Goebbels. - A teraz całe miasto wiwatuje na jego cześć"73. Zanim 12 czerwca wyruszył do Linzu, aby omówić z gauleiterem Augustem Eigruberem swoje plany rozbudowy miasta, odwiedził grób swojej siostrzenicy Geli Raubalówny na wiedeńskim Cmentarzu Centralnym. W drodze z Linzu do Berchtesgaden zatrzymał się jeszcze w dwóch miejscach związanych z jego dzieciństwem: w Hafeld, gdzie ojciec Hitlera zamieszkał po przejściu na emeryturę w roku 1895, oraz w Fischlham, gdzie w niezmienionym kształcie stała jego dawna jednoizbowa szkoła74. Tak więc ludziom z jego otoczenia wydawało się, że w tych dniach całkowicie pochłaniają go wspomnienia.

Lecz było to wrażenie mylne, bo nawet w Berghofie myśli Hitlera (jeśli nie zajmował się projektami swoich monumentalnych budowli) nieustannie krążyły wokół nadchodzącej wojny z Polską. Kiedy 20 czerwca do jego alpejskiej rezydencji przyjechał Goebbels, dyktator w rozmowie z nim od razu przeszedł do meritum: "Polska najpierw stawi nam opór, ale przy pierwszej porażce żałośnie się załamie". Przekonywał, że kampanię tę uda się zakończyć w dwa tygodnie, Anglia natomiast nie wypełni swojej obietnicy gwarancyjnej. "Londyn zostawi Warszawę na lodzie. Blefuje tylko. Ma zbyt wiele własnych zmartwień"75. Czy Hitler naprawdę w to wierzył, czy jedynie chciał okazać optymizm przed ministrem propagandy - trudno orzec. Naradzając się z generalicją 23 maja, wcale nie wykluczał ingerencji mocarstw zachodnich, aczkolwiek uznawał ją jeszcze za mało prawdopodobną.

3 lipca Hitler wizytował lotnisko testowe Luftwaffe w Rechlin nad jeziorem Müritz, gdzie zademonstrowano mu najnowsze zdobycze techniki. Wieczorem 4 lipca w kręgu zaufanej świty znów promieniał optymizmem: "Nasze fortyfikacje są fantastyczne. Nasz potencjał wojenny rośnie z dnia na dzień. Nasze uzbrojenie defensywne jest przede wszystkim o wiele lepsze niż u przeciwników. Ot, milutki skutek Wersalu. W każdym razie sprawy mają się doskonale"76. Wyprawiwszy 5 lipca przyjęcie na cześć bułgarskiego premiera Georgija Iwanowa Kjoseiwanowa, Hitler poleciał następnego dnia do Monachium, tym razem na pokładzie czterosilnikowego Condora - samolotu nie tylko przestronniejszego od Ju 52, ale też o 100 km/h szybszego. Następnie spędził tydzień na Obersalzbergu, intensywnie zajmując się planem operacyjnym dla wojsk lądowych na kampanię przeciwko Polsce77. Maskując swoje zamierzenia przed niemiecką i zagraniczną opinią publiczną, kazał 10 lipca ogłosić, że coroczny zjazd partii NSDAP w Norymberdze odbędzie się jak zwykle we wrześniu pod cynicznym hasłem "Zjazd Pokoju" (Reichsparteitag des Friedens). Podjęto też, jak gdyby nigdy nic, przygotowania do zaplanowanej na 27 września państwowej uroczystości w murach pomnika tannenberskiego z okazji 25. rocznicy bitwy78.

Tak jak w poprzednich latach Hitler wziął udział w imprezach Dnia Sztuki Niemieckiej (Tag der deutschen Kunst). Wieczorem 14 lipca w Gmachu Führera urządził raut dla artystów, na którym prócz czołowych przedstawicieli partii, władz państwowych i sił zbrojnych gościła także delegacja z Włoch z ministrem oświecenia publicznego Dino Alfierim na czele. "Uroczysty, oszałamiający widok! Było niezwykle miło i nastrojowo. Führer w świetnym humorze", napisał Goebbels79. Dyktator znalazł czas, by następnego dnia przybyć na doroczną konferencję Izby Sztuk Plastycznych Rzeszy (Reichskammer der Bildenden Künste), odbywającą się w sali Muzeum Niemieckiego. Potem 16 lipca na otwarciu trzeciej Wielkiej Niemieckiej Wystawy Sztuki (Große Deutsche Kunstausstellung) w Domu Sztuki Niemieckiej (Haus der Deutschen Kunst) wystąpił z przemową, w której wychwalał "oczyszczenie" niemieckiej kultury z destrukcyjnych wpływów modernizmu: "Wymiecione zostało całe to zorganizowane oszukaństwo modnej sztuki - dekadenckiej, chorobliwej i zakłamanej"80. Uroczystemu popołudniowemu pochodowi nie sprzyjała aura: lało jak z cebra, przez co nastroje wyraźnie przygasły. "Hitlerowi podobno bardzo siadł humor - swoją pelerynę kazał zanieść swojej "przyjaciółce" pannie Braun" - taką informację Ulrich von Hassell, były niemiecki ambasador w Rzymie, uzyskał od małżeństwa Bruckmannów, niegdysiejszych dobroczyńców Hitlera, których entuzjazm dla poczynań dawnego podopiecznego mocno już ochłódł81.

Rano 17 lipca Hitler w swoim prywatnym monachijskim mieszkaniu gościł na śniadaniu Alfieriego, po czym wrócił do swojej posiadłości na Obersalzbergu. Tydzień później tradycyjnie wziął udział w festiwalu wagnerowskim w Bayreuth. Na inauguracyjnym spektaklu wieczorem 25 lipca ubrany był nie, jak dotychczas, we frak czy smoking, tylko w mundur partyjny - co bacznym obserwatorom zasygnalizowało, że szykują się nadzwyczajne zdarzenia. Dyktator zresztą nawet w Bayreuth nie odpoczywał od polityki. Na zaproszenie Ottona Dietricha, szefa pionu prasowego, przyjechał tam lord James Kemsley, wydawca "Sunday Times", by omówić wymianę artykułów między gazetami niemieckimi a angielskimi. Podczas rozmowy z nim w Willi Siegfrieda Hitler zachowywał ostentacyjną rezerwę i monotonnie powtarzał, że utrzymanie pokoju w Europie zależy wyłącznie od Anglii. Brytyjskiemu ambasadorowi Nevile'owi Hendersonowi, który przyjechał do Bayreuth 29 lipca, nawet nie udzielił audiencji82. Natomiast Unity Mitford i jej siostra Diana (będąca małżonką Oswalda Mosleya, przywódcy brytyjskich faszystów) miały podczas festiwalu zapewnione towarzystwo Hitlera. W trakcie posiłku u Winifred Wagner lady Mitford bardzo stanowczo wyraziła opinię, że Anglia z uwagi na niewystarczający stan uzbrojenia w ogóle nie jest zdolna do prowadzenia wojny, co zabrzmiało dla Führera jak anielska muzyka - tak w każdym razie odczytał jego reakcję adiutant Engel83. Być może dyktator utwierdził się w tym momencie w mniemaniu, że angielski rząd jedynie blefuje i w decydującej chwili zlęknie się wojny.

 

Następne trzy tygodnie Hitler spędził na Obersalzbergu. Roztaczał atmosferę normalności, a wobec mocarstw zachodnich stosował "taktykę milczenia"84. Goebbels natomiast środkami propagandy utrzymywał relacje z Polską w stanie lekkiego wrzenia. Prasa nieustannie donosiła o rzekomych ekscesach Polaków wobec mniejszości niemieckiej. Podobnie jak w czasie kryzysu sudeckiego w poprzednim roku co chwila aranżowano incydenty, mające sprowokować Polaków do reakcji. "No, wreszcie mamy w Polsce pierwszego trupa - zacierał ręce minister propagandy w połowie maja 1939 roku - czyli wszystko idzie zgodnie z planem"85. Na 7 sierpnia do alpejskiej siedziby wezwano Alberta Forstera, gauleitera Gdańska, który usłyszał, że w sprawie Polski Hitlerowi "wyczerpują się resztki cierpliwości". Wróciwszy do swego miasta, Forster podczas manifestacji na Długim Targu 10 sierpnia ostro podgrzał nastroje, wołając, że Polska musi sobie zdać sprawę, iż Gdańsk nie jest "samotny i opuszczony", gdyż niewzruszenie stoją za nim "Rzesza Wielkoniemiecka, ten nasz ojczysty kraj, i nasz wódz Adolf Hitler"86.

Na 11 sierpnia Hitler kazał przywieźć do Salzburga samolotem (jedną ze swoich prywatnych maszyn) Carla Jacoba Burckhardta, szwajcarskiego dyplomatę i historyka pełniącego urząd wysokiego komisarza Ligi Narodów w Gdańsku. Spotkał się z nim w położonej nad Berghofem herbaciarni Adlerhorst. Zapowiedział mu bez ogródek, że w razie "najdrobniejszego incydentu" zamyśla "bez ostrzeżenia zmiażdżyć Polskę". Na uwagę Burckhardta, że oznacza to "powszechną wojnę", rozgorączkowany Hitler wypalił: "I bardzo dobrze"; jeśli ma zacząć wojnę, to "lepiej dziś niż jutro". Pod koniec tej rozmowy - tak w każdym razie czytamy we wspomnieniach komisarza, spisanych dwadzieścia lat później - Hitler zaznaczył dobitnie: "Ja nie blefuję. Jeśli w Gdańsku dojdzie do najdrobniejszego wydarzenia albo jakaś krzywda spotka nasze mniejszości, to odpowiem bezwzględnym uderzeniem"87. Po raz kolejny Hitler dowiódł, jak sprawnie umie łudzić swoich rozmówców. Albowiem na wojnę z Polską był już tak czy owak zdecydowany, niezależnie od rozwoju sytuacji w Gdańsku. Tego samego dnia, w którym spotkał się z Burckhardtem, kazał antypolską kampanię "podregulować na 80 procent głośności". Goebbels słusznie skonkludował: "A więc zbliżamy się do finałowego sprintu"88.

12 sierpnia Hitler wydał rozkaz w sprawie koncentracji niemieckich wojsk przed uderzeniem na Polskę, wyznaczając termin ataku na 26 sierpnia. Dwa dni później wezwał do Berghofu głównodowodzącego sił lądowych Walthera von Brauchitscha oraz szefa sztabu generalnego Franza Haldera. Oznajmił im, że wprawdzie dalsze sukcesy polityczne ani militarne nie będą już możliwe bez podejmowania ryzyka, ale ostatnio "z dnia na dzień" narastało w nim przekonanie, iż konflikt z Polską uda się ograniczyć do skali lokalnej. Wszystko wskazuje na to, ciągnął, że Anglia i Francja "nie przystąpią do wojny, bo też nic ich do tego nie zmusza"89. Później zaś w kameralnym kręgu wyjaśnił, że jego rozmowa z obu dowódcami miała być "zastrzykiem" energii90. Lecz najwyżsi wojskowi wcale takiego impulsu nie potrzebowali: perspektywa rychłego uderzenia na Polskę uskrzydlała ich i zaspokajała ich ambicje. Podzielali oni przekonanie Hitlera, że dzięki ogólnej niemieckiej przewadze kampania zakończy się po kilku tygodniach.

 

Tymczasem w Rzymie narastały obawy, iż mimo zawartej w pakcie stalowym klauzuli o wzajemnych konsultacjach niemiecki sprzymierzeniec znów postawi Włochów przed faktem dokonanym. Na początku lipca 1939 minister spraw zagranicznych Ciano polecił ambasadorowi Attolico wywiedzieć się o szczegóły niemieckich zamierzeń wobec Polski. Wprawdzie Ribbentrop 6 lipca zapewniał sojuszników, że Hitler nie snuje żadnych konkretnych planów wojennych i "nie porwie się na żadne pochopne ruchy"91, jednak od generała Efisia Marrasa, włoskiego attaché wojskowego w Berlinie, Attolico otrzymał wiarygodne informacje, że Niemcy prą ku wojnie. Chcąc jeszcze jakoś przyhamować te ich dążenia, włoski ambasador wyszedł z inicjatywą, by nawiązać do wcześniejszej sugestii Niemców w sprawie spotkania Hitlera z Mussolinim. Duce i jego minister spraw zagranicznych wyrazili zgodę; do rozmów miało dojść 4 sierpnia na przełęczy Brenner. Włosi zamierzali podsunąć stronie niemieckiej - tak jak we wrześniu 1938 roku - pomysł międzynarodowej konferencji. Ich propozycja jednak nie wywołała w Berlinie entuzjazmu. Ribbentrop z miejsca odrzucił ten pomysł - wiedząc, że równie niechętnie zapatruje się na konferencję sam Führer. Dla Hitlera dyplomatyczne rozwiązanie kryzysu w ogóle już nie wchodziło w grę - chciał wojny z Polską. Spotkanie dwóch dyktatorów zostało pod koniec lipca odłożone na nieokreślony termin92.

Zamiast tego Ciano 11 sierpnia pojechał spotkać się z Ribbentropem w jego wiejskiej posiadłości Fuschl koło Salzburga. Przed wyjazdem został przez Mussoliniego dobitnie poinstruowany: miał "uzmysłowić Niemcom konieczność uniknięcia wojny z Polską, ponieważ obecnie niemożliwe jest jego zogniskowanie, a wojna ogólna byłaby katastrofą dla nas wszystkich"93. Lecz cóż, zaraz na wstępie Ribbentrop z brutalną otwartością wygarnął włoskiemu koledze, że Hitler już zdecydował się zaatakować Polskę i jest to decyzja nieodwołalna. "Niewzruszona wola doprowadzenia do wojny" - tak Ciano podsumował wywody Ribbentropa w swoim dzienniku. "Odrzuca każde rozwiązanie, które Niemcom dałoby satysfakcję i pozwoliłoby uniknąć wojny"94. Wysunięte przez Ciana obiekcje, że ściągną sobie na głowę interwencję mocarstw zachodnich, niemiecki rozmówca zbył lekceważąco. "Ribbentrop znajdował się już - zauważył tłumacz Paul Schmidt - w stanie gorączkowego podniecenia, jak pies gończy, który niespokojnie czeka, by go pan poszczuł na zwierza"95. Ich dziesięciogodzinne spotkanie przebiegło w lodowatej atmosferze. W trakcie posiłku ministrowie nie zamienili z sobą ani słowa.

Nazajutrz Ciano gościł u Hitlera w Berghofie. Gospodarz traktował go z wylewną serdecznością, lecz co do meritum wypowiedział się równie nieustępliwie jak Ribbentrop: "Postanowił uderzyć i uderzy. Nasze zastrzeżenia w najmniejszym stopniu go od tego nie odwiodą - zanotował Ciano. - Stale powtarzał, że zogniskuje konflikt z Polską, ale jednocześnie - twierdząc, że wielką wojnę musimy stoczyć, dopóki on i Duce są młodzi - przekonał mnie, że po raz kolejny mówi w złej wierze"96. O ile 12 sierpnia włoski minister jeszcze energicznie kontrował wywody Hitlera, o tyle w drugim dniu wizyty, jak się wydaje, skapitulował przed lawiną słów niemieckiego dyktatora. "Złożył się wpół niczym scyzoryk" - wspomina tłumacz Schmidt. "Już tyle razy miewał pan rację - miał powiedzieć Ciano Hitlerowi na pożegnanie - że nie wykluczam, iż również tym razem ocenia pan sytuację trafniej niż my"97. Lecz teraz Włosi nie mogli już wątpić w bliskie wojenne plany swego sojusznika. Oto stanęli nagle przed alternatywą: albo zlekceważyć swoje zobowiązanie w ramach paktu stalowego do militarnego wsparcia, albo też dać się Hitlerowi wciągnąć w awanturę, której rezultat był mocno niepewny. "Wróciłem do Rzymu z obrzydzeniem do Niemców, ich szefów i ich sposobu działania. Oszukali nas i okłamali", zwierzał się w swym dzienniku Ciano98.

 

To, że Ribbentrop i Hitler wyjawili sojusznikowi prawdę, miało powód, który z kolei zataili. Otóż narodowosocjalistyczne Niemcy szykowały się właśnie do porozumienia ze swoim śmiertelnym wrogiem: bolszewicką Rosją. Od wiosny 1939 roku Moskwa wysyłała w stronę Berlina sygnały wskazujące na zwrot w jej polityce w stosunku do Niemiec. 10 marca 1939 roku, składając sprawozdanie na kongresie partii, Stalin oświadczył, że jego kraj nie da się sprowokować "wojennym podżegaczom", którzy chcą, by "inni wybierali dla nich kasztany z ognia"99. Jego słowa odnosiły się do mocarstw zachodnich, którym sowiecki dyktator imputował, że zamierzają uwikłać Rosję w wojnę z Niemcami, a same miałyby unikać wchodzenia na linię strzału. Stalin nie miał przy tym złudzeń co do długofalowych celów Hitlera - wiedział, że prowadzą one do wojny ze Związkiem Radzieckim. Zależało mu jednak na maksymalnym odwleczeniu tej konfrontacji, aby zyskać czas na wzmocnienie swojego potencjału militarnego. Układ z Niemcami kosztem Polski dawał mu ten czas, ale także zapewniał mu łupy, to znaczy umożliwiał zagarnięcie terytoriów, które Rosja w latach 1917-1920 utraciła na rzecz Polski, państw bałtyckich i Finlandii100.

3 maja Maksim Litwinow, radziecki komisarz spraw zagranicznych, ale i rzecznik polityki zbiorowego bezpieczeństwa i współpracy z mocarstwami zachodnimi, został zastąpiony Wiaczesławem Mołotowem, bezwarunkowo oddanym Stalinowi. "Wielkie zgadywanie nad dymisją Litwinowa - skomentował Goebbels. - W Londynie i Paryżu są przeświadczeni, że Moskwa chce teraz bardziej zwrócić się w naszą stronę"101. Wrażenie to usiłował wzmocnić Georgij Astachow, radziecki chargé d'affaires w Berlinie, w rozmowie z radcą legacyjnym Karlem Juliusem Schnurrem, szefem referatu do spraw Europy Wschodniej w departamencie polityki gospodarczej Urzędu Spraw Zagranicznych. Jak twierdzi sam Schnurre, jego rozmówca rzucił pytanie, czy wydarzenie to skłoniłoby Niemców do zmiany nastawienia do Związku Radzieckiego102. Początkowa reakcja Berlina na te zapraszające gesty Rosjan była powściągliwa. Bądź co bądź, od początku lat dwudziestych Hitler grzmiał na "żydowski bolszewizm" jako największe zagrożenie i ideologicznego wroga narodowego socjalizmu. Gwałtowne porzucenie tej linii oznaczałoby dezorientację nie tylko jego najbliższych popleczników, lecz i niemieckiej opinii publicznej. Ale Hitler miał w sobie wystarczająco dużo politycznego realizmu, by dostrzec zalety chwilowego porozumienia ze Stalinem: zabezpieczyłoby mu ono tyły od wschodu, w razie gdyby - podbiwszy Polskę - musiał jednak podjąć walkę z mocarstwami zachodnimi. W Berlinie niepokojono się, widząc, że również Londyn i Paryż powysuwały już czułki ku Moskwie, chcąc zachęcić Stalina do podpisania formalnego paktu o wzajemnej pomocy militarnej. Stworzyło to radzieckiemu dyktatorowi komfortową sytuację - o jego względy zabiegały jednocześnie dwie strony.

Pod koniec maja 1939 roku - o czym sekretarz stanu Ernst von Weizsäcker poinformował niemieckiego ambasadora w Moskwie Friedricha-Wernera von der Schulenburga - Hitler dał zielone światło do "nawiązania bliższego kontaktu z Rosją"103. "Uderzamy w konkury" - napisał Weizsäcker, który na polecenie Hitlera zasygnalizował rosyjskiemu chargé d'affaires w Berlinie: "Możecie być naszymi przyjaciółmi albo naszymi wrogami, jak wolicie"104. Bo kierownictwo Rzeszy nie miało jeszcze pewności co do zamiarów Stalina. Goebbels napisał wtedy, że polityka Moskwy jest "na razie nieprzejrzysta również dla Führera" i "trudno się w niej rozeznać"105. Na Wilhelmstraße obawiano się widocznie, że Rosjanie pozorują chęć rozmów z Niemcami jedynie po to, aby podbić cenę paktu w negocjacjach z mocarstwami zachodnimi. Lecz miesiąc później, po rozmowach Mołotowa z Schulenburgiem, sytuacja zdawała się już krystalizować. 8 lipca na Obersalzbergu Hitler zdradził Goebbelsowi swoje przemyślenia: "Nie sądzi już, że dojdzie do porozumienia między Londynem a Moskwą. A w takim razie mamy drogę wolną"106.

 

W połowie lipca 1939 roku Jewgienij Babarin, wiceszef radzieckiej misji handlowej w Berlinie, wrócił z Moskwy z instrukcją, aby wznowić negocjacje między Niemcami a Związkiem Radzieckim w sprawie umowy handlowej. 26 lipca radca legacyjny Schnurre z upoważnienia Ribbentropa zaprosił Astachowa i Barbarina na kolację do jednej z berlińskich restauracji. Zapytał ich, czy oprócz stosunków gospodarczych nie dałoby się na nowo ułożyć relacji "uwzględniających obopólne żywotne interesy polityczne". Z punktu widzenia Niemiec, zaznaczył, nic nie stałoby takiemu porozumieniu na przeszkodzie, gdyż przy całej rozbieżności światopoglądowej obie strony łączy jedno, a mianowicie "antagonizm wobec demokracji kapitalistycznych"107. Już kilka dni później, 2 sierpnia, Ribbentrop zaprosił radzieckiego chargé d'affaires do swojego ministerstwa i oznajmił mu, że "od Bałtyku po Morze Czarne nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać ku obopólnemu zadowoleniu". Nietrudno było się domyślić, że oto niemiecki minister spraw zagranicznych po raz pierwszy zachęcał do rozbioru Polski przez Niemcy i Związek Radziecki108.

Dla rządu sowieckiego był to nieomylny znak, iż kierownictwo Rzeszy jest poważnie zainteresowane porozumieniem, a co więcej, że chęć jak najszybszego sfinalizowania negocjacji podyktowana jest zbliżającą się wojną z Polską. 12 sierpnia Astachow przywiózł zaproszenie do Moskwy na rozmowy. Kiedy dwa dni później Ribbentrop stwierdził, że mógłby w radzieckiej stolicy odbyć "bezpośrednią naradę" ze Stalinem, Mołotow zwlekał z konkretną odpowiedzią109. Rosjanie wiedzieli już, że mogą grać na zwłokę, podczas gdy Niemcom grunt pali się pod nogami. 16 sierpnia Ribbentrop ponowił swoją ofertę: poczynając od 18 sierpnia, jest "w każdej chwili" gotów polecieć do Moskwy "z udzielonym przez Führera pełnomocnictwem do negocjacji w sprawie całokształtu kwestii niemiecko-rosyjskich oraz do ewentualnego podpisania stosownych umów"110. Mołotow ponownie zrobił unik, twierdząc, że taka wizyta ministra spraw zagranicznych wymaga solidnego przygotowania. I tak przez pewien czas strony odbijały piłeczkę, choć Niemcy zaczęli odczuwać nerwowe napięcie, bo do zaplanowanej daty napaści na Polskę zostało ledwie kilka dni111.

"Zaczął się wielki nerwowy kryzys - napisał Goebbels 17 sierpnia. - Powietrze ciężkie od presji i napięcia". Dwa dni później minister propagandy otrzymał z Obersalzbergu telefoniczną instrukcję, że nienawistną kampanię przeciwko Polsce ma teraz rozkręcić na pełen regulator. "A więc można zaczynać". Natomiast od Wilhelma Keitla, szefa Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, Goebbels dowiedział się: "Wszystko w gotowości do inwazji na Polskę. Pod bronią prawie 2,5 miliona. Czekamy na sygnał startu od Führera (...) Powstrzymać wojnę mógłby teraz tylko cud"112. 20 sierpnia podpisana została w Berlinie nowa umowa handlowa między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Jednak konsensus polityczny wydawał się wciąż dość odległy. Wtedy Hitler zdecydował się na niestandardowy gest: jeszcze tego samego dnia wysłał do Stalina telegram z prośbą, aby ten 22 lub najpóźniej 23 sierpnia przyjął u siebie Ribbentropa. Wyjaśniał, że minister Ribbentrop będzie wyposażony w "generalne pełnomocnictwo" do podpisania paktu o nieagresji, a także "protokołu dodatkowego", na którym zależało Rosjanom, a który miał określić strefy wpływu w Europie Wschodniej113. Hitler zapewniał w telegramie, iż zawarty pakt będzie dla niego oznaczał "ukierunkowanie niemieckiej polityki na długi czas" - wierutne łgarstwo, które raczej nie mogło zmylić Stalina co do długofalowych zamierzeń Hitlera. Telegram dotarł do Moskwy trzy kwadranse po północy; Schulenburg przekazał go Mołotowowi dopiero po południu 21 sierpnia.

Hitler wyczekiwał odpowiedzi Stalina w widocznym napięciu. Wreszcie podczas kolacji kamerdyner przyniósł mu kartkę. "Przeleciawszy ją wzrokiem - jak opisywał tę chwilę Albert Speer - przez moment, czerwieniejąc na twarzy, gapił się przed siebie, a potem walnął w stół, aż zadźwięczały kieliszki, i zawołał łamiącym się głosem: "Jest! Jest!". Lecz po kilku sekundach opanował się, a nikt nie śmiał zadawać pytań, więc kolacja potoczyła się dalej jakby nigdy nic"114. W depeszy, która do Berghofu dotarła o 21.35, Stalin zgodził się "na przyjazd Pana von Ribbentropa do Moskwy w dniu 23 sierpnia". Radziecki dyktator wyrażał przy tym nadzieję, że ich pakt o nieagresji stanie się fundamentem umożliwiającym zlikwidowanie napięć politycznych oraz zaprowadzenie pokoju i nawiązanie współpracy między dwoma krajami115. Jeszcze tego samego wieczora radio niemieckie przerwało nadawanie programu i spiker odczytał sensacyjne doniesienie: Niemcy i Rosja umówiły się na podpisanie paktu o nieagresji. "No, to mamy całkiem nową sytuację - skomentował Goebbels. - Jesteśmy znów na szczycie fali"116.

 

22 sierpnia Hitler wezwał do swojej alpejskiej daczy około 50 najwyższych oficerów z trzech rodzajów sił zbrojnych, aby raz jeszcze wyłożyć im powody rychłego wszczęcia wojny. Przyjechali w cywilu, żeby nie wzbudzać sensacji - jedynie Göring wyróżniał się fantazyjnym ubiorem myśliwskim. Wojskowych usadzono na krzesłach ustawionych w kilku rzędach w tak zwanej Dużej Sali (Große Halle) Berghofu. W południe Hitler, ubrany jak zwykle w prosty mundur partyjny, rozpoczął dwugodzinną przemowę. Mówił z pamięci, czasami tylko zerkając na kartkę trzymaną w lewej ręce. Wiosną, mówił, stało się dla niego jasne, że prędzej czy później musi dojść do starcia z Polską. Początkowo wprawdzie zamierzał "w perspektywie kilku lat zwrócić się przeciwko Zachodowi (...) a dopiero potem przeciwko Wschodowi", jednak zmuszony jest teraz odwrócić kolejność działań. Stwierdził, że relacje z Polską zrobiły się nie do wytrzymania i nadszedł właśnie dogodny moment na uderzenie. "W dodatku istnieje jeszcze duże prawdopodobieństwo, że Zachód nie zechce interweniować. Musimy więc wziąć na siebie to ryzyko, z nieugiętą determinacją". Dodał, że wprawdzie Anglia i Francja zobowiązały się wesprzeć Polskę, ale ze względu na marny stan uzbrojenia nie zdołają tego uczynić. "Nasi przeciwnicy to małe robaczki. Widziałem ich w Monachium".

W kontraście do tych lekceważących sformułowań dyktator nazwał z kolei samego siebie "doniosłym czynnikiem", po czym ciągnął: "W przyszłości zapewne nie pojawi się już mąż o większym autorytecie niż mój (...) A w każdej chwili może mnie sprzątnąć jakiś zbrodniarz czy idiota". I choć takim tonem wódz nieraz już zwracał się do dowódczej kadry Wehrmachtu, dowódców musiała zaskoczyć otwartość, z jaką Hitler uzasadnił swoją decyzję o wojnie, przywołując również względy ekonomiczne: "Nie mamy nic do stracenia, a możemy zyskać. Obecne ograniczenia sprawiają, że nasza sytuacja gospodarcza wygląda tak, że zdołamy przetrzymać jedynie kilka lat (...) Nie mamy więc wyjścia, musimy przystąpić do działania". Zatem po raz pierwszy dyktator przyznał, iż gigantyczne wydatki zbrojeniowe rzeczywiście (jak przewidywał zwolniony w styczniu 1939 roku prezes Reichsbanku Hjalmar Schacht) doprowadziły Rzeszę na skraj ekonomicznej zapaści. W tym momencie stało się jasne, że celem planowanej wojny jest zrzucenie kosztów kryzysu na podbite narody.

Swój największy atut Hitler wyciągnął pod koniec wystąpienia, obwieszczając zebranym, że zostanie podpisany niemiecko-radziecki pakt o nieagresji. Wiadomość o tym porozumieniu, zaznaczył, "już wywołała w kraju piorunujące wrażenie". "Teraz Polska znalazła się w sytuacji, w jakiej chciałem ją złapać". Rzesza, stwierdził Hitler, nie musi już obawiać się angielskiej blokady. "Wschód zaopatrzy nas w zboże, mięso, węgiel, ołów, cynk". Martwi się jedynie, zastrzegł, by wzorem jesieni 1938 roku "jakiś łajdak w ostatniej chwili nie wyskoczył z planem mediacji". Po przekąsce na tarasie Berghofu Hitler o 15 ponownie zabrał głos i tym razem mówił ostrzej - być może spostrzegł, że nie wszyscy generałowie podzielają jego entuzjazm dla planowanej akcji. "Żelazna determinacja. Nie cofać się przed niczym. Każdy musi mieć świadomość, że jesteśmy zdecydowani podjąć walkę również z mocarstwami zachodnimi. Walkę na śmierć i życie". Dyktator obiecał dowódcom, że o wybuch konfliktu zadba odpowiednimi działaniami, upozorowanymi na polskie prowokacje - choć wiarygodność według niego nie będzie miała znaczenia. "80 milionów ludzi musi dostać to, co im się należy, trzeba im zapewnić egzystencję (...) Chodzi o to, by zdobyć dla niemieckiego narodu wystarczającą przestrzeń życiową"117.

Wieczorem Hitler wyraził zadowolenie z przebiegu zebrania, ale nie był jeszcze całkiem pewien, na ile jego słowa trafiły słuchaczom do przekonania. Pochwalił się, że jest "naprawdę dobrym psychologiem mas" i na tłumnych zgromadzeniach potrafi zawsze doskonale ocenić, czy audytorium jest po jego stronie. "Z oficerami starszej daty sprawa wygląda inaczej - ci zakładają maskę, z której trudno cokolwiek wywnioskować. I tak właśnie było dzisiaj"118. Zgodnie z obawą Hitlera, że 5 minut przed północą ktoś pokrzyżuje mu plany, oferując pokojową mediację, jeszcze tego samego wieczora zgłosił się brytyjski ambasador Henderson z pilnym życzeniem, by przekazać kanclerzowi Rzeszy osobistą wiadomość od Chamberlaina. W wiadomości tej premier zaznaczał, że niezależnie od treści umowy, jaką Niemcy zawrą ze Związkiem Radzieckim, rząd brytyjski zamierza wypełnić swoje zobowiązanie wobec Polski; wojna między Anglią a Niemcami będzie oznaczała "największą z katastrof", a przy tym nie istnieją żadne racjonalne powody, by spornych kwestii, różniących Niemcy i Polskę, nie dało się "rozwiązać bez stosowania przemocy"119.

23 sierpnia około południa Henderson przybył do Berghofu w asyście sekretarza stanu von Weizsäckera oraz Walthera Hewla, pośredniczącego w kontaktach między resortem spraw zagranicznych a kanclerzem Rzeszy. Rozdrażniony Hitler przyjął brytyjskiego dyplomatę i zasypał tyradami o aktach przemocy, jakich Polacy rzekomo dopuszczają się na mniejszości niemieckiej: "[Twierdził, że] setki tysięcy etnicznych Niemców są dziś w Polsce maltretowane, zamykane w obozach koncentracyjnych i wypędzane". Na to wszystko zaś Anglia "dała Polsce czek in blanco i teraz będzie musiała zapłacić"120. Podczas drugiej audiencji Hitler z pozoru nieco się uspokoił, jednak co do meritum pozostał nieugięty. W swojej pisemnej odpowiedzi, jaką wręczył ambasadorowi, zarzucił brytyjskiemu rządowi, że ten ignorował jego wieloletnie starania o przyjazne relacje. Składając gwarancje Polsce, Wielka Brytania wręcz zachęciła Polaków do rozpętania "fali potwornego terroru" wobec mieszkających w tym kraju Niemców. A takiej sytuacji jego rząd nie może już dłużej tolerować. Jeśli Anglia wesprze Polskę militarnie i zaatakuje Niemcy, to niech wie - ostrzegał Hitler - iż jego kraj jest przygotowany na długą wojnę i zdecydowany ją prowadzić121. Henderson odjechał zapewne w przekonaniu, że rozmawiał z człowiekiem owładniętym emocjami i praktycznie zamkniętym na racjonalne argumenty. W rzeczywistości jednak Hitler po raz kolejny zablefował. "Kiedy tylko za ambasadorem zamknęły się drzwi - relacjonował Ernst von Weizsäcker w swoich wspomnieniach - Hitler plasnął się dłonią w udo i rzekł do mnie: "No, tej rozmowy Chamberlain nie przeżyje. Jego gabinet dziś wieczorem upadnie!""122.

Lecz dyktator nie był wcale aż tak pewien, jak zareaguje strona brytyjska. Podczas spotkania z Goebbelsem, którego dzień wcześniej zaprosił na Obersalzberg, i "szerokiego omówienia sytuacji" zachowywał dużą ostrożność: czy państwa zachodnie zdecydują się na interwencję, tego na razie nie wiadomo, zależy to od okoliczności. "Determinacja Londynu jest większa niż we wrześniu trzydziestego ósmego. Musimy działać bardzo rozważnie. W tej chwili Anglia wojny nie chce, ale musi zachować twarz. Dlatego Londyn pójdzie na całość. W każdym razie szykujemy się także do ofensywy na Zachodzie". Również o zachowaniu Francji nie umiał jeszcze powiedzieć "niczego definitywnego". Włochy, oceniał Hitler, "nie są może zachwycone" niemieckimi działaniami, "ale raczej będą musiały w to wejść". Z kolei Japonia "zmarnowała swoją szansę", odmawiając przystąpienia do niemiecko-włoskiego sojuszu wojskowego. Hitler dał tu wyraźnie do zrozumienia, że pakt antykominternowski z 1936 roku praktycznie przestaje mieć dla niego znaczenie. "Kwestia bolszewizmu ma chwilowo znaczenie drugorzędne (...) Jesteśmy w potrzebie, więc musimy na razie jak ten diabeł żreć muchy123"124.

 

Wieczorem 22 sierpnia Ribbentrop nową czterosilnikową maszyną Condor poleciał do Moskwy. Towarzyszył mu na wyraźne życzenie Hitlera między innymi fotograf Heinrich Hoffmann, który miał przekazać Stalinowi osobiste pozdrowienia od Führera i przy okazji wyrobić sobie jak najdokładniejszy pogląd o jego osobowości125. Delegacja miała międzylądowanie w Królewcu (Königsbergu) i w Moskwie pojawiła się późnym popołudniem 23 sierpnia. Na lotnisku czekał na nią niecodzienny widok: nazistowska flaga ze swastyką oraz radziecka flaga z sierpem i młotem zgodnie łopoczące na wietrze126. Nazajutrz, po krótkim śniadaniu w ambasadzie niemieckiej Ribbentrop udał się na Kreml na pierwszą rozmowę ze Stalinem i Mołotowem. Gościom teraz już bardzo się śpieszyło, więc negocjacje posuwały się raźno naprzód. Podczas kolacji Ribbentrop był już pewien sukcesu: "Dziś wieczorem na pewno dojdziemy do porozumienia"127 - uznał.

Tymczasem Hitler niecierpliwie czekał na wieści z Moskwy. Po kolacji niespokojnie przechadzał się po tarasie, zagadując to tego, to owego spośród swojej świty. Nagle towarzystwo ujrzało niecodzienne zjawisko: niebo zmieniło barwę i wznoszący się naprzeciw legendarny masyw Untersbergu skąpał się w ciemnej czerwieni. Adiutant Below, jak sam twierdzi, szepnął do Hitlera, że takie zdarzenie wróży krwawą wojnę, na co ten odrzekł, że skoro wojna być musi, to oby jak najszybciej128. Niebawem z Moskwy zatelefonował Ribbentrop. Donosił, że negocjacje toczą się pomyślnie, jednakże Stalin chce włączyć do swojej strefy wpływów łotewskie porty Lipawę i Windawę. Spojrzawszy na mapę, Hitler się zgodził129. I znów nastąpiło wielogodzinne czekanie. "Wlokący się czas skracamy sobie oglądaniem filmu. Ale niezbyt skutecznie", podsumował te godziny Goebbels130. Eva Braun w tym czasie uwieczniała na zdjęciach, jak Hitler ze swoimi paladynami w Dużej Sali gorączkowo wyczekują rezultatów misji Ribbentropa131. Ten w końcu odezwał się - godzinę po północy - meldując, że negocjacje zakończyły się powodzeniem. "Wreszcie o pierwszej w nocy nadchodzi komunikat: pełny akord (...). Umowa na długie lata wchodzi w życie od zaraz. Doniosłe wydarzenie w dziejach świata, konsekwencje [trudne do przewidzenia]. Führer uszczęśliwiony jak my wszyscy", zanotował w dzienniku minister propagandy, który przesiedział jeszcze z Hitlerem do czwartej rano132.

 

Ryc. 1 Podpisanie niemiecko-radzieckiego paktu o nieagresji ("paktu Hitler-Stalin") 23 sierpnia 1939. Stalin w zawoalowanym sformułowaniu dawał tu Hitlerowi wolną rękę w napaści na Polskę. Z tyłu od lewej: Joachim von Ribbentrop, Josif Stalin; z przodu: Wiaczesław Mołotow.

Źródło: Bayerische Staatsbibliothek München / Bildarchiv [Biblioteka Bawarska w Monachium / Archiwum Ikonograficzne]

Pakt o nieagresji, zawarty na dziesięć lat, zobowiązywał partnerów, by "powstrzymywali się wobec siebie wzajemnie od jakiegokolwiek aktu przemocy, jakiegokolwiek agresywnego działania i jakiegokolwiek ataku" oraz by nie przyłączali się do żadnego ugrupowania państw "wymierzonego pośrednio lub bezpośrednio w drugą stronę paktu". Dość zawikłanym sformułowaniem artykułu drugiego Stalin w istocie dawał Hitlerowi wolną rękę w spodziewanej wojnie z Polską: w razie gdyby któraś ze stron umowy stała się obiektem działań wojennych ze strony państwa trzeciego, to druga strona umowy nie udzieli temu państwu żadnego wsparcia. W "ściśle tajnym" protokole dodatkowym natomiast ustalono "rozgraniczenie obopólnych sfer interesów na terenie Europy Wschodniej": Finlandia, Estonia i Łotwa miały znaleźć się w radzieckiej strefie wpływów, w niemieckiej zaś Litwa. Co do Polski uzgodniono podział jej terytorium wzdłuż Narwi, Wisły i Sanu. Ostatecznie też Rzesza zaakceptowała interesy rosyjskie w rumuńskiej prowincji Besarabii133.

Wiadomość, że niemiecko-radziecki pakt o nieagresji został zawarty, nie spadła wprawdzie jak grom z jasnego nieba, lecz wywołała niejakie zaskoczenie. "Cóż za zwrot wydarzeń nastąpił w ciągu ostatnich 48 godzin", zanotował William Shirer. "Bolszewicka Rosja i nazistowskie Niemcy, dwaj najwięksi wrogowie na tym świecie, niespodziewanie nadstawiają drugi policzek i stają się przyjaciółmi, i zawierają coś, co ku konsternacji obserwatorów wygląda jak sojusz"134. Z kolei inspektor sądowy Friedrich Kellner zanotował w dzienniku, że nawet "mniej delikatne osoby" zostały tą polityczną woltą "wyprowadzone z równowagi na co najmniej kilka dni"135. Istotnie, pakt niemiecko-sowiecki był szokiem nawet dla starej gwardii narodowych socjalistów. Jak doniesiono Baldurowi von Schirachowi, kilkuset członków NSDAP porzuciło partyjne odznaki w ogrodzie przed "Brunatnym Domem"136.

Wśród nazistowskiej wierchuszki opinie na temat korzyści z zawartej umowy były podzielone. Zdaniem Goebbelsa Hitler znów bezdyskusyjnie dokonał "genialnego szachowego posunięcia"137. Daleki od zachwytu był natomiast Alfred Rosenberg, strażnik Graala antybolszewizmu. Nurtowało go "przeczucie, że ten pakt z Moskwą kiedyś się na narodowym socjalizmie zemści - pisał w dzienniku. - Jak mamy tu jeszcze mówić o ocaleniu i uformowaniu Europy, skoro prosimy o pomoc tejże Europy niszczyciela?"138. Hitler zaś nie ukrywał przed najbliższymi współpracownikami, że pakt ten uważa jedynie za rozwiązanie taktyczne i bynajmniej nie odstąpił od swojego celu, jakim jest "wojna o przestrzeń życiową" na Wschodzie. "Wszystko, co robię, jest wymierzone w Rosję", wyłuszczył już 11 sierpnia Carlowi Jacobowi Burckhardtowi. "Jeśli Zachód jest nazbyt głupi i nazbyt ślepy, aby to pojąć, będę zmuszony porozumieć się z Rosjanami, rozbić państwa zachodnie, a potem zwrócić świeże siły przeciwko ZSRR"139. Kilka dni po zawarciu umowy zganił krytyków, mylnie biorących jego manewr za fundamentalną woltę ideologiczną - podczas gdy w rzeczywistości był to "pakt z Szatanem w celu wypędzenia diabła"140.

Przy obiedzie 24 sierpnia Hitler wyraził rozczarowanie nikłym echem, jakie umowa niemiecko-radziecka - będąca wszak "światową sensacją" - wywołała wśród państw zachodnich. Oczekiwana przezeń dymisja Chamberlaina nie nastąpiła, wręcz przeciwnie: twarda postawa premiera wobec niemieckich gróźb (podkreślona raz jeszcze 24 sierpnia przed niższą izbą parlamentu) zyskała pełną aprobatę brytyjskiej opinii publicznej141. "Wojna nerwów zaraz osiągnie kulminację (...) - zauważył Goebbels. - Znów gramy w kości o naprawdę wysoką stawkę"142. Jako że do szykowanej inwazji na Polskę zostały zaledwie dwa dni, Hitler uznał za stosowne pofatygować się znów po długiej nieobecności do stolicy.

 

Po południu 24 sierpnia kolumna samochodów wyruszyła z Führerem z Obersalzbergu w stronę Ainring, na lotnisko Reichenhall-Berchtesgaden. "Ludność, inaczej niż zwykle, milcząco przyglądała się przejazdowi Hitlera. Czasem ktoś pomachał ręką", czytamy we wspomnieniach Alberta Speera143, co było pierwszym sygnałem ze strony obywateli, że dążąc do wojny, dyktator nie zaskarbia sobie popularności. Również w Berlinie, gdzie samolot wylądował krótko po 18 na lotnisku Tempelhof, Hitlera powitała upiorna cisza. I nawet przed Kancelarią Rzeszy zabrakło, o dziwo, entuzjastycznie skandujących tłumów144.

Zaledwie godzinę po przybyciu Ribbentrop w obecności Göringa i Weizsäckera zrelacjonował swój pobyt w Moskwie. Na skrzydłach euforii "jak tryumfator" minister spraw zagranicznych wkroczył do mieszkania Führera, powitany przez gospodarza "niezwykle serdecznie", jak opisał to adiutant Below145. Widać było, że Ribbentrop jest wciąż pod wrażeniem spotkania ze Stalinem i Mołotowem. Wyznał nawet, że w Moskwie czuł się "w pewnym sensie jak wśród starych towarzyszy partyjnych"146. Jego pochlebną opinię o radzieckim dyktatorze podzielał Heinrich Hoffmann, którego Hitler też zaprosił na kolację. Fotograf opowiadał, że Stalin pełnił obowiązki "uprzejmego gospodarza, bez jakiejkolwiek sztuczności, ale godnie". Hitler, który oglądał w tym czasie zdjęcia przywiezione przez Hoffmanna, oznajmił zadowolony, że tak właśnie wyobrażał sobie radzieckiego partnera. A gdy fotograf pochwalił krymskie wino musujące, którym obficie raczono się na Kremlu, Hitler zażartował, że dobrze zrobił, podsyłając Stalinowi współbiesiadnika o równie mocnej głowie147. W ciągu następnych dni Hitler przy obiedzie co chwila wtrącał słowa uznania dla Stalina. Zwrócił na przykład uwagę, że obaj mają podobne życiorysy, bo i Gruzin "z człowieka nikomu nieznanego" sam wywindował się na przywódcę państwa148.

25 sierpnia przed południem Hitler wysłał osobistą depeszę do Mussoliniego. Była ku temu najwyższa pora, bo włoski sojusznik zdradzał już niemałą irytację tym, że niemiecki rząd, paktując z Rosją sowiecką, znów coś przed nim zataił. Hitler, zasłaniając się wątłymi wymówkami, usiłował wmówić Duce, że moskiewski dokument to zysk również dla niego. Przekonywał, że niemiecko-radziecki pakt stworzył "całkiem nową sytuację geopolityczną na świecie", która "będzie dla osi niezmiernie korzystna". Jednocześnie Hitler dał do zrozumienia, że atak na Polskę to kwestia godzin i że liczy na sojusznicze wsparcie ze strony Włochów149.

O 12.45 ambasador brytyjski Henderson dostał wiadomość, że Hitler życzy sobie porozmawiać z nim za kwadrans w Kancelarii Rzeszy. Tym razem dyktator nie udawał wściekłego jak dwa dni wcześniej w Berghofie - i przyjął Brytyjczyka z wyszukaną uprzejmością. Demonstrując ugodowość, powiedział, że zastanowiwszy się ponownie nad wiadomymi sprawami, chciałby dziś wobec Anglii powziąć krok równie doniosły jak ten wobec Rosji, który zaowocował niedawnym porozumieniem. Zastrzegł wprawdzie, że jego decyzja o przemocowym rozwiązaniu "problemu niemiecko-polskiego" jest nieodwołalna, bo on już nie jest w stanie dłużej tolerować "tych macedońskich porządków przy swojej wschodniej granicy", ale gdyby Wielka Brytania zechciała mu w tej akcji nie przeszkadzać, miałby dla niej "szeroką ofertę". Między innymi "bezwarunkowo" zagwarantowałby nienaruszalność granic Imperium Brytyjskiego i przyszedłby Anglikom z pomocą, "gdziekolwiek taka pomoc okazałaby się konieczna". Oprócz tego Hitler obiecywał, że w przyszłości będzie otwarty na pomysły "rozsądnego ograniczania zbrojeń", a także ostatecznie uzna swoją granicę zachodnią. Była to z jego strony, podkreślił, już "ostatnia propozycja", więc teraz niech Henderson leci do Londynu zawieźć ją swemu rządowi150. Szczodra z pozoru oferta Hitlera była w istocie niezbyt finezyjną próbą skłonienia Wielkiej Brytanii, by ta nie udzieliła Polsce obiecanego wsparcia. Dlatego nawet Goebbels, który zwykle bez wahania każdy podstępny zwód Hitlera nazywał genialnym posunięciem, tym razem stwierdził sceptycznie: "Anglia nam już w to nie uwierzy"151.

Kiedy tylko Henderson opuścił mury Kancelarii Rzeszy, Hitler wezwał do siebie Keitla i krótko po piętnastej wydał rozkaz ataku na Polskę152. Niemieckie wojska miały wkroczyć na terytorium wschodniego sąsiada następnego dnia o 4.30 nad ranem. Goebbels dostał polecenie, by opracować dwie odezwy - jedną do narodu niemieckiego, drugą do NSDAP: "Objaśnić konieczność zbrojnego starcia z Polską, nastawić całe społeczeństwo na wojnę, jeśli trzeba, nawet wielomiesięczną lub wieloletnią. Nocą wszystko się zacznie"153. O 17.30 Hitler przyjął jeszcze ambasadora francuskiego Roberta Coulondre'a, by zakomunikować mu - tak jak wcześniej Hendersonowi - iż Rzesza Niemiecka nie zamierza dłużej godzić się na polskie prowokacje. A ponieważ on sam "nie żywi wobec Francji żadnych wrogich uczuć", byłoby mu przykro, gdyby z powodu Polski doszło między ich krajami do wojny. Na co Coulondre odparł, dając "oficerskie słowo honoru", że jeśli Polska zostanie zaatakowana, to Francja "wesprze ją swoimi siłami zbrojnymi"154. Wkrótce zaś do Berlina nadeszła informacja, że Wielka Brytania i Polska podpisały uzgodniony 6 kwietnia pakt o wzajemnej pomocy. Wiadomość ta - jak nazajutrz doniósł Brytyjczykom pracownik niemieckiej ambasady w Londynie - eksplodowała w Berlinie "niczym bomba"155.

O godzinie 18 zapowiedział się z wizytą Attolico, ambasador Włoch, by doręczyć niecierpliwie wyczekiwaną odpowiedź Mussoliniego na pismo Hitlera z poprzedniego dnia. Niemcy raczej nie mogli być zaskoczeni jej treścią, biorąc pod uwagę, jak traktowali Włochów przez ostatnie miesiące. Już wcześniej bowiem, 23 sierpnia, minister Ciano oznajmił przebywającemu w Rzymie z wizytą niemieckiemu ministrowi finansów von Krosigkowi, że jeśli wojna wybuchnie, to Anglia i Francja do niej przystąpią, bo tak wyrazili się "jasno i niedwuznacznie" ambasadorowie obu tych krajów. Tymczasem Włochy nie są przygotowane do wielkiej wojny ani finansowo, ani gospodarczo156. Następnie sam Duce z nietypową dla niego dobitnością oświadczył kanclerzowi Rzeszy, że Włochy nie są gotowe do wojny, dlatego sojusznik niestety nie może spodziewać się odeń żadnej pomocy wojskowej. Uzgadniali przecież rozpoczęcie działań na rok 1942 i do tego czasu Włochy zdążyłyby się odpowiednio uzbroić. W tej chwili natomiast włoska interwencja nie wchodzi w grę, chyba że Niemcy dostarczą materiały wojenne i surowce potrzebne Włochom do odparcia francuskiego i angielskiego ataku157. Odmowa Mussoliniego wprawiła Hitlera w "ogromne przygnębienie", widać było po nim "niejaką bezradność", zauważył adiutant Engel158. Niemieckie kierownictwo uznało, że Włochy dopuszczają się kolejnego aktu nielojalności. "Postępują zupełnie tak samo jak w 1914 roku", oburzał się Hitler, chłodno pożegnawszy się z Attolico159. A Goebbels uznał, że sprawdzają się jego najgorsze obawy: "No i dostaliśmy rachunek (...) Włosi nie idą z nami (...) To zmienia całą sytuację (...) Führer głowi się i namyśla. Jest to dla niego duży cios"160.

Chyba nagromadzenie niepomyślnych wiadomości skłoniło Hitlera, by około 19.30 cofnąć rozkaz o ataku - po tym, jak Keitel i Brauchitsch zapewnili go, że puszczoną w ruch machinę wojenną można jeszcze zatrzymać161. Rzeczywiście, rozkaz prawie wszędzie zdołano wykonać, aczkolwiek spotkał się z niezrozumieniem wśród wielu dowódców. W Zossen, 50 kilometrów na południe od Berlina, gdzie urządzono kwaterę główną dowództwa sił lądowych, spotęgował się i tak panujący już tam chaos. "O 22:10 rozkaz odwrotu. Wszyscy dostają szału, nerwy puszczają, nawet tym z Orderem Krwi", zanotował Helmuth Groscurth, oficer łącznikowy między dowództwem wojsk lądowych a Abwehrą162.

Wśród przeciwników Hitlera, skupionych wokół admirała Wilhelma Canarisa, szefa Urzędu Zagranicznego/Abwehry (Amt Ausland/Abwehr) Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, panowała opinia, że prestiż wodza doznał takiego uszczerbku, z którego już się nie podniesie163. Ale była to konkluzja mylna. Rozkaz ataku został anulowany, lecz nadal trwała mobilizacja. W otoczeniu dyktatora zaś kiełkowały jeszcze nadzieje, że w ostatniej chwili zmieni on decyzję. "Drzwi się jeszcze nie zatrzasnęły, ale szpara pozostała wąziutka", pisała Marianne von Weizsäcker 25 sierpnia, wspominając, że jej mąż pracuje dzień i noc, próbując wszystkiego, co w ludzkiej mocy, by znaleźć pokojowe wyjście z kryzysu164.

Rankiem 26 sierpnia sekretarz stanu von Weizsäcker poinformował w zaufaniu Ulricha von Hassella, że szansa na uniknięcie wojny znów nieco wzrosła i być może Hitler wycofa się ze swoich roszczeń165. Również William Shirer dostrzegał na Wilhelmstraße "solidną dawkę optymizmu, jeśli chodzi o widoki na pokój"166, co zasygnalizował tego samego dnia swoim amerykańskim słuchaczom. Hitler jednak ani myślał zmieniać kursu. Na pytanie Göringa, czy przesunięcie terminu ataku oznacza odwołanie wojny, odparł: "Nie, muszę sprawdzić, czy możemy zapobiec interwencji Anglii"167. I na tym właśnie skupił się w ostatnich dniach sierpnia, mimo iż jednoznaczne sygnały z Londynu nie zostawiały mu już żadnej nadziei na zmianę postawy Brytyjczyków. Skorzystał z pośrednictwa szwedzkiego przemysłowca Birgera Dahlerusa, będącego zaufanym człowiekiem Göringa. Dahlerus, równolegle z oficjalnymi kontaktami, prowadził między Berlinem a Londynem tajną dyplomację wahadłową - niczego jednak w opisywanej sprawie nie wskórał168.

 

"Kolejny wspaniały, ekscytujący dzień - tak Goebbels podsumował wydarzenia 26 sierpnia. - Po Berlinie krążą najniesamowitsze pogłoski"169. W tym dniu - a była to sobota - ogłoszono reglamentację artykułów spożywczych oraz surowców ważnych dla gospodarki wojennej170. Wprowadzono też ograniczenia w kursowaniu pociągów pasażerskich, a cywilny transport lotniczy został całkowicie zawieszony. Perony berlińskich dworców kolejowych zaroiły się od świeżo powołanych rezerwistów. Na dachach budynków instalowano działka obrony przeciwlotniczej. Istotnym sygnałem podkreślającym powagę sytuacji było oficjalne odwołanie Święta Tannenberga171, zaplanowanego na 27 sierpnia, oraz wrześniowego zjazdu NSDAP172.

Rano Henderson odleciał do Londynu z najnowszą propozycją Hitlera. Dyktator zdążył tymczasem nieco ochłonąć z szoku, bo w kameralnym gronie rzucił uwagę, że Anglia nawet w razie starcia z Polską nie przystąpi do wojny. Gdy Walther Hewel zaoponował - "Mein Führer, proszę nie lekceważyć Brytyjczyków" - Hitler zirytowany przerwał rozmowę173. Około południa Attolico przywiózł listę potrzebnych Włochom surowców i materiałów wojennych, o którą Hitler poprosił Mussoliniego wieczorem poprzedniego dnia. Żądania były z rozmysłem tak wygórowane, aby Niemcy nie zdołały ich wypełnić. "Znów padło wiele bardzo gniewnych słów pod adresem Włoch - ale nie pod adresem Mussoliniego", zauważył tłumacz Schmidt174. Hitlerowi nie pozostało nic innego, niż poprosić sojusznika, aby ten wsparł niemieckie usiłowania wojenne przynajmniej "aktywną propagandą i stosownymi demonstracjami wojskowymi". Poinformował go też, że kwestię na Wschodzie rozwiąże nawet wtedy, "gdy pojawi się ryzyko uwikłania się w konflikt na Zachodzie"175.

Wieczorem w Kancelarii Rzeszy zjawił się Coulondre, który wręczył Hitlerowi pismo od premiera Francji. Jak uprzednio Chamberlain, tak i Daladier informował, że jego rząd zamierza wypełnić swoje zobowiązania wobec Polski, a zatem wybór między wojną a pokojem należy obecnie tylko do Hitlera - i byłoby niezrozumiałe, gdyby nie podjął jeszcze próby rozwiązania pokojowego. Daladier sugestywnie ostrzegał przed skutkami nowej wojny, która dla narodów będzie jeszcze bardziej niszczycielska niż poprzednia176. Reakcja Hitlera oznaczała dla Coulondre'a, że kanclerz jest głuchy na francuski apel - odrzekł bowiem wysłannikowi, że sprawy zaszły już zbyt daleko; Polska po dobroci nie odda Gdańska, on zaś już postanowił, że miasto "wróci do Rzeszy"177.

 

W niedzielę 27 sierpnia nastała cisza przed burzą. "Bieg naszych spraw nieco przyhamował - czytamy w zapiskach Goebbelsa, który około południa spotkał się z Hitlerem. - Nikt na razie nie wie, co będzie dalej". Dyktator nie ukrywał rozgoryczenia odmową Mussoliniego - kazał ją traktować jako najściślejszą tajemnicę państwową, z "karą śmierci za jej ujawnienie"178. O godzinie 16 Ribbentrop przekazał odpowiedź Hitlera ambasadorowi francuskiemu - potwierdzała ona wrażenie Coulondre'a z poprzedniego dnia. Kanclerz Rzeszy z pozoru nawiązał do poufałego tonu słów Daladiera - "Jako stary frontowiec znam tak samo jak Pan okropności wojny" - ale co do meritum pozostał nieugięty, ba, dołożył jeszcze nowe żądania: domagał się teraz nie tylko Gdańska i eksterytorialnej linii przez Korytarz, ale też już całego terenu Korytarza. Oświadczył Daladierowi, że według niego nie da się "skłonić Polski w tej sprawie do pokojowego rozwiązania, gdyż czuje się ona obecnie nietykalna pod osłoną otrzymanych gwarancji"179. Na pokojowym rozwiązaniu jednak Hitlerowi już nie zależało - chciał jedynie zademonstrować, że winę ponosi rząd polski. I w tym momencie Paryż musiał zrozumieć, czego należy się po niemieckim dyktatorze spodziewać.

Hitler zwołał posiedzenie Reichstagu na 26 sierpnia, pierwotny dzień ataku. Posłowie przybyli do Berlina punktualnie, więc żeby nie odsyłać ich do domu z kwitkiem, Hitler zaprosił ich na 27 sierpnia do Nowej Kancelarii Rzeszy na nieoficjalne spotkanie w Sali Mozaikowej, które miało się rozpocząć o godzinie 17. Kanclerz zjawił się w asyście reichsführera SS Heinricha Himmlera, szefa Policji Bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei) Reinharda Heydricha, obergruppenführera SS Karla Wolffa, reichsleitera Martina Bormanna oraz ministra propagandy Josepha Goebbelsa. Treść jego krótkiej przemowy utrwalił hasłowo w swoim dzienniku szef sztabu generalnego Halder: "Sytuacja bardzo poważna. Zdecydowany rozwiązać kwestię wschodnią tak czy inaczej. Żądanie minimalne: zwrot Gdańska, rozwiązanie kwestii Korytarza. Żądanie maksymalne: "zależne od sytuacji militarnej". Jeśli nie spełnią żądania minimalnego, wtedy wojna: i to brutalna! On sam na pierwszej linii (...) Wojna bardzo ciężka, może beznadziejna. "Dopóki żyję, ani słowa o kapitulacji!"". Co do kondycji Hitlera spostrzeżenia Haldera były następujące: "Niewyspany, zapadnięty w sobie, głos mu się łamie, rozkojarzony"180. Również inne źródła wskazują, że wielodniowe napięcie odbiło się na samopoczuciu Hitlera. Adiutanci zapamiętali go z tych dni jako "niesłychanie rozdrażnionego, zaciętego i ostrego"181. Goebbels w czasie obiadu 28 sierpnia odniósł wrażenie, że Führer jest bardzo poważny i trochę znużony: "Trudno się dziwić przy takim napięciu nerwów". Minister propagandy nie mógł jednak pogodzić się z tym, że Hitler "wciąż jeszcze dobrze mówi o Włoszech, a zwłaszcza o Mussolinim", co skomentował słowami: "Ale, ale... Sojusze wojskowe nie mają sensu, jeśli na dobę przed rozpoczęciem wojny można je sobie zerwać"182.

 

To właśnie 28 sierpnia Hitler wyznaczył nowy termin inwazji - na 1 września - nie wykluczając jednak, że konieczne będzie jeszcze jedno przesunięcie183. Jak opisywał William Shirer w swoich codziennych reportażach radiowych, napięcie "wzrosło tak bardzo, że dalsze trwanie tego stanu wydaje się wszystkim niemożliwe". Jego obserwacje wskazywały, że Niemcy już znajdują się w stanie wojny: "Gospodynie domowe od wczesnych godzin porannych stały w kolejkach po talony zakupowe. Te kartki pojawiły się pierwszy raz od czasu wojny światowej. Ludzie, którzy jeszcze kilka dni temu nie wierzyli w wybuch wojny, czekali teraz na swoje kartki gniewnie i cierpliwie"184. Ulice Berlina zapełniały się wojskiem. "Po Wilhelmstraße i wzdłuż Tiergartenstraße pędziły samochody z wysokimi rangą oficerami armii do ministerstwa wojny na Bendlerstraße. Wiele aut i motocykli zostało zarekwirowanych (...) Formacje ciężkich bombowców z głuchym pomrukiem przelatywały dziś nisko nad miastem"185. W napięciu czekano na zapowiedziany na ten dzień powrót Nevile'a Hendersona z Londynu: jaką przywiezie odpowiedź?

Henderson przybył do Berlina o godzinie 17, ale w Kancelarii Rzeszy przyjęto go dopiero o 22.30. Hitler - jak zapamiętał ambasador - był znów pokojowo nastawiony i rozsądny; "odniosłem wrażenie, że jest całkiem usatysfakcjonowany odpowiedzią, którą mu przekazałem"186. Lecz to wrażenie okazało się mylne. Już bowiem po krótkiej lekturze memorandum dyktator zorientował się, że brytyjski rząd skontrował jego "ostateczną propozycję" zręcznym posunięciem: oto Anglia uzyskała wcześniej zgodę Polski na wznowienie zerwanych w marcu rozmów z Berlinem. Dzięki temu mogła teraz w swojej odpowiedzi postawić warunek, aby przed podpisaniem porozumienia brytyjsko-niemieckiego rozwiązane zostały różnice dzielące Niemcy i Polskę. Warszawa, jak informowano Hitlera, przystała na "bezpośrednie negocjacje", więc teraz powinien zaakceptować tę procedurę rząd niemiecki, co otworzy "drogę ku światowemu pokojowi". Oferta Hitlera, polegająca na pozyskaniu neutralności Brytyjczyków w zamian za gwarancję ich bezpieczeństwa, została przez Londyn uprzejmie, ale stanowczo odrzucona: taka czy inna korzyść Wielkiej Brytanii nie może stanowić powodu do "zgody na rozwiązanie zagrażające niepodległości państwa, któremu rząd brytyjski udzielił swoich gwarancji"187.

Hitler stanął przed dylematem, gdyż propozycji rozmów z Polską nie mógł wprost odrzucić, bo wtedy wziąłby na siebie winę przed niemiecką i międzynarodową opinią publiczną. Spróbował więc gry na zwłokę. Krótko przed północą pożegnał Hendersona słowami, że musi najpierw wnikliwie przestudiować brytyjską notę i odpowie mu jutro, a potem długo naradzał się ze swoimi zaufanymi współpracownikami. Göring (który stanowisko Brytyjczyków poznał już dzięki Birgerowi Dahlerusowi) zasugerował, żeby w konflikcie niemiecko-polskim pójść jednak ścieżką pokojową. Miał powiedzieć Hitlerowi: "Odpuśćmy tę grę va banque", na co ten odrzekł: "Ja w swoim życiu zawsze grałem va banque"188.

Jeśli Hitler faktycznie wypowiedział te słowa - przekazane nam przez sekretarza stanu von Weizsäckera - to była to jedna z rzadkich chwil jego szczerości. Bo istotnie jako polityk zawsze szedł na całość: najpierw jako puczysta w listopadzie 1923 roku, potem w schyłkowym okresie Republiki Weimarskiej, gdy - działając zgodnie z maksymą "wszystko albo nic" - niemalże sam sobie zamknął drzwi do władzy, wreszcie zaś podczas weekendowych akcji w latach 1935 i 1936, które szybko pozbawiłyby go władzy, gdyby mocarstwa zachodnie podjęły interwencję zbrojną. Nie bez przyczyny więc w sierpniu 1939 roku, zbierając siły do ostatniej śmiertelnej rozgrywki, wielokrotnie powoływał się na swój wspaniały wzór do naśladowania, pruskiego władcę Fryderyka II. "On też, tak jak Fryderyk Wielki, ma zamiar postawić wszystko na jedną kartę"189.

Mylił się Goebbels - a wraz z nim wielu innych - gdy po rozmowie Hitlera z Hendersonem skonstatował na kartach dziennika, że "decyzja wisi więc nadal w powietrzu"190. Mylił się, bo nie ulegało wątpliwości, że dyktator już prze ku wojnie. Swoją niepewność (tym razem całkowicie nieuzasadnioną) co do tego, czy generałowie są gotowi bezwarunkowo za nim pójść, zdradził 29 sierpnia we wściekłym potoku złorzeczeń: "Jedno jest pewne [powiedział]: nie zamierza pytać wojskowych o zdanie, czy lepszy będzie pokój, czy wojna. Po prostu nie mieści mu się w głowie, jak niemieccy żołnierze mogą się bać akcji zbrojnej. Fryderyk Wielki przewróciłby się w grobie, widząc tę naszą dzisiejszą generalicję". Upierał się, że chce postąpić tak jak król pruski w pierwszej wojnie śląskiej w roku 1740: jak tamten odebrał Śląsk Austrii, tak on zamierza teraz najechać Polskę. A skoro mocarstwa zachodnie są "tak głupie", by Polskę wesprzeć, to "ich wina i trzeba je zniszczyć"191.

 

Przez cały 29 sierpnia Hitler rozmyślał nad odpowiedzią dla Hendersona. W końcu zdecydował się niby przystać na zaproponowane przez rząd brytyjski bezpośrednie rozmowy z Polską, lecz z góry obłożyć zgodę takimi warunkami, których strona polska nie będzie w stanie zaakceptować. Kiedy Henderson ponownie zjawił się w Kancelarii Rzeszy kwadrans po dziewiętnastej, atmosfera w niej panująca była całkiem inna niż poprzedniego wieczora. Hitler na stojąco podał mu notę z odpowiedzią. Zaczynała się od znanych już skarg na rzekomą nieustępliwość Polski oraz na prześladowania spadające tam na niemiecką mniejszość. Następnie ponawiała żądanie, by Gdańsk i obszar Korytarza wróciły do Rzeszy Niemieckiej. Wreszcie Hitler godził się na brytyjską propozycję dotyczącą bezpośrednich negocjacji z rządem polskim, ale haczykiem był tu warunek, aby już następnego dnia, to jest 30 sierpnia, zjawiła się w Berlinie "osobistość z Polski wyposażona we wszelkie pełnomocnictwa"192. Ambasador zaprotestował, że słowa te brzmią jak ultimatum. Hitler próbował zaprzeczyć i rozmowa nabrała burzliwego charakteru. Kiedy dyktator w teatralnym zdenerwowaniu rzucił, że Brytyjczykom jest najwyraźniej wszystko jedno, ilu Niemców jest w Polsce codziennie "zarzynanych", Henderson też podniósł głos i walnął nawet pięścią w stół, mówiąc, że wyprasza sobie podobne insynuacje. Jak zwykle, kiedy spostrzegał, że nie zastraszy rozmówcy, Hitler zmienił ton i spokojnym głosem wyraził pragnienie, by stosunki z Anglią ułożyły się przyjaźnie193.

Wkrótce po wyjściu Hendersona z Kancelarii Rzeszy zjawił się w niej Attolico z osobistą wiadomością od Mussoliniego: Duce oferował się wesprzeć brytyjskie starania o ugodowe rozwiązanie konfliktu. Stało się więc to, czego Hitler za wszelką cenę pragnął uniknąć - w ostatniej chwili "jakiś łajdak" pokrzyżował mu szyki planem mediacji. Jak wspomina tłumacz Schmidt, kanclerz chłodno odprawił włoskiego ambasadora z kwitkiem, zaznaczając, że sam już nawiązał bezpośredni kontakt z Anglikami i zadeklarował gotowość spotkania z polskim negocjatorem194. Nie zdradził mu oczywiście, że to jedynie blef, bo negocjacji z Polską wcale nie pragnął.

 

Tymczasem w Londynie poznano się na grze Hitlera. Zanim jeszcze rząd brytyjski udzielił mu 30 sierpnia oficjalnej odpowiedzi, zasygnalizował innymi kanałami, że ultymatywne żądanie, by Polska jeszcze tego samego wysłała do Berlina pełnomocnika, jest nie do przyjęcia195. Poranne wydania gazet obwieszczały, że polski rząd na 14.30 zarządził powszechną mobilizację. "Nie zmienia to wprawdzie sytuacji militarnej, ale psychologiczną owszem" - stwierdził z zadowoleniem Goebbels196. Po południu Hitler, wezwawszy do siebie Brauchitscha i Keitla, wyznaczył ostateczny termin ataku na piątek 1 września. Podpisał też dekret o utworzeniu Ministerialnej Rady Obrony Rzeszy (Ministerrat für die Reichsverteidigung), której przewodnictwo objął Göring. Mieli do niej należeć szef OKW Keitel, Rudolf Hess jako zastępca Führera, minister spraw wewnętrznych Wilhelm Frick, minister gospodarki Walther Funk oraz Hans Heinrich Lammers, szef Kancelarii Rzeszy197.

Prócz tego Hitler 30 sierpnia zajęty był układaniem szesnastopunktowej listy, którą zamyślał położyć na stole przed polskim negocjatorem. Domagał się w niej między innymi powrotu Gdańska w granice Rzeszy Niemieckiej, przeprowadzenia w ciągu roku na obszarze Korytarza plebiscytu (pod kontrolą międzynarodową), zbudowania na okres przejściowy drogi tranzytowej, powołania komisji mającej zbadać skargi na traktowanie mniejszości niemieckiej198. Strona niemiecka raczej nie spodziewała się, że Polska przyśle generalnego pełnomocnika w wyznaczonym terminie, więc postulaty te, sformułowane dość umiarkowanym tonem, miały jedynie zamarkować gotowość negocjacyjną Niemiec w oczach opinii publicznej. "Potrzebne mi było alibi, zwłaszcza wobec narodu niemieckiego, żeby pokazać, że uczyniłem wszystko dla uratowania pokoju - powiedział Hitler kilka dni później w obecności swego tłumacza. - Stąd ta moja wielkoduszna propozycja z uregulowaniem kwestii Gdańska i Korytarza"199.

Około północy zjawił się Henderson z instrukcjami od swojego rządu, choć po sygnałach, jakie wcześniej tego dnia napłynęły z Londynu, wieści przywiezione Ribbentropowi nie mogły już być zaskakujące: rząd brytyjski odpowiadał, że nie widzi możliwości zasugerowania polskiemu rządowi, by ten natychmiast posłał pełnomocnika do Berlina, w związku z czym zaproponował Niemcom "uruchomienie biegu spraw zwykłą drogą dyplomatyczną, czyli przekazanie rzeczonych propozycji ambasadorowi polskiemu"200. Ale niemiecki minister wpadł w irytację: wielokrotnie zrywał się z fotela i krzyczał na Hendersona, na co ten również zaczął tracić panowanie nad sobą i także podniósł głos. Obaj dyplomaci, dysząc z gniewu, jak to opisuje Schmidt, "mierzyli się z ogniem w oczach"; stali naprzeciwko siebie niczym dwa walczące koguty i mało brakowało, a przeszliby do rękoczynów. W końcu, gdy się jako tako uspokoili, Ribbentrop odczytał na głos szesnastopunktową listę. Odmówił jednak - wbrew wszelkim dyplomatycznym obyczajom - wręczenia jej ambasadorowi, twierdząc: "Tak czy owak, to już nieaktualne, gdyż nie zjawił się polski parlamentariusz"201. Trudno było o czytelniejszą demonstrację, że "wielkoduszna" oferta Hitlera dla Polski stanowiła manewr zmyłkowy. Henderson wyszedł z berlińskiego ministerstwa przeświadczony, jak wynika z jego wspomnień, "o daremności dalszej nadziei na pokój"202.

Ribbentrop zaś udał się do Kancelarii Rzeszy, gdzie czekali na niego Hitler i Göring. Dyktator przez cały ten wieczór sprawiał wrażenie "zamkniętego, poważnego, chwilami zobojętniałego". Wysłuchawszy relacji ministra, ożywił się jednak i jął ponownie złorzeczyć na brytyjski rząd, oskarżając go o to, co sam praktykował: o prowadzenie nieczystej gry i próbę zrzucenia z siebie odpowiedzialności za wojnę (jak władze Rzeszy w lipcu 1914 roku). Wszelkie dalsze rozmowy, nawet za pośrednictwem Dahlerusa, uznał za bezcelowe. Wszystkie jego próby wbicia klina między Polskę a Anglię kompletnie zawiodły i sam już zaczął wątpić, czy wyspiarskie imperium uchyli się od swoich sojuszniczych zobowiązań. Kiedy Göring wtrącił, że nadal nie bardzo chce mu się wierzyć w przystąpienie Brytyjczyków do wojny, Hitler miał odrzec: "Kiedy Anglicy ratyfikują międzynarodową umowę, to nie zrywają jej po 24 godzinach"203.

 

31 sierpnia napięcie sięgnęło zenitu. Podobnie jak w trakcie wszystkich dotychczasowych kryzysów w Kancelarii Rzeszy zapanowała gorączkowa bieganina. Hitler, jeśli nie naradzał się akurat w zaciszu ogrodu zimowego z ministrami i generałami, widziany był w gronie swych brunatnych paladynów. "Każdy chciał usłyszeć coś nowego, a nietrudno było ze słów Hitlera wywnioskować, że zdecydowany jest rozwiązać problem z Polską "tak czy inaczej""204. Około południa dyktator podpisał Instrukcję nr 1 w sprawie prowadzenia wojny, wyznaczającą początek ataku na Polskę na godzinę 4.45 następnego dnia205. "Wydaje się, że teraz już kości zostały definitywnie rzucone", ocenił Goebbels206. Tymczasem przez cały dzień ambasador polski rozpaczliwie usiłował dostać się do Ribbentropa, a ten przyjął go dopiero o 18. Gdy na pytanie, czy posiada żądane pełnomocnictwo do natychmiastowych rozmów o niemieckich propozycjach, Lipski odpowiedział przecząco, Ribbentrop z miejsca przerwał audiencję207. O godzinie 21 na polecenie Goebbelsa wszystkie rozgłośnie podały informację, iż rząd niemiecki przez dwa dni daremnie czekał na przybycie negocjatora z Polski, w związku z czym uznaje swoje propozycje "praktycznie za odrzucone". Następnie odczytano słuchaczom 16 punktów jako dowód na to, że Führer do ostatniej chwili wyciągał rękę z pokojową ofertą208.

Równocześnie specjalne oddziały SS zaaranżowały serię incydentów granicznych, służących za pretekst dla najazdu. Jednym z nich był napad na radiostację gliwicką. Wykonawcy prowokacji pozostawili na miejscu ciała więźniów obozu koncentracyjnego ubrane w polskie mundury. "Atak Polaków na radiostację w Gliwicach. Już my to pięknie nagłośnimy!" - zanotował Goebbels, który znał kulisy tej akcji, o czym świadczy jedno ze zdań, zawarte w tym samym wpisie: "SS dostaje specjalne rozkazy na noc"209.

Hitler do północy siedział w Kancelarii Rzeszy ze swoimi paladynami, studiując mapy terenu działań wojennych. Następnie podyktował sekretarkom tekst przemówienia, które zamierzał wygłosić nazajutrz przed południem w Reichstagu210. 1 września o godzinie 4.45 okręt wojenny "Schleswig-Holstein", stojący na kotwicy w porcie gdańskim, zaczął ostrzeliwać półwysep Westerplatte. Policjanci oraz członkowie SA i SS przystąpili wtedy do masowego aresztowania polskich urzędników, nauczycieli i księży według przygotowanych list proskrypcyjnych. Wywiązała się zacięta walka o gmach Poczty Głównej, który Niemcom udało się zdobyć dopiero po zdławieniu zaciekłego oporu obrońców. Krótko po rozpoczęciu działań bojowych gauleiter Albert Forster, który 23 sierpnia ogłosił się głową państwa w Wolnym Mieście, obwieścił przyłączenie Gdańska do Rzeszy Niemieckiej. Na całej granicy niemiecko-polskiej jednostki Wehrmachtu powyłamywały szlabany i wkroczyły na sąsiedzkie terytorium; na polskie bazy wojskowe i miasta spadały bomby Luftwaffe. Jedną z pierwszych ofiar tych nalotów o świcie był Wieluń, miasteczko bez znaczenia militarnego211.

 

Wkrótce po godzinie 10 i zastrzyku środka pobudzającego od swojego osobistego lekarza Morella Hitler udał się do Opery Krolla. Posiedzenie Reichstagu wyznaczone zostało poprzedniego dnia, przez co nie wszyscy deputowani zdążyli dojechać. Ale Göring jako przewodniczący kazał, nie wdając się w formalne ceregiele, zapełnić luki personalne ludźmi z SS i funkcjonariuszami partyjnymi212. Dyktator, ubrany w szary mundur wojskowy - co było starannie przemyślanym symbolicznym gestem - został powitany przez zgromadzonych w milczeniu. "Jest bardzo poważny, wygląda marnie, blady i wychudły - stwierdził jego wieloletni współbojownik z Monachium, Rudolf Buttmann. - Włosy zmierzwione, jakby dopiero co podniósł głowę z poduszki, i również zaczerwienione powieki świadczą o bezsennych nocach"213.

Hitler był wyraźnie nie w formie, robił wrażenie przemęczonego i po raz pierwszy wielokrotnie zastanawiał się nad doborem słów. Zaczął od pretensji do brytyjskiego rządu, iż ten wzgardził wszystkimi jego propozycjami. Twierdził, iż zeszłej nocy Polacy sprowokowali 14 incydentów granicznych, ba, po raz pierwszy użyli na niemieckim terytorium "regularnego wojska". Tym sposobem niemiecka napaść zyskiwała pozory koniecznej reakcji obronnej. Warto nadmienić, że zdekoncentrowany mówca pomylił się o godzinę, podając czas rozpoczęcia ataku: "Od godziny 5.45 odpowiadamy ogniem! I od tej chwili każdą bombę odpłacimy bombą". Hitler w teatralnym stylu oświadczył, że teraz zamierza już być tylko "pierwszym żołnierzem Rzeszy Niemieckiej", a szary mundur zdejmie dopiero po zwycięstwie - chyba że "takiego końca nie dożyje". Powtórzył to, co już obwieścił deputowanym 27 sierpnia: "Jednego słowa nigdy się nie nauczyłem, a brzmi ono "kapitulacja"!". I znów odwołał się do przykładu Fryderyka Wielkiego, który ze "śmiesznie małym państewkiem wystąpił przeciwko jednej z największych koalicji, a jednak po trzech bitwach zwyciężył, albowiem miał mocne serce pełne wiary, jakiego i my teraz potrzebujemy"214. Tymi słowami dał posłom do zrozumienia, że wojna z Polską nie pozostanie konfliktem lokalnym i trzeba się liczyć z interwencją mocarstw zachodnich. Owacje zabrzmiały wyraźnie ciszej niż przy poprzednich okazjach215.

Na trybunie, niezauważona przez deputowanych, siedziała też Eva Braun, kochanka Hitlera, która 24 sierpnia przyjechała wraz z całą świtą z Obersalzbergu do Berlina i ostatni tydzień sierpnia spędziła w urządzonym dla niej obok mieszkania Hitlera apartamencie na pierwszym piętrze Starej Kancelarii Rzeszy. W tym momencie do swojej starszej siostry Ilse miała szepnąć, że jeśli Führerowi zdarzy się coś złego, to ona również chce umrzeć216.

Na konferencji prasowej, która odbyła się po przemówieniu Hitlera, Goebbels poinstruował dziennikarzy, aby we wszelkich doniesieniach i komentarzach wystrzegali się słowa "wojna": ""Niemcy odpierają atak Polaków" - tak brzmi hasło przewodnie"217. Reakcja społeczeństwa niemieckiego jednak była daleka od oczekiwań reżimu. Według Williama Shirera na ulicach Berlina panowała rano atmosfera przygaszona. Mimo nawoływań gazeciarzy mało który przechodzień kupował nadzwyczajne wydania gazet218. Do tej pory powszechnie sądzono, że Hitler przy całej swojej agresywnej retoryce z problemem Gdańska i Korytarza upora się bez wojny, tak jak bywało wcześniej219. Ludzie byli więc niemile zaskoczeni. Można spokojnie stwierdzić - relacjonował 1 września z Berlina poseł duńskiej misji dyplomatycznej Herluf Zahle - że wojna "nie została przyjęta entuzjastycznie"220. Nawet Goebbels zmuszony był przyznać, iż nastroje są poważne, aczkolwiek "opanowane"221.

Późnym popołudniem w Berlinie ogłoszono pierwszy alarm. Ludzie zbiegli do piwnicznych schronów przeciwlotniczych. Wieczorem jednak wszystko wróciło do normy. W kawiarniach, restauracjach i piwiarniach było równie tłoczno jak zwykle222. Przypuszczalnie wielu Niemców wierzyło jeszcze, że Anglia i Francja odstąpią od udziału w wojnie. Victor Klemperer, mieszkający w Dreźnie romanista żydowskiego pochodzenia, usłyszał 1 września, jak młody człowiek stojący przed wywieszoną gazetą mówi: ""Anglicy są za bardzo tchórzliwi, nic nie zrobią!"". "Wszyscy myślą mniej więcej tak samo, vox populi". Zresztą sam uczony powątpiewał, czy Anglia faktycznie udzieli Polsce pomocy: "Z tamtej strony nikt jeszcze nie wypowiedział wojny. Ogłoszą ją czy zrezygnują z oporu i ograniczą się do demonstracji?"223.

 

Na wieść o niemieckiej napaści na Polskę zarówno Chamberlain, jak i Daladier rano 1 września zarządzili powszechną mobilizację. Wieczorem ambasadorowie Henderson i Coulondre kolejno wręczyli niemieckiemu ministrowi spraw zagranicznych noty od swoich rządów zawierające żądanie, by Niemcy natychmiast zaprzestały agresji i wycofały swoje wojska z polskiego terytorium, bo w przeciwnym razie Wielka Brytania i Francja niezwłocznie wypełnią swoje zobowiązania wobec Polski224. Heinz Linge, kamerdyner Hitlera, zapamiętał z tego wieczora uwagę przełożonego: "Zobaczymy, czy przyjdą Polsce z pomocą. Raczej znowu stchórzą". Również adiutant Below uznał, iż Hitler "w głębi duszy ma nadzieję, że Anglicy ustąpią"225. Ale przystąpienie mocarstw zachodnich do wojny było wysoce prawdopodobne - i Hitler o tym wiedział.

2 września ponownie zgłosił się Mussolini z ofertą mediacji: chciał skłonić Niemcy i Polskę do natychmiastowego rozejmu, po czym miałaby się odbyć międzynarodowa konferencja, służąca rozwiązaniu spornych dla nich kwestii. "Führer byłby skłonny na to przystać, pod warunkiem że będzie miał w ręku jakiś zastaw - stwierdził Goebbels. - Dlatego cały militarny wysiłek skupił na odcięciu Korytarza"226. Wieczorem rząd brytyjski odrzucił propozycję Mussoliniego, argumentując, że wpierw Niemcy muszą wycofać swoje oddziały z Polski. Dopiero wtedy jakiekolwiek negocjacje będą możliwe227.

O godzinie 22.30 zebrał się brytyjski gabinet. Zapadła ostateczna decyzja: ambasador Henderson nazajutrz o dziewiątej rano wręczy Hitlerowi ultimatum. Jeśli rząd niemiecki do godziny 11 nie złoży zapewnienia, że przerwie wszystkie działania bojowe i wycofa swoje oddziały z Polski, Wielka Brytania znajdzie się z Niemcami w stanie wojny228. Zgodnie z tą instrukcją Henderson wręczył ultimatum tłumaczowi Paulowi Schmidtowi (gdyż Ribbentrop kazał powiedzieć, że go nie ma), a ten pośpieszył zaraz do Kancelarii Rzeszy i w gabinecie Hitlera wolno, słowo po słowie, przetłumaczył mu otrzymane pismo. Wspominał później: "Gdy skończyłem, zapanowała głęboka cisza (...) Hitler siedział jak skamieniały i patrzał przed siebie. Nie był zmieszany, jak później twierdzono, ani nie wpadł we wściekłość, jak chcieli inni. Siedział w całkowitym milczeniu i bezruchu. Po chwili - wydała mi się ona wiecznością - zwrócił się do Ribbentropa, który jak skamieniały stał nadal przy oknie. "I co teraz?", zapytał Hitler swego ministra spraw zagranicznych z błyskiem wściekłości w oczach". Göring, który wraz z innymi znajdował się w przedpokoju, miał rzucić: "Jeśli przegramy tę wojnę, to niech się niebiosa nad nami zmiłują!"229. Na podstawie relacji tłumacza podejrzewano Hitlera o trwanie w iluzji, że Anglia nie poweźmie poważnych kroków. Lecz dyktator wcale nie liczył na brytyjską neutralność. Dla niego wypowiedzenie wojny przez Anglików - które Chamberlain ogłosił w radiowej przemowie kwadrans po upływie terminu ultimatum - nie było żadną niespodzianką. Choć, kto wie, może skrycie żywił jeszcze nadzieję, że Brytyjczycy w ostatniej chwili zlękną się wojennego ryzyka i podadzą tyły230.

Dwadzieścia minut po dwunastej zjawił się ambasador Coulondre z ultimatum francuskim, wyznaczającym termin do godziny 17231. Krótko potem Hitler w ogrodzie zimowym podyktował swojemu adiutantowi Nicolausowi von Belowowi odezwę do narodu niemieckiego, w której raz jeszcze obwiniał Wielką Brytanię - a szczególnie jej "żydowsko-plutokratyczną elitę" - o sprowokowanie wojny. I niech brytyjski rząd się nie łudzi: "Niemcy w roku 1939 są już innymi Niemcami niż w roku 1914! A kanclerz dzisiejszej Rzeszy nie nazywa się Bethmann Hollweg"232.

William Shirer przebywał akurat przy placu Wilhelma, gdy przez megafony ogłoszono, że Anglia wypowiedziała wojnę. "Gdy komunikat dobiegł końca, nie było słychać nawet szemrania - czytamy w jego dzienniku. - Ludzie nie mogli pojąć, że Hitler wmanewrował ich w wojnę". Na ulicach Berlina zaś nie było widać "żadnego podniecenia, żadnych wiwatów, żadnych okrzyków, rzucania kwiatami, żadnej gorączki czy histerii wojennej"233. Spostrzeżenia Shirera znajdują potwierdzenie w wielu świadectwach niemieckich: 3 września 1939 roku nie wybuchł prowojenny entuzjazm, jaki poczuła część społeczeństwa w roku 1914 - teraz ogarnęło ludzi raczej przygnębienie234. Propaganda antypolska i antyangielska najwyraźniej chybiła celu. Jedynie bowiem, jak się zdaje, niewielka część zwolenników partii uwierzyła w jej wersję, jakoby Niemcy musiały się bronić przed wrogą agresją. "Jest tu okropna atmosfera. Mieszanina beznadziei i smutku" - pisał 3 września z Berlina do swojej żony Helmuth James von Moltke, który stanął później na czele opozycyjnego Kręgu z Krzyżowej. Dwa dni później dopisał: "Ta wojna ma w sobie coś upiornie nierzeczywistego. Ludzie jej nie chcą i nie popierają"235.

Nawet w Kancelarii Rzeszy wczesnym popołudniem 3 września wciąż jeszcze wyczuwało się pewną bezradność, jednak do wieczora Hitler odzyskał rezon i zaczął pocieszać najbliższych współpracowników, mówiąc, że Anglia i Francja wypowiedziały im wojnę "najwyraźniej tylko dla pozoru, żeby nie stracić twarzy przed światem; mimo wypowiedzenia wojny - był o tym przekonany - nie dojdzie do działań zbrojnych"236. Także Goebbels usłyszał od niego o "wojnie kartoflanej" na Zachodzie. Ale do Berlina dotarła już wiadomość, że Chamberlain powołał w skład gabinetu pierwszego lorda Admiralicji Winstona Churchilla, co ministrowi propagandy Rzeszy nasunęło wątpliwości, czy aby proroctwo Führera tym razem nie okaże się błędne: "Czy będzie to długa i ciężka wojna, tego jeszcze nikt nie wie"237. Około godziny 21 Hitler wsiadł do pociągu specjalnego, który powiózł go do Połczyna-Zdroju (Bad Polzin) na Pomorzu Tylnym (Hinterpommern), w pobliże granicy niemiecko-polskiej. Rozpoczął się właśnie nowy etap jego kariery: oto Führer polityk brał na siebie funkcję pierwszego żołnierza i generalissimusa.

 

Od czasu publikacji w latach sześćdziesiątych przez hamburskiego historyka Fritza Fischera książki Griff nach der Weltmacht i dyskusji, jaką ona wywołała, nazywanej wręcz sporem o Fischera, badacze dziejów zasadniczo zgadzają się co do tego, że główną odpowiedzialność za wywołanie pierwszej wojny światowej ponoszą Niemcy. Konkluzji tej nie zmieniło dzieło Christophera Clarka, historyka z Cambridge, zatytułowane Lunatycy (The Sleepwalkers), które wydano w symbolicznym roku 2014 i które również wywołało niejakie poruszenie, chociaż trwają spory co do roli w 1914 roku poszczególnych państw europejskich238. Jeśli natomiast chodzi o rozpętanie drugiej wojny światowej we wrześniu 1939 roku, to wyłączna wina Niemiec nie ulega najmniejszej wątpliwości. Wojna ta "odsłoniła bez reszty prawdziwą naturę narodowego socjalizmu i cele jego charyzmatycznego "wodza""239. Rozumiał to Thomas Mann, dlatego zapisał pod datą 28 sierpnia, a więc cztery dni przed niemiecką napaścią na Polskę, iż byłoby rzeczą zbawienną, gdyby Hitlerowi "udaremniono dalsze ohydne szantaże, tak by musiał wyjawić, że jego reżim od samego początku niósł katastrofę"240. Podobne wnioski sformułował w grudniu 1944 roku Friedrich Kellner, konstatując, że wojna "nie wybuchła znienacka w ciągu nocy": "Winy wojennej Niemiec nie trzeba udowadniać, bo świat widzi ją jak na dłoni"241.

Hitler pragnął tej wojny. Stanowiła przedłużenie drogi, na którą wkroczył, obejmując urząd kanclerski, 30 stycznia 1933 roku i którą ochoczo podążyły za nim - z nielicznymi wyjątkami - konserwatywne elity: generałowie, dyplomaci i przemysłowcy z branży zbrojeniowej. Sam dyktator, przemawiając jesienią 1939 roku - kilka tygodni po zakończeniu inwazji na Polskę - do dowódców sił zbrojnych, podkreślił, że nie zająłby się "wychowaniem narodu, budowaniem Wehrmachtu oraz zbrojeniami", gdyby nie to, że "od samego początku miał zamiar uderzyć"242. W jego darwinistycznym światopoglądzie społecznym nie było miejsca na trwały pokój. Albowiem pokój, jak Hitler wielokrotnie wyjaśniał w zaufanym gronie, sprawiłby, że ludzkość "ugrzęzłaby w bagnie". Każde pokolenie, twierdził, musi więc "na nowo hartować się i gromadzić nowe doświadczenia"243.

Mocarstwom zachodnim można co najwyżej zarzucić, że nie powstrzymały Hitlera, kiedy mogły. Z dużym poświęceniem kontrowały jego ekspansjonistyczne dążenia, próbując utrzymać w Europie pokój. Na twardszy opór zdecydowały się dopiero wtedy, gdy polityka appeasementu okazała się kompletnie chybiona - ale wtedy było już za późno na sprowadzenie Hitlera z jego wojennego kursu (jeśli to w ogóle było możliwe). Z kolei Związek Radziecki, chcąc zyskać czas przed spodziewaną konfrontacją, sprzymierzył się ze swoim ideologicznym arcywrogiem, stając się na pewien okres wspólnikiem w hitlerowskiej polityce agresji.

Wszystko to jednak nie zmazuje wyłącznej odpowiedzialności hitlerowskich Niemiec za katastrofę, której początek stanowił atak na Polskę. W słowa ujął to sam Fritz Thyssen - przemysłowiec i dawny sponsor ruchu narodowosocjalistycznego - który krótko po przewrocie 1933 roku zdystansował się od reżimu, a z początkiem wojny wyemigrował do Szwajcarii. W liście do Hitlera z grudnia 1939 roku napisał: "Potępiam politykę ostatnich lat, a szczególnie protestuję przeciwko obecnej wojnie, w którą niegodziwie wpędził Pan niemiecki naród i za którą Pan oraz Pańscy doradcy będziecie musieli ponieść odpowiedzialność (...). Końcowym rezultatem Pańskiej polityki będzie finis Germaniae"244.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

WSTĘP

1. ROZPĘTANIE DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

2. POLSKA 1939-1940 - POCZĄTEK WOJNY EKSTERMINACYJNEJ

3. ROZSTRZYGNIĘCIE NA ZACHODZIE?

4. STRATEGICZNY PAT

5. PRZEDSIĘWZIĘCIE "BARBAROSSA"

6. PRZEŁOM 1941/1942

7. DROGA KU HOLOKAUSTOWI

8. STALINGRAD, CZYLI WALKA O ROPĘ

9. WOJNA TOTALNA, NARODOWA WSPÓLNOTA

10. W DEFENSYWIE

11. PRZEDSIĘWZIĘCIE "OVERLORD" I OPERACJA "BAGRATION"

12. MIKROSPOŁECZNOŚĆ BERGHOFU W CZASIE WOJNY

13. 20 LIPCA 1944 I JEGO KONSEKWENCJE

14. OSTATNI ZRYW

15. DYKTATOR OPADA Z SIŁ

16. SPEKTAKL KATASTROFY

17. OSTATNIE DNI W BUNKRZE

18. BILANS - MIEJSCE HITLERA W DZIEJACH

MAPY

ŹRÓDŁA, BIBLIOGRAFIA

PODZIĘKOWANIA

25 Max Domarus, Hitler. Reden und Proklamationen 1932-1945, t. II, 1, Monachium 1965, str. 1178.

26 Sebastian Haffner, Anmerkungen zu Hitler, wyd. 21, Monachium 1978, str. 46. Wcześniej sam Haffner w swojej książce Germany: Jekyll & Hyde (Berlin 1996, str. 65-67) - napisanej w 1940 r. na emigracji - oceniał, że proporcja między zwolennikami reżimu a "nielojalną" częścią społeczeństwa wynosi 60 do 40.

27 Fest: Hitler, str. 25.

28 Otto Dietrich, 12 Jahre mit Hitler, Monachium 1955, str. 58.

29 Heeresadjutant bei Hitler 1938-1943. Aufzeichnungen des Majors Engel, red. i komentarz Hildegard von Kotze, Stuttgart 1974, str. 40 (z 1.10.1938).

30 Akten zur deutschen Auswärtigen Politik 1918-1945 (ADAP). Serie D: 1937-1941, t. 1-13, Frankfurt/M. 1956-1970, t. 5, nr 81, str. 87-89. Por. Joachim von Ribbentrop, Zwischen London und Moskau. Erinnerungen und letzte Aufzeichnungen. Aus dem Nachlaß, red. Annelies von Ribbentrop, Leoni am Starnberger See 1961, str. 154-156; Hermann Graml, Europas Weg in den Krieg. Hitler und die Mächte 1939, Monachium 1990, str. 129-132; Stefan Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, Paderborn 1996, str. 204 i następne.

31 ADAP, seria D, t. 5, nr 101, str. 106-108; por. Ribbentrop, Zwischen London und Moskau..., dz. cyt., str. 156-158; Graml, Europas Weg in den Krieg, dz. cyt., str. 133; Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung..., dz. cyt., str. 205 i następne.

32 Cyt. za Dieter Schenk, Hitlers Mann in Danzig. Gauleiter Forster und die NS-Verbrechen in Danzig-Westpreußen, Bonn 2000, str. 96.

33 ADAP, seria D, t. 5, nr 119, str. 127-132; nr 120, str. 132-134; nr 126, str. 139 i następne. Por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 137-139; Kley, Hitler, Ribbentrop..., dz. cyt., str. 207-209 i 213; Rolf-Dieter Müller, Der Feind steht im Osten. Hitlers geheime Pläne für einen Krieg gegen die Sowjetunion im Jahr 1939, Berlin 2011, str. 108-112.

34 Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1065.

35 Die Tagebücher von Joseph Goebbels, red. Elke Fröhlich, cz. I: Aufzeichnungen 1923-1941, t. 6, str. 247 (z 3.02.1939).

36 Feliks Chiczewski do Józefa Lipskiego, 23.03.1939; Frank Bajohr i Christoph Strupp (red.), Fremde Blicke auf das "Dritte Reich". Berichte ausländischer Diplomaten über Herrschaft und Gesellschaft in Deutschland 1933-1945, Getynga 2011, str. 528.

37 ADAP, seria D, t. 6, nr 61, str. 58-60; por. Kley, Hitler, Ribbentrop..., dz. cyt., str. 216.

38 Por. Richard Overy, Die letzten zehn Tage. Europa am Vorabend des Zweiten Weltkriegs. 24. August bis 3. September 1939, Monachium 2009, str. 15.

39 Cyt. za Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 185.

40 ADAP, seria D, t. 6, nr 101, str. 101-104; por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 189-192; Kley, Hitler, Ribbentrop, str. 218 i następne.

41 ADAP, seria D, t. 6, nr 118, str. 122 i następne; por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 194 i następne.

42 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 300 (z 25.03.1939), 301 (z 26.03.1939).

43 ADAP, seria D, t. 6, nr 99, str. 98 i następne; por. Christian Hartmann, Halder. Generalstabschef Hitlers 1938-1942, wyd. 2, Paderborn 2010, str. 122 i następne; Nicolaus von Below, Als Hitlers Adjutant 1937-45, Moguncja 1980, str. 157; Horst Rohde, Hitlers erster "Blitzkrieg" und seine Auswirkungen auf Nordosteuropa, w: Das Deutsche Reich und der Zweite Weltkrieg, t. 2: Die Errichtung der Hegemonie auf dem europäischen Kontinent, Stuttgart 1979, str. 81 i następne.

44 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 302 (z 28.03.1939).

45 Below, Als Hitlers Adjutant, str. 157.

46 Cyt. za Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 183. Por. Gottfried Niethardt, Die britisch-französischen Garantieerklärungen für Polen vom 31.3.1939, w: Francia 2 (1974), str. 597-618; Rainer F. Schmidt, Die Außenpolitik des Dritten Reiches 1933-1939, Stuttgart 2002, str. 322-328.

47 William L. Shirer, Berliner Tagebuch. Aufzeichnungen 1934-1941, red. Jürgen Schebera, Lipsk-Weimar 1991, str. 158 (z 6.04.1939) [tłum. pol. za: Shirer, Dziennik berliński, str. 128].

48 Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1119-1127 (cytaty str. 1120, 1122). O wyjeździe Hitlera do Wilhelmshaven por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 157 i następne. O przemówieniu w Wilhelmshaven pisze także Shirer w Berliner Tagebuch, str. 157 (z 1.04.1939).

49 Por. Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 316 (z 14.04.1939), 317 (z 15.04.1939), 378 (z 14.06.1939).

50 Por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 158 i następne; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1127 i dalej.

51 ADAP, seria D, t. 6, nr 149, str. 154. Keitel niezwłocznie poinformował Waltera Warlimonta, wiceszefa Sztabu Dowódczego Wehrmachtu, że Führer "nakazał głównodowodzącym rodzajów sił zbrojnych, aby z końcem sierpnia byli gotowi do coraz bardziej nieuniknionej militarnej konfrontacji z Polską". Notatka Waltera Warlimonta Polen 1939 (z 24.09.1945); BA Koblenz, N 1033/24.

52 ADAP, seria D, t. 6, nr 185, str. 186-190; Walther Hubatsch (red.), Hitlers Weisungen für die Kriegführung, Monachium 1965, str. 19-22 (cytaty str. 19 i nast.).

53 Christian Hartmann i Sergej Slutsch, Franz Halder und die Kriegsvorbereitungen im Frühjahr 1939. Eine Ansprache des Generalstabschefs des Heeres, w: Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte, rocznik 45 (1997), str. 467-495 (cytaty str. 480, 483, 488, 489, 495). Por. Hartmann: Halder, str. 398 i dalej.

54 Cyt. za Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1142.

55 Por. Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 326 (z 24.04.1939), 327 (z 25.04.1939), 329 (z 26.04.1939), 331 (z 28.04.1939).

56 ADAP, seria D, t. 6, nr 200, str. 202-204. Por. Günter Moltmann, Franklin D. Roosevelts Friedensappell vom 14. April 1939. Ein fehlgeschlagener Versuch zur Friedenssicherung, w: Jahrbuch für Amerikastudien, t. 9 (1964), str. 91-109.

57 Goebbels, Tagebücher cz. I, t. 6, str. 319 (z 17.04.1939).

58 Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1148-1179 (cytaty str. 1173). O reakcjach poszczególnych krajów na zapytanie Niemiec por. Moltmann, Franklin D. Roosevelts Friedensappell, str. 98-107.

59 List Marianne von Weizsäcker do matki, 29.04.1939; BA Koblenz, N 1273/29.

60 Shirer, Berliner Tagebuch, str. 160 i dalsze (z 28.04.1939) [tłum. pol. pierwszego cytatu za: Shirer, Dziennik berliński, str. 130]; por. Goebbels, Tagebücher cz. I, t. 6, str. 332: "A potem strasznie osmagał Roosevelta, że aż świszczało. Parlament aż się skręcał ze śmiechu. Doprawdy przyjemnie się tego słuchało".

61 Cyt. za Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 212.

62 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 339 (z 6.05.1939).

63 Tamże, str. 333 (z 30.04.1939), 335 (z 2.05.1939).

64 Engel: Heeresadjutant bei Hitler, str. 45 (z 8.04.1939).

65 ADAP, seria D, t. 6, nr 205, str. 207-211, nr 211, str. 215-220. Por. Paul Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne 1923-45, Bonn 1950, str. 434; Alfred Kube, Pour le mérite und Hakenkreuz. Hermann Göring im Dritten Reich, Monachium 1986, str. 308 i następne; Galeazzo Ciano, Tagebücher 1939-1943, Berno 1946, str. 76 (z 16.04.1939).

66 Attolico do Ciano, 18.04.1939; cyt. za Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 199.

67 ADAP, seria D, t. 6, nr 340, str. 366, nr 341, str. 372; por. Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 86 (z 6-7.05.1939); Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 216; Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 437; Gianluca Falanga, Mussolinis Vorposten in Hitlers Reich. Italiens Politik in Berlin 1933-1945, Berlin 2008, str. 121 i następne. O motywach Mussoliniego por. Hans Woller, Mussolini. Der erste Faschist. Eine Biografie, Monachium 2016, str. 185-188.

68 ADAP, seria D, t. 6, nr 426, str. 466-469; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1192 i następne.

69 Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 92 (z 22.05.1939).

70 Tamże, str. 89 (z 13.05.1939); Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 356 (z 23.05.1939). Por. także Below, Als Hitlers Adjutant, str. 165: "Za kulisami tej wspaniałej ceremonii podpisania szemrano już, że ten układ skończy się zapewne na bardzo jednostronnej pomocy" [tłum. pol. za: Below, Byłem adiutantem Hitlera, str. 158].

71 ADAP, seria D, t. 6, nr 433, str. 477-483; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1198-1201. Por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 164; Kley, Hitler, Ribbentrop..., str. 258; Schmidt, Die Außenpolitik des Dritten Reiches, str. 329; Bernd-Jürgen Wendt, Großdeutschland. Außenpolitik und Kriegsvorbereitung des Hitler-Regimes, Monachium 1987, str. 175.

72 Por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 165; Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 365 (z 2.05.1939), 366 (z 3.06.1939), 367 (z 4.06.1939), 371 (z 8.06.1939); Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1203, 1208-1211.

73 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 375 (z 12.06.1939).

74 Por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 166-169.

75 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 387 (z 21.06.1939); por. także Below, Als Hitlers Adjutant, str. 169: "Hitler nie wierzył w aktywną interwencję Anglii, ponieważ wychodził z założenia, że Anglicy będą potrzebowali jeszcze co najmniej dwóch lat, zanim uzbroją się do wojny" [tłum. pol. za: Below, Byłem adiutantem Hitlera, str. 162].

76 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 33 (z 5.07.1939).

77 Por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 175; o niemieckim planie operacji por. Das Deutsche Reich und der Zweite Weltkrieg, t. 2, str. 92-99 (autor: Rohde).

78 Por. Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1217.

79 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 43 (z 15.07.1939).

80 Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1218.

81 Ulrich von Hassell, Vom andern Deutschland. Aus den nachgelassenen Tagebüchern 1938-1944, Frankfurt/M. 1964, str. 58 (z 22.07.1939).

82 Por. Dietrich, 12 Jahre mit Hitler, str. 59; Brigitte Hamann, Winifred Wagner oder Hitlers Bayreuth, Monachium-Zurych 2002, str. 388.

83 Engel, Heeresadjutant bei Hitler, str. 56 (z 28.07.1939).

84 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 373 (z 11.06.1939).

85 Tamże, str. 346 (z 13.05.1939). O niemieckiej antypolskiej kampanii propagandowej por. Richard J. Evans, Das Dritte Reich, t. II, 2: Diktatur, Monachium 2005, str. 842; Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 200; Schenk, Hitlers Mann in Danzig, str. 110.

86 Carl J. Burckhardt, Meine Danziger Mission 1937-1939, wyd. 3 zmienione, Monachium 1980, str. 331; Schenk, Hitlers Mann in Danzig, str. 117. Do Hitlera Forster wysłał 10.08.1939 telegram: "Wiele tysięcy niemieckich gdańszczan (...) kieruje ku Panu wzrok pełen ufności, pozdrawiając Pana z głębokim szacunkiem i niewzruszoną wiernością jako swego Wodza"; BA Berlin-Lichterfelde, NS 10/17.

87 Burckhardt, Meine Danziger Mission, str. 341, 345. Co do wiarygodności relacji Burckhardta, por. Ian Kershaw, Hitler. 1936-1945, Stuttgart 2000, str. 1144, przypis 118 [tłum. pol.: Hitler. 1936-1941, str. 404, przyp. 118].

88 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 64 (z 12.08.1939).

89 Generał-pułkownik Halder, Kriegstagebuch. Tägliche Aufzeichnungen des Chefs des Generalstabs des Heeres 1939-1942, t. I, oprac. Hans-Adolf Jacobsen, Stuttgart 1962, str. 8-15 (cytaty str. 11, 14). Także Keitel na początku sierpnia 1939 usłyszał od Hitlera buńczuczne: "Kawoszki-kumoszki w Londynie i Paryżu znów będą siedziały cicho!" (Bernhard von Loßberg, Im Wehrmachtführungsstab. Bericht eines Generalstabsoffiziers, Hamburg 1950, str. 32).

90 Below, Als Hitlers Adjutant, str. 179.

91 Attolico do Ciano, 7.07.1939; cyt. za Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 227.

92 Por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 227-231; Falanga: Mussolinis Vorposten in Hitlers Reich, str. 126; Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 115-119 (z 19, 22, 26, 28 i 31 lipca 1939). Jeszcze 20.07.1939 Goebbels zanotował: "Führer niedługo spotka się z Mussolinim na Brennerze" (Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 46).

93 Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 122 (z 10.08.1939). Por. tamże, str. 121 (z 9.08.1939): "Duce bardzo zależy na tym, abym wykazał Niemcom, z dokumentami w ręku, że obecnie rozpętywanie wojny byłoby szaleństwem" [tłum. pol. za: Ciano, Dziennik, str. 395 i nast.].

94 Tamże, str. 122 (z 11.08.1939). Por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 231-233; Schmidt, Die Außenpolitik des Dritten Reiches 1933-1939, str. 332; Kley, Hitler, Ribbentrop..., str. 283.

95 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 438 [tłum. pol. za: Schmidt, Statysta na dyplomatycznej scenie, str. 432].

96 Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 122 (z 12.08.1939) [tłum. pol. za: Ciano, Dziennik, str. 397]. Por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 233; Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, str. 284.

97 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 440.

98 Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 123 (z 13.08.1939) [tłum. pol. za: Ciano, Dziennik, str. 397].

99 ADAP, seria D, t. 6, nr 1, str. 1-3. Por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 253; Dietmar Neutatz, Träume und Alpträume. Eine Geschichte Russlands im 20. Jahrhundert, Monachium 2013, str. 281.

100 O motywach Stalina por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 255; Neutatz, Träume und Alpträume, str. 280.

101 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 339 (z 6.05.1939). O odwołaniu Litwinowa por. Gabriel Gorodetsky (red.), Die Maiski-Tagebücher. Ein Diplomat im Kampf gegen Hitler, Monachium 2016, str. 296-299 (z 3.05.1939).

102 ADAP, seria D, t. 6, nr 332, str. 355; por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 257.

103 ADAP, seria D, t. 6, nr 446, str. 497; por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 261.

104 Wpis w dzienniku Weizsäckera z 18.06.1939; Leonidas Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1950, Frankfurt/M.-Berlin-Wiedeń 1974, str. 154. Zapiski dziennikowe Weizsäckera od lutego do września 1939 roku w BA Koblenz, N 1273/42.

105 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 6, str. 365 (z 2.06.1939); por. tamże, str. 373 (z 11.06.1939): " [Hitler] Nie wie, czego chce Moskwa: maksymalnie podbić swoją cenę wobec Londynu czy w ogóle się nie angażować. Ale to się wkrótce okaże".

106 Tamże, t. 7, str. 38 (z 9.07.1939).

107 ADAP, seria D, t. 6, nr 729, str. 846-849. Por. także Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1950, str. 157: "Mocniej naciskamy na Moskwę".

108 ADAP, seria D, t. 6, nr 758, str. 882, nr 760, str. 883; por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 272; Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, str. 277.

109 ADAP, seria D, t. 7, nr 56, str. 51.

110 ADAP, seria D, t. 7, nr 73, str. 67, nr 75, str. 70.

111 Por. Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1950, str. 159 (z 18.08.1939): "Ribbentrop zaoferował się, że poleci do Moskwy (...). Traktujemy to jako rzecz mocno pilną, bo za osiem dni ma nastąpić uderzenie na Polskę".

112 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 67 (z 17.08.1939), 70 (z 20.08.1939), 71 (z 22.08.1939).

113 ADAP, seria D, t. 7, nr 142, str. 131; por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 275; Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, str. 296.

114 Albert Speer, Erinnerungen. Mit einem Essay von Jochen Thies, Frankfurt/M.-Berlin 1993, str. 176 [tłum. pol. por. Wspomnienia, str. 196]. Por. także: "Alles was ich weiß". Aus unbekannten Geheimdienstprotokollen vom Sommer 1945, red. Ulrich Schlie, Monachium 1999, str. 181. Jak wspominał Heinrich Hoffmann, wiadomość tę przekazał Hitlerowi telefonicznie Ribbentrop (Hitler wie ich ihn sah. Aufzeichnungen seines Leibfotografen, Monachium-Berlin 1974, str. 101 i nast.). Według relacji Ottona Dietricha (12 Jahre mit Hitler, str. 79) Hitler w czasie posiłku podskoczył nagle z okrzykiem: "Wygraliśmy!".

115 ADAP, seria D, t. 7, nr 159, str. 140.

116 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 72 (z 22.08.1939). Por. Shirer: Berliner Tagebuch, str. 175 (z 24.08.1939): "Oświadczenie spadło jak grom z jasnego nieba na większość wyższych nazistów, podobnie jak dla reszty świata" [tłum. pol. za: Shirer, Dziennik berliński, str. 142]; Eduard Wagner, Der Generalquartiermeister. Briefe und Tagebuchaufzeichnungen, red. Elisabeth Wagner, Monachium-Wiedeń 1963, str. 90 (z 22.08.1939): "Pakt z Rosjanami bardzo wszystkich poruszył. Możliwość kompletnego odwrócenia sytuacji w polityce zagranicznej". O reakcji w Londynie por. Gorodetsky (red.), Die Maiski-Tagebücher, str. 341 (z 22.08.1939).

117 ADAP, seria D, t. 7, nr 192, str. 167-172; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1234-1238; notatka Helmutha Greinera z 22.08.1939; BA Koblenz, N 1033/13; Halder, Kriegstagebuch, t. I, str. 23-26 (z 22.08.1939). Porównanie różnych zachowanych wersji tej przemowy por. Winfried Baumgart, Zur Ansprache Hitlers vor den Führern der Wehrmacht am 22. August 1939. Eine quellenkritische Untersuchung, w: "Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte", rocznik 16 (1968), str. 120-149; Hermann Böhm, Zur Ansprache Hitlers vor den Führern der Wehrmacht am 22. August 1939, w: "Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte", rocznik 19 (1971), str. 294-300; Winfried Baumgart, Erwiderung, w: tamże, str. 301-304. Generał-pułkownik Fedor von Bock wyraził podziw dla "znakomitej mowy" Hitlera. Fedor von Bock, Zwischen Pflicht und Verweigerung. Das Kriegstagebuch, red. Klaus Gerbet, Monachium 1995, str. 33 (z 22.08.1939). Por. także Michael Mueller, Canaris. Hitlers Abwehrchef, Berlin 2006, str. 259-261.

118 Engel, Heeresadjutant bei Hitler, str. 58 (z 22.08.1939). Walter Warlimont wspominał w 1945 r., że Hitler osiągnął swój cel, którym było rozwianie wątpliwości u generalicji, "jedynie u części słuchaczy": "Ogólny nastrój był minorowy" (Załącznik do notatki Waltera Warlimonta "Polen 1939" z 24.09.1945); BA Koblenz, N 1033/24.

119 ADAP, seria D, t. 7, nr 200, str. 180; przedruk. także w: Nevile Henderson, Fehlschlag einer Mission. Berlin 1937 bis 1939, Zurych (1940), str. 347-349.

120 ADAP, seria D, t. 7, nr 200, str. 176-180. Por. Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 296.

121 ADAP, seria D, t. 7, nr 201, str. 181-183. Por. Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 350-353.

122 Ernst von Weizsäcker, Erinnerungen, Monachium 1950, str. 252; por. Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1945, str. 159 (z 23.08.1939): "Intencją Führera było to, aby poprzez brutalność odwieść rząd angielski od zobowiązań gwarancyjnych udzielonych Polsce".

123 Nawiązanie do niemieckiego przysłowia: In der Not frisst der Teufel Fliegen - "W potrzebie czort muchy żre" (przyp. tłum.).

124 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 74 (z 24.08.1939).

125 Por. Hoffmann, Hitler wie ich ihn sah, str. 103.

126 Por. Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 442.

127 Tamże, str. 444; por. Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, str. 300.

128 Below, Als Adjutant Hitlers, str. 183. Speer w Erinnerungen (str. 177) przypisuje te słowa Belowa samemu Hitlerowi.

129 Por. Below, Als Adjutant Hitlers, str. 183.

130 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 75 (z 24.08.1939).

131 Por. Heike B. Görtemaker, Eva Braun. Leben mit Hitler, Monachium 2010, str. 229. Fotografie te zamieszcza Nerin E. Gun w: Eva Braun-Hitler. Leben und Schicksal, Velbert und Kettwig 1968, między str. 176 a 177. Gun podaje jednak błędnie, że zdjęcia te zrobiono w Kancelarii Rzeszy (str. 146).

132 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 75 (z 24.08.1939).

133 ADAP, seria D, t. 7, nr 228, 229, str. 205-207. Faksymile w: Erwin Oberländer (red.), Hitler-Stalin-Pakt 1939: das Ende Ostmitteleuropas?, Frankfurt/M. 1989.

134 Shirer: Berliner Tagebuch, str. 175 (z 24.08.1939) [tłum. pol. za: Shirer, Dziennik berliński, str. 141]. Por. także William L. Shirer, This is Berlin. Rundfunkreportagen aus Deutschland 1939-1940, red. Clemens Vollnhals, Lipsk 1999, str. 36: "Nawet w Berlinie, gdzie jako zagraniczny korespondent przeżyłem już rozliczne niespodzianki od czasu przejęcia władzy przez Hitlera w roku 1933 - nawet tu, w Berlinie, ludzie przecierają sobie oczy ze zdziwienia".

135 Friedrich Kellner, "Vernebelt, verdunkelt sind alle Hirne". Tagebücher 1939-1945, red. Sascha Feuchert i in., Getynga 2011, t. 1, str. 17 (sierpień 1939).

136 Baldur von Schirach, Ich glaubte an Hitler, Hamburg 1967, str. 249.

137 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 73 (z 23.08.1939).

138 Jürgen Matthäus i Frank Bajohr (red.), Alfred Rosenberg. Die Tagebücher von 1934 bis 1944, Frankfurt/M. 2015, str. 284 (z 25.08.1939) [tłum. pol za: Rosenberg, Dzienniki 1934-1944, str. 265 i nast.].

139 Burckhardt, Meine Danziger Mission, str. 348.

140 Halder, Kriegstagebuch, t. 1, str. 38 (z 28.08.1939).

141 Por. Overy, Die letzten zehn Tage, str. 30-35.

142 Goebbels, Tagebücher, cz. I., t. 7, str. 76 (z 25.08.1939).

143 Speer: Erinnerungen, str. 178 [tłum. pol.: Wspomnienia, str. 199].

144 Por. Shirer, This is Berlin, str. 39 (z 24.08.1939).

145 Below, Als Hitlers Adjutant, str. 184; por. Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, str. 302.

146 Weizsäcker, Erinnerungen, str. 254.

147 Das Hitler-Bild. Die Erinnerungen des Fotografen Heinrich Hoffmann. Aufgezeichnet und aus dem Nachlasss von Joe J. Heydecker, St. Pölten-Salzburg 2008, str. 118-122; por. Hoffmann, Hitler wie ich ihn sah, str. 110. Goebbels, drocząc się z Hoffmannem, powiedział, że ten "widocznie znalazł w "ojczulku Stalinie" dobrego kompana do wypitki" (Below, Als Hitlers Adjutant, str. 186 [tłum. pol. za, Below, Byłem adiutantem Hitlera, str. 178]).

148 Hans Baur, Ich flog Mächtige dieser Erde, Kempten (Allgäu) 1956, str. 178.

149 ADAP, seria D, t. 7, nr 266, str. 235; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1254.

150 ADAP, seria D, t. 7, nr 265, str. 233-235; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1256; por. Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 298, 354-357; Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 449.

151 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 77 (z 26.08.1939).

152 Por. Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1950, str. 161 (z 25.08.1939); Nikolaus von Vormann, So begann der Zweite Weltkrieg. Zeitzeuge der Entscheidungen. Als Offizier bei Hitler 22.8.1939-1.10.1939, Leoni 1988, str. 37.

153 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 77 (z 26.08.1939).

154 Coulondre do francuskiego ministra spraw zagranicznych Georges'a Bonneta, 25.08.1939; Walter Hofer, Die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, Frankfurt/M. 1960, nr 52, str. 218-221; por. Robert Coulondre, Von Moskau nach Berlin 1936-1939. Erinnerungen des französischen Botschafters, Bonn 1950, str. 421-424; Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 78 (z 26.08.1939).

155 Overy, Die letzten zehn Tage, str. 41. Tłumacz Paul Schmidt zapamiętał, że Hitler, gdy przyniesiono mu ten meldunek, "przez dłuższy czas siedział przy stole zamyślony" (za: Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 450 [tłum. pol.: Statysta na dyplomatycznej scenie, str. 437]).

156 Notatka Schwerina von Krosigka (z 28.02.1945) o jego wizycie państwowej we Włoszech odbytej w sierpniu 1939; BA Koblenz, N 276/45; por. także telegram Schwerina von Krosigka do Ribbentropa, 23.08.1939; tamże.

157 ADAP, seria D, t. 7, nr 271, str. 238; por. Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 131 (z 25.08.1939); Woller, Mussolini, str. 192.

158 Engel, Heeresadjutant bei Hitler, str. 59 (z 25.08.1939). Engel datuje odpowiedź Mussoliniego omyłkowo na przedpołudnie 25.08.1939.

159 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 453 [tłum. pol.: Statysta na dyplomatycznej scenie, str. 439].

160 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 78 (z 26.08.1939); por. Halder, Kriegstagebuch, t. 1, str. 34 (z 26.08.1939): "Führer niemal załamany".

161 Por. Generalfeldmarschall Keitel, Verbrecher oder Offizier? Erinnerungen, Briefe, Dokumente des Chefs des OKW, red. Walter Görlitz, Berlin-Frankfurt/M. 1961, str. 211 f.; Halder, Kriegstagebuch, t. 1, str. 31 (z 25.08.1939); Engel, Heeresadjutant bei Hitler, str. 59 (z 25.08.1939). O uldze Hitlera po rozmowie z Brauchitschem por. pisma Karla-Jeski von Puttkamera do Heinricha Uhliga z 27.03 i 16.04.1952; IfZ München, ZS 285.

162 Helmuth Groscurth, Tagebücher eines Abwehroffiziers 1938-1940. Hrsg. von Helmuth Krausnick und Harold C. Deutsch unter Mitarbeit von Hildegard von Kotze, Stuttgart 1970, str. 185 (z 25.08.1939). Fedor von Bock zanotował: "Czuję się jak rażony gromem" (Das Kriegstagebuch, str. 34, z 25.08.1939). Por. także list Günthera von Klugego (głównodowodzącego 4. Armii) z 27.08.1939: "Możesz sobie wyobrazić, jakie tu u nas nastroje. Gdyby nie to, że Führer uzyska znaczne korzyści, trudno byłoby zrozumieć sens tego odwleczenia" (BA-MA Freiburg, MSg 2/11185).

163 Por. Mueller, Canaris, str. 279.

164 Marianne von Weizsäcker do matki 25.08.1939; BA Koblenz, N 1273/29.

165 Hassell, Vom andern Deutschland, str. 68 (z 26.08.1939).

166 Shirer, This is Berlin, str. 42 (z 26.08.1939).

167 Cyt. za Kershaw, Hitler, t. II, str. 303 [tłum. pol.: Hitler. 1936-1941, str. 190].

168 Birger Dahlerus, Der letzte Versuch. London-Berlin Sommer 1939, Monachium 1973, str. 54-130. Por. także Kube, Pour le mérite und Hakenkreuz, str. 319-322; Overy, Die letzten zehn Tage, str. 55-58.

169 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 78 (z 27.08.1939).

170 20 sierpnia Göring w Carinhall pod rygorem "najściślejszej tajemnicy" powiadomił ministra gospodarki Funka i ministra rolnictwa Darrégo oraz ich najbliższych współpracowników, że Hitler zamierza zaatakować Polskę; zapytał też o stan wojennych przygotowań. Postanowili, że gdy rozpocznie się wojna, zostaną wprowadzone kartki na żywność, ale na razie z wyłączeniem chleba i ziemniaków. Por. Herbert Backe, sekretarz stanu w Ministerstwie Wyżywienia i Rolnictwa, do swojej żony 31.08.1939; BA Koblenz, N 1075/25.

171 Święto upamiętniające zwycięską dla Niemiec bitwę pod Tannenbergiem z 1914 roku (przyp. tłum.).

172 Por. Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1263; Shirer, This is Berlin, str. 43 (z 26.08.1939).

173 Engel, Heeresadjutant bei Hitler, str. 60 (z 27.08.1939). Udzielając wywiadu Haroldowi Deutschowi 5.04.1971, Gerhard Engel przytoczył następujące słowa Hewla: "Mein Führer, niech Pan się nie da zwieść, ja znam Anglików (...). Tym razem wkroczą" (IfZ München, ZS 222, t. 1).

174 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 454; por. ADAP, seria D, t. 7, nr 277, str. 242, nr 301, str. 258; Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 131 (z 26.08.1939).

175 ADAP, seria D, t. 7, nr 307, str. 262.

176 ADAP, seria D, t. 7, nr 324, str. 276.

177 Coulondre, Von Moskau nach Berlin, str. 425-427; por. Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 79 (z 27.08.1939): "Coulondre był u Führera, przyniósł list od Daladiera. List bez konkretnej treści, napisany tylko ze względu na ewentualną winę wojenną".

178 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 80 (z 28.08.1939).

179 ADAP, seria D, t. 7, nr 354, str. 297-300; por. Coulondre, Von Moskau nach Berlin, str. 428.

180 Halder, Kriegstagebuch, t. 1, str. 38 (z 28.08.1939); por. Groscurth, Tagebücher eines Abwehroffiziers, str. 190 (z 28.08.1939). Nikolaus von Vormann, świeżo mianowany oficer łącznikowy wojsk lądowych przy Führerze, składając meldunek, odniósł wrażenie, że Hitler to "człowiek wymęczony, nerwowy, z migoczącymi, głęboko osadzonymi oczami i krzywo zwisającymi ramionami" (So begann der Zweite Weltkrieg, str. 32).

181 Engel, Heeresadjutant bei Hitler, str. 60 (z 29.08.1939).

182 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 82 (z 29.08.1939).

183 Por. Halder, Kriegstagebuch, t. 1, str. 40 (z 28.08.1939).

184 Shirer, This is Berlin, str. 45 (z 28.08.1939). Por. Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 83 (z 29.08.1939): "W mieście drobne niesnaski przed sklepami".

185 Shirer, This is Berlin, str. 45 (z 28.08.1939).

186 Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 302.

187 ADAP, seria D, t. 7, nr 384, str. 318-321 (z załącznikiem); Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 358-362.

188 Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1950, str. 162 (z 29.08.1939). Por. Groscurth, Tagebücher eines Abwehroffiziers, str. 193 (z 29.08.1939): "Göring podobno jest rozsądny i powiedział Führerowi: "Tym razem nie może pan grać va banque"". O informowaniu Göringa przez Dahlerusa por. Dahlerus, Der letzte Versuch, str. 85 i 93. O postawie Göringa por. Kube, Pour le mérite und Hakenkreuz, str. 318.

189 Groscurth, Tagebücher eines Abwehroffiziers, str. 190 (z 28.08.1939).

190 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 83 (z 29.08.1939).

191 Engel, Heeresadjutant bei Hitler, str. 60(z 29.08.1939). Engel skomentował: "Rozeszliśmy się z ciężkimi sercami".

192 ADAP, seria D, t. 7, nr 421, str. 345-347.

193 Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 305; por. Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 455; Ribbentrop, Zwischen London und Moskau, str. 191.

194 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 456; por. Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 135 (z 29.08.1939); ADAP, seria D, t. 7, nr 411, str. 338-340.

195 Por. Graml, Europas Weg in den Krieg, str. 299.

196 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 86 (z 31.08.1939). Por. Shirer, This is Berlin, str. 49 (z 30.08.1939).

197 Por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 191; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1289.

198 ADAP, seria D, t. 7, nr 458, str. 372-375; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1291.

199 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 460. Por. Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 86 (z 31.08.1939): "Führer chce podrzucić ten dokument światowej opinii publicznej przy najbliższej dobrej okazji". Radziecki ambasador w Londynie Iwan Majski przejrzał grę Hitlera: "To z pewnością tylko manewr" (Gorodetsky w: Die Maiski-Tagebücher, str. 345, z 31.08.1939).

200 ADAP, seria D, t. 7, nr 461, str. 376-378 (z załącznikiem).

201 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 456-460 [tłum. pol. za: Schmidt, Statysta na dyplomatycznej scenie, str. 444-445]; por. także Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 311; Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1950, str. 162 (z 30.08.1939). Czytamy tu, że Ribbentrop potraktował Hendersona "en canaille".

202 Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 314.

203 Below, Als Hitlers Adjutant, str. 191.

204 Tamże, str. 194.

205 Hubatsch (red.), Hitlers Weisungen für die Kriegführung 1939-1945, str. 23; Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1299. O reakcjach wśród wojskowych por. Wagner, Der Generalquartiermeister, str. 109 (z 31.08.1939): "Sądzimy, że rozprawa z Polakami pójdzie nam szybko, i - szczerze mówiąc - cieszymy się na to. Bo tę sprawę trzeba uporządkować". Generał Erich Hoepner jeszcze na godzinę przed inwazją napisał do swojej żony: "Kwestię polską trzeba w końcu rozwiązać" (BA-MA Freiburg, N 51/9).

206 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 87 (z 1.09.1939).

207 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 460; por. Hill (red.), Die Weizsäcker-Papiere 1933-1950, str. 163 (z 31.08.1939).

208 Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1305; por. Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 88 (z 1.09.1939): "No i publikujemy memorandum Führera. Wzbudzi na całym świecie potężną sensację".

209 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 87 (z 1.09.1939). Por. Jürgen Runzheimer, Der Überfall auf den Sender Gleiwitz im Jahr 1939, w: "Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte", rocznik 10 (1962), str. 408-426; Evans, Das Dritte Reich, t. 2/II, str. 847; Robert Gerwarth, Reinhard Heydrich. Eine Biographie, Monachium 2011, str. 173; Mueller, Canaris, str. 270.

210 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 88 (z 1.09.1939); Henrik Eberle i Matthias Uhl (red.), Das Buch Hitler, Bergisch Gladbach 2005, str. 103.

211 Por. Schenk, Hitlers Mann in Danzig, str. 125-133; Dieter Schenk, Die Post von Danzig. Geschichte eines deutschen Justizmords, Reinbek bei Hamburg 1995, str. 57; Overy, Die letzten zehn Tage, str. 73; Evans, Das Dritte Reich, t. 2/II, str. 847. O Wieluniu por. tekst Joachima Trenknera w: Richard Overy (red.), Ein Volk von Opfern? Die neue Debatte um den Bombenkrieg 1940-45, Berlin 2003, str. 15-23.

212 Por. Eberle i Uhl (red.), Das Buch Hitler, str. 104.

213 Dziennik Rudolfa Buttmanna z 1.09.1939; BayHStA München, Nl Buttmann 89. Obszernie o wystąpieniu Hitlera por. Christoph Raichle, Hitler als Symbolpolitiker, Stuttgart 2014, str. 160-169.

214 Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1312-1317.

215 Por. Shirer, Berliner Tagebuch, str. 189 (z 1.09.1939); Below, Als Hitlers Adjutant, str. 195.

216 Por. Gun, Eva Braun, str. 147; Görtemaker, Eva Braun, str. 231. O obecności Evy Braun w Kancelarii Rzeszy 1.09.1939 zaświadcza też adiutant z ramienia marynarki Karl-Jesko von Puttkamer. Zapiski Davida Irvinga z rozmowy z Puttkamerem i panią Schmundt, 2.04.1967; IfZ München, ZS 285.

217 Cyt. za Henric L. Wuermeling, August 1939-11 Tage zwischen Krieg und Frieden, Monachium 1984, str. 181.

218 Shirer, Berliner Tagebuch, str. 189 (z 1.09.1939).

219 Por. raport polskiego konsula generalnego w Hamburgu Władysława Ryszanka do polskiej ambasady w Berlinie, 6.07.1939: "Ludzie wierzą w geniusz Hitlera i uważają, że również ten problem rozwiąże w niedługim czasie, ale to również bez wojny" (Bajohr i Strupp (red.), Fremde Blicke auf das "Dritte Reich", str. 535).

220 Tamże, str. 536. Por. Willy Cohn, Kein Recht, nirgends. Tagebuch vom Untergang des Breslauer Judentums 1933-1941, red. Norbert Conrads, t. 2, Kolonia-Weimar-Wiedeń 2006, str. 683 (z 1.09.1939): "Na ulicach nie widać żadnego patriotycznego zachwytu. Ludzie rozmyślają w milczeniu".

221 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 89 (z 2.09.1939). Por. Speer, Erinnerungen, str. 181.

222 Por. Shirer, Berliner Tagebuch, str. 190 (z 1.09.1939); tenże, This is Berlin, str. 53 (z 1.09.1939).

223 Klemperer, Tagebücher 1933-1941, str. 482 (z 3.09.1939) [tłum. pol. za: Klemperer, Chcę dawać świadectwo, t. 2, str. 36-37]. Por. natomiast Cohn, Kein Recht, nirgends, t. 2, str. 682 (z 1.09.1939): "Tym samym nieszczęście ruszyło swoim biegiem. Inni także zaatakują, a to oznacza wojnę światową" [tłum. pol. za: Cohn, Żadnego prawa, str. 295].

224 Por. Overy, Die letzten zehn Tage, str. 76-79; Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 320; Coulondre, Von Moskau nach Berlin, str. 453.

225 Eberle i Uhl (red.), Das Buch Hitler, str. 105; Below, Als Hitlers Adjutant, str. 196. Por. także Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 87 (z 1.09.1939): "Führer też nie wierzy w interwencję Anglii. Na razie trudno przewidzieć".

226 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 90 (z 3.09.1939).

227 Por. Overy, Die letzten zehn Tage, str. 82-86; Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 462; Ciano, Tagebücher 1939-1943, str. 138 (z 2.09.1939).

228 Por. Overy, Die letzten zehn Tage, str. 90, 95; Henderson, Fehlschlag einer Mission, str. 326.

229 Schmidt, Statist auf diplomatischer Bühne, str. 464 [pierwszy cytat tłum. pol. za: Schmidt, Statysta na dyplomatycznej scenie, str. 449-450].

230 Przeciwko tezie o mylnym liczeniu na brytyjską neutralność por. Adam Tooze, Ökonomie der Zerstörung. Die Geschichte der Wirtschaft im Nationalsozialismus, Monachium 2006, str. 375; Kley, Hitler, Ribbentrop und die Entfesselung des Zweiten Weltkriegs, str. 318. Natomiast Otto Dietrich zauważył (12 Jahre mit Hitler, str. 62): "Hitler nie spodziewał się, że Anglia i Francja przystąpią do wojny w obronie Polski. Było po nim widać, jaki był tym przejęty". Także Manny von Neurath, żona protektora Czech i Moraw i byłego ministra spraw zagranicznych Konstantina von Neuratha, zapisała w dzienniku, że "uległszy niedobremu wpływowi Ribbentropa", Hitler "nie wierzył, że Anglia z powodu Polski zaangażuje się w wojnę, i był niemile zaskoczony, gdy to się stało". Lars Lüdicke, Konstantin von Neurath. Eine politische Biographie, Paderborn 2014, str. 527. Według wspomnień adiutanta Gerharda Engela Hitler doznał wręcz "autentycznego załamania nerwowego". Notatka służbowa Helmuta Heibera z rozmowy z Engelem odbytej 20.03.1959; IfZ München, ZS 222, t. 1. W wywiadzie udzielonym Heinrichowi Uhligowi 17.11.1951 Engel mówił o "autentycznym zaszokowaniu" oraz "dniu głębokiej depresji w Kancelarii Rzeszy". Por. także Vormann, So begann der Zweite Weltkrieg, str. 75.

231 Por. Overy, Die letzten zehn Tage, str. 103; Coulondre, Von Moskau nach Berlin, str. 460-463.

232 Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1339-1341 (cytaty str. 1340); por. Below, Als Hitlers Adjutant, str. 197. Hitler podyktował następnie swoim sekretarkom odezwy do armii wschodniej i zachodniej oraz do NSDAP. Por. Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1341-1343; Vormann, So begann der Zweite Weltkrieg, str. 76.

233 Shirer, Berliner Tagebuch, str. 191 (z 3.09.1939) [tłum. pol. za: Shirer, Dziennik berliński, str. 156]; por. tegoż This is Berlin, str. 58 (z 3.09.1939).

234 Por. "Deutschland-Berichte der Sopade", rocznik 6, 1939, str. 980-983. Podsumowująco Marlies Steinert: Hitlers Krieg und die Deutschen. Stimmung und Haltung der deutschen Bevölkerung im Zweiten Weltkrieg, Düsseldorf-Wiedeń 1970, str. 91-93; Nicholas Stargardt, Der deutsche Krieg 1939-1945, Frankfurt/M. 2015, str. 47-54.

235 Helmuth James von Moltke, Briefe an Freya 1939-1945, red. Beate Ruhm von Oppen, Monachium 1988, str. 61 (z 3.09.1939), str. 63 (z 5.09.1939).

236 Speer, Erinnerungen, str. 179 [tłum. pol.: Wspomnienia, str. 200].

237 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 92 (z 4.09.1939).

238 Christopher Clark, Die Schlafwandler. Wie Europa in den Ersten Weltkrieg zog, Monachium 2013. Por. o krytyce Volker Ullrich, Zündschnur und Pulverdampf, w: "Die Zeit", nr 38 z 12.09.2013; str. 53; tenże, Nun schlittern sie wieder, w: "Die Zeit", nr 4 z 16.01.2014, str. 17. Zwięzłe zestawienie wyników badań daje Annika Mombauer, Die Julikrise. Europas Weg in den Ersten Weltkrieg, Monachium 2014.

239 Hans-Ulrich Wehler, Deutsche Gesellschaftsgeschichte, t. IV, Monachium 2003, str. 842.

240 Thomas Mann, Tagebücher 1937-1939, red. Peter de Mendelssohn, Frankfurt/M. 1980, str. 461 (z 28.08.1939). Por. także przemowę Thomasa Manna do niemieckich radiosłuchaczy z 15.01.1943: "Wszystko zmierzało od samego początku ku wojnie, wszystko ku niej dążyło" (Thomas Mann, An die gesittete Welt. Politische Schriften und Reden im Exil, Frankfurt/M. 1986, str. 551).

241 Kellner, Tagebücher 1939-1945, t. 2, str. 905 (z 12.12.1944).

242 Przemowa Hitlera do głównodowodzących, 23.11.1939; Groscurth, Tagebücher eines Abwehroffiziers, str. 415. Według innego źródła Hitler powiedział: "Z decyzją o tym uderzeniu nosiłem się od zawsze" (Domarus, Hitler, t. II, 1, str. 1423).

243 Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 8, str. 332 (z 18.09.1940). Były adiutant Hitlera Fritz Wiedemann przytoczył w marcu 1939 w San Francisco jego typową wypowiedź z lata 1938: "Każde pokolenie musi wziąć udział w jakiejś wojnie" (BA Koblenz, N 1720/4).

244 Cyt. za Hans Otto Eglau, Fritz Thyssen. Hitlers Gönner und Geisel, Berlin 2003, str. 226. Por. Goebbels, Tagebücher, cz. I, t. 7, str. 258 (z 4.01.1940): "Thyssen wysłał do Führera list równoznaczny ze zdradą stanu i zagroził, że go opublikuje. (...) Łajdactwo!".