Hitler. Studium tyranii - Alan Bullock

Kup ebooka

99.99 zł
89.99 zł (59,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Alana Bullocka opowieść o Adolfie Hitlerze

Często słyszy się opinię, jakoby nie można było porównywać współczesnych ruchów populistycznych z europejskim faszyzmem czy nazizmem początku XX wieku. Lektura książki Alana Bullocka rzuca na tę kwestię światło dwukierunkowo. Z jednej strony pozwala zrozumieć ciąg wydarzeń sprzed mniej więcej stulecia, wydarzeń, które doprowadziły do strasznych konsekwencji w postaci wybuchu II wojny światowej i Zagłady. Z drugiej - zmusza do zastanowienia się nad warunkami, w których taki ciąg wydarzeń jest możliwy. Zachęca też do zapytywania, czy dzisiejsze, niespokojne czasy różnią się aż tak bardzo od tamtych dni? Czy coś w klimacie społecznym, choćby rozpowszechnienie fantazmatów lub coraz łatwiejsze uciekanie się do przemocy, nie skłania do myśli, że historia może się powtórzyć? Czy nie zmusza, by wyjść poza bon mot Marksa mówiący, że to, co za pierwszym razem rozgrywa się jako dramat, za drugim występuje jako farsa?

Jeśli zaakceptujemy wagę tak sformułowanego dylematu, możemy ­zadać kolejne pytania. Czy książka napisana prawie bezpośrednio po dramatycznych wydarzeniach tamtych czasów może stanowić dla nas podstawę do rozstrzygania w tej kwestii? Czy perspektywa procesu norymberskiego - bo ta właśnie towarzyszyła tworzeniu się dzieła Bullocka - nie została usunięta w cień przez ciągle na nowo odkrywane dokumenty i ciągle w nowy sposób pisane rozprawy historyków?

Uważna lektura biografii Hitlera napisanej przez Bullocka pozwala uzyskać odpowiedzi. Jestem przekonany, że ta książka nie tylko umożliwia - na tyle, na ile jest to w ogóle realne - zrozumienie człowieka odpowiedzialnego za zapewne największą zbrodnię XX wieku, lecz także naświetla dynamikę procesów społecznych i politycznych, które zbiegły się w zjawisku niemieckiego nazizmu i jego przerażającej epopei. Jak więc osiągnął Bullock to, że jego praca od ponad siedemdziesięciu lat nadaje ton dyskusji o przywódcy III Rzeszy? I co sprawia, że pozwala nam zrozumieć nie tylko przeszłość, ale co najmniej część wydarzeń, których świadkami jesteśmy współcześnie?

***

Z perspektywy powyżej sformułowanych pytań najciekawszy jest dla nas okres kształtowania się politycznej osobowości Hitlera i budowania przez niego ruchu narodowosocjalistycznego - aż do momentu przejęcia przez niego władzy w państwie niemieckim. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze sam autor biografii przyznaje we wstępie do drugiego wydania, że w latach 1933-1945, a więc po zdobyciu władzy, historia dyktatora łączy się nierozdzielnie z historią państwa. Druga przyczyna jest jednak ważniejsza. Dzisiaj w największych krajach dawnego Zachodu nacjonalistyczny populizm występuje przede wszystkim w postaci ruchów i partii, które raczej dopiero dążą do zdobycia władzy, niż już ją mają. Najbardziej znaczące jest więc dla nas pytanie, czy ten stan zamętu i niepewności politycznej, w którym się znaleźliśmy, wykazuje podobieństwo do czasów, kiedy Hitler z nic nieznaczącego imigranta z Austrii stał się w Republice Weimarskiej wodzem potężnego ruchu politycznego. Od razu pojawiają się też pytania o rolę kontekstu historycznego: katastrof, które dotknęły Niemcy - od klęski w I wojnie światowej, przez powojenną inflację, aż po straszne, sięgające 40 procent bezrobocie będące skutkiem kryzysu 1929 roku; pytania o rolę i specyfikę masowego nacjonalistycznego i rasistowskiego ruchu wyrastającego w tym kontekście; wreszcie pytanie o rolę pojedynczego człowieka, Adolfa Hitlera, "wiodącego" - jak należałoby spolszczyć słowo führend, führer - ten ruch.

Pracy Hitler. Studium tyranii zarzucano czasem, że przedstawia wodza nazistów jako człowieka bezideowego, ogarniętego czystą żądzą władzy; że twierdzi się w niej, iż właśnie sama ta żądza doprowadziła go na szczyt. Przeciw­stawiano temu obraz kogoś ogarniętego obsesyjną ideą, z której wyrastały wszystkie jego działania. Sądzę, że zarzut ów mija się ze sposobem prowadzenia wywodu przez Bullocka. Potrafi on bowiem precyzyjnie wpierw oddzielić, a potem połączyć ze sobą poziom głębokich, fundamentalnych przekonań, które w Hitlerze ukształtowały się jeszcze w Wiedniu, we wczesnej i biednej młodości, z poziomem umiejętności strategicznych, również tam ukształtowanych, przy okazji obserwacji burzliwego życia politycznego stolicy Habsburgów, wreszcie - z intuicją taktyczną w walce o władzę, której uczył się już w okresie tworzenia się partii nazistowskiej i późniejszego jej przewodzenia. Jeśli więc pierwsza warstwa, którą można nazwać ogólnym światopoglądem - warstwa pozwalająca obsesyjnie obarczać Żydów odpowiedzialnością za wszystkie rażące Hitlera zjawiska współczesnego mu świata: rządy między­narodowych elit pieniądza i pauperyzację mieszczaństwa, rozgardiasz towarzyszący parlamentaryzmowi, a także wolności obyczajowej i wolności słowa, czy wreszcie socjalizm, internacjonalizm i komunizm - była całkowicie trwałym horyzontem poczynań wodza nazistów, to dwie pozostałe pozwalały na elastyczność konieczną do skutecznego prowadzenia polityki w niespokojnych czasach i potrzebną przy niepowstrzymanym dążeniu do władzy.

Strategia, której Hitler nauczył się od burmistrza Wiednia, przywódcy partii chrześcijańsko-społecznej, Karla Luegera, a także - o, paradoksie - od przywódców partii socjaldemokratycznej, opierała się na zrozumieniu roli masowych ruchów i głębokim przekonaniu, że bez zorganizowania mas w swoistą "pięść" nie da się zdobyć i utrzymać władzy w nowoczesnym społeczeństwie. Rzut oka na losy współczesnych "demokratur" - zastępy zwolenników Erdogana powstrzymujące czołgi wojskowego zamachu stanu czy histeryczny tłum szturmujący Kapitol - pokazuje, że prawda ta jest nadal aktualna.

Jeśli więc ponure idee, które kształtowały wyobraźnię Hitlera, trwale nadawały kierunek jego działaniom, to intuicja strategiczna pozwalała mu w elastyczny sposób wybierać odłam społeczeństwa, do którego adresował swoje wezwania.

W tym kontekście bardzo ciekawa jest niechęć, jaką Hitler okazywał klasie robotniczej i związany z tym stosunkowo późny moment, w którym poli­tycznie zwrócił się w jej stronę. I znowu: Bullock za pomocą jednego fragmentu zaczerpniętego z Mein Kampf uzmysławia czytelnikowi różnicę, którą Hitler widział między robotnikami a spauperyzowanym drobnomieszczaństwem. Cytując: "Ci, z którymi spędziłem moje młode lata, należeli do drobnej burżuazji... Przepaść, która oddziela tę klasę (...) od klasy robotniczej, jest często głębsza, niż ludziom się zdaje. (...) Powodem tego podziału, który moglibyśmy nawet nazwać wrogością, jest lęk (...): lęk przed wpadnięciem w dawne warunki, albo przynajmniej przed zrównaniem z robotnikami..." (s. 40). Precyzyjny sposób ulokowania tego fragmentu książki Hitlera w całości wywodu Bullocka opowiadającego o latach kształtowania się politycznej sylwetki przyszłego przywódcy nazistów pozwala czytelnikowi bez trudu śledzić późniejsze strategiczne decyzje kierownictwa hitlerowskiego ruchu.

Właśnie precyzja wydaje mi się nieprzemijającą siłą tej historycznej biografii. Pozwala ona na prowadzenie wielowarstwowej opowieści, która - ­biorąc pod uwagę ogrom i komplikację historycznego materiału, który musi ogarnąć - jest względnie zwięzła, a jednak zdolna do tego, by pokazać wzajemne zazębianie się poziomów światopoglądowego, strategicznego i taktycznego w taki sposób, który wciąga czytelnika w śledzenie trybików i zębatych kółek owej politycznej i ideologicznej machiny, która na jego oczach dojrzewa w umyśle, a następnie tworzy się w praktyce politycznej Adolfa Hitlera, praktyce, która doprowadziła do ustanowienia - zgodnie z określeniem Hannah Arendt - państwa totalitarnego.

***

Poziom taktyczny był dla Hitlera najtrudniejszy. Uczył się go długo, nigdy do końca skutecznie. Choć wcześnie, jak pokazuje Bullock, zdał sobie sprawę z tego, że w praktyce politycznej kluczowa jest zdolność wyczucia "momentu decyzji", często w owych decyzjach popełniał błędy, za które płacił wysoką cenę. Z momentów opowiedzianych w biografii Bullocka uderzające są dwa.

Pierwszy dotyczy puczu monachijskiego z 1923 roku. Kluczowy w tej historii był ranek 9 listopada, gdy kilkutysięczny tłum uzbrojonych esamanów Hitlera maszerował w kierunku Odeonsplatz w Monachium, by wesprzeć oblężonego w Ministerstwie Wojny Röhma z bojówkarzami, a następnie przejąć władzę z rąk przedstawicieli administracji cywilnej i wojskowej. Poprzedniego dnia Hitler uzyskał już z ich strony zapewnienie, że przyłączą się do puczu mającego na celu obalenie władzy Berlina w Bawarii, a także - jak planował - obalenie republiki w samej stolicy Rzeszy. Czuł się więc pewnie. Co więcej, wraz z nazistami maszerował generał Ludendorff, jeden z dwóch najważniejszych dowódców armii niemieckiej w okresie I wojny światowej - nikt nie wyobrażał sobie, że można do niego strzelić. Naprzeciw nich stanął niewielki oddział policji. Mimo osobistego apelu Hitlera do policjantów, by się poddali, nagle otworzono ogień. W ciągu minuty padło szesnastu nazistów i trzech policjantów.

Zastanawiające jest to, że mimo znaczącej przewagi liczebnej żaden z przywódców nazistowskich nie rzucił hasła do rozprawienia się z policją. Tylko generał Ludendorff z adiutantem pomaszerowali w stronę wycelowanych w ich kierunku karabinów, przeszli przez szereg policji i okazało się, że są... sami. Hitler, Göring i inni naziści wycofali się i uciekli.

Bullock proponuje szeroką interpretację tego zachowania. Poza nieprzygotowaniem czysto organizacyjnym, "Hitler nigdy nie miał zamiaru odwołać się do użycia siły; od samego początku jego koncepcją było dokonanie rewolucji w porozumieniu z władzami politycznymi i wojskowymi" (s. 121). Dlatego gdy zrozumiał, że grozi mu konfrontacja z policją i wojskiem, a Kahr (władza cywilna) i Lossow (władza wojskowa) są przeciw niemu, "wiedział, że próba się nie udała" (s. 122). Cała scena na Odeonsplatz była już tylko demonstracją polityczną, sceną dramatyczną odegraną na rzecz przyszłej strategii, a nie rzeczywistą próbą zdobycia władzy siłą.

O ile taktyka rewolucjonisty zawiodła Hitlera, to strategicznie odniósł on sukces. Już w czasie rozprawy sądowej potrafił uczynić ze swej winy polityczną zasługę: oto próbował obalić republikę "zdrajców", przedstawiciele władz spiskowali wraz z nim, ale to on ponosi odpowiedzialność za ten czyn, w istocie "chwalebny". Co więcej, wódz nazistów zrozumiał, że nie wystarczy przechwycenie dawnego państwa, teka ministra czy inny zaszczyt w starym stylu. Chodzi o budowę państwa nowego typu. Dostrzegł to, paradoksalnie, jego wspólnik, generał Lossow, który z sarkazmem zauważył w czasie procesu: "uważał się za niemieckiego Mussoliniego" (s. 124). Dostrzegła to też bawarska policja, która w okresie uwięzienia Hitlera dwukrotnie zalecała wydalenie go z Niemiec do Austrii, której nadal był obywatelem.

Ponownie precyzja wywodu Bullocka pozwala z tego skomplikowanego splotu wydarzeń, wypowiedzi, strzałów, wrzasków, obietnic złamanych i dotrzymanych, ambicji indywidualnych i ciemnych interesów politycznych, tysiąca lat historii Rzeszy z jej królestwami i księstwami oraz nie­dawnych historycznych zaszłości wyłonić nić wiążącą taktykę słabej jeszcze partii narodowosocjalistycznej z polityczną strategią samego Hitlera i przerażającą wizją, która jej przyświecała.

Takie połączenie sztywnej wizji ideologicznej z elastyczną strategią oraz taktyką opartą na próbach i błędach cechuje też najskuteczniejszych przywódców populistycznych współczesności. Zanim zawłaszczą państwo, paktują z instytucjami, próbują je korumpować albo przeciągać na swoją stronę, cofają się o krok lub nawet dwa, by potem głosić, że była to wymagana ofiara na ołtarzu historycznej konieczności, albo oskarżają swoich przeciwników, demokratów o łamanie podstawowych praw "państwa i narodu".

***

Drugi niezwykle interesujący moment, w którym Hitler podjął taktyczną decyzję do dziś uważaną za błąd, to jesień 1941 roku, kiedy armie niemiec­kie parły w głąb Związku Radzieckiego, biorąc miliony jeńców i zbliżając się do Moskwy oraz Leningradu na północy i Sewastopola na południu. Choć sztab generalny naciskał na to, by skupić cały wysiłek na odcinku środkowym i zdobyć Moskwę, Hitler odrzucił ten plan i wydał rozkaz, by poważne siły zajęły się zdobywaniem Ukrainy. Zwycięstwo na tym obszarze spowodowało jednak, że środkowa grupa armii czekała dwa miesiące na rozkaz zaatakowania stolicy Stalina, a kiedy ruszyła, w październiku, było już za późno. Jak wiadomo, jesień i zima powstrzymywały ofensywę armii hitlerowskiej, a w grudniu, zaskakując tak niemieckich generałów, jak samego Führera, Rosjanie przeszli do kontrofensywy.

Najciekawsza w opowieści Bullocka o tym etapie wojny jest próba zrozumienia motywów Hitlera. Dlaczego osłabił uderzenie idące wprost na Moskwę, mogące rozbić gros sił Armii Czerwonej? Dlaczego upierał się przy zdobywaniu Ukrainy i Leningradu? Opierając się na zapisanych sprawo­zdaniach z rozmów z Mussolinim i Ciano, brytyjski historyk lokuje odpowiedź w prymacie strategicznie rozumianej ideologii. Przede wszystkim Hitler tak bardzo gardził bolszewikami, że nie wierzył, iż są zdolni do długotrwałej mobilizacji. Jednak nie wszystkie jego motywy były pozbawione racjonalności. Hitlerowi nie chodziło bowiem tylko o pokonanie militarne Rosji. Chodziło o stworzenie nowego imperium kolonialnego. "Czym Indie są dla Anglii (...) tym będą dla nas tereny Rosji..." (s. 677) - cytuje Bullock jedną z "wypowiedzi stołowych" Hitlera. Koloniami miały być Ukraina dostarczająca zboża i surowców, dalekie południe z ropą naftową i ogromne tereny Rosji - "przestrzeń życiowa" dla Niemców, gdzie Rosjanie będą mieli tylko "prawo do umycia się w święto" (s. 678). Führer rozumiał bowiem - to lekcja jeszcze z Wiednia - że bez poparcia niemieckiego ludu Niemcom nie uda mu się utrzymać tak ogromnego wysiłku wojennego, jakiego od nich wymagał. Uważał, że Cesarstwo przegrało I wojnę światową, gdyż "wtedy przywódcy nie tkwili korzeniami w ludzie, bo mimo wszystko było to państwo klasowe" (s. 680). Obietnica ogromnych terenów nadających się do skolonizowania miała zapewnić narodowym socjalistom potrzebne ludowe poparcie.

Takie obietnice (na przykład: niedługo będziecie zarabiać więcej niż najbogatsi Europejczycy) do dziś stanowią element repertuaru przywódców mobilizujących poparcie ludu. Problem jednak w tym, że ideologicznie rozumiana strategia stanęła u Hitlera w konflikcie ze zwykłą wojenną taktyką. Nie tylko militarną. Traktowanie ludności ukraińskiej, białoruskiej i rosyjskiej jak "podludzi" uniemożliwiło uzyskanie poparcia na zdobywanych terenach ZSRR. Błędy taktyczne doprowadziły więc do porażki, zwiastuna ostatecznej klęski.

Przy okazji omawiania tej sprawy możemy ukazać jeszcze jeden poziom analizy prowadzonej przez Bullocka. Jest on uważnym psychologiem, wnikającym w psychiczne uwarunkowania decyzji politycznych. Zagłębia się w motywy indywidualne przywódcy nazistów i psychologiczne motywy społeczne dotyczące armii, mieszczaństwa i warstw ludowych.

Opisując reakcję Hitlera na wieść o ataku Japonii na Pearl Harbour i przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny, Bullock zauważa, że Führer nie przejął się tym zbytnio. Poza typowym prymatem ideologii, która kazała mu lekceważyć amerykańską demokrację "mieszaniny ras" oraz trafnym przekonaniem, że wojna ze Stanami właściwie już się toczy, było coś jeszcze. Brytyjski historyk jest tu ostrożny, pisze, że ten "drugi czynnik trudniej oszacować" (s. 685). A jednak formułuje mocną hipotezę psychologiczną: "przy zamiłowaniu Hitlera do wszystkiego, co wielkie, perspektywa wojny obejmującej cały świat podniecała jego wyobraźnię i dodawała bodźca tej wierze w historyczny sens jego powołania, która była dlań stałym narkotykiem" (tamże). To cechy osobowości Hitlera, jego zamiłowanie do wielkich spektakli, tłumaczą postawę wobec wybuchu wojny kontynentalnej. Być może owe dziwne decyzje w czasie kampanii rosyjskiej w 1941 roku pozwala zrozumieć także prymat wizji "wielkiego teatru działań" nad praktyką frontową. Hitler, nie osiągnąwszy jeszcze ostatecznego zwycięstwa, już projekto­wał wielką scenę dla spektaklu kolonialnego Niemców.

***

Zrozumienie umysłu Hitlera, docenienie jego przenikliwości, ale też dostrzeżenie ograniczeń, pozwala Bullockowi rozwiązywać dylemat prześladujący badaczy od dawna. Jednostka czy proces społeczny - co decyduje o przebiegu wydarzeń historycznych? Zaproponowałbym hipotezę, że Bullock postrzega Adolfa Hitlera jako symptom kryzysu niemieckiego społeczeństwa - oczywiście bez użycia tego psychologicznego terminu.

Zacznijmy od tego, że brytyjski historyk zwraca uwagę na rolę kłamstwa w strategii politycznej przywódcy nazistów. Cytuje uderzające, warte przypomnienia zdania z Mein Kampf: "Prawdą jest, że w wielkim kłamstwie zawsze jest pewien element wiarygodności, albowiem szerokie masy narodu w głębi emocjonalnej sfery swej natury nie tyle są świadome i celowo złe, ile łatwo ulegają zepsuciu; tak więc w swoich prymitywnych umysłach łatwiej padają ofiarą wielkiego kłamstwa niż drobnego, bo same często uciekają się do małych kłamstewek (...)" (s. 76). Hitler jest więc odkrywcą i kodyfikatorem nieświadomości zbiorowej jako narzędzia politycznego. Jego wykrzykiwana nienawiść i jej sfałszowane figury: "listopadowi zdrajcy" z 1918 roku, którzy doprowadzili do klęski Niemiec, komuniści i Żydzi - przede ­wszystkim Żydzi - pozwalają na konstruowanie wielkich kłamstw, które zaludniają fantazmaty owej zbiorowej nieświadomości. Dla ludu te kłamstwa są tak ogromne, że nie do wymyślenia; muszą więc być prawdziwe. Wódz nazistów sam wcześniej pisał, że przywódca polityczny musi mieć zdolność odczytywania nastroju tłumu, ale przemawiając, nie tylko wyczuwał nastrój; nadawał jakby formę temu, co tkwiło w uczuciach i pragnieniach tłumu. Wyrażał i ujawniał coś, co przepływało przez ogromne, ślepe cielsko najbardziej dynamicznego, rewolucyjnego narodu ówczesnej Europy, jak o Niemcach pisał czeski filozof z połowy XX wieku, Jan Patočka.

Iluż współczesnych populistycznych polityków idzie tym tropem! Wielkie kłamstwa - o "skradzionych wyborach" w najpotężniejszym kraju świata, o amerykańskim Żydzie chcącym zniszczyć mały, środkowoeuropejski naród, w którego stolicy się urodził, o katastrofie lotniczej, która nie mogła przecież zdarzyć się z przyczyn technicznych, musiała więc być efektem zamachu i spisku - wszystkie te i wiele innych są jak balsam na dusze ludzi, którzy - w słowach Hitlera - "łatwiej padają ofiarą wielkiego kłamstwa niż drobnego".

Podkreślając tę właśnie umiejętność czy też cechę Hitlera, Bullock wyraźnie pokazuje perspektywę, która pozwala mu mówić o swoistej wielkości, może nawet geniuszu tej postaci. Za chwilę jednak wycofuje się z tego - w epilogu książki jak na dłoni widać ogromną ambiwalencję, którą biograf czuje wobec swojego "bohatera". Nakreśliwszy obraz zalet Hitlera: "mistrzostwo w wykorzystaniu irracjonalnych czynników w polityce, wyczucie słabości przeciwników, zdolność do uproszczeń, umiejętność koordynacji, śmiałość i gotowość podejmowania ryzyka" (s. 834), zmienia w następnym akapicie ton, by rzucić na papier te przygniatające słowa: "Jego życie nie wywyższa, a poniża ludzkość, a 12 lat jego dyktatury było wyjałowione z wszelkich idei prócz jednej: dalszego rozszerzania panowania własnego i panowania narodu, z którym się utożsamiał. Nawet to panowanie pojmował w najbrutalniejszy sposób: w postaci nie kończących się dróg strategicznych, garnizonów SS i obozów koncentracyjnych..." (s. 835). Być może te właśnie słowa spowodowały, że zarzucano Bullockowi niedocenianie strasznej "ideowości" Hitlera - osobiście sądzę, że trzeba je czytać właśnie jako wyraz ambiwalencji. Faktem jest jednak, że czegoś tu brakuje. Do tego wrócę za chwilę.

Jeszcze jedna cecha psychiki Hitlera wyłania się przed oczyma uważnego czytelnika dzieła Bullocka. Być może mniej wyraźnie podkreślona przez brytyjskiego historyka odegrała zapewne ogromną, niewykluczone, że decydującą rolę tak we wzlocie, jak w upadku Führera. Myślę o szczególnym oderwaniu od realności, nieliczeniu się z tym, co Freud nazwał "zasadą rzeczywistości", o chęci traktowania swoich życzeń, celów, swojej woli jak tego, co najbardziej prawdziwe. W napisanej pod koniec XX wieku charakterystyce ostatnich stu lat niemieckiej historii Christian Graf von Krockow postawił tezę, że duch tego narodu, przeniknięty idealistyczną filozofią - od Fichtego do Nietzschego - wykorzystywał ogromny pragmatyzm i umiejętności organizacyjne najnowocześniejszego społeczeństwa przemysłowego do całkowicie nierealnych, obłędnych celów. Ponownie Hitler występuje tu jako symptom owej cechy.

W początkowym okresie ta umiejętność wybiegania poza aktualny kontekst rzeczywistości mu służyła. To dlatego przyjął najnowocześniejszą taktykę pola walki: atakujące kolumny pancerne, które w pierwszych latach wojny przełamały wyniesiony z I wojny światowej "realizm" tak armii francuskiej, jak radzieckiej. Ta cecha pozwoliła mu lekceważyć "rzeczywiste" traktaty i gwarancje udzielone Czechosłowacji i Polsce przez zachodnich polityków. Rozumiał, że tamte społeczeństwa nie chcą wojny, więc gwarancje są warte tyle, ile papier, na którym są zapisane. Gdy jednak zaczął ponosić porażki, nie chciał zaakceptować realiów wojny, którą rozpoczął. Siedział samotny w swoim "wilczym szańcu" w Kętrzynie i wciąż próbował reżyserować wielkie spektakle w skali kontynentu. Jak pisze Bullock, jeszcze w 1944 roku, po ostatniej wielkiej mobilizacji, miał do dyspozycji prawie dziesięcio­milionową armię, rozproszył ją jednak na ogromnym teatrze wojny - od krajów bałtyc­kich, przez Bałkany, po Ardeny - pozostawiając na najprostszej drodze radzieckiego marszałka Żukowa do Berlina marne dwanaście dywizji.

***

W całej biografii uderza stosunkowo mały nacisk położony na kwestię Zagłady. Z jednej strony Bullock wielokrotnie podkreśla antysemityzm Hitlera i całego jego otoczenia. Z tego względu zalicza się go do "intencjonalistów", wiążących Zagładę z osobistymi przekonaniami nazistowskiej elity, w odróżnieniu od tych, jak Theodor W. Adorno czy Zygmunt Bauman, którzy uważają ją za efekt wewnętrznej logiki (czy jej braku) nowożytnego, kapitalistycznego państwa, albo - jak Daniel Goldhagen - za realizację pragnienia ogromnej większości zwykłych Niemców. Z drugiej strony samemu "ostatecznemu rozwią­zaniu" poświęca brytyjski historyk stosunkowo niewiele uwagi. Owszem, skrupulatnie odnotowuje morderczą skuteczność obozów zagłady, odróżnia je od obozów koncentracyjnych, wymienia potworne praktyki stosowane wobec Żydów, a jednak... W stosunku do przenikliwej analizy innych wątków ten jest swoiście "zaniedbany". Szczególnie jeśli odniesiemy go do olbrzymiej koncentracji holocaust studies w drugiej połowie XX stulecia.

Jak już wspomniałem, Bullock opierał się w swojej pracy na protokołach z procesów norymberskich. Musimy pamiętać, że było to pierwsze zderzenie umysłu Europejczyków ze zbrodnią o takiej skali. To dopiero w czasie tego procesu prawnik Rafał Lemkin zaproponował nowy termin, "ludobójstwo", opisujący ten rodzaj przestępstw.

Wagę antysemityzmu dla nazistowskiego totalitaryzmu pierwsza w ­pełni uchwyciła Hannah Arendt w swojej pracy Korzenie totalitaryzmu. Trzeba jednak pamiętać, że ukazała się ona w 1951 roku, a więc w momencie, w którym książka Bullocka była już zapewne gotowa. Co więcej, nie była to praca historyka, a filozofki.

Sądzę jednak, że problem jest głębszy. Nawet po ujawnieniu występków hitlerowców w czasie norymberskiego procesu i po ukazaniu się dzieła Arendt świadomość zbiorowa ówczesnego Zachodu nie mogła uchwycić sensu tak irracjonalnej i wszechogarniającej zbrodni. Trzeba było procesu Eichmanna w roku 1961, procesów frankfurckich, w czasie których sądzono strażników z Auschwitz, trzeba było młodzieżowej rewolty końca lat 60. z jej pytaniem kierowanym do ojców: "a gdzie wtedy byłeś?", trzeba było wreszcie całej dyskusji, która potem przetoczyła się przez Europę, dla zrozumienia wagi Zagłady dla historii Niemiec, ale też - a może przede wszystkim - dla załamania się ideowego porządku Europy. Wśród książek historycznych być może dopiero Powojnie Tony'ego Judta z 2005 roku porusza kwestię tej etycznej katastrofy kontynentu i cywilizacji.

Jednak, mimo że Zagłada nie była centralnym wątkiem jego pracy, Bullock zdawał sobie sprawę z tego ostatniego faktu, związku hitleryzmu z Europą. Nie na darmo zamyka swoją książkę znamiennymi, pełnymi wagi słowami: "Hitler w istocie rzeczy był Europejczykiem, nie mniej niż typowym, niemieckim zjawiskiem. Warunki i stan umysłów, które eksploatował, nie ograni­czały się tylko do jednego kraju, choć w Niemczech występowały silniej, niż gdzie indziej. Hitler był idiomatyczny dla Niemiec, ale myśli i uczucia, którym nadał wyraz, miały zasięg bardziej uniwersalny." (s. 837).

Czy dzisiaj jesteśmy od nich wolni?

Andrzej Leder

Wstęp autora do wydania drugiego

Zabrałem się do tego studium, mając dwa pytania na względzie. Po pierwsze, zasugerowany tym, co było mówione na procesie norymberskim, chciałem dociec, jak wielką rolę odegrał Hitler w historii Trzeciej Rzeszy i czy Göring i inni oskarżeni nie przesadzili, twierdząc, że w ustroju narodowosocjalistycznym wola jednego i tylko jednego człowieka decydowała o wszystkim. To zaś wiodło do innego pytania o znacznie rozleglejszym zasięgu. Jeżeli obraz Hitlera przedstawiony na tym procesie był istotnie prawdziwy, to jakie talenty posiadał ten człowiek, które umożliwiły mu najpierw dojście do władzy, a później jej utrzymanie? Postanowiłem zrekonstruować, w miarę moich możli­wości, historię jego życia od urodzenia w 1889 aż do śmierci w 1945 roku w nadziei, że pozwoli mi to przedstawić opis jednej z najbardziej zagad­kowych i godnych uwagi karier w dziejach nowoczesnych.

Mojej książce nadałem więc formę historycznej narracji, przerwanej tylko w jednym miejscu rozdziałem, w którym spróbowałem pokazać Hitlera w przededniu jego wielkiego triumfu (rozdział 7). Nie zamierzałem pisać historii Niemiec ani studium o rządzie i społeczeństwie w ustroju hitlerowskim. Moim tematem jest nie dyktatura, lecz dyktator, osobista władza człowieka, choć można by dodać, że w większości lat od roku 1933 do 1945 łączy się ona nierozdzielnie z najbardziej doniosłą częścią historii Trzeciej Rzeszy. Do 1934 roku ciekawość budzą środki, przy pomocy których Hitler doszedł do władzy; po 1934 roku główne zainteresowanie przesuwa się na jego politykę zagraniczną i w końcu na wojnę, na środki, do których się uciekł, aby rozciągnąć swoją władzę poza granicę Niemiec. Jeżeli czasem, zwłaszcza w okresie między rokiem 1938 i 1945, sylwetka Hitlera nieco niknie w cieniu opisywanych wydarzeń dotyczących polityki i wojny, to wynika to z tego, że swoje prywatne życie (skąpe i nieciekawe nawet w najlepszym czasie) poświęcił obowiązkom związanym ze stanowiskiem, jakie sam sobie stworzył. W ostatnim roku życia jednak, kiedy jego imperium zaczęło się walić, znów z całą brutalnością wyszła na jaw prawdziwa natura tego człowieka.

Nikt nie może zasiąść do studiów nad współczesną mu epoką - a być może nawet nad żadną epoką - wolny od uprzedzeń wynikających z własnego charakteru czy doświadczeń. W sposób nieunikniony towarzyszy to każdej pracy historyka, a niniejsze studium, w tym samym stopniu co inne na temat niedawnych wydarzeń, podlega tym wpływom. Mimo to pisałem moją książkę bez osobistych uprzedzeń i bez chęci udowodnienia czegokolwiek. Nie mam też prostej formułki na wytłumaczenie wydarzeń, które opisałem; wydaje mi się, że dla niewielu ważnych historycznych wydarzeń można by ją zdobyć. Nie miałem także zamiaru ani rehabilitować Hitlera, ani go oskarżać. Ponieważ nie mogę uważać się za bezstronnego sędziego, nie mogę się też przystrajać w togę prokuratora, a tym bardziej w togę obrońcy. I aczkolwiek niektóre z moich interpretacji mogą podlegać dyskusji, to jednak są one solidnie podbudowane faktami, a faktom tym nie brak wymowy.

Bibliografia zamieszczona na końcu książki zawiera wyszczególnienie źródeł, na których oparłem moją pracę. W ciągu dziesięciu lat od czasu pierwszego jej wydania ogłoszono wiele nowych materiałów rzucających światło na historię partii narodowosocjalistycznej i Trzeciej Rzeszy. Skorzystałem z okazji nowego wydania tej książki, aby, uwzględniając wspomniane materiały, szczegółowo zrewidować jej tekst i - tam, gdzie wydało mi się to konieczne - napisać go na nowo.

Dziesięć lat to także zmiana spojrzenia; rzecz, którą trudniej już uwzględnić. Nie znalazłem jednak powodów do zasadniczej zmiany obrazu Hitlera, jaki dałem w pierwszym wydaniu mojej książki, choć nie zawahałem się przed zmianą akcentów tam, gdzie wydawały mi się już niesłuszne. Najbardziej kompletnej rewizji dokonałem w omówieniu wypadków, które doprowadziły do wybuchu drugiej wojny światowej, częściowo ze względu na wiele świeżo opublikowanych dokumentów dyplomatycznych, a częściowo dlatego, że właśnie tu odległa perspektywa, z jakiej możemy spojrzeć na tamte wydarzenia, najbardziej wpłynęła na moje poglądy. Z wdzięcznością muszę też wspomnieć o pracy A.J.P. Taylora Origins of the Second World War, bo dała mi bodźca do ponownego zapoznania się z całą dokumentacją związaną z polityką zagraniczną Hitlera w latach 1933-1939. Fakt, że nie zgadzam się z Taylorem w zapatrywaniach na Hitlera i jego politykę zagraniczną - jeszcze bardziej obecnie, po ponownym przestudiowaniu wspomnianych dokumentów - w niczym nie pomniejsza mojego długu wdzięczności za to, że pobudził mnie do krytycznego spojrzenia na moją relację.

Wśród wielu innych pisarzy, od których dużo się nauczyłem od chwili pierwszego wydania tej książki, chciałbym wymienić dwóch moich oksfordzkich kolegów: profesora Trevor-Ropera, którego esej The Mind of Adolf Hitler przekonał mnie, że rozmowy Hitlera przy stole warte są dokładnego przeczytania, i dyrektora St. Anthony's College, F.W. Deakina, który łaskawie umożliwił mi, jeszcze przed jej ukazaniem się w druku, zapoznanie się z jego pracą nad stosunkami niemiecko-włoskimi: The Brutal Friendship. Mozolne dociekania Franza Jetzingera w książce Hitler's Youth (do jej angielskiego wydania przyczyniłem się, pisząc wstęp) pozwoliły mi pełniej i bardziej wiarygodnie przedstawić młodość Hitlera. Pozostałe długi wdzięczności, zbyt liczne, aby je tu wymienić, znalazły wyraz w przypisach na odpowiednich stronach tej książki.

Tekst i bibliografia zostały zrewidowane i zaktualizowane, ale ze względu na olbrzymią liczbę publikacji dotyczących historii tamtych lat musiałem ograniczyć się do wymienienia tylko dzieł źródłowych i relacji z pierwszej ręki, rezygnując z prac o drugorzędnym znaczeniu, chyba że zawierają one albo korzystają z nieopublikowanych materiałów.

W przedmowie do pierwszego wydania wyraziłem podziękowanie przyjaciołom, którzy dopomogli mi w różnoraki sposób; w nie mniejszym stopniu - panu Stanleyowi Hylandowi za jego umiejętne i cierpliwe opracowanie indeksu. Teraz muszę jeszcze dodać podziękowanie dla panny S. Buttar za trud, z jakim odczytywała i przepisywała poprawiony rękopis.

Największą wdzięczność winienem żonie, nie tylko za okazaną pomoc, kiedy podejmowałem tę pracę, ale także za przyjazną krytykę i zachętę, gdy stanąłem przed zadaniem zrewidowania jej.

Alan Bullock

Rozdział 1

Kształtujące lata

1889-1918

I

Adolf Hitler urodził się o wpół do siódmej wieczorem 20 kwietnia 1889 roku w gospodzie "Zum Pommer", w małym miasteczku Braunau nad rzeką Inn, granicą między Austrią i Bawarią.

W dniu jego narodzin Europa, w której przyszedł na świat i którą miał potem zniszczyć, robiła niezwykłe wrażenie ustabilizowanej na wieki. Imperium Habsburgów, gdzie jego ojciec był drobnym urzędnikiem, oparło się burzom lat sześćdziesiątych, przetrwało utratę włoskich prowincji, porażkę w wojnie z Prusami i nawet przekształcenie się starego imperium w dualistyczną monarchię austro-węgierską. Habsburgowie, najstarszy z wielkich panujących domów, przeżyli najazdy Turków, Rewolucję Francuską, Napoleona i byli widoczną rękojmią niewzruszonej ciągłości. Cesarz Franciszek Józef od czterdziestu już lat zasiadał na tronie, a czekało go jeszcze ponad ćwierć wieku panowania.

Trzy republiki, które Hitler miał zniszczyć, Austria z traktatu w Saint-Germain, Czechosłowacja i Polska, jeszcze nie powstały. Cztery wielkie domy panujące: Habsburgów, Hohenzollernów, Romanowów i Ottomanów, rządziły w środkowej i wschodniej Europie. O Rewolucji Październikowej i Związku Radzieckim nikomu się jeszcze nie śniło: Rosja ciągle była świętą "matuszką Rassieją" pod panowaniem carów. Latem tego samego 1889 roku Lenin, wówczas dziewiętnastoletni student, popadł w zatarg z władzami i wraz z matką przeniósł się z Kazania do Samary. Stalin był synem ubogiego łatacza butów w Tyflisie, a Mussolini - sześcioletnim dzieckiem w rodzinie kowala z niegościnnej Romanii.

***

Rodzina Hitlera, zarówno ze strony ojca, jak i matki, pochodziła z Waldviertel, ubogiego zakątka leżącego na północnym brzegu Dunaju, o jakieś 80 kilo­metrów na północny zachód od Wiednia, pomiędzy Dunajem a granicą Czech i Moraw. Te pagórkowate i lesiste strony, z kilkoma zaledwie miasteczkami i słabą siecią kolejową, zamieszkiwała ludność rolnicza, odcięta od głównego nurtu życia Austrii. Z tego to wiejskiego rodu, z jego częstymi małżeństwami między sobą, wywodził się Hitler. Jego nazwisko, prawdo­podobnie czeskiego pochodzenia i rozmaicie pisane, zjawia się w Waldviertel dopiero w pierwszej połowie piętnastego wieku.

Domniemany dziadek przyszłego kanclerza, Johann Georg Hiedler, był młynarzem, jak się wydaje bez stałego miejsca zamieszkania, który swój zawód wykonywał, wędrując po Dolnej Austrii. W czasie tych wędrówek poznał prostą dziewczynę ze wsi Strones, Marię Annę Schicklgruber, z którą w maju 1842 roku wziął ślub w Döllersheim.

Pięć lat przedtem, w roku 1837, Maria powiła nieprawe dziecię, znane pod imieniem Alois. Utarło się mniemanie, że ojcem tego dziecka był Johann Georg Hiedler. Ale choć Johann Georg ożenił się z Marią Anną już jako czterdziestosiedmioletni mężczyzna, nie kwapił się z usynowieniem Aloi­sa, który prawie do czterdziestego roku życia nosił nazwisko matki, Schicklgruber, i wychowywał się u stryja, Johanna Nepomuka Hiedlera, w Spitalu.

W 1876 roku Johann Nepomuk zakrzątnął się wokół zalegalizowania sytuacji młodzieńca, który rósł w jego domu. Udał się do proboszcza w Döllersheim i zdołał go namówić, aby wykreślił w księgach metrykalnych słowo "nieślubne" i dołączył oświadczenie trzech świadków stwierdzające, że Johann Georg Hiedler uznał Aloisa za swego syna. Nie jest to jednak żaden miarodajny dowód i zapewne nigdy nie dowiemy się, kto naprawdę był ojcem Aloisa i dziadkiem Adolfa Hitlera. Przypuszczano nawet, że mógł nim być jakiś Żyd, co jednak nie znajduje ani potwierdzenia, ani zaprzeczenia. Tak czy owak faktem jest, że od roku 1877, a więc na 12 lat przed narodzeniem się Adolfa, Alois Hiedler przezwał się "Hitler" i pod tym nazwiskiem znano jego syna dopóty, dopóki jego przeciwnicy nie wyciągnęli na jaw owego dawno zapomnianego wiejskiego skandalu i bez uzasadnienia nie usiłowali przyczepić do Adolfa Hitlera nazwiska Schicklgruber, które nosiła jego babka.

Mając lat 13, Alois opuścił dom stryja; oddano go na praktykę do wiedeńskiego szewczyny. Nie pozostał jednak w tym fachu i po ukończeniu 18 lat wstąpił na służbę do urzędu celnego. Od roku 1855 do 1895 pracował jako celnik w Braunau i w innych miastach Górnej Austrii. Awansował normalnie i jako młodszy urzędnik celny z pewnością wzniósł się nieco na drabinie społecznej, zważywszy jego wiejskie pochodzenie.

W imponującym uniformie c.k. urzędnika Alois Hitler niewątpliwie budził respekt i szacunek, ale jego prywatne życie zaprzeczało pozorom.

W 1864 roku poślubił Annę Glass, przybraną córkę swego kolegi, także celnika. Małżeństwo nie było udane. Nie mieli dzieci i po separacji Anna, dużo starsza od męża i schorowana, umarła w roku 1883. W miesiąc później Alois ożenił się z Franciszką Matzelberger, młodą pokojówką z hotelu, z którą miał już syna i która w 3 miesiące po ślubie urodziła mu córkę, Angelę.

To drugie małżeństwo również nie było udane. W rok po urodzeniu córki Franciszka umarła na gruźlicę. Tym razem Alois odczekał pół roku, zanim ożenił się po raz trzeci. Jego następną żoną była o dwadzieścia trzy lata młodsza od niego Klara Pölzl, pochodząca ze Spitala, z tej samej wsi, z której wywodzili się Hitlerowie. Obie rodziny były spokrewnione przez związki małżeńskie, a Klara była wnuczką Johanna Nepomuka Hiedlera, u którego wychowywał się Alois. Mieszkała nawet w jego domu w Braunau, gdy był ożeniony z Anną Glass, ale w 20. roku życia wyjechała do Wiednia, gdzie zarabiała na życie jako służąca. To małżeństwo między tak bliskimi kuzynami wymagało dyspensy biskupa, którą w końcu udało się uzyskać, i 7 stycznia 1885 roku Alois Hitler ożenił się po raz trzeci. 17 maja tegoż roku urodził się w Braunau ich pierwszy syn, Gustav.

Adolf był trzecim synem z tego związku. Gustaw i Ida, jego starsze rodzeństwo, zmarli w dzieciństwie; młodszy brat, Edward, umarł, mając 6 lat. Wyżyła tylko młodsza siostra Adolfa, Paula, urodzona w roku 1896. Ale było jeszcze przyrodnie rodzeństwo z drugiego małżeństwa Aloisa z Franciszką Matzelberger: przyrodni brat Alois i przyrodnia siostra Angela. Hitler tylko z nią utrzymywał coś w rodzaju przyjaznych stosunków. Przez jakiś czas zarządzała mu domem w Berchtesgaden i to w jej córce, Geli Raubal, zakochał się Hitler.

***

Kiedy Adolf przyszedł na świat, ojciec jego przekroczył już pięćdziesiątkę, a matka miała niespełna 30 lat. Alois Hitler był nie tylko dużo starszy od Klary, ale także oschły, niesympatyczny i zapalczywy. Jego życie prywatne - trzy żony, jedna o czternaście lat starsza, druga o dwadzieścia trzy lata młodsza, separacja i siedmioro dzieci, w tym jedno nieślubne i dwoje, które narodziły się wkrótce po zawarciu małżeństwa - nasuwają myśl, że miał wybujały temperament i trudny charakter.

Zdaje się, że pod koniec życia stał się nawet zgorzkniały pod wpływem jakiegoś rozczarowania, być może związanego z innym jeszcze dziedzictwem. Po przejściu na emeryturę w 1895 roku, w wieku lat 58, nie wrócił do swych rodzinnych stron. Pozostał w Górnej Austrii i z całą rodziną przeniósł się tylko na krótko z Passau, miasteczka na granicy z Niemcami, do Hafeld-am-Traun i do Lambach, zanim na dobre już osiadł w Leonding, wiosce pod Linzem, nad rzeką Traun, w miejscu, gdzie łączy się ona z Dunajem. Tu, w małym domku z ogródkiem, emerytowany urzędnik celny spędził swoje ostatnie lata, od roku 1899 do 1903.

W Mein Kampf* Hitler usiłuje przedstawić się jako dziecko biedy i wyrzeczeń. Naprawdę jednak ojciec jego miał się całkiem nieźle i dał synowi możność zdobycia przyzwoitej edukacji. Po pięcioletniej nauce w szkole przygotowawczej jedenastoletni Adolf we wrześniu 1900 roku wstąpił do gimnazjum realnego w Linzu. Był to średni zakład naukowy przygotowujący młodzież do kariery technicznej lub handlowej. Na początku 1903 roku Alois Hitler umarł, ale wdowa po nim nadal korzystała z renty i wcale nie żyła w biedzie. Adolf opuścił gimnazjum w Linzu w 1904 roku bynajmniej nie dlatego, że matka nie mogła płacić za jego naukę; po prostu na skutek słabych postępów musiał się przenieść do innej szkoły w Steyr, gdzie mieszkał w internacie i zakończył naukę w wieku lat 16. Na rok przedtem, w 1904, w pierwszy dzień Zielonych Świąt, na życzenie matki został konfirmowany w rzymskokatolickim kościele katedralnym w Linzu.

W Mein Kampf Hitler w dramatycznych barwach przedstawia konflikt z ojcem na tle swoich artystycznych upodobań.

Nie chciałem zostać urzędnikiem, nie i jeszcze raz nie. Wszystkie wysiłki mojego ojca zmierzające do rozbudzenia we mnie zamiłowania lub chęci do pracy urzędniczej, poparte przykładami z własnego życia, dawały wręcz przeciwny skutek... Pewnego dnia zrozumiałem jasno, że zostanę malarzem, artystą... Mój ojciec zaniemówił... "Artysta! Nie! Nigdy, dopóki ja żyję..." Ojciec stale powtarzał to "nigdy!". Ja zaś jeszcze bardziej upierałem się przy swoim "a jednak!"1.

Pewne jest, że stosunki między ojcem i synem nie układały się dobrze. Trudno jednak uwierzyć, aby powodem tego mogły być artystyczne zapędy Adolfa, który nie miał jeszcze 14 lat, gdy ojciec umarł. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że Alois nie był zadowolony z postępów syna w nauce i wcale niedwuznacznie dawał mu to odczuć. Hitler, wyszukując wszystkie możliwe tłumaczenia - od choroby i tyranii ojca aż do własnych artystycznych ambicji i względów politycznych - przemilcza swoje złe postępy w nauce, której nie skończył. To niepowodzenie długo nie dawało mu spokoju, znajdując często wyraz w szydzeniu z "wykształconych dżentelmenów" z dyplomami i doktoratami.

W czterdzieści lat później, na zebraniach w kwaterach głównych, zebraniach, które dostarczały tematu do "rozmów przy stole", Hitler nieraz z pogardą mówił o swoich szkolnych nauczycielach:

Nie rozumieli młodzieży; ich jedynym celem było napychanie młodych głów różnymi wiadomościami i zamienianie nas w edukowane małpy, takie jak oni. Gdy jakiś uczeń wykazał bodaj cień oryginalności, prześladowali go nielitościwie, a ci wszyscy prymusi, których znałem, do niczego w życiu nie doszli2.

Ze swej strony nauczyciele nie mieli wysokiego mniemania o swoim najsłynniejszym uczniu. Jeden z nich, dr Edward Hümer, tak scharakteryzował sztubaka Adolfa Hitlera w czasie jego procesu w 1923 roku:

Dobrze pamiętam tego chudego, bladego chłopca. Z pewnością był zdolny, lecz na dosyć ograniczonym polu. Brak mu jednak było samodyscypliny, był kłótliwy, arogancki, uparty i nieopanowany. Trudno mu było dopasować się do szkoły. Ponadto był leniwy... za szybko tracił chęć do ciężkiej pracy. Na uwagi i wyrzuty reagował ze źle ukrywaną wrogością, a jednocześnie wymagał od kolegów bezwzględnego posłuszeństwa, przyjmując na siebie rolę ich wodza...3

Tylko dla jednego z nauczycieli Hitler ma dobre słowo. W Mein Kampf robi wyjątek dla doktora Leopolda Pötscha, gorliwego niemieckiego nacjonalisty, który - jak chce Hitler - miał na niego decydujący wpływ.

Siedzieliśmy, często płonąc z entuzjazmu, czasem wzruszeni do łez... Nacjonalistyczny zapał, jaki odczuwaliśmy na nasz młodzieńczy sposób, potrafił on zamienić w narzędzie edukacji. Temu nauczycielowi zawdzięczam, że historia stała się moim ulubionym przedmiotem4.

Kiedy Adolf Hitler w 1905 roku ostatecznie opuścił szkołę, jego matka, czterdziestosześcioletnia wdowa, sprzedała domek w Leonding. Z pieniędzy uzyskanych z tej sprzedaży i z comiesięcznej renty w wysokości 140 koron mogła nieźle żyć. Przeniosła się do wynajętego mieszkania, początkowo przy Humboldtstrasse w Linzu, a później, w roku 1907, na Urfahr, przedmieście tegoż miasta. Nie ma żadnej wątpliwości, że Hitler kochał swoją matkę, miała jednak ona niewielki wpływ na swego samowolnego syna, który za nic nie chciał się ustatkować i zabrać do zarobkowania i dwa następne lata spędził na marzeniach o tym, aby zostać malarzem lub architektem. Mieszkał u matki, zapełniał szkicowniki arcynieciekawymi rysunkami i opracowywał imponujące plany przebudowy Linzu. Jedynym jego przyjacielem był o osiem miesięcy młodszy syn tapicera z Linzu, August Kubizek, który chętnie i z nabożnym lękiem wysłuchiwał jego długich, entuzjastycznych tyrad w czasie pieszych spacerów po mieście. Razem chodzili do teatru, skąd Hitler wyniósł dozgonne zamiłowanie do oper Wagnera. Jego umysł przepojony był wagnerowskim romantyzmem i marzeniami o własnej artystycznej karierze i karierze muzycznej Kubizka. Żył w świecie, który sobie stworzył, pozwalając matce troszczyć się o swoje materialne potrzeby i z pogardą odrzucając myśl o tak przyziemnych rzeczach jak pieniądze i praca.

***

Pobyt w Wiedniu w maju i w czerwcu 1906 roku rozbudził w nim entuzjastyczny zachwyt dla wiedeńskich gmachów, muzeów i Opery. Po powrocie do Linzu jeszcze mniej niż kiedykolwiek skłonny był jąć się jakiejś pracy. Myślał tylko o wyjeździe do Wiednia i o wstąpieniu do Akademii Sztuk Pięknych. Te ambicje martwiły i niepokoiły jego matkę, w końcu jednak skapitulowała. Jesienią 1907 roku Hitler po raz drugi wyjechał do Wiednia z wielkimi nadziejami na przyszłość.

Pierwsza próba dostania się do Akademii, w październiku 1907 roku, zakończyła się fiaskiem. W spisach egzaminacyjnych Akademii znajdujemy taką notatkę:

Następujący kandydaci przystąpili do egzaminów wstępnych, które złożyli z wynikiem niezadowalającym: Adolf Hitler, Braunau nad rzeką Inn, 20 kwietnia 1889. Niemiec. Katolik. Syn urzędnika państwowego. Wykształcenie 4 klasy gimnazjum realnego. Kilka główek. Szkice niezadowalające5.

Hitler pisze w Mein Kampf, że ten wynik był dla niego straszliwym ciosem. Dyrektor Akademii radził mu spróbować szczęścia w architekturze - nie widział w nim materiału na artystę. Hitler nie chciał pogodzić się z klęską. Nawet choroba matki, która umierała na raka, nie skłoniła go do powrotu do Linzu. Przyjechał dopiero po jej śmierci (21 grudnia 1907), na pogrzeb, a w lutym 1908 roku znów wrócił do Wiednia, by podjąć życie "przyszłego artysty". Utrzymywał się z renty sierocej i ze skromnych oszczędności matki. Niebawem dołączył do niego Kubizek, który, za jego namową, wstąpił do wiedeńskiego konserwatorium. Mieszkali razem obok Dworca Zachodniego, w jednym z domów przy ulicy Stumpergasse, w wynajętym pokoju, tak małym, że z trudem mieściło się w nim pianino Kubizka i stół Hitlera.

Hitler pędził życie samotnika. Prócz Kubizka nie miał innych przyjaciół. Kobiety się nim interesowały, ale on nie zwracał na nie najmniejszej uwagi. Prawie stale o czymś marzył albo nad czymś rozmyślał; z abstrakcyjnej zadumy przechodził nagle do nieopanowanego i entuzjastycznego gadulstwa. Godzinami włóczył się po ulicach i parkach, przyglądał się monumentalnym budynkom, które podziwiał, lub nagle znikał w publicznej bibliotece w pogoni za jakąś nową pasją. Raz po raz obaj młodzi ludzie odwiedzali Operę i Burgtheater. Ale gdy Kubizek studiował pilnie w konserwatorium, Hitler nie potrafił systematycznie i w sposób zdyscyplinowany pracować. Rysował mało, pisał za to więcej i nawet próbował komponować muzyczny dramat na temat starogermańskiej sagi o kowalu. Miał usposobienie artysty, lecz brakowało mu talentu, wyszkolenia i twórczej energii.

W lipcu 1908 roku Kubizek pojechał na lato do Linzu. W miesiąc później Hitler wyruszył w odwiedziny do swoich dwóch ciotek w Spitalu.

Rozstając się, obaj sądzili, że jesienią znów zjadą się w Wiedniu. Ale gdy Kubizek wrócił do stolicy, nie znalazł nawet śladu swego przyjaciela.

W połowie września Hitler znów próbował dostać się do Akademii. Tym razem jednak nie dopuszczono go nawet do egzaminów. Dyrektor raz jeszcze doradził mu, aby próbował wstąpić na architekturę, ale na przeszkodzie stanął brak matury. Może więc pod wpływem zranionej dumy unikał Kubizka. Tak czy owak na najbliższe pięć lat Hitler wolał usunąć się w cień.

II

Na początku 1909 roku Wiedeń był stolicą Imperium, które miało 50 milionów poddanych i rozciągało się od Renu do Dniestru i od Saksonii po Czarnogórę. Arystokratyczne, barokowe miasto z czasów Mozarta stało się wielkim centrum przemysłowym i handlowym z dwoma milionami mieszkańców. Po hałaśliwych i zatłoczonych ulicach sunęły tramwaje elektryczne. Masywne, monumentalne budowle, wzniesione na Ringstrasse w ostatnim ćwierćwieczu dziewiętnastego stulecia, tchnęły dobrobytem i pewnością siebie wiedeńskiego mieszczaństwa, podczas gdy coraz liczniejsze fabryki i biedniejsze ulice przedmieść świadczyły o rosnącym znaczeniu klasy robotniczej. Dla dwudziestolatka, który nie miał domu, przyjaciół i środków do życia, to miasto musiało się wydawać nieczułe i nieprzyjazne. Wiedeń nie był dobrym miejscem dla kogoś bez pieniędzy i pracy. Hitler sam mówi, że następne cztery lata, od 1909 do 1913, były najgorsze w jego życiu. Pod wieloma względami były też najważniejszym, kształtującym okresem, w którym ostatecznie uformowały się jego charakter i poglądy.

O swoim pobycie w Wiedniu Hitler pisze jak o "pięciu latach, podczas których musiał pracować na chleb, początkowo jako niewykwalifikowany robotnik, a później jako drugorzędny artysta malarz"6. Pisze o uczuciach chłopa ze wsi, który nagle stwierdził, że nie ma dla niego pracy. "Wałęsa się, jest głodny. Zastawia lub sprzedaje resztki swego skromnego mienia. Jego odzież zdziera się, a im biedniej wygląda, tym niżej spada w społecznej hierarchii"7.

Nieco dalej Hitler daje inny jeszcze obraz swoich wiedeńskich czasów: "W latach 1909-1910 moja sytuacja na tyle się już poprawiła, że nie potrzebowałem pracować na chleb jako zwykły robotnik. Uniezależniłem się i zarabiałem, rysując i malując akwarele". Wyjaśnia, że choć dawało mu to skromne zarobki, był jednak panem własnego czasu i czuł się teraz bliższy upragnionego zawodu - zawodu architekta.

W porównaniu ze świadectwem ludzi, którzy go wówczas znali, jest to bardzo ubarwiona relacja. Świadectwo to, choć nader skąpe, wystarcza, by zadać całkowity kłam obrazowi, jaki daje o sobie Hitler: człowieka, który ciężką fizyczną pracą zarabiał na życie, by zamienić się w końcu w adepta sztuk pięknych.

Według Konrada Heidena, który pierwszy zebrał w całość strzępy różnych niezależnych świadectw, Hitler w roku 1909, z braku pieniędzy na komorne, musiał wyprowadzić się z umeblowanego pokoju na Simon Denk Gasse. Latem mógł jeszcze sypiać na dworze, ale z nadejściem jesieni znalazł dla siebie łóżko w domu noclegowym za dworcem Meidling. Przy końcu tego roku przeniósł się do przytułku dla mężczyzn, założonego przez jakąś instytucję charytatywną i mieszczącego się pod numerem 27 przy Meldemannstrasse, w 20. okręgu Wiednia, po drugiej stronie miasta, już nad brzegiem Dunaju. Tu mieszkał przez pozostałe trzy lata swego pobytu w Wiedniu, od 1910 do 1913.

Udało się jeszcze odnaleźć paru ludzi, którzy znali Hitlera w owym czasie, wśród nich zaś niejakiego Reinholda Hanischa, włóczęgę rodem z Sudetów. Ten dobrze wówczas znał Hitlera, a jego słowa znalazły częściowo potwierdzenie w jednym z paru dokumentów, jakie wykryto w kilka lat później. Tak się bowiem złożyło, że w 1910 roku, po kłótni, Hitler oskarżył Hanischa o oszustwo na pewną drobną kwotę. Ogłoszone sprawozdania wiedeńskiego sądu policyjnego (obok własnych zeznań Hitlera) zawierają także zeznanie innego mieszkańca przytułku przy Meldemannstrasse, Zygfryda Loffnera, który stwierdza, że Hanisch i Hitler przyjaźnili się i zawsze trzymali się razem.

Hanisch tak opisuje swoje pierwsze spotkanie z Hitlerem w schronisku Meidling w 1909 roku:

Od razu, od pierwszego dnia, siadł obok przydzielonego mi łóżka człowiek, który nie miał na sobie nic prócz pary podartych spodni - Hitler. Jego ubranie zabrano do odwszalni, bo od dawna włóczył się po mieście bez dachu nad głową i w straszliwym zaniedbaniu8.

Hanisch i Hitler wspólnymi siłami zarabiali na chleb, trzepali dywany, dźwigali worki za Dworcem Zachodnim, imali się każdej przypadkowej pracy, często nawet uprzątania śniegu z ulic. Hitler, który nie miał palta, boleśnie odczuwał chłód. Wtedy Hanisch wpadł na pewien pomysł. Zapytał któregoś dnia, jaki jest zawód Hitlera. ""Jestem malarzem" - odparł Hitler. Myśląc, że jest malarzem pokojowym, powiedziałem, że z pewnością łatwo można zarobić w tym fachu. Ale to go uraziło: odparł, że nie jest takim malarzem, tylko studentem Akademii i artystą". Kiedy obaj przenieśli się na Meldemannstrasse, "zaczęliśmy się zastanawiać nad lepszymi sposobami zarobkowania. Hitler zaproponował, abyśmy fałszowali obrazy. Mówił, że już w Linzu malował olejno nieduże pejzaże, które przypiekał w piecu, aby zbrązowiały, i parokrotnie udało mu się je sprzedać handlarzom jako dzieła starych mistrzów". To brzmi zupełnie nieprawdopodobnie, Hanisch jednak, który zarejestrował się pod nazwiskiem Waltera Fritza, bał się zadrzeć z prawem. "Powiedziałem Hitlerowi, że lepiej będzie trzymać się uczciwej drogi i malować pocztówki. Miałem się zająć ich sprzedażą. Postanowiliśmy więc pracować razem i dzielić się zarobkami"9.

Hitlerowi starczyło pieniędzy na zakup paru czystych kartek, atramentu i farb. Tak uzbrojony namalował kilka widoczków Wiednia, które ­Hanisch sprzedawał po knajpach i na targach albo drobnym kupcom, którzy chcieli jakoś wypełnić puste ramki do obrazów. To pomagało im obu utrzymać się przy życiu, aż wreszcie latem 1910 roku Hanisch sprzedał za 10 koron zrobioną przez Hitlera kopię rysunku wiedeńskiego parlamentu. Hitler był przekonany, że kopia warta jest dużo więcej - w swojej skardze ocenił ją na 50 koron - uważał się więc za oszukanego, a kiedy Hanisch nie wrócił na noc do schroniska, wniósł przeciwko niemu skargę, która skończyła się tygodniem więzienia dla Hanischa i zerwaniem z nim spółki.

To było w sierpniu 1910 roku. Przez pozostałe cztery lata przed pierwszą wojną, początkowo w Wiedniu, później w Monachium, Hitler w ten sam sposób wiązał koniec z końcem. Niektóre z jego rysunków, przeważnie ciężkie i bezduszne kopie szkiców różnych gmachów, z niezdarnymi próbami dodania do nich ludzkich sylwetek, można było w trzydziestych latach nabyć w Wiedniu, gdzie osiągnęły nawet unikalną cenę. Częściej jednak malował Hitler afisze lub niewyszukane plakaty ogłoszeniowe dla małych sklepów: święty Mikołaj sprzedający kolorowe świeczki, puder przeciw poceniu się lub iglica katedry Świętego Stefana, która wysoko wznosi się nad górą mydła - z podpisem "A. Hitler" w rogu. On sam później opisuje te lata jako okres wielkiego osamotnienia, w którym kontakt z ludźmi ograniczał się do współlokatorów schroniska, gdzie ciągle jeszcze mieszkał i gdzie, jak twierdzi Hanisch, "spotkać można było tylko włóczęgów, pijaków i tym podobnych ludzi".

***

Po wspomnianej kłótni Hanisch stracił Hitlera z oczu. Opisuje go jednak takim, jakiego znał w roku 1910, gdy ten miał lat dwadzieścia jeden. Hitler nosił stary, sięgający mu niemal do kostek czarny płaszcz, który dostał od handlarza starzyzny ze schroniska, węgierskiego Żyda Neumanna. Długie włosy spod czarnego zatłuszczonego melonika opadały mu aż na kołnierz. Ciemna broda pokrywała wychudłą i wygłodzoną twarz, której jedynym wydatnym szczegółem były wielkie, szeroko otwarte oczy nad ciemnym zarostem. Hanisch dodaje na zakończenie, że był to "wygląd taki, jaki rzadko można spotkać wśród chrześcijan"10.

Od czasu do czasu ciotka Hitlera, Johanna Pölzl, przysyłała mu z Linzu jakąś drobną kwotę. Zdaje się nawet, że kiedy umarła w marcu 1911 roku, Hitler coś tam po niej odziedziczył. W maju tegoż roku cofnięto mu rentę sierocą, lecz mimo to ciągle unikał stałej pracy.

Hanisch przedstawia go jako człowieka o zmiennych humorach i lenia; te dwie cechy później nieraz w nim wystąpią. Hitler nienawidził regularnego zajęcia. Gdy zarobił kilka koron, przestawał rysować na parę dni i chodził do kawiarni na ciastka z kremem i gazety. Nie miał żadnego z pospolitych nałogów. Nie palił, nie pił i - zgodnie z tym, co mówił Hanisch - był zbyt nieśmiały, aby odnosić sukcesy u kobiet. Jego namiętnością było czytanie gazet i rozprawianie o polityce.

Raz po raz - przypomina sobie Hanisch - zdarzały się takie dnie, kiedy po prostu nie chciał wziąć się do pracy. Wtedy włóczył się po domach noclegowych, żył zupą i chlebem, które tam dostawał, i rozprawiał o polityce, często dając się wciągnąć w burzliwe dyskusje11.

Kiedy wpadał w podniecenie, krzyczał i gestykulował, tak że w końcu współlokatorzy wymyślali mu, bo przeszkadzał im spać, albo też hałas ściągał portiera, który przychodził, aby zaprowadzić spokój. Czasami wyśmiewano się z Hitlera, kiedy indziej znów jego słowa wywoływały silne wrażenie.

Któregoś wieczoru - relacjonuje Hanisch - Hitler poszedł do kina na sfilmowany Tunel Kellermanna. Jest tam scena, w której mówca porywa tłum siłą swojej wymowy. Hitler wyszedł prawie nieprzytomny z podniecenia. Był pod tak silnym wrażeniem tej sceny, że przez parę dni o niczym innym nie mówił, tylko o potędze słowa12.

Po takich wybuchach gwałtownych dyskusji i napaści nadchodziły chwile depresji.

Każdego, kto znał Hitlera, uderzało w nim to połączenie ambicji i energii z indolencją. Nie tylko rozpaczliwie chciał wywierać silny wpływ na ludzi, ale nie brakło mu też sprytnych pomysłów na zdobycie fortuny i sławy, od innowacji w nurkowaniu do projektowania samolotu. Gdy był w takim nastroju, rozprawiał z ożywieniem i szastał na prawo i na lewo pieniędzmi, które miał dopiero zdobyć, nie potrafił się jednak zmusić do twardej i rzetelnej pracy, jakiej wymagały te plany. Jego zapał słabł, on sam markotniał i przygasał, a potem jak oszalały zaczynał gonić za jakimś nowym trikiem, którym błyskawicznie mógłby zdobyć powodzenie. Tak samo było z jego intelektualnymi zainteresowaniami. Dużo czasu spędzał w bibliotece publicznej, ale lekturę dobierał chaotycznie: antyczny Rzym, religie Wschodu, joga, okultyzm, hipnotyzm, astrologia, protestantyzm - wszystko po kolei go ciekawiło, ale nie na długo. Chwytał się kilkunastu zajęć, ale przy żadnym nie wytrwał; żył z dnia na dzień, tak jak mu było wygodnie. Miewał krótkotrwałe zrywy aktywności, ale nigdy przy niczym nie pozostawał dłużej.

Z czasem ten zwyczaj mocno się w nim zakorzenił. Stał się jeszcze bardziej ekscentryczny, bardziej wpatrzony w siebie. Budził w ludziach wrażenie "cudacznie niezrównoważonego". Bez opanowania dawał się ponosić nienawiści do Żydów, księży, socjaldemokratów, Habsburgów. Tych kilka osób, z którymi się przyjaźnił, zaczynało go już mieć dosyć, jego dziwacznego zachowania się i szaleńczej gadaniny. Neumanna, Żyda, który dawał mu dowody przyjaźni, zraził swym gwałtownym antysemityzmem; Kany, kierownik przytułku dla mężczyzn, uważał go za jednego z najdziwaczniejszych pensjonariuszy, z jakimi miał do czynienia. Jednakże okres wiedeński wycisnął niezatarte piętno na charakterze i umyśle Hitlera.

W tych latach spojrzenie na życie i pogląd na świat przybrały definitywną postać w moim umyśle. To był granitowy fundament moich postępków w tym czasie. Potem już bardzo nieznacznie go rozszerzyłem i nic w nim nie zmieniłem... Wiedeń był dla mnie twardą szkołą, ale dał mi najbardziej gruntowną naukę w mym życiu13.

Choć pretensjonalnie powiedziana, ale jednak to prawda. Czas zastanowić się, jaka to była ta nauka.

III

Idea walki jest tak stara jak samo życie, bo życie można zachować tylko dlatego, że jakaś inna żywa istota ginie w walce... W tej walce zwycięża silniejszy i bardziej dzielny, gdy mniej dzielny i słabszy przegrywa. Walka jest ojcem wszystkiego... Człowiek utrzymuje się przy życiu lub broni się przed zwierzęcym światem nie dzięki humanitarnym zasadom, lecz jedynie dzięki najbardziej brutalnej walce... Jeżeli nie będziemy walczyli o życie, nigdy nie wygramy o nie walki14.

To jest naturalna filozofia domów noclegowych. W tej walce wolno się chwytać każdej chytrości i podstępu, nawet najbardziej pozbawionych skrupułów, i każdej broni lub okazji, żeby nie wiem jak zdradzieckich. Zacytujmy jeszcze jeden typowy ustęp z mów Hitlera: "Do każdego celu, do którego człowiek doszedł - doszedł tylko dzięki swojej oryginalności plus brutalność"15. Przebiegłość, kłamstwo, wykręty, oszustwa i pochlebstwo; bezwzględność z całkowitym wyeliminowaniem sentymentalizmu i lojalności - oto kwalifikacje, które sprzyjają wyniesieniu się ludzi; lecz przede wszystkim - sprzyja temu silna wola. Takie zasady wyniósł Hitler z tych wiedeńskich lat. Nigdy nikomu nie ufał, nigdy przed nikim nie otworzył serca, nigdy nie uznawał jakiejkolwiek lojalności. Jego brak skrupułów zaskakiwał później nawet tych, którzy sami chełpili się ich brakiem. Nauczył się kłamać z przekonaniem i udawać z całą szczerością. Aż do końca nie przyznawał się do porażki i uporczywie wierzył, że samą tylko siłą woli zdoła odwrócić bieg wypadków.

Jego brak zaufania dorównywał jego pogardzie. Ludźmi kierują strach, żądza władzy, zazdrość, często niskie i podłe pobudki. Polityka - do tego wniosku Hitler doszedł później - oto sztuka wykorzystania tych słabostek dla własnych celów. Już w Wiedniu podziwiał Karla Luegera, słynnego burmistrza tego miasta i wodza partii chrześcijańsko-społecznej, bo ten "miał rzadki dar poznawania ludzi i brał ich takimi, jacy w istocie byli, nigdy za coś lepszego"16. Gardził zwłaszcza masami. "Każdy, kto właściwie ocenia polityczną inteligencję mas, łatwo dojrzy, że nie jest ona dostatecznie rozwinięta, by pozwoliła im stworzyć sobie ogólny polityczny osąd na swój własny rachunek"17. To znów był materiał, którym zręczny polityk mógł manewrować. Jak dotąd Hitler nie myślał jeszcze o politycznej karierze, lecz większość czasu spędzał na czytaniu i dyskutowaniu o polityce, to zaś, czego się nauczył, stanowiło doniosłą cząstkę jego politycznego terminowania.

W tej sytuacji, w jakiej był w Wiedniu, uporczywie trzymał się myśli, że jest czymś lepszym niż ludzie, z którymi wypadło mu obcować.

Ci, z którymi spędziłem moje młode lata, należeli do drobnej burżuazji... Przepaść, która oddziela tę klasę - wcale nie tak dobrze sytuowaną - od klasy robotniczej, jest często głębsza, niż ludziom się zdaje. Powodem tego podziału, który moglibyśmy nawet nazwać wrogością, jest lęk dominujący w owej socjalnej grupie świeżo wyniesionej ponad robotniczy poziom: lęk przed wpadnięciem w dawne warunki albo przynajmniej przed zrównaniem z robotnikami...18

Hitler pisze wprawdzie w Mein Kampf o opłakanych warunkach, w jakich żyli w owym czasie robotnicy w Wiedniu, ale z każdego wiersza tego opisu bije w oczy, że nie budzą w nim oni współczucia. "Nie wiem, co wtedy bardziej mnie przerażało: materialna bieda moich ówczesnych towarzyszy, ich nieokrzesane maniery i obyczaje czy też niski poziom intelektualnej kultury"19. Najmniej jednak przemawiały do niego wysiłki biedaków i wyzyskiwanych, zmierzających do poprawienia swej sytuacji własnymi siłami. Jego nienawiść kierowała się nie tyle ku włóczęgom, żebrakom, zbankrutowanym przemysłowcom i zdeklasowanym dżentelmenom, tym wyrzutkom i szumowinom zjawiającym się i znikającym w przytułku na Meldemannstrasse, ile przeciwko ludziom pracy, którzy należeli do partii socjaldemokratycznej i do związków zawodowych i którzy głosili równość i solidarność klasy pracującej. Oni przede wszystkim, znacznie bardziej od tych pierwszych, zagrażali jego pretensjom do wyższości. Solidarność była dla niego cnotą bezużyteczną. Zawzięcie odmawiał wstąpienia do jakiegoś związku lub zaakceptowania w inny sposób przynależności do świata pracy. Cała ideologia ruchu robotniczego była mu obca i nienawistna.

Wszystko, co o tym słyszałem, wywoływało tylko ten skutek, że budziło we mnie jak najsilniejszy antagonizm. Każda rzecz była zdyskredytowana: naród, bo miał być wynalazkiem klasy posiadającej (jakże często słyszałem to ­zdanie!); ojczyzna, bo miała być narzędziem w ręku burżuazji i służyła wyzyskowi mas pracujących; autorytet prawa, bo dzięki niemu trzymano w ryzach proletariat; religia, bo była środkiem do ogłupiania ludzi, by ich potem można było eksploatować; moralność, bo była symbolem głupiej i owczej uległości. Nie było nic, czego nie obrzucono by błotem... Zadawałem więc sobie pytanie: czy ci ludzie warci są, aby należeć do wielkiego narodu? Było to głębo­ko niepokojące pytanie, bo jeżeli miałbym sobie odpowiedzieć "tak", to walka w obronie narodowości nie byłaby już warta tych poświęceń i trudów, jakich domagamy się od najlepszych jednostek, skoro skorzystałby na niej podobny motłoch. Z drugiej strony, gdybym miał sobie odpowiedzieć "nie", to nasz naród naprawdę byłby ubogi w ludzi. W czasie tej duchowej udręki i głębokich rozważań widziałem przed sobą wciąż rosnącą i groźną armię ludzi, których nie można było dłużej uważać za należących do własnego narodu20.

Rozwiązanie swego dylematu znalazł Hitler w "odkryciu", że świat pracy jest ofiarą przemyślnego i chytrego systemu, stworzonego przez liderów ­partii socjaldemokratycznej dla zatrucia i skorumpowania umysłów po to, by mogli oni cynicznie, dla własnych celów, wykorzystywać nędzę mas. I wtedy doszedł do wniosku, który koronuje jego wywody:

Odkryłem związek między tym destrukcyjnym nauczaniem i specyficznym charakterem ludu, który do tego czasu był mi prawie nieznany. Poznanie Żydów - to jedyny klucz do zrozumienia wewnętrznej natury i prawdziwych celów socjaldemokracji21.

W tym antysemityzmie Hitlera nie ma nic nowego; był on charakterystyczny dla Wiednia. Wszystko, co Hitler powiedział lub napisał o Żydach, to tylko odbicie antysemickich periodyków i ulotek, które czytał w Wiedniu przed rokiem 1914. W Linzu było bardzo mało Żydów. "Nie pamiętam, żebym w domu za życia ojca kiedykolwiek słyszał to słowo". W pierwszym wiedeńskim okresie gwałtowny antysemityzm prasy oburzył nawet Hitlera. A potem:

Któregoś dnia w obrębie miasta nagle napotkałem jakiegoś cudaka w długim chałacie, z czarnymi pejsami. Moją pierwszą myślą było: czy to Żyd? Żydzi w Linzu z pewnością tak nie wyglądali. Przyjrzałem się temu człowiekowi pilnie i uważnie, ale im dłużej patrzałem na jego dziwne rysy i badałem je cząstka po cząstce, tym ostrzej w mym mózgu kształtowało się pytanie: czy to Niemiec? W książkach szukałem pomocy dla rozwiązania moich wątpliwości. Po raz pierwszy w życiu za parę halerzy nabyłem antysemickie broszury22.

Język, którym Hitler opisuje swoje odkrycie, został wyraźnie zapożyczony z plugawego słownictwa, jakie możemy znaleźć w większości wydawnictw antyżydowskich:

Czy jest jakieś plugastwo, taki czy inny bezwstyd, zwłaszcza w życiu kulturalnym, w których nie maczałby palców bodaj jeden Żyd?... Wystarczy tylko ostrożnie naciąć taki wrzód, by natychmiast wyjrzał z niego, niby robak z gnijącego ciała, często oślepiony nagłym światłem, co najmniej jeden Żydek23.

Najbardziej charakterystyczną cechą wiedeńskiego antysemityzmu był jego seksualizm.

Czarnowłosy żydowski młodzieniec z satanicznym uśmiechem całymi godzinami czatuje na nic niepodejrzewającą dziewczynę, którą chce splugawić swoją krwią, i w ten sposób zrabować ją jej narodowi... To Żydzi byli i są tymi, którzy sprowadzili Murzynów do Nadrenii zawsze z tym jasnym celem i ukrytym zamiarem, aby przez nieuchronną bastardyzację zniszczyć znienawidzoną przez nich białą rasę i w ten sposób, strąciwszy ją z jej kulturalnego i politycznego poziomu, zdobyć nad nią panowanie24.

Gdzie indziej Hitler pisze o "koszmarnej wizji uwiedzenia setek i tysięcy dziewcząt przez odrażających, krzywonogich żydowskich bękartów". Nieraz już wysuwano myśl, że podłożem tego antysemityzmu Hitlera może być jakieś seksualne przeżycie - kto wie, czy nie nabyta choroba weneryczna.

Hitler nigdzie w Mein Kampf nie przytacza ani jednego faktu na poparcie swej dzikiej nienawiści. To zupełnie zrozumiałe, bo jego antysemityzm nie miał żadnego związku z faktami i opierał się na czystej fantazji; przy czytaniu tych stron ma się wrażenie, jakby się wchodziło w obłędny świat: w świat odrażających i potwornie zniekształconych cieni. Żyd nie jest już ludzką istotą; stał się mityczną postacią, złośliwie wykrzywionym, pożądliwym diabłem, wyposażonym w piekielne moce, ucieleśnieniem zła, czymś, w czym odbija się cała nienawiść Hitlera, jego lęk - i pragnienia. Żyd, jak każda obsesja, jest wytłumaczeniem całkowitym, nie cząstkowym. Żyd jest wszędzie i za wszystko odpowiedzialny: za modernizm w sztuce i muzyce, którego Hitler nie lubił; za pornografię i prostytucję; za antynarodową krytykę prasy; za wyzysk mas przez kapitalizm i - odwrotnie - za wyzysk mas przez socjalizm, i - w niemałym stopniu - za jego własne, Hitlera, niepowodzenia.

Tak więc odkryłem w końcu, kim są te złe duchy, które sprowadzają nasz naród na manowce... Odpowiednio też wzrosła moja miłość do mego narodu. Czyż można winić nieszczęsne ofiary, gdy się zważy, z jaką szatańską zręcznością działają ci źli doradcy?... Im bliżej poznawałem Żydów, tym łatwiej było mi usprawiedliwić robotników25.

Hitler szybko nabrał przekonania, że za tym wszystkim stoi żydowska, światowa konspiracja, która zmierza do podporządkowania Żydom aryjskich narodów, jako akt zemsty za własną niższość. Jej celem jest osłabienie narodu przez wywoływanie konfliktów klasowych i tworzenie różnic socjalnych, atakowanie wartości ras, bohaterstwa, walki i autorytatywnych rządów na rzecz fałszywego internacjonalizmu, humanitaryzmu, pacyfizmu i materialistycznych ideałów demokracji.

Żydowska doktryna marksizmu odrzuca arystokratyczną zasadę natury, zastępując ją - i odwieczny przywilej siły i energii - liczebnością mas i ich martwą wagą. Tak więc odmawia człowiekowi indywidualnej wartości, nie uznaje znaczenia narodowości i rasy, przez co pozbawia ludzkość fundamentalnej podstawy jej bytu i kultury26.

W oczach Hitlera nierówność jednostek i ras była jednym z praw natury. Ten biedak, często przymierający głodem, bez pracy, rodziny i domu, uparcie czepiał się wiary, która podtrzymywała jego pretensje do własnej wyższości. Zdawało mu się, że z prawa przynależy do nadludzi. Propagowanie równości zagrażało jego wierze, która pozwalała mu się utrzymać na powierzchni; wierze, że jest czymś lepszym niż robotnicy, włóczędzy, Żydzi i Słowianie, o których ocierał się na ulicy.

Hitlerowi nie była potrzebna żadna demokratyczna zdobycz: ani wolność słowa i prasy, ani parlament. W pierwszym okresie swego pobytu w Wiedniu czasami chodził na sesje Reichsratu, reprezentatywnego zgromadzenia austriackiej połowy cesarstwa; w Mein Kampf poświęca nawet piętnaście stron na wyrażenie pogardy wobec tego, co widział. Demokracja parlamentarna sprowadza rządzenie do politycznego szachrajstwa, premiuje przeciętność, jest wroga idei wodzostwa, zachęca do unikania odpowiedzialności i poświęca decyzje partyjnym kompromisom. "Większość reprezentuje nie tylko ignorancję, ale i tchórzostwo... Większość nigdy nie zastąpi człowieka"27.

Hitlera przez całe życie gniewały dyskusje. W dysputach, w które się wdawał po przytułkach lub kawiarniach, nie panował nad sobą, gdy spotkał się z odmiennym zdaniem. Zaczynał wtedy krzyczeć i rozhisteryzowany miotał obelgi na oponentów. W ten sam nieopanowany sposób reagował na wszelki sprzeciw, gdy już zdobył pełnię władzy. Ten autorytatywny temperament rozwijał się w miarę sprawowania władzy, ale jego zarodki tkwiły już w Hitlerze, kiedy miał lat dwadzieścia: instynkt tyranii.

***

Dla Hitlera wiara w równość ras była jeszcze większą zbrodnią niż wiara w równość ludzi. Już w szkole był zagorzałym niemieckim nacjonalistą. W Austro-Węgrzech znaczyło to jeszcze więcej niż w samych Niemczech, a w fanatycznym charakterze nacjonalizmu Hitlera aż do końca odbija się jego austriackie pochodzenie.

Od wielu wieków austriaccy Niemcy grali pierwsze skrzypce w polityce i życiu kulturalnym środkowej Europy. Aż do 1871 roku nie było jednolitego państwa niemieckiego. Niemcy żyli pod rządami różnych państewek - ­Bawarii, Prus, Wirtembergii, Hanoweru, Saksonii - luźno złączonych w Święte Cesarstwo Rzymskie, a potem, po roku 1815, w Związek Niemiecki. Austria zarówno w Cesarstwie Rzymskim, jak i w Związku Niemieckim cieszyła się tradycyjną hegemonią, jako kierująca niemiecka potęga. W połowie XIX wieku ciągle jeszcze Wiedeń, nie Berlin, uchodził za pierwsze z niemiec­kich miast. Co więcej, Habsburgowie nie tylko zajmowali dominujące stanowisko wśród innych niemieckich władców, ale panowali także nad rozległą krainą i wieloma różnymi ludami.

Z obu tych powodów wiedeńscy i austriaccy Niemcy, którzy identyfikowali się z Habsburgami, uważali się za rasę panów, korzystającą z politycznych przywilejów i chełpiącą się tradycją kulturalną, jakiej tylko niewiele europejskich narodów mogło dorównać.

W drugiej połowie XIX wieku rzucono wyzwanie temu stanowisku, a później je podminowano.

Pod egidą Prus Związek Niemiecki przekształcił się w jednolite państwo, z którego wyeliminowano Niemców austriackich. W roku 1866 Prusy pobiły Austrię pod Sadową i nowe niemieckie państwo, ze stolicą w Berlinie, wciąż zyskujące na znaczeniu, zajęło pierwsze miejsce, które dawniej wśród niemiec­kich państewek zajmowały Austria i Wiedeń.

Jednocześnie dominacja Niemców w cesarstwie Habsburgów została silnie podważona, początkowo przez Włochów, którzy zdobyli sobie niepodległość w latach sześćdziesiątych, potem przez Węgrów, którym przyznano równouprawnienie w roku 1867, i w końcu przez Słowian. U Słowian i u innych ludów, podporządkowanych cesarstwu, to domaganie się równouprawnienia szło wolniej niż u Węgrów i rozwijało się nierówno. Niemcy gorąco mu się sprzeciwiali, zwłaszcza na terenie Czech i Moraw, zamieszkanych przez Czechów, Słowian najbardziej zaawansowanych w rozwoju. Te narodowe konflikty dominowały w polityce austriackiej od roku 1870 aż do rozpadu cesarstwa w roku 1918.

W tym konflikcie Hitler nie uznawał ustępstw. Niemcy muszą rządzić cesarstwem, przynajmniej jego austriacką połową, za pomocą autorytatywnej i scentralizowanej władzy. Musi być tylko jeden obowiązujący język - niemiec­ki, a szkół i wyższych zakładów naukowych należy użyć do "wszczepiania poczucia wspólnoty narodowej", co jest dosyć mętnym określeniem germanizacji. Reichsrat, zgromadzenie narodowe, w którym Niemcy (stanowiący tylko 35 procent całej ludności Austrii) byli stale w mniejszości, należy rozwiązać. Tu leżał powód szczególnej nienawiści do partii socjaldemokratycznej, która nie chciała przyjąć pangermańskiego nacjonalistycznego kierunku i zamiast tego propagowała konflikty klasowe ze szkodą dla jedności narodowej.

We wrześniu 1938, w czasie kryzysu sudeckiego, Hitler powiedział w wywiadzie prasowym:

Czesi nie mają żadnych cech charakterystycznych dla narodu ani z punktu widzenia etnologicznego, strategicznego, ekonomicznego, ani językowego. Oddanie rządów nad mniejszościami należącymi do takich ras jak Niemcy, Polacy i Węgrzy, z ich tysiącletnią kulturą, garstce intelektualnie niżej stojących Czechów, było dziełem szaleństwa i ignorancji28.

Z tym poglądem Hitler zapoznał się w Austrii jeszcze przed rokiem 1914 i w gruncie rzeczy cały kryzys czeski w latach 1938-1939 był tylko częścią starego sporu, sięgającego korzeniami w głąb dziejów imperium Habsburgów, z którego wywodził się Hitler.

Jeszcze bardziej rzuca się w oczy austriackie pochodzenie Hitlera w okresie Anschlussu, czyli włączenia Austrii do Niemiec, którego dokonał on na początku 1938 roku. Jeszcze na długo przed rokiem 1914 ekstremistyczny odłam austriackich Niemców otwarcie zaczął mówić o zerwaniu z imperium Habsburgów i przyłączeniu niemieckiej części Austrii do cesarstwa niemiec­kiego. Polityka Habsburgów wobec konfliktów narodowościowych, które dzieliły ich ludy, była chwiejna i niepewna. Pangermańskim ekstremistom wydawało się to zdradą niemieckiej sprawy. W Mein Kampf Hitler pyta:

Jak można pozostawać wiernym poddanym domu Habsburgów, którego cała przeszłość i obecne postępowanie dowodzi stałej i ciągłej gotowości do zdrady interesów niemieckiego narodu?... Niemiec-Austriak czuje w głębi swej duszy, że historyczna misja domu Habsburgów dobiegła końca... Dlatego z zadowoleniem witałem każdy ruch, który mógł doprowadzić do rozpadu tego absurdalnego państwa, tego babilońskiego imperium, które obrało sobie za cel stłumienie germańskich cech w dziesięciu milionach ludzi. Taki rozpad bowiem oznaczałby uwolnienie moich niemieckich Austriaków, którzy dopiero wtedy mogliby powrócić na łono swojej ojczyzny29.

Kiedy po dokonanym Anschlussie i spełnionym nareszcie marzeniu o Wielkich Niemczech, których Bismarck sobie nie życzył, Hitler znów przyjechał do Wiednia, rzekł tam w niekłamanym uniesieniu: "Wierzę, że to Bóg wysłał stąd młodzieńca do Rzeszy, by tam mógł doróść, i że to On go wydźwignął na wodza narodu, aby przywiódł swoją Ojczyznę z powrotem do Rzeszy"30.

W marcu 1938 roku kanclerz Niemiec, Austriak z pochodzenia, odwrócił decyzję Bismarcka, kanclerza Niemiec, Prusaka z pochodzenia, który w sześćdziesiątych latach XIX wieku wykluczył austriackich Niemców z nowej Rzeszy Niemieckiej. Niewola babilońska dobiegła końca.

IV

Idee polityczne, którymi nasiąkł Hitler w Wiedniu, i jego program nie miały w sobie nic nowego: były po prostu odbiciem radykalnej, pangermańskiej, brukowej polityki i obiegowych frazesów zaczerpniętych z antysemickiej i ultra­nacjonalistycznej prasy. Oryginalność ich polega na hitlerowskim ujęciu zagadnienia, jak kreować masowy ruch i zapewnić sobie władzę na podstawie tych idei. Także i tu Hitler, choć nie brał udziału w życiu politycznym, dużo zawdzięcza obserwacjom poczynionym w ciągu lat spędzonych w Wiedniu.

Interesowały go trzy partie: partia austriackich socjaldemokratów, pangermańska partia nacjonalistów Georga von Schönerera i chrześcijańsko-społeczna partia Karla Luegera. Od socjaldemokratów wziął Hitler ideę partii mas i masowej propagandy. W Mein Kampf opisuje wrażenie, jakie wywarł na nim widok "niezliczonych szeregów wiedeńskich robotników maszerujących czwórkami w masowej demonstracji. Stałem prawie przez dwie godziny, z zapartym tchem patrząc na straszliwego, ludzkiego smoka, który powoli przetaczał się przede mną"31.

Studiując socjaldemokratyczną prasę i przemówienia partyjne, Hitler doszedł do wniosku, że:

...na psychikę mas działa tylko to, co mocne i bezkompromisowe... Masom bardziej odpowiada władca niż petent, a większe wewnętrzne zadowolenie daje im nauka, która nie znosi rywala, niż przyznanie liberalnej wolności. Nie wiedzą, co z nią robić, i dlatego gotowe są przypuszczać, że zostały opuszczone. Natomiast prawie nie wstydzą się, gdy się je terroryzuje intelektualnie, i ­niemal nie zdają sobie sprawy z faktu, że ich ludzka wolność jest bezwstydnie nadużywana... Zrozumiałem więc, że fizyczny terror ma znaczenie zarówno wobec mas, jak i wobec jednostki... bo sukcesy, jakie się w ten sposób osiąga, są przez zwolenników przyjmowane za triumfalną oznakę słuszności ich własnej sprawy, podczas gdy zwyciężeni oponenci bardzo często tracą wiarę w skuteczność dalszego oporu32.

Od Schönerera zapożyczył Hitler skrajny niemiecki nacjonalizm, jego wrogość do socjalizmu, antysemityzm, nienawiść do Habsburgów i program przyłączenia się do Niemiec. Ale dużo nauczył się też na taktycznych błędach Schönerera i nacjonalistów. Zdaniem Hitlera Schönerer zrobił trzy kardynalne błędy.

Nacjonaliści nie docenili wagi problemów socjalnych, zlekceważyli masy pracujące, całą uwagę kierując na klasę średnią. Tracili energię na utarczki w parlamencie i nie zdołali objąć przewodnictwa nad ruchem masowym. W końcu popełnili błąd, atakując Kościół katolicki, i rozproszyli swoje siły, zamiast je skoncentrować.

Sztuka przewodzenia - pisze Hitler - polega na skoncentrowaniu uwagi tłumu na jednym przeciwniku i na przypilnowaniu, aby nic tej uwagi nie rozproszyło... Genialny wódz potrafi przedstawić różnych przeciwników tak, jakby należeli do tej samej kategorii33.

***

Dopiero w trzeciej partii, chrześcijańsko-społecznej, i w jej znakomitym przywódcy, Karlu Luegerze, znalazł Hitler wspaniały przykład zrozumienia politycznej taktyki, którego brak uniemożliwiał powodzenie nacjonalistom. Lueger sam potrafił zrobić się burmistrzem Wiednia - stanowisko, które pod wieloma względami było najważniejszym obieralnym stanowiskiem w Austrii - a chrześcijańscy socjaliści pod jego przywództwem stali się około 1907 roku najsilniejszym stronnictwem w austriackim parlamencie. Hitlerowi wiele rzeczy nie podobało się w programie Luegera. Jego anty­semityzm wynikał ze względów religijnych i ekonomicznych, a nie rasowych ("Ja decyduję, kto jest Żydem" - powiedział kiedyś). Poza tym Lueger odrzucał też nieugięty nacjonalizm partii pangermańskiej, dążąc do zachowania i wzmocnienia państwa Habsburgów z jego mieszaniną narodowości. Ale w swym podziwie dla zdolności wodzowskich Luegera Hitler gotów był nawet to mu wybaczyć.

Siła stronników Luegera opierała się na wiedeńskim drobnomieszczaństwie: małych kupcach i małych przemysłowcach, na rzemieślnikach, niższych urzędnikach i miejskich funkcjonariuszach. "Większą część tej politycznej aktywności poświęcał on - pisze Hitler - zdobyciu wpływu na ten odłam ludności, której egzystencja była zagrożona"34.

W parę lat potem Hitler wykazał wspaniałe zrozumienie roli, jaką ta ­klasa odgrywała w niemieckiej polityce. Lueger od samego początku pojął, jak wielkie znaczenie mają problemy socjalne i odwoływanie się do mas. "Liderzy tej partii doceniali wartość propagandy na wielką skalę i byli prawdziwymi mistrzami w podniecaniu instynktów szerokich mas swoich wyborców"35.

W końcu, zamiast kłócić się z Kościołem, Lueger uczynił z niego swego sprzymierzeńca i w pełni wykorzystał tradycyjną lojalność ludu wobec korony i ołtarza. W zdaniu, które znów łączy się z jego późniejszą karierą, Hitler mówi: "Bez wahania przyjmował wszystkie dostępne środki, aby tylko pozyskać sobie poparcie od dawna istniejących instytucji, po to, żeby z tych starych źródeł władzy wyciągnąć wszystkie możliwe korzyści dla swojego ruchu"36.

W następnych słowach wyciągnął wnioski z porównania między Schonererem i Luegerem:

Gdyby partia chrześcijańsko-społeczna przy swoim przenikliwym osądzie wartości mas ludowych właściwie oceniła też problem rasowy - który został właściwie ujęty przez ruch pangermańśki - i gdyby ta partia była naprawdę partią nacjonalistyczną lub gdyby, z drugiej strony, przywódcy partii pangermańskiej, w uzupełnieniu swojej słusznej oceny problemu żydowskiego i idei nacjonalistycznej, wykazali praktyczny rozum chrześcijańskich socjalistów, a zwłaszcza ich postawę wobec socjalizmu - wtedy powstałby ruch, który korzystnie wpłynąłby na los Niemiec37.

Mamy więc tutaj pomysł partii, która byłaby zarazem narodową i socjalistyczną. Zdanie to napisał Hitler w kilkanaście lat po wyjeździe z Wiednia i przesadzilibyśmy, sądząc, że już jasno sformułował sobie idee, które ujął w Mein Kampf w latach dwudziestych. Niemniej jednak, kiedy opuszczał Wiedeń, miał już ukształtowaną większą część poglądów, z których korzystał, i do końca też zachował znamię swojego austriackiego pochodzenia.

V

Hitler na dobre opuścił Wiedeń wiosną 1913 roku. Miał wtedy dwadzieścia cztery lata, był niezgrabny i zamknięty w sobie, a usposobienie miał zmienne; przenikały go jednak namiętna nienawiść i fanatyzm, które od czasu do czasu uzewnętrzniały się w burzliwym potoku słów. Lata niepowodzeń nagromadziły w nim olbrzymi zapas złości, ale nie osłabiły wiary we własną wyższość.

W Mein Kampf Hitler pisze, że opuścił Wiedeń wiosną 1912 roku, ale raporty wiedeńskiej policji podają, że mieszkał tam do maja 1913 roku. ­Hitler w swojej książce tak niedbale odnosi się do dat i faktów, że ten późniejszy termin wydaje się słuszniejszy. Wymijająco też pisze o powodach, które skłoniły go do wyjazdu. Ogólnie tylko wspomina o swojej niechęci do Wiednia i sytuacji w Austrii:

Moja wewnętrzna niechęć do państwa Habsburgów zwiększała się z dnia na dzień... Ta pstrokacizna Czechów, Polaków, Węgrów, Rusinów, Serbów i Kroatów, i zawsze ten bakcyl, który jest rozpuszczalnikiem każdego społeczeństwa - Żydzi, tu, tam i wszędzie - to całe widowisko było dla mnie odrażające... Im dłużej żyłem w tym mieście, tym silniejsza stawała się moja nienawiść do tego przypadkowego zbiorowiska obcych narodów, które zaczynało się już tuczyć na prastarym łonie niemieckiej kultury. Wszystkie te rozważania wzmagały tylko pragnienie wyjazdu do tego kraju, za którym moje serce tajemnie tęskniło od wczesnej młodości. Miałem nadzieję, że któregoś dnia wyrobię sobie markę dobrego architekta i że będę mógł wszystkie zdolności poświęcić mojej ojczyźnie. Ostatnim powodem było to, że miałem nadzieję znaleźć się wśród ludzi żyjących i pracujących w kraju, z którego powinien był wyjść ruch zmierzający do spełnienia tego, czego pragnąłem zawsze w głębi serca: połączenia się kraju, w którym się urodziłem, z naszą wspólną ojczyzną - państwem niemieckim38.

Możemy być pewni, że to wszystko jest dosyć prawdziwe, ale nie tłumaczy nam, dlaczego pewnego dnia Hitler zdecydował się pójść na dworzec, kupić bilet i nareszcie porzucić miasto, które w końcu znienawidził.

Bardziej prawdopodobnego wytłumaczenia możemy się dopatrywać w tym, że chciał on uniknąć służby w wojsku, od której się uparcie uchylał, od 1910 roku począwszy. Policja zaczęła się już tym interesować, toteż być może uważał, że lepiej zrobi, wynosząc się za granicę. Odnaleziono go jednak w Monachium i nakazano mu stawić się przed komisją poborową w Linzu39. Znamy jego korespondencję z władzami w Linzu. Tłumaczenia Hitlera, z ich połowiczną prawdą, kłamstwami, wykrętami i charakterystycznym już pomieszaniem bezczelności z chytrością, są jak gdyby początkiem długiego ciągu podobnych "tłumaczeń", które świat zdążył już zbyt dobrze poznać. Hitler zaprzecza, jakoby opuścił Wiedeń, aby uchylić się od poboru, i powołując się na brak środków, prosi, aby mu pozwolono stawić się przed komisją w Salzburgu, do którego ma bliżej niż do Linzu. Uzyskał na to zgodę i 5 lutego 1914 roku istotnie stawił się w Salzburgu. Uznano go jednak ze względu na słabe zdrowie za niezdolnego do służby frontowej i pozafrontowej, i na tym się skończyło. Ale po wkroczeniu Niemców do Austrii w 1938 roku Gestapo usilnie poszukiwało w Linzu dokumentów związanych z tą sprawą i Hitler był wściekły, gdy nic nie znaleziono.

A więc w maju 1913 roku Hitler przekroczył granicę niemiecką i przeniósł się do Monachium. Zamieszkał przy rodzinie krawca, Poppa, na Schleissheimerstrasse, w ubogiej dzielnicy w pobliżu koszar. Spoglądając wstecz, Hitler nazywa ten okres "stanowczo najszczęśliwszym okresem w moim życiu... Polubiłem to miasto bardziej od wszystkich znanych mi miejsc. Niemieckie miasto. Jakże odmienne od Wiednia"40.

Można wątpić, czy odzwierciedla to jego uczucia z okresu pobytu w Monachium. Żył wówczas jak i przedtem. Jego niechęć do ciężkiej pracy i stałego zatrudnienia przeszła w zwyczaj. Żył z dnia na dzień, malując szyldy i reklamy lub kicze dla domokrążców. Był stale bez pieniędzy. Mimo swojego entuzjazmu wobec architektury i obrazów w monachijskich mu­zeach nawet o krok nie posunął się w karierze artysty od dnia, kiedy go nie przyjęto do Akademii w Wiedniu. Zdaje się, że w nowym otoczeniu zupełnie już utracił kontakt z rodziną i zawarł mało przyjaźni - jeżeli w ogóle je zawarł.

***

Z mętnego obrazu, jaki maluje ta nieliczna grupka ludzi, którzy znali Hitlera w Monachium, raz jeszcze wyłania się przed nami sylwetka człowieka żyjącego w świecie własnej fantazji. Hitler robi nadal wrażenie osobnika niezrównoważonego i dziwaka, który bezustannie rozmyśla i mamrocze coś sam do siebie na temat swojej szaleńczej teorii o wyższości ras, antysemityzmie i antymarksizmie, by nagle wybuchnąć w gwałtownym, sarkastycznym przemówieniu. Dużo czasu spędzał w kawiarniach i piwiarniach, rozczytując się w gazetach i rozprawiając o polityce. Pani Popp, gospodyni Hitlera, przedstawia go jako wielkiego połykacza książek, o czym on sam zresztą nieraz stara się nas przekonać w Mein Kampf. Nigdzie jednak nie znajdujemy żadnej wskazówki, z której byśmy się dowiedzieli, co czytał. Nietzsche, Houston Stewart Chamberlain, Schopenhauer, Wagner, Gobineau? Może. Jednakże własny komentarz Hitlera na temat jego lektur jest wielce pouczający:

Czytanie ma dla mnie pewnie inny sens niż dla przeciętnej kategorii naszych tzw. intelektualistów. Znam ludzi, którzy czytają bez końca, książkę po książce, strona po stronie... Oczywiście mają duży zasób wiadomości, ale... nie potrafią odróżnić, co w książce jest dla nich pożyteczne, a co bezużyteczne, i jedno zatrzymać w umyśle, drugiego zaś, gdy można, wcale nie dostrzec... Czytanie nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem wiodącym do celu... Ktoś, kto uprawia sztukę czytania, od razu odróżni w książce, dzienniku czy broszurze, co warte jest zapamiętania, bo odpowiada osobistej potrzebie albo też ma ogólnonaukową wartość41.

Jest to więc obraz człowieka o ograniczonych horyzontach, czytającego tylko po to, by potwierdzić sobie to, w co wierzy, i ignorującego wszystko, co nie pasuje do z góry ustalonego schematu.

W przeciwnym razie - pisze Hitler - z tego całego czytania wyniknie tylko gmatwanina chaotycznych poglądów... Taki człowiek nigdy nie zdoła wy­korzystać zdobytych wiadomości w sprzyjającej do tego chwili, albowiem wypo­sażenie jego umysłu nie jest tak uporządkowane, aby sprostać wymogom ­codziennego życia42.

Hitler mówi prawdę, pisząc: "Od tego czasu (tzn. od okresu wiedeńskiego) tylko nieznacznie rozszerzyłem moje założenia i niczego w nich nie zmieniłem"43.

***

Hitler w pełni zachował swoje namiętne zainteresowanie dla polityki. Oburzała go obojętność mieszkańców Monachium na sytuację Niemców w Austrii i ich ignorancja pod tym względem. Od 1879 roku oba państwa, Cesarstwo Niemieckie i monarchia Habsburgów, złączone były sojuszem wojskowym, na którym opierała się cała zagraniczna polityka Niemiec aż do porażki w 1918 roku. Hitler czuł, że to jest powodem, dla którego większość Niemców nie chce słuchać jego przesadnych relacji o "rozpaczliwym" położeniu austriackich Niemców w narodowych konfliktach wewnątrz Austrii.

Jego obiekcje w stosunku do przymierza niemiecko-austriackiego były dwojakiego rodzaju: paraliżowało ono Austriaków w ich sprzeciwianiu się temu, co uważał za rozmyślną antyniemiecką politykę Habsburgów, a jednocześnie dla Niemiec oznaczało niebezpieczne zobowiązanie się do przyjścia z pomocą państwu, które - jak był przekonany - stało na progu dezintegracji. Hitler zgodziłby się z poglądem Ludendorffa wyrażonym w jego pamiętnikach:

Jakiś Żyd w Radomiu powiedział kiedyś jednemu z moich oficerów, że nie może zrozumieć, jak mocne i witalne Niemcy mogły się sprzymierzyć z podobnym trupem. Miał rację44.

Kiedy 28 czerwca 1914 roku serbscy studenci zamordowali w Sarajewie arcyksięcia Ferdynanda, Hitler w pierwszej chwili nie wiedział, co o tym myśleć, bo w jego oczach arcyksiążę, następca tronu monarchii Habsburgów, bardziej niż kto inny ponosił winę za politykę ustępstw wobec słowiańskiej ludności Austrii, co budziło obawę wśród niemieckich nacjonalistów w tym państwie. Ponieważ jednak dalszy rozwój wypadków zapowiadał wybuch wojny europejskiej, Hitler odrzucił na bok swoje wątpliwości. Austria będzie musiała walczyć i nie będzie mogła, jak zawsze się tego obawiał, zdradzić swego sojusznika - Niemiec. W każdym razie:

...wierzyłem, że nie będzie to wojna o to, by Austria uzyskała zadośćuczynienie od Serbii, lecz walka Niemiec o ich własną egzystencję: o być albo nie być narodu niemieckiego, o jego wolność i przyszłość... Dla mnie, jak dla każdego Niemca, zaczynał się teraz najbardziej pamiętny okres życia. Wobec tej olbrzymiej walki cała przeszłość odeszła w zapomnienie45.

Hitler miał jednak inne, bardziej osobiste powody do takiego zadowolenia. Wojna oznaczała dla niego coś więcej niż okazję do wyrażenia swego nacjonalistycznego zapału; pozwalała mu zapomnieć o frustracji, o wszystkich niepowodzeniach i urazach, jakie się w nim nagromadziły w ciągu ostatnich sześciu lat. Pozwalała mu w podniecającej i ciepłej atmosferze zdyscyplinowanego, zwartego życia zbiorowego znaleźć ucieczkę od napięcia i niezadowolenia, które towarzyszą życiu samotnej osobowości. Mógł teraz zidentyfikować się z potęgą i celami olbrzymiej organizacji.

Wojna 1914 - pisze Hitler w Mein Kampf - z pewnością nie była narzucona masom: naród jej sobie nawet życzył. - Uwaga, która ilustruje przynajmniej stan jego umysłu. - Dla mnie te godziny nadeszły niby wyzwolenie od rozpaczy, jaka ciążyła nade mną od lat młodzieńczych. Nie wstydzę się dziś przyznać, że uniesiony entuzjazmem upadłem na kolana, by z głębi serca podziękować Niebiosom za ich łaskę, za to, że pozwoliły mi żyć w takich czasach46.

1 sierpnia Hitler stał w rozradowanym, śpiewającym tłumie, który zebrał się na Odeonsplatz, by wysłuchać proklamacji wypowiadającej wojnę. Na przypadkowej fotografii, która się zachowała, wyraźnie można dojrzeć jego twarz i podniecone, rozradowane oczy. Jest to twarz człowieka, który nareszcie się odnalazł. W dwa dni później w petycji adresowanej do króla Bawarii, Ludwika III, poprosił o przyjęcie go, mimo austriackiego poddaństwa, do któregoś z bawarskich pułków. Jego prośba została uwzględniona. "Drżącymi rękami otworzyłem kopertę z odpowiedzią; brak mi słów, aby opisać radość, jaka mnie ogarnęła... Po paru dniach nosiłem już mundur, którego nie zdjąłem prawie przez sześć lat"47.

***

Wraz z wieloma innymi ochotnikami wcielono go do I kompanii 16 bawarskiego rezerwowego pułku piechoty, znanego jako List Regiment, od nazwiska pierwszego dowódcy. Innym ochotnikiem w tym samym pułku był Rudolf Hess, a pisarzem pułkowym - starszy sierżant Max Amann, późniejszy dyrektor administracyjno-handlowy partyjnego pisma i partyjnych wydawnictw. Po przeszkoleniu rekruckim w Monachium i po kilkutygodniowym pobycie w Lechfeld, 21 października wszyscy oni odjechali wraz z pułkiem na front.

Po dwóch dniach dotarli do Lille, skąd wysłano ich na pierwszą linię jako wsparcie dla 6 bawarskiej dywizji w VI armii bawarskiego następcy tronu Ruprechta. Chrzest ogniowy przeszedł Hitler w jednej z najbardziej zaciętych i decydujących walk: w pierwszej bitwie pod Ypres, kiedy to Brytyjczykom udało się powstrzymać potężną próbę Niemców przedarcia się do kanału La Manche. Przez cztery dni pułk, w którym służył Hitler, był w najgęstszym ogniu, walcząc z Brytyjczykami w okolicy Becelaere i Gheluvelt. W liście wysłanym do swego dawnego gospodarza, Herr Poppa, Hitler donosi, że kiedy ich wycofano z pierwszej linii na wypoczynek do Werwick, z 3500 ludzi w pułku po czterodniowej walce pozostało tylko 600. Ocalało zaledwie 30 oficerów, a cztery kompanie trzeba było rozwiązać.

Przez całą wojnę Hitler służył jako Meldeganger, czyli goniec, którego zadanie polegało na przenoszeniu rozkazów i meldunków z i do dowództwa kompanii i dowództwa pułku. Jego najbliższymi przyjaciółmi w tym czasie byli Ernst Schmidt - jedno ze źródeł informacji o tym okresie życia Hitlera - i drugi Meldeganger, Bachmann, który później poległ w Rumunii. Mimo to Hitler nie siedział w okopach, niewątpliwie miał niebezpieczną funkcję i większą część tych czterech lat spędził na froncie lub na najbliższych tyłach.

W roku 1915, po okresie postoju w Tourcoing, pułk Lista przerzucono w pobliże Neuve Chapelle, naprzeciw pozycji zajmowanej przez Brytyjczyków. W 1916 pułk wziął udział w krwawych walkach nad Sommą i w październiku znalazł się w pobliżu Bapaume. Tu 7 października raniono Hitlera w nogę i potem ewakuowano go w głąb Niemiec, dokąd pojechał po raz pierwszy od blisko dwóch lat.

Po pobycie w szpitalu w Beelitz, niedaleko Berlina, i w Monachium, w batalionie rezerwowym swego pułku, Hitler, już jako starszy szeregowiec, wrócił na początku marca 1917 roku na front akurat w samą porę, by uczestniczyć w późniejszych etapach walk pod Arras i na wiosnę w trzeciej bitwie pod Ypres. Po dwumiesięcznym wypoczynku w Hochstadt w Alzacji pułk na zimę znów wysłano na pierwszą linię, nad rzekę Aisne. Wiosną roku 1918 Hitler z resztkami pułku ruszył naprzód w ostatniej, wielkiej niemieckiej ofensywie.

W październiku 1918 roku List Regiment znalazł się z powrotem w pobliżu Werwick, na południe od Ypres. W nocy z 13 na 14 wojska brytyjskie użyły na tym odcinku gazów. Dosięgły one Hitlera na wzgórzu na południe od Werwick, atakując mu wzrok. Kiedy dostał się na tyły do dowództwa pułku, zaniewidział. Rano 14 października, jeszcze nie odzyskawszy wzroku, całkiem się załamał i został odstawiony do szpitala w Pasłęku. Tam zastały go koniec wojny i kapitulacja Niemiec 11 listopada 1918 roku.

VI

Jakim żołnierzem był Hitler? Już w grudniu 1914 roku odznaczono go Żelaznym Krzyżem drugiej klasy, a gdy w marcu 1932 roku wytoczył proces gazecie, która zarzuciła mu tchórzostwo, jego dawny dowódca, podpułkownik Engelhardt, z uznaniem mówił o jego odwadze w listopadowych walkach roku 1914, kiedy pułk po raz pierwszy znalazł się w ogniu. Znacznie ciekawsza jest sprawa Żelaznego Krzyża pierwszej klasy, odznaczenia niezwykłego dla gefrajtra, który nadano Hitlerowi w roku 1918. Na temat czynu, który mu przyniósł to odznaczenie, mamy różne i nieprawdopodobne relacje. Otrzymał krzyż 4 sierpnia 1918 roku, ale dotyczył on okresu między jesienią 1915 i latem 1918 roku. Według jednego ze świadków Hitler miał sam jeden wziąć do niewoli piętnastu (inni mówią o dziesięciu lub dwunastu) Francuzów. Drugi świadek twierdzi, że byli to Anglicy. Jednakże w oficjalnej historii pułku nie znajdujemy żadnej wzmianki o tym czynie. Tak czy owak było to odznaczenie, z którego był dumny i które stale nosił, gdy został kanclerzem.

Fakt, że mimo długiej służby i braku oficerów pod koniec wojny Hitler nigdy nie awansował powyżej stopnia gefrajtra, budził zdziwienie i był nawet szeroko komentowany w niemieckiej prasie przed rokiem 1933. Nie mamy dowodu, że Hitler ubiegał się o awans lub pragnął zostać podoficerem, a cóż dopiero oficerem. Zdaje się, że był zadowolony z tego, co robił. Możliwe też, że w awansie przeszkadzało mu jego dziwactwo. Hans Mend, kolega pułkowy Hitlera, pisze o nim, że był to "dziwny facet. Siedział zwykle w rogu naszej kantyny z głową w dłoniach, głęboko zamyślony. Nagle zrywał się i biegając po pokoju, mówił z podnieceniem, że mimo naszych ciężkich dział nie wygramy wojny, bo ukryty wróg narodu niemieckiego jest jeszcze bardziej groźny od najcięższych dział nieprzyjaciela". Ten wybuch prowadził do ataku na marksizm i na Żydów, w dawnym stylu wiedeńskiego przytułku. Mend opowiada, że kiedy indziej "siedział w kącie w hełmie na głowie, pogrążony w zadumie, i żaden z nas nie mógł go wyrwać z tej apatii"48.

Koledzy, mimo że darzyli go pewną sympatią, czuli, że nie podziela on ani ich gustów, ani stosunku do wojny. Nie dostawał żadnych listów ani paczek z domu, nie zabiegał o urlopy i nie interesował się kobietami. Milczał, gdy inni robili przypuszczenia, ile czasu wypadnie im spędzić w okopach, lub gadali o trudach wojennych. "Klęliśmy go i uważaliśmy, że jest nieznośny. Był czarną owcą wśród nas, bo nie podzielał naszego zdania, gdy przeklinaliśmy wojnę"49.

Twarz Hitlera na nielicznych zdjęciach z tego okresu, poważna i blada, przedwcześnie postarzała, i oczy wpatrzone przed siebie wydają się potwierdzać to zdanie. Hitler brał wojnę poważnie, czuł się osobiście odpowiedzialny za to, co się dzieje, i identyfikował się z klęską lub powodzeniem niemieckiego oręża. Nie były to zalety budzące sympatię, ale z pewnością nie dyskwalifikowały go jako żołnierza, co najmniej równie dzielnego jak każdy inny i znacznie bardziej uświadomionego.

Wiele lat później Hitler będzie często wspominał to "zdumiewające wrażenie, jakie wojna na mnie robiła, owe największe ze wszystkich doświadczeń, bo heroiczne zmagania się naszego narodu w druzgocący sposób dowiodły, że osobisty interes - interes czyjegoś "ego" - może być podporządkowany interesowi ogółu"50. Jak wielu innych Niemców Hitler uważał, że koleżeństwo, dyscyplina i podniecenie wywołane bliskim zetknięciem się z wojną są znacznie bardziej atrakcyjne niż codzienna szarość i bezcelowość pokojowego życia. U niego to było zrozumiałe: nie miał rodziny, żony, pracy ani przyszłości, do których warto byłoby wrócić. Nigdzie od czasu wyjazdu z Linzu nie zaznał takiego ciepła i przyjaźni jak w żołnierskiej kantynie. To był jego świat: tu miał swoje bezpieczne miejsce, jakiego nigdy nie miał w Wiedniu lub w Monachium. W powojennych latach z takich dawnych żołnierzy, którzy lepiej się czuli w mundurach i w koszarach, z ludzi, którzy nie mogli dopasować się do monotonnej codzienności życia "cywila", rekrutowali się naziści, członkowie Freikorpsów** i kilkunastu ekstremistycznych partii. Wojna i jej wpływ na życie milionów Niemców należą do zasadniczych warunków, którym Hitler i naziści zawdzięczają dojście do władzy.

***

Wobec pretensji Hitlera w czasie drugiej wojny do znajomości strategii może dziwić fakt, że w Mein Kampf nie mówi on nic na temat działań wojennych. Kiedy jednak Hitler pisał swoją książkę, zbyt jeszcze zależało mu na generałach, aby dać upust tej pogardzie, jaką później im okazywał. W każdym razie przyjął konwencjonalną nazistowską tezę: armia niemiecka nie została pokonana, wojnę przegrano przez zdradę i tchórzostwo działaczy politycznych w kraju, listopadowa kapitulacja była klęską przywódców politycznych, a nie wojskowych.

Podczas pobytu w szpitalu w Beelitz i w czasie wizyty w Monachium (październik 1916-marzec 1917) Hitlera głęboko oburzył kontrast między duchem panującym w wojsku na froncie a niskim morale i brakiem dyscypliny w kraju. Spotkał się tu z łazikami wykręcającymi się od wojska, wyrzekającymi i paskującymi, z czarnogiełdziarzami i z innymi zwykłymi objawami towarzyszącymi wojnie; z prawdziwą ulgą wrócił na front. Czuł głęboką antypatię do rządu, który pozwalał na polityczne dysputy, tolerował antywojenną propagandę i strajki w czasie wojny. W Mein Kampf nie szczędzi wyrazów pogardy pod adresem posłów do parlamentu i dziennikarzy:

Wszyscy przyzwoici ludzie, jeżeli mają coś do powiedzenia, mówią to prosto w oczy swoim nieprzyjaciołom lub też, jeżeli tego nie robią, trzymają język za zębami i pełnią swój obowiązek gdzie indziej. Trzeba uciec się do bezwzględnych środków militarnych, by wykorzenić to zło. Należy rozwiązać wszystkie partie, a Reichstag przywołać do rozumu za pomocą bagnetów, jeśli zajdzie tego potrzeba. Byłoby lepiej, gdyby natychmiast rozwiązano Reichstag51.

Są to poglądy typowe dla każdego ze stowarzyszeń dawnych "żołnierzy frontowych" (Frontkämpfer), które powstały po wojnie i szukały pociechy dla swojej zranionej dumy w oskarżaniu socjalistycznych agitatorów, Żydów, paskarzy i przywódców demokratycznych o "bezwstydną zdradę" i "wbicie noża w plecy". Ale tu spotykamy się z charakterystycznym dla Hitlera nastawieniem, które raz jeszcze wykazuje oryginalność jego idei, gdy tylko zahaczą one o zagadnienie politycznego przywództwa. Nie wystarcza - dochodzi do wniosku - użyć siły dla stłumienia agitacji socjalistycznej i antynarodowej, której przypisuje podkopywanie niemieckiej woli walki. "Jeżeli walka z duchową potęgą ma być prowadzona siłą, to pozostanie ona tylko defensywną bronią dopóty, dopóki ci, którzy mają siłę, sami nie staną się chorążymi i apostołami nowej, duchowej nauki... Tylko w walce między światopoglądami*** siła, stale i bezwzględnie stosowana, może przechylić szalę na swoją stronę"52. To było powodem wszystkich dotychczasowych niepowodzeń w próbach zwalczania marksizmu, łącznie z fiaskiem bismarckowskiego ustawodawstwa antysocjalistycznego. "Brakowało temu podstaw nowego światopoglądu".

Stąd zrodziła się idea nowego ruchu, będącego czymś więcej niż partia parlamentarna, ruchu, który zwalczałby socjaldemokrację jej własną bronią. Bo siła jest w masach i jeżeli odebrałoby się opanowanym przez Żydów partiom komunistycznym wpływ na ich zwolenników, to trzeba by je czymś zastąpić. Hitler doszedł do przekonania, że środkiem do tego jest propaganda, a naukę, jaką wyciągnął w Wiedniu z działalności socjaldemokratów i chrześcijańskich socjalistów Luegera, uzupełnił jeszcze obserwacjami nad powodzeniem angielskiej propagandy w czasie wojny, w porównaniu z niepowodzeniami niemieckich wysiłków w tej dziedzinie. Rozdział o propagandzie wojennej w Mein Kampf jest mistrzowskim przejawem tej psychologicznej intuicji, która dowodzi ogromnego talentu politycznego Hitlera.

***

W latach powojennych Hitler stale wygrywał dwa tematy: szarego człowieka i Nieznanego Żołnierza z pierwszej wojny. Kiedy 10 maja 1933 roku przemawiał na pierwszym kongresie niemieckich robotników w Berlinie, zapewniał ich:

Przeznaczenie w chwili jakiegoś kaprysu, a może spełniając zamiary Opatrzności, rzuciło mnie w wielkie masy prostych ludzi, w pospolity, szary tłum. Sam przez długie lata byłem robotnikiem budowlanym i musiałem zarabiać na chleb. Po raz drugi zająłem swoje miejsce w szarym tłumie jako prosty żołnierz53.

To były dwa stałe aspekty jego demagogii i, choć w nieco spaczonej postaci, odpowiadały dwóm doświadczeniom jego życia: latom spędzonym w Wiedniu i Monachium oraz latom spędzonym na froncie.

Ten okres między końcem roku 1908 a końcem 1918 zahartował Hitlera, nauczył go polegać na własnych siłach, umocnił wiarę w siebie i w potęgę własnej woli. Z tego okresu wyniósł on pokaźny zasób utrwalonych poglądów i uprzedzeń, którym z niewielkimi tylko zmianami pozostał wierny do końca życia: nienawiść do Żydów, pogarda dla ideałów demokracji, internacjonalizmu, równości i pokoju; preferowanie autorytatywnej formy rządzenia; nietolerancyjny nacjonalizm; zakorzenione przekonanie o nierówności ras i jednostek oraz wiara w bohaterskie cnoty wojny. Ale najważniejsze doświadczenie tych lat polega na stworzeniu koncepcji, jak zapewnić sobie i wykonywać polityczną władzę. Koncepcja ta, w pełni rozwinięta, otworzyła mu drogę do kariery niespotykanej w historii. Większość tego, czego się nauczył, zapadła mu w mózg, by przybrać tam konkretny kształt i wykrystalizować się później w decyzję obrania kariery politycznej. Przesłanki do takiej decyzji były już skompletowane; potrzebny był tylko gwałtowny wstrząs, aby ją przyspieszyć. Przyniosły go koniec wojny, kapitulacja Niemiec i upadek cesarstwa.

* Przypisy numerowane umieszczone są osobno.
** Nielegalne, uzbrojone bandy, charakterystyczne dla powojennego życia Niemiec i cichcem popierane przez armię w celu obejścia postanowienia o demilitaryzacji przewidzianej w traktacie wersalskim.
*** Jest to ulubione wyrażenie Hitlera, oznacza sposób widzenia świata bądź filozofię życia.
1 Mein Kampf, s. 22 (wszystkie cytaty z tej książki podane na podstawie przekładu Jamesa Murphy'ego, Londyn 1939).
2 Hitler's Table Talk, 1941-1944, Londyn 1953, s. 698-699. 7 września 1942.
3 Franz Jetzinger, Hitler's Jouth, Londyn 1958, s. 68-69.
4 Mein Kampf, s. 26.
5 Konrad Heiden, Der Führer, Londyn 1944, s. 48.
6 Mein Kampf, s. 32.
7 Ibid., s. 35.
8 Rudolf Olden, Hitler the Pawn, Londyn 1936, s. 46.
9 Ibid., s. 46.
10 Ibid., s. 50. Heiden, Der Führer, s. 61.
11 Olden, s. 51.
12 Ibid.
13 Mein Kampf, s. 32 i 116.
14 G.W. Prange, Hitler's Words, Washington 1944, s. 8. Mowa Hitlera w Kulmbach, 5 lutego 1928.
15 Ibid. Mowa Hitlera w Chemnitz, 2 kwietnia 1928.
16 Mein Kampf, s. 94.
17 Ibid., s. 83.
18 Ibid., s. 32-33.
19 Ibid., s. 39.
20 Ibid., s. 46-47.
21 Ibid., s. 55.
22 Ibid., s. 59.
23 Ibid., s. 60.
24 Ibid., s. 273.
25 Ibid., s. 63-64.
26 Ibid., s. 65-66.
27 Ibid., s. 81.
28 Wywiad z G. Wardem Price'em, ogłoszony w "Daily Mail" 19 września 1938.
29 Mein Kampf, s. 26, 91 i 44.
30 Norman Baynes, The Speeches of Adolf Hitler, Oxford 1942, t. 2, s. 1, 457. Mowa Hitlera w Wiedniu, 9 kwietnia 1938.
31 Mein Kampf, s. 47.
32 Ibid., s. 48-50.
33 Ibid., s. 110.
34 Ibid., s. 95.
35 Ibid., s. 3.
36 Ibid., s. 95.
37 Ibid., s. 113-114.
38 Ibid., s. 114-115.
39 Jetzinger, roz. 6.
40 Mein Kampf, s. 117.
41 Ibid., s. 42-43.
42 Ibid.
43 Ibid., s. 32.
44 Gen. Ludendorff, My War Memoires, Londyn 1919, t. 1, s. 117.
45 Mein Kampf, s. 146-147.
46 Ibid., s. 145.
47 Ibid., s. 147.
48 Olden, s. 70-71.
49 Heiden, Der Führer, s. 74.
50 Baynes, t. 1, s. 97. Mowa w Hamburgu, 17 sierpnia 1934.
51 Mein Kampf, s. 149-151.
52 Ibid., s. 153.
53 Baynes, t. 1, s. 862.

Rozdział 2

Lata walki

1919-1924

I

Wiadomość, że Niemcy przegrały wojnę i proszą o pokój, zaskoczyła i głęboko wstrząsnęła narodem niemieckim i armią niemiecką. Pierwsza połowa 1918 roku była widownią najbardziej efektownych w całej wojnie sukcesów armii niemieckiej. W marcu i w maju - zaledwie na parę miesięcy przed kapitulacją - Niemcy podpisały traktaty pokojowe w Brześciu Litewskim i w Bukareszcie. Każdy z nich znacznie przyczynił się do wzrostu niemieckich wpływów we wschodniej Europie. Po klęsce Rosji i Rumunii i zakończeniu wojny na dwa fronty Niemcy przystąpiły na zachodzie do największej ofensywy w tej wojnie. 21 marca 1918 roku Ludendorff rozpoczął serię ataków we Francji, zepchnął Anglików i Francuzów i tylko 40 mil dzieliło go od Paryża. Wczesną wiosną 1918 roku Niemcy wierzyli, że zwycięstwo mają już w ręku.

Szybką zmianę sytuacji, która nastąpiła w sierpniu i wrześniu, skrzętnie ukrywano przed narodem niemieckim, toteż podana dopiero na początku października 1918 roku wiadomość, że rząd poprosił o zakomunikowanie mu warunków zawieszenia broni, zaskoczyła i oszołomiła całą ludność. Liderzy partii politycznych w Reichstagu dopiero 2 października dowiedzieli się o groźnej sytuacji na froncie. Książę Maksymilian Badeński, nowy kanclerz, który miał pertraktować z aliantami, pisze w swoich pamiętnikach: "Aż do tej chwili Front Krajowy był niewzruszony... Teraz iskra przeleciała przez ludność. W Berlinie wybuchła panika"1.

W listopadzie 1918 roku armia niemiecka znalazła się w beznadziejnym położeniu. Odepchnięcie jej do Niemiec i zniszczenie były tylko kwestią czasu. Jednakże kiedy rząd podpisywał kapitulację, armia wciąż jeszcze stała na obcym terytorium i jej front na zachodzie nie został przerwany. Ponadto, choć inicjatywa zakończenia działań wyszła z Naczelnego Dowództwa, od samego Ludendorffa, fakt ten był ukrywany. Naczelne Dowództwo nie tylko zrzuciło na rząd, któremu przedtem odmawiało głosu w sprawach prowadzenia wojny, całą odpowiedzialność za jej zakończenie, ale próbowało jeszcze odciąć się od konsekwencji tej decyzji, wymuszonej na rządzie wbrew spokojniejszym sądom takich ludzi jak książę Maksymilian Badeński. Stąd powiedzenie o "nożu wbitym w plecy".

Koniec wojny przyniósł upadek cesarskiemu rządowi. Władzę, acz niechętnie, objęły stronnictwa demokratyczne Reichstagu. Na rząd spadło całe odium za podpisanie najpierw kapitulacji, a później traktatu pokojowego. Ludziom, zgorzkniałym i pozbawionym skrupułów, łatwo było twierdzić, że to socjaldemokraci wraz z partiami republikańskimi rozmyślnie doprowadzili do kapitulacji, zdradzili Niemcy, zadali armii cios w plecy, żeby dojść do władzy. Pomijano zupełnie fakt, że Rząd Tymczasowy, kierowany przez socjaldemokratów, poświęcił interesy partii i klasowe patriotycznemu obowiązkowi utrzymania jedności Niemiec w kryzysie, którego nie wywołał. To byli ci "listopadowi zbrodniarze", kozły ofiarne, których trzeba było koniecznie znaleźć po to, aby armia i nacjonaliści mogli coś uratować ze szczątków swych nadziei. Rzadko kiedy równie bezpodstawne kłamstwo zostało narzucone narodowi, a jednak ciągle je powtarzano i szaleńczo w nie wierzono, bo tylu ludzi chciało w nie wierzyć.

***

Nie ma społeczeństwa, które uchroniłoby się od gwałtownych wstrząsów i cierpień związanych z długotrwałą wojną. W Niemczech skutki wojny niewątpliwie odczuwano ciężko, zwłaszcza że doprowadziła ona do klęski nagłej i niespodziewanej. W całej środkowej i wschodniej Europie koniec wojny zaznaczył się serią rewolucyjnych zmian. Dynastie Habsburgów, Hohenzollernów i Imperium Ottomańskie odeszły w takie samo zapomnienie jak dynastia Romanowów. Polityczne i socjalne struktury krajów połowy Europy zostały wrzucone do jednego tygla. W całej Europie na wschód od Renu nadeszły czasy głębokich niepokojów, niepewności i lęku. W Niemczech, gdzie naród stanął w obliczu nowych ofiar nałożonych nań przez traktat pokojowy i reparacje, taki stan rzeczy trwał przez lat pięć, aż do końca 1923 roku. W tym okresie niepokoju i zamieszania Hitler po raz pierwszy dał się poznać jako polityk.

Reżimowi republikańskiemu zagrażała nie tylko skrajna lewica, która dążyła do rewolucji na wzór komunistycznej, ale także - a może nawet jeszcze bardziej - nieprzejednana prawica, dla której Republika była potępiona już w chwili swych narodzin. Łączono ją z kapitulacją, z tym bezwstydnym i umyślnym aktem zdrady, jak większość prawicowców zaczęła na to patrzeć. W 1919 roku rząd republikański podpisał traktat pokojowy, którego warunki budziły w Niemczech prawie powszechne oburzenie. Uważano to za nowy akt zdrady i odtąd rząd został napiętnowany mianem agenta aliantów w dziele upokorzenia i obrabowania Niemiec. Fakt, że instytucje tego rządu były demokratyczne, że cieszył się on poparciem socjaldemokratów i związków zawodowych i że lewica wysuwała żądania jeszcze bardziej radykalnych posunięć - co znajdowało wyraz w demonstracjach robotniczych, strajkach, a czasem nawet w walkach ulicznych - fakt ten zwiększał jeszcze nienawiść, z jaką skrajna prawica spoglądała na nowy reżym. Mówiono otwarcie, że lojalność wobec ojczyzny wymaga nielojalności wobec Republiki.

Podobny nastrój panował nie tylko w tych sferach, które dotąd rządziły Niemcami we własnym interesie: wśród arystokracji, fabrykantów, junkrów, wielkich przemysłowców i w korpusie oficerskim. Był on charakterystyczny nawet dla wielu oficerów czasu wojennego i dawnych frontowców, którzy oburzali się na to, co brali za niewdzięczność i zdradę ze strony Frontu Krajowego i Republiki w stosunku do Frontkämpferów. Swoje własne kłopoty - związane z brakiem pracy, utratą przywilejów oficerskich, własną nieudolnością i niechęcią przejścia od "podniecającego" wojennego życia do szarej, pokojowej egzystencji - łączyli ze stratami i upokorzeniem Niemiec, co było nieuchronną konsekwencją porażki i musiało być uwzględnione przez rząd republikański.

Tak więc zły nastrój, który jest nieuchronnym wynikiem długotrwałej wojny, znalazł odbicie w formie politycznej. Skanalizował się w walce agitacyjnej i w konspiracji skierowanych przeciwko istniejącemu ustrojowi; w walce, w której z całym spokojem stosowano gwałt i zwyczaje wyniesione z ­wojny. Nikt lepiej od Hitlera nie przedstawił owego stanu umysłu. W mowie wygłoszonej 13 lipca 1934 roku, w której usprawiedliwiał tzw. "Noc ­Długich noży"*, Hitler powiedział:

...o tych rewolucjonistach, których dawny stosunek do państwa został przekreślony wydarzeniami z 1918 roku: zostali oni wykarczowani i tym samym stracili cały szacunek unormowanego ludzkiego społeczeństwa. Stali się rewolucjonistami popierającymi rewolucję dla niej samej i chcieli w niej widzieć stan permanentny...

Wśród dokumentów, jakie z obowiązku musiałem przejrzeć w ostatnim tygodniu, natrafiłem na dziennik z notatkami człowieka, którego los w 1918 roku pchnął na ścieżkę oporu wobec prawa i który żyje dziś w świecie, gdzie prawo samo przez się wydaje się prowokować do oporu. To jest... nieprzerwane opowiadanie o konspiracji i ciągłym spiskowaniu: pozwala wejrzeć w mentalność ludzi, którzy - nie zdając sobie nawet z tego sprawy - w nihilizmie odnaleźli ostateczne potwierdzenie swojej wiary2.

Hitler wykorzystał ten nastrój niezadowolenia, którego sam był kiedyś typowym wyrazicielem.

***

Kiedy wojna skończyła się i proklamowano Republikę, Hitler był wciąż jeszcze w szpitalu w Pasłęku. Nie mógł się pogodzić zarówno z klęską Niemiec, jak i z powstaniem republiki demokratycznej, w której socjaldemokraci odgrywali czołową rolę. Nie ma powodu nie ufać jego oświadczeniu, że wstrząs związany z poddaniem się Niemiec był decydującym wydarzeniem w jego życiu.

W oczach mi pociemniało i chwiejąc się na nogach, wróciłem do mojej sali, położyłem się na łóżku i ukryłem bolącą głowę w poduszkach i kocach... Następne dni były nie do zniesienia, a noce jeszcze gorsze... W czasie tych nocy coraz bardziej rosła we mnie nienawiść do sprawców tej nikczemnej zbrodni3.

Zdawało mu się, że to, z czym się identyfikował, zostało zmiecione w wichurze wypadków, rozpętanej - o czym nie wątpił - przez tych samych Żydów, którzy zawsze dążyli do klęski i upokorzenia Niemiec.

Jak wielu innych w tłumie zdemobilizowanych mężczyzn, Hitler nagle znalazł się na bruku w czasie szalejącego bezrobocia i miał niewielkie widoki na znalezienie pracy. Dawny problem, jak żyć - na cztery lata odłożony na bok - teraz znów przed nim stanął. Charakterystycznym już dla siebie zwyczajem Hitler odwrócił się do niego plecami. "Musiałem teraz szydzić z myśli o jakiejś przyszłości, która dawniej przysparzała mi tyle zmartwienia. Czyż nie było to śmieszne myśleć o budowaniu czegoś na takim fundamencie?"4 Nie zależało mu na pracy, na znalezieniu stałego zajęcia. Ostatecznie co miał do stracenia w walącym się świecie, w którym nigdy nie mógł znaleźć sobie miejsca? Nic. I co mógł wygrać na powszechnym niepokoju, chaosie i nieporządku? Wszystko, gdyby tylko potrafił wykorzystać wypadki. Niezawodnym instynktem wyczuwał w klęsce Niemiec okazję, której wypatrywał i której jak dotychczas nie udało mu się znaleźć.

"Wtedy to niezliczone plany powstawały w mojej głowie... Niestety, każdy z nich musiał ustąpić wobec nieubłaganego faktu, że byłem całkiem nieznany, i dlatego nie miałem nawet żadnego wstępnego warunku koniecznego do skutecznej akcji"5. Niemniej jednak nie załamywał rąk. Ze zdumiewającą szczerością pisał w Mein Kampf: "Na ogół człowiek nie powinien zajmować się polityką przed trzydziestym rokiem życia"6. Dochodził wtedy do trzydziestki, czas dojrzał, a decyzja została powzięta: "Postanowiłem zabrać się do polityki".

Ale jak? Nie znajdując na to odpowiedzi, Hitler po wyjściu ze szpitala wrócił przez zdezorganizowany kraj do Monachium. Ciągle jeszcze nosił mundur, brał żołd i był na wyżywieniu wojska. W grudniu 1918 roku zgłosił się ochotniczo do służby wartowniczej w obozie jeńców w Traunstein, nad granicą austriacką. Jednakże przy końcu stycznia jeńcy powrócili do domu i obóz zlikwidowano. Hitler musiał wrócić do Monachium. Tam w ciągu paru najbliższych miesięcy znalazł odpowiedź na dręczące go pytanie.

***

Mało które miasto w Niemczech było tak podatne na zmianę nastroju i skłonne do wszelkiego rodzaju niepokojów jak Monachium; jego polityczna atmosfera była płynna i oddziaływała to w jednym, to w drugim krańcowo różnym kierunku. W czasie wojny Hitler sam dostrzegł, że niskie morale i zmęczenie wojenne silniej występowały w Monachium niż na północy. Rewolucja 1918 roku wybuchła najpierw tutaj, a dopiero potem w Berlinie; Wittelsbach, król Bawarii, był pierwszym, który abdykował. W pierwszej połowie 1919 roku gwałty polityczne były w Monachium na porządku dziennym. Kurta Eisnera, który kierował listopadową rewolucją w roku 1918, zamordowano w lutym następnego roku. Socjaldemokratyczny rząd Hoffmanna sprawował władzę tylko do 6 kwietnia, kiedy to - pod wpływem komunistycznego ustroju Béli Kuna na Węgrzech - w Monachium ogłoszono również Bawarską Republikę Radziecką. Ten zwrot trwał niecały miesiąc, a towarzyszyły mu nieustanne kłótnie, zamieszki i potworny chaos, co wywarło niezatarte wrażenie na Bawarczykach. Na początku maja regularne oddziały wojska, łącznie z ochotniczą formacją Freikorpsów, obaliły rząd komunistyczny. W fali represji, które nastąpiły, wzięto krwawy odwet i rozstrzelano wielu ludzi. Oficjalnie restytuowano rząd Hoffmanna, ale wypadki majowe oznaczały decydujący zwrot na prawo w bawarskiej polityce.

Bawarczycy, nawet po unifikacji z Niemcami, żywili tradycyjną niechęć do rządu z Prus i protestanckiego Berlina. Uczucie to po wojnie wyraziło się w żądaniu większej autonomii i nawet w separatystycznym programie kompletnego zerwania z północnymi Niemcami na rzecz katolickiej południowoniemieckiej unii z Austrią. Konstytucja Republiki Weimarskiej znacznie sprzyjała temu bawarskiemu partykularyzmowi, bo równolegle z centralnym rządem Rzeszy w Berlinie pozostawiała starym niemieckim państewkom - Bawarii, Prusom, Wirtembergii, Saksonii itp. - ich dawne państwowe rządy i zgromadzenia reprezentantów (Landtagi), które korzystały z dużej władzy, zwłaszcza w zakresie kontroli nad policją. W nieunormowanych i chwiejnych warunkach panujących w Niemczech w latach 1918-1923 rząd centralny miał słabą władzę, toteż rząd Bawarii mógł wykorzystać sytuację, w której rozporządzenia wychodzące z Berlina były respektowane tylko przy jego poparciu.

Te nienormalne stosunki przybrały jeszcze ostrzejszą formę po marcu 1920 roku, kiedy zawiodła próba obalenia siłą rządu Rzeszy w Berlinie (pucz Kappa), ale jednocześnie zamach powiódł się w Bawarii. W nocy z 13 na 14 marca 1920 roku dowódca miejscowego okręgu Reichswehry (armii regularnej), generał Arnold von Möhl, przedstawił socjaldemokratycznemu premierowi Bawarii, Johannesowi Hoffmannowi, ultimatum, co doprowadziło do powstania prawoskrzydłowego rządu, kierowanego przez Gustawa von Kahra. W rządzie tym partie lewicowe nie otrzymały ani jednej teki. Odtąd władzę w Bawarii sprawował rząd o skrajnie partykularystycznych tendencjach i prawicowym odchyleniu, całkiem niesympatyzujący z polityką rządu centralnego w Berlinie. W ten sposób Bawaria stała się naturalnym ośrodkiem dla tych wszystkich, którzy pragnęli pozbyć się w Niemczech ustroju republikańskiego. Rząd bawarski zaś patrzył przez palce na zdradę i knowania przeciwko legalnemu rządowi Niemiec, które planowano i organizowa­no tuż u jego progu w Monachium. W Bawarii więc zebrali się wszyscy nieprzejednani członkowie Freikorpsów, tu też przy końcu wojny, pod patronatem Reichswehry, tworzono dla obrony wschodnich granic Niemiec przed Polakami i bolszewikami zbrojne bandy ochotników, które teraz równie ochoczo gotowe były obrócić karabiny przeciwko Republice. Głośny kapitan Ehrhardt, wypędzony z Berlina po puczu Kappa, schronił się w Bawarii wraz ze swoją brygadą. W Bawarii też zaplanowano morderstwo Erzbergera, człowieka, który podpisał akt zawieszenia broni w 1918, i Walthera Rathenaua, niemieckiego Żyda i ministra spraw zagranicznych, rzecznika polityki podporządkowania się warunkom traktatu pokojowego. Freikorpsy były szkołą politycznych morderców i terrorystów, którzy do roku 1924 i później po roku 1929 wypaczali życie Niemiec.

Wśród zawodowych oficerów dowództwa VII okręgu wojskowego, stacjonującego w Monachium, byli tacy ludzie jak generał-major Ritter von Epp i oficer jego sztabu, kapitan Ernst Röhm. Ci zawsze gotowi byli osłaniać i popierać wspomnianą działalność, bo pozwalało to obchodzić postanowienia traktatu wersalskiego ograniczającego liczebność niemieckich sił zbrojnych. We Freikorpsach, w niezliczonych ligach obrony, w związkach patriotycznych i stowarzyszeniach dawnych żołnierzy, wyrastających w Bawarii jak grzyby po deszczu, dopatrywali się oni zalążków przyszłej armii niemieckiej, która pewnego dnia weźmie odwet za upokorzenie Niemiec w 1918 roku. Nikt nie wiedział, kiedy ten dzień nadejdzie, tymczasem jednak należało skupić, pod taką czy inną zamaskowaną postacią, wszystkich tych, którzy byli kośćcem dawnej armii niemieckiej, ograniczonej przez traktat pokojowy zaledwie do stu tysięcy ludzi.

W większości ministerstw wyższe stanowiska obsadzone były przez oficerów rezerwy, którzy służyli w wojsku w czasie wojny lub zdradzali sympatie nacjonalistyczne i na których można było liczyć w razie potrzeby. Należeli do nich: Pöhner, prezydent policji w Monachium, słynny z odpowiedzi, jakiej udzielił na pytanie, czy wie o istnieniu w Bawarii gangów morderców politycznych: "Tak, ale jeszcze ich za mało", oraz jego zastępca, Wilhelm Frick, późniejszy hitlerowski minister spraw wewnętrznych; jednym z jego kolegów w bawarskim Ministerstwie Sprawiedliwości był Franz Gürtner, minister tego resortu w rządzie Hitlera.

Wszyscy ci ludzie w duszy hodowali marzenie, które przez dwadzieścia lat trzymało pod urokiem niemiecką prawicę: marzenie o obaleniu Republiki, unieważnieniu postanowień z roku 1918, przywróceniu Rzeszy należnej jej pozycji największego mocarstwa na kontynencie europejskim, a armii niemieckiej - należnego miejsca w państwie. Pierwszym krokiem do tego celu było osłabienie, stawianie oporu i - o ile możliwe - uwolnienie się od prawowitego rządu w Berlinie. W takim to obiecującym politycznym układzie stosunków rozpoczynał karierę Hitler.

II

W burzliwych dniach kwietnia i maja 1919 roku Hitler mieszkał w Monachium. Nie wiemy dokładnie, jaką rolę wtedy odegrał. Zgodnie z tym, co sam pisze w Mein Kampf, chciano go aresztować przy końcu kwietnia, ale chwyciwszy za karabin, odpędził trzech ludzi, którzy po niego przyszli. Po obaleniu rządu komunistycznego denuncjował jego zwolenników przed komisją śledczą ustanowioną przez 2 pułk piechoty, która sądziła i skazywała na rozstrzelanie aktywistów strony przeciwnej. Potem dostał pracę w Biurze Prasowo-Informacyjnym Departamentu Politycznego Dowództwa VII Okręgu (Monachium), ośrodku, w którym działali tacy ludzie jak Röhm. Po skończeniu kursu dla wojskowych "instruktorów politycznych" został zatrudniony jako Bildungsoffizier (wychowawca polityczny), z zadaniem uodporniania ludzi na zarazę socjalistyczną, pacyfistyczną i idei demokratycznych. Dla Hitlera był to ważny krok naprzód, ponieważ dowodził, że ma zdolności polityczne. Potem, we wrześniu, szef Departamentu Politycznego polecił mu śledzić małą grupkę zbierającą się w Monachium, Niemiec­ką Partię Robotniczą, która mogła interesować armię.

***

Niemiecka Partia Robotnicza powstała z Komitetu Niezależnych Robotników, który zawiązał się 7 marca 1918 roku z inicjatywy monachijskiego ślusarza, Antona Drexlera. Myślał on o stworzeniu partii, która byłaby zarówno robotnicza, jak i narodowa. Dostrzegł bowiem to, co widział Hitler, a mianowicie, że ruch klasy średniej, w rodzaju Frontu Ojczyźnianego (do którego należał), kompletnie nie orientuje się w nastrojach mas, coraz bardziej ulegających propagandzie antynarodowej i antymilitarnej. Komitet Drexlera, liczący 40 członków, rozwijał się słabo. W październiku wraz z dziennikarzem Karlem Harrerem założył Drexler Polityczne Koło Robotnicze, które z kolei w styczniu 1919 roku połączyło się z Komitetem Niezależnych Robotników, tworząc Niemiecką Partię Robotniczą. Prezesem jej został Harrer. Organizacja liczyła niewiele więcej członków niż początkowy komitet Drexlera. Jej działalność sprowadzała się do dyskusji w monachijskich piwiarniach, a partyjny komitet sześciu nie miał jakiegoś jasnego i bardziej ambitnego programu. Z pewnością nie była to zbyt imponująca scena, kiedy wieczorem 12 września 1919 roku Hitler zjawił się na swoje pierwsze zebranie w salce Sterneckerbräu, w monachijskiej piwnicy-piwiarni, gdzie zgromadziła się grupka złożona z 20 czy 25 ludzi. Jednym z mówców był Gottfried Feder, człowiek dobrze znany w Monachium, zbzikowany na punkcie ekonomii, który już raz wywarł na Hitlerze duże wrażenie podczas jednego z politycznych kursów urządzanych dla wojska. Drugim był jakiś bawarski separatysta; jego przemówienie propagujące odłączenie się Bawarii od Rzeszy Niemieckiej i unię z Austrią poderwało Hitlera na nogi. Zaoponował tak gwałtownie, że po skończonym zebraniu Drexler wręczył mu egzemplarz swojej autobiograficznej broszury Mein politisches Erwachen (Moje polityczne przebudzenie). A w parę dni później Hitler otrzymał zaproszenie na zebranie Komitetu Niemieckiej Partii Robotniczej.

Po pewnym wahaniu poszedł na to zebranie. Komitet zasiadał w obskurnej piwiarni "Alte Rosenbad" na Herrnstrasse.

Przeszedłem przez mroczną salę, gdzie nie było ani jednego gościa, i poszukałem drzwi wiodących do bocznej salki. Tu stanąłem przed Komitetem. W bladym świetle gazowej lampy ujrzałem czterech ludzi siedzących przy okrągłym stole. Jednym z nich był autor broszury7.

Potem wszystko szło według schematu: fundusze partii - jak wynikało ze sprawozdania - wynosiły 7 marek i 50 fenigów, przyjęto najpierw drobiazgowe wyszczególnienie wydatków, następnie odczytano trzy nadesłane listy i zaakceptowano odpowiedzi.

Jednakże Hitler szczerze przyznaje, że pociągała go ta miernota, bo tylko w partii, która tak jak on stawiała dopiero pierwsze kroki, mógł się wybić i narzucić jej swoje idee. W ustabilizowanych partiach nie było dla niego miejsca; tam byłby niczym. Po dwudniowym namyśle powziął decyzję i przystąpił do Komitetu Niemieckiej Partii Robotniczej jako jej siódmy członek.

Jego energia i ambicja, dotąd rozproszone, teraz znalazły ujście. Wolno i pracowicie rozbudowywał partię i popychał swoich ostrożnych i pozbawionych wyobraźni kolegów z Komitetu ku śmielszym metodom zjednywania członków. Powielono i rozdano kilkanaście zaproszeń, zamieszczono niewielkie ogłoszenie w miejscowej gazecie, wynajęto większą salę na częstsze zebrania. ­Kiedy Hitler po raz pierwszy przemawiał w październiku w "Hofbräuhaus", zebrało się stu jedenastu ludzi. Ten wynik utwierdził Karla Harrera w mniemaniu, że Hitler nie jest utalentowanym mówcą. Jednakże Hitler uparł się i liczba słuchaczy stopniowo rosła. W październiku, kiedy mówił o pokoju brzesko-­litewskim i wersalskim, miał już stu trzydziestu słuchaczy, a nieco później - dwustu.

Na początku 1920 roku powierzono Hitlerowi prowadzenie propagandy partyjnej. Szybko zabrał się wtedy do zorganizowania pierwszej masówki. 22 lutego dzięki sprytnie zredagowanym obwieszczeniom zebrał prawie 2000 ludzi w "Festsaal" w piwiarni "Hofbräuhaus". Głównym mówcą był dr Dingfelder, ale dopiero Hitler zwrócił na siebie uwagę audytorium i korzystając z okazji, ogłosił nową nazwę partii - Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza - i podał do wiadomości jej program zawarty w 25 punktach. Harrer, zirytowany metodami, przy pomocy których Hitler coraz szybciej parł naprzód, zrezygnował ze stanowiska prezesa. 1 kwietnia 1920 roku Hitler wystąpił ostatecznie z wojska i całkowicie poświęcił się rozbudowie partii, coraz bardziej biorąc ją pod swoją kontrolę.

Grupa Hitlera i Drexlera nie była jedyną narodowosocjalistyczną partią w Monachium. W samej Bawarii istniały rywalizujące z nią grupy kierowane przez Streichera w Norymberdze i dra Otto Dickela w Augsburgu. Obie nominalnie były odgałęzieniami Niemieckiej Partii Socjalistycznej, stwo­rzonej w 1910 roku przez Alfreda Brunnera. Za granicą, w Austrii i w Sudetach przedwojenna Niemiecka Partia Robotnicza została zreorganizowana i weszła w kontakt z nową partią w Monachium. W Austrii przed 1914 rokiem nieraz próbowano w jakiś sposób połączyć ruch robotniczy z nacjonalistycznym pangermańskim programem. Największy sukces osiągnęła ta Niemiecka Partia Robotnicza (Deutsche Arbeiterpartei), która pod przewodnictwem austriac­kiego prawnika, Walthera Riehla, i urzędnika kolejowego, Rudolfa Junga, zdobyła trzy mandaty do Reichsratu w austriackich wyborach w 1911 roku. Jej program został opracowany w 1913 roku na Morawach, w mieście Iglau, i odzwierciedlał zawziętość walki Niemców z Czechami, jak również atrakcyjność idei pangermańskich i antysemickich8.

W maju 1918 roku ta austriacka partia przybrała sobie w tytule litery DNSAP (Niemiecka Narodowosocjalistyczna Partia Robotnicza) i zaczęła używać znaku swastyki jako swego godła. Po upadku monarchii austro-węgierskiej i powstaniu niepodległego państwa czeskiego narodowi socjaliści powołali do życia międzypaństwowe biuro z jedną filią w Wiedniu, którą kierował Riehl, i drugą w Sudetach. Biuro to zaprosiło do współpracy bawarskich narodowych socjalistów i w rezultacie delegacja z Monachium wzięła udział w najbliższym wspólnym zebraniu, jakie odbyło się w sierpniu 1920 roku w Salzburgu. Wkrótce potem również partia monachijska przybrała nazwę Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej.

Aż do sierpnia 1923 roku, kiedy Hitler wziął udział w ostatnim między­państwowym zebraniu w Salzburgu, dochodziło do częstych spotkań między tymi dwiema różnymi partiami narodowosocjalistycznymi, ale bez rezultatu. Hitler zbyt się lękał o swoją niezależność, by podporządkować się jakiejś ingerencji z zewnątrz, i ostatnia wspólna konferencja w Salzburgu w 1923 roku doprowadziła do ustąpienia Riehla.

***

Znacznie ważniejsza dla Hitlera była pomoc okazywana mu przez kapitana Röhma ze sztabu dowództwa okręgu w Monachium. Röhm, brutal z twarzą poznaczoną bliznami, typowy kondotier, zdolny organizator, wywierał znaczny wpływ na mroczny świat Freikorpsów, lig obrony i politycznych konspiracji. Do Niemieckiej Partii Robotniczej wstąpił przed Hitlerem, bo podobnie jak on widział, że nie będzie można odbudować silnych, nacjo­nalistycznych Niemiec, dopóki nie odbuduje się w masach ich dawnego, zachwianego obecnie przywiązania do ojczyzny i armii. Dla niego dobra była każda partia, która zdołałaby znowu pozyskać klasę robotniczą dla celów nacjo­nalistycznych i militarnych. Podziwiał ducha i upór komunistów, którzy gotowi byli walczyć o to, w co wierzyli; tęsknił do organizacji robotniczej o takich samych przymiotach, która byłaby po jego stronie.

Röhma irytował pogląd, że wojsko powinno trzymać się z dala od polityki. Uważał, że armia nie może być apolityczna, jeżeli chce odbudowy takiego państwa, które przywróci jej dawne uprzywilejowane stanowisko i zerwie z polityką posłuszeństwa wobec postanowień traktatu pokojowego. Ten pogląd podzielała tylko część oficerów; inni, zwłaszcza starsi stopniem, z nieufnością obserwowali działalność Röhma. Jednakże jego cele budziły dostateczną dozę sympatii, by przy całej swojej determinacji mógł wykorzystać zdobytą pozycję dla ich zrealizowania.

Kiedy Hitler zabrał się do rozbudowy partii, Röhm, by przysporzyć jej członków, pchał do niej ludzi z dawnego Freikorpsu i starych żołnierzy. Z tego elementu powstały pierwsze bojówki, zalążek SA. W grudniu 1920 roku Röhm zdołał nakłonić swego przełożonego, generała-majora Rittera von Eppa, który sam był dawnym przywódcą Freikorpsu i członkiem partii, do wyasygnowania sześćdziesięciu tysięcy marek potrzebnych partii na zakup tygodnika "Völkischer Beobachter". Dietrich Eckart, o którym będzie mowa dalej, dostarczył połowę pieniędzy, ale część pozostałej sumy pochodziła z sekretnych funduszy armii. Przede wszystkim jednak Röhm był tym koniecznym ogniwem gwarantującym Hitlerowi protekcję lub co najmniej tolerancję ze strony wojska i rządu bawarskiego, który zależał od miejscowego dowództwa sił zbrojnych, tego najwyższego sędziego w sprawach pokoju publicznego. Gdyby nie wyjątkowa rola, jaką odgrywało wojsko w polityce Niemiec, zwłaszcza ­Bawarii, a także to, że mogło ono popierać polityczne ugrupowania i ich działalność, gdy mu odpowiadały, Hitler nigdy nie zdołałby tak bezkarnie stosować swoich metod podburzania, zastraszania i gwałtu. Choć jego stosunek do armii w latach 1914-1945 ciągle się zmieniał, miała ona dla niego olbrzymią wagę; nigdy jednak nie miała takiego znaczenia jak we wczesnym okresie w Monachium. Gdyby nie protekcja wojska, ogromnie trudno by mu było przebrnąć przez pierwsze szczeble kariery politycznej. Armia jednak, jeszcze przed śmiercią Hitlera, miała doświadczyć w całej pełni jego niewdzięczności.

Ale mimo tej doniosłej pomocy z zewnątrz sukcesy Hitlera należy przypisać przede wszystkim jego energii i zręczności jako przywódcy politycznego. Gdyby nie one, nie udzielono by mu pomocy albo pomoc ta odniosłaby tylko nieznaczny skutek. Geniusz polityczny Hitlera polegał na nieporównanym zrozumieniu skuteczności propagandy i wyczuciu, jak ją stosować. Uczył się w twardej szkole; noc po nocy na nogach, dowodził słuszności swojej idei w najrozmaitszych miejscach - od zadymionych, tylnych sal piwiarni do olbrzymiej hali Circus Krone, nieraz zwłaszcza na początku, spotykając się z opozycją, obojętnością lub ośmieszającą wzgardą. Uczył się trzymać słuchaczy w napięciu, zjednywać ich sobie i, co najważniejsze, czytać ich myśli, by znaleźć to wrażliwe miejsce, w które należy uderzyć. "Umiał, jak wirtuoz na dobrze nastrojonym fortepianie, grać na sercach drobnomieszczaństwa" - mówił o nim dr Schacht9. Za tym wirtuozostwem kryły się lata doświadczeń agitatora i mówcy wiecowego. Hitler poznał Niemcy i naród niemiecki z pierwszej ręki, jak chyba żaden z niemieckich przywódców. Kiedy doszedł do władzy w 1933 roku, mało było w Rzeszy większych miast, w których by nie przemawiał. Wielka przewaga Hitlera nad wszystkimi prawie politykami, z jakimi miał do czynienia, polegała na jego olbrzymim praktycznym doświadczeniu zdobytym nie w Kancelarii Rzeszy i nie w Reichstagu, ale na ulicy, a więc na szczeblu, na którym każdy polityk winien odnosić sukcesy, jeżeli masy mają na niego głosować.

***

Hitler był największym demagogiem, jakiego zna historia. Ci, którzy dodają: "i tylko demagogiem", nie doceniają istoty władzy politycznej w epoce polityki opartej na szerokich masach. Sam przecież powiedział: "Być przywódcą to znaczy umieć poruszyć masy"10.

Nauki, które wyciągnął z aktywności austriackich socjaldemokratów i chrześcijańskich socjalistów Luegera, wcielał teraz w czyn w Monachium. Sukces bynajmniej nie był automatyczny. Hitler robił błędy i musiał się jeszcze dużo nauczyć, zanim nakłonił ludzi, by traktowali go poważnie, nawet na tej małej bawarskiej scenie politycznej. W roku 1923 wciąż był tylko prowincjonalnym politykiem, niemającym jeszcze żadnego wpływu na politykę państwa, a koniec roku przyniósł jego ruchowi załamanie, które przekształciło się w kompletne fiasko. Ale Hitler uczył się na własnych błędach i gdy w połowie lat dwudziestych zaczął pisać Mein Kampf, mógł już wyraźnie określić, do czego zmierza i jak to można osiągnąć. Stronice Mein Kampf, poświęcone technice masowej propagandy i politycznego wodzostwa, jaskrawo kontrastują z napuszonymi próbami wyjaśnienia całkowicie nieoryginalnych idei politycznych.

Pierwsza i najważniejsza zasada działalności politycznej, sformułowana przez Hitlera, głosi: iść do mas.

Ruch polityczny powinien unikać wszystkiego, co może pomniejszyć lub osłabić jego moc wpływania na masy... dla prostego faktu, że żadna wielka idea, choćby nie wiem jak wzniosła i wspaniała, nie może być wcielona w życie bez skutecznej siły, która tkwi w masach ludowych11.

Ponieważ masy mają tylko słabą znajomość abstrakcyjnych idei, przeto ich reakcja wypływa raczej z domeny uczuć, gdzie tkwią korzenie pozytywnej czy negatywnej ich postawy... Niezwykła stabilność mas wynika z emocjonalnych podstaw ich nastawienia. Zawsze trudniej jest walczyć z wiarą niż z wiedzą. Siłą napędową prawie wszystkich wielkich rewolucji na kuli ziemskiej nigdy nie było jakieś naukowe poznanie, które opanowało masy, ale zawsze fanatyzm, który je natchnął, i często pewnego rodzaju histeria pchająca je do czynu. Ktokolwiek chce porwać masy, musi znać klucz do ich serc. Tym kluczem jest nie obiektywizm, a więc nieudolna postawa, ale stanowcza wola poparta, jeżeli trzeba, siłą12.

Hitler bez ogródek tłumaczy, jak to można osiągnąć: "Możliwości percepcji mas są bardzo ograniczone, a ich zdolność rozumienia - słaba. Z drugiej strony masy szybko zapominają. Każda skuteczna propaganda powinna zatem ograniczać się do paru rzeczy niezbędnych i musi być wyrażona w kilku stereotypowych frazesach"13. Dla intelektualistów, którzy ciągle szukają czegoś nowego, Hitler miał jedynie pogardę. "Tylko ciągłe powtarzanie doprowadzi w końcu do wbicia jakiejś idei w pamięć tłumu"14. Dla tego samego powodu lepiej jest trwać przy raz ustalonym programie, nawet gdyby niektóre jego punkty stały się nieaktualne. "Wystarczy usunąć jeden punkt ze sfery dogmatycznej pewności, a dyskusja, jaka się wywiąże, nie tylko nie doprowadzi do nowego i lepszego sformułowania, ale może łatwo przejść w niekończące się debaty i ogólne zamieszanie"15.

Kiedy się kłamie, kłamstwo musi być wielkie. Tak robią Żydzi, stosując się do zasady:

Prawdą jest, że w wielkim kłamstwie zawsze jest pewien element wiarygodności, albowiem szerokie masy narodu w głębi emocjonalnej sfery swej natury nie tyle są świadome i celowo złe, ile łatwo ulegają zepsuciu; tak więc w swoich prymitywnych umysłach łatwiej padają ofiarą wielkiego kłamstwa niż drobnego, bo same często uciekają się do małych kłamstewek w drobnych sprawach, ale wstydziłyby się posługiwać wielkim kłamstwem. Taka nieprawda nigdy by im nie przyszła na myśl i nie uwierzą, że ktoś inny miałby czelność haniebnie przekręcić prawdę... Najbardziej bezczelne kłamstwo zawsze zostawia po sobie ślad, nawet gdyby je przygwożdżono16.

Przede wszystkim zaś nigdy się nie wahać, nigdy nie łagodzić tego, co się mówi, nigdy nawet na cal nie ustępować przeciwnej stronie, wszystkie przeciwieństwa odmalowywać w biało-czarnych kolorach. To jest

pierwszy warunek, którego należy się trzymać w każdego rodzaju propagandzie: systematyczna, jednoznaczna postawa wobec każdego problemu, z którym się ma do czynienia... Kiedy ludzie zobaczą bezkompromisowy, zaciekły atak na przeciwnika, zawsze przyjmą to za dowód, że racja leży po stronie atakującego, ale jeżeli atakujący zatrzyma się w pół drogi i nie doprowadzi zwycięstwa do końca... przyjmą to za dowód, że nie jest on pewny swojej racji17.

Gwałtowność, pasja, fanatyzm są

wielką magnetyczną siłą wystarczającą do pociągnięcia mas, bo masy zawsze reagują na nieodpartą moc emanującą z absolutnej wiary w propagowane ideały, połączoną z niezłomną chęcią walczenia o nie i ich obrony. Tylko w napadzie rozpalonej do białości pasji naród może odwrócić swój los i tylko pasjonat potrafi rozbudzić pasję w innych18.

Hitler wyraźnie przekłada słowo mówione nad pisane. "Siłą, która zawsze wprawiała w ruch wielkie historyczne lawiny ruchu religijnego czy politycznego, była magiczna moc słowa mówionego. Szerokie masy łatwiej ulegają retoryce"19. Z rozmysłem posługiwał się krzykiem i powtarzał takie słowa, jak "zmiażdżyć", "siła", "bezlitosny" i "nienawiść". Jego gestykulacja i emocjonalny charakter przemówień, kiedy doprowadzał się niemal do histerii, wrzeszczał i zionął gniewem, wywoływały zawsze ten sam odzew w słuchaczach. Nieraz już opisywano sposoby, jakimi Hitler potrafił swoją pasją zarazić słuchaczy, tak że pomrukiwali i syczeli gniewnie, a kobiety łkały - może nawet dla odprężenia nerwów pod wpływem niczym już nie hamowanej nienawiści i egzaltacji.

Trzeba było jednak długich lat, zanim Hitler w latach trzydziestych osiągnął ten efekt wśród publiczności berlińskiego Sportpalastu. Jednakże już wcześniej zaczął dawać dowody wielkiego talentu oratorskiego. W Monachium nauczył się przemawiać do wielotysięcznego tłumu. W Mein Kampf rzuca uwagę, że tajemnica powodzenia mówcy polega na jego kontakcie ze słuchaczami: "Dobry mówca zawsze pójdzie za przewodnictwem tłumu słuchaczy, tak żeby ich żywa reakcja podpowiedziała mu właściwe słowo, którego właśnie potrzebuje, a ono z kolei trafi do ich serc"20. Nieco dalej pisze o trudności przezwyciężania emocjonalnego oporu: tego nie da się osiągnąć argumentami, lecz tylko przez odwołanie się do "ukrytych sił" audytorium, a to odwołanie się może wyjść jedynie od mówcy.

***

Propaganda nie ograniczała się tylko do słowa mówionego. Były jeszcze afisze, zawsze czerwone, w rewolucyjnym kolorze, wybranym po to, by prowokować lewicę; swastyka i flagi, z ich czarnym Hakenkreuzem w białym kole na czerwonym tle - wzór, do którego Hitler przywiązywał jak największą wagę; postawa na baczność, mundury i hierarchia partyjna. Od socjaldemokratów Hitler wziął jeszcze pomysł masówek i demonstracji. Głównym celem takich masówek było wywołanie wrażenia siły, przynależności do ruchu, który musi doprowadzić do sukcesu. Hitler odkrył tutaj pewną psychologiczną prawdę, która później w historii ruchu nazistowskiego odegrała wielką rolę: że gwałt i terror mają swoją własną wartość propagandową i że manifestowanie siły fizycznej jest równie pociągające, jak i odpychające. "Kiedy zaczęły się nasze pierwsze zebrania - pisze Hitler - szczególną uwagę zwróciłem na organizowanie odpowiednich bojówek obronnych... Część tych ludzi była moimi dawnymi kolegami, którzy służyli czynnie wraz ze mną; inni byli młodymi członkami partii, którzy od początku przechodzili przez odpowiedni trening i zrozumieli, że tylko terror może obalić terror"21. Obrona to dwuznaczne słowo na określenie takiej działalności, bo, jak dodaje Hitler: "Najlepszym środkiem obrony jest atak, a reputacja, jaką miały nasze bojówki, wyrobiła nam markę walczącej siły politycznej, a nie towarzystwa dyskusyjnego"22.

Wspomniane bojówki od początku były użyte nie dla ochrony zebrań nazistów, lecz dla wywoływania zamieszek przez rozbijanie zebrań innych partii i bicie oponentów politycznych, co było cząstką rozmyślnej kampanii zastraszania. 4 stycznia 1921 roku Hitler powiedział na zebraniu w Kindl Keller: "Ruch narodowosocjalistyczny w Monachium będzie odtąd bezlitośnie zapobiegał - w razie potrzeby przy użyciu siły - wszystkim zebraniom lub odczytom, które mogłyby wprowadzić rozterkę w umysły naszych rodaków"23. W sierpniu zaś tego samego roku osobiście poprowadził swoich zwolenników do ataku na prezydium zebrania, na którym miał przemawiać Ballerstedt z federalistycznej Ligi Bawarskiej. Badany w tej sprawie przez komisję śledczą, odparł: "Nic się nie stało. Osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. Ballerstedt nie przemawiał"24.

Hitler wcale nie próbował cichaczem uciekać się do gwałtu, przeciwnie, starał się takim wystąpieniom nadać jak najwięcej rozgłosu. W ten sposób ludzie musieli zwrócić uwagę na to, co robi, i nawet wbrew ich woli wywierało to na nich wrażenie. Żaden jako tako stanowczy rząd nie tolerowałby podobnych metod, ale republikański rząd w Berlinie nie miał najmniejszej władzy w Bawarii, a rząd bawarski wykazywał zdumiewającą pobłażliwość wobec politycznego terroru, oczywiście jeżeli dotyczył on lewicy.

Bojówki powstały latem 1920 roku. Ich szefem był karany już więzieniem zegarmistrz, Emil Maurice. Jednakże definitywną formę organizacyjną przybrały dopiero w sierpniu 1921 roku, kiedy to wewnątrz partii utworzono tzw. Sekcję Gimnastyczno-Sportową. "Została ona pomyślana - mówił komunikat partyjny - po to, żeby naszych młodych członków skupić w jednej potężnej organizacji i użyć ich tężyzny jako siły ofensywnej w dyspozycji naszego ruchu"25. Rząd niemiecki pod naciskiem aliantów rozwiązał Freikorpsy i ligi obrony, a nazistowska Sekcja Gimnastyczno-Sportowa była tylko jednym z zakamuflowanych stowarzyszeń, w których Röhm i jego przyjaciele mogli znów zgromadzić ludzi z rozwiązanych organizacji paramilitarnych. Po 5 października sekcja przyjęła nazwę Sturmabteilung (w skrócie SA, sekcja szturmowa partii) i w skład jej weszli przeważnie dawni członkowie Freikorpsu, zwłaszcza z brygady Ehrhardta i organizacji Consul, która dokonała mordu na Erzbergerze. Pierwszy przywódca SA, Ulrich Klintzsch, był jednym z zastępców Ehrhardta i przez jakiś czas siedział w więzieniu w związku z tym zabójstwem.

W listopadzie 1921 roku SA wystąpiła czynnie w tzw. Saalschlacht - zaciętej bójce - z czerwonymi na zebraniu nazistowskim w Hofbräuhaus, którą później rozdęto do rozmiarów legendy partyjnej. Następnego roku, w sierpniu, formacje SA defilowały z powiewającymi chorągwiami ze swastyką podczas demonstracji stowarzyszeń patriotycznych na Königsplatz w Monachium, a w miesiąc później powstało już osiem "setek" (Hundertschaften) tej organizacji. W październiku 1922 roku wyszło na jaw, do czego Hitler zamierza użyć SA: wziął wtedy 800 esamanów i pojechał do Koburga na demonstrację nacjonalistyczną; wbrew zakazowi policji przemaszerował przez miasto i stoczył rozstrzygającą bitwę uliczną z socjalistami i komunistami26. Udział w tej bójce był czymś wyróżniającym dla członka partii, później ustalono nawet specjalny medal dla tych, którzy uczestniczyli w Dniu Koburga.

III

W 1921 roku stało się już jasne, że partia w swoim rozwoju szybko odchodzi od pierwotnych koncepcji Harrera i Drexlera. Propagandowe metody, jakie stosował Hitler, jako próby przekształcenia partii w masę posłusznych sobie stronników i trzymania za twarz innych członków Komitetu, musiały wywołać niechęć. Harrer zrezygnował ze stanowiska przewodniczącego w 1920 roku. Ale na tym się nie skończyło. Wczesną wiosną 1921 roku Hitler przez jakiś czas bawił w Berlinie, gdzie nawiązał kontakt z paroma ugrupowaniami nacjonalistycznymi w północnych Niemczech i przemawiał w Klubie Narodowym. Korzystając z jego nieobecności, pozostali członkowie Komitetu partyjnego w Monachium, od dawna zepchnięci w cień, zbuntowali się przeciwko uprawianej przez niego dyktaturze i próbowali odzyskać władzę nad partią. Okazji do tego dostarczyła propozycja połączenia się z innymi mniejszymi ugrupowaniami, z których najpoważniejszą była Brun­nerowska i Streicherowska Niemiecka Partia Socjalistyczna. Przypuszczano, że unia ta ograniczy swobodę działania Hitlera.

Hitler natychmiast wrócił do Monachium i zaszachował przeciwników, zgłaszając rezygnację. Teraz Komitet znalazł się w kłopotliwej sytuacji, bo wszyscy wiedzieli, komu partia zawdzięcza wzrost swego znaczenia, rozgłos i pieniądze. Do rezygnacji Hitlera żadną miarą nie można było dopuścić. Hitler zaś, daleki od ustępstw, zażądał dyktatorskich pełnomocnictw, ustąpienia niektórych członków Komitetu i zakazu jakichkolwiek przetargów partyjnych na okres lat sześciu. Członkowie Komitetu bronili się w następującej ulotce:

Żądza władzy i osobiste ambicje Adolfa Hitlera skłoniły go do powrotu na dotychczasowe stanowisko po sześciotygodniowym pobycie w Berlinie; innych celów tego powrotu dotąd jeszcze nie znamy. Hitler uważa, że czas dojrzał do tego, aby wnieść w nasze szeregi niezgodę i rozłam, posługując się przy tym stojącymi za nim i trzymającymi się w cieniu ludźmi, przez co popiera interesy Żydów i ich przyjaciół. Coraz bardziej jasne jest, że po prostu chce użyć partii narodowosocjalistycznej jako odskoczni dla swoich własnych nieetycznych celów i zagarnąć władzę, by w odpowiednim psychologicznie momencie zepchnąć partię na inny tor27.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

* Patrz dalej, rozdział piąty.
1 Książę Maksymilian Badeński, Memoires, t. 2, s. 12.
2 Baynes, t. 1, s. 300-302. Mowa w Reichstagu, 13 lipca 1934.
3 Mein Kampf, s. 176-178.
4 Ibid., s. 178.
5 Ibid., s. 179.
6 Ibid., s. 67.
7 Ibid., s. 189.
8 Por. Andrew G. Whiteside, Nationaler Sozialismus in Osterreich vor 1918, Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte, październik 1961.
9 Hjalmar Schacht, Account Settled, Londyn 1949, s. 206.
10 Mein Kampf, s. 474.
11 Ibid., s. 101.
12 Ibid., s. 283.
13 Ibid., s. 159.
14 Ibid., s. 163.
15 Ibid., s. 383.
16 Ibid., s. 198-199.
17 Ibid., s. 160-161 i 283.
18 Ibid., s. 317 i 100.
19 Ibid., s. 100.
20 Ibid., s. 391-392.
21 Ibid., s. 406.
22 Ibid., s. 406.
23 Heiden, History of National Socialism, Londyn 1934, s. 31.
24 Ibid.
25 Ibid., s. 73.
26 Hitler's Table Talk, s. 135-137. Osobiste wspomnienia Hitlera z Koburga.
27 Heiden, History of National Socialism, s. 44-45.