Historie opisane okiem ulicznego poety - Artur Ulicy

Kup ebooka

16.15 zł
13.40 zł (13,73 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Aids

Aids jest chorobą nieuleczalną człowiek.

Chorym spędza, on sen z powiek.

Pytasz czemu padło na ciebie.

Pytasz i niczego nie jesteś pewien.

To powiem ci gdzie popełniłeś błąd.

Na dyskotece było, panien sto.

Wiadomo chciałeś się wyszaleć.

Miałeś na oku, parę panien.

Żadnej nie znasz, ale co tam.

Realizujesz swój nie mądry plan.

Podszedłeś do niej, zatańczyłeś z nią.

Tu się zaczął twój, pierwszy błąd.

Przy barze drinki, uśmiech pijanej dziewczynki.

To wszystko dla twojej rozrywki.

Potem spacer przy blasku księżyca.

Z każdą sekundą ty się nią zachwycasz.

Podniecenie wasze powoli wzrasta.

Wyjechałeś z nią z poza miasta.

Odbyliście stosunek razem.

Było miło, będzie gorzej z czasem.

Coś się działo z tobą poszedłeś do lekarza.

Po kilku badaniach lekarz mu ogłasza.

Przykro mi ale zaraziłeś się Aids.

Ty nie wiesz co, jak, i gdzie.

Szukałeś wrażeń i dotknąłeś dna.

Ilu z nas, tak naprawdę to zna.

Jesteś młody i głupi, płać za błąd teraz.

Nie potrafisz już się pozbierać.

Masz to na własne życzenie.

Zgubiło cię to jedno, na nią spojrzenie.

Żałujesz teraz, już jest za późno.

Wszystkie przestrogi i tak idą na próżno.

Młodzi nie biorą tej choroby na serio.

Błędów możesz popełnić milion, ale życie masz jedno.

Wielu z nas tego nie rozumie.

I powoli gubimy się w tym tłumie.

Tej choroby już nie wyleczysz.

Choć nie wiem jak byś się leczył.

Wydałeś sam na siebie ten wyrok.

Wiem ze przy orgazmie było miło.

Ale to było tą twoją zgubną chwilą.

I jak by ziom nie było.

Głupota była tego przyczyną.

Chciałbym żebyś wyzdrowiał człowiek.

Każdemu powinna być dana druga szansa. lecz bowiem.

Nie jestem Bogiem nic przecież nie mogę.

Nie bądź zły że ci nie pomogę,

Mogę tylko powiedzieć na koniec.

Ze każdy w swoich błędach tonie.

Anioł pokazał mi

ANIOŁ POKAZAŁ MI.

ŻYCIE O KTÓRYM LUDZIE MOGĄ TYLKO ŚNIĆ.

Możemy śnić tylko o takim życiu.

Tam zła nie ma w użyciu.

Wszystko jest całkiem inne.

Niby normalne, a jednak dziwne.

Nie ma morderstw, nie ma kradzieży.

Kto z nas w to uwierzy.

Nie ma przelewu tam niewinnej krwi.

Tam nie istnieje wstyd.

Nikt nie głoduje, nie ma tam tego.

Nie istnieje tam szare niebo.

Wszyscy są uśmiechnięci.

Nie do piekła, a do nieba wzięci.

Są wszyscy ludzie tam.

Bóg nie ma tam żadnych ran.

Zgoda buduje ich tamten świat.

Maja zalety, nie ukrywają wad.

Dobro nie istnieje tylko w snach.

Miłość jest w każdym sercu.

Nie mówią że, życie jest bezsensu.

Nie ma zazdrości, nie ma chciwości.

Pieniądz tam nie daje boskości.

Nie biegną po niego po trupach.

Pomagają gdy drugi upadł.

U nas raczej byś go dobił.

Wiem że, dla sukcesu byś tak zrobił.

Nie widziałem tam domów dziecka.

Samotne dziecko tam, weź przestań.

Każdy ma matkę i ojca.

U nas nie raz marna ta opcja.

Nie ma systemu który oszukuje.

Tam uczciwie każdy pracuje.

Politycy pomagają.

U nas, gdzieś nas mają.

Człowiek jest tam najważniejszy.

U nas wygrywa mocniejszy.

Słabszy u nas nie ma głosu.

Nie raz trafia na drogę chaosu.

Nie wielu z niej wyszło.

Zgubiła ich własna przyszłość.

Nie ma gwałtów, nie ma aborcji.

Mają miłość i są mocni.

Ten świat to Boga sen.

Jak się w nim znaleźć może wiesz.

Każdy z nas chciałby tam być.

Każdy z nas chciałby tam żyć.

Nie wiem czy to jest możliwe.

Jak tylko patrzymy w te lustro krzywe.

Każdy ma przecież problemy.

Jedno jest pewne, wszyscy zginiemy.

Wiec tu sobie zbudujmy takie życie.

Anioł się pyta czy go odwiedzicie.

Anioł

Historia smutna lecz prawdziwa.

Jest piękna i szczęśliwa rodzina.

Mąż, żona, syn i córka.

A nad nimi wesoła chmurka.

Mąż ma prace bardzo dobrą.

I od niego bije dobro.

Pomocny był zawsze jak człowiek w potrzebie.

On sam żył i dorastał w biedzie.

Rozumiał ludzi i ich problemy.

Nie zawsze z nimi rade dajemy.

Współczuł zawsze jak widział ubóstwo.

A takich ludzi żyje tu mnóstwo.

Żona w domu opiekowała się dziećmi.

I tak życie im powolutku leci.

Dziś żona poszła z córką na kontrolne badanie.

Nikt nie spodziewał się, co za chwile się stanie.

Że lekarz okaże się być dla nich katem.

Oznajmując że, dziecko żyje z rakiem.

Badania potwierdziły raka w głowie u córki.

Od teraz życie szło im tylko pod górki.

Mijały miesiące, dziecko brało chemie.

Rodzice mieli w sobie dużą nadzieje.

Modlili się do Boga by ich nie zostawił.

I to nieszczęście od nich oddalił.

Niewinne dziecko, a tu nagle wyrok taki.

Życie straciło wszystkie smaki.

Dlaczego nas właśnie to spotkało.

Jesteśmy dobrzy a nas pokarano.

Boże proszę pomóż nam teraz.

Gdy ją zabierzesz to się nie pozbieram.

Życie straci sens, nie będzie miało barw.

Nie będzie uśmiechu, nie będzie braw.

Będzie płacz i w sercu smutek.

Choroba pociągnęła za sobą najgorszy skutek.

Odebrano ją im, po długiej walce.

Znikła jej słodka twarz główka i malutkie palce

Matka jeszcze ją trzyma przez łzy patrzy na nią

Ona odeszła ale na zawsze zostanie jej ANIOŁ.

Bagno

Znów jesteś po dopalaczach

Diabeł takim rzadko wybacza

Idziesz powoli jak statek na dno

Wybacz ale to twoje bagno

Kolejny weekend spędzisz znów na bani

Myślisz że, płyniesz na życiowej fali

Wy młodzi jesteście pojeba... i

Igrając z tymi dopalaczami

Hu..ze możesz życie stracić

Branie tego gówna się nie opłaci

Jeszcze namawiasz do tego idioto swoich braci

Nie jedna przez to si po prostu zeszmaci

Pokolenie głupców brną w to bagno

Wyjść potem z tego nie będzie łatwo

Ilu młodych już opuściło ten świat

Ich życie zwiędło jak kwiat

Ilu matek i ojców już płakało

Gdy ich dziecko to gówno brało

Nie widzieli że, dziecko tracili

Myśleli że, nie spróbuje i tu się mylili

Na pogrzebie za późno już było

By żałować że, nic się nie zrobiło

Wszystko co złe w głowie utkwiło

I w życiu już nie było miło

Rodzice patrzcie co robią wasze dzieci

Dopalaczom mówię sprzeciw

A ty który sprzedajesz to młodym

Rzuciłbym ci pod nogi wszystkie kłody

Byś w końcu przestał iść tym torem

Bo to co robisz to po prostu jest chore

Chcesz na sumieniu mieć ludzkie życie

Nigdy nie będziesz tutaj na szczycie

Nigdy sobie spokojnie nie spojrzysz w oczy

Zło za tobą cały czas kroczy

Każdy jest panem swojego losu

Ale posłuchaj mojego głosu

Ilu jeszcze musi przepłacić za to życiem

Nic nie zrobimy tylko tutaj byciem

Ci co odeszli czy naprawdę brać było warto

Pomyśl byś ty nie wpadł to samo bagno.

Codzienne życie

Otwierasz oczy kolejnego dnia

Najchętniej byś poleżał, bo jeszcze chce się spać

Lecz za pół godzinki do pracy musisz wstać

Weekend był gruby czujesz jeszcze skutki

Smak papierosów i pierdolonej wódki

Na stole leży resztka hot doga z budki

Myjesz zęby pielęgnujesz zarost na twarzy

Czy spotka nas szczęście o tym każdy marzy

Wygram w totka choć milion jeden

Zmienię swój los w piękny eden

8 godzin w pracy zamienię na wakacje na Bahama

Póki co bierzesz śniadanie i do roboty zapierdalasz

Tam nie zawsze jest błękit malowany

Szef zazwyczaj pojebie twoje plany

Po tym magazynie chodzisz cały zestresowany

Kierownicy chodzą i zachowują się jak życia pany

Póki co musisz wytrzymać tu, trzeba spłacić kredyt

Choć na odejście stąd jest silny apetyt

Z robotą różnie jest cieszyć się trzeba że, jakąś się ma

W las poszedł na weekend ułożony plan

W robocie jakaś zamiana zmian

I cały weekend na produkcji zapieprzasz sam

Dosyć tego masz w duszy na nich klniesz

Czujesz się dziś jak zwykły śmieć

Codzienność niestety taka już jest

W końcu przyszedł ten czas końca pracy

Po drodze na pewno o sklep zahaczysz

Czteropak kupisz, plus hot dog z budki

Dziś dzień bez pieprzonej wódki

Wrócisz do domu, otworzysz sobie browara

Włączasz telewizor polityką znowu odpierdala

Wykąpiesz się, przejrzysz strony w internecie

Z kumplami na piwo by się wyszło, ale nie ma nikogo przecież

Jeszcze pracują lub są w delegacji

Takie jest życie czyż nie mam racji

Wszyscy dopiero w weekend się zjadą

Jeden już miał, drugi czeka za wypłatą

W sumie to nic nie zmienia i tak siedzisz w robocie

Dopijasz browara by zapomnieć o kłopocie

Kładziesz się, zamykasz oczy, pobudka znów rano

Codzienne życie jakby nas zaprogramowano

Ale tak jest, taka jest prawda

W wszystkich oknach już gasną światła

-

Miłość2(do końca razem)

Życie zepsuło im marzenia.

Czas szybko się zmienia.

Oni do końca będą razem.

Miłości nie zniszczył, zły los zdarzeń.

Jej pogrzeb, on stoi, lecą mu łzy.

Pyta się Boga dlaczego właśnie ty.

Nie może uwierzyć że, musiała odejść.

Nie miał sił, do trumny podejść.

Żegna ją wie że, to na zawsze już.

Jego miłość nie znikła jak kurz.

Do wspólnych chwil często powraca.

I coraz bardziej się w sobie zatraca.

Uśmiechu na jego twarzy już nie ma.

Zostały mu zdjęcia i o niej wspomnienia.

Pada dziś deszcz, on z łzami w oknie.

Tak jak ulica on też moknie.

Przegląda zdjęcia i widzi uśmiech jej.

Bez niej smutny jest każdy dzień.

Tęskni strasznie za nią.

Nie ma ochoty budzić się rano.

Poszła do Boga, patrzy na niego z góry.

On czuje jej obecność patrząc w chmury.

Ona będzie tą jedyną już na zawsze.

Płacze siedząc sam na ławce.

Była silna, długo walczyła.

Choroba całe życie jej zniszczyła.

Ta myśl że, już jej więcej nie zobaczy.

Dołuje go, bo dużo dla niego znaczy.

Minął czas od jej odejścia.

On jest po życiowych przejściach.

Myśli o niej cały czas.

Z nią miał zdobywać świat.

W nim nie ma życia ono uleciało.

Oddałby wszystko by ona obudziła się obok niego rano.

Ale wie ze to tylko sen.

Wybiegł z domu przed siebie biegł.

Wrócił się, i wziął motor.

Krzyczał że, nie chce żyć, bo nie ma po co.

To co kochał życie mu zabrało.

Jechał szybko, drogą śmiało.

Padał deszcz, on płakał z nim.

Przypomina sobie tamte dni.

Kiedy ona o niego się martwiła.

Razem spędzona każda chwila.

Ślizga jezdnia, ostry zakręt.

Z przodu samochód wyjechał nagle.

Nie miał szans uderzył w drzewo.

Miłość i jego uczucie nie zginęło.

Teraz razem są na pewno w niebie.

Po drugiej stronie im lepiej.

Do końca zawsze będą razem.

Ta miłość nie umarła z czasem.

Miłość

Trudno mi opisać historie tą.

Pełno wspomnień, zakończone łzą.

Miłość dawała jej siłę.

Nadal daje, choć ona nie żyje.

Ta historia napisała się sama.

Gdy ona przy drzewie w parku stała.

On podszedł pierwszy do niej.

Choć na początku dla niej był gnojem.

Przed kumplami jej nie zauważał

Gdy przychodziła a byli oni, to głupie scenki stwarzał.

Tak aby reszta się nie dowiedziała.

Że ona się z nim spotykała.

Wstydził się jej przed kumplami.

Ona chodziła swoimi drogami.

Dla wielu była, po prostu dziwna.

W tej, miłośći nie będzie jak w filmach

Pewien dzień, sprawił że.

Jego życie zmieniło się.

Wiedział już że naprawdę kocha ją.

Myślał o niej w każdą noc.

Zmądrzał, uczuć się już nie wstydził.

Przy kumplach za rękę ją chwycił.

Pocałował, i dał jej uśmiech swój.

Obok nich był, szczęścia rój.

Miała tajemnice o której nie wiedział.

Gdy kocham cie, jej powiedział.

Poleciały jej łzy bo też go kochała.

Żałuje że, wcześniej mu nie powiedziała.

Była chora, chorowała na raka.

Ta walka z nim trwa już dwa lata.

Nie polepsza się niestety jej zdrowie.

Odważyła się i teraz mu powie.

On chciał po prostu w to nie wierzyć.

Płakał, bo nie ma z czego się cieszyć.

Pobiegł w drugą stronę.

Myślała że nie będą już we dwoje.

Tak się nie stało został przy niej.