Historia wypraw krzyżowych i frankijskiego Królestwa Jerozolimy Tom 3 - René Grousset

Kup ebooka

140.00 zł
112.00 zł (107,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP ZNACZENIE KRUCJAT I ICH MIEJSCE W HISTORII POWSZECHNEJ

Rozpoczynając publikowanie niniejszej pracy, świadomie wstrzymałem się od przesądzania czegokolwiek, jeśli chodzi o wyniki moich badań. Uznałem, że zasadne będzie zaczekanie do momentu, gdy w świetle faktów wyłoni się obraz, który pozwoli na obiektywne wskazanie ogólnego znaczenia tej historii. Dzisiaj wydaje mi się możliwe napisanie tego ogólnego wprowadzenia, które wychodząc naprzeciw oczekiwaniom czytelników, będzie mogło ukazać się jako wstęp do tomu pierwszego, kiedy ukaże się jego druga edycja.

Miejsce krucjat w kwestii wschodniej

Problem wzajemnych relacji między Wschodem i Zachodem nie datuje się ani od czasu wojny rosyjsko-japońskiej, ani od wystąpień Gandhiego. Był on obecny w historii przez cały czas. To on budził zainteresowanie Herodota, które wciąż pozostaje aktualne i wszyscy Europejczycy uważają, że rozpoznają siebie samych w Hellenie z wojen z Medami, gdzie ów Med symbolizuje w naszych oczach całą Azję. Kwestia wschodnia, rozstrzygnięta przez Aleksandra Wielkiego z korzyścią dla Zachodu, przez cały okres rzymski zachowała status ustanowiony przez Macedończyków. Ponieważ to oni zhellenizowali Azję Mniejszą, Rzymianie mogli panować na Półwyspie Anatolijskim, w Syrii i Egipcie. Bez wątpienia rzymska dominacja rozciągnęła się na całe dziedzictwo macedońskie, albowiem Iran z Partią, zwłaszcza pod władzą perskich Sasanidów, powrócił do swych lokalnych korzeni. Jednak całe wschodnie wybrzeże śródziemnomorskie z leżącym za nim lądem aż do Eufratu pozostało grecko-rzymskie. Azjatycka kontrofensywa, której Sasanidzi byli przedstawicielami, pomimo zwycięstw Szapura I w III w. czy Chosroesa II Parwiza na początku VII w., nie mogła przełamać granicy na tej rzece i ruszyć dalej na zachód1.

Jednakże założenie między Eufratem i Afganistanem potężnego imperium perskiego, rządzonego przez wielkich królów sasanidzkich, stanowiło poważne zagrożenie dla dominacji Zachodu, skoro od samych swoich początków w pierwszej ćwierci III w. sasanidzki Iran stanął przeciwko światu grecko-rzymskiemu. Cztery wieki przed lekkimi oddziałami jazdy arabskiej ciężka kawaleria sasanidzka brała odwet na rzymskich legionach za klęski pod Issos i Gaugamelą. W tym samym czasie na obszarze rzymskich prowincji Syrii i Egiptu hellenistyczna politura zaczęła pękać z każdej strony, pozwalając na wypłynięcie żywiołu syryjskiego czy koptyjskiego. Azja ulegała dehellenizacji.

Gdy rozpoczynało się średniowiecze, istniały poważne symptomy, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne, które zapowiadały upadek wielowiekowej hegemonii grecko-rzymskiego Zachodu oraz zwycięstwo irańskiego i semickiego Wschodu. Były to symptomy podobne do odgłosu dział spod Cuszimy, które naszemu pokoleniu obwieszczają bliski militarny rewanż ludów azjatyckich nad ludami białej rasy. Były to oznaki podobne do moralnego buntu Destouru w Maghrebie i Wafdu2 w Egipcie czy do głosu Gandhiego w Indiach. Zapowiadają one bliskie problemy naszych dni. Tak samo było u schyłku starożytności. Niespodziewany, bezprzykładny i błyskawiczny triumf islamu w połowie VII w. był niczym innym, jak ostrzem wbijanym przez tę falę ze Wschodu. Zagarnął on wszystko: Syrię, Egipt i Jerozolimę, która od czasów nawrócenia się Konstantyna stanowiła duchową stolicę świata grecko-rzymskiego. Granica Europy, którą Aleksander przesunął nad Indus, a Rzymianie utrzymali ją na Eufracie, została cofnięta aż do Taurusu. Oto czym był islam: wielkim odwetem Azji wobec Zachodu. Przez moment, pod koniec VII w., można było sądzić, że jednym ciosem dosięgnie on Bosforu, a Bizancjum upadnie. Jednak Cesarstwo Bizantyjskie przetrwało. Po trzech stuleciach walk pod koniec X w. doprowadziło ono do odepchnięcia Arabów poza Armenię i środkowy Eufrat. Wraz z wielkimi basileusami: Niceforem Fokasem, Janem Tzimiskesem i Bazylim II, Bizancjum odzyskało Antiochię i Edessę; była to pierwsza z cezur związanych z krucjatami. Lecz to bizantyjskie odrodzenie było stosunkowo krótkotrwałe. W ostatniej ćwierci XI w. nowa muzułmańska fala, tym razem turecka, przetoczyła się po Bliskim Wschodzie, zalewając nie tylko całą Syrię z Antiochią, ale prawie całą bizantyjską Anatolię, wliczając w to Nikeę. W 1090 r. oddziały tureckie doszły do Morza Marmara i wydawało się, że przekroczenie przez nie Bosforu to tylko kwestia czasu. W tej sytuacji jedność Europy mogła zostać uratowana jedynie przez świadomy przypływ energii, w tym wypadku przez wejście na scenę młodych żywotnych sił. Reprezentowały one nowy Zachód, który był owocem rzymskiego odrodzenia z XI w., a ich wysiłek jest tym, co nazywamy krucjatą.

Zobaczmy, jakie okoliczności - przyznajmy dość wyjątkowe - ułatwiły ten sukces i przypomnijmy sytuację świata muzułmańskiego w chwili przybycia krzyżowców.

Przyczyny początkowego sukcesu krucjat: muzułmańska anarchia z 1095 roku

W 1092 r., czyli trzy lata przed ogłoszeniem pierwszej krucjaty, praktycznie cała muzułmańska Azja (z wyłączeniem kilku oddalonych regionów Afganistanu i Pendżabu) stanowiła jeszcze wielkie, zjednoczone imperium muzułmańskie Turków Seldżuckich. Rozciągało się ono od Afganistanu do Morza Marmara i od Turkiestanu do granic Egiptu. W państwie władza tureckiego sułtana politycznie dominowała nad wciąż istniejącym kalifatem arabskim. Tym samym było to państwo jednocześnie arabskie i tureckie, czyli mówiąc inaczej, imperium powszechne obejmujące wszystko to, co jest muzułmańską Azją sunnicką. Na Zachodzie zaś cesarstwo Karola Wielkiego obejmowało, poza anglosaską heptarchią, cały świat łaciński, wraz z ochrzczonym światem germańskim. Karol skupił w swoim ręku władzę cesarza rzymskiego i króla niemieckiego. Zasiadający u boku arabskiego kalifa w Bagdadzie seldżucki sułtan turecki, któremu przekazano władzę doczesną i opiekę nad kalifatem, może kojarzyć się z frankijskim władcą zasiadającym u boku papieża. Nie ma żadnej wątpliwości, że gdyby armie krzyżowe pojawiły się w Azji sześć czy siedem lat wcześniej, znalazłyby się w obliczu wielkiego państwa tureckiego i ich postęp byłby o wiele trudniejszy.

Jednak w 1092 r. zmarł wielki sułtan seldżucki Malikszah, a imperium, tak jak cesarstwo Karola Wielkiego, zostało podzielone pomiędzy członków jego rodziny. Jego synowie: Barkiyaruk, Muhammad, Mahmud i Sandżar, odziedziczyli wraz z sułtanatem Iran z przyległościami: Irak, region Mosulu i Transoksanię. Rozpoczęli też między sobą walki o panowanie nad tymi obszarami, które przypominają wojny o podział państwa karolińskiego. Młodszy brat Malikszaha Tutusz przejął Syrię, gdzie jego dwaj synowie Ridwan i Dukak stali się odpowiednio władcami Aleppo i Damaszku. Kuzyni zmarłego sułtana, Seldżukidzi pochodzący od Sulejmana ibn-Kutulmisza, uzyskali niezależność w Anatolii, zdobywając na Bizantyjczykach najpierw Nikeę, a potem Ikonium, które to miasta uczynili swoimi stolicami. I tak samo jak królestwa karolińskie powstałe po rozpadzie imperium frankijskiego oddzieliły się, tworząc własne narody oraz dając początek Niemcom, Francji i Italii, tak też sułtanaty i królestwa, które narodziły się z podziału imperium seldżuckiego szybko ograniczyły się do terenów antycznych krain, gdzie zostały założone, zapominając z czasem o wspólnym pochodzeniu. Wprawdzie sułtanowie starszej linii dynastii seldżuckiej zachowali prawa imperialne i pretensje do powszechnego zwierzchnictwa w monarchii arabsko-tureckiej, ale synowie Malikszaha, seldżuccy epigoni Barkiyaruk, Muhammad i Mahmud, ich słabi następcy rządzący z Isfahanu, Reiy czy Tebrizu oraz szachowie irańscy, byli politykami, których horyzont nie przekraczał naturalnych granic Iranu i terenów od Mosulu do Samarkandy. Tak samo rzymscy cesarze niemieccy z XI w. pozostali jako następcy Karola Wielkiego zwykłymi królami Niemiec i Italii, zaś ich horyzont polityczny nie przekraczał Rodanu i Łaby. Konsekwencje tego faktu były takie, że seldżuccy sułtanowie Persji w XII w. okazali się o wiele bardziej zatroskani interesami ich irańskiego królestwa niż obroną islamu przed krucjatą. Zażarte walki, które prowadził islam syryjski przeciwko pierwszej krucjacie, w znacznie mniejszym stopniu interesowały muzułmańskich sułtanów niż obrona ich własnej domeny przeciwko arabskiemu buntowi i religijna niesubordynacja abbasydzkich kalifów z Bagdadu (którzy, tak jak papieże w Rzymie, uniezależnią swoje małe patrymonium w Iraku). Wojna z Zachodem dotykała ich też w mniejszym zakresie niż obrona własnej domeny wobec feudalnego buntu tureckich atabegów we wszystkich prowincjach irańskich. Byli oni bardziej zainteresowani obroną przed zagrożeniem, którym dla pogranicznych terenów wschodnich, na linii Oksusu (Amu-darii), gdzie pełnili swoją "straż na Renie", było przybycie nowych plemion barbarzyńskich - Oguzów i Karakitajów. Te pogańskie ludy przymierały głodem i poszukiwały żyznych ziem, walcząc ze swoimi zislamizowanymi, często ziranizowanymi i zamożnymi pobratymcami. Podczas gdy islam w Syrii walczył przeciwko krucjacie, seldżuccy sułtanowie Persji ukierunkowali swoją politykę, biorąc pod uwagę przede wszystkim zagrożenie płynące ze wschodu i północy. Nadchodziło ono ze stepów, ze strony ludów tatarskich, i jeśli możemy tak powiedzieć, sułtanowie Persji przeczuwali nadejście Czyngis-chana. Ale skoro stali się Persami, to idea kontrkrucjaty przekraczała ich irański horyzont polityczny i nie byli nią zainteresowani.

Podczas gdy Seldżucy ze starszej linii ziranizowali się, ich bracia z młodszej linii w Syrii stali się Syryjczykami. W otoczeniu arabskim w Aleppo i Damaszku dwaj wnukowie Malikszaha - Ridwan i Dukak - byli nikim więcej niż arabskimi malikami, których ambicje ograniczały się do waśni z innymi szejkami i emirami albo do walki między sobą o małe księstewka Hamy i Himsu. Przy tym zupełnie nie troszczyli się o wielką politykę, podobnie jak wzbudzający uśmiech następcy wielkich Karolingów, którzy w X w. byli królami w Arles.

Przeciwnie było z Seldżukami z Azji Mniejszej, którzy na dziewiczych terenach płaskowyżu anatolijskiego, gdzie przed podbojem seldżuckim nie istniała żadna władza muzułmańska, pozostali Turkami, i to dzięki nim poprzez seldżuckie królestwo Ikonium i Turcję Osmańską narodziła się współczesna Turcja.

Początkowe niezrozumienie istoty frankijskiej inwazji przez społeczeństwo muzułmańskie

Terytorialny, polityczny, a także moralny rozłam w dawnym imperium seldżuckim, sięgający głębokiego zróżnicowania poszczególnych części tureckiego dziedzictwa, sprawił, że stały się one dla siebie nawzajem obce, a to w dużej mierze wyjaśnia przyczyny sukcesu pierwszej krucjaty. Zwycięstwo Franków, które byłoby o wiele trudniejsze, gdyby krucjata napotkała zjednoczone imperium turecko-arabskie Malikszaha, zostało odniesione bez większych trudności dzięki jego rozdrobnieniu i feudalizacji oraz dzięki konfliktom między następcami wielkiego sułtana. Podobnie było w przypadku najazdów normańskich z IX-XI w., które odniosły sukces za sprawą niemocy Zachodu spowodowanej podziałami państwa karolińskiego. Krucjata, idąc między podzielonymi Seldżukami z Anatolii, Syrii i Iranu oraz przechodząc między Seldżukami i Egipcjanami, oddzielonymi bezlitosną nienawiścią religijną, ustanowiła swoje państwa w nadmorskiej Syrii. Podobnie Normanowie, dzięki karolińskiemu podziałowi, mogli osiedlić się w nadmorskiej Neustrii.

Warto zauważyć, że owe wielkie masy muzułmańskie, które wielokrotnie mogły zmiażdżyć zachodnie oddziały ekspedycyjne przybyłe do Azji, wobec demoralizacji i paraliżu wynikającego z braku jedności okazały się niezdolne do zatrzymania frankijskiego najazdu. Analogicznie było w przypadku starej Europy w 1793 r., która zdumiona i zwyciężona przez niezrozumiałą dla siebie jakobińską inwazję, zdołała zjednoczyć się i zareagować dopiero 20 lat później, w bitwie pod Lipskiem. W 1097 r. sułtanowie Persji mieli dość czasu, aby przyjść z pomocą swym kuzynom w Azji Mniejszej, atakowanym przez Gotfryda z Bouillon. Jednak ani oni, ani ich krewniacy z Syrii nie pomyśleli o tym i pozwolili bez większych obaw przejść armii frankijskiej po trupach Turków z Anatolii. Po przybyciu krucjaty do Syrii dwaj Seldżucy syryjscy, Ridwan z Aleppo i Dukak z Damaszku, także nie pomyśleli o połączeniu sił. Byli braćmi, ale zarazem wrogami; oddzielnie stawili czoła krucjacie i oddzielnie zostali przez nią pobici. W inny sposób nie można wytłumaczyć zdobycia Antiochii, czyli mówiąc inaczej, opanowania ziemi syryjskiej przez krzyżowców. Dopiero po upadku miasta - kiedy było już za późno - żołnierze seldżuckiego sułtana Persji, który w końcu zdecydował się na interwencję, zjawili się we wrogim otoczeniu, ale nie mając punktu oparcia, zostali zmuszeni do odwrotu. Aż do tego momentu między muzułmanami chodziło tylko o brak porozumienia w obliczu wspólnego wroga. Z czasem miało być jeszcze gorzej. W trakcie oblężenia Antiochii druga potęga świata muzułmańskiego, fatymidzki Egipt, zaproponowała dowódcom krzyżowców zdradziecki sojusz przeciwko islamowi kosztem Turków: gdy krucjata odbierze Turkom północną Syrię, Egipt uderzy na nich od południa i odbije z ich rąk Palestynę. Zauważmy, że nie chodziło tu o projekt nierealny, skoro w 1098 r. został on świetnie wykonany. Mogło się to odbyć dzięki podziałom i demoralizacji, które toczyły świat muzułmański - w efekcie krzyżowcy mimo popełnionych wielkich błędów politycznych i militarnych latem 1099 r. szybko zdobyli Jerozolimę.

Do tych ogólnych powodów osłabienia świata islamu warto dodać lokalną anarchię, będącą rezultatem powstania dużej liczby małych państewek tureckich i ormiańskich na pograniczu syryjsko-anatolijskim oraz państewek turecko-arabskich w Syrii i Palestynie. Na pograniczu syryjsko-anatolijskim od Edessy w Cylicji do Antiochii chaos w 1096 r. był o tyle większy, że dominacja turecka na tym terenie była zupełnie świeża (trwała niewiele ponad dziesięć lat) i nie zdążyła zapuścić korzeni. Zniknięcie rządów seldżuckich po tak krótkim czasie pozwoliło chrześcijanom, zwłaszcza Ormianom, żywić nadzieję na szybki rewanż, a przybycie w takich okolicznościach krzyżowców spotkało się ze sprzyjającymi nastrojami. Gdy w 1097 r. wódz krzyżowy Baldwin z Boulogne zajęciem Turbesselu rozpoczął budowę frankijskiego Hrabstwa Edessy, spowodował też spontaniczny bunt Ormian przeciwko dominacji tureckiej, co w konsekwencji bardzo ułatwiło mu zadanie.

W Syrii północnej główna rola w muzułmańskim oporze powinna przypaść - podkreślamy to jako typowy przykład - seldżuckiemu władcy Aleppo Ridwanowi. Jednak w historii Wschodu nie było osobowości bardziej tchórzliwej i ograniczonej, mniej zdolnej do szerszego oglądu sytuacji i stanowczego działania. Była to postać podobna do XV-wiecznego tyrana italskiego, dla którego cała polityka sprowadzała się do walki z członkami własnej rodziny lub z najbliższymi sąsiadami o opanowanie jakiegoś małego domku, a morderstwo było w pełni zrozumiałym sposobem działania. Nie dotyczy to nawet porozumień Ridwana z asasynami, które nie dają pełnego wyobrażenia o tym niepokojącym osobniku. Jego cechy osobowościowe są wystarczające, aby wyjaśnić niepowodzenie lub może niemożność odniesienia sukcesu początkowej muzułmańskiej kontrofensywy. Główną sprawą, którą Ridwan się zajmował w momencie przybycia krzyżowców, była walka przeciwko emirowi Himsu Dżanah ad-Dauli, który w 1097 r. uniezależnił się od niego. Choć Ridwan od pewnego czasu był w złych relacjach z Jaghi Sijanem, emirem Antiochii, zbliżył się do tego ostatniego, aby wspólnie odebrać Hims ad-Dauli. Kampania zaczęła się, kiedy pierwsi krzyżowcy, wychodząc z Anatolii, oblegli Antiochię. Niezadowolony z tego, że Jaghi Sijan opuścił jego oddziały w celu obrony Antiochii, Ridwan w decydującej chwili wysłał swemu wasalowi pomoc, która okazała się zbyt późna i niewystarczająca. Gdy w 1098 r. dwór w Egipcie proponował Frankom sojusz i podział Syrii i Palestyny, ten zdegenerowany Seldżukida wciąż myślał, jak dołączyć do tego układu z nadzieją uzyskania pomocy Egipcjan w dziele pozbawienia rodzonego brata, Dukaka z Damaszku, jego posiadłości.

Bezpośredni świadkowie największych wstrząsów w historii rzadko dostrzegają ich znaczenie i charakter. Powyższa konstatacja jest w pełni uzasadniona w przypadku postawy książąt muzułmańskich w Syrii wobec przybycia Franków w latach 1097-1098. Uczestniczyli w tych niezwykłych wydarzeniach, nie rozumiejąc ich historycznej wagi, i w czasie inwazji kontynuowali swoje drobne feudalne konflikty oraz szukali możliwości natychmiastowego wykorzystania najeźdźców dla własnych celów.

Przyczyny początkowego sukcesu krucjaty: "rozkwit Europy" i obrona Zachodu

Czy można stwierdzić, że sukces pierwszej krucjaty był wynikiem jedynie dekompozycji politycznej i anarchii w społeczeństwie turecko-arabskim u schyłku XI w.? Połóżmy więc na szali wielką siłę moralną, dzisiaj powiedzielibyśmy dynamizm, samej krucjaty. Biorąc pod uwagę dokonania Urbana II, była ona raczej spontanicznym przejawem - nie pierwszym tego typu - wielkiego zjawiska historycznego, który Louis Halphen słusznie nazwał rozkwitem Europy. Zjawisko to w całości, jak przekonująco ustalił ten historyk, ściśle powiązane jest z krucjatami. Rozkwit Europy to siła duchowej ekspansji, a w jej następstwie również ekspansji militarnej, demograficznej i artystycznej, której ruch reformy kluniackiej był jednym z pierwszych przejawów. Był to jeden z pierwszych czynników, który w XI w. objawił się w rozwoju sztuki romańskiej, rozkwicie ruchu pielgrzymkowego, ustanowieniu monarchii papieskiej i wyprawach wojennych przeciwko Arabom w Hiszpanii. Krucjaty nie będą niczym innym, jak duchową i polityczną manifestacją tego wielkiego poruszenia, które było pierwszym renesansem Europy po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Inicjator krucjaty Urban II był duchowym spadkobiercą fundatora monarchii papieskiej Grzegorza VII. Ponadto krucjata, jeśli rozumie się ją jako obronę świata łacińskiego przeciwko islamowi, nie zaczęła się wcale, jak wynika to z podręczników, na Wschodzie i w 1097 r., ale jeszcze w pierwszej połowie XI w., i to na dalekim Zachodzie, w Hiszpanii, kiedy to Grzegorz VII gorąco zachęcał baronów francuskich, aby udali się tam pod sztandarem rekonkwisty. Osiągnięcia tego papieża wobec muzułmanów w Hiszpanii były zapowiedzią tego, czego dokonał Urban II wobec muzułmanów w Syrii. Pierwszym spośród zwerbowanych dla uwolnienia Świętego Grobu był hrabia Tuluzy Rajmund z Saint-Gilles (z Le Puy), człowiek, który brał udział w walkach z Arabami w Hiszpanii. Tak więc krucjata lewantyńska była powiązana z hiszpańską rekonkwistą. Nawet okręty włoskich miast portowych, zanim pomogły krzyżowcom w zdobyciu nadmorskich miast w Syrii i Palestynie, brały udział w walce przeciwko islamowi, pomagając Hiszpanom w odbiciu Balearów. Bóg tak chce! z 1095 r. było najwyraźniej jedynie nową formułą. Mijał już prawie wiek, odkąd papiestwo proklamowało krucjatę w Hiszpanii, a baronowie z południa i północy Francji wypełniali zawołanie Bóg tak chce! na pogranicznych terenach Kastylii i Aragonii.

Krucjaty hiszpańskie, które były wielkim preludium do wyprawy z 1096 r., przygotowały Zachód na pojawienie się wezwania Urbana II. Papiestwo ogłosiło, że z powodu podbojów tureckich i upadku Bizancjum obrona Zachodu nie może odbywać się tylko na zachodnim hiszpańskim pograniczu, ale także na wybrzeżach Azji. Wobec zwycięskiej tureckiej inwazji bizantyjski opór, który się załamał, musi zostać zastąpiony przez siły frankijskie. Krucjata zapoczątkowana przez Urbana II w 1095 r. to zbawcza reakcja, odruch obronny Europy w obliczu największego zagrożenia od czasów upadku Cesarstwa Rzymskiego. Jedność świata rzymskiego została nagle przywrócona w sferze moralnej od Atlantyku po Dunaj, a nawet do Bosforu, aby przez kolejne trzy i pół stulecia opóźnić tragiczny rok 1453. Bowiem Turcy instalujący się od 1080 r. w Nikei i Smyrnie, nad brzegiem Morza Marmara i Morza Egejskiego, byli już wówczas w przededniu tego, co stało się w 1453 r. Dwa lata po przejściu pierwszej krucjaty, latem 1099 r., dzięki jej zwycięstwu i za sprawą zupełnie nadzwyczajnego obrotu wydarzeń, kiedy to papież z Rzymu dla obrony Zachodu podjął dawne dzieło cesarzy rzymskich, w Azji Mniejszej doszło do powrotu do sytuacji istniejącej na tym terenie przed upadkiem Bizancjum w 1081 r. Natomiast w Syrii i Palestynie sytuacja, na ile było to możliwe, wróciła do stanu sprzed pojawienia się Mahometa. Dzięki wielkiemu papieżowi, który zatamował płynącą rzekę, bieg losu został zatrzymany i nagle zawrócony. Pomoc pierwszej krucjaty sprawiła, że cesarz Aleksy Komnen począwszy od 1097 r. odzyskał prawie całą zachodnią Anatolię. Północna Syria z Antiochią od 1098 r. była normańskim księstwem, Wielki Liban od poddania się Tortosy Rajmundowi z Saint-Gilles w marcu 1102 r. zaczął przekształcać się w hrabstwo tuluzańskie (prowansalskie), a Palestyna od wstąpienia na tron Baldwina I w 1100 r. stała się francusko-walońskim Królestwem Jerozolimy.

Sukcesy i błędy podboju frankijskiego: przykład Hrabstwa Trypolisu

Te ogromne zdobycze zostały osiągnięte za cenę niezliczonych wahań i oczywistych sprzeczności, poprzez serię prób i błędów, braków, nawet niepowodzeń. Wielkie fakty historyczne stają się takie tylko z dystansu, podczas gdy z bliska są niewyraźne, a czasami wręcz zanikają, podobne do rzymskiej granicy, limesu, którą Antoine Poidebard3 znajduje w zarysach w trakcie swoich lotniczych poszukiwań na pustyni syryjskiej. Natomiast gdy podróżnik przemierza drogę po jej szczątkach, często nie dostrzega po niej śladu. Najbardziej charakterystycznym przykładem tej zasady - warto wyodrębnić go w celu zilustrowania przywołanych spostrzeżeń - jest historia prowansalskiego Hrabstwa Trypolisu. Podczas gdy dzięki energicznym działaniom dwóch silnych ludzi, Boemunda i Baldwina I, ogólne linie rozwoju Księstwa Antiochii i Królestwa Jerozolimy zostały zarysowane od razu, to w przypadku przyszłego hrabstwa w Wielkim Libanie działo się to za cenę wielu wahań i budzących zdziwienie niedociągnięć. To właśnie jego założyciel, hrabia Tuluzy Rajmund z Saint-Gilles - osobowość złożona, charakter niespokojny, nierówny, pełen nerwowości, na zmianę entuzjastyczny i pozbawiony energii, pełen określonych ambicji, które nagle porzucał, z huśtawką nastrojów, a przy tym wytrwały - z opóźnieniem osiedlił się w tym pięknym libańskim zakątku, który uwiódł go już w czasie pierwszego przemarszu przez ten obszar (o czym świadczy próba zdobycia Arki w 1098 r.). Gdy w marcu 1102 r. Rajmund zajął (bez większego oporu i za zgodą mieszkańców) urzekającą pięknem Tortosę, całkowicie zaangażował się w niestałe do tej pory ambicje. To w Tortosie wzniesiono piękną katedrę Panny Marii, z podwójnymi inspiracjami romańskimi i gotyckimi, która pozostanie jednym z najbardziej wyrazistych tytułów do chwały dawnej cywilizacji francuskiej w Lewancie. Muzułmanie, którzy dobrze wyczuwali zagrożenie, już w następnym miesiącu za sprawą emira Himsu Dżanah ad-Dauli podjęli próbę odzyskania miasta, ale zwycięstwo Rajmunda, który zaskoczył ich obóz i zdziesiątkował armię, definitywnie przypieczętowało podbój Tortosy (kwiecień 1102 r.). Jednak zamiast metodycznie kontynuować zajmowanie terenów nadmorskich, czego można byłoby oczekiwać, hrabia Tuluzy skierował wzrok na tereny w głębi lądu. W kwietniu 1103 r. miał zamiar przejąć twierdzę Kurdów (przyszły Krak des Chevaliers), którą na krótko zajął po raz pierwszy z armią krucjatową w 1099 r. i której strategiczną ważność uznał z racji kontroli nad drogą z Himsu. Ale wkrótce to sam Hims, królujący nad górnym Orontesem, stał się jego celem. Zabójstwo Dżanah ad-Dauli, który padł 1 maja 1103 r.4 pod ciosami morderców najętych przez atabega Ridwana z Aleppo, dało Rajmundowi nadzieję na jego przejęcie. Poniósł jednak porażkę i to atabeg Damaszku Tughtakin stał się panem Himsu, który dla Rajmunda pozostał przedmiotem tęsknoty. Jej wyrazem będzie to, że zarówno on, jak i jego bezpośredni następcy będą się tytułować przez jakiś czas seniorami tego miasta (princes de la Chamelle, zgodnie z frankijską nazwą antycznej Emesy). Analogicznie królowie Anglii, których dziadowie przegrali wojnę stuletnią, aż do XVIII w. będą pretendować do tytułu królów Francji.

Rajmund z Tuluzy dopiero po porzuceniu, przynajmniej chwilowo, swoich ambicji wobec doliny górnego Orontesu (jego następcy będą podejmowali próby usadowienia się w Dolinie Bekaa, szczególnie Rajmund II) ostatecznie zdecydował się na założenie władztwa w Libanie. Budowa przez niego Zamku Pielgrzyma na miejscu współczesnego Trypolisu i blokada, którą ustanowił i uporczywie utrzymał wokół XI-wiecznego miasta (obecnie teren wokół portu Al-Mina) aż do osiągnięcia celu, potwierdza w tym względzie jego stanowczą decyzję. Ten kierunek polityki hrabiego ostatecznie jeszcze wtedy nie zatriumfował, ale już jego bratanek i następca Wilhelm-Jordan pojął strategiczne znaczenie miasta Arka u wyjścia z gór na równinę Akkaru, w centralnym punkcie drogi syryjskiej między Tortosą i Trypolisem. Wilhelm, po odrzuceniu napierającego z drugiej strony gór atabega Damaszku Tughtakina, próbującego odblokować Arkę (marzec 1109 r.), na początku kwietnia tego samego roku zajął opuszczoną przez obrońców twierdzę. W tym momencie kości zostały rzucone. Niewyraźne do tej pory prowansalskie projekty, które lawirowały między górami Nosairi a doliną górnego Orontesu, nabrały ciała i skonkretyzowały się na wybrzeżu libańskim. Zdobycie Trypolisu przez frankijską koalicję 12 lipca 1109 r. było ukoronowaniem tego dzieła.

Ostatnie pod względem chronologicznym państwo krzyżowe zostało założone. Mimo licznych niepewności, które istniały w okresie wcześniejszym, okazało się ono bardzo trwałe, skoro Królestwo Jerozolimy zniknęło w 1187 r., Księstwo Antiochii w 1268 r., zaś Hrabstwo Trypolisu istniało aż do 1291 r. Co więcej, trwałość wpływów frankijskich na tym obszarze ujawniła się w wezwaniu ludności maronickiej z gór Libanu o opiekę ze strony Francji w 1860 i 1919 r.

Budowniczowie Francji w Lewancie. Linia królów Jerozolimy w XII wieku

Tymczasem po ustabilizowaniu sytuacji związanej z dokonanym podbojem pojawiły się nowe, niespodziewane dla organizatorów wyprawy krzyżowej problemy, które stanęły przed frankijskimi książętami. Jak wspomniano, krucjata była odbiciem genialnego umysłu papieża mającego na widoku obronę Zachodu. Jednak w czasie jej realizacji ujawniła się psychologia tłumu, podobnie jak na przykład podczas rewolucji francuskiej5. Z tego względu można mówić, że istnieje legenda krucjat, tak jak istnieje legenda o ochotnikach rewolucji. Czy krucjata jako mistyczna fala i ruch międzynarodowego idealizmu grała taką samą rolę w założeniu państw frankijskich w Syrii, jak idealizm paneuropejski pierwszych rewolucjonistów w powstaniu "Cesarstwa Francuskiego"? Jak dzięki jednej z owych sprzeczności, które nadają smak historii, aneksja Niderlandów i Nadrenii w 1795 r. była pochodną humanistycznych deklaracji pacyfistów i internacjonalistów z 1790 r., tak samo stworzenie i utrzymanie frankijskich kolonii w Syrii w XII w. musiało mieć swoje źródło w przypływie bezinteresownego mistycyzmu zgromadzeń w Clermont, Vézelay czy Gisors. Ale po dokonaniu podboju jego utwierdzenie w dwóch przypadkach stało się możliwe poprzez osłabienie, a nawet zanegowanie początkowych postaw. Trudno znaleźć potwierdzenie tezy, że to idee Rousseau z 1790 r. pozwalały przez 18 lat utrzymywać panowanie Francji w Nadrenii. Wydaje się, że obok nich i abstrahując od idealizmu, sfrancuszczenie kraju było przede wszystkim dziełem cesarskich prefektów, takich jak Jean Bon Saint-André i jego naśladowcy, których praktyka administracyjna przypominała tę w wykonaniu wielkich urzędników z Wersalu. Analogicznie, kiedy przygoda pierwszej krucjaty znalazła swój szczęśliwy finał po ślepym trafie, który legł u podstaw Królestwa Jerozolimy, utrzymanie przez prawie stulecie nowej frankijskiej kolonii (1099-1187) było zasługą głównie roztropnej, realistycznej, bardzo przyziemnej, ale też trochę romantycznej dynastii walońsko-andegaweńskich królów Jerozolimy. Złagodzili oni ostrze krucjaty i używali jej w konkretnym celu, okazując zdolność do wykonania godnej podziwu i olśniewającej pracy, porównywalnej z tą, jaka była udziałem Kapetyngów w Galii.

Dobrobyt frankijskiej kolonii w czasie tego pierwszego okresu jej istnienia w muzułmańskim otoczeniu był arcydziełem mądrości pierwszych sześciu królów Jerozolimy, Baldwinów, Fulka, Amalryka, wschodnich odpowiedników francuskich Filipów Augustów i Filipów Pięknych. Było to dzieło monarchii frankijsko-syryjskiej, dzieło, którego zupełnie nie przewidziała pierwsza krucjata, i przeciwko której duch owej krucjaty, reprezentowany w 1100 r. przez arcybiskupa Daimberta z Pizy, powstał z całą mocą. Jednak zderzył się z nim Baldwin z Boulogne, kiedy stał się królem Jerozolimy Baldwinem I, a był to człowiek skrojony na miarę epopei, a raczej nad nią dominujący, skoro jako jedyny z wielkich baronów zrozumiał ją w całości, obracając na swoją korzyść. Będąc zaś pozbawionym skrupułów awanturnikiem, w sposób naturalny stał się mężem stanu. Przemoc i cierpliwość, porywczość i przebiegłość, hipokryzja i cynizm, lojalność, brutalność i perfidia, zbrodnia jako cnota - zbrodnia stanu jako cnota przywódcy - te elementy jego bogatej osobowości nigdy nie dominowały w jego działalności, gdyż ponad nimi górowało wyobrażenie racji stanu, której wszystko zostało podporządkowane. Starożytni Grecy nazwaliby go Budowniczym, Ktistes. Owo frankijskie państwo Jerozolimy, niespodziewanie powołane do życia lub jeśli tak chcemy, powołane do życia przez przypadek, okaże się nazajutrz po założeniu tak trwałe, że nikt po Baldwinie I nie pomyśli o jego zakwestionowaniu. Jakkolwiek frywolne nie byłyby zwyczaje Baldwina i jego niezależność wobec patriarchatu, kronikarze, mówiąc o nim, nie mogli zapomnieć, że zanim stał się człowiekiem miecza, był człowiekiem Kościoła. To z tego okresu zachował na zawsze widoczną godność, nosząc swój królewski płaszcz jak biskupią kapę, tak samo jak w sferze moralnej zachował rzymski porządek ducha. Stworzył królewski majestat porównywany za sprawą jego geniuszu do majestatu Dawida i Salomona. W trakcie 18 lat rządów (1100-1118) stworzył także tradycję królewską, albowiem powstała ona na skale Syjonu, na tradycji Kapetyngów, Anglo-Normanów oraz cesarzy rzymskich narodu niemieckiego.

A jego następcy na tronie Jerozolimy? Byli to mądrzy władcy, którzy natychmiast przejęli ową tradycję, wzmacniając ją przez kontynuację i wkrótce czyniąc z tej śmiałej improwizacji czcigodną rzeczywistość. Byli to władcy na właściwym miejscu, akuratni, stworzeni do roli królów. Tacy byli w latach 1118-1144 Baldwin II Kunktator i Fulko Andegaweński Mądry, tacy byli w latach 1144-1173 Baldwin III, zwolennik sojuszu z Damaszkiem, i Amalryk I, negocjator sojuszu z Bizancjum, i taki był w końcu, w ciągu swoich 12 lat agonii w siodle, Baldwin IV, młodzieniec delikatny, heroiczny, Król Trędowaty (1173-1185). Tacy też byli, z przerwą po 1187 r., nowi władcy frankijscy w latach 1192-1225, przywróceni przez trzecią krucjatę: Henryk z Szampanii, Amalryk II z Lusignan i Jan z Brienne. Znajdowali się oni, cała ósemka, na antypodach ducha krucjatowego, pod którym rozumie się romantyczny charakter świętej wojny w stylu Piotra Pustelnika czy Waltera Bez Mienia. I przeciwnie, jeśli przez ducha krucjaty rozumiemy ideę osadnictwa z adaptacją w lokalnym środowisku i jej inteligentne wykorzystywanie, wszyscy ci władcy byli do głębi kolonistami, twórcami szerokiej polityki muzułmańskiej, pragnącymi ustanowienia mądrych sojuszy z emirami turecko-arabskimi, mniej niebezpiecznymi niż pretensje sułtanów i kalifów.

Swobodnie umoszczeni na szachownicy feudalizmu turecko-arabskiego, między sunnitami i szyitami, Egipcjanami i Turkami, asasynami i zwolennikami kalifatu, Aleppińczykami i Damasceńczykami, królowie Jerozolimy korzystali na ich rywalizacji z iście lewantyńskim sprytem, aby najdłużej jak to możliwe utrzymać korzystne dla siebie podziały w świecie muzułmańskim, zapewniające równowagę na Wschodzie. Dzięki tej równowadze stali się oni decydującym czynnikiem, i to do nich zwracali się mniej znaczący emirowie, prosząc o pomoc przeciwko sułtanom-hegemonom. To w ten sposób Fulko z Andegawenii chronił turecki emirat Burydów w Damaszku przeciwko tureckiemu, zankijskiemu Aleppo. Później zaś, kiedy niebezpieczeństwo zmieniło miejsce, Baldwin IV uratował ten sam emirat Aleppo przed zamiarami Saladyna. W międzyczasie Amalryk I rozciągnął nad zagrożonym przez sunnickie królestwo Saladyna szyickim kalifatem w Egipcie podobną opiekę, która na krótko przyjęła postać prawdziwego protektoratu. Także w przypadku strasznej sekty asasynów Baldwin II zaakceptował sojusz z nimi, szczęśliwy, że znalazł w łonie społeczeństwa muzułmańskiego wewnętrznych wrogów islamu, którzy siali w nim anarchię, antypatriotyzm i demoralizację, tak dobrze służące interesom Franków. Postawę Baldwina II w tym względzie kontynuowali wszyscy jego następcy, wliczając Henryka z Szampanii, który po przyjacielsku złożył wizytę wielkiemu mistrzowi wzbudzających strach sekciarzy. W czasie tej wizyty interweniował dopiero wtedy, gdy ich przywódca, chcąc go uhonorować, zaproponował, że na jego oczach dziesięciu członków sekty odurzonych haszyszem kolejno popełni samobójstwo.

W chwili gdy duch krucjaty wraz z nowymi pielgrzymami, którzy schodzili na ląd, unieważniał owoce tego cierpliwego trudu, zaniepokojeni Frankowie z Syrii posuwali się aż do odrzucenia ich wsparcia, jak to miało miejsce w 1148 r. w trakcie drugiej krucjaty. Wówczas uniknięto ostatecznego ataku przeciwko państwu damasceńskiemu, którego istnienie uznano za konieczne dla zachowania syryjskiej równowagi. Rezultat tej polityki był taki, że w ciągu półwiecza Królestwo Jerozolimy zostało zaakceptowane jako konieczny sąsiad przez większość muzułmańskich potęg Bliskiego Wschodu. Było tak aż do epoki Saladyna, który na początku swego panowania w Egipcie widział w państwie frankijskim opatrznościowy bufor oddzielający go od atabega Aleppo i Damaszku Nur ad-Dina. Aby dać pojęcie o przebytej przez władców Jerozolimy drodze, wystarczy przypomnieć, że po masakrze muzułmanów w Świętym Mieście dokonanej przez pierwszych krzyżowców w 1099 r. król Fulko w 1140 r. dwornie przyjął w meczecie Omara emira Usamę i wezyra Damaszku. Do tego należy dodać fakt o kapitalnym znaczeniu dla konsolidacji hegemonii chrześcijańskiej: dyplomacja frankijskiego królestwa była nie mniej skuteczna w kontaktach z Bizantyjczykami. Choć w okresie 1096-1204 Bizancjum było dla wszystkich krzyżowców przemierzających jego terytorium wrogiem prawie równie obrzydliwym jak islam, to Baldwin III i Amalryk I dzięki mądrej polityce matrymonialnej (obaj poślubili greckie księżniczki) doprowadzili do sojuszu z cesarstwem i uzyskali jego opiekę. Zrozumienie lokalnych uwarunkowań pozwoliło im też doprowadzić do porozumienia między Bizancjum a Ormianami, tak aby uformować wobec islamu sojusz potęg chrześcijańskich Lewantu.

W tym wszystkim duch monarchii frankijskiej, duch Kapetyngów przeniesiony na teren kolonizowany, znajdował się na przeciwległym biegunie tego, co było duchem krucjaty. Wyjątkiem jest tu pierwsza wyprawa krzyżowa, która w sposób zdecydowany znajduje się poza tym rozróżnieniem, oraz trzecia wyprawa, której dzieło odzyskania utraconych ziem zostało zapoczątkowane już przez Konrada z Montferratu. Jednak czy wszystkie inne krucjaty, których celem było powiększenie frankijskiej Syrii, nie przyniosły w efekcie najbardziej opłakanych skutków? Czyż nie włączyły one dynastii jerozolimskiej w walki o zdobycie przysłowiowych kilku folwarków czy podniesienie jakiejś chaty do rangi twierdzy? Nieznane dziś bliżej negocjacje Baldwina II z muzułmanami z Aleppo oraz Fulka i Baldwina III z muzułmanami z Damaszku bardziej przyczyniły się do konsolidacji i powiększenia państwa frankijskiego niż waleczność francuskich baronów, którzy świeżo zeszli na ląd. Jedyną epopeją, która się liczy, jest trwała wielkość. Prawdziwa epopeja frankijska zawiera się w upartej i żmudnej ciągłości pracy dynastii jerozolimskiej, a nie w romantycznych wyprawach baronów i w poruszeniu tłumów. Tak samo dzieło francuskie zawiera się bardziej w codziennym trudzie czy to Filipa II Augusta, Filipa IV Pięknego, Richelieu czy w końcu Vergenne'a, niż w niekończących się wyprawach szwadronów Bonapartego przez Europę.

Ale w 1186 r. wraz ze śmiercią Baldwina V ciągłość dynastyczna została zerwana. Męska linia królów Jerozolimy wygasła i zamiast kuzyna ostatniego króla, hrabiego Rajmunda III z Trypolisu, dziedzica monarchicznej tradycji i starej polityki frankijskiej, ponownie pojawił się duch krucjaty. Przyoblekł się on w ciało zgubnych Templariuszy i rycerza-rabusia Renalda z Châtillon, którzy doprowadzili do oddania korony człowiekowi przypadkowemu, Gwidonowi z Lusignan. Nasuwa się skojarzenie z elekcjami ostatnich królów Polski w XVIII w. Można powiedzieć, że był to koniec godności królewskiej i prawie natychmiast, bo w przeciągu roku, nastąpił koniec królestwa, klęska pod Tyberiadą i podbój całej Palestyny przez Saladyna (1187).

W kierunku islamskiego odrodzenia. Pierwsze symptomy reakcji muzułmańskiej

Zatrzymania oraz cofnięcia frankijskiego podboju i panowania nie można wytłumaczyć jedynie błędami politycznymi ostatnich przywódców Franków. Historyk musi na równi zwracać uwagę na odrodzenie moralne, polityczne i militarne społeczeństwa muzułmańskiego. Jak zobaczymy, jest to odrodzenie zdumiewające, które z okresu mało znaczących jego zwolenników - reprezentujących islam w końcu XI w. - zdołało rozwinąć się we wspaniałe przebudzenie ze schyłku XII w. i drugiej połowy XIII w., z tak zahartowanymi przywódcami, jak Zanki, Nur ad-Din, Saladyn i Bajbars. Przynajmniej dwóch ostatnich należy umieścić pośród najsilniejszych osobowości i najpotężniejszych przywódców w historii Wschodu.

Pod koniec XI w., gdy krzyżowcy ustanowili swoje panowanie w Syrii, widzieliśmy żałosny niedostatek ludzi islamu. Sułtanowie Persji, synowie Malikszaha, to bezbarwni epigoni, a ich słabość, kruchość i wzajemne konflikty przypominają wnuków Karola Wielkiego. Wspomniano też o ich dwóch kuzynach z Syrii i ich niezdolności do wzniesienia się ponad horyzont polityki lokalnej. Być może emir Himsu Dżanah ad-Daula mógłby stworzyć ośrodek oporu, lecz jego muzułmański patriotyzm był słabszy niż nienawiść do Ridwana, władcy Aleppo. Kiedy w 1100 r. ten ostatni chciał wykorzystać niewolę księcia Antiochii Boemunda, aby wyrzucić Franków znad dolnego Orontesu, ad-Daula sparaliżował jego wysiłki, atakując armię aleppińską i zadając jej poważną klęskę. Widzimy też ad-Daulę próbującego w kwietniu 1102 r. wydrzeć Prowansalczykom Tortosę, ale jego zabójstwo z poduszczenia malika Aleppo na początku maja 1103 r. złamało opór muzułmański w środkowej Syrii.

Pozostał atabeg Damaszku Tughtakin, świetny dowódca turecki, który przejął władzę w tym wielkim mieście muzułmańskim od swoich seldżuckich panów i którego jego współczesny Ibn al-Kalanisi, autor arabskiej kroniki Damaszku, niedawno opublikowanej przez H.A.R. Gibba, czyni protagonistą pierwszych kontrofensyw6 muzułmańskich. Czy był nim w rzeczywistości? Oczywiście, brał udział w prawie wszystkich wyprawach skierowanych przeciwko Frankom i był duszą wielu z nich. Tughtakin stanowił wśród burzy wywołanej krucjatą, pośród muzułmańskich książąt, chwiejnych lub głupich, stały punkt oporu, którego inwazja nigdy nie wzruszyła. Był to wojownik, któremu sprzyjała fortuna, i natychmiast ujawnił się jako energiczny dowódca oraz administrator, tak że przerażeni Damasceńczycy poczuli się szczęśliwi, mogąc wymienić wątły autorytet swego lokalnego Seldżukidy na władzę tego silnego człowieka. Zdobywając w ten sposób piękne królestwo Damaszku, poświęcił się jego zaokrąglaniu przez przyłączenie małych sąsiednich księstewek Himsu i Hamy. Jednak jak zaznacza W.B. Stevenson7, Tughtakin przynajmniej w pierwszej połowie swego panowania zajmował się nie tyle organizacją muzułmańskiej kontrofensywy, co wyciąganiem korzyści z istniejących okoliczności, aby ustanowić w muzułmańskiej Syrii damasceńską - czyli własną - hegemonię kosztem lokalnych emirów znad środkowego Orontesu, ale też kosztem fatymidzkich namiestników Tyru. Ostatecznie odniósł sukces, zajmując Hims po śmierci Dżanah ad-Dauli (maj 1103 r.), co znacząco powiększyło terytorium jego państwa oraz pozwoliło mu pójść dalej i splądrować ziemie jego rywala, seldżuckiego władcy Aleppo Ridwana. Następnie skierował swoje działania przeciwko Hamie i po śmierci Ridwana na moment ustanowił opiekę i niemalże protektorat nad Aleppo. Dodajmy, że gdyby udało mu się odnieść sukces w walce z Frankami, niewątpliwie byłby w stanie, pod pretekstem wspólnej walki przeciwko nim, wyrzucić Egipcjan z Tyru. Zauważmy zresztą, że kiedy w wyniku podejmowanych działań Tughtakin dostrzegł wąskość horyzontów muzułmańskich książąt swojej epoki, jego pogoń za realizacją egoistycznych celów się zakończyła. Teraz powiązał je z ogólnymi celami muzułmanów i jako jedyny spośród tureckich przywódców w tym okresie zawarł militarny sojusz z wrogami sunnizmu, jakimi byli fatymidzcy kalifowie szyickiego Egiptu. W 1105 r. to on był jeszcze duszą koalicji zawiązanej z dwoma innymi lokalnymi tureckimi książętami: Ridwanem z Aleppo i Sukmanem Artukidą, emirem Mardinu, w celu przecięcia na dwoje posiadłości frankijskich na wybrzeżu libańskim. Rzeczywiście, w kwietniu-maju 1105 r. wyrzucił po raz pierwszy z Rafaniji Prowansalczyków, którzy niedawno opanowali to miejsce, ale śmierć jego sojusznika Sukmana położyła kres rozwojowi tego pierwszego embrionu muzułmańskiej kontrofensywy. Mimo to Tughtakin kontynuował swe wysiłki, aby uniemożliwić Prowansalczykom zdobycie terenów u podnóża Libanu, kiedy mieszkańcy Arki poddali mu się. Na początku marca 1109 r. został pobity przez armię prowansalską, musiał zrezygnować ze swoich planów i być świadkiem, jak Wilhelm-Jordan zajmuje miasto, co dało początek Hrabstwu Trypolisu.

Wsparcie udzielone przez muzułmanów syryjskich zbrojnym interwencjom żołnierzy sułtańskich dowodzonych przez atabegów Mosulu w latach 1110-1115 stało się kryterium tego, co nazywam islamskim patriotyzmem. Z tego punktu widzenia było czymś skandalicznym, że seldżucki władca Aleppo Ridwan zamknął bramy miasta przed armią wysłaną w 1111 r. przez jego kuzyna, sułtana Persji. Tughtakin zdawał się lepszym muzułmaninem, ponieważ w 1113 r. wspomógł swoimi kontyngentami i ugościł u siebie w Damaszku wodza armii tureckiej, atabega Mosulu Maududa. Jednak niebawem, bojąc się, że zostanie wyeliminowany przez tego groźnego sojusznika, nie zawahał się zamordować go w zdradziecki sposób w wielkim meczecie w Damaszku (2 października 1113 r.). Bezpośredni wysłannik sułtana, dowodzący armią islamskiej kontrofensywy, wydany na śmierć na rozkaz głównego tureckiego księcia w Syrii - ta niesłychana zbrodnia ukazuje brak muzułmańskiego patriotyzmu wśród przywódców społeczeństwa islamskiego. Skandal nastąpił również w 1115 r., gdy Tughtakin zerwał maskę dobrego muzułmanina i publicznie przyłączył swoje siły do króla Baldwina I, żeby zagrodzić drogę nowej armii sułtańskiej wysłanej z Persji pod dowództwem namiestnika Hamadanu. Jakież ma znaczenie to, że stary książę Damaszku, chcąc naprawić to, co zrobił, udał się na wiosnę 1116 r. do kalifa Bagdadu, aby złożyć mu wizytę ad limina i błagać o przebaczenie? Krew muzułmańskiego męczennika zasztyletowanego z jego rozkazu w meczecie Umajjadów pozostaje hańbą, której wszystkie panegiryki Ibn al-Kalanisiego nie są w stanie zmyć.

To nie z Damaszku, a z północnej Syrii czy raczej z pogranicza Diyarbakiru i Mosulu wyszło muzułmańskie przebudzenie. Islamscy wodzowie z tego regionu w maju 1104 r. znienacka zatrzymali w bitwie nad Balikhem (pod Harranem) idącą na wschód i na południowy wschód - ku Mosulowi i Bagdadowi! - ekspansję krzyżowców z Antiochii i Edessy. Wodzowie krucjatowi, Boemund i Baldwin z Le Bourg, starali się poprzez zajęcie Harranu odciąć Aleppo od Mosulu, czyli mówiąc inaczej, przygotować upadek tego pierwszego miasta. Ich niepowodzenie i niewola Baldwina z Le Bourg były klęską frankijskiego Drang nach Osten. Tak jak rzymska granica po śmierci triumwira Krassusa w tym samym miejscu w fatalnym dniu bitwy pod Carrhae, granica frankijska po klęsce pod Harranem z 1104 r. nie przesunęła się poza obszar Edessy.

W każdym razie, jak zauważył W.B. Stevenson, to rok 1110 był istotny w walkach frankijsko-muzułmańskich. Jest to faktyczna data rozpoczęcia muzułmańskiej kontrofensywy, ponieważ zranione interesy ekonomiczne (zwłaszcza kupców z Aleppo, zagrożonych zduszeniem przez posiadłości frankijskie u ujścia Orontesu) spotkały się wtedy z uczuciami religijnymi. W rezultacie rozruchy mieszkańców Bagdadu na tle wyznaniowym wymogły na sułtanie i kalifie ogłoszenie pospolitego ruszenia w celu usunięcia Franków.

W ten sposób rozpoczęły się regularne wyprawy wysyłane do Syrii przez sułtanów Persji, którzy jednak nie raczyli sami stanąć na ich czele, więc były dowodzone przez sułtańskich wasali, atabegów Mosulu i Hamadanu. Jak stwierdził Stevenson, atabeg Mosulu Maudud, który dowodził kolejnymi kampaniami z kwietnia-lipca 1110 r., maja-września 1111 r., kwietnia 1112 r. i czerwca 1113 r., był świadomy, że stał na czele muzułmańskiej kontrofensywy. Podczas gdy lokalni emirowie lub malikowie syryjscy wydawali się niczego nie rozumieć z wydarzeń i widzieli w nich środek rozwoju własnych posiadłości w powszechnie panującym chaosie, Maudud był rzeczywistym wodzem świętej wojny. Był przywódcą bezinteresownym, niemającym na celu powiększenia swego terytorium, aspirującym jedynie, na wzór Gotfryda z Bouillon, do oswobodzenia Jerozolimy, ale dla islamu. Według słów Stevensona był on prefiguracją Nur ad-Dina i Saladyna. Ale właściwy czas jeszcze nie nadszedł i jak widzieliśmy, jego zabójstwo z poduszczenia muzułmanów syryjskich 2 października 1113 r. spowodowało odłożenie na prawie półwiecze muzułmańskiej kontrofensywy we właściwym znaczeniu tego słowa.

Muzułmańskie odrodzenie: Zanki

Aby jednak muzułmańska kontrofensywa nabrała dynamizmu, trzeba było stworzyć trwały związek polityczny między wnętrzem lądu, skąd miała ona czerpać swoje siły, i Syrią muzułmańską, która była teatrem toczącej się wojny. To przedsięwzięcie zostało zarysowane, kiedy w latach 1118-1122 Ilghazi Artukida, emir Mardinu, przyłączył Aleppo do swoich dziedzicznych posiadłości w Diyarbakirze. Rezultatem tego była klęska i śmierć frankijskiego księcia Rogera w bitwie na Krwawym Polu (28 czerwca 1119 r.). Jednak Artukidzi pozostali dynastią zbyt uzależnioną od stosunków feudalnych, bez zmysłu politycznego i koncepcji, w jaki sposób wykorzystać swoje militarne sukcesy do budowy czegoś trwałego. Sytuacja zmieniła się, kiedy prawdziwy wódz, atabeg Zanki, przyłączył do królestwa Mosulu Aleppo (1128), i to wtedy zaczęło się prawdziwe dzieło muzułmańskiej rekonkwisty, niebawem zaakcentowanej przez pierwszy stanowczy sukces - zdobycie Edessy w 1144 r. Było to zwycięstwo tyleż terytorialne, co strategiczne, które pozwoliło przywrócić pełną wolność szlaków komunikacyjnych między Mosulem a Aleppo, dwoma połówkami domeny Zankiego.

Aż do tego momentu monarchia frankijska, mocno osadzona przez dwóch pierwszych Baldwinów, skupiająca pod swoim autorytetem wszystkie odrębne księstwa i baronie łacińskie, miała przeciwko sobie jedynie dorywczo zawierane muzułmańskie koalicje, których efemeryczne zwycięstwa były niweczone przez anarchię panującą w społeczeństwie turecko-arabskim. Począwszy od Zankiego monarchia frankijska znalazła się w obliczu monarchii muzułmańskiej równie trwałej jak ona sama, reprezentowanej, tak jak ona, przez kolejnych mężów stanu i ludzi czynu o pierwszorzędnym znaczeniu.

Zachowując wszystkie proporcje z racji głębokich różnic istniejących między oboma społeczeństwami, Zanki może być porównywany z Baldwinem I - założyciel monarchii muzułmańskiej z fundatorem królestwa frankijskiego. Zanki był oddany dżihadowi, czyli muzułmańskiej świętej wojnie, tak jak Baldwin I był oddany krucjacie. Życie Zankiego, podobnie jak życie Baldwina I, zostało poświęcone walce przeciwko wrogom wiary. Dla tego muzułmańskiego wodza, jak dla Baldwina, święta wojna, której oddał duszę i ciało, która stała się racją jego istnienia, była także jego piedestałem, powodem i środkiem jego wyniesienia. Zanki, tak jak Baldwin, użył świętej wojny i zrealizował ją z korzyścią dla swojej monarszej godności. Dzięki zdobytej w ten sposób aureoli mógł nadać owej godności charakter prawowitości, która uderzała współczesnych. Baldwin I znakomicie połączył swoje tytuły do władzy ze starą godnością monarchii biblijnej, zaś Zanki pamiętał, że jego ojciec atabeg Aksunkur został oficjalnie władcą Aleppo z nadania wielkiego sułtana Malikszaha. Nieważne, że między śmiercią Aksunkura w 1094 r. i ustanowieniem władzy jego syna w Aleppo w 1128 r. ciągłość władzy w ciągu 34 lat była zapewniana przez przypadkowych władców, którzy zdobywali ją w tym wielkim mieście północnej Syrii. Od chwili objęcia rządów Zanki wznowił przerwaną tradycję. Warto podkreślić, że jego pierwszym gestem było oddanie czci pamięci ojca, pierwszego miejscowego atabega. Tak oto niejako przywrócił monarchiczną kontynuację i ustanowił autorytet, odwołując się do inwestytury ostatniego wielkiego sułtana seldżuckiego, przez co zapewnił swojej władzy legalistyczną podstawę. I podobnie jak Baldwin I, Zanki był pełnym żaru wojownikiem oraz inteligentnym i surowym administratorem. Równie twardy jak pierwszy król Jerozolimy, tak jak on z niewielkimi skrupułami, był skłonny do okrucieństwa, co podkreślali arabscy historycy. Pierwszy władca muzułmańskiej Syrii, którego bardziej się bano niż kochano, znalazł jednak sposób na zapewnienie sobie absolutnej lojalności swoich wojowników. Jego fortuna w pełni zależała od ich powodzenia, a każde zwycięstwo wodza oznaczało łup i podział lenn między jego dowódców. I przy całym okazywanym religijnym sceptycyzmie - chociaż muzułmańska wiara tego Turka jest równie bezdyskusyjna jak chrześcijaństwo Baldwina I - pod względem politycznym nie dał się zwieść religijnym ideałom świętej wojny. Jak pamiętamy, Baldwin I z kawaleryjską fantazją porzucił pierwszą krucjatę (nie brał udziału w zdobyciu Jerozolimy), aby dla osobistej korzyści zawładnąć Edessą. Stevenson słusznie zauważa, że tak samo prawdziwym celem Zankiego nie było zdobycie Antiochii, jak można byłoby sądzić, ani też prowadzenie do końca świętej wojny. Cały wysiłek Ibn al-Athira, żeby przypisać swemu bohaterowi jedyny cel, jakim był dżihad, pozostaje w sferze pragnień tego mezopotamskiego historyka, który chce widzieć we władcy Mosulu prefigurację Saladyna. Bezpośrednim celem Zankiego było w mniejszym stopniu odebranie Frankom Antiochii czy Jerozolimy niż zdobycie Damaszku na innej muzułmańskiej dynastii, czyli Burydach. Sedno jego programu - i to dlatego był on groźniejszy dla Franków niż bardziej zaangażowani religijnie adwersarze - to zjednoczenie muzułmańskiej Syrii, polityczny cel, po którego osiągnięciu muzułmanom zostanie zapewniona militarna przewaga nad chrześcijanami.

Muzułmański Ludwik IX - atabeg Nur ad-Din

W chaosie pierwszej połowy XII w. Zanki zaprowadził porządek, główną zasadę stabilnych rządów. Dzięki niemu Aleppo stało się biegunem przyciągania, rdzeniem, wokół którego doszło do zjednoczenia muzułmańskiej Syrii. Od 1146 do 1173 r. jego syn Nur ad-Din kontynuował to dzieło. Kontynuował je trochę tak jak Ludwik IX Święty czynił to w przypadku dzieła Filipa II Augusta. Polityk i zdobywca ustąpił pola świętemu. Nie chodzi o to, że Nur ad-Din zupełnie porzucił - tak jak nie zrobił tego Ludwik IX - tradycję militarną swoich przodków. Przeciwnie, spędził życie na świętej wojnie. Chociaż precyzyjniej byłoby stwierdzić, że święta wojna była racją jego istnienia. Oddał się jej z żarliwą gorliwością derwisza. Jest on w tym znaczeniu władcą świętym. Gdy został panem całej muzułmańskiej Syrii, w swoich pałacach w Aleppo i Damaszku wiódł życie zaskakująco proste, które w czasach religijnej egzaltacji, w okresie dżihadu, stało się prawie że życiem ascety, umartwiającego się postem i spalanego modlitwą. I choć większość życia spędził na walce, w rzeczywistości był o wiele mniejszym wojownikiem niż jego ojciec Zanki, a gros jego sukcesów było dziełem dowódców, zwłaszcza Szirkuha i Ajjuba, stryja i ojca Saladyna. W odróżnieniu od Zankiego rzadziej szukał możliwości powiększenia terytorium swego państwa, a bardziej możliwości usunięcia niewiernych, zaś zdobycze terytorialne, zgodnie ze słowami Pisma, były czymś dodatkowym, jak aneksja Damaszku w 1154 r., kiedy to pod jego berłem doszło do zjednoczenia muzułmańskiej Syrii. Czasami był surowym zarządcą, lecz nie było w nim tureckiego okrucieństwa, charakterystycznego dla Zankiego. Rządy Nur ad-Dina są niezwykle mądre i zbawienne dla islamu. Dzięki temu wszystkiemu cieszył się uznaniem wśród Franków, tak jak Ludwik IX zyskał je u muzułmanów; arcybiskup Wilhelm z Tyru kłoni się przed tym księciem sprawiedliwym i wierzącym zgodnie z Prawem. Zauważmy, że tak jak u świętego imama Alego, istniały też wady związane z tymi cechami. Jeśli Nur ad-Din był opiekunem znawców Prawa, uczonych i mędrców, to religijna egzaltacja niekiedy wtrącała go w dziwne stany mistyczne. Zresztą nerwowy i chorowity, będący nieustannie na skraju śmierci, daleki był od silnej konstytucji swego ojca. W tych stanach duszy zupełnie podporządkowywał interes polityczny motywom religijnym, tak że ci, którzy wiedzieli, jak spełnić jego osobiste ambicje, pod pretekstem świętej wojny oszukiwali go. Tak stało się w przypadku młodego Saladyna, którego Nur ad-Din wysłał do Egiptu w celu zajęcia tego państwa i wyrzucenia stamtąd Franków, a który ostatecznie odmówi mu wydania swojej zdobyczy. Nur ad-Din zmarł w 1174 r. ogromnie rozczarowany, z gorzką świadomością roli, jaką odegrał Saladyn, lecz nie podjął decyzji o jego ukaraniu w obawie, że Frankowie wykorzystają to zerwanie między nimi. Rezultat był taki, że kilka lat po śmierci Nur ad-Dina jego następcy zostali w całości pozbawieni syryjskiego dziedzictwa przez Saladyna, który zjednoczył pod swoją władzą ziemie muzułmańskie od Nubii aż do Diyarbakiru.

Saladyn Zdobywca

Wraz z Saladynem zakończył się ostatni etap procesu. Dzieło unifikacji zapoczątkowane wokół Aleppo po objęciu całej muzułmańskiej Syrii dopełniło się, ustanawiając wielkie imperium syryjsko-egipskie, pod którego naciskiem Frankowie z obszarów nadmorskich zostaną w 1187 r. zepchnięci do morza. Saladyn Obrońca (an-Nasir) - tak nazywał go kalif. Historia arabska, chcąc podkreślić nadzwyczajny charakter jego dzieła, obdarzyła go po śmierci tytułem sułtana, szukając w pierwszych władcach seldżuckich kwalifikacji na jego miarę. W rzeczywistości kurdyjski zdobywca, tak jak dawniej zdobywca macedoński, wyszedł poza swoich poprzedników i wykracza poza ramy historyczne lub inaczej rzecz ujmując, to ramy historyczne rosną, dopasowując się do skali jego osobowości. Błyskawiczne wyniesienie, którego poszczególne etapy, gdy przyjrzeć się im bliżej, są ostrożnie skalkulowane, jest arcydziełem jego umiejętności. Jego zapał, kiedy był potrzebny, zawsze był świadomy i kontrolowany. Ten młody zwycięzca, u którego wszystko było świeże i spontaniczne, prowadził jak doświadczony wezyr niezliczone intrygi w otoczeniu fatymidzkim, chyba najbardziej skorumpowanym na Wschodzie. Ten przyszły protagonista świętej wojny koranicznej na początku wobec gniewu Nur ad-Dina utrzymał się w swoich posiadłościach w Egipcie, bezwstydnie korzystając z osłony państwa buforowego, jakim była frankijska Syria. Moim zdaniem nie ma sensu wyjaśniać, że Saladyn był gorliwym wyznawcą sunnizmu, tak jak nie trzeba dowodzić, że Aleksandra uformowało nauczanie Arystotelesa. Kurdyjski heros, który będąc awanturnikiem (wywodził się z rodziny właścicieli ziemskich w Wielkiej Armenii), nie należał do żadnej z wcześniejszych dynastii, ale wniósł do starego świata turecko-arabskiego trochę oryginalnej świeżości, tak jak Aleksander Macedoński do świata helleńskiego i irańskiego. Wraz z nim, jak z Aleksandrem, teoria reprezentowana przez Thomasa Carlyle'a co do roli jednostki w historii zyskuje swoje potwierdzenie. Nie chodzi o to, że był on silniejszy od całego świata, tak jak wcześniej Urban II, i zatamował, a potem odwrócił bieg wydarzeń. Wprost przeciwnie, jego siła, jak siła Aleksandra, miała być mocą półboga, który wcielił się w niego i swoją postacią uosabiał bieg historii. Aleksander odniósł tak wielki sukces, ponieważ doszło w nim do zsumowania, wzrostu i triumfu wspaniałego rewanżu hellenizmu wobec świata barbarzyńskiego, złowróżbnego od czasu Maratonu i Salaminy. Tak samo Saladyn uosabiał i personifikował muzułmańską kontrofensywę, ostatecznie zwycięską, triumfującą w osobie młodego i odważnego bohatera, którego zwycięstwo, tak jak u Macedończyka, jest łagodzone pogardliwą litością dla zwyciężonych i wielkim ludzkim uczuciem. Tak jak syna Filipa z antycznej Grecji, uczyniono go półbogiem. Pod każdym względem wyjątkowy, pozostaje człowiekiem w najlepszym znaczeniu tego słowa. Ulegający pasji, ale mądry, parweniuszowski wojownik, ale zasadniczo szlachetny, wszystko zawdzięczający swemu mieczowi, stał się władcą legendarnym. Był wspaniałym i wielkim panem o olśniewających dworskich manierach, i chociaż był gorliwym muzułmaninem, to dla Franków był przeciwnikiem rycerskim. Był bardzo pobożny, ale bez bigoterii (i jakże w tym odmienny od Nur ad-Dina) - mąż stanu, wojownik, urodzony organizator, władca tak hojny, że nie był w stanie zachować skarbca (to jedna z jego rzadkich przywar), rozdając go swoim towarzyszom broni.

Reasumując, Saladyn to jedna z najsilniejszych i najbardziej ujmujących postaci w historii, bez drugiego planu, bez fałszu - wyjątkiem rzecz jasna jest to, co wymagało wybiegów w zdobyciu i utrzymaniu orientalnego tronu - roztaczająca przy tym blask i umiejętność uwodzenia, któremu żaden kronikarz, nawet łaciński, nie mógł się oprzeć. Co oczywiste, reprezentuje on islamską sunnicką ortodoksję w czystej postaci, co stanowi w oczach kronikarzy arabskich jego główny tytuł do sławy, większy niż samo zdobycie Jerozolimy na Frankach i wykorzenienie w łonie islamu szyickiej herezji przez zniesienie fatymidzkiego kalifatu Egiptu. A jednak ten orędownik ortodoksji, zważywszy na idee swego otoczenia, zawsze zabraniał fanatycznych wybryków. Zwycięzca Franków, wyzwoliciel meczetu Omara okazał największą szlachetność wobec pokonanych chrześcijan.

Być może właśnie ta szlachetność (historycy arabscy nie omieszkali mu jej wytykać) mu zaszkodziła. Po zdobyciu Jerozolimy i Akki pozwolił ludności chrześcijańskiej wycofać się do Trypolisu i Tyru, skąd wyszła frankijska rekonkwista. Uwagę zwraca fakt, że zatrzymał się w pełni zwycięstw i pozwolił przetrwać chrześcijańskim wysepkom, zapominając słowa Cezara, że nic się nie dokonało, jeśli rzecz nie została doprowadzona do końca. Instynktownie rozumieli to sułtanowie mameluccy w latach 1260-1291. Jest jednak pewna niesprawiedliwość w ocenie owych późniejszych krytyków, którzy spoglądali na niego oczami współczesnego sobie Bajbarsa. W rzeczywistości, co dobrze pokazał Van Berchem, aby zebrać wszystkie owoce swego zwycięstwa, Saladynowi brakowało tego, co posiadali po nim sułtanowie mameluccy: zjednoczonego państwa i stałej armii. Imperium Saladyna powstało w pośpiechu, w czasie wojny i pozostało imperium feudalnym, zaś jego armia była armią feudalną. Emirowie po kilku miesiącach służby wojskowej szybko zgłaszali żądania i narzucali swoją wolę powrotu do domów ze zdobyczą, aby korzystać z owoców zwycięstwa. Tak właśnie stało się w 1189 r., kiedy po zdobyciu Palestyny na Frankach, zamiast skończyć z nimi, odbierając im Tyr, Trypolis i Antiochię, których los wisiał na włosku, Saladyn był zmuszony w związku z naleganiami swych emirów zdemobilizować część armii, przygotowując w ten sposób frankijski rewanż trzeciej i szóstej krucjaty. Zaprzepaszczona wówczas okazja długo nie pojawiła się ponownie, tym bardziej że następcy Saladyna, jego brat al-Adil czy bratanek al-Kamil, wprawdzie odziedziczyli po nim administracyjny geniusz, ale byli przede wszystkim politykami, u których zupełnie zanikła pasja do świętej wojny. Władcy ci, akceptując tę tolerancyjną wobec Franków stronę osobowości Saladyna, posunęli się aż do porozumienia z Frankami. W negocjacjach prowadzonych przez al-Kamila z Fryderykiem II w 1229 r. doszło do pełnego wzajemnego zrozumienia, zawierającego religijny pokój, wzajemną tolerancję, kulturalny modus vivendi, aż do darmowego zwrotu Jerozolimy chrześcijanom.

Odbudowa i ostateczny upadek Francji w Lewancie

Dzięki osłabieniu armii Saladyna i wobec braku muzułmańskiego fanatyzmu u jego sukcesorów, a zwłaszcza za sprawą heroicznego wysiłku trzeciej krucjaty dowodzonej przez Filipa II Augusta i Ryszarda Lwie Serce, od 1191 r. frankijskie Królestwo Jerozolimy było odbudowywane, zresztą jedynie częściowo, wokół Akki. Jednak godność królewska nie została odbudowana w pełni. To, co pozostało z dawnego państwa frankijskiego, w tym przypadku na wybrzeżu galilejskim i libańskim, miało u steru rządów między 1192 a 1225 r. trzech sprawnych przywódców: Henryka z Szampanii, Amalryka z Lusignan i Jana z Brienne. Byli to znakomici władcy, którzy w XII-wiecznej monarchii nie ustępowaliby czterem Baldwinom, których tradycję starali się zresztą ożywić. Jednak daleko było autorytetowi, którym dysponowali królowie z XIII w., do tego, który przynależał władcom z XII stulecia. Początkowo odbudowane przez mocarstwa Zachodu, państwo frankijskie w konsekwencji zostało im ściśle podporządkowane. Król Jerozolimy prowadził politykę osobiście, i była ona ściśle jerozolimska - jego władza była rzeczywista. Król Akki ciągle się dostosowywał i musiał liczyć się z dworami monarszymi Francji, Anglii, Niemiec i Sycylii. Królem był wyłącznie z nazwy, a w rzeczywistości był kimś na kształt wysokiego komisarza mocarstw w Syrii, zaś jego władza królewska była jedynie mandatem. Cóż mógł zrobić, ograniczony w taki sposób? Jako wyjaśnienie niech posłuży zatrzymanie frankijskiej rekonkwisty i wskazanie stanu niemożności, w jakim znalazł się król Jan z Brienne, nie mogąc narzucić swego autorytetu piątej krucjacie pod Damiettą. Jednak monarchiczna tradycja działała: ten skromny szampański baron, z wyboru Filipa II Augusta zostawszy królem w Ziemi Świętej, w sposób naturalny podjął dzieło dawnych Baldwinów. To ich głos przemawiał przez niego, gdy w 1218 r. doradzał krzyżowcom wymianę zdobytej Damietty za Jerozolimę. Pelagiusz, reinkarnacja szkodliwego Daimberta, kierując się duchem krucjaty, odrzucił rady roztropnego króla Jana i doprowadził ostatecznie do klęski (1221).

Następny okres to lata 1225-1268. Kiedy Jan z Brienne oddał tron swemu zięciowi, cesarzowi Fryderykowi II Hohenstaufowi, Królestwo Jerozolimy zostało wprost przyłączone do Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. W 1225 r. Fryderyk II połączył korony Baldwina I i Karola Wielkiego. Wydawać by się mogło, że monarchia jerozolimska powinna skorzystać z tego faktu, powiększyć się i wzrosnąć w siłę, wsparta od tego momentu wszystkimi siłami Niemiec i Sycylii. W rzeczywistości królestwo nigdy nie było słabsze - było równie słabe, jak papiestwo w czasie niewoli awiniońskiej, kiedy znajdowało się na wygnaniu, usunięte zupełnie z Italii, zależne od lokalnych książąt. Będąc bytem elekcyjnym, papiestwo, co gorsze, stało się bytem umiędzynarodowionym i fikcyjnym. Przyłączone do Cesarstwa Zachodniego Królestwo Akki stało się zależną kolonią tego sycylijsko-niemieckiego imperium i niebawem, imitując je, a raczej wyprzedzając o 30 lat, weszło w okres wielkiego interregnum.

Nie ulega wątpliwości, że w Akce zachowywano pozory legalizmu o wiele bardziej niż w Niemczech w okresie Wielkiego Bezkrólewia. Zakochani w legalizmie baronowie Syrii z rodu Ibelinów w 1232 r. usunęli z Akki reprezentantów cesarza-króla Fryderyka II, ale podtrzymali konstytucyjną fikcję jego władzy. Usunęli jego przedstawicieli, wzgardzili jego autorytetem, ale powstrzymali się przed ogłoszeniem wydziedziczenia jego rodu. To dzięki tej paradoksalnej sytuacji wszystko działało tak, jakby monarchia została jednak zniesiona. Pod płaszczykiem istnienia nominalnego niemieckiego króla, który nie rezydował na Wschodzie i od którego było ono całkowicie uwolnione w swoich działaniach, Królestwo Akki w praktyce także zostało zniesione. Francja Stefana Marcela i Cabochiens (gdzie zresztą osłabienie dawnej władzy mogło być rekompensowane przez pojawienie się nowych sił) jest na wybrzeżu syryjskim obecna w Assises de Jérusalem, gdyż tutaj nie pojawia się żadna siła ludowa, aby wesprzeć upadającą władzę. Z punktu widzenia prawnego Assises od początku formułują teorię monarchii konstytucyjnej oraz parlamentarnej pełnej szacunku dla swobód, praw i przywilejów lennych. Była to jednak tylko teoria, natomiast realia były inne. Państwo już nie istniało, skoro król był daleko i był wrogiem. W dniu, kiedy w 1232 r. przywódca baronów w Syrii Jan z Ibelinu, senior Bejrutu, został wybrany przez skonfederowane rycerstwo i mieszczan zwierzchnikiem miejskiej komuny w Akce, stało się pewne, że państwo frankijskie, na pergaminie będące wciąż monarchią, stało się tym, czym pozostało do 1291 r. - anarchią.

Była to anarchia, w której rządziły interesy. Dzięki zniesieniu autorytetu monarchii tam gdzie nie istniała władza centralna, wszystkie lokalne organizmy rozrosły się do monstrualnych rozmiarów. Wielkie zakony rycerskie - Templariusze, Szpitalnicy i Krzyżacy - stały się państwami w państwie, prowadząc własną politykę, również zagraniczną, często dyktowaną przez interesy finansowe, stojące w opozycji do oczywistych interesów kraju. Dzięki władzy, którą uzyskały z racji swojej żelaznej struktury organizacyjnej, tajności planów i bogactwu finansowemu (zakładały banki), zakony były o wiele silniejsze niż żałosne władze regencyjne w Jerozolimie i Akce. Były silne słabością państwa, a potem brakiem jego istnienia. O owo śmieszne państwo zupełnie się nie martwiły, nawet jeśli niekiedy służyły jego celom, biorąc udział w wojnach. Miały jednak wówczas na względzie własne interesy. Gdy w 1268 r. wraz z pojawieniem się Hugona III z Lusignan, króla Cypru, doszło w Akce do odbudowy państwa - niewątpliwie odbudowy zbyt późnej, ale mogącej jeszcze uratować resztki frankijskiej Syrii - Templariusze, którym utrudniało to prowadzenie swojej polityki, złamali je.

Templariusze i Szpitalnicy wszakże ciągle byli rycerzami pochodzącymi z Francji, którzy w obronie Ziemi Świętej oddawali życie na polu bitwy. Ale niezależnie od nich bezbronna republika akkańska została wydana na pastwę obcych, gdyż to obcy - Genueńczycy, Wenecjanie, Pizańczycy, Marsylczycy i Katalończycy - posiadali banki, a w okresie anarchii to banki rządziły. Gdy zniknęła władza centralna, każde miasto zostało uzależnione ekonomicznie, a później też politycznie, od jednej z morskich potęg, które walczyły o handel wschodni. W latach 50. XIII w. Piza i Genua, a następnie Genua i Wenecja prowadziły w Akce walki uliczne, które zrujnowały miasto nie mniej niż gdyby uderzyli na nie Saraceni. Niebawem komuna akkańska zaakceptowała wenecki protektorat, tak jak komuna w Trypolisie oddała się pod protektorat genueński. W przeddzień swego upadku w ostatniej ćwierci XIII w. frankijska Syria nie była niczym innym niż istniejącymi obok siebie italskimi kantorami, gdzie konieczność militarnej obrony przed muzułmańską inwazją została zdecydowanie podporządkowana racjom handlowym. Rezultat był taki, że Genueńczycy wezwali mameluków na pomoc przeciwko Akce, podczas gdy Wenecjanie wezwali ich przeciwko Trypolisowi.

Ta konstytucyjna anarchia z lubością podtrzymywana przez frankijskich feudałów oraz podporządkowanie militarnej obrony celom handlowym czy bankierskim wyjaśniają bez wątpienia dziwną dekadencję Franków. Jak doszło do tego, że ludzie z żelaza, jeszcze w 1191 r. wysławiani przez poetę Ambroise'a, stali się po 1260 r. tak pasywni, że sułtan Bajbars przy każdym spotkaniu obrażał ich ze zjadliwą ironią? Odpowiedź bodaj tkwi w fakcie upadku instytucji. Podzieleni między sobą, pogrążeni w kłótniach frakcyjnych, mając energię jedynie na spory domowe, Frankowie zrezygnowali ze świętej wojny. Wzbraniam się przed użyciem słowa "antymilitaryści", mówiąc o tym rycerstwie. Jest to jednak konieczne, skoro około 1270 r. widzimy rycerzy z Cypru odmawiających służby wojskowej Hugonowi III i godzących się na nią dopiero po długich negocjacjach w wymiarze czterech miesięcy służby w Syrii. Towarzyszył temu obraźliwy warunek, aby król był osobiście obecny wśród nich. W tym samym momencie mameluccy sułtanowie utworzyli rzeczywiście stałą armię, na której utrzymanie szły wszystkie dochody z muzułmańskiej Syrii i Egiptu. Na dodatek Frankowie mieli wówczas jako przeciwników takie osobistości jak sułtan Bajbars. Ten ostatni był olbrzymem i poszukującym przygód awanturnikiem. Jak tylu innych mameluków, został kupiony na jednym z targów niewolników na Krymie. Ten Turek z Rusi o błękitnych oczach i potężnej sylwetce być może miał w żyłach trochę krwi, która potem wydała Iwana Groźnego i Piotra Wielkiego. Objął tron Egiptu w wyniku serii zabójstw i z dnia na dzień okazał się jednym z największych mężów stanu swoich czasów. Okrutna i zdradliwa bestia, ale genialny wojownik i niezrównany zarządca. Bajbars - zarazem bóg czynu i zwycięstwa!

Powyższe przyczyny wyjaśniają także dyplomatyczny bezruch frankijskiej Syrii wobec najwspanialszych okazji do działania, które pojawiały się w polityce zewnętrznej. Czy bez znaczenia był mongolski podbój, owa niespodziewana dywersja, opatrznościowa szansa zesłana Frankom? Zniszczony turecko-perski islam, kalifat Bagdadu (1258), zajęte Aleppo, Hama, Hims i Damaszek - wszystkie niezdobyte do tej pory stolice syryjskiego islamu (1260) - oto bilans mongolskiego najazdu. Czy nie miało znaczenia, że aż do 1280 r., a nawet do 1291 r., wnukowie Czyngis-chana, będący mongolskimi chanami Persji, otoczeni chrześcijańskimi nestorianami i sami w połowie nestorianie, oferowali ostatnim krzyżowcom ścisły sojusz w celu otoczenia islamu i uwolnienia Jerozolimy? Propozycje te, które dawni królowie Jerozolimy z chęcią by przyjęli (przypomnijmy lokalną politykę Baldwina II czy Baldwina III), nie doczekały się odpowiedzi, gdyż w Akce nie było nikogo, kto wziąłby za to odpowiedzialność i pojął ich znaczenie. Rzadko można spotkać taką polityczną aberrację, taką ślepotę, zdumiewającą w historii. W tym miejscu jedynie kilka słów na ten temat. Kiedy mongolski wódz, chrześcijanin (stary nestorianin Najman z Ałtaju), zdruzgotał muzułmanów z Syrii, pozwolił zamienić meczety Damaszku w kościoły i ofiarował swoją pomoc w odzyskaniu Jerozolimy Frankom, ci woleli swoich odwiecznych wrogów mameluków. A mamelucy zaskoczyli awangardę wojsk mongolskich i zabili bratanka wodza. To Łacinnicy pomogli Bajbarsowi odnieść zwycięstwo w bitwie pod Ain Dżalut nad wodzem krucjaty mongolskiej, cudownym wybawicielem, który przybył do nich znad granic Chin! Mongołowie jednak się nie zniechęcali. Wielokrotnie ponawiali propozycje sojuszu, aby uratować Akkę i wyzwolić Jerozolimę. Wszystko na próżno! Dwóch pierwszych chanów Persji bezskutecznie wysyłało naglące zaproszenia do republiki akkańskiej, gdzie posłużyły za pretekst do nowych kłótni frakcyjnych. Ale była to oferta zesłana przez przeznaczenie, która się już nie powtórzyła. Pozwolono chwili przeminąć. Tuż przed ostateczną zagładą, w 1288 r., propozycje chana Arguna zaniesione na Zachód przez nestoriańskiego mnicha Rabbana Bar Saumę trafiły w próżnię. Trzy lata później ostatni obrońcy Akki byli samotni wobec zwycięskiego naporu mameluków.

Jest prawdą, że z punktu widzenia prawa feudalnego Królestwo Akki mogłoby odzyskać honor, dając historykom przykład, być może unikalny w tym okresie, instytucji doskonale wolnościowych. Każda z części feudalnych i komunalnych przywilejów była respektowana z niezwykłą prawniczą drobiazgowością, łącznie z dworskimi formami. Prawdziwa deklaracja średniowiecznej wspólnoty (dla naszych praw i racji) znajduje się w tekście protestu obywateli Trypolisu z 1287 r. przeciwko księżniczce Łucji z Antiochii. Cała frankijska Syria jest przykładem wspaniałego społeczeństwa równych, takiego, jakiego nie można byłoby sobie wyobrazić, chyba że w opowieści o Okrągłym Stole. Wzorcowym członkiem tego społeczeństwa był rycerz-poeta Filip z Novary, doskonały prawoznawca i autor najbardziej uczonych ksiąg Assises, a przy okazji tak bardzo dworny, że nie można było go nie uwielbiać. Znakomite rozważania konstytucyjne, które wyszły spod jego pióra, praktycznie w ogóle nie zawierają opisów znaczenia państwa - państwa na tyle silnego, aby zapewnić sobie szacunek na zewnątrz i wewnątrz.

Poddany o wiele mniej anarchicznym rządom (z oznakami pewnego autorytetu) świat germański od śmierci Fryderyka II do wstąpienia na tron jego imiennika, króla Prus, pozostawał w stanie niemocy przez pięć wieków. Dlaczego więc w przypadku frankijskiej Syrii, która znajdowała się w stanie oblężenia, podobna anarchia nie miałaby doprowadzić do zewnętrznej aneksji?8

Otóż dlatego, że nieprzyjaciel wykorzystał wszystkie błędy popełnione przez Franków. Prowadził ekspansję tak, aby wykorzystać ich polityczne załamanie. W miarę jak Frankowie rozmontowywali swoją monarchię i łamali jedność, muzułmańska Syria i Egipt przywróciły u siebie jedność i rządy monarchiczne. Kto nie działa, ten pada ofiarą. W czasach królów Jerozolimy, jak widzieliśmy, polityka frankijska jako główny cel stawiała sobie zapobieżenie zjednoczeniu świata muzułmańskiego. Taki cel przyświecał Baldwinowi II, kiedy podtrzymywał Aleppo z artukidzkimi emirami przeciwko zankijskim atabegom, potem Fulkowi i Baldwinowi III, gdy bronili przeciwko Nur ad-Dinowi burydzkich atabegów z Damaszku, czy też Amalrykowi I, kiedy ratował fatymidzki Egipt przed Nur ad-Dinem. I w końcu czynił tak Baldwin IV, podtrzymując z kolei synów Nur ad-Dina przeciwko zakusom Saladyna. Jednak po zastąpieniu monarchii frankijskiej przez baronów z Akki dominowała postawa przeciwna. Pod pretekstem wspólnej obrony cywilizacji widzimy Franków deklarujących się po stronie swoich wrogów mameluków, a przeciwko swym wybawcom Mongołom. W tym czasie monarchia muzułmańska, triumfująca w Kairze, wykorzysta anarchię frankijską, tak jak monarchia frankijska niegdyś wykorzystywała anarchię w świecie islamu. Dwór w Kairze przeciwstawił sobie Templariuszy i Szpitalników, Wenecjan i Genueńczyków, Hohenstaufów i Ibelinów, Andegawenów i Lusignanów, aby ostatecznie zmiażdżyć wszystkich tych Franków, oddających się działaniom prowadzącym do własnej zagłady.

W lipcu 1291 r. ostatnie miejsca należące do chrześcijan na wybrzeżu zostały zajęte przez mameluków. Nigdy jeszcze w historii nie skumulowało się tyle błędów. Nigdy katastrofa nie była bardziej logiczna.

WPROWADZENIE DO TOMU III

Mimo że chronologia Syrii i Egiptu pod rządami Ajjubidów i mameluków została już w zasadzie dość dokładnie ustalona, to istnieje w tej kwestii kilka niewielkich różnic w źródłach arabskich. W dodatku do niniejszego tomu Czytelnik znajdzie daty pewnych omawianych tu wydarzeń, które podlegają dyskusji lub nowej wykładni zaproponowanej przez Gastona Wieta na podstawie epigrafiki i kronik egipskich.

Jeśli chodzi o ogólny zarys historii muzułmańskiej Syrii w epoce, o której tutaj mówimy, jestem zmuszony odesłać Czytelnika do książki G. Wieta o historii arabskiego Egiptu, która ukaże się w Histoire de la Nation égyptienne pod redakcją Gabriela Hanotaux9. Owo dzieło wybitnego profesora, poza tym, że przynosi wiele nieznanych wcześniej faktów i nowych ocen, zawiera cenny sposób postrzegania ewolucji politycznej społeczeństwa ajjubidzkiego i mameluckiego, ewolucji, która tak drastycznie miała zaważyć na dziejach frankijskiej Syrii. Zobaczymy na przykład, do jakiego stopnia dynastia ajjubidzka aż do ostatka - od Saladyna do As-Saliha Ajjuba - zachowała swój kurdyjski charakter, co być może wyjaśnia jej miejsce w historii muzułmańskiej, a w każdym razie jest jedną z przyczyn jej tak długo utrzymywanej witalności. Kiedy jednak As-Salih zastąpił w organizacji wojskowej Egiptu element kurdyjski tureckimi mamelukami, w krótkim czasie jego dynastia upadła.

Dzieło Gastona Wieta ukazuje na podstawie trafnych przykładów z gruntu feudalny charakter imperium Saladyna. Później ten feudalny charakter państwa kilkakrotnie ujawnił się z całą mocą w czasie panowania dziedziców wielkiego sułtana, najpierw za al-Adila, po raz drugi za al-Kamila, nie mówiąc już o panowaniu As-Saliha Ajjuba. Za każdym razem prowadziło to do rodzinnych podziałów w imperium, a następnie do wyczerpujących konfliktów dynastycznych na wzór Karolingów.

Zupełnie inna, jak wspomniałem, była koncepcja państwa u tureckich mameluków. Turek (ale też Mongoł i Mandżur) ma wrodzony zmysł władzy (dowodzi tego historia Chin, Indii i Persji, podobnie jak dzieje Syrii i Egiptu). Mamelucy wcielili koncepcję zjednoczonego i scentralizowanego państwa w życie, chociaż nigdy nie udało się tam wyłonić dynastii, a tym samym nie musieli troszczyć się o trwanie rodu sprawującego władzę. Mameluckie koszary są mniej zdatne niż harem do tego rodzaju słabości. Jednak cezaryzm mameluków miał swojego Cezara w osobie Bajbarsa. W tej kwestii odsyłam do olśniewającego portretu tego sułtana, który nakreślił w swoim dziele Gaston Wiet. Arabizujący historyk zupełnie nie stroni przed wyrazami zachwytu pod adresem swego bohatera, zachwytu analogicznego do tego, jaki znajdujemy wobec Juliusza Cezara w ostatnim tomie dzieła Jérôme'a Carcopino10. Jednak nieoczekiwanie pojawiają się zbieżności: Cezar Carcopina i Bajbars Wieta, mimo zupełnie odmiennego tła historycznego, są blisko ze sobą powiązani. Rzymski i turecki zdobywca oraz rzymski i turecki organizator są wcieleniem idei państwa - dzisiaj powiedzielibyśmy państwa totalnego - idei czerpiącej w obu przypadkach z ich niespożytej energii i błyskotliwej inteligencji. Idea ta jest wykorzystywana przez znakomitych ludzi czynu, w zdumiewający sposób wszechobecnych, jeśli chodzi o strategię czy administracyjny nadzór.

Jeżeli w godzinach decydujących o życiu i śmierci Łacińskiego Wschodu sympatia historyka krucjat czasami znajduje się, co można zrozumieć, po drugiej stronie zwodzonego mostu, to należy brać pod uwagę sprawiedliwą i żarliwą rekonstrukcję dokonaną dla świata muzułmańskiego przez Gastona Wieta. Chciałbym wyrazić mu wdzięczność za umożliwienie mi zapoznania się z jego książką jeszcze przed jej publikacją. Składam też podziękowanie Xavierowi Laguioniemu, który włożył dużo pracy w stworzenie indeksu nazw własnych.

XIVFRANKIJSKA REKONKWISTA. KONRAD Z MONTFERRATU I TRZECIA KRUCJATA

1. Konrad z Montferratu. Obrona Tyru

Nowy czynnik po upadku Królestwa Jerozolimy: interwencja Konrada z Montferratu

Około 1188 r. frankijska Syria, wyjąwszy kilka twierdz w górach, takich jak niezdobyty Krak des Chevaliers czy Margat, była praktycznie ograniczona do murów Tyru, Trypolisu i Antiochii, ostatnich wysepek, które zdawały się czekać na swoją kolej w zalewie muzułmańskiej rekonkwisty. Nie było już monarchii jerozolimskiej, aby zorganizować frankijską obronę, nie było frankijskiego osadnictwa, na którym owa monarchia mogłaby się oprzeć. Jednak właśnie wtedy sytuacja uległa zmianie: pojawił się markiz Konrad z Montferratu, który jeszcze przed trzecią krucjatą zaangażował się w obronę. Ponieważ przybył niedawno, uniknął powszechnej demoralizacji panującej od czasu Hittinu. Nie znając frankijskiej Jerozolimy, nie sparaliżowany nieprzezwyciężoną rozpaczą, podjął na nowo dzieło krucjaty. Z tego też powodu odmówił uznania tak zwanych praw nabytych przywódców - zresztą przypadkowych - którzy doprowadzili królestwo frankijsko-syryjskie do samobójstwa. Konrad wziął na siebie wykonanie zadania frankijskiej rekonkwisty, zadania, które w innych budziło grozę, pod warunkiem oparcia go na zupełnie nowych podstawach, na zasadzie tabula rasa przeszłości, ignorując Lusignanów i ich prawa, które utracili w wyniku klęski.

W zaistniałych okolicznościach realizacja zadania rekonkwisty musiała być dziełem frankijsko-syryjskim, czyli opartym na nowym osadnictwie, bez zamysłu powrotu do Europy po jego wykonaniu. Krucjaty, z wyjątkiem pierwszej, charakteryzowała efemeryczność, polegająca na zamyśle powrotu do domów po ich zakończeniu. Wyprawa z definicji była dziełem pobożnym, związanym z wypełnieniem złożonych ślubów, a także chęcią zdobycia zasług. Krzyżowcy chcieli pojawić się w Ziemi Świętej, tak jak to miało miejsce w przypadku hrabiego Flandrii w 1177 r., deklarując chęć wypełnienia złożonego przyrzeczenia, a nie po to, żeby walczyć. Gdy jednak podejmowali walkę, to skutki zazwyczaj były negatywne. Podejmując walkę, pragnęli zabijać Saracenów, a domagając się zrywania rozejmów, burzyli budowaną z cierpliwością politykę lokalną frankijsko-syryjskich osadników. Następnie odjeżdżali, pozostawiając tych ostatnich z problemami nie do rozwikłania. Mimo militarnych sukcesów trzeciej krucjaty, polityka Ryszarda Lwie Serce będzie miała taki właśnie rezultat.

Przeciwstawny duchowi krucjaty i krótkotrwałej pielgrzymki - jak wojownicza by ona nie była - jest duch pozostania na stałe, duch osadnictwa. Duch ten - reprezentowany przez znakomitą dynastię jerozolimską od Baldwina I aż do Baldwina IV, przez Fulka Andegaweńskiego i Amalryka I - był zupełnie obcy trzem ludziom odpowiedzialnym za klęskę pod Hittinem: Renaldowi z Châtillon, Gwidonowi z Lusignan oraz wielkiemu mistrzowi Gerardowi z Ridefort, i właśnie dlatego królestwo upadło. Ducha tego z różnych przyczyn nie byli w stanie zrozumieć ani Filip II August, krzyżowiec wbrew własnej woli, ani Ryszard Lwie Serce, niezręczny i brutalny rycerz. W efekcie ich dzieło nie wykroczyło poza pole bitwy. Konrad z Montferratu przeciwnie, mimo zerwania ciągłości dynastycznej, skoro śmierć Baldwina IV zakończyła linię królewską, odkrył ducha osadnictwa samorzutnie i na nowo. W ten sposób Konrad stał się nowym założycielem Królestwa i jak sądzę, tylko śmierć uniemożliwiła mu stanie się nowym Baldwinem I oraz zakończenie procesu rekonkwisty.

Nadzieja pośród klęski: przybycie Konrada z Montferratu pod Akkę

Jak pamiętamy, Konrad z Montferratu wyruszył na Wschód w 1185 r., kiedy jego bratanek Baldwin V był królem Jerozolimy. Niebezpieczeństwa podróży morskiej zepchnęły go z drogi do Syrii i skierowały do Konstantynopola. Tam znalazł dwór cesarski wstrząsany pałacowymi rewolucjami, pośród których jego silna osobowość natychmiast znalazła swoje miejsce. Dynastia Komnenów, w osobie cesarza Andronika, została właśnie obalona przez Izaaka II Angelosa (12 września 1185 r.). Konrad z Montferratu wziął udział w walkach, które nastąpiły, i uratował Izaaka, tłumiąc bunt Aleksego Branasa (1187). Grał pierwszoplanową rolę na dworze w Konstantynopolu, a jego zainteresowanie podróżą do Syrii zmniejszyło się po śmierci Baldwina V i jak się zdawało, zapomniał o swojej pielgrzymce. Jednak latem 1187 r. zakończył okres służby dla basileusa i zrywając z nim, wsiadł na pokład pizańskiego okrętu w towarzystwie swoich rycerzy, kazał podnieść żagle i popłynął ku Ziemi Świętej.

13 lipca 1187 r. Konrad przybył pod Akkę i był mocno zdziwiony. Gdy chrześcijańskie okręty wchodziły na redę portu akkańskiego, jego władze zwykle nakazywały bić w dzwony i wysyłały barki, aby przyjąć pielgrzymów. Tym razem nic takiego nie nastąpiło. Zaskoczony Konrad i jego rycerze po bliższym przyjrzeniu się zauważyli ludzi na plaży. Byli to muzułmanie, albowiem Saladyn niedawno zajął miasto i powierzył władzę w nim swemu synowi Malikowi al-Afdalowi11. W ten sposób Konrad dowiedział się o klęsce pod Hittinem i upadku Królestwa Jerozolimy. Na nieszczęście ucichł wiatr, co zmusiło okręty do rzucenia kotwicy pod będącą w rękach nieprzyjaciela Akką. Markiz szukał możliwości zyskania na czasie, prowadząc rozmowy z Malikiem al-Afdalem. Ten był nie mniej zaniepokojony, gdyż Konrad mógł stanowić awangardę wielkiej krucjaty wysłanej pospiesznie do Ziemi Świętej. Przebiegły syn Saladyna zaoferował Lombardczykom w imieniu ojca zgodę na spokojne zejście na ląd w Akce, gwarantując opiekę sułtana12. Jednak w międzyczasie pojawił się sprzyjający wiatr i okręt Konrada, uciekając egipskim galerom mającym go ścigać, mógł podnieść żagle i popłynąć do Tyru, który jak sądzono, mógł być jeszcze w rękach chrześcijan.

Konrad z Montferratu w Tyrze. Organizacja frankijskiej obrony

Tyr wraz z Trypolisem służył jako miejsce ucieczki dla większości Franków, którzy umknęli z katastrofy pod Hittinem lub zostali wygnani z Galilei przez ajjubidzką rekonkwistę. Tym należy tłumaczyć fakt, że Saladyn jeszcze nie zawładnął tymi miastami. Jednak ten zdemoralizowany tłum, pozbawiony wodza i większych zapasów żywności, myślał o kapitulacji. Gdy przybył Konrad, tyryjczycy za pośrednictwem Renalda z Sydonu toczyli już rozmowy z sułtanem. Chorągiew Saladyna została dostarczona do miasta, aby niebawem zawisnąć na cytadeli.

Właśnie wtedy okręt markiza Montferratu pojawił się u wejścia do portu. Jego opatrznościowe przybycie zmieniło bieg spraw. Konrad okazał się silnym człowiekiem, który uratował beznadziejną sytuację. Był to człowiek podobny do demona - pisał Ibn al-Athir - pełen mądrości i czujności, obdarzony wielką odwagą. Przyjęty jak wybawca przez mieszkańców Tyru, którzy błagali go o pokierowanie obroną, postawił otwarcie swoje warunki. Domagał się, żeby uznano go za suwerennego seniora miasta i podległego mu terytorium: Panowie, mówicie mi, że jeśli odejdę, miasto zostanie wydane Saladynowi i chrześcijanie je stracą. Jeśli przyjmiecie mnie za swego seniora, a miasto będzie moje i będziecie posłuszni mojej woli, złożycie mi hołd i zaprzysięgniecie, że po mnie seniorami miasta będą moi dziedzice, zejdę z okrętu i z Bożą pomocą obronię je przed Saracenami!13 Propozycje zostały natychmiast zaakceptowane i ustanowiono korzystne dla Konrada nowe prawo, oparte na oddanych usługach. I rzeczywiście, markiz od razu wziął sprawy w swoje ręce. Renald z Sydonu i inni baronowie, którzy zainicjowali rozmowy kapitulacyjne, nie ośmielili się mu sprzeciwić i nocą wymknęli się do Trypolisu. Jeśli chodzi o chorągiew Saladyna, Konrad nakazał wrzucić ją do fosy.

Saladyn, który pojawił się, aby odbyć wjazd do miasta, został zaskoczony widokiem zamkniętych bram. Spróbował nacisku moralnego i osobistego, który aż do tego czasu i w podobnych przypadkach przynosił mu sukces. Ojciec markiza, stary Wilhelm III z Montferratu, dostał się do niewoli pod Tyberiadą i znajdował się w rękach Saladyna. Ten nakazał jego sprowadzenie z Damaszku pod mury Tyru i zaoferował, że uwolni go w zamian za poddanie się miasta. Konrad jednak nie był człowiekiem ulegającym sentymentom. Udzielił bezwzględnej odpowiedzi, że wolałby sam strzelić do ojca niż oddać najmniejszy kamień z miasta14.

Saladyn, widząc, że z tak hardym przeciwnikiem jego zwyczajowa dyplomacja zupełnie nie ma zastosowania, wycofał się w celu dokończenia podboju Judei. Następnie zamierzał wrócić pod Tyr, aby metodycznie oblegać miasto. Markiz Montferratu skorzystał z tego wytchnienia, żeby przygotować się do obrony.

Tyr był zresztą uważany za miejsce naturalnie przystosowane do obrony i najsilniejsze w Lewancie. Arabski podróżnik Ibn Dżubajr, który odwiedził miasto trzy lata wcześniej (jesienią 1184 r.), najwyraźniej odgadywał rolę, do której zostało powołane:

To miasto jest tak dobrze ufortyfikowane, jak przysłowiowo się o nim mówi. Jest to miasto, które odrzuca posłuch i podporządkowanie się temu, kto chce je zająć. Jego siła i fakt, że jest nie do zdobycia, zawiera się w tym: są tam tylko dwie bramy, jedna od strony lądu, a druga wychodzi na morze, tak że miasto jest w całości opasane, poza samym brzegiem. Do pierwszej z tych bram przybywa się po minięciu trzech czy czterech potern, a wszystkie otoczone są solidnymi murami. Brama, która daje wejście do portu, jest flankowana dwiema ufortyfikowanymi wieżami. To sprawiało, że port w Tyrze znajdował się w sytuacji nieporównywalnej z innymi miastami portowymi. Mury miasta opasają go z trzech stron, a murowane sklepienia uzupełniają mury, tworząc czwartą stronę, tak że statki wpływają i rzucają kotwice pod samymi murami. Między dwiema wieżami rozpięty jest potężny łańcuch, więc wyjście na morze i wpłynięcie do portu jest niemożliwe. Port w Akce jest bez wątpienia podobnie urządzony, ale może on przyjmować statki tylko o małym tonażu i wielkie okręty muszą rzucać kotwice poza nim. Port w Tyrze jest zatem o wiele lepszy15.

Konrad z Montferratu musiał jedynie uzupełnić ten naturalny system obronny. Bogactwa, które przywiózł ze sobą z Konstantynopola, stanowiły dla niego istotną pomoc. Nakazał wyremontowanie i wzmocnienie murów oraz pogłębienie fosy, która opasała miasto od morza do morza, tak że Tyr stał się jakby niedostępną wysepką, położoną wśród wód16. Powstała w ten sposób tyryjska "prawie wyspa", połączona ze stałym lądem wąskim przejściem, z fosą zasilaną morską wodą. Tyr mógł korzystać z wszelkich udogodnień swego "wyspiarskiego" położenia. W tym czasie Konrad zainteresował także kupców kwestią obrony miasta.

Z tego względu zwrócił się przede wszystkim do Prowansalczyków. W 1187 r. osadnicy z Marsylii, Saint-Gilles, Montpellier, ale też Barcelony, otrzymali Zielony Pałac z przynależnym mu folwarkiem i piecem do wypieku chleba, tworząc prawdziwie prowansalską wspólnotę w sercu fenickiego miasta17. Konrad mógł korzystać również ze wsparcia Pizańczyków, a następnie Genueńczyków18.

Pierwszy sukces Franków: porażka Saladyna pod Tyrem

W ten sposób Tyr stał się przedpolem frankijskiego oporu. Co do tego Saladyn się nie pomylił. Po zdobyciu Jerozolimy wrócił na czele całych swoich sił, aby oblec Tyr, z towarzyszącymi mu synami al-Afdalem i al-Zahirem, bratem al-Adilem i bratankiem Taki ad-Dinem. Jednak jego wielka przewaga liczebna nie mogła zostać wykorzystana, a machiny oblężnicze były bezużyteczne, ponieważ pole walki zostało zawężone do ciasnego przejścia prowadzącego przez przesmyk, na dodatek przecięty fosą z wodą morską. Co więcej, okręty chrześcijańskie z łucznikami i kusznikami na pokładach rzuciły kotwice po obu stronach przesmyku i wzięły z flanek atakujących wojowników. Sytuacja zmieniła się, kiedy Saladyn nakazał sprowadzić z Akki dziesięć egipskich galer, dowodzonych przez Badrana al-Farisi i Abd al-Selama Marokańczyka, którzy stali się panami morza i zdobyli okręty frankijskie u wyjścia z portu. Muzułmanie zablokowali miasto od strony morza i mogli zaatakować z lądu, wsparci mangonelami i pierri?res. Jednak w nocy 30 grudnia 1187 r., gdy eskadra muzułmańska nie była zbyt czujna, została zaskoczona przez nagłe wyjście frankijskich okrętów. Pięć galer zostało zaatakowanych i zdobytych. Pięć innych odbiło od brzegu, aby uciec do Bejrutu, lecz eskadra frankijska rzuciła się za nimi w pościg. Widząc, że nieprzyjaciel jest blisko, przerażeni marynarze skierowali się w stronę brzegu i uciekli19.

Eracles podaje inną wersję wydarzeń. Dla autora tej kroniki zniszczenie floty muzułmańskiej było wynikiem wojennego podstępu zastosowanego przez Konrada z Montferratu. Dzięki przebywającemu u jego boku muzułmańskiemu renegatowi dał on znać Saladynowi, że przerażeni chrześcijanie zaokrętowali się, żeby opuścić Tyr. W podanym dniu łańcuch, który zagradzał wejście do portu, został opuszczony, tak aby umożliwić wyjście z portu. Dając się złapać w zasadzkę, pięć muzułmańskich galer weszło do otwartego portu, mając nadzieję na zaskoczenie eskadry chrześcijańskiej, będącej w trakcie wykonywania manewrów. Jednak to bezbronni muzułmanie zostali zaskoczeni, kiedy podniesiono za nimi portowy łańcuch. W tym czasie od strony lądu armia Saladyna, która zwabiona tą samą strategią, jaką zastosowano w porcie, weszła do barbakanów znajdujących się na przesmyku, została zaskoczona przez nagłe wyjście obrońców i ze znaczącymi stratami zepchnięta do fos20. Bez względu na różnice w relacjach rezultat był taki sam: Saladyn, straciwszy panowanie na morzu i nie mogąc wykorzystać swojej przewagi liczebnej oraz artylerii na wąskim przesmyku, musiał zrezygnować i zwinął oblężenie (noc z 1 na 2 stycznia 1188 r.).

Jak zauważa Ibn al-Athir, Saladyn częściowo sam był odpowiedzialny za wzmocnienie obronnych sił frankijskich w Tyrze: Ilekroć zajmował jakieś miasto lub twierdzę, zapewniał zachowanie życia mieszkańców i pozwalał im wycofać się do Tyru z żonami, dziećmi i bogactwami. W ten sposób wielka liczba Franków znalazła się wspólnie w miejscu o kapitalnym znaczeniu21.

2. Trzecia krucjata: Fryderyk Barbarossa

Europa i wezwanie do trzeciej krucjaty

Konrad z Montferratu polecił arcybiskupowi Tyru Jozjaszowi, następcy historyka Wilhelma, udać się na Zachód z wieścią o upadku Królestwa Jerozolimy i poprosić władców o natychmiastową pomoc. Pierwszy był normański król Sycylii Wilhelm II. Chcąc mieć na Wschodzie wolne ręce, zawarł pokój z Bizancjum i w marcu 1188 r. wysłał do Syrii flotę dowodzoną przez admirała Margaritusa, wiozącą 200 rycerzy, co uniemożliwiło Saladynowi zajęcie Trypolisu22 i prawie zapobiegło zdobyciu przez niego Laodycei23. Ibn al-Athir i autor kroniki Eracles opowiadają w dość podobnych słowach o spotkaniu, o które poprosił Saladyna dowódca sycylijskiej wyprawy24: Jesteś miłosiernym i szlachetnym sułtanem - każe mówić sycylijskiemu wysłannikowi Ibn al-Athir. - Uczyniłeś Frankom wiele złego. Zostaw ich w spokoju. Będą oni twoimi wojownikami i wraz z nimi podbijesz prowincje oraz królestwa i oddasz im ich kraj [Jerozolimę]. Jeśli nie, to przybędą morzem przeciwko tobie siły, którym nie będziesz mógł się przeciwstawić, i twoja sytuacja stanie się bardzo zła. Estoire de Eracles ukazuje zaś Saladyna przyjmującego w sposób dworny sycylijskiego rycerza, obdarowującego go prezentami i końmi oraz proponującego mu podjęcie służby w armii ajjubidzkiej. Tak czy owak, sułtan, zaniepokojony przybyciem eskadry sycylijskiej, która mogłaby być - i istotnie była - awangardą nowej krucjaty, z delikatnością potraktował rycerza króla Wilhelma II. W ten sposób ród panujący Normanów sycylijskich, którego młodsi członkowie założyli w czasie pierwszej krucjaty Księstwo Antiochii, był predystynowany do stania się awangardą trzeciej krucjaty, tak jak był strażą przednią pierwszej. Ponadto, dzięki swoim arabskim poddanym z Palermo oraz działaniom zmierzającym do usadowienia się w Tunisie, miał długie doświadczenie w sprawach muzułmańskich25. Królestwo Sycylii, rozciągające się ku Wschodowi niby molo, posiadające znakomitą marynarkę wojenną, zasiedlone przez lud śmiały i kolonizatorski, wydawało się przeznaczone do kroczenia na czele chrześcijaństwa w jego marszu do Syrii.

Były to jednak próżne nadzieje. Inicjatywa sycylijska ograniczyła się do jednej eskadry i 200 rycerzy wysłanych w 1188 r. do Trypolisu. Wilhelm II, z pewnością zbyt zajęty sprawami bizantyjskimi, nie przybył do Ziemi Świętej. Zresztą zmarł w następnym roku (1189), a jego następca Tankred z Lecce (1189-1194) z analogicznych powodów także nie wziął udziału w krucjacie. Jeśli Normanowie z Sycylii, którzy jako Normanowie i Sycylijczycy wydawali się podwójnie predestynowani, aby stanąć na czele frankijskiej restauracji, zawiedli, to kto miał przyjść na pomoc Łacińskiemu Wschodowi?

Jednak papiestwo, sumienie Europy, czuwało. Klemens III nakazał powszechne głoszenie krucjaty i to z jego inspiracji chrześcijańskie potęgi miały zawrzeć pakt o nieagresji. Naszkicował tym samym europejską unię mającą na celu obronę chrześcijaństwa przeciwko islamowi, lub jak powiedzielibyśmy dzisiaj, obronę Europy przed Azją. Na nieszczęście Europa była w trakcie wstrząsów. Dynastia kapetyńska reprezentowana przez Filipa II Augusta podjęła pierwszorzędne dzieło budowy Francji poprzez wyeliminowanie panowania anglo-andegaweńskich Plantagenetów w prowincjach na zachodzie. Papiescy legaci w czasie spotkania w Gisors 21 stycznia 1188 r. zdołali zmusić Filipa Augusta i Henryka II Plantageneta do zgody i wzięcia krzyża, ale było jasne, że ani król Francji, ani król Anglii nie zamierza w najbliższym czasie wykonać swoich ślubów. Kilka miesięcy po spotkaniu w Gisors wojna między nimi została wznowiona. Henryk II zmarł, jego starszy syn Ryszard Lwie Serce objął po nim władzę i minęły lata, zanim śluby z Gisors zostały wykonane. Dopiero w lipcu 1190 r. Filip II i Ryszard I wsiądą na okręty, pierwszy w Genui, drugi w Marsylii, po czym obaj spędzą ponad pół roku na Sycylii (wrzesień 1190 r. - marzec 1191 r.). Była to niewytłumaczalna zwłoka, w każdym razie absurdalna, przedłużana dla przyjemności, tak jakby chodziło o zbytkowną wyprawę, a tymczasem Saladyn realizował w spokoju reislamizację Ziemi Świętej. Trzecia krucjata od samego początku jawiła się jako przedsięwzięcie międzynarodowe, w którym nikt nie był osobiście zainteresowany wspólnym sukcesem, każdy obserwował sąsiada, myślał o polityce europejskiej i nie zaprzątał sobie zbytnio głowy sprawami Syrii.

Krucjata Fryderyka Barbarossy

Cesarz rzymski Fryderyk Barbarossa okazał się bardziej gorliwy. Po 11 maja 1189 r. opuścił Ratyzbonę na czele licznej, zorganizowanej i zdyscyplinowanej armii, która według niektórych kronikarzy w momencie wymarszu miała liczyć prawie 100 tys. ludzi26. Cesarz poszedł przez Węgry drogą na Konstantynopol. Jednak dynastia Angelosów nie miała zmysłu politycznego Komnenów, aby użyć krucjaty na swoją korzyść. Rządzący wówczas Izaak II Angelos (1185-1195) działał jak wróg Łacinników nie tylko dlatego, że Bizancjum znajdowało się w otwartej walce z sycylijskimi Normanami, których Fryderyk Barbarossa był sojusznikiem, ale także z powodu sytuacji w Azji Mniejszej. Bizantyjczycy, pozostający w konflikcie z seldżuckim królestwem Ikonium, które od czasu zwycięstwa pod Myriokefalonem wypierało ich systematycznie z doliny Meandru i Sangariosu, szukali przeciwko Seldżukom sojuszu z Saladynem. Ten ostatni odpowiedział na ich zabiegi z dużą gorliwością, ponieważ także on znajdował się w konflikcie z sułtanem Kilidż Arslanem II, zwycięzcą spod Myriokefalonu, jedynym władcą muzułmańskim Bliskiego Wschodu, którego potęga mogła równoważyć jego własną.

Sojusz Greków z Saladynem przeciwko trzeciej krucjacie

Obawy, które wpływały na działania Izaaka Angelosa, kiedy przybyła krucjata niemiecka, pchnęły go do zacieśnienia związków z Saladynem. W 1189 r. ten ostatni wysłał do Konstantynopola poselstwo, które doprowadziło do zawarcia ścisłego sojuszu między dwoma państwami. Bizantyjczycy i Ajjubidzi porozumieli się, aby przeciwstawić się zarówno krzyżowcom, jak i Seldżukom27. Jako cenę za otrzymane wsparcie Saladyn zobowiązał się oddać Grekom Święte Miejsca. Warto zauważyć, że miało to na celu usatysfakcjonowanie miłości własnej Greków, gdyż ustępstwo to zostało ograniczone do Grobu Pańskiego i innych sanktuariów, co oznaczało zwycięstwo rytu greckiego nad łacińskim. Mimo religijnej korzyści wynikającej ze zwierzchnictwa nad Miejscami Świętymi, nie sposób dostrzec, w jaki sposób Cesarstwo Bizantyjskie, już wcześniej odrzucone w Azji Mniejszej na wybrzeże Morza Egejskiego, pozbawione wspólnej granicy z Syrią, mogłoby pod względem terytorialnym wykorzystać sukcesy krucjaty niemieckiej. Jednak klauzula ta odpowiadała odwiecznym teoretycznym pretensjom dyplomacji bizantyjskiej, a zarazem usprawiedliwiała w oczach wyznawców ortodoksji sojusz z niewiernym władcą.

Oczekując aż dyplomacja bizantyjska doprowadzi do przejęcia Świętego Grobu, władze cesarskie przyznały Saladynowi swego rodzaju protektorat nad muzułmanami obecnymi w Konstantynopolu. Przybył posłaniec Saladyna, aby zorganizować celebrację piątkowych modłów w meczecie w stolicy Bizancjum. Abu Szama opowiada:

Ten ambasador zaintonował kutbę i został przyjęty z wszelkimi oznakami głębokiego szacunku i z wielką pompą. Z ambasadorem przybył kaznodzieja, minbar, kilku muezzinów i czytających Koran. Dzień ich wejścia do Konstantynopola objawił przepych islamu. W obecności wszystkich kupców muzułmańskich mieszkających w Konstantynopolu kaznodzieja wszedł na kazalnicę i zaintonował modlitwę ku czci abbasydzkiego kalifa28.

W tym samym 1189 r. ambasador cesarski odwiedził dwór Saladyna. Bliskość kontaktów Saladyna i Izaaka Angelosa jest potwierdzona przez wszystkich kronikarzy arabskich. Baha ad-Din podkreśla zwłaszcza przybycie w maju 1192 r. na dwór Saladyna nowego ambasadora bizantyjskiego, który w imieniu swego pana zabiegał od zwrot Prawdziwego Krzyża zdobytego pod Hittinem i oddanie Świętego Grobu greckiemu patriarchatowi, dzięki czemu między dwoma imperiami powstanie sojusz zaczepny i obronny przeciwko Łacinnikom29.

Fryderyk Barbarossa w Konstantynopolu. Wrogość Bizantyjczyków

W tych okolicznościach postawa Izaaka Angelosa była niezbyt przyjazna, kiedy armia Fryderyka Barbarossy weszła na terytorium bizantyjskie. Wobec wielkiej przewagi liczebnej i nieodwołalnej decyzji Fryderyka basileus nie odważył się zbyt otwarcie przeciwstawić się marszowi krzyżowców, dołożył jednak wszelkich starań, aby ich spowalniać i utrudniać marsz. 25 sierpnia 1189 r., kiedy Fryderyk przybył do Filipopolis, Izaak - którego prawo do tytułu cesarskiego Barbarossa kwestionował - zakazał cesarzowi Zachodu iść dalej, póki nie da zakładników, a zwłaszcza nie obieca oddać Cesarstwu Bizantyjskiemu połowy przyszłych niemieckich zdobyczy w Syrii. W tym samym czasie niemieccy wysłannicy w Konstantynopolu, w tym hrabia Robert z Nassau, zostali brutalnie wtrąceni do więzienia, podczas gdy patriarcha Konstantynopola głosił swego rodzaju grecką krucjatę przeciwko Łacinnikom.

Oburzony Fryderyk nakazał złupienie regionu Filipopolis i miasta Adrianopol. Myślał też o zorganizowaniu krucjaty przeciwko Grekom i zdobyciu szturmem Konstantynopola. Wyprzedzając w tym względzie program czwartej krucjaty, pisał do swojego syna, króla Rzymian Henryka VI, aby zebrał eskadry italskich republik morskich i uzyskał zgodę papieża, a cesarz jednocześnie miałby pchnąć do powstania wodzów serbskich i bułgarskich, którzy jeszcze byli wasalami Bizancjum. O ile wenecki spisek czwartej krucjaty miał pozostać niewybaczalną zbrodnią przeciwko chrześcijaństwu, to w tym wypadku łatwiej zrozumieć oburzenie cesarza Fryderyka.

W momencie gdy chrześcijaństwo wyruszyło odzyskać Święte Miejsca, ujrzeliśmy Izaaka Angelosa, który z wielką pompą przyjmował ambasadora Saladyna, przywożącego minbar, prowadzącego muezzinów dla konstantynopolitańskiego meczetu i osobiście inaugurującego w tym budynku kutbę w imieniu Abbasydów i Ajjubidów30.

Czyż sojusz grecko-ajjubidzki zawarty wraz z uroczystym wejściem islamu do Konstantynopola - prędzej islam niż katolicyzm! - nie usprawiedliwiał odwetowych środków zastosowanych przez Fryderyka? Cesarz jednak wiedział, jak kontrolować swój gniew, objawiając uczucia chrześcijańskiej solidarności, których 15 lat później nie był w stanie okazać wenecki doża Dandolo. Zresztą Izaak Angelos, przerażony nadchodzącą burzą, ostatecznie ustąpił na całej linii i obiecał przetransportować krucjatę do Azji oraz dostarczyć jej żywność, dlatego Fryderyk nie myślał o niczym innym, jak o kontynuowaniu marszu. Między 21 a 30 marca 1190 r. przeszedł do Azji Mniejszej na czele całej swojej armii, forsując Gallipoli.

Saladyn poinformowany przez Greków o marszu krzyżowców

Ustępując przed siłą, Izaak Angelos musiał zezwolić armii niemieckiej przemaszerować przez bizantyjską Anatolię, przez Spigast (Biga) i Poemenenos lub Ipomenon (koło Manyasu) w Myzji, Khliarę (K?rka?aç), Thyatirę (Akhisar), Sardes, Filadelfię (Alaşehir) w Lydii i Hierapolis (koło Denizli) we Frygii, aż do regionu na zachód od Sublaionu (Homa), który od czasu klęski pod Myriokefalonem stanowił najdalej wysuniętą posiadłość Bizancjum. Izaak musiał zadowolić się wysyłaniem kolejnych wiadomości, aby ostrzec swego przyjaciela Saladyna o zbliżaniu się krzyżowców. Al-Imad, cytowany przez Abu Szamę w Livre des Deux Jardins, jest w tej kwestii jednoznaczny: Król Greków podał nam w swoich listach wieści o marszu Niemców, informował nas, że weszli na jego ziemie, i obiecał nam, że przeciwstawi się ich przemarszowi. Nie mając sił, aby przeciąć drogę, którą szli, odciął im dostawy żywności i odmówił przyjścia z pomocą31. Król Greków poinformował nas, że uczynił wszystko, co w jego mocy, aby zaszkodzić Niemcom32. A w innym miejscu: Od króla Konstantynopola przyszło do nas ostrzeżenie, że nieprzyjaciel realizuje swoje przedsięwzięcia i knuje swoje podstępy33.

W tekście dodano, że to samo ostrzeżenie przekazano Saladynowi z Aleksandrii. Jest dość prawdopodobne, że uczynili to aleksandryjscy kupcy italscy urzędujący w swoich fondachi, szczególnie Wenecjanie, którzy podobną grę odegrają w czasie czwartej krucjaty.

Fryderyk Barbarossa w Ikonium. Porozumienie z sułtanem Kilidż Arslanem II

Na wschód od Sublaionu, w Pizydii i Lykaonii, krucjata weszła na ziemie seldżuckiego sułtana Kilidż Arslana II34. Tak jak Izaak Angelos pozostawał w konflikcie z Kilidż Arslanem i był w sojuszu z Saladynem, tak Kilidż Arslan będący wrogiem Saladyna w sposób naturalny był skłonny porozumieć się z Fryderykiem Barbarossą. Podczas gdy niemiecki cesarz przemierzał Cesarstwo Bizantyjskie, Kilidż Arslan wysłał do niego ambasadorów, którzy znaleźli go w Adrianopolu, i zawiadomili, że pozwala on Niemcom na wolne przejście przez swoje ziemie. Jednak autorytet starego sułtana, już osłabiony przez bunty synów, nie był dość mocny, by zakazać plemionom turkmeńskim przeciwstawienia się przemarszowi krzyżowców. Rzeczywiście, przejście tych ostatnich przez seldżucką Anatolię z jej jałowymi wyżynami, od Antiochii Pizydyjskiej przez Filomelion i Tyriaeum (Ilgin) aż do Ikonium, związane było z nękaniem ze strony tureckich band, których wrogość była o tyle szkodliwa, że okrutnie wzmagała niedobory w armii i braki w żywności. Aby wyżywić żołnierzy, należało zabić część koni, ale ścisła dyscyplina, którą narzucił Fryderyk, pozwoliła im w tych strasznych tygodniach przejść Azję Mniejszą bez większych strat.

18 maja 1190 r. armia niemiecka znalazła się wreszcie przed Ikonium, seldżucką stolicą. Stary sułtan, jak mówi kronika Livre des Deux Jardins, był w serdecznych stosunkach z Fryderykiem, z którym jego posłańcy związali go przeciwko Saladynowi35. Podobne potwierdzenie znajdujemy u Baha ad-Dina: Kilidż Arslan udawał, że jest wrogi wobec króla Niemców, podczas gdy w rzeczywistości był z nim w zgodzie. Również gdy ten król przybył na jego ziemie, sułtan, manifestując swoje prawdziwe uczucia, działał z nim w zgodzie, dostarczał zakładników i przewodników, którzy mieli przeprowadzić ich przez jego kraj36. Kilidż Arslan II, znajdujący się pod kontrolą swoich synów, nie był w stanie powstrzymać starszego z nich, Kutb ad-Dina Malikszaha II, przed wymarszem na czele armii przeciwko Niemcom. Spotkanie, do którego doszło pod Ikonium, przyniosło pełen sukces Barbarossie, czy to w rezultacie bitwy, czy w wyniku ucieczki Turków, którzy nie ośmielili się stawić mu czoła w otwartej walce37. Następnie dwaj synowie Fryderyka, Fryderyk i Filip Szwabski, zdobyli miasto szturmem38.

Barbarossa pozostał w Ikonium przez pięć dni. Kilidż Arslan poprosił go o aman, a cesarz przyznał mu go tym chętniej, że stary sułtan był z nim w zgodzie. Zawarty został między nimi formalny traktat o przymierzu, a jego prawdopodobnym celem była współpraca przeciwko Saladynowi i bez wątpienia projekt podziału posiadłości ajjubidzkich39. W międzyczasie seldżucki władca obficie zaopatrzył armię niemiecką i przekazał cesarzowi zakładników, wśród których było 20 najznaczniejszych emirów, aby zaprowadzili go aż do ormiańskiego królestwa w Cylicji. Z Ikonium armia niemiecka skierowała się ku granicy turecko-ormiańskiej w Taurusie cylicyjskim, idąc przez Larandę (Karaman). Następnie weszła na teren ormiańskich prowincji wschodniej Izaurii i skierowała się do portu w Seleucji (Silifke).

Przybycie Fryderyka Barbarossy do Cylicji. Przerażenie w świecie muzułmańskim

Trudne przejście przez Azję Mniejszą, tak niebezpieczne dla wielu innych krucjat, dokonało się więc szczęśliwie dzięki geniuszowi sławnego Hohenstaufa. Ormiański książę Cylicji Leon II (1185-1219), największy z przedstawicieli dynastii Rubenidów, na którego ziemie weszła krucjata, przyjął krzyżowców jak przyjaciół i oddał wszystkie swoje zasoby do ich dyspozycji.

Przybycie do wrót Syrii, miejsca, gdzie zaczynała się święta wojna, niezwykle zdyscyplinowanej armii, wciąż licznej (mimo ubytków wynikłych z długiego marszu obejmowała ponad 40 tys. ludzi), prowadzonej przez najpotężniejszego suwerena i jednego z najlepszych polityków swoich czasów, dosłownie przeraziło islam. Historycy arabscy tego nie ukrywają. Saladyn, żywo poruszony wagą wieści, zdecydował się na ogłoszenie w całym islamie świętej wojny. Zaalarmował książąt Mosulu w Kurdystanie i w Dżazirze. Już wobec pierwszych informacji o marszu Fryderyka wysłał 23 października 1189 r. kadiego Baha ad-Dina Ibn Shedada do Bagdadu w celu uproszenia abbasydzkiego kalifa An-Nasira o uroczyste ogłoszenie tego samego aktu40. Istotnie, zbliżanie się Barbarossy stanowiło największe zagrożenie, jakie stanęło przed syryjskim islamem przed okresem najazdów Mongołów. Książę Ormian Leon II i jego katolikos wysłali na dwór Saladyna sprytnie przygotowane wiadomości, które kreśląc przesadny obraz, starały się wywrzeć na nim wrażenie moralne i rozbroić wroga jeszcze przed walką.

Panika, która ogarnęła muzułmanów wraz z dotarciem Fryderyka Barbarossy do Cylicji, sprawiła, że pospiesznie ewakuowali jedno z najważniejszych miejsc zdobytych przez Saladyna. Chodzi o zamek Baghras (Gaston) leżący na północny wschód od Aleksandretty, twierdzę, która przez długi czas była przedmiotem sporu między Ormianami a Templariuszami ze względu na swoje strategiczne znaczenie, gdyż pozwalała kontrolować przełęcz Beylan, czyli wejście do Syrii od strony Wrót Cylicyjskich. Znalazłszy ewakuowany Baghras, jeden z frankijskich rycerzy o imieniu Fulko z Bouillon, który zresztą był krewnym Leona II z Armenii, zajął go w imieniu tego ostatniego i zachował na kolejne 20 lat41. Abu'l Fida mówi o stanie ducha muzułmanów: Rozeszła się wieść, że król Niemców zbliża się na czele 100 tys. ludzi. Byli oni [muzułmanie - przyp. tłum.] tak przerażeni wieściami o tej inwazji, że stracili nadzieję na zachowanie czegokolwiek w Syrii42. Saladyn czym prędzej zrównał z ziemią Tyberiadę oraz zniszczył lub ewakuował Dżubajl, Sydon, Cezareę, Arsur i Jaffę - miejsca, które mogły zostać zajęte przez krzyżowców i służyć im jako placówki etapowe43.

Przypadkowa śmierć Fryderyka Barbarossy. Demoralizacja i rozkład armii niemieckiej

Niemiecka i chrześcijańska inwazja posuwała się niepowstrzymanie naprzód, kiedy 10 czerwca 1190 r. Fryderyk Barbarossa w trakcie marszu ku Tarsowi, Adanie i Antiochii utopił się w wodach rzeki Salef. Ta nieprzewidziana katastrofa z pewnością uratowała islam syryjski od zagłady, bowiem jak przyznają sami historycy arabscy, zostałby on zmiażdżony przez armię francusko-angielską lądującą pod Akką i wielką armię niemiecką nadchodzącą z północy: Gdyby Allah nie raczył ukazać swojej dobroci muzułmanom poprzez śmierć króla Niemców, gdy wchodził do Syrii, dziś pisano by: Syria i Egipt niegdyś należały do islamu...44

Siła armii niemieckiej wynikała z mechanicznej i sumiennej dyscypliny, z poczucia potęgi wspólnoty, której koniecznym symbolem wydawała się osoba Barbarossy. Kiedy zniknął wielki cesarz, armia popadła w przygnębienie, uległa demoralizacji wobec braku personalnego bodźca i stała się tłumem bez ducha. Syn zmarłego cesarza, Fryderyk Szwabski, okazał się niezdolny do powstrzymania tego upadku ducha i materii, który uczynił z niezwyciężonej armii swego rodzaju bezładne stado45. Krucjata niemiecka po zdobyciu Ikonium, nie doznawszy dotąd porażki, stanęła przed koniecznością wyboru nowego wodza, którym został Fryderyk Szwabski. Jednak te wydarzenia spowodowały, że armia niemiecka wraz z Barbarossą straciła całą swoją siłę w chwili, gdy miała zacząć się wojna. Historycy arabscy podkreślają ten ciekawy przypadek psychologii tłumu prowadzący do militarnego rozpadu armii, znakomitej aż do tego momentu: Ci Niemcy, niegdyś tak groźni, upadli tak nisko [pozwalając ogarnąć się bierności, że] sprzedawaliśmy ich za niską cenę na targach niewolników46.

Część niemieckich książąt, zdemoralizowana tak samo jak ich ludzie, wróciła do Europy. Resztę Fryderyk Szwabski poprowadził do Antiochii, do Boemunda III. Rozkosze życia w mieście nad Orontesem, które nastąpiły po anatolijskich trudach, spowodowały wśród Niemców wybuch epidemii. Livre des Deux Jardins pozwala przypuszczać, że Boemund III próbował wykorzystać ich do ataku na Aleppo47. Tego typu dywersja mogła być skuteczna, ponieważ w tym czasie Saladyn był zaangażowany w obronę Akki. Fryderyk Szwabski wolał jednak połączyć się z krzyżowcami z innych nacji, którzy już oblegali to ostatnie miasto (7 października 1190 r.).

3. Gwidon z Lusignan, Konrad z Montferratu i oblężenie Akki

Oblężenie Akki przez Gwidona z Lusignan

Krucjata, czy raczej inwazja niemiecka, została unicestwiona. Krucjata francusko-angielska natomiast na całe miesiące zatrzymała się na Sycylii. Oczekując jej przybycia, Frankowie w Syrii, wzmocnieni małymi grupami krzyżowców z różnych krajów, samodzielnie rozpoczęli odzyskiwanie wybrzeża.

Zjednoczeniu Franków syryjskich pomogło pozornie - bo w rzeczywistości skomplikowało sytuację - wypuszczenie z niewoli Gwidona z Lusignan. Dawno temu Saladyn obiecał byłemu królowi Jerozolimy uwolnienie. Jak pamiętamy, przyrzeczenie to było związane z kapitulacją Askalonu. Po upadku Askalonu Saladyn odwlekał wykonanie obietnicy aż do zajęcia Jerozolimy. Latem 1188 r. królowa Sybilla, której pozwolił udać się do Trypolisu i utrzymywał z nią dworskie relacje, błagała o dotrzymanie danego słowa. Ciągle rycerski, sułtan natychmiast uwolnił swego więźnia oraz dziesięciu innych jeńców jako eskortę (w tym brata Gwidona Amalryka z Lusignan i wielkiego mistrza Świątyni), pod warunkiem że Gwidon nigdy już nie podniesie broni przeciwko niemu. W tym samym czasie Saladyn, wykonując ludzki gest, który przynosi mu honor, uwolnił starego markiza Wilhelma III z Montferratu, którego odesłał do Tyru, do jego syna Konrada.

Normandzki poeta Ambroise, który jak wszyscy poddani imperium Plantagenetów bierze namiętnie stronę Gwidona z Lusignan, a propos jego uwolnienia przez Saladyna czyni wyborną refleksję: Saladyn, który był bardzo mądrym Saracenem, wiedział, że król Gwidon był pechowcem i że w czasie wojny nie był ani srogi, ani straszny. Nie chciał go wymienić i bać się innego króla48. W efekcie nie jest wykluczone, że wobec zagrożenia, jakie stanowiła energia Konrada z Montferratu, Saladyn szukał możliwości podzielenia i osłabienia Franków, oddając im Gwidona, władcę skompromitowanego.

Gwidon obiecał Saladynowi, że na zawsze opuści Syrię i przepłynie morze. Zaledwie znalazł się na wolności, został zwolniony ze złożonej przysięgi przez władzę kościelną i skierował się do Tyru w nadziei objęcia tam dowodzenia siłami frankijskimi. Istotnie, Tyr był jedynym miejscem należącym do dawnej jerozolimskiej domeny królewskiej, które uniknęło podboju muzułmańskiego. Jednak Konrad z Montferratu, który uratował miasto, zamknął bramy przed ekskrólem. Odmowa ta została powtórzona podczas drugiej próby Gwidona pod koniec kwietnia 1189 r.:

Król Gwidon podszedł aż do bramy i zaczął krzyczeć, aby ją otwarto, i na jednej z wież, która była przy bramie, ukazał się markiz i zapytał, kto jest tak znaczny, że rozkazuje otworzyć bramę. I odpowiedział, że jest królem Gwidonem i jest z nim jego żona, królowa, i że chcieliby wejść do miasta. Markiz odpowiedział, że miasto już do nich nie należy i że jest jego, że dał mu je Bóg i dobrze je bronił, i nigdy nie postawią w nim nogi49.

Taki finał związany z niewpuszczeniem pary królewskiej został wyrażony w jeszcze bardziej interesujących słowach przez autora kroniki Livre des Deux Jardins:

Król Franków skierował się ku Tyrowi, mając nadzieję na wejście do tego miasta. Rozłożył swój obóz u bram miasta i prowadził rozmowy z markizem, któremu podlegał Tyr. Ale markiz odpowiedział królowi: Jestem dowódcą w imieniu zamorskich władców, którzy nie upoważnili mnie, abym tobie oddał miasto50.

Warto zapamiętać ten tekst, bowiem dobrze ukazuje, że w rozumieniu Konrada i jego zwolenników Hittin przekreślił przeszłość. Monarchia jerozolimska upadła wraz z Ziemią Świętą i teraz chodziło o stworzenie, w wyniku podboju, nowej sytuacji prawnej. To w tym znaczeniu markiz Montferratu deklarował, że dzierży Tyr mocą własnego prawa, oczekując, że zostanie to usankcjonowane przez monarchów Zachodu - cesarza rzymskiego, króla Francji i króla Anglii, których przybycia oczekiwano.

Gwidon z Lusignan, król bez ziemi i żołnierzy, którego wyparła się większość dawnych poddanych, czyniących go nie bez racji odpowiedzialnym za katastrofę, podjął decyzję, której śmiałość dziwi u tego słabego charakteru, mianowicie postanowił odzyskać Akkę, drugie co do znaczenia miasto i główny port dawnego Królestwa Jerozolimy. Zadanie było pozornie nierealne, ponieważ Saladyn od czasu zajęcia miasta często w nim przebywał i wzmocnił jeszcze jego system obronny oraz pozostawił w nim liczny garnizon. Gwidon, zgromadziwszy pod Trypolisem pozostałych rycerzy palestyńskich wyzutych z ich posiadłości przez muzułmański podbój, a także nowo przybyłych krzyżowców, zwłaszcza rycerzy sycylijskich króla Wilhelma II, do tej pory bezczynnych, przystąpił do realizacji swego przedsięwzięcia. Około 20 sierpnia 1189 r. ruszył z tymi siłami w kierunku Akki.

Ibn al-Athir pozwala nam poznać śmiałość tego marszu Franków spod Tyru do Akki, kiedy cały kraj należał do zwycięskich Ajjubidów:

Frankowie maszerowali ku Akce, aby oblec to miasto wszystkimi swoimi siłami, jazdą i piechotą. Szli drogą, posuwając się blisko morskiego wybrzeża, nie opuszczając jej ani na równinach, ani w terenie skalistym, ani w wąwozach, ani na najbardziej rozległych wiejskich obszarach. Ich statki płynęły równolegle, wioząc uzbrojenie i zaopatrzenie, oraz były ciągle gotowe do pomocy w przypadku najmniejszego incydentu lub przeszkody nie do pokonania, aby pozwolić im natychmiast się zaokrętować51.

Jak zaznacza Ambroise, gdyby siły muzułmańskie zaatakowały małą armię frankijską w wąwozach Scandelionu lub An-Nakura, które osiągnęła około 22 sierpnia, nic nie mogłoby powstrzymać jej przed zdziesiątkowaniem52. W tym czasie Saladyn był zajęty oblężeniem zamku Beaufort, gdzie jak widzieliśmy, Renald z Sydonu sprytnie kontynuował obronę53. Usłyszawszy, że Gwidon z Lusignan wyruszył spod Tyru ku Akce, Saladyn wciąż wierzył, że podstępem uda mu się zdobyć Beaufort. Gdy zmienił zdanie, a Frankowie zbliżali się do Akki (26 sierpnia ich awangarda była w al-Zib54), było za późno. Mógł jedynie zwołać muzułmańskie kontyngenty z Galilei i dopiero 29 sierpnia przybył do Charruby55, leżącej 16 km na południowy wschód od Akki, a w tym czasie Frankowie zajęli już pozycje wokół miasta56. Jeśli chodzi o twierdzenia Ibn al-Athira, że sułtan chciał zniszczyć Franków w czasie ich marszu z Tyru do Akki, ale uniemożliwili mu to emirowie, należy w tym widzieć jedynie wyjaśnienie post factum, mające na celu usprawiedliwienie Saladyna i popełnionego przez niego strategicznego błędu oraz zrzucenie winy na jego niezdyscyplinowanych wasali57. Jest zresztą pewne, że armia ajjubidzka, armia feudalna, złożona z czasowo zaciągniętych kontyngentów, była instrumentem zawodnym, nieporównywalnym z zawodową armią sułtanów mameluckich w późniejszym okresie. Jeśli w 1187 r. armia Saladyna charakteryzowała się entuzjazmem, to teraz wyczuwało się, że jest gotowa porzucić udział w kampanii. Podbój frankijskiej Syrii nie został jeszcze zakończony, armia ajjubidzka toczyła wojnę nieprzerwanie już trzy lata. Jej morale, wysokie jeszcze w 1189 r., systematycznie się pogarszało, aż do buntu w 1192 r. Jest to czynnik, który niemało przyczynił się do sukcesu trzeciej krucjaty.

Przybywszy pod Akkę, Gwidon z Lusignan nie bez ryzyka założył obóz mniej niż kilometr na wschód od miasta, na wzgórzu o nazwie Toron de Saint-Nicolas, Tall al-Maslaba dla kronikarzy arabskich, obecnie Tall al-Fukhar58. To zdumiewające, że poszedł oblegać Akkę z taką garstką ludzi, jaką posiadał. Jego armia była czterokrotnie mniejsza niż garnizon, przeciwko któremu miała zamiar wystąpić. Co więcej, Saladyn po przybyciu dwa dni później (29 sierpnia 1189 r.) ze swoimi ludźmi z Galilei zajął pozycje za plecami Franków, opierając prawe skrzydło na wzgórzu al-Ayadiya i Tall Berwe, centrum na Tall Keisan, a lewe skrzydło na Tall Da'wuq, dotykając rzeki Akki (Nahr al-Namain). W ten sposób od wschodu, południowego wschodu i południa oblegający znaleźli się w sytuacji oblężonych59. Jednak przybycie krzyżowców z Zachodu niebawem osłabiło to zagrożenie.

Oblężenie Akki - pierwsze posiłki z Zachodu

W momencie ogłoszenia krucjaty Pizańczycy i Genueńczycy - jak zwykle - toczyli ze sobą wojnę. Na prośbę papieża zawarli pokój, żeby wziąć udział w wyprawie. Jako pierwsza, w 1188 r., podniosła żagle flota pizańska, ale ponieważ zimę spędziła w Mesynie, to przybyła do Tyru, aby wziąć udział w oblężeniu Akki, dopiero 6 kwietnia 1189 r. Była to duża eskadra, licząca 52 okręty, dowodzona przez arcybiskupa Pizy Ubaldo60, którego Klemens III mianował swoim legatem61. Flota genueńska, dowodzona przez konsula Gwidona Spinolę, wypłynęła w 1189 r., a w następnym roku jej śladem ruszyła kolejna eskadra z posiłkami, dowodzona przez konsulów Szymona Ventusa i Morinusa z Platea Longa62. Wreszcie na Wielkanoc 1189 r. doża Aurio Mastropietro także wysłał eskadrę do Syrii; w dalszej części pracy zostaną opisane działania wodzów weneckich Domenico Contariniego i Giovanniego Morosiniego w Tyrze i Akce63.

Począwszy od 1 września 1189 r. zaczęły przybywać kolejne eskadry: 500 okrętów z Północy, które pokonały Cieśninę Gibraltarską z 10 tys. ludzi, Duńczykami i Fryzyjczykami. Następnie przybyli kolejni Fryzyjczycy, Flamandowie (wśród nich waleczny rycerz Jakub z Avesnes), Bretończycy i inni64. W połowie września pojawiły się kontyngenty francuskie z hrabią Henrykiem z Baru, hrabią Erardem II z Brienne, Wilhelmem z Châlons, Robertem z Dreux, jego bratem Filipem, biskupem Beauvais (tych dwóch walecznych dowódców odznaczy się w bitwie pod Bouvines), a także liczni rycerze z Szampanii. 24 września przypłynęli Italczycy i Niemcy, którzy zeszli na ląd. Wśród nich byli arcybiskup Gerard z Rawenny, biskup Adelard z Werony, landgraf Ludwik z Turyngii, hrabia Odon z Geldrii i inni: Cały tysiąc rycerzy i dziesięć tysięcy piechoty. Rywal Gwidona Konrad z Montferratu przybył z Tyru pod Akkę (24 września), nie rezygnując z pretensji do niezależności. W październiku zjawili się następni krzyżowcy: Francuzi - Narjot z Toucy, Ancelin z Montréalu, Gotfryd z Joinville, Rajmund z Turenne, Gwidon z Dampierre, Italczycy - mieszkańcy Cremony i Werony, oraz Skandynawowie, w tym król Danii65. Był to cały łaciński Zachód, który powstał, żeby pomścić Hittin i odbudować Królestwo Jerozolimy.

Warto tu podkreślić znaczącą pomoc, jaką było dla Franków przybycie eskadr italskich i skandynawskich. Eskadra pizańska arcybiskupa Ubaldo, eskadra duńska, która rzuciła kotwicę nieco później, eskadry fryzyjskie i flamandzkie przybyłe z Jakubem z Avesnes - wszystkie one zapewniły Frankom panowanie na morzu.

Wojna pod Akką: bitwa z 4 października 1189 roku

Frankowie zaniedbali przedłużenia swojej linii oblężenia aż do morza, na północnym przedmieściu Akki, Montmusard66. Od tej strony w celu zamknięcia oblężenia ustawiono dość słabą osłonę złożoną z lekko uzbrojonych żołnierzy. 15 września 1189 r. Saladyn przeprowadził silny atak, który początkowo się nie powiódł. Nazajutrz ponowił uderzenie w tym samym miejscu. Jego bratanek Taki ad-Din, który dowodził prawym skrzydłem, dzięki wspaniałej szarży kawaleryjskiej przebił się przez frankijskie linie, które okalały Akkę, i ustanowił połączenie z obrońcami. Od tego momentu Akka mogła być swobodnie zaopatrywana z zewnątrz, a garnizon wymieniany i wzmacniany. Sam sułtan złożył wizytę obleganym, zlustrował mury obronne i ze szczytu wież obserwował obóz chrześcijański. 18 września podjął próbę wykorzystania swej przewagi, aby zniszczyć armię frankijską. Jednak ta wykopała fosę oraz zbudowała umocnienia wokół obozu i mogła w ich cieniu odpierać wszystkie ataki, mądrze nie dając się wyciągnąć poza szańce i walczyć w otwartym polu67.

Ale dla Gwidona z Lusignan był to pozorny sukces. Frankowie, oblegani oblegający, ściśnięci w wąskim miejscu między murami miasta a żołnierzami Saladyna, który panował nad równiną, zaczynali cierpieć głód. Za wszelką cenę musieli zmienić tę sytuację. O poranku 4 października 1189 r. podjęli próbę uwolnienia się poprzez nagły atak. Podczas gdy Godfryd z Lusignan, brat króla Gwidona, pozostał w obozie Turon, aby bronić go przed potencjalnym atakiem ze strony garnizonu Akki, większość armii frankijskiej zaatakowała pozycje muzułmańskie68. Taki ad-Din, który dowodził prawym skrzydłem, opartym o morski brzeg na północ od Akki, zgodnie z taktyką muzułmańską zamarkował odwrót, aby odciągnąć jak najdalej od pola bitwy lewe skrzydło frankijskie (w tym przypadku Templariuszy) i rozerwać linie nieprzyjaciela. Saladyn, sądząc, że uległ on rzeczywiście, osłabił swoje centrum i wysłał mu posiłki. Chrześcijanie skorzystali z tego, by uderzyć na osłabione muzułmańskie centrum, odepchnęli rekrutów z Diyarbakiru, którzy znajdowali się przed nimi, i przypuścili atak na wzgórze al-Ayadiya, punkt dowodzenia Saladyna. W samotnym pędzie hrabia Baru dotarł aż do namiotu sułtana, który zdołał zgrupować wokół siebie zaledwie kilku mameluków. Całe prawe skrzydło muzułmańskie zostało ogarnięte chaosem i zmuszone do ucieczki. Uciekinierzy pospieszyli aż do Tyberiady, obwieszczając klęskę islamu. Istotnie, kilku wodzów muzułmańskich zostało zabitych, na przykład Mudżalla, brat Isy, namiestnika Jerozolimy.

Podczas gdy Frankowie plądrowali obóz Saladyna, zebrał on resztki swego centrum na południe od wzgórza Ayadiya. Zresztą jego prawe skrzydło, oparte o rzekę Namain, pozostało nietknięte. Kiedy przegrupował się i skonstatował, że zwycięstwo spowodowało zamęt w szeregach frankijskich, nakazał gwałtowny kontratak, który zaskoczył Franków w zupełnym nieporządku i zmienił bieg wydarzeń tego dnia. Frankowie z wielkimi stratami zostali odrzuceni od wzgórza Ayadiya ku własnemu obozowi, dokąd muzułmanie ich ścigali, dokonując masakry.

W tym czasie garnizon w Akce przeprowadził wypad za mury i zaatakował obóz od tyłu. Gotfryd z Lusignan, który strzegł obozu, na czele swojej niewielkiej grupy żołnierzy powstrzymał wojowników z Akki. Z drugiej strony król Gwidon, Konrad z Montferratu, wielki mistrz Templariuszy i Andrzej z Brienne starali się zatrzymać za wszelką cenę napierających towarzyszy Saladyna. W wirze walki Gwidon szlachetnie uratował swego adwersarza Konrada przed śmiercią lub pojmaniem. Andrzej z Brienne, który razem z Templariuszami osłaniał odwrót, został zabity. Wielki mistrz Świątyni Gerard z Ridefort dostał się do niewoli i natychmiast został stracony69. Katastrofy uniknięto przede wszystkim dzięki Templariuszom, którzy ponieśli wielkie straty. Muzułmanie nie byli w stanie wejść do obozu chrześcijan70.

Odwrót Saladyna ze wzgórza Keisan na wzgórze Charruba

W następstwie tej akcji liczba zwłok znajdujących się między obozem Franków a obozem Saladyna była tak duża, że przez to wielkie cmentarzysko rozpoczęła się epidemia. Saladyn, który zachorował na dezynterię, przeniósł obóz z Keisan na wzgórze Charruba (15 października 1189 r.)71. Zatem o ile dla Franków, którzy myśleli, że są w stanie zniszczyć armię Saladyna, bitwa z 4 października zakończyła się porażką, to dla tego ostatniego była jedynie pozornym zwycięstwem, ponieważ nie zdołał usunąć Franków spod Akki. Zresztą w marcu 1190 r., w czasie "bitwy na piaskach", sytuacja się powtórzyła, tyle że wtedy obrót spraw był niekorzystny dla muzułmanów, którzy po pierwszym sukcesie zostali zaskoczeni kontratakiem i ponieśli poważne straty72.

Ogólnie rzecz ujmując, siły obu stron już się równoważyły. Odejście Saladyna z Keisan na Charrubę krótko po bitwie z 4 października było korzystne dla Franków. Stacjonując na wzgórzu Keisan, Saladyn utrzymywał kontakt z garnizonem w Akce. Na Charrubie nie mógł przeszkodzić Frankom w całkowitym otoczeniu miasta: Opasali miasto od strony lądu, opierając swoje skrzydło na brzegu, podczas gdy ich okręty oblegały je od strony morza. Wykopali fosy i wznieśli mur z ziemi, którą pozyskali, kopiąc rowy. Codziennie muzułmańska awangarda prowokowała ich do bitwy, ale oni nie dawali się w nią wciągnąć, zajęci ulepszaniem swego systemu obrony na wypadek powrotu Saladyna73. Chodziło tu głównie o frankijskie fortyfikacje z północno-zachodniego sektora ich obozu, rozciągające się aż do morza, które powodowały, że miasto w całości znalazło się w okrążeniu. Markiz Montferratu wraz ze Szpitalnikami wziął na siebie obronę tego wyjątkowo niebezpiecznego sektora.

Jeśli chodzi o Saladyna, to pozostał na wzgórzu Charruba całą zimę przełomu 1189 i 1190 r. oraz część wiosny, zostawiając naprzeciwko obozu chrześcijańskiego jedynie awangardę i korpus obserwacyjny, a sam był gotowy na przybycie na pierwsze wezwanie. Wiemy, że 10 marca 1190 r., kiedy udał się na polowanie, Frankowie skorzystali z tej okazji, wychodząc spoza swoich pozycji obronnych i atakując muzułmański korpus obserwacyjny, który doznał poważnych strat74.

Pod Akką: wojna pozycyjna i fraternizowanie się chrześcijan z muzułmanami

Dwie armie, nie mogąc się nawzajem zniszczyć, znalazły się w sytuacji, w której wojna została ograniczona do działań oblężniczych mających na celu wyczerpanie przeciwnika. Garnizon w Akce za murami, a Frankowie za swymi umocnieniami - obie strony prowadziły działania za pomocą pierri?res i mangoneli, kusz, kul zapalających i strumieni greckiego ognia. Łacinnicy dzięki panowaniu na morzu starali się wziąć garnizon Akki głodem, podczas gdy sami byli nękani, głodzeni i oblegani przez armię Saladyna, wciąż kontrolującą równinę. W tych warunkach oblężenie Akki, rozpoczęte na początku września 1189 r., przedłużyło się aż do 13 lipca 1191 r.

Ta wojna pozycyjna sprzyjała kultywowaniu istniejących od dawna dworskich relacji między Frankami i Ajjubidami. Nazajutrz po zażartych walkach z 4 października Saladyn wyrzucał królowi Gwidonowi, że ten złamał przysięgę: czyż w dniu swojego uwolnienia nie przysięgał odpłynąć za morze i nigdy nie podnieść broni przeciwko muzułmanom? Na co Gwidon uprzejmie zauważył, że przepłynął morze, jeśli nie między Syrią a Francją, to między Tortosą i wyspą Ruad, co było wypełnieniem przysięgi! I co więcej, wyrzekł się noszenia miecza, skoro ten był przytroczony do siodła jego konia75. Ta historia dowodzi, że Saladyn nie miał żalu wobec Gwidona za tego rodzaju żarty.

Takie same relacje zostały ustanowione między baronami a emirami. Baha ad-Din zanotował:

Pewnego rodzaju poufałość zawiązała się pomiędzy dwoma obozami. Rozmawiano ze sobą, kiedy nie toczono walk, i w następstwie tego przestawania ze sobą kończyło się na wspólnych śpiewach i tańcach, po czym, po godzinie, rozpoczynano walkę. Pewnego dnia, aby zabić nudę, żołnierze tak rozmawiali ze sobą: Dlaczego wciąż walczą ze sobą dorośli mężczyźni, zamiast zostawić to małym? Zgódźmy się, że bitwę stoczy ze sobą dwoje dzieci wybranych w każdym z obozów! W rezultacie wyszło dwoje dzieci z miasta i pomaszerowało przeciwko dwójce innych dzieci należących do Franków. Jeden z dwóch młodych muzułmanów pobiegł ku jednemu młodemu niewiernemu, złapał go, rzucił na ziemię i wziął do niewoli. Ten ostatni został wykupiony za dwa dinary przez jednego ze swoich współwyznawców, a młody zwycięzca otrzymał te pieniądze i uwolnił swego więźnia76.

Owa fraternizacja między Frankami a Turkami i Arabami, tak różna od czasów pierwszych krzyżowców i ich adwersarzy z 1099 r., dowodzi szybkiej adaptacji Franków we wschodnim otoczeniu, w codziennym sąsiedztwie muzułmanów. Kiedy upadło Królestwo Jerozolimy, ta adaptacja była tak oczywista, a frankijska Syria była tak zakorzeniona, że islam zaakceptował wejście z nią w przyjazne relacje. W szczycie paneuropejskiej krucjaty i islamskiego dżihadu frankijski duch osadnictwa pełen zrozumienia dla tubylców przeważył mimo wszystko nad duchem krucjaty. Czyż nie jest to dowód na to, że ludy, które już się rozumiały i szanowały, a ich cywilizacje przenikały się, gwarantowały przetrwanie frankijskiej Syrii? Warunkiem było jednak zachowanie przez Królestwo Jerozolimy instytucji politycznych, które zapewniły jej prawie stuletnią egzystencję i wielkość.

Nie chodziło tylko o wojowników, którzy wspólnie śpiewali i tańczyli między bitwami, o dzieci z obu armii, które bawiły się między nimi. Livre des Deux Jardins mówi też o innych przejawach porozumienia:

Okręt przywiózł Frankom trzysta kobiet, wspaniałych ze względu na ich piękno. Wygnane, zhańbione, zaciągnęły się, aby pocieszyć tych wygnańców, tych nędzników. Dalekie od odmawiania swoich wdzięków kawalerom, oddawały się ochoczo jako najbardziej zasłużona ofiara i wierząc, że żadne poświęcenie ich nie przewyższy, zwłaszcza jeśli ten, któremu się oddały, spełniał podwójny warunek bycia cudzoziemcem i kawalerem. W efekcie Frankowie nie uznawali tego za przestępstwa wolnych kobiet, które oddawały się kawalerom, i w ich oczach pozostawały one czyste, skoro dają takie pocieszenie nieszczęsnym chłopcom. Otóż wielu z naszych mameluków, zepsutych, dezerterowało z naszego obozu. Nieszczęsne i nieświadome istoty pobudzone cielesnymi pragnieniami podążyły tą drogą zatracenia. Niektórzy zaakceptowali hańbę w zamian za przyjemność, inni żałowali swego upadku i niebawem uciekli, stosując podstęp77.

"Saladyn, czyli wojna rycerska"

W trakcie krwawych walk podczas oblężenia Akki i wobec frankijskiej rekonkwisty Saladyn w dalszym ciągu dawał dowody niezwykłej rycerskiej szlachetności wobec nieprzyjaciela. Pewnego dnia wraz z jeńcami przyprowadzono do niego zniedołężniałego starca, który prawie bezradny chciał podjąć pielgrzymkę do Jerozolimy. Sułtan zdjęty litością dał mu konia i nakazał odprowadzić do armii frankijskiej. Z kolei pewnej nocy maruderzy muzułmańscy zdobyli w obozie chrześcijańskim trzymiesięczne dziecko. Gdy rankiem jego matka dowiedziała się o tym, popadła w rozpacz. Rycerze frankijscy doradzili jej, aby odwołała się do łaskawości Saladyna. Udała się więc do przednich straży nieprzyjaciela i poprosiła, by zaprowadzić ją przed sułtana. Imad ad-Din zapisał:

Sułtan był na koniu, otoczony liczną eskortą. Matka przybyła, przedstawiła się z płaczem, padła twarzą w pył. Sułtan został poinformowany o jej sytuacji, a kiedy ją poznał, jego oczy wypełniły się łzami. Nakazał odszukać dziecko, ale zostało już sprzedane na targowisku, więc wykupił je za własne dinary i nie oddalił się, dopóki dziecko nie zostało przyniesione i oddane matce. Ona zaś przyjęła je i mocno przycisnęła do serca, płacząc gorącymi łzami. Gdy nakarmiła je piersią, sułtan nakazał odwieźć ją konno i odprowadzić z dzieckiem do obozu chrześcijańskiego78.

I jeszcze czyn opisywany przez tego samego Imad ad-Dina, naocznego świadka. Otóż pewnego dnia najmłodsze dzieci sułtana prosiły go, żeby pozwolił im wykonać egzekucję jednego z chrześcijańskich jeńców. Co zaskakujące, Saladyn odmówił: Nie należy tak przyzwyczajać młodych do rozlewu krwi ani do tego, żeby w ich wieku stało się to dla nich zabawą, kiedy nie potrafią jeszcze odróżnić muzułmanina od niewiernego79. Pod koniec oblężenia Akki zobaczymy Saladyna wysyłającego owoce i śnieżne sorbety królowi Ryszardowi, który leżał chory80.

To złagodzenie obyczajów nie było korzystne dla samego sułtana. Ogólny dżihad, panislamska święta wojna, której domagał się od kalifa Bagdadu, była realizowana bardzo powoli: Co się stało z honorem muzułmanina? - czytamy w jednym z listów z tego okresu, cytowanym w Livre des Deux Jardins. - Gdzie jest duma Wierzących, odwaga prawdziwie Wierzących? Nieustannie dziwi nas bezczynność synów islamu wobec triumfów Niewiernych. Nikt nie odpowiada na wezwanie do broni, nikt nie zaprzecza zniewagom!81 Widać w tym dowód na złagodzenie islamskiego fanatyzmu i na to, że doszło do moralnego zbliżenia między frankijskimi osadnikami a światem islamu. Kronikarze arabscy po przedstawieniu nam tych faktów kilka linijek niżej jak zwykle złorzeczą wobec chrześcijan. Warto jednak zaznaczyć, że pod ich piórem dyskusja religijna ma odtąd charakter przede wszystkim teologiczny. Zarzucają Nazarejczykom trynitarny politeizm oraz praktykowanie hipostazy. Wygląda to jak udział w jakimś sporze między bratnimi sektami w Bizancjum w IV lub V w. W rzeczywistości poganie, jak Frankowie nazywali muzułmanów, i politeiści, jak muzułmanie zwali chrześcijan, nigdy nie czuli się bliżej jedni drugich niż w latach 1190-1250.

Przeciwko frankijskiej rekonkwiście - próba organizacji panislamskiego dżihadu. Wezwanie Saladyna do Almohadów z Maroka. Ajjubidzkie poselstwo w Marrakeszu

25 listopada 1189 r. brat Saladyna Malik al-Adil przybył do Charruby na czele posiłkowych oddziałów egipskich. 26 grudnia przypłynęła na wody wokół Akki flota egipska licząca 50 galer, dowodzona przez admirała Hussama ad-Din Lulu, pogromcę korsarzy frankijskich na Morzu Czerwonym. Flota ta zdołała przedrzeć się przez blokadę, wejść do portu akkańskiego i dostarczyć miastu żywność. Niemniej okręty italskie zachowały panowanie na morzu i blokada Akki była kontynuowana. W miarę jak przypływali nowi krzyżowcy, wzmagał się ruch oporu i panislamski dżihad rysował się coraz wyraźniej. W kwietniu 1190 r. przed Saladynem - który wreszcie wyleczył się z infekcji, wrócił z Charruby i był w trakcie ponownej instalacji swego obozu na wzgórzu Keisun, 9 km na południowy wschód od Akki - pojawił się jeden z przedstawicieli starej dynastii artukidzkiej, Imad ad-Din, książę Dary, leżącej między Mardinem a Nisibisem. W tym samym miesiącu Fahr ad-Din, wysłany przez kalifa Bagdadu, przyprowadził oddział z olejem skalnym dla branderów i machin ogniowych armii ajjubidzkiej. W maju-czerwcu 1190 r. przybyli książęta zankijscy, Imad ad-Din Zanki II, atabeg Sindżaru, Mu'izz ad-Din Sindżar Szah, atabeg z Dżaziry, i jeden z synów Izz ad-Dina Masuda, atabeg Mosulu82. Pojawienie się przedstawicieli rodu Zankidów, który w kilku miejscach został pozbawiony władzy przez Saladyna, świadczy o ostatecznym sukcesie głoszonego dżihadu, w innej sytuacji bowiem byliby jego naturalnymi wrogami. Rzecz jasna, Saladyn przyjął ich pod Akką z największymi honorami, nie skąpiąc osobistego wdzięku, który był jednym ze środków jego dyplomacji.

Dodajmy też sugestywny szczegół: Saladyn wysłał poselstwo do Maroka, aby prosić o pomoc przedstawiciela Almohadów Abu Jusufa Jakuba Mansura. Poselstwo to zostało przyjęte w Marrakeszu 18 stycznia 1191 r. i domagało się (zresztą bezskutecznie) od władcy marokańskiego wysłania eskadry, żeby odebrać panowanie na Morzu Śródziemnym flotom italskim: Muzułmański Zachód - pisał Saladyn - powinien pomóc muzułmanom bardziej niż niewierny Zachód pomaga Niewiernym83.

Konrad z Montferratu i zaopatrzenie morzem: bitwa z 4 marca 1190 roku

Zima przełomu 1189 i 1190 r. była bardzo trudna dla oblegających. W chrześcijańskim obozie panował okrutny głód. Jajko kosztowało trzy solidy, drób - dziesięć. Konrad z Montferratu zobowiązał się poszukać żywności w Tyrze i 4 marca 1190 r. wrócił na wody akkańskie z flotą załadowaną żywnością.

Ambroise pozostawił żywy opis przybycia eskadry frankijskiej i próby muzułmanów powstrzymania jej przed dobiciem do brzegu:

Był to markiz, senior Tyru, który na czele 50 okrętów, dobrze uzbrojonych, dobrze wyekwipowanych i dobrze chronionych, płynął przeciwko flocie Turków... Wówczas można było zobaczyć coś podobnego do mrówek wychodzących z mrowiska. Turcy wychodzili z miasta, więcej niż 10 tysięcy uzbrojonych ludzi na galerach, chronionych kobiercami, jedwabnymi tkaninami, sztywnym płótnem i aksamitem. Wszyscy oni szli przeciwko flocie, którą północny wiatr pchał wzdłuż wybrzeża. Zaczęli strzelać ze swoich kusz i zaczęła się bitwa okrętów. Ze strony obu flot nie ustawał szyderczy wrzask. Często okręty zbliżały się do siebie i obrzucały nawzajem greckim ogniem. Okręty stawały w ogniu, a po jego ugaszeniu ponownie dołączały do innych i atakowały.

W tym czasie na lądzie garnizon ajjubidzki przeprowadzał zbrojny wypad przeciwko obozowi chrześcijańskiemu:

Cała równina aż do podnóża gór była pokryta, jak pole zbożem, Turkami, którzy atakowali ich bez wytchnienia i rzucali się do fosy i na umocnienia w takiej liczbie, że je obalili. Była tam wielka liczba ludzi ohydnych i czarnych, noszących na głowach czerwone turbany, tak że można by powiedzieć, iż byli podobni do drzewa wiśni obwieszonego dojrzałymi owocami84.

Ostatecznie flota markiza Montferratu zdobyła przewagę, odepchnęła egipskie galery do portu akkańskiego i wyładowała żywność na ląd. To morskie zwycięstwo zabezpieczyło blokadę miasta od strony morza. Od tego dnia oblężeni byli odcięci od wszelkich kontaktów morzem z Egiptem. Ale od strony lądu Saladyn ponownie przeniósł obóz z Charruby na wzgórze Keisan, skąd mocno naciskał oblegających.

Maj 1190 roku. Postęp w działaniach zbrojnych i zniszczenie ruchomych wież frankijskich

Armia frankijska zbudowała trzy wielkie ruchome wieże, chronione skórami ze świeżo zabitych wołów, pokryte gliną, aby uchronić je przed ogniem. Miały one pięć poziomów, a na każdym z nich znajdowali się wojownicy. 27 kwietnia 1190 r. zostały podprowadzone do stóp murów obronnych, od których były wyższe. Z tych punktów Frankowie zasypywali oblężonych pociskami. Przerażeni obrońcy na murach rzucili się do ucieczki i tego dnia miasto było bliskie upadku. Tymczasem mieszkańcy zdołali na czas uprzedzić Saladyna, wysyłając nieustraszonego pływaka. Sułtan przybył z jazdą i zaatakował nieprzyjacielski obóz85. Dywersja uratowała w tym dniu oblężone miasto, ale wynik nie wydawał się jednoznaczny, gdyż ruchome wieże wciąż bombardowały Akkę. Jednak 5 maja dzięki sprytowi pewnego damasceńskiego kotlarza, inżyniera samouka, udało się oblać je płynem zapalającym i podpalić, pierwszą razem z rycerzami, którzy w niej się znajdowali, a dwie kolejne zostały ewakuowane na czas przez wojowników86.

Nowy przykład krucjatowej demagogii. Szalony atak serwientów

(lipiec 1190 roku)

Oblężenie trwało już długo, kiedy przybycie Fryderyka Barbarossy do Cylicji zmusiło Saladyna do odwołania spod Akki Taki ad-Dina z jego kontyngentami z Syrii północnej, obszaru, który został zagrożony niemiecką inwazją (czerwiec 1190 r.). Odejście tych oddziałów osłabiło przede wszystkim prawe skrzydło muzułmańskie, na północ od Akki, gdzie dowodził Malik al-Adil. Jak mówi Baha ad-Din, Frankowie skorzystali z okazji, aby niepodziewanie zaatakować od tej strony (25 lipca 1190 r.)87. Zmusili do ucieczki część egipskiej jazdy i spychając prawe skrzydło muzułmańskie na północ, w stronę Casal Imbert88, dotarli aż do obozu Malika al-Adila. Frankowie jednak stracili czas na plądrowanie obozu, co pozwoliło sułtanowi spaść na nich jeszcze tego samego dnia i zmasakrować więcej niż połowę przeciwników89.

Ernoul i Estoire de Eracles dają nam wyjaśnienie tej nieszczęsnej wyprawy, która okazała się wynikiem buntu serwientów, piechoty, która stanowiła plebs krucjaty90. Rozjątrzeni głodem serwienci zarzucali rycerzom bezczynność. Dlaczego nie wykorzystać liczebnego osłabienia armii muzułmańskiej do jej zaatakowania, przerwania blokady i zdobycia żywności? Rycerze, mając w pamięci doświadczenia z 4 października 1189 r., wskazywali na lekkomyślność tego typu przedsięwzięcia z garnizonem Akki za plecami. Serwienci, nie uzyskawszy u Gwidona zgody na generalny atak, którego się domagali, przeprowadzili go sami w sile 10 tys. ludzi, bez wsparcia jazdy i bez wodza. Według Ernoula nieprzyjaciel miał im pozwolić posunąć się do przodu aż do swego obozu, a następnie, kiedy byli zajęci jego plądrowaniem, bez trudności ich zmasakrował91. Tekst autorstwa Baha ad-Dina potwierdza ten opis. Serwienci bez wątpienia zaskoczyli oddział Malika al-Adila, a ten pozwolił im bez przeszkód wejść do swego obozu, gdzie Frankowie zatracili się w plądrowaniu. Następnie on sam i Saladyn, który został zaalarmowany, spadli na atakujących i w ciągu godziny zabili ponad 5 tys. ludzi92.

Opis w Estoire de Eracles dobrze oddaje charakter tej rewolty krucjatowego plebsu, wymierzonej przeciwko baronom, a zakończonej straszliwą klęską:

Serwienci z armii z racji braków w żywności zaczęli szemrać przeciwko baronom i innym szlachetnie urodzonym, którzy brali udział w oblężeniu, zarzucając im w wielu uwłaczających słowach, że nie chcieli iść do walki z Saracenami. Szlachetni zaś dobrze wiedzieli, że nie mogą wydać bitwy Saladynowi, kiedy Akka pozostawała w rękach Saracenów. Sprawy w armii doszły do tego punktu, że żaden rycerz nie odważyłby się iść na pole walki, nie będąc wyśmiewanym i zawstydzanym. Serwienci przyjęli tak wyniosłą postawę wobec rycerzy, że uznawali się za większych od nich, i wyobrażali sobie, że mogliby z łatwością sami walczyć przeciwko Saracenom, bez ich [rycerzy - przyp. tłum.] pomocy. Przy wielu okazjach serwienci żądali od króla Gwidona i baronów, aby pozwolili im przeprowadzić atak. Gdy król i baronowie stwierdzili, że nie są w stanie odwieść ich [od tego zamysłu - przyp. tłum.], powiedzieli, że mogą iść na własne ryzyko. Jeśli dobrze sobie poradzą, będzie wielka radość, ale jeśli pójdzie im źle, nie będzie nikogo, kto im pomoże93. Serwienci wyszli więc z obozu. Kiedy Saladyn zobaczył, że zbliżają się do niego, opuścił swój obóz. I gdy serwienci zobaczyli opustoszały obóz, rzucili się ku niemu tak szybko, jak tylko mogli. Saladyn pozwolił im odpocząć i się najeść, dobrze wiedząc, że nie przybył z nimi żaden rycerz. Następnie zaatakował ludzi będących w obozie i zabił ich więcej niż 7 tysięcy94.

Baha ad-Din zaś dodawał: Cały obszar od obozu al-Adila aż do obozu nieprzyjaciela pokrył się ciałami zabitych. Brodziłem w potokach krwi, siedząc na moim mule, i próbowałem policzyć zabitych, ale mi się nie udało95. Muzułmański historyk notuje, że w wyprawie wzięły udział nieszczęsne frankijskie kobiety; dwie z nich widział wśród ciał zabitych.

Przybycie hrabiego Henryka II z Szampanii pod Akkę (27 lipca 1190 roku)

Straty zostały zrekompensowane dzięki przybyciu nowych krzyżowców. 27 lipca 1190 r. zjawił się pod Akką hrabia Henryk II z Szampanii, siostrzeniec królów Anglii i Francji, który zapowiadał bliskie pojawienie się obu władców96. Henrykowi towarzyszyli hrabia Tybald z Blois, Stefan z Sancerre, Jan z Pontigny, Radulf z Clermont, Bernard z Saint-Valéry, Erard z Chacenay, Robert z Boves, Alain z Fontenay, Walter z Arzilli?res, Gwidon z Châteaudun, Jan z Arcis i inni. W dalszej historii krucjaty Henryk z Szampanii odegra ważną rolę i stanie się jednym z jej beneficjentów, obejmując władzę we frankijskiej Syrii97.

Cierpienia oblegających Akkę. Epidemie i głód w obu obozach

Sytuacja sanitarna i ekonomiczna pod Akką stawała się coraz bardziej opłakana. Na tym zamkniętym, niewielkim polu rozkładające się ciała, zwłaszcza z "bitwy serwientów", zatruwały powietrze i sprzyjały epidemii. Al-Imad, który wieczorem 25 lipca 1190 r. odwiedził pole walki, pozostawił przejmujący opis: Zabici spoczywali pośrodku łąk, od spuchniętych lub obgryzionych zwłok pod palącym słońcem rozchodził się okropny odór, a wokół nich krążyły sępy i szakale zaproszone na tę ucztę98. Kontynuator Wilhelma z Tyru pisze, że rzeka Namain przez osiem dni spływała krwią, ciałami zabitych i mazią, tak że żołnierze nie mogli pić z niej wody. Zaraza pojawiła się w obu obozach, chrześcijańskim i saraceńskim, a to z powodu ciał, i było tam tyle much, że nikt z obu obozów nie mógł tam wytrzymać. Wobec epidemii ciągnącej z pola bitwy i z powodu nadejścia upałów Saladyn ponownie przeniósł obóz z Keisan aż na Charrubę (1 sierpnia 1190 r.)99.

Jeśli chodzi o Franków, zmuszonych do pozostania na miejscu mimo panującej zarazy i kontynuowania oblężenia, to głód powodował ich demoralizację. W obozie chrześcijańskim ceny żywności osiągnęły nieprawdopodobny poziom: 20 saraceńskich bizantów za miarę zboża, jak mówi Estoire de Eracles, zaś Livre des Deux Jardins podbija cenę do ponad 100 dinarów. Morale armii słabło. Wcześniej bunt serwientów przeciwko rycerzom osiągnął punkt kulminacyjny w niefortunnej próbie przełamania przez nich pierścienia okrążenia. Obecnie grupy żołnierzy zamiast umrzeć z głodu przechodziły do nieprzyjaciela i przyjmowały islam.

Należy podkreślić, że do pogłębienia głodu przyczyniła się spekulacja. Kupcy, którzy zaopatrywali obóz (zwłaszcza kupcy italscy, Pizańczycy i inni), praktykowali ją powszechnie. Liczba podana przez Ambroise'a jest znamienna: tuż przed przybyciem królów Francji i Anglii zboże było przedmiotem spekulacji, a jego cena sięgnęła 100 bizantów. Zjawienie się w porcie akkańskim okrętu z ładunkiem zboża spowodowało, że kupcy natychmiast otworzyli swoje magazyny i cena zboża spadła ze 100 bizantów do czterech za jedną miarę100.

Mimo to obrońcy Akki znaleźli się w nieodwracalnym potrzasku. Ścisła blokada, którą prowadziły eskadry italskie od strony morza, nie pozwoliła statkom muzułmańskim swobodnie zaopatrywać miasta. Mogło się to udawać jedynie przy zastosowaniu podstępów i forteli. W sierpniu 1190 r. Saladyn zdołał dostarczyć z Bejrutu do Akki 400 worków zboża dzięki arabskiemu statkowi, którego marynarze przebrali się za Franków101. Była to niewystarczająca pomoc; kilka tygodni później namiestnik Akki Karakusz uprzedził Saladyna, że żywności wystarczy mu tylko do połowy września. Zmiana kierunku wiatru pozwoliła wreszcie trzem dużym statkom egipskim załadowanym żywnością zmylić dozorujące eskadry frankijskie i wejść do portu akkańskiego tylko dzięki temu, że zapadała noc i trwała burza (17 września 1190 r.)102.

Bezskuteczne ataki na Akkę Fryderyka Szwabskiego (wrzesień-październik 1190 roku)

Cierpienia oblegających spowodowane głodem oraz przybycie posiłków niemieckich księcia Szwabii popchnęły Franków do podjęcia nowych prób wymierzonych przeciwko obrońcom Akki oraz Saladynowi.

24 września 1190 r. chrześcijanie przeprowadzili silny atak skierowany przeciwko Wieży Much (Turris muscarum; Burdż al-Dibban), usytuowanej na końcu mola i zamykającej od południa wejście do portu akkańskiego. Pizańczycy i marynarze z innych miast, którzy przyjęli krzyż, wypuścili w kierunku wieży rodzaj brandera zbudowanego z dwóch okrętów, na którym ustawiono drewnianą wieżę wypełnioną płynem zapalającym. Jednak zmienił się wiatr i brander spłonął, nie czyniąc żadnej szkody Wieży Much103.

W drugim tygodniu października książę Fryderyk na czele resztek krucjaty niemieckiej poprowadził atak na wzgórze al-Ayadiya, podczas gdy Saladyn przybył z posiłkami i ponownie zajął pozycje na wzgórzu Keisan104. W tej sytuacji książę Szwabii zwrócił się przeciwko Akce. Kazał zbudować ruchomą wieżę, chronioną żelazem i wyposażoną w tzw. kozioł105. Arcybiskup Teodoryk z Besançon i Henryk z Szampanii nakazali budowę własnych kozłów chronionych żelazem, ale ogień grecki ze strony oblężonych mimo wszystko zniszczył te machiny (około 15 października 1190 r.)106.

Próby wznowienia wojny ruchomej: marsz armii frankijskiej z Akki na wzgórze Kerdana

Wojna pozycyjna oraz związane z nią demoralizacja, głód i epidemie wycieńczyły armię chrześcijańską. Baronowie szukali możliwości wznowienia wojny ruchomej, podejmując wspólny marsz w kierunku Hajfy, gdzie mieli nadzieję zagarnąć należące do nieprzyjaciela zapasy żywności. 12 listopada rano najwspanialsza armia chrześcijańska, jakiej nigdy nie widziano na ziemi, posuwała się w tak zwartym szyku i w takim porządku, iż można było powiedzieć, że idą ludzie połączeni łańcuchem. Ich piechota sformowała wokół jazdy gruby mur, zza którego wypuszczała chmary strzał i bełtów107. W centrum na carroccio108, na wzór lombardzki, umieszczono chorągiew krucjaty - białą z czerwonym krzyżem109. Najpierw armia pomaszerowała na wzgórze al-Ayadiya. Na rozkaz Saladyna muzułmańskie oddziały przednie, które zajmowały tę pozycję, ewakuowały się, nie zaniedbując zasypania Franków zapalonymi strzałami. Muzułmanie wycofali się na noc w okolice studni, którą Saladyn kazał wykopać u podnóża wzgórza. W tym czasie nakazał przetransportowanie taborów armii na zaplecze, ku wzgórzu Qaimun na południowy wschód od Hajfy. Sam pozostał na pozycjach obserwacyjnych na wzgórzu Charruba, skąd kontrolował cały region.

Kolumna frankijska szła wzdłuż rzeki Namain (Belus), posuwając się wschodnim brzegiem. Oddziały maszerowały z północy na południe, z okolic al-Ayadiya do Da'wuq (Casal de Doc), a stamtąd do wzgórza Kerdana (Recordane) i źródeł Namainu, które są po prostu niewielkimi mokradłami, zwanymi Basset al-Kerdana lub Palus Cendiva, na wschód od Kerdany110. W okolicach źródeł Namainu wszystkie siły muzułmańskie zaatakowały chrześcijan111. Zgodnie ze świadectwem Ambroise'a, a także zapisem Al-Imada obie strony poniosły poważne straty, lecz ataki konnych łuczników Saladyna pozostały bez rezultatu: Frankowie, skoro ich piechota stała niczym mur wokół nich, pozostali jak przybici do ziemi, niewzruszeni.

Niemniej w zaistniałych okolicznościach kolumna frankijska nie mogła kontynuować marszu. Rezygnując z dojścia do Hajfy, armia zawróciła, mając między sobą a muzułmanami rzekę Namain. Chrześcijanie posuwali się jej zachodnim brzegiem - między rzeką i morzem - podczas gdy muzułmanie szli równolegle brzegiem wschodnim. Przy wzgórzu nad rzeką, gdzie znajdował się także most Da'wuq (Doc), doszło do ponownego starcia. Muzułmanie chcieli zniszczyć most, którym Frankowie musieli przejść na wschodni brzeg. Gotfryd z Lusignan oczyścił drogę na czele pięciu rycerzy, którzy wrzucili do rzeki 30 nieprzyjaciół, i armia chrześcijańska bez przeszkód wróciła pod Akkę (14-15 listopada 1190 r.)112.

Wymiana garnizonu Akki (luty 1191 roku)

Nadeszła zima, która wymusiła spowolnienie działań. Saladyn przeniósł swoją kwaterę główną do tyłu, na Charrubę. Na żądanie swoich emirów odprawił większość z nich, pozostawiając w okolicach Akki własnych żołnierzy, tak że jego uścisk wokół obozu chrześcijan się rozluźnił. Frankowie ze swojej strony, nie ważąc się wystawiać na ryzyko bezpieczeństwo swojej floty, większą jej część wysłali na redę portu tyryjskiego. To zwolnienie blokady morskiej pozwoliło Saladynowi wymienić garnizon w Akce. Egipska eskadra stacjonująca w Hajfie mogła wejść do portu akkańskiego, załadować wycieńczony garnizon i wysadzić na ląd świeże siły (13 lutego 1191 r.)113.

Zmiana ta jednak nie została przeprowadzona do końca. Część źródeł mówi o pojawieniu się eskadry frankijskiej, a Ibn al-Athir jest zdania, że winę za to ponoszą odpowiedzialni za ajjubidzkie finanse Syryjczycy lub Koptowie, którzy sabotowali wysyłanie posiłków, opóźniając zaciąg żołnierzy114. W efekcie z załogi Akki wycofano 60 emirów, a zastąpiło ich zaledwie dwudziestu. Al-Imad widzi w tej niedokończonej wymianie garnizonu przyczynę upadku miasta115.

Kwestia dynastyczna. Małżeństwo Izabeli z Jerozolimy z Konradem z Montferratu. Konrad pretendentem do tronu wbrew Gwidonowi z Lusignan

Podczas gdy oblężenie, oczekując przybycia królów Francji i Anglii, przedłużało się, a chrześcijanie grzęźli w wojnie pozycyjnej, stanęła przed nimi w całej ostrości kwestia dynastyczna. W październiku 1190 r. królowa Sybilla z Jerozolimy, żona Gwidona z Lusignan, dzięki której ten ostatni posiadał prawa do korony, zmarła pod Akką, nie pozostawiając dzieci. Zgodnie z zasadami instytucji jerozolimskich jedynie ona posiadała pełnię praw dziedzicznych, a Gwidon dzielił z nią tytuł królewski wyłącznie jako małżonek królowej. To nie jemu przypadała sukcesja, a siostrze zmarłej, księżniczce Izabeli, drugiej córce króla Amalryka I116. Kwestia prawna została zresztą formalnie wykazana przez Ernoula, dobrego znawcę omawianej materii, skoro był giermkiem Baliana z Ibelinu117, członka dynastii, która w XIII w. była depozytariuszem "frankijskich zwyczajów": I tak się zdarzyło, że królowa Sybilla, żona króla Gwidona, zmarła i Królestwo przypadło Izabeli, jej siostrze118.

Izabela, jak pamiętamy, poślubiła Onufrego IV z Toronu, młodego barona urodzonego w Ziemi Świętej, chłopca przystojnego - potwierdzają to kronikarze muzułmańscy119 - i dobrze wykształconego. Język arabski znał tak dobrze, że król Ryszard korzystał z niego jako tłumacza w rozmowach z Saladynem. Był jednak delikatny, nieśmiały i pozbawiony ambicji politycznych, mimo że był dziedzicem wspaniałego lewantyńskiego rodu. Ponadto miał słaby charakter; przypomnijmy, że w 1186 r. przeciwnicy Gwidona z Lusignan zamierzali ogłosić go królem wbrew jego woli i Onufry, chcąc uniknąć zagrożenia dla swego honoru, w dość śmiesznych okolicznościach uciekł, udając się do Sybilli oraz Gwidona i w infantylny sposób błagał ich o przebaczenie. Stronnictwo baronów, które wówczas na niego stawiało, a którego nadzieje Onufry zawiódł z powodu słabości charakteru, nie zapomniało mu tej żałosnej postawy.

Zresztą, w sytuacji gdy chodziło o odzyskanie królestwa z rąk Saladyna, Onufry nie miał żadnych zalet przynależnych wodzowi; była to postać zniewieściała, niezdecydowana, chwiejna. Nie postrzegano go jako człowieka, który mógłby wyeliminować Gwidona, więc postawiono na Konrada, paktującego jak równy z równym z królami Francji i Anglii. Ernoul pisał o Onufrym: Był tak tchórzliwy, że nie mógłby rządzić państwem120. Stronnictwo baronów syryjskich, na czele których, jak sygnalizuje Gotfryd z Vinsauf, stał Balian II z Ibelinu, nie życzyło sobie Gwidona z Lusignan, do którego miejscowa arystokracja przyłączyła się w 1186 r. wbrew sobie, od fatalnego dnia Hittinu uznawała go za złożonego z tronu, a obecnie wskazywała, że jego prawa stanęły pod znakiem zapytania wraz ze śmiercią żony. Królestwo potrzebowało człowieka silnego, zdolnego założyć nową dynastię i pokierować rekonkwistą. Kimś takim był markiz Konrad z Montferratu, który ratując Tyr w chwili zupełnej klęski, zapoczątkował dzieło odzyskiwania królestwa. Stronnictwo baronów zdecydowało więc o przeprowadzeniu unieważnienia małżeństwa Izabeli z Onufrym i postanowiło zmusić ją do poślubienia Konrada.

Pozostawała jedna przeszkoda: Izabela była absolutnie obojętna wobec tych politycznych rozgrywek. Miała wtedy 20 lat i kochała pięknego chłopca, którego dano jej za męża. Wobec propozycji, które jej złożono, stanowczo odmówiła rozstania z Onufrym. Stronnictwo Konrada posiadało jednak dwoje wpływowych współpracowników: królową matkę Marię Komnenę i papieskiego legata Ubaldo, arcybiskupa Pizy.

Jak pamiętamy, Maria, wdowa po Amalryku I, poślubiła Baliana II z Ibelinu. Z tego powodu całym sercem oddała się stronnictwu baronów syryjskich. Co więcej, nienawidziła Onufrego i jego matki Stefanii z Milly, pani Kraku w Zajordanii; powodem było to, że Onufry, za namową Stefanii, zabronił swojej młodej żonie spotykania się z królową matką121. Maria, ożywiona osobistymi uprzedzeniami, z zapałem rzuciła się w objęcia stronnictwa Konrada z Montferratu122. Używając swego matczynego autorytetu, podjęła się przekonania krnąbrnej córki, podkreślając, że ma obowiązki wobec królestwa i wobec dynastii, której teraz była jedyną dziedziczką. Skoro Onufry okazywał się niezdolny do rządzenia - jego postawa w 1186 r. była tego publicznym dowodem - racja stanu wymagała od Izabeli poświęcenia się123. Królowa matka nękała córkę aż do momentu, kiedy ta zmęczona walką, ulegając sile (Izabela przyznała to publicznie124), zgodziła się rozwieść z Onufrym z Toronu, aby poślubić Konrada.

Pozostawało unieważnić małżeństwo mocą autorytetu Kościoła. Najwyżsi dostojnicy byli już przekonani do sprawy Konrada. Tak było w przypadku biskupa Beauvais Filipa z Dreux, który reprezentował Kościół Francji (był krewnym Filipa II Augusta)125. Tak też było z arcybiskupem Pizy Ubaldo, którego głos jako legata papieskiego był przeważający. Pizańczycy związali się ze stronnictwem markiza Montferratu, który obiecał im bardzo szerokie przywileje handlowe w odzyskanej Palestynie126.

Należało znaleźć pretekst do unieważnienia małżeństwa. I znalazła go królowa matka: Izabela została poślubiona zbyt młodo (decyzja zapadła, kiedy miała osiem lat!) na tyrański rozkaz swego wuja Baldwina III, wbrew własnej woli i wbrew woli matki. Małżeństwo zawarte w takich warunkach nie było ważne. Argument ten trafił przed oblicze legata, a także przed radę biskupów i baronów. Żałosny Onufry chciał protestować, ale zwyciężył argument siły. Jeden z baronów ze stronnictwa Konrada, Gwidon z Senlis, cześnik Francji, oznajmił, że sprowokuje go do pojedynku. Odwaga nigdy nie była główną cechą charakteru ostatniego seniora Toronu: Serce go zawiodło. Nie przyjął wyzwania i pozwolił odebrać sobie żonę127. Izabela natychmiast (24 listopada 1190 r.) została poślubiona Konradowi z Montferratu, na którego przeniosła swoje prawa do korony, po czym szybko dała mu nie dziedzica, a dziedziczkę, córkę Marię, przyszłą żonę Jana z Brienne.

Zgodnie z zasadami monarchicznymi panującymi w Ziemi Świętej Konrad z powodu małżeństwa z Izabelą i śmierci Sybilli mógł teraz zastąpić Gwidona z Lusignan jako książę-małżonek, związany z królewską rodziną dziedziczki dynastii andegaweńskiej. Jednak obrońcy sprawy Lusignana, zwłaszcza Templariusze, twierdzili, że prawa koronowanego w Jerozolimie Gwidona pozostają niewzruszone. Co więcej, o ile biskup Beauvais, jak wszyscy Francuzi, opowiadał się po stronie Konrada, to arcybiskup Canterbury, także obecny pod Akką, był zwolennikiem Gwidona, jak wszyscy Anglo-Normanie. Arcybiskup zresztą bezskutecznie próbował przeciwstawić się unieważnieniu małżeństwa Onufrego i Izabeli128.

Aby rozstrzygnąć kwestię, oczekiwano na królów Francji i Anglii, którzy zimowali na Sycylii, a ich przybycie zapowiadano na wiosnę 1191 r.

4. Filip II August i odzyskanie Akki

Krucjata Filipa II Augusta i Ryszarda. Przystanek na Sycylii

W momencie ogłoszenia trzeciej krucjaty i wyruszenia na Wschód Fryderyka Barbarossy król Francji Filip August i król Anglii Henryk II Plantagenet znajdowali się w stanie wojny. Po zawarciu pokoju obaj zdecydowali się na przyjęcie krzyża. W międzyczasie Henryk zmarł, ale jego syn Ryszard, nowy król Anglii, przejął jego śluby i ustalenia z Filipem. Wyruszyli oni z Vézelay do Ziemi Świętej dopiero 4 lipca 1190 r.129 Filip wsiadł na okręt w Genui, a Ryszard w Marsylii. Ponownie spotkali się w Mesynie na Sycylii; obaj mieli opóźnić swoją podróż o pół roku, pozostając na wyspie w niewytłumaczalnym bezruchu, podczas gdy armia chrześcijańska, która oblegała Akkę, gorączkowo oczekiwała ich przybycia: Czy bali się przeprawy przez Morze Śródziemne w okresie zimowym? Czy chcieli oczekiwać w Mesynie, aż zakończą się operacje zaopatrzeniowe i koncentracja chrześcijańskich żołnierzy? W przypadku Filipa Augusta opóźnienie można wyjaśnić tym, że przyjął krzyż wbrew sobie i był o wiele mniej zainteresowany świętą wojną niż Francją, którą chciał zbudować, niszcząc imperium Plantageneta. Można przypuszczać, że przedłużał pobyt na Sycylii, aby śledzić ruchy Ryszarda, swego towarzysza i rywala130. W przypadku tego ostatniego, w pełni oddanego sprawie krucjaty, przedłużania sycylijskiej przerwy w podróży nie można wytłumaczyć inaczej niż dziwną lekkomyślnością i wyjątkowym brakiem zmysłu politycznego, co zapowiadało chwiejność w podejmowaniu decyzji, która to cecha ujawniła się w Palestynie z całą mocą131.

W każdym razie warto zauważyć, że rywalizacja między Plantagenetem, księciem Normandii, hrabią Andegawenii, diukiem Gujenny i królem Anglii z jednej strony a Kapetyngiem z drugiej - rywalizacja, która sprawiła, że trzecia krucjata osiągnęła jedynie połowiczny sukces - była do głębi wojną feudalną między mieszkańcami Francji. Pisze o tym wdzięcznie normandzki poeta Ambroise w jednym z fragmentów swojej kroniki. Dla niego Plantagenet to czysty Francuz, jeśli chodzi o język, którym się posługuje: Gdy waleczny król Karol Wielki, który podbił tak wiele królestw, poszedł do Hiszpanii, gdzie poprowadził dzielnych towarzyszy, którzy zostali sprzedani królowi Marsylowi przez zdrajcę Ganelona, kiedy był w Saksonii, gdzie dał wielkie dowody męstwa, kiedy Syria została podbita, a Antiochia oblężona, w czasie wielkich wojen i bitew wydanych Turkom i niewierzącym, których pozabijał i zwyciężył, wówczas nie pytano, kto był Normandczykiem, kto Francuzem, mieszkańcem Poitou czy Bretończykiem, Burgundczykiem czy mieszkańcem Maine, Anglikiem czy Flamandem, wszyscy zyskali honor i wszyscy, niezależnie od barw, byli nazywani Frankami132.

Widać tutaj żal za karolińską jednością, która jako jedyna symbolizowała polityczną jedność chrześcijaństwa, o której śniły wszystkie wielkie umysły, a została ona złamana na zawsze traktatem w Verdun. To wyraz żalu wobec podziału Królestwa Franków między Kapetyngów, tradycyjnych dziedziców Karolingów, Niemca, przypadkowego dziedzica Lotaryngii i w końcu Plantagenetów. Dzięki tym ostatnim cały francuski zachód i północny zachód został powiązany z Koroną Anglii. Widać tutaj również żal, że zjednoczony Zachód nie przetrwał w takiej postaci, w jakiej wymyślił go na Boże Narodzenie 800 r. największy człowiek w historii Europy, Karol Wielki. I wreszcie jest to żal wobec braku zjednoczonego Zachodu. Francja zachodnia nie odnalazła swej politycznej jedności, chociaż istniała tam jedność języka pomiędzy Walonią a Oceanem Atlantyckim. Ale czy po podziale dokonanym w Verdun i po mariażach Plantagenetów Kapetyng mógł poświęcić się przedsięwzięciom kolonialnym i zrezygnować z działań jednoczących ziemie walońskie? A jednak pomimo tego, że Święte Cesarstwo panowało w Cambrai, Verdun, Lyonie i Marsylii, a Plantagenet rządził w Rouen, Angers i Bordeaux, Filip znalazł sposób, aby odzyskać Akkę i odbudować Ziemię Świętą.

Filip II August wyruszył z Mesyny jako pierwszy 30 marca 1191 r., a 20 kwietnia zszedł na ląd pod Akką wraz z wieloma najważniejszymi wasalami, wśród których byli diuk Burgundii Hugon III i hrabia Flandrii Filip Alzacki133. Jego przybycie, jak się zdaje, wywarło wielkie wrażenie zarówno na przyjaciołach, jak i na przeciwniku. Al-Imad zapisał: Król Francji był największym pośród królów chrześcijańskich i wszędzie tam, gdzie się pojawił, cieszył się absolutnym autorytetem134. Z kolei Kontynuator Wilhelma z Tyru zanotował: Wkrótce po swoim przybyciu został przyjęty wspaniale i z honorami, jak przystało na człowieka tak znacznego jak król Francji. Wszyscy z armii byli uradowani i nabrali otuchy po jego przybyciu. Przywiódł ze sobą wielką eskadrę okrętów, załadowanych żywnością i innymi zapasami, oraz dużą kompanię baronów i rycerzy, jak przystało na Koronę Francji135.

Jeśli chodzi o Ryszarda Lwie Serce, który wypłynął z Mesyny 10 kwietnia, to dotarł do brzegów Syrii dopiero 7 czerwca. W międzyczasie dokonał podboju Cypru.

Podbój Cypru przez Ryszarda

Plany podróży króla Anglii pokrzyżowała burza. Trzy z jego okrętów, na których znajdowała się jego siostra Joanna z Sycylii, narzeczona Berengaria z Nawarry i ich eskorta, zostały wyrzucone na brzegi Cypru. Wyspa ta, do pewnego momentu integralna część Cesarstwa Bizantyjskiego, od 1184 r. była niezależnym państwem greckim pod rządami jednego z Komnenów, Izaaka, który odrzucił zwierzchnictwo Konstantynopola. Polityka tego rodu była otwarcie wroga Łacinnikom i w pełni zorientowana na współpracę z Saladynem, którego informowano o ruchach floty płynącej z Zachodu. W trakcie oblężenia Akki Izaak z całych sił powstrzymywał zaopatrywanie frankijskich wojowników. Jego wroga postawa wobec okrętów angielskich, które burza zagnała na wody cypryjskie, sprowokowała lądowanie Ryszarda w Limassolu (6 maja 1191 r.)136. Po próbach wynegocjowania porozumienia w sprawie zaopatrzenia Akki Ryszard wobec perfidii greckiego księcia zaatakował go i zwyciężył pod Kolosi (Colos dla kronikarzy) na zachód od Limassolu.

W tych okolicznościach Ryszard zobaczył wysiadających na ląd w Limassolu byłego króla Jerozolimy Gwidona z Lusignan, któremu towarzyszyli starszy brat Gotfryd oraz Onufry z Toronu. Była to grupa ofiar Konrada z Montferratu, która przybyła oddać się pod opiekę królewskiego Plantageneta. Dotyczyło to szczególnie Lusignanów, którzy z racji posiadania ziem we Francji (lenna w Poitou) byli lennikami króla Anglii. Przybyli więc do niego szukać naturalnej opieki137. I rzeczywiście, Ryszard natychmiast przystąpił do stronnictwa Gwidona. Ten zaś niezwłocznie oddał się pod opiekę Plantageneta i ofiarował mu połowę swoich żołnierzy, żeby wspólnie działać przy podboju Cypru. Po opuszczeniu Limassolu zajęto Larnakę na wybrzeżu południowo-wschodnim, po czym Ryszard wodą, a Gwidon lądem ruszyli podporządkować sobie wielki port w Famaguście. Następnie zwycięzcy pomaszerowali na Nikozję, stolicę wyspy.

Izaak Komnen zorganizował obronę na wzgórzu Tremithoussia (Temetossie dla kronikarzy zachodnich) w połowie drogi między Larnaką a Nikozją. Doszło tam do decydującej bitwy, w której Izaak został pokonany i wzięty do niewoli przez Ryszarda (21 maja 1191 r.). Podbój kraju przez Ryszarda i Gwidona został dokończony bez problemu. Wspólnie zajęli cztery ważne punkty na północnym wschodzie, które jeszcze znajdowały się w rękach Greków: Kyrenię, Saint-Hilarion (który Frankowie nazywali Dieu d'Amour), Buffavento i Kantarę138.

Podbój Cypru przez Ryszarda Lwie Serce zmienił losy i historię Wschodu - łaciński Zachód, który Saladyn zepchnął do morza, odrodził się pośród fal. Była to wyjątkowo cenna zdobycz w sytuacji, gdy pod Akką odbywała się decydująca batalia o odzyskanie syryjskiego wybrzeża. Armia, która oblegała Akkę, znalazła na wyspie pewne źródło zaopatrzenia w żywność139, zaś cypryjskie porty zapewniły później krzyżowcom i eskadrom italskim, które ich przewoziły, przystań i bazę operacji bezpieczne przed armiami ajjubidzkimi.

1 O kwestii wschodniej w czasach Chosroesa II Parwiza por. wstęp w t. I niniejszego dzieła - przyp. tłum.

2 Destour - Liberalna Partia Konstytucyjna, założona w 1920 r. w Tunezji, której członkowie domagali się usunięcia wpływów francuskich z tego państwa. Wafd - partia polityczna utworzona w Egipcie w 1919 r., domagająca się niezależności kraju od Brytyjczyków. Od 1922 r., kiedy Brytyjczycy przyznali Egiptowi autonomię, była czołową partią polityczną w tym kraju; jej działalność została zakończona w 1952 r., kiedy władzę w państwie objęli wojskowi - przyp. tłum.

3 Antoine Poidebard (1878-1955) - francuski archeolog, członek zakonu jezuitów, prekursor archeologii lotniczej i podwodnej. W czasie I wojny światowej przeszedł szkolenie lotnicze, które od 1925 r. wykorzystywał w poszukiwaniach archeologicznych z powietrza, dokonując m.in. odkrycia przebiegu limesu rzymskiego na terenie Syrii - przyp. tłum.

4 Skłaniam się ostatecznie ku tej dacie zamiast do tej zaproponowanej przez wydawców Recueil des historiens des Croisades, którą cytowałem ze znakiem zapytania w t. I.

5 Zob. obok wielu szlachetnych działań godne potępienia masakry Żydów w 1096 r. dokonane przez bandy krucjatowe.

6 W oryginale autor używa określenia "kontrkrucjaty", ale jak to wyjaśniono w t. I, wydaje się ono niewłaściwe i raczej powinno się mówić albo o kontrofensywie muzułmańskiej, albo o świętej wojnie - przyp. tłum.

7 Nie jestem w stanie wyrazić wszystkiego, co historia krucjat zawdzięcza autorowi Crusaders in the East, i jestem szczęśliwy, mogąc przypomnieć znaczenie tego fundamentalnego dzieła, które nie przynosząc masy faktów, jak w pracy R. Röhrichta, odkrywa z taką przenikliwością ogólne idee i koryguje chronologię wydarzeń dzięki wspaniałej krytyce źródeł arabskich i łacińskich [autor odwołuje się tutaj do dzieła W.B. Stevensona, The crusaders in the East: a brief history of the wars of Islam with the Latins in Syria during the twelfth and thirteenth centuries, Cambridge 1907 - przyp. tłum.].

8 Warto zauważyć, że taki niewątpliwie byłby los Francji w 1793 r., gdyby zanarchizowana Konstytuanta i federalizm żyrondystowski nie zostały wobec obcego zagrożenia zduszone przez ludzi czynu z Komitetu Ocalenia Publicznego.

9 Tom IV Histoire de la Nation égyptienne, o którym mówi autor, został opublikowany w 1937 r., a więc rok po ukazaniu się tomu III Historii wypraw krzyżowych, por. G. Wiet, L'Égypte arabe, de la conqu?te arabe a la conqu?te ottomane, w: G. Hanotaux, red., Histoire de la Nation égyptienne, t. 4, Paris 1937 - przyp. tłum.

10 J. Carcopino, Histoire romaine, la république romaine de 133 a 44 avant J.-C., t. 2: César, Paris 1936.

11 Ibn al-Athir, Kamil, s. 694-695.

12 Ernoul, s. 181, mówi, że jeśli przedstawiciele Saladyna złożyli taką propozycję Konradowi z Montferratu, to dlatego że wzięli jego statek za jednostkę handlową. Jest to bardzo interesujący fakt. Dowodziłby on tego, iż Saladyn, wyrywając całą Syrię spod władzy Franków, myślał o utrzymaniu zwyczajowych kontaktów handlowych z Zachodem.

13 Eracles, s. 75-76.

14 Ernoul, s. 183 i 237.

15 Ibn Djobeir, s. 452.

16 Ibn al-Athir, Kamil, s. 707.

17 W. Heyd, Histoire du commerce du Levant, t. 1, s. 334; A. Schaube, Handelsgeschichte des romanischen Völker des Mittelmeergebiets bis zum Ende der Kreuzzüge, Munich-Berlin 1906, s. 177.

18 Tamże, s. 170 (Pizańczycy), s. 174 (Genueńczycy), s. 176 (Wenecjanie).

19 Ibn al-Athir, Kamil, s. 709; Deux Jardins, t. 1, s. 342-343; Baha ad-Din, s. 103.

20 Eracles, s. 107-108; Ernoul, s. 240-243.

21 Ibn al-Athir, Kamil, RHC Or., t. 2, cz. 1, Paris 1887, s. 3.

22 Eracles, s. 119-120.

23 Ibn al-Athir, Kamil, RHC Or., t. 1, s. 720-721 (lipiec 1188 r.).

24 Ten normański krzyżowiec, poseł do sułtana, jest znany kronikarzom pod imieniem Zielonego Rycerza, por. Ernoul, s. 251.

25 Por. T. Crouther-Gordon, Sicile, w: Encyclopédie de l'Islam, G, s. 416.

26 Liczba oczywiście orientacyjna. O krucjacie Fryderyka Barbarossy por. Historia de expeditione Frederici imperatoris, et quidam alii gestarum fontes ejusdem expeditionis, wyd. A. Chroust, Berlin 1928; MGH, Scriptorum germanicorum, nova series, t. 5, s. 1-115.

27 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 22.

28 Deux Jardins, t. 1, s. 471.

29 Baha ad-Din, s. 299.

30 Deux Jardins, t. 1, s. 471.

31 Tamże, s. 437.

32 Tamże, s. 471.

33 Tamże, s. 389.

34 Kilidż Arslan II, sułtan Anatolii od 1155 do 1192 r. Jak pamiętamy, udało mu się pokonać rywalizującą z nim turecką dynastię Daniszmendydów z Kapadocji i zniszczyć pod Myriokefalonem cesarza Manuela Komnena (1176). Jednak pod koniec swoich rządów stanął wobec buntu synów, między których podzielił prowincje tureckiej Anatolii. Starszy z nich Kutb ad-Din Malikszah, który otrzymał Sziwas, zmusił ojca do uznania go dziedzicem tronu (1189) i zachowywał się jak udzielny władca, kiedy niemiecka krucjata najechała sułtanat. O relacjach Kilidż Arslana II z jego synami zob. Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 68-70.

35 Deux Jardins, t. 1, s. 452.

36 Baha ad-Din, s. 159.

37 Por. list ormiańskiego katolikosa Rumkali do Saladyna, w: Baha ad-Din, s. 161-162.

38 Według Ibn al-Athira Kutb ad-Din, który przed Ikonium wyszedł przeciwko Barbarossie, nie ośmielił się wszcząć bitwy. Rzucił się do ucieczki przed cesarzem i pospiesznie zbiegł do Ikonium, por. Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 23.

39 Por. Deux Jardins, t. 1, s. 454-455.

40 Tamże, s. 434-435.

41 Eracles, s. 136.

42 RHC Or., t. 1, s. 62.

43 Deux Jardins, t. 1, s. 462.

44 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 5.

45 Uwaga historyków arabskich.

46 Deux Jardins, t. 1, s. 459.

47 Tamże, s. 458.

48 Ambroise, w. 2615-2619.

49 Eracles, s. 124; Ernoul, s. 256-257.

50 Deux Jardins, t. 1, s. 400.

51 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 5.

52 Ambroise, s. 364.

53 Zob. t. II, s. 659-661 - przyp. tłum.

54 Al-Zib - Casal Imbert - przyp. tłum.

55 Jest to Mont du Caroubier dla przybyszy z Zachodu, por. R. Röhricht w AOL, t. 2, 1, s. 387; tenże, Geschichte des Königreichs Jerusalem, s. 500.

56 Baha ad-Din, w: Deux Jardins, s. 406-407.

57 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 6-7.

58 Co do identyfikacji Tall al-Fukhar (Toron de Saint-Nicolas) i położenia tego wzgórza, por. E. Rey, Les colonies franques de Syrie, s. 451-452; V. Guérin, Description ge?ographique, historique et arche?ologique de la Palestine, cz. 3: Galilée, t. 1, Paris 1880, s. 515. Wzgórze ma wysokość 30 m, długość 600 m, szerokość 300 m, leży 800 m od murów średniowiecznego miasta i około 1500 m od miasta obecnego [w dalszej części pracy będziemy stosować przyjętą w literaturze przedmiotu formę Turon - przyp. tłum.].

59 Baha ad-Din, w: Deux Jardins, t. 1, s. 407-408. 24 września 1189 r. Saladyn przeniósł swoją kwaterę główną z Tall Keisan na Tall Ayadiya (Deux Jardins, s. 411).

60 Ubaldo, arcybiskup Pizy w latach 1174-1209.

61 W. Heyd, Histoire du commerce du Levant, t. 1, s. 312; A. Schaube, Handelsgeschichte der romanischen Völker des Mittelmeergebietes bis zum Ende der Kreuzzüge, München 1906, s. 170-171.

62 W. Heyd, Histoire du commerce du Levant, t. 1, s. 312; A. Schaube, Handelsgeschichte, s. 173-174.

63 W. Heyd, Histoire du commerce du Levant, t. 1, s. 312; A. Schaube, Handelsgeschichte, s. 176.

64 Ambroise, s. 365; K. de Lettenhove, J.M. Constantin, Histoire de Flandre, t. 1, s. 180-181.

65 Por. P. Riant, Expéditions et p?lerinages des Scandinaves en Terre sainte, s. 284-285.

66 Dzielnica Montmusard była północno-zachodnim przedmieściem Akki, rozciągającym się od wzgórza z Wieżą Przeklętą aż do morza. Znajdowała się ona na zewnątrz murów obronnych Akki i od miasta była oddzielona kolejnym murem, por. E. Rey, Les colonies franques de Syrie, s. 460.

67 Baha ad-Din, s. 136; Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 9.

68 Według Radulfi de Diceto decani Lundoniensis opera historica. The historical works of master Ralph de Diceto, dean of London, t. 2, wyd. W. Stubbs, London 1876 [dalej: Radulf z Diceto], s. 70, armia frankijska była podzielona na cztery oddziały. Pierwszym dowodził król Gwidon i byli w nim Szpitalnicy, drugim dowodził Konrad z Montferratu, trzecim - landgraf Turyngii wraz z Niemcami, Pizańczykami i Skandynawami, a w czwartym znajdowali się Templariusze, Katalończycy i reszta Niemców. Jednak Eracles, s. 129, opowiada, że król Gwidon pozostał wśród obrońców obozu razem ze swoim bratem Gotfrydem i że awangarda była dowodzona przez wielkiego mistrza Templariuszy Gerarda z Ridefort, zaś ariergarda przez Andrzeja z Brienne.

69 Na Gerarda z Ridefort, przytłoczonego liczbą wrogów, naciskano, aby ratował się ucieczką. Ten odmówił: Nie spodoba się Bogu, że mnie znowu zobaczy i że będzie można wyrzucać Świątyni, że uciekałem! (Ambroise, w. 3029-3032). Jednak w naszym rozumieniu ten fragment oznacza jedynie tyle, że wielki mistrz był już zmęczony wysłuchiwaniem zarzutów co do swego postępowania w Seforis i pod Tyberiadą, kiedy to jego rycerze byli masakrowani, a on dwukrotnie uratował życie, w pierwszym przypadku uciekając, a w drugim poddając się.

70 Bardzo żywy opis w poemacie Ambroise, w. 2967-3054, wyd. P. Paris, s. 366-367, oraz u Baha ad-Dina, naocznego świadka, s. 140-147; por. Kemal ad-Din, Chronique d'Alep, ROL 4 (1896), s. 194-195; Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 11-13. Ten ostatni mówi o trzech frankijskich kobietach, które walczyły konno, ubrane jak mężczyźni. Ich płeć rozpoznano dopiero wtedy, gdy dostały się do niewoli.

71 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 14.

72 Deux Jardins, t. 1, s. 441.

73 Tamże, s. 427-428.

74 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 17.

75 Eracles, s. 131.

76 Baha ad-Din, w: Deux Jardins, t. 1, s. 412.

77 Deux Jardins, t. 1, s. 433.

78 Deux Jardins, t. 2, s. 9.

79 Tamże, s. 6.

80 Tamże, s. 18.

81 Deux Jardins, t. 1, s. 430.

82 Baha ad-Din, s. 153, 157.

83 Deux Jardins, t. 1, s. 503.

84 Ambroise, s. 369-370.

85 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 18.

86 Tamże, s. 18-21; Baha ad-Din, s. 155-156; Ambroise, s. 370-371.

87 Baha ad-Din, s. 164-165.

88 E. Rey, Les colonies franques de Syrie, s. 477.

89 Baha ad-Din, s. 167-168; Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 26-27.

90 Ambroise, s. 371.

91 Ernoul, s. 266; Eracles, s. 150.

92 Baha ad-Din, w: Deux Jardins, t. 1, s. 464-465.

93 Postawa Gwidona z Lusignan w tym przypadku dowodzi, że lekcja spod Hittinu nie poszła na marne. Rzeczywiście, w drugiej połowie swojej kariery pokaże on generalnie o wiele więcej przezorności i rozsądku. Doświadczenia ubiegłych lat nadały mu dojrzałości, ale wspomnienie klęski Hittinu uniemożliwiło mu pozostanie królem.

94 Eracles, s. 151.

95 Baha ad-Din, s. 169.

96 H. d'Arbois de Jubainville, Histoire des comtes de Champagne, t. 4: 1181-1285, Paris 1865, s. 30.

97 Por. Ambroise, s. 457.

98 Deux Jardins, t. 1, s. 467-469.

99 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 28.

100 Ambroise, s. 4463-4512.

101 Baha ad-Din, s. 178.

102 Tamże, s. 183; Deux Jardins, t. 1, s. 476; Ambroise, w. 3909-3960.

103 Ambroise, w. 374-375; Itinerarium peregrinorum et gesta regis Ricardi, wyd. W. Stubbs, London 1864, s. 109; Baha ad-Din, s. 184; Deux Jardins, t. 1, s. 483.

104 Baha d-Din, s. 188; Deux Jardins, t. 1, s. 478-479.

105 Tamże, s. 480-481.

106 Ambroise, s. 375-376.

107 Tamże, s. 377; Deux Jardins, t. 1, s. 513-514.

108 Carroccio - wóz drewniany, w formie prostokąta, zaprzężony w woły. Carroccio było używane przez miasta italskie jako centralny punkt armii, gdzie umieszczano sztandar miasta i ołtarz, przy którym odprawiano msze święte - przyp. tłum.

109 Deux Jardins, t. 1, s. 514; Ambroise, w. 4004-4008.

110 Por. V. Guérin, Description géographique, historique et archéologique de la Palestine: Galilée, t. 1, Paris 1880, s. 427-428.

111 Deux Jardins, t. 1, s. 512; Ambroise, w. 4039-4040.

112 Al-Imad (Deux Jardins, t. 1, s. 513), za którym idzie R. Röhricht (Geschichte des Königreichs Jerusalem, s. 537), sądzi, że to chrześcijanie zniszczyli most Doc, aby opóźnić marsz muzułmanów, którzy deptali im po piętach. Ambroise (w. 4066-4090) potwierdza, że było przeciwnie: muzułmanie chcieli go zniszczyć i Gotfryd z Lusignan im to uniemożliwił. Wystarczy rzut oka na mapę, by stwierdzić, że to Ambroise ma rację.

113 Data w Livre des Deux Jardins, t. 1, s. 518.

114 Ibn al-Athir, Kamil, t. 2, s. 33.

115 Deux Jardins, t. 1, s. 520.

116 Por. G. Dodu, Histoire des institutions monarchiques dans le royaume latin de Jérusalem, 1099-1291, Paris 1894, s. 120-121.

117 Por. Ernoul, s. XXVI.

118 Tamże, s. 267.

119 Miałem okazję widzieć tego młodego człowieka - notuje Baha ad-Din (s. 256-257). - Był on doprawdy piękny, mimo że golił brodę zgodnie z modą swojej nacji.

120 Ernoul, s. 267.

121 Eracles, s. 152.

122 Podczas długiego pobytu w Konstantynopolu Konrad musiał nabyć światowych bizantyjskich manier, co zapewne podobało się bratanicy cesarza Manuela.

123 Eracles, s. 152.

124 Tamże, s. 154.

125 Ernoul, s. 268, pokazuje, że działanie biskupa Beauvais było rozstrzygające: Biskup Beauvais przemawiał do arcybiskupów, biskupów i baronów obecnych w armii i mówił im o Onufrym jako złym człowieku. I mówił biskup Beauvais, że rozmawiał z Onufrym i domagał się od niego, aby opuścił żonę i się oddalił.

126 Eracles, s. 153-154.

127 Ernoul (s. 267-268) mówi nawet, że ją sprzedał: Zgodził się oddać żonę markizowi za datek w denarach.

128 Zob. stanowisko stronnictwa angielskiego u normandzkiego poety Ambroise'a, który oskarża Konrada o bigamię, a wręcz o potrójne małżeństwo, por. Ambroise, w. 4127-4140.

129 Por. Oeuvres de Rigord et de Guillaume le Breton, historiens de Philippe-Auguste, t. 1, wyd. H.-F. Delaborde, Paris 1882, s. 99.

130 Nawet jeśli miałby doprowadzić do jego śmierci: kronikarze angielscy oskarżają króla Francji o spiskowanie z królem Sycylii Tankredem z Lecce w celu zniszczenia armii angielskiej i na zgubę Ryszarda, por. A. Luchaire, Histoire de France, t. 3, cz. 1: Louis VII, Philippe-Auguste, Louis VIII (1137-1226), Paris 1901, s. 106-107.

131 "Kapetyński" punkt widzenia w kwestii trzeciej krucjaty prezentuje Rigord w swoich Gesta Philippi Regis i w Philippide, w: Oeuvres de Rigord et de Guillaume le Breton. Anglo-normandzką perspektywę prezentuje, jak widzieliśmy, Ambroise, Estoire de la Guerre sainte. Histoire en vers de la troisi?me croisade (1190-1192), wyd. G. Paris, Paris 1897; Itinerarium peregrinantium et gesta regis Ricardi (Ryszard z Caen); Ricardus Divisiensis de rebus gestis Ricardi primi, wyd. R. Howlett, London 1886; Haymar le Moine, Carmen tetrastichum de expugnata Accone, wyd. P. Riant, Lyon 1866.

132 Ambroise, s. 423-424, w. 8479-8519.

133 Por. Oeuvres de Rigord et de Guillaume le Breton, s. 33. Hrabia Flandrii zmarł zapewne niedługo przed przybyciem pod Akkę (Eracles, s. 179). Jego śmierć w czasie świętej wojny szlachetnie odkupiła jego błędy z pielgrzymki w 1175 r., por. K. de Lettenhove, J.M. Constantin, Histoire de Flandre, t. 1, s. 183.

134 Deux Jardins, t. 2, s. 6. Jest to bez wątpienia aluzja do faktu, że król Anglii był wasalem Kapetynga jako książę Normandii, hrabia Andegawenii i diuk Akwitanii.

135 Eracles, s. 155-156.

136 L. de Mas Latrie, Histoire de l'île de Chypre sous le r?gne des princes de la maison de Lusignan, t. 2, Paris 1852, s. 11; Ambroise, s. 351-357.

137 Ambroise mówi wyraźnie, że Gwidon z Lusignan przybył prosić o pomoc Ryszarda przeciwko Filipowi Augustowi, który opowiedział się po stronie Konrada z Montferratu (Ambroise, Estoire de la Guerre sainte, w. 1710, s. 46 i s. 353).

138 Według Eracles (s. 168) Izaak dostał się do niewoli w bitwie pod Tremithoussia. Zdaniem Ambroise'a (w. 1789-2064) udało mu się uciec i schronić w zamku Kantara. W tym czasie Ryszard zajął Nikozję, ale zachorował. Gwidon z Lusignan zajął więc w imieniu Ryszarda zamki Kyrenię i Saint-Hilarion. Ryszard, który niebawem wyzdrowiał, obległ Buffavento. Jednak w Kyrenii Gwidon pojmał córkę Izaaka. Zrozpaczony tą wiadomością Izaak otworzył w końcu bramy Kantary i poddał się Ryszardowi, por. L. de Mas Latrie, Histoire de l'île de Chypre, t. 1; N. Jorga, France et Chypre, Journal of Hellenic Studies, 52 (162), 1932, s. 16-19, 82-84; G. Schlumberger, Récits de Byzance et des Croisades, t. 1, Paris 1922, s. 131.

139 Wysyłano do Franków, którzy oblegali Akkę, wczesne warzywa i świeże jarzyny z Cypru i otrzymywali je dwa dni później, por. Kemal ad-Din, Chronique d'Alep, ROL 4 (1896), s. 195.