Historia siostry Oliwii i inne opowiadania - Selma Lagerlöf

Kup ebooka

10.00 zł
7.90 zł (7,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZYGODA W JEROZOLIMIE.

 

W starym, wielce poważanym meczecie Eletksa w Jerozolimie znajduje się w bocznem przejściu, prowadzącem w głąb poza właściwą nawę świątyni, bardzo głęboka i szeroka nyża okna. W tej nyży leży stary, podarty dywan, a na tym dywanie siada codziennie stary Mesullam, wróżbita umiejący wykładać sny, który za małem wynagrodzeniem zwiedzającym meczet przepowiada przyszłość.

Przed paru laty zdarzyło się pewnego popołudnia, że Mesullam, który jak zwykle siedział przy oknie, był w tak złym humorze, iż nawet nie odpowiadał na pozdrowienia przechodzących. Nikomu jednak nie przyszło na myśl oburzać się na jego niegrzeczność, gdyż wiedziano, że martwił się z powodu przykrości, jaka go tego dnia spotkała. Mianowicie Jerozolimę zwiedzał w tym czasie pewien potężny książę z Zachodu, przed południem tegoż dnia zwiedzał dostojny gość wraz ze swem otoczeniem meczet Eletksa. Przed jego przybyciem kazał przełożony meczetu we wszystkich kątach tego starego budynku posprzątać i kurz pozamiatać, a zarazem rozkazał, żeby Mesullam wyniósł się ze swego miejsca, uważając to za zupełnie niemożliwe, żeby on tam siedział podczas wizyty tak dostojnego gościa. Nie dość, że dywan był zupełnie podarty że wkoło niego była cała masa brudnych worów, w których Mesullam chował swoje mienie: Mesullam sam nie był niczem mniej, jak ozdobą meczetu. Był to niesłychanie brzydki, stary murzyn. Wargi miał niezmiernie grube, dolną szczękę ogromnie naprzód podaną, czoło bardzo nizkie, nos najwięcej chyba podobny do ryja; jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę, że Mesullam miał skórę grubą, pomarszczoną i tułów gruby, krępy, owinięty z musu brudnym, białym szalem zaledwie dziwićby się można, że mu zabroniono pokazywać się w meczecie w tym czasie, kiedy się tam znajdował zachodni książę.

Biedny Mesullam wiedział dobrze, że przy swej brzydocie był jednak człowiekiem niezwykle mądrym. Dlatego poczuł gorzki zawód, że nie zobaczy owego podróżnego gościa. Miał nadzieję, że da mu przykłady swej wielkiej wiedzy, jaką w rzeczach tajemnych posiadał i przez to powiększy jeszcze swe znaczenie i sławę. Kiedy ta nadzieja spełzła na niczem siedział zmartwiony godzina za godziną w szczególnej pozycyi, z głową w tył odrzuconą, z ramianami w górę podniesionemu, jakby wzywał niebios o sprawiedliwość.....

KOPALNIA SREBRA.

 

Król Gustaw III podróżował przez Dalekarlią. Spieszno mu było bardzo i chciał przebyć całą drogę jak najprędzej. Jechali więc w szalonym pędzie, tak, że konie szły wyciągniętym kłusem, a powóz stawał na zakrętach na dwóch kołach; król od czasu do czasu wyglądał przez okna powozu i wołał na woźnicę: "Czemu się nie spieszy? Czy sądzi, że wiezie skorupę z jajka?"

Ponieważ w takim szalonym pędzie jechali po złych drogach, byłoby to cudem niemal, gdyby uprząż i powóz wytrzymały. I rzeczywiście wytrzymać nie mogły; u stóp stromego pagórka złamał się dyszel i król zmuszony był do zatrzymania się. Rycerze królewscy zeskoczyli ze swego wozu i złorzeczyli woźnicy, ale to szkody nie zmniejszyło. Nie było sposobu żadnego, by król ruszył w dalszą podróż, zanim powozu się nie naprawi.

Kiedy dworzanie przemyśliwali, czemby króla rozerwać, podczas gdy musiał czekać, ujrzeli w dali wyniosłą wieżę. Zaproponowali więc królowi, by siadł do któregokolwiek wozu, jakimi dwór jego mu towarzyszył, i pojechał do kościoła. Była niedziela i król mógłby być na nabożeństwie, żeby czas jakoś zeszedł, aż naprawi się ogromna królewska karoca.

Król zgodził się na ten projekt i pojechał do kościoła. Przedtem król jechał długi czas przez ciemne, lesiste okolice; tu było pogodniej. Rozległe pola i wsie i Palstrom, ciągnący się wspaniale śród ogromnych mas olszyny.

Król jednak o tyle nie miał szczęścia, że kiedy właśnie wysiadał z powozu na wzgórku kościelnym, zakrystyan zaintonował psalm końcowy i lud począł wychodzić z kościoła. Kiedy tak ludzie przechodzili koło niego, król zatrzymał jedną nogę w powozie, drugą opierając na stopniu, i nie ruszał się z miejsca, lecz obserwował przechodzących. Byli to ludzie najpiękniejsi, jakich król kiedykolwiek widział. Chłopcy byli wyższego wzrostu nad przeciętny wzrost mężczyzny, mieli mądre, poważne twarze, a kobiety przechodziły tak dostojnie, że król zauważył, że przystałoby im całkiem dobrze mieszkać w najpiękniejszym zamku.

Przez cały poprzedni dzień królowi było niemiło podróżować przez puste okolice i raz wraz mówił do swoich dworzan: "Teraz jadę z pewnością przez najuboższą część mego państwa." Ale kiedy ujrzał lud w bogatych strojach, zapomniał myśli o ubóstwie. Przeciwnie, serce radowało mu się i powiedział sobie: "Jeszcze nie jest tak źle z królem szwedzkim, jak sądzą jego nieprzyjaciele. Jak długo moi poddani tak wyglądają, będę chyba w możności bronić mej wiary i mego kraju." Król polecił swoim dworzanom zawiadomić lud, że ów nieznajomy, który stoi pośród nich, jest ich królem, i żeby się zgromadzili koło niego, albowiem król pragnie do nich przemówić.

I król przemówił do ludu. Przemawiał z wysokich stopni zakrystyi i owe ważkie schody, na których stał, zachowane są po dzień dzisiejszy.

Król począł opowiadać, jak źle się teraz dzieje w państwie. Mówił, że Szwecya zagrożona jest wojną przez Rosyą i Danią. W innych warunkach nie byłoby to wcale tak niebezpieczne, ale w szeregach wojennych jest wielu zdrajców i król nie ma armii, którejby mógł zaufać. Dlatego nie pozostało mu nic innego do zrobienia, jak udać się samemu w prowincye i zapytać swoich poddanych, czy przyłączą się do zdrajców, czy też chcą pozostać wierni królowi i wesprzeć go ludźmi i pieniądzmi, by ojczyznę oswobodzić.

Chłopi zachowywali się zupełnie cicho, podczas gdy król przemawiał, a kiedy skończył, nie dali żadnego znaku potwierdzenia, ani też niezadowolenia.

Królowi wydawało się, że był bardzo wymowny. Parę razy napływały mu łzy do oczu.

Ale kiedy chłopi wciąż jeszcze trwożnie i niezdecydowanie stali milczący, nie mogąc się zdobyć na odpowiedź, zmarszczył czoło i z niezadowoleniem spoglądał na lud.

Chłopi zrozumieli, że królowi musi być przykro czekać i wreszcie jeden z pośród nich wystąpił.

- Musisz wiedzieć, królu Gustawie, że nie oczekiwaliśmy dziś wizyty królewskiej, i dlatego nie jesteśmy tak odrazu gotowi odpowiedzieć ci. Chcę ci poradzić, żebyś poszedł do zakrystyi i porozmawiał z naszym proboszczem, podczas gdy my omówimy to, co nam powiedziałeś.

Król zrozumiał, że na razie niczego innego się nie dowie, i uznał za najrozsądniejsze posłuchać rady owego chłopa. Kiedy wszedł do zakrystyi, nie zastał tam nikogo prócz jakiegoś człowieka, który wyglądał jak stary chłop. Był on wysoki i barczysty, ręce miał zniszczone ciężką pracą, a nie nosił ani kołnierza, ani płaszcza, tylko spodnie skórzane i długi, biały kożuch z wełny owczej, jak wszyscy inni mężczyźni.

Kiedy król wszedł, powstał i skłonił się.

- Sądziłem, że zastanę tu proboszcza - rzekł król....

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Julio Romero de Torres (1874-1930), Zakonnica (1911), licencja: public domain,

źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Julio_Romero_de_Torres_Nun_1911.jpg

This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law,

including all related and neighboring rights.

 

Tekst według edycji z roku 1928.

Zachowano oryginalną pisownię.

 

? Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-506-7