Historia psa zwanego Lojal - Luis Sepúlveda

Reflow text when sidebars are open.
Ki?é
Jeden
Ludzkie stado czuje strach. Wiem o tym, bo jestem psem i kwaśny odór strachu dociera do mojego nosa. Strach ma zawsze ten sam zapach i wszystko jedno, czy czuje go człowiek, który boi się ciemności nocy, czy też waren, mysz, która je tak długo, aż jej waga staje się balastem, kiedy wig?a, górski kot, porusza się po kryjomu pomiędzy krzewami.
Odór strachu ludzi jest tak silny, że zakłóca aromaty wilgotnej ziemi, drzew i innych roślin, jagód, grzybów i mchu, które wiatr przywiewa ku mnie z gęstwiny lasu.
W powietrzu unosi się także, choć bardzo lekki, zapach uciekiniera, ale on pachnie inaczej, pachnie suchym drewnem, mąką i jabłkami. Pachnie tym wszystkim, co utraciłem.
- Indianin ukrywa się na drugim brzegu rzeki. Nie powinniśmy spuścić psa? - pyta jeden z mężczyzn.
- Nie. Jest strasznie ciemno. Spuścimy go, jak tylko się rozjaśni - odpowiada człowiek dowodzący stadem.
W ludzkim stadzie są tacy, którzy siadają dookoła ogniska; tacy, którzy je rozpalają, przeklinając wilgotne polana, a także tacy, którzy ze swą śmiercionośną bronią w rękach wpatrują się w ciemność lasu i widzą jedynie cienie.
Ja także kładę się, podwijając łapy pod siebie, daleko od nich. Chciałbym się ogrzać, lecz unikam ognia, który oni zapalili, gdyż dym wciskałby mi się do oczu, a mój nos nie zdołałby spostrzec zmieniających się zapachów. Zapalili kiepski ogień, który im szybko zgaśnie. Ludzie z tego stada nie wiedzą, że lemu, las, daje dobre suche drewno, trzeba tylko o nie poprosić, powtarzając mamüll, mamüll, a wtedy las zrozumie, że człowiekowi jest zimno, i pozwoli rozpalić ogień.
Do moich zawsze czujnych uszu dobiega rechot llüngki, żaby, ukrytej między kamieniami na drugim brzegu leufü, rzeki spływającej z gór. Niekiedy konkon, puchacz, naśladuje głos wiatru w koronach drzew; a pinüyke, nietoperz, bije skrzydłami, kiedy fruwa, pożerając nocne latające owady.
Ludzkie stado boi się odgłosów lasu. Ludzie poruszają się niespokojnie, a ja czuję przenikliwy odór strachu; ów strach nie daje im odpocząć. Próbuję oddalić się nieco od nich, lecz uniemożliwia mi to łańcuch, który mam na szyi i którego drugi koniec przywiązali do pnia drzewa.
- Damy psu coś do jedzenia? - pyta jeden z mężczyzn.
- Nie. Pies lepiej poluje, kiedy jest głodny - odpowiada przywódca stada.
Zamykam oczy, czuję głód i pragnienie, ale nie zważam na to. Nie obchodzi mnie, że dla ludzkiego stada jestem jedynie psem, nie spodziewam się od nich niczego poza batem. Nie zważam na to, bo oto z ciemności dociera do mnie leciutki aromat wszystkiego, co utraciłem.