UWAGI NA TEMAT HISTORII, METOD I TEORII PRACY
Opowieść o pracy nie jest kroniką prostego rozwoju od kiedyś do dziś. Czy alternatywą dla takiego podejścia powinna być historia różnorodności, której nie da się wepchnąć w ramy jakiegokolwiek systemu? A może istnieje wewnętrzna logika (aczkolwiek złożona) tej opowieści? Tak uważały wielkie postacie nauk społecznych. Adam Smith, Karol Marks i Max Weber zakładali istnienie czegoś w rodzaju silnika napędzającego zmiany w stosunkach pracy, mimo że mieli odmienne opinie na temat jego paliwa, pojemności skokowej, a zwłaszcza sposobu użytkowania.
Wszystkich tych myślicieli łączy przekonanie, że rynek od samych swych narodzin - we wczesnym okresie nowożytnym - był decydującą siłą w Europie Zachodniej, a zwłaszcza w Republice Zjednoczonych Prowincji1. Dla Smitha skutki rynku były ostatecznie twórcze; dla Marksa - druzgocące. Weber pisał o "duchu kapitalizmu", czyli nastawieniu na zysk, postawie stanowiącej niezbędny warunek powodzenia gospodarki rynkowej. Tego ducha brakowało na przykład wśród ziemiańskich elit starożytnej Grecji i Rzymu. Stąd Weber - a za nim Karl Polanyi i Moses Finley - uważali antyczne społeczeństwa za przykład zupełnie innego porządku niż ten, który stopniowo po roku 1500 powstawał w Europie2.
Zdaniem wspomnianych filozofów i ich zwolenników (jak inspirujący Weberem marksista Karl Wittfogel3) przed epoką rozwoju rynków dla towarów, kapitału i pracy mieliśmy do czynienia z "bardziej prymitywnymi" formami społeczeństwa. Nazywali je feudalizmem, niewolnictwem lub azjatyckim despotyzmem, tym samym powielając uprzedzenia mające źródła w starożytności. Na przykład Herodot sądził, że Grecy odznaczali się wrodzonym pragnieniem wolności, podczas gdy ich perscy wrogowie byli skazani na hierarchiczne społeczeństwo charakteryzujące się niewolną pracą. Wedle tej ramy interpretacyjnej owo pragnienie przyczyniło się na Zachodzie do powstania "kapitalizmu" - z przystankiem na "feudalizm" - w mniemaniu niektórych prowadziło zaś nieuchronnie w stronę "socjalizmu". Reszta świata miałaby podążać tą samą ścieżką, choć znacznie później oraz w przyspieszonym tempie4.
Ta koncepcja długofalowego rozwoju zajmuje od lat dominującą pozycję w historiografii, w pewnym sensie dlatego, że była i jest nadal podzielana przez myślicieli zarówno liberalnych, jak i marksistowskich. W pierwszej połowie XX w. Aleksandr Czajanow i Karl Polanyi podjęli teoretycznie ciekawe, ale ostatecznie empirycznie nieprzekonujące próby wymyślenia alternatywnych opowieści5 - nieprzekonujące przede wszystkim dlatego, że w swoim zapale mieli oni tendencję do wyolbrzymiania znaczenia samowystarczalnych i antyrynkowych zachowań pojawiających się w różnych miejscach świata od czasów rewolucji neolitycznej. Czajanow czynił to na podstawie obszernych statystyk dotyczących chłopów rosyjskich z lat mniej więcej 1880-1920; Polanyi i przedstawiciele jego szkoły uwzględniali o wiele więcej przypadków - od Mezopotamii po Dahomej - ale na znacznie mniejszym poziomie szczegółowości niż Czajanow6.
Wrócę do obu tych wpływowych interpretacji w dalszej części książki. Na razie niech wystarczy stwierdzenie, że nie opowiadam się po stronie żadnej z nich; nie jest też moim celem wymyślanie wielkiej alternatywy. W trakcie badań nad globalną historią pracy nauczyłem się przede wszystkim tego, że te tradycyjne schematy nie oddają złożoności wydarzeń historycznych. Moim zdaniem jest za wcześnie, aby dokładnie określić, na czym polega wewnętrzna logika opowieści o pracy.
Dlaczego to takie trudne? Dlaczego nie pójść utartą ścieżką?7 W świetle niedawnej globalizacji historiografii widać, że wspólną cechą tych schematów interpretacyjnych jest ograniczona podstawa empiryczna, a co za tym idzie - stronniczość. Ich autorzy za punkt wyjścia biorą wydarzenia, które rozgrywały się w rejonie Morza Śródziemnego od czasów starożytnych. Skupiają się głównie lub wyłącznie na Europie Zachodniej, a potem starają się dopasować do tak zarysowanej wizji dzieje reszty globu. Efektem końcowym jest opis współczesnego świata zdominowany przez perspektywę północnoatlantycką, gdzie zasadniczą rolę odkrywają pojęcia takie jak "nowoczesny" i/lub "kapitalistyczny".
Nikt nie stawiał czoła temu europocentrycznemu podejściu bardziej zdecydowanie niż Fernand Braudel. Francuski historyk zmusił nas do uznania, że kapitalizm rozpoczął się całe wieki przed rewolucją przemysłową, nie tylko w Europie, ale także w Azji. Idąc w jego ślady, holenderski historyk Bas van Bavel przesunął ostatnio granice jeszcze dalej: do średniowiecznego Iraku. Odkrył bowiem pewien powtarzający się i wielowiekowy cykl nie tylko w Mezopotamii, ale także w renesansowych północnych Włoszech, Republice Zjednoczonych Prowincji, a później Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Przedstawia się on następująco: rewolty społeczne - dominacja rynków i wzrost - nierówności - schyłek. Zdaniem van Bavela nasza obecna wersja kapitalizmu weszła w fazę "schyłku", natomiast sam "kapitalizm można zdefiniować jako dominację rynków w procesie wymiany i alokacji ziemi, pracy oraz kapitału. To pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy na początku każdego cyklu, gdy rośnie znaczenie pracy najemnej"8.
Ten sposób myślenia sprawia, że termin "kapitalizm" jest coraz silniej utożsamiany ze wzrostem i rozkwitem rynków, niektórzy autorzy traktują go dziś z pewnym wahaniem jako synonim gospodarki rynkowej9. Inni uczestnicy tej debaty, którzy dołączyli do niej niedawno, upatrują źródeł systemu kapitalistycznego: we wczesnym średniowieczu (jak Van Bavel); między rokiem 1400 a rokiem 1800; około roku 1500 lub 1600; między rokiem 1600 a rokiem 1800 czy też w okresie industrializacji, 1850-192010. Dochodzę do wniosku, że chociaż pojęcie kapitalizmu jest dziś używane niemal powszechnie, to nie ma zgody co do jego treści, w konsekwencji brak jej także w kwestii datowania początków tego systemu. Na podobnej zasadzie obserwujemy przesuwanie granic "nowoczesności" - niderlandzka gospodarka lat 1500-1815 jest przez niektórych określana mianem "pierwszej nowoczesnej gospodarki"11.
Krótko mówiąc, pojęcia kapitalizmu i nowoczesności są obecnie płynne, a tym samym straciły swoją pierwotną funkcję analityczną, jaką było wytyczanie ostrej linii podziału w dziejach świata12. To stanowi problem dla każdego, kto jak ja chce pisać o historii w perspektywie długoterminowej13. Przypominają mi się słowa Alberta Einsteina z 1916 r.: "Pojęcia, które okazały się przydatne w porządkowaniu rzeczy, łatwo osiągają nad nami taką władzę, że zapominamy o ich ziemskim pochodzeniu i akceptujemy je jako niezmienne i dane z góry"14. Z tego powodu powstrzymałem się od przyznania centralnego miejsca w tej książce terminom "kapitalizm" (a także "klasa" i "walka klasowa") oraz "nowoczesność" (rozumiana jako przeciwieństwo tradycyjności). Nie dlatego, że jestem przeciw Marksowi15, Weberowi lub ich zwolennikom z powodów ideologicznych. Uważam po prostu, że te terminy zostały skażone w ciągnących się od półtora wieku dyskusjach, w dużej mierze zatracając swoją wartość analityczną, jeśli chodzi o globalną historię pracy. Wciąż jednak posługuję się terminami, które za nimi stoją, takimi jak: "rynek" (wewnętrzny i zewnętrzny), "stosunki pracy", "nierówności społeczne", "działania zbiorowe", sięgam nawet po mający duży ładunek moralny termin "wyzysk".
Ten wybór nie oznacza, że z analitycznego punktu widzenia muszę zaczynać od zera. Od połowy XIX w. powstało wiele kompendiów dotyczących historii pracy. Z wdzięcznością czerpałem z nich inspiracje, nawet jeśli większość jest mocno przestarzała. Autorzy tych prac prawie bez wyjątku koncentrują się albo na Europie, albo na obszarze atlantyckim. Zazwyczaj nie zapuszczają się też dalej niż kilka wieków w przeszłość (sporadycznie docierają do starożytności)16. Podobnie jak w wypadku Marksa i Webera nie jest to z mojej strony wyrzut; ten stan rzeczy odzwierciedla po prostu rozwój nauk historycznych (w tym archeologii, a szczególnie interdyscyplinarnej prehistorii). Tym bardziej godne uwagi są osiągnięcia Karla Büchera, równie wielkiego myśliciela niemieckiego co Marks i Weber. Już ponad 100 lat temu intelektualna rozpiętość jego myśli odgrywała fundamentalną rolę (nie dość, że był ekonomistą, to jeszcze stworzył dziennikarstwo jako dyscyplinę akademicką)17. Wśród wielu wcześniejszych uczonych, którzy mnie zainspirowali, są między innymi wpływowi autorzy Thorstein Veblen i Hannah Arendt - dla obojga praca była przedmiotem dogłębnej refleksji18.
W ostatnich dziesięcioleciach przeprowadzono wiele nowych i wybornych analiz na temat pracy. Obejmują one wystarczająco duży zakres czasu i przestrzeni, by pomóc w wytyczeniu nowej ścieżki badawczej19. Sądzę, że wszystkie te analizy zaowocowały czterema istotnymi wglądami dotyczącymi rozwoju stosunków pracy20. Po pierwsze, wyróżniam dwie ważne alternatywy dla gospodarek rynkowych: relacje wzajemności, które dominowały wśród łowców-zbieraczy, ale są wciąż żywe w dzisiejszych gospodarstwach domowych, oraz społeczeństwa redystrybucyjne oparte na daninach. Co więcej, gospodarki rynkowe wyłaniały się w historii więcej niż raz, i to w odmiennych rejonach świata, w wielu przypadkach zanikając po czasie. W konsekwencji napotykamy w różnych miejscach globu na podobnie radykalne zmiany w stosunkach pracy. Po drugie, praca najemna na dużą skalę, praca niewolnicza i samozatrudnienie pojawiały się wielokrotnie w historii, często zanikając po czasie, a nawet całkowicie przepadając. Po trzecie, poziom wynagrodzenia za pracę najemną niekoniecznie pokrywa się z narzuconym minimum, wykazuje raczej silne wahania. Po czwarte, te wahania płac nie są - lub są, ale nie tylko - wynikiem kaprysów rządzących lub ślepych sił rynkowych, lecz także indywidualnych i zbiorowych działań samych pracowników najemnych. Zasadniczą rolę odgrywają w tym względzie poglądy na temat sprawiedliwego wynagradzania i (nie)równości społecznych.
Książka, która obejmuje tak duży zakres chronologiczny i geograficzny jak niniejszy tom, ma charakter ipso facto porównawczy. Muszę więc wykorzystywać zalety metody porównawczej, wychodząc z założenia, że ludzie jako istoty pracujące są do siebie na tyle podobni w różnych epokach i miejscach - względnie ich możliwości są ograniczane w podobny sposób - że można prześledzić ich dzieje na całym świecie i od samego początku.
Na gruncie teoretycznym zgadzam się z poniższym opisem innej dyscypliny naukowej - antropologii. Moim zdaniem ma on zastosowanie także do niniejszego przeglądu historycznego. Robert Netting, słynący między innymi z prac na temat ekologii kulturowej, określa swoją dziedzinę jako:
empiryczną naukę społeczną praktycznego rozumu, zakorzenioną w oświeceniowej wierze, że w ludzkich zachowaniach i instytucjach istnieją pewne prawidłowości, które można zrozumieć jako zaspokajanie potrzeb biologicznych i psychologicznych w określonych warunkach geograficznych, demograficznych, technicznych i historycznych. Te cechy wspólne przejawiają się międzykulturowo, w grupach oddzielonych przestrzenią i czasem, odznaczających się imponującą różnorodnością wartości kulturowych, religii, systemów pokrewieństwa i struktur politycznych21.
Ta "empiryczność" oznacza także skupianie się na tym, jak dokładnie wygląda praca: na opisach codziennych praktyk mężczyzn i kobiet - kiedy to tylko możliwe, przedstawianych za pomocą ich własnych słów lub obrazowań22.
Niektórym czytelnikom może brakować w moich rozważaniach rozbudowanych dyskusji teoretycznych i historiograficznych. Nie sprzeciwiam się modelowaniu w naukach historycznych czy społecznych - bez niego książka ta by nie powstała - ale wolę raczej przedstawić rezultaty swoich prób znalezienia równowagi między kilkoma propozycjami, które pojawiły się w literaturze na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci. Osoby, które chcą się dowiedzieć więcej o moich preferencjach, odsyłam do wcześniejszych tekstów mojego autorstwa, szczególnie do przypisów23.
Chcę podkreślić, że globalna historia pracy jest dziedziną bardzo dynamiczną, w której widać postęp empiryczny, metodologiczny i teoretyczny, bez którego powstanie tej książki byłoby niemożliwe. Spodziewam się, że tendencja ta będzie kontynuowana. Pomimo długości zamieszczonej tu bibliografii i moich wysiłków, aby jak najwięcej przeczytać i podsumować, zdaję sobie sprawę aż za dobrze, że osiągnąłem jedynie połowiczny sukcesem. Wielu specjalistów będzie w stanie wskazać na obecne w książce przeoczenia. Istnieje całe mnóstwo nowych źródeł wtórnych - ale to tylko dowodzi, jak żywy jest ten temat.
1 Por. P. Lourens, J. Lucassen, Marx als Historiker der niederländischen Republik, w: Die Rezeption der Marxschen Theorie in den Niederlanden, red. M. van der Linden, Trier 1992, s. 430-454.
2 M. Weber, Agrarverhältnisse im Altertum, w: Handwörterbuch der Staatswissenschaften, Jena 1909, s. 55-73, 181-182. Dobre podsumowanie dyskusji znajduje się w The Idea of Work in Europe from Antiquity to Modern Times, red. J. Ehmer, C. Lis, Farnham 2009, s. 9-10; C. Lis, Perceptions of Work in Classical Antiquity: A Polyphonic Heritage, w: The Idea of Work in Europe from Antiquity to Modern Times, red. J. Ehmer, C. Lis, Farnham 2009, s. 57 i C. Lis, H. Soly, Worthy Efforts: Attitudes to Work and Workers in Pre-Industrial Europe, Leiden/Boston 2012 (na temat tej wpływowej książki zob. debata w "Tijdschrift voor Sociale en Economische Geschiedenis", nr 11, 2014, s. 55-174; por. starożytność grecko-rzymska: W. Loomis, Wages, Welfare Costs and Inflation in Classical Athens, Ann Arbor 1998; R.J. van der Spek, Palace, Temple and Market in Seleucid Babylonia, w: Le roi et l'économie: Autonomies locales et structures royales dans l'économie de l'empire séleucide. Topoi, Orient-Occident, red. V. Chankowski, F. Duyrat, Supplément 6, 2004, s. 303-332; L. Migeotte, The Economy of the Greek Cities: From the Archaic Period to the Early Roman Empire, Berkeley 2009, s. 2-3, s. 173-178; s. von Reden, Money in Classical Antiquity, Cambridge 2010, s. 8-11; G. Feinman, Ch. Garraty, Preindustrial Markets and Marketing: Archaeological Perspectives, "Annual Review of Anthropology" 2010, nr 39, s. 167-191; W.V. Harris, Rome's Imperial Economy: Twelve Essays, Oxford 2011, zwłaszcza rozdz. 12; J. Andreau, R. Descat, The Slave in Greece and Rome, Madison 2011, s. 91-94; P. Temin, The Roman Market Economy, Princeton/Oxford 2012; J.M. Hall, A History of the Archaic Greek World ca. 1200-479 BCE, wyd. 2, Chichester 2014; A. Zuiderhoek Introduction: Land and Natural Resources in the Roman World in Historiographical and Theoretical Perspective, w: Ownership and Exploitation of Land and Natural Resources in the Roman World, red. P. Erdkamp, K. Verboven, A. Zuiderhoek, Oxford 2015, s. 1-17; P. Erdkamp, Agriculture, Division of Labour, and the Paths to Economic Growth, w: Ownership and Exploitation of Land and Natural Resources in the Roman World, red. P. Erdkamp, K. Verboven, A. Zuiderhoek, Oxford 2015, s. 18-39; A. Launaro, The Nature of the Village Economy, w: Ownership and Exploitation of Land and Natural Resources in the Roman World..., s. 173-206; J. Lucassen, Deep Monetization: The Case of the Netherlands 1200-1940, "Tijdschrift voor Sociale en Economische Geschiedenis" 2014, nr 11, s. 73-121; tegoż, Deep Monetization, Commercialization and Proletarianization: Possible Links, India 1200-1900, w: Towards a New History of Work, red. s. Bhattacharya, New Delhi 2014, s. 17-55; tegoż, Workers: New Developments in Labor History since the 1980s, w: The Lifework of a Labor Historian, red. U. Bosma, K. Hofmeester, Leiden /Boston 2018, s. 22-46; tegoż, Wage Labour, w: Handbook of the Global History of Work, red. K. Hofmeester, M. van der Linden, Berlin/Boston 2018, s. 395-409.
3 M. van der Linden, Het westers marxisme en de Sovjetunie: Hoofdlijnen van structurele maatschap-pijkritiek (1917-1985), praca doktorska, Amsterdam 1989, rozdz. 8.
4 Bardzo dobry opis intelektualnego rodowodu tych faz rozwoju od czasów Marksa można znaleźć w M. van der Linden, Het westers marxisme..., s. 235-260.
5 A.V. Chayanov, On the Theory of Peasant Economy, red. D. Thorner, B. Kerblay, R.E.F. Smith, Homewood 1966 (por. T. Dennison, On the Theory of Peasant Economy, red. D. Thorner, B. Kerblay, R.E.F. Smith, Homewood 1966, s. 12-17); K. Polanyi, Wielka transformacja. Polityczne i ekonomiczne źródła naszych czasów, tlum. M. Zawadzka-Strączek, Warszawa 2010, zwłaszcza s. 53-55 (por. B. Wagner-Hasel, Egoistic Exchange and Altruistic Gift, w: Negotiating the Gift: Pre-Modern Figurations of Exchange, red. G. Algazi, V. Groebner, B. Jussen, Göttingen 2003, s. 141-171, s. 148-149).
6 Zwięzłe ujęcie znajduje się w K. Polanyi, Wielka transformacja..., s. 53-55, częściowo jako krytyka Adama Smitha. Debata wśród antropologów i archeologów: B. Maurer, The Anthropology of Money, "Annual Review of Anthropology" 2006, nr 35, s. 15-36; G. Feinman, Ch. Garraty, Preindustrial Markets and Marketing...; G. Peebles, The Anthropology of Credit and Debt, "Annual Review of Anthropology" 2010, nr 39, s. 225-240; C. Haselgrove, s. Krmnicek, The Archaeology of Money, "Annual Review of Anthropology" 2012, nr 41, s. 235-250.
7 J. Lucassen, The Lifework of a Labor Historian... Zob. także W.V. Harris, Rome's Imperial Economy..., rozdz. 1, 11 i 12; K. Lipartito, Reassembling the Economic: New Departures in Historical Materialism, "American Historical Review" 2016, s. 101-139.
8 B. Van Bavel, The Invisible Hand? How Market Economies Have Emerged and Declined since AD 500, Oxford 2016, s. 272-273. Jego podejście odbiega od europejskich roszczeń do wyjątkowości m.in. wpływowego Wallersteina: zob. G. Feinman, Ch. Garraty, Preindustrial Markets and Marketing..., s. 176; J. Lucassen, The Lifework of a Labor Historian...
9 B. Milanović, Capitalism, Alone: The Future of the System that Rules the World, Cambridge, MA 2019, s. 2, 12; Ch. de Vito, J. Schiel, M. Van Rossum, From Bondage to Precariousness? New Perspectives on Labor and Social History, "Journal of Social History" 2020, nr 54(2), s. 6; na temat historii gospodarek rynkowych: A History of Market Performance: From Ancient Babylonia to the Modern World, red. R.J. van der Spek, B. van Leeuwen, J. Luiten van Zanden, London/New York 2015.
10 Odpowiednio: J. Kocka, Capitalism and its Critics: A Long-Term View, w: The Life Work of a Labor Historian: Essays in Honor of Marcel van der Linden, red. U. Bosma, K. Hofmeester, Leiden/Boston 2018, s. 71-89; T.M. Safley, L.N. Rosenband, Introduction, w: Labor Before the Industrial Revolution: Work, Technology and their Ecologies in an Age of Early Capitalism, red. T.M. Safley, London/New York 2019, s. 1-19; Y.N. Harari, Sapiens. Od zwierząt do bogów, tłum. J. Hunia, Kraków 2019; s. Beckert, Empire of Cotton: A Global History, New York 2015 ("kapitalizm wojenny", 1600-1800/1850); P. Manning, A History of Humanity: The Evolution of the Human System, Cambridge 2020; W. Lazonick, Competitive Advantage on the Shop Floor, Cambridge 1990; T. Piketty, Kapitał i ideologia, tłum. B. Geppert, Warszawa 2022; J. Versieren, B. De Munck, The Commodity Form of Labor: Discursive and Cultural Traditions to Capitalism(s) and Labor in the Low Countries' Ceramic Industries (1500-1900), w: Labor Before the Industrial Revolution: Work, Technology and their Ecologies in an Age of Early Capitalism, red. T.M. Safley, London/New York 2019, s. 70-95. Oczywiście większość autorów jest bardziej subtelna, niż sugerowano tutaj, por. J. Kocka, M. van der Linden, Capitalism: The Reemergence of a Historical Concept, London 2016.
11 J. de Vries, A. van der Woude, The First Modern Economy: Success, Failure, and Perseverance of the Dutch Economy, 1500-1815, Cambridge 1997.
12 Doskonałą krytykę można znaleźć w J. Chalcraft, Pluralizing Capital, Challenging Eurocentrism: Towards Post-Marxist Historiography, "Radical History Review" 2005, nr 91, s. 13-39. Powiązany problem pojawia się w dyskusji o tym, do jakiego stopnia Chiny mogą lub powinny być nazywane "kapitalistycznymi". Zob. np. s. Rosefielde, J. Leightner, China's Market Communism: Challenges, Dilemmas, Solutions, London/New York 2018, np. s. 22, 58; T. Piketty, Kapitał i ideologia..., s. 697-732; B. Milanović, Capitalism, Alone..., s. 87-91.
13 Trzeba przyznać, że nie wydaje się, by Y.N. Harari (Sapiens...) i P. Manning (A History of Humanity...) borykali się z tym problemem.
14 Cyt. za D.M. Lewis, Greek Slave Systems in their Eastern Mediterranean Context, C. 800-146 BC, Oxford 2018, s. 99.
15 Por. H. Arendt, Kondycja ludzka, tłum. A. Łagodzka, Warszawa 2010, s. 87.
16 Por. J. Lucassen, Writing Global Labour History C. 1800-1940: A Historiography of Concepts, Periods and Geographical Scope, w: Global Labour History: A State of the Art, Bern 2006, s. 39-89; A. Eggebrecht et al., Geschichte der Arbeit: Vom Alten Ägypten bis zur Gegenwart, Köln 1980; R. Castel, Les métamorphoses de la question sociale: Une chronique du salariat, Paris 1995.
17 K. Bücher, Arbeit und Rhythmus, wyd. 5, Leipzig 1919. Na jego temat zob. B. Wagner-Hasel, Die Arbeit des Gelehrten: Der Nationalökonom Karl Bücher (1847-1930), Frankfurt 2011; G. Spittler, Beginnings of the Anthropology of Work: Nineteenth-Century Social Scientists and their Influence on Ethnography, w: Work in a Modern Society: The German Historical Experience in Comparative Perspective, red. J. Kocka, New York 2010, s. 37-54 oraz Karl Bücher: Theory - History - Anthropology - Non-Market Economies, red. J. Backhaus, Marburg 2000. Osiągnięcia Büchera, oparte na obszernej lekturze dostępnej wówczas literatury wtórnej dotyczącej historii pracy na całym świecie, są tym bardziej godne uwagi, że najnowsze przeglądy tego typu ograniczają się do zachodniej Europy.
18 T. Veblen, The Instinct of Workmanship and the State of the Industrial Arts, New York 1914; H. Arendt, Kondycja ludzka... Zob. też A. Tilgher, Work: What it Has Meant to Men Through the Ages, New York 1930 i J.W. Budd, The Thought of Work, Ithaca/London 2011.
19 Na temat rozwoju historii pracy: M. van der Linden, J. Lucassen, Prolegomena for a Global Labour History, Amsterdam 1999; Class and Other Identities: Gender, Religion and Ethnicity in the Writing of European Labour History, red. H. van Voss, M. van der Linden, New York/Oxford 2002; J. Lucassen, Writing Global Labour History... i tegoż, Workers: New Developments in Labor History...; M. van der Linden, Workers of the World: Essays toward a Global Labor History, Leiden/Boston 2008; Working on Labor: Essays in Honor of Jan Lucassen, red. M. van der Linden, L. Lucassen, Leiden/Boston 2012; Ch. de Vito, New Perspectives on Global Labour History: Introduction, "Global Labour History" 2013, nr 1(3), s. 7-31; Handbook of the Global History of Work, red. K. Hofmeester, M. van der Linden, Berlin/Boston 2018; The Life Work of a Historian: Essays in Honor of Marcel van der Linden, red. U. Bosma, K. Hofmeester, Leiden/Boston 2018; A. Eckert, M. van der Linden, New Perspectives on Workers and the History of Work: Global Labor History, w: Global History, Globally: Research and Practice around the World, red. s. Beckert, D. Sachsenmaier, London 2018, s. 145-161; Ch. de Vito, J. Schiel, M. Van Rossum, From Bondage to Precariousness?... Moje wcześniejsze, ograniczone, próby napisania bardziej ogólnej historii pracy, zob. J. Lucassen, In Search of Work, Research paper 39, Amsterdam 2000 (tylko Europa) i tegoż, Outlines of a History of Labour, Research paper 51, Amsterdam 2013.
20 Zdecydowanie najbardziej imponująca pozycja na ten temat to: C. Lis, H. Soly, Worthy Efforts: Attitudes to Work and Workers in Pre-Industrial Europe, Leiden/Boston 2012 (dotycząca starożytności), na której się w dużym stopniu opieram. Następnie A. Komlosy, Work: The Last 1,000 Years, London/New York 2018 (od XIII w.); A Cultural History of Work, red. D. Simonton, A. Montenach, 6 tomów, London 2019 (jeden tom o starożytności, jeden o średniowieczu, cztery o późniejszych okresach); P. Cockshott, How the World Works: The Story of Human Labor from Prehistory to the Modern Day, New York 2019. Shryock i Smail w Deep History: The Architecture of Past and Present dostarczają argumentów za rozpoczęciem tej historii we wczesnych okresach, podobnie jak afrykanista Ch. Ehret, The Civilizations of Africa: A History to 1800, wyd. 2, Charlottesville/London 2016 oraz J. Suzman: Affluence without Abundance: The Disappearing World of the Bushmen, London 2017 oraz tegoż, Praca. Historia tego, jak spędzamy swój czas, tłum. F. Filipowski, Poznań 2020. Globalna historia gospodarcza: Global Economic History, red. T. Roy, G. Riello, London 2019; historii świata Global History, Globally: Research and Practice around the World, red. s. Beckert, D. Sachsenmaier, London 2018.
21 R. Netting, Smallholders, Householders: Farm Families and the Ecology of Intensive, Sustainable Agriculture, Stanford 1993, s. 1; O. Linares, Robert McC. Netting, w: Biographical Memoirs, "The National Academies of Science, Engineering, Medicine" 1997, T. 71. Podobna metoda zob. The Comparative Archaeology of Complex Societies, red. M.E. Smith, Cambridge 2012.
22 Por. Labor Before the Industrial Revolution: Work, Technology and their Ecologies in an Age of Early Capitalism, red. T.M. Safley, London/New York 2019; M. Segalen, Love and Power in the Peasant Family: Rural France in the Nineteenth Century, Chicago 1983 i K. Thomas, The Ends of Life: Roads to Fulfilment in Early Modern England, Oxford 2009 dostarczają dobrych przykładów.
23 Istnieje jednak kilka ważnych wyjątków: zob. moje zwięzłe omówienie analitycznej wartości pojęć "kapitalistyczny" i "nowoczesny" (powyżej); związki między antropologią, archeologią i historią (rozdz. 1); skutki rewolucji neolitycznej dla nierówności (rozdz. 2); spór między "modernistami" a "prymitywistami" (rozdz. 4); powiązania między monetyzacją a stosunkami pracy (rozdz. 4); wpływ rewolucji przemysłowej (rozdz. 6); i rozprzestrzenianie się niewolnej pracy w ostatnich stuleciach aż do chwili obecnej (rozdz. 6).
WSTĘP
Obecnie większość ludzi na tej planecie, kiedy nie śpi, połowę swojego czasu poświęca pracy, wliczając w to podróże między domem a miejscem zatrudnienia; podczas snu regeneruje się zaś po tych trudach. W tym sensie historia pracy jest w dużej mierze historią ludzkości. Ale co dokładnie rozumiemy przez pracę?
Główny problem z niezliczonymi definicjami pracy to ich jednostronność. Na ogół kładą one nacisk na wybrane formy pracy, zaniedbując inne. Na przykład praca kobiet jest często spychana na margines na rzecz pracy mężczyzn, praca poza murami fabryk - na rzecz tej, która odbywa się w ich wnętrzu, praca intelektualna jest oceniana w stosunku do pracy fizycznej, a praca w domu (jeśli w ogóle się ją zauważa) w odniesieniu do pracy na zewnątrz (nazywa się to czasem sprzecznością "reprodukcyjno-produkcyjną").
Nie jest łatwo ustalić definicję pracy na potrzeby książki takiej jak ta, która ma ambicję objęcia całej historii świata. Dobrym punktem wyjścia jest szerokie ujęcie amerykańskich socjologów Charlesa i Chrisa Tilly'ów (ojca i syna):1
Praca obejmuje wszelkie ludzkie wysiłki, które zwiększają wartość użytkową towarów i usług. Bez względu na to, jak bardzo ich wykonawcy mogą się cieszyć lub brzydzić jakimś wysiłkiem, rozmową, śpiewem, dekoracją, pornografią, nakryciem stołu, ogrodnictwem, sprzątaniem domu czy naprawianiem zepsutych zabawek, wszystkie te czynności wiążą się z pracą w takim stopniu, w jakim zwiększają satysfakcję ich konsumentów. Przed XX wiekiem zdecydowana większość pracowników na świecie wykonywała przeważającą część swojej pracy na zasadach innych niż dziś. Nawet obecnie w skali świata większość prac jest wykonywana poza obrębem zwyczajowych form zatrudnienia. To tylko uprzedzenia zrodzone przez zachodni kapitalizm i jego przemysłowe rynki sprawiają, że traktujemy żmudne wysiłki wykonywane poza domem w celu zdobycia wypłaty jako "prawdziwą pracę", a inne aktywności sprowadzamy do rozrywki, przestępczości czy zwykłego sprzątania2.
Wielką zaletą tej definicji jest to, że wyraźnie nie ogranicza się ona tylko do działań na rynku. Warto podkreślić, jak dużą wagę przywiązują Tilly'owie do zajęć domowych, które traktują jako prawdziwą pracę: "Pomimo wzrostu liczby dań dostępnych na wynos, fast foodów i restauracji żaden inny rodzaj pracy w USA, płatny lub nie, nie zajmuje prawdopodobnie tyle czasu co darmowe przygotowywanie posiłków". Jeśli tak mają się sprawy w kraju narodzin Big Maca i Kentucky Fried Chicken, to możemy bezpiecznie zastosować tę obserwację do reszty świata i całej historii ludzkości3.
Problem z tak szerokimi definicjami polega na tym, że nigdy nie jest do końca jasne, których ludzkich zajęć nie można zdefiniować jako pracy. Tilly'owie wykluczają ze swojej definicji trzy rodzaje działań: "czysto destrukcyjne, ekspresyjne lub konsumpcyjne"4. Czysto destrukcyjny wysiłek uważają za antypracę, ponieważ nie dodaje on wartości użytkowej, a raczej odbiera wartość towarom. Wydaje się, że wyklucza to na przykład wiele lub wszystkie działania wojskowe ze względu na niezaprzeczalnie destrukcyjne aspekty tego zawodu; a jednak jest to rodzaj pracy, nie tylko dlatego, że w praktyce codzienne życie w koszarach nie jest destrukcyjne, ale także z tego powodu, że intencją wielu, jeśli nie wszystkich, świadomych zniszczeń jest dodanie wartości innym towarom i usługom5. Kiedy Tilly'owie wykluczają ze swojej definicji czystą ekspresję i konsumpcję, to chodzi im o te czynności, które w zasadzie nie mają wartości użytkowej dla nikogo innego niż sam wykonawca. Ich rozumowanie jest słuszne. Nawet najszersza definicja wartości użytkowej nie obejmuje na przykład "podnoszenia ciężarów w pojedynkę, wyłącznie dla osobistej satysfakcji", w przeciwieństwie do "podnoszenia ciężarów dla przyjemności kibiców". Po uwzględnieniu tego kryterium społecznego tylko garstka czynności nie mieści się w definicji Tilly'ów - jedzenie, picie i spanie (łącznie określane jako "odpoczynek"), które są sposobem każdej osoby, a zatem każdego producenta, by podtrzymać zdolność swojej pracy. Sam za pracę uważam wszystkie ludzkie zajęcia wykonywane poza czasem wolnym.
Kilka słów na temat czasu wolnego od pracy6. Liczne badania z połowy XX w. wykazały, że praca lub czynności bezpośrednio związane z pracą zajmują mężczyznom 25-30 procent doby (praca zarobkowa i dojazdy), dla gospodyń domowych wynik wynosił 40 procent, a dla matek mających płatne zatrudnienie - 50 procent. Spanie zabierało jedną trzecią, a jedzenie i pielęgnacja ciała jedną dziesiątą doby wszystkich osób. Czas wolny stanowił około 30 procent dnia pracowników najemnych (głównie mężczyzn), 15 procent dnia gospodyń domowych i nieco ponad 5 procent dnia matek wykonujących pracę zarobkową7. Nawet jednak to trudno nazwać czasem w pełni wolnym. Badania wykazały, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety poświęcali go w większości na aktywność społeczną - członkostwo w klubach, wolontariat, składanie wizyt - która choć przyjemna, jest postrzegana jako rodzaj obowiązku. Co ciekawe, dociekania przeprowadzone wśród rdzennych mieszkańców Ekwadoru ujawniły, że ich podejście do obowiązków i czasu wolnego różni się od postawy Europejczyków:
W razie potrzeby pracują porządnie, ale nie w zachodnim tempie [...]. Cały ich czas jest wykorzystywany jeśli nie na pracę, to na inne "ustrukturyzowane zajęcia". Jednak w czasie wolnym od pracy [...] często lubią pić i się bawić. Pracują i oszczędzają, jakby śluby, chrzciny, urodziny i fiesty były głównym powodem życia. [...] Nie traktują takiej zabawy z takim samym nastawieniem, jakie ludzie Zachodu mają do czasu wolnego8.
Amerykański socjolog Nels Anderson uważał, że nawet w uprzemysłowionym świecie "obowiązki poza pracą" nie są tym samym co czas wolny: "Wypełniając takie obowiązki, podtrzymujemy status dobrego małżonka, dobrego rodzica, dobrego sąsiada, dobrego obywatela, dobrego przyjaciela itd. Na wszystkie te role należy zapracować, a włożony w nie wysiłek bywa równie satysfakcjonujący jak spędzanie wolnego czasu"9. Choć Tilly'owie prawdopodobnie zaliczyliby tego rodzaju obowiązki społeczne do swojej definicji pracy, nie chcę się posuwać tak daleko. Z pewnością nie mówimy tu o czasie, który można wypełnić dowolnie. Przez zdecydowaną większość historii czas wolny składał się z krótkich zabaw i rozrywek, a w wypadku nielicznych szczęśliwców oznaczał też możliwość podróżowania dla przyjemności (tzw. grand tour), wakacje i hobby; czynności wykonywane wyłącznie dla zabawy i na własny koszt10. Zwykli mężczyźni i kobiety na Zachodzie mogli doświadczyć takich rzeczy dopiero w XX w. Dla dużej części globalnej populacji do dziś pozostają one poza zasięgiem.
Mamy silne poglądy na temat roli, jaką praca odgrywa w naszym życiu: niezależnie od tego, czy mowa o naszych preferencjach co do jej formy - samozatrudnienie lub praca najemna - wyobrażeniach na temat typowo męskich lub żeńskich zawodów lub opiniach dotyczących godziwego wynagrodzenia. Poglądy te rozwijały się z biegiem czasu, uwzględniając wspólne doświadczenia, a ostatecznie mają źródła w początkach ludzkiej egzystencji. Określamy pracę, biorąc pod uwagę nie tylko nasz indywidualny wysiłek - ból pleców, pot na czole czy zmęczenie psychiczne - ale także to, z kim, dla kogo lub pomimo kogo wykonujemy nasze zadania. Ludzie nie są samotnymi wyspami: nawet Robinson Crusoe znalazł swojego Piętaszka (i szybko kazał mu pracować w roli służącego). Relacje międzyludzkie mają zasadnicze znaczenie i będą głównym punktem zainteresowania tej książki. Gdy spoglądamy na długą i globalną historię pracy, możemy dostrzec powracające wzorce: jak związane z nią zasady są zakorzenione w intymnych relacjach społecznych, jak korzystamy z jej owoców, jakie znaczenie do niej przywiązujemy. Czy jesteśmy zmuszeni pracować dla kogoś innego, czy mamy wybór? Jaka jest nagroda za naszą pracę i kto określa, jaka powinna ona być? Czy możemy znieść różnice w płacach? Czy pracujemy razem w gospodarstwie domowym, czy z innymi poza nim? Kto się nami zaopiekuje, kiedy nie możemy już dłużej pracować? Praca definiuje nas społecznie na wiele sposobów. W konsekwencji dążenie do godziwego wynagrodzenia (z wykorzystaniem zarówno strategii indywidualnych, jak i zbiorowych) jest nieodłączną częścią jej społecznego wymiaru.
Na przestrzeni dziejów wymyślono szereg rozwiązań w sprawie organizacji pracy. Do 12 tysięcy lat temu - czyli przez 98 procent historii ludzkości, aż do czasu "wynalezienia" rolnictwa - praca była podzielona między małe społeczności składające się tylko z kilku gospodarstw domowych. Ludzie wspólnie zbierali żywność i dzielili się między sobą owocami swojej pracy na zasadzie wzajemności. Te wzajemne stosunki pracy11 zachodzące między członkami kilku gospodarstw domowych, współpracującymi ze sobą w ramach hord łowców i zbieraczy, możemy nazwać "wewnętrznymi" - w przeciwieństwie do późniejszych "zewnętrznych" stosunków pracy, które zachodziły poza gospodarstwem domowym lub zespołami takich gospodarstw.
Nadwyżki żywnościowe społeczeństw rolniczych umożliwiły wprowadzenie podziału pracy na wielką skalę. Po tysiącach lat zaowocowało to powstaniem najwcześniejszych miast ze specjalistycznym podziałem zajęć, a ostatecznie, 5 tysięcy lat temu, narodzinami pierwszych państw. W tych bardziej złożonych społeczeństwach, składających się z setek lub tysięcy gospodarstw domowych, wzajemne stosunki pracy zostały uzupełnione przez stosunki zewnętrzne. Można je podzielić na samozatrudnienie i daniny, po pojawieniu się rynków doszły jeszcze dobrowolna praca najemna, niewolnictwo i przedsiębiorczość. Od tego momentu historię ludzkości można zasadniczo postrzegać jako eklektyczną mieszankę kilku różnych rodzajów stosunków pracy, które istniały równocześnie - uzupełniając się lub ze sobą konkurując.
Staliśmy się znacznie bardziej świadomi tej eklektycznej mieszanki po upadku Związku Radzieckiego, kiedy to alternatywa w postaci państwowego socjalizmu lub komunizmu ogłosiła w Europie Wschodniej bankructwo - i kiedy, nieprzypadkowo w tym samym czasie, przyspieszyła gwałtownie globalizacja. Chiny, Afryka i prekolumbijska Ameryka mają własne fascynujące historie pracy. Wzięte razem składają się one na opowieść znacznie bardziej skomplikowaną niż ta o prostej i stałej ścieżce rozwoju, która zaczyna się od łowców-zbieraczy, potem dociera do starożytnych niewolników, pańszczyźnianych chłopów średniowiecznych, przenoszących się do fabryk rolników i rzemieślników, zbacza na chwilę w stronę komunizmu (lub nie), aż wreszcie, ponad 100 milionów pracowników obozów koncentracyjnych później, prowadzi nas do obecnego stanu.
Spojrzenie na pracę przez pryzmat różnych epok i miejsc pozwala nam prześledzić złożoność jej historiiI. Oprócz gospodarki rynkowej, którą dziś bierzemy za pewnik, istnieją systemy oparte na wzajemnych relacjach (stworzone przez naszych przodków, łowców-zbieraczy, ale wciąż obecne w dzisiejszych gospodarstwach domowych) i społeczeństwa daninowo-redystrybucyjne. Pewne wzorce się powtarzają: praca najemna na dużą skalę, praca niewolnicza, samozatrudnienie, a nawet gospodarki rynkowe pojawiały się wielokrotnie w różnych częściach świata i (czasami) ponownie znikały. Prowadziły one do powstania bardzo zróżnicowanych relacji między ludźmi a pracą oraz do zmiennych stawek wynagrodzeń - określanych nie zawsze przez rynek lub ludzi u władzy, ale także przez indywidualne lub zbiorowe działania pracowników najemnych, których walka o godziwą zapłatę odpowiadała na - lub zaostrzała - nierówności społeczne.
U podstaw strukturalnych zmian w historii pracy leżą doświadczenia i zachowania poszczególnych mężczyzn i kobiet. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie pracują nie sami i na pewno nie tylko dla siebie. Przede wszystkim każdy człowiek spędza największą część swojego życia, pracując w rodzinie lub w gospodarstwie domowym, definiowanym po prostu jako grupa krewnych, którzy łączą swoje dochody, z reguły mieszkają i jedzą razem. Aktywność wszystkich członków takiej grupy można zatem postrzegać jako całość12. Koordynują oni swoje działania i w tym sensie możemy mówić o strategii grupowej - "strategii życia w gospodarstwie domowym"13. W ramach tej strategii dochodzi do podziału zadań wedle umiejętności, płci, wieku i relacji małżeńskich. Tak więc wychodząc od idei pojedynczej osoby, możemy wyróżnić pierwszą powłokę - gospodarstwo domowe - wytworzoną wokół jednostki.
Patrząc szerzej, członkowie różnych gospodarstw domowych pracują razem w większych grupach społecznych, nazwijmy je wspólnotami politycznymi - to druga powłoka. Przez długi czas były one małe, jak hordy łowców-zbieraczy, ale działały również w ramach większej całości: grup hord, wymieniających się na przykład partnerami, co jest niezbędne dla zachowania różnorodności genetycznej. Po rewolucji neolitycznej mogły się narodzić państwa (miasta). W tych złożonych wspólnotach wymiana towarów i usług została zorganizowana w sieć redystrybucyjną opartą na daninach, jak w starożytnym Egipcie czy w państwie Inków. Stopniowo zaczęła przyjmować również postać rynków14. Wspólnoty polityczne pozwalają ustalać zasady gry obowiązujące na rynku, ale mogą również stać się zakładnikiem niektórych graczy rynkowych15. Czasem dochodzi do zmiany w relacjach władzy - bywa, że członkowie danej wspólnoty polegają bardziej na administracji politycznej, a innym razem na rynku.
Ludzie pracują z innymi i dla innych. Sugeruje to istnienie poziomych i pionowych stosunków pracy - zarówno w gospodarstwie domowym, jak i poza nim. Poziome stosunki pracy powstają, gdy wykonujemy obowiązki razem ze współpracownikami. Pionowe wyznaczają, dla kogo pracujemy i na jakich zasadach. Zasady te (domyślne lub wyrażone wprost, pisemne lub niepisane) określają rodzaj i godziny pracy, formę i wysokość wynagrodzenia, poziom obciążenia fizycznego i psychicznego, a także zakres swobody i autonomii16.
Wychodząc od różnic między jednostkami, gospodarstwami domowymi, wspólnotami politycznymi i rynkiem, możemy odwzorować szczególnie pionowe stosunki pracy: kto decyduje o tym, jaka praca ma być wykonywana i na jakich zasadach? To zazwyczaj w takich kategoriach rozmawiamy o stosunkach pracy, stąd wszystkich członków danego społeczeństwa można sklasyfikować, zadając następujące proste pytania: czy jeszcze nie pracują, czy już nie mogą pracować? Czy mają tyle pieniędzy, że w ogóle nie muszą tego robić? Czy pracują głównie w gospodarstwie domowym lub w małej grupie; w dawnym społeczeństwie redystrybucyjnym opartym na daninach, w którym wysiłki wszystkich skupiały się wokół boga i jego świątyni; czy przede wszystkim na rynku? A jeśli na rynku, czy robią to jako przedsiębiorca, pracownik najemny, a może niewolnik?
Suma tych wszystkich stosunków pracy jest tym, co charakteryzuje społeczeństwo, możemy więc mówić o wspólnotach łowiecko-zbierackich, redystrybucyjnych - opartych na daninach - lub rynkowych.
Jednym z ograniczeń dotychczasowej historii pracy jest to, że stosunki pracy ograniczają się w niej głównie do pionowych opozycji w społeczeństwach rynkowych - między pracownikiem a pracodawcą, niewolnikiem a właścicielem niewolników, obywatelem a państwem. Z pewnością relacje te są ważne i dlatego moja historia będzie obejmowała związki zawodowe, strajki, (spisane i ustne) umowy o pracę, a także zachęty do pracy, czyli sposoby, dzięki którym pracodawca może skłonić swoich pracowników, a nawet niewolników, by wykonywali więcej zadań i robili to lepiej. Takie bodźce, jak słusznie zauważają Tilly'owie, nie ograniczają się do pieniędzy: pracownicy nigdy nie są motywowani wyłącznie płacami. Do nagród w postaci wynagrodzenia dodają zaangażowanie i przymus17. Wszystkie te środki odgrywają jakąś rolę. Jednocześnie powinniśmy pamiętać, że choć relacje władzy między pracodawcą a pracownikiem (wolnym lub nie) są realne i ważne, to na zachowanie ludzi pracy wpływają jeszcze inne czynniki poza tego rodzaju podporządkowaniem. W każdym znanym społeczeństwie praca jest wykonywana razem z innymi (członkami tego samego gospodarstwa domowego, współpracownikami najemnymi, współniewolnikami lub robotnikami przymusowymi), a wzajemne, poziome relacje są nieodłączną częścią jej historii.
Istnieje szeroka gama form wzajemnej współpracy lub wspólnego sprzeciwu, w zależności od rodzaju zawartej "umowy". Fundamentem jest na ogół ciche porozumienie między członkami gospodarstwa domowego - nieodpłatna praca opiekuńcza lub praca w rodzinnym gospodarstwie rolnym. Większość czytelników i czytelniczek ma teraz indywidualną umowę o pracę, ale nadal musi na co dzień wchodzić w bardziej lub mniej przyjemne interakcje ze współpracownikami. W przeszłości nie wyglądało to diametralnie inaczej, chociaż spotykało się także grupy pracowników, którzy sami się zatrudniali i otrzymywali akord w ramach wspólnego podwykonawstwa18. System chałupniczy, również opierający się na podwykonawstwie, ale bez aspektu kooperacyjnego, obrazuje, jak wyzyskowe mogą być takie relacje - niewolnicy także pracowali razem, a dodatkowo wolni i niewolni pracownicy mogli współpracować przy wykonywaniu tych samych zadań. Wszystkie tego rodzaju poziome stosunki pracy mogą ułatwiać lub utrudniać życie pracownikom i zależy to nie tylko od ich właściciela lub szefa.
Krótko mówiąc, zarówno pozioma współpraca, jak i pionowe podporządkowanie są ważnymi aspektami całościowej historii pracy i będą głównym tematem tej książki19. Środki władzy obecne w pionowych relacjach, na przykład te, którymi dysponuje pan w kontrze do sługi lub właściciel plantacji w kontrze do niewolnika, mają większą siłę oddziaływania, ponieważ ostatecznie mogą być egzekwowane za pośrednictwem wspólnoty politycznej. Nie znaczy to jednak, że w codziennej praktyce tylko takie pionowe relacje dają lub niszczą przyjemność z pracy.
Relacja między włożonym wysiłkiem a otrzymanym wynagrodzeniem to kolejny ważny czynnik, który wpływa na to, jak indywidualne doświadczenie łączy się ze strukturalnymi zmianami. W wypadku łowców-zbieraczy grupa pracuje razem, a zysk jest dzielony w zasadzie równo między jej członków; wśród najwcześniejszych rolników (nawet jeszcze tysiąc lat temu w Afryce) sprawy wyglądały podobnie. Ostatecznie jednak rolnictwo zaczęło przynosić na tyle duże nadwyżki, że niektórzy członkowie grupy mogli się wyspecjalizować w zawodach pozarolniczych, a nieliczni zawłaszczyć większą część dobytku. Co więcej, grupa stała się na tyle duża, że objęła niezbędną rolę przywódczą.
Dystrybucja nadwyżek przyjęła szczególną formę w miastach i związkach miast. Były to złożone społeczeństwa, które wypracowały formalne systemy redystrybucji, zorganizowane na przykład wokół świątyni. Wszystkie nadwyżki należały teoretycznie do bogów świątynnych i ich sług - to znaczy do elity, między którą kapłani następnie dzielili całość. Taka redystrybucja nie była oczywiście równa, wszystko zależało od roli, jaką przypisywano danemu gospodarstwu domowemu we wspólnocie. W społeczeństwach teokratycznych kapłani byli ważniejsi niż rolnicy. Tak oto zinstytucjonalizowano nierówną redystrybucję wspólnych dochodów.
W państwach - to znaczy wspólnotach politycznych - które wyłoniły się ze związków miast, elity stawały się coraz silniejsze, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Wewnątrz wspólnot mogły teraz żądać, w imieniu państwa, nie tylko wszystkich dochodów, lecz także środków produkcji oraz, w zamian za wynagrodzenie, usług obywateli niebędących właścicielami majątku (na przykład zawodowych usług wojskowych). Jednocześnie niektórzy obywatele pracowali dla siebie, a kupcy oraz inni profesjonaliści mieli możliwość nabywania zasobów produkcyjnych i - docelowo - zatrudniania pracowników najemnych. Na zewnątrz państwo mogło pozyskiwać jeńców wojennych, zmuszanych następnie do pracy jako niewolnicy. Gdy byli już dostępni jako zasób produkcyjny, można było sprzedawać ich wraz z potomstwem osobom prywatnym. W ten sposób oprócz rynków ziemi i towarów powstały również rynki niewolników i pracy.
Skoro wraz z pojawieniem się państw często dochodziło do rozdźwięku między wysiłkiem a wynagrodzeniem - krótko mówiąc, powstały nierówności społeczne - podstawowe pytanie brzmi: jak zareagowały na to ofiary tego systemu (a czasem także osoby, które im współczuły)? Bądź co bądź wspólne korzenie ludzkości sięgają czasów, gdzie obowiązywały znacznie bardziej egalitarne stosunki pracy między łowcami-zbieraczami - a czasy te, co warto nieustannie przypominać, obejmują 98 procent naszej historii. Jak pokażę w rozdziale 1, u podstaw relacji międzyludzkich leży zasada wzajemności. Liczne późniejsze odstępstwa od tej zasady, zarówno w polityce daninowo-redystrybucyjnej, jak i rynkowej, spowodowały konieczność ideologicznego dostosowania. Trzeba było jakoś przekonać ludzi pracy, by się pogodzili z nową sytuacją nierówności. A przynajmniej spróbowali to zrobić. Alternatywą jest bowiem destabilizacja wspólnoty politycznej20. W tej książce przyjrzymy się indywidualnym i zbiorowym próbom radzenia sobie z tym problemem.
Jeśli chodzi o indywidualne próby poprawy warunków pracy (ewentualnie próby ich złagodzenia lub zapobieżenia ich pogorszeniu), to sprowadzają się one zazwyczaj do utrzymywania dobrych relacji z szefem lub jego współpracownikami. Podobne zachowanie dotyczy samozatrudnionych oraz ich klientów. Jeśli to się nie udaje, można szukać nowego szefa (lub klientów) lokalnie bądź podjąć decyzję o przeniesieniu się w inne miejsce21. Ludzie pracy mają jednak do wyboru jeszcze inne rozwiązania. W praktyce chodzi o stopniowe łączenie różnych stosunków pracy, a nie nagłą zmianę strategii. Pomyślcie o chałupnictwie, w którym chłopi łączyli pracę rolniczą z tkaniem płótna. Tak zwana proletaryzacja chłopów, którzy stali się robotnikami fabrycznymi, trwała wiele pokoleń, czasem i dziesięć. Nawet niewolnicy, na przykład w cesarstwie rzymskim i dziewiętnastowiecznej Brazylii, próbowali niekiedy odkładać pieniądze, by kupić wolność - dla siebie lub swojego potomstwa. Potem mogli samodzielnie funkcjonować jako drobni rolnicy lub rzemieślnicy. Rosyjscy chłopi pańszczyźniani podlegali obowiązkowi pracy na rzecz właściciela, oprócz tego pracowali dla siebie, a do swoich dochodów dodawali też często zyski z pracy zarobkowej w mieście.
Siła zbiorowa pracowników wyraża się natomiast w organizowaniu strajków czy działalności stowarzyszeń i związków zawodowych. W tym wypadku również istnieje wiele możliwych dróg. Pracownicy najemni mogą się przyłączyć do strajku lub nie, pozostać neutralni lub wziąć udział w pikiecie. Niewolnicy mogą próbować zbiec, starać się jak najlepiej wykorzystać swoją sytuację, wszcząć bunt lub połączyć siły, aby go odeprzeć.
Wszystkie znane nam stosunki pracy wynikały z tych strategii oraz ich różnych inwersji i kombinacji. Kolejne zmiany, przejście od dominującego niewolnictwa do pracy najemnej, były oczywiście napędzane przez państwa. Te mogą na przykład narzucić niewolnictwo albo je znieść; umożliwić wolną pracę najemną i niezależną przedsiębiorczość za pomocą ustawodawstwa i regulacji lub je zniszczyć, jak w wypadku rewolucji komunistycznych w różnych krajach.
Odróżnianie zmian inicjowanych przez państwo od tych zapoczątkowanych przez pracowników jest przydatne, jeśli chcemy oddać tym drugim ich sprawczość, a także uporządkować historię pracy. Jednocześnie zaciemnia ono związek między państwem a obywatelami. Wspólnotom politycznym nie wolno bezkarnie zmieniać zasad, a pracownicy nie mogą się im sprzeciwiać bez usankcjonowania. Panujący system idei i zasad związanych z pracą składa się na coś, co moglibyśmy nazwać ideologią pracy, która w społeczeństwie pełni funkcję siły wiążącej.
Książka została usystematyzowana chronologicznie i tematycznie. Podejmowane w niej kwestie w mniejszym lub większym stopniu powracają w każdym z sześciu wyróżnionych przeze mnie okresów. Pierwszy z nich jest zdecydowanie najdłuższy: od pojawienia się homo sapiens (z badań genetycznych wynika, że nasz gatunek oddzielił się od neandertalczyków 700 tysięcy lat temu) do neolitu, czyli rewolucji rolniczej. Początkowo, i to musi być nasz punkt wyjścia, nie istniały zasadnicze różnice między próbami przetrwania podejmowanymi przez ludzi i zwierzęta, ale ze względu na rozwój mowy u człowieka, a tym samym form komunikacji, stopniowo rodziły się nowe rodzaje współpracy. Jednostka należała do gospodarstwa domowego, gospodarstwa domowe tworzyły grupy, a te wymieniały się jednostkami. Wszystkie prace odbywały się w ramach tego systemu.
Nawet po rewolucji neolitycznej sprzed około 12 tysięcy lat relacje wzajemności jeszcze długo pozostawały normą. Niemniej rewolucja ta stworzyła większe możliwości zdobywania i gromadzenia żywności, a tym samym podziału pracy. To z kolei doprowadziło do szybszego bogacenia się części gospodarstw domowych i ostatecznie do dysproporcji majątkowych między nimi. Ziarna nierówności zostały zasiane; obok współpracy pojawiło się także podporządkowanie. Różnice w tym drugim z sześciu wyróżnionych przeze mnie okresów nadal jednak były niewielkie. Przypadek Afryki pokazuje zaś, że nie ma związku przyczynowego między rewolucją rolniczą a nierównościami społecznymi.
Po pojawieniu się miast, najpierw w Mezopotamii około 7 tysięcy lat temu, czyli bardzo późno w historii ewolucji homo sapiens, a potem w Chinach i Indiach, możliwy stał się podział pracy: z jednej strony między obszarami miejskimi i wiejskimi, z drugiej - między samymi mieszkańcami tych pierwszych. Ten trend został wzmocniony przez wyłonienie się związków miast i narodziny państw około 3 tysięcy lat p.n.e. W tym trzecim okresie powstało już pełne spektrum stosunków pracy, znane nam do dziś. Obok jednostek i gospodarstw domowych niezbędne stały się wspólnoty polityczne wraz z ich instytucjami - przede wszystkim miasta, świątynie czy państwa, które gromadziły nadwyżkę produkcji, np. dla boga, a następnie ją redystrybuowały (system daninowo-redystrybucyjny, jak w starożytnym Egipcie i prekolumbijskiej Ameryce). W pierwszych państwach pojawiły się cztery nowe typy stosunków pracy: wolna praca najemna, niewolnictwo, samozatrudnienie (wliczając w to najemców) i przedsiębiorczość. Od tego momentu historia ludzkości może być postrzegana jako rywalizacja między tymi różnymi rodzajami stosunków pracy z ciągle zmieniającymi się relacjami: od współpracy po podporządkowanie. Podziały w czwartym, piątym i szóstym okresie będą wynikiem tej dynamiki.
Około 500 r. p.n.e. w trzech miejscach na świecie doszło do pewnej zmiany w sposobie przeprowadzania transakcji, co miało daleko idące konsekwencje dla już istniejących stosunków pracy - pojawiły się pieniądze. Ten "wynalazek", głównie małe monety do codziennego użytku (głęboka monetyzacja), ułatwił poszerzenie zasięgu transakcji rynkowych, a zwłaszcza wypłacanie wynagrodzeń oraz wydawanie ich na zakup żywności czy wyrobów rzemieślniczych od osób samozatrudnionych. Dziś te formy pracy są tak ważne, że aż stały się samooczywiste, dlatego poświęcam osobny rozdział tym częściom świata, w których rozwinęły się praca zarobkowa na dużą skalę i wynagrodzenia pieniężne. Żyjący tam ludzie mogli prosperować w (zurbanizowanych) państwach, które potrafiły się utrzymać i przez długi czas odnosić sukcesy. W ich przypadku konsolidacja była co najmniej tak samo ważna jak ekspansja i agresja. Przykłady można znaleźć w różnych częściach Eurazji między 500 rokiem p.n.e. a 1500 rokiem n.e. Składają się one na czwarty z wyróżnionych przeze mnie okresów: w szczególności sekwencja persko-grecko-rzymsko-bizantyjsko-arabska na zachodzie Eurazji, dynastia Maurjów i ich następcy w Azji Południowej oraz dynastie Han i Song w Chinach - zestawiam te przykłady z państwami, które powstawały gdzie indziej i nie wprowadziły pracy najemnej, zwłaszcza z Afryki i obu Ameryk.
Niektóre państwa odniosły tak wielki sukces także - a nawet zwłaszcza - gospodarczy, że rozrosły się globalnie w piątym z wyróżnionych okresów: rozciągającym się mniej więcej od roku 1500 do roku 1800. Był to czas "globalizacji" w obecnym znaczeniu tego słowa22. Konkurencja między podmiotami politycznymi doprowadziła do tego, że organizacja pracy w różnych częściach świata zaczęła się istotnie różnić. Najbardziej uderzające przykłady to z jednej strony w Europie Zachodniej ekspansja wolnej siły roboczej wraz z nowymi formami współpracy, z drugiej zaś w Europie Wschodniej nowe formy podporządkowania w postaci pańszczyzny, a w Afryce i obu Amerykach - niewolnictwo. Jednak proces ten zaszedł także na południu i południowym wschodzie Azji. Jednocześnie zarówno w Azji Wschodniej, jak i w Europie Zachodniej - najprawdopodobniej niezależnie od siebie - nastąpiła intensyfikacja pracy chłopskich rodzin, w tym kobiet, czyli tzw. rewolucja pracownicza.
Szósty i ostatni okres (podzielony tematycznie na rozdziały 6 i 7) rozpoczyna się wraz z rewolucją przemysłową. Podział pracy i specjalizacja umiejętności doprowadziły do powstania ogromnej liczby nowych zawodów, a także do wykorzenienia wielu innych. Robotyzacja to faza, w której żyjemy obecnie. W efekcie diametralnie zmieniły się też stosunki pracy - bardziej w wyniku zrywów niż prostolinijnej ewolucji. Powoli, ale systematycznie malało znaczenie niewolnej siły roboczej dla rodzimych rynków. Zaczątkiem było zniesienie niewolnictwa na Haiti, a także transatlantyckiego handlu niewolnikami oraz poddaństwa w Europie Wschodniej. Kulminacją tego procesu było ustanowienie Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) i Powszechnej deklaracji praw człowieka.
Zmiany w stosunkach pracy, które zarysowuję w tej książceII, a już na pewno globalna konwergencja stosunków pracy w ostatnich dwóch stuleciach, powinny być postrzegane nie jako zjawisko naturalne, lecz przede wszystkim jako wynik indywidualnych i zbiorowych strategii oraz działań pracowniczych. W ich rezultacie współpraca i podporządkowanie odzyskały rodzaj równowagi. Mówimy tu o dziejach ruchu robotniczego, partii robotniczych i państwa opiekuńczego - rdzeniu klasycznej historii pracy. Doszło nie tylko do upodobnienia się globalnych stosunków pracy, ale także, co istotne, stosunków pracy między mężczyznami i kobietami.
Wykres 1. Zmiany w stosunkach pracy zarysowane w tej książce.
Niemniej, jak uczy nas najnowsza historia Europy Zachodniej, Rosji i Chin, a także obecny światowy kryzys gospodarczy, nie jest to prosty, liniowy rozwój. Wraz ze wzrostem globalnego dobrobytu, w szczególności od czasów drugiej wojny światowej, zwiększyły się nierówności między pracownikami. Książka kończy się refleksją nad przyszłością. Co długoterminowe wzorce historyczne mogą nam powiedzieć na temat obecnych lęków związanych z tak palącymi kwestiami, jak migracja, robotyzacja i równość społeczna, i na temat tego, dokąd prowadzi nas rozwój pracy? Jak będzie się wyrażała nasza potrzeba pracowania w szybko zmieniającym się świecie? Czy możemy wybrać, jak ukształtuje się nasze przyszłe życie zawodowe?
Sugeruję w tej książce, że istnieją odpowiedzi na te pytania. Tysiącletnie doświadczenie ludzkości pokazuje, że praca nie tylko jest niezbędna do naszego przetrwania - nawet w erze robotyzacji - lecz także znaczy coś więcej: poczucie spełnienia w pracy sprawia, że jest ona niezbędna dla naszej dobrej samooceny i tego, by obdarzać inne osoby szacunkiem. Historia ludzkości może być rozumiana jako krzyżowanie się dwóch fundamentalnych tendencji, które się ścierają: z jednej strony nasza historia ewolucyjna i nasza egzystencja jako łowców-zbieraczy, zakończona ledwie kilka tysięcy lat temu, wytworzyły w ludziach pragnienie sprawiedliwej nagrody za wysiłki, z drugiej - podział profesji w bardziej złożonych społeczeństwach rodzi warunki sprzyjające nierównościom. Historia pracy dowodzi, że silne ideologie broniące nierówności mogą odnieść długotrwały sukces, ale globalizacja wskazuje inny kierunek. Choć w ostatnich stuleciach różnica w wynagrodzeniach za pracę osiągnęła niespotykany wcześniej poziom, to dziś zdaje się przeważać pragnienie sprawiedliwości. Stoimy przed trudnym zadaniem realizacji tego pragnienia tak, by nie ulec pokusie utopii.
I Zob. Uwagi na temat historii, metod i teorii pracy, aby zapoznać się z różnymi podejściami do historii i stosunków pracy oraz przeglądem pola teoretycznego.
II Zob. wykres 1.
1 Ograniczają się oni do okresu kapitalizmu rozpoczynającego się od (późnego) średniowiecza (por. Ch. Tilly, As Sociology Meets History, New York 1981, rozdz. 7-9; M. van der Linden, Charles Tilly's Historical Sociology, "International Review of Social History" 2009, nr 54, s. 237-274). Wczesne przykłady przemyślanej próby zdefiniowania pracy: S.W. Jevons, The Theory of Political Economy, London 1879, s. 181-227; tegoż, The Principles of Economics: A Fragment of a Treatise on the Industrial Mechanisms of Society and Other Papers, London 1905, s. 71-119.
2 Ch. Tilly, Ch. Tilly, Work under Capitalism, Boulder 1998, s. 22-23. Ich definicja dobrze pasuje do definicji stosowanej przez Międzynarodową Organizację Pracy; por. M. van der Linden, J. Lucassen, Prolegomena for a Global Labour History, Amsterdam 1999, s. 8-9; w kwestiach definicji i różnicy między angielskimi słowami work i labour zob. także W. Conze Arbeit, w: Geschichtliche Grundbegriffe: Historisches Lexikon zur politisch-sozialen Sprache in Deutschland, vol. 1, red. O. Brunner i in., Stuttgart 1972, s. 154-215; M. Sahlins, Stone Age Economics, Chicago 1972, s. 81; Work in France: Representations, Meaning, Organization, and Practice, red. S.L. Kaplan i C. Koepp, Ithaca 1986; On Work: Historical, Comparative and Theoretical Approaches, red. R.E. Pahl, Oxford 1988.; H. Applebaum, The Concept of Work: Ancient, Medieval and Modern, Albany 1992; K. Thomas, The Ends of Life: Roads to Fulfilment in Early Modern England, Oxford 2009; Geschichte und Zukunft der Arbeit, red. J. Kocka, C. Offe, Frankurt/New York 2000; D.J. McCreery The Sweat of Their Brow: A History of Work in Latin America, New York/London 2000, s. 3-4; "Arbeit": Geschichte - Gegenwart - Zukunft, red. J. Ehmer, H. Grebing, P. Gutschner, Leipzig 2002; K. Weeks, The Problem with Work: Feminism, Marxism, Antiwork Politics, and Postwork Imaginaries, Durham/London 2011; J.W. Budd, The Thought of Work, Ithaca/London 2011; D. Graeber, Praca bez sensu. Teoria, tłum. M. Denderski, Warszawa 2019.
3 Por. także M. van der Linden, The Origins, Spread and Normalization of Free Labour, w: Free and Unfree Labour: The Debate Continues, red. T. Brass, M. van der Linden, Bern 1997, s. 519.
4 Ch. Tilly, Ch. Tilly, Work under Capitalism..., s. 23-24; inne spojrzenie na "użyteczność" zob. H. Applebaum, The Concept of Work...; J.W. Budd, The Thought of Work...; por. R.C. Ulin, Work as Cultural Production: Labour and Self-Identity among Southwest French Wine-Growers, "Journal of the Royal Anthropological Institute" (N.S.) 2002, nr 8, s. 691-702.
5 Fighting for a Living: A Comparative History of Military Labour 1500--2000, red. E.-J. Zürcher, Amsterdam 2013.
6 Próżno szukać u Tilly'ów pojęć takich jak czas wolny, urlop, święta, wakacje, weekend lub emerytura.
7 Ten globalny obraz powstał dzięki tzw. badaniom budżetu czasu, który reprezentuje ilość czasu, jaką jednostki (zwierzęta lub ludzie) przeznaczają na wzajemnie wykluczające się czynności; N. Anderson. Work and Leisure, New York 1961, s. 102-107.
8 Tamże, s. 39.
9 Tamże, s. 40.
10 Tamże, s. 42-49; por. The Oxford Book of Work, red. K. Thomas, Oxford 1999, s. 256-257.
11 Na temat podstawowego pojęcia "stosunków pracy" używanego w tej książce: K. Hofmeester i in., The Global Collaboratory on the History of Labour Relations, 1500-2000: Background, Set-Up, Taxonomy, and Applications, "International Institute of Social History" 2015. Jest to o wiele bardziej wszechstronne ujęcie niż głównie współczesne badania "stosunków przemysłowych" w Ameryce Północnej z ich naciskiem na relacje (negocjacje zbiorowe) między kierownictwem a zrzeszonymi pracownikami, zob. J.W. Budd, The Thought of Work..., s. 1-2.
12 Na temat łączenia dochodów zgodnie z "cyklem pracy" zob. J. Lucassen, Migrant Labour in Europe 1600-1900: The Drift to the North Sea, London 1987 i tegoż, In Search of Work, Research paper 39, Amsterdam 2000. Na temat nierówności w odniesieniu do gospodarstw domowych: H. Brass, Inequalities in Food Security and Nutrition: A Life Course Perspective, wykład inauguracyjny, Wageningen University, 4 grudnia 2014, określane również jako "konflikt kooperacyjny" (A.K. Sen, Cooperation, Inequality and the Family, "Population and Development Review" 1989, nr 15, s. 61-76). Na temat niewolników w gospodarstwie domowym: Slaves and Households in the Near East, red. L. Culbertson, Chicago 2011; J.S. Tenney, Household Structure and Population Dynamics in the Middle Babylonian Provincial "Slave" Population, w: Slaves and Households in the Near East, red. L. Culbertson, Chicago 2011, s. 135-146; M. Muaze, Ruling the Household: Masters and Domestic Slaves in the Paraíba Valley, Brazil, during the Nineteenth Century, w: New Frontiers of Slavery, red. D.W. Tomich, New York 2016, s. 203-224. O odrębnych budżetach męża i żony w ramach tego samego gospodarstwa domowego w Senegalu: F. Moya, History of the Caribbean: Plantations, Trade and War in the Atlantic World, Princeton 2007. O ideologiach gospodarstw domowych w krajach rejonu chińskiego: s. Rosefielde, J. Leightner, China's Market Communism: Challenges, Dilemmas, Solutions, London/New York 2018, rozdz. 9.
13 Nazywane także "strategiami radzenia sobie": T. Engelen, Labour Strategies of Families: A Critical Assessment of an Appealing Concept, "International Review of Social History" 2002, nr 47(3), s. 453--464; Rebellious Families: Household Strategies and Collective Action in the Nineteenth and Twentieth Centuries, red. J. Kok, New York/Oxford 2002.
14 G. Feinman, Ch. Garraty, Preindustrial Markets and Marketing: Archaeological Perspectives, "Annual Review of Anthropology" 2010, nr 39, s. 167-191.
15 Por. R. Netting, Smallholders, Householders: Farm Families and the Ecology of Intensive, Sustainable Agriculture, Stanford 1993, zwł. s. 17 (o Marksie i Czajanowie), s. 64 (o niepotrzebnych dychotomiach).
16 Jest to definicja opracowana w IISH-Collab on Global Labour Relations 1500-2000. Zob. K. Hofmeester i in., The Global Collaboratory on the History of Labour Relations...
17 Ch. Tilly, Ch. Tilly, Work under Capitalism..., s. 73-75, 87. Zob. też w niniejszej książce s. 53, 406.
18 P. Lourens, J. Lucassen, Arbeitswanderung und berufliche Spezialisierung: Die lippischen Ziegler im 18. und 19. Jahrhundert, Osnabrück 1999; G. Kessler, J. Lucassen Labour Relations, Efficiency and the Great Divergence: Comparing Pre-Industrial Brick-Making across Eurasia, 1500-2000, w: Technology, Skills and the Pre-Modern Economy in the East and the West. Essays Dedicated to the Memory of S.R. Epstein, red. M. Prak, J. Luiten van Zanden, Leiden/Boston 2013, s. 259-322; zob. też w niniejszej książce s. 72.
19 Nawiasem mówiąc, nie wyklucza to współpracy między pracodawcą a pracownikiem, jak wyjaśniam w tej książce, zwłaszcza na s. 576.
20 Pathways to Power: New Perspectives on the Emergence of Social Inequality, red. T. Douglas Price, G.M. Feinman, New York 2012; Zobacz też trójkąt w K. Davids, Religion, Technology, and the Great and Little Divergences: China and Europe Compared C. 700-1800, Leiden/Boston 2013 (nie tylko państwo i rynek, ale także religia).
21 P. Manning, Migration in World History, wyd. 2, London/New York 2013; Globalising Migration History: The Eurasian Experience (16th-21st Centuries), red. J. Lucassen, L. Lucassen, Leiden/Boston 2014.
22 Colonialism, Institutional Change, and Shifts in Global Labour Relations, red. K. Hofmeester, P. de Zwart, Amsterdam 2018.
1. PRACUJĄCY LUDZIE, OD 700 TYSIĘCY DO 12 TYSIĘCY LAT TEMU
Drogi homo sapiens i neandertalczyków rozeszły się około 700 tysięcy lat temu. To punkt wyjścia dla tej książki - ale chcę też uwzględnić podobieństwa oraz różnice między pracą ludzi i innych żywych istot. Przez większość naszej historii praca polegała na polowaniu i zbieractwie; potem - proces przypieczętowany ostatecznie 45 tysięcy lat temu - pojawiła się garść specjalizacji rzemieślniczych, co doprowadziło do zwiększenia różnorodności relacji społecznych ze względu na płeć i wiek.
PRACUJĄCE ZWIERZĘTA I LUDZIE
Frank Bunker Gilbreth, amerykański pionier badań nad czasem i ruchem, zauważył w 1911 r. nieco prowokacyjnie: "człowiek lub zwierzę robocze są elektrownią, podlegają niemal wszystkim prawom, które rządzą i ograniczają elektrownie"1. Aby konkretniej zdefiniować pracę, musimy zacząć od doprecyzowania, jaka jest różnica między pracującym człowiekiem, pracującym zwierzęciem a pracującą maszyną.
Zadowoleni z nowo zakupionego lub niedawno naprawionego urządzenia nie wahamy się powiedzieć, że "pracuje" jak należy. Najwyraźniej maszyny pracują. Oczywiście, że tak, ale dopiero po włączeniu i tylko dlatego, że ludzie zmuszają je do działania. Poza sferą science fiction maszyny nie funkcjonują bez interwencji człowieka. Natomiast na pytanie o to, czy zwierzęta pracują, nie ma już tak prostej odpowiedzi.
Przede wszystkim należy je przeformułować. Powinniśmy zapytać, jaka jest różnica między pracującymi "ludźmi współczesnymi", homo sapiens, a naszymi najbliższymi krewnymi, głównie naczelnymi2. Odruchowa odpowiedź brzmi, że podobnie jak maszyny, zwierzęta nie mogą pracować bez nas. Niedźwiedzie nie tańczą, osły nie ciągną wozów, a lipicany nie występują bez przymusowego treningu lub poleceń człowieka.
Istnieje jednak kilka powodów, dla których aktywność zwierząt, w szczególności bonobo i szympansów, bardziej przypomina pracę człowieka niż maszyn. Dlatego rozsądnie będzie zacząć naszą opowieść od analizy podstaw pracy tego rodzaju naczelnych; z pewnością nauczy nas to wiele o nas samych. Po pierwsze, naszą jedyną aktywnością przed rewolucją neolityczną (około 12 tysięcy lat temu) było codzienne pozyskiwanie żywności za pomocą polowania i zbierania. To samo dotyczy większości zwierząt. W konsekwencji, jeśli polowanie i zbieranie jest wśród ludzi rodzajem pracy, to musimy zaakceptować, że zwierzęta również pracują - niezależnie od naszych ingerencji. Po drugie, dawanie niewolnikom zapłaty w postaci żywności, schronienia i opieki medycznej jest porównywalne z naszym traktowaniem zwierząt pociągowych. Niewolnicy i konie pracują w podobnych warunkach. To wystarczy, by nie lekceważyć pochopnie podobieństw między aktywnością zwierząt i ludzi. Przyjrzyjmy się zatem bardziej szczegółowo życiu tych pierwszych, przede wszystkim bonobo i szympansów, by zrozumieć genezę i specyfikę pracy najstarszych istot ludzkich.
Zdobywanie pożywienia jest nie tylko najpotrzebniejszym, lecz także najbardziej podstawowym rodzajem pracy, wykonywanym z konieczności przez każdego osobnika, który uzyska odpowiedni wiek. Wśród naczelnych nie jest to jednak czynność ściśle indywidualna; w istocie zakłada ona podział pracy. Najlepiej znanym przykładem dotyczącym zwierząt w ogóle są pszczoły miodne, które żyją w koloniach z królową, trutniami i robotnicami3. Biorąc jednak pod uwagę ogromny dystans ewolucyjny między pszczołami a ludźmi, dalsze rozwijanie tego przykładu nie ma większego sensu. Jeśli zaś chodzi o pierwotne stadia człowieka, możemy sięgnąć do etologii i socjobiologii - nauk badających zachowania społeczne człowiekowatych, a zwłaszcza bonobo i szympansów, które 7-10 milionów lat temu miały tych samych przodków co my4.
Co zatem wiemy o podziale pracy wśród naczelnych, a konkretnie o podziale między dorosłymi samcami i samicami? Przede wszystkim u większości gatunków istnieje różnica między zadaniami samców i samic - tylko te drugie są odpowiedzialne za wychowywanie młodych, ponieważ jedynie one mogą karmić piersią. Co najważniejsze, członkowie grupy nie przejmują od matki zadań, które nie są związane z opieką biologiczną5. Innymi słowy, u większości naczelnych opieka nad młodymi nie zostaje odwzajemniona, pozostali nie wykonują za samicę reszty prac, takich jak zbieranie żywności.
Wśród kilku gatunków naczelnych sytuacja jest jednak nieco bardziej skomplikowana: dochodzi u nich do podziału pracy opartego na wzajemności, zwłaszcza podczas polowań. Ogólnie rzecz biorąc, zdobywanie żywności pochodzenia roślinnego, które jest stosunkowo proste, to stały obowiązek każdej jednostki. Polowanie natomiast jest dla człowiekowatych czynnością pracochłonną i nieprzewidywalną6. Z reguły łowcami są dorosłe samce (w każdym razie wśród małp człekokształtnych są one znacznie większe i potężniej zbudowane niż samice), na których czele stoją osobniki najzręczniejsze i najsilniejsze. Dzięki sprawnej współpracy i przy odrobinie szczęścia są one w stanie upolować wysokiej jakości mięso. Kiedy szympansy i kapucynki zdobędą już pożywienie - które jest zawsze w jednym kawałku, podatnym na zepsucie, i którego myśliwy lub myśliwi nie mogą spożyć samodzielnie - to, najwyraźniej dobrowolnie, rozdają je innym członkom grupy na zasadzie wzajemności. Kto ile otrzyma, może zależeć od hojności podczas wcześniejszych podziałów jedzenia lub od usług seksualnych i emocjonalnych (jak usuwanie pcheł wśród małp). Szczęśliwymi odbiorcami są nie tylko bliscy krewni (w przeciwieństwie do ptaków, które karmią się nawzajem w sezonie lęgowym)7.
Holenderski prymatolog Frans de Waal przeskakuje od zachowań społecznych wśród małp do zachowań ludzkich, wskazując na podobieństwa między wszystkożernymi, polującymi nieludźmi a polującymi ludami z Paragwaju, Afryki Południowej i Brazylii. W tym ostatnim przypadku podąża za amerykańską antropolożką i prymatolożką Katharine Milton, która pisze:
W przeciwieństwie do naszego systemu gospodarczego, w którym każda osoba stara się zazwyczaj zabezpieczyć i kontrolować jak największą część dostępnych zasobów, system gospodarczy łowców-zbieraczy opiera się na wysoce sformalizowanych oczekiwaniach dotyczących współpracy i dzielenia się. [...] Na przykład żaden myśliwy, który ma szczęście zabić dużą zwierzynę łowną, nie zakłada, że całe to pożywienie należy tylko do niego lub najbliższej rodziny8.
Ta zasada, że mięso musi być rozdzielone między wszystkich członków grupy i że nie należy ono tylko do myśliwego i jego rodziny, jest przywoływana w wielu monografiach na temat łowców-zbieraczy9.
Na jeszcze inną formę współpracy wskazuje Sarah Blaffer Hrdy, której pionierska praca Mothers and Others (2009) pomogła unowocześnić nasze rozumienie ewolucyjnych podstaw zachowania kobiet - zarówno u ludzi, jak i pozostałych naczelnych. Chodzi o cechę, która pojawiła się w toku ewolucji stosunkowo późno, ale wciąż na długo przed narodzinami homo sapiens: zdolność matek do przekazania opieki nad swoimi dziećmi innym, tzw. allorodzicom (w tym ojcu). Według Hrdy mogła się ona pojawić już między 1,8 a 1,5 miliona lat temu10. Prawdopodobnie najważniejsze w tym kontekście jest to, że ludzie mają wyższy wskaźnik urodzeń i dłuższe życie reprodukcyjne niż inne małpy człekokształtne, a także znacznie szybciej odstawiają młode od piersi. W konsekwencji ludzkie potomstwo dorasta z większą liczbą rodzeństwa, co z kolei zwiększa nasze zdolności społeczne i poznawcze. Ponadto użycie ognia do podgrzewania i gotowania żywności umożliwia ludziom przetwarzanie pokarmu poza ciałem, a to przyczynia się do poprawy jakości odżywiania i zdrowia11.
Co więcej, menopauza - zjawisko niewystępujące u większości innych zwierząt - przyczyniła się do powstania "hipotezy babci": "posiadanie dodatkowej pary rąk oznaczało, że córki i synowe mogły się szybciej rozmnażać"12. Widzimy ten sam wzór u niektórych afrykańskich łowców i zbieraczy, na przykład Hadza we współczesnej Tanzanii. W ciągu pierwszych czterech lat swojego życia dzieci Hadza spędzają 31 procent czasu przeznaczonego na kontakty, wchodząc w interakcje z osobami innymi niż ich matki. Nie do pomyślenia, by małpy człekokształtne pozwoliły na takie relacje z przedstawicielami swojego gatunku, nawet z męskim rodzeństwem matki - stąd długa przerwa, od czterech do ośmiu lat, między kolejnymi narodzinami wśród małp człekokształtnych13. Ten ważny krok ewolucyjny mógł się zbiec z powstaniem mowy. A wraz z mową przyszły rewolucyjne ulepszenia pierwszych narzędzi kamiennych, co było możliwe tylko dlatego, że niezbędne sztuczki techniczne dało się teraz przekazać za pomocą wczesnych form języka ("tak", "nie", "tu", "tam")14.
Paleoantropolożka Leslie Aiello dowodzi, że pojawienie się rodzaju Homo 2 miliony lat temu, z większym mózgiem i większymi rozmiarami ciała, zwłaszcza wśród samic, wpłynęło w dużym stopniu na koszt reprodukcji, zarówno w okresie ciąży, jak i laktacji15. Pisze ona: "wynikające z tego wysokie koszty energii przeznaczanej na jednego potomka można było zrekompensować przez skrócenie odstępu między porodami". Było to oczywiście korzystne na początku ewolucji rodzaju Homo, który w tamtym czasie przeniósł się do niebezpieczniejszego, bardziej otwartego środowiska, co skutkowało większą liczbą przypadkowych zgonów. Ze względu na krótszy odstęp między kolejnymi porodami matka musiała jednak wziąć odpowiedzialność za odstawione od piersi dzieci, gdy jednocześnie była ponownie w ciąży lub karmiła kolejne dziecko. Jakie są społeczne konsekwencje tego wszystkiego? Po rozważeniu szeregu możliwości Aiello proponuje następujący scenariusz rozwiązania problemu wysokich kosztów reprodukcji:
Jeśli sukces łowiecki samców jest sporadyczny, ale za to przynosi duże zyski, wtedy pożądana wielkość grupy to taka, która zapewnia w miarę stałą podaż ograniczonych zasobów. W tym kontekście nie ma znaczenia, dlaczego lub w jaki sposób dystrybuowana jest żywność dostarczana przez samca, o ile tylko jest ona rozprowadzana pośród członków danej grupy, a wielkość tej grupy sprawia, że zasoby dostarczane przez mężczyzn uzupełniają te dostarczane przez samice na tyle, by zaspokoić zapotrzebowanie na energię reprodukcyjną16.
Musimy dodać do tego jeszcze jeden ważny element: trzypokoleniowy transfer żywności (energii) i wiedzy17. Ludzcy zbieracze - w porównaniu z innymi naczelnymi - spożywają bogatą w składniki odżywcze i trudną do zdobycia żywność wysokiej jakości, charakteryzują się dużymi ciałami i mózgami, a także, co szczególnie ważne, żyją długo. Wymaga to określonego modelu życia. Do 14. roku ludzie nie tylko wytwarzają mniej energii niż zużywają, ale ich produkcja netto staje się coraz bardziej ujemna. Dopiero po 20. roku życia następuje pozytywny wzrost produkcji. W wieku od 30 do 45 lat osiągają etap "nadprodukcji" - produkcja netto człowieka osiąga mniej więcej 1750 kalorii dziennie w wieku około 45 lat. Między 60. a 65. rokiem ludzie wracają do ujemnego wyniku. Wynikają z tego dwie rzeczy: ludzie potrzebują dużo czasu, aby zacząć produkować energię jak najefektywniej, w okresie przyuczania są zaś zależni od starszych członków grupy - mężczyzn i kobiet w różnym wieku. Młodzi ludzie zdobywają wiedzę od starszyzny, skodyfikowaną w mitach i obrzędach (tzw. encyklopedia plemienna)18. O ile szympansy osiągają dojrzałość około 12. roku życia, o tyle u homo erectus następuje to w wieku 14 lat, wśród neandertalczyków - 15-16 lat, a u homo sapiens - około 18-19 lat19. Argumentacja Aiello i innych wspiera zarówno tezę o ludzkiej skłonności do współpracy wysuwaną przez de Waala, jak i koncepcję allorodziców autorstwa Hrdy20.
W praktyce ich metoda polega na porównaniu zachowań społecznych trzech grup: żyjących obecnie zwierząt, szczególnie naczelnych (zwłaszcza bonobo i szympansów); łowców i zbieraczy z czasów nam współczesnych lub z niedalekiej przeszłości; oraz całego rodzaju ludzkiego sprzed rewolucji neolitycznej. Opierając się na idei porównywalności, de Waal i Hrdy włączają się do historycznej debaty na temat teorii ewolucji i sprzeciwiają się anachronicznemu podejściu21. Zwłaszcza de Waal głośno wypowiada się przeciwko XIX-wiecznemu filozofowi Herbertowi Spencerowi, "buldogowi Darwina" Thomasowi Henry'emu Huxley'owi i ich niezliczonym zwolennikom, którzy za jedyną podstawę społeczeństwa przyjęli zasadę wyrażoną w haśle: "przetrwają najsilniejsi"22.
Bez wątpienia ludzie, podobnie jak wszystkie naczelne, są zdolni do rywalizacji i agresywnego zachowania, ale to tylko połowa prawdy23. Dla ewolucyjnego sukcesu naszego gatunku równie ważna jest umiejętność współpracy. Wynika to bezpośrednio z tego, że naczelne, w tym człowiek, są ciągle zagrożone przez drapieżniki:
Bezpieczeństwo jest pierwszym i najważniejszym powodem istnienia życia społecznego [...]. Nasze przeżycie uzależnione jest od innych - i to powinno być punktem wyjścia w każdej dyskusji na temat społeczeństwa ludzkiego, a nie wizje sprzed wieków, w których naszych przodków opisywano jako wolnych jak ptaki, pozbawionych jakichkolwiek zobowiązań społecznych24.
Jeśli chodzi o historię rozwoju ludzkiej pracy, należy zauważyć, że zasada wzajemności, do której wliczają się obowiązki związane z opieką nad dziećmi, była prawdopodobnie od samego początku jedną z cech naszego gatunku. Zgadzałoby się to z omawianymi powyżej kwestiami definicyjnymi. Jeżeli do stałej aktywności człowieka należy nie tylko dostarczanie pożywienia, definiowane jako "prawdziwa" praca, ale także wzajemne świadczenie usług emocjonalnych i seksualnych, to granica między "prawdziwą" pracą a obowiązkami społecznymi ulega zatarciu. W konsekwencji szeroka definicja pracy Chrisa i Charlesa Tilly'ówI jest dobrym punktem wyjścia do całej historii świata. Powodzenie pojedynczych ludzi i ich potomków jest powiązane nie tylko z długim okresem zależności od innych, ale także z wiedzą. Możliwie szeroko pojmowany transfer wiedzy determinuje w długim okresie szanse przeżycia zbieraczy25.
Człowiek to gatunek, który można postrzegać nie tylko przez pryzmat rywalizacji, ale także, a może przede wszystkim - współpracy. Co więcej, ludzkimi dziećmi nie muszą się opiekować wyłącznie ich matki; pozwalamy na przejęcie tej roli także innym, zwłaszcza babciom. Mamy zatem dwa ważne punkty wyjścia do historii pracy łowców-zbieraczy, a być może do całych naszych późniejszych dziejów: nie tylko podporządkowanie, ale przede wszystkim współpraca26. Podsumowując, praca homo sapiens przynajmniej przez początkowe 95 procent naszego istnienia była formą "wzajemnego altruizmu"27.
PRACUJĄCY ŁOWCY I ZBIERACZE
Jak rozwijała się ludzka praca przed neolitem? Aby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw musimy się zastanowić nad kilkoma milionami lat historii28. Od czasu rozejścia się linii rozwojowych szympansa i człowieka około 7-10 milionów lat temu, po naszej stronie, wśród homininów, doszło do dwóch podstawowych zmian ewolucyjnych - do obu w Afryce. Około 2-2,5 miliona lat temu pojawia się rodzaj Homo, który przez dwa miliony lat był reprezentowany przez gatunek homo erectus. Najbardziej znane gatunki w ramach tego rodzaju to homo neanderthalensis (neandertalczyk), który żył do 39 tysięcy lat temu, oraz homo sapiens (człowiek rozumny). Te dwie gałęzie rozdzieliły się około 700 tysięcy lat temu. My wszyscy należymy do gatunku homo sapiens, chociaż w niewielkim stopniu doszło do wymieszania się współczesnych ludzi spoza Afryki z neandertalczykami i denisowianami (gałąź, która oddzieliła się od neandertalczyków 400 tysięcy lat temu)29. Ta raczej monotonna lista gatunków w rzeczywistości skrywa ekscytujące zmiany: potrojenie wielkości mózgu; zmniejszenie różnic wzrostu między kobietami a mężczyznami (wcześniej kobiety były mniejsze); znaczne zredukowanie pojemności okrężnicy na korzyść jelita cienkiego; powiązane z tym przejście na zróżnicowaną i wysokiej jakości dietę oraz wydłużenie okresu życia. Produktem końcowym wszystkich tych osiągnięć jest homo sapiens, mający - to ważne z perspektywy tematu pracy - najbardziej urozmaiconą dietę ze wszystkich Homo30.
Homo sapiens, podobnie jak inni przedstawiciele naszego rodzaju, migrowali z Afryki na pozostałe kontynenty31. Powoli, ale nieubłaganie, zastąpili ich w Starym Świecie. Nie mówimy tutaj o dużych liczbach; w rzeczywistości nasza linia rozwojowa znajdowała się na skraju wyginięcia 70 tysięcy lat temu, natomiast w okresie od 40 do 10 tysięcy lat temu - gdy pierwsi łowcy-zbieracze rozpoczęli swoje udane eksperymenty z rolnictwem - świat zamieszkiwało około 8 milionów ludzi32.
Do ostatecznej migracji człowieka współczesnego z Afryki do Eurazji doszło około 50 tysięcy lat temu (po wielu wcześniejszych wędrówkach do Lewantu sprzed około 160 tysięcy lat). Następnie mieliśmy do czynienia z gwałtownym rozproszeniem się naszego gatunku po terenie całej Eurazji - aż do terenów dzisiejszej Australii33. Azja Południowo-Wschodnia, do której dostaliśmy się przez wybrzeża Azji Południowej, ukształtowała się o wiele później (14 tysięcy lat temu), kiedy ze względu na znacznie wyższy poziom mórz duży obszar lądowy ("Sunda") został oddzielony od Nowej Gwinei i Australii (tworzących wspólnie kontynent "Sahul") wyspami i cieśninami (Wallacea: Filipiny, Sulawesi i Małe Wyspy Sundajskie). Ludzie współcześni z pewnością dotarli do Australii 47 tysięcy lat temu, ale dalsza migracja na Pacyfik nie była jeszcze możliwa z powodu braku odpowiednich łodzi. Nieco później nasz gatunek rozprzestrzenił się w strefie umiarkowanej Eurazji, zarówno na północ, jak i na północny zachód w stronę Europy oraz z Azji Południowej na wschód do Chin. Około 19 tysięcy lat temu ludzie przenieśli się z północno-wschodniej Azji, przez Cieśninę Beringa, w kierunku obu Ameryk, gdzie w obrębie tego samego przybrzeżnego biotopu Pacyfiku stosunkowo szybko dotarli na południe Chile. W ten sposób nasz gatunek rozprzestrzenił się po całym świecie, z wyjątkiem większości wysp Oceanii. Przynajmniej tak to wygląda w skrócie wedle obecnych ustaleń archeologicznych i genetycznych, które są aktualizowane i przedefiniowywane niemal codziennie.
Homo sapiens, podobnie jak ich przodkowie naczelni, przez zdecydowaną większość swojej historii zajmowali się na całym świecie zdobywaniem pożywienia dzięki zbieraniu lub wykopywaniu roślin i ich owoców, gromadzeniu skorupek, rybołówstwu i polowaniu. Około 700 tysięcy lat temu przodkowie współczesnego człowieka w Afryce (to samo dotyczy również neandertalczyków w Eurazji) przeszli już znaczną ewolucję techniczną w porównaniu z innymi naczelnymi34.
Człowiekowate, a zwłaszcza szympansy, żyją na diecie składającej się głównie z pokarmów roślinnych, sporadycznie uzupełnianej mięsem zdobywanym na wspólnie organizowanych polowaniach na mniejsze lub młode małpy i inne zwierzęta. Często dotyczy to zarówno samców, jak i samic, przy czym zabijaniem zajmują się silne samce. Pojawienie się 2,5 miliona lat temu rodzaju Homo zbiegło się w czasie z wynalezieniem techniki zbierania korzeni i bulw za pomocą sprzętów do kopania, a także z żerowaniem na padlinie ofiar dużych drapieżników dzięki wykorzystaniu kamiennych narzędzi do miażdżenia kości nóg - w celu wydobycia szpiku - i czaszek, w celu wydobycia mózgu. Już 2 miliony lat temu homo erectus był w stanie wyprodukować ręczne siekiery i tasaki35. 500 tysięcy lat temu homininy rozwinęły umiejętności polowania na żywe zwierzęta, większe niż inni łowcy. Musiały więc dobrze znać zachowania tych zwierząt. Pomogło - a może było wręcz niezbędne - wynalezienie około 300 tysięcy lat temu drewnianych włóczni do dźgania lub rzucania oraz opanowanie techniki pułapek. Jak zobaczymy w następnym rozdziale, polowanie zmieniło się dramatycznie pod koniec tego okresu, w tysiącleciach bezpośrednio poprzedzających rewolucję neolityczną. Najpierw musimy jednak odpowiedzieć na pytanie, jak dokładnie zdobywa się pożywienie w trakcie polowań.
ŁOWIECTWO I ZBIERACTWO W PRAKTYCE
Dziś większości z nas trudno sobie wyobrazić, na czym konkretnie polega łowiectwo i zbieractwo. Ile czasu zajmuje i kto to robi? Jak jest zorganizowane? Nie można udzielić wyczerpującej odpowiedzi na te pytania, która obejmowałaby wszystkich łowców-zbieraczy, z tego prostego powodu, że ludzie potrafią przetrwać w wielu różnych strefach klimatycznych, od wybrzeży morskich po wysokie góry, od pustyń po lasy deszczowe36. Rozprzestrzenienie się i rozwój różnych rodzajów ludzkiej pracy po całym globie, w odmiennych strefach ekologicznych i klimatycznych, skutkuje dużym zróżnicowaniem zachowań, które u innych zwierząt występuje tylko w wyniku zmian genetycznych i pojawienia się nowych gatunków. W wypadku ludzi stało się ono możliwe z powodu rozwoju mózgu, języka i komunikacji. Od czasu powstania homo sapiens nie pojawił się żaden nowy gatunek ludzki. W kategoriach ewolucyjnych człowiek zmienił się już tylko przez różnicowanie koloru skóry i proporcji ciała na skutek migracji na północ.
Niełatwo opisać i zrozumieć pracę wczesnych homo sapiens jako łowców-zbieraczy między innymi dlatego, że archeologia może dostarczyć nam tylko częściowych dowodów. Na szczęście są one coraz mocniejsze. Porównania do zwierząt na niewiele się tu zdadzą. Tak więc w dużej mierze nadal polegamy na opisach niedawnych lub istniejących do dziś społeczeństw łowców-zbieraczy. Problem polega na tym, że żadnej z tych grup nie mogliśmy zbadać w stanie "czystym", gdyż miały one styczność z innymi, "bardziej zaawansowanymi" technikami utrzymywania się przy życiu37.
Co prawda jeszcze do 12 tysięcy lat temu wszyscy ludzie zajmowali się zbieractwem, ale zanim Kolumb dotarł do Ameryki, ten sposób życia był już ograniczony do Australii, większości Ameryki Północnej, północno-wschodniej Azji i dużych połaci Ameryki Południowej oraz Afryki. Obecnie, na początku XXI w., według optymistycznych szacunków liczba wszystkich koczowników, pasterzy reniferów, rybaków czy rolników posługujących się systemem żarowym wynosi około 250 milionów osób. To cztery procent światowej populacji - ich jądro składa się z "setek tysięcy potomków ludzi, którzy jedno, dwa pokolenia wcześniej musieli porzucić tryb życia zbieraczy". Tylko niewielka część tego jądra, powiedzmy kilkadziesiąt tysięcy ludzi, wywodzi swój sposób egzystencji bezpośrednio ze starożytnych tradycji łowców-zbieraczy, inni to potomkowie rolników lub pasterzy, którzy zajęli się zbieractwem później, jak w Ameryce Południowej, gdzie przerzucenie się na ten tryb życia wynikło z chęci ucieczki przed Hiszpanami38.
W Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers (CEHG) omówiono szczegółowo zaledwie osiem grup niedawnych łowców-zbieraczy. Przypuszcza się - z powodów historycznych, a zwłaszcza archeologicznych - że ich przodkowie zawsze prowadzili ten tryb życia39. Nie da się tego potwierdzić w wypadku dziesiątków innych obecnych lub niedawnych ludów łowiecko-zbierackich, których opisy także umieszczono w tej imponującej encyklopedii - istnieją jednak uzasadnione podejrzenia, że na wcześniejszym etapie rozwoju utrzymywały się one z rolnictwa lub hodowli bydła, jak na przykład Mikea na Madagaskarze czy większość obecnych łowców-zbieraczy w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej40.
Musimy być ostrożni nawet w odniesieniu do tych ośmiu "prawdziwych" grup, które od tysiącleci z pokolenia na pokolenie tworzyły społeczności łowców i zbieraczy. One również zmieniały się w toku historii. Szczególnie ważne są w tym kontekście relacje z sąsiednimi rolnikami, a ostatnio z przedstawicielami krajów uprzemysłowionych, na przykład członkami przedsiębiorstw wiertniczych41. Pomimo tych zastrzeżeń spróbujmy przez analogię zrekonstruować, jak mogła wyglądać praca - i powiązane z nią stosunki społeczne - w czasach prehistorycznych łowców-zbieraczy.
Redaktorzy CEHG proponują następującą definicję łowców i zbieraczy: "Zdobywają środki do życia dzięki polowaniu na dzikie zwierzęta, zbieraniu pokarmu z dzikich roślin i łowieniu ryb, nie korzystają z udomowionych gatunków, jedynie z psa"42. Jeśli chodzi o podstawy społeczne, to: "Główną jednostką organizacji społecznej w przypadku większości (ale nie wszystkich) ludów łowiecko-zbierackich jest horda, niewielka grupa koczowników, licząca od piętnastu do pięćdziesięciu spokrewnionych ze sobą osób". Łowcy i zbieracze współdzielą następujące cechy: są stosunkowo egalitarni; w zależności od pory roku koncentrują się w większych grupach lub rozpraszają w mniejszych; wspólnie zarządzają ziemią, opierając się na relacjach pokrewieństwa i kierując zasadami wzajemności.
Egalitaryzm, dzielenie się, hojność i wzajemność są nakierowane nie na wszystkich, lecz na członków danej hordy; nie wykluczają również stosowania szerokiego zakresu środków służących ochronie granic. Możemy przypuszczać, że dotyczy to zarówno homininów, także wczesnych homo sapiens, jak i innych naczelnych. Nie inaczej jest w wypadku ocalałych społeczności łowców-zbieraczy. Mają one zróżnicowane podejście do tematu dostępu do ziemi i zasobów:
Dzielenie się zasobami nie jest wynikiem jakiegoś etapu ewolucyjnego lub trybu egzystencji, lecz procesu decyzyjnego. Pociąga za sobą zarówno korzyści, jak i straty. To jasne, że łowcy-zbieracze rozważają jedne i drugie przy podejmowaniu decyzji o dzieleniu się żywnością lub przyjmowaniu osób postronnych na swoje terytorium43.
Niech te cechy stylu życia łowców-zbieraczy będą naszym punktem wyjścia. W następnym kroku możemy się przyjrzeć, na czym w praktyce polegało łowiectwo i zbieractwo. Zbadamy, jakie możliwości specjalizacji mieli nasi przodkowie - uwzględniając podział pracy między mężczyznami i kobietami - jak wyglądały relacje między pracą a czasem wolnym, a także jaki kształt przyjmowały stosunki społeczne w obrębie grupy (wewnętrzne stosunki pracy w gospodarstwie domowym i w "hordzie") oraz między hordami wymieniającymi się towarami, usługami i ludźmi (kandydatami na małżonków).
Łowcy i zbieracze żyli w wielu strefach ekologicznych i klimatycznych, potrafili więc znacząco się różnić, ale łączyły ich też podobieństwa. Być może najbardziej uderzającym jest potrzeba współpracy przy polowaniu na grubą zwierzynę44. Zanim ludzie nauczyli się używać psa myśliwskiego, sukces takiego przedsięwzięcia zależał głównie od umiejętności biegania. Dzięki naszym mięśniom pośladkowym i zdolności do pocenia się jesteśmy dobrymi biegaczami długodystansowymi - to przydatna umiejętność, gdy poluje się na zwierzynę, jak odkrył południowoafrykański antropolog Louis Liebenberg, który brał udział w łowach Buszmanów z Botswany. Myśliwi, do których dołączył, nie byli nawet szczególnie młodzi, mieli prawie 40 lat, ale mimo to w najgorętszej części dnia (42 stopnie Celsjusza) potrafili biec za antylopą nawet 40 kilometrów, aż zwierzę się poddało i mogło zostać schwytane. Ich średnia prędkość mieściła się w przedziale 4-6,5 kilometra na godzinę, udokumentowano też przypadek 10 kilometrów na godzinę na dystansie 35 kilometrów45. Jak wspomniałem, były to polowania z udziałem wielu mężczyzn, a współpraca odgrywała kluczową rolę.
Weźmy koczownicze hordy z Ameryki Północnej polujące na bizony46. Przez co najmniej 2 tysiące lat stosowały one metodę "chwytania". Przykład Indian Nitsitapii, znanych też jako Czarne Stopy, pokazuje, na czym konkretnie praca ta polegała. Przynajmniej od XIV w. n.e. mieszkali oni na północy Wielkich Równin, w grupach liczących od osiemdziesięciu do stu sześćdziesięciu osób, rozmieszczonych w dziesięciu-dwudziestu tipi, z których każde mieściło dwóch sprawnych mężczyzn, tyle samo kobiet i czworo dzieci lub starszych. Wiosną ci łowcy i zbieracze budowali zagrodę dla bizonów, do której wybrany młodzieniec zwabiał stado, imitując beczące cielę. Główna drużyna myśliwska ukrywała się blisko zagrody, za skałami lub zaroślami. Gdy stado znalazło się w odpowiedniej odległości, zrywała się, wymachując szatami i krzycząc, by zwabić zwierzęta do środka, gdzie czekali już mężczyźni mogący zabić od kilkudziesięciu do dwustu bizonów maczugami, łukami i strzałami. Nad każdą tuszą pracowały grupki składające się z sześciu krzepkich dorosłych. Zawartość żołądka i organy spożywano od razu, ale większość mięsa rozrywano na cienkie pasy i suszono. Kawałki takiego mięsa z wytopionym tłuszczem w połączeniu z suszonymi jagodami nazywano pemmikanem. Zapakowany i przechowywany w skórzanych workach mógł być spożywany przez hordę aż do czasu następnego dużego wiosennego polowania, udokumentowano również przypadki handlowania nim z innymi grupami.
Zanim ci łowcy bizonów zaczęli kilka wieków temu korzystać z koni, mieli, co oczywiste, niewielki zasięg działania. Po wielkim polowaniu hordy gromadziły się wczesnym latem na spotkaniach, w których brało udział kilka tysięcy ludzi, jesienią rozpraszały się zaś w dolinach. Zebranie jagód do pemmikanu wymagało od Czarnych Stóp innego rodzaju pracy - zdobywania pokarmu roślinnego, a tym zajmowały się kobiety; chodziło nie tylko o jagody, ale także cebulki kamasji i rzepę preriową, które uprawiały. Ponadto to one robiły tipi, gotowały, ubierały wszystkich i dawały schronienie oraz, co ważne, odprawiały rytuały.
Nie tylko polowanie na zwierzynę wymagało intensywnej współpracy; to samo dotyczyło łowienia ryb. Itelmeni z półwyspu Kamczatka, którzy osiedlili się tam nie później niż 3 tysiące lat temu, byli półosiadłymi rybakami, myśliwymi i zbieraczami, a zajmowali się głównie sezonowym połowem47. Wszyscy sprawni członkowie grupy (liczyła ona od kilkudziesięciu do ponad dwustu osób) poświęcali się łowieniu łososi. W okresie od maja do października, czyli w trakcie corocznego sezonu połowowego, kierowali się w stronę ujścia rzek. Grupy mężczyzn należących do wspólnego rodu zajmowały się budowaniem jaz rybackich, w których łowiono ryby za pomocą różnego rodzaju sieci i włóczni. Kobiety przetwarzały i konserwowały połów; w asyście osób starszych i dzieci suszyły ryby, zajmowały się także ich fermentacją. Suszona ryba była głównym pożywieniem, a sfermentowany łosoś przysmakiem podczas uczt. Do wyrobu obuwia używano rybich skór. Oprócz udziału we wspólnych połowach kobiety zbierały mięczaki, jagody (maliny, porzeczki), orzechy, trawy i korzenie. Wyrabiały ubrania, obuwie, koszyki i siatki oraz opiekowały się młodzieżą. Mężczyźni z kolei polowali na zwierzęta futerkowe, takie jak sobole i lisy, a także na foki; dostarczali materiał na ogień, robili sanie i kajaki oraz przygotowywali jedzenie dla ludzi i psów. Ważna pozycja kobiet znajdowała odzwierciedlenie w rytuałach, należały do nich zwyczajowa służba u panny młodej (pan młody przez pewien czas mieszkał przed ślubem z przyszłymi teściami) i szamanizm. Tylko kobiety lub transwestyci noszący kobiece ubrania i wykonujący kobiece obowiązki mogli pełnić funkcje szamańskie, posługując się bębnami i halucynogenami przygotowanymi z czerwonych muchomorów.
W obu przypadkach współpraca jest słowem kluczowym, szczególnie gdy chodzi o polowania - dotyczy to łowców-zbieraczy na całym świecie. Ale jak odnosić sukcesy jako łowca-zbieracz? Musisz się tego nauczyć, a praktyka jest długa48. Pisałem wyżej, po jakim czasie produktywność netto staje się dodatnia - osiągają ten pułap dopiero po 14. roku życia, a nawet wtedy nie są dojrzali. By zdać sobie sprawę z tego, jakich technik musi się nauczyć łowca-zbieracz, rozważmy powszechnie stosowany sposób polowania na kangury w Australii Środkowej. Do obławy dochodzi w południe, kiedy zwierzęta szukają cienia pod zaroślami lub małymi drzewami:
Myśliwy obserwuje, w którą stronę zwierzę jest zwrócone, i ustawia się tak, aby znajdować się bezpośrednio przed nim. Zaczyna zbliżać się do niego, stojąc całkowicie wyprostowany, nagi, tak aby żadne ubranie nie poruszało się na wietrze, z rękami sztywno ułożonymi w stosunku do ciała. Wysuwa tylko jedną nogę, więc z perspektywy zwierzęcia sylwetka łowcy jest nieruchoma. Gdy kangur zaczyna się denerwować, przeskakuje lekko w jedną lub drugą stronę, aby spojrzeć pod innym kątem. Dobrze wyszkolony myśliwy zna tę sztuczkę i czeka na nią - kiedy zwierzę skoczy, to samo robi myśliwy, by ponownie znaleźć się dokładnie w linii wzroku zwierzęcia, ale znacznie bliżej. Ten zabójczy taniec trwa, dopóki łowca nie znajdzie się na tyle blisko, aby szybko użyć miotacza oszczepów i przebić skórę kangura.
Przytaczam ten opis za prawdopodobnie najbardziej wpływowym archeologiem XX w., Lewisem Binfordem, który w celu podkreślenia, jak głęboka i szczegółowa wiedza była niezbędna do udanego polowania, dodaje: "Mając AK47, nie musisz tyle wiedzieć!"49.
Porównanie materiału antropologicznego50 pozwoliło zrekonstruować następujący schemat "treningu" dzieci łowców-zbieraczy: obserwacja samych łowów i technik wytwarzania narzędzi, a także ćwiczenia i słuchanie opowieści o polowaniach są o wiele ważniejsze niż pokazy i nauczanie. W młodym wieku dorośli wyposażają dzieci w zabawki lub małą broń myśliwską. Następnie, między 5. a 7. rokiem życia, dzieci zaczynają towarzyszyć dorosłym w polowaniach, w wieku 12-13 lat zaczynają chodzić na nie z rówieśnikami lub poznają kolejne strategie łowieckie. W późnym okresie dojrzewania uczą się technik łapania większej zwierzyny.
Z powyższym opisem wiąże się duże ryzyko - wywołuje on wrażenie, że przez długi okres dziejów ludzkości, do 12 tysięcy lat temu, nie pojawił się żaden większy postęp techniczny. To oczywiście nieprawda. Przedstawiciele homininów nie siedzieli przez setki tysięcy lat z założonymi rękami, by potem stać się nadaktywni w neolicie. Jeszcze przed rewolucją rolniczą doszło do dużych skoków technicznych i organizacyjnych. Ostatnio wykazano, że co najmniej 300-400 tysięcy lat temu zarówno w Europie, jak i na Bliskim Wschodzie ludzie celowo wywoływali pożary, przekształcając krajobraz oraz swój sposób egzystencji. Znamienne, że nastąpiło to "w tym samym przedziale czasowym, co największy wzrost względnej wielkości mózgu udokumentowany w zapisie kopalnym homininów"51. Nawet neandertalczycy, którzy opiekowali się osobnikami chorymi i starszymi, mieli pewien poziom "wyrafinowania poznawczego", na przykład doceniali symbolikę, o czym świadczą kamienne kręgi zbudowane 180 tysięcy lat temu i biżuteria wykonana ze szponów orła sprzed 130 tysięcy lat52.
Szczególnie ważne są dwa wydarzenia z Afryki Wschodniej. Najpierw rozwój mowy, być może 70 tysięcy lat temu, a następnie - 50-40 tysięcy lat temu - tzw. wielki skok w Afryce Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i nieco później w Europie Południowej53. Zaczęto używać zestandaryzowanych narzędzi kamiennych, wynaleziono także coś, co można by określić mianem sztuki, w tym okazy takie jak "klejnoty" wykonane ze skorupek strusich jaj. Z tego okresu pochodzą również pierwsze igły, szydła, narzędzia grawerskie, harpuny i sznury. Możemy dodać do tej wyliczanki jeszcze malowidła naskalne oraz posągi i instrumenty muzyczne na terenach obecnej Francji, Hiszpanii, Indonezji i RPA54. Jest to również okres, w którym homo sapiens zasiedlił cały starożytny świat leżący w sferze tropikalnej i umiarkowanej, a wkrótce pozostał ostatnim ocalałym podgatunkiem homininów. Archeologia jednak cały czas się rozwija - dziś przedstawiciele tej dyscypliny zamiast o jednym wielkim skoku wolą mówić o serii kilku skoków55.
Jeśli chodzi o polowanie na grubą zwierzynę, szczególnie ważne okazało się wynalezienie broni balistycznej - zwłaszcza przejście od zwykłej włóczni do atlatla, czyli miotacza oszczepów, i łuku. Wprowadzenie tych broni wraz ze strzałami, które zaostrzano za pomocą mikrolitów, mogło również pomóc w migracji homo sapiens poza Europę.
Innym dobrym przykładem ważnych "wynalazków" przedneolitycznych są zatrute strzały stosowane w Afryce Południowej i psy myśliwskie używane w Azji - prawdopodobnie 20-12 tysięcy lat temu. Na uwagę zasługują także innowacje mniej spektakularne. Na przykład rozwój technik pozwalających na dłuższe przechowywanie żywności. James Woodburn, czołowy teoretyk egalitarnych społeczeństw łowiecko-zbierackich, wprowadził rozróżnienie między społeczeństwami "natychmiastowych korzyści", które zwykle zwrot ze swojej pracy uzyskują niezwłocznie, a społeczeństwami "opóźnionych korzyści", które zarządzają gospodarkami w perspektywie długoterminowej. To rozróżnienie przypomina nieco podział na ludy poszukujące i ludy przechowujące wprowadzony przez Lewisa Binforda56. Te pierwsze stale przemieszczają swoją siedzibę, kierując się tym, jak wygląda ich otoczenie, te drugie mają zaś stałą bazę (może się ona różnić latem i zimą), z której wyruszają w dalsze wypady (trochę jak późniejsi pasterze)II. Jeśli chodzi o społeczności opóźnionych korzyści i ludy przechowujące, to dobrym przykładem ich sposobu działania są wszelkiego rodzaju techniki suszenia i wędzenia żywności, stosowane w regionach polarnych i subpolarnych. Jak w japońskiej kulturze J?mon (14 500-500 r. p.n.e.), gdzie bardzo szybko łowcy i zbieracze zaczęli wytwarzać ceramikę (nadającą się do przechowywania żywności, umożliwiajacą bardziej siedzący tryb pracy) i wyroby z laki, szlifowali też krawędzie kamiennych siekier, spożywali wędzone jedzenie i dekorowali swoje rzeczy. Krótko mówiąc, mamy tu do czynienia z wczesnym przykładem osiadłego trybu życia - jeszcze bez rolnictwa, ale z postępem technicznym i przy zachowaniu równości społecznej57.
Ceramika powstała wcześniej, i to nie w Japonii. Wiemy o glinianych figurkach sprzed około 25 tysięcy lat, jak słynne Wenus z Europy Środkowej czy pierwsze wypalane garnki z Chin sprzed 20 tysięcy lat, a więc jeszcze w społecznościach łowców-zbieraczy, którzy wkrótce zaczęli przerabiać poroże jelenia na narzędzia. Garnki te "były używane do gotowania w stosunkowo trudnych warunkach, w najzimniejszym okresie ostatniego zlodowacenia. Metoda ta była istotnym ulepszeniem starej techniki gotowania skór nad ogniem". Po 4 tysiącach lat ten nowy wynalazek rozprzestrzenił się na Japonię, a jakiś czas potem także na Syberię58.
Nawet gdy gdzie indziej zachodziła już rewolucja rolnicza, to ludy, które zostały przy łowiectwie i zbieractwie jako głównym sposobie zdobywania pożywienia, nadal rozwijały się pod względem technicznym. W Australii 4-3 tysiące lat temu pojawiły się narzędzia mocowane na rękojeści i techniki rozdrabniania nasion59. Wiemy również o autonomicznym rozwoju sposobów zbierania roślin w Ameryce Południowej60. Oczywiście, tego typu innowacje pojawiały się również dzięki relacjom z sąsiednimi społecznościami rolniczymi. Dobrym przykładem tej dynamiki jest zarówno autonomiczny rozwój, jak i kontakty między łowcami-zbieraczami a rolnikami/pasterzami na Syberii61.
PODZIAŁ PRACY MIĘDZY MĘŻCZYZNAMI, KOBIETAMI I DZIEĆMI
Wyszliśmy od tezy, że nawet samce i samice należące do najwcześniejszych homininów musiały współdzielić ciężar kosztownego systemu rozrodczego. Pora zadać sobie pytanie, jak wyglądał podział pracy między kobietami, mężczyznami i dziećmi w badanym przez nas okresie. Odpowiedź pozostanie niejasna tak długo, jak długo będziemy ograniczeni niemal wyłącznie do antropologicznych opisów niedawnych lub istniejących do dziś społeczności łowców-zbieraczy - materiał jest atrakcyjny, ale trudno odnieść go do dalszej przeszlości62. Obecnie dysponujemy zaledwie jednym istotnym dla tego tematu badaniem morfologicznym szkieletu. Spróbujmy zatem zrekonstruować podział obowiązków między mężczyznami i kobietami - fundament wszelkich stosunków pracy.
Antropolożka Karen Endicott, podsumowując wszystkie dostępne nam dowody odnoszące się do współczesnych łowców-zbieraczy, pisze, że "nie można powiedzieć, by gdziekolwiek kobiety i mężczyźni żyli w stanie doskonałej równości"; wśród łowców-zbieraczy udokumentowano bowiem również przypadki bicia żon i gwałtów. Niemniej sądzi ona, że kobiety w społeczeństwach łowiecko-zbierackich mają wyższy status niż kobiety w większości współczesnych państw. Endicott uzasadnia ten wniosek kilkoma godnymi uwagi obserwacjami. Na przykład pisze o praktykach łowców i zbieraczy następująco:
Stereotyp mężczyzny jako myśliwego i kobiety jako zbieraczki jest trafny tylko w tym sensie, że uwidacznia, jak wiele ludów łowiecko-zbierackich stosuje podział obowiązków. W rzeczywistości wielu mężczyzn zajmuje się również zbieraniem pożywienia roślinnego, a kobiet pozyskiwaniem pokarmu zwierzęcego, choć ten ostatni rodzaj aktywności nie zawsze nazywa się polowaniem63.
Sprzyjały temu regularne niedobory dużej zwierzyny spowodowane zbyt częstymi polowaniami. W konsekwencji łowy na drobne okazy, tak samo jak zdobywanie innych rodzajów pożywienia, zyskiwało na wadze. Dla homo sapiens zbieractwo stało się ważniejsze w kontekście reprodukcyjnym niż było dla neandertalczyków. Z jednej strony oznacza to mniejsze ryzyko dla zbieraczy żywności, z drugiej - możliwość wprowadzenia takiego podziału pracy, w którym każdy członek zespołu ma przydzielone jakieś obowiązki. Zbieranie nasion, orzechów i bulw wiązało się również z ich obróbką za pomocą kamieni mielących i młyńskich, a tym samym z dalszym podziałem prac64.
Jeśli chodzi o inne zadania, niezwiązane ze zdobywaniem jedzenia, to są one dzielone różnie. Mężczyźni i kobiety zazwyczaj wykonują dodatkowe, pomocnicze prace oprócz tych związanych z gromadzeniem pożywienia, ale na przykład podział obowiązków budowlanych zależy już od zasad panujących w konkretnej społeczności. I choć to kobiety są zazwyczaj głównymi opiekunkami niemowląt oraz bardzo małych dzieci, to ojcowie w różnym stopniu w pracach tych pomagają.
Liczne opisy podróżne i badania etnograficzne z XIX i XX w. dają bardzo ciekawy obraz niedawnych społeczności łowców-zbieraczy z Australii - ludów aborygeńskich. Z relacji wyłania się obraz wyraźnego podziału pracy ze względu na płeć: mężczyźni polują na większą i bardziej prestiżową zwierzynę, a kobiety zajmują się zbieractwem (oraz chwytaniem małych zwierząt), przygotowywaniem posiłków i wychowywaniem dzieci. Może to prowadzić do nierówności, co nieustannie podkreślają antropolodzy badający ten kontynent65. Jednocześnie podają oni wiele wyjątków od tej reguły. Na przykład podział pracy ze względu na płeć wśród ludów Kimberley z Fitzroy Valley w Australii Zachodniej jest opisywany jako "komplementarny":
Choć kobiety częściej zajmowały się zbieraniem (np. ziemniaków, pomidorów, cebuli bananowej, miodu), to polowały również na drobną zwierzynę (jak jaszczurki goanna), mężczyźni zazwyczaj polowali, ale pomagali też przy zbieraniu (np. miodokrzewów). Czasami przyrządzanie i gotowanie posiłków odbywało się wspólnie, chociaż zasadniczo to starsze kobiety przejmowały odpowiedzialność za te zadania [...], kobiety (zwłaszcza te między 20. a 60. rokiem życia), często w towarzystwie dzieci i wnuków, spędzały dużo czasu na zdobywaniu charakterystycznej dla Australii żywności roślinnej66.
Przyjmuje się, że podział pracy ze względu na płeć wśród Ngarrindjeri z południowo-wschodniej Australii był mniej ścisły i bardziej sprawiedliwy, jeśli chodzi o zdobywanie oraz przetwarzanie pokarmu, niż w jakiejkolwiek innej społeczności Aborygenów australijskich67. Mężczyźni zbierali różnego rodzaju pożywienie i polowali na wiele zwierząt (zwłaszcza na ptaki, ssaki, gady i ryby), poświęcali też więcej czasu i energii na poszukiwanie żywności niż kobiety, ale zbieractwo wśród kobiet (na przykład nasion, jagód, warzyw, roślin, skorupiaków) było bardziej wyspecjalizowane, a duża część aktywności związanych ze zdobywaniem pożywienia odbywała się wspólnie. Podobne "wyjątki" od "reguły" mają charakteryzować ludy Cape York w North Queensland (Australia), tamtejsze stosunki między płciami uznaje się za stosunkowo egalitarne68.
Jednym z przykładów ścisłej współpracy kobiet i mężczyzn podczas polowań jest lud Ju/'hoansi z Botswany i Namibii69. Dwie trzecie jego diety składało się z żywności roślinnej, głównie orzechów mongongo (lub manketti) i owoców, zbieranych przez kobiety. Mięso miało drugorzędne znaczenie, choć było bardzo pożądane, a jego pozyskiwanie wymagało dużych umiejętności, siły i wiedzy - zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Mężczyźni polowali, ale ich żony często pomagały im w tropieniu i, oczywiście, w ostatecznym przygotowaniu oraz przetwarzaniu zdobyczy. Ta współpraca może być związana z faktem, że rdzeń grupy - liczącej od piętnastu do pięćdziesięciu osób - tworzyło zazwyczaj kilkoro rodzeństwa obojga płci, wraz z "wżenionymi" partnerami. Mężczyźni często dołączali po ślubie do grupy rodzinnej żony. Ten podział zadań między mężczyznami i kobietami przekładał się na siłę ekonomiczną i decyzyjną tych drugich.
Podobna współpraca podczas polowań występowała prawdopodobnie do niedawna między mężczyznami i kobietami Mbuti Batwa z lasu Ituri w północno-wschodnim Kongu70. Zajmowali się oni głównie zbiorowymi łowami za pomocą sieci. Brali około dziesięciu siatek, o wysokości 1 metra i szerokości 30-50 metrów, i łączyli je w duże półkole. Kobiety wywabiały zwierzynę i ścigały ją w kierunku sieci podtrzymywanych przez mężczyzn, którzy zabijali zaplątane w nie ofiary. Następnie kobiety przenosiły zwierzęta do obozu.
Przykłady intensywnej współpracy między polującymi mężczyznami i kobietami można było znaleźć w XIX w. wśród Jaganów z Ziemi Ognistej (lub ludów o podobnym stylu życia), którzy 6,2 tysiąca lat temu zamieszkali w regionie Kanału Beagle71. Jaganie zajmowali się zazwyczaj łowiectwem morskim, zwłaszcza zimą. Podpływali łodzią do fok i morświnów, atakując je harpunami. Lokalne grupy liczyły zwykle od piętnastu do dwudziestu czółen. Codzienne zajęcia, takie jak polowania na morzu, wymagały ścisłej współpracy mężczyzn z kobietami, ponieważ te drugie manewrowały łodzią, aby ich mężowie mogli oddać jak najlepszy strzał. Każda czynność związana z czółnem, poza jego budową, była obowiązkiem kobiet. To one wydawały rozkazy swojej załodze. Kiedy wdowy i wdowcy ponownie zawierali małżeństwo, dbano przede wszystkim o to, by równowaga w "załogach" została zachowana72.
Najbardziej skrajnym przykładem, który znajdujemy w najnowszych badaniach antropologicznych, są samotnie polujące kobiety, jak w przypadku Agta ze wschodniego Luzonu. Niektóre grupy Agta pozwalają kobietom polować na dzikie filipińskie świnie brodate, jelenie, małpy i drobną zwierzynę. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety łowią ryby w rzekach oraz wzdłuż wybrzeża Pacyfiku, używając drucianych włóczni i gogli. Ryby łowione przez mężczyzn i kobiety dwa do trzech razy dziennie dostarczają większość spożywanego białka. Dzieci mogą zacząć zajmować się łowieniem ryb w wieku 4 lat, a gdy osiągają 10. rok życia, biorą udział w polowaniach z rodzicami lub starszym rodzeństwem. Ostatnio pojawiły się dowody archeologiczne i historyczne na istnienie kobiecego cechu łowców słoni we wczesnonowożytnym królestwie Dahomeju, a także na to, że 8 tysięcy lat temu kobiety były łowczyniami grubej zwierzyny na wyżynach andyjskich oraz wśród innych wczesnych populacji w obu Amerykach73.
Ze wszystkich tych obserwacji możemy wywnioskować, że na przestrzeni ostatnich kilku stuleci w społecznościach łowców-zbieraczy zarówno mężczyźni, jak i kobiety odgrywali ważną rolę w zdobywaniu pożywienia. Wydaje się, że te drugie miały więcej obowiązków związanych z przygotowywaniem jedzenia, jest też oczywiste, że spędzały dużo czasu, opiekując się niemowlętami i małymi dziećmi do około 4. roku życia. Nie należy lekceważyć roli "allorodziców", choć i tutaj kobiety wydają się liczniej reprezentowane niż mężczyźni, a przynajmniej babcie częściej niż dziadkowie.
Istotne pytanie brzmi: czy możemy przenieść wszystkie te obserwacje na społeczności sprzed 12 tysięcy lat i jeszcze dawniejsze? Archeologiczne dowody świadczące o zróżnicowaniu zadań ze względu na płeć nie są łatwo dostępne74. Wykopaliska osad łowiecko-zbierackich sprzed 8-5 tysięcy lat temu, znajdujące się w La Paloma na środkowym wybrzeżu Peru, wskazują, że mężczyźni i kobiety wykonywali tak samo ciężką pracę: "i mężczyźni, i kobiety rozwinęli mięśnie górnej części ciała, prawdopodobnie ciągając sieci. Jedni i drudzy mieli artretyzm dolnych rejonów od noszenia ciężkich ładunków"75. Te odkrycia podważają, jak się wydaje, przestarzały i uproszczony podział na mężczyzn łowców i kobiety zbieraczki. Niemniej stary materiał szkieletowy łowców-zbieraczy pokazuje, że mężczyźni doznawali znacznie większych uszkodzeń ścięgien łokci niż kobiety. Wynikałoby z tego, że to głównie oni zajmowali się rzucaniem w trakcie polowań, co czyniło ich podatnymi na schorzenia takie jak "łokieć miotacza"76.
POZA ŁOWIECTWO I ZBIERACTWO
Choć łowiectwo i zbieractwo stanowiły nieodzowne, a tym samym najważniejsze obowiązki dla naszych przodków, nie znaczy to, że przed wprowadzeniem rolnictwa nie robili oni nic innego. Mogli sobie pozwolić na inne zajęcia, a także na czas wolny. Musimy się wreszcie zagłębić w relacje społeczne - na tyle, na ile mają one bezpośrednie znaczenie dla prób zrozumienia pracy łowców-zbieraczy.
ZAWODOWE SPECJALIZACJE
Początkowo homo sapiens rozprzestrzeniali się dynamicznie po całym świecie: ciągle kolonizowali nowe tereny i przekraczali strefy klimatyczne, a to pociągało za sobą konieczność wykonywania innych prac niż tylko zbieranie i przygotowywanie żywności bądź obrona przed naturalnymi wrogami.
Aby ludzie mogli przetrwać na chłodniejszej półkuli północnej, na którą przenieśli się 45 tysięcy lat temu, potrzebowali ognia, odzieży77 (której zwierzęta nie mają) i domów78 (niektóre gatunki wykorzystują w tej roli dające naturalną ochronę jaskinie).
Użycie ognia było ważne nie tylko do ogrzewania ciała, przygotowywania posiłków oraz zwiększania różnorodności i produktywności terenu, ale miało również konsekwencje społeczne79. Ogień jest "przytulny" i poprawia relacje towarzyskie. Wydłuża też czas przed snem, stwarzając możliwości opowiadania oraz przekazywania historii, mitów i rytuałów - w przeciwieństwie do rozmów w ciągu dnia, które mają bardziej pragmatyczny charakter.
O ile nam wiadomo, użycie ognia nie wpłynęło na specjalizację zawodową, ale już wytwarzanie odzieży oraz budowa schronień wpływ taki wywarły. Najstarsze igły z oczkiem, używane do szycia skór zwierzęcych, pochodzą sprzed 37 tysięcy lat, a korzystanie ze sznurków, a co za tym idzie technika tkania, ma historię sięgającą 26 tysięcy lat. Godne uwagi jest to, że figurki Wenus, które pochodzą z tego samego okresu, noszą tkane kapelusze i mają elementy włókienne. Można postawić tezę, że tkactwo zostało wymyślone i było pierwotnie praktykowane przez kobiety80.
Najprawdopodobniej nie mówimy tu jednak o pracy pełnowymiarowej. Gdy ludzie specjalizujący się w jakichś zadaniach nie byli w stanie zadbać o własne pożywienie, otrzymywali żywność dzięki redystrybucji81. Marshall D. Sahlins, słynny amerykański antropolog, przedstawił jeden z powodów, dla którego najwcześniejsi łowcy-zbieracze nie mieli warunków do rozwijania specjalizacji - tryb ich egzystencji wiązał się z ciągłym przemieszczaniem w poszukiwaniu jedzenia, a to czyniło własność ciężarem. Jak głosi słynne już sformułowanie Sahlinsa: "Mobilność i własność stoją w sprzeczności"82.
Niemniej Sahlins bierze pod uwagę fakt, że współczesna etnografia pomija inną, raczej nieoczekiwaną formę specjalizacji: artyzm83. Choć sztuki wizualne rozwijały się już wcześniej, to wydaje się, że jakieś 35-40 tysięcy lat temu osiągnęły najwyższy poziom wyrafinowania technicznego. Świadczą o tym wymagające dużej wprawy malowidła jaskiniowe z tego okresu, znalezione we francuskich i hiszpańskich jaskiniach, takich jak Chauvet, Lascaux i Altamira, a także w Indonezji, a niewiele później w RPA. Być może jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że umiejętności te utrzymały się przez setki kolejnych pokoleń. Musiała za tym stać "jakaś rozwinięta forma nauczania"84. Inni wskazują na kluczowe znaczenie koegzystencji kilku pokoleń85. Patrick Manning wiąże tę "podstawową strukturę" w dziejach ewolucji instytucjonalnej z narodzinami "warsztatów"86.
Niektóre grupy angażowały się też w wymianę cennych towarów, choć ówczesny przepływ dóbr wedle naszych współczesnych standardów był bardzo skąpy. Sprowadzał się głównie do przenoszenia egzotycznych wyrobów dzięki mobilności grupowej, trudno więc w tym wypadku mówić o handlu w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, ten rozwinął się dopiero w późnym neolicie87. Przyjrzyjmy się ponownie Ngarrindjeri z południowo-wschodniej Australii - przykładem tego rodzaju "wymiany" jest ich dobrze rozwinięta kultura materialna88. Byli oni bardziej wyspecjalizowani w działalności gospodarczej niż jakakolwiek inna grupa na kontynencie. Wiązało się to zarówno z sezonową konserwacją warzyw, ryb oraz mięsa, jak i regionalnym zróżnicowaniem zasobów, czasami specjalizacja była zaś powiązana z konkretnymi klanami. To wciąż nie była praca pełnowymiarowa, ale do najważniejszych specjalistów możemy zaliczyć: kompozytorów piosenek, czarowników, uzdrowicieli, osoby przygotowujące futra i płaszcze oraz wyplatające kosze. Ugruntowane szlaki handlowe pozwalały sprowadzać z daleka czerwoną ochrę i tytoń. Nic dziwnego, że na terytorium Ngarrindjeri i poza nim działał ożywiony system wymiany, obejmujący płaszcze, dywaniki, sieci, sznury oraz oleje zwierzęce i rybne. Wiązało się to z ekspedycjami handlowymi i handlem wymiennym oraz bardziej sformalizowanymi, trwałymi i kulturowo istotnymi wymianami partnerskimi o charakterze rytualnym między jednostkami i ich rodzinami.
Najstarszymi przykładami prehistorycznej wymiany międzyregionalnej są przedmioty krzemienne znajdowane poza ich naturalnym obszarem pochodzenia. Dostały się tam początkowo przez "wymianę z rąk do rąk" za pośrednictwem sieci różnych społeczności, z których każda zatrzymywała część przedmiotów dla siebie. Nie musi to oznaczać istnienia jakiejś formy podziału pracy między różnymi grupami ludności. Trudno powiedzieć, jak ta wymiana wpływała na ogólną aktywność zaangażowanych w nią osób, nie mówiąc już o tym, czy prowadziła do powstania nowych relacji społecznych. A co wiemy o podziale pracy, który musiał istnieć wśród ludzi żyjących na terenach wzgórz Rohri w Sindh na południu dzisiejszego Pakistanu? Wydaje się, że była to specjalistyczna miejscówka, gdzie zaopatrywano się w wysokiej jakości krzemień, używany aż do pierwszego tysiąclecia p.n.e.89
W tym kontekście istotna jest również wzajemna wymiana barterowa między społecznościami łowców-zbieraczy. Andamanie prowadzili wewnętrzną wymianę, w której brały udział hordy zamieszkujące lasy (każda z nich składała się z 20-50 osób, polowali w porze deszczowej na świnie za pomocą łuków) oraz mieszkańcy wybrzeża (polujący na żółwie morskie za pomocą sieci lub harpunów). "Łowcy świń" wymieniali glinianą farbę, glinę ceramiczną, miód, drewno do łuków, strzał, kłody na czółna i orzechy betelowe na metal "łowców żółwi" (zebrany wzdłuż brzegów), muszle na ozdoby, liny i sznurki oraz jadalne dzikie limonki. Hordy naprzemiennie organizowały ceremonie wymiany. Co więcej, starszyzna (zamężne kobiety często wpływały wspólnie na ważne decyzje obozowe) aranżowała małżeństwa między łowcami żółwi a łowcami świń. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety - oprócz polowania - zajmowali się wszystkimi innymi czynnościami, w tym opieką nad dziećmi, gotowaniem i zbieraniem pożywienia oraz przydatnych materiałów90.
Praca i czas wolny: pierwotne społeczeństwo dobrobytu?
Nasze wyobrażenia o relacjach między pracą a czasem wolnym wśród łowców-zbieraczy opierają się niemal wyłącznie na antropologicznych obserwacjach nielicznych pozostałych przedstawicieli tych społeczności z drugiej i trzeciej ćwierci ubiegłego wieku. Sahlins uważał, że choć ten tryb życia bywał czasami męczący, to zapewniał też mnóstwo czasu wolnego, ponieważ dorośli mogli dostarczyć grupie pożywienie, pracując dwa lub trzy dni w tygodniu. W prowokacyjnym artykule, opublikowanym w roku 1968, Sahlins nazwał tych oraz innych łowców-zbieraczy "pierwotnym społeczeństwem dobrobytu", a ich historię określił jako "drogę zen do bogactwa" wytyczoną jeszcze przed gospodarkami rynkowymi. W tamtych czasach środki utrzymania były "niezmienne, ale na ogół wystarczające", podczas gdy ludzkie potrzeby materialne miałyby być skończone i nieliczne, a zatem łatwe do zaspokojenia. Oczywiście, ludzie ci żyli na niskim poziomie w porównaniu z późniejszymi okresami. Gospodarki rynkowe to, zdaniem Sahlinsa, przeciwieństwo takiego sposobu życia, gdyż:
potrzeby człowieka są w nich wielkie, by nie powiedzieć nieskończone, podczas gdy jego środki ograniczone, chociaż można je zwiększyć: w ten sposób przepaść między środkami a celami zostaje zawężona przez produktywność przemysłową, przynajmniej do tego stopnia, że zapewnia obfitość "pilnych dóbr"91.
Sahlins nawiązywał do słynnej interpretacji powojennego społeczeństwa amerykańskiego, którą John Kenneth Galbraith zawarł w książce The Affluent Society, opublikowanej 10 lat wcześniej.
Niezliczone zmiany i wynalazki, które pojawiały się w toku długiej historii ludzkości przed rewolucją neolityczną - a także sama logika tej rewolucji - przeczą, jak się wydaje, zarysowanej przez Sahlinsa opozycji między niezmiennymi a dającymi się ulepszyć środkami technicznymi. Wygląda również na to, że zapomina on o konieczności rozkładania ryzyka na większą grupę osób za pomocą dominujących norm dzielenia się i rozległych sieci społecznych, zarówno patrylinearnych, jak i matrylinearnych92. Fundamentalną krytykę idei Sahlinsa, że skończone środki w połączeniu z niewielkimi potrzebami dają "mnóstwo wolnego czasu", przeprowadził amerykański antropolog Robert L. Kelly, który atakuje popularny "uogólniony model zdobywania pokarmu" Sahlinsa i jego sojuszników, konfrontując go z wielką różnorodnością gospodarek łowiecko-zbierackich - a co za tym idzie, z dużym zróżnicowaniem ilości czasu spędzanego na zdobywaniu żywności w zależności od środowiska. Mówiąc krótko, "ekonomia zen ma ekologicznego pana"93.
Gdy chcemy zrekonstruować ilość czasu spędzanego na wypoczynku, stajemy przed problemem zdefiniowania pracy. Kelly wskazuje na przykład, że definicja sprowadzająca się do tego, co ludzie robią poza domem, była często nieświadomie konstytuowana na podstawie sytuacji mieszkańców Zachodu. W trakcie badania społeczności łowców-zbieraczy za pracę uważano "tylko czas spędzony w buszu na poszukiwaniu i zdobywaniu pożywienia, a nie wysiłek potrzebny do przetwarzania żywności w obozie"94.
Być może idee Sahlinsa najlepiej sprawdzają się w odniesieniu do dzieci i młodzieży. Powiedzmy więc kilka słów na temat "dorosłości". Literatura antropologiczna opisuje niemal jednogłośnie, że łowcy-zbieracze cieszyli się dużą wolnością przed ślubem i nie oczekiwano od nich, że będą współpracowali jako pełnoprawni członkowie hordy. Możemy zatem założyć, że istniał pewien opór przed wejściem w następną fazę życia95. W wypadku dziewcząt może to być związane z faktem, że ich pierwsza miesiączka występowała dość późno, dopiero mniej więcej w wieku 16 lat. W związku z tym wychodziły za mąż między 15. a 20. rokiem życia. Chłopcy żenili się pięć lat później. To w połączeniu ze stosunkowo krótkimi dniami pracy mogło być powodem, dla którego wśród Buszmenów !Kung z Kalahari znaleziono tak wielu zdrowych, aktywnych nastolatków podróżujących od obozu do obozu, podczas gdy ich starsi krewni dostarczali im jedzenie. Dzieci odgrywały też ważną rolę opiekunów niemowląt96.
Kontrastuje to z ciężko pracującymi starszymi, szczególnie babciami. W końcu, pomimo przeciętnej długości życia wynoszącej 30 lat, szansa, że 15-latkowie osiągną 45 lat, wynosiła 60 procent, a 8 procent populacji dożywało 60 lat lub więcej - niektórzy 72 lat. Ciało współczesnego człowieka jest "zaprojektowane, by trwać" do tego właśnie wieku97.
Ile wysiłku i czasu zajmowało dorosłym łowcom-zbieraczom zdobywanie pożywienia? W latach 60. XX w. obliczono, że zajmujące się tym kobiety !Kung San lub Ju/'hoansi z Botswany i Namibii pokonywały średnio 2,4 tysiąca kilometrów rocznie (6,6 kilometra dziennie)98. Dźwigały przy tym spore ciężary, od 7 do 10 kilogramów pokarmu roślinnego w drodze powrotnej, a bardzo często także dziecko. Typowa matka przez pierwsze 4 lata życia swojego dziecka nosiła je przez około 7,8 tysiąca kilometrów (5,4 kilometra dziennie). Podobny obraz wyłania się z opisów Ache we wschodnim Paragwaju. Mężczyźni poświęcają tam 7 mozolnych godzin dziennie na polowanie, kobiety zbierają pokarm i noszą ciężkie ładunki 2 godziny dziennie, tyle samo przeznaczają na przenoszenie obozu. Pozostały czas spędzają, opiekując się troskliwie dziećmi99. To znaczy tymi, które jeszcze żyją, ponieważ śmiertelność niemowląt jest tam ogromna, również z powodu dzieciobójstwa tych, którym dawano niewielkie szanse na przeżycie w tak ciężkich warunkach100.
Podobne godziny pracy zaobserwowano wśród Gui i Gana, którzy zamieszkują środkową Botswanę prawdopodobnie od 2 tysięcy lat. Zanim w 1979 r. rozpoczęli osiadły tryb życia, na obszarze wynoszącym prawdopodobnie średnio 300 kilometrów kwadratowych, działali na terenie około 50 kilometrów kwadratowych. Polowania mężczyzn trwały od 3 do 5 dni w tygodniu i od 5 do 12 godzin. Zapewniało to 20 procent całego pożywienia; reszta składała się z pokarmów roślinnych zbieranych przez kobiety, które prawie codziennie szukały bulw, orzechów, jagód, melonów, trufli i lilii przez nawet 5 godzin101.
Wydaje się, że za tezą Sahlinsa znacznie bardziej przemawia tryb życia Cuiva, których tereny rozciągają się wokół granicy między Kolumbią a Wenezuelą. Nie pracują oni więcej niż 15-20 godzin tygodniowo; większość z nich spędza 15-16 godzin dziennie w hamakach102. Jednakże sprawność fizyczna mierzona w odniesieniu do wieku i liczona jako maksymalny pobór tlenu, odpowiednik testów siłowych, jest w wypadku współczesnych łowców-zbieraczy średnio o jedną trzecią wyższa niż u współczesnych Amerykanów103. Jeśli tak mają się sprawy z łowcami-zbieraczami w ogóle, to leżakowanie w hamakach musi stanowić rzadki wyjątek od reguły.
Wielu antropologów próbowało opracować statystyki pokazujące, ile godzin dziennie łowcy-zbieracze poświęcali na pracę104. Wedle bardziej inkluzywnych definicji zarówno dorośli mężczyźni, jak i kobiety spędzali na "pracy" od 6 do 8 godzin każdego dnia. Chociaż zdaniem Hrdy wszystkie naczelne są "społecznymi oportunistami", a ich zachowania opiekuńcze są bardzo elastyczne, to myślę, że musimy dodać do tych obliczeń godzinę na opiekę nad dzieckiem sprawowaną przez męskiego allorodzica105. Kobiety, oprócz zbierania żywności i jej przetwarzania, zajmowały się dziećmi na co dzień106. Regeneracja sił w postaci snu mogła trwać zwykle 7 godzin, a maksymalnie 9, jeśli istniała możliwość dwugodzinnej drzemki w ciągu dnia107.
Resztę czasu - 9 godzin dla mężczyzn i kilka mniej dla kobiet - trudno podzielić na obowiązki społeczne i czas wolny, ale dostępne opisy wskazują, że łowcy-zbieracze poświęcali go głównie na rzecz społeczności108. Przynajmniej jeśli uznamy, że odwiedziny i zabawianie gości, taniec czy hazard to czynności, od których poszczególni członkowie hordy nie mogli uciekać. Podtrzymywanie tego rodzaju relacji funkcjonowało jako rodzaj polisy ubezpieczeniowej. Kooperacyjny charakter zdobywania żywności, a także do pewnego stopnia opieki nad dziećmi byłby dodatkowym argumentem, by to robić. Różnica w liczbie godzin, jakie mężczyźni i kobiety przeznaczają na obowiązki społeczne, jest do pewnego stopnia pozorna. Matki i pozostałe kobiety poświęcające się opiece nad dziećmi mogą niekiedy łączyć to z obowiązkami towarzyskimi. Nawet jeśli ktoś inny opiekował się dzieckiem, matka zawsze była w pobliżu. W plemieniu Efé Batwa zamieszkującym Demokratyczną Republikę Konga dzieci spędzają 60 procent swojego czasu z innymi kobietami; obliczono też, że przechodzą z rąk do rąk osiem razy na godzinę. Nadal jednak najczęściej trzyma je matka, która dodatkowo przez lata karmi je piersią - choć niekoniecznie jest jedyną kobietą, która to robi109. Niemowlęta i małe dzieci zapewniają też stałą rozrywkę całej hordzie, w której dorastają.
Podział czasu wśród ludzi wyróżnia się na tle większości naczelnych, które spędzają 50-60 procent swojego dnia na poszukiwaniu pożywienia, a 30-40 procent na odpoczynku, co zostawia 5-15 procent na aktywności społeczne110. W przeliczeniu na godziny oznacza to, że ludzcy łowcy-zbieracze stali się znacznie bardziej wydajni w zdobywaniu pożywienia, a jednocześnie zaczęli w większym stopniu polegać na społecznych aktywnościach i obowiązkach, które można traktować jako narzędzia pomagające w przetrwaniu111.
Ponadto wielu antropologów uważa, że łowcy-zbieracze postrzegają pracę nie jako ciężar, ale raczej jako przyjemność, podczas której lub po której mogą sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek. Jeśli wydaje się to bardzo subiektywne, to warto zwrócić uwagę na fakt, że lud Yir-Yoront z North Queensland (Australia) nie ma oddzielnych słów na określenie pracy i zabawy. Zupełnie inaczej jest z językiem angielskim, w którym słowo labour może oznaczać zarówno ciężką pracę, jak i poród112.
Relacje społeczne
Bardzo niska gęstość zaludnienia w czasach łowców-zbieraczy - wynikająca z mobilnego charakteru naszych przodków oraz skupiania się w małych hordach lub grupach - sugeruje istnienie szczególnego rodzaju społeczeństwa. Wszyscy specjaliści zgadzają się, że równość społeczna wśród łowców-zbieraczy jest znacznie większa niż wśród rolników113. Często tłumaczy się to ich ruchliwością, która utrudnia gromadzenie własności materialnej, małymi grupami, wspólnotowym dostępem do żywności, brakiem troski o przechowywanie rzeczy i wpływem mobilności na rozwiązywanie konfliktów114.
Robin Dunbar, brytyjski antropolog i psycholog ewolucyjny, twierdzi, że zgodnie z "hipotezą mózgu społecznego" duży rozmiar tego organu u późniejszych homininów umożliwił im przejście od "rozproszonego (opierającego się na tymczasowo zawiązywanych grupach) systemu społecznego", charakterystycznego dla małp człekokształtnych, do modelu silnej spójności grupowej115. Powiększony mózg (a dokładniej, powiększona kora nowa) umożliwił homo sapiens życie w złożonych społecznościach. Dunbar definiuje (regionalne) grupy lub społeczności jako zbiór jednostek, które zajmują wspólny teren i których relacje są jawne. Czasami nazywa się to "poznawczą wielkością grupy"116. Aby taka grupa mogła zapewnić sobie stabilną proporcję płci i wystarczająco zróżnicowaną pulę genów (tabu kazirodztwa), a tym samym wystarczająco zdrowe potomstwo, musi liczyć średnio co najmniej pięciuset osobników, czyli dwadzieścia hord po dwadzieścia pięć osób117. Oprócz tego biologicznego minimum istnieje też społeczne maksimum i, co ciekawe, zasadniczo się one nie różnią.
Powiększony rozmiar grupy ma zarówno zalety, jak i wady. Zalety obejmują wzajemną pomoc, specjalizację, nauczanie oraz rozbudowę sieci wymiany i handlu w mniej sprzyjającym ekologicznie otoczeniu. Nie powinniśmy jednak lekceważyć wad związanych z utrzymywaniem spójności tak dużych grup. Jak dobitnie wyjaśnia Dunbar:
Życie w grupach (społeczności) powoduje napięcia i frustracje już choćby dlatego, że jednostki są zmuszone do wspólnego przebywania w stosunkowo ograniczonej przestrzeni, w której nieuchronnie muszą sobie nawzajem przeszkadzać. Ponadto, wraz ze wzrostem liczebności grupy, muszą zapuszczać się coraz dalej w poszukiwaniu pokarmu, który zaspokoi ich dzienne zapotrzebowanie na składniki odżywcze, co tworzy rzeczywiste koszty ekologiczne, mierzone jako czas podróży i zapotrzebowanie na dodatkowe spożycie żywności konieczne do odbywania tych podróży. Zwiększona liczebność grupy może również skutkować znacznym zwiększeniem okazji do napaści i agresji, napędzając siły odśrodkowe w grupie.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
I Zob. Wstęp, s. 27.
II Zob. poniżej.
1 F.B. Gilbreth, Motion Study: A Method for Increasing the Efficiency of the Workman, New York 1911, s. 76. Inną interesującą paralelę, Büchera, można znaleźć w: Karl Bücher: Theory - History - Anthropology - Non-Market Economies, red. J. Backhaus, Marburg 2000, s. 165.
2 Używam wyrażenia "ludzie współcześni" (jak w D. Reich, Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy... Kopalny DNA i nowa nauka o przeszłości człowieka, tłum. P.J. Szwajcer, Warszawa 2019), podczas gdy inni mówią po prostu o homo sapiens lub o "anatomicznie współczesnych ludziach". Deep History: The Architecture of Past and Present, red. A. Shryock, D.L. Smail, Berkeley 2011, rozdz. 3; G. Hatfield, Introduction: Evolution of Mind, Brain, and Culture, w: Evolution of Mind, Brain, and Culture, red. G. Hatfield, H. Pittman, Philadelphia 2013, s. 8-10. Inni autorzy datują pierwszych współczesnych ludzi na okres przypadający 300-200 tysięcy lat temu (por. P. Manning, A History of Humanity: The Evolution of the Human System, Cambridge 2020, rozdz. 2), ale nie sądzę, aby ta różnica miała jakikolwiek wpływ na przedstawione tu argumenty.
3 S.B. Hrdy, Mothers and Others: The Evolutionary Origins of Mutual Understanding, Cambridge 2009, s. 205-208.
4 F. de Waal, Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?, tłum. K. Kornas, Kraków 2015; S.B. Hrdy, Mothers and Others...; Evolution of Mind, Brain, and Culture, red. G. Hatfield, H. Pittman, Philadelphia 2013 (w tym G. Hatfield, Introduction: Evolution of Mind, Brain, and Culture). Co ciekawe, J. Suzman (Praca. Historia tego, jak spędzamy swój czas, tłum. F. Filipowski, Poznań 2020) nie przyjmuje tego toku myślenia. J. Diamond, Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem, tłum. J. Weiner, Kraków 2019: 3 miliony lat temu linie szympansów i bonobo rozeszły się (za jego porówaniem leży milczące i nieprawdopodobne twierdzenie, że zachowanie naczelnych innych niż ludzie nie zmieniło się znacząco od tamtego czasu; krytyka zob. W. Roebroeks, The Neandertal Experiment, Leiden 2010).
5 S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 116-118.
6 Tamże, s. 164-167. Zauważa ona, że w większości przypadków polowania z udziałem wyłącznie mężczyzn kończą się niepowodzeniem.
7 F. de Waal, Good Natured: The Origins of Right and Wrong in Humans and Other Animals, Cambridge 1996; por. M. Pagel, Wired for Culture: Origins of the Human Social Mind, New York/London 2012; Evolution of Mind, Brain, and Culture...
8 K. Milton, Civilizations and its Discontents, "Natural History" 1992, nr 101(3), s. 37; F. de Waal, Good Natured...
9 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers, red. R.B. Lee, R. Daly, Cambridge 2004; J. Suzman, Affluence without Abundance: The Disappearing World of the Bushmen, London 2017 i tegoż, Praca...
10 S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 79; D.F. Lancy, The Anthropology of Childhood: Cherubs, Chattel, Changelings, wyd. 2, Cambridge 2015, s. 123-125.
11 Dziękuję Wilowi Roebroeksowi za te spostrzeżenia.
12 M. Pagel, Wired for Culture..., s. 6; por. K. Hawke, How Grandmother Effects plus Individual Variation in Frailty Shape Fertility and Mortality: Guidance from Human-Chimpanzee Comparisons, "PNAS" 2000, nr 107, s. 8977-8984; Coxworth i in., Grandmothering Life Stories and Human Pair Bonding, "PNAS" 2015, nr 112(38), s. 11806-11811.
13 S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 85-95; por. B. Kaare, J. Woodburn, The Hadza of Tanzania, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers, red. R.B. Lee, R. Daly, Cambridge 2004, s. 200-204; L.C. Aiello, Notes on the Implications of the Expensive Tissue Hypothesis for Human Biological and Social Evolution, w: Guts and Brains: An Integrative Approach to the Hominin Record, red. W. Roebroeks, Leiden 2007, s. 20; A. Shryock, T.R. Trautmann, C. Gamble, Imagining the Human in Deep Time, w: Deep History: The Architecture of Past and Present, red. A. Shryock, D.L. Smail, Berkeley 2011, s. 39.
14 T.J.H Morgan i in., Experimental Evidence for the Co-evolution of Hominin Tool-Making Teaching and Language, "Nature Communications" 2015, nr 6; M. Pagel, Wired for Culture..., s. 278-280. W drażliwej kwestii, jak i kiedy powstał język: Deep History...; Evolution of Mind, Brain, and Culture...; P. Villa, W. Roebroeks, Neanderthal Demise: An Archaeological Analysis of the Modern Human Superiority Complex, "PLOS ONE" 2014, nr 9(4), s. 1-10; P. Manning, A History of Humanity...
15 L.C. Aiello, Notes on the Implications...
16 Tamże, s. 23; także M. Mussi, Women of the Middle Latitudes: The Earliest Peopling of Europe from a Female Perspective, w: Guts and Brains: An Integrative Approach to the Hominin Record, red. W. Roebroeks, Leiden 2007, s. 165-183 na temat neandertalczyków.
17 H. Kaplan i in., The Evolution of Diet, Brain and Life History among Primates and Humans, w: Guts and Brains: An Integrative Approach to the Hominin Record, red. W. Roebroeks, Leiden 2007, s. 47-90; co się tyczy okresu przyuczania do pracy, zob. podrozdział "Łowiectwo i zbieractwo w praktyce" poniżej.
18 P. Nunn, The Edge of Memory: Ancient Stories, Oral Tradition and the Post-Glacial World, London 2018.
19 E.A. Smith i in., Wealth Transmission and Inequality Among Hunter-Gatherers, "Current Anthropology" 2010, nr 51(1), s. 19-34.
20 Trudna do udowodnienia hipoteza Hrdy, że matrylokalność jest niezbędna dla rozwoju alloparentingu (S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 143-145, 151-152, 171-173, 180-194), jest tu moim zdaniem zbędna. Por. T. R. Trautmann, G. Feeley-Harnik, J.C. Mitani, Deep Kinship, w: Deep History..., s. 166, 172.
21 Historiografie prehistorii: A. Barnard, Images of Hunters and Gatherers in European Social Thought, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers, red. R.B. Lee, R. Daly, Cambridge 2004, s. 375-383; G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory: Why did Foragers become Farmers?, Cambridge 2006, s. 4-17; o rozwoju metody porównawczej i roli antropologii: R.L. Kelly, The Foraging Spectrum: Diversity in Hunter-Gatherer Lifeways, Washington/London 1995, s. 1-37, 43, 49, 345-348. Por. J.M. Adovasio, O. Soffer, J. Page, The Invisible Sex: Uncovering the True Roles of Women in Prehistory, New York 2007. Bez względu na to, ile popełniono błędów przy jej użyciu, metoda porównawcza jest po prostu niezbędna do przeprowadzenia analizy historycznej w takiej książce jak moja historia pracy.
22 F. de Waal, Good Natured... i tegoż, Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości, Ł. Lamża, Kraków 2019. Staje on po stronie Piota Kropotkina (Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju, wyd. polskie 1919: "zawierająca dobre intuicje"; i Zdobycie chleba, wyd. polskie 1904), a zwłaszcza Roberta Ludlowa Triversa, twórcy teorii wzajemnego altruizmu, podejścia zbliżone do tego, które preprezentował John Rawls. Na temat przeciwstawnych tradycji "wojna wszystkich przeciwko wszystkim" (Hobbes; Huxley; Durkheim) kontra Rousseau/Kropotkin, The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers, red. R. B. Lee, R. Daly, Cambridge 2004, s. 1; R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 1; G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory..., s. 44. Polanyi pisze o "wzajemności" i "symetrii" (K. Polanyi, Wielka transformacja. Polityczne i ekonomiczne źródła naszych czasów, tłum. M. Zawadzka-Strączek, Warszawa 2010, rozdz. 4-6; K. Polanyi, C.M. Arensberg, H.W. Pearson, Trade and Market in the Early Empires: Economies in History and Theory, Glencoe, IL 1957; Primitive, Archaic and Modern Economies: Essays of Karl Polanyi, red. G. Dalton, Boston 1971.
23 Zastrzeżenia do tej tezy są dobrze sformułowane w tekście K. Ames, On the Evolution of the Human Capacity for Inequality and/or Egalitarianism, w: Pathways to Power: New Perspectives on the Emergence of Social Inequality, red. Douglas T. Price, Brian Hayden, New York 2010, s. 15-44, który podkreśla, że ludzie, również w małych społeczeństwach, wytwarzają nierówności i mają skłonność do egalitaryzmu, przyznając jednocześnie, że być może "pracują oni lepiej i mają większe szanse na przetrwanie, jeśli konkurencja wśród nich jest tłumiona" (s. 37).
24 F. de Waal, Wiek empatii..., s. 36-37; por. P. Nystrom, Aggression and Nonhuman Primates, w: Warfare, Violence and Slavery: Proceedings of a Prehistoric Society Conference at Sheffield University, red. M.P. Pearson, I.J.N. Thorpe, Oxford 2005, s. 35-40.
25 Por. G. Hatfield, Introduction: Evolution of Mind..., s. 13-14 (ludzie czerpią korzyści z podwójnego systemu dziedziczenia: genetycznego i kulturowego) oraz T.R. Trautmann, G. Feeley-Harnik, J.C. Mitani, Deep Kinship... (ewolucyjny sukces ludzi opiera się na umiejętnościach - częściowo wspólnych z różnymi gatunkami małp człekokształtnych - rozpoznawania pokrewieństwa, unikania kazirodztwa, łączenia w pary i nakładania się pokoleń).
26 F. de Waal, Małpa w każdym z nas..., rozdz. 6; tegoż, Wiek empatii..., rozdz. 7; por. s. Mithen, After the Ice: A Global Human History, 20,000-5000 BC, Cambridge 2003, s. 506.
27 M. Pagel, Wired for Culture...
28 Zob. artykuły w Guts and Brains: An Integrative Approach to the Hominin Record, red. W. Roebroeks, Leiden 2007 (zwłaszcza N. Anwar i in., The Evolution of the Human Niche: Integrating Models with the Fossil Record, s. 235-240 oraz W.R. Leonard i in., Energetics and the Evolution of Brain Size in Early Homo, s. 35); W. Roebroeks, The Neandertal Experiment...; J.M. Erlandson, Ancient Immigrants: Archeology and Maritime Migrations, w: Migration History in World History: Multidisciplinary Approaches, red. J. Lucassen, L. Lucassen, P. Manning, Leiden/Boston 2010, s. 191-214; A. Pawley, Prehistoric Migration and Colonization Processes in Oceania: A View from Historical Linguistics and Archeology, w: Migration History in World History: Multidisciplinary Approaches, red. J. Lucassen, L. Lucassen, P. Manning, Leiden/Boston 2010, s. 77-112; Deep History...; K.E. Langergraber i in., Generation Times in Wild Chimpanzees and Gorillas Suggest Earlier Divergence Times in Great Ape and Human Evolution, "PNAS" 2012, 109(39), s. 15716-15721; G. Hatfield, Introduction: Evolution of Mind...; P. Villa, W. Roebroeks, Neanderthal Demise...; D. Reich. Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy...; zwracam uwagę na jego ostrzeżenie na s. 22: "moja dyscyplina rozwija się zbyt szybko. Przez czas, jaki z konieczności musiał upłynąć między moim pisaniem a publikacją książki, zapewne przynajmniej część z twierdzeń i hipotez, które w niej omawiam, zostanie zmodyfikowana, a jakaś część pewnie po prostu odrzucona".
29 M. Pagel, Wired for Culture..., s. 33-35; G. Hatfield, Introduction: Evolution of Mind...
30 M.P. Richards, Diet Shift in the Middle/Upper Palaeolithic Transition in Europe? The Stable Isotope Evidence, w: Guts and Brains: An Integrative Approach to the Hominin Record, red. W. Roebroeks, Leiden 2007, s. 231; por. L.R. Binford, The Diet of Early Hominins: Some Things We Need to Know before "Reading" the Menu from the Archeological Record, w: Guts and Brains..., s. 185-222.
31 T. Earle, C. Gamble, H. Poinar, Migration, w: Deep History..., s. 191-218. Por. M. Heckenberger, E.G. Neves, Amazonian Archaeology, "Annual Review of Anthropology" 2009, nr 38, s. 251-266; O. Bar-Yosef, Y. Wang, Palaeolithic Archaeology in China, "Annual Review of Anthropology" 2012, nr 41, s. 319-335; P. Manning, Migration in World History, wyd. 2, London/New York 2013; tegoż, A History of Humanity: The Evolution of the Human System, Cambridge 2020.
32 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 466-477; por. s. Mithen, After the Ice..., s. 10. Na temat gęstości zaludnienia: R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 221-232; także S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 26; F. de Waal, Wiek empatii..., s. 39-40; K. Klein Goldewijk i in., The HYDE 3.1 Spatially Explicit Database of Human-Induced Global Land-Use Change Over the Past 12,000 Years, "Global Ecology and Biogeography" 2011, nr 20(1), s. 73-86; M. Pagel, Wired for Culture...
33 D. Reich, Kim jesteśmy, skąd przybyliśmy..., zob. zwłaszcza jego mapy na s. 124-125, 200-201, 249, 254.
34 A.B. Smith, Archeology and Evolution of Hunters and Gatherers, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters..., s. 384-390. Por. L.R. Binford, The Diet of Early Hominins..., s. 196-204; R.D. Guthrie, Haak en Steek - The Tool that Allowed Hominins to Colonize the African Savanna and to Flourish There, w: Guts and Brains..., s. 160; W. Roebroeks, The Neandertal Experiment..., s. 31-35. Na temat wielkiego podobieństwa między neandertalczykami a współczesnymi ludźmi zob. P. Villa, W. Roebroeks, Neanderthal Demise...
35 Informacje o innych umiejętnościach można znaleźć w J.C.A Joordens i in., Homo erectus at Trinil on Java Used Shells for Food Production and Engraving, "Nature" 2014; więcej o narzędziach wczesnych hominidów w J. Suzman, Praca..., rozdz. 3.
36 R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., rozdz. 3; G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory..., s. 60-62.
37 Past and Present in Hunter Gatherer Studies, red. C. Schrire, Walnut Creek 2009; por. M. Sahlins, Stone Age Economics, Chicago 1972, s. 8-9. Ten rodzaj porównań jest teraz częścią "modelu współzależności" (R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 24-33), który uwzględnia różne rodzaje współzależności między łowcami-zbieraczami a ich rolniczymi lub ogrodniczymi sąsiadami.
38 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. XIII, 1-3. Ogólnie rzecz biorąc, będę się odwoływał do CEHG zamiast się odnosić konkretnie do dziesiątek autorów i autorek tej encyklopedii z nazwiska, chyba że dotyczy to ważnych i wyraźnych idei; por. M. Sahlins, Stone Age..., s. 48.
39 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 3; Past and Present in Hunter Gatherer Studies...
40 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 175-187, 215-219, 231; R.E. Dewar, A.R. Richard, Madagascar: A History of Arrivals, What Happened, and Will Happen Next, "Annual Review of Anthropology" 2012, nr 41, s. 505; por. J. Suzman, Affluence without Abundance... i tegoż, Praca...
41 R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 24-33; zob. L.M. Rival, Introduction: South America, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters...; aby uzyskać zrównoważony przegląd, zob. także Past and Present in Hunter Gatherer...
42 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 3-4; por. G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory..., s. 42-44.
43 R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 162-203, cyt. na s. 185; por. J. Suzman, Affluence without Abundance..., rozdz. 3.
44 K. Sterelny, Human Behavioral Ecology, Optimality, and Human Action, w: Evolution of Mind, Brain, and Culture, red. G. Hatfield, H. Pittman, Philadelphia 2013, s. 315-318.
45 L. Liebenberg, Persistence Hunting by Modern Hunter-Gatherers, "Current Anthropology" 2006, nr 47(6), s. 1017-1026. Te metody polowania zostały sfilmowane w filmie dokumentalnym The Great Dance z 1998 r.; por. J. Suzman, Praca..., rozdz. 12.
46 A.B. Kehoe, Blackfoot and Other Hunters of the North American Plains, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers ..., s. 37-39; por. s. Mithen, After the Ice..., s. 288-291; G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory..., s. 66-69, 237-238.
47 Shnirelman 2004b, 149; podobne przypadki, zob. The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 158-159.
48 Na temat różnicy między uczeniem się zwierząt (wzmocnienie bodźców) a uczeniem się ludzi (uczenie się społeczne, prowadzące do większego wyrafinowania na dłuższą metę), zob. M. Pagel, Wired for Culture..., s. 38-45; por. G. Hatfield, Introduction: Evolution of Mind..., s. 13-19.
49 L.R. Binford, The Diet of Early Hominins..., s. 198; por. D.F. Lancy, The Anthropology of Childhood: Cherubs, Chattel, Changelings, wyd. 2, Cambridge 2015.
50 K. MacDonald, Ecological Hypotheses for Human Brain Evolution: Evidence for Skill and Learning Processes in the Ethnographic Literature on Hunting, w: Guts and Brains..., s. 107-132; tejże, Cross-cultural Comparison of Learning in Human Hunting: Implications for Life History Evolution, "Human Nature" 2007, nr 18, s. 386-402.
51 F. Scherjon i in., Burning the Land: An Ethnographic Study of Off-Site Fire Use by Current and Historically Documented Foragers and Implications for the Interpretation of Past Fire Practices in the Landscape, "Current Anthropology" 2015, nr 56(3), s. 299-326.; J. Suzman, Affluence without Abundance...; tegoż, Praca...
52 D. Reich, Kim jesteśmy, skąd przychodzimy..., s. 56-57.
53 Wiele podawanych dalej informacji na temat datowania jest przedmiotem kontrowersji. M.C. Stiner i in., Scale, w: Deep History: The Architecture of Past and Present, red. A. Shryock, D.L. Smail, Berkeley 2011, s. 242-272; Evolution of Mind, Brain, and Culture...; P. Manning, A History of Humanity..., J. Suzman, Praca...; na temat Chin: O. Bar-Yosef, Y. Wang, Palaeolithic Archaeology in China...
54 W. Roebroeks, Art on the move, "Nature" 2014, nr 514, s. 170-171; por. Deep History: The Architecture of Past and Present...; Ch. Ehret, The Civilizations of Africa..., s. 47; M. Pagel, Wired for Culture..., s. 59-68 (Pagel tłumaczy ten skok rosnącą populacją po ??? tysiącach lat "losowego dryfu", co prowadziło do utraty informacji przez małe populacje, spowalniając tempo ewolucji kulturowej; uwagi krytyczne zob. K. Vaesen i in., Population Size Does Not Explain Past Changes in Cultural Complexity, "PNAS" 2016, s. E2241-2247; Evolution of Mind, Brain, and Culture).
55 S. Mithen, After the Ice..., s. 31, 518, przyp. 7; A.B. Smith, Archeology and Evolution of Hunters... ; G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory..., s. 31; L.R. Binford, The Diet of Early Hominins..., s. 197-199; R.D. Guthrie, Haak en Steek...; M.A. Zeder, The Domestication of Animals, "Journal of Anthropological Research" 2012, nr 68(2), s. 172; K. Brown i in., An Early and Enduring Advanced Technology Originating 71,000 Years Ago in South Africa, "Nature" 2012, nr 491, s. 590-593; M. Germonpré i in., Large Canids at the Gravettian Predmostí Site, the Czech Republic: The Mandible, "Quaternary International" 2014, nr 359/360, s. 261--279; Ch. Ehret, The Civilizations of Africa..., rozdz. 2; J. Suzman, Affluence without Abundance..., rozdz. 8; P. Manning, A History of Humanity...
56 R.L. Kelly, The Foraging Spectrum, s. 31-32, 117-120; por. G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory..., s. 47-49.
57 S. Mithen, After the Ice..., s. 371-380.
58 O. Bar-Yosef, Y. Wang, Palaeolithic Archaeology in China..., s. 330.
59 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 327, 329; P. McConvell, The Archaeo-Linguistics of Migration, w: Migration History in World History: Multidisciplinary Approaches, red. J. Lucassen, L. Lucassen, P. Manning, Leiden/Boston 2010, s. 155-188, 169ff; narzędzia z trzonkami były już znane w epoce neandertalczyków, zob. W. Roebroeks, The Neandertal Experiment..., s. 31-35.
60 L.M. Rival, Introduction: South America..., s. 80-81.
61 V.A. Shnirelman, The Itenm'i, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 131. A ci, którzy dzisiaj nadal żyją jako łowcy-zbieracze, również się rozwijają. Wystarczy wspomnieć o rybołówstwie i traperach w północnych regionach polarnych, którzy pracują komercyjnie.
62 Np. M. Gurven, K. Hill, Why Do Men Hunt? A Reevaluation of "Man the Hunter" and the Sexual Division of Labor, "Current Anthropology" 2009, nr 50(1), s. 51-74.
63 K.L. Endicott, Gender Relations in Hunter-Gatherer Societies, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 412; por. s. Mithen, After the Ice..., s. 131-132; R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 297-301; K. MacDonald, Cross-cultural Comparison of Learning in Human Hunting: Implications for Life History Evolution, "Human Nature" 2007, nr 18, s. 396.
64 K. Sterelny, Human Behavioral Ecology..., s. 319-323.
65 Np. The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers.
66 S. Toussaint, Kimberley Peoples of Fitzroy Valley, Western Australia, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 340; używanie ognia i przygotowywanie pożywienia rozpoczęło się 1,5 miliona lat temu od rodzaju Homo (W.R. Leonard i in., Energetics and the Evolution..., s. 37-38; por. W. Roebroeks, The Neandertal Experiment..., s. 34).
67 R. Tonkinson, The Ngarrindjeri of Southeastern Australia, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 344-345.
68 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 337, 350, 354.
69 Tamże..., s. 205-209; por. J. Suzman, Affluence without Abundance... i tegoż, Praca...
70 M. Ichikawa, The Mbuti of Northern Congo, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 210-214; por. Ch. Ehret, The Civilizations of Africa..., s. 48 na temat przedkładania terminu "Batwa" nad "Pigmej".
71 H.N.J. Vidal, The Yamana of Tierra del Fuego, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 114-118.
72 Ten podział zadań jest nieznany w północnych regionach polarnych: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 138-139.
73 Odpowiednio P.B. Griffin, M.B. Griffin, The Agta of Eastern Luzon, Philippines, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 289-293; Ch. Ehret, The Civilizations of Africa..., s. 399; R. Haas i in., Female Hunters of the Early Americas, "Science Advances" 2020, nr 6(45).
74 J. Peterson, Sexual Revolutions: Gender and Labor at the Dawn of Agriculture, Walnut Creek 2002.
75 A.C. Roosevelt, Archeology of South American Hunters and Gatherers, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 88; R. Haas i in., Female Hunters of the Early Americas... Najnowsze ustalenia na temat podobieństw między mężczyznami i kobietami łowiącymi ryby: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 299-301.
76 S. Villotte, Ch. J. Knüsel, "I Sing of Arms and of a Man...": Medial Epicondylosis and the Sexual Division of Labour in Prehistoric Europe, "Journal of Archaeological Science" 2014, nr 43, s. 168-174.
77 Ponownie datowanie jest kontrowersyjne. S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 276; Deep History..., s. 73; M. Pagel, Wired for Culture..., s. 258-262; P. Manning, A History of Humanity..., s. 68. Nie jest jasne, czy odzież jest przyczyną, czy konsekwencją lekkiego owłosienia na ciele człowieka, ponieważ obie te rzeczy są możliwe. Również dlatego, że smarowanie ciała tłuszczem, spanie blisko siebie i palenie ognisk to możliwe strategie walki z zimnem, jak pokazuje przykład Yámana z Ziemi Ognistej w Argentynie.
78 M. Hansell, Built by Animals: The Natural History of Animal Architecture, Oxford 2008.
79 F. Scherjon i in., Burning the Land...
80 J.M. Adovasio, O. Soffer, J. Page, The Invisible Sex..., s. 177-191, 212-215; por. Deep History..., s. 73.
81 R. Tonkinson, The Ngarrindjeri of Southeastern Australia..., s. 344--345.
82 M. Sahlins, Stone Age..., s. 10-12, 28-32.
83 Tamże, s. 19, s. 38-39; W. Roebroeks, Art on the move...
84 J. Clottes, Paleolithic Cave Art in France, www.bradshawfoundation.com/clottes, 2002, s. 6; C. González-Sainz i in., Not Only Chauvet: Dating Aurignacien Rock Art in Altxerri B Cave (Northern Spain), "Journal of Human Evolution" 2013, nr 65(4), s. 457-464.
85 A. Powell, s. Shennan, M.G. Thomas, Late Pleistocene Demography and the Appearance of Human Behavior, "Science" 2009, nr 324(5932), s. 1298-1301; K. Vaesen i in., Population Size Does Not Explain Past Changes..., aczkolwiek przestrzegają przed pochopnym używaniem argumentu demograficznego.
86 P. Manning, A History of Humanity..., s. 125-127.
87 G. Feinman, Ch. Garraty, Preindustrial Markets and Marketing...
88 R. Tonkinson, The Ngarrindjeri of Southeastern Australia..., s. 344-345.
89 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherer..., s. 238.
90 V. Pandya, The Andaman Islanders of the Bay of Bengal, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 245.
91 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 206; M. Sahlins, Stone Age... (na temat Sahlinsa: R.L. Kelly, The Foraging Spectrum...; J. Suzman, Affluence without Abundance...; tegoż, Praca...).
92 S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 22-23, 26.
93 R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 14-23 (cytując Bruce'a Winterhaldera).
94 Tamże, s. 20, 346-347.
95 M. Sahlins, Stone Age..., s. 53; D.F. Lancy, The Anthropology of Childhood...
96 S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 299.
97 Tamże, s. 268-269, 298.
98 S.B. Eaton, S.B. Eaton III, Hunter-Gatherers and Human Health, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 450.
99 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 95; J. Suzman w Affluence without Abundance... i Praca... pisze o znacząco mniejszej liczbie godzin dla łowców-zbieraczy, częściowo z powodu tego, że skupia się na mężczyznach.
100 D.F. Lancy, The Anthropology of Childhood..., s. 30, 66-70.
101 The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 196.
102 B. Arcand, The Cuiva, w: The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 98.
103 S.B. Eaton, S.B. Eaton III, Hunter-Gatherers and Human Health..., s. 450, 452.
104 Dobry przegląd znajduje się w R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 21; zob. też M. Sahlins, Stone Age..., s. 14-24; S.B. Eaton, S.B. Eaton III, Hunter-Gatherers and Human Health, s. 450; The Cambridge Encyclopedia of Hunters and Gatherers..., s. 95, 196; J. Suzman, Affluence without Abundance...; tegoż, Praca...
105 Por. S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 143-152, 171-194.
106 Obowiązki opiekuńcze łowców-zbieraczy miały swoje ograniczenia; po prostu nie mogli oni pozwolić sobie na utrzymanie osób niemogących się swobodnie poruszać, stąd częstotliwość dzieciobójstwa i starobójstwa. M. Sahlins, Stone Age... ; S.B. Hrdy, Mothers and Others...
107 G. Yetish i in., Natural Sleep and its Seasonal Variations in Three Pre-Industrial Societies, "Current Biology" 2015, nr 25, s. 2862-2868. Co więcej, wśród łowców-zbieraczy opieka nad (nawet śpiącymi) dziećmi trwa też w nocy. S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 145-147.
108 M. Sahlins, Stone Age..., s. 19, 23, 35-36.
109 S.B. Hrdy, Mothers and Others..., s. 91.
110 P. Nystrom, Aggression and Nonhuman Primates..., s. 36; por. J. Suzman, Praca..., s. 164-165.
111 Zawdzięczam tę ciekawą interpretację zobowiązań społecznych/czasu wolnego Wilowi Roebroeksowi.
112 M. Sahlins, Stone Age..., s. 64.
113 Ten pomysł nie jest nowy. Lewis Henry Morgan nazwał spekulatywnie sposób życia rdzennych Amerykanów "komunizmem życiowym". To zainspirowało Marksa w 1881 r., a zwłaszcza Engelsa w 1884 r., do ukucia terminu "komunizm pierwotny". G. Barker, The Agricultural Revolution in Prehistory..., s. 54-55; R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 29-33; por. K. Flannery, J. Marcus, The Creation of Inequality: How Our Prehistoric Ancestors set the Stage for Monarchy, Slavery, and Empire, Cambridge 2012.
114 L.M. Rival, Introduction: South America, s. 81-82; s. Mithen, After the Ice..., s. 126.
115 R.I.M. Dunbar, Why Hominins Had Big Brains, w: Guts and Brains..., s. 97; N. Anwar i in., The Evolution of the Human Niche..., s. 246--249.
116 R.I.M. Dunbar, Why Hominins Had Big Brains..., s. 93, 96; por. P. Manning, A History of Humanity...; J. Suzman, Praca...
117 R.L. Kelly, The Foraging Spectrum..., s. 209-213, gdzie wyjaśnia, że "magiczne liczby 500 i 25" wykazują większą zmienność, niż się wydaje; s. Mithen, After the Ice..., s. 129, 529, przypis 13.