Rozdział 1 Człowiek i zmiany cywilizacyjne
1.1. Problemy demograficzne
liczba ludności świataW XX w. liczba ludności świata powiększyła się prawie pięciokrotnie. Najszybszy wzrost nastąpił po 1945 r., osiągając apogeum pod koniec lat 70., a zjawisko to nazwano eksplozją demograficzną. Od początku lat 80. tempo przyrostu zaczęło się zmniejszać, choć w większości regionów świata nadal było bardzo wysokie. Podaje się, że w latach po 1989 r. co minutę rodziło się 200-260 dzieci, a dziennie przybywało średnio ok. 330 tys. nowych obywateli Ziemi. W 1987 r. światowa populacja liczyła 5 mld ludzi, w 1999 r. - 6 mld, a w 2012 r. przekroczy sumę 7 mld osób. Do 1989 r. absolutna skala przyrostu stale się zwiększała. Po 1990 r. powoli zaczęła się obniżać. W 2007 r. wzrost liczby ludności świata wyniósł 77,3 mln, podczas gdy w 1989 r. - 87,7 mln.
Tabela 1. Ludność świata w mln
Kontynent
Rok
1990
2000
2005
2009
Azja
Afryka
Europa z b. ZSRR
Ameryka Łacińska
Ameryka Pn.
Australia i Oceania
Świat
3 179
639
721
442
283
27
5 291
3 698
819
727
521
319
31
6 115
3 937
921
729
557
335
34
6 512
4 121
1 010
732
582
348
35
6 829
Źródło: "Rocznik Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej" 2010, s. 826.
Po 1989 r. demograficzna dominacja Azji jeszcze się powiększyła, o czym też świadczy kolejna tabela. Z powodu małej dynamiki wzrostu w Europie, a wielkiej w rejonach leżących po południowej stronie Morza Śródziemnego Afryka stała się najludniejszym po azjatyckim kontynentem świata. Europa bez populacji krajów byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) ustępuje również Ameryce latynoskiej.
Tabela 2. 10 największych populacji świata w 2008 r. (szacunki na połowę roku, w tys.)
Kraj
Liczba mieszkańców
Chiny
Indie
USA
Indonezja
Brazylia
Pakistan
Nigeria
Bangladesz
Rosja
Japonia
1 324 681
1 147 996
305 146
234 342
187 163
161 910
146 255
142 547
141 841
127 674
Źródło: "Rocznik Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej" 2009, s. 766-770.
przyrost naturalny - AfrykaPo 1989 r. największą dynamiką wzrostu wynikającego z przyrostu naturalnego, czyli różnicy między liczbą urodzeń a zgonów obliczanej w promilach, charakteryzowały się kraje Afryki, zwłaszcza subsaharyjskiej, które były w fazie nieustającej eksplozji demograficznej, zgodnie zresztą z przewidywaniami ekspertów. Afryka przechodziła przez ten sam cykl szalonego wzrostu demograficznego, który w latach 70. nastąpił w Azji i Ameryce latynoskiej. Dzięki poprawie jakości życia malała śmiertelność, a rozrodczość utrzymywała się na wysokim poziomie, gdyż ze względów kulturowych prokreację uważano za konieczność. Kobiety, czy faktycznie dziewczynki, wcześnie wydawano za mąż, by jak najszybciej mogły rodzić dzieci, które traktowano jako największe błogosławieństwo. przyrost naturalny - definicjaPotomstwo budziło dumę i radość ojców i matek, sądzono bowiem, że im więcej dzieci, tym większy szacunek dla rodziców. Z powodu tych samych kulturowych uwarunkowań Afrykanie i Afrykanki prawie nie stosowali środków antykoncepcyjnych. W efekcie w najludniejszej w Afryce Nigerii, według danych szacunkowych, wskaźnik przyrostu naturalnego w latach 1995-2000 wynosił 42?, w Etiopii - 23,5?, w Kongu - 29,9?. Ponieważ kraje Afryki subsaharyjskiej należały jednocześnie do najbiedniejszych w świecie, musiało to prowadzić do nawarstwiania się trudnych do rozwiązania problemów socjalnych i cywilizacyjnych.
przyrost naturalny - kraje islamuNatomiast w krajach arabskich Afryki Północnej impet demograficzny osłabł, co było następstwem wpływu zachodniego trybu życia, zmian kulturowych, podniesienia wieku zawierania małżeństw. Także wzrost poziomu alfabetyzacji kobiet i mężczyzn oddziaływał na obniżenie współczynnika poziomu dzietności (płodności), który określa liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15-49 lat). Przykładowo w Maroku poziom dzietności zmniejszył się z 4,9 w 1989 r. do 2,9 w 2005 r. Innym czynnikiem obniżenia przyrostu naturalnego było to, że coraz więcej Arabów decydowało się na pozostanie w stanie bezżennym, trudne warunki życia i niskie dochody mężczyzn nie sprzyjały bowiem zakładaniu rodziny. W Egipcie mieszkało 9 mln kawalerów, a przyrost naturalny, sięgający w latach 70. XX w. 30?, w 2005 r. spadł do 17,8?, w Maroku do 16,6?, a w Tunezji do 9,49?.
przyrost naturalny - Ameryka latynoskaNieco niższy niż w Afryce, przyrost naturalny odnotowano w krajach Ameryki latynoskiej, co było głównie skutkiem rosnącej popularności zachodniego sposobu życia, a także propagowania przez władze modelu małej rodziny. Przykładowo Meksyk obwieszono plakatami z wizerunkiem ciężarnej kobiety i czerwonym napisem: "Tylko jedno". Przyrost naturalny, kiedyś przekraczający 30?, obniżył się - w 2005 r. osiągając wielkość 0,99?, a 47% mieszkańców miało mniej niż 16 lat. Nadal jednak liczni Meksykanie, zwłaszcza ci z biedniejszych rodzin, uważali, że prawdziwy mężczyzna musi być otoczony gromadką dzieci. Podobnie myśleli mężczyźni także w innych krajach latynoskich, o czym świadczył przyrost naturalny: 15,2? w Kolumbii, 14,6? w Peru, 24,9? w Paragwaju i 18,4? w Ekwadorze. W Brazylii przyrost naturalny był niższy, w 2005 r. wyniósł 10,7?, a jeszcze niższy - w Argentynie (9,3?) i Urugwaju, czyli krajach o wysokim procencie ludności pochodzenia europejskiego.
przyrost naturalny - Ameryka PółnocnaZ kolei w Ameryce Północnej: w USA i Kanadzie, przyrost naturalny był znacznie mniejszy niż w krajach latynoskich. W 2005 r. w USA osiągnął wartość 5,8?, w Kanadzie - 3,1?. Na wysoki wzrost liczby ludności w obu tych krajach wpłynęła w znacznej mierze imigracja z Europy i Azji, a w przypadku USA głównie z Ameryki latynoskiej.
przyrost naturalny - AzjaW krajach Azji przyrost naturalny nadal był znaczący, niemniej stale malał w stosunku do poprzednich dziesięcioleci. Zdecydowanie obniżył się w takich krajach islamu jak Iran i Turcja. W tym pierwszym w 2005 r. zmniejszył się do 11,3?. W 1979 r. współczynnik dzietności kobiet w Iranie wynosił 6,5, w 2000 r. - 2,2, a w 2009 r. - 1,7. Podobnie było w Turcji, w której przyrost naturalny spadł w 2005 r. do 10,9?, dzietność kobiet zaś do 1,9, podczas gdy 20 lat wcześniej wynosiła 3,0. Coraz zamożniejsi i lepiej wykształceni Irańczycy oraz Turcy, mający dostęp do telewizji satelitarnej i Internetu, chętnie naśladowali zachodni styl życia, poddając prokreację kontroli. Natomiast przyrost naturalny w biedniejszych krajach islamu, o wysokim poziomie analfabetyzmu - takich jak Jemen (34,54% przyrostu), Pakistan (21,97%), Bangladesz (21,61%) - nadal był bardzo wysoki, co obniżało ich wzrost gospodarczy i utrudniało poprawę jakości życia milionów ludzi. Znaczący przyrost naturalny odnotowano na katolickich Filipinach - 19,84?, i Timorze - 20,89?, nieco niższy w Indiach - 14,04?. Natomiast w Chinach, najludniejszym kraju świata, przyrost naturalny był skromny, co było następstwem drastycznej, antyrodzinnej polityki forsującej program jednego dziecka w małżeństwie (od 1979) i propagującej antykoncepcję oraz sterylizację (w niektórych przypadkach przymusowe). Według danych z 2008 r. kontrolę urodzin stosuje 86% populacji. W efekcie w Chinach mieszkało w 2005 r. 270 mln dzieci do 15 roku życia, gdy w Indiach - 372 mln. Podobną politykę prowadził Wietnam, z podobnymi do chińskich wynikami. "Szczęśliwa rodzina to mała rodzina" - ten rządowy slogan był wszechobecny w wietnamskich miastach i wsiach. Najniższy przyrost naturalny odnotowały najzamożniejsze państwa Azji Wschodniej: Japonia, Korea, Singapur, Tajwan, które zapadły na tę samą chorobę, co Europa - szybkie starzenie się społeczeństw i spadek dzietności kobiet. Władze tamtych krajów uznały to za największe zagrożenie dla ich narodowego bezpieczeństwa i uruchomiły system finansowego wsparcia, by zachęcić do prokreacji i podnieść wskaźnik przyrostu naturalnego.
Europa Zachodnia "siwiejącym kontynentem"Europa Zachodnia w latach 90. XX w. stała się "siwiejącym kontynentem", uległ zahamowaniu proces naturalnej reprodukcji, a ok. 3/4 przyrostu liczby ludności zawdzięczano imigracji. Zarazem dzięki postępowi w dziedzinie medycyny i programom socjalnym wydłużyła się średnia długość życia, a to skutkowało procesem starzenia się społeczeństw oraz pośrednio wpłynęło na obniżenie poziomu przyrostu naturalnego. Demografowie zaczęli bić na alarm. "Społeczeństwo bez młodzieży jest społeczeństwem umierającym", "Europa popełnia samobójstwo" - ostrzegali. Spadek liczby narodzin w krajach Europy Zachodniej miał różne przyczyny, w tym kulturowe. Dominował model małej rodziny (z jednym lub dwojgiem dzieci), zwłaszcza w związkach nieformalnych. Realizacja ambicji zawodowych (często połączona z presją pełnej dyspozycyjności) i osiągnięcia wyższego statusu materialnego mogły kolidować z chęcią posiadania potomka. Pozytywnie wartościowany styl życia singla także nie sprzyjał postawom prokreacyjnym. Wreszcie - coraz więcej młodych ludzi cierpiało na bezpłodność, a leczenie było drogie, stresujące i mało skuteczne. Jedynie w Islandii i Irlandii przyrost naturalny, jak na Europę, był znaczący i w 2005 r. wynosił odpowiednio: 7,05 i 6,62?.
polityka prorodzinna - FrancjaW tej sytuacji zachodnie rządy zaczęły zachęcać do prokreacji. Szczególne powody do zadowolenia miała Francja, której przyrost naturalny w 2008 r. mógł robić wrażenie: 3,1?. Na jedną kobietę we Francji przypadało statystycznie 2,1 dziecka. Niewielka w tym była zasługa imigrantów, wbrew stereotypowym wyobrażeniom. Przypisuje się im tylko 5-procentowy udział we wzroście urodzeń. Decydujące znaczenie miała polityka prorodzinna wprowadzona przez władze państwowe. Francja gwarantuje darmowe przedszkola i szkoły, długi, płatny urlop wychowawczy oraz powrót do pracy po jego zakończeniu, korzystne zwolnienia podatkowe dla rodzin wielodzietnych, dopłaty do pensji opiekunki do dziecka oraz 800 euro comiesięcznego zasiłku w sytuacji, gdy kobieta rezygnuje z pracy na rzecz wychowywania potomka.
polityka prorodzinna - NiemcySłabsze rezultaty przyniosła ostrożna polityka Niemiec, ale na bardziej zdecydowaną długo nie było w Niemczech przyzwolenia społecznego. Panowała opinia, że kraj jest przeludniony (w następstwie napływu dużej liczby imigrantów), zatem działania sprzyjające wzrostowi populacji byłyby nieszczęściem. Dopiero na początku XXI stulecia zrewidowano ten pogląd, kiedy uświadomiono sobie, że proces starzenia się społeczeństwa zagraża egzystencji rodzin niemieckich i negatywnie odbije się na kondycji gospodarki. W latach 2005-2009 minister ds. rodziny w rządzie Angeli Merkel - Ursula von der Leyen (sama mająca siedmioro dzieci) - wdrożyła kilka reform pronatalistycznych, obejmujących m.in. dodatki finansowe dla matek przez rok po porodzie, urlopy tacierzyńskie i program rozbudowy żłobków. Na niski przyrost naturalny miała też wpływ malejąca rozrodczość imigrantek. W 1970 r. Turczynki w Republice Federalnej Niemiec (RFN) posiadały średnio o dwoje dzieci więcej niż Niemki, w 1996 r. - o jedno, a w 2008 r. - statystycznie o połowę dziecka. Można to odczytywać jako znak postępującej akulturacji do niemieckich standardów kulturowych.
baby boomNieco lepszymi wynikami w dziedzinie przyrostu demograficznego mogą pochwalić się Skandynawowie, Brytyjczycy, Holendrzy i Hiszpanie. Dzięki energicznej polityce pronatalistycznej wskaźnik dzietności kobiet w Wielkiej Brytanii w latach 2001-2008 podniósł się z 1,6 do 1,9. Zaczęto nawet mówić o "baby boomie". Kobiety w Wielkiej Brytanii otrzymywały 1000 funtów becikowego oraz zasiłki miesięczne w wysokości ok. 600 funtów. Najlepsze od dłuższego czasu okazały się lata 2009-2010, w których zaznaczyło się zjawisko zwane kryzysowym baby boomem. Prawie w całej Europie wzrósł wskaźnik poczęć i przyrost naturalny. Ludzie w okresie gospodarczej zapaści zwrócili się ku wartościom rodzinnym, wielu też potraktowało posiadanie potomstwa jako finansowe zabezpieczenie na wypadek utraty pracy - państwowe zasiłki na dzieci pomagały przetrwać całej rodzinie.
sytuacja demograficzna w RosjiZ kolei od początku lat 90. w Rosji liczba ludności malała rocznie o 500-800 tys. i malałaby jeszcze szybciej, gdyby nie osiedlanie się imigrantów z Azji oraz wysoki przyrost naturalny w rodzinach muzułmanów. Po 1990 r. podniósł się wskaźnik śmiertelności, zwłaszcza mężczyzn, a obniżył wskaźnik urodzeń. Nadal wysoka była liczba aborcji. Szacuje się, że na każdy poród przypadały dwie aborcje, czyli rocznie przeprowadzano ich ok. 2,5 mln. Prokreacji nie sprzyjał wysoki wskaźnik pesymizmu - dowód, że liczni mieszkańcy Federacji Rosyjskiej nie potrafili ułożyć sobie życia po upadku systemu komunistycznego. Rosja zajmowała drugie miejsce w świecie pod względem liczby samobójstw: 39,3 na 100 tys. mieszkańców. Rezygnację, zwątpienie i brak wiary w sens życia pogłębiał alkoholizm. Obliczono, że w 2007 r. statystyczny Rosjanin wypił 17 l czystego spirytusu, a 2,5 mln Rosjan było nałogowymi alkoholikami. Jednocześnie następowała szybka implantacja zachodnich wzorców kulturowych. Dopiero w ostatnich latach władze podjęły konkretne działania, by przeciwdziałać wymieraniu populacji Rosjan. Wprowadzono wysokie becikowe, tzw. kapitał macierzyński, w wysokości ponad 10 tys. dolarów po urodzeniu drugiego dziecka, a rządowe media propagowały wielodzietność. Jednak na efekty Rosja będzie musiała poczekać. Trudno z dnia na dzień zmienić dominujące tendencje, silnie uwarunkowane kulturowo. Podobne procesy demograficzne i społeczne wystąpiły na Ukrainie, Białorusi i w Mołdawii, doprowadzając do drastycznego spadku liczby ludności.
przyrost naturalny - Europa Środkowa i Południowo-WschodniaRównież w postkomunistycznych krajach Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej po 1989 r. nastąpiło znaczne obniżenie poziomu przyrostu naturalnego, a w niektórych z nich odnotowano nawet trend ujemny. Ta część Europy weszła w fazę demograficznego załamania, płacąc wysoką cenę za głębokie przemiany cywilizacyjne, które choć były konieczne, to nie sprzyjały prokreacji. W tej sytuacji ratunkiem mogła być, tak jak w Europie Zachodniej, polityka prorodzinna. Jednak omawiane państwa, borykające się z wieloma problemami spuścizny komunistycznej, w istocie jej nie prowadziły. Prawie cały ciężar kosztownego wychowania dzieci spadał na rodziców. Na pomoc społeczną i świadczenia rodzinne Polska oraz inne kraje regionu wydawały rocznie zaledwie ok. 0,6-1,0% PKB. Kobiety musiały często wybierać: dzieci albo praca. Bardzo niski, wynoszący jedynie 1,1-1,5, był wskaźnik dzietności. W efekcie w latach 1991-2001 liczba ludności Estonii zmalała o 8%, a Łotwy o 9%. Na Węgrzech w 2004 r. spadła poniżej 10 mln obywateli. Duża liczba samobójstw i wysoki wskaźnik pesymizmu Węgrów nie sprzyjały demograficznemu odradzaniu się narodu. Na skutek tego kurczyła się grupa pracujących, którzy musieli utrzymywać coraz większą rzeszę niepracujących. W 2009 r. na Węgrzech było zatrudnione ok. 3,7 mln osób w wieku 15-64 lat, o 60 tys. mniej niż rok wcześniej, co musiało się przekładać na współczynnik potencjału rozwojowego. Jeszcze gorsze wskaźniki reprodukcji ludności odnotowała Bułgaria. Jedynym krajem regionu, który już tradycyjnie zaskakiwał relatywnie wysokim poziomem przyrostu naturalnego, była muzułmańska w większości Albania.
starzenie się społeczeństwśrednia długość życiaNie tylko w krajach zamożnych, ale i biedniejszych ludzie żyli coraz dłużej. Niemniej istniały zasadnicze różnice między kontynentami oraz wewnątrz nich, jak choćby między krajami Ameryki Środkowej. W 2008 r. w Gwatemali przewidywana długość życia mężczyzn wynosiła 63,6 lat, kobiet - 69,0, ale w Kostaryce - 73,8 i 78,6. Najkrócej żyli mieszkańcy południowej części Afryki, dotknięci plagami chorób, najdłużej zaś - obywatele bogatych krajów o dużym współczynniku rozwoju społecznego. Europejczycy, Amerykanie, Japończycy zawdzięczali to wysokiej jakości życia, efektywnej opiece medycznej i socjalnej, uprawianiu sportów, przestrzeganiu odpowiedniej diety oraz lepszemu wykształceniu. Stulatkowie nie byli już sensacją. W 1960 r. we Francji żyło ich ok. 1 tys., a w 2010 r. - ponad 20 tys. Jednocześnie społeczeństwa krajów zamożnych szybko ulegały procesowi starzenia się. Ludzie w podeszłym wieku, zwani w języku poprawności politycznej dojrzałymi dorosłymi, stali się poważnym problemem społecznym i ekonomicznym. W 2010 r. z 20 krajów o największym odsetku osób powyżej 60 roku życia aż 19 znajdowało się w Europie. Dwudziestym była Japonia. Raport Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) z 2001 r. określił starzenie się ludności "największym wyzwaniem społecznym XXI wieku". W 1980 r. w krajach Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) osoby powyżej 65 roku życia stanowiły 13% ogółu populacji, w 2008 r. w państwach Unii Europejskiej (UE) - 17%, przy czym w Niemczech i we Włoszech - nawet ponad 20%. Podobnie wysokie wskaźniki odnotowano w Japonii, Hongkongu, Singapurze i Korei. W Polsce było to odpowiednio - 9 i 13%. Natomiast w biedniejszych krajach Azji Południowej seniorzy tworzyli w 2010 r. nieco ponad 7% sumy ludności, a w Afryce - zaledwie 4%. W Niemczech 4 osoby pracujące utrzymywały 3 emerytów, we Francji statystyczne 1,3 osoby czynnej zawodowo - 1 emeryta. Starzenie się społeczeństw państw Europy i Azji Wschodniej już powoduje, że coraz wolniej się rozwijają. Grozi im stagnacja. Także koszty finansowe i społeczne tego procesu są coraz wyższe. Narasta problem zapewnienia seniorom wypłat emerytalnych i rentowych. Kraje europejskie ratują się, zachęcając kobiety do podjęcia pracy zawodowej oraz podnosząc średni wiek emerytalny, co prowadzi do ograniczania liczby osób uprawnionych do świadczeń pieniężnych. W 2008 r. w Niemczech zajęcia zarobkowe wykonywało 67% kobiet, w Danii - 76%, a w Szwajcarii - 78%.
Tabela 3. Średnia długość życia (w latach)
Lata 2005-2009
Najwyższa
Najniższa
Andora
Japonia
Hongkong (CHRL)
Islandia
Szwajcaria
Australia
Hiszpania
Szwecja
Francja
Kanada
83,5
82,6
82,2
81,8
81,7
81,2
80,9
80,9
80,7
80,7
Suazi
Mozambik
Zambia
Lesotho
Sierra Leone
Angola
Zimbabwe
Afganistan
Rep. Środkowoafrykańska
Liberia
39,6
42,1
42,4
42,6
42,6
42,7
43,5
43,8
44,7
45,7
Źródło: "Forum" 2009, nr 20.
Mapa 1. Państwa o najniższej i najwyższej długości życia oraz śmiertelności niemowląt
różnice w długości życia między płciamiW większości krajów świata utrzymały się spore różnice w długości życia między kobietami a mężczyznami. Mężczyźni później przechodzili na emeryturę, a wcześniej umierali. W 1999 r. kobiety, według szacunków, dożywały średnio 68 lat, a mężczyźni - 64. W 2010 r. w UE przewidywana długość życia wynosiła: dla kobiet 82 lata, a dla mężczyzn 76 lat. Obie płcie dzieliła zatem różnica 6 lat, w USA - 5,5 roku, a w Rosji - aż ponad 13 lat. W przeszło 35 krajach świata kobiety żyły dłużej niż 80 lat, jedynie w Islandii dotyczyło to również mężczyzn. W krajach zachodniej Europy na 1 stulatka przypadało 7 stuletnich kobiet. Spośród 80 studziesięciolatków żyjących w Europie w 2008 r. zaledwie 7 było mężczyznami. Przyczyny zjawiska zróżnicowania długości życia między płciami nie są jasno ustalone. Wskazuje się na czynniki medyczne: kobiety są bardziej odporne na zagrożenia cywilizacyjne i mają lepszy układ odpornościowy, mężczyźni zaś łatwiej zapadają na niektóre choroby, rzadziej dokonują badań profilaktycznych i niechętnie korzystają z usług lekarskich. Statystycznie mężczyźni częściej niż kobiety sięgają po szkodliwe używki, niezdrowo się odżywiają, są bardziej narażeni na śmierć w wypadkach samochodowych i w trakcie misji wojskowych. Częściej też padają ofiarą bójek oraz popełniają samobójstwa. W krajach biednych wskazane czynniki nie miały większego znaczenia - w omawianych dekadach różnice w długości życia między płciami były bowiem nieznaczne. Na przykład w Bangladeszu w latach 2001-2003 statystycznie kobiety żyły dłużej od mężczyzn tylko o rok, a to z powodu wysokiej śmiertelności okołoporodowej.
"Chłopiec nie jest małym cesarzem"dysproporcje liczebne płciW opisywanych dekadach w przeważającej większości państw świata liczba kobiet odpowiadała liczbie mężczyzn. Jednak w kilku, i to zamieszkanych przez najludniejsze populacje, takich jak Chiny i Indie, gros stanowili mężczyźni, gdyż ze względów kulturowych i ekonomicznych preferuje się tam narodziny chłopców. To tradycja nakazywała mężczyznom opiekowanie się starszymi rodzicami oraz - w imieniu rodziny - utrzymywanie kontaktu z przodkami. Korzyści z posiadania dziewczynki były mniejsze, a wydatki, jak choćby w postaci małżeńskiego posagu - znaczące. Dzięki USG można było ustalać płeć dziecka i dokonywać aborcji żeńskiego płodu, czyli płci ocenianej jako mniej wartościowa. Według chińskich danych z 1999 r. na 100 urodzonych dziewczynek przypadało 118 chłopców. Podobne proporcje utrzymują się między płciami w całym regionie: w Korei Południowej, Wietnamie, Pakistanie. Według ekspertów w Azji "brakuje" już ok. 100 mln kobiet. Ponad 10, a może nawet 15% mężczyzn nie może założyć rodziny. Dlatego w 2006 r. władze wietnamskie zabroniły wykonywania badań USG określających płeć płodu, aby nie dochodziło do aborcji dziewczynek. Taki sam zakaz obowiązuje w Chinach, Indiach i Korei (często łamany, pożądaną informację można bowiem zdobyć w prywatnych klinikach przeprowadzających nielegalne badania). Jednocześnie w całym regionie prowadzono kampanie uświadamiające, których celem było podniesienie wartości społecznej dziewczynek. Indie oklejono plakatami: "Kobieta to też człowiek", w Korei propagowano hasło: "Jedna córka warta dziesięciu synów", a w Chinach przekonywano, że "Chłopiec nie jest małym cesarzem".
1.2. Urbanizacja i slumsy
cywilizacja ludzka cywilizacją miejskąGwałtowna urbanizacja rozpoczęła się w Europie i Ameryce Północnej jeszcze w 1 poł. XIX w. i stopniowo obejmowała kolejne kontynenty. W 1950 r. w miastach mieszkało 28,5% populacji globu. W końcowych latach XX i początkowych XXI w. miasto - jako podstawowe w dobie postindustrialnej narzędzie generowania rozwoju gospodarczego i społecznego - miało już zasadniczy wpływ na politykę, edukację, wzorce zachowania, kulturę wysoką oraz masową. Corocznie w skali świata miliony ludzi opuszczały wsie oraz miasteczka i migrowały do miast, zwłaszcza dużych. Obecnie w 600 największych miastach żyje 1,5 mld mieszkańców. Cywilizacja ludzka stała się cywilizacją miejską, gdyż także ci mieszkańcy aglomeracji, którzy przenieśli się na wieś lub w rejony podmiejskie, zachowywali poprzedni styl życia. "Nie każde życie miejskie jest nowoczesne, ale wszelkie życie nowoczesne jest życiem miejskim" - pisał Zygmunt Bauman.
urbanizacja i aglomeracje świataWedług szacunków ONZ w 2008 r., po raz pierwszy w dziejach ludzkości, liczba mieszkańców miast była większa niż wsi. W takich krajach Europy jak Belgia, Holandia, Wielka Brytania, Islandia poziom urbanizacji wynosił 90% lub był większy. Wysoki, przekraczający 80%, poziom urbanizacji charakteryzował kraje latynoskie: Argentynę, Brazylię, Chile, oraz USA, Kanadę, Japonię, Australię i kraje arabskie Zatoki Perskiej. Natomiast w najludniejszych krajach świata: Chinach, Indiach, Indonezji i Pakistanie, w miastach mieszkała mniejszość populacji. W Chinach w 1998 r. - 30,4%, w 2008 r. - 35,6%, a w Indiach w 2010 r. - 30%. W krajach biedniejszych największą dynamikę wzrostu odnotowywały miasta stołeczne, uchodzące za enklawy wolności i lepszej jakości życia, w których osiedlały się miliony ludzi pozbawionych przez procesy globalizacyjne dotychczasowej pracy na wsi. Na skutek tego powstały monstrualne jednostki osadnicze - aglomeracje, składające się w istocie z wielu gęsto zaludnionych miast i osiedli podmiejskich. Także w krajach zamożnych wielkie miasta, w tym stołeczne, cieszyły się sporym wzrostem wielkości populacji. W 1950 r. tylko Nowy Jork miał więcej niż 10 mln mieszkańców, a w 2009 r. tyle liczyło już niemal 30 metropolii, m.in.: Meksyk, Szanghaj, Pekin, S?o Paulo, Bombaj, Kalkuta, Dżakarta, Buenos Aires, Teheran, Dhaka, Delhi, Tianjin, Manila, Kair, Lagos, Nowy Jork, Los Angeles, Paryż, Tokio, Seul, Moskwa, Istambuł.
Mapa 2. Największe aglomeracje współczesnego świata
slumsy "wyrazem miejskiej nędzy"Największe kontrasty społeczne charakteryzują aglomeracje krajów biednych, które rozwijają się chaotycznie, bez planu urbanistycznego i poza kontrolą władz. Na obrzeżach tysięcy takich miast powstały dzielnice ubóstwa cywilizacyjnego i materialnego, zwane slumsami. Ich niepohamowany rozrost, datowany od lat 80., jest specyficznym zjawiskiem ostatnich dwóch dekad (jako następstwo procesów globalizacyjnych i kryzysu gospodarki liberalnej). Według wykładni oenzetowskiej slumsy to "rozległe osiedla, które szybko się stają widzialnym wyrazem miejskiej nędzy". Przeludnione, pozbawione kanalizacji, zasadniczo również prądu, gazu i bieżącej wody, składają się z prowizorycznych budowli skleconych z jakichkolwiek dostępnych materiałów. Slumsy zamieszkuje biedota - przybysze ze wsi, uchodźcy z terenów wojen domowych (zwłaszcza w krajach afrykańskich), także ci mieszkańcy miast, których do przeprowadzki zmusiły rosnące ceny czynszów. Utrzymują się z wykonywania nisko płatnych prac, kobiety są np. opiekunkami do dzieci, sprzątaczkami, część z nich uprawia prostytucję. Dzielnice skrajnej nędzy powiększają swój zasięg, gdyż władze miejskie nie potrafią rozwiązać problemu nadwyżki ludności, zapewnić wszystkim przybywającym dostępu do infrastruktury, sanitariatów, czystej wody, energii elektrycznej, ciągów komunikacyjnych i taniego budownictwa mieszkalnego. Zjawisko to występuje również w krajach europejskich, USA czy Australii. Według szacunków z 2001 r. w slumsach mieszkał 1 mld ludzi - 554 mln w Azji, 187 mln w Afryce, 128 mln w Ameryce latynoskiej i 54 mln w krajach rozwiniętych. W zależności od regionu slumsy charakteryzują pewne różnice. W Ameryce Łacińskiej zamieszkuje je - inaczej niż w Afryce - mniejszość populacji miast. Latynoamerykańskie dzielnice biedy częściej niż slumsy w Azji mają kanalizację oraz organizowany przez służby miejskie wywóz śmieci. Z kolei slumsy azjatyckie częściej mogą korzystać z elektryczności i bieżącej wody niż te w Afryce, w których gros mieszkańców nie ma dostępu do sanitariatów. Wszystkim jednak bliskie są te same zagrożenia: epidemie chorób, pożary czy ulewne deszcze (w krótkim czasie niszczące cały dobytek mieszkańców) oraz wysoka przestępczość (wszechobecna przemoc, dotykająca szczególnie kobiety, działalność gangów, często sprawujących realną władzę w dzielnicach nędzy).
Tabela 4. Odsetek mieszkańców slumsów na ogólną liczbę zamieszkujących miasta w poszczególnych krajach
Kraj
2009 r.
Angola
Kongo
Bangladesz
Nigeria
Pakistan
Wietnam
Indie
Chiny
Iran
Brazylia
RPA
Argentyna
Indonezja
Tajlandia
87%
76%
71%
66%
48%
41%
35%
33%
30%
29%
29%
26%
26%
26%
Źródło: raport ONZ z maja 2009 r.
slumsy - "kultura ubóstwa"W slumsach spaliny samochodowe mieszają się z duchotą tropików, z odorem gnijących odpadków roślinnych, zwierzęcych i ludzkich, a w Indiach dodatkowo z wonią kadzideł, w Dżakarcie z aromatem kwiatów, w Rangunie czy Bangkoku z zapachem smażonych insektów i przypiekanego ryżu, w afrykańskim Lagosie z oparami ropy naftowej. Slumsy nieraz nazywa się kulturą ubóstwa. Mieszkają w nich, często od pokoleń, ludzie w niej zaprogramowani, którzy nie widzą dla siebie alternatywy, co sprzyja trudnym problemom społecznym i patologiom. Są ofiarami inkluzji społecznej, nie mają dostępu do państwowej edukacji, służby zdrowia. Dyskryminowani przez system prawny, w każdej chwili mogą zostać eksmitowani z zajmowanych przez siebie domostw. Oparcia szukają np. we wspólnotach religijnych - islamskich czy zielonoświątkowców, które oferują konkretną pomoc (kursy dokształcające, zakup leków dla potrzebujących itp.).
slumsy - programy pomocySzukając sposobu na trwałe rozwiązanie problemu slumsów, instytucje rządowe, miejskie i społeczne siegają na razie po środki doraźne. Przykładowo Bank Światowy dostarczył prawie milionowi ludzi z brazylijskich faweli wodę pitną, a w Bombaju i Kalkucie zainwestował w prywatne, płatne toalety. Dzięki pomocy międzynarodowej także inne miasta, np. Manila i Lagos, poprawiły zaopatrzenie ludzi w wodę pitną. W niektórych krajach rządy przyznały mieszkańcom domków w dzielnicach biedy prawo do najmu dożywotniego albo nawet prawo własności. Nowi właściciele zaczęli się samoorganizować, tworząc lokalne wspólnoty i inwestując w rodzinne biznesy. Uczyli się przedsiębiorczości oraz odpowiedzialności za innych. W latach 2007-2009 nieformalna, ale nieźle zorganizowana gospodarka slumsów okazała się odporna na światowy kryzys.
nowoczesne miasta Zachodu i Azji WschodniejZupełnie inaczej wyglądają wielkie miasta Zachodu i Azji Wschodniej. Rozbudowywane według planu rozwoju urbanistycznego i poddane systemowi społecznej kontroli - były i są ośrodkami administracji rządowej i samorządowej, usług, handlu, banków, rozrywki i nowoczesnych technologii informatycznych. Miasta te są oświetlone według nowoczesnych, tzw. inteligentnych, systemów świetlnych, a iluminacja stała się odkrywaną na nowo, integralną częścią przestrzeni. Za problem priorytetowy, obok ekologii, powszechnie uznaje się transport miejski, którego podstawowe składniki, takie jak wewnętrzne autostrady, kolejki kolei miejskiej, metro, wielopoziomowe skrzyżowania, podziemne parkingi, zostały dobrze skomunikowane. W Singapurze funkcjonuje nawet pierwszy w świecie system zarządzania transportem miejskim i poborem opłat z tytułu wjazdu do miasta. Nie tylko w Singapurze zrozumiano, że bez sprawnej komunikacji nie ma rozwoju, spadają dochody miasta i mieszkańców. Dlatego dużą wagę przywiązuje się do transportu rowerowego. Według szacunków w miastach Holandii i Danii rowerzyści są uczestnikami 20% ruchu ulicznego, w Berlinie - 13%.
1.3. Choroby
przegrana walka o zdrowie w krajach biednychW opisywanych dekadach zagadnieniem zdrowia i profilaktyki medycznej zainteresowane były głównie dostatnie społeczeństwa zachodnie. Natomiast biedna część mieszkańców globu, zajęta zaspokajaniem podstawowych potrzeb i pozbawiona systematycznej opieki lekarskiej, nie potrafiła lub nie była w stanie włączyć się do walki o zdrowie. Ponad 2,6 mld ludzi, w tym prawie 1 mld dzieci, nie miało możliwości korzystania z urządzeń sanitarnych. Przeszło 1 mld osób nie miał dostępu do czystej wody, a jej brak wywoływał śmiertelne choroby zakaźne. Pomoc organizacji humanitarnych przynosiła ulgę, ale nie do wszystkich mogła dotrzeć. Miliony dzieci w biednych wspólnotach cierpiały z powodu głodu lub niedożywienia. W ich jadłospisie zbyt mało było witamin, tylko nieliczne mogły spożywać żywność wzbogaconą w jodowaną sól i żelazo. Także szczepienia ochronne nie obejmowały wszystkich, podobnie jak procesy odrobaczania. W konsekwencji rósł wskaźnik zapadalności na choroby i zgonów nimi spowodowanych.
AIDS i HIVW krajach zamożnych ludzie umierali najczęściej z powodu chorób układu krążenia oraz nowotworów. W samej tylko UE schorzenia kardiologiczne i dotyczące układu krążenia były przyczyną 55% zgonów kobiet oraz 43% mężczyzn, a ich ofiarą padało rocznie 1,8-2,0 mln osób. Natomiast w krajach biednych najtragiczniejsze żniwo zbierały choroby zakaźne. Najgroźniejsze z nich określa się mianem pięciu plag. Na ich czele stoi AIDS (ang. Acquired Immune Deficiency Syndrome - zespół nabytego upośledzenia odporności). Ta "dżuma współczesności" rocznie odpowiada za śmierć ponad 2 mln osób oraz 5-6 mln nowych zachorowań. Świat po raz pierwszy usłyszał o AIDS w 1981 r. Śmierć artystów - najpierw aktora Rocka Hudsona w 1985 r., a następnie wokalisty grupy Queen Freddiego Mercury'ego w 1991 r. - zaszokowała opinię publiczną i zwróciła uwagę na nowy problem. Do walki z AIDS włączyli się znani twórcy oraz zamożne państwa Zachodu. choroby serca i nowotwory w UEJuż w 1983 r. Luc Montagnier z Instytutu Pasteura wyizolował retrowirus wywołujący chorobę. Nadano mu później nazwę HIV i ustalono, że przenosi się m.in. przez krew i spermę. Od 1988 r. 1 grudnia obchodzony jest Światowy Dzień Walki z AIDS, będący wyrazem solidarności z ofiarami choroby oraz sprzeciwu wobec ich stygmatyzacji i dyskryminowania w wielu krajach.
AIDS - Afryka, RPAW 1995 r. nosicielami wirusa HIV w skali świata było 16-18 mln ludzi, w 2009 r. - ponad 40 mln, a 2/3 zarażonych mieszkało w Afryce. Przodują w tej niechlubnej konkurencji: Republika Południowej Afryki (RPA), Lesotho oraz Królestwo Suazi, w którym liczba osób seropozytywnych przekroczyła 60% populacji. Rządy niektórych państw afrykańskich - zwłaszcza RPA - marginalizowały problem, twierdząc m.in., że zachodnia propaganda medialna mylnie identyfikuje objawy AIDS z chorobami tradycyjnie występującymi w Afryce, takimi jak gruźlica, biegunka, zespół wyniszczenia organizmu. W efekcie co trzecia osoba zarażona wirusem HIV umierała z powodu komplikacji wywołanych przez AIDS, mimo pomocy organizacji pozarządowych i międzynarodowych ze Światowym Funduszem ONZ na rzecz Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią na czele. W latach 1994-2008 średnia długość życia w RPA zmniejszyła się o 20 lat i wynosiła dla mężczyzn 48,4 lat, a dla kobiet - 51,6. HIV - liczba zarażonych na świecieZaprzeczanie występowaniu AIDS w RPA sprawiło, że profilaktyka HIV - zwłaszcza zakażeń wertykalnych (przenoszonych z matki na dziecko) - i terapia antyretrowirusowa zostały wprowadzone w tym kraju dopiero w 2004 r. Według oficjalnych danych w 2009 r. leczeniu poddano 37% chorych, a ogólna liczba nosicieli HIV oraz cierpiących na AIDS przekracza 5,5 mln.
gwałty na dzieciachNasilenie się epidemii w RPA i całej Afryce subsaharyjskiej miało specyficzną przyczynę. Zarażeni nie używali prezerwatyw, podzielając tragiczne w skutkach przekonanie, że z choroby wyleczy ich stosunek seksualny z dziewicą. Gwałty na dziewczynkach, społecznie aprobowane w niektórych regionach, stały się zjawiskiem masowym. Przypadek zbiorowego gwałtu na dziewięciomiesięcznym dziecku z 2001 r. dobrze obrazuje skalę okrucieństwa tego procederu. Przemoc seksualna wobec dziewczynek oraz kobiet jest jedną z najczęstszych dróg zarażania ich wirusem HIV i zwiększa dysproporcję zakażeń między jedną a drugą płcią.
AIDS - przypadek szczególny: UgandaTylko w niektórych krajach Afryki odnotowano postęp w zwalczaniu choroby. Interesujący jest przypadek Ugandy, w której od końca lat 80. wdrażano pierwszy na kontynencie, świetnie zorganizowany, rządowy program profilaktyki HIV, bazujący na wytycznych IEC - informacja, edukacja, porozumiewanie się (ang. communication). Mimo że promowano też używanie prezerwatyw, wsparły go organizacje religijne różnych wyznań. Po kilku latach działania przyniósł efekty w postaci spadku częstości zakażeń - z ponad 15% w latach 90. do 5% w 2001 r. Niestety przyjęcie nowej metodologii walki z AIDS - sponsorowanego przez USA planu ABC, czyli abstynencji seksualnej, bycia wiernym w małżeństwie, używania prezerwatyw (ang. condoms) - odwróciło tę tendencję. W istocie do 2010 r. realizowano tylko plan AB, a darmowe lub tanie prezerwatywy wycofano z rynku. Amerykański program okazał się najgroźniejszy właśnie dla dochowujących wierności żon, wśród których zwiększał się odsetek zakażeń wirusem, przekazywanym im przez mających kontakty z innymi partnerkami mężów.
AIDS - Europa Wschodnia, Azja CentralnaOd poł. lat 90. szybko rosła liczba zarażonych wirusem HIV i zmarłych z powodu powikłań wywołanych AIDS w krajach Europy Wschodniej - zwłaszcza na Ukrainie i w Rosji - oraz w Azji Centralnej. Brak środków na edukację i skuteczną profilaktykę, ignorancja i bieda społeczeństw, rosnąca liczba narkomanów oraz bezdomnych nastolatków (grup szczególnie narażonych na zachorowanie) - to podstawowe czynniki pandemiczne. Według danych UNAIDS (ang. The Joint United Nations Programme on HIV/AIDS - Wspólny Program Narodów Zjednoczonych ds. HIV/AIDS, ustanowiony w 1996) liczba nosicieli wirusa HIV w Federacji Rosyjskiej w 2008 r. przekroczyła 1% populacji, a na Ukrainie - 1,6%. To najwyższe wskaźniki w całej Europie.
AIDS - Chiny, TajlandiaW Chinach pierwsze przypadki występowania wirusa HIV stwierdzono w 1985 r. u cudzoziemców oraz osób podróżujących za granicę. Władze przez lata utrzymywały zatem, że AIDS nie jest problemem rdzennych Chińczyków, napiętnowały jako winnych zakażeń "niemoralnych" zachodnich homoseksualistów i ukrywały informacje o postępach epidemii w kraju. Dopiero od 2001 r. zaczęły interesować się profilaktyką HIV, kiedy już u 600-800 tys. obywateli zdiagnozowano wirusa, a ogromna część została zakażona w następstwie sprzedaży osocza w komercyjnych bankach krwi (np. w ubogiej prowincji Henan, gdzie powstały "wsie AIDS" z nawet 80-procentowym wskaźnikiem zakażeń i tysiącami osieroconych dzieci, których rodzice zmarli na AIDS). W czasie Światowego Dnia Walki z AIDS w 2003 r. premier Chin ogłosił zainicjowanie programu profilaktyki HIV, przewidującego m.in. bezpłatną terapię antyretrowirusową dla wszystkich potrzebujących. W mediach zaczęto propagować prezerwatywy i bezpieczny seks (wcześniej traktowane jako niegodne Chińczyków promowanie prostytucji). Tymczasem w sąsiedniej Tajlandii program 100% condom, narzucający konieczność stosowania prezerwatyw wszystkim korzystającym z płatnego seksu, prowadzono od lat 90. Połączony z rozdawnictwem milionów sztuk prezerwatyw, igieł i strzykawek oraz szeroko zakrojoną akcją edukacyjną w mediach i szkołach na temat profilaktyki AIDS, przyczynił się do znacznego ograniczenia rozmiarów epidemii. Niemniej spośród państw azjatyckich Tajlandia ma najwyższe wskaźniki zarażeń HIV. Wedle szacunków z 2009 r. ponad 0,5 mln Tajów było seropozytywnych, w tym połowa prostytutek i ponad 20% narkomanów. W samym Bangkoku, znanym jako światowe centrum prostytucji, ok. 19% osób świadczących usługi seksualne było nosicielami wirusa HIV.
Mapa 3. Odsetek ludności zakażonej wirusem HIV
AIDS - Europa Zachodnia i Środkowa, USAPod koniec 2009 r. szacowano, że ok. 0,8 mln osób zarażonych HIV żyje w Europie Zachodniej i Środkowej. Śmiertelność spowodowana AIDS znacznie zmalała dzięki wprowadzeniu w poł. lat 90. skojarzonego leczenia antyretrowirusowego. W 2009 r. zmarł ponad 1 tys. osób, trzy razy mniej niż w 2004 r. Najnowsze obliczenia wskazują jednak na zwiększający się wskaźnik nowych zakażeń HIV w wielu krajach europejskich (np. w Wielkiej Brytanii), zwłaszcza wśród młodych osób heteroseksualnych oraz w związku z napływem imigrantów z rejonów epidemicznych. W USA liczbę osób zakażonych HIV i chorych na AIDS szacuje się na ok. 1,2 mln. Poziom nowych zachorowań oraz śmiertelności ustabilizował się w ostatnich latach (rocznie ok. 35 tys. nowych rozpoznań i średnio 17 tys. zgonów). Od początku epidemii do 2009 r. zmarło na AIDS w Stanach Zjednoczonych ponad 0,6 mln osób.
gruźlicaDrugą z najniebezpieczniejszych zakaźnych chorób cywilizacyjnych o zasięgu globalnym jest gruźlica. Jeden z dziennikarzy określił ją mianem bezlitosnego, niszczącego ludzkość drapieżnika, czającego się w cieniu. Jeśli nie uda się - ostrzegał - zahamować postępów tej choroby, konsekwencje będą katastrofalne i niewyobrażalne.
Szacuje się, że rocznie umiera na gruźlicę ok. 2-3 mln ludzi, czyli więcej niż na AIDS, a liczba zarażonych sięga 8-10 mln. Dzieci (do 14 roku życia) stanowią 10-15% ogółu chorych (z czego 1/3 umiera). W omawianych dwóch dekadach najwięcej zachorowań odnotowano w Azji Południowo-Wschodniej, zachodniej części Pacyfiku i Afryce. Najgorsza sytuacja epidemiologiczna panowała m.in.: w Indiach, Chinach, Pakistanie, Bangladeszu, Suazi, Dżibuti, Namibii, Zimbabwe, RPA, Kambodży, Kenii, Mozambiku, Somalii, Kongu, Ugandzie, Tajlandii, Etiopii, Afganistanie, Rosji, Nigerii, Indonezji oraz na Filipinach. Do rozprzestrzeniania się choroby przyczyniają się złe warunki sanitarne, głód, uzależnienie od narkotyków i alkoholu, brak odpowiedniej opieki medycznej, przeludnienie. Utożsamiana z problemami krajów biednych, gruźlica nie była tak "medialna" jak AIDS, dlatego mniej się o niej wspominało w publicznym dyskursie ostatnich lat. Tymczasem również w krajach wysoko rozwiniętych, jak Japonia czy USA, każdego roku stwierdza się odsetek zachorowań w różnych populacjach, np. imigrantów, bezdomnych, nosicieli wirusa HIV, narkomanów. Szczególnie narażone na zachorowanie są też dzieci i osoby w podeszłym wieku.
malariaW ponad 100 krajach Afryki, Ameryki latynoskiej i Azji groźną chorobą pozostaje malaria, na którą co roku umiera ok. 1-2,7 mln osób (dane z 2008). Zdecydowana większość zarażeń występuje w Afryce subsaharyjskiej. Chorobę wywołuje zarodziec malaryczny przenoszony przez samice komarów z rodzaju Anopheles.
grypa meksykańskaChorobą, której obok AIDS najczęściej poświęcano uwagę w serwisach agencji światowych, telewizyjnych i prasowych, była grypa, atakująca ludzi w krajach zarówno biednych, jak i bogatych. Media za punkt honoru uznały przedstawianie grypy jako głównego zagrożenia ludzkości. Rzeczywiście, prawie to się im powiodło, gdyż raz za razem świat ogarniała histeria. Media siały przerażenie, wzbudzały poczucie bezradności, straszyły powrotem hiszpanki, a jednocześnie propagowały coraz to inne szczepionki przeciwko grypie. Sęk w tym, że istnieje bardzo wiele wirusów grypy, a szczepionka chroni tylko przed tym, przeciwko któremu została opracowana, jej działanie zatem jest bardzo ograniczone. Za nastroje konsumentów i komentarze medialne w znacznej mierze odpowiadała grupa 20 najpotężniejszych koncernów farmaceutycznych świata zwana Big Fharmą, która w istocie steruje popytem na leki, w tym szczepionki, wpływa na opinie publicystów, sponsoruje niektóre badania kliniczne (co budzi zastrzeżenia co do ich wiarygodności). medialna epidemia strachuPodręcznikowym przykładem medialnej globalizacji wirusa grypy stała się grypa meksykańska, potocznie nazywana świńską, a precyzyjnie - wirusem oznaczonym jako A/H1N1v. "Nowe mikroby, takie jak wirus świńskiej grypy, mogą zagrozić ludzkości z równą siłą, jak czyniły to w czasach, gdy nie mieliśmy ani szczepionek, ani leków" - ostrzegano w jednym z czasopism. Słowem - zbliżała się nowa apokalipsa, przed którą należało się bronić, tak jak to uczyniono w maju 2009 r. w mieście Meksyk. Media informowały, że ogłoszono tam stan oblężenia, niczym w czasie wojny:
Pozamykane sklepy, restauracje i kluby. Nawet na nabożeństwa kościelne wierni przychodzą ze szczelnie zakrytymi twarzami. Restauracje serwują tylko dania na wynos, ludzie wykupują wodę, jedzenie i zamykają się w domach. Ci, którzy decydują się wyjść na zewnątrz, nie rozstają się z maskami chirurgicznymi, które niemal na każdym rogu ulicy rozdają żołnierze i wolontariusze. Szkoły zamknięte są do 6 maja [...]. Ludzie myślą o jednym, jak przetrwać.
Liczba zachorowań na grypę meksykańską i zgonów tym spowodowanych była stosunkowo niewielka. W Meksyku zmarło 146 osób, Argentynie - 137, USA - 301, Kanadzie - 49, Tajlandii - 65, Australii - 31. W Europie najwięcej przypadków śmiertelnych stwierdzono w Wielkiej Brytanii - 30. W sumie, według oficjalnych danych, ofiarą A/H1N1v padło ok. 18,5 tys. osób w 125 krajach. Zgodnie z wytycznymi WHO (ang. World Health Organization - Światowa Organizacja Zdrowia) nie można było mówić o pandemii. Dlatego oskarża się tę instytucję, że wychodząc naprzeciw interesom koncernów farmaceutycznych, obniżyła kryteria pandemii tak, by nowa grypa je spełniała. Już w czerwcu 2009 r. ogłoszono szósty, najwyższy stopień zagrożenia wirusem (odwołany w VIII 2010). Zachodnie rządy zamówiły miliony szczepionek, które okazały się niepotrzebne, a pochłonęły miliardy euro wydane na ich zakup i przechowywanie. Casus grypy meksykańskiej potwierdza smutną konstatację, że wyolbrzymianie ryzyka związanego z zakażeniem przynosi korzyści jedynie przemysłowi farmaceutycznemu. Jest niebezpiecznym zjawiskiem stymulującym społeczną panikę i niepotrzebne komplikacje - wywołuje zamieszanie w transporcie i logistyce, stwarza utrudnienia w podróżowaniu ze względu na zaostrzone przepisy celne i sanitarne.
SARSRealnym, a nie tylko medialnie atrakcyjnym, zagrożeniem okazała się choroba, którą po raz pierwszy rozpoznano w 2003 r. w Azji Południowo-Wschodniej. Mowa o SARS (ang. Severe Acute Respiratory Syndrome - zespół ostrej niewydolności oddechowej), czyli nietypowym zapaleniu płuc, z objawami początkowo przypominającymi grypę. Tylko w 2003 r. zachorowało 8096 osób, a zmarło 774. W latach 2004-2007 odnotowano kolejne 328 przypadków zachorowań (głównie w Azji Wschodniej), z czego 200 śmiertelnych. Widok mieszkańców chroniących się przed zakażeniem nakładaną na twarz maseczką, odkażających ręce i mieszkania był czymś codziennym.
depresjaStatus choroby globalnej ma depresja, na którą cierpi - wedle szacunków z 2010 r. - 121 mln ludzi na całym świecie. W krajach Europy Zachodniej oraz USA liczba chorujących na różne odmiany depresji waha się między kilkoma a nawet kilkunastoma procentami. Częściej zapadają na nią kobiety niż mężczyźni. Poza predyspozycjami genetycznymi do przyczyn wyzwalających chorobę należą różne czynniki psychologiczne, środowiskowe, klimatyczne, wreszcie medyczne - depresja jest bowiem symptomem wielu innych schorzeń, np. endokrynologicznych. W sferze emocjonalnej objawia się przede wszystkim niemożnością odczuwania pozytywnych bodźców, brakiem radości życia, negatywnym postrzeganiem własnej osoby, napadami lęku, potrzebą izolacji. Często towarzyszą jej dolegliwości somatyczne, np. bóle serca, głowy, żołądka. Nieleczona może doprowadzić do samobójstwa. Dla osób chorych radzenie sobie z codziennymi czynnościami jest nie lada wyzwaniem, a niezdolność do pracy tak licznej części populacji to narastający problem ekonomiczny.
"choroba szalonych krów"Kilkanaście lat zajęło państwom europejskim uporanie się z zagrożeniem, jakim była tzw. choroba szalonych krów, czyli BSE (ang. Bovine Spongiform Encephalopathy - gąbczasta encefalopatia bydła), wywoływana przez czynnik zakaźny - prion. Pierwsze przypadki chorobowe zaobserwowano w Wielkiej Brytanii w 1984 r., a 10 lat później zarejestrowano ich już 140 tys. Zakażenia przenosiły się drogą pokarmową w następstwie podawania bydłu wysokoproteinowej mączki mięsno-kostnej pozyskiwanej z odpadów rzeźniczych z innych zwierząt (głównie owiec i krów), w tym również zarażonych prionami. Zmuszanie do kanibalizmu roślinożernych przeżuwaczy spowodowało wybuch epidemii BSE wśród stad na Wyspach. Ogniska choroby wystąpiły też w Irlandii, Portugalii i kilku innych państwach zachodnich. W 1994 r. Komisja Europejska nałożyła embargo na brytyjską wołowinę (rozszerzone później na jej przetwory, głównie żelatynę). Zakaz importu do krajów członkowskich obowiązywał do 1999 r. Przez kilka lat rząd brytyjski nie informował opinii publicznej o możliwości zarażenia się ludzi przez spożycie zakażonego mięsa lub jego surowców. W 1996 r. angielscy lekarze opisali przypadki wystąpienia nowego wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba (vCJD), powstałego na skutek przeniesienia na ludzi BSE (do 2001 zdiagnozowano go u kilkudziesięciu osób). Dopiero wtedy władze zostały zmuszone do przyznania, że istnieje związek między "chorobą szalonych krów" a vCJD. Zaczął się masowy ubój stad, w których była choćby jedna chora krowa. Taką strategię walki z BSE przyjęły też inne państwa europejskie. W sumie zabito kilka milionów zwierząt. W UE wprowadzono ponadto zakaz dodawania do paszy zwierzęcej mączki przetworzonej ze ssaków. Po 2002 r. epidemia osłabła, a przypadki zakażeń spotykano coraz rzadziej. BSE okazała się zupełnie nowym zagrożeniem cywilizacyjnym, które wywołało ogólnoświatową panikę konsumpcyjną. Ludzie odmawiali spożywania wołowiny, ale i protestowali przeciwko zbyt wielkiej skali zabijania krów. Rządy oskarżano o bezsensowność działań i barbarzyństwo, np. w Niemczech, w których nakazano ubój setek tysięcy sztuk bydła, mimo że nie było zakażone. Epidemia BSE unaoczniła, jak dramatyczne skutki dla człowieka i przyrody przynosi hodowla na skalę przemysłową, z poluzowaniem obostrzeń technologicznych dla zwiększenia produkcji i zysku, przedkładanego nad bezpieczeństwo konsumentów i zdrowie samych zwierząt.
1.4. Ekologia i zieloni
rozkwit ruchu zielonychSłowo "ekologia" po raz pierwszy pojawiło się w 1869 r. w publikacji niemieckiego biologa Ernsta Haeckela. W XX w. przez to pojęcie zaczęto rozumieć współzależności między organizmami a otaczającym je środowiskiem. Na podstawie badań z zakresu ekologii podjęto działania na rzecz zachowania środowiska naturalnego i jego zasobów. Najszybciej i na największą skalę czyniono to w krajach zachodnich i Japonii, których mieszkańcy chcieli żyć wygodniej i dłużej. W latach 70. i 80. idea walki na rzecz zachowania i regeneracji środowiska naturalnego przybrała kształt ruchów obywatelskich, którym nadano wspólne miano: ruchu zielonych. W obronie środowiska naturalnego zieloni byli w stanie wyprowadzić na ulice tysięczne rzesze obywateli, zyskali poparcie artystów i twórców. "Ochrona środowiska musi stać się częścią naszej polityki" - przekonywał Robert Redford. ekologia - definicjaNa początku lat 90. zieloni dysponowali licznymi stowarzyszeniami, mieli przyjaciół wśród dziennikarzy i polityków, zwłaszcza o poglądach lewicowych. W 1988 r. w szwedzkim parlamencie, Riksdagu, zasiadło 20 przedstawicieli Partii Zielonych. Pojawili się też m.in. w parlamentach Danii, Norwegii, Luksemburga, w europarlamencie, współrządzili w Niemczech. Walka o środowisko naturalne człowieka zaczęła łączyć ludzi różnych przekonań politycznych. W latach 90. i późniejszych dynamika rozwoju Partii Zielonych nieco osłabła, gdy tematykę ekologiczną wprowadziły do programów tradycyjne partie polityczne.
komunistyczni trucicieleW krajach komunistycznych degradacja środowiska nie była dla władz problemem, skoro dym fabryczny utożsamiano z postępem. W 1989 r. 50% największych rzek ZSRR było zanieczyszczone toksynami, a Jezioro Aralskie zmniejszyło swą powierzchnię o 40%. Skutki antyekologicznej polityki reżimów komunistycznych są widoczne po dziś dzień, mimo że emisję szkodliwych gazów i innych substancji znacznie ograniczono, a niektóre zakłady pracy, nazywane trucicielami, zamknięto. Niemniej elektrownie produkujące energię z węgla kamiennego, brunatnego i łupków bitumicznych nadal zanieczyszczają atmosferę, tyle że nie na taką skalę jak kiedyś.
"nie" dla ekologiiPo 1989 r. ochrona środowiska stała się jednym z najważniejszych problemów świata, choć nie wszędzie uległa fetyszyzacji. Nie wszyscy też podzielali opinię Richarda Fullera, że Ziemia to statek kosmiczny, za który jako członkowie jego załogi wspólnie odpowiadamy. Zasadniczo antyekologiczne były poglądy obu prezydentów Bushów, którzy przekonywali, że wprowadzenie restrykcji proekologicznych doprowadzi do kolizji z ambicjami Amerykanów o lepszym życiu. "Amerykański styl życia nie podlega negocjacji" - oznajmił George Bush senior. Bushowie, mający poparcie milionów Amerykanów, obawiali się, że przyjęcie programu zielonych spowoduje zatrzymanie rozwoju cywilizacyjnego USA. Niektóre stany, jak choćby Kalifornia, Maryland czy Massachusetts, nie zważając na Waszyngton, realizowały własną proekologiczną politykę. W USA zieloni znaleźli się w konflikcie ze zwolennikami konsumeryzmu - idei, która zakłada prawo człowieka do nieograniczonej eksploatacji zasobów planety w imię komfortu materialnego, postępu gospodarczego i nieustannego rozwoju technologicznego. Po 2000 r. przeciwko ograniczeniom proekologicznym zdecydowanie wystąpiła Kanada. Zwyciężyły interesy wielkich koncernów petrochemicznych, które rozpoczęły eksploatację ropy naftowej oraz gazu z pokładów znajdujących się na dużej głębokości. Także Chiny, Indie, Rosja, Brazylia i RPA trwały przy opinii, że jako kraje biedniejsze i będące w fazie rozwoju nie mogą sobie pozwolić na gorset ekologiczny i drogie inwestycje przyjazne środowisku. Antyekologicznych polityków wspierały te korporacje biznesowe, które opowiadały się za szybkim rozwojem, bez zwracania uwagi na skutki.
1992: Szczyt Ziemi i Agenda 21Duże różnice zdań między przedstawicielami 172 państw świata zaznaczyły się podczas pierwszej globalnej konferencji ekologicznej, która odbyła się w czerwcu 1992 r. w Rio de Janeiro i nazwana została, może trochę na wyrost, Szczytem Ziemi. Jej uczestnicy przyjęli m.in. Globalny program działań, nazywany też Agendą 21, czyli obszerny dokument przedstawiający zasady zrównoważonego rozwoju gospodarczego i społecznego w harmonii ze środowiskiem naturalnym (ekorozwój). Za priorytet dla XXI w. uznano w nim ochronę ludzkiego życia i zdrowia oraz przyrody i jej dóbr, wskazano metody osiągnięcia tego celu, np. przez zmianę modelu konsumpcji, walkę z ubóstwem, troskę o bezpieczeństwo ekosystemów, rozsądne gospodarowanie odpadami toksycznymi. Międzynarodowa społeczność uświadomiła sobie, że jej zadaniem jest ochrona naturalnych zasobów, gdyż - jak czytamy w rezolucji z konferencji - "nie odziedziczyliśmy Ziemi po naszych przodkach. Pożyczyliśmy ją tylko od naszych dzieci".
ochrona środowiska w UEPostulat ochrony środowiska naturalnego znalazł uznanie w Japonii, głównie ze względów kulturowych i religijnych. Jednak największe poparcie zyskał w gęsto zaludnionej Europie, co trudno uznać za niespodziankę. Europa z powodu dziewiętnastowiecznej industrializacji najwcześniej doświadczyła skutków niekontrolowanego rozwoju gospodarczego, dlatego stała się prekursorem walki o zachowanie środowiska naturalnego. Liczne uchwały gremiów kierowniczych EWG, a następnie UE były tego dowodem. W Jednolitym akcie europejskim z 1987 r. zamieszczono Akt ochrony środowiska, w którym określono jednakowe dla wszystkich państw normy czystości wody oraz dopuszczalne normy w zakresie zanieczyszczania ziemi i powietrza. Mimo to zieloni nieraz krytykowali polityków, że chętnie przyjmują deklaracje, z których niewiele wynika. Dlatego ponawiali ostrzeżenia: "Jeśli nie zmienimy naszego podejścia do Matki Ziemi, zapłacimy za naszą pychę jeszcze wyższą cenę".
katastrofy ekologiczneZieloni nie tylko w UE, ale również w wielu innych krajach świata apelowali o wprowadzenie ustawodawstwa proekologicznego, które by zmniejszyło ryzyko katastrof wywołanych ludzkim zaniedbaniem bądź celowym zamiarem - i sporo osiągnęli. Dzięki surowym przepisom i wzmożonej czujności w ostatniej dekadzie wydarzyło się mniej tego typu katastrof niż w latach 90. XX w. Kilka tragicznych odnotowano wówczas w krajach żegnających komunizm. Przykładowo 4 czerwca 1989 r. w radzieckiej Baszkirii doszło do eksplozji gazu ziemnego, ulatniającego się w dużych ilościach z uszkodzonej nitki gazociągu, który zapalił się od iskier z dwóch pociągów. Pociągi spłonęły, a grzyb dymu przypominał wybuch nuklearny. Zginęło niemal 600 osób. Z katastrofą ekologiczną mamy do czynienia wtedy, gdy dochodzi do dewastacji dużych obszarów środowiska przyrodniczego w następstwie działalności żywiołów naturalnych albo człowieka.
katastrofy - działalność żywiołówPrzyczyną katastrofy ekologicznej może być: pożar olbrzymich połaci lasów, niezwykle intensywna powódź, trzęsienie ziemi i wywołane przez nie tsunami oraz erupcja wulkanu. Groźny dla ludzi i przyrody był wybuch wulkanu Pinatubo na Filipinach w 1991 r. czy islandzkiego Eyjafjoell w 2010 r., który uwolnił taką ilość pyłu wulkanicznego, że przez kilka tygodni europejski ruch lotniczy był sparaliżowany. Najdotkliwsze zniszczenia spowodowało trzęsienie ziemi, które zdarzyło się na Oceanie Indyjskim, u wybrzeży Indonezji, Malezji i Tajlandii w grudniu 2004 r. Wywołane przez nie tsunami zabiło ok. 230 tys. ludzi. Trzęsienie ziemi w chińskiej prowincji Syczuan w 2008 r. pociągnęło za sobą śmierć 84 tys. osób, a to, które nawiedziło Haiti w styczniu 2010 r., odebrało życie 316 tys. ludzi, obróciło w ruinę 250 tys. domów oraz przyniosło epidemię cholery jesienią owego roku. Trzęsienie ziemi w marcu 2011 r. w Japonii doprowadziło do powstania niezwykle niszczycielskiego tsunami na Pacyfiku, wielkich strat materialnych i ludzkich oraz - co szczególnie niebezpieczne - skażenia radioaktywnego po uszkodzeniu elektrowni atomowej w Fukushimie. Zmarło lub zaginęło ok. 30 tys. Japończyków.
katastrofy - działalność człowiekaW poprzednich dwóch dekadach katastrofy ekologiczne sprowokowane działalnością człowieka następowały głównie przez awarie wież wiertniczych oraz wypadki tankowców, co prowadziło do wycieku ropy zabijającej florę i faunę oceanów oraz wybrzeży. W 1999 r. uszkodzenie tankowca "Erika" u wybrzeży Francji, a w 2002 r. tankowca "Prestige" na wodach hiszpańskich - skutkujące wyciekiem mazutu oraz ropy - spowodowało zanieczyszczenie wód Atlantyku oraz degradację środowiska naturalnego wybrzeży. Jedna z najtragiczniejszych w skutkach katastrof wydarzyła się w Zatoce Meksykańskiej. 20 kwietnia 2010 r. w wyniku eksplozji na platformie wiertniczej do wód Zatoki zaczęła przedostawać się ropa. Dopiero po trzech miesiącach połączone wysiłki głównego winowajcy - koncernu British Petroleum, oraz rządu amerykańskiego doprowadziły do zatrzymania wycieku. Konsekwencje ekologiczne są porażające. Szczególnie ucierpiało wybrzeże stanu Luizjana, dotknięte pięć lat wcześniej przez cyklon Katrina. W październiku 2010 r. w hucie aluminium na Węgrzech uszkodzeniu uległy zbiorniki z tzw. czerwonym szlamem o właściwościach toksycznych. Substancja zalała kilka miejscowości, powodując zatrucie gleby. Zginęło 7 osób oraz liczne zwierzęta.
smog - Azja i Ameryka latynoskaTrudnym do rozwiązania problemem jest smog gromadzący się nad wielkimi miastami Azji i Ameryki latynoskiej, wywołany przez koncentrację poprzemysłowych zanieczyszczeń i spalin samochodowych przy występowaniu mgły i braku wiatru. Olimpiada w Pekinie w 2008 r. przypomniała ludzkości o smogu, który na czas igrzysk próbowano rozpędzić za pomocą środków chemicznych, a także dzięki zatrzymaniu prac w zakładach i ograniczeniu ruchu ulicznego. Na liście 10 aglomeracji świata z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem dziewięć znajduje się w Chinach. Na zdjęciach satelitarnych widać smog, ale nie miasta. Niewiele lepiej jest w Dżakarcie, Manili oraz metropoliach Indii i Ameryki latynoskiej. Najlepiej ilustruje zdrowotne konsekwencje tego stanu rzeczy przykład stolicy Meksyku, nad którym stale unosi się smogowa czapa o ciężarze 5-7 mln t. Rankiem jeszcze da się oddychać swobodnie, ale po południu i wieczorem u mieszkańców zaczynają pojawiać się charakterystyczne symptomy: poczucie pustki w głowie, zaczerwienienie oczu, ociężałość ruchów. Długofalowe skutki obejmują: niewydolność oddechową, choroby alergiczne, paraliż układu krwionośnego. Zatrute szkodliwymi związkami chemicznymi powietrze zwiększa ryzyko wystąpienia u płodu deformacji psychicznych i fizycznych. Raz na jakiś czas władze Meksyku zarządzają zamknięcie zakładów pracy i ograniczenie ruchu samochodowego jako środek doraźny na zredukowanie zanieczyszczeń.
UE i czyste powietrzeZ takimi problemami jak potężny smog miasta zachodniej Europy już się nie borykają, a przynajmniej nie w takim zakresie. Zawdzięczają to kilku czynnikom, m.in.: likwidacji (jeszcze w latach 70. i 80.) wielu fabryk zlokalizowanych w dzielnicach śródmiejskich, przeniesieniu tzw. brudnego przemysłu do krajów rozwijających się, wprowadzeniu do powszechnego użytku benzyny bezołowiowej, zastosowaniu proekologicznych rozwiązań przez producentów samochodów i sprzętu AGD oraz wspieraniu wytwarzania proekologicznych farb, lakierów, wyrobów plastikowych i innych produktów chemicznych ulegających biodegradacji. W lutym 1992 r. w krajach UE ustanowiono obowiązek wyposażania pojazdów w katalizatory spalin, by ograniczyć emisję szkodliwych substancji (m.in. tlenku azotu).
walka o prawa zwierzątZieloni skutecznie działali na rzecz prawnej ochrony zwierząt: za przemoc wobec nich grożą surowe kary, przynajmniej w krajach kultury zachodniej. W ostatnich latach hiszpańscy i latynoscy przyjaciele braci mniejszych organizowali happeningi potępiające corridę, która w efekcie coraz rzadziej była urządzana. Głośne protesty przeciwko zabijaniu zwierząt futerkowych urządzała PETA (ang. People for the Ethical Treatment of Animals - Ludzie na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt), skupiająca 2 mln członków w wielu państwach świata. Zgodnie z hasłem: "Wolę chodzić nago niż w futrze", młodzi ludzie biegali nagusieńcy po ulicach miast, kładli się na chodnikach, wpadali na stadiony piłkarskie itp. Ile w tym było elementu zabawy, a ile rzeczywistej troski o los braci mniejszych - nigdy precyzyjnie nie ustalimy. Jednak niezależnie od motywów aktywiści PETY i podobnych organizacji mieli istotny wpływ na promocję kosmetyków nietestowanych na zwierzętach oraz zmianę mody. W sklepach futrzarskich masowo zaczęto sprzedawać futra ze sztucznych materiałów. Pod wpływem PETY w 2008 r. ministerstwo obrony Wielkiej Brytanii zobowiązało się do zastąpienia produktami sztucznymi futra niedźwiedzi kanadyjskich w słynnych czapach, które noszą gwardziści Pałacu Buckingham. Ekolodzy protestowali żarliwie przeciwko przymusowemu tuczeniu gęsi. W wielu krajach Europy prawo tego zakazuje, ale nie we Francji, w której uważa się gęsie wątróbki za element "jej kulturowego dziedzictwa". Z kolei działacze Sea Sheperd Conservation Society, kierowanej przez Paula Watsona, od lat walczą przeciwko zabijaniu wielorybów i fok przez poławiaczy i myśliwych z Islandii, Japonii i Norwegii. Członkowie organizacji o nazwie Operation Migration zajmują się ratowaniem zagrożonych wyginięciem gatunków ptaków. Jeszcze inni zabiegają o budowę tuneli nad autostradami, by zwierzęta leśne mogły się swobodnie przemieszczać.
ekoterroryzmPewna grupa ekologów walczy o prawa zwierząt i ochronę roślin metodami znanymi z dziejów terroryzmu, dlatego nazywa się ich ekoterrorystami. Skupiające ich organizacje, jak np. ALF (ang. Animal Liberation Front - Front Wyzwolenia Zwierząt), znajdują się w USA na liście ugrupowań terrorystycznych. Ekoterroryści nie uznają kompromisów w sprawie obrony Matki Ziemi; ideologia części z nich opiera się na przekonaniu, że homo sapiens to najgroźniejszy gatunek w przyrodzie i dla jej dobra powinien zniknąć.
ochrona Puszczy AmazońskiejZieloni przez lata stawali w obronie lasów tropikalnych przed nadmiernym i chaotycznym wycinaniem. Przykładowo brazylijska Puszcza Amazońska rocznie kurczyła się średnio o 80 tys. km2. Zmniejszanie się areału "zielonych płuc świata" jest problemem o następstwach dla całej planety. Ziemie wyrwane puszczom przeznacza się na pastwiska dla bydła, pola uprawy soi oraz roślin potrzebnych do produkcji biopaliw. Skutkiem tego jest erozja gleby, wymieranie kolejnych gatunków fauny i flory, spadek liczby dni deszczowych w suchych regionach świata. W 2008 r. Brazylia ostro zabrała się do dzieła ochrony swych obszarów leśnych, powołując m.in. policję ekologiczną. Wrogiem ekologii w Amazonii brazylijskiej, boliwijskiej i ekwadorskiej były tzw. jankeskie rekiny, czyli wielkie koncerny, które bez oglądania się na konsekwencje ekologiczne eksploatowały pola naftowe i gazowe. Dopiero w kilku ostatnich latach lewicowe rządy Brazylii, Boliwii, Peru i Ekwadoru zaczęły zawężać prawa spółek naftowych i gazowych do korzystania z bogactw naturalnych w imię ograniczenia dalszej dewastacji puszcz tropikalnych.